Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Suzanne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Suzanne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 września 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 76 – Mroczny rytuał


- Masz pięć minut, aby spakować siebie i żonę. Wyjeżdżacie na dłużej – Snape powiedział to do pana Grangera, który od razu wybiegł z pokoju, jakby ktoś go gonił. – Idź mu pomóc! Na co czekasz? – zapytał Hermiony surowym tonem.
- Muszę się przebrać – oznajmiła, gdy stała przed lustrem i zdejmowała welon.
- Nie mamy na to czasu! – prychnął Severus i zmierzył ją spojrzeniem od stup do głów – poza tym… ładnie w niej wyglądasz – dodał cicho.
Hermiona pomyślała, że gdyby nie to, że aż ją mdliło ze strachu, to zarumieniłaby się i zachichotała w reakcji na tak niespodziewany komplement.
- Chociaż… - czarodziej się zamyślił – gdy się uważniej przyjrzeć, to można stwierdzić, że ma w sobie coś z podomki – zakpił.
Gdyby wzrok mógł zabijać, to Severus byłby martwy. Hermiona przez sekundę szczerze żałowała, że nie jest bazyliszkiem. Jednak nie była nim, dlatego musiała okazać swoje niezadowolenie poprzez wyprostowanie się i minięcie byłego współlokatora bez słowa.
- Co się dzieje? – Ginny dopadła przyjaciółkę na korytarzu.
- Severus znalazł sposób, aby uratować mamę – wyszeptała Hermiona.
- W dniu ślubu? – Harry nie ukrywał irytacji. – Zadziwiający zbieg okoliczności…
- Nie muszę ci się tłumaczyć, Potter! – warknął Snape, który bezszelestnie pojawił się za ich plecami.
- Na pewno zrobiłeś to specjalnie! – wysyczał auror, posyłając gniewne spojrzenie w stronę byłego mistrza eliksirów. – Specjalnie wybrałeś ten dzień i godzinę, aby tylko nie wyszła za mąż!
Hermiona nie czekała na dalszą wymianę zdań pomiędzy Harrym i Severusem. Po pierwsze, wiedziała, że będą obrzucać się coraz bardziej jadowitymi zniewagami, a po drugie, nie miała na to czasu. Nawet jeśli jej przyjaciel miał rację, to nie martwiła się tym zbytnio. Wiedziała, że ten ślub nie jest tym, czego pragnęła w tym momencie. Wolała mieć zdrową matkę i chłopaka, z którym spędzi trochę czasu przed poważnymi deklaracjami.
- Odsuń się, pomogę ci – powiedziała do ojca, zamykając drzwi na klucz.
Uniosła różdżkę i ubrania same zaczęły pakować się do walizek. Po chwili dołączyły do nich przybory toaletowe, które przyleciały posłusznie z łazienki i wylądowały w odpowiedniej przegródce.
- Co on zamierza zrobić? – zapytał pan Granger, gdy zasuwał zamki.
- Nie wiem, ale boję się, że może to dotyczyć czarnej magii – wyznała Hermiona. – Nie widzę innego powodu, dla którego kazałby nam przysięgać.
- To nie ważne, dziecinko… - szepnął ojciec czarownicy, który zrobił się blady ze strachu. – Zrobiłbym wszystko dla Jean. Pobiegłbym wprost do piekła i z powrotem.
- Skończyliście!? – rozeźlony głos Severusa, dobiegł zza drzwi.
- Tak, już idziemy! - oświadczyła Hermiona, chwytając walizkę matki.
Po chwili na schodach domu państwa Granger pojawił się dziwaczny orszak. Na czele szedł Severus, którego długi, czarny płaszcz powiewał niczym skrzydła nietoperza. Zaraz za nim podążał Harry, którego mina świadczyła o tym, jak bardzo nienawidzi swojego byłego nauczyciela. Hermiona z Ginny niosły razem walizkę, ponieważ suknia ślubna mocno utrudniała to zadanie. Pochód zamykał pan Granger, który skupiony był na tym, aby nie nadepnąć na koronkę, która sunęła po schodach zaraz za swoją właścicielką.
- Spakuj walizki do swojego samochodu. Ja zajmę się Jean – Severus rozkazał ojcu Hermiony, a sam udał się w stronę chorej kobiety, która siedziała na wózku inwalidzkim.
Białaczka wyniszczyła jej organizm i widać było, że każda chwila jest dla niej cierpieniem. Miała otwarte oczy, ale sprawiała wrażenie, że nie widzi, co się wokół niej dzieje. Zdawało się, że ciało Jean to tylko skóra i kości, dlatego Severus bez problemu wziął ją w ramiona i podniósł. Dopiero wtedy zareagowała, patrząc na niego ze zdziwieniem.
- Uratuję cię – szepnął do niej czarodziej i ruszył w stronę wyjścia.
- Idę z wami! – krzyknął Harry. – Chcę mieć pewność, że wszystko będzie w porządku!
- A ja chcę wiedzieć, co tu się dzieje! – zawołał Thierry, który starał się utrzymać wyrywającą się Suzanne.
- Chcę jechać! Chcę jechać! Chcę jechać! – wydzierała się dziewczynka, kopiąc po kostkach narzeczonego siostry.
- Suzanne, zostajesz z panną Weasley! – krzyknął Severus, odwracając się, co sprawiło, że trzylatka od razu się uspokoiła. – Ona się tobą zajmie.
- Niby czemu ja!? – zaprotestowała gwałtownie Ginny.
- Bo jesteś babą, a one znają się na dzieciach – odparł jadowitym tonem. – Potter ci pomoże, niech nabiera wprawy.
- Po moim tru…
- Proszę, zostań z Ginny. Wrócę i wszystko wam opowiem – Hermiona przerwała Harry’emu.
- Ufasz mu bardziej niż mnie? – padło poważnie pytanie.
- W tym momencie tak – potwierdziła czarownica i spuściła wzrok, aby nie widzieć rozgoryczenia na twarzy przyjaciela.
Severus uśmiechnął się triumfalnie do Harry’ego i opuścił dom Grangerów. W tym czasie Hermiona podeszła do Thierry’ego, który stał przodem do okna, a tyłem do niej. Na twarzy miał dziwną minę, która mogła świadczyć o wielu emocjach, ale zarazem była trudna do rozszyfrowania.
- Czy jestem na ciebie zły i obrażony? Oczywiście – oświadczył zdławionym głosem, gdy Hermiona stanęła przed nim. – Mimo tych uczuć, jestem w stanie stwierdzić, że jest to ekscytujące i dzięki temu będę miał materiał do swojej książki. Nawet nieprzyjemne doświadczenia mogą stanowić inspirację. Poza tym wiem, że coś wszyscy przede mną ukrywacie. Te porozumiewawcze spojrzenia… szepty… niedopowiedzenia… Mam nadzieję, że kiedyś mi to wyjaśnisz.
- Oczywiście – wyszeptała Hermiona, po czym pocałowała go gwałtownie. – Poczekaj tu na mnie – oznajmiła i pobiegła do samochodu.
Siadła z tyłu, koło mamy i zapięła pas. Gdy dojechali do końca uliczki, odwróciła się i zobaczyła, że na ich podjeździe zaparkował samochód, z którego wysiadł urzędnik, który miał udzielić jej i Thierry’emu ślubu. Westchnęła potężnie i powróciła do poprzedniej pozycji.
- Będzie… dobrze… - wyszeptała Jean z trudem i zrobiła lekki ruch ręką, kierując ją w stronę córki.
Hermiona złapała ją za dłoń, na której mogła spokojnie uczyć się anatomii, ponieważ dało się wyczuć każdą kość i przytaknęła. Spojrzenie jej i ojca spotkało się we wstecznym lusterku. Nie musieli porozumieć się przy pomocy słów. Obydwoje wiedzieli, że są gotowi na wszystko, byleby tylko uleczyć swoją ukochaną matkę i żonę.

***

Zostawili walizki w samochodzie i weszli do pustego domu Hermiony. A przynajmniej tak się jej zdawało.
- Albo powstrzymasz swojego przyjaciela, albo zaraz walnę go wyjątkowo paskudnym zaklęciem – Severus ostrzegł czarownicę ledwo słyszalnym szeptem, po czym błyskawicznie wyciągnął różdżkę i posyłał jasnożółty promień w kąt salonu.
Hermiona zobaczyła, że w stronę Snape’a leci fioletowe światło, które ten odbił bez trudu magiczną tarczą. Od razu zrozumiała, kto chowa się pod peleryną niewidką i postanowiła działać.
- Przepraszam, musiałam – jęknęła, gdy odnalazła Harry’ego, który leżał koło kominka, oszołomiony jej zaklęciem.
- Na Merlina, jakim cudem on został aurorem… – prychnął Severus z niesmakiem i podszedł do stolika, na którym leżał pergamin, piórko i kałamarz. – Podpiszcie – rozkazał Hermionie i jej ojcu. – Nie chcę ryzykować, że się rozmyślicie w trakcie.
- Mamy oddać część siebie!? – czarownica była zszokowana, gdy przeczytała zdania, które wyszły spod ręki Snape’a.
- Dla matki mogłaś zrobić największą głupotę w swoim życiu, dlatego uznałem, że będziesz w stanie odprawić dla niej czarno magiczny rytuał – wyjaśnił z powagą. – Zapewniam, że nikt nie zginie, a jeśli będziecie chcieli, to wymarzę wam pamięć.
- Ja… ja muszę… dla niej… - wydukał z trudem ojciec Hermiony i złożył podpis na pergaminie, pomimo trzęsącej się ręki.
Młoda kobieta spojrzała na swoją matkę i w ułamku sekundy podjęła decyzję. Severus miał rację. Czym jest kawałek ciała, a przynajmniej tak podejrzewała, przy tym, że chciała oddać całe swoje życie Thierry’emu, którego tak naprawdę ledwo znała? Wzięła do ręki piórko, zanurzyła je w kałamarzu i się podpisała.
- Jestem z ciebie dumny – powiedział wyraźnie uradowany Snape. – Teraz musimy teleportować się na cmentarz, gdzie są pochowani rodzice Jean. Ty nas poprowadzisz – oznajmił, biorąc na ręce panią Granger i podchodząc do Hermiony, która stała osłupiała na środku salonu.
- Przecież tutaj nie można się teleportować – wymamrotała ze zdumieniem.
- Zdjąłem zaklęcie – wyjaśnił czarodziej. – Łap nas i rób, co trzeba. Czas ucieka.
Hermiona podała rękę ojcu, który pomimo strachu uśmiechnął się do niej blado. Jeszcze nigdy nie teleportował się i pewnie byłby zachwycony, gdyby odbyło się to w bardziej pozytywnych okolicznościach. Druga dłoń czarownicy zacisnęła się na łokciu Severusa i po chwili wszyscy pojawili się na cmentarzu, gdzie owiało ich zimne powietrze. Hermiona rozejrzała się badawczo i z ulgą stwierdziła, że nikt nie zauważył ich dziwacznego sposobu przybycia. Setka nagrobków stała wśród morza mizernej trawy, która z niecierpliwością oczekiwała na wiosnę. Na horyzoncie widać było nagie drzewa, które świadczyły o bliskości drogi dojazdowej. Na cmentarzu nie było nikogo poza ptakami, które krążyły na tle zachmurzonego nieba.
- Zabezpiecz teren – rzucił Snape przez ramię, gdy oddawał Jean w ramiona jej męża. – Ja w tym czasie wszystko przygotuję.
Nie musiał dwa razy powtarzać polecenia. Hermiona zaczęła chodzić wokół towarzyszy, mrucząc zaklęcia, których używała z czasów ukrywania się przed Voldemortem. Pamiętała je doskonale, dlatego po chwili cała czwórka zniknęła z oczu zarówno mugoli, jak i czarodziejów oraz zwierząt. Nikt nie miał prawa ich niepokoić podczas czarów.
W tym czasie Severus wyjął ze swojej torby kociołek i powiększył do sporych rozmiarów przy pomocy magii. Tak wielkich, że mógł się w nim zmieścić człowiek. Następnie wyjął słój ze srebrzystym płynem, linę, mały, ale ostry nóż, pałkę i tasak. Te wszystkie przedmioty połączone z płytą nagrobkową dziadków Hermiony, doprowadziły ją do jedynego, słusznego wniosku.
- To będzie ten sam rytuał, który odprawił Glizdogon dla Voldemorta? – zapytała, czując, że drży, nie z powodu zimna, a strachu.
- Tak – oznajmił Severus ze spokojem, otwierając słój i wlewając płyn do kotła.
Szklane naczynie było zaczarowane tak, że było w stanie pomieścić o wiele więcej, niż na to wyglądało. Po chwili kocioł był pełen eliksiru, a pusty słój został odstawiony na bok.
- Zimno mi – powiedziała Jean słabym głosem.
- Zaraz się rozgrzejesz – odparł Severus i wyczarował płomienie, które buchnęły pod kotłem. – Połóż ją tutaj na ziemi, a ty usiądź na płycie nagrobnej – zwrócił się do pana Grangera, który ruszył na drżących nogach, aby wykonać polecenie.
Hermiona miała ochotę krzyczeć do ojca, aby uciekał z matką, ale wiedziała, że nie może tego zrobić. Nie chciała brać udziału w czarno magicznym rytuale, ponieważ było to sprzeczne z jej naturą. Kojarzył się jej tylko ze złem i cierpieniem. Tylko że tym razem miał pomóc jej matce. Czarownica zastanawiała się intensywnie, kto ma odciąć sobie rękę: ona czy ojciec. Nie była przygotowana na aż tak wielkie poświęcenie. Nie wątpiła, że Severus potrafił wyczarować nową kończynę, w końcu był uczniem Voldemorta, ale nie miała ochoty czuć straszliwego bólu, gdy tasak przetnie mięśnie, nerwy i kość. Tak samo nie chciała widzieć cierpienia swojego ojca, gdyby to na niego trafiło.
Severus widocznie domyślał się, o czym myśli Hermiona, ponieważ wycelował różdżką w pana Grangera, a ten padł nieprzytomny na płytę nagrobka. Czarodziej podszedł do niego i ułożył go w pozycji bocznej, z wyciągniętą do przodu lewą ręką. Czarownica z przerażeniem spojrzała na tasak, który Snape położył na brzegu kamienia.
- Nie musisz się martwić. Zdezynfekowałem go, aby zachować wszelkie standardy higieny – wyjaśnił z ironią.
- Jeśli on umrze… - Hermiona zaczęła mówić, jednocześnie dysząc ciężko ze zdenerwowania.
- Nie umrze – przerwał jej czarodziej. – Nic nie będzie czuł ani pamiętał. O siebie się martw, bo musisz oddać krew.
- Ale… ale to bez sensu! – wykrzyknęła, przypominając sobie relację Harry’ego. – Glizdogon musiał sam sobie odciąć rękę, a do wywaru dodał zabraną siłą krew wroga!
- Rozmawiałem z Albusem i był przekonany, że to była tylko interpretacja Voldemorta – wyjaśnił Severus niecierpliwym tonem. – Kazał mi się skupić na miłości.
- Albus Dumbledore? – zdumiała się Hermiona.
- A znasz innego!? – warknął Snape, po czym zaczął rozbierać Jean. – Pomóż mi! Ma być naga!
Czarownica zrobiła, co rozkazał. Skoro Albus Dumbledore wiedział o wszystkim, to oznaczało, że nie powinna się bać. Dlatego uspakajała mamę, która nie rozumiała do końca, co się z nią dzieje. Według wszelkich informacji, do których dotarła Hermiona, stan Jean zwiastował zbliżającą się śmierć. Tak zachowywały się osoby, które wkrótce miały pożegnać świat.
- Zwiąż ją – polecił Severus, przywołując sznury z nagrobka.
- Oszalałeś!? – czarownica wydarła się na niego.
- Musi być zanurzona w eliksirze przez jakieś dwie minuty, nie może nabrać powietrza – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Widziałem wystarczająco wiele zgonów, aby wiedzieć, że mugole potrafią w ostatnim odruchu rzucić się przed siebie. Nie chcę ryzykować – przywołał do siebie pałkę. – Jeśli zobaczysz, że się wynurza, to masz ją tym walnąć. Rozumiesz!? – obrzucił Hermionę ostrym spojrzeniem.
- Tak – wydukała drżącym głosem.
- Ja zajmę się kośćmi i twoim ojcem. Ty w tym czasie popilnujesz matki. Tym nożem masz przeciąć swoje żyły na nadgarstku i wlać krew do kotła – podał jej nożyk. – Możesz wybrać rękę – dodał łaskawym tonem. – Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to twoja matka za kilka minut będzie zdrowa.
Hermiona wolała nie pytać, co się stanie, jeśli rytuał się nie powiedzie. Poświęcała dla niego naprawdę wiele. Bała się o ojca, który miał za chwilę stracić dłoń. Miała podciąć sobie żyły. Czekała ją trudna rozmowa z Thierrym, Harrym i Ginny. Nie mogła dopuścić, aby cokolwiek poszło źle!
- Gotowa? – ciche pytanie przerwało jej rozmyślania.
Severus zdjął płaszcz i podwinął rękawy koszuli, przez co w migotliwym świetle ognia, było wyraźnie widać białą bliznę, która została po mrocznym znaku. Czarownica wzięła głęboki wdech i popatrzyła prosto w jego czarne oczy. Już nie czuła strachu, nie bała się bólu. Jej organizm zaczął produkować adrenalinę, co sprawiło, że się skoncentrowała na zadaniu i wiedziała, że będzie mogła działać na najwyższych obrotach. Przytaknęła głową.
- Mamy dwie, maksymalnie trzy minuty. Zaczynamy. Trzy… dwa… jeden!
Rozległ się głośny plusk, gdy Severus wrzucił Jean do bulgocącego eliksiru. Hermionie zdawało się, że każda sekunda trwała godzinę. Widziała, jakby w zwolnionym tempie, jak Snape przywołuje kości jej dziadków i wrzuca do kotła, recytując formułkę. Następnie ruszył ku płycie nagrobnej, na której leżał nieprzytomny ojciec Hermiony. Tego dziewczyna nie mogła znieść. Skierowała swój wzrok ku eliksirowi, pomimo gryzącej kombinacji dymu i pary. Słyszała głuche odgłosy, wydobywające się z kotła, które świadczyły, że jej matka walczy mimo wyczerpania chorobą. Łzy napływały jej do oczu, ale nie zamykała ich, tylko jak zahipnotyzowana patrzyła, jak ciemny kształt zbliża się coraz bliżej powierzchni. Zdała sobie sprawę, że wcześniejszy spokój uleciał, a zamiast niego pojawiła się panika i przerażenie. Łysa głowa Jean wynurzyła się prawie do uszu, gdy Hermiona zareagowała. Zapomniała o pałce, dlatego użyła swojej ręki. Możliwe, że jej podświadomość zrobiła to specjalnie, ponieważ nie chciała sprawiać matce więcej bólu. Jak bardzo to nie był dobry wybór, okazało się po chwili, ponieważ Hermiona wrzasnęła z całych sił i wyciągnęła dłoń z kotła, która była poparzona do samej kości.
- Idiotka! – zagrzmiał Severus, który pojawił się koło niej. – Ciało męża, oddane z ochotą, ożyw jego żonę! – zawołał i wrzucił do eliksiru zakrwawioną rękę pana Grangera.
Czarownica poczuła, że jej ciało odmawia posłuszeństwa. Stało się jakby drętwe, sztywne. W uszach słyszała szum, a przed oczami pojawiły się mroczki. Zaczęła szybko oddychać, nie mogąc się uspokoić. Rzuciła przerażone spojrzenie w kierunku Severusa, który złapał ją tuż nad nadgarstkiem poparzonej dłoni, czym wybrudził śnieżnobiałą koronkę krwią pana Grangera. Skierował jej rękę nad kocioł.
- Tnij! – syknął. – Już!
Hermiona poczuła, że zaraz zwymiotuje albo zemdleje. Jedno i drugie zbliżało się wielkimi krokami. Jednak nie mogła się poddać słabości przed dodaniem ostatniego składnika do eliksiru. Wysiłek był straszny, ale postanowiła, że pomimo braku pełnej kontroli nad ciałem i ogromnego bólu ręki, dokończy dzieła. Z trudem przysunęła zdrową dłoń, która trzymała nożyk, do nadgarstka poparzonej.
- Krew córki, oddana z miłości, wskrześ jej matkę – wyrecytował Severus.
Hermiona zrobiła to mechanicznie. Z rozcięcia trysnęła rubinowa krew i zmieszała się z eliksirem. Wtedy szum w uszach czarownicy zmienił się w pisk, a obraz się rozmazał. Poleciała w otchłań nieświadomości.

***

Obudziła się w swoim pokoju, leżąc na łóżku koło ojca. Uniosła się z trudem, aby sprawdzić, czy on żyje, ale jęknęła z bólu i opadła na poduszki. Poparzona dłoń ze zdwojoną siłą zaczęła przypominać, o tym, co się wydarzyło. Hermiona tym razem o wiele ostrożniej uniosła się na łokciu zdrowej ręki i z ulgą zobaczyła, że jej ojciec oddycha. Chciała wstać, ale gdy tylko siadła na łóżku, to od razu złapały ją niesamowite mdłości. Ostatkiem sił dopadła brzegu mebla i zwymiotowała na podłogę. Dopiero wtedy zaczęła jasno myśleć, a jej ciało przezwyciężyło odrętwienie. Ponownie usiadła na łóżku i podjęła próbę wstania, która się powiodła. Wtedy dostrzegła, że jej ojciec ma obydwie dłonie. Odetchnęła z ulgą i podeszła do biurka, gdzie leżała jej różdżka.
- Chłoszczyść – mruknęła, kierując ją w stronę podłogi.
Miła woń mydła rozeszła się po pokoju. Hermiona oceniła, że uprzątnęła wszystko i uznała, że czas odnaleźć Severusa i jej matkę.
- A jeśli rytuał się nie powiódł? – strach znowu dopadł czarownicę.
Szybkim krokiem przemierzyła korytarz na piętrze i błyskawicznie zbiegła po schodach, ponieważ zobaczyła dwie postaci w salonie. Otulona w płaszcz Severusa Jean, trzymała go za dłoń i szeptała coś drżącym ze wzruszenia głosem. Łzy ściekały jej po twarzy. Czarodziej patrzył na nią, jak się zdawało Hermionie, z pewną dozą czułości i się uśmiechał. Nie był to wredny czy niemiły uśmiech, do którego była przyzwyczajona, tylko prawdziwy i szczery, który sprawiał, że niezbyt przystojna twarz Snape’a zmieniała się nie do poznania. Przestała być odpychająca. Czarownica pomyślała, że pragnęłaby częściej widzieć go w takim wydaniu.
- Mamo! – rzuciła się, aby uściskać rodzicielkę.
Wiedziała, że rytuał się powiódł. Zniknęły wszelkie objawy choroby. Jean przestała być wychudzona i zmęczona, a nawet wyrosły jej z powrotem włosy.
- Córeczko! – zawołała z uśmiechem. – Dziękuję. Bez ciebie i taty już bym nie żyła… oraz bez Severusa – uśmiechnęła się do czarodzieja i ponownie złapała go za rękę.
- Obiecałem Hermionie, że znajdę sposób, aby cię wyleczyć. Dotrzymałem słowa – oznajmił tonem, w którym można było usłyszeć nutkę samozadowolenia – i widzę, że mam kolejne zadanie do wykonania. – Złapał czarownicę za rękę i zaczął oglądać jej dłoń.
- Ała, boli! – jęknęła.
- Musiałaś wsadzić ją do najsilniejszego, czarno magicznego eliksiru, jaki znam – mruknął. – Będę musiał tutaj zostać, aby doprowadzić ją do stanu używalności… a przynajmniej się postaram – oświadczył ponurym tonem.
- Nie zagoi się? – pani Granger spojrzała z lękiem na córkę.
- To poważny magiczny uraz – ocenił Severus. – Możliwe, że nie będziesz mogła pisać. Radzę nabyć samonotujące pióro.
- To nic. Dam sobie radę – oznajmiła Hermiona uspokajająco. – Wierzę, że Severus mi pomoże – uśmiechnęła się szeroko do czarodzieja. – Mam nadzieję, że chcesz znowu tutaj zamieszkać.
- Mam taki zamiar – przytaknął. – Teraz przepraszam, ale muszę zajrzeć do mojego ostatniego pacjenta – wstał z kanapy i ruszył ku schodom. Hermiona zauważyła, że poruszał się o wiele bardziej sprężyście niż normalnie, co oznaczało, że ma wyjątkowo dobry humor.
- Co z tatą? – zapytała, tuląc się do kolan matki.
- Severus mówił, że stracił dużo krwi, ale dojdzie do siebie – wyjaśniła kobieta.
- Mówisz mu po imieniu? Czyżbyś zaczęła go lubić? – Hermiona zachichotała.
- Lubić? Oszalałaś!? – odparła pani Granger z błyskiem w oku. – Ja go kocham! Zamierzam zapraszać was w każdą niedzielę na obiad.
- A Thierry? – zdziwiła się Hermiona.
- Rozważ zmianę narzeczonego… - odparła poważnie Jean. – Przecież żartuję! – roześmiała się perliście, widząc minę córki. – Ślub przepadł, ale myślę, że bardzo nie żałujesz. Co się odwlecze, to nie uciecze. Utniemy rękawy i będziesz mogła pójść do ołtarza w tej samej sukni.
- Hmm – czarownica zamilkła na chwilę, rozmyślając. – Jak wytłumaczymy twoje uzdrowienie? Muszę coś powiedzieć Thierry’emu…
- Severus już to załatwił – na twarzy pani Granger zakwitł wspaniały uśmiech. – On jest naprawdę mądrym facetem. Pomyślał o wszystkim. Jak tylko doprowadzi tatę do porządku, to pojedziemy do Lourdes. Zarezerwował nam tam miesięczny pobyt. Powiemy, że moje uzdrowienie to cud. Tacie wyczaruje odpowiednie zwolnienie. Będziemy mieć drugi miesiąc miodowy – mrugnęła łobuzersko do córki.
- A co ze mną i Suzanne? – spytała.
- Zajmie się wami. Już zapowiedział, że nie puści cię do pracy z tą ręką.
Czarownica popatrzyła na roześmianą twarz matki i wiedziała, że nie będzie dyskutować. Odzyskała ją i wszystko było w porządku. Przepełniało ją szczęście i nawet gdyby Severus oświadczył, że wysyła rodziców na księżyc, to by nie protestowała.
- Jean, ty żyjesz! – radosny okrzyk potoczył się echem po salonie, gdy pan Granger stanął na szczycie schodów.
Blady i roztrzęsiony zbiegł po schodach, aby przytulić żonę. Hermiona patrzyła na nich i stwierdziła, że w ogóle nie żałuje, że jej ślub się nie odbył.

***

Mama długo do niej machała, gdy odjeżdżała wraz z ojcem w stronę głównej ulicy. Wiedziały, że jeszcze nacieszą się swoją obecnością, ale na razie musiały się rozstać. Użycie magii, aby przekonać znajomych, współpracowników i wszystkich osób znających Jean, że nie była chora, było zbyt karkołomnym wyzwaniem. Takie zadanie mógł wykonać spory zespół z Ministerstwa Magii i to po miesiącu intensywnej pracy. Oznajmienie, że wyzdrowienie spowodowała woda z Lourdes, było łatwe, ponieważ rodzice Hermiony obracali się głównie wśród chrześcijan.
- Masz – Severus wręczył jej rękawiczkę, gdy tylko przekroczyła próg domu. – Mugole będą widzieli normalną rękę. Czarodziejów to nie oszuka – wskazał na Harry’ego, który nadal leżał nieprzytomny koło kominka.
- Dziękuję – powiedziała czarownica i naciągnęła ją na dłoń. Mugolskie tabletki sprawiły, że ból był mniejszy, ale nadal bardzo utrudniał jej życie. – Zaraz go odczaruję – obiecała.
Odczuwała ogromną wdzięczność, jakiej nie czuła dotychczas w swoim życiu. Wiedziona instynktem, podeszła do Severusa, popatrzyła mu głęboko w oczy i objęła najmocniej, jak potrafiła. Ignorując palący ból w prawej dłoni, zacisnęła palce na szacie na jego plecach. Jednocześnie szukała słów, które oddałyby, co teraz czuje. Chciała mu podziękować, ale emocje sprawiły, że zalała się łzami.
- Jesteś wspaniały… cudowny… fantastyczny… - wymieniała z trudem, podczas gdy jej głos trząsł się od płaczu.
- Wiem – szepnął do ucha czarownicy.
Gdyby Hermiona popatrzyła w tym momencie na Severusa, to dostrzegłaby na jego twarzy szeroki, szczery uśmiech, który jest typowy dla ludzi, którzy są dumni z tego, co zrobili.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 70 – Smutne święta



Wściekłość ogarniała Severusa za każdym razem, gdy przypominał sobie, jak dał się oszukać. Księga, która miała zawierać najgorszą czarną magię, okazała się po prostu dziennikiem czarodzieja o imieniu Ekrizdis. Snape na początku miał trudności z rozszyfrowaniem piętnastowiecznej angielszczyzny, ale gdy mu się to udało, to przekonał się, że autor zapisków był szaleńcem, lubiącym torturować mugoli dla zabawy. Ze skóry jednego z tych nieszczęśników zrobiona była okładka. Severus widywał gorsze rzeczy, ale akurat ta księga napawała go odrazą. Gdyby trafiła w jego ręce w czasie, gdy był nastolatkiem, to byłby wniebowzięty. Teraz jednak sprawa rysowała się zupełnie inaczej. Ekrizdis zbudował Azkaban i uczynił go miejscem kaźni dla żeglarzy, a po jego śmierci czarodzieje uznali, że zrobienie z niego więzienia to dobry pomysł. Severus nie raz się wzdrygał i żołądek podchodził mu do gardła, gdy czytał, co się tam działo. Od razu przypominał sobie lata, które spędził wśród zimnych, wilgotnych murów, które zdawały się przelewać w niego cierpienie setek torturowanych więźniów.
- Na to wydałem pół mojej rocznej pensji – mruknął do siebie czarodziej.
Był mocno zirytowany. Po śmierci Albusa poczuł, jakby został spuszczony ze smyczy. W końcu nie musiał ukrywać przed nim faktu, że kupuje czarnomagiczne księgi i przedmioty. Dyrektor starał się trzymać go jak najdalej od tego. Wertując od niechcenia kolejne strony dziennika, Severus kolejny raz obwiniał samego siebie. Uważał, że był skończonym głupcem. Czemu nie kazał sprzedającemu pokazać zawartości? Powinien był sprawdzić, czy ten mówi prawdę.
- Kłamstwa także nie mogę mu zarzucić. Ta księga zionie złem. Problem w tym, że nie tego oczekiwałem – pomyślał czarodziej.
Decyzję musiał podjąć szybko. Wszystko wydarzyło się niecałe trzy tygodnie przed zakończeniem wojny, w czasie gdy Severus sprawował funkcję dyrektora Hogwartu. Musiał wtedy użerać się zarówno z nauczycielami, którzy byli pewni, że jest po stronie Voldemorta, jak i z rodzeństwem śmierciożerców, które lubiło torturować uczniów. Nie chciał, aby zarówno jedni, jak i drudzy dowiedzieli się, co zaoferował mu zakapturzony czarodziej, mówiący z silnym, wschodnim akcentem, który odwiedził go w szkole. Snape był przekonany, że w księdze znajdzie zaklęcia, które pomogą mu w walce. Nie miał żadnej pewności, że Potter sobie poradzi, mimo że pomagała mu Hermiona. Wolał zabezpieczyć się na przyszłość, gdyby to on musiał zmierzyć się z Voldemortem. Niestety, nie zdążył zajrzeć do księgi po skończonej transakcji. Gdy zaniósł ją do swojego gabinetu, przyszła Alecto Carrow, aby go poinformować, że Czarny Pan czeka na niego na błoniach. Wtedy Severus podjął decyzję, że schowa swój nowy nabytek w bezpiecznym miejscu i przeczyta dopiero w dogodnym momencie. Miał mało czasu, ale wszystko poszło zgodnie z planem. Voldemort powędrował w stronę grobu Dumbledore’a, a Snape w tym czasie poszedł po księgę ukrytą w Zakazanym Lesie, pobiegł z nią za granicę Hogwartu i teleportował się na cmentarz. Ledwie udało mu się uspokoić oddech, gdy Czarny Pan pojawił się w zamku.
Severus był pewny, że zrobił dobrze. Voldemort nie musiał wiedzieć o kolejnych czarnomagicznych zaklęciach, które pomogłyby mu w opanowaniu Europy po tym, jak podbił świat czarodziejów w Wielkiej Brytanii. To było pewne jak słońce, że po śmierci Pottera, jego żądza władzy nie będzie znała granic.
- Niepotrzebnie się starałem. Mogłem ją zostawić w gabinecie – oznajmił sam sobie Severus. – Co my tu mamy? Tortury… jakiś poemat, po którym przebiegł kot… przepis na przegrzebki w winie… znowu tortury… jeszcze więcej tortur… o, zatruł się przegrzebkami… jak miło… jeden z marynarzy uciekł, ale się utopił… kolejna porcja „zabaw”… facet był naprawdę monotematyczny… Na brodę Merlina!
Oczy Severusa błyskawicznie przemykały po zapisanych słowach. Ekrizdis żalił się na jednej ze stron, że mugole zbyt szybko umierali, a nowi nie raczyli się zjawić. Nie pomagały iluzje półnagich kobiet, które miały zwabiać marynarzy do Azkabanu. Czarnoksiężnik podejrzewał, że rozeszły się plotki o zgubie, która czyha na pływających po Morzu Niemieckim. Z tego powodu miał do wyboru oszczędzanie więźniów albo pozyskiwanie nowych na lądzie. Jak wynikało z notatek, druga opcja nie przypadła Ekrizdisowi do gustu, ponieważ odczuwał lęk, że społeczeństwo czarodziejów domyśli się czegoś. Dlatego musiał jakoś wzmocnić mugoli i po kilkunastu nieudanych próbach, stworzył eliksir, który to czynił. Ingrediencje oraz sposób ich łączenia zapisał na kartach pamiętnika.
Do Snape’a dotarło, że ma wielką szansę. Gdyby udało mu się wzmocnić organizm Jean Granger i dzięki temu uratować ją od śmierci, to Hermiona rzuciłaby mu się w ramiona bez żadnej wątpliwości. Severus nie raz wspominał ten błysk w jej oczach, gdy patrzyła na niego z niekłamanym podziwem. Pamiętał słowa, które wypowiadała i jej szczery śmiech, gdy ją rozbawił. Ty naprawdę potrafisz być wspaniały. Chciał to jeszcze raz usłyszeć z jej ust. Bardzo doskwierał mu brak zainteresowania z jej strony.
- To nie będzie proste. Nie znam nazw połowy tych ingrediencji. Możliwe, że ciężko będzie je dostać, gdy już rozszyfruję, co to jest. Przepis ma ponad pięćset lat, ale wiem, że dam sobie radę – Severus uśmiechnął się pod haczykowatym nosem i zabrał się za przepisywanie wytycznych Ekrizdisa.

***

Suzanne nie przestawała gadać o swoich wymarzonych prezentach, podczas gdy Hermiona starała przypomnieć sobie, jak działa DVD. Chciała puścić bajkę, którą wypożyczyła. Czarownica usłyszała, że to tegoroczny hit, który podoba się zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Tak przynajmniej zapewniał pracownik wypożyczalni. Hermiona uwierzyła mu na słowo, ponieważ aktualnie nie miała głowy do takich rzeczy. Była coraz bardziej przygnębiona świadomością, że jej mama może w każdej chwili umrzeć. Obejrzenie lekkiej komedii było dla niej szansą na relaks. Miała nadzieję, że chociaż przez małą chwilę zapomni o problemach.
- Gotowe! – oznajmiła z uśmiechem, gdy na ekranie telewizora pojawiło się logo wytwórni filmowej i z głośników popłynęła miła dla ucha muzyka.
- Sev! Oglądaj z nami! – głosik Suzanne zdradził obecność czarodzieja w salonie.
Hermiona zdusiła przekleństwo, które cisnęło się jej na usta. Nie miała ochoty na jego towarzystwo. Odkąd przyniosła mu galeony od Harry’ego, to zrobił się dla niej bardzo nieprzyjemny. Miała dość przytyków i drobnych złośliwości z jego strony.
- Nie sądzę, abym był zainteresowany – mruknął Snape, wpatrując się w ekran, na którym widniała księga, wzorowaną na średniowiecznej.
- … czekała w smoczym zamczysku, w najwyższej komnacie, w najwyższej wieży. Czekała na pierwszy pocałunek miłości – głos lektora płynął z głośników. - He, he, he, no to se jeszcze poczeka! – zarechotał, wyrywając stronę z księgi.
Hermiona poczerwieniała na twarzy z oburzenia, gdy zobaczyła, że posłużyła ona do podtarcia się w wygódce. Po usłyszeniu odgłosu spuszczanej wody i komentarzu: „co to za szajs?”, miała pewność, że wypożyczenie tej bajki nie było dobrą decyzją. Ze zgrozą wpatrywała się w kolejne sceny, które przedstawiały goły tyłek zielonego stwora, który przy akompaniamencie popowego przeboju, mył się i pluł błotem.
- On zamiast pasty użył robaka! – zaśmiewała się na cały głos Suzanne. – Jest tak brzydki, że pękło lustro!
- Ja chyba to zaraz wyłączę – jęknęła Hermiona słabym głosem, gdy stwór pierdział w jeziorku, co sprawiło, że zdechłe ryby zaczęły unosić się na powierzchni wody.
- Zostaw, chętnie obejrzę to cudowne… dzieło – jadowity głos Severusa dotarł do uszu czarownicy, pomimo hałasu, jaki robiła Suzanne, która śmiała się tak, że na pewno wszyscy sąsiedzi w okolicy ją słyszeli.
Hermiona zerknęła na siedzącą na kanapie postać mężczyzny i się skrzywiła, jakby zjadła coś nieświeżego. Była pewna, że spędzi miły wieczór z siostrą w czasie, gdy ich ojciec dezynfekował dom, przed przyjazdem Jean na święta. Wypożyczył lampę bakteriobójczą i korzystając z nieobecności najmłodszej pociechy, naświetlał nią kolejne pomieszczenia. Trwało to długo, dlatego Hermiona zajęła się Suzanne po pracy. Severusa nie uwzględniała w swoich planach.
- Och, to jest ogr... – oświadczył kąśliwie czarodziej, gdy zobaczył, co stwór napisał na tablicy.
- To nawet nie stało koło ogra – mruknęła Hermiona, przypominając sobie, co czytała na ich temat w bibliotece Hogwartu.
- Siadaj i nie gadaj – rozkazał Severus, pokazując miejsce koło siebie na kanapie. – Daj mi się rozkoszować tym absurdalnym połączeniem debilizmu i kretynizmu – uśmiechnął się złośliwie, gdy wieśniacy z bajki łapali za widły oraz pochodnie, które zamierzali użyć przeciwko ogrowi.
Hermiona jęknęła i z ociąganiem usiadła koło mężczyzny. Przymknęła oczy, gdy tytułowy Shrek jadł gