poniedziałek, 20 marca 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 57 – Eksperymentalna terapia


Spotkanie z Ligą Ochrony Gnomów i Krasnoludków nie napawało entuzjazmem Kingsleya Shacklebolta. Miał dość Ksenofiliusa Lovegooda i jego dziwacznych wywodów na temat niesamowitych właściwości Gernumbli gardensi. W swoim chorym umyśle uroił sobie, że odgnamianie wpływa negatywnie na życie czarodziejów i zaczął dążyć do prawnego zakazania tej czynności. Gdy wyganiasz gnoma, twoja aura kona – takie hasło przyświecało jego kampanii, którą intensywnie prowadził w „Żonglerze”. Dowodził w czasopiśmie, że Gernumbli gardensi sprowadzają na ludzi chęć natychmiastowego wyżycia artystycznego, ewentualnie odkrycie w sobie nowego talentu. Kwestia krasnoludków została najprawdopodobniej wrzucona do ligi z powodu podobnego wzrostu, ponieważ występowały one głównie w Europie Środkowej, a w Wielkiej Brytanii były prawie w ogóle niespotykane.

Kingsleya irytowała powaga, z jaką Ksenofilius podchodził do całej sprawy i fakt, że pozornie popierała go większa część społeczeństwa, co powodowało, że jeszcze bardziej się nakręcał. Czarownice i czarodzieje uważali starania Lovegooda za niezwykle zabawne i chętnie zapisywali się do ligi, tylko po to, aby dostać gumową figurkę gnoma, której oczy wychodziły z orbit i krzyczała „zabieram ci aurę!”, gdy się ją ścisnęło. Obecnie był to wielki hit i główny temat rozmów w ministerialnej stołówce. Kingsley modlił się w duchu, aby ta moda równie szybko przeminęła, jak się zaczęła.

Pojawienie się Harry’ego było dla niego darem z niebios. Zaraz po wysłuchaniu jego propozycji dotyczącej Hermiony i Severusa, wysłał sowę do Percy’ego, zrzucając na niego swój obowiązek spotkania z Ksenofiliusem. Uznał, że chłopak poradzi sobie z nim śpiewająco. Stan dziewczyny był ważniejszy niż wysłuchiwanie o teorii względności wymyślonej pod wpływem śliny gnoma. Szczerze jej współczuł i z bólem serca patrzył, jak coraz bardziej się zmienia. Kiedyś była energiczna i pełna optymizmu, a teraz została tylko pusta skorupa naznaczona pracoholizmem. Kingsley dokładnie przeanalizował pomysł Harry’ego i musiał przyznać, że istniała możliwość, że wyjdzie to na dobre zarówno Hermionie, jak i Severusowi. Obydwoje potrzebowali zmian w życiu. Minister magii miał nadzieję, że Snape przestanie być nietoperzem z lochów, a czarownica znowu stanie się tą samą dziewczyną co kiedyś. Harry miał czuwać nad sytuacją i interweniować w razie potrzeby. Napełniony entuzjazmem czarnoskóry czarodziej, pojawił się w domu Hermiony z samego rana. Zastał tam drzemiącego na kanapie Snape’a.
- Pobudka! Nie prześpij takiego pięknego dnia! – powitał go dziarskim tonem.
- Gdybyś nie spał przez całą noc, to też byś padł – burknął były mistrz eliksirów. – Nie ma tutaj Hermiony, jest u swoich rodziców – dodał, przecierając zaczerwienione oczy.
- To dobrze, ponieważ chciałem pogadać z tobą.
- Ze mną? – zdumiał się czarnowłosy czarodziej. – O czym?
- Mam dla ciebie pracę.
- W Szpitalu Świętego Munga? – zapytał nieufnie.
- Nie. Chociaż to coś związanego ze zdrowiem – odparł Kingsley z uśmiechem. – Wczoraj był u mnie Harry i opowiedział mi…
- Przeklęty Potter! – wycedził Severus przez zęby. – Mógłby choć raz trzymać język za zębami!
- Dobrze, że tego nie zrobił, ponieważ znalazł odpowiedniego człowieka do roboty, której nie miałem komu zlecić.
- Mam nadzieję, że to coś na miarę mojego talentu – powiedział Snape, łypiąc na Kingsleya podejrzliwie.
- Wszyscy w ministerstwie widzą, że z Hermioną jest coś nie tak. Rodzina i przyjaciele próbowali wpłynąć na nią od ponad sześciu miesięcy, ale ona coraz bardziej pogrąża się w chorobie…
- Nie – odparł chłodno nietoperz z lochów.
- Trzeba jej pomóc, a ty masz u niej naprawdę duży dług wdzięczności – kontynuował cierpliwie Kingsley, gdy ignorowany Severus zgrzytał ze złości zębami.
- Nie będę robił za jej pielęgniarkę!
- Ona nie musi wiedzieć, że jej pomagasz. Możesz dalej udawać, że nic cię nie obchodzi – oświadczył minister magii. - Będziesz dostawał za to wynagrodzenie. Co miesiąc wpłynie na twoje konto odpowiednia kwota.
- Jaka? – zainteresował się Snape.
- Tysiąc galeonów.
- To zbyt mało, jak na kogoś takiego jak ja – skrzywił się paskudnie.
- Trzy tysiące, jeśli będzie widać poprawę. Gdy Hermiona całkowicie wyzdrowieje, dostaniesz o wiele więcej – wyjaśnił Kingsley. – Powiedzmy… piętnaście tysięcy galeonów – wyjawił z błyskiem w oku.
- Wchodzę w to! – odparł Severus bez wahania.
- Jest tylko mały haczyk.
- Jaki?
- Masz jej nie skrzywdzić! Żadnych imperiusów, czarno magicznych rytuałów i złowrogich eliksirów. Zrozumiano?
- Zgoda – oświadczył Severus.
- Pamiętaj, żadnego znęcania się – ostrzegł Kingsley i spojrzał wymownie w stronę rozmówcy. – Teraz muszę iść do ministerstwa. Będę was odwiedzał co jakiś czas, ale pewnie częściej będę przysyłał tu Harry’ego.
- Daj kogoś innego – Snape się skrzywił, jakby wypił sok z cytryny.
- Wolisz Gawaina? – zapytał minister magii słodkim głosem.
- Przyślij Pottera – westchnął były mistrz eliksirów. – Robards ma o niczym nie wiedzieć! – krzyknął ostrzegawczym tonem.
- Dobrze, będzie jak chcesz.
Kingsley zatarł dłonie z radości i podszedł do kominka. Nie mógł się doczekać efektów eksperymentalnej terapii.

