poniedziałek, 10 lipca 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 69 – Niespodziewana wizyta


Szczur zaczął uciekać i piszczeć histerycznie, jakby wiedział, co go czeka. Męska dłoń, o długich, szczupłych palcach zręcznie chwyciła stworzenie i wyjęła je z klatki. Szczur wyrywał się i starał gryźć, ale jego walka nie przynosiła efektów.
- Imperio – rozległ się ledwo słyszalny szept.
Gryzoń uspokoił się i nie uciekał, nawet wtedy, gdy dłoń położyła go na biurku. Czekał na swojego pana, który coś robił przy kociołku. Po chwili zobaczył przed sobą pipetę z czerwonym płynem. Bez wahania wypił jej zawartość, kropla po kropli. Severusowi wydawało się, że szczur bez problemu przyjął jego nowy, ulepszony eliksir. Po kilkunastu sekundach okazało się, że to było zbyt optymistyczne założenie. Gryzoń zaczął wić się w konwulsjach, piszcząc przeraźliwie.
- Glizdogon numer pięć… próba nieudana… - Czarodziej zanotował w notatniku, a następnie wziął różdżkę i pozbył się zwłok.
Nie był zadowolony. Od kilku dni próbował znaleźć składnik, który ochroniłby zwykłe, niemagiczne szczury przed otruciem eliksirem. Jak na razie wszystko układało się niepomyślnie. Żaden z gryzoni nie przetrwał próby. Jedyną pociechą było to, że przestały zdychać od razu po wypiciu płynu.
- Od szczurów do ludzi jeszcze długa droga, a ja nie mam tyle czasu – pomyślał Severus z goryczą.
Na razie dotrzymywał słowa i nie zaglądał do czarnomagicznych ksiąg. Kolejne niepowodzenia związane z próbami na gryzoniach utwierdzały go w przekonaniu, że prędzej czy później będzie musiał zrobić to, do czego nie chciała dopuścić Hermiona. Biała magia nie działała, a odpowiedź mogła ukrywać się w jej nieszlachetnej wersji.
- Severusie! Zejdź na dół! Szybko!
Czarodziej drgnął, przestraszony, że jego współlokatorce coś się stało. W jej głosie wyraźnie usłyszał rozpacz. Severus błyskawicznie wstawił klatkę z gryzoniami do swojego magicznego kufra i zamknął wieko. Nazywał je „Glizdogonami”, ponieważ miał od razu lepszy humor, gdy wyobrażał sobie, że każde z nich, to zdrajca, który doprowadził do śmierci Lily. Hermiona miała nie wiedzieć o jego eksperymentach, które na pewno oburzyłyby ją i sprawiły, że założyłaby fundację ratującą szczury.
Schodząc pośpiesznie po schodach, czarodziej zastanawiał się, co się mogło stać i dlaczego dziewczyna jest już w domu, skoro o tej porze powinna wracać metrem do domu. Doszedł do wniosku, że użyła magicznego sposobu i to częściowo tłumaczyło, dlaczego nie usłyszał, gdy pojawiła się w salonie.
- Zobacz, co się stało! – jęknęła płaczliwie, wskazując na telewizor. – Tata do mnie zadzwonił i mi powiedział…
Severus powoli przeniósł wzrok z jej policzków, całych mokrych od łez, na ekran. Stacja BBC nadawała właśnie relację z USA. Czarodziej przeczytał pasek wiadomości i dowiedział się, że terroryści zaatakowali World Trade Center. Świadek zdarzenia opowiadał łamiącym się głosem, że gdy samoloty wbiły się w wieże, to uwięzieni na wyższych piętrach ludzie, skakali z okien, nie mając szans na przeżycie. Następnie reporter oznajmił, że po zawaleniu się jednej z dwóch budowli, zginęło mnóstwo ratowników, którzy ruszyli do pomocy.
- Widzisz to? – spytała Hermiona zachrypniętym głosem. – Zobacz, do czego prowadzi nienawiść, obojętnie czy to w naszym świecie, czy mugoli! – wykrzyknęła i zakryła usta dłońmi, gdy zobaczyła kolejną wiadomość, wyświetloną na ekranie.
Druga z wież się zawaliła. Kamera pokazywała tumany kurzu i pyłu, które przedzierają się przez ulice Nowego Jorku. Mugole krzyczeli i uciekali w popłochu, a wraz z nimi kamerzysta. Obraz podskakiwał i zamazywał się wraz z ruchem nóg mężczyzny. Po chwili wszystko zniknęło i stacja zaczęła pokazywać wcześniej nagrane materiały. Severus patrzył, jak samoloty, jeden po drugim, wbijają się w budynki, eksplodując i zabijając ludzi. W tym czasie spiker wiadomości streszczał całą historię tragedii, która rozegrała się na oczach całego świata.
- Mam nadzieję, że MACUSA nagięła swoje zasady i im pomogła – wyszeptała Hermiona rozdygotanym tonem.
- Ja też – Severus przytaknął.
Uważał, że najlepszym, co mógł zrobić czarodziej w takiej sytuacji, to wiać gdzie pieprz rośnie. Amerykańscy mugole obchodzili go tyle, co zeszłoroczny śnieg. Przytaknął, ponieważ wiedział, że Hermiona oczekuje od niego takiej reakcji. Patrzył na nią, lustrując ją dokładnie od stóp do głów. Widział łzy skapujące na dywan, dygoczące ramiona oraz pięści zaciśnięte w akcie bezsilności. Pomyślał, że jej chęć pomocy mugolom jest niedorzeczna. Gdyby była w Nowym Jorku, to rzuciłaby się w sam środek tego piekła i zginęłaby prędzej czy później. Byłaby to bezsensowna i nikomu niepotrzebna śmierć. Świat mugoli niczego by nie zyskał, a czarodzieje straciliby jedną z najlepszych czarownic, która miała wszelkie predyspozycje, aby stać się kimś wielkim.
Gdyby nie to, że Severus wiedział, że Hermiona nie potrafi czytać w myślach, to byłby przekonany, że jakoś dowiedziała się, co o niej sądzi, ponieważ odwróciła się nieoczekiwanie w jego stronę. Wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć. W jej brązowych oczach odbijało się całe cierpienie, które doznała w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Czarodziej mimowolnie pomyślał, że chociaż jej troska o innych jest głupia, to jednak w jakiś pokrętny sposób sprawiła, że miał ochotę ją pocieszyć. Nie miał nic przeciwko temu, aby zetrzeć jej łzy lub objąć, ale rozum krzyczał, że nie może tego zrobić. Potter zasiał w dziewczynie podejrzenia, a Severus nie chciał ich potwierdzać.
- To wszystko jest straszne, ale muszę iść popracować nad eliksirem – oświadczył sucho, zanim zdążyła się odezwać, odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę schodów, odprowadzany spojrzeniem Hermiony, w którym wyraźnie czaił się żal.

