Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dundy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dundy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 października 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 77 – Thierry jest obrażony


Pierwszy dzień wiosny sprawił, że Hermiona miała jeszcze lepszy humor niż zazwyczaj. Ciepłe promienie słońca ogrzewały jej policzki, a widok przyrody budzącej się do życia sprawiał, że wszelkie myśli o kłopotach zniknęły. Dlatego raźnym krokiem szła w stronę przedszkola po Suzanne. Nucąc pod nosem „What a wonderful world” Louisa Armstronga, wyciągnęła lewą rękę i muskała koniuszkami palców młode liście krzewów, które rosły wzdłuż chodnika. Jej prawa dłoń ukryta była pod magiczną rękawiczką. Mimo usilnych prób Severusowi nie udało się znaleźć lekarstwa na poparzenie, którego doznała jego współlokatorka. Jego czary sprawiły, że rany zagoiły się tylko częściowo. Dłoń nie wróciła do poprzedniej sprawności, ponieważ mięśnie zostały zbyt poważnie uszkodzone oraz pokryła je sztywna i szorstka skorupa, która tylko trochę przypominała skórę. Dopiero przed kilkoma dniami Severus odkrył, że jedynym, co mogło pomóc w rozruszaniu kończyny Hermiony, była gruba warstwa kremu, który stworzył przy pomocy magicznych składników oraz długi i intensywny masaż. Z tego powodu współlokatorzy siadali rano przy stole w kuchni i zajmowali się ręką. To stwarzało idealną okazję do rozmowy. Hermiona odnalazła w sobie nieskończone pokłady cierpliwości w stosunku do Severusa i przestała zwracać uwagę na jego tendencję do marudzenia oraz niezadowolenia ze wszystkiego. Zaakceptowała fakt, że on taki po prostu jest i cieszyła się, że powrócili do przyjaznych stosunków. Znowu mogli porozmawiać o wszystkim, a zwłaszcza o różnych aspektach magii. Czarownica dowiedziała się wszystkiego o przebytym rytuale, który uzdrowił jej matkę. Snape wprawdzie próbował ukryć rolę Neville’a, czego Hermiona nie miała mu za złe. Taktownie przemilczała fakt, że dowiedziała się wszystkiego od profesor McGonagall, z którą miała kontakt listowny. Zamiast tego nie szczędziła pochwał byłemu nauczycielowi eliksirów, co wprawiało go w dobry nastrój i sprawiało, że narzekał mniej niż zwykle.
- Świat jest piękny, a życie cudowne! – pomyślała Hermiona, uśmiechając się do jakiegoś przypadkowego przechodnia.
W ostatni weekend odwiedziła rodziców razem z Suzanne. Siostra była szczęśliwa, ponieważ nie tylko zobaczyła się z mamą i tatą, ale również pierwszy raz poleciała samolotem. Nie wiedziała, że głowa Jean, ukryta pod czapką, powinna posiadać włosy. Dopiero w Lourdes, Hermiona dowiedziała się, że jej matka postanowiła ogolić głowę na łyso, aby wrócić do Anglii z odrastającą czupryną. Miało to umocnić wszystkich w przekonaniu, że zakończyła chemioterapię. Drugą informacją, jaką otrzymała czarownica, była z kategorii „wspaniałych”. Pani Granger nie marnowała czasu i od razu po przybyciu do Francji zrobiła prywatnie badania, których wyniki jednoznacznie wskazywało na to, że całkowicie wyzdrowiała.
- Dzisiaj byłam grzeczna! – oświadczyła Suzanne z dumą, gdy znalazła się w ramionach siostry.
Nauczycielka dała do zrozumienia, że potwierdza słowa dziewczynki, kiwając głową. Hermiona od razu poczuła, że kamień spadł jej z serca. W ciągu ostatnich kilku miesięcy Suzanne była wyjątkowo przykra dla otoczenia. Nie dało się ukryć przed nią choroby Jean, co sprawiło, że w psychice dziecka zaszły zmiany. Nie wiedząc jak poradzić sobie z nową, stresującą sytuacją, Suzanne zaczęła kopać, gryźć i histeryzować. Odbiło się to zwłaszcza na dzieciach w przedszkolu. Psycholog dziecięcy, z którą skontaktował się pan Granger, zaczęła przeprowadzać terapię, ale nie dawała ona spektakularnych efektów. Przełom nastąpił, gdy Hermiona wróciła z Harrym do domu rodziców, po przeprowadzeniu rytuału na cmentarzu i wyjaśniła siostrze, że mama pojechała się leczyć i na pewno wróci zdrowa. Od tamtej pory, dziewczynka coraz bardziej się uspokajała. Wyjazd i przekonanie, na własne oczy, że z panią Granger jest o wiele lepiej, sprawił, że Suzanne przestała wyżywać się na otoczeniu, chociaż nadal była trzylatką z niemałym temperamentem.
Thierry zareagował zgoła inaczej. Widząc rozzłoszczoną minę Harry’ego i szczęśliwą Hermionę, która zdążyła zmienić suknię ślubną na jeansy, nie dał wiary historyjce o nagłym wyjeździe do Lourdes sponsorowanym przez Instytut Marii Curie-Skłodowskiej. Wprawdzie cierpliwie wysłuchał, co jego narzeczona ma do powiedzenia, ale jego wymowne milczenie i coraz bardziej posępny wyraz twarzy, nie dało pomylić się z niczym innym. Gdy Hermiona ucichła, poszedł do przedpokoju, włożył płaszcz i wyszedł z domu państwa Granger bez pożegnania. Tydzień później dostała od niego pocztówkę, którą wysłał z Austrii, w której napisał, że musi „przetrawić” wszystko, co go spotkało i odezwie się do niej w odpowiednim czasie. Czarownica uspokoiła się, gdy dodał w postscriptum, że nadal ją kocha i zamierza się z nią zobaczyć w nieokreślonej przyszłości.
O wiele lepiej poszło Hermionie z Ginny. Jej i Harry’emu mogła wyjaśnić dokładnie, co się wydarzyło i dlaczego uważa, że Severus zmienia się na lepsze. Nie zataiła żadnego szczegółu, stawiając na szczerość. Na początku Ginny wątpiła, biorąc pod uwagę oskarżenia rzucane przez jej narzeczonego, któremu nienawiść do Snape’a wyraźnie przysłaniała trzeźwą ocenę sytuacji, ale ostatecznie postanowiła przeczytać list od Minerwy McGonagall, który przyniosła jej Hermiona kilka dni później. To spowodowało zmianę jej stosunku do Severusa na bardziej pozytywny.
- Nie sądzisz, że Potter zaczyna przypominać Moody’ego? – zapytał czarodziej, gdy wszedł do salonu, po uśpieniu Suzanne. Tym razem kazała mu czytać „Przeminęło z wiatrem” i gdyby nie wątek wojenny, to od razu sprzeciwiłby się woli małej dziewczynki. – Coraz bardziej mu odbija.
Hermiona popatrzyła się na niego zdumiona. Podczas porannego masażu powiedziała mu mimochodem, że Harry zdecydowanie przesadza, nie chcąc przyjąć do wiadomości, jak wiele rodzina Grangerów zawdzięcza Snape’owi, ale nie sądziła, że ta informacja go obejdzie. W końcu nienawidzili się nie od dziś, a ona już straciła nadzieję, że kiedykolwiek się pogodzą.
- Hmm, chyba źle zinterpretowałeś moje słowa – zaczęła bronić przyjaciela. – Owszem, przesadza, ale to nie jest nic nowego, biorąc pod uwagę, że zawsze w pierwszej kolejności ciebie podejrzewał o wszelakie…
- Tak, wiem – przerwał jej Severus, machając lekceważąco ręką. – Obydwoje się oskarżaliśmy i tak dalej, i tym podobne… - przewrócił oczami. – Chodzi mi o to, że z jego głową jest coś nie w porządku i coraz bardziej to widać.
