poniedziałek, 1 lutego 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 14 – Machlojki Malfoyów


Wstawiona Hermiona wylądowała przy bramie Hogwartu. Wiedziała, że będąc po alkoholu nie powinno się teleportować, ale stwierdziła, że po lampce wina może zaryzykować. Upewniła się, że nic jej się nie stało: nie rozszczepiła się ani nie wylądowała na jakieś samotnej wyspie. Wprawdzie chciała się pojawić w Hogsmeade aby pojechać powozami razem z Ginny i resztą, ale skoro do zamku nie było daleko zdecydowała, że pójdzie na piechotę. Spojrzała na zegarek, Hogwart Express miał przybyć na stację dopiero za piętnaście minut. Jeśli się pośpieszy to akurat trafi na kolację.

Cieszyła się z tego przymusowego spaceru, ponieważ po pierwsze wytrzeźwiała,  a po drugie ochłonęła. Mimo wizyty u Rona i kilku chwil spędzonych z nim sam na sam nadal była poddenerwowana. Zadowolona była, że ma z głowy Severusa Snape’a, ale z drugiej strony miała ochotę dokonać na nim mordu za niedocenienie jej.
- Tak naprawdę nigdy nie zauważał moich umiejętności – myślała ponuro. – Zawsze było jakieś „ale”, ciągle mu coś nie pasowało… Harry twierdzi, że udawał. Wspominał, że Severus mnie bronił, gdy Fineas nazwał mnie „szlamą”. Czemu ten człowiek nie mógł chociaż przez moment być miły? – pytała samą siebie. - Może ma jakiś wewnętrzny regulamin zabraniający dziękować komukolwiek? Sama widziałam parę raz jak był o 1/10 cala od uniesienia kącików ust. Kto wie, może tak rzadko ukazywał ludzkie uczucia, że zardzewiały mu mięśnie twarzy i to wszystko przez to – zachichotała pod wpływem swojej wyobraźni.

Wielka sala rozbrzmiewała głosami podnieconych uczniów. Zaraz miała się rozpocząć uczta powitalna. Hermiona stanęła za ostatnimi uczniami wchodzącymi do pomieszczenia. Przybyła do zamku na chwilę przed powozami, ale musiała udać się do dormitorium aby przebrać się w szaty szkolne. Jej kufer jeszcze nie dotarł (Ginny dostała zadanie dostarczenia go do pociągu) jednak miała zapasowy zestaw ubrań szkolnych w swojej torebce na wszelki wypadek. Jak życie pokazało była to dobra decyzja.

Od progu została powitana okrzykami radości dobiegającymi z różnych stołów. Podeszła do Gryfonów i usiadła koło Ginny, która od razu zaczęła się dopytywać czy Snape został uniewinniony. Widocznie większość uczniów czekało na odpowiedź i na Hermionie spoczęło pytające spojrzenie kilkudziesięciu osób.
- Dostał dwa lata w Azkabanie – powiedziała.
- Snape będzie siedział w pierdlu dwa lata! – rozległy się okrzyki ponieważ zaczęto podawać sobie wiadomość dalej.
- Powinien dostać dożywocie!
- Dobrze mu tak!
- Myślałam, że będzie uniewinniony!

McGonagall znowu musiała użyć zaklęcia aby przekrzyczeć podnieconych uczniów. Gdy wszyscy zamilkli popatrzyła się na nich z dobrotliwym uśmiechem. Była o wszystkim poinformowana ponieważ Hermiona wysłała jej sowę chwilę po procesie.
- Witam wszystkich po feriach, mam nadzieję, że odpoczęliście trochę od szkoły – rzekła. – Zauważyłam, że już wiecie o zakończonej rozprawie naszego byłego nauczyciela eliksirów i obrony przed czarną magią.  Jak poinformowała mnie wasza koleżanka, Hermiona Granger, która była obrońcą Severusa w Wizengamocie, został on oczyszczony z większości zarzutów. Dostał dwa lata więzienia za użycie zaklęcia niewybaczalnego. Albus sam poprosił go o skrócenie życia ponieważ umarłby w męczarniach z powodu klątwy Lorda Voldemorta… - zamilkła na chwilę ponieważ rozległy się szepty, gdy uczniowie zamilkli ciągnęła dalej. – Jednocześnie, dzięki temu czynowi, uratował przed śmiercią Draco Malfoya. Tylko z tego powodu nie dostał dożywocia! – wzięła głęboki oddech. – Teraz chciałabym podziękować Hermionie Granger za cały wysiłek i trud włożony w obronę Severusa Snape’a. Taka powinna być Gryfonka: odważna i działająca w sprawie, która przez wszystkich została skreślona na starcie. Puchary w górę za jej zdrowie!

Hermiona zaczerwieniła się gwałtownie, ale wyprostowała się dumnie z powodu pochwały. Ginny poklepała ją po plecach. Zdecydowana większość uczniów uniosła puchary, a zaraz potem rozpoczęła się uczta.

***

W dormitorium panował bałagan. Ginny z Hermioną oraz koleżankami z klasy wypakowywały rzeczy ze swoich kufrów. Przed rozpoczęciem nauki należało wyjąć wszystkie przybory szkolne i poukładać je na półkach, które miała każda z dziewcząt. Hermiona wyjęła podręczniki i zaczęła układać je alfabetycznie. Sięgnęła po książkę do alchemii i ku jej największemu zdumieniu okazało się, że na okładce jest napis „Jak być zawodowym ścigającym – poznaj tajemnicę najlepszych!” pióra Joscelind Wadcock. Podpis na pierwszej stronie wyjawił, że pozycja należy do Deana Thomasa.
- Jak ja mogłam tego nie zauważyć? – jęknęła Hermiona w myślach. – Musieliśmy się zamienić książkami, gdy te dzieciaki ze Slytherinu rozcięli nam torby – obejrzała ją dokładnie. – Mają identyczne, niebieskie okładki… Grubość też prawie taka sama… To wszystko przez ten cholerny proces! Przez niego byłam ostatnio strasznie rozkojarzona…

Pobiegła szybko do dormitorium chłopaków aby złapać Deana przed śniadaniem. Pomyślała, że widocznie on także nie zauważył pomyłki. Przypomniała sobie jego zachmurzoną minę na wczorajszej uczcie oraz to, że nie przyszedł na imprezę Sylwestrową. Widocznie musiało się coś stać, gdy pojechał na ferie do domu.
- Cześć Dean – powiedziała Hermiona, gdy zastała go samego w pokoju. – Mam tutaj twoją książkę o Quidditchu, a ty masz moją do alchemii.
- Och, cześć… - mruknął czarnoskóry chłopak i zaczął grzebać w kufrze. – Nie wiedziałem… wybacz…

Miał dziwnie zamyślony wyraz twarzy. Hermiona usiadła na jego łóżku i stwierdziła, że zdecydowanie musiało coś się mu przytrafić. Wprawdzie nie była z nim wyjątkowo blisko jednak tyle lat spędzili razem w szkole, że stwierdziła, że z nim porozmawia.
- Eee… Dean… - zaczęła nieśmiało.
- Tak? – mruknął.
- Ostatnio jesteś taki przygnębiony… stało się coś?
Dean podał jej książkę i popatrzył się tępo w przestrzeń ponad jej ramieniem. Hermiona milczała czekając na odpowiedź. Widocznie chłopak musiał się zdecydować czy jej się zwierzyć, czy nie.
- No dobra… powiem Ci… - westchnął i usiadł koło niej. – Wiesz, że nie poznałem nigdy swojego ojca. Nie wiedziałem czy był mugolem, czy czarodziejem.

Hermiona pomyślała o podsłuchanej rozmowie w lesie. Kiwnęła głową dając do zrozumienia, że wie o czym mowa.
- Gdy pojechałem do domu na początku ferii było wszystko w porządku – Dean kontynuował ponuro. – Po dwóch dniach moja mama zaczęła dziwnie się zachowywać. Co jakiś czas razem z rodzeństwem nakrywaliśmy ją jak siedziała gdzieś schowana i płakała. Nikomu nie udało się wyciągnąć z niej o co chodzi… - chłopak przygryzł wargę. – Dopiero w święta powiedziała mi szeptem… powiedziała, że ma pewność, że mój ojciec był czarodziejem!
- Naprawdę? – spytała Hermiona. – To super! Skoro wiesz o tym to czemu jesteś taki ponury?
- Bo ona nie chce mi nic więcej powiedzieć! – stwierdził chłopak ze złością. – Ani skąd się tego dowiedziała, ani kim on jest! Nic!
- Może ma jakiś powód… - zaczęła jej bronić Hermiona.
- Taaaa… twierdzi, że ze względu na mojego ojczyma nie powinienem tego rozgrzebywać…
 - Hmmm, to chyba nie w porządku wobec ciebie…
- Kocham mojego ojczyma! Był zawsze dla mnie jak ojciec, moje rodzeństwo też jest super! Ale mimo wszystko uważam, że mam prawo wiedzieć kim jestem! – stwierdził Dean z goryczą. – Dlatego nie byłem z wami w Sylwestra. Zostałem w domu, bo myślałem, że może mama coś więcej powie po pijaku… niestety, nie udało mi się…

Hermiona zamyśliła się, chciała pomóc swojemu koledze. Nie miała jednak wielu danych.
- Wiesz gdzie mogła się tego dowiedzieć?
- Nie mam pojęcia… cała moja rodzina to kompletni mugole, nie mają styczności z naszym światem…
- Twoje rodzeństwo nic nie wie?
- Nie… pytałem się, ale oni też nie mają pojęcia co mogło się stać.
- Może dostała jakiś list?
- Możliwe, ale nawet nie mam jak sprawdzić...
Hermiona położyła mu rękę na ramieniu i uśmiechnęła się do niego. Ten popatrzył na nią z wdzięcznością.
- Pomogę ci! – rzekła z powagą. – Jeśli chcesz powiadomimy Gwardię Dumbledore’a i może oni wpadną na jakiś trop. A teraz chodźmy bo już jesteśmy spóźnieni na śniadanie!

Dean przemyślał sprawę i zgodził się aby członkowie GD pomogli mu w poszukiwaniach. Koledzy i koleżanki powysyłali listy do swoich rodzin z pytaniem czy ci nie słyszeli o jakimś czarnoskórym czarodzieju, który dziewiętnaście lat wcześniej porzucił swoją rodzinę. Większość odpowiedzi brzmiało „nie”, ale babcia Neville’a słyszała kiedyś o jednym takim, który zmajstrował dziecko mugolce. Sprawa była dość głośna w pewnych kręgach ponieważ przybył z USA, zdradził dziewczynie mnóstwo tajemnic o świecie czarodziejów, a potem uciekł gdy się dowiedział o dziecku. Ministerstwo miało później sporo roboty ponieważ kobieta napisała co wie o magicznym świecie i wysłała list do popularnej mugolskiej gazety gdzie został opublikowany.
- Nie sądzę aby to było to – mruknął Dean i zwrócił się do Neville’a. – Ale jeśli twoja babcia może to sprawdzić to będę bardzo wdzięczny…

***

Pierwszy tydzień nauki minął wyjątkowo spokojnie. W sobotę rano Hermiona jak zwykle odebrała od sowy Proroka Codziennego. Nie było w nim niczego ciekawego poza tym, że miała miejsce premiera biografii Harry’ego autorstwa Rity Skeeter. Hermiona miała już odłożyć gazetę, gdy nagle zobaczyła małą wzmiankę o Malfoyach wciśniętą pomiędzy ogłoszenia o nowym środku na Bahanki, a relacji z wyścigów na Błotoryjach na Florydzie. Zdezorientowana zaczęła szybko czytać artykuł.


Malfoyowie oczyszczeni ze wszelkich zarzutów

W piątek, 8 stycznia 1999 roku, odbyła się ostatnia rozprawa rodziny Malfoyów. Byli oni oskarżeni o służenie Tomowi Riddle, bardziej znanemu jako Lord Voldemort, tudzież Ten-którego-imienia-nie-wolno-wymawiać. Cała trójka miała dopuścić się wielu zbrodni, jednakże zeznania Harry’ego Pottera (19 lat) rzuciły nowe światło na wydarzenia, które miały miejsce w czasie wojny. Lucjusz (45 lat) i Narcyza (44 lat) oraz Draco (19 lat) decyzją Wizengamotu zostali oczyszczeni ze wszystkich zarzutów.


- Co!? Malfoyowie uniewinnieni!? – Hermiona pisnęła i wstała. – Jak to!?
- Takie jest życie… - powiedziała Ginny cicho i zainteresowała się solniczką stojącą na stole.
- Dlaczego napisali tylko taką krótką wzmiankę? Zeznania Harry’ego Pottera rzuciły nowe światło na wydarzenia…
- Mpfh… – mruknęła coś rudowłosa.
Hermiona od razu zauważyła, że przyjaciółka coś wie. Nagle przypomniało jej się, że Harry nie chciał powiedzieć czemu Draco zgodził się zeznawać przeciwko Umbridge.
- W czasie rozprawy Severusa byli wyjątkowo chętni do współpracy… - mruknęła pod nosem i doznała olśnienia. – Harry! Niech ja go dorwę! – krzyknęła ze złością i popędziła w stronę drzwi aby wyjść z zamku.

Nagle poczuła, że ktoś chwyta ją za kołnierz szaty. Odwróciła się i zobaczyła, że to Ginny ją trzyma. Miała ten sam zawzięty wyraz twarzy jaki przybierała, gdy chciała kogoś obronić.
- Gdzie idziesz!? – warknęła.
- Do Harry’ego! Zamierzam powiedzieć mu co o tym myślę!
- Z tego co pamiętam skończyły się procesy przez co nie masz pozwolenia od McGonagall na opuszczenie zamku!
- Mam to gdzieś! – warknęła Hermiona wyrywając się przyjaciółce. – Jestem pełnoletnia!
- Panna-nigdy-nie-złamię-regulaminu mówi takie rzeczy!? – Ginny była zaskoczona.
- Ludzie się zmieniają – odrzekła Hermiona idąc w stronę lasu.
- Odejmę ci punkty! – ruda dziewczyna poczerwieniała ze złości. – Jestem prefektem! Masz wrócić!

Hermiona odwróciła się do niej i popatrzyła się przyjaciółce prosto w oczy.
- Są rzeczy ważne i ważniejsze, a ty wiedziałaś, że Harry chce wypuścić zbrodniarzy w zamian za pomoc drugiemu zbrodniarzowi! – zagrzmiała celując palcem w jej pierś. – Oni patrzyli jak Bellatrix mnie torturuje i nic nie zrobili! Draco mogę odpuścić, ale jego rodzicom nie! Nie pozwolę na to aby cieszyli się wolnością!
- Severus nie był zbrodniarzem! Harry mu wybaczył i ja także! – Ginny wyciągnęła różdżkę. - Wracaj albo walnę w ciebie upiorogackiem!
- Myślałam, że jesteś moją przyjaciółką! – odezwała się ostro Hermiona i wyciągnęła swoją.
- Jestem również dziewczyną Harry’ego! – warknęła rudowłosa. – Myślisz, że łatwo mi było ukrywać to przed tobą!?

Hermiona miała ochotę wyć z wściekłości i zawodu. Najchętniej rzuciłaby na Ginny jakieś wyjątkowo paskudne zaklęcie. W ostatniej chwili stwierdziła, że tego nie zrobi. Miała jednak zamiar pogadać z Harrym nawet jeśli miałaby stracić pięćdziesiąt punktów tak jak na pierwszym roku.
- Expelliarmus! – pomyślała Hermiona.
Różdżka Ginny wyleciała w powietrze i wpadła w śnieg daleko od swojej właścicielki. Hermiona wykorzystała dany jej czas i od razu pobiegła ku granicom Hogwartu ścigana gniewnymi okrzykami rudowłosej.

***

- Co to ma znaczyć!?
- Ciszej Hermiono… proszę… - Harry starał się uspokoić przyjaciółkę.
- Jak śmiałeś! Ty… ty… ty… - wydyszała Hermiona patrząc mu się prosto w oczy. – Nie dość, że przez ciebie wypuszczono na wolność Malfoyów to jeszcze pokłóciłam się z Ginny!
- Zrozum, nie miałem innego wyjścia – wyszeptał i usiadł na zamkniętej klapie sedesu, gdyż byli w łazience aurorów. – Narcyza okłamała Voldemorta, dzięki temu myślał, że jestem martwy, a ja mogłem działać. Draco musiał zabić Dumbledore’a, a mimo wszystko tego nie zrobił . Wtedy, gdy nas złapali nie chciał potwierdzić, że ja to ja…
- A Lucjusz!? – zagrzmiała Hermiona. – On też był w porządku!?
- Nie był! – warknął Harry. – Gdy zacząłem rozmawiać z nimi o Umbridge i Sewerusie to od razu stało się jasne, że nie kiwną nawet palcem jeśli ich wszystkich nie uwolnię…
- Super! – stwierdziła lodowatym tonem Hermiona. - Umbridge tak czy siak poszłaby do Azkabanu! Za to Severus nie był wart aby go bronić!
- Wcale nie! On… - chłopak zaczął protestować.
- …uratował nas wszystkich? – przerwała mu. – Spędziłam z nim wystarczająco wiele czasu by się przekonać, że zakończenie wojny to był skutek uboczny jego zemsty. Gdyby nie chodziło o twoją matkę to by pozwoliłby nam wszystkim zginąć i miałby to w dupie!
- Nieprawda! – zdenerwował się Harry.
- Prawda! Tylko ty nie chcesz tego zauważyć! - oczy Hermiony miotały groźne błyski. – Żałuję, że go broniłam, powinien zgnić w Azkabanie!
- Wiedziałem, że przyjmiesz to źle, ale nie sądziłem, że ci kompletnie odbije! – zagrzmiał Harry. – Przebywanie z Ronem sprawiło, że zachowujesz się jak on!

Dziewczyna poczuła, że zaraz wybuchnie. Uznała, że ten dzień jest jednym z najgorszym w jej życiu. Myślała, że jakoś przemówi mu do rozumu i jej przyjaciel zmieni zdanie co do Malfoyów.
- Zawiodłam się na tobie – powiedziała i otworzyła drzwi od kabiny. – Mam nadzieję, że nie wypuścisz na wolność kolejnego śmierciożercy!
- Ja też mam taką nadzieję! – usłyszeli lodowaty głos.

Hermiona wyszła przez drzwi i zobaczyła rozzłoszczonego Gawaina Robardsa. Uświadomiła sobie, że zapomnieli rzucić zaklęcia Muffliato.
- Masz przesrane Potter! – warknął patrząc się na siedzącego na sedesie chłopaka. – Będziesz czyścił toalety przez pół roku! Nawet Kingsley ci nie pomoże!
- Tak jest szefie – mruknął Harry bez entuzjazmu patrząc się ze złością na Hermionę.
- Dziękuję panno Granger za to przypadkowe poinformowanie mnie – Gawain zwrócił się do niej. – Wiedziałem, że nasz bohater coś kombinuje, ale nie wiedziałem co…
- Niech pan dopilnuje aby zrozumiał co zrobił! A teraz czas na mnie – odpowiedziała i pożegnała się Robardsem.
Po czym wyszła z toalety nie zaszczycając Harry’ego nawet jednym spojrzeniem.

***

Hermiona skierowała swoje kroki ku Magicznym dowcipom Weasleyów, jednak okazało się, że Ron wyruszył na południe po dostawę składników potrzebnych do zrobienia Kanarkowych Kremówek. Miał wrócić za kilka godzin dlatego dziewczyna stwierdziła, że nie będzie czekać. Zostawiła George’owi list aby ten przekazał go bratu.  Już miała teleportować się na granicę terenów szkolnych, gdy pomyślała, że wstąpi do „Esów i floresów” aby kupić sobie jakąś książkę na pocieszenie. Wiedziała, że jej przyjaźń z Harrym i Ginny przechodzi ciężką próbę. Była skłonna im wybaczyć, ale na razie była tak zła, że nie miała ochoty z nimi rozmawiać. Stwierdziła, że jak ochłonie to się do nich odezwie. W końcu jedna sprzeczka nie powinna przekreślać wieloletniej przyjaźni.

Mijani czarodzieje i czarownice przyglądali się jej ze zdziwieniem. Po pierwsze dlatego, że była kim była – słynną Hermioną Granger, przyjaciółką Pottera, obrońcą Severusa Snape’a. Po drugie miała na sobie szkolny mundurek i pelerynę. Myśląc, że powinna była się przebrać, przestąpiła próg księgarni. Od razu w oczy rzucił się jej wielki plakat, na którym Rita uśmiechała się pokazując swoją najnowszą książkę. Hermiona  popatrzyła na stos biografii Harry’ego i po krótkim wahaniu sięgnęła po jedną. Pomyślała, że wprawdzie miała nie czytać co napisała Rita, ale teraz przyda jej się odrobina śmiechu. Wyobraziła sobie co też może być w tym niskiej jakości dziele i od razu humor lekko jej się poprawił.

Wychodząc z „Esów i floresów” z książką pod pachą, Hermiona zderzyła się z jakąś dziewczyną.
- Przepraszam – wymamrotała. – Zamyśli…
Umilkła, gdy zobaczyła, że na śniegu siedzi jej koleżanka z tego samego rocznika. Blondwłosa Dafne Greendgrass była w Slytherinie i nigdy nie była wobec niej wredna. Wprawdzie często chichotała z tekstów Draco jednak nie angażowała się w oczernianie Harry’ego i jego przyjaciół. W Hogwarcie każdy wiedział, że szalała za Malfoyem i rywalizowała o jego względy z Pansy Parkinson. Gdy z nią przegrała przestała trzymać się z paczką przyjaciół Draco. Teraz zaś wstawała ze śniegu uśmiechając się do Hermiony.
- Na brodę Merlina! Jak my się dawno nie wiedziałyśmy! – zaszczebiotała i przytuliła zaskoczoną koleżankę. – Musimy koniecznie pogadać co u ciebie i tak dalej!
Złapała Hermionę za rękaw i zaciągnęła do Dziurawego Kotła, gdzie spędziły dwie godziny paplając jak najlepsze przyjaciółki.

czwartek, 28 stycznia 2016

Miniaturka numer 2 – The Gilderoy Horror Picture Show


Witam Wszystkich!

Napisałam drugą część "Zakręconych urodzin"! Tak jak chciałyście, będą gejowskie seksy! Osoby wrażliwe proszę o opuszczenia tego bloga.  A ci co zostają uraczę muzyką, która bardzo pasuje do dzisiejszej miniaturki. Miłego słuchania i czytania!



***

Gilderoy Lockhart wstał z łóżka w dobrym humorze. Tego dnia były jego urodziny, a on lubił dostawać prezenty (to było coś do czego się chętnie przyznawał i dzień wcześniej zamieścił ogłoszenie o tym wydarzeniu w „Proroku Codziennym”). Zastanawiał się co będzie w paczkach. W tamtym roku najlepszy prezent dostał od Gladys Gudgeon, która przesłała mu wielką torbę pełną kosmetyków do pielęgnacji ciała, które zawierały odchody słowika japońskiego.
Styczniowe poranki mają to do siebie, że na dworze panuje półmrok. Gilderoy znalazł szlafrok i założył go na siebie, tak samo postąpił z kapciami. Myśląc ciągle o czekających na niego prezentach, skierował swoje kroki ku łazience. Umył zęby i zaczął czesać swoje włosy. Nagle jego ręka zawisła w powietrzu, ponieważ przypomniał sobie co się stało niecałe trzy tygodnie wcześniej w urodziny Severusa. Drżącą ręką zapalił świecę.
- Aaaaa… a nic… ufff…. jestem sobą! – ucieszył się szczerząc białe zęby do swojego odbicia.

***

Argus Filch jak zwykle mył podłogę, gdy zauważył idącego Gilderoya Lockharta. Ten ostrożnie stąpał po mokrej posadzce aby nie wywinąć orła.
- Witaaaaaj Argusku! – zaświergotał starając się aby brzmiało to jak najbardziej gejowsko.
Woźny rozniósł po całym Hogwarcie plotki, że Gilderoy z Severusem mają romans. O dziwo, wcale im to nie przeszkadzało. Z powodu ostatnich wydarzeń nawiązali dość dobrą relację i na widok Argusa zawsze się wygłupiali udając gejów. Wszystko po to aby później wyć ze śmiechu z powodu jego zniesmaczonej miny.
- A niech cię trafi szlag, zboczeńcze pierdzielony! – warknął woźny i splunął na dopiero co umytą podłogę.
- Ooooch! Jesteś taki męski! – Gilderoy zatrzepotał rzęsami i pomyślał, że dzisiejszego dnia wyjątkowo dobrze wychodzi mu udawanie geja.