***

Brian Walker i Frank Kelly wiedzieli, że na kaca najlepszym lekarstwem jest wypicie klina. Dlatego mężczyźni wstali z trudem z barłogu i ruszyli do pobliskiego sklepu, prowadzonego przez starego Johna MacDonalda. Obydwaj byli bezrobotni, jak większość okolicznych mieszkańców Cokeworth i z tego powodu spędzili dzień na piciu oraz narzekaniu na swój los. Ta część miasta, w której mieszkali, podupadła lata temu i znacząco się wyludniła. Puste, zdewastowane domy z powybijanymi szybami, straszyły nierozważnych przechodniów, którzy zapuścili się w te okolice.
Brian obudził się, ponieważ poczuł, że jego pęcherz jest pełny. Wyruszył do łazienki, aby pozbyć się nadmiaru płynów z organizmu. Wrodzone lenistwo sprawiło, że nie chciało mu się zapalić światła. Mieszkał od urodzenia w tym domu i dlatego stwierdził, że bez problemu trafi do poobtłukiwanej i brudnej muszli. Nucąc pod nosem, zapiął rozporek i już miał iść, gdy zobaczył postać, która szła ulicą. Przyjrzał się jej i aż podskoczył z wrażenia. Podniecony swoim odkryciem, udał się do pokoju, gdzie chrapał Frank. Bezceremonialnie obudził kompana, łapiąc go za kark i zaciągając do okna.
- Łaaale co seee dziejeee? – wyjęczał pijaczek, trąc oczy.
- Luknij tam! Nie tam! – oznajmił Brian i wskazał Frankowi postać, która zatrzymała się na końcu uliczki. – Tam, kurwa! Widzisz go? To młody Snape!
- No widzeee – ziewnął przejmująco kompan. - Pojebało cię do reszty! Budzić mnie z powodu jakiegoś gościa! – warknął ze złością.
- To ten, co na jego domu nabazgrano te teksty o mordercy i zdrajcy!
- Nie zalewasz? – oczy Franka rozbłysły w mroku, gdy Brian przytaknął.
Cała okolica zastanawiała się, co się stało z mieszkańcem domu przy Spinner’s End, który zniknął równie nagle, jak się pojawił. Większość pamiętała rodziców Severusa i jego samego, z czasów, gdy życie dopiero zaczynało być nieznośne. Po upadku młyna wiele osób straciło pracę i zaczęło wpadać w alkoholizm oraz długi. Część mieszkańców wyprowadziła się, szukając pracy w innych miastach. Rodzina Snape’ów została i nie byłaby uważana za bardziej godną uwagi od innych, gdyby nie jej zachowanie. Okoliczni ojcowie także pili i wyżywali się na żonie oraz dzieciach, jednak Tobiasz Snape potrafił opowiadać po kilku piwach, że jego druga połowa oszukała go, ale nie chciał zdradzić w jaki sposób. Robił cierpiętniczą minę i nazywał ją wiedźmą, która kiedyś weźmie go ze sobą na samo dno do piekła. Oskarżał, że to przez nią zaczął pić. Dla miejscowej społeczności była to ekscytująca wiadomość, która napędzała ją do plotkowania, ponieważ każdy podejrzewał, że Eileen jest wariatką. Dziwnie się zachowująca, niepasująca do okolicznych mieszkańców, mająca nienormalne upodobania, z tajemniczą przeszłością – to tylko pogarszało sytuację kobiety.
Mimo że Brian był o kilka lat starszy od Severusa, to pamiętał go ze szkoły i podwórka. Takiego dziwaka nie można było zapomnieć. Tobiasz starał się wychować syna na podobnego sobie, ale szybko się okazało, że geny Eileen są silniejsze. Od tamtej pory traktował go tak samo, jak znienawidzoną małżonkę. Brian nie raz widział, jak młody Snape całymi dniami wymachiwał patykiem i mruczał do siebie jakieś dziwne rzeczy w obcym języku. Każdy wiedział, że nauczyła go tego matka, ale nikt nie umiał odpowiedzieć na pytanie po co. Nie przysporzyło to popularności chłopakowi, ale nikt go nie prześladował. Każdy ignorował jego istnienie, chociaż słyszano plotki, że ktoś go widział, jak pojawiał się w towarzystwie dziewczynki zza rzeki. Tam mieszkały rodziny, które miały pieniądze i dlatego niewielu wierzyło, że brudny, zaniedbany dzieciak, któremu ojciec pozwalał się kąpać tylko raz w tygodniu z powodu oszczędności, mógł znaleźć wspólny język z panienką z dobrego domu.
Frank, który pojawił się w Cokeworth dopiero kilkanaście lat później, nie wiedział jakie poruszenie wywołała wiadomość, że Severus będzie uczył się w szkole z internatem. Mieszkańcy głowili się miesiącami, skąd jego rodzice mieli pieniądze na takie ekstrawagancje. Przecież Tobiasz wszystko przepijał. Dopiero po paru miesiącach ktoś wspominał, że Eileen miała bogatych rodziców, którzy zasponsorowali wnukowi edukację i to zatrzymało lawinę domysłów. Od tamtej pory było o rodzinie Snape’ów względnie cicho. Każdy wiedział, że czasem się kłócili, a w niektóre pochmurne dni Eileen przychodziła do sklepu po zakupy w okularach z ciemnymi szkłami. Gdy Severus wracał na wakacje do domu, to wszyscy udawali, że nie słyszą wiązanek, którymi obdarzał ojca, łącznie z groźbami, że go zabije. Ot, normalność na Spinner’s End. Do czasu, aż mieszkańców zelektryzowała wiadomość, że Eileen się powiesiła. Brian miał w pamięci mały orszak pogrzebowy, który wyruszył na pobliski cmentarz. Znajdował się w nim pastor oraz okoliczne plotkary, które nagle zapałały miłością do denatki. Zarówno Tobiasz, jak i Severus nie pojawili się na pogrzebie. Pierwszy z nich w tym czasie pił ze szczęścia, a drugi, jak się okazało dużo później, o niczym nie miał pojęcia. Wyszło to na jaw, gdy na początku wakacji Tobiasz pojawił się w lokalnym pubie z wybitymi przez syna zębami. Brian osobiście słyszał przekleństwa, jakimi mężczyzna raczył nastolatka i plując krwią, wyrażał nadzieję, że przydarzy mu się niemiły wypadek i dołączy do swojej matki. Dwa lata później Tobiasz zapił się na śmierć, a Severus zaczął pojawiać się od czasu do czasu w odziedziczonym domu i znikać w tajemniczy sposób, niezauważony przez nikogo, nawet przez bystre oko okolicznych plotkar.
- Co on tu robi? – zapytał Frank.
- A chuj go wie… - mruknął Brian.
Severus stał w miejscu, gdzie nie dosięgało światło migającej latarni. Następnie ruszył przed siebie i zniknął mężczyznom z oczu.
- Chyba polazł do tej dziury, co to kiedyś była jego chatą.
- Czego on tam szuka?
- A bo ja wiem? Może… może przyszedł po swoje zabawki…
Frank popatrzył na Briana, nic nie rozumiejąc. Ten wyjrzał przez okno, aby się upewnić, że nikt nie słyszy. Było to zbyteczne, ale mężczyzna się bał.
- Raz powiedziałem o tym Jimmy’emu, ale zaczął rechotać jak debil, więc siedziałem cicho… tobie mogę zaufać… ty jesteś swój chłop, Frank… wypić z tobą można… pogadać można… z sercem do ciebie przyjść… nie tak jak do mojej żony… mam nadzieję, że zdechnie, zdzira jedna!
- Się wie! – ucieszył się pijaczek i poklepał kumpla po ramieniu. – Gadaj, co ci na wątrobie siedzi.
Brian jeszcze raz się rozejrzał, tym razem po ciemnym pokoju. Nachylił się nad i zaczął mówić Frankowi do ucha:
- Wiem, że młodszy Snape pracuje jako agent specjalny. Przysięgam, jak matulę kocham…
- Jak Bond!?
- Zamknij ryj! – warknął Brian. – On może mieć takie urządzenie, co to nas podsłuchuje.
- Tak, tak, masz rację – wymamrotał błyskawicznie Frank. – Skąd o wszystkim wiesz? – zapytał ze zdziwieniem.
- Wydeke… wyduko… wydadyko… Wpadło mi do łba pewnego razu. – Mężczyzna pokraśniał z dumy. – Kilka lat temu Snape’owi ktoś zrobił najazd na chatę. Goście wyglądali dziwnie i gadali dziwnie. Niby po naszemu nawijali, ale tak jakoś inaczej. Pewno używali jakiegoś szyfru, co by ich inni nie mogli zrozumieć. Ja się schowałem i lukałem, jak wywracają mu wszystko do góry nogami. Poszperali, wzięli jakieś papiery i zniknęli. Mówię ci. Nikt inny ich nie zauważył. Tylko ja.
- Nadal nie mogę zaczaić, skąd wiesz, że facet jest Bondem – burknął Frank. – Nie jeden miał komornika na głowie. Oni pierdzielą jakieś farmazony, gdy przychodzą zajumać rzeczy.
- Ciebie to chyba ktoś palcem robił – oznajmił Brian z niesmakiem. – Tłumaczę jak krowie na rowie, a ten nie kuma cza-czy. Przecie mówię, że się dopiero po tym domyśliłem. Jego matka przyszła tutaj nie wiadomo po co i skąd. Ona też była taką agentką. To była przykrywka. Widziałem, że miała jakieś dziwne rośliny. Raz zakradłem się do jej chaty, aby im się przyjrzeć, to mnie o mało co nie udusiły! To były mutanty! – Mężczyzna wzdrygnął się, aby pokazać, jak bardzo wstrząsnęła nim ta przygoda. – Na pewno hodowała ten szajs, aby wykorzystać przeciwko innym agentom!
- Wierzę ci stary, ale nadal nie wiem…
- Przestań truć i nadstaw słuchy, to się dowiesz! – Zirytował się Brian. – Ten cały Severus od czasu szkoły znikał na kilka miesięcy i pojawiał się w lecie. Tak było przez całe lata.
- Pewnie gościu robił za granicą.
Brian miał ochotę uderzyć się dłonią w twarz. Uważał, że Frank był czasem takim debilem, że ziemia większego nie widziała. Jednak nie było lepszego kompana do kieliszka niż on. Odkąd Emilie się wyprowadziła, to Brian mieszkał ze swoim kumplem. Żyli spokojnie z zasiłków. Czasem się o coś pokłócili i pobili, ale zawsze jakoś udawało im się dogadać. Mimo że Frank nie był tytanem intelektu, to po kilkukrotnym tłumaczeniu, jakoś do niego docierało, to co Brian chciał mu przekazać. Tak było i tym razem. W prostych słowach, typowych dla miejscowych alkoholików, wyjaśnił, dlaczego uważa, że Snape jest agentem. Dla niego te wszystkie zagadkowe rzeczy, połączone z obraźliwymi napisami na murze domu, były jasne niczym słońce. Jego umysł uparł się na tę teorię i nic nie było w stanie go przekonać, że jest inaczej. Brian był także człowiekiem, który często działał, a nie gadał. Lubił chodzić do różnych miejsc i spotykać nowych ludzi, co denerwowała Franka, który wolał leżeć w barłogu i chlać. Gdyby nie sytuacja ekonomiczna i złe wzorce wyniesione ze środowiska, to Brian mógłby zajść daleko. Wrodzona ciekawość świata, połączona z nauką, mogłaby sprawić, że wyrwałby się z kręgu patologii. Niestety, zaprzepaścił swoją szansę, gdy zrobił Emilie dzieciaka i porzucił szkołę w wieku szesnastu lat. Nie wiedział, że z tego powodu podświadomie winił swoją żonę. Była dla niego ucieleśnieniem zaprzepaszczonej szansy. Kobieta w końcu od niego odeszła, zabierając piątkę ich dzieci, a on został w Cokeworth.
- Wylazł! – oznajmił Brian podnieconym tonem. – Gdzie on teraz lezie? – zastanawiał się głośno.
Obudziła się w nim żyłka detektywa. Gdyby dowiódł, że jego teoria jest prawdziwa, to zyskałby jeszcze większy szacunek na dzielnicy. Może nawet Eva Lee, zachwycona jego opowieścią, uraczyłaby go swoimi wdziękami za darmo…
- Leziemy za nim! – Brian rzucił do Franka i pociągnął go do drzwi.
Pijaczek zachwiał się lekko, ale poszedł posłusznie za kumplem. Nie wiedział, o co tamtemu dokładnie chodzi, ale nie protestował, ponieważ robili razem bardziej szalone rzeczy. Poznali się w Londynie, gdy pracowali w magazynie z materiałami budowlanymi. Szybko się zaprzyjaźnili i spędzali wolny czas na wyprawach do pubu. Alkohol swoje kosztował, a pensja była mała. Dlatego obydwoje doszli do wniosku, że muszą sobie dorobić na boku. Wynoszenie z magazynu towaru i sprzedawanie go, nie było dobrym pomysłem. Złapano ich, odsiedzieli swoje i po dojściu do wniosku, że praca nie jest dla nich. Dlatego zamieszkali razem w Cokeworth.
- Gdzie go niesie? – spytał szeptem Brian, gdy skulił się za murkiem.
Frank nie odpowiedział. Patrzył, jak Snape szybko przechodzi po prowizorycznym mostku nad rzeką. Wydeptana w trawie droga prowadziła do zaniedbanego i zaśmieconego lasku, a tuż za nim znajdował się cmentarz. Gdy mężczyzna w czerni zniknął wśród drzew, Brian dał znak kumplowi i ruszył w stronę mostka. Frank nie miał wyjścia. Szedł po śladach kompana i po kilku minutach znalazł się razem z nim na mrocznym cmentarzu, oświetlanym tylko przez wąski sierp księżyca. Chowając się za nagrobkami, patrzyli, jak Snape sprawił, że koło niego pojawiła się kula światła. Była niepodobna do niczego, co potrafił stworzyć człowiek i latała szybko wokół swojego twórcy.
- Miałem, kurwa, rację – wyszeptał cicho Brian, a w jego głosie można było usłyszeć euforię. – Zajebał to od ufoli, jak mamę kocham.
- Tylko żeby nas nie pieprznął jakimś laserem, czy co – zmartwił się Frank.
- To zamykamy ryje i siedzimy cicho jak trusia.
Mężczyźni nie widzieli, co dokładnie robi Snape, ale po chwili usłyszeli odgłos przesypywanej ziemi. Jakiś ciemny kształt wyłonił się z mroku i poszybował w górę. Kula światła zatrzymała się w miejscu. Brian zerknął na stojącą płytę nagrobną, na którą teraz padało światło i wyczytał, że należała do rodziców Severusa. Po chwili ledwo zdołał opanować krzyk przerażenia, gdy zobaczył, że to trumna sama unosi się w powietrzu. Snape w jakiś dziwny sposób manewrował nią. Obserwujący go mężczyźni nie widzieli jego dłoni, ponieważ zasłaniała je czarna peleryna.
- Jezusie Chrystusie, zmiłuj się – jęknął Frank ze strachem i się przeżegnał, gdy trumna otworzyła się bez niczyjej pomocy.
Kucający obok niego Brian poczuł, że ze strachu prawie popuścił. Był przekonany, że zaraz zobaczy truposza wstającego z grobu. Wyobraził sobie, że to najnowsza broń wywiadu, która potrafiła wskrzeszać umarłych. Nie miał jednak racji. Z trumny wyleciały grube książki i coś, co wyglądało jak zrolowane papiery. Podfruwały po kolei do Snape’a, a ten wkładał je do małej torebki, która sądząc po rozmiarze, nie miała prawa zmieścić ich wszystkich, ale jakimś cudem jej to nie dotyczyło. Gdy skończył, trumna znowu sama się zamknęła i poszybowała w stronę dołu, który zasypał się piaskiem. Brian był pod wielkim wrażeniem. Pomyślał, że oddałby wszystko za posiadanie technologii ufoli, która wyręczałaby go we wszystkim. Nagle światło zgasło i Severus ruszył w stronę lasku. Frank i Brian skulili się za nagrobkami. Peleryna mężczyzny ominęła ich o kilka cali.
- Za nim – rzekł ledwo słyszalnym szeptem Brian.
Starając się stąpać jak najciszej, weszli pomiędzy drzewa. Spodziewali się, że wychodząc z lasku, ujrzą Snape’a przechodzącego przez mostek, ale nikogo w pobliżu nie było.
- Napatrzyliście się już? – rozległ się jadowity głos za ich plecami.
Brian i Frank rzucili się do ucieczki, nawet nie oglądając się za siebie. Nie zdążyli wybiec z lasku, gdy ujrzeli rozbłysk światła. Po nim już była tylko ciemność.