***

- Zabierasz mi go akurat wtedy, kiedy jest mi bardzo potrzebny! – zirytował się Gawain. – To coś, co ma dla ciebie wykonać, nie może poczekać do przyszłego miesiąca?
- Nie – odparł Kingsley z lekkim uśmiechem. – To tajny projekt. Określiłbym go mianem „eksperymentalny”.
- Oczywiście nie zdradzisz mi ani jednego szczegółu…
- Kiedyś się dowiesz, o co chodziło. Teraz im mniej osób o tym wie, tym lepiej.
- Ty jesteś ministrem magii, nie ja – westchnął Robards. – Wiesz, że nie mam nic do gadania. Potter jest do twojej dyspozycji – burknął.
- Świetnie – ucieszył się Kingsley i skinął głową w kierunku Harry’ego, dając mu do zrozumienia, aby poszedł za nim.

Trasę od biura aurorów do gabinetu ministra magii pokonali w milczeniu. Nie chcieli, aby ich rozmowa dotarła do przypadkowo napotkanych czarownic i czarodziejów. Dopiero gdy zamknęły się za nimi drzwi i zostali sam na sam, mogli omówić postępy w planie.
- Zgodził się? – Harry zadał pytanie, które zajmowało jego myśli przez cały poranek.
- Tak. Początkowo nie chciał, ale wizja sporych pieniędzy ostatecznie go przekonała.
- To dobrze. Już się bałem, że galeony go nie skuszą…
- Jesteś pewien, że możesz sobie pozwolić na taki wydatek? – zaniepokoił się Kingsley. – Planujesz ślub, a to kosztuje.
- Rodzice zostawili mi wystarczająco dużo funduszy, abym nie musiał się o nie martwić do końca życia – Harry machnął lekceważąco ręką. – Dla Hermiony poświęciłbym o wiele więcej niż galeony. Skontaktowałem się z Ginny, a ona zgodziła się ze mną.
- Nie miała obiekcji w związku z Severusem?
- Miała, ale jej wszystko wytłumaczyłem. Nie boi się podjąć ryzyka. Powiedziała tylko, że jeśli Snape skrzywdzi Hermionę, to ona tak go załatwi, że życie jako nietoperz w amazońskiej dżungli wyda mu się bardzo kuszącą wizją.
- Cała ona – Kingsley zachichotał. – Masz obraz? – zmienił temat.
- Mam – odparł Harry. – Zaniosłem go do centrali. Po południu wszystko powinno być podłączone.

