Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rita Skeeter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rita Skeeter. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 kwietnia 2019

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 82 – Magia telewizji





- Czarownice i czarodzieje! Chłopcy i dziewczęta! Witam was w „Kociołku Towarzyskim”! - Rita Skeeter wkroczyła do studia nagraniowego, szczerząc zęby do fanek i nielicznych fanów. Nie było tajemnicą, że była o wiele bardziej popularna wśród żeńskiej części magicznej społeczności. To głównie od nich dostawała listy i to one pojawiały się na spotkaniach. Tym razem było podobnie. Rita domyśliła się, że kilku dodatkowych mężczyzn przyszło na nagranie nie dlatego, że byli zainteresowani treściami, a raczej chcieli być częścią rewolucji, która właśnie dokonywała się na ich oczach.
Technika pożyczona od mugoli powoli wchodziła do świadomości czarownic i czarodziejów. Rita musiała spędzić wiele miesięcy na szantażowaniu, błaganiu, obiecywaniu i proszeniu, dzięki któremu dostała zgodę na utworzenie magicznego kanału w telewizji. Następnie tak długo bombardowała wszystkich swoimi tekstami, w których mocno podkreślała, że udało im się zaakceptować radio oraz pociąg, które przecież były mugolskimi wynalazkami, że zakupili odpowiedni sprzęt (w nowo otwartym punkcie na ulicy Pokątnej, którym cichym właścicielem była pisarka). Czarownic aż tak mocno nie trzeba było przekonywać, ponieważ one łatwiej podchwytywały pomysły swojej ulubionej autorki felietonów i plotkarskich artykułów. Czarodzieje, zwłaszcza ci tradycyjni, mieli o wiele większe opory przed nowościami.
- Właśnie dzisiaj zaczyna się rewolucja! Nasze społeczeństwo wkracza w nową erę! – Kontynuowała niezrażenie Rita pomimo pozornej obojętności tłumu. Miała świadomość, że nawet jej najbardziej oddane fanki potrzebują chwili, aby się rozruszać. Jak na razie większość była onieśmielona i zerkała z obawą na otaczające ich sprzęty do nagrywania oraz oświetlenia. – Zaprosiłam dla was naprawdę wyjątkowych gości. Jako pierwsza przyjdzie do nas czarownica, którą znają wszyscy! Proszę o mocne brawa! Przed wami… Hermiona Granger! – Prowadząca machnęła różdżką w stronę kotary, która rozsunęła się, ukazując młodą kobietę z krótkimi włosami.
Rita miała świadomość, że nikt oprócz Thierry’ego Boucharda nie chciał zgodzić się na wywiad przed kamerami, przez co była zmuszona użyć swoich „argumentów”, ale publiczność nie musiała o tym wiedzieć. Sława i pieniądze nigdy nie przychodziły łatwo, dlatego dziennikarka wiedziała co to ciężka praca. Nie po to budowała latami swoją pozycję oraz szukała haków na każdego, aby tego nie wykorzystać. Przedstawiciele świata czarodziejów wyraźnie dali Ricie do zrozumienia, że jeśli dwa pierwsze odcinki nie odniosą sukcesu, to dziennikarka może tylko pomarzyć o dalszym rozbudowywaniu magicznej telewizji. Ryzyko było zbyt wysokie i nie zamierzali tego ciągnąć bez zdecydowanego entuzjazmu społeczeństwa. Z tego powodu Rita postanowiła zaprosić najbardziej znane i kontrowersyjne postacie, a następnie zmusić je do gadania.
- Nie będę owijać w bawełnę, dlatego od razu pytam… Kogo z tej czwórki lubisz najbardziej: Thierry'ego Boucharda, Rona Weasleya, Severusa Snape’a czy Gawaina Robardsa? – Dziennikarka uśmiechnęła się promiennie do rozmówczyni. – Z tego, co wiem, to z każdym byłaś lub jesteś w jakiś sposób związana. Wszyscy jesteśmy ciekawi, kto jest najbliższy twojemu sercu.
Tłum siedzący na widowni wstrzymał oddech, czekając na odpowiedź. Hermiona zmieszała się lekko, ale po chwili przywołała na twarz maskę obojętności.
- Nie ukrywam, że najmniejszy kontakt mam z Ronem – odparła sucho. – Z pozostałymi moje relacje są dobre i nic nie wskazuje na to, aby wyszły poza standardowo koleżeńskie tudzież przyjacielskie – po wyznaniu zacisnęła usta niczym Minerwa McGonagall.
- Tak się jej tylko zdaje – Rita puściła oczko do widowni, a ta zaczęła przejawiać większe ożywienie – ale my wiemy, że coś jej na rzeczy…
- Nie prawda – oznajmiła Hermiona z godnością i uniosła nos w stronę sufitu.
- Każdy wie, że z ciebie jest niezłe ziółko. Zmieniasz facetów jak rękawiczki – zauważyła dziennikarka, przez co zebrani zaczęli cicho chichotać. - Nie przejmuj się, tak się tylko z tobą droczymy – Rita poklepała dłoń rozmówczyni, która wyglądała, jakby chciała ją zabić wzrokiem. – Porozmawiajmy o faktach. Kiedy masz zamiar rzucić Obliviate na Thierry’ego i czy on o tym wie?
- Nie sądzę, aby to było konieczne…
- Jak to nie? – Dziennikarka udała oburzenie. – Z tego, co wiem, nie doszło do ślubu. Przypominam, że jest mugolem, a ty wyjawiłaś mu, że jesteś czarownicą. To jawne pogwałcenie Międzynarodowego Kodeksu Tajności Czarodziejów. Mimo wszystko… - Rita zrobiła znaczącą pauzę, jednocześnie z zadowoleniem przyjmując reakcję widowni, która dała się podpuścić i okazywała coraz większe zaangażowanie. – Myślę, że nie będziemy się czepiać bohaterki wojennej. Rozumiemy, że zrobiła to w zaślepieniu, zwanym miłością. Odpuśćmy jej.
- Nie tylko ja jedna powiedziałam narzeczonemu przed ślubem, że jestem czarownicą – broniła się Hermiona. – Ministerstwo uznaje to za wyjątki…
- Co nie zmienia faktu, że nie jesteście ze sobą, dlatego powinnaś mu wyczyścić pamięć! – przerwała jej Rita.
- Możesz nie mieć aktualnych informacji! – warknęła młodsza z czarownic, czym sprawiła, że tłum fanek dziennikarki zaczął pomrukiwać coś o niewychowanych dziewuszyskach.
- Oj, kręcisz dziewczyno! – prowadząca zawołała ze złośliwością wypisaną na twarzy. – Najpierw twierdziłaś, że tylko go lubisz, a teraz mówisz, że łączy was miłość…
- Ej, to jawna nadinterpretacja! – zirytowała się Hermiona.
- W takim razie może spytamy twojego kochasia, jaka jest prawda? – Rita uśmiechnęła się do niej jadowicie. – Panie i panowie! Przed wami autor cudownych książek o pannie White… Thierry Bouchard!