***

Hermiona ignorowała mżawkę, która nawiedziła Londyn. W przyszłym tygodniu zaczynały się Święta Bożego Narodzenia, dlatego czarownica miała nadzieję, że w tym czasie spadnie śnieg. Jej mama miała powrócić na kilka dni do domu i biały puch świetnie współgrałby z idealną atmosferą, którą zamierzała stworzyć czarownica. Nie chciała o tym myśleć, ale lekarze powiedzieli wprost, że to mogą być ostatnie święta wyniszczonej przez chorobę kobiety. Komórki rakowe nie dawały za wygraną i po remisji szpiku nadal było ich więcej, niż dopuszczały normy. Nikt z rodziny i znajomych nie okazał się pasującym dawcą szpiku kostnego. Dlatego w czasie poszukiwań idealnego kandydata wprowadzono terapię podtrzymującą. Lekarze jednak nie mieli złudzeń, że stan chorej jest coraz gorszy i Jean może nie dożyć operacji.
Mimo pozornej obojętności Hermiona szalała z rozpaczy. Przy mamie i Suzanne udawała, że wszystko jest w porządku, ale gdy wracała do domu, zamykała się w pokoju i moczyła księgi łzami. Dawno straciła nadzieję, że znajdzie lekarstwo, ale nie była w stanie przestać. Świadomość, że się nie poddała, sprawiała jej ulgę. Zajęcie myśli było jej bardzo na rękę.
Tego dnia miała jeszcze jedną misję do spełnienia. Musiała pójść do Harry’ego i Ginny, aby się z nimi pogodzić. Mimo zakazu ojciec Hermiony powiedział żonie, że ich córka przestała rozmawiać z przyjaciółmi. Zapoczątkowało to falę wyrzutów ze strony rodzicielki, która chciała koniecznie dowiedzieć się, co się stało. Czarownica nie straciła zimnej krwi i nie przyznała się, że konflikt obejmował, oprócz obecności Rona na weselu, także jej stosunki z Severusem. Wiedziała, że mama nie przepada za jej współlokatorem. Niezbyt dobrze zniosła romans córki z Gawainem, więc świadomość, że Hermionie zaczęło zależeć na byłym nauczycielu eliksirów, najprawdopodobniej dobiłaby ją. Dlatego czarownica zachowała szczegóły dla siebie i obiecała mamie, że pogodzi się z przyjaciółmi. Widząc uśmiech na jej bladej, wymęczonej twarzy, wiedziała, że zrobiła dobrze.
Pod wpływem wspomnień Hermiona przygryzła dolną wargę. Postanowiła, że nigdy, przenigdy nie przyzna się, że Harry z Ginny mieli sporo racji. Czarownica nie uważała, że zakochała się w Severusie. To było zbyt duże słowo. Jednak fakt, że zaczęło jej na nim zależeć bardziej niż na jakimkolwiek innym mężczyźnie, napawał ją wstydem. On oznaczał kłopoty i dlatego postanowiła zdusić ten żar, zanim przemienił się w ogniste uczucie. Od września robiła wszystko, aby trzymać go jak najbardziej na dystans i musiała przyznać z dumą, że jej się to udało. Wprawdzie mocno jej w tym pomógł, ponieważ po wizycie Harry’ego także zaczął się bardziej pilnować, ale ważny był rezultat. Hermiona z ulgą stwierdziła, że jej przeszło. Dlatego mogła z czystym sumieniem pojawić się u przyjaciół i powiedzieć to, co ma do powiedzenia.
- Niech panienka tutaj poczeka, idę zawołać pana Harry’ego – oznajmił Stworek i zaczął wspinać się po schodach.
Kilka minut później Hermiona siedziała w salonie i trzymała w rękach gorącą herbatę imbirowo-cynamonową. Czuła na sobie palący wzrok pary, która siedziała na kanapie naprzeciwko niej. Dziewczyna pomieszała łyżeczką w napoju i odchrząknęła.
- Chciałam powiedzieć, że czas się pogodzić. Niedawno skończyłam dwadzieścia dwa lata i taki wiek zobowiązuje – rozpoczęła przemowę. – Jesteśmy dorośli, nie powinniśmy zachowywać się jak dzieci. Myślę, że czas zakończyć tę farsę – zerknęła znacząco na przyjaciół. – Po pierwsze… bardzo bym prosiła, abyście przestali napuszczać na mnie i Severusa rodzinę. Wiem, że Molly lubi matkować wszystkim wokół, ale jej wizyta była przesadą. Podziwiam Severusa, że podczas awantury się opanował i nie strzelił w nią jakimś zaklęciem. Mnie aż ręka świerzbiła…
- Ona sama chciała – mruknął Harry przepraszającym tonem. – Wiesz, jak trudno ją powstrzymać…
- Należało mu się! – oznajmiła buńczucznie Ginny.
- Właśnie chciałam o tym z tobą porozmawiać – Hermiona zwróciła się do przyjaciółki. – Rita Skeeter wspomniała mi, że chciałaś, aby napisała paskudny artykuł na jego temat. Coś na temat wykorzystywania dziewcząt. Nie uważasz, że to podłe z twojej strony?
- Chciałam, abyś przejrzała na oczy – mruknęła Weasleyówna. – Myślałam, że Rita zrozumiała, o co mi chodzi. Przecież bez powodu nie powiedziałabym jej, że Snape mieszka u ciebie i chcę go wywalić…
- Przyszła do mnie, aby spytać, czy przyjaźnię się z Severusem. Sama byłaś przy tym, jak obiecywała, że nie napisze niczego złego na temat moich przyjaciół. Chciała się upewnić, czy mówisz prawdę – w głosie Hermiony słychać było zdenerwowanie. – Gdy powiedziałam, aby nie pisała niczego na jego temat, to zaczęła mnie przekonywać, abym zgodziła się, obsmarować cię na łamach „Czarownicy”. Nie udzieliłam jej zgody…
- A to podła suka! – Ginny obrzuciła dziennikarkę niezbyt wyszukanym epitetem.
Harry nic nie powiedział. Miał minę, jakby dostał zatwardzenia. Hermiona podejrzewała, że boi się stanąć między nią i narzeczoną, aby nie stracić obydwu.
- Chcę zakopać topór wojenny – oznajmiła. – Dlatego proponuję ugodę. Przyjdę na wasz ślub i wesele. Mogę być jedna z druhen. Obiecuję, że wam pomogę i zrobię wszystko, aby nie zwracać uwagi na Rona. Przez ten jeden dzień będę udawać, że on nie istnieje. Zrobię to dla was – zakończyła z powagą.
- Nawet nie wiesz, jaki jestem szczęśliwy! – Harry miał na twarzy wielki uśmiech.
- Ale mam jeden warunek – dodała szybko Hermiona – przestaniecie wtrącać się w moje życie, nie będzie więcej szpiegowania i zostawicie Severusa w spokoju – oznajmiła tonem, który wskazywał, że nie jest skora do negocjacji.
Narzeczonym uśmiech znikł z twarzy. Popatrzyli się na siebie w ciszy. Widać było, że nie chcą zostawić byłego nauczyciela eliksirów w spokoju. Widocznie coś wyczytali ze swoich oczu, ponieważ po chwili odezwał się Harry:
- Zgadzam się, że szpiegowanie ciebie było… hmm... niezbyt miłe i raczej nie powinienem tego robić. Co do Snape’a… nie zmieniłem zdania o nim. Ginny także. Gdy widziałem, jak jesteś rozpromieniona, to zrozumiałem, że coś jest na rzeczy.
- Wyobraź sobie, że to był pierwszy komplement, jaki słyszałam od dawna – oznajmiła Hermiona. – Co miałam zrobić? Opluć go? Wykrzyczeć mu w twarz, że jest chamem? To było naprawdę miłe z jego strony. Myślę, że zasłużył na uśmiech, w zamian za to, że stara się być dobry. Zrozumienie i pomocna dłoń mają większą moc niż pogarda – wyjaśniła, zerkając na przyjaciół. - Czy wy naprawdę myślicie, że zakochałabym się w nim? Ja naprawdę mam świadomość, kim on był. Pamiętam wszystkie złe rzeczy, które zrobił mi, albo innym. Nie przeszkadza mi różnica wieku między nami. Nie przeszkadza mi, że bywa wredny i czasem się ze mną kłóci. Doceniam, że się zmienił i będę mu pomagać w ramach możliwości. Jednak nigdy mu nie wybaczę pewnych rzeczy i dlatego jest skreślony z mojej listy facetów, z którymi bym się umówiła – oświadczyła z powagą. – Z moim umysłem jest wszystko w porządku. Skończyłam terapię. Mimo choroby mojej mamy nie wpadłam ponownie w depresję. Nie musicie wtrącać się w moje życie. Wiem co i dlaczego robię. Severusa zostawcie w spokoju. Radze sobie z nim świetnie i nie potrzebuję pomocy.
- Jesteś pewna? – zapytał Harry niepewnie, a Ginny zrobiła minę, która świadczyła o tym, że się zmieszała. – Gdybyś tylko widziała…
- Tak, wiem – przerwała mu Hermiona. – Jeszcze raz ci przypominam, że mam świadomość, do czego jest zdolny. Na przykład… dowiedziałam się od Iana, że Severus mówił prawdę. Nie trudno mi było się zorientować, że pomógł mu w podjęciu decyzji. Nie mogę mu niczego udowodnić. Wątpię, aby użył Imperiusa – czarownica westchnęła. – Nie miałam czasu, aby się z nim spierać. Przez kilka miesięcy próbowałam pomóc mojej mamie. Gdybym walczyła z Severusem, to by mi nie pomógł. On naprawdę wiele dla mnie zrobił – uśmiechnęła się smutno. – Za to wy w tym czasie podejrzewaliście go o najgorsze. Myślałam, że twoja paranoja z czasów Hogwartu zniknęła, Harry.
- Bo ty go zawsze broniłaś! – odezwała się Ginny z wyrzutem. – Chociaż wszystko przemawiało przeciwko niemu, to i tak wymyślałeś dla niego wytłumaczenie. Pamiętałam, jak kłóciłyśmy się, bo byłaś zła, że nazywałam go razem z Fredem „gnojkiem” – skrzywiła się z niesmakiem. – A co do pomocy… gdybyś poprosiła, to byśmy ci pomogli. Taka prawda. Poza tym my pracowaliśmy zawodowo na cały etat. No i moi rodzice mówili nam, że to nic nie da, a oni się w miarę znają…
- Zamilcz – mruknął do niej Harry. – W zdecydowanej większości przypadków Hermiona nie myliła się co do Snape’a. Chyba za bardzo się przejmowaliśmy i działaliśmy zbyt pochopnie – rzekł polubownie. – Byliśmy nie w porządku. Masz rację – dodał ze skruchą.
- Może i ma rację, ale zauważ, że gdy zadaje się ze starszym facetem, to zazwyczaj wynikają z tego kłopoty – Ginny zwróciła się do narzeczonego. – Już zapomniałeś, co wyczyniał twój szef?
- Przeszło mu – Hermiona uprzedziła Harry’ego w odpowiedzi na pytanie. – Byłam u niego w biurze, aby oddać mu sprawozdania i zostałam na herbatę. Pogadaliśmy i wyjaśniliśmy sobie parę rzeczy. Obiecał, że nie będzie się wtrącał w moje życie, jeśli kiedyś go najdzie taka ochota.
- Patrzcie go, jaki wspaniałomyślny! – zakpiła młodsza z czarownic.
- Ginny, czy naprawdę nie możesz nawet na chwilę odpuścić? – Harry zmierzył ją krytycznym spojrzeniem. – Uważam, że powinniśmy się pojednać z Hermioną. Ona nam coś obiecała i my możemy też jej coś obiecać.
- Nie mogę! To jest zbyt trudne! – rozległ się okrzyk.
Ginny spacerowała nerwowo po pokoju. Widać było, że jest wzburzona.
- Ja się martwię o ciebie – powiedziała w stronę Hermiony. – Nie mogę znieść myśli, że ten… ten… że on cię skrzywdzi!
- Spokojnie – przyjaciółka wstała i podeszła do Ginny, aby ją objąć. – Zaufaj mi. Dam sobie radę. Uspokój się. Policz do dziesięciu. Przypomnij sobie, z ilu tarapatów wyszłam.
- Ciężko mi. Próbuję, ale to jest tak cholernie trudne…
- Damy radę – Harry podszedł i dołączył do dziewczyn, ściskając mocno je obie. – Myślę, że od teraz możemy się trzymać za słowo. Wszyscy odpuszczamy… i widzimy się na ślubie – dodał z uśmiechem.
Dziewczyny przytaknęły, szczęśliwe, że mur, który urósł pomiędzy nimi podczas ostatnich miesięcy, w końcu został zburzony.