Razem z ministrem magii doszedł do wniosku, że dom Hermiony powinien być dodatkowo ochraniany przed czarodziejami korzystającymi z kominka. W tym celu kupił na pokątnej obraz, który anonsował gości i wpuszczał tylko tych, którzy dostali pozwolenie od właścicielki. Następnie zaniósł go do centrali, aby skoordynowali go z kominkiem i ograniczyli tym samym zasięg sieci Fiuu.
- W takim razie pozostało mi napisanie listu do Hermiony – powiedział Kingsley, wyjmując pergamin z szuflady biurka.

Harry pokiwał twierdząco głową i usiadł na krześle przeznaczonym dla gości ministra magii. Jego myśli kręciły się teraz wokół Hermiony i Krzywołapa. Nie miał pojęcia, kto mógł zabić kota i nie znalazł nawet najmniejszej wskazówki, która rzuciłaby promyk światła na całą sprawę. Gawain zachowywał się normalnie i nic nie wskazywało, aby wiedział, co się stało poprzedniego wieczora. Harry zaczął wątpić, czy kiedykolwiek złapie sprawcę.
- Proszę, zanieś go jej – oznajmił czarnoskóry czarodziej, podając chłopakowi list. - Na pewno się ucieszy z wiadomości.
- Tak, na pewno – odparł sarkastycznie chłopak z blizną. – Będzie zachwycona…
- To dla jej dobra.
- Wiem. Dziękuję.

Harry wsadził list do wewnętrznej kieszeni i uśmiechnął się do Kingsleya. Był szczęśliwy, że znalazł osobę, która popierała go w tym całym szaleństwie. Bał się, że minister magii wykręci się obowiązkami, albo od razu z góry skreśli jego pomysł. Na szczęście tak się nie stało i Harry mógł swobodnie działać w sprawie Hermiony. Zachęcony odwzajemnionym uśmiechem ruszył przed siebie, aby dostać się do domu państwa Granger.
- ON CHYBA ŻARTUJE! – wrzasnęła czarownica i zalała się łzami, zaraz po tym, jak przeczytała dostarczony przez przyjaciela list. – To… to nie możliwe… mie… miesiąc wolnego! – załkała gwałtownie, osuwając się na łóżko. – Nie dostanę… a… a… awansu!
- On ma rację, musisz zająć się swoim zdrowiem! – oznajmiła ostro pani Granger, która zaznajomiła się z treścią wiadomości. – Praca nie zając, nie ucieknie!

Harry zerknął na kobietę z niepokojem. Zmartwienia, które przysporzyła jej Hermiona, odbiły się na jej wyglądzie. Podobnie jak córka straciła sporo na wadze. To był kolejny powód, dla którego czarodziej postanowił zaryzykować. Miał nadzieję, że Severus ratując Hermionę, sprawi jednocześnie, że matka poczuje się lepiej.
- To tylko miesiąc. Proponuję, abyś zamieszkałą w tym czasie z rodzicami i Suzanne. Zanim się obejrzysz, będziesz zdrowsza i wrócisz do pracy – Harry z premedytacją podpuszczał przyjaciółkę.
- Nie! – zaprotestowała gwałtownie, tak jak chłopak przewidział. – Muszę wrócić do domu! – wydmuchała hałaśliwie nos w chusteczkę higieniczną i wytarła oczy rękawem.
- Nie sądzę, aby to był dobry pomysł – pani Granger zrobiła marsową minę. – Ten cały Snape…
- Jest w porządku! – przerwała jej Hermiona, wstając z łóżka. – Dzięki niemu mogłam spokojnie spać tej nocy!
- Wolałabym, abyś więcej niczego od niego nie brała. Skąd macie pewność, że to nie on zabił Krzywołapa? – spytała jej matka i pociągnęła znacząco nosem.
- Nie miał powodu, aby się go pozbywać, ponieważ zależało mu na mieszkaniu u Hermiony – wyjaśnił Harry. - Zaklęcie ochronne ujawniło, że nie miał złych zamiarów, gdy wchodził do domu. Byłem u Dundy’ego i jego żony, którzy potwierdzili jego słowa, że przebywał u nich przez ponad dwie godziny. Hermiona mówiła, że godzinę przed znalezieniem Krzywołapa, była w łazience i kot na pewno jeszcze wtedy nie wisiał. 
- Mogą być z nim w zmowie!
- Jego żona go nienawidzi.
- Nic dziwnego. To odpychający człowiek.
- Może u mnie mieszkać, a ja zrobię, co będę chciała! – fuknęła Hermiona podczas zbierania się do wyjścia. – Jeśli ktoś mnie będzie szukał, to znajdzie mnie w moim domu! – oznajmiła, kładąc dłoń na klamce i wychodząc z pokoju.