Od razu było widać, że Kanadyjczyk przyszedł do studia nagraniowego z zupełnie innym nastawieniem niż jego być-może-przyszła żona. Wyskoczył zza kotary, nie czekając na odsłonięcie jej i zaczął teatralnie kłaniać się przed publicznością. Niektóre starsze czarownice o mało nie zemdlały z podniecenia, gdy podbiegł do kilku w pierwszym rzędzie i złożył na ich dłoniach pocałunki. Reszcie pomachał entuzjastycznie podczas wchodzenia na scenę.
- Ho, ho, ale z pana dżentelmen! – zawołała Rita, gdy przyszła kolej na powitanie z nią.
- Trzeba się czymś wyróżniać w dzisiejszym świcie… - białe zęby Thierry’ego błyszczały w świetle reflektorów.
- Jesteś szczery – zauważyła dziennikarka z wyraźnym zadowoleniem, gdy usadowiła się z powrotem w fotelu. – Powiedz mi… bo panna Granger nabrała wody w usta… jesteście razem czy nie?
- Oczywiście, że jesteśmy razem! – mężczyzna pokraśniał z dumy i złapał młodszą czarownicę za rękę. – Hermiona wstydzi się tego, że nie wyszło nam za pierwszym razem, ale zapewniam, że przy następnym podejściu nie dam jej uciec sprzed ołtarza!
Widownia coraz śmielej sobie poczynała. Niektórzy na słowa Thierry’ego otwarcie zaczęli się śmiać, inni klaskać, a jeden z czarodziejów włożył palce do ust i zagwizdał, za co dostał od żony parasolką po głowie.
- Teraz czas na pytania: jak się czujesz z magią i co o niej myślisz? Tak szczerze, to obstawiałam, że prędzej zostaniesz księdzem, niż przejdziesz nad naturą Hermiony do porządku dziennego – oznajmiła prowadząca, co wywołało śmielszy niż dotychczas aplauz na widowni.
- Magia jest zajebista, bardzo żałuję, że jej nie mam – wyznał Kanadyjczyk i udał, że łka z żalu, jednocześnie zerkając na rozbawionych czarodziejów i czarownice. – Będę musiał się jakoś pogodzić z tym okropnym defektem matki natury.
- Myślisz, że to coś niezwykłego czy raczej przerażające?
- Przerażające? Kobieto! To jest bardziej zajebiste niż podróż po USA z hippisami w ich starej furgonetce i jaranie zielska dwadzieścia cztery godziny na dobę!
Tłum przestał się hamować i zawył z radości w reakcji na odpowiedź. Hermiona zakryła twarz dłońmi, nie mogąc zdzierżyć tego, co się działo. Rita była wniebowzięta: to był ledwo początek, a wszystko jej mówiło, że osiągnęła sukces, który nawet jej się nie śnił. Owszem, wiedziała, że będzie dobrze, ale nie podejrzewała, że aż tak. Instynkt podpowiadał jej, że miała przed sobą nową gwiazdę czarodziejskiego świata. Zamierzała wykorzystać Thierry’ego do swoich celów, ale dopiero po nagraniu.
- Byłeś u spowiedzi po tym, jak Hermiona powiedziała ci o magii? – rzuciła niespodziewanym pytaniem w jego kierunku. – Wiem, że mugole traktują ją jako najgorszy grzech, a ty przecież należysz do kościoła…
- Daj spokój, średniowiecze minęło – odparł Thierry bez najmniejszego zająknięcia. – Księża się mylą, a ja nie jestem jak krowa: tylko one nie zmieniają poglądów.
- Ha, ha, ha – zaśmiała się Rita razem ze swoimi fanami. – Dobrze powiedziane!
Thierry wypiął pierś z dumy i popatrzył na nią roziskrzonym wzrokiem. Potrafił się dobrze wypromować i miał doświadczenie z mediami. Na dodatek był przystojny, co nie umknęło uwadze czarownic, które były gotowe przymknąć oko na to, że jest mugolem.
- A teraz wróćmy do Hermiony… - Dziennikarka zwróciła twarz w stronę młodej kobiety. - Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość z Severusem Snape’em?
 - Nadal zamierzam mu pomagać w przystosowaniu się do świata. Zrobił ogromne postępy i nie jest już taki jak kiedyś, mimo że ciągle doznaje ostracyzmu ze strony społeczeństwa – popatrzyła potępiająco w stronę tłumu.
- Jeśli on się zmienił, to ja jestem trytonem! – krzyknął jakiś czarodziej, który nie musiał się obawiać żony, ponieważ jej nie miał.
Pomruk widowni wyraźnie świadczył, że popiera jego słowa. Niektórzy zaczęli cicho buczeć. Hermiona skrzywiła się, jakby wypiła Szkiele-Wzro i już miała wygłosić długą mowę na temat współżycia społecznego, gdy Rita zainterweniowała:
- Chodziło mi o wasze intymne relacje. Przecież dwoje ludzi odmiennej płci nie mieszka ze sobą ot tak sobie. Już dawniej pokazałaś, że masz ciągoty do starszych i bardziej doświadczonych mężczyzn. Trójkąt z Thierrym i Severusem to chyba zbyt postępowe jak na ciebie, co? – uśmiechnęła się, ukazując swoje złote zęby.
- Ja bym był za – oznajmił Thierry, czym wzbudził kolejną falę wesołości.
Hermiona spiorunowała go wzrokiem i mruknęła coś niewyraźnie. Rita postanowiła wypić wywar póki gorący.
- Zrobiło się bardzo intymnie – stwierdziła i uśmiechnęła się od ucha do ucha. – Taki związek… no, no, no… Panie Bouchard, zaskakujesz nas wszystkich!
- Jestem za wolną miłością – Thierry nie zwracał uwagi na załamaną Hermionę – każdy na nią zasługuje, a Severus Snape jest… fascynujący – wyznał.
Widownia podzieliła się: jedni buczeli, inni piszczeli z zachwytu. Rita zrozumiała, że takie sprawy są jak na razie zbyt postępowe dla niektórej części społeczeństwa. Stwierdziła, że musi zmienić temat.
- Skoro o Severusie mowa, to zobaczmy, co on sam ma nam do powiedzenia. Czarownice i czarodzieje, przed wami tajemniczy i mroczny mężczyzna, którego zna każdy w naszym świecie! – oznajmiła, jednocześnie odsłaniając kotarę.
Tłum siedzący przed sceną poruszył się niespokojnie. Nie słychać było braw, które towarzyszyły pojawieniu się Hermiony czy Thierry’ego. Zapanowała mroczna atmosfera i wielu mogłoby przysiąc, że wraz z pojawieniem się Severusa na sali zrobiło się zimniej. Trzymana przez niego różdżka skutecznie zniechęciła odważniejszych do wykrzykiwania obelg. Rita od razu zrozumiała, że zaproszenie kogoś takiego mogło być błędem. Musiała koniecznie to naprawić i sprawić, aby czarodzieje znowu zaczęli się dobrze bawić.