***

- Co to? – Severus z nieufnością wpatrywał się w worek, który leżał na stoliku do kawy.
- Twoja wypłata – oznajmiła Hermiona z lekkim uśmiechem.
Stała obok współlokatora, a w jej oczach widać było jakiś dziwny błysk. Wydawała się zadowolona, a to ostatnio prawie w ogóle jej się to nie zdarzało.
- Wypłata? Za co?
- To twoje piętnaście tysięcy galeonów, które miałeś otrzymać, gdy wyzdrowieję – wyjaśniła czarownica.
- Zabierz to – fuknął Severus i wykrzywił wargi w grymasie pełnym niezadowolenia. – Nie chcę tego.
- Bądź rozsądnym czarodziejem – poprosiła dziewczyna.
Snape nic nie odpowiedział. Wpatrywał się w worek, jakby chciał, aby ten zapadł się pod ziemię i zniknął w czeluściach piekła. Pieniądze musiały pochodzić od Pottera. Czarodziej zastanawiał się, czy Hermiona otrzymała je bezpośrednio od niego, czy od Kingsleya.
- Wiem, że nie lubisz Harry’ego, ale zasłużyłeś na te pieniądze. Powiedziałam mu, że jestem zdrowa, a on mi to dał dla ciebie – oświadczyła.
- Nie chcę tego – powtórzył czarodziej i przeczesał ręką po krótkich, kręconych włosach. Dopiero co wrócił z redakcji i nadal był przemieniony w sąsiada o południowej urodzie.
- W takim razie powiedz, co ja mam z tym zrobić – westchnęła Hermiona.
- Wydaj na ciuszki – fuknął Severus – biżuterię, książki lub zabawki dla siostry. Mnie jest wszystko jedno!
- No dobrze. Zamienię galeony na funty i będę nimi opłacała twoją część czynszu. Zgoda?
Czarodziej bezczelnie zignorował pytanie dziewczyny i ruszył do swojego pokoju. Czuł się urażony, że pogodziła się z Potterem. Przecież tyle dla niej robił. Był miły, wspierał ją i szukał lekarstwa dla matki. Nawet wyciągnął ze skrytki książki o czarnej magii, aby tam poszukać odpowiedzi. Jak ona śmiała!
- Nie pomogę jej więcej – pomyślał ze złością – niech się sama męczy!
Zatrzasnął z hukiem drzwi i zablokował je zaklęciem. Złość kipiała w nim niczym eliksir postawiony na dużym ogniu. Szukając ukojenia, otworzył tajną skrytkę i wyjął z niej książkę oprawioną w ludzką skórę. Obiecywał sobie wcześniej, że nie zajrzy do niej, ponieważ według słów sprzedającego, miała zawierać najgorszą z czarnej magii. W ten sposób chciał uspokoić sumienie, które mówiło, że Hermiona nie chciałaby, aby ponownie zszedł na drogę zła. Czarna magia często działała jak narkotyk, gdy czarodzieje przekonywali się, że z jej pomocą można posiąść potęgę, o której wielu tylko śniło. Teraz nic się dla Severusa nie liczyło. Usiadł wygodnie na łóżku, otworzył księgę i zagłębił się w lekturze.

wtorek, 4 lipca 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 68 - Intruz