Harry szybko pożegnał się z panią Granger i podążył za przyjaciółką. Nie mogła użyć teleportacji w domu rodziców, ponieważ chłopak rzucił na niego zaklęcia blokujące. Z tego powodu Hermiona zmuszona była wyjść do ogrodu, aby móc się przenieść przy pomocy magii. Harry odnalazł ją łkającą za okazałym krzakiem, który skutecznie zasłaniał widok sąsiadom.
- Nie mogę się teleportować! – wyrzuciła z siebie, gdy do niej podszedł.
- Czemu?

Hermiona rzuciła mu takie spojrzenie, że od razu zrozumiał. Złe przeżycia czasem blokowały magię. Tak samo było w przypadku Meropy Gaunt i Tonks. Harry objął przyjaciółkę ramieniem, która ukryła twarz w dłoniach i szlochała.
- Widzisz, musisz się leczyć. Bez magii nie będziesz mogła dobrze pracować – wyszeptał. – Naprawdę powinnaś tutaj zostać.
- Nie!
- Jesteś pewna?
- Tak!
Harry westchnął ostentacyjnie, aby do Hermiony dotarło, jak bardzo się z nią nie zgadza i teleportował się z nią do jej domu. Zaprowadził ją do salonu i wyjaśnił, że po południu przyjdą do niej pracownicy sieci Fiuu, aby założyć blokady na kominek. To samo powiedział Severusowi, który zignorował go, udając, że go nie widzi i nie słyszy.
- Mam nadzieję, że mój plan się powiedzie – pomyślał Harry, gdy wychodził z domu Hermiony.

Postanowił przebadać ogród w świetle dnia, dlatego wyjął różdżkę. Już miał zastosować czary ujawniające, gdy spostrzegł Deva, którego głowa wystawała ponad płot i wpatrywał się w niego z najwyższym zainteresowaniem. Harry zrozumiał, że niełatwo będzie wytłumaczyć, co robi i dlaczego.
- Ha, ha, ha! – wybuchnął głośnym śmiechem. – Wziąłem z domu chińską pałeczkę, ale ze mnie gapa! – zawołał do chłopaka, chowając jednocześnie różdżkę do tylnej kieszeni spodni.
- Zdarza się – powiedział Hindus tonem, który wskazywał, że nie dał się przekonać. - Hermiona jest w domu?
- Czego od niej chcesz? – zainteresował się czarodziej.
- Dawno z nią nie rozmawiałem i… - Dev zamilkł i widać było, że myśli intensywnie. – Regan już z nią nie mieszka, prawda?
- On ma na imię Ron. Rozstali się – potwierdził Harry i zrobił krok w stronę domu.
- A ten… ten dziwny facet w typie wampira co z nią mieszka… kto to?
- Eeee – zająknął się chłopak z blizną. – To Severus. Współlokator.
- Yhm – wymruczał Dev i zmarszczył czoło. – Czemu przestałem z nią rozmawiać? – wyszeptał do siebie na tyle głośno, że Harry usłyszał i ruszył wolno w kierunku swojego domu.
Młody auror zrozumiał, że na razie nie może prowadzić śledztwa. Postanowił przenieść się na Grimmauld Place, aby wziąć pelerynę niewidkę. Szybko wskoczył w krzaki w ogrodzie i teleportował się do swojego domu.

