poniedziałek, 13 marca 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 56 – Dzień dobroci dla zwierząt


Hermiona była bardzo z siebie zadowolona. Przechytrzyła rodziców i spędziła kolejny weekend z Suzanne bez obecności Severusa. Rozmowa telefoniczna z matką po poprzedniej wizycie siostry w jej domu, nie pozostawiła złudzeń. Państwo Granger nie życzyli sobie, aby ich młodsza pociecha miała kontakt z byłym więźniem. Hermiona otrzymała ultimatum: albo spotyka się z Suzanne w starym miejscu zamieszkania, albo pozbywa się Snape’a. Oburzyło to dziewczynę. Nie miała najmniejszej ochoty wyrzucać współlokatora, który tak naprawdę był prawie bezproblemowy i zapłacił za pokój. Po podwyżce czynszu, którą zafundowali Hermionie rodzice Iana, wszelkie dodatkowe pieniądze były przez nią mile widziane. Z tego powodu oznajmiła rodzicom, że przyjedzie do nich w sobotę, aby zobaczyć się z siostrą.

Czarownica nie byłaby sobą, gdyby nie wpadła na genialny plan. Nie chcąc słuchać pogadanek na temat wybrania się do psychologa, postanowiła poszukać miejsca z dala od domu rodziców. Prawie całą sobotę spędziła z Suzanne w Zoo, a niedzielę przeznaczyła na wizytę w aquaparku i centrum zabaw dla dzieci. Obydwie świetnie się bawiły, patrząc na zwierzęta, chlapiąc wodą i zjeżdżając w rurach oraz skacząc na trampolinach. Godziny mijały im błyskawicznie, a wyczerpana dziewczynka, po intensywnym wysiłku fizycznym, od razu zasypiała w samochodzie siostry. Hermiona także była zmęczona, ale szczęście, które doświadczała, wynagradzało jej wszystko.

W czasie powrotu do domu po pracy wspominała chwile spędzone z siostrą. To jej dawało siłę, aby przetrwać kolejne dni bez niej. Przelała na Suzanne całą swoją miłość, którą czuła do swojego nienarodzonego dziecka. Hermiona zagryzła wargę, gdy poczuła silny gniew. To wszystko było winą Rona. Pozbawił ją tego, na czym najbardziej jej zależało i uciekł za granicę z cycatą zdzirą! Pewnie ożenił się z nią i pławił w pieniądzach jej ojca. Czarownica była o tym przekonana, mimo że nie miała informacji, co się dzieje z jej byłym chłopakiem. Tak naprawdę to nikt nic o nim nie wiedział, ponieważ rudzielec dotrzymał słowa i nie odzywał się nawet do własnej rodziny. Hermiona podsłuchała, jak Percy żalił się swojej narzeczonej w stołówce Ministerstwa Magii.
- Czy to są moje zakreślacze!? – spytała oburzonym tonem, gdy weszła do salonu.
- Były na twoim biurku, wiec pewnie należą do ciebie, ale mogę się mylić – odparł Severus, nie przerywając zaznaczania tekstu w piśmie o eliksirach.

Czarownicę zdenerwował lekceważący ton współlokatora. Wziął jej rzeczy bez pytania i nie okazał nawet najmniejszej skruchy. W ogóle, jakim prawem wszedł do jej pokoju!? Wiedziała, że mieszkanie z Severusem nie będzie kaszką z puree dyniowym, ale do tej pory szanowali wzajemnie swoją przestrzeń osobistą. Tylko raz wpadła do jego pokoju, jednak było to koniecznością, ponieważ musiała złapać Suzanne. Poza tym jednym, wyjątkowym przypadkiem zawsze pukała do jego drzwi.
- Czemu wziąłeś je bez pytania? – spytała, starając się opanować gniew.
- Pożyczyłem je – wyjaśnił beznamiętnym tonem, nadal nie spoglądając na swoją rozmówczynię. – Przyleciała sowa z listem i waliła w okno twojej sypialni. Wpuściłem ją…

Hermiona nie czekała na dalszą część wypowiedzi. Wbiegła na schody, a następnie wpadła jak burza do pokoju. List z Hogwartu leżał nietknięty na biurku. Dziewczyna rozerwała kopertę i zobaczyła pismo profesor McGonagall. Przysłała jej wyniki ostatniej ankiety, która dotyczyła pracy i życia skrzatów domowych. Mylił się ten, kto sądził, że odejście Hermiony z Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami zakończy jej walkę o uwolnienie tych istot. Nadal miała kontakt z dyrektorką szkoły, która zbierała grupę chętnych uczniów i z nimi prowadziła badania.

Czarownica klasnęła w ręce z radości, gdy przeglądała na szybko tabelki. Skrzaty coraz lepiej reagowały na zapłatę za swoją pracę. Tylko garstka najstarszych stworzeń była zła z powodu zmian. Twierdzili, że młodzi zachowują się nieodpowiednio i odchodzą od tradycji, która była kultywowana z dziada na pradziada. Młodsi za to byli szczęśliwi, że czasem mogą wyskoczyć na kremowe piwo do Trzech Mioteł.
- Muszę to koniecznie opisać i porównać do starszych ankiet – oznajmiła Hermiona w duchu.

Po wyjściu z Ministerstwa Magii była zmartwiona, że nie ma żadnej dodatkowej pracy, która zajęłaby jej myśli. List z Hogwartu był dla niej darem z niebios, a pomyślne wyniki wprawiły ją w wyjątkowo dobry nastrój. Jedynym co ją w tym momencie trapiło, był fakt, że Severus nadal miał jej zakreślacze, których używała do zaznaczania wniosków i różnicowania tabeli. Postanowiła pójść do niego i zażądać ich zwrotu. Zeszła do salonu, gdzie czarodziej nadal był pochylony nad stertą magicznych czasopism rozrzuconych na stoliku do kawy. Dziewczyna była lekko zaintrygowana faktem, że nie siedział w swoim pokoju. W ciągu ostatniego tygodnia prawie go nie widywała, za to częściej słyszała jego kroki. Zmiana zwyczajów wprawiła ją w lekkie zakłopotanie. Zastanawiała się, o co mu chodziło z gazetami.
- Czemu to wszystko zaznaczasz? – zapytała, zaintrygowana.
Zauważyła, że Severus miał jakiś zamysł, ponieważ używał różnych kolorów i gazety były ułożone w stosy.
- Co cię to obchodzi? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- A co ciebie obchodzi, że mnie obchodzi? – Hermiona nie wiedziała, dlaczego to zdanie przyszło jej do głowy, ale nie powstrzymała swojego języka przed wypowiedzeniem go.