- Może pan usiąść – zaświergotała, wyczarowując kolejny fotel.
- Postoję – mruknął z wyraźną niechęcią Severus.
- No dobrze, skoro pan tego chce. Muszę się przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem pańskiej zmiany. Z zimnego nietoperza z lochów przepoczwarzył się pan w kogoś niesamowicie pociągającego – dziennikarka wyszczerzyła do niego zęby, chociaż wiedziała, że nie przebije tym muru, którym odgradzał się od wszystkich, ale jednocześnie wzbudzała niemałe zainteresowanie widowni. – Fascynujący mężczyzna, taki piękny pod zewnętrzną warstwą niedostępności… - kolejny raz puściła oczko do fanów, którzy ponownie zaczęli się rozochocać. – Słyszałam, że nawet pani psycholog więzienna nie była w stanie się oprzeć. Stąd pytanie: jest pan chętny do trójkąta z Thierrym i Hermioną? Myślę, że obydwoje nie odmówią…
- Tylko… w najgorszych… koszmarach… – Severus z trudem wycedził przez zęby, co ku jego zaskoczeniu rozbawiło tłum fanek.
Rozejrzał się i zauważył, że Thierry zrobił komiczną minę, która kojarzyła się jednoznacznie z dzieckiem, któremu zabrano cukierki. Po przeniesieniu wzroku na Hermionę złapał z nią kontakt i wyczytał z jej oczu, że ona także ma ochotę zabić Ritę, która szykowała się do kolejnego ataku.
- Panie Snape, czy nie tęskni pan czasem za nauczaniem? – spytała przymilnym tonem. – Mimo wszystko taka praca chyba daje sporo radości, chociażby przez możliwość szydzenia, z co poniektórych jednostek...
- Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek z kogoś szydził. Ja tylko dawałem do zrozumienia niektórym jednostkom, jak bardzo cierpię, będąc zmuszonym do uczenia takiego stada idiotów – odparł szczerze.
- To przez to nowoczesne wychowanie! – krzyknęła jedna z bardziej odważnych czarownic, którą ku rozpaczy Hermiony okazała się ciotka Muriel. – Młodzież nie jest taka sama jak kiedyś!
Zgromadzony tłum zamruczał z aprobatą. Większość zgromadzonych osób była w wieku, gdy się miało wnuki, a nawet prawnuki, a za ich czasów nauki kary cielesne były w Hogwarcie chętnie używane. Dało się słyszeć głosy: „racja, za moich czasów…”, „powinni więcej dostawać w skórę!” czy „co się teraz porobiło z tymi dziećmi, pani kochana…”. Dziennikarka nie była pewna czy widownia powinna wyrażać w taki sposób swoje zdanie, dlatego postanowiła zająć ich głowy innymi sprawami.
- Thierry co sądzisz o czarodziejskim świecie? – zwróciła się w stronę przystojnego mugola.
- Jest po prostu niesamowity! – odparł Thierry bez większego namysłu. – Żałuję, że jak dotychczas zobaczyłem tak niewiele, ale to naprawdę dało mi do myślenia. Magia jest świetna i możecie rozwiązywać nią problemy, jakich się nam nie śniło – wyszczerzył zęby do publiczności. – Mam nadzieję, że po ślubie z Hermioną, będę mógł zobaczyć o wiele więcej.
- Chętnie cię wtajemniczę… we wszystko, tylko zostaw tę mugolaczkę! – oznajmiła brzydka, stara czarownica z pierwszego rzędu, co sprawiło, że uśmiech Thierry’ego mocno przybladł, a Severus uniósł kąciki warg w złośliwym rozbawieniu.
Rita była zadowolona z przebiegu rozmowy. Publiczność dobrze reagowała, chociaż niektórzy pozwalali sobie na nieco zbyt wiele. Wiedziała, że w następnym odcinku programu będzie musiała lepiej nad nią zapanować. Z pomocą przyjdą jej mugole, których zamierzała obserwować jako żuczek.
- Czarownice i czarodzieje! – dziennikarka poderwała się z fotela i uniosła różdżkę w górę. – Mam dla was jeszcze dwóch gości, cieszycie się?
Przy akompaniamencie oklasków, gwizdów i entuzjastycznych okrzyków Harry z Ginny zajęli wyczarowane sekundę wcześniej fotele. Obydwoje byli opanowani, ale Hermiona od razu wyczytała z ruchu ich ciał lekkie napięcie. Severus starał się olać fakt, że znienawidzona przez niego osoba, zasiadła obok niego, a Thierry puścił buziaka Weasleyównie.
- Nie muszę ich przedstawiać – oznajmiła Rita, gdy publiczność się uspokoiła. -  Są młodzi, piękni, popularni i bogaci. Każda z nas chce być rudą seksbombą jak Ginevra Weasley i każdy z nas marzy o tym, aby chociaż przez jeden dzień być odważnym Harrym Potterem… - urwała na moment, ponieważ wiedziała, że Snape nie wytrzyma i głośno powie „nie ja!”, co spowodowało wybuch wesołości przed sceną. - … ale niektórzy są skazani na bycie ponętną pisarką najbardziej poczytnych felietonów i książek w czarodziejskim świecie – mrugnęła łobuzersko do fanek, które nie kryły zadowolenia z jej dowcipu. – Harry! – zwróciła się do Pottera. - Jak wyobrażasz sobie swoje dalsze życie?
Zanim młody mężczyzna przemówił, odezwała się Ginny „ruda seksbomba” Weasley:
- Pobierzemy się, on zostanie szefem aurorów, a ja zdobędę mistrzostwo świata w Quidditchu.
- Och, rączki cię świerzbią – odparła Rita, siląc się na miły ton. – Myślałam, że nie czekaliście z tym do ślubu…
Twarz Harry’ego i Ginny zapłonęła czerwienią, Thierry uniósł kciuki do góry w geście aprobaty, a Hermiona z Severusem ledwo ukryli zażenowanie. Zgromadzony tłum chichotał.
- Harry, czy ty na pewno kochasz Ginny ? Jesteś pewny, że to ta jedyna ? – atakowała dziennikarka, zachowując jednocześnie miły ton. – Wiemy, że gustowałeś kiedyś w azjatyckich pięknościach…
- Jestem pewny, że kocham Ginny – odparł błyskawicznie Potter. – Nie chcę żadnej innej – dodał z naciskiem, dając do zrozumienia, że nie chce odpowiadać na tego typu pytania.
- A co sądzisz o swojej przyszłej teściowej? – Rita nie dała za wygraną.
- Jest cudowną kobietą, która poświęca wszystko dla swoich dzieci. Zastępuje mi matkę…
- Phi! – prychnął z pogardą Severus.
- … ponieważ moja nie żyje przez pewnego osobnika, który nie trzymał języka za zębami! – warknął Harry, mierząc byłego nauczyciela groźnym wzrokiem.
- Ach, ci chłopcy! – westchnęła ostentacyjnie Rita. – Tylko rywalizują i rywalizują… Dajcie sobie spokój, każdemu może się to zdarzyć.