***

Severus był przekonany, że zajęcie się dziewczyną będzie proste. Miał sporo zapasu Eliksiru Słodkiego Snu, Uspokajającego i kilku innych, które powinny poprawić jej humor. Nie raz miał do czynienia z rozhisteryzowanymi nastolatkami, które przeżywały stratę ulubionego zwierzątka lub złamane serce. W końcu był opiekunem Slytherinu i nie raz musiał interweniować, gdy dziewczyny przesadzały w lamentach. Nie miał wątpliwości, że Hermiona go posłucha. Po śmierci kota była w takim stanie, że zrobiła, co jej kazał. Z tego powodu był wyjątkowo pewny siebie, gdy zapukał do jej drzwi.
- Idź sobie! – usłyszał w odpowiedzi.
- Mam dla ciebie eliksir, który poprawi ci humor po śmierci futrzaka – oznajmił Severus, gdy otworzył drzwi.

Hermiona gwałtownie poderwała się od biurka, chowając jednocześnie coś za plecami. Jej twarz wyrażała złość.
- Niczego od ciebie nie chcę! – warknęła, przysuwając się bliżej ściany. – Wynoś się!
- Nie mam ochoty wysłuchiwać twoich jęków i zawodzeń Granger. Mam cię zmusić do wypicia? – spytał chłodno Severus.
- Spróbuj, a od razu pójdę poskarżyć się Robardsowi! – zagroziła.

Jej zachowanie zirytowało byłego mistrza eliksirów. Podszedł do niej i przysunął swoją blada twarz do jej twarzy. Spojrzał jej prosto w oczy i już chciał powiedzieć, gdzie może sobie wsadzić takie groźby, gdy wyczuł w jej oddechu aromat wina.
- Jesteś żałosna, wiesz? – zniżył głos do szeptu. – Mam dla ciebie całkowicie bezpieczny eliksir, a ty wolisz upić się jak jakaś…
- To moja sprawa! – odparła dziewczyna i zamrugała gwałtownie powiekami. – Zajmij się sobą!
- To także moja sprawa.
- Niby czemu? – zapytała buntowniczo.
- Martwa nie wynajmiesz mi pokoju – jego wąskie wargi wykrzywił drwiący uśmiech – a mi się na razie nie chce przeprowadzać.
- Wynoś się z mojego pokoju! JUŻ! – wrzasnęła czerwona ze złości Hermiona.

Podczas tego ataku gniewu, tak machnęła rękami, że butelka wina, którą chowała za plecami wypadła z jej dłoni i potoczyła się po podłodze, rozlewając zawartość. Dziewczyna rzuciła się na kolana, aby ratować dywan, jednak było już za późno. Krwistoczerwona plama przyozdobiła go, dając wrażenie, jakby w pomieszczeniu odbyła się bijatyka. Severus obdarzył ją spojrzeniem, które świadczyło, że zwątpił w jej inteligencję i wyszedł z pokoju, ponieważ ktoś uparcie naciskał na przycisk dzwonka przy drzwiach wejściowych.
- Jeszcze będziesz mnie błagała o eliksir! – krzyknął, schodząc po schodach. – Czego chcesz!? – warknął, gdy zobaczył stojącego na wycieraczce młodego Hindusa.
- Ja do Hermiony.
- Nie ma.
- Jej przyjaciel mówił, że jest – oznajmił chłopak podczas wyciągania szyi, aby spojrzeć w głąb domu ponad ramieniem czarodzieja.
- Kłamał – syknął Severus i zamknął z hukiem drzwi, zanim Hindus zdążył cokolwiek powiedzieć.
Idąc do swojego pokoju, doszedł do wniosku, że jeśli jeszcze raz Potter nie będzie trzymał języka za zębami, to przyklei mu go na stałe do podniebienia.

***

Harry siedział pod peleryną niewidką i obserwował, co się dzieje w domu Hermiony. Był coraz bardziej przygnębiony. Myślał, że Severus przejmie się swoim zadaniem, ale okazało się, że szybko dał sobie spokój. Pokłócił się z Hermioną i zajął się swoimi sprawami. Dopiero nadejście pracowników sieci Fiuu wywabiło go z pokoju. Obecnie Snape gotował coś w kuchni, a Harry wdychał smakowite zapachy i starał się zapanować nad burczącym brzuchem.
- Może mój pomysł nie był tak genialny, jak myślałem? – powiedział sam sobie. – Może powinienem to przerwać, zanim tak skrzywi jej psychikę, że nie będzie można jej pomóc?
Miał wrażenie, że zawiódł Hermionę, jej rodziców i wszystkich, którzy martwili się jej stanem. Wyobraził sobie rozczarowaną minę Kingsleya, który zaufał mu na tyle, że zgodził się porozmawiać z Severusem. Ginny postanowiła zrezygnować z drogiego szampana na weselu, aby zapłacić za opiekę nad przyjaciółką. Wszyscy mieli nadzieję, że eksperymentalna terapia przyniesie jakieś skutki.