- Komputer stacjonarny składa się z następujących części: jednostki centralnej, monitora, klawiatury i myszki. – Hermiona wskazywała to, o czym mówiła. – Podstawową zasadą korzystania z niego jest to, że gdy coś ci nie wychodzi lub po prostu czegoś nie wiesz, to wołasz mnie, a nie kombinujesz na własną rękę. Jasne?
Severus przytaknął i słuchał uważnie wykładu. Dziewczyna opowiadała szczegółowo, dlaczego komputery się włączają lub nie. Wszystko sprowadzało się do braku prądu lub dużej ilości osób magicznych w pobliżu.
- Już wszystko wiem. Możemy przejść do konkretów? – zapytał Snape, gdy Hermiona za bardzo zagłębiała się w szczegóły, które nie bardzo go interesowały.
Z niezbyt zadowoloną miną wskazała palcem w kierunku obudowy komputera.
- Trzeba nacisnąć ten duży guzik… tak, ten… naciśnij… świetnie… teraz czekamy, aż Windows się otworzy…
- Co to?
- System operacyjny, bez którego komputer nie działa. Wszystko opiera się na…
Im dłużej Severus słuchał, tym wyżej unosił brwi. Zdumiewało go, że mugolom chciało się robić takie rzeczy. Jakieś kody, systemy i inne pierdoły, które komplikują życie. O wiele prościej było rzucić czar, który sprawiał, że gramofon zaczynał sam grać, światło się zapalało, a dom sam się czyścił. Tylko że jednocześnie magia miała swoje ograniczenia. Nikomu nie udało się stworzyć czegoś, co odpowiadałoby wiedzy, która była dostępna w komputerze. Szukanie informacji w bibliotece było długie i żmudne w porównaniu do Internetu. Severus był zadowolony, że dzięki Hermionie posiądzie umiejętności, które sprawią, że znajdzie odpowiedzi na swoje pytania. Dlatego z uwagą słuchał, gdy tłumaczyła, czym jest pulpit i te rozsiane na nim znaczki.
- Połóż prawą dłoń na myszce – rozkazała dziewczyna – i przesuń kursor z dołu do góry, a potem z powrotem.
Czarodziej zrobił, co kazała, myśląc, że nawet dziecko nie miałoby z tym problemów, ale szybko mina mu zrzedła. Gdy tylko poruszył myszką, kursor ruszył dziko w sobie tylko znanym kierunku i zniknął Severusowi z oczu.
- Nie szarp tak. Staraj się zrobić wszystko płynnym ruchem – instruowała cierpliwie Hermiona.
Snape postanowił, że tym razem zrobi wszystko staranniej. Najpierw minęło parę sekund, zanim znalazł kursor. Następnie poruszył nim w dół. Trwało to o wiele dłużej, niż by sobie życzył.
- Poćwicz chwilę. Musisz nauczyć się ruszać myszką szybciej.
- Staram się – jęknął czarodziej.
Nie raz widział, jak Hermiona korzysta z komputera i myślał, że nie ma niczego prostszego. Zdecydowanie się mylił. Po jednym zadaniu przychodziły kolejne, które były coraz bardziej trudne. Gdy doszło do obsługi klawiszy myszki, to pogubił się do reszty.
- Kliknąć prawym… raz czy dwa? Czemu mi to wyskoczyło? Gdzie ten cholerny kursor!? – myślał gorączkowo, czując narastającą irytację.
- Czekaj, nie uderzaj nią… pokażę ci… - oznajmiła Hermiona rozbawionym tonem i położyła swoją dłoń na jego dłoni, czym wprawiła go w osłupienie. – Widzisz? Tak poruszasz. Nigdy jej nie podnoś z podkładki – tłumaczyła, kierując jego dłonią. – Teraz najedźmy na tę ikonę… kliknij dwukrotnie lewym klawiszem… świetnie… - pochwaliła go. – To jest Internet Explorer. Jako stronę startową ustawiłam Google. Dzięki niemu możesz wyszukać większość rzeczy.
Usta Severusa rozciągnęły się w uśmiechu pełnym zadowolenia. O to właśnie mu chodziło. Na razie nie łapał wszystkiego, ale wiedział, że wszystko było tylko kwestią czasu. Poćwiczy intensywnie i za kilka dni nie będzie można go odróżnić od mugola.
- Kliknij kursorem w ten prostokąt pod napisem „Google” – rozkazała Hermiona, zabierając swoja dłoń, na co Severus zareagował lekkim ukłuciem zawodu w sercu. To było miłe uczucie i chciał, aby ich kontakt trwał jak najdłużej. – Dobrze. Teraz możesz coś wpisać przy pomocy klawiatury.
Czarodziej zerknął na klawisze. Nie były okrągłe jak w maszynach do pisania, które pamiętał z czasów młodości. Mimo to nie trudno mu było dojść do wniosku, że obsługa jest prawie identyczna. Jego palec powoli wędrował od jednego klawisza do drugiego, aż na monitorze pojawił się napis „Londyn”.
- Teraz wciśnij „Enter”… ten duży klawisz po prawej stronie… – instruowała czarownica. – Widzisz? Wyświetliła ci się lista wyników. Zazwyczaj te pierwsze linki są najlepsze. – Wskazała je palcem. – Polecam Wikipedię. To taka encyklopedia. Działa od kilku miesięcy, ale imponuje zawartą w niej wiedzą.
Severus starał się zapisać w pamięci wszystko, o czym mówiła Hermiona. Okazało się, że włączenie komputera i przeglądarki internetowej to tylko początek. Wyszukiwanie informacji tylko wydawało się proste. Identyczna sytuacja był a z klawiaturą. Czarodziejowi myliły się funkcje poszczególnych klawiszy, a przecież musiał wiedzieć, który, do czego służy. Przede wszystkim musiał pamiętać, którego nie wciskać.
- Myślę, że musisz poćwiczyć pisanie obydwiema dłońmi – oznajmiła Hermiona. – Posługiwanie się jednym palcem sprawia, że wszystko zajmuje ci dziesięć razy więcej czasu, niż powinno.
- Pokaż mi jak, zamiast tyle gadać – rozkazał Severus. – Postaram się ciebie naśladować – dodał milszym tonem, aby udobruchać dziewczynę, która fuknęła ostrzegawczo.
- Zapamiętaj sobie, że jedyną osobą, która może rozkazywać w tym pokoju, jestem ja – oznajmiła.
- No dobrze… przepraszam – wycedził czarodziej, z trudem wypowiadając ostatnie słowo. – Obiecuję, że nie będę przeszkadzał, pani profesor.
- Tak lepiej – oznajmiła wyraźnie udobruchana Hermiona.
Severus poczuł jej ręce na swoich ramionach, gdy dotknęła dłońmi klawiatury. Zaraz po nich oparła swoją klatkę piersiową o jego plecy. Usta dziewczyny znalazły się tak blisko jego ucha, że mogłaby do niego zmysłowo szeptać, gdyby zechciała.
- To jest program do pisania – oznajmiła, gdy włączyła Worda. – Tutaj możesz ćwiczyć – jej palce zaczęły rytmicznie stukać w klawiaturę, gdy opisywała skutki działania Wywaru Żywej Śmierci. – Możesz zrobić to samo, co ja. Zacznij opisywać jakiś eliksir – poleciła, gdy chwyciła go za dłonie i położyła je na klawiaturze. – Pytaj mnie, jeśli będziesz miał jakieś wątpliwości lub nie będziesz czegoś potrafił – poprosiła, wyprostowując się.
Litery nie pojawiły się w edytorze tekstowym. Severus okręcił się na krześle biurowym i zwrócił głowę w stronę twarzy Hermiony, dzięki czemu nawiązał z nią kontakt wzrokowy.
- Wiesz, do jakiego doszedłem wniosku? – zapytał z lekkim zakłopotaniem w głosie.
- Jakiego?
- Miałaś rację, mówiąc, że jesteś lepszą nauczycielką niż ja. Masz o wiele więcej cierpliwości i lepsze podejście.
Hermiona pokraśniała na twarzy z powodu komplementu i dumy. Podziękowała i uśmiechnęła się promiennie do współlokatora, a ten ze zdumieniem odkrył, że jej zęby nie są tak wielkie, jak w czasach Hogwartu.
- Bez ciebie już dawno byłbym martwy – oznajmił cicho i chwycił delikatnie jej dłoń. – Dzięki tobie mam po co żyć…
Czarodziej właśnie pochylał głowę przed rozpromienioną dziewczyną, gdy kątem oka zauważył, że wisząca na ścianie ramka ze zdjęciem Suzanne poruszyła się lekko. Nie było przeciągu i inne obrazki nadal tkwiły w swoim miejscu. Z tego powodu Severus zaczął działać. Błyskawicznie przyciągnął Hermionę do siebie przy pomocy jednej ręki, a drugą wyciągnął różdżkę z koszuli i rzucił zaklęcie rozbrajające. Rozległ się odgłos uderzenia czegoś ciężkiego w ścianę i domownicy usłyszeli cichy jęk. Na dywanie pojawił się fragment nogi, ubranej w jeansy i trampka. Różdżka intruza wyrwała się z wiszącej w powietrzu ręki i poleciała w stronę Hermiony, która złapała ją w locie.
- Potter! – warknął Severus, gdy Harry zrzucił z siebie pelerynę-niewidkę.
- Co ty tu robisz!? – głos Hermiony wyrażał jednocześnie zdumienie i złość. – Dlaczego nas szpiegujesz!?
- Dobrze wiesz czemu! – odparł auror, patrząc znacząco na przyjaciółkę, która ciągle znajdowała się w ramionach Severusa.
- Niech zgadnę… - powiedział czarodziej jadowitym tonem, puszczając współlokatorkę – pan Potter martwił się o przyjaciółkę, dlatego stwierdził, że ma prawo naruszać jej prywatność. Szkoda tylko, że pan Potter nie potrafi przyjąć do wiadomości, że ona jest dorosła i może robić, co chce we własnym domu. Jest zdolna do myślenia i podejmowania decyzji.
- Ona ma prawo. Ty nie! – zawołał Harry, wstając z podłogi i rozcierając bark.
- Znowu to samo… - mruknęła Hermiona i przewróciła oczami.
- On chce cię wykorzystać – oznajmił auror z powagą.
Słysząc te rewelacje, Severus prychnął kpiąco i uniósł brew w geście rozbawienia. Sytuacja zaczynała robić się ciekawa, dlatego postanowił zachować spokój, aby nie zniszczyć swojego pozytywnego wizerunku w oczach Hermiony.
- Czy coś ci się rzuciło na mózg, Potter? – spytał jak najnormalniejszym tonem. – Razem z Hermioną sobie pomagamy. POMAGAMY – powtórzył z naciskiem, gdyby do chłopaka nie dotarło znaczenie tego słowa.
- Obserwuję was od wczoraj i widziałem wystarczająco wiele, aby stwierdzić, że masz wobec niej złe zamiary – Harry podszedł do byłego nauczyciela, rzucając mu wyzywające spojrzenie.
- Bredzisz, Potter.
- Chcesz ją uwieść! – twarz aurora zdradzała wściekłość.
W pokoju zapadła na chwilę cisza, jak makiem zasiał. Severus przeniósł wzrok na twarz Hermiony, aby zobaczyć, jaka jest jej reakcja na te rewelacje. Z ulgą stwierdził, że nie dała wiary w słowa przyjaciela i z całych sił stara się powstrzymać od śmiechu.
- Większej bzdury od dawna nie słyszałem – wycedził Snape, zwracając się do chłopaka. – To ma być jakiś żart?
- Uważam, że się mylisz co do Severusa – poparła go Hermiona.
Harry skrzyżował ręce na piersi i spojrzał krzywo na przyjaciółkę.
- Wiem, że ostatnio życie cię nie rozpieszcza, ale dziwię się, że ktoś z takim mózgiem jak twój, może być tak ślepy, na to, co się dzieje wokół niego.
- Masz jakieś dowody na potwierdzenie swoich słów? – zapytał słodkim tonem Severus.
- Gdybyś tylko widziała, jak on na ciebie patrzy! Jak… jak… hipogryf na kawałek mięsa! – Harry nadal zwracał się do Hermiony. – Udaje miłego, ale gdy odwracasz wzrok, to zdejmuje maskę z twarzy. Sam widziałem, wąchał ukradkiem twoje włosy, udając, że cię słucha. Próbował cię objąć, a w nocy siedział i patrzył, jak śpisz. Przed chwilą kłamał ci w żywe oczy, że nie może bez ciebie żyć!
Severus poczuł lodowaty chłód, który przeszył mu kręgosłup. Potter widział stanowczo zbyt wiele i jeśli zdołałby nakłonić Hermionę do zajrzenia w jego umysł, to przekonałaby się, że mówi prawdę.
- Yhm – odchrząknął były mistrz eliksirów. – Myślę, że zaszła tu duża pomyłka. Twój przyjaciel chciał dobrze, ale z powodu uprzedzeń źle zinterpretował fakty – uśmiechnął się do współlokatorki. – Dwóch pierwszych zarzutów nie skomentuję, ponieważ są zbyt głupie, aby o tym w ogóle mówić. Przyznaję się jednak do tego, że patrzyłem, jak śpisz. Było to podyktowane tym, że dodałem nowy składnik do Eliksiru Słodkiego Snu. Miał sprawić, że będziesz miała dobre sny. Czasem się zdarza, że wywołuje koszmary, dlatego obserwowałem twoje reakcje, aby interweniować w razie potrzeby.
- Rzeczywiście miałam dobre sny – oznajmiła Hermiona.
Severus kiwnął w jej stronę głową, aby dać jej do zrozumienia, że jest zadowolony z efektu. Wprawdzie to miało związek z tym że jego kłamstwo nie wyszło na jaw, ale Potter nie musiał o tym wiedzieć.
- Nie wierzę w to – oznajmił chłopak. – Jak wytłumaczysz swoje zachowanie wobec Hermiony przed tym, zanim mnie zauważyłeś? – zaatakował.
- Nie wiem, czy jesteś świadomy, ale jeśli zechcemy mieć romans, to nie będziemy się ciebie pytać o zgodę – zakpił Snape. – Przypominam, że Hermiona jest dorosła i może wybrać sobie jakiegokolwiek mężczyznę.
- To moja wina – odezwała się nieoczekiwanie czarownica. – Nie powiedziałam ci czegoś i źle zinterpretowałeś jego słowa.
Harry wlepił w nią zaskoczone spojrzenie.
- Nie powiedziałam nikomu, że to ja ciebie uratowałam – Hermiona zerknęła na współlokatora. – Nawet Ron nie wie – dodała, przenosząc wzrok na przyjaciela.
- To jej zaklęcie utrzymało mnie przy życiu, po tym, co się stało we Wrzeszczącej Chacie – Severus wykrzywił wargi, gdy sobie przypomniał ból, jaki zadała mu Nagini. – To dzięki Hermionie znalazłem pracę. Pomagała mi i nadal pomaga w wielu sprawach. Chciałem jej podziękować, robiąc to… - ponownie chwycił dłoń dziewczyny, pochylił się nad nią i musnął ją leciutko wargami. – Dziękuję. Naprawdę uważam, że jesteś wspaniałą czarownicą.
Z powodu jego gestu i słów, Hermiona rozpromieniła się jeszcze bardziej niż poprzednio. Błyszczące oczy rzucały iskierki radości, policzki miała zaróżowione, a usta rozciągnęły się w szczerym uśmiechu. Severus pomyślał, że chciałby o wiele częściej widzieć u niej podobny wyraz twarzy.
- A mówił ci pan profesor, że za opiekę nad tobą dostaje pieniądze? – spytał mściwie Harry.
Snape zaklął bezgłośnie i przeniósł wzrok na chłopaka. Dawno nie widział u niego takiej mieszaniny odrazy i złości. Czasy, gdy był wdzięczny za pomoc w pokonaniu Voldemorta, minęły. Znowu zaczął odczuwać silną nienawiść w stosunku do byłego nauczyciela. Severus musiał mu przyznać, że miał powody.
- Nie… - wyszeptała zaskoczona Hermiona i popatrzyła w oczy współlokatora, szukając w nich potwierdzenia.
- To prawda – odparł i westchnął boleśnie.
Postanowił, że będzie mówił prawdę. Wyczytał w myślach chłopaka, że ten w razie potrzeby pójdzie na całość. Zrobi wszystko, aby odseparować przyjaciółkę od Snape’a.
- Nie powiedziałem ci, że Kingsley mi płaci, ponieważ uważał, że tak będzie lepiej – czarodziej trochę minął się z prawdą, ale wiedział, że zawsze może powiedzieć, że nie zrozumiał dokładnie polecenia Ministra Magii.
Hermiona zmrużyła oczy w wąskie szparki i wykrzywiła usta. Czekała.
- Miało to trwać do czasu, aż wyjdziesz z depresji. Sama wiesz, że z powodu twojej matki, ona może w każdej chwili wrócić – kontynuował Severus.
- Dlatego ci pomaga – odezwał się Harry, z trudem ukrywając radość z powodu reakcji przyjaciółki. – Wcale mu na tobie nie zależy. On tylko udaje, aby dostawać pieniądze. Gdy się wyleczysz, to dostanie piętnaście tysięcy galeonów.
- Mógłbyś przestać gadać, o tym, co myślę i jak postępuję!? Z tego, co wiem, to nie masz wglądu w mój umysł! – były mistrz eliksirów poczuł, że traci panowanie nad sobą.
- Hermiona ma prawo znać wszystkie fakty! – oznajmił Potter z pokrętnym uśmieszkiem.
- Dla twojej wiadomości… lubię Hermionę! – ryknął Severus. – Pomagałbym jej nawet bez tych pieniędzy!
- O, to świetnie się składa! – oświadczył auror, przyglądając się z uwagą swoim paznokciom. – Nic więcej nie dostaniesz…
- Co? Dlaczego?
- To ja ci płaciłem! – paskudny, złośliwy uśmiech pojawił się na ustach Harry’ego. – Wszystko było moim pomysłem. Namówiłem do tego Kingsleya, ponieważ wiedziałem, że ze mną nie będziesz chciał współpracować, nawet jeśli chodziło o dobro Hermiony.
- Nie wierzę… - jęknęła zaskoczona czarownica.
- Mogłem się domyślić, że to twoja sprawka! – Severus kipiał ze złości. – Zarówno mnie, jak i Hermionę wodziłeś za nos! Wielki pan Potter myśli, że ma prawo decydować o życiu swoich przyjaciół. Manipuluje nimi, a także ich otoczeniem. Może to ty zabiłeś kota, aby mieć pretekst do kontrolowania Hermiony!?
Harry sprawnym ruchem odebrał różdżkę trzymaną przez dziewczynę i wycelował ją w Snape’a. Były mistrz eliksirów, nie pozostał mu dłużny. Czarodzieje zaczęli mierzyć się na spojrzenia.
- Nie próbuj mnie wrobić w śmierć Krzywołapa! – zaprotestował gwałtownie Harry. – Jeśli mam być szczery, to myślę, że zmówiłeś się z Dundym, aby mieć alibi!
- Nie mam zwyczaju zabijać cudzych zwierząt domowych!
- Za to ludzi już tak!
- Bez mojej pomocy nie dałbyś rady pokonać Voldemorta! – wycedził Severus przez zęby.
- Bez pomocy Dumbledore’a! – sprostował Potter.
- Bez Hermiony też byś sobie nie poradził!
- Dlatego mam zamiar wyrzucić cię z jej domu! - zakomunikował Harry.
- To nie jest jej dom – prychnął Snape. – Ta głupia sąsiadka, zawiadomiła Iana, że w domu jego rodziców mieszka wampir. Przyjechał tutaj podczas nieobecności Hermiony i ucięliśmy sobie małą pogawędkę. Nie miał nic naprzeciwko, abym dalej tutaj mieszkał.
- Wynoś się! – głos Hermiony dotarł do uszu kłócących się czarodziejów.
- Ha! Mówiłem! – ucieszył się Harry.
Severus zaklął i zwróci twarz w stronę dziewczyny. Jej mina wyrażała wściekłość. Oczy rzucały błyskawice, klatka piersiowa szybko unosiła się i opadała, dłonie miała zaciśnięte w pięści.
- Mówiłam do ciebie, Harry – odezwała się ponownie.
- C… co!?
- Idź stąd… nie chcę cię więcej widzieć… powiedz Ginny, że nie będę jej druhną… - z trudem wypowiadała słowa.
- A co z nim!? – zawył Potter, wskazując palec na Severusa.
Usta Hermiony zmieniły się w cienką kreskę. Idealnie naśladowała Minerwę McGonagall.
- Pogadam z nim na osobności. Nie musisz znać szczegółów – oznajmiła chłodno, wręczając przyjacielowi pelerynę-niewidkę. – Z tobą i Ginny na razie nie mam ochoty rozmawiać…
- Wolisz jego niż nas!? – Harry był zszokowany i rozczarowany jednocześnie.
- To tylko i wyłącznie moja sprawa! – warknęła czarownica.
Auror chwycił mocno pelerynę i rzucił Snape’owi nienawistne spojrzenie.
- Ciekawe, jak długo będzie ci pomagał – rzucił gniewnie. – Sama się przekonasz, że tylko udaje – oświadczył, opuszczając pokój.
Severus obserwował, jak Hermiona odprowadza Pottera do kominka. Słysząc znajomy odgłos znikania przy pomocy proszku Fiuu, zrozumiał, że znowu to on był górą w walce o duszę dziewczyny. Na pewno będzie na niego zła, ale prędzej czy później jej przejdzie.
- Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć? – zapytała Hermiona, gdy weszła po schodach na górę i stanęła przed współlokatorem.
Z jej oczu dało się wyczytać smutek i rozczarowanie. Nie złość, odrazę czy wrogość, na co stawiał Severus. Przełknął głośno ślinę i starał się odpowiedzieć, ale coś go blokowało. Te oczy i wyraz twarzy sprawiały, że czuł się winny. Było to nieoczekiwane uczucie, które utrudniało mu myślenie.
- Hm – mruknął, aby zyskać na czasie. – Wtedy kiedy… ty zamierzałaś mi powiedzieć, że to nie twój dom – oświadczył. – Nie byłaś ze mną szczera – zauważył.
- Nie byłam – Hermiona niechętnie przytaknęła.
- Nie miałem pracy. Z czegoś musiałem płacić czynsz – Severus czuł mocną potrzebę wytłumaczenia się, nie mogąc znieść uczuć, które widniały na jej twarzy. – Przyznaj sama… słuchałabyś mnie, gdybyś o tym wiedziała? Depresja tak na ciebie wpłynęła, że wykorzystywałaś każdy argument, aby odsunąć od siebie każdego.
- To fakt… - westchnęła i oparła się plecami o ścianę. – Nigdy nie chciałeś ode mnie pieniędzy za eliksiry – zauważyła po chwili.
- I nadal nie chcę – odparł.
Na chwilę zapadła cisza. Hermiona wpatrywała się w jakiś odległy punkt, najprawdopodobniej myśląc o tym, co się wydarzyło. Severus miał ochotę zaszyć się w swoim pokoju, ale coś kazało mu stać w miejscu, mimo że czuł się wyjątkowo nieswojo.
- Będę ci pomagał – zapewnił ją szeptem. – Ty się zajmij matką. Przez te nasze badania rzadko do niej zaglądałaś. Ja w tym czasie sprawdzę swoje źródła.
- Jeśli ma to być czarna magia, to wolę, abyś nic nie robił – odparła dziwnie zmienionym głosem.
- Chcę tylko poszukać wskazówek…
- Nie! – wrzasnęła dziko. – Albus wiedział, że musisz się trzymać z dala od czarnej magii!
Wybuch Hermiony był tak gwałtowny, że Severus cofnął się o krok do tyłu. Zamrugał szybko powiekami, gdy zmierzył się z płomiennym wzrokiem czarownicy. Czaiło się w nim coś takiego, że poczuł, że nie ma co się z nią kłócić. Nie chciał się do tego przyznać, ale pierwszy raz w życiu przestraszył się swojej współlokatorki.
- Dobrze… nie będę…
- Trzymam cię za słowo – oznajmiła błyskawicznie, przywołując na swoją twarz lekki uśmiech. – Teraz czas wrócić do nauki pisania na klawiaturze.
Czarodziej posłusznie podążył za Hermioną do jej pokoju. Wiedział, że sytuacja z Potterem zakończyła się tak, jak sobie tego życzył, ale odczuwał jakiś nieokreślony niepokój. Po raz pierwszy od dawna nie był w stanie stwierdzić, o czym dziewczyna myśli i dlaczego podjęła taką, a nie inną decyzję. W jej oczach było coś zagadkowego i to go dręczyło. Spokój, który okazywała po takiej awanturze, był dziwny. Hermiona Granger przeszła wewnętrzną przemianę. Tylko Severus nie wiedział, jaką i dlaczego.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 67 – Prezent od Robardsa