- Czy ty przypadkiem nie kierujesz się złośliwością? – zapytała Hermiona nieufnie.
Severus usiadł koło niej na kanapie i spojrzał w jej brązowe oczy.
- Nie będę ukrywał, że go nie znoszę, co z resztą sama dobrze wiesz – oświadczył z powagą – ale dałem słowo Albusowi, że będę go chronił – skrzywił się, jakby wypił coś ohydnego. – Moody’emu zaczęło odbijać po wojnie, Potterowi zaczęło odbijać po wojnie, mugolom zaczęło odbijać po wojnie… – odliczał na swoich długich, bladych palcach. – Ta choroba miała swoją nazwę.
- Czyli coś ci kipi, ale nie wiesz w którym kociołku – podsumowała Hermiona. – Wątpię, abyś miał rację – dodała z dużą dozą pewności.
- Wiem o niej, ponieważ rozmawiałem o tym z Sarą – Severus się naburmuszył. – Wielu więźniów miało problemy po wojnie i mi o tym mówiła.
Czarownica przestała wpatrywać się w twarz rozmówcy, ponieważ opuściła wzrok, gdy usłyszała o jego byłej kochance. W jej umyśle pojawiła się atrakcyjna blondynka, w którą zamienił się Gawain. Poczuła na ustach pocałunki, gdy zaczął się do niej dobierać, nie zwracając uwagi, że jest Sarą Jones. Po tym nastąpił striptiz, gdy auror zrzucił ubrania na chwilę przed powrotem do swojej postaci i Hermiona przypomniała sobie, jak wyglądało nagie ciało psycholog. To samo, które uprawiało seks z Severusem… Czarownica zarumieniła się gwałtownie, gdy wyobraźnia podsunęła jej wizję nagiego mężczyzny, który aktualnie siedział obok niej. Jakaś cząstka niej zaczęła domagać się natychmiastowej odpowiedzi na pytanie: jaki jest w łóżku? Czy był tak wspaniały, że związała się z nim siostra Gilderoya Lockharta? A może widziała w nim coś innego? Gdyby tylko…
- Czy mogłabyś wrócić do rzeczywistości!? Właśnie ci tłumaczyłem, że chociaż urodziłem się piętnaście lat po mugolskiej wojnie, to doskonale pamiętam, jak ludzie mówili o mężczyznach, którzy nie mogli sobie ułożyć życia z powodu urojeń! – rozzłoszczony głos Severusa przedarł się przez rozważania Hermiony i przywołał ją do porządku.
- Och, tak… przepraszam! – wyrzuciła z siebie speszona i z zakłopotaniem przejechała zdrową dłonią po swoich włosach.
Nie mogła wyjść ze zdumienia, że myślała o czymś, o czym nie powinna. To uczucie potęgował fakt, że dodatkowo odczuwała ukłucie żalu i zazdrości, że ktoś może mieć życie intymne, a ona nie. Ostatni raz uprawiała seks z Ronem, ale to było tak dawno... Z Thierrym tylko się całowała, ponieważ oświadczył jej, że między nimi do niczego więcej nie dojdzie. Kochać się mieli dopiero po ślubie i w tym momencie to był główny powód, dla którego mogła być zła na Severusa. Pozbawił ją tego, co człowiekowi jest potrzebne i skazał na to samo, co przeżywał on, czyli kompletną abstynencję.
- Mogłabyś wykorzystać fakt, że masz jeszcze tydzień zwolnienia z pracy i przyjrzeć się mojej teorii, a nie od razu ją odrzucać – oświadczył Snape.
- Tak, przyjrzę się jej – Hermiona powtórzyła machinalnie, podnosząc się błyskawicznie z kanapy. – Od razu zabiorę się do pracy – oświadczyła, będąc jedną nogą na schodach.
Nie chciała patrzeć na Severusa, aby wyobraźnia znowu nie podsunęła jej kolejnych zbereźnych myśli. Wolała się zająć czymś pożytecznym, nawet jeśli to była wątpliwa teoria o złym stanie umysłowym Harry’ego.

***

- Wiem, że to okropnie brzmi, ale nie ma czym się martwić – Hermiona poklepała Ginny po ręku. – To normalne zachowanie. Sama wiesz, jak ja reagowałam, gdy mówiliście, że jestem chora. W ogóle wam nie wierzyłam. Mój umysł podsuwał mi te wszystkie wizje, w których byliście przeciwko mnie. Choroba sprawiła, że widziałam świat i ludzi w krzywym zwierciadle, ale byłam święcie przekonana, że wszystko jest w porządku. Z Harrym jest podobnie – oświadczyła z powagą. – Teraz kłóci się, że nie jest chory, ale jeśli będziemy wytrwałe, to w końcu zrozumie, że mamy rację. Przeszłam przez coś podobnego i uważam, że jestem w stanie mu pomóc.
- Nie jestem przekonana – Weasleyówna kolejny raz zajrzała do książki, w której został opisany zespół stresu pourazowego. – Wiele rzeczy się zgadza, ale nie wszystko…
- Ma koszmary z Voldemortem i Umbridge w roli głównej? Ma. Wykazuje przesadną czujność? Tak. Jest drażliwy? Nie da się zaprzeczyć! – upierała się Hermiona, gdy przypomniała sobie, jak ostatnio reagował na nią Harry. Odkąd wyjawiła mu, co uważa na temat stanu jego zdrowia i zaczęła mu robić wstępną psychoanalizę, to przyjaciel zaczął się z nią wyjątkowo sprzeczać i wybuchać gniewem, po każdej sugestii z jej strony. – Zauważ, że nadal nie chce zaakceptować faktu, że Severus zmienił się w porządnego człowieka. Harry ciągle twierdzi, że to tylko pozory i nie docierają do niego fakty, które mu przedstawiam. Jak to inaczej nazwać niż zaburzeniem postrzegania rzeczywistości?
- Chyba masz rację – westchnęła Ginny, której trudno było ukryć fakt, że też to zauważyła. – Też początkowo myślałam, że Snape coś kombinuje, ale muszę przyznać, że przekonałaś mnie do niego. Nadal go nie lubię – dodała, aby nie było wątpliwości co do jej uczuć – jednak muszę być sprawiedliwa i przyznać, że potrafi być miły, jeśli zechce.
- Cieszę się, że zrozumiałaś – ucieszyła się Hermiona. – Jeśli twoi rodzice się do nas dołączą, to uda nam się przekonać Harry’ego do leczenia.
- Czasem jest taki uparty…
- Tak, to prawda, ale nie możemy się poddawać.
Hermiona była święcie przekonana, że pomoże przyjacielowi. Udało jej się wyjść z depresji, a to według niej, uprawniało ją do pomocy innym. Bazując na własnych doświadczeniach, mogła lepiej zrozumieć istotę podobnych zaburzeń. Cieszyła się, że Severus zwrócił jej uwagę na tak ważną kwestię.
- Idziesz jutro do pracy? – Ginny zmieniła temat. – Przygotowałaś coś dla Dafne? – W jej oczach pojawił się złośliwy błysk.
Chodziło jej o krótką notatkę, którą można było znaleźć w „Czarownicy”. Starsza z panien Greengrass napisała w niej wiele wrednych rzeczy na temat ślubu Hermiony i Thierry’ego oraz ich miesiąca miodowego. Wszystko było bzdurami wyssanymi z palca, ponieważ ceremonia nie odbyła się, ale o tym czarownica widocznie nie wiedziała.