Snape drgnął i rzucił jej badawcze spojrzenie. Nie był zły albo zirytowany. Wyglądał, jakby coś go zastanowiło.
- Zaznaczam głupoty, jakie wypisali kretyni z redakcji „Magicznych Mikstur” – wyjaśnił i wrócił do pracy.
Te słowa sprawiły, że czarownica jeszcze bardziej chciała wiedzieć jaki cel przyświeca jej współlokatorowi.
- Po co? – dopytywała.
- Abyś się pytała – mruknął zniecierpliwionym tonem.
Nadal w jego głosie nie było cienia złości, dlatego Hermiona postanowiła, że będzie drążyć dalej. Siadła na skraju kanapy i wyciągnęła szyję w kierunku magazynów, aby rozgryźć oznaczenia kolorów. Po kilku minutach Snape nie wytrzymał.
- Wolałem, kiedy udawałaś, że nie istnieję! – warknął.
- Trzeba było siedzieć w swoim pokoju i nie zabierać moich zakreślaczy – powiedziała z wyrzutem.
- Tutaj jest więcej miejsca niż na biurku.
- Czemu zakreśliłeś te składniki Eliksiru Zatrzymującego Rozprzestrzenianie Klątwy w Ciele? – położyła palec na stronie magazynu. – Przecież są w porządku.
- Skąd to możesz wiedzieć? – zakpił. – Tego nie ma w standardowym zakresie nauczania, a wątpię, abyś miała czas, aby warzyć go w czasie wojny.
- Robiłam go na eliksirach u Slughorna na ostatnim roku nauki. Dostałam „wybitny” – policzki czarownicy się zaróżowiły.
- Ja dałbym ci najwyżej „zadowalający”, skoro nie domyśliłaś się, że wszystko to można zamienić na składniki, które przedłużają jego działanie.
- Nie było tego w książkach! – broniła się Hermiona.
- Czasem trzeba użyć mózgu, a nie kopiować bezmyślnie – odparł Snape. – Ci, którzy to pisali, też tego nie wiedzą – dodał z niesmakiem.
- To napisz im co sądzisz o ich niekompetencji! – fuknęła urażona czarownica.
 - Och! Z radością napisałbym, ale… - mężczyzna nagle urwał i spojrzał ponuro na zaznaczone błędy.

Hermiona zerknęła na niego i od razu dotarło do niej sedno problemu. Nie mógł ujawnić swojej tożsamości, ponieważ znowu zacząłby dostawać listy z pogróżkami. Istniało ryzyko, że nawet gdyby podpisał się pseudonimem, to ktoś mógłby połączyć fakty. Nie było dla nikogo tajemnicą, że Severus Snape jest wyjątkowo uzdolniony w dziedzinie eliksirów.
- Co ty robisz!? – warknął czarodziej, gdy Hermiona wzięła ze stolika czysty zwój pergaminu i zaczęła na nim pisać.
- Proszę. Nowe imię i nazwisko – wyjaśniła dziewczyna, pokazując mu, co wyszło spod jej ręki.
- Serge Rochefort – przeczytał Snape. – Myślisz, że ktoś w to uwierzy? – zakpił.
- Dodamy do listu kilka francuskich zwrotów. Nikt cię nie podejrzewa o znajomość tego języka – odparła Hermiona z pewnością i od razu zaczęła wypisywać przydatne wyrazy oraz ich tłumaczenie.

Severus milczał przez dłuższą chwilę wyraźnie zdumiony jej zachowaniem. Obserwował szybki ruch pióra na pergaminie. Gdy Hermiona skończyła, odchrząknął i zadał jej pytanie:
- Czemu to robisz, Granger?
- Ponieważ powiedziałam, że ci pomogę w odnalezieniu się w świecie czarodziejów… - ruszyła w stronę schodów, zabierając jednocześnie zakreślacze – oraz mam dzisiaj dzień dobroci dla zwierząt! – zawołała, będąc na ich szczycie.
- Jak ja ci zrobię dzień dobroci dla zwierząt, to się nie pozbierasz! – wrzasnął rozeźlony Snape.
Dziewczyna zachichotała złośliwie i zamknęła się w pokoju. Z tego powodu nie usłyszała, jak Severus mruczy sam do siebie :„chyba za mocno walnęła łbem o ścianę”.

Było już ciemno, gdy Hermiona wyszła ze swojego pokoju. Skończyło jej się wino, które popijała podczas opisywania wyników badań, a dodatkowo jej pęcherz był pełny. To wszystko oznaczało, że musiała pójść do łazienki, a następnie do kuchni po nową porcję napoju. Wychodząc z pomieszczenia, w którym załatwiła pierwszą z potrzeb, zerknęła na zamknięte drzwi do pokoju Severusa. Zazwyczaj o tej porze prześwitywało światło ze szpary i dziurki od klucza. Tym razem było zupełnie ciemno. Hermiona nie przejęła się tym faktem, ponieważ rozbłyski i smugi na ścianie korytarza oraz głos prezentera z wieczornych wiadomości świadczyły, że w salonie włączony jest telewizor. Zrobiła krok w stronę schodów, gdy poczuła, że o jej lewe ramię ociera się coś miękkiego. Skierowała twarz w stronę tego czegoś i serce w niej zamarło, a żołądek podszedł do gardła. W słabym świetle zobaczyła obrys czegoś dużego. Drżącą ręką wymacała na ścianie włącznik i wcisnęła go. Żarówki rozbłysły, rzucając światło na wszystko, co znajdowało się w korytarzu. Hermiona usłyszała przerażający wrzask. Chwilę później dotarło do niej, że to ona jest źródłem hałasu. Cofnęła się gwałtownie do ściany i oparła się o nią plecami, jednocześnie nogi odmówiły jej posłuszeństwa i się pod nią ugięły. Ona wrzeszczała dalej, jakby znowu była torturowana przez Bellatriks.

Martwy Krzywołap wisiał na żyrandolu, wokół jego szyi zawiązany był pasek. Oczy miał szeroko otwarte, język wystawiony na wierzch, łapy zwisały bezwładnie tak samo, jak ogon. Do obroży przyczepiona była kartka. Pogrążona w szoku czarownica nie była w stanie po nią sięgnąć. Gdy przestała krzyczeć, zastygła w bezruchu na podłodze. Z szeroko otworzonych oczu, ściekały łzy, które ciurkiem spadały na jej śnieżnobiałą koszulę.
- Se… Severus! – wychrypiała z trudem.

Odpowiedziała jej cisza. Nie wiedziała, czemu jej współlokator się nie zjawił. Krzyczała tak głośno, że powinien już dawno tu być. Chyba że… Z najwyższym wysiłkiem woli oderwała wzrok od martwego pupila i stanęła na drżących nogach. Ruszyła chwiejnie w stronę schodów. W salonie nie było nikogo. Na kanapie leżała czarna peleryna Severusa. Hermiona minęła włączony telewizor i dotarła do kominka. Wyjęła z wazonu sztuczne kwiaty i sięgnęła do jego wnętrza.
- Grimmauld Place 12! – krzyknęła po wrzuceniu proszku Fiuu do kominka i zniknęła w płomieniach.

***

Harry siedział samotnie w biblioteczce i czytał kryminał, który polecił mu jego przyszły teść. Ginny poleciała do Japonii, aby rozegrać mecz quidditcha z tamtejszą drużyną w związku z kwalifikacjami do Mistrzostw Świata. Chłopak nie mógł jej towarzyszyć, ponieważ ostatnio miał dużo pracy. Bardzo tego żałował, ale nie mógł inaczej. Tęsknił za graniem w quidditcha i nic nie sprawiało mu większej przyjemności niż patrzenie na Ginny, która zdobywa punkty.
- Panie Harry! Panie Harry! – rozległo się gorączkowe nawoływanie. – Panna Hermiona tu jest! Szybko!

Z tonu, który bił z głosu Stworka, wynikało, że sprawa jest bardzo pilna. Harry od razu wykorzystał swój refleks szukającego i w kilka chwil znalazł się w kuchni. Tam zastał płaczącą i zawodzącą Hermionę, która była w stanie pobić na tym polu Jęczącą Martę.
- On… on zabił… Krzywołapa! – zawyła.
- Kto? – zapytał zszokowany Harry.
- Snape!
- Jak to!?
Czarownica zadrżała gwałtownie i zdała relację zdławionym głosem. Co chwilę jej opowieść przerywało łkanie i wydmuchiwanie nosa w chusteczki, które podawał Stworek. Harry tulił przyjaciółkę, nie odzywając się za wiele. Hermiona targana była silnymi emocjami, dlatego nie powiedział jej, że na razie nie widzi niczego, co wskazywałoby na winę ich byłego nauczyciela. Zamiast tego namówił ją, aby razem polecieli do jej domu.
- Jest na… na górze… - wyjęczała czarownica, kiedy siadła na kanapie. – Idź sam… - wyszeptała pełnym bólu głosem.

Harry’emu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wszedł na schody i pierwsze co zrobił, to zapukał do pokoju, w którym mieszkała kiedyś Astoria. Nie uzyskał odpowiedzi, co go upewniło, że Snape’a nie ma w domu. Nacisnął klamkę i bez najmniejszego trudu wszedł do pomieszczenia. Okno było otwarte na oścież, klatka dla ptaka stała pusta, a na biurku piętrzył się stos magazynów, pergaminów oraz kopert. Kufer stojący pod ścianą był otwarty i widać było, że ktoś gwałtownie wyrzucał z niego listy oraz ubrania, które leżały na podłodze oraz łóżku. Harry przeczytał niektóre wiadomości i zrobiło mu się niedobrze. Następnie skierował swoją uwagę, ku kopertom znajdującym się na biurku. Zapoznał się z listami i ułożył je tak jak leżały wcześniej. Gdy skończył badać pokój Snape’a, ruszył w kierunku martwego kuguchara. Odczuł żal, gdy zobaczył, jak potraktowano Krzywołapa, ale szybko odsunął go od siebie. Był aurorem i widywał gorsze zbrodnie. Fachowym okiem ocenił, że zwierzę zostało potraktowane morderczym zaklęciem, a dopiero później powieszone. Świadomość, że kot nie cierpiał, sprawiła, że przez chwilę poczuł ulgę. Czarodziej sięgnął ręką i odczepił list od obroży Krzywołapa. Była napisana atramentem przy pomocy pióra na kawałku pergaminu.
- Zniszczę wszystkich, na których ci zależy, a na końcu ciebie! – przeczytał w myślach.

To nie był dobry znak. Harry błyskawicznie sporządził w myślach listę ludzi, którzy mieli powody, aby skrzywdzić Hermionę. Gdy doliczył się dwudziestki, poczuł, jakby do żołądka wpadła mu bryła lodu. Wiele osób jej nienawidziło, ale czy byli w stanie zamordować z zimną krwią jej kota? Postanowił jeszcze raz przesłuchać Hermionę.
- Podsumujmy – powiedział po wszystkim – nie masz nałożonych na dom czarów ochronnych ze względu na rodzinę i społeczeństwo mugoli. Słyszałaś, że ktoś chodzi po korytarzu, ale nie masz stuprocentowej pewności, że to Snape. Nie wiesz, gdzie on jest, ani kiedy zniknął. Godzinę przed znalezieniem Krzywołapa wychodziłaś z pokoju i wtedy jeszcze nie wisiał.
- Tak – wyszeptała dziewczyna, trąc spuchnięte oczy.
- Na pewno nie chcesz, abym powiadomił Kingsleya?
- Nie, nie chcę! On powie o wszystkim Robardsowi!
- Rozumiem. W takim razie teraz rzucę na twój dom zaklęcia ochronne, a następnie poczekamy na Snape’a.

Odpowiedziało mu lekkie kiwnięcie głową. Hermiona leżała na kanapie, zwinięta w kłębek. Usta ciągle jej drżały, ale już nie płakała.
- Wątpię, aby to był on – kontynuował wątek Harry. - Mam wrażenie, że ten, kto to zrobił, działał pod wpływem impulsu i przy okazji postanowił rzucić podejrzenie na niego.
- Jesteś pewien? – padło pytanie wypowiedziane ochrypłym szeptem.
- Mam takie przeczucie, a wiesz, że częściej mam rację, niż się mylę – chłopak uśmiechnął się do przyjaciółki. – Dzisiaj będę spał u ciebie, aby upewnić się, że wszystko w porządku.
- Ok.

Harry wyszedł przed dom i wypowiedział wszystkie znane mu zaklęcia, które miały nie dopuścić potencjalnych intruzów. Chciał namówić Hermionę na pełną ochronę, ale ona nie chciała o tym słyszeć. Nawet w okropnym stanie psychicznym potrafiła być uparta jak osioł. Nie udało mu się przemówić jej do rozsądku nawet najbardziej logicznymi argumentami. Uważał, że jej rodzice mieli rację, gdy mówili, że ich córka pogrążona jest w głębokiej depresji.

Z bólem serca zgodził się z nią w kwestii powiadomienia Gawaina. Harry myślał, że jego szef jest w stanie rozwiązać większość problemów na chłodno, ale okazało się, że jeśli chodzi o Hermionę, to przestawał się kontrolować. Mieli zupełnie inny plan w stosunku do Severusa, ale Robards tak był zaślepiony nienawiścią, że chciał go wyrzucić za wszelką cenę. Czarownica nie była z tego powodu zadowolona i Harry się jej nie dziwił. Po starcie dziecka wyznała mu, co działo się we Francji i po powrocie, błagając jednocześnie, aby niczego nie mówił Ginny. Gawain też się przyznał, ponieważ chciał, aby jego podwładny pomógł mu w ponownym dotarciu do serca Hermiony. Chłopak z blizną był między pałką a tłuczkiem, ale uznał, że przyjaciółka jest ważniejsza. To spowodowało rozluźnienie jego stosunków z Robardsem.

***

Severus uznał, że jest już późno i powinien wrócić do domu. Wprawdzie Dundy namawiał go na jeszcze jedno piwo, ale wolał odmówić. Żona Amerykanina patrzyła na Snape’a z odrazą i co chwilę wchodziła do salonu pod byle jakim pretekstem, rzucając nieprzyjemne komentarze dotyczące ich przyjaźni. Wcześniej wyraźnie dała do zrozumienia, że nienawidziła lekcji eliksirów w Hogwarcie i nie pochwala znajomości męża. W takich warunkach mężczyźni nie mogli już swobodnie rozmawiać.

Chowając swoją dumę do kieszeni, Severus wysłał wczesnym rankiem list do Dundy’ego, w którym spytał, czy ma ochotę się z nim spotkać. Dodał w nim, że odpowiedź musi być natychmiastowa, ponieważ tylko Felix wie, gdzie przebywa jego właściciel. Amerykanin odpisał, że złość dawno mu przeszła i szukał swojego kumpla, ale nie mógł go znaleźć. Do listu dołączył adres swojego kominka oraz godzinę zakończenia pracy. Snape czytając to, odetchnął z ulgą, że nie będzie musiał przepraszać Dundy’ego. Potrzebował go, ponieważ postanowił dowiedzieć się, co stało się z Granger i jej dzieckiem. Miał świadomość, że od niej samej nie uzyska informacji, a nie chciał grzebać w jej umyśle.

