Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hermiona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hermiona. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 59 - Koszmar


Ulica pogrążona była w ciszy. Ludzie mieszkający w identycznych domach – bliźniakach już dawno spali. Nikt nie zakłócał ich spokoju. Leciutki wietrzyk kołysał delikatnie liśćmi drzew. Czasem tylko jakiś kot przemknął chyłkiem pomiędzy zaparkowanymi na podjazdach samochodami. Suzanne przytulała się przez sen do swojej ulubionej maskotki, śniąc o lodach czekoladowych i Teletubisiach. Severus kręcił się niespokojnie w łóżku, ponieważ nawiedził go koszmar. Znowu był więźniem w Azkabanie i musiał patrzeć na Sarę, która migdaliła się bezwstydnie z Robinem Poynterem. Czarodziej chciał rzucić się na czarnoskórego chłopaka, ale wtedy do gabinetu wpadł Potter z Robardsem i powstrzymali go, krzycząc, że za próbę morderstwa zasłużył na tortury, które będzie przeprowadzał na nim Voldemort z Dundym. Snape obudził się gwałtownie, gdy poczuł, że jego ciało przeszywają niewidzialne sztylety. Starając się uspokoić oddech, podszedł do okna i otworzył je. Felixa nigdzie nie było widać, ponieważ przebywał na nocnych łowach. Dopiero po kilku minutach Severus był w stanie położyć się znowu do łóżka, gdzie usnął tym razem bez snów.

Podczas gdy Snape wpadał w objęcia Morfeusza, Hermiona Granger siedziała przy biurku otoczona przez ciemność. Bolała ją głowa w miejscu, gdzie uderzyła ją książka, rzucona przez współlokatora. Trzymała ją teraz w dłoniach i nie była w stanie zmusić samej siebie do przeczytania jej. Mimo że od kłótni z Severusem minęło kilka godzin, to nadal była zbyt roztrzęsiona, aby się skupić. W jej uszach dźwięczały jego słowa, a w myślach widziała ten pełen pogardy wzrok, który świadczył, że uważa ją za totalną kretynkę.
- Czemu on się mnie tak czepia? – jęknęła, kładąc głowę na twardym biurku. – Przecież nigdy go nie obchodziłam…
- Nie myśl, że kierują mną jakieś sentymenty. Jesteś mi po prostu potrzebna i tyle – zabrzmiał głos Severusa w jej myślach.
- Do czego jestem ci potrzebna? Abyś miał się nad kim znęcać? – zastanawiała się.
- Martwa nie wynajmiesz mi pokoju – odparł wyimaginowany czarodziej.
- No tak, ty nie wiesz, że ten dom nie należy do mnie… - oświeciło ją.

Nigdy nie poinformowała współlokatora, że przelewa odpowiednią kwotę Ianowi, a ten przesyła ją rodzicom do Hiszpanii. On sam wpadł kiedyś na inspekcję, aby zobaczyć, czy wszystko jest w porządku, ale to miało miejsce zanim Severus się do niej wprowadził. Czarodziej nie utrzymywał nawet najmniejszych kontaktów z sąsiadami, więc nie miał kto go o tym poinformować.
- Niby czemu miałabym być martwa? – obruszyła się Hermiona, gdy zaczęła analizować słowa Snape’a.
- Jedyne co mnie teraz interesuje to, czy nie umrzesz z głodu, a ta chwila jest blisko – współlokator okazał się wyjątkowo chętny do pogawędki.
- Jem, ile mogę, a ty się mnie czepiasz! – odwarknęła.
- Nie zbawisz świata, jeśli będziesz wycieńczona niczym dzieci z Afryki – usłyszała kpiący szept.
- To jedź tam i je uratuj!
- Jesteś żałosna, wiesz?

Ciałem czarownicy wstrząsnął dreszcz strachu. Odwróciła się błyskawicznie, ale w pokoju nikogo nie było poza nią samą. Przeczesała wzrokiem ciemności, szukając Severusa, ale go nie znalazła. Rzuciła ostatnie, nieufne spojrzenie i odwróciła się z powrotem w stronę biurka. Mogłaby przysięgnąć, że poczuła jego obecność i usłyszała szept przy swoim uchu.
- Nie jestem żałosna – oznajmiła szeptem.
- Jesteś – wyimaginowany Severus powiedział to tak wyraźnie, że dziewczyna błyskawicznie odwróciła się w stronę pokoju, będąc przekonaną, że to prawdziwy jest obok niej. – Odcięłaś się od wszystkich, nawet od własnej rodziny.

Zimny pot oblał Hermionę. Zrozumiała, że albo zwariowała, albo Snape bawi się jej kosztem, będąc niewidzialnym. Postanowiła to sprawdzić, zamykając oczy, aby nie mógł użyć oklumencji i odpowiadając mu w myślach.
- Mylisz się.
- Masz poprzestawiane w głowie. Ogarnij się.
Czarownica odetchnęła z ulgą. To były tylko wspomnienia. Słyszała te słowa już wcześniej. Wypowiedział je, zaraz przed tym, jak oskarżyła go o współpracę z Harrym. Hermiona parsknęła śmiechem, gdy to sobie przypomniała. Rzeczywiście miała poprzestawiane w głowie, skoro coś takiego wpadło jej do głowy. To było zupełnie niedorzeczne. Zrobiła z siebie zupełną idiotkę.
- Wyobraź sobie, że kiedyś nie chciałem żyć. Nie miałem dla kogo, więc wiem, jak się czujesz.
- On rzeczywiście coś takiego powiedział… – oznajmiła z niemałym zdziwieniem.

To było zaskakujące odkrycie. Zupełnie zapomniała, że przyznał się do tego. Dotarło do niej, że uważał, że ona także nie chce żyć i dlatego jej pomagał! Jej były nauczyciel potrafił współczuć! Hermiona uznała, że bardzo się pomylił co do niej, ale w tym momencie spojrzała na niego inaczej.
- Mimo wszystko mógłby być milszy – mruknęła, gdy opadły jej emocje związane z odkryciem innej strony Severusa.
- Hermiona Granger, która należała do Zakonu Feniksa i walczyła podczas wojny, nie załamałaby się. Zamiast tego wzięłaby sprawy w swoje ręce – ponownie usłyszała jego głos. - Czasem trzeba brutalnie kimś potrząsnąć, aby się opamiętał. Gdy staniesz się dawną Hermioną Granger, to wrócimy do uprzejmego ignorowania się wzajemnie. Możesz ze mną walczyć i przegrać albo zmienić swoje nędzne życie. Wybór należy do ciebie.
- Jaki ja mam wybór? – zdenerwowała się. – Szantażujesz mnie, wykorzystując do tego Suzanne!