- Przygotowałam – na twarzy Hermiony pojawił się wredny uśmiech. – Zdradzę ci, że Rita była wniebowzięta, gdy się z nią spotkałam. Cały czas powtarzała, że wywiad ze mną będzie czystym złotem. Podejrzewam, że zgarnie sporo galeonów, co jej się przyda, ponieważ widać, że ma problem z finansami. Ostatnim razem widziałam ją tak podnieconą, gdy wyszło na jaw, że Dunstan Eoforthild miał romans ze swoją skrzatką domową – mina czarownicy świadczyła o głębokiej odrazie dla występku mężczyzny.
- Mam nadzieję, że pamiętałaś o podpisaniu z nią umowy, że nie zmieni ani jednego słowa?
- Oczywiście – przytaknęła Hermiona.
Postanowiła nie myśleć o tym, że tę tradycję zapoczątkował Ron, gdy jeszcze byli ze sobą. Lepiej się czuła, gdy ignorowała jego istnienie.
- Co jej powiedziałaś?
- Wyjaśniłam, dlaczego nie wyszłam za Thierry’ego. Postawiłam na szczerość. Niech opinia publiczna wie, że chciałam szybkiego ślubu ze względu na umierającą mamę.
- Nie boisz się, że teraz zaleje cię fala kondolencji? – zdziwiła się Ginny.
- Nie – odparła spokojnie Hermiona i pociągnęła łyk soku dyniowego. – Postanowiłam powiedzieć światu, dlaczego jestem wdzięczna Severusowi. Niech wiedzą, że się zmienił i potrafi uratować kogoś od śmierci.
- Żartujesz.
- Wprawdzie nie podałam szczegółów, jak to zrobił, ale myślę, że nie będzie miał mi tego za złe. Zadzwoniłam przy Ricie do mojej mamy i ona dodała kilka rzeczy od siebie. Wszystko znajdzie się w najnowszym numerze „Czarownicy”.
- On cię zabije, gdy się dowie – padł ponury komentarz ze strony Weasleyówny.
- Nie czyta tego szmatławca, więc trochę mu zejdzie – Hermiona zachichotała. – Ma na sobie zaklęcie maskujące, więc nikt nie przyśle mu sowy. Poza tym utrzymuje nikły kontakt ze światem czarodziejów.
- To, co on właściwie robi? – zainteresowała się Ginny. – Utrzymujesz go w zamian za zajęcie się dłonią?
- Znalazł sobie pracę. Nigdy nie zgadniesz, co robi! – starsza z czarownic wybuchnęła niepohamowanym śmiechem.
- Daje korki z eliksirów?
- Nie.
- Hoduje magiczne rośliny?
- Pudło.
- Został pomocnikiem Hagrida w Hogwarcie?
- Na Merlina, chciałabym to zobaczyć!
- Został męską prostytutką?
- Bądź poważna!
- To ja już nie mam pomysłów! – jęknęła Ginny. – Mów!
- Otworzył zakład w mugolskiem świecie – wyszeptała zarumieniona z emocji i dumy Hermiona.
Narzeczona Harry’ego spojrzała na nią wzrokiem pełnym niedowierzania.
- W mugolskim świecie? Co on tam robi?
- Naprawia sprzęty.
Ginny bezgłośnie powtórzyła za Hermioną „naprawia sprzęty” i popatrzyła na nią takim wzrokiem, jakby ta oświadczyła, że Lucjusz Malfoy porzucił ideę czystości krwi. Cała jej postawa świadczyła, że ciężko jej uwierzyć w taką rewelację.
- To działa w ten sposób… - zaczęła tłumaczyć Hermiona – mugole przynoszą mu swoje rzeczy do naprawy, a ten zabiera je na zaplecze i używa magii. Właściciele wracają za kilka godzin lub dni i są szczęśliwi, że wszystko jest w porządku, a Severus dostaje za to całkiem niezłe pieniądze. Dzięki temu ma sporo czasu i może pisać książki o eliksirach.
- To jest… - Ginny kilkukrotnie otworzyła i zamknęła usta, szukając odpowiedniego słowa. – GENIALNE! – dokończyła, szczerząc zęby. – Nigdy bym na to nie wpadła. To idealny przykład jak zarobić i się nie narobić!
- Mhm – przytaknęła Hermiona. – Praca jest mu potrzebna. Gdy ma zajęcie, to jest zdecydowanie spokojniejszy.
- Ty go naprawdę polubiłaś.
- Trudno nie lubić kogoś, kto uratował twoją matkę i masuję ci codziennie rano dłoń. To takie fajne uczucie, gdy można z kimś porozmawiać i się odprężyć. Skóra i mięśnie kompletnie mi sztywnieją przez te kilka godzin snu, a tylko on potrafi je rozruszać. Jest taki delikatny i ma tak zręczne dłonie, że czasem mam ochotę… - do czarownicy dotarł sens tego, co powiedziała, więc urwała raptownie. – Oczywiście wolałabym, aby to był Thierry, ale nie mogę mu powiedzieć. Rozumiesz. Byłby lepszy, ale… – zaczęła się nerwowo tłumaczyć.
- Przeszło mu? – Ginny przerwała męki przyjaciółki.
- Trochę. Napisałam mu, że mama wyzdrowiała, a on mi odpisał, że chce to zobaczyć na własne oczy. Rodzice wracają za dwa dni, a Thierry przylatuje z Kanady w piątek. Mamy się spotkać u nich – wyjaśniła Hermiona. – Znając go, to zacznie podniecać się cudem i wszystko przypisze wodzie z Lourdes.
- Mugole mają zabawne wierzenia – zachichotała Ginny.
- Myślę, że wyzdrowienie mojej mamy będzie bardzo dobrym przykładem, aby mu wytłumaczyć, że magia jest dobra, gdy już mu wyznam, że jestem czarownicą. On to zrozumie. Wierzę w to.
- Twoja wiara jest podobna do jego wiary. Dobrze się dobraliście – podsumowała Ginny i poprosiła Stworka o przyniesienie kolejnej porcji ciasteczek. – Muszę ci się przyznać do jednego… - zaczęła mówić, ale nie dokończyła myśli.
- Do czego? – zapytała Hermiona, znużona oczekiwaniem.
- Jestem zła, że sama nie wpadłam na pomysł z naprawą sprzętów.
- Czemu?
Weasleyówna zmarszczyła brwi i opadła na oparcie fotela. Myśli, które ją gnębiły, sprawiły, że mocno się nachmurzyła.
- Im bliżej ślubu, tym bardziej analizuję moje życie z Harrym – odezwała się po chwili milczenia. – Coś, co kiedyś wydawało się słuszne, teraz napawa mnie strachem. Rzeczy, które były bez znaczenia, teraz urastają do rangi klęski narodowej.
- Nie mów, że przestałaś być pewna, że wy… - Hermionie głos ugrzązł w gardle ze strachu, na myśl, że jej przyjaciele mogą ze sobą zerwać przed ślubem.
- Kiedyś myślałam, że to cudownie mieć za faceta aurora – mruknęła Ginny, tak samo przybitym głosem, co chwilę wcześniej. – Cieszyłam się, że Harry spełnia swoje marzenia, ale teraz… to było głupie – zrobiła smutną minę. – Kiedyś będziemy mieli dzieci. Nigdy nie mam pewności, czy danej nocy wróci do domu. Te wszystkie niezapowiedziane sytuacje kryzysowe, gdy musi siedzieć przez kilka dni w pracy… przecież to się często zdarza. A co jeśli ktoś go kiedyś zrani? Umrze lub… będzie taki jak rodzice Neville’a? Ten zawód to ryzyko. Cholerne ryzyko. Mnie grozi tylko to, że oberwę tłuczkiem na boisku. On ryzykuje życiem i nie jestem pewna czy tego chcę dla siebie i przyszłych dzieci.
- Wiesz, że on nigdy nie będzie chciał robić niczego innego – powiedziała miękko Hermiona.
- Szkoda, że nie został graczem Quidditcha – mruknęła ze złością Ginny. – Byłby wspaniały!
- A nie mógłby jeszcze spróbować?
- Już za późno… od wielu lat nie trenował – jęknęła rudowłosa, biorąc do ręki ciasteczko. – Ale może namówię go, aby zrobił Snape’owi konkurencję – zachichotała. – Stateczna, spokojna praca. Idealnie!
- Chyba jedynym co by go do niej przyciągnęło, to możliwość podłożenia świni konkurencji. Oni by się pozabijali – zauważyła trzeźwo starsza z czarownic.
- Mój plan jest do dupy – oznajmiła Ginny, kiwając głową. – Myślisz, że jeśli kiedykolwiek doszłoby do pojedynku Harry’ego ze Snape’em, to kto by wygrał? – zastanowiła się głośno.
- Severus – oświadczyła Hermiona bez cienia wątpliwości i ugryzła ciasteczko.
Jej spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem przyjaciółki. Obydwie skinęły głową, rozumiejąc, że nie powinny nigdy dopuścić do konfrontacji tej dwójki.

***

Severus wyjął zza pazuchy fiolkę i kolejny raz przypatrzył się jej zawartości. W szklanym naczyniu znajdowała się malutka gałązka Sylfionu. Nie dodał wszystkiego do eliksiru, mając nadzieję, że uda mu się ożywić tę roślinę i sprawić, aby znowu zaczęła rosnąć. Jak na razie nie osiągnął celu i nawet nie był blisko jego zrealizowania, ale nie przejmował się tym. Jego marzenia, że stanie się szanowanym członkiem społeczeństwa czarodziejów obudziły się w nim na nowo. Chciał być zapamiętany jako dobroczyńca ludzkości, a nie pomagier Voldemorta. Wprawdzie dzięki niemu go pokonano, ale to Potter zgarnął wszystkie zasługi dla siebie.
Dzwonek u drzwi obwieścił, że ktoś wszedł do zakładu naprawczego. Severus nie trudził się długim szukaniem odpowiedniego lokalu dla swojej jednoosobowej firmy. Kiedyś urzędował tutaj zegarmistrz, który dzięki pomocy magii, a dokładniej sugestii wrzuconej do mózgu, był święcie przekonany, że jego celem życiowym jest wolontariat w Wietnamie. Zwinął interes z dnia na dzień, z czego właściciel lokalu nie był zadowolony. Miesiąc temu zdawało mu się, że Snape jest jego wybawicielem. Mylił się bardzo, ponieważ potraktowany Confundusem, podpisał umowę na rok z wyjątkowo niskim czynszem, czego wielokrotnie później żałował. Hermiona nie dowiedziała się, że Severus nie postępował uczciwie z mugolami, dlatego chętnie mu pomogła i umieściła reklamę zakładu w Internecie.
- Naprawi pan to DVD? – zapytał mężczyzna w średnim wieku, gdy czarodziej wyszedł z zaplecza. – Szwankuje napęd.
- Oczywiście, proszę to zostawić. Odbiór byłby za trzy dni – oświadczył Severus profesjonalnym tonem.
Początkowo próbował się uśmiechać, ale zauważył, że nie podoba się to mugolom. Bali się go, ponieważ oceniali go po wyglądzie. Chłodny profesjonalizm był o wiele lepiej widziany. Byli skłonni zaufać Severusowi, pomimo niekorzystnego pierwszego wrażenia.
- W takim razie zostawię to u pana – ucieszył się klient. – U konkurencji mówili, że to zajmie dwa tygodnie.
- Jestem od nich o wiele lepszy – oświadczył czarodziej podczas wypisywania kwitu.
Mugol zabrał kartkę i wyszedł zadowolony. Dopiero wtedy Severus pozwolił sobie na lekki uśmiech. Cieszył się z tego, że pieniądze same do niego przychodziły. Otrzymywał średnio pięćdziesiąt funtów za jedno machnięcie różdżką. Na brak klientów nie narzekał, ponieważ szybko rozeszła się po okolicy wiadomość, że jest cudotwórcą, który naprawi wszystko, począwszy od porcelany, a kończąc na naprawdę skomplikowanych urządzeniach.
- Ja cię kręcę! Profesorek! – rozbrzmiał tubalny głos zaraz po dźwięku dzwonka. – Gdy tylko zobaczyłem ten wielki nochal na brzydkim pysku, to od razu wiedziałem, że to ty!
- A co robi taki spaślak na mugolskiej ulicy? – Severus odgryzł się Dundy’emu. – Szukasz kolejnej żony? Biorąc pod uwagę twoje upodobania, to jeszcze jest w przedszkolu…
- Nie, tym razem postanowiłem upolować męża. Jesteś zainteresowany? – Amerykanin oparł się nonszalancko o ladę i zatrzepotał rzęsami. – No, dobra, dobra! Koniec żartów. Nie chcę dostać Avadą… – oświadczył, widząc mordercze spojrzenie Snape’a. – Łażę sobie po okolicy, aby zabić nudę. Żona poszła do mugolskiej galerii handlowej, aby wydawać moje ciężko zarobione pieniądze. Szykuje się wesele w rodzinie, a ona woli niemagiczne kiecki, bo Madame Malkin zdziera z niej zbyt wiele galeonów. Stwierdziła, że nie zamierza wydawać kasy na szmaty z jej sklepu – wyjaśnił. – A u ciebie co słychać? – zapytał, przywołując na twarz dobroduszny uśmiech.
- To – odparł Severus znudzonym tonem i wskazał na zakład.
- Naprawiasz mugolom rzeczy? – zainteresował się Dundy, zerkając ciekawie na odtwarzacz DVD.
- Tak.
- Jesteś genialny! – stwierdził gruby czarodziej, patrząc z podziwem na kolegę z Azkabanu. – Nie narobisz się, a kasa sama wpływa na konto. Masz łeb na karku!
- Dzięki – mruknął Severus, który nie chciał się przyznać do tego, że został mile połechtany.
- Jak ci idzie z twoją Hayde?
Na to pytanie Snape nie był przygotowany. Już zdążył zapomnieć, że kiedyś poradził się Dundy’ego w sprawie Hermiony. Ten jednak pamiętał i patrzył badawczo na kumpla, stojącego za ladą. W jego oczach czaiły się iskierki, które świadczyły o tym, że jest spragniony informacji o postępach.
- Coraz lepiej. Wyświadczyłem jej taką przysługę, że już nigdy się ode mnie nie odwróci. Sprawiłem, że zaczęła wątpić w intelekt najlepszego przyjaciela, który jest przeciwny naszym kontaktom oraz zaczęła traktować mnie jak wyrocznię.
- To świetnie, ale domyślam się, że jeszcze niczego między wami nie było… - Dundy zawiesił głos.
- Nie było, ponieważ jest jeszcze jedna rzecz, którą muszę zrobić – wyjaśnił Severus z błyskiem w oku.
- Jaką?
- Pozbyć się jej chłopaka.
Dundy zaśmiał się demonicznie i poklepał Snape’a po ramieniu, aby pokazać, jak bardzo aprobuje jego wybory.
- To do dzieła, tygrysie! – rzucił, wychodząc z zakładu. – Gdy się spotkamy następnym razem, chcę usłyszeć, że już się z nią przespałeś!
- Niedoczekanie twoje – mruknął Severus, podczas wynoszenia odtwarzacza DVD na zaplecze.
Nie miał zamiaru opowiadać takich rzeczy Dundy’emu. Co nie zmieniało faktu, że chciał pozbyć się Thierry’ego z życia Hermiony raz na zawsze, co nie powinno być trudnym zadaniem, ponieważ mugol nie miał nigdy szans podczas starcia z czarodziejem. Zwłaszcza tak piekielnie dobrym, jak on.