Po dłuższym namyśle Harry postanowił dać szansę Snape’owi. Mimo wszystko próbował przekonać Hermionę do wypicia eliksiru. Musiał tylko jakoś do niej dotrzeć. Wprawdzie jego metody były dość brutalne, ale jeśli to miało pomóc… Chłopak wzdrygnął się, kiedy został gwałtownie wyrwany z zamyślenia. Severus przeszedł tylko kilka cali od niego. Trzymał w ręku talerz, na którym znajdowało się gorące spaghetti bolognese. Harry bezszelestnie podążył za nim. Wspiął się po schodach i ruszył w stronę pokoju Hermiony. Tam zobaczył, jak Snape zostawia danie na biurku i rozgląda się uważnie po pomieszczeniu. Twarz czarodzieja nie wyrażała żadnych uczuć. Najpierw jego wzrok spoczął na śpiącej Hermionie, następnie powędrował ku przestrzeni pomiędzy jej łóżkiem a ścianą, potem zatrzymał się na czerwonej plamie na beżowym dywanie.
- Granger, ty idiotko… – mruknął z niesmakiem, gdy pochylił się i podniósł z podłogi dwie butelki po winie.

Obejrzał je z tak samo kamienną twarzą, jak na początku i odstawił. Harry pomyślał, że oddałby wszystko, aby wiedzieć, co siedzi w głowie Snape’a. Wiedział, że mężczyzna coś planuje, ale nie był w stanie domyślić się co. Miał nadzieję, ze będzie to skuteczne i Hermiona nie będzie więcej piła. Depresja połączona z alkoholizmem dobiłaby ją w ciągu kilku miesięcy. Harry jeszcze bardziej zaczął się o nią martwić.

W tym czasie Severus wyciągnął różdżkę w kierunku dziewczyny i machnął nią, kreśląc prosty wzór. Harry wytężył mózg, aby zidentyfikować zaklęcie, co było trudne, ponieważ nietoperz z lochów nie wymówił go na głos. Hermiona w tym czasie zaczęła głośno oddychać i zgięła się w pół. Zdawało się, że dopadł ją koszmar, ponieważ pojękiwała cicho. Snape opuścił szybko jej pokój, gdy dziewczyna zaczęła wykonywać coraz bardziej gwałtowne ruchy. Harry ze zgrozą patrzył, jak jego przyjaciółka cierpi. Już miał przekląć Severusa, rzucając na niego wyjątkowo paskudne zaklęcie, gdy Hermiona wyskoczyła błyskawicznie z łóżka i pobiegła na chwiejących się nogach, do łazienki. Odgłosy zdradziły, że wyrzuciła z siebie całe wino, tą samą drogą, którą weszło. Snape w tym czasie stał na korytarzu, a na jego ustach błąkał się jadowity uśmieszek.
- Tak się dzieje, gdy pijesz na pusty żołądek – oznajmił wymęczonej dziewczynie, gdy opuściła łazienkę. – Na biurku masz obiad.
- Nie chcę jeść – odparła słabym głosem Hermiona. – Głowa mnie boli – dodała i złapała się za skronie.
- Jedyne co mnie teraz interesuje to, czy nie umrzesz z głodu, a ta chwila jest blisko – czarodziej wycedził lodowatym tonem.
- Chcę coś przeciwbólowego.
- Dam ci eliksir, jeśli ładnie poprosisz.
- Sama sobie poradzę!