***

Severus Snape wstał gwałtownie z łóżka, włożył szlafrok i puścił się biegiem do łazienki. Stanął przed lustrem i drżącą ręką zapalił różdżką świecę.
- Ech… jestem sobą… - mruknął zawiedziony.
Śniło mu się, że znowu był w ciele Lockharta. To był bardzo przyjemny sen: był na promocji książki, fani szaleli na jego widok. Gdy szedł na zaplecze, barierki przeskoczyli dwaj przystojni młodzieńcy, a za nimi przybiegł rozzłoszczony Anastazy…
- Zaraz, zaraz… Anastazy? – Severus zachichotał w myślach. – Jakie ja mam dzisiaj dziwne sny… O cholera! – krzyknął gdy usłyszał jak zegar wybija pełną godzinę. – Spóźnię się na śniadanie!

***

Argus Filch był trochę zdziwiony, gdy zobaczył biegnącego Severusa Snape’a. Ten tak się śpieszył, że nie zauważył leżącego na podłodze mopa. Potknął się o niego i wywinął pięknego orła, za którego Argus – gdyby był sędzią – dałby dziewięć na dziesięć możliwych punktów. Severus upadł z głośnym plaśnięciem na posadzkę. Poprawił włosy i szatę, po czym skierował swoje kroki ku korytarzu prowadzącym do Wielkiej Sali, przeklinając głośno cały ród Filchów do dwudziestu pokoleń wstecz.

***

Gilderoy patrzył z zadowoleniem na deszcz sów, które przybyły z prezentami. Było ich tak wiele, że zasłoniły mu całkowicie widok na stoły i wejście do Wielkiej Sali.
- Łiiiiii! – zapiszczał z radości jak mała dziewczynka i zabrał się za rozpakowanie pierwszej paczki. – Supcio! Co ja tutaj… - nagle głos mu się załamał i uwiązł w gardle, gdy spojrzał w stronę  drzwi.
Między sowami biegł Severus Snape: szaty powiewały majestatycznie wokół jego ciała, oczy błyszczały niczym wypolerowany węgiel, policzki były zaróżowione jak u młodej dziewicy, czarne włosy falowały odbijając promienie słoneczne. Lockhart patrzył na to zjawisko jak na znak dany od samego Merlina.
- Mój ci on! – pomyślał.

***

Severus dopadł swojego miejsca koło Lockharta. Ten patrzył się na niego z rozmarzonymi oczyma i opadniętą szczęką, z kąta ust zaczęła kapać mu ślina.
- Gil, co ty odpierdalasz? – warknął cicho Snape i delikatnie uniósł mu brodę.
- Ja… ten… tego… - gwałtownie zarumienił się Lockhart. – Nic… nic… zobacz ile dostałem prezentów! Pomożesz mi je zanieść do mojego gabinetu Severusku? – zatrzepotał rzęsami i posłał w jego kierunku wspaniały uśmiech.
- O… oczywiście – wyjąkał Snape i zaczerwienił się jak piwonia.
- Patrzcie tylko i radujcie się, ziarenko miłości kiełkuje w Hogwarcie – stwierdził Dumbledore i zachichotał.
Reszta nauczycieli i niektórzy uczniowie (ci, którym nie zebrało się na wymioty) ryknęli śmiechem.

 ***

- Jaki ty jesteś czasem niezgrabny! – stwierdził Severus, gdy Gilderoy upadł na niego.
Przyczyną był gruby, perski dywan leżący w sypialni Lockharta, o który potknął się właściciel. Leżeli teraz na nim obydwaj, naokoło nich walały się paczki z prezentami. Próbowali się podnieść, a nie było to łatwe ponieważ zaplątali się w pelerynę Severusa, co doprowadziło do mocnego ocierania się dwóch ciał. Lokhartowi zrobiło się ciepło i poczuł, że jego mały przyjaciel stanął na baczność. Co było jeszcze dziwniejsze, duży przyjaciel Severusa również stanął na baczność.
Gilderoy jęknął, gdy sobie przypomniał co było, gdy poszedł do toalety w ciele Snape’a. Chciał się zwyczajnie odlać, więc rozpiął rozporek i ku swojemu zaskoczeniu wyjął ze spodni niezły kawał parówy. Wtedy poczuł, że ogarnia go niesamowita zazdrość. Sam miał małego ptaszka i to był powód dla którego nigdy nie korzystał z wdzięków napalonych fanek (po prostu się wstydził). Teraz zaś miał pod sobą gorącego Severusa, który znał jego sekret.
- To twoja różdżka czy się cieszysz, że na mnie leżysz? –  warknął nauczyciel eliksirów.
- Severusku, moje słońce! – wychrypiał Gilderoy i nieoczekiwanie dla samego siebie, pocałował go.

***

Snape na początku przyłączył się do zabawy, ale po chwili zrozumiał co robi. Przestał myśleć swoim małym, męskim mózgiem. Wyrwał się z uścisku Gilderoya i stanął na nogi.
- Co się tutaj, kurwa, dzieje!? – wrzasnął. – To nie jest normalne!
Severus chodził w tę i z powrotem. Zastanawiał się jak to możliwe. Gilderoy rzęził i łkał na podłodze w pozycji embrionalnej, ponieważ ze zbyt dużego podniecenia bolały go jajka.
- To czar czy eliksir? – mózgownica Snape’a myślała tak intensywnie, że groziła wybuchem. – Nie przypominam sobie niczego takiego… Taaaak… Trzeba się poradzić kogoś kto się lepiej zna na czarach ode mnie…
Złapał zalanego łzami Gilderoya, podniósł go do pozycji pionowej i zaprowadził do gabinetu dyrektora.

***

Argus Filch był lekko zdziwiony, gdy zobaczył jak zezłoszczony Snape, prowadzi zalanego łzami Lockharta. Nagle nauczyciel obrony przed czarną magią stanął i złapał Severusa za szatę na piersiach.
- Co znowu? – burknął czarnowłosy mężczyzna.
- Bierz mnie tu i teraz! – jęknął Gilderoy i pocałował go zachłannie.
Woźny wybałuszył oczy i otworzył tak szeroko usta, że wypadła mu sztuczna szczęka. Snape odepchnął Gilderoya i zagroził Argusowi, że go wypatroszy jeśli powie komuś co widział. Lockhart nie protestował, za to wpatrywał się z uwielbieniem w mistrza eliksirów. Woźny podniósł sztuczną szczękę, otrzepał ją z brudu i wsadził do ust.

***

Dumbledore poprawił swoje okulary-połówki na krzywym nosie i obejrzał dokładnie obydwu nauczycieli. Zajrzał im do uszu, gardła i sprawdził puls. Postukał Severusa palcem w czoło.
- Znowu sprawdzasz czy nie zwariowałem? – warknął nauczyciel eliksirów.
- Nie, lubię po prostu czasem popukać facetów – odrzekł spokojnie dyrektor.
- Długo to będzie trwało? – zachlipał Gilderoy. – Ja tylko udawałem geja! Nie chcę nim być!
- Zawsze byłeś pedałkowaty  – prychnął Severus z pogardą. – Za to moja reputacja mrocznego władcy lochów jest zagrożona!
- Ty brutalu! – burknął Lockhart i zaraz dodał z uśmiechem. – Podoba mi się to!
- Spokój, panowie, spokój – powiedział Dumbledore zdecydowanym tonem.
- Wiesz co nam jest? – zainteresował się Severus.
- Jest na to lekarstwo!? – Gilderoy padł na kolana i uczepił się szaty dyrektora patrząc na niego błagalnie.
- Zmieniła się wam orientacja i nic nie można na to poradzić.
- COOOOOO!? – wrzasnęli jednocześnie.
- Musi samo minąć… - Dumbledore czyścił palcem ucho, które przytkało się od hałasu. – To bardzo stary dowcip, robiliśmy sobie takie w 1899 roku... Hłe, hłe – zarechotał. – Trzeba było wypić Nalewkę Babuni, czasem była w niej amortencja. Dałem jedną Grindusiowi… To były najlepsze dni w moim życiu… – dyrektor pokraśniał na policzkach i oczy mu zapłonęły.
- Czy wypiłeś przed spaniem kieliszek Malinowej Nalewki Babuni!? – krzyknęli do siebie równocześnie Gilderoy i Severus.
- Malinowa nalewka to zdradziecka rzecz. Ma moc ukrywania wszelakich dodatków – pokiwał głową Dumbledore z miną znawcy. - Spokojnie, panowie, to minie w przeciągu tygodnia.
- TYGODNIA!? – zawył Severus.
- Wiem, że to długo – powiedział Dumbledore znad poradnika zatytułowanego „Od dzisiaj jestem hipogryfem! – co robić, gdy nastolatkowi totalnie odwali”, który zaczął czytać z nudów, ponieważ był tak mądry, że wiedział jaka będzie reakcja jego nauczycieli. – Powiem wam tylko, że aby życie miało smaczek raz dziewczynka, raz chłopaczek!
- Czy ty nam właśnie sugerujesz abyśmy… - zaczął podejrzliwie Severus.
- … byli ze sobą? – dokończył rozpromieniony Gilderoy, któremu ten pomysł przypadł do gustu. 
- Dajcie się ponieść tęczy! – odrzekł Dumbledore.
- Cholera, to dlatego zaczął podobać mi się kolor różowy – jęknął załamany Severus i nogi się pod nim ugięły.
- Wyglądałbyś w nim obłędnie – Lockhart złapał twarz Snape’a i patrzył się na niego z uwielbieniem.
- Tak uważasz? – spytał się Severus patrząc Gilderoyowi prosto w oczy.
- Tak – wyszeptał.
- Kurwa, dobijcie mnie… - załkał Severus.