Zerknęła na trzymaną przez siebie książkę. Nawet do niej nie zajrzała i nie przeczytała opisu na tylnej okładce. Ta myśl zrobiła na niej równie piorunujące wrażenie, jak uświadomienie sobie, że Severus odczuwa coś innego niż złość i frustrację. Przecież kochała książki! Jak to się stało, że nie była w stanie przeczytać mugolskiego poradnika, skoro potrafiła przebrnąć przez najnudniejsze tomy poświęcone historii magii? Kiedyś umiała wkuć na pamięć wszystkie podręczniki w ciągu dwóch lub trzech tygodni. Dlaczego w takim razie nie potrafiła otworzyć książki o depresji?
- Nic się nie zmieniło, jesteś sobą, to inni się mylą – powiedział głos, który wcale nie należał do Severusa. – Przeczytałaś tyle książek, że stałaś się wybredna i byle co cię nie zadowoli. Ojciec powinien wiedzieć, że nie przeczytasz tego chłamu.

Hermiona przez moment przestała oddychać. To był jej własny głos! Tylko że mówił rzeczy, które nie są prawdą. Przecież wiedziała, że nie jest taka. Z drugiej strony, była przekonana, że to ona sama do siebie mówi. Czyżby Severus miał rację co do niej, twierdząc, że ma urojenia?
- Ta książka może dać mi odpowiedź – pomyślała.
- Nie, nie, to niemożliwe! – zaskrzeczał głos, który był i zarazem nie był jej.
Drżąca ręka dziewczyny powędrowała w stronę lampki i zapaliła ją. Światło sprawiło jej ból, ale przetarła dłonią oczy i powoli otworzyła książkę, która leżała na biurku. Ignorując krzyki w swojej głowie, pogrążyła się w lekturze.

***

Biegła ile sił w nogach po ulicach Londynu, starając się uciec przed napastnikiem. Trzymała w ręce różdżkę, ale nie mogła jej użyć. Magia opuściła ją całkowicie. Zamiast niej pojawiło się prawdziwe przerażenie. Hermiona nawet nie wiedziała, z kim ma walczyć. Zorientowała się tylko, że ten ktoś ją goni. Napastnik za każdym razem czekał w mroku, który podążał za dziewczyną, gdziekolwiek się udała.
- Chodź tutaj! – ktoś zawołał i otworzył drzwi do Hogwartu.

Czarownica wskoczyła do zamku i sama nie wiedząc czemu, pobiegła prosto do toalety na pierwszym piętrze. Oparła się o jedną z umywalek, starając się nabrać powietrza do płuc. Usta miała wyschnięte, a całe ciało bolało ją od nieustannej gonitwy.
- Chcesz do mnie dołączyć! – zawołała Jęcząca Marta, wysuwając się niespodziewanie z lustra.
- Nie, nie chcę! – odparła Hermiona.
- Myślę, że chcesz – ucieszył się duch. – Będziemy tutaj we dwie. Postraszymy uczennice i poślizgamy się w rurach! Łiii! Ale będzie fajnie!
- Nigdy nie będę z tobą straszyć! – oburzyła się Hermiona.
- Nie? – spytała Marta przymilnym tonem. – Dlaczego więc wyglądasz jak trup!? – wrzasnęła, unosząc się jednocześnie do góry, aby czarownica mogła zobaczyć swoje oblicze w lustrze.

Dziewczyna chciała krzyczeć, ale nie była w stanie wydobyć ze swojego gardła nawet najcichszego dźwięku. Odbicie pokazało, że Marta nie zmyślała. Hermiona, która była po drugiej stronie lustra naprawdę przypominała trupa. Skórę miała bladą jak topielec, twarz zdawała się bardziej być czaszką niż obliczem żywego człowieka. Ciało było wychudzone tak bardzo, że można było łatwo policzyć kości.
- To nie ja – załkała czarownica.
- Jasne, że ty – oznajmiła Marta z pewnością w głosie. – Sama na to zapracowałaś.
- Ja nie chcę!
- Już za późno! – zachichotał piskliwie duch. – Zostaniesz moją przyjaciółką na wieczność!
- Nie! – wrzasnęła Hermiona i rzuciła się w stronę drzwi.

Gdy je otworzyła, zobaczyła coś, czego nie chciała nigdy więcej widzieć. Na korytarzu pojawił się dementor. Złapał zaskoczoną dziewczynę za ramię i przyciągnął do siebie. Drugą, obślizgłą dłonią zdjął ze swojej twarzy kaptur.
- Nie, nie, nie! – wrzeszczała dziewczyna, ledwo przytomna ze strachu. – Zostaw mnie! Zostaw!
Zrozumiała, że już jest po niej. Nie udawało jej się wyszarpnąć z żelaznego uścisku dementora. Czuła chłód w ciele i słyszała świszczący oddech. Marta fruwała w pobliżu, śmiejąc się histerycznie.
- Nieee!

***

- Obudź się, do cholery jasnej! – rozkazał Severus i jeszcze mocniej potrząsnął ramieniem Hermiony.
- Co… jak… gdzie dementor!? – wrzasnęła zdezorientowana.
- Jeśli dzisiejszej nocy nie weźmiesz Eliksiru Słodkiego Snu, to z ochotą wyślę cię tam, gdzie jeszcze je można spotkać – prychnął czarodziej. – Wrzeszczałaś tak, że obudziłaś swoją siostrę!
Czarownica zamrugała gwałtownie powiekami. Musiał być ranek, ponieważ promienie słońca prześwitywały przez zasłony. Ona sama siedziała na krześle, a przed nią rozłożona była książka o depresji. Hermiona szybko doszła do wniosku, że musiała zasnąć podczas czytania.
- Co z małą? – spytała, starając się odsunąć od siebie wspomnienia o koszmarnym śnie.
- Kazałem jej iść spać, a ona grzecznie się posłuchała. Powinnaś częściej brać przykład z dziecka! – warknął Severus i skrzyżował ręce na piersi.
- Przepraszam… przyśniło mi się…
- Nie interesuje mnie, co ci się śni – odparł sucho. – Chcę się wyspać, ponieważ mam coś dzisiaj do załatwienia – wyjawił z wyrzutem i odwrócił się, aby wyjść z pokoju dziewczyny.
- Dziękuję, że się zająłeś Suzanne – wyszeptała Hermiona.