poniedziałek, 22 maja 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 64 – Genialny idiota


Severus nigdy nie przepadał za słońcem. W letnie dni starał się w ogóle nie wychodzić z domu, ale nie zawsze było to możliwe. Czasami musiał zrobić zakupy w pobliskim supermarkecie i w czasie drogi, przeklinał w myślach promienie słoneczne, które sprawiały, że jego czarny ubiór i włosy stawały się nieznośnie gorące. Z pierwszym problemem poradził sobie w ten sposób, że zakupił mugolskie ubrania w innych kolorach niż zazwyczaj, czyli jasnej, ale nie jadowitej, zieleni i w gołębiej szarości. Snape nie znosił spodni, ale szata czarodzieja za bardzo rzucała się w oczy. W niej mógł paradować po domu i Pokątnej, ale na ulicy Londynu wzbudzała w przechodniach ciekawość i sprawiała, że niektórzy zaczynali bezczelne chichotać, co doprowadzało go do szewskiej pasji.
Drugi problem rozwiązał tylko częściowo. Nawet przez myśl mu nie przeszło, aby przefarbować włosy na inny kolor lub je ściąć, ponieważ uważał, że prawdziwy czarodziej nosi tylko długie. Za to wpadł na pomysł związywania ich przy pomocy gumki, którą dostał od Hermiony. To sprawiło, że wprawdzie było mu chłodniej, ale za to kosmyki włosów, które były za krótkie, aby utrzymać się w kitce, zaczęły mu opadać na twarz w najmniej dogodnych momentach. Severus zakładał je za uszy, ale one, co chwilę wybierały wolność i swobodę. W tych momentach żałował, że przyciął je do ramion. Postanowił, że zapuści włosy, aby wszystkie kosmyki dały się związać w kucyk.
Pomimo wszystkich zmian, które miały pomóc mu w przetrwaniu lata, Severus nadal był zły, gdy musiał opuścić dom. Nie wiedział, że istnieje coś takiego jak krem z filtrem i za każdym razem miał obawy, że opali się jak jakiś wieśniak. Dlatego szczerze doceniał Ignatię Wildsmith, która wymyśliła proszek i sieć Fiuu. Aby dostać się do domu Dundy’ego, nie musiał wychodzić na słońce. Wystarczył kominek, odrobina proszku i już był na miejscu.
- Wejdź, wejdź – ucieszył się Amerykanin, który założył tego dnia hawajską koszulę i beżowe spodenki. – Trafiłeś idealnie! Akurat moja żona wyjechała na kilka dni do swojej matki, a ja mam ochotę na zimne piwo!
Były mistrz eliksirów chętnie przystał na propozycję Dundy’ego. Wprawdzie wolał wino, ale w tak gorący dzień grzechem było odmówić sobie zimnego kufla pienistego trunku. Miał zamiar pobyć u Amerykanina przez jakiś czas. Jego celem było dowiedzenie się, czy udał się jego plan. Po sześciu miesiącach od wyjścia z Azkabanu zdecydował się na zrobienie brzydkiego psikusa Meduzie i Robardsowi.
-... wtedy przyszła do jego gabinetu i przekonała go do spróbowania ciasta. Nikt nie wie dokładnie jak, ale ja mam swoje domysły. Pewnie zaczęła go męczyć i gadać coś w stylu: zjedz, piekłam całą noc dla ciebie, chyba mi nie odmówisz… Wiesz, jakie kobiety potrafią być przekonujące, a zwłaszcza ona – Dundy zachichotał nerwowo, na wspomnienie nauki gotowania. – Sądzę, że Gawain się jej bał… albo pomyślał, że mugolka niczego złego mu nie zrobi, bo co miałaby zrobić? Dodać trutki na szczury czy co? Łyknął jak hipogryf fretkę i zaczęła się jatka! – czarodziej zarechotał, wyraźnie ucieszony. – Wiem od Bena Smitha, że wylecieli z gabinetu i zaczęli obwieszczać wszystkim, że się pobierają! Chłopaki od razu zrozumieli, co się stało, ale nie za bardzo dawali radę odciągnąć Robardsa od Meduzy. Przykleili się do siebie jak guma do żucia do podeszwy, a oni nie chcieli zrobić szefciowi krzywdy. Poza tym ciężko oderwać napalonego samca od samicy. Równie dobrze mogli próbować zgasić smokowi ogień w gardle… - Dundy starł z policzka łzę, która pociekła po kolejnym ataku wesołości. – Jak mamę kocham, zaraz będzie najlepsze… To, co potem zrobili… Rzucili się na siebie i pobiegli z powrotem do gabinetu. Chłopaki dopiero po dłuższej chwili zdjęli zaklęcia ochronne z drzwi. Wchodzą… – Amerykanin zaczął krztusić się ze śmiechu – wchodzą… a tam… Gawain… z opuszczonymi spodniami… Ha, ha! I ona… sukienka na cyckach… Ha, ha! Już mieli konsumować związek… ale chłopaki chyba spanikowali, bo jak nie walnęli wszyscy na raz oszałamiaczami… oprócz Meduzy i Robardsa, padło dwóch aurorów… tak to latało w powietrzu…
- I co dalej? – zapytał Severus, chichocząc. – Jak się to skończyło?
- Już… już… – Dundy starał się nabrać powietrza do płuc. – Obydwoje… to znaczy Meduza i Gawain, trafili do Munga… Tamtych dwóch dało się jakoś docucić, bo dostali mniej… Robards wrócił kilka dni później do pracy, widziałem go… czerwony na twarzy i wściekły jak Żądlibąk – zachichotał złośliwie. – Od razu wszczął śledztwo, ale nie przyniosło rezultatu. Meduza nie potrafiła powiedzieć, skąd wzięła ciasto. Pamiętała, że przed atakiem miłości do Gawaina piła lemoniadę, a potem sprawy potoczyły się szybko. Każdy w ministerstwie ma jakąś teorię, ale jak na razie nikt nie wpadł, kto to mógł zrobić.
Severus wziął spory łyk piwa i pozwolił sobie na uśmiech samozadowolenia. Wszystko, co zaplanował, powiodło się. Wiedział, że jest w kręgu podejrzanych, ale Gumochłon nie mógł mu niczego udowodnić. Każdy mógł uwarzyć lub kupić amortencję i dolać ją do lemoniady oraz biszkoptu. Snape żałował, że nie widział całej akcji osobiście, ale relacja Dundy’ego sprawiła, że odczuwał sporą satysfakcję.
- Ja to się zastanawiam Profesorku, jak ci się udało uwarzyć tak dobrą amortencję. Musiałeś oprócz diabelskich pereł dodać zgrzyn żmijowy albo korę johimby, aby zachciało im się dobrać do siebie – nieoczekiwanie wypalił gospodarz.
- To nie ja – Snape poczuł niemiły uścisk w brzuchu.
- Przecież wziąłeś ode mnie adres Meduzy i widziałem nie raz, że masz ochotę zamordować Robardsa. Nie wykręcaj się – zakomunikował poważnie Dundy. – Jesteśmy kumplami, nie wydam cię. Poza tym też go nie lubię. Robards strasznie się puszy i zarywał raz do mojej żony…
W mózgu Severusa toczyła się gonitwa myśli. Zrozumiał, że Amerykanin wcale nie jest tak głupi, na jakiego wygląda. Gdy mówił o Gawainie, z jego twarzy znikła mina, która świadczyła, że jej właściciel wolno myśli. Nie było widać głupkowatego uśmiechu. Zamiast tego, w jego oczach pojawiły się mściwe błyski zadowolenia.
- Co tak zamilkłeś? – zagadał do swojego gościa.
- Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć, że tylko udajesz idiotę? – warknął Snape.
- Liczyłem, że sam na to wpadniesz – powiedział Dundy niewinnym tonem. – Tak szczerze mówiąc, to wcale mi nie zależy, aby ludzie inaczej myśleli.
- Czemu? – zainteresował się były mistrz eliksirów, chociaż podświadomie czuł, że powinien się obrazić. – Co ci po tym, że każdy sądzi, że jesteś skończonym kretynem?