Tym razem publiczność zgromadzona w studiu nie wiedziała jak zareagować. Większość zastanawiała się, czy dziennikarce chodzi o nietrzymanie języka za zębami, czy o zabicie cudzej matki. Rita od razu zauważyła, że palnęła głupotę i postanowiła pomęczyć pytaniami Snape’a.
- Panie Severusie, gdybyś miał znów możliwość pracy w Hogwarcie jako nauczyciel zgodziłbyś się?
- Tylko jeśli wróciłyby tam kary cielesne – odparł mężczyzna grobowym tonem, co jednak spotkało się z chichotem sporej części publiczności.
- Wyjątkowo jest pan niegadatliwy – poskarżyła się Rita. – Może w takim razie powiesz, co chciałbyś zmienić w swoim dotychczasowym życiu?
- Nic. Jest cudownie – odparł Snape jeszcze bardziej ponurym tonem.
- Czy jest to związane z pewną osobą…? – Dziennikarka uśmiechnęła się promiennie do Hermiony, która starała się nie okazywać emocji. – Wyjmijmy różdżkę na ławę. Gdybyś teraz miał taką możliwość… związałbyś się z Hermioną czy Lily?
W studiu nagraniowym zapanowała cisza, wszyscy wstrzymali oddech. Severus westchnął potężnie i spojrzał na czarodziejów i czarownice jak na jakieś robaki.
- Lily, tylko ona.
- Phi! – prychnął z pogardą Harry i ponownie zaczął się mierzyć wzrokiem z byłym nauczycielem.
- Kiedy w końcu dojdzie do twojego łba, że czujesz coś do Hermiony? – Rita postawiła na bezczelność, co sprawiło, że jej fanki zawyły z uciechy.
- Posłuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać – Severus błyskawicznie zwrócił się w stronę dziennikarki. - Ja. Ją. Tylko. Lubię. Zapamiętaj to sobie raz, a dobrze!
- Ooooch, taaaak, oczyyywiścieee – Rita nawet nie udawała, że mu uwierzyła i zwróciła twarz w stronę młodego aurora. – Harry. Czy zgodziłbyś się zostać świadkiem na ślubie Hermiony?
- Tylko jeśli wychodziłaby za Thierry’ego! – oznajmił głośno i znowu zaczął mierzyć się na spojrzenia ze Snape’em.
Tłum zachichotał, gdy Hermiona wstała i krzyknęła: „ale ja wcale nie zamierzam wyjść za mąż!”. Thierry dał znać publiczności, że uważa to za chwilowe widzimisię czarownicy.
- Coś milczysz Ginevro – zauważyła Rita. – Trzeba cię trochę rozruszać, abyś była tak samo aktywna jak na boisku podczas gry. Powiedz mi… jak oceniasz swoje relacje z Hermioną po tym wszystkim, co się wydarzyło?
- Nadal jesteśmy przyjaciółkami – oświadczyła „ruda seksbomba”. – Uważam, że w życiu nie jest tak, że jest wszystko dobrze albo źle. Gdybym miała powiedzieć, co najbardziej cenię w Hermionie to to, że podała mi pomocną dłoń, gdy  tego potrzebowałam. Gdy tylko ją spotkałam, wiedziałam, że zmieni to moje życie. Chodzi o to, że kiedy kocha się pewnego chłopaka, nawet wtedy, gdy jest sławny na cały świat, bywa, że nie znajduje się zrozumienia – Ginny spojrzała na Harry’ego wzrokiem pełnym uwielbienia. – Miałam szczęście, że w Hermionie znalazłam sojuszniczkę. I dziękuję jej za to. Życie to magia, życie to miłość, życie to quidditch. Wiele ludzi pyta się mnie, skąd czerpię energię. Wtedy odpowiadam im, że to proste. Wystarczy popatrzeć na Harry’ego i przywalić sto punktów Armatom Chudleya i to sprawia, że mam ochotę wyjść za mąż, mieć dzieci, a na emeryturze hodować… na przykład, puszki pigmejskie…
Na ten długi wywód Rita zamrugała tylko gwałtownie powiekami, zastanawiając się, jak to można skomentować. Hermiona uśmiechnęła się do Ginny i bezgłośnie powiedziała: „dziękuję, jesteś kochana”. Obydwie dziewczyny wiedziały, że ich przyjaźń przetrwa wiele i było to widoczne. Dziennikarka stwierdziła, że woli krótkie, ale kontrowersyjne odpowiedzi Snape’a.
- Kochany Severusie… – zaświergotała, nie zwracając uwagi, że były mistrz eliksirów ma ochotę rzucić na nią klątwę. - Czemu nie wydasz książki o swojej pracy szpiega i o eliksirach? Obie ze względu na twoją złą sławę zyskałyby rozgłos i ociepliły twój wizerunek, jak wszyscy wiemy, jesteś mistrzem manipulacji, więc twoja książka przekonałaby wszystkich, że jesteś ofiarą!
- Oczywiście, że mógłbym napisać taką książkę – Snape przywołał na twarz okropny, krzywy uśmiech. – W sumie to nawet taką napisałem, ale teraz jej nie wydam bo właśnie zdradziłaś mój sekret! – warknął.
Fanki i fani zachichotali, ponieważ Rita od razu zaczęła przepraszać swojego rozmówcę tłumaczyć się jak mała dziewczynka, że nie pomyślała o tym, że powinna trzymać język za zębami. Wszystkim wydawało się bardzo komiczne, gdy wbijała szpilę, używając wcześniej wspomnianych przez Pottera zarzutów.
- No dobrze, pośmialiśmy się, teraz czas na konkrety – tymi słowami Rita uciszyła widownię. – Ostatnie pytanie, do Severusa Snape’a… Czemu nie zostaniesz nowym, lepszym, działającym z cienia Czarnym Panem? – Dla lepszego efektu zniżyła głos do trwożnego, ale nadal słyszalnego szeptu.
Były mistrz eliksirów w pierwszym momencie spojrzał na nią zaskoczony. Za to w drugim momencie zaczął się śmiać. Chyba nikt nigdy nie słyszał takiego śmiechu Severusa. Publiczność zgromadzona w studiu osłupiała i z otwartymi ustami patrzyła, jak mężczyzna wstaje z fotela, mija zaskoczoną dziennikarką i staje za Hermioną, nie przestając chichotać jak szalony.
- Dobry żart! On nowym Sami-wiecie-kim? – zawołała złośliwie Muriel.
Dzięki jej reakcji wszyscy zaczęli się śmiać, łącznie z osobami będącymi na scenie. Myśleli, że tyle lat po wojnie nikt nie ośmieli się powtórzyć czynu Voldemorta, a na pewno nie Severus, który akurat w tej chwili postanowił pokazać im, jak bardzo się mylili. Złapał Hermionę i używając jej jako żywej tarczy, ugodził morderczym zaklęciem Harry’ego, który martwy wyglądał, jakby usnął na fotelu. Kolejna Avada Kedavra pomknęła w stronę Thierry’ego, nie dając mu żadnych szans. Rozpoczęła się panika i tłum rzucił się do wyjść, tratując się nawzajem. Oszałamiacze rzucane, przez nielicznych, przytomnych czarodziejów i czarownice odbijały się od tarczy wyczarowanej przez Snape’a. Hermiona próbowała się wyszarpać z jego uścisku, ale bez różdżki, która była w jej torebce, wcześniej wyrwanej przez Severusa i odrzuconej za kotary, niewiele mogła zrobić.
Rita była zdruzgotana. Chciała, aby jej program był na ustach wszystkich, ale nie z takiego powodu. Tym bardziej że zaczarowane kamery transmitowały wszystko na żywo. Nie można było zapisać materiału, ponieważ magia niszczyła wszelkie nośniki pamięci. Ze zgrozą patrzyła, jak Snape zabija wszystkich na swojej drodze, a jeden z bardziej ambitnych operatorów kamery nadal filmuje. Dziennikarka postanowiła ratować swoją reputację i walnęła chłopaka Expeliarmusem. To był wielki błąd. Zwróciła uwagę Severusa na siebie i ostatnim co zobaczyła, był jego paskudny uśmiech znikający w promieniach zielonego światła.
- Na brodę Merlina! – wydyszała Rita, trzymając się za koszulę na piersi.
Dopiero po chwili zrozumiała, że jest we własnym domu i siedzi w fotelu przed biurkiem. Oddech powoli się jej uspokajał, a pot starła chusteczką wyjętą z żakietu. Przed nią leżały materiały, które gromadziła od dwóch tygodni, a które były na temat mugolskiej telewizji. Rita przypomniała sobie koszmar, który właśnie jej się przyśnił i gwałtownym ruchem zebrała wszystkie kartki, a następnie wrzuciła je do kominka i spaliła. Pomysł magicznej telewizji, który kiełkował w jej głowie od dłuższego czasu, porzuciła całkowicie. Stwierdziła, że jest zbyt ryzykowny, nawet jeśli uczestnicy dostaną zakaz używania różdżek w czasie nagrań.

wtorek, 24 października 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 79 – Śmierciożercy nie wybaczają


- Musisz mi wybaczyć! Zrozum, po tym, czego się dowiedziałem, byłem wstrząśnięty. Miałem prawo czuć się źle i dlatego nie wytrzymałem. Nawet nie raczyłaś mnie poinformować, że coś jest na rzeczy. Przepraszam, że tak zareagowałem, ale spróbuj zrozumieć moją sytuację. Dowiedziałem się o rzeczach, które nie śniły się nikomu. Nawet gdybym komuś o tym powiedział, to i tak nikt by mi nie uwierzył bez żadnego dowodu, a sama wiesz, że go nie mam…
Hermiona wycelowała nos w sufit i wymownie milczała, co było jej jedyną reakcją na słowa mężczyzny. Jego przeprosiny niewiele ją obchodziły. Była obrażona, za to, jak ją potraktował. Na wybaczenie musiał sobie zasłużyć.
- Tak, wiem, że wziąłem ten kontrakt, ale chciałem was nastraszyć – tłumaczył Kingsley skruszonym tonem. – On tak naprawdę niczego nie dowodzi. Mogłaś razem z ojcem słuchać się Severusa z zupełnie innego powodu. Przecież niczego bym wam nie udowodnił.
- Trzeba było wyjść na dwór i wziąć kilka oddechów na uspokojenie. Teraz nie miałbyś problemów – rzuciła Hermiona z przekąsem.
Nie wzruszyła jej wiadomość, że Mafalda jest wściekła z powodu straty najlepszej asystentki, jaką dotychczas miała. Astoria Greengrass zajęła miejsce koleżanki i Hermiona nie zamierzała pozbawiać jej awansu. Miała teraz o wiele ważniejszy cel w życiu i to jemu poświeciła się w pełni. Thierry nie skontaktował się z nią od czasu feralnego wieczoru. Młoda kobieta przepłakała całą noc, aby rano zrozumieć, że religia i magia wykluczają się wzajemnie dla niektórych mugoli. Ona i jej rodzice nie mieli z tym problemu, ale najwidoczniej Thierry nie był w stanie tego faktu zaakceptować. Żałowała, że jej kolejny-już-były-narzeczony nie był w stanie pozbyć się uprzedzeń. Jego milczenie zinterpretowała jako koniec związku, ponieważ poprzednim razem dał znać, że żyje i pamięta o niej. Od dwóch tygodni nie wysłał pocztówki, nie napisał e-maila lub esemesa, a połączenia telefoniczne odrzucał. To utwierdziło Hermionę w przekonaniu, że powinna skupić się na odnalezieniu sposobu, aby ożywić Sylfion.
- Mam nadzieję, że pojawisz się na obchodach Dnia Zwycięstwa. Przecież impreza nie może się odbyć bez jednej z najważniejszych bohaterek – Kingsley uśmiechnął się do rozmówczyni.
- Niedoczekanie twoje! – pomyślała i powiedziała głośno, co o tym sądzi – po pierwsze, mam inne plany. Po drugie, nie zamierzam być twoją maskotką, po tym, jak mnie potraktowałeś. Kazałeś mi zniknąć ze świata czarodziejów, więc to robię.
- Ale zrozum…
- Nie! – warknęła czarownica. – Ty masz to zrozumieć! Nie pojawię się tam! Chociaż… - zamyśliła się na chwilę – nie, nie chcę pozować do zdjęć z Ronem.
- On nie przyjdzie – poinformował ją Kingsley.
- Harry ci wystarczy. Niech on robi za maskotkę – Hermiona wzruszyła ramionami. – Zamierzam w tym dniu pracować z Severusem. Tylko tyle mam ci do powiedzenia. Żegnam – oznajmiła ostro i wskazała palcem na drzwi.
- Coś jesteś dzisiaj przewrażliwiona, ale spróbuj pomyśleć logicznie. Gdybyś wróciła do Ministerstwa Magii, mogłabyś przeforsować ten swój projekt dotyczący skrzatów domowych, który przekazałaś mi pół roku temu… - kusił czarnoskóry czarodziej.
- Nie mam zamiaru być częścią tej patologii! – oburzyła się Hermiona. – Mam dość układów, układzików, trzymania na stanowiskach niekompetentnych jednostek, przekupstwa, szantaży i ukrywania prawdy! Jestem tym zmęczona! – oświadczyła z mocą.
- Wspominałem, że wysyłam Amosa Diggory’ego na emeryturę? – zapytał Kingsley niby mimochodem, co doprowadziło czarownicę do jeszcze silniejszego wzburzenia.
- Nie, znaczy nie! – krzyknęła. – Wynoś się z mojego domu!
Pokazała ministrowi magii swoją różdżkę, aby go postraszyć, że jest gotowa jej użyć. Przez niego traciła cenny czas, który mogła spożytkować na badania.
- Dobrze. Jak chcesz być taka uparta, to sobie bądź! – zirytował się Kingsley. – Pamiętaj, że więcej nie ponowię mojej oferty!
- Mam to w dupie – Hermiona oświadczyła złośliwie, powtarzając jego słowa, które wypowiedział w jej salonie przed dwoma tygodniami.
- Nie sądziłem, że z takiej mądrej czarownicy może wyrosnąć taka idiotka! – Kingsleyowi zaczęły puszczać nerwy, gdy zrozumiał, że jego przeprosiny i próby przekupstwa nie przyniosą rezultatu.
- Przecież jestem tylko durną mugolaczką – skwitowała Hermiona, otwierając drzwi. – Mam nadzieję, że się więcej nie zobaczymy w najbliższym czasie.
- Ja też mam taką nadzieję! – prychnął minister magii i opuścił dom czarownicy.

***

Drugiego maja dwa tysiące drugiego roku przypadała czwarta rocznica śmierci Voldemorta, upadku śmierciożerców i końca wojny czarodziejów. Właśnie ten dzień został uznany za idealny do przeprowadzenia ataku. Zegar stojący w salonie wskazywał czwartą nad ranem, gdy zamaskowane postaci zbliżyły się do domu Hermiony i Severusa.
- Gotowy? – zapytała pierwsza z nich.
Odpowiedziało jej skinienie czarnego kaptura.
- W takim razie zaczynamy.
Uliczne lampy zgasły i jedna z postaci przeskoczyła płot, a następnie pobiegła na tył domu. Druga ustawiła się przed frontem i uniosła różdżkę w górę, celując w okno na piętrze.
- Trzy, dwa, jeden – odliczył głos i zaklęcie poleciało w stronę pokoju Hermiony.
Dźwięk stłuczonej szyby i odgłos płomieni gwałtownie obudziły czarownicę. Natychmiast wyskoczyła z łóżka, chwytając różdżkę, która leżała na małej szafce koło lampki nocnej i z instynktem godnym aurora, oceniła błyskawicznie sytuację. Firanki, biurko, szafa i dywan trawił zielony ogień, który zaczynał pełznąć w jej stronę. Z ulgą stwierdziła, że to nie Szatańska Pożoga, ponieważ już by nie żyła, ale nadal nie było jej do śmiechu. Musiała jakoś wydostać się z pomieszczenia, w którym zaczęło robić się gęsto od dymu. Hermiona padła na podłogę i na czworakach starała się posuwać w stronę drzwi.
- Aquamenti! – wydusiła z siebie z trudem, ponieważ gryzący dym dostał się do jej płuc.
Z różdżki wypłynął silny strumień wody i zaczął zalewać pokój, ale czarownica zrozumiała, że to było zbyt mało, aby zgasić płomienie. Jedynym wyjściem z niebezpiecznej sytuacji było utorowanie sobie drogi do drzwi i wzięcie nóg za pas. Pierwsza część planu poszła jej bardzo dobrze. Z ucieczką z domu był problem, ponieważ przedpokój również był pełen dymu. Hermiona padła na podłogę i zaczęła pełznąć w stronę schodów, starając się nie wciągać toksycznych wyziewów do płuc. Będąc prawie u celu, usłyszała, jak coś ciężkiego walnęło w drzwi do pokoju Severusa, które otworzyły się gwałtownie i ich właściciel padł nieprzytomny koło współlokatorki. Mimo panującego mroku i gryzącego dymu, który sprawiał, że oczy miała pełne łez, Hermiona zdołała złapać czarodzieja za ramiona i pociągnęła go w dół schodów, starając się jednocześnie robić to w miarę łagodnie. Była w połowie drogi, gdy jakiś mężczyzna wyważył drzwi wejściowe i krzyknął:
- Jest tu ktoś!?
- Jesteśmy… tutaj! – pisnęła Hermiona, czując, że ledwo może oddychać.
Silne, męskie ręce złapały ją i wyniosły na ulicę przed domem, gdzie od razu zebrał się wokół niej tłum gapiów i osób chętnych do pomocy.
- Żyjesz kochanieńka? Nic ci nie jest? – dopytywała Kamini, która wyraźnie zapomniała, że ma uraz do niedoszłej dziewczyny Deva.
- Co z Severusem? – wychrypiała Hermiona, nie będąc w stanie myśleć o sobie.
- Dzwonił ktoś po karetkę!? – krzyknął jeden z sąsiadów, który brał udział w akcji ratunkowej. – On ledwo oddycha!
Jak na zawołanie rozległy się syreny i przed dom podjechały dwa wozy straży pożarnej. Wyskoczyli z nich strażacy, którzy rozpędzili tłum i przystąpili do gaszenia pożaru, który zaczął trawić także parter i dach sąsiadów.
- Czemu to się pali na zielono!? – Hermiona usłyszała zdumiony okrzyk.
Nawet gdyby ktoś się jej spytał o przyczynę, to i tak nic by nie odpowiedziała. Wykorzystała zamieszanie i podbiegła do Severusa, który leżał na trawniku w pozycji bocznej ustalonej. Nie zważając na protesty czuwających przy nim sąsiadów, padła przy nim na kolana i przejechała zdrową dłonią po jego długich włosach.
- Nie odchodź, proszę – szepnęła, gdy pochyliła się nad nim, a jej gorące łzy znalazły się na jego policzku. – Potrzebuję cię…
Poczuła, jakby żelazna dłoń zacisnęła się wokół jej serca, gdy patrzyła na jego trupiobladą twarz. Modliła się w duchu, aby przeżył. Dopiero gdy ktoś się odsunął, aby zrobić miejsce dla ratowników, którzy przyjechali na miejsce zdarzenia, Hermiona dostrzegła błysk światła, które odbiło się od czegoś, co Severus miał w kieszeni piżamy. Szybko wyjęła z niej fiolkę z Sylfionem i przycisnęła do swojej piersi, dziękując niebiosom, że pomyślał o nim.
- Proszę pójść z nami do karetki – Hermiona poczuła dłoń na swoim ramieniu, zanim usłyszała głos ratowniczki medycznej, która najwyraźniej dowiedziała się od kogoś, kogo ma przebadać.
- A on?
- Moi koledzy się nim zajmą – odparła kobieta, prowadząc czarownicę do żółto-zielonego samochodu.
Tam zrobiła standardowe badania, które wykonuje się w takich sytuacjach. Ku zdziwieniu ratowniczki, Hermiona nie wykazywała nawet najmniejszych oznak zatrucia dymem lub poparzenia dróg oddechowych. Czarownica zachowała dla siebie fakt, że magia w jej krwi sprawiła, że zdrowiała szybciej niż mugole, a niektóre choroby w ogóle się jej nie imały.
- Zostawcie mnie! Jeśli jeszcze raz poczuję, że któryś mnie dotknął, to przysięgam, że już nigdy więcej nie użyje tej ręki! – Hermiona prawie podskoczyła z radości, gdy usłyszała znajome warczenie, tak bardzo charakterystyczne dla Severusa.
Odwróciła się do niego i wyszczerzyła zęby.
- Ty żyjesz!
- A czemu niby miałbym nie żyć!? – Snape parsknął i wyskoczył z karetki, umykając ratownikom.
- Panie, tak nie można! – krzyknął z oburzeniem jeden z nich. – Przed chwilą umierałeś!
- Ale już mi przeszło – wycedził czarodziej, zapinając koszulę na piersi, która została rozpięta do badania.
- Jeśli nie zgadza się na leczenie, to musi pan podpisać odpowiednie oświadczenie…
- Podpiszę cokolwiek, tylko dajcie mi już spokój!
Hermiona poszła w ślady Severusa i także złożyła swój podpis, który świadczył, że nie chce pojechać do szpitala na badania. Tłum rozszedł się powoli do domów, gdy zobaczył, że pogorzelcom nic nie jest, a straż pożarna zgasiła płomienie.
- Chyba Ian nie będzie zadowolony – mruknął czarodziej, obserwując strażaków oraz policję wchodzących i wychodzących z domu.
- Jesteś pewien, że nie powinieneś jechać do szpitala? – zapytała czarownica, gdy Severus mocno zakaszlał.
- Nie przesadzaj! Wiesz, że zaraz mi przejdzie – odparł ochrypłym głosem.
Dziewczyna nic nie powiedziała. Zrozumiała, że właśnie straciła dorobek swojego życia. Różdżka musiała jej wypaść, gdy ciągnęła Severusa po schodach. Koralikowa torebka wisiała na oparciu krzesła, które stało przy biurku. W niej miała swoje dokumenty, klucze do samochodu i domu, komórkę oraz portfel. Skoro płomienie wyszły na dach, to oznaczało, że ogień strawił także szafę z ubraniami, łazienkę z kosmetykami i pokój Suzanne z zabawkami oraz biblioteczką.
- Twój pokój też ktoś podpalił? – zapytała szeptem Hermiona, gdy wspięła się na palce, aby być jak najbliżej ucha Severusa.
- Tak – odparł cicho, pochylając się do niej i muskając jej twarz swoimi włosami. – Wszystko przepadło. Dobrze, że Felixa nie było…
- Na szczęście mamy to – Hermiona ostrożnie otworzyła dłoń, w której trzymała fiolkę.
- No, no, no! – rozległ się za ich plecami podniecony okrzyk Rity Skeeter. – Miałam nosa, aby tutaj zajrzeć!
Hermiona szybko schowała fiolkę w dłoni. Właśnie wtedy błysnął flesz z aparatu pomagiera dziennikarki. Dziewczyna zaczerwieniła się, gdy oświeciło ją, że ma na sobie spraną piżamę w tęczowe jednorożce, którą dostała od mamy w zeszłe święta.
- Pamiętaj, że miałaś nic nie pisać na… - zaczęła mówić, ale została uciszona.
- Tak, tak, wiem – oznajmiła Rita z miną wyrażającą znudzenie. – Zapewniam cię, że mój artykuł nie dotyczy was, tylko tego, co się stało w ciągu ostatniej godziny.
- Czyli co? – zainteresował się Severus.
- To – dziennikarka wskazała na dom, z którego ciągle wydobywał się dym. – Ktoś postanowił uświetnić Dzień Zwycięstwa i zaatakował wszystkich waszych znajomych z Zakonu Feniksa oraz Gwardii świętej pamięci Albusa.
Hermiona jęknęła ze zgrozy, czując nieprzyjemny dreszcz, który przebiegł po jej kręgosłupie. Co z innymi? Czy ktoś zginął? Jaki jest bilans strat? Nie zdążyła dowiedzieć się nic na ten temat, ponieważ podszedł do niej policjant, pytając, czy to jej dom się spalił. Była zmuszona wyjaśnić mu parę kwestii, a potem pożyczyła od niego telefon komórkowy.
- Ian? Mamy problem. Dom się spalił. Musisz koniecznie tutaj przyjechać – oznajmiła zaspanemu mężczyźnie, gdy odebrał połączenie.
Rita była zła, ponieważ policjanci kazali jej się niezwłocznie oddalić, gdy perfidnie podsłuchiwała, co Hermiona z Severusem mówili na temat pożaru. Ani jedno, ani drugie nie zdradziło jego magicznej przyczyny i twierdzili, że nie mają pojęcia, skąd się wziął zielony płomień. Ian szybko przyjechał na miejsce i załamał się pod wpływem tego, co zobaczył. Karetka zabrała go do szpitala, ponieważ padł na kolana i przestał kontaktować się z otoczeniem. W tym czasie Hermiona powiadomiła swojego ojca, a ten przyjechał po nią oraz Severusa i zabrał ich do siebie do domu.

***

Gawain Robards potarł ręką zmęczone oczy. Nie spał od prawie dwudziestu sześciu godzin i zaczynał mieć tego dość. Tegoroczny Dzień Zwycięstwa okazał się naprawdę niezapomniany. Śmierciożercy pokazali, że istnieją i potrafią terroryzować społeczeństwo, jeśli zechcą. Gawaina zwłaszcza niepokoił fakt, że zaczęli wpływać na młodsze pokolenie. W Hogwarcie ukazały się napisy na ścianie: „śmierciorzercy żondzą” oraz „śmierć wrogom czystokrwistych”, a także dokonano kilka drobnych aktów wandalizmu, jak wpuszczenie powiększonych ślimaków do ogródka Hagrida. Szkoła była bezpiecznym miejscem dla osób, które otwarcie sprzeciwiły się Voldemortowi. Reszta nie miała tyle szczęścia. Ucierpiała właściwie cała rodzina Weasleyów, którym spalono domy, oprócz Muszelki Billa, który nigdy nie zdjął z niej Zaklęcia Fideliusa. George dodatkowo stracił towar w sklepie na ulicy Pokątnej. Augusta Longbottom złamała nogę, gdy zmuszona była skakać z okna z pierwszego piętra, Gospoda pod Świńskim Łbem została zrujnowana, Lovegood stracił maszyny do drukowania „Żonglera”, Harry był akurat na służbie, a Ginny na wyjeździe, więc tylko ich skrzat uległ poparzeniom, a Kingsley sam opanował pożar. Wszystko było zorganizowaną akcją, która miała na celu pokazać, że śmierciożercy nie zapominają i nie wybaczają. To był bardzo zły znak i Gawain o tym wiedział.
- Gdzie raport? – Kingsley wpadł do jego gabinetu bez pukania. – Miał być na moim biurku pół godziny temu! – warknął.
- Robię, co mogę! – Robards odpowiedział mu takim samym tonem.
- Czy policja, straż i pogotowie, które przyjechało do Hermiony, ma wymazaną pamięć?
- Tak, grupa amnezjatorów dopiero przed chwilą wróciła – rzucił gniewnie szef aurorów.
- Ty się tak nie denerwuj – ostrzegł minister magii. – Wiem, jak to jest, ale po wszystkim dostaniecie wolne i dodatkowy zastrzyk galeonów.
- Na razie to marzę o wyspaniu się.
- A ja marzę o społeczeństwie, w którym śmierciożercy nie grasują po nocy, paląc domy bohaterów wojennych, w tym mój. Złapaliście kogoś?