Hermiona łypnęła na niego spode łba i weszła do pokoju. Wzięła swoją koralikową torebkę i zaczęła grzebać w niej zawzięcie. Severus przyglądał się jej z zainteresowaniem. Po chwili dziewczyna zaczęła się coraz bardziej irytować, co objawiło się czerwoną twarzą i drżącymi dłońmi. Harry domyślił się, że nie może znaleźć tabletek albo eliksiru, który uśmierza ból, a nie była w stanie przywołać tego przy pomocy różdżki. Ten fakt wykorzystał czarodziej w czerni, który sprawił, że torebka wyrwała się z rąk Hermiony i poszybowała w jego stronę.
- To moje! – oburzyła się czarownica.
- Oddam ci ją zaraz po tym, jak zjesz obiad – zakomunikował, patrząc groźnie na dziewczynę. – Nawet znajdę ci to, co szukałaś, ponieważ widzę, że czary ci nie idą – dodał ze złośliwym uśmiechem. – Nic innego nie tłumaczy, czemu nie użyłaś różdżki. Masz piętnaście minut. Jeśli obiad nie zniknie, to możesz pożegnać się z torebką.
- Nie masz prawa!
- Czternaście minut…
- Naprawdę poskarżę się Gawainowi!
- Trzynaście minut… - Severus odliczał ze spokojem, a groźba czająca się w jego głosie była coraz bardziej namacalna. – Leć do niego, proszę bardzo – odsunął się, aby zrobić jej przejście w drzwiach.

Dziewczyna wpatrywała się w niego z nienawiścią, ale nie zrobiła nawet kroku. Widać było, że przeżyte okropności ją męczą, a ból głowy i wypite procenty nie polepszały sytuacji. Zacisnęła dłonie i wymamrotała pod nosem jakieś przekleństwa.
- Jedz! – rozkazał ostro Snape. – Masz dwanaście minut!
Hermiona zrobiła ruch, jakby chciała się na niego rzucić z pięściami, ale zamiast tego odkręciła się na pięcie i usiadła przy biurku. Spaghetti zaczęło znikać z talerza, a Severus zrobił minę „ja zawsze wiem lepiej” i z satysfakcją patrzył na pokonaną czarownicę.
- Wbij sobie do tego pustego łba, że od dzisiaj jesz, co ci przygotuję. Nie zbawisz świata, jeśli będziesz wycieńczona niczym dzieci z Afryki – zachichotał złośliwie, gdy skończyła posiłek.
- Chcę tabletki przeciwbólowe! – warknęła ochrypłym głosem.
- Jak sobie życzysz – odparł czarodziej z fałszywą uprzejmością i przywołał lekarstwo, a potem oddał torebkę właścicielce. 

Czarownica połknęła tabletki, podeszła chwiejnym krokiem do łóżka i padła na nie bez siły.
- Powiedz prawdę… czemu to robisz – odezwała się po chwili.
- Już ci mówiłem, jesteś mi potrzebna – prychnął Snape.
- Ktoś ci kazał się mną zajmować. Pewnie Harry – oznajmiła z pewnością.
- Depresja ci całkiem mózg wyżarła! Prędzej zjadłbym swoje buty, niż zrobiłbym coś dla niego!
- Przecież robiłeś…
- Uważam, że moja misja jest już zakończona Panno Czepialska. Doprowadziłem do śmierci Voldemorta i odsiedziałem swoje w Azkabanie. Nie jestem mu już niczego winien – zawiadomił ją oschle.
- Powiedz prawdę, czemu się mną zajmujesz, to ci dam spokój – oświadczyła Hermiona.
Snape zmrużył oczy i spojrzał na nią, jakby była karaluchem.
- Dostałem list z „Magicznych Mikstur”. Są pod wrażeniem mojej wiedzy i chcą, abym sprawdzał przepisy przed drukiem – wyjaśnił sucho. – Nie myśl, że kierują mną jakieś sentymenty. Jesteś mi po prostu potrzebna i tyle.

Hermiona nic nie odpowiedziała. Leżała na łóżku i patrzyła się tępym wzrokiem w sufit. Snape opuścił jej pokój, gdy zrozumiał, że rozmowa została zakończona. Harry postanowił wrócić do domu, aby zjeść obiad przygotowany przez Stworka. W brzuchu burczało mu tak głośno, że mógł w każdej chwili zostać zdemaskowany. Będąc na ulicy, uznał, że widział już wystarczająco wiele, aby podjąć decyzję, czy chce kontynuować terapię. Brutalne metody byłego nauczyciela nie podobały mu się za bardzo, ale udowodniły, że są skuteczne. On sam nigdy nie wpadłby na pomysł, aby rzucić na przyjaciółkę zaklęcie wywołujące wymioty w celu oczyszczenia jej żołądka i przekonania do jedzenia. Takie rzeczy mógł zrobić człowiek, który nie troszczył się zbyt mocno o dobre samopoczucie współlokatorki. W tym momencie wszystko wskazywało, że Severus Snape jest odpowiednią osobą, na odpowiednim miejscu.