***

Argus Filch przerwał odśnieżanie, gdy zobaczył jak Dumbledore i Lockhart ciągną za nogi Snape’a. Biedak rzucał się i złorzeczył najgorsze przekleństwa, ale trzymali go mocno. Dyrektor trzymał jego różdżkę w zębach. W pewnym momencie nauczyciel eliksirów złapał się kolumienki i nie chciał puścić, wierzgając dziko nogami.
- Tfeba gho jagoś ufpokoić! – starał się powiedzieć Dumbledore.
Nagle ciężka łopata przywaliła Severusowi w głowę. Od razu stracił przytomność.
- O! Fenkuje! Algusz!
- NIEEEEE! – wrzasnął dziko Gilderoy i padł na kolana koło kolegi, ujął jego twarz i zaczął jęczeć. – Taki piękny, taki cudowny! Mogłeś go uszkodzić kretynie! – krzyknął na woźnego.
Argus Filch powoli przysunął się do Dumbledore’a i szepnął mu na ucho:
- Lockhartowi też mogę przyfasolić…?
- Innym razem – mruknął dyrektor.
- Och! – Argus podrapał się w głowę patrząc jak dyrektor z Gilderoyem niosą Severusa za teren szkoły i teleportują się z nim.

***

Severus ocknął się i zobaczył nad sobą uśmiechniętą twarz Gilderoya. Zorientował się, że leży na kanapie, głowę ma ułożoną na podołku kolegi, a ten gładzi go po włosach. Łeb bolał go jakby dostał czymś twardym, ale dotyk Lockharta działał kojąco.
- Gdzie ja jestem? – wymamrotał.
- W mugolskim barze „Coco Banana”.
- Że co? – jęknął mistrz eliksirów i podniósł głowę.
Zobaczył tłum mężczyzn i kobiet, którzy wyglądali jakby urwali się z jakiegoś cyrku. Większość była karykaturalnie pomalowana i poubierana w dziwaczny sposób. Mężczyźni nosili wysokie obcasy, królowały krzykliwe kolory. Kobiety w większości wyglądały jak żeńskie wersje Crabbe’a i Goyle’a.
- Dom wariatów! – Severus był przerażony.
- Tutaj spotykają się geje, lesbijki, transwestyci, Drag Queen, masoni, feministki i ludzie lubiący wątróbkę – wyjaśnił Dumbledore. – Na dole mamy bar i sklepy, a na górze są pokoje do wynajęcia na godziny.
Był ubrany w gorset, rękawiczki, majtki, podwiązki, pończochy i buty na wysokim obcasie. Pił drinka z palemką i obserwował barwne towarzystwo.
- Ludzie lubiący wątróbkę są najbardziej nienormalni… nigdy im nie ufaj, nigdy! - stwierdził filozoficznie i pociągnął łyk napoju przez różową słomkę.
- Teraz wiem czemu tak stukasz gdy chodzisz… - stwierdził Severus patrząc się na obuwie dyrektora. - Zmywam się stąd! Nie zamierzam być gejem!
- Oj zostań, z naturą nie wygrasz! - Dumbledore zachichotał. – Chcieliśmy cię z Gilderoyem jakoś seksownie ubrać na imprezkę urodzinową…
- Taaaaak – Lockhart się rozmarzył. – Róż… dużo różu… i odrobina soczystej zieleni… cekiny, piórka i stringi!
- Pogrzało was!
Zanim dyrektor z Gilderoyem zdążyli zareagować, Severus wybiegł na zewnątrz i  teleportował się do zamku.
- Chyba zaczęliśmy trochę za ostro – Albus podrapał się po głowie.
- A ja tak bardzo bym chciał aby był moim idealnym kochankiem… - odrzekł zdołowany Gilderoy.
- Pomogę ci – oświadczył Dumbldeore z dziwnym błyskiem w oku.

***

Severus wpadł jak burza do swojego pokoju. Dał nura pod łóżko i wyciągnął kuferek ze skonfiskowanymi rzeczami uczniów. Wyrzucił ze środka kilka zębatych frysbi, które korzystając z okazji dziabnęły go w palce. Znalazł także zasuszone zwłoki Puszka Pigmejskiego, samoodpowiadające pióra i kilka lipnych różdżek. W końcu dokopał się do kilku egzemplarzy „Playboya”, „Twojego Weekendu” i „Magicznych figli”. Otworzył pierwszy magazyn z brzegu powtarzając jak mantrę „wolę kobiety”. Niestety, nic mu nie drgnęło na widok cycatych przedstawicielek płci żeńskiej.
- Cholera! – warknął. – Weź się w garść Sev!
Przeglądając „Magiczne figle” trafił na stronę zatytułowaną „Kącik Miłości Ganimedesa” przedstawiającą mężczyzn i czując jak jego przyjaciel staje mu na baczność zrozumiał, że na razie będzie wolał przedstawicieli swojej płci. Westchnął ciężko i zaczął chodzić po pokoju.
- To tylko tydzień… potem będę normalny… - mamrotał.  – Muszę unikać Gilderoya przez ten czas. On mnie kusi, ach, jak mnie kusi! – wzniósł oczy ku niebu. – Gdyby nie to, że jestem opanowany to już dawno bym go przeleciał… Unikanie go to dobry plan…
Popatrzył się na zegar i zrozumiał, że nic z tego nie wyjdzie, ponieważ za kilka godzin zaczynało się przyjęcie urodzinowe Lockharta.

***

Gilderoy wiedział jak zrobić wrażenie na innych. Zawsze spóźniał się aby wszyscy patrzyli się na niego, gdy tylko przekroczy próg. Tak samo postąpił i tym razem. Jego impreza urodzinowa trwała już od jakiegoś czasu, słychać było gwar rozmów i muzykę graną przez skrzaty domowe.
- Bum skarbie! – oznajmił wesoło, gdy otworzył gwałtownie drzwi.
Nie przewidział tylko, że ktoś może za nimi stać. Flitwick przeleciał przez pół pokoju by wylądować twarzą w biuście profesor Sprout. Kobieta zaczerwieniła się i spojrzała maślanym wzrokiem na próbującego wydostać się z fałd sukni kolegę.
- Ups! Sorka! – zachichotał Gilderoy i zwrócił się do Filiusa. – Bierz ją tygrysie!
Tym razem to nauczyciel zaklęć spłonął rumieńcem. Impreza rozkręcała się, zaproszeni goście pili sporo alkoholu i zaczynali zachowywać się co raz bardziej swobodnie. Gilderoy szukał Severusa, ale po sprawdzeniu pomieszczeń musiał przyznać, że go nigdzie nie ma. Już miał zacząć płakać w swojej ulubionej pozycji na podłodze, gdy drzwi się otworzyły i do pokoju wleciał wielki tort, a za nim podążał Snape.

***

Mistrz eliksirów wiedział, że jego plan ma wiele dziur, ale niczego lepszego nie wymyślił. Wielki, kilkupiętrowy tort, który lewitował za pomocą zaklęcia miał dać do zrozumienia Gilderoyowi, że nie jest nim zainteresowany.
- Na gatki Merlina! – zawołał uradowany Lockhart. - Severusku, jesteś najukochańszym facetem na świecie!
Snape przełknął z trudem gulę, która dziwnym trafem znalazła się w jego gardle. Gilderoy wyglądał po prostu OBŁĘDNIE w swojej różowej szacie z cekinami i puszkiem.
- Ten prezent… ma ci coś przekazać… - wychrypiał nauczyciel eliksirów próbując uspokoić swojego wacusia, który chciał wyskoczyć ze spodni.
- Naprawdę…? – Gilderoy był co raz bliżej.
- Tak… – mówienie sprawiało Snape’owi wyjątkową trudność. – Przysuń się jeszcze o krok to nie wytrzymam i rzucę się na ciebie! – pomyślał.
Z kłopotów wybawiła go McGonagall, która złapała go i Lockharta za chabety. Potrząsnęła obydwoma mężczyznami z zadziwiającą siłą i rzekła rozgniewanym tonem:
- Koniec tej szopki! Ja rozumiem, że wkręcacie Filcha, ale teraz przesadzacie! Przestańcie udawać, że jesteście gejami!
- Dobrze Minerwo – rzekł Severus spokojnym tonem ponieważ te kilka sekund sprawiło, że się opanował. – Zaśpiewajmy wszyscy Gilderoyowi „Happy Birthday”! – oznajmił zgromadzonym i wycofał się dyskretnie na drugi koniec pokoju.

***

Solenizant był wściekły. Był tak blisko uwiedzenia Severusa! Ta wstrętna Minerwa wszystko zepsuła. Naburmuszony wysłuchał piosenki urodzinowej i już miał wycedzić jakieś podziękowania, gdy tort się otworzył i wyskoczyła z niego Sybilla Trelawney ubrana w skąpy kostium tancerki brzucha.
- Niespodzianka! – wykrzyknęła.
Chciała seksownie wyjść z tortu, ale zaczepiła stopą o krawędź i wylądowała z głośnym pacnięciem u stóp Gilderoya.
- Nie… tylko nie ty… - wyjęczał dygocąc na całym ciele i cofając się pod ścianę.
Sybilla była od niego rok starsza i w szkolnych czasach także mieszkała w Ravenclawie. Przez dwa lata próbowała zmusić Lockharta do zastania jej chłopakiem, co najczęściej kończyło się na związaniu go i próbie dorwania się do jego spodni. Nie była ani atrakcyjna, ani za specjalnie delikatna wiec chłopak szybko zaczął się kulić ze strachu na jej widok. Gdy przyjął posadę nauczyciela obrony przed czarną magią nie wiedział, że Trelawney pracuje w Hogwarcie. Inaczej nigdy by się tego nie podjął. Jako, że Sybilla cierpiała na ostry syndrom niedopchnięcia to rzucała się na niego minimum cztery razy w tygodniu.
- Jestem do twojej dyspozycji! –  rzekła podpełzając do jego stóp. – Będę twoją niewolnicą!
- A kysz szatanie! – Gilderoy zrobił znak krzyża.
- Zrobię co zechcesz!
- W takim razie idź wyplewić mandragory maszkaro!

***

Następnego dnia Severus wstał w wyjątkowo dobrym humorze. Świetnie się bawił w nocy patrząc jak Sybilla wydaje dźwięki godowe, a Gilderoy ma stracha i stara się ukryć po kątach. Złośliwa natura Snape’a piała z zachwytu. Cieszył się, że tego wieczora wygrał z czarem i nie dał więcej powstać swojemu dużemu przyjacielowi. Idąc do łazienki wspominał wspaniałego kankana wykonanego przez Sprout, McGonagall i Hooch. Zastanawiał się czy ta ostatnia do latania na miotle także nie zakłada bielizny…

***

Gilderoy chodził nerwowo po gabinecie dyrektora. Albus patrzył się na niego z wyraźnym współczuciem.
- Dzisiaj jest środa! – warknął Lockhart. - Trzy dni od urodzin, a ja nadal go nie zdobyłem!
- Severus jest sprytny, wie jak omijać pułapki…
- Zaproponowałem mu wspólne wyjście do kosmetyczki i spa, chciałem lepić z nim bałwana i zrobić kulig, a ten się nie zgodził! – jęczał blondyn. – Ciągle chowa się za Trelawney. Ten jego Tort Trojański to był cios poniżej pasa!
- Było zabawnie – zachichotał Dumbledore.
- Nie było! – Gilderoy poczerwieniał na twarzy.
- Czas na ciężką artylerię! Mam plan… ale musimy poprosić Filcha o pomoc…

***

Woźny był zszokowany tym czego wymagał od niego Dumbledore. Zaszantażowany i poniżony spełniał zachcianki dyrektora i Lockharta. Modlił się po cichu do Bastet aby nie dała mu sił, bo nie wie jak by to mogło się skończyć.
- Dobrze… teraz fotografuj bardziej z profilu… tak… wspaniale! – pouczał go Gilderoy i wdzięczył się do obiektywu. – Teraz poczekaj, idę zmienić ubranie!
- Kończmy wreszcie! – wydarł się Filch. – Oczy mi krwawią na twój widok!
- Argusie, spokojnie – Dumbledore popijał leniwie drinka. – To ostatni zestaw.
- Co by mojej świętej pamięci matula powiedziała gdyby dowiedziała się jakie wyczyniam bezeceństwa! – wybełkotał woźny.
- Myślę, że fotografowanie homoseksualistów nie jest mniej zbereźne niż utrzymywanie intymnych relacji z kotem…
- Idźcie wy wszyscy do diabła – warknął Filch i zaczął fotografować przebranego Lockharta.

***

Severus leżał w łóżku i relaksował się w piątkowy wieczór. Jego plan działał bez zarzutu. Unikał Gilderoya od poniedziałku, a gdy się to nie udawało od razu krył się za nauczycielkę wróżbiarstwa. Było to wprawdzie tchórzowskie zagranie godne Potterów, ale uważał, że cel uświęca środki. Przeżył tyle dni bez całowania się z facetem i był z tego powodu bardzo z siebie dumny.

Nie mógł jednak ukryć wszystkich efektów Nalewki Babuni. Związywał włosy różową wstążką (którą bardzo komplementowały uczennice) oraz kupił sobie zestaw do malowania paznokci. Francuski manicure za bardzo mu nie wychodził i musiał poprosić o pomoc jedną ze starszych dziewczyn. Jednak na tyle opanował malowanie jednobarwnym kolorem, że cieszył się właśnie błękitem na swoich paznokciach.
- Niebieskie… jak oczy Gilderoya… - mruknął pogrążając się w marzeniach.

Nagle usłyszał skrobanie. Dochodziło ono od drzwi wejściowych. Otworzył je z duszą na ramieniu, spodziewając się kolejnego ataku ze strony obiektu jego westchnień. Jedyne co zobaczył to sowę, która trzymała w dziobie sporą kopertę. Severus wziął ją myśląc, że to egzemplarz książki, którą zamówił o tytule „Jak ukryć przed mamusią fakt, że jest się gejem”. Siadł na łóżku i rozerwał kopertę. Jego oczom ukazało się całe piękno tego świata… czyli pikantne zdjęcia Lockharta.

Gilderoy przebrany za króliczka, za bałwanka, siedzący na koniu, jako Arnold Schwarzenegger w „Konanie Barbarzyńcy”, w seksownym szlafroczku czy jako sprzedawca na stacji paliw. Severus nie mógł oderwać wzroku od ruszających się zdjęć. Pragnienie zaczęło palić go silniej niż zgaga na widok Pottera. Duży przyjaciel zaczął wiercić się w spodniach i domagać wypuszczenia na wolność.
- Nie dam mu się! – jęknął Severus. – Tyle wytrzymałem, nie mogę się poddać!
Spojrzał na zdjęcie Gilderoya oblizującego w sugestywny sposób usta.
- Muszę być twardy nie miękki!
Pod nim był obrazek na którym Lockhart jako strój miał założoną skarpetkę… tylko skarpetkę i dopisek „pozwól mi sobie służyć”.
- Ja już mu dam za takie zdjęcia! – Severus wzniósł okrzyk bojowy i wyskoczył z łóżka kierując się w stronę drzwi. – Ja mu zaraz bardzo dużo dam!

***

Argusowi Filchowi było już zupełnie wszystko jedno. Nie chciało mu się nawet zmywać podłogi, a zazwyczaj ta czynność odprężała go całkowicie. Popatrzył się na biegnącego Snape’a i podstawił mu nogę.
- Auuuu! A to za co!? – krzyknął Severus z poziomu podłogi.
- Za całokształt twórczości wykolejony degeneracie! – wrzasnął woźny. – Ty, Lockhart i Dumbledore jesteście nienormalni! Czuję się przez was zmolestowany! Odchodzę!
Snape miał ochotę rzucić na niego zaklęcie patroszące, ale gdy poszukał różdżki okazało się, że została w lochach. Wstał więc i pobiegł do Lockharta.

***

Gilderoy przestraszył się, gdy usłyszał jak ktoś wali z całej siły w drzwi jego prywatnych kwater. Strach pomieszał się ze zdumieniem, gdy zobaczył na progu zezłoszczonego i zalanego krwią Severusa.
- Mówiłem ci Gil, że nie jestem zainteresowany! – warknął i rzucił kopertę ze zdjęciami zaskoczonemu blondynowi.
- Eeee… Słoneczko, kto ci to zrobił? – wyjąkał.
- Argus podstawił mi nogę i rąbnąłem twarzą o posadzkę! – zagrzmiał Snape. – Jakie „Słoneczko” do cholery!
- Zaraz cię naprawię! – rzekł z entuzjazmem Lockart sięgając po różdżkę. – Episkey!
Jako, że zaklęcia Gilderoya rzadko działały tak było i tym razem. Rana miała zniknąć, ale tak się nie stało, za to rozpłynęły się ubrania Severusa. Gdy ten poczuł, że przewiewa mu wszystkie zakątki - nie tylko intymne, wskoczył do pokoju blondyna zatrzaskując drzwi.
- Ciebie to chyba ktoś palcem robił! – wrzasnął łapiąc Lockharta za chabety. – Zjebać takie proste zaklęcie! Dawaj różdżkę! – Severus naprawił sobie łuk brwiowy w sekundę.
- Upsik! – pisnął Gilderoy i szybko wyrwał mu różdżkę. – Usiądź sobie na łóżeczku, a ja już ci daję szlafrok.
Po czym poszedł do łazienki kręcąc przy tym tyłeczkiem niczym zawodowa tancerka.

***

Argus Filch wpadł jak burza do gabinetu dyrektora. Albus czytał właśnie dzieło pod tytułem „Jak stworzyć eliksir służący do klonowania” i w przypływie grzeczności odłożył je aby wysłuchać gościa.
- Odchodzę! – warknął Filch i rzucił pergamin z wypowiedzeniem na biurko Dumbledore’a. – Mam dosyć tego wszystkiego! Przed chwilą widziałem jak nagi tyłek Snape’a znika w pokoju Lockharta! Sodoma i Gomora, rozpusta i kapusta! Oczy mnie palą na widok czegoś takiego!
- Spokojnie Argusku – rzekł jak zwykle opanowany Albus. – Porozmawiajmy, wylejmy swoje żale… Chcesz kieliszeczek malinowej Nalewki Babuni?
- Eeee… - woźny nie wiedział co odpowiedzieć.
- Pyszna, zapewniam cię… - Dumbledore uśmiechnął się dobrodusznie do mężczyzny.
- No dobrze, poproszę – zgodził się Filch po chwili wahania.
Albus wręczył mu kieliszek i patrzył się jak gość upija łyka.
- Dobre! – zawołał Argus.
- Tak jak myślałem… to o czym chcesz porozmawiać ...?

***

Severus patrzył jak Lockhart znika za drzwiami łazienki. Wiedział, że gospodarz ma co najmniej dwa szlafroki, oprócz tego, który miał aktualnie na sobie. Nagle uwagę mistrza eliksirów przykuł dziwny przyrząd leżący koło łóżka. Wyglądał trochę jak duża, mugolska latarka tylko nie miała żarówki. Zamiast niej była różowa guma z dziurą pośrodku. Z drugiej strony, na boku znajdowała się korbka. Zaciekawiony Severus pokręcił nią i usłyszał, że to „coś” wydaje mlaszczące dźwięki.
- Gil, co to jest? – krzyknął.
- Prezent! – usłyszał głos dobiegający z garderoby. – Maszynka ssąco-ciupciająca! Przesłała mi ją Gladys Gudgeon, abym nie zdradzał ją z innymi kobietami! Ubzdurało się biedaczce, że jestem jej narzeczonym…
Severus odrzucił ustrojstwo najdalej jak tylko mógł starając się nie myśleć do czego używał jej Gilderoy. Usłyszał kroki i spojrzał się w ich kierunku. Lockhart szedł ku niemu z zatroskaną miną.
- Niestety… wszystkie szlafroki poszły do prania… - jęknął i uśmiechnął się przepraszająco.
- To daj mi coś innego!
- Hmm… - mruknął Gilderoy marszcząc teatralnie czoło. – Pomyślałem, że mogę oddać ci swój!
Po czym zsunął błękitny szlafroczek z ramion. Oczom Severusa ukazało się boskie ciało Gilderoya ubrane w stringi przedstawiające z przodu różową głowę słonia. W stronę Snape’a prężyła się uniesiona trąbka.
- Wiesz, że nie wracasz na noc do swojego pokoju? – wyszeptał Lockhart siadając obok Snape’a i obejmując go ramieniem.
- Wiem… - wykrztusił Severus czując jak druga dłoń Gilderoya sunie po jego udzie.

***

Argus Filch wrócił do swojej kanciapy w dość dobrym humorze. Dumbledore przekonał go do pozostania w Hogwarcie. Opowiadał mu tak długo o homoseksualistach aż woźny zaczął myśleć, że bycie gejem wcale nie jest takie złe. Poradził mu też aby zajrzał sobie do jakiejś gazetki i sam się przekonał czy nie kręcą go mężczyźni. Argus sięgnął po skonfiskowane „Magiczne figle” i otworzył strony na „Kąciku Miłości Ganimedesa”.
- Albus miał rację! – wykrzyknął zdumiony.

***

- Żartujesz sobie! Ja wiedziałem, że jesteś ignorantem w wielu dziedzinach, ale tego się po tobie nie spodziewałem! – oświadczył Severus unosząc się na łokciu.
- Nigdy się nad tym nie zastanawiałem! – bronił się Gilderoy, który poczerwieniał ze wstydu na twarzy. - Zawsze byłem hetero!
- Naprawdę nie wiesz jak geje uprawiają seks?
- No… to trochę kłopotliwe… wiesz… - Lockhart pokazał dwa odbijające się od siebie w miejscu opuszek palce. – Tak się chyba nie da…
- To trzeba robić tak! – Severus pokazał gest „ok” i zaczął wkładać do niego palec wskazujący drugiej ręki.
- A… a… ale gdzie to…
- W tyłek! Gil, w tyłek!
Lockhart wyglądał na zszokowanego i zniesmaczonego jednocześnie.
- Tym co się robi dwójeczkę w kibelku? – upewniał się.
- Tak!
- To strasznie niehigieniczne! A fe! – załkał Gilderoy.
Severus przytulił go i zaczął głaskać jego złote loki. Blondyn łkał w jego ramię przez chwilę mrucząc pod nosem, że on nie chce być gejem jeśli musi robić takie rzeczy.
- Przecież nie musimy tego robić – wyszeptał Snape. – Możemy zabawić się zupełnie inaczej…
Po czym zaczął pieścić Gilderoya, a ten w ciągu kilku chwil przestał płakać i przyłączył się do zabawy.

***

Gdy się obudzili zobaczyli, że przy łóżku siedzi Dumbledore i z zaciekawieniem ogląda maszynkę od Gladys.
- Fascynujące… - mruczał pod nosem i kręcił korbką. – Odgłos jakby krowa nogę z błota wyciągała…
- Co ty tu do cholery jasnej robisz? – warknął Severus i narzucił na siebie kołdrę.
-  Czeeeeść Dyrciu! – powiedział Gilderoy najbardziej gejowskim tonem jaki mógł z siebie wykrzesać.
- Nie uważacie chłopaki, że spanie do trzynastej to duża przesada? – Albus poprawił okulary na nosie. – O szesnastej mamy imprezę w „Coco Banana”.
- Jaja sobie robisz!? – warknął Severus. – Nie mam niczego lepszego do roboty jak wracać do tego domu wariatów.
- Oj chodź! – Gilderoy usiadł mu na kolanach i pocałował go. – Będzie fajnie, to impreza przebierana. Tematem są mugolskie filmy!
- Uzgodniliśmy już kto będzie kim – dodał Albus. – O której wypiliście Nalewkę Babuni?
- Coś koło dwudziestej trzeciej – powiedzieli równocześnie Severus i Gilderoy.
- Więc mamy sporo czasu, o tej porze to wszyscy będą już ululani wiec bez problemu się wymkniecie jak przestaniecie być gejami – odrzekł zadowolony dyrektor. -  A teraz przygotujemy się!