Podczas spotkania Severus specjalnie wypytywał Dundy’ego o najróżniejsze rzeczy, aby ten nie załapał, o co naprawdę chodzi byłemu współlokatorowi. Powspominali Azkaban, obgadali porządnie Robina Poyntera oraz Meduzę i pożalili się na kobiety. W tym czasie były mistrz eliksirów dziwił się, jak bardzo przyjemne jest rozmawianie o pierdołach. Od wielu lat uważał, że jest zbyt dojrzały na takie rzeczy, oraz że ktoś z jego umysłem nie powinien zabawiać się gadaniem o nieistotnych tematach. Albus nie raz próbował go rozchmurzyć, ale Severus zbywał go. Teraz zrozumiał, że bycie niepoważnym nie jest tak wielką ujmą na honorze.

Rozstanie Granger z Weasleyem, okazało się naprawdę paskudną sprawą, a strata dziecka kompletnie dobiła dziewczynę. Snape nie chciał się do tego przyznać, ale zaczął jej odrobinę współczuć. Nadal przeżywał rozstanie z Sarą, chociaż starał się o tym nie myśleć. Wiedział, jak to jest, gdy druga osoba woli kogoś innego. Z tego powodu odsunął od siebie plan zemsty i postanowił jej nie dokuczać, a przynajmniej nie mocno. Postanowił, że znajdzie pracę i wyprowadzi się od niej. Nie był odpowiednią osobą, aby jej pomagać w czymkolwiek.
- Masz, adres Meduzy – Dundy wcisnął Severusowi w dłoń kawałek pergaminu. – Prosiłeś o niego.
- Ekhm, dzięki – odparł czarodziej.
- Wyślij jej prezent i dopisz, że to też ode mnie – poprosił Dundy. – Może to być… bombowa niespodzianka – mrugnął łobuzersko.
Snape dawno nie czuł takiej wdzięczności do kogokolwiek. Amerykanin nie okazał się takim złym kompanem, jak myślał. Na dodatek wyszło, że zrozumiał intencje, jakie przyświecały mu w zdobyciu adresu Meduzy. Może Sara miała rację, że powinien się z kimś zaprzyjaźnić?

Zamyślony wyszedł przed dom Dundy’ego i teleportował się do ogrodu Hermiony. Nie chciał, aby Amerykanin dowiedział się, pod jakim adresem mieszka. Już raz zawalił sprawę i Severus nie chciał powtórki z rozrywki.
- Witam panie profesorze! – rozbrzmiał głos Pottera, gdy Snape wszedł do salonu.
- Co ty tu robisz? – warknął czarodziej, zerkając na Hermionę, która leżała na kanapie.
Wyglądała, jakby płakała. Twarz miała spuchniętą, nos i oczy czerwone. Wpatrywała się w niego, jakby się go bała. Mężczyzna od razu wyczuł, że coś się stało.
- Prowadzę śledztwo – powiedział chłopak pewnym siebie tonem. – Gdzie pan był?
- Jakie śledztwo?
- W sprawie morderstwa.

Zimny pot spłynął po plecach Severusa. Miał nadzieję, że to wszystko było kolejną, rozdmuchaną przez Pottera aferą. Nic nie wiedział o żadnym morderstwie, ani nie planował niczego takiego.
- Byłem u Dundy’ego – odparł chłodno.
- Tego, co odpowiada za kontakty z Magicznym Kongresem Stanów Zjednoczonych Ameryki?
- Tak – przytaknął Snape.
- Jak długo? – drążył nieustępliwie Harry.
- Myślę, że ponad dwie godziny. Teraz gadaj Potter, o co tutaj chodzi i dlaczego Granger jest w takim stanie – zażądał.
- Mówi prawdę – powiedział chłopak do Hermiony, ale ona nie wyglądała na uspokojoną. – Gdyby miał złe zamiary, to nie wszedłby tutaj. Najnowsze zaklęcie ochronne, wymyślone przez Chorwatów kilka miesięcy temu – wyjaśnił. – Ktoś zabił Krzywołapa. Zapraszam na piętro – zwrócił się do byłego mistrza eliksirów.

Severus popatrzył na syna Lily jak na kosmitę. To o to było tyle szumu? O jakiegoś durnego kota, który prawie w ogóle nie przebywał w domu? Mimo wielu lat na karku kuguchar zajmował się głównie zapładnianiem okolicznych kotek.
- Mordercze zaklęcie – mruknął, gdy zobaczył truchło. – Ktoś powiesił go… na moim pasku? – dokończył zdziwiony.
- To chyba także jest pańskie – Potter podał mu list.
- Tak – potwierdził Snape. – Dostałem to mniej więcej dwa miesiące temu.

Były mistrz eliksirów poczuł, że ogarnia go złość. Ktoś próbował go wrobić! To było widoczne gołym okiem.
- To nie ja! – warknął. – Nawet nie myśl Potter, że maczałem w tym różdżkę! To jakiś głupi wybryk!
- Wcale tak nie pomyślałem – odparł chłopak ze spokojem, odwiązując kota od żyrandola i wkładając go do pudełka po robocie kuchennym. – Musiałem przeprowadzić śledztwo i znalazłem list, w którym Dundy zaprasza pana do siebie. Później skoczę do niego, aby sprawdzić, czy potwierdza pańską wersję.
- GRZEBAŁEŚ W MOICH RZECZACH!? – ryknął Snape, gdy wszedł do  swojego pokoju i zobaczył bałagan.
- Nie musiałem, ponieważ ktoś to zrobił wcześniej. Czy widział pan kogoś podejrzanego albo słyszał coś? Może wie pan o kimś, kto chciałby zaszkodzić panu albo Hermionie? – Potter zadawał pytania, ignorując zupełnie wybuch złości byłego nauczyciela.
- Robards – wycedził Severus. – Wiesz, że chce się mnie pozbyć, aby dobrać się do Granger!
- Zapamiętam to – przytaknął Harry z zadumą. – Coś jeszcze? Może o tym, że pan tu mieszka wie ktoś więcej niż Robards i Kingsley?

Od razu przed oczami Snape’a stanął Draco Malfoy. Mężczyzna przypomniał sobie nienawiść, jaką chłopak darzy Hermionę. Udowodnił w Hogwarcie, że ma pomysły, aby zaatakować ofiarę. Większość była chybiona, ale nie można mu było odmówić fantazji. Pozostało pytanie, czy odważyłby się zabić kota. Severus wiedział także, że gdyby na niego wskazał, to blondyn mógłby zdradzić, z jakich powodów postanowił zamieszkać u Hermiony.
- Nie. Niczego więcej nie wiem – skłamał.