- Nie, ale umieściliśmy w Azkabanie wszystkich, których podejrzewaliśmy o związek z atakami. Czekają na przesłuchanie – mruknął Gawain. – Szkoda, że nie pozwalasz mi przymknąć Snape’a – dodał ze złością.
- Nie, jego musimy tylko obserwować – oświadczył Kingsley z powagą.
- Co ci na nim tak zależy? Myślałem, że masz go dość po aferze z Sarą Jones – zauważył Robards.
- Nie możemy ignorować dłużej faktu, że jest jednym z najbardziej utalentowanych czarodziejów. Ostatnio popełniłem błąd i muszę to naprawić…
- Chyba nie wierzysz, że to on uratował matkę Hermiony? To śmieszne!
- Mógłbyś się zdziwić, gdybyś wiedział, w co wierzę – odparł Kingsley. – On ma wielkie możliwości i to byłby błąd, gdybyśmy zaprzepaścili szansę na to, aby się do nas przyłączył. Trzeba się wkupić w jego łaski.
- Gadasz jakby trwała wojna – Gawain skrzywił się z niesmakiem.
- Kto wie… - odparł czarnoskóry czarodziej i zamyśliwszy się, wyszedł z gabinetu kolegi.

***

Severus myślał, że mieszkanie u państwa Granger sprawi, że w ciągu kilku dni będzie miał dość i przeniesie się na zaplecze swojego zakładu. Miał w planach kupno materaca i spędzenie kilku samotnych tygodni, zanim ekipa budowlana upora się z remontem domu, ale jego plany kompletnie nie wypaliły. Najpierw ze zdumieniem stwierdził, że całkiem nieźle mu się mieszka w starym pokoju Hermiony, który teraz był przerobiony na pokój dla gości. Okazało się, że pożar nie uszkodził mocno jego zaczarowanego kufra i większość rzeczy ocalała. Dlatego od razu mógł się wprowadzić do nowego miejsca. Gorzej było z Hermioną, która musiała zamieszkać z Suzanne. Jej rzeczy akurat przepadły i jej nowym hobby było narzekanie, że jej starannie wybrana garderoba, kosztująca majątek, znalazła się w niebycie. Stopniowo to nadrabiała, racząc Severusa monologami na temat stosunku ceny do jakości oraz dlaczego warto inwestować w znaną markę. Czarodziej szybko zdał sobie sprawę, że wcale nie przeszkadza mu jej paplanina. Może nie słuchał jej wyjątkowo uważnie, ale często przyznawał jej w duchu rację. Podchodziła do zakupów, jak do elementów układanki, które zostały porozrzucane w różnych miejscach. Miała cel i strategię, a to stanowczo odstawało od informacji, które posiadał Severus. Został nauczony, że baby kupują byle co i działają impulsywnie. Sam sobie się dziwił, że temat zakupów go zainteresował. Tłumaczył to tym, że wolał jej słuchać i być z nią w dobrych stosunkach, niż wrócić do wielotygodniowego milczenia i ignorowania się wzajemnie. Przyzwyczaił się do jej obecności i nie w smak by mu było, gdyby to się skończyło.
Kolejną rzeczą, która zaskoczyła Severusa, były jego stosunki z rodziną Hermiony. Fakt, że Suzanne go uwielbiała, już dawno zaakceptował i był dla niego tak oczywisty, jak to, że słońce świeci. Nadal uważał dzieci za przebrzydłe bachory, które powinny zniknąć z powierzchni ziemi, ale tę jedną trzylatkę mógłby adoptować, gdyby okazała się czarownicą. Dziewczynka miała potencjał. Słuchała się go i była całkowitym przeciwieństwem rozwydrzonej dzieciarni, która działała mu na nerwy. Jako że jej rodzice żyli, to na razie nie było szansy, aby Suzanne potrzebowała opieki. Pani Granger była wyjątkowo miła dla swojego gościa i robiła wszystko, aby uprzyjemnić mu pobyt. Gotowała, sprzątała i starała się zabawiać go rozmową. Zawsze miała dla niego jakieś miłe słowo, a ostatnio nawet kupiła mu bambosze, twierdząc, że nie chce, aby zmarzły mu nogi. Severus uważał, że taki prezent w maju jest bezsensowny, ale zmusił się do uśmiechu i wymamrotania podziękowania. Pan Granger siedział zazwyczaj w pracy, ale starał się dorównać żonie. Nigdy nie zapomniał zapytać gościa o to, jak mu dzień minął, zapraszał na piwko, czy oglądanie meczu. Severus wprawdzie miał uraz do wszystkiego, co mugolskie, ale po jakimś czasie stwierdził, że niektóre rzeczy wcale nie są takie złe.
U niego w domu nigdy nie panowała atmosfera życzliwości i wzajemnego zrozumienia. Grangerowie bez wątpienia kochali się i wspierali. Nie mieli oporów, aby śmiać się i wygłupiać w swoim towarzystwie. Tego Snape nigdy nie doświadczył. Ze swojego mugolskiego życia pamiętał tylko gniew, ból i upokorzenie. Dlatego początkowo trudno było zaakceptować fakt, że wszyscy go lubią i szanują. Podświadomość szeptała mu, że ich zachowanie jest tylko na pokaz, że tak naprawdę nim gardzą. Wiedział, co zrobił i jak wiele mu zawdzięczają, ale jednocześnie nie rozumiał, dlaczego go za to po prostu lubią, zamiast wielbić i podlizywać się mu na każdym kroku, skrycie zazdroszcząc umiejętności. Z tego powodu chwilę trwało, zanim uświadomił sobie, że inni mogą go akceptować takim, jakim jest.
- Chcesz coś mocniejszego do kolacji, Severusie? – pan Granger mrugnął do niego łobuzersko, gdy szedł do barku z alkoholami.
- Miałeś rację, ta mieszanka przypraw jest świetna! Dobrze, że posypałam nią kurczaka – chwaliła czarodzieja Jean, podczas krojenia mięsa.
- Jeśli chcesz Suzanne, to mogę ci opowiedzieć po kolacji historię o smokach, które widziałam – Hermiona rozbudzała wyobraźnię siostry.
- Super! – ucieszyła się dziewczynka. – Sev! Ty też je widziałeś?

- Tak, widziałem. Miałem nadzieję, że zjedzą kilkoro uczniów, ale nie udało się – oznajmił, siląc się na obojętność.

Hermiona z rodzicami parsknęła śmiechem w reakcji na to wyznanie i usiedli do stołu, gdzie zajęli się wesołą rozmową. Wszyscy się do siebie uśmiechali i dawali rady, gdy wychodziły na jaw jakieś problemy. Był to kolejny wieczór, podczas którego Severus obserwował uważnie tę cząstkę ich świata. Tylko że tym razem do jego głowy wpadła nowa, niespodziewana myśl. Poczuł, że od tej pory nie musi już nigdy wątpić. Zrozumiał, że w jakiś magiczny sposób, stał się częścią rodziny, o jakiej marzył, gdy był dzieckiem.