- Ponieważ dzięki temu mogę więcej – wyjawił Amerykanin, mając na twarzy drwiący uśmiech. – Mogę mówić, co mi się podoba, robić co mi się podoba i prawie wszystko uchodzi mi na sucho.
- Ale wymyśliłeś – Severus prychnął z niesmakiem. – Ludzie tobą gardzą i śmieją się z ciebie. Bez sensu.
- Twoja sytuacja jest identyczna, chociaż poszedłeś w inną stronę niż ja – zripostował natychmiast Dundy. – Rzekłbym, że jednak moja jest lepsza, ponieważ nie muszę się ukrywać jak jakiś szczur w kanałach – dodał po krótkim zastanowieniu.
Oburzony Snape wstał z fotela, aby udać się do domu, ale został powstrzymany błyskawicznym ruchem ręki Amerykanina, który pchnął go z powrotem na miejsce.
- Spokojnie profesorku – oznajmił z szerokim uśmiechem. – Jako kumple możemy sobie czasem dogryźć, ale potem sobie wybaczamy. Tak jak wtedy, gdy mnie oskarżyłeś o to, że wygadałem twój adres, a ja puściłem to w niepamięć.
- To nie byłeś ty…?
- Oczywiście, że nie, ale nie dałeś mi dojść do słowa. Udaję kretyna, ale nie jestem nim, a to spora różnica.
- Ekhm, to kto to zrobił? – zmieszał się Severus.
- A bo ja wiem? Poszła plotka, może ktoś sprawdził i tak to się potoczyło… - Dundy znowu się zamyślił.
Nie wiedząc co ze sobą zrobić, Snape wyciągnął różdżkę i przywołał kolejne butelki zimnego piwa z kuchni. Było mu głupio, ale nie potrafił wypowiedzieć słowa „przepraszam”.
- Czemu ja? – zadał pytanie, aby zmienić temat. – Mogłeś kogoś innego wybrać na swojego… przyjaciela.
- Chciałem zdenerwować żonę i Robardsa – padła szczera odpowiedź. – Mówiłem ci kiedyś, że jesteś fajnym gościem. W Azkabanie miałem do wyboru albo ciebie, albo tych głupich smarkaczy. Wolałem towarzystwo kogoś inteligentnego.
- Mhm – mruknął Severus. – Nie mogłeś od razu tego powiedzieć? Denerwowałeś mnie swoją paplaniną!
- Nie odzywałeś się, to ja musiałem zadbać, aby nie było ciszy – Dundy zachichotał. – Co do twojego pierwszego pytania: już tak długo udaję, że nie potrafię inaczej. Zaczęło się od wczesnego dzieciństwa. Babka od strony ojca ciągle mi powtarzała, że jestem głupi, więc zacząłem dopasowywać się do jej słów. Szybko odkryłem, że dzięki temu nikt w szkole nie wymaga ode mnie dobrych stopni. Mogłem podejść do każdej dziewczyny i zacząć ją bajerować swoją gadką. Nie uwierzyłbyś, ile lasek na coś takiego leci! Mam stały schemat i ponad połowa daje się na to złapać…
Jego słowa sprawiły, że w głowie Severusa pojawiła się pewna myśl. Miał problem z Granger i nie miał do kogo się zwrócić.
- Szczerze podziwiam cię, że tyle wiesz o kobietach. Ja jestem w tych sprawach beznadziejny… - oznajmił.
- Nie przesadzaj. Do dzisiaj się zastanawiam jakim cudem wyrwałeś psycholog.
- Było, minęło – powiedział Snape, siląc się na obojętność. – Teraz mam problem z moją współlokatorką. Kingsley umieścił mnie u niej, aby pomagała mi wrócić do naszego świata…
- Młoda? – przerwał mu gospodarz.
- Młodsza o dwadzieścia lat… ale…
- Możesz śmiało ją brać. Moja żona jest młodsza ode mnie o dwadzieścia cztery.
- Ja wcale nie zamierzam jej brać! – Severus wyraził gwałtowny sprzeciw.
- Ma faceta?
- Nie ma, ale…
- To na co czekasz? – usta Dundy’ego rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
- AŻ MI DASZ DOKOŃCZYĆ! – ryknął Snape, dysząc ciężko. – Przestań być kretynem! Ja tu potrzebuję twojej pomocy!
Amerykanin jak zwykle nic nie zrobił sobie z wybuchu złości byłego mistrza eliksirów. Kiwnął głową i pociągnął łyk piwa, dając do zrozumienia, że jest gotowy wysłuchać co go gryzie. Severus uspokoił się i zaczął opowiadać o wydarzeniach, które sprawiły, że ma problem. Jednocześnie zmienił imię czarownicy z „Hermiona” na „Hayde” oraz pozmieniał pewne szczegóły. Mimo wszystko nadal nie ufał Dundy’emu na tyle, aby wtajemniczać go w kluczowe niuanse. Amerykanin wysłuchał go uważnie, kiwając w odpowiednich momentach głową.
- Czego tak naprawdę ode mnie oczekujesz? – zapytał, gdy Severus umilkł.
- Sam nie wiem – mruknął Nietoperz z Lochów. – Znasz się na kobietach. Powiedz mi, co z nią robić.
- Najlepiej bzykać! Ha, ha! – zarechotał rubasznie Dundy.
Snape prychnął z niesmakiem. Chciał, aby Amerykanin pomógł mu zrozumieć, co siedzi w głowie dziewczyny, a nie dawał mu porady rodem z tanich pornosów.
- Jeśli dobrze rozumiem, to chciałeś, aby ta cała Hayde zachowywała się normalnie, tak?
- Tak.
- To w czym problem? Przecież zachowuje się normalnie.
- I o to właśnie chodzi – oznajmił Snape. – Zbyt normalnie. Ona… tak jakby… - szukał odpowiedniego określenia, które materializowało się w jego umyśle, ale nie mógł po nie sięgnąć - … ja jej nie wierzę! – oświadczył po chwili. – Znam tę dziewczynę od dawna. To nie w jej stylu. Obserwowałem ją przez cały ten czas, a ona nic!
Dundy podrapał się po swojej gęstej czuprynie i zmarszczył czoło.
- Powiem ci, że dawno nie spotkałem faceta, który tak naprawdę nie wie, czego chce.
- Ja tak nie uważam – mruknął Severus.
- Coś mi mówi, że chciałbyś, ale się boisz. Najlepiej, aby ona sama padła ci do stóp i wielbiła cię.
Snape już miał ochotę zaprotestować, gdy wizja Dundy’ego zmaterializowała się w jego umyśle. Zobaczył siebie i Hermionę w bibliotece, czytających książki. On siedzący na kanapie, a ona leżąca na puchatym dywanie, zerkająca i uśmiechająca się do niego. Do tego cichy śpiew dobiegający z radia, usługujące im skrzaty domowe oraz mnóstwo unoszących się świec we wnętrzu dworu rodziny Prince. Ten obraz był tak samo pociągający, jak nierealny. Severus doszedł do wniosku, że równie dobrze mógłby wyobrazić sobie na jej miejscu rosyjską księżniczkę albo seksowną czarownicę siedzącą na wypchanym testralu.
- Nie rozśmieszaj mnie – zakomunikował.
- Co ci szkodzi? Będziesz miał wypolerowaną różdżkę, wygrzane łóżeczko przed pójściem spać i ogarnięty dom. Same plusy – argumentował Dundy. – Przecież nie musisz jej kochać. Jedyne, na co radziłbym uważać w takim przypadku, to zabezpieczenie. Lepiej osobiście warzyć eliksir, bo skończysz jak ja – westchnął i zerknął na zdjęcie stojące na kominku, które przedstawiało przystojnego mulata.
- Nie miałbym z tym problemu – wymamrotał Snape.