Severus rzucił jej mordercze spojrzenie i zamknął za sobą drzwi. Czarownica siedziała chwilę w bezruchu na krześle, po czym sięgnęła po lusterko, które leżało na biurku. To było to samo, którym rzuciła o ścianę w poprzednim tygodniu. Zadumała się, gdy zdała sobie sprawę, że w ogóle nie zwróciła uwagi na to, że Severus je naprawił. Musiał to zrobić chwilę po tym, jak przyszedł do niej z wiadomością, że jej ojciec zgodził się przywieźć Suzanne. Pamiętała, że wybiegła wtedy z pokoju, opętana myślą, że musi wysprzątać cały dom.
- Nawet mu wtedy nie podziękowałam – wyszeptała i zaczerwieniła ze wstydu. – Czyli wszyscy mieli rację, gdy twierdzili, że się zmieniłam…

Nacisnęła guzik i lusterko otworzyło się z cichym kliknięciem. Hermiona popatrzyła na swoją twarz i wydmuchała powietrze, które nieświadomie trzymała w płucach. Nie było z nią tak źle, jak w śnie, ale nie mogła powiedzieć, że jest dobrze. Po raz pierwszy zobaczyła siebie, taką, jaką jest naprawdę. Nie mogła wyjść ze zdumienia, że tego nie zauważyła wcześniej.
- Nic ci nie jest! To co widzisz, to nieprawda! – zawołał głos w jej głowie, który przestał przypominać jej własny.
- Zamknij się! – warknęła na niego czarownica i chwyciła książkę. – Nadszedł czas zmian! – oświadczyła, po czym zaczęła czytać rozdział, o tym, jak sobie samej pomóc.

***

Kingsley Shacklebolt mógł w spokoju delektować się nalewką z wiśni. Przebywał w swoim domu i siedział w ulubionym fotelu. Nogi położył wygodnie na podnóżek i całkowicie się zrelaksował. Godzinę wcześniej wrócił z obchodów Dnia Zwycięstwa i marzył o chwili spokoju. Voldemort zginął w Bitwie o Hogwart trzy lata wcześniej, dzięki czemu zakończono wojnę. W związku z tym ustanowiono nowe święto w kalendarzu czarownic i czarodziejów. Obchodzono je bardzo hucznie i z wyjątkową pompą, co wiązało się ze sporą ilością pracy. Kingsley wiedział, że mógł zrzucić część swoich obowiązków na innych, ale nie miał ochoty. Skoro ustanowił Dzień Zwycięstwa, to przyzwoitość nakazywała zakasać rękawy i wziąć się do roboty.
- Witaj Severusie – powitał czarodzieja, który wyskoczył z kominka. – Jak zwykle jesteś punktualnie. Usiądź sobie wygodnie… Naleweczki? – wskazał na butelkę, która stała na stoliku.
- Nie, dziękuję – odparł mężczyzna w czerni.
- Jest pyszna, naprawdę – zachęcał minister magii.
- Jeden kieliszek – westchnął Severus.

Czarnoskóry czarodziej uśmiechnął się promiennie, nalał alkohol do szkła i podał go towarzyszowi. Snape wymamrotał oszczędne podziękowanie.
- Wiem, że miałem do was zajrzeć, ale miałem kompletne urwanie głowy w ministerstwie…
- W ogóle mi to nie przeszkadzało.
- No tak – Kingsley zachichotał. – Jestem pod wrażeniem. Sprawiłeś, że Hermiona zaczęła się leczyć.
- To było proste – odparł Severus, lekko się uśmiechając. – Uczyłem tyle lat w Hogwarcie, że niestraszne mi babskie humory. Trzeba było nią trochę wstrząsnąć i tyle.
- Podziałało, to fakt – przyznał minister magii. – Wróciła jej moc, nabrała ciała, widać, że zaczyna się uśmiechać…
- Czyli ją wyleczyłem. Teraz czekam na swoje piętnaście tysięcy galeonów – oznajmił Snape poważnym tonem.
Kingsley zacmokał.
- To jeszcze nie jest koniec. Depresja wcale tak szybko nie mija – oznajmił. – To jeszcze nie jest ta sama Hermiona co kiedyś.
- Nie żartuj sobie ze mnie! – warknął były mistrz eliksirów. – Skoro jest dobrze, to znaczy, że jej przeszło!
- Wszystko może jeszcze wrócić – oznajmił minister Magii. – Gadałem z psychologiem na ten temat.

Snape przeszył go wzrokiem. Jego mina wyraźnie świadczyła, że jest niezadowolony.
- Co w takim razie proponujesz? – spytał po chwili.
- Nadal będę ci płacił tysiąc galeonów miesięcznie. Chcę, abyś miał na nią oko i interweniował, gdyby coś było nie tak. Piętnaście tysięcy dostaniesz, gdy Hermiona wyzdrowieje do końca.
Nietoperz z lochów milczał. Wypił nalewkę do końca, wstał z fotela i ostawił kieliszek na stolik.
- Niech ci będzie! – warknął. – Wprawdzie się z tobą nie zgadzam, ale nie chce mi się z tobą kłócić – wyjaśnił urażonym tonem. – A teraz żegnaj. Mam coś do roboty! – wyjął z kieszeni mały woreczek z proszkiem Fiuu.
- Domyślam się – odparł Kingsley beztrosko. – Ten artykuł o najsilniejszych eliksirach z różnych zakątków świata był świetny! Hermiona nadal pomaga ci z francuskimi słówkami?
- Skąd wiesz? – zdziwił się Severus.
- Mam swoje źródło – odparł czarnoskóry czarodziej, gdy wstawał z fotela.
- Mam nadzieję, że nikt o tym nie wie!
- Nie martw się, wiem ja, ty, Hermiona i Harry – wyjaśnił Kingsley, klepiąc przyjaźnie Snape’a po ramieniu.

Severus zamyślił się na chwilę i zmrużył oczy. Szybko je otworzył, gdy zrozumiał, skąd ten ostatni posiada takie informacje.
- Nasłałeś na mnie Pottera w tej jego przeklętej pelerynie niewidce!?
- Mówiłem ci o tym. Przecież miał sprawdzić, jak ci idzie z Hermioną…
- Nie wspominałeś o pelerynie!
- Zapomniałem – powiedział minister magii, w ogóle nie przejmując się rozwścieczonym Snape’em. – Harry zdawał mi raporty co jakiś czas i większość była pozytywna. Wiem, że nie byłeś dla niej miły, ale skoro okazało się to skuteczne, to stwierdziliśmy, że pozwolimy ci zrobić, co uważasz za słuszne.   
- A niech was avada trafi – fuknął były nauczyciel, stając przed kominkiem. – Więcej go nie przysyłaj i dopilnuj, aby trzymał język za zębami!
- Udowodniłeś, że wykonujesz dobrze robotę. Ona niczego nie wie, Harry od dawna siedzi cicho. Ufamy ci – wyjaśnił Kingsley.
- Mam nadzieję, że wiesz, gdzie możesz sobie wsadzić to swoje zaufanie!
- Pewnie tam, gdzie słoneczko nie dochodzi.
- Dokładnie! – zgodził się Severus, po czym znikł w szmaragdowych płomieniach.

***

Na początku Hermionie było głupio, że odsunęła się od wszystkich, ale psycholog wyjaśnił jej, że to normalne zachowanie podczas depresji. Minął ponad miesiąc, odkąd zdecydowała się leczyć i trzy tygodnie od rozpoczęcia terapii, a ona czuła się, jakby przez wiele miesięcy przebywała w ciemnej jaskini, a teraz wyszła na słońce. Gdy wracała myślami do tego, jak się zachowywała i reagowała, to ogarniało ją przerażenie. Była kompletnie głucha i ślepa. Żyła w koszmarze, a prawdziwe życie toczyło się gdzieś obok niej. Depresja przejęła jej uczucia i myśli, wmawiając, że to ona sama podejmuje decyzje. Hermiona miała cichą nadzieję, że nigdy więcej nie doświadczy czegoś podobnego.