***

Harry był niepocieszony. Każdy czarodziej mógł zabić Krzywołapa i przetrząsnąć rzeczy Snape’a. Na dodatek jego pomysł, że zrobił to Robards, był bardzo prawdopodobny. Nikomu innemu nie zależało tak bardzo na pozbyciu się Severusa z domu Hermiony. Harry stwierdził, że będzie uważnie przyglądać się swojemu szefowi.
- Uważam, że najlepiej będzie, jeśli spędzisz kilka dni u swoich rodziców – zagadał do czarownicy, która ciągle była w szoku i w międzyczasie nie ruszyła się nawet o centymetr ze swojego miejsca.
- Nie! – wrzasnęła dziko, siadając gwałtownie. – Nie chcę!
- To zamieszkaj ze mną. Stworek się tobą zaopiekuje, a jak przyjedzie Ginny…
- Nie!
- Hermiono, to już nie jest zabawne – powiedział Harry, z trudem hamując irytację. – Od listopada jest z tobą coraz gorzej. Naprawdę powinnaś się le…
- Nie, nie i jeszcze raz nie! – jej głos zamienił się w raniący uszy pisk. – Nie dam się! Wiem, co chcecie ze mną zrobić! Zostaję tutaj!

Harry zacisnął pięści z bezsilnego gniewu. Miał ochotę rzucić na przyjaciółkę imperiusa, aby zmusić ją do leczenia. Wyglądała okropnie i był pewny, że w tym stanie nie pociągnie długo.
- Masz, pij! – Snape bezszelestnie pojawił się koło Hermiony i podał jej butelkę z eliksirem.
- Nie chcę – odparła dziewczyna z uporem.
- Pij albo cię do tego zmuszę!
- Jest dorosła, jeśli nie chce… - próbował zaprotestować Harry.
- POTTER! – wrzasnął Severus. – CZY JA CIĘ PYTAŁEM O ZDANIE!? OBCHODZISZ SIĘ Z NIĄ JAK Z JAJEM ŻMIJOPTAKA! – warknął, podsuwając butelkę bliżej twarzy dziewczyny. – JA NIE ŻARTUJĘ. ZMUSZĘ CIĘ DO WYPICIA I BĘDZIE TO DLA MNIE O WIELE BARDZIEJ PRZYJEMNE NIŻ DLA CIEBIE! – rozkazał, przeszywając ją groźnym spojrzeniem.

Hermiona skrzywiła się i ku zdumieniu Harry’ego, posłusznie wykonała polecenie. Chłopak wyczuł znajomy aromat Eliksiru Słodkiego Snu. Czarownica ledwo pociągnęła kilka łyków, gdy zamknęła oczy i padła jak kamień na kanapę. Severus wyjął butelkę z jej dłoni.
- Tak to się robi – oznajmił z jadowitym uśmiechem. – Sentymenty rzuciły ci się na mózg, Potter. Czasem trzeba zmusić drugą osobę do czegoś, czego nie chce. Teraz bierz ją do rodziców i niech tam zostanie przez kilka dni. Przy okazji rzuć kilka zaklęć ochronnych na ich dom – rozkazał osłupiałemu Harry’emu. – Ja w tym czasie pogrzebię tego kota i będę czuwał. Może sprawca wróci, aby zobaczyć swoje dzieło…
- Dziękuję – powiedział Harry, biorąc Hermionę w ramiona.
Severus odwrócił się gwałtownie do niego niczym oparzony i wrzasnął:
- NIE DZIĘKUJ, TYLKO ZEJDŹ MI Z OCZU!

Chłopak spełnił jego żądanie, uśmiechając się pod nosem. Przyszła mu do głowy szalona myśl. Wiedział, że Hermiona robiła wszystko na przekór, co proponował on albo jej rodzice. Mógłby sprzeciwiać się rozkazom Severusa, które kierowałby w jej stronę. Zaślepiona chorobą, mogłaby się nie zorientować w podstępie. Jedynym problemem było nastawienie byłego nauczyciela. Czy dałby się namówić na udział w czymś takim? Mógłby sobie do woli na niego powrzeszczeć, a przecież to lubi.
- Tak, w tym szaleństwie jest metoda – powiedział sobie w duchu, gdy teleportował się z Hermioną do domu jej rodziców.

poniedziałek, 6 marca 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 55 – Bezproblemowe dziecko


Do piątku Severus głównie się nudził. Początkowo był przekonany, że Granger zapewni mu rozrywkę, ale szybko się okazało, że gdy jej zapłacił, to przestała zwracać na niego uwagę. Wychodziła do pracy, kiedy spał, wracała późno i od razu szła do swojego pokoju, gdzie zamykała się na klucz. Snape widział światło, wydobywające się spod jej drzwi przez większą część nocy. Czasem mijali się na korytarzu, gdy szła do łazienki, ale w takich momentach nie zaszczycała go nawet ułamkiem swojej uwagi.

Snape szybko zrozumiał, że to było na tyle, jeśli chodziło o jej pomoc. Domyślił się, że jej deklaracja wynikała z chęci zrobienia na złość Robardsowi, a tak naprawdę nie miała zamiaru kiwnąć palcem. Czarodziej nie mógł się nadziwić zmianom, jakie w niej zaszły. To nie była ta sama Hermiona Granger, z czasów szkoły i procesu przed Wizengamotem. Zamiast niej pojawi się robot zaprogramowany na ściśle określone rzeczy. Codziennie ubrana była w czarny żakiet, białą koszulę i czarne spodnie lub spódnicę. Severus nigdy nie widział, aby coś jadła. Lodówka i szafki w kuchni świeciły pustkami, jeśli nie liczyć kilku zupek chińskich, kawy i sporej ilości butelek z winem. Czarodziej nie zauważył, aby wzięła chociaż jedną z nich. Zdawało się, że Granger żywiła się powietrzem.

Dopiero przed weekendem sytuacja uległa zmianie. Hermiona wróciła z pracy, trzymając siatkę z zakupami. Chwilę później wkładała je do lodówki. Wiedziony ciekawością Severus, ruszył do kuchni pod pretekstem zrobienia sobie herbaty.
- To wszystko jest dla Suzanne – zakomunikowała nieoczekiwanie czarownica, odzywając się do Snape’a pierwszy raz od dwóch dni. – Moi rodzice przywiozą ją jutro rano. Mam nadzieję, że się im  nie pokażesz.
- Ponieważ…? – mruknął czarodziej podczas nalewania wody do czajnika.
- Bo nie chce mi się tłumaczyć, dlaczego ze wszystkich ludzi na świecie akurat ty u mnie mieszkasz – wyjaśniła opryskliwie.
- Jeśli będziesz trzymała bachora z dala ode mnie, to mogę nawet udawać twoją służącą. Tylko musisz ładnie poprosić – odparł z ironią.
Hermiona skomentowała to wymownym milczeniem i sięgnęła po wino. Nie otworzyła go i nie nalała sobie napoju do kieliszka. Wzięła całą butelkę do swojego pokoju. Severus obserwował dyskretnie, gdy wchodziła po schodach.
- Oho – mruknął w myślach. – Jutro może być ciekawie. Czas nastawić sobie budzik…

***
Czarownica rzuciła mu takie spojrzenie, że gdyby wzrok mógł zabijać, to od razu padłby trupem. Jej rodzice wpatrywali się w niego z wielkim zdumieniem. Długą ciszę, która zapadła, gdy zjawił się w salonie, przerwała Suzanne. Wyrwała się z uścisku siostry i podbiegła do Snape’a, krzycząc radośnie:
- Jest Sev!
Uczepiła się go swoimi drobnymi rączkami, a jej twarz wyrażała uwielbienie. Czarodziej uniósł kąciki ust w udawanym uśmiechu i poklepał ją po głowie dłonią, tak jak się klepie szczeniaka, który pierwszy raz załatwił potrzebę na trawie, a nie na podłodze. Wszystko po to, aby upewnić rodziców Granger, że cieszy się na widok Suzanne.
- Pan jest… - odezwał się nieśmiało ojciec Hermiony.
- Severus Snape. Wynajmuję tutaj pokój – wyjaśnił prędko czarodziej.

Chociaż jego celem było namieszanie w życiu Hermiony, to nie chciał, aby jej rodzice pomyśleli, że łączą ich intymne relacje. Mieli ku temu podstawy, ponieważ zszedł do salonu w koszuli nocnej, szlafroku i bamboszach, a w ręce trzymał kubek po kawie z napisem „Kocham Paryż”. Wiedział, że Granger nie wybaczyłaby mu tego, zwłaszcza po akcji u starego Lockharta, dlatego wolał nie dawać jej pretekstu do wyrzucenia go z domu. Utkwił spojrzenie w mugolach i wyczytał z ich umysłów, że wiedzą kim jest i wcale im się nie podoba.
- Pobawisz się ze mną? – zapytała Suzanne.
- Nie. Teraz idziemy do parku – bardziej krzyknęła, niż powiedziała Hermiona, a Severus przytaknął jej gorliwie. – Jak wrócimy, obejrzysz bajkę, zjesz zupkę i pójdziesz spać.
- To Sev poczyta mi książkę – oświadczyła dziewczynka z pewnością.
- Zobaczymy – wymamrotała czarownica tylko po to, aby siostra przestała drążyć temat.

Czarodziej musiał przyznać, że zdziwiła go reakcja Suzanne. Był przekonany, że tak małe dzieci tylko wrzeszczą i nic do nich nie dociera. Myślał, że przy odmowie dziewczynka zacznie od razu wyć wniebogłosy, rzuci się na podłogę i zacznie walić w nią głową. Okazało się, że gładko przyjęła wszystko do wiadomości i z uśmiechem podeszła do Hermiony, gotowa na spacer.
- Pan jest tym Severusem Snape’em? – zapytała pani Granger, nie chcąc przyjąć do wiadomości z kim mieszka jej córka.
- Tak, ten – wycedziła Hermiona. – Kingsley prosił mnie, abym pomogła mu wrócić do społeczeństwa po pobycie w Azkabanie – skłamała, patrząc znacząco na byłego nauczyciela, a jej wzrok mówił „jeśli zaprzeczysz, to zamorduję cię gołymi rękami”.
- To prawda. Hermiona bardzo mi pomaga. Jest wspaniałą dziewczyną… - przytaknął.

Jego słowa nie uspokoiły państwa Granger. Nawet nie musiał czytać im w myślach, aby wiedzieć, że są przerażeni. Córka opowiedziała im wystarczająco wiele, by uznali, że mieszka z nią morderca. Byli świecie przekonani, że prędzej, czy później zamorduje Hermionę.
- Kochanie, możemy na słówko? – zapytała pani Granger.
Rodzina wyszła przed dom, pozostawiając Severusa w salonie. Obserwował ich ukradkiem przez okno. Rodzice dyskutowali z Hermioną zawzięcie, nie zwracając uwagi, że sąsiedzi mogą ich z łatwością usłyszeć. Snape postanowił skorzystać z okazji i przy pomocy różdżki, która była ukryta w wewnętrznej kieszeni jego szlafroka, uchylił okno. Miał nadzieję posłuchać wyrzutów, ale okazało się, że jego plan się nie powiódł. Grangerowie rozmawiali ze sobą w obcym języku, który Severus dopiero po dłuższej chwili zidentyfikował jako francuski. Nawet Suzanne wtrącała się do dyskusji. Rozczarowany czarodziej zamknął okno tym samym sposobem, którym je otworzył. Nigdy nie uczył się francuskiego, a jedyne co rozumiał w tym języku, to powitania i pożegnania, którymi raczyła grono pedagogiczne Madame Maxime.
- Nie szkodzi – oświadczył sam sobie w myślach. – Jeszcze będzie niejedna okazja, aby dopiec Granger – stwierdził złośliwie.

Ta chwila nastąpiła szybciej, niż się spodziewał. Siostry wróciły z parku przed południem i zajęły parter domu. Czarodziej specjalnie nie wychylał nosa ze swojego pokoju, aby Suzanne nie przypomniała sobie o jego obecności. Uznał, że tak się stało, gdy usłyszał odgłosy bajek dochodzące z telewizora. Dlatego ze spokojem pogrążył się w lekturze „Magicznych Mikstur”. Miał do przeczytania jeszcze siedem miesięczników. O ile w Azkabanie można było dostać ocenzurowaną wersję „Proroka Codziennego”, to wszelkie źródła wiedzy o najnowszych eliksirach lub zaklęciach były zakazane. Wszystko po to, aby nie podrzucać więźniom głupich pomysłów, jak powiedział na apelu Faxon Newman. Oczywiście Severus miał zupełnie odmienne zdanie na ten temat. Bez różdżki mógł co najwyżej uwarzyć zupę, co z resztą nie raz robił na zajęciach u Meduzy. Przy odrobinie szczęścia byłby w stanie wrzucić do niej coś zgniłego, aby mugolka dostała rozwolnienia. Aurorzy pilnujący więźniów, mieli stanowczy zakaz spożywania czegokolwiek, co pochodziło od skazanych.
- Sev miał mi poczytać! – do uszu czarodzieja dobiegł głos Suzanne, która znajdowała się w sąsiednim pokoju.
- Nie ma go skarbie – skłamała Hermiona.
- Jest!
- Nie ma.
- Jest! – powtórzyła z uporem dziewczynka.

Severus rozważył, czy nie ujawnić swojej obecności, aby Granger wyszła na kłamczuchę, ale stwierdził, że nie chce mu się czytać dzieciakowi jakiejś nudnej bajeczki. Jedyne czego chciał teraz, to mieć święty spokój. Dlatego miał nadzieję, że Suzanne nie zacznie wyć, ponieważ wpłynęłoby to negatywnie na stan jego koncentracji.
Tup, tup, tup.
Odgłos dziecięcych kroków rozbrzmiał w domu i chwilę później drzwi do pokoju Severusa stały otworem.
- Mówiłam, że jest! – krzyknęła entuzjastycznie dziewczynka, a Snape zaklął w myślach, ponieważ nie zablokował zamka.

Hermiona wpadła do pomieszczenia z zaciętą miną i próbowała złapać siostrę, ale ona zwinnie wyślizgiwała się z jej rąk.
- Asti miała inne łóżko – zauważyła dziewczynka, rozglądając się ciekawie po pokoju. – Krzesełko było białe… Czemu wszystko pozmieniałeś? – zwróciła się z pretensją do Severusa, chwytając się pod boki, jak miniaturowa Molly Weasley.
- On ma inny gust, jest facetem – wyjaśniła Hermiona, łapiąc ją za rękę. – Idziemy spać! – zakomunikowała ostro.
- Sev ma mi czytać! – upierała się dziewczynka, ciągnąc siostrę w jego stronę.
- Ja to zrobię! – odparła czarownica ze złością, jednocześnie próbując wyciągnąć opierającą się Suzanne z pokoju.
- Nie chcę!
- Ja zawsze ci czytam i dlatego nie będzie żadnych zmian!