- Ty nie. Ja zaufałem kobiecie. Różdżkę dałbym sobie złamać i co? Musiałbym kupić nową – Amerykanin oświadczył ponuro. – Dlatego w Afryce przeszedłem mugolski zabieg, po którym nie będę miał więcej dzieci. Moja żona może sobie udawać, że pije eliksir, ale nic z tego nie będzie – zarechotał złośliwie.
Severus posłał mu zdumione spojrzenie. Kto by pomyślał, że ten człowiek potrafi aż tak udawać.
- Nie mam ochoty bawić się w takie rzeczy – oznajmił gospodarzowi. – Nie potrzebuję kobiety. One oznaczają kłopoty, a ja wolę zająć się pracą. Zamierzam ignorować Hayde, jak już wróci z wakacji.
- Rób, co chcesz – Amerykanin wzruszył ramiona. – Wiem, że sporo przez to stracisz, ale to twoje życie.
Snape był przekonany, że Dundy się myli. Nie wiedział, że życie z Hermioną oznaczało kontakty z Potterem i resztą osób, których były mistrz eliksirów nie znosił. To przeważyło szalę na niekorzyść dziewczyny.

***

Hermiona wróciła z Francji bardziej zestresowana niż wtedy, gdy wyjeżdżała. Przez kilka dni po powrocie, drżała z niepokoju, obawiając się, że najgorszy koszmar jej rodziny się spełni. W tym czasie przestała zauważać Severusa. Nie interesowało jej, co robił, nie jadła przygotowanych przez niego potraw, ani nie zwracała uwagi, jeśli minęła go w biegu. Jej myśli zaprzątnięte były troską o matkę.
- Błagam, niech się okaże, że to nie białaczka… nie białaczka… - modliła się w myślach, gdy została w domu rodziców, aby zająć się Suzanne.
Czas, który minął od ich wyjazdu do powrotu, zdawał się wiecznością. Hermiona podskakiwała, gdy tylko słyszała przejeżdżający koło domu samochód. W ogóle nie mogła się skupić na zabawie z siostrą, dlatego włączyła dziewczynce bajki w telewizji, a sama siadła przy oknie i wypatrywała rodziców. Dłonie bolały ją od nerwowego zaciskania, a w głowie huczało. Strach pogłębiał się z każdą minutą i o mało co nie zemdlała, gdy rodzice zaparkowali przed domem.
- Mama, tata! – zawołała radośnie Suzanne i pobiegła się przywitać.
Hermiona podążyła za nią na drżących nogach. Rodzice uściskali najmłodszą pociechę, uśmiechając się do niej, ale czarownica nie dała się nabrać. Poczuła, jakby jej serce ścisnęła się żelazna dłoń. Wiedziała, co jej matka powie, gdy ojciec zaprowadzi Suzanne do drugiego pokoju.
- Na Merlina… nie… - wychrypiała z trudem.
- Mam to samo co moja mama – powiedziała pani Granger ze smutkiem w oczach.
Czarownicę przeraziły jej słowa. Babcia zmarła na ostrą białaczkę szpikową po dość krótkiej walce. Hermiona poczuła, że łzy zaczynają jej płynąć po twarzy. Podskoczyła do matki i uściskała ją mocno, najmocniej jak mogła.
- Nie pozwolę ci umrzeć… znajdę sposób… magiczny czy mugolski, nieważne… na pewno znajdę sposób, aby cię uratować… - z jej gardła wydobył się szept, przerywany łkaniem.
Udawanie przed Suzanne, że wszystko jest w porządku, okazało się bardzo trudne. Każdy robił dobrą minę do złej gry i nie mógł doczekać się, aż dziewczynka pójdzie spać. Dopiero wtedy Hermiona zaczęła rozmawiać z rodzicami. Głównie na temat co przewidują w najbliższej przyszłości. Omówili sposoby leczenia, które przedstawił lekarz pani Granger. Dziewczyna bez wahania zadeklarowała, że zostanie dawcą szpiku kostnego oraz zamieszka ponownie z rodziną, a jeśli będzie trzeba, zrezygnuje z pracy, aby zająć się siostrą.
- Na pierwsze odpowiedź brzmi: tak, na drugie oraz trzecie: nie – oznajmił ostro pan Granger. – Nie pozwolę ci zrezygnować z pracy. Suzanne po wakacjach pójdzie do prywatnego przedszkola. Jutro dowiem się, czy znajdę dla niej jakieś miejsce. Jeśli nie, to zatrudnię nianię.
- Czemu nie mogę z wami zamieszkać? – zdenerwowała się Hermiona.
- Właśnie, o co ci chodzi? – zdziwiła się jej matka.
- O to, że chcę, aby Suzanne miała miejsce, gdzie będzie szczęśliwa.
Hermiona i pani Granger wymieniły zdumione spojrzenia. W tym momencie nie były w stanie pojąć logiki swojego ojca i męża.
- Dziewczyny, myślcie… - jęknął. – Nie chcę myśleć o najgorszym… - westchnął – ale nadal mam w pamięci, co się stało z teściową… Naprawdę sądzicie, że widok wymiotującej i łysej po chemioterapii Jean będzie dla Suzanne dobrym wspomnieniem z dzieciństwa? Nie widziałaś babci Hermiono, zmarła, gdy byłaś w Hogwarcie i jestem szczęśliwy z tego powodu – zwrócił się do córki.
- A Snape? Jego wspomnienie będzie odpowiednie dla niej? – oburzyła się starsza z kobiet i wydmuchała nos w chusteczkę.
- Przekonał mnie do siebie – wyjaśnił jej mąż. – Dzięki niemu Hermiona zaczęła się leczyć. Przecież nam mówiła…
- Ale mnie nie przekonał! – warknęła pani Granger.
Hermiona zdecydowała, że nie ma co pognębiać nerwowej atmosfery. Wyczuła, że jej mama jest przerażona i zrozpaczona.
- Będzie dobrze, zobaczysz – oznajmiła czarownica i położyła swoją dłoń na jej dłoni. – To, o czym teraz mówimy, to ostateczność. Nie rzucę pracy, ale oświadczę Mafaldzie, że nie zgadzam się na nadgodziny. Przedszkole, tak czy siak, jest dobrym pomysłem, ponieważ Suzanne przyda się socjalizacja. Dzięki temu to ja będę się nią zajmować po robocie, nie Severus.
- Nie podoba mi się to, ale chyba nie ma innego wyjścia – powiedziała pani Granger smutnym tonem.
- Myślę, że na dzisiaj wystarczy – oświadczyła Hermiona. – Jutro muszę być w pracy, a jest już prawie północ – wzięła do ręki torebkę i przywołała kluczyki do samochodu.
Wracając do domu, zastanawiała się, czy istnieją eliksiry albo zaklęcia, które mogą pokonać białaczkę. Hermiona przeczytała wiele książek, ale była pewna, że nie natknęła się na taką informację. Na mugoloznastwie nie było mowy o leczeniu mugoli przy pomocy magii. Uznała to za bardzo duże przeoczenie w programie nauczania.
- Czemu wracasz tak późno? – ostry ton Severusa i nagłe zapalenie lampki w salonie, spowodowało, że Hermiona podskoczyła ze strachu.
- A ty czemu… siedzisz… w ciemnościach? – zadała pytanie, próbując jednocześnie uspokoić oddech.
- Przypadkowo zasnąłem podczas oglądania filmu – odparł błyskawicznie.
Hermiona nie uwierzyła mu. Snape nie wyglądał, jakby przed chwilą spał. Dlatego postanowiła nie odpowiadać na jego pytanie i ruszyła w stronę schodów. Okazało się to niemożliwe, ponieważ mężczyzna zagrodził jej drogę.
- Co się dzieje? Przestałaś jeść i zaczęłaś wyglądać, jakbyś była zmuszona codziennie pić Eliksir Szkiele-Wzro. Tak samo było podczas twojej choroby.