Czarownica stanęła w salonie i szukała kluczyków do samochodu, gdy z kominka wyskoczył jej współlokator. Jego mina zdradzała chęć mordu na pierwszej napotkanej osobie, dlatego dziewczyna nawet nie pisnęła. Odkąd oświadczyła mu, że będzie się leczyć, to ich kontakty znowu ograniczyły się do mieszkania razem. Jedyną zmianą było to, że on nadal gotował, a ona czasem mu pomagała w redagowaniu tekstu do „Magicznych Mikstur”. Severus szybko łapał słówka i kalki językowe, które miały nadać jego artykułom wrażenie, że pisał je Francuz. Hermiona wiedziała, że prędzej czy później, już nie będzie mu potrzebna.
- Wrócisz na kolację? – dobiegł do niej zrzędliwy głos.
- Nie, będę jadła u rodziców. Wrócę dzisiaj późno – odparła spokojnym tonem.
- To dobrze, bo nie miałem ochoty dla ciebie gotować – usłyszała w odpowiedzi.
- Wiesz, że przenoszenie uczuć na niewinne osoby, nie rozwiąże twojego problemu? – spytała, gdy wchodził na schody.
- Mam to naprawdę gdzieś! – zawołał z piętra i zatrzasnął z hukiem drzwi do swojego pokoju.

Hermiona pokiwała ze zrozumieniem głową. Odkąd rozjaśnił się jej umysł, to miała wrażenie, że Snape utracił swoją jedyną rozrywkę, jaką była próba wyciągnięcia jej z depresji. Wkurzał się, darł na nią i wyzywał od idiotek, ale w głębi serca, dobrze się bawił. Czarownica nie polubiła go, ale stwierdziła, że będzie tolerować i bronić, gdyby zaszła taka potrzeba, ponieważ uznała, że w taki sposób może okazać swoją wdzięczność. Postanowiła również, że kiedy on wpadnie w depresję, to odpłaci mu się taką samą terapią, jaką on jej zafundował.

***

- Ten chłopak chyba nie jest normalny – oświadczyła Jennifer, gdy weszła do biura zastępcy szeryfa. – Część tego, co powiedział, nie jest prawdą.
- Na przykład? – zapytał Scott, który siedział za biurkiem i wypełniał papiery.
- Twierdzi, że pochodzi z Wielkiej Brytanii. Skontaktowałam się z ambasadą i okazało się, że nikt taki nie zaginął.
- Może był bezdomny i nie miał rodziny...
- Też o tym pomyślałam – powiedziała czarnoskóra policjantka. – Dlatego porozmawiałam z nim przez dłuższą chwilę, aby dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Twierdzi, że ma sporą rodzinę, chodził do szkoły i mieszkał w Londynie. To, co opowiadał o sobie, jakoś nie trzymało się kupy. Miałam wrażenie, że zmyśla, chociaż nie mogłam mu zarzucić kłamstwa, gdy opowiadał o szkole, albo dziewczynie. Dlatego zaczęłam go wypytywać o życie w Wielkiej Brytanii…
- Niech zgadnę – westchnął Scott – nie znał podstawowych szczegółów?
- Tak – przytaknęła Jennifer. – Nie wiedział nawet, jak nazywa się ich królowa. Ale to jeszcze nie koniec jego dziwnych wymysłów.
- Co wymyślił?
- Przysięgał, że miał narzeczoną, która była z nim w ciąży. Podał jej dokładne dane i numer telefonu – policjantka wyciągnęła z kieszeni spodni kartkę. – Hermiona Granger, lat dwadzieścia jeden, zamieszkała w Londynie przy…
- Dobra, dobra, oszczędź mi szczegółów – mruknął Scott – przejdź do sedna.
- Podałam te dane ambasadzie. Obiecali, że się z nią skontaktują, aby ustalić, czy zna Ronalda Weasleya. Oddzwonili po jakimś czasie…
- Taka dziewczyna nie istnieje, prawda?
- A właśnie, że istnieje – oświadczyła Jennifer z błyskiem w oku. – Tylko że nie zna żadnego Ronalda Weasleya i nie ma dziecka!

Zastępca szeryfa odchylił się na fotelu i spojrzał wymownie w sufit. DEA* przeprowadziła akcję, rozbijając gang narkotykowy, który zbudował sobie bazę na pobliskiej pustyni. Gangsterów zgarnęli, a im zostawili chorego psychicznie narkomana, który przetrzymywany był przez nich w klatce, jak jakieś zwierzę. Obiecali, że załatwią mu psychologa, ale jak na razie nikt się nie pojawił. Chłopak wyglądał na zabiedzonego, ale nie miał na ciele śladów wskazujących, aby gang się nad nim pastwił. Jego zachowanie świadczyło jednak, że przeżył prawdziwy koszmar.
- To, co z nim robimy? – zapytała Jennifer.
- Czekamy – skrzywił się Scott. – Możesz zadzwonić do tych jełopów, aby szybciej przysłali psychologa. Najlepiej, aby od razu załatwili mu transport do psychiatryka…
Policjantka nic nie odpowiedziała. Kiwnęła głową i wyszła z biura szeryfa, aby zrobić, to co jej kazano.

* Drug Enforcement Administration - Administracja Legalnego Obrotu Lekarstw (rządowa agencja USA zajmująca się kontrolą obrotu lekarstwami oraz walką z narkotykami).

poniedziałek, 27 lutego 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 54 – Nowy początek


Severus obudził się, gdy usłyszał głośny skrzek dochodzący z klatki Felixa. Ptak tłukł skrzydłami w pręty i wydawał z siebie dźwięki, które były w stanie, postawić na nogi najsztywniejszego nieboszczyka.
- Już… zaraz… - czarodziej z trudem wychrypiał.
Miał wrażenie, że spędził noc na Saharze. Pod powiekami i w wyschniętym gardle czuł piasek. Ból głowy sprawiał, że ledwo się poruszał. Zdawało mu się, że jego czaszka zaraz rozpadnie się na tysiąc kawałków. Starając się ignorować kaca, owinął się peleryną, pod którą spał i dotarł prawie po omacku do klatki. Otworzył ją, ale Felix nie wyskoczył na wolność, jak założył jego właściciel, tylko zaczął pohukiwać ze zniecierpliwieniem.
- Czego ty chcesz? – jęknął Severus, otarłszy sobie oczy dłonią.
- Huhuuu! – odparł syczoń z wyrzutem.

Czarodziej zerknął na ptaka spod półprzymkniętych powiek i dostrzegł, że Felix daje mu do zrozumienia, że jego miseczka jest pusta.
- Zaraz ci coś przyniosę – Snape uspokoił zwierzaka.
Chwycił różdżkę, leżącą na stoliku i przywołał z kufra pokarm dla sów. Następnie udał się do kuchni, aby ugasić pragnienie i uzupełnić płyn w miseczce ptaka. Pijąc trzecią szklankę wody, zauważył zegar wiszący na ścianie. Gdy zorientował się, która jest godzina, zamarł niczym ofiara morderczego wzroku bazyliszka.
- Dlaczego ja tak długo spałem? – zadał pytanie Felixowi, podczas wkładania miseczki do klatki. – Granger mnie nie obudziła…

Dopiero myśl o Hermionie rozbudziła go na tyle, że zaczął przypominać sobie, co wydarzyło się poprzedniego dnia. Groźby Robardsa, Poynter żegnający się z Sarą, przed pójściem do pracy, rozmowa z nią. Ostatnie wspomnienie sprawiło, że Severus złapał się za włosy i szarpnął gwałtownie, co  spowodowało kolejną falę bólu. Tak bardzo chciał o niej zapomnieć, ale nie był w stanie. Szczerze żałował, że nie było eliksiru, który usuwał niektóre wspomnienia. Czarodziej zrobiłby wszystko, aby nie znać ciepłego uścisku rąk Sary i zmysłowego szeptu kierowanego do jego ucha. Nie chciał pamiętać spojrzenia jej błękitnych oczu i różowej sukienki, którą nosiła w ciepłe dni. Przede wszystkim, nie miał ochoty przeżywać na nowo odrzucenia, które tkwiło w jego umyśle i zadawało mu jeszcze większy ból niż kac.
- Jakim ja byłem kretynem, że się z nią związałem – wyszeptał z rozpaczą, siadając ciężko na kanapie. – Kobiety to zło. Powinienem trzymać się od nich z daleka.

Po chwili wpadło mu na myśl, że to dotyczy także młodych chłopaków. Draco podsunął mu głupi pomysł zamieszkania z Granger. Severus zwątpił w swój intelekt, który poprzedniego wieczora uznał, że coś tak niedorzecznego ma prawo się udać. Przecież to nie miało najmniejszego sensu. Pamiętał jak pod wpływem alkoholu, nie mógł skupić się na niczym innym i zdecydował się na realizację propozycji Malfoya.
- To wszystko przez wino – poinformował Felixa, który nadal jadł posiłek. – Tyle czasu nie piłem, że się odzwyczaiłem. Teleportacja do Dublina i z powrotem dodatkowo mnie osłabiła.
- Huhuu? - spytał syczoń, a tak się przynajmniej Severusowi wydawało.
- Nie zamierzam więcej pić z byłymi uczniami – odparł czarodziej – a zwłaszcza z takimi, co mają kretyńskie pomysły – zerknął na zegar stojący koło telewizora. – Jeśli szybko się uwinę, to zdążę stąd uciec, zanim wróci Granger.

Jak przez mgłę pamiętał moment, w którym pojawił się na progu jej domu. Miał sporo szczęścia, że będąc pijanym, trafił do ogrodu. W takiej kondycji mógł zjawić się, równie dobrze, w Luton zamiast Londynie i ryzykował rozszczepieniem. Miał pewność, że Granger nie była zachwycona, gdy go zobaczyła, ale nie był pewny, dlaczego pozwoliła mu zostać i na jak długo. Czy na jedną noc, czy na stałe. Domyślał się, że protestowała i wcale jej się nie dziwił. Nie mógł zostać jej współlokatorem.
- W sumie to dlaczego nie? – Snape usłyszał cichy szept w swojej głowie. – Tutaj jest ładnie, nikt nie wie, że tu jesteś. Dziewczyna siedzi przez całe dnie w pracy, więc będziesz miał święty spokój.

Czarodziej musiał się zgodzić z własną świadomością, że to była kusząca wizja. Miała wprawdzie kilka minusów, ale wyjazd do Szanghaju miał ich jeszcze więcej. Gdy był święcie przekonany, że pojedzie tam z Sarą, to wszystko miał poukładane w głowie. Teraz gdy okazało się, że samotność jest jego przeznaczeniem, nie był już tak wszystkiego pewny. Nie umiał chińskiego, nie miał tam kontaktów i nawet nie wiedział, czym dokładnie zajmują się chińscy czarodzieje, poza kilkoma wymyślnymi torturami i eliksirami, o których czytał w księgach. Gdyby miał wsparcie, to mógłby zaryzykować wyjazd. Teraz zaś, nie był tak bardzo chętny do przeprowadzki na inny kontynent.

Mieszkając u Granger, mógłby znaleźć pracę i wtopić się w mugolskie społeczeństwo. Z rąk Kingsleya otrzymał dyplom, który świadczył, że jest kucharzem. Problemem było to, że nie wyobrażał siebie w takiej roli. Był czarodziejem i nie zamierzał cofnąć się w rozwoju. Nie zrezygnowałby z eliksirów, nawet gdyby zaproponowano mu pracę w kuchni samej królowej. Chwilowo nie miał pomysłów na swoje dalsze życie, a kiepskie samopoczucie skutecznie blokowało jego kreatywność. Postanowił pomyśleć nad tym później.
- Poczekam na Granger i zobaczę, co ona powie – zdecydował. – Jeśli mnie nie wyrzuci, to zostanę. Jeśli się rozmyśli, to zastanowię się co dalej. Jedyne czego jestem teraz pewien, to tego, że nie chcę wracać na Spinner’s End.

Zrzucił z ramion pelerynę i w sekundę zrozumiał, jak bardzo przesadził z alkoholem poprzedniego dnia. Zaklął pod nosem i rzucił się do kufra, mając nadzieję, że jego była uczennica niczego nie zauważyła. Wszystko przez to, że kładąc się spać, zapomniał założyć koszulę nocną po tym, jak się rozebrał i spał jak go matka natura stworzyła.

***

Hermiona wyszła chwilę wcześniej z biura, zostawiając Astorię samą, aby złapać Harry’ego przed przerwą obiadową. Tak dokładnie obliczyła czas, że dotarła do niego akurat wtedy, gdy chłopak zakończył pracę. Był zaskoczony jej widokiem, ale i zarazem szczęśliwy, że pofatygowała się do niego pierwszy raz od kilku miesięcy. Szybko poszli do toalety, tej samej, w której Robards podsłuchał ich rozmowę na temat uniewinnienia Malfoyów. Pamiętając o tym fakcie, rzucili muffliato sekundę po tym, jak zamknęły się za nimi drzwi kabiny.
- Potrzebuję pomocy – przyznała Hermiona nerwowym szeptem.
- Na Merlina, już myślałem, że nigdy o nią nie poprosisz – ucieszył się Harry. – Razem z twoimi rodzicami uważamy, że powinnaś udać się do psychologa.
- Nie o to mi chodzi! – oznajmiła czarownica ostrym tonem, a jej twarz wykrzywił grymas niezadowolenia. – Nigdy więcej nie wymawiaj przy mnie tego słowa zaczynającego się na literę „p”!
- Hermiono, ja wiem, że po Nocy Duchów twoje życie zmieniło się na gorsze – czarnowłosy chłopak starał się mówić łagodnie, jak do dziecka. – Zwłaszcza po tym, jak Ron…
- Mówiłam ci, abyś nie wspominał o nim w mojej obecności! – warknęła, obrzuciwszy go wściekłym spojrzeniem. – Przyszłam do ciebie, ponieważ mam problem ze Snape’em!
- Co?

Hermiona szybko streściła wydarzenia, które miały miejsce w nocy i czego oczekuje od przyjaciela. Harry słuchał jej, otwierając coraz szerzej oczy ze zdumienia. Ciężko mu było wyobrazić sobie pijanego Severusa, który zjawił się u jego przyjaciółki i oświadczył, że z nią zamieszka, a gdy ona protestowała, to zagroził samobójstwem.
- O której kończysz pracę? – zadał pytanie.
- Piętnasta – odparła Hermiona. – Mam nadzieję, że do tego czasu Snape nie zmieni mojego domu w pijacką melinę – dodała ponuro.
- Kończę godzinę później. Od razu pójdę do kominka i polecę do ciebie.
- Uff – czarownica odetchnęła z ulgą. – Ciekawe czy da się namówić na pobyt u ciebie.
- Będzie trudno, ale się postaram – obiecał Harry. – Gdy już będzie po wszystkim proponuję, abyśmy usiedli i porozmawiali o twoich…
- Czy ty nie rozumiesz słowa „nie”? – oczy Hermiony zaczęły ciskać błyskawice. – Powiedz wszystkim, że nic mi nie dolega. Czuje się doskonale! A teraz przepraszam, muszę iść do biura, aby wypełnić zaległe papiery – wycedziła i nie czekając na reakcję chłopaka, odwróciła się na pięcie, a następnie opuściła łazienkę.

W obliczu wizji zdemolowanego domu Hermiona nagięła swoje zasady i wróciła do niego po pracy przy pomocy proszku Fiuu. Wyskoczyła z kominka, przygotowana na najgorsze i zdębiała. Zamiast spodziewanych zniszczeń zastała porządek i Snape’a oglądającego telewizję. Jej były nauczyciel rozłożył się wygodnie na kanapie i ze znudzoną miną przerzucał kanały przy pomocy pilota. Gdy Hermiona do niego podeszła, zatrzymał się na programie o pogodzie, w którym pogodynka ostrzegała przed deszczami, które mają nawiedzić Liverpool, Manchester, Leeds i Sheffield.
- Co pan robi? – zaczęła rozmowę niezbyt mądrze, ponieważ doskonale znała odpowiedź.
- Zapoznaję się z mugolską technologią – odpowiedział ochrypłym głosem, który wskazywał, że jeszcze nie doszedł do siebie po poprzednim wieczorze.

Czarownica pomyślała, że musiał sporo wypić, skoro nadal ma kaca. Podeszła do niego, zabrała mu pilota i wyłączyła telewizor. W odpowiedzi, Snape, przeniósł wolno wzrok z pustego ekranu na jej twarz.
- Czego chcesz?
- Aby się pan stąd wyniósł – Hermiona nie owijała w bawełnę. – Wczoraj się zgodziłam, aby…
- Abym się uspokoił i dał ci święty spokój – przerwał jej ponuro Severus. – Domyśliłem się tego.
- To, co pan jeszcze tutaj robi? – oburzyła się dziewczyna.
- Decyduję czy chce mi się stąd iść, czy nie chce – mężczyzna w czerni podparł głowę ręką. – Masz wygodną kanapę.
- To mój dom i to ja będę decydować kto ze mną zamieszka! – warknęła, wyszarpując jednocześnie poduszkę spod głowy Snape’a, który od razu usiadł z grymasem złości na twarzy. – Harry będzie tu za niecałą godzinę! Jeśli nie chce się z nim pan spotkać, to radzę zacząć pakować swoje rzeczy! – spojrzała znacząco na otwarty kufer, z którego wystawała peleryna i płaszcz.

Severus zmrużył czarne oczy i powoli wstał z wyraźnym zamiarem powiedzenia Hermionie czegoś niemiłego, gdy z kominka buchnęły szmaragdowozielone płomienie i wyskoczył z nich Harry.
- Co tak wcześnie? – zdziwiła się czarownica, odwróciwszy się w jego stronę.
- Gawain mnie wypuścił – oznajmił chłopak i zdjął okulary. – Dzień dobry panie profesorze! – zawołał z entuzjazmem podczas przecierania szkieł skrawkiem szaty.
- Już ci mówiłem, Potter, że nie jestem twoim… - zaczął protestować Severus, ale koniec zdania przerwało zjawienie się kolejnej osoby w salonie Hermiony.
- SNAPE! – wrzasnął Robards, idąc w stronę byłego więźnia. – Wynoś się stąd! Panna Granger nie życzy sobie twojej obecności w tym domu! Wracaj do swojej rudery, tam jest twoje miejsce!

Na jego widok Hermiona poczuła, że wzbiera się w niej większa złość, niż z powodu byłego mistrza eliksirów. Jak Harry śmiał wtajemniczyć go w jej problemy i tutaj przyprowadzić ? Przecież wiedział, że go nienawidzi, po tym, co zrobił. Nie uznała tego za przysługę, tym bardziej że jej salon wypełnił się inwektywami dwóch kłócących się mężczyzn, których Harry próbował bezskutecznie opanować.

Po aferze z Ronem i stracie dziecka Gawain próbował wrócić do jej życia. Zjawił się następnego dnia, po jej wyjściu ze szpitala. Próbował przekonać ją do siebie zapewnieniami o miłości, ale ona nadal nie chciała mieć z nim nic wspólnego. Zostawił ją z problemem, akurat wtedy, gdy najbardziej go potrzebowała. Dlatego wyrzuciła go za drzwi i zakazała wracać. Od tamtej pory przysyłał listy, których Hermiona nie czytała i od razu paliła w kominku, oraz prezenty, najczęściej drogie, które oddawała organizacjom charytatywnym.
- Nic dziwnego, że Jones rzuciła cię dla młodszego! – szydził Robards. – Spuściłem cię z oka na jeden dzień i prześladujesz kolejną kobietę!
- Odczep się od mojego związku z Sarą! Jak od niej wyszedłem, to była cała i zdrowa! – odkrzyknął czerwony z gniewu Snape. – Granger może potwierdzić, że oglądałem telewizję, gdy wróciła! Niczego złego nie zrobiłem, a ty znowu się mnie czepiasz!
- Plan był trochę inny… - próbował wtrącić Harry.
- Znowu istnieje poważne podejrzenie, że możesz coś zrobić! – powiedział z naciskiem Gawain, nie zwracając uwagi na podwładnego.
- Co? No powiedz mi co!? – krzyknął Severus, a każda sylaba drgała od gniewu. – Nie mam interesu w zamienieniu jej w żabę. Prędzej pogadam z nią o literaturze albo eliksirach. Zawsze mogę zabrać ją na kolację… – oznajmił z wrednym uśmiechem. – Zazdrościsz, że to ja będę z nią mieszkał, a nie ty? – zaatakował, pamiętając o doniesieniach prasowych o ich domniemanym romansie.

Słysząc to Robards szarpnął nerwowo za skraj szaty i błyskawicznie wyciągnął różdżkę. Jego twarz zdradzała, że jest gotowy na wszystko. Harry i Snape zrobili to samo co on. Hermiona widząc to, zrozumiała, że musi działać jeśli nie chce zobaczyć zrujnowanego salonu przy pomocy magii.
- USPOKÓJCIE SIĘ WSZYSCY! – zagrzmiała. – SEVERUS TUTAJ ZOSTAJE!

W pomieszczeniu zapanowała zupełna cisza. Nawet Felix nie odważył się zahukać. Wszyscy trzej mężczyźni zamarli wpatrując się w dziewczynę z niedowierzaniem. Harry’emu opadła szczęka i widać było w jego oczach, że nie spodziewał się, że jego przyjaciółka odezwie się do byłego nauczyciela po imieniu.
- Oszalałaś? – Gawain pierwszy przerwał ciszę.
- Nie! – fuknęła, rzucając pogardliwe spojrzenie w jego stronę. – Zanim zjawiłeś się bez zaproszenia w moim domu, zdążyłam uzgodnić z Severusem, że pomogę mu stanąć na nogi – oznajmiła lodowatym tonem.
- Gdy ze mną rozmawiałaś nie brzmiało to, jakbyś chciała się na to zgodzić – zauważył Harry ponuro, gdy odzyskał zdolność mowy. – Wręcz przeciwnie.
- Słyszałeś Potter, ustaliliśmy z Hermioną, że u niej zamieszkam – powiedział Snape z jadowitym uśmiechem.
- Od kiedy jesteście na ty? – oburzył się Robards. – Nie wierzę w ani jedno wasze słowo.
- Severus wynajmuje u mnie pokój. Jesteśmy współlokatorami, wobec tego możemy mówić do siebie po imieniu – wyjaśniła sucho czarownica i spojrzała groźnie na aurorów. – Skoro sprawa została wyjaśniona, to możecie opuścić mój dom. Im szybciej to zrobicie, tym lepiej. Mam nadzieję, że nie powiecie o tym nikomu, Severus już wystarczająco jest prześladowany – poinformowała.

Harry wymienił spojrzenie z Robardsem. Obydwoje nie wiedzieli co robić. Powoli schowali różdżki, wpatrując się z niepewnością w Hermionę. Ich miny zdradzały, że nie spodziewali się takiego obrotu sprawy.
- Jesteś tego pewna? – Harry nie chciał odpuścić tak łatwo.
- W stu procentach. Tak samo, jak jestem pewna, że powinieneś wrócić do domu. Ginny będzie zła, jeśli się spóźnisz.
- Jeśli będziesz chciała się go pozbyć, to wiesz gdzie mnie szukać – zwrócił się Robards do Hermiony. – Wyrzucę go, choćbym miał go wynieść w kawałkach.
- Uważaj, bo zaraz ty tak wyjdziesz – rzucił ostrzegawczym tonem Snape.

Robards, słysząc te słowa, zrobił ruch ręką, jakby chciał ponownie sięgnąć różdżkę, ale Hermiona stanęła przed nim z miną, która świadczyła, że ma dać spokój. Skrzyżowała ręce na piersi i przeszyła go wzrokiem na wylot. Jej nos powędrował w stronę sufitu, a usta zamieniły się w cienką kreskę. Gawain doskonale zrozumiał mowę ciała czarownicy. Rzucił ostatnie, jadowite spojrzenie na Snape’a i ruszył w stronę kominka, gdzie znikł w płomieniach.
- Przepraszam, że go przyprowadziłem. Myślałem, że ci pomoże – kajał się Harry. – Mam nadzieję, że wiesz, co robisz.
- Wiem.
- Gdybyś chciała pogadać, to wiesz gdzie mnie szukać – dodał chłopak.
- Potter, jesteś ślepy i głuchy? Hermiona wyraźnie dała ci do zrozumienia, żebyś w końcu stąd poszedł! – warknął Severus.

Gdy Harry wszedł w szmaragdowozielone płomienie, to w domu czarownicy zapanowała cisza, ale tym razem była zakłócana co jakiś czas cichym pohukiwaniem Felixa. Hermiona stała na środku pokoju i rozmyślała. Dotarło do niej, że z powodu kombinacji współczucia i chęci zemsty na Gawainie, pozwoliła Snape’owi zamieszkać u siebie. Nie lubiła go, denerwował ją i nie ufała mu, a mimo to zgodziła się dzielić z nim przestrzeń życiową. Ostatnie szaleństwo tego typu zrobiła w Chatelier, kiedy rzuciła się na Robardsa. Tamtego czynu żałowała do dzisiaj, dlatego miała cichą nadzieję, że tym razem sytuacja nie wymknie się spod jej kontroli.
- Nie sądziłem, że kiedykolwiek ujrzę, jak Panna Praworządna postępuje wbrew swoim zasadom tylko po to, aby dopiec Robardsowi – usłyszała rozbawiony głos za swoimi plecami. – Ten zasrany Gumochłon musiał ci nieźle zajść za skórę.

Hermiona zerknęła przez ramię na twarz byłego nauczyciela. Błąkał się tam wredny uśmieszek, a wzrok mówił, że podobało mu się to, co widział i usłyszał.
- Zapłacisz mi dzisiaj z góry za trzy miesiące. Nie życzę sobie bałaganu oraz zniszczenia czegokolwiek w moim domu. Sąsiedzi mają nie wiedzieć, kim naprawdę jesteśmy. Każdy kupuje swoje jedzenie i sprząta po gotowaniu. Dopóki będziesz zachowywał się w porządku, to nie obchodzi mnie, co robisz. Czynsz chcę dostawać w terminie, czekam do dziesiątego dnia miesiąca. Gdy coś będzie nie tak, to ostrzegam tylko raz. Druga wpadka oznacza, że masz się wyprowadzić – wyrecytowała z powagą.
- Nie zapomniałaś o czymś Granger? – prychnął Snape. – Przedstawienie skończone, nie zwracaj się do mnie jak do kolegi.
- Mój dom, moje zasady, Severusie – odparła Hermiona z jadowitym uśmiechem. – Twój pokój jest na piętrze. Pierwsze drzwi po prawo od schodów. Myślę, że nie jesteś na tyle głupi, aby rozpowiadać, że u mnie mieszkasz. Ja dopilnuję aby Harry milczał na ten temat. A teraz życzę miłego pobytu.

Zostawiła czerwonego ze złości Snape’a w salonie i ruszyła do kuchni, w poszukiwaniu czegoś do picia. Wchodząc po schodach, patrzyła jak były nauczyciel, gwałtownie zamyka kufer i przesyła jej spojrzenie pełne nienawiści. Przez moment miała nadzieję, że uniesie się dumą i wyniesie, ale się przeliczyła. Severus ruszył za nią z kufrem i klatką z Felixem.

***

Były mistrz eliksirów zatrzasnął z hukiem drzwi, aby Granger miała świadomość, jak bardzo jest na nią zły. Co z tego, że pozwoliła mu zostać, skoro uznała, że nie musi okazywać mu szacunku? Gówniara zamierzała mówić mu po imieniu! Doszedł do wniosku, że wkurzanie jej wcale nie jest złym pomysłem. Może robić w ten sposób, że będzie się dobrze bawić, ale na tyle subtelnie, że nie będzie mogła go wyrzucić z domu. Skoro ona jest wredna, to on też może być. Było takie powiedzenie: jak mugol czarodziejowi, tak czarodziej mugolowi.

Pokój, do którego wszedł Snape, nie był szczytem jego marzeń. Było w nim mało miejsca, a wygląd zdradzał, że mieszkała w nim wcześniej dziewczyna. Na tapecie widniała łąka pełna stokrotek. Delikatne, białe meble nie pasowały do mężczyzny. Na szafie wisiało lustro, którego rama zrobiona była ze sztucznych róż. Łóżko z różowym baldachimem było za krótkie o co najmniej o stopę. Czarodziej zrozumiał, że musi użyć magii, aby zmienić wygląd tego miejsca w coś, co będzie w stanie znieść jego zmysł estetyczny. Wyciągnął różdżkę i po chwili było po wszystkim. Pokój wyglądał identycznie jak jego sypialnia w Hogwarcie. Tapeta zmieniła kolor na zielono – srebrny. Łóżko nabrało średniowiecznego charakteru, podobnie jak biurko, krzesło i szafa.
- Tak mogę mieszkać – pomyślał, zadowolony ze zmian, które zaprowadził.

Humor trochę mu się poprawił. Zwłaszcza po tym, jak wrócił wspomnieniami do twarzy Robardsa i Pottera. Musieli się czuć jak zbity psidwak, po tym, jak ich potraktowała Granger. Severus był pewny, że dziewczyna nie zmieni zdania, po tym, jak oświadczyła, że ma się wynieść. Nie dał po sobie poznać, ale zrobiłby, co chciała, gdyby naprawdę bardzo nalegała. Na szczęście Potter wpadł na pomysł, przyprowadzenia ze sobą Gumochłona. Snape uśmiechnął się pod nosem, gdy przypomniał sobie jego minę, gdy okazało się, że Hermiona jest przeciwko niemu. Robards wypominał mu odrzucenie przez Sarę, a sam miał podobny problem. To było jasne jak słońce, że zależy mu na dziewczynie. Snape skorzystałby z jej propozycji, nawet jeśli nie pasowałoby mu to, tylko po to, aby dopiec aurorowi. Przez moment przyszedł mu do głowy pomysł, aby uwieść Hermionę, ale od razu spisał go na straty. Miał swój honor i nie tknąłby kogoś takiego jak ona, nawet dla zemsty.

Musiał przyznać sam przed sobą, że spodobało mu się, że Granger nienawidzi Robardsa oraz kazała się wynieść Potterowi. Miał pewność, że ta dwójka nie pojawi się zbyt szybko w jej domu. Obydwaj robili, co chciała, a to było korzystne dla czarodzieja. Oznaczało dla niego spokój.
- Można uznać, że to początek mojego nowego życia – stwierdził. – Czas rozgościć się i pomyśleć co dalej.

***

Hermiona nie była zadowolona, gdy zobaczyła zafrasowaną twarz Kingsleya.
- To, co robisz to czyste szaleństwo – zagadał. – Gawain opowiedział mi, co się wczoraj stało. Razem z Harrym martwią się o ciebie.
- Potrafię dać sobie radę z dużo większymi problemami niż Severus – odparła czarownica lekceważącym tonem. – Nauczyłam się jak z nim postępować.
- Wcześniej sprawiałaś wrażenie, jakbyś chciała ograniczyć wasze kontakty.
- Zmieniłam zdanie – oświadczyła oschle. – Mam nadzieję, że powstrzymasz Gawaina i Harry’ego przed dalszym kłapaniem dziobem. Chciałabym, aby to wszystko pozostało w tajemnicy. Dość już mam plotek na swój temat – dodała. – Severus pokazał mi listy, które dostaje. Nikt się nie podpisał, ale to nic dziwnego, też bym nie chciała ujawnić, że wysyłam do kogoś pogróżki i wyzywam go od najgorszych. Jak człowiek może żyć normalnie, gdy jest prześladowany? – zapytała z wyrzutem.
- Masz sporo racji, ale biorąc pod uwagę twój stan po… - zaczął mówić Kingsley, ale szybko umilkł po tym, jak został spiorunowany wzrokiem.
- Jeśli będę potrzebowała pomocy, to o nią poproszę – Hermiona ujęła się pod boki. – Teraz dajcie mi działać po swojemu.

Minister magii przytaknął po krótkim namyśle. Zrozumiał, że niczego nie wskóra. Po odejściu Rona Hermiona pracowała za dwoje. Rzucała się na każdy dodatkowy projekt i chwytała każdej możliwej okazji, która mogła pomóc jej wspiąć się wyżej. Robiła to jawnie i każdy w biurze przywykł do jej pracoholizmu. Kingsley stwierdził, że widocznie dziewczyna uznała, że wsparcie Severusa jest dodatkową pracą do odrobienia. Zapewnił ja jeszcze raz o swojej chęci niesienia jej pomocy i pożegnał się, przed wyjściem z biura.

Gdy tylko drzwi się za nim zamknęły, Hermiona odetchnęła z ulgą. Kłamanie w żywe oczy coraz lepiej jej wychodziło. Nie zamierzała w niczym pomagać Severusowi Snape’owi. To był jego problem, że został znienawidzony i rzuciła go ukochana. Mimo że czarownica jak nikt inny rozumiała jego sytuację, to wolała się nie wtrącać w jego sprawy. Miała tylko nadzieję, że będzie dobrym współlokatorem. Najlepiej, gdyby prawie w ogóle się nie widywali. Galeony, porządek i brak kłopotów to wszystko, co było jej do szczęścia potrzebne. W innym przypadku zamierzała pozbyć się Snape'a. Nawet jeśli będzie musiała prosić o to Robardsa. Na jej twarzy pojawił się wredny uśmieszek. Wiedziała, że auror jej nie odmówi, chociażby nie miał otrzymać niczego w zamian.