Pan Granger starał się myśleć po francusku, a nie po angielsku. Wiedział, że powinien czuć wdzięczność do Severusa Snape’a, ale nie mógł się oprzeć wrażeniu, że ten mężczyzna emanuje jakąś złowrogą aurą. Wprawdzie zrobił wiele dla Hermiony i pod jej wpływem zacząć pomagać Jean, ale to nie zmieniło faktu, że jego wygląd i postawa nie zachęcały do nawiązania bliższej znajomości. To, że był czarodziejem, szpiegiem i mordercą, który potrafił czytać w myślach, przerażało pana Grangera. Z tego powodu trudno mu było zrozumieć córki, które nie miały najmniejszych problemów w kontaktach z tym człowiekiem. Ojciec Hermiony starał się zachować fason, ale w głębi siebie czuł niepewność pomieszaną z lękiem. Chciał wierzyć, że Snape się zmienił. Miał na to sporo dowodów, ale jakoś nie udawało mu się wyrzucić z duszy uprzedzeń. Chował je głęboko, na samym dnie i starał się o nich nie myśleć. Na wszelki wypadek nie patrzył zbyt długo w oczy czarodzieja. Nawet wtedy, gdy on, Severus i Hermiona wyruszyli do punktu krwiodawstwa, aby oddać krew do badań pod kątem zgodności tankowej. Gdyby jedno z nich pasowało do Jean, wtedy mogłaby otrzymać od tej osoby szpik kostny.
- No i po wszystkim. – Pan Granger uśmiechnął się do Suzanne, która dzielnie towarzyszyła im podczas wyprawy.
- To wcale nie bolało. – Hermiona poparła ojca. – Prawda, Severusie? – zwróciła się do współlokatora.
Snape tylko przytaknął i zajrzał pod opatrunek, który znajdował się w zgięciu jego prawej ręki, aby sprawdzić, czy przestał krwawić. Minę miał wielce zaciekawioną. Jakby krew była czymś, do czego przywykł, ale nie często oglądał własną.
Pan Granger wzdrygnął się na ten widok. Przed zabiegiem pielęgniarka uparła się, że czarodziej ma dać jej lewą rękę do ukłucia. Nie czekając na pozwolenie, podciągnęła mu rękaw koszuli w górę. Severus warknął wtedy na kobietę i szybko wyrwał kończynę. Nie zrobił tego wystarczająco szybko, aby ojciec Hermiony nie dostrzegł blizn na jego przedramieniu. Wiedział, czym jest Mroczny Znak i wstrząsnęło nim, gdy uświadomił sobie, że to jego pozostałość. Słyszał wystarczająco wiele od córki, aby porównać ją do swastyki Hitlera. Zarówno on, jak i Voldemort mieli podobne cele: zabić tych, których uważali za nie godnych, by istnieć.
- Jedziemy do domku? – pytanie Suzanne sprowadziło pana Grangera z powrotem na ziemię.
- Tak, za chwilę – szybko odrzekł. – Jedziecie z nami czy musicie… coś załatwić? – zwrócił się do Hermiony, która zrozumiała, o co chodzi.
Dziewczyna popatrzyła w czarne oczy Severusa, szukając tam odpowiedzi. Jej ojca niepokoił fakt, jak bardzo ta dwójka rozumiała się bez słów. Nie chciał myśleć o tym, że mają się ku sobie, ale nieprzyjemne wizje ostatnio same wdzierały się do jego głowy.
- Zostajemy – oświadczyła czarownica po chwili.
Podeszła do Suzanne i pożegnała się z nią, całując ją czule w czoło.
- Do zobaczenia, maleńka – powiedziała.
Pan Granger tylko skinął głową. Wiedział, że jako istoty obdarzone nadprzyrodzoną mocą, Hermiona i Severus użyją teleportacji, która jest o wiele szybsza niż jazda samochodem.
- Pa, Sev! – wykrzyknęła dziewczynka.
Czarodziej odparł „do zobaczenia” i machnął do niej nieznacznie ręką. Następnie powiedział coś do Hermiony szeptem i obydwoje oddalili się szybkim krokiem. Po chwili zniknęli w tłumie ludzi, którzy wchodzili i wychodzili z centrum krwiodawstwa.

***

Harry specjalnie wziął urlop we wrześniu, czyli wtedy, kiedy Ginny miała wolne. Chciał spędzić z nią jak najwięcej czasu. Szybko przekonał się, że był to błąd. Dzień spędzał na słuchaniu jęków na temat Hermiony lub kolejnych propozycji, które jego narzeczona wymarzyła sobie w dniu ich ślubu. To wszystko, połączone z niepowodzeniem w śledztwie dotyczącym Krzywołapa i Rona, dobijało chłopaka. Stał się markotny i nie miał chęci, aby po raz setny analizować poszlaki, których była tak niewiele oraz zastanawiać się nad podejrzanymi, których było aż nadto. W przypływie rozpaczy zrezygnował, dochodząc do wniosku, że i tak niczego nowego nie wymyśli. Te dwie sprawy utknęły w martwym punkcie i zdawało się, że tylko cud ruszy je z miejsca.
- A ty gdzie idziesz? – Ginny dopadła narzeczonego na schodach.
- Do Hermiony – odpowiedział zgodnie z prawdą.
- Co to za pergaminy? To dla niej? – drążyła czarownica.
- Tak – chłopak westchnął niecierpliwie.
Sam nie wiedział, kiedy jego narzeczona stała się taka narwana. Owszem, wcześniej też jej się zdarzało najpierw robić, a potem myśleć, ale nie było to tak denerwujące, jak teraz. Nie mogła trzymać języka za zębami. Musiała wypaplać Hermionie, że Ron ma być starszym drużbą. Z tego powodu był zły na Ginny. Wiedział, że to wyjdzie na jaw, ale chciał to rozwiązać w sposób o wiele bardziej delikatny. Miał plan, aby powoli działać. Zacząć od skąpych informacji, które przygotowałyby Hermionę na to, co ją czeka. Wybadałby, co ona ma do powiedzenia o tym, że Ron ma się pojawić na ślubie. Harry zacząłby ją przekonywać, że miło by im było, gdyby zechciała zakopać topór wojenny na jakiś czas. Delikatnie zasugerowałby, aby spotkała się z byłym narzeczonym. Może za którymś razem Hermiona by się zgodziła.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie – zauważyła Ginny. – Co to jest? – dopytywała natarczywie.
- Sprawozdania z procesów czarownic i czarodziejów, którzy eksperymentowali na mugolach – wyjaśnił Harry. – Dostałem je od Robardsa.
- Twojego szefa…? – Oczy rudowłosej dziewczyny rozszerzyły się ze zdumienia. – To on wie o mamie Hermiony?
- Wie. Jak to określił: mam swoje źródła. Przekazał mi je, ponieważ wie, że ona mogłaby je spalić, nie patrząc wcześniej, co jest w środku. Tak robi z jego listami.
- Nie dziwię się jej – padła kąśliwa uwaga.
- Co nie zmienia faktu, że Gawain chce pomóc.
- No dobrze – powiedziała Ginny. – Zanieś jej to i przy okazji namów, aby była moją starszą druhną.
- A ty znowu zaczynasz…
- Tak, zaczynam!
Harry zmierzył wzrokiem Ginny i zrozumiał, że niczego nie ugra. Ktoś mu kiedyś powiedział, że przed ślubem warto przyjrzeć się matce swojej narzeczonej, aby zobaczyć, jaka będzie w przyszłości. Wychodziło na to, że czeka go życie z drugą Molly Weasley. Po tym, jak uświadomił sobie ten fakt, chłopak westchnął boleśnie i udał się do kominka w kuchni.
***

 Gdy obraz w salonie przemówił, Hermiona od razu domyśliła się, o co chodzi Harry’emu. Miała wszelkie powody, aby podejrzewać, że chce ponownie przeprosić za Ginny. Przez moment nawet miała ochotę odmówić mu wejścia do domu, ale uznała, że bez wysłuchania go, byłoby to dużą przesadą. Uważała, że rodzice dobrze ją wychowali i należało to okazać.
Jak bardzo jej decyzja okazała się trafiona, dowiedziała się po chwili. Harry od razu podał jej podarunek od Gawaina. Nawet nie ukrywał specjalnie faktu, że zależało mu, aby ją udobruchać. Hermiona nie mogła udawać obojętnej, nawet gdyby chciała. Informacje zawarte w pergaminach, które otrzymała były więcej niż obiecujące. Była przekonana, że znajdzie w nich odpowiedź na dręczące ją pytania. Z tego powodu przymknęła oko na źródło, z którego pochodzą.
- Mówisz, że to ci się przyda? – zagadał Harry, gdy Hermiona przeglądała zwoje.
- Na pewno – przytaknęła z uśmiechem na ustach. – Jak tylko Severus wróci z pracy, to weźmiemy się za ich czytanie.
- On się zamienia w gościa o hiszpańskiej urodzie? – Auror był dobrze poinformowany.
- Tak. Podbiera włosy naszemu sąsiadowi.
- Gdy go zobaczyłem, to od razu wiedziałem, że to on. Ta powiewająca, długa peleryna jest bardzo charakterystyczna. Tak samo, jak grymas złości na mój widok – Harry zachichotał.
- Niedługo przestanie tak reagować – oznajmiła Hermiona. – On się bardzo zmienił zarówno psychicznie, jak i fizycznie. W domu nosi mugolskie ubrania. Żebyś widział, jak świetnie wygląda w zielonej albo szarej koszuli…
Zamilkła, gdy zobaczyła niedowierzanie w oczach przyjaciela. Zdenerwowało ją to. Harry był kolejną osobą, która jej nie wierzyła. Wszyscy traktowali ją, jakby mówiła o UFO, albo czymś równie niedorzecznym. Tak trudno było im przyjąć do wiadomości, że Severus złagodniał i zaczynał pasować do społeczeństwa?
- Ekhm – odchrząknął Harry. – Ginny mówiła, że on bardzo ci pomaga.
- To prawda! – rzekła Hermiona z entuzjazmem. – Gdyby nie on, to padłabym z przemęczenia. Tyle dla mnie robi… aż ciężko w to uwierzyć. – Zerknęła znacząco na przyjaciela. – Nie dość, że ma sporo własnej pracy, to jeszcze mi gotuje posiłki oraz czyta księgi, w których zaznacza wszystko, co może być przydatne. Zaakceptował mnie, mówi mi po imieniu i nawet zgodził się sprawdzić, czy może być dawcą szpiku dla mojej matki. Sama nie uwierzyłabym, że jest takim cudownym człowiekiem, ale od lipca pokazuje, co się kryje pod jego maską. – Czarownica otwarcie zachwycała się współlokatorem, ignorując szok wypisany na twarzy Harry’ego. – Myślę, że przy odrobinie cierpliwości i zachęty z mojej strony, Severus zacznie podchodzić do ciebie bez złości. On musi po prostu przerobić traumę z dzieciństwa. Sam wiesz, że twój ojciec, Syriusz i Lupin, nie byli wobec niego w porządku. Dodając do tego okropne dzieciństwo i zawód miłosny to nic dziwnego, że stał się taki, jaki jest.
- To były szczeniackie wygłupy! – jęknął Harry.
- Chcesz czy nie, to te „szczeniackie wygłupy” sprawiły, że życie Severusa zamieniło się w koszmar – oznajmiła ostro Hermiona. – Był przez nich prześladowany i to jest niezaprzeczalny fakt.
- Ja nie przeczę, że to było nie w porządku, ale on…
- … musiał się bronić! – czarownica przerwała przyjacielowi. – Gdyby nie to, że przez całe życie ktoś się nad nim znęcał, to byłby wspaniałym człowiekiem. Co ja mówię… Tak naprawdę to jest wspaniałym człowiekiem. Oczytanym, inteligentnym i umiejącym się poświęcić dla innych. Zabłądził, ale sam wiesz, że zapłacił za swoje błędy.
- Nie będę się z tobą spierał – oznajmił Harry, mrużąc oczy i robiąc minę wyrażającą niezadowolenie. – Widzę, że Liga Obrony Snape’a zrobi wszystko, aby go wybielić.
- Tak samo, jak Liga Obrony Rona! – Hermiona wycelowała oskarżycielsko palec w aurora. – Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć, że on będzie starszym drużbą? – zapytała z wyrzutem.
- Ginny się trochę pośpieszyła – warknął chłopak. – Chciałem to inaczej załatwić. Zamierzałem spytać, co o tym sądzisz… sprawdzić, czy sobie życzysz… miałem się upewnić, czy będziesz w stanie przebywać w jego towarzystwie tylko przez jeden dzień… Ona wszystko zepsuła! – burknął.
- W takim razie wiedz, że moje stanowisko w tej sprawie jest jasne. Albo on, albo ja. Jeśli będzie na weselu, to mnie zobaczycie tylko na ślubie – oznajmiła Hermiona ze złością. – Nie przyjdę, ponieważ nie mam zamiaru patrzeć na jego gębę.
- A jeśli będzie tylko na ślubie?
- Wtedy zostanę na weselu.
Harry milczał. Zmarszczone czoło świadczyło, że myśli intensywnie nad słowami przyjaciółki.
- Nie odpuścisz nawet na jeden dzień? – zadał pytanie po dłuższej chwili.
- Nie.
Auror spojrzał na nią, a w jego oczach widać było błaganie. Hermiona poczuła, że robi się jej głupio. Tyle lat przyjaźni zaczynało wisieć na włosku z powodu Rona. Severus miał rację, że nie powinna pokazywać wiadomości od Thierry’ego. Lepiej dla niej byłoby udawać, że nic się nie stało.
- Nie sądziłem, że potrafisz być aż tak okrutna – wychrypiał Harry, dziwnie zmienionym głosem. – Razem z Ginny prosimy o jeden dzień. Możemy was obydwoje odsunąć od przygotowań, tylko po to, aby zobaczyć was podczas ślubu i wesela.
- Myślicie tylko o sobie… - powiedziała Hermiona niezbyt pewnym tonem.
- A ty nie myślisz o sobie? – zapytał auror rozdrażnionym tonem. – Powiem ci coś szczerze… Wierzę, że Snape się zmienił. Szkoda tylko, że to działa w ten sposób, że on zabiera to, co w tobie najlepsze i oddaje ci to, co najgorsze – dodał ze złością, pomieszaną z rozczarowaniem.
- Gadasz głupoty! – fuknęła czarownica obrażonym tonem. – Ten ślub rzucił się na mózg zarówno tobie, jak i Ginny!
- Pomyśl nad tym, co powiedziałem – poprosił Harry. – Jeśli zmienisz zdanie, to odwiedź nas na Grimmauld Place. Masz czas do końca miesiąca. – Wycofał się w stronę kominka.
- Nie mam czasu na takie pierdoły – wycedziła Hermiona przez zaciśnięte zęby, patrząc, jak chłopak znika w szmaragdowych płomieniach. – Muszę znaleźć lek na białaczkę i na tym zamierzam się teraz skupić!

***

Severus z przyjemnością patrzył na śmiejącą się Hermionę. Właśnie zdradził jej, że nazywa Gawaina Robardsa „Gumochłonem” i to niesamowicie ubawiło dziewczynę.
- Nie przestaniesz, mimo że dał mi te pergaminy? – zapytała z figlarnym błyskiem w oku, gdy się uspokoiła na tyle, aby mówić.
- Oczywiście, że nie – zakomunikował, patrząc na szeroki uśmiech, który zdobił jej twarz. – Nadal na to nie zasłużył. Musi się bardziej postarać.
Siedzieli obok siebie na łóżku w jej pokoju. Byli na tyle blisko, że trudno było wcisnąć między nich coś grubszego niż rolkę pergaminu, ale na tyle daleko, że nie mieli kontaktu fizycznego. Severus specjalnie wybrał tę pozycję. Wiedział, że dotyk musi wyjść z inicjatywy Hermiony. Na razie ograniczał się do lekkiego poklepywania jej po ramieniu, gdy ją pocieszał i podania jej przedramienia, gdy razem się teleportowali.
- Tak czy siak, będę zmuszona mu podziękować. – Dziewczyna się zasępiła. – Te wszystkie zwoje rzuciły światło na nasze badania.
- Pozwalam ci nie odzywać się do niego – rzekł Snape beztroski tonem.
- Jeszcze chwila i przez ciebie będę łamać podstawowe zasady dobrego wychowania – żartobliwie oskarżyła go Hermiona. – Namawiasz mnie do złego…
- Nawet nie wiesz jak często – pomyślał czarodziej z satysfakcją.
Wszystko układało się według jego planu. Współlokatorka poinformowała go o wizycie Pottera i ich kłótni o Rona. Serce Severusa podskoczyło z radości, gdy dowiedział się, że nie ugięła się pod wyrzutami przyjaciela. Z tego powodu dobry humor nie opuszczał go od kilku godzin. Dodatkowo potęgowała go przyjemność, która płynęła z czytania sprawozdań. Uwielbiał takie rzeczy. Wpływ czarnomagicznych zaklęć i eliksirów na organizmy to było jego hobby. Musiał tylko uważać, aby się z tym nie afiszować przy Hermionie. Ona była zdecydowanie zniesmaczona i przerażona tym, co znalazła. Wszelkie przejawy złej magii automatycznie odrzucała. Severus robił to samo, ale w duszy planował ukradkowe zrobienie kopii i powrót do nich, gdy dziewczyna nie będzie widziała.
- Myślę, że czas podsumować to, co wiemy – oznajmiła z powagą, gdy przeglądała swoje ostatnie notatki.
- Zamieniam się w słuch – powiedział czarodziej i pochylił się lekko w jej stronę.
Była tak blisko, że mógł zrobić nieznaczny ruch ręką, aby chwycić jej podbródek, a następnie pocałować namiętnie. Severus zdawał sobie sprawę, że tysiąc razy bardziej wolałby rzucić Hermionę na łóżko i wykorzystać do spełnienia pragnień, które niestety powróciły, niż słuchać o tym, o czym doskonale wiedział. Tylko że na razie coś takiego nie wchodziło w grę. Było na to stanowczo za wcześnie.
- Zacznijmy od wczesnego średniowiecza. Przed ustaleniem Międzynarodowego Kodeksu Tajności, magia przenikała do życia normalnych ludzi. Mugolaki były powszechnie szanowane i pożądane w szkołach, ponieważ panowała opinia, że są bardziej uzdolnieni i wszechstronni. – Severus słuchał tylko jednym uchem. Przełożył swoją prawą rękę za siebie i umieścił ją na łóżku, za plecami dziewczyny. Gdyby przechyliła się do tyłu, to oparłaby się na niej. – Czarodzieje chętnie dzielili się lub sprzedawali mugolom eliksiry albo używali czarów. Efekty były sprawdzane na bieżąco, dlatego rzadko zdarzały się pomyłki, które doprowadzały do śmierci lub trwałego kalectwa. W czasie najintensywniejszych polowań na czarownice w połowie XV wieku, kontakty mugoli z czarodziejami uległy osłabieniu, a w roku 1692 zostały zupełnie zerwane… - Hermiona odwróciła pergamin na drugą stronę. Nie zauważyła, że Snape przymknął oczy i delektował się jej bliskością. - Przez długie lata czarodzieje żenili się tylko między sobą. To doprowadziło, że do głosu doszły przekonania o czystości krwi. Społeczność czarodziejów potrzebowała dziesięcioleci, aby ponownie zacząć uznawać małżeństwa mieszane. To jednak nie zmieniło podejścia do leczenia mugoli. Nadal większość osób magicznych była przekonana, że podawanie im eliksirów albo używanie na nich czarów jest jawnym pogwałceniem kodeksu tajności. W czasie Pierwszej Wojny Światowej, minister magii - Archer Evermonde, oficjalnie zabronił pomagać mugolom. Gdy przepisy zostały złagodzone, było już za późno. Druga Wojna Światowa okazała się klęską dla uzdrowicieli. Zamiast pomagać rannym, dobijali ich. Wtedy powstało powiedzenie, że na mugola nie warto marnować eliksiru. Uznano, że większość jest dla nich trująca, a czary niszczą im mózgi. Nikt nie prowadził badań, który mogłyby wykazać, gdzie jest granica. Wszelkie eksperymenty uznano za nieetyczne… – Hermiona zakończyła ze smutkiem w głosie.
- Dobrze, że nie wszyscy stosowali się do zakazów – oznajmił Severus, odsuwając się od niej nieznacznie, aby nie pomyślała sobie czegoś szkodliwego dla jego planu. – Dzięki temu wiemy, że wiele sprowadza się do ilości magii we krwi.
- Nie ma szansy, aby nie zanikła przez wieki izolacji. Organizmy mugoli się zmieniały…
- … a eliksiry były przez lata udoskonalane poprzez dodawanie nowych składników i odejście starych, jednocześnie wymyślano nowe zaklęcia.
- Podróże na inne kontynenty, niewolnictwo, kolonie, a potem powstanie międzynarodowych społeczeństw – Hermiona ciągnęła wątek. – Mugole są o wiele bardziej zróżnicowani niż czarodzieje. Możemy zauważyć, że przez ideę czystej krwi, wiele magicznych rodzin trapi problem chowu wsobnego.
- Raporty z procesów nie pozostawiają złudzeń. Czary sprawiają, że mugole stają się pustymi skorupami. Oni nie mogą być poddawani takiemu samemu leczeniu jak czarodzieje. Zrobiłem dla twojej matki co najmniej dwadzieścia eliksirów. Żaden na nią nie zadziałał. Myślę, że możesz spróbować użyć na niej niektórych czarów z książki Munga, ale musisz bardzo uważać, aby nie przesadzić. Wiesz, że zaklęcia mają różne stopnie mocy i zbyt wiele, sprawi to, co u ofiar Zygfryda Wilbure’a.
- Wiem… – mruknęła dziewczyna z zawodem w głosie. – Severusie… myślisz, że znajdę dla niej lekarstwo? – zapytała szeptem, wpatrując się z nadzieją w jego czarne oczy.
Czarodziej szybko zaczął analizować, co jej odpowiedzieć. Nie było wiele możliwości. Właściwie cała nadzieja była w czarnej magii, a ona na pewno nie zgodziłaby się na coś takiego.
- Nie trać nadziei – powiedział dyplomatycznie. – Mówiłaś, że nie skończyła jeszcze tej… chemioterapii. Oddaliśmy krew do badań. Zacznij się martwić, gdy mugolskie sposoby zawiodą — dodał miękko, patrząc z góry na jej twarz.
- Gdybym tylko mogła przeprowadzić badania…
- Możesz. Podczas wizyt u matki czaruj ukradkiem.
- To będzie jawne pogwałcenie prawa – Hermiona zrobiła grymas niezadowolenia.
Severus poczuł, że ma ochotę przewrócić oczami, ale nie zrobił tego. Odsunął od siebie także pragnienie, aby wygarnąć współlokatorce, co o niej myśli. Jak na osobę, która przez lata czynnie stawiała opór siłom Voldemorta, Hermiona potrafiła być naprawdę irytująca, z tym swoim silnym przywiązaniem do zasad.
- Masz wybór: albo ukradkiem czarujesz, albo bawimy się czarną magią – Snape zakomunikował sucho, wstając i przechadzając się w stronę biurka.
- O nie, żadnej czarnej magii! – pisnęła przerażona i ukryła twarz w dłoniach.
- Czyli problem rozwiązany – zawyrokował czarodziej z delikatnym uśmiechem.
Zwrócił twarz w stronę monitora i przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Gdyby umiał korzystać z komputera, to miałby prawie nieograniczony dostęp do mugolskich informacji. Wtedy sprawdziłby, gdzie są leczone osoby z białaczką. Nie chciał kręcić się w pobliżu matki Hermiony, gdy będzie przeprowadzał „nieetyczne” eksperymenty na mugolach. Jej córka mogła przecież domyślić się czegoś, a to nie było mu na rękę.
- Nauczysz mnie jak posługiwać się komputerem?
Czarownica drgnęła i powoli przeniosła zaskoczony wzrok na Severusa.
- Jeśli chcesz, to cię nauczę. Ale nie dzisiaj. – Wskazała głową zegarek, stojący na jednej z półek. – Jutro po pracy mogę się tym zająć.
Severus nie miał zamiaru protestować. Jeden dzień nie robił mu większej różnicy. Wszystkie badania, które pragnął przeprowadzić, były przejawem jego mrocznych zainteresowań oraz chęcią wyżycia się na innych. Udawanie zaczynało go powoli męczyć i miał zamiar odreagować, gdy Hermiona będzie nieobecna.
- W takim razie, jesteśmy umówieni – rzekł z widocznym zadowoleniem i ruszył do swojego pokoju, aby przynieść współlokatorce jej codzienną dawkę Eliksiru Słodkiego Snu.