- Chcesz wiedzieć? Naprawdę, chcesz wiedzieć!? – zapytała ze złością, patrząc prosto w jego czarne oczy. – Moja matka umiera, a ja muszę znaleźć sposób, aby ją uratować, jeśli mugolskie sposoby nie pomogą! – wyrzuciła z siebie, próbując wyminąć współlokatora.
- Co jej jest? – zadał pytanie ze spokojem, jednocześnie łapiąc ją za ramiona i przytrzymując.
Dziewczyna poczuła, że jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Nie wiedziała, czy to z powodu nerwów, jego dotyku, czy tego, co miała zamiar powiedzieć. To nie było przyjemne uczucie.
- Białaczka – pisnęła i zwiesiła głowę.
- Przykro mi – powiedział to tonem, który wskazywał, że niczego takiego nie czuje.
Hermiona stała przez chwilę bez ruchu, czekając aż Severus ją puści, ale sekundy mijały, a on nadal trzymał jej ramiona. Powoli podniosła wzrok i powróciło do niej przeczucie, że on na coś czeka. Tylko że nadal nie wiedziała na co.
- Ekhm – odchrząknęła i już miała zamiar poprosić, aby ją puścił, gdy przyszedł jej do głowy lepszy pomysł. – Wiesz, czy mugoli można leczyć przy pomocy eliksirów i magii? – zadała pytanie.
Severus zamyślił się.
- Z tego, co pamiętam to nie – przemówił po chwili.
- Jak to? – Hermiona poczuła, że kolana uginają się pod nią.
Zachwiała się i gdyby nie Snape, padłaby na podłogę. Spojrzała na niego, a on zrobił minę, jakby przestraszył się, że ją dotyka. Puścił ją, a ona powoli osunęła się po ścianie na podłogę.
- Czemu czarodzieje pokroju Mundungusa nie tworzą eliksirów i nie sprzedają mugolom? – zapytał lodowatym tonem. – Dlaczego mugole nie tworzą własnych?
- Nie wiem – jęknęła czarownica płaczliwie, dziwiąc się jednocześnie, jak bardzo zmieniła się postawa Severusa w ciągu kilkunastu sekund.
- Ponieważ większość eliksirów jest dla nich trująca – wyjaśnił wyniośle mężczyzna, patrząc na nią z góry.
- Ale część na nich działa! – zauważyła dziewczyna.
- Słuchaj Granger, nie jestem uzdrowicielem, ale wiem, że tu chodzi o ilość. Gdyby mugol wypił Wywar Tojadowy, to błyskawicznie pożegnałby się ze światem. Za to wystarczy kilka kropel amortencji, aby wzbudzić zauroczenie. Musiałabyś dotrzeć do kogoś, kto leczy w Świętym Mungu, aby dowiedzieć się wszystkiego.
- A co z czarami? Przecież czasem leczą tam mugoli.
- Coś mi się wydaje, że im więcej magii, tym bardziej niszczony jest ich mózg.
Hermiona w ciągu kilku dni zdążyła przeczytać sporo na temat białaczki i wiedziała, że gdyby chciała pomóc mamie, to musiałaby usunąć z jej organizmu zainfekowaną krew i szpik kostny, a potem stworzyć wszystko od nowa. Jeśli wierzyć Severusowi – coś takiego zabiłoby ją.
- Długo zamierzasz tak siedzieć? – jego głos wyrwał ją z zamyślenia.
- Nie – odparła słabym głosem.
- To marsz do łóżka – rozkazał, stając nad nią, jak kat nad hipogryfem. – Zanim się położysz dam ci Eliksir Słodkiego Snu.
Dziewczyna mruknęła coś niewyraźnie, ale nie ruszyła się z miejsca. Dopadł ją stan, który dobrze znała. Zaczęło być jej wszystko obojętne. Nie potrzebne jej łóżko, równie dobrze może spać na kanapie. Po co ma pić eliksir? To tylko pogłębi jej problem. Przecież w nocy może szukać sposobu na uleczenie mamy.
- O nie – usłyszała zdecydowany głos i poczuła, że Severus łapie ją za łokieć i zmusza do wejścia po schodach. – Nie życzę sobie powtórki z rozrywki. Jeśli masz mieć znowu depresję, to ja już wolę pomóc ci w poszukiwaniach lekarstwa dla matki – powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Pomożesz mi? – oczy czarownicy rozszerzyły się ze zdumienia. – Naprawdę mi pomożesz? – powtórzyła pytanie, zatrzymując się gwałtownie na korytarzu.
- Na Slytherina, Granger, opamiętaj się! – warknął, gdy na nią wpadł. – Skoro tak powiedziałem, to tak będzie!
- Dziękuję! – wykrzyknęła uradowana i pobiegła przygotować się do spania.

***

- Masz – podał jej buteleczkę, gdy wyszła z łazienki. – Wypij.
Skinęła głową i zniknęła za drzwiami sypialni. Severus poszedł do siebie, ponieważ nie chciał czekać na korytarzu.  Odkąd Hermiona wróciła z wakacji, nic nie szło po jego myśli. Miał ją ignorować, ale ona od wejścia do domu z bagażami, zaczęła traktować go jak powietrze i nie wytrzymał. Zaczął ją obserwować, podejrzewając, że jest jeszcze obrażona przez kłótnię przed wyjazdem do Francji. Szybko zrozumiał, że coś ją trapi, ale nie odważył się, zapytać ją o to. Założył, że to miało związek z nocną wizytą Pottera, ale okazało się, że się bardzo pomylił.
- Niepotrzebnie zaoferowałem jej pomoc – oznajmił sam sobie. – Wpadłaby w depresję, potem bym ją z niej wyciągnął, a teraz muszę dowiedzieć się, czym właściwie jest ta białaczka.
Kiedyś, dawno temu, słyszał tę nazwę, ale nie potrafił skojarzyć jej z chorobą. Na pewno było to coś zagrażającego życiu. Severus się zastanawiał, jak szybko powoduje zgon i czy jest trudna do wyleczenia. Wątpił, aby magia mogła coś zdziałać na tym polu.
Dopiero koło drugiej w nocy wyszedł ze swojego pokoju, aby sprawdzić, czy dziewczyna wypiła eliksir. Uchylił drzwi do niej i odkrył, że za nimi panuje ciemność. Zapalił żyrandol na korytarzu, aby choć trochę oświetlić jej pokój i ruszył przed siebie. Hermiona leżała na plecach w koszuli nocnej, kołdra zsunęła się na podłogę. Severus pewnym krokiem zbliżył się do niej i wydedukował, że wypiła eliksir. Buteleczkę ściskała w dłoni i czarodziej musiał użyć trochę siły, aby ją wydostać.
- Posłuchała się mnie – pomyślał, a jego wargi rozciągnęły się w uśmiechu pełnym zadowolenia.
Objął wzrokiem ciało dziewczyny. Musiał przyznać, że od ostatniego razu, gdy widział ją leżącą na łóżku, zaokrągliła się w przyjemny dla oka sposób. Severus sprawdził to wcześniej, dzięki zmysłowi dotyku, ponieważ nie obił się o kości, gdy udawał jej mężczyznę przed synem sąsiadów. Nagle poczuł, że ma ochotę znowu tego doznać. Wyciągnął nieśmiało rękę w stronę Hermiony i delikatnie wygładził koszulę nocną na jej udzie.
- Co ja najlepszego wyprawiam!? – skarcił się w myślach, przerażony własnymi pragnieniami. – Dundy! Ty idioto! Przez to całe twoje gadanie przestałem się kontrolować!
Opuścił pokój czarownicy, aby jak najszybciej znaleźć się w swoim i w przeciwieństwie do niej, spędzić bezsenną noc pogrążony w rozmyślaniach.