Severus był naburmuszony i nie zgodziłby się na wyjście gdyby nie usilne prośby Gilderoya połączone z szybkim lodzikiem w łazience. Wobec argumentu powtórki z rozrywki w barze, skapitulował i zgodził się przebrać za Franka-N-Furtera z „Rocky Horror Picture Show”. Gilderoy miał odgrywać rolę Rocky’ego, a Dumbledore Magenty.
- To gdzie są stroje? – mruknął Severus.
W tym momencie drzwi się otworzyły i wszedł przez nie Filch niosąc dwie wielkie torby z ciuchami.
- Przybył Riff Raff! – oznajmił chichocząc jak mała dziewczynka.
- Ja pierdolę! On też…? - wymamrotał Snape.

***

Przygotowania, mimo magii, zajęły sporo czasu. Trzeba było pokręcić proste włosy, wyprostować loki, przefarbować Albusa i Argusa. Makijaż też zajął sporo czasu, zwłaszcza doklejenie sztucznych rzęs. Nawet Dumbledore nie był na tyle biegły w czarach makijażowych, aby zrobić to przy pomocy magii.
Na imprezę przybyli spóźnieni. Gdy weszli przywitał ich barwny tłum. Gilderoy zauważył kilku Hannibali Lecterów, Terminatora, Robin Hooda, Piękną i Bestię, trzech Kapitanów Haków, Dartha Vadera i sporo księżniczek Lei w stroju niewolnicy. Albus uśmiechnął się promiennie.
- Jesteśmy oryginalni! – ucieszył się. – Mamy szansę na nagrodę!
- Zaraz, zaraz! Jaką nagrodę? – warknął Snape.
- Bierzemy udział w konkursie na najlepsze przebranie! – wyjaśnił rozpromieniony Filch.
- Możesz też wziąć udział w kilku pomniejszych konkursach, na przykład na najlepszy męski zadek! – dodał Gilderoy.
- Po moim trupie! – Snape skrzyżował ręce na piersiach.
- Masz! – Dumbledore przywołał drinki przyozdobione wisienkami i pomarańczami. – Dobrze ci to zrobi!

***

Severus nie chciał się do tego przyznać, ale świetnie się bawił udając Franka-N-Furtera. Nie przeszkadzał mu gorset, wysokie obcasy czy fakt, że był w samych majtkach i miał na nogach pończochy. Tłum szalał, gdy wstawiony wszedł na scenę i zaśpiewał „Sweet Transvestite” kręcąc przy tym tyłkiem i tańcząc zmysłowo. Albus wykonał razem z Filchem „Time Warp”, wspomagani przez Bellę z „Pięknej i Bestii”. Gilderoy brał udział w większości konkursów dotyczących urody. Fakt, że był tylko w złotych slipkach i butach bardzo mu w tym pomógł.

Kilka godzin później Severus razem z Lockhartem zataczali się na schodach. Wpadali na siebie, ciągnęli się w górę tylko po to aby zaraz upaść na tyłek. Śmieli się przy tym jak dzieciaki. Co chwilę całowali i macali. Gilderoy miał na sobie szarfy z napisami „Najbardziej zadbane włosy”, „Najseksowniejsza klata” i „Gorąca bułeczka”, a Severus „Najlepsze wykonanie piosenki z filmu”. Obydwaj trzymali w dłoniach po statuetce przyznawaną dla najlepiej przebranych homo-gości.
- Severusie… ja cię tak bardzo pragnę! – jęczał Gilderoy w przerwach między jednym, a drugim pocałunkiem.
- Jurorzy mieli rację… jesteś cholernie gorącą bułeczką – wydyszał Severus i złapał go za pośladki. – Aj! Parzysz!
Gilderoy zachichotał i pociągnął mistrza eliksirów ku recepcji aby wynająć pokój.

***

Filch nie pamiętał kiedy ostatni raz tak dobrze się bawił. Musiało być to coś koło roku 1934. Obserwował seksowne tyłeczki najróżniejszych facetów, wygrał konkurs na najbardziej błyszczącą łysinę i pił sporo drinków z palemką. Nagle koło niego pojawił się Albus.
- Argusie… - zaczął szeptać patrząc mu głęboko w oczy. – Chciałbym abyś poszedł ze mną do toalety…
Woźnego zatkało, nie podejrzewał, że dyrektor ma na niego ochotę. Ucieszony podążył za Albusem i po przeciśnięciu się przez tłum, weszli do pierwszej kabiny z brzegu. Argus postanowił przejąć inicjatywę.
- Albus, marzyłem o tym…
Nie dane mu było dokończyć ponieważ Dumbledore wyciągnął różdżkę i przyłożył mu ją do nosa.
- Co ty…
- Przykro mi Argusie, ale to czego mózg nie pamięta tego sercu nie żal… Obliviate! - woźny popatrzył się na Albusa nic nie rozumiejącym wzrokiem. – Po prostu nie chce mi się szukać kolejnego pracownika.
Dumbledore złapał Filcha za ramię i teleportował się do Hogwartu.

***

Gilderoy podgryzał z zapałem szyję Severusa, błądząc rękami po jego nagim ciele. Czarnowłosy mężczyzna nie pozostawał mu dłużny i zabawiał się w najlepsze małym przyjacielem swojego kochanka. Pościel nie była im potrzebna dlatego wylądowała już dawno na podłodze.
- Severusie – wychrypiał Gilderoy.
- Tak?
- Pójdźmy na całość! Będziemy mieli co opowiadać wnukom!
- Jesteś pewny? – Severus był zatroskany.
- Jak nigdy w życiu! – odrzekł Lockhart i wpił się mu w usta.
Snape pogrzebał wolną ręką w szufladzie szafki stojącej przy łóżku. Nie było to łatwe biorąc pod uwagę, że był mocno pijany przez co jego koordynacja ruchowa pozostawiała wiele do życzenia. Pamiętał, że recepcjonista mówił, że każdy pokój posiada na stanie tubkę lubrykantu. W końcu znalazł to czego szukał.
- Przygotuj się na niezapomnianą przygodę! – wychrypiał nabrzmiałym od podniecenia głosem.

***

Argus Filch wszedł do Wielkiej Sali aby umyć podłogę po obiedzie. Ku swojemu zdumieniu zamiast pustego pomieszczenia ujrzał Gilderoya Lockharta i Severusa Snape’a, którzy jedli bardzo mocno spóźniony obiad z wyjątkowo zbolałymi minami. Podszedł do ich stołu i postawił na podłodze wiadro z wodą. Słyszał rano jak Dumbledore mówił McGonagall, że mężczyźni wrócili późno w nocy po sporej popijawie.
- Co? Boli głowa? – zagadnął.
Severus zbladł i wyglądał jakby miał zaraz zwymiotować. Zamiast niego odezwał się Lockhart.
- Nie… tyłek.
- Aaaaa! – Filch zrozumiał o co chodzi. – Pewnie hemoroidy!
- Tak, masz rację… – wyszeptał Gilderoy zerkając niespokojnie w stronę Severusa. – Masz całkowitą rację…
- Uszy do góry chłopaki! Jeszcze nie raz to się powtórzy! – oznajmił Argus. 
Snape zerwał się gwałtownie, pobiegł do bocznej komnaty aby dopaść tam kosza na śmieci i dać upust swoim emocjom.

***

Albus Dumbledore otworzył swoją sekretną szafę i włożył do niej kolejną statuetkę wygraną w „Coco Banana”. Oprócz tego było w niej wiele szarf i innych nagród. Półkę niżej, obok Nalewki Babuni, leżało pudełko z babeczkami przykrytymi malinową polewą. Dyrektor sięgnął po butelki z różnymi płynami. Ułożył je na swoim biurku i mruknął:
- W tym roku wyjątkowo dobrze się bawiłem… ale mogę się bawić jeszcze lepiej!