Severus poczuł, jak narasta w nim irytacja. Przez te krzyki nie był w stanie zająć się lekturą. Piskliwy głos dziecka wwiercał mu się w czaszkę, powodując ból głowy. To był zaledwie początek awantury, a miał już jej serdecznie dosyć.
- Zamknijcie się! – warknął, czym sprawił, że siostry przestały się kłócić. – Przeczytam cokolwiek, tylko zawrzyjcie jadaczki!
- Dam sobie radę – wycedziła Hermiona ze złością. – Nie potrzebuję pomocy!
- Widzę – zakpił czarodziej. – Jesteś tak samo bliska przekonania jej do swojej racji, jak smoki do porzucenia mięsa na rzecz marchewki.
- Smoki są fajne – wtrąciła Suzanne z uśmiechem.
- Mylisz się. Potrafię zająć się dzieckiem, a co do smoków, to odkryto niedawno…
- Przestań kłapać dziobem – przerwał jej niecierpliwie Snape – i daj wreszcie tę książkę!
- Tak! Przynieś! – wtórowała mu dziewczynka.

Hermiona skrzywiła się i z pewnym oporem wyszła z jego pokoju. Wróciła, trzymając pod pachą wybrany tom. Na jego widok Suzanne od razu zaczęła protestować.
- To czyta Hermi! – oburzyła się. – Sev ma mieć co innego!
Wybiegła z pomieszczenia, zgrabnie umykając przed wolną ręką siostry, która chciała ją kolejny raz złapać. Severus westchnął boleśnie, aby dać czarownicy do zrozumienia, że odwala za nią czarną robotę i podążył za dzieckiem.
- Masz! – podała mu grubą książkę.
Było to „Imię róży” Umberto Eco. Snape nie miał pojęcia, co to za książka. Nigdy o niej nie słyszał. Nie wydawało mu się, aby to była literatura dziecięca, ponieważ okładka na to nie wskazywała.
- O nie! To nie jest książka dla dzieci! – fuknęła oburzona Hermiona.
- Chcę to! – odkrzyknęła Suzanne zrozpaczonym tonem, a jej twarz wyraźnie mówiła, że zaraz zacznie płakać.
- Skoro chce, to jej przeczytam – oznajmił Severus z jadowitym uśmiechem.
- Nie jesteś jej rodzicem, nie wiesz co dla niej dobre! – warknęła czarownica.
- Ty też – mężczyzna odbił piłeczkę, wchodząc do pokoju Suzanne.

Czuł, że nie da rady znieść dalszych krzyków, dlatego wolał szybko zająć się czytaniem. Marzył o tym, aby dzieciak znalazł się w łóżku i poszedł spać. To, że przy okazji robił na złość Hermionie, utwierdzało go w przekonaniu, że powinien przeczytać „Imię róży”.
- Do łóżka! – rzucił w stronę Suzanne, a ta od razu wskoczyła pod kołdrę.
- Możesz czytać – oznajmiła z zadowoleniem.
Severus posłał Hermionie jeszcze bardziej jadowity uśmiech niż zwykle, usiadł w fotelu i otworzył książkę.

***

Okazało się, że Suzanne miała bardzo dobry gust. Snape wciągnął się w historię opactwa. Dziewczynka usnęła w ciągu kilkunastu minut, ale on czytał dalej. Wprawdzie nie interesowały go za specjalnie kwestie teologiczne, ale był bardzo ciekawy, kto zabijał mnichów. Dlatego nie protestował wieczorem, gdy dziewczynka znowu chciała, aby jej poczytał przed pójściem spać.

Suzanne okazała się bezproblemowym dzieckiem. Przez cały weekend robiła, co Severus chciał. Wystarczyło tylko jedno jego słowo, a chodziła jak w zegarku. Z Hermiony nic sobie nie robiła i nie słuchała jej w ogóle. Severus łaskawie zostawił jej kwestie dotyczące higieny, czyli wizyty w toalecie i mycie, tłumacząc, że przecież nie jest rodzicem dzieciaka. To wszystko powodowało, że czarownica kipiała z bezsilnej złości i rozpaczliwie próbowała oderwać siostrę od jej obiektu zainteresowania. Snape złośliwie rechotał w duszy, patrząc na jej wysiłki. Doprowadzał ją do szewskiej pasji, właściwie nic nie robiąc. Wystarczyło, że dał Suzanne książkę o magicznych roślinach i grzybach, a ona przeglądała ją przez ponad godzinę, siedząc na jego łóżku. Czarodziej w tym czasie pił kawę i w spokoju czytał „Imię róży”, zerkając co jakiś czas na Hermionę, która z naburmuszoną miną siedziała na kufrze.

Pora obiadowa przebiegła w podobnej atmosferze. Gdy Severus zszedł do kuchni, Suzanne podążyła za nim niczym psidwak. Tam zajęła się lepieniem zwierzątek z ciasta na pizzę, którą podebrała czarodziejowi. Następnie całkiem zgrabnie rozrzuciła dodatki na placku. Po upieczeniu i skosztowaniu stwierdziła, że to najpyszniejsza rzecz, jaką w życiu jadła. Hermiona nie poczęstowała się, robiąc minę, jakby posiłek był zatruty i próbowała przekonać siostrę, że ich mama lepiej gotuje. Severus triumfował, gdy Suzanne stanowczo zaprotestowała i oświadczyła czarownicy, że jest głupia.

***

Niedziela ciągnęła się niczym smarki trolla górskiego. Hermiona dawno nie czekała z taką niecierpliwością na rodziców. To miał być kolejny miły weekend spędzony z Suzanne, a okazało się, że ona woli Snape’a. Czarownica czuła się, jak trzecie skrzydło u Hipogryfa – była nie tylko niepotrzebna, ale dodatkowo im przeszkadzała. Nawet fakt, że współlokator zrzucił na nią obowiązek pomagania siostrze w czynnościach higienicznych, nie poprawiło jej humoru. Na pewno nie pozwoliłaby mu się tym zajmować. Istniały pewne granice, których nie można było przekroczyć.

Czarownica ze zgrozą patrzyła, jak jej siostra słucha Severusa. Do tej pory nikt nie potrafił nad nią zapanować. Grangerowie rozpieszczali najmłodszego członka rodziny i widać było po jej zachowaniu, że nie znosiła sprzeciwu oraz nie wyrażała chęci podporządkowania. Gdyby nie fakt, że przez dwa dni Hermiona bacznie obserwowała każdy ruch Severusa, to mogłaby go podejrzewać o to, że zaczarował Suzanne. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Na dodatek nawet przez chwilę nie wątpiła, że jej były nauczyciel świetnie się bawi jej kosztem. Im bardziej się starała zwrócić na siebie uwagę dziecka, tym większe było złośliwe zadowolenie widoczne na jego twarzy. Z tego powodu powitała ze sporą ulgą rodziców, którzy przyjechali odebrać młodszą pociechę.
- Sev jest fajny! Bawił się ze mną… i czytał mi… i pizzę zrobił… i książkę mi dał… i telewizor włączył… - z ust Suzanne wypływała czysta, dziecięca radość.
- Ekhm, to prawda – odparła Hermiona ponurym tonem, gdy zobaczyła miny rodziców. – Może z tą zabawą to duża przesada… - chciała wbić szpilę współlokatorowi, ale nie mogła znaleźć kontrargumentów. – No, był w porządku – wykrzywiła się, jakby wypiła gorzki eliksir.
- Sądzę, że będziemy musiały poważnie porozmawiać – oznajmiła pani Granger po francusku. – Wiele wyjaśniłaś, ale to nie zmienia faktu, że jest mordercą. Nadal wolałabym, aby Suzanne tutaj nie było, kiedy on mieszka z tobą. Możesz spędzać weekendy w naszym domu.

To było bardzo nie na rękę dziewczynie. Wiedziała, że będzie nagabywana o wizytę u psychologa. Znała na tyle dobrze swoich rodziców, że miała wszelkie powody, aby podejrzewać, że ściągnęliby Harry’ego i Ginny do siebie. Tego nie byłaby w stanie znieść, a bez kontaktów z Suzanne, nie widziała sensu w życiu.
- Zadzwoń do mnie, jak mała pójdzie spać – odparła Hermiona, aby uciąć dyskusję.

Stała przy drzwiach wejściowych do domu i obserwowała, jak jej rodzice wsiadają do samochodu. Czarownica pomachała Suzanne i wróciła do domu. W salonie wypuściła wolno powietrze z płuc, wiedząc, że podjęła decyzję i już nie ma odwrotu. Musiała wyrzucić Snape’a. Odda mu pieniądze, nawet dopłaci, jeśli będzie musiała, ale on ma się wynieść z jej domu.
- Wiesz, że istnieje coś takiego jak poszanowanie cudzej prywatności? Następnym razem pukaj – oznajmił lodowatym tonem, gdy bez ostrzeżenia weszła do jego pokoju. – Jakoś do tej pory nie przeszkadzała ci moja obecność – zauważył. - Nigdzie się stąd nie ruszam - wycedził i założył ręce na piersi.
- To prawda, że mi nie przeszkadzałeś – przyznała niechętnie. – Mówiłam ci w piątek, abyś nie pokazywał się moim rodzicom. Teraz nie chcą zostawiać u mnie Suzanne! – oświadczyła.
- Nie wiem, czy jesteś świadoma faktu, że twoja siostra i tak by im wszystko wygadała – Severus wzruszył ramionami. – Jesteś dorosła. Dogadaj się z nimi.
- Oni się boją i uważam, że mają rację. Skrzywisz jej psychikę tak jak dzieciakom w Hogwarcie!
- Nie zauważyłem, abym robił jej krzywdę – czarodziej utkwił w dziewczynie swoje zimne, czarne oczy.
- Gdybyś tylko spróbował, to od razu wyrwałabym ci serce łyżką i z dumą poszłabym za to do Azkabanu! – zagroziła Hermiona.
- Wiesz, że twoja gryfońska odwaga nie robi na mnie wrażenia? – zapytał Severus znudzonym tonem. – Robards na pewno ucieszyłby się z tego, że nie żyję. Dodatkowo miałby kogo odwiedzać w celi… - zauważył, uśmiechając się wrednie.
- Ostrzegam! Jestem gotowa na wszystko!
- Nie groź mi i nie obrażaj mnie. Nie zamierzam się stąd ruszyć.
- Zrywam umowę – oświadczyła ostro, patrząc na niego z góry, ponieważ nadal siedział w fotelu. – Nie zależy mi na galeonach, oddam je.
- Zapłaciłem za trzy miesiące z góry, więc mogę tu mieszkać do lata.
- Nie obchodzi mnie to!
- A mnie nie obchodzi, że ciebie nie obchodzi – zakpił. – Tam są drzwi – wskazał podbródkiem.
- Domagam się, abyś natychmiastowo opuścił to miejsce!
- Nie mam najmniejszego zamiaru!
- Wynoś się! – warknęła Hermiona. - Petrificus Totalus! – wypowiedziała w myślach, po błyskawicznym wyjęciu różdżki z kieszeni.
Była pewna, że zamrozi tymczasowo Severusa, spakuje jego rzeczy i zawoła Harry’ego, aby zabrał go do siebie. Tymczasem Snape zrobił unik, jakby wiedział, co planuje i wycelował w nią swoją różdżkę. Ostatnie co zobaczyła Hermiona to czerwony promień i poczuła, że leci w kierunku ściany. Uderzenie w tył głowy było tak silne, że od razu straciła przytomność.

***

- Cholera! – mruknął Severus. – Zabiłem Granger!
Podszedł do leżącej na ziemi dziewczyny i sprawdził, czy oddycha. Nie chciał jej zrobić krzywdy, ale nie dała mu wyboru. Użył zaklęcia odpychającego, mając nadzieję, że tylko się przewróci. Podejrzewał, że jej niska waga wpłynęła na efekt i dlatego poleciała na ścianę. Gdy poczuł na swoim policzku jej oddech, szczerze ucieszył się, że żyje. Wiedział, co mu groziło, gdyby było odwrotnie. Azkaban to było małe kremowe piwo, przy tym, co zrobiłby mu Gumochłon. Severus miał wszelkie powody, aby podejrzewać, że auror nie spocząłby, dopóki nie złapałby go i obdarł żywcem ze skóry.
- Co mam teraz zrobić? – zastanowił się.

Za coś takiego na pewno Granger go wyrzuci. Wprawdzie, idiotka pierwsza zaatakowała, zapominając, z kim się mierzy, ale to na pewno nie byłyby dobry argument w dyskusji. Nie wiedział dokładnie jaki czar chciała na niego rzucić. Znając ją, nie chciała go uszkodzić. Podejrzewał, że miała zamiar unieszkodliwić go i wyrzucić.
- Co za kretynka – oznajmił Felixowi, który ze strachu zapomniał języka w dziobie. – Mam tylko jedno wyjście. Muszę zmodyfikować jej wspomnienia.

Nie było to trudne zadanie. Nie raz robił takie rzeczy podczas wojny. Oklumencja, której nauczyła się dziewczyna, nie była dużą przeszkodą w czasie, kiedy była nieprzytomna. Severusowi wystarczyło kilka zaklęć, aby pozbawić ją chęci wyrzucenia go. Następnie sprawił, że zapomniała o tym, co stało się w jego pokoju, a zamiast tego wszczepił jej wspomnienie, że poczuła się senna i poszła spać. Wiedział, że jest mistrzem w grzebaniu w cudzym umyśle, ale i tak czuł niepokój. Minęło sporo lat, odkąd ostatnio korzystał ze swoich umiejętności na tym polu. Miał nadzieję, że niczego nie pomylił. Nieprzytomną, zaniósł do jej pokoju i położył na łóżku. Tam rozebrał do bielizny, nie mogąc się oprzeć myśli, że czarownica bardziej przypomina kościotrupa niż kobietę. Zbadał jej obrażenia i uleczył.
- Miłych snów, Granger – wyszeptał, gdy przykrył ją kołdrą.
Stąpając na palcach, skierował swoje kroki ku wyjściu. Ostrożnie zamknął drzwi, aby nie obudziła się przypadkiem. Najbliższe dni miały pokazać, czy jego czary okazały się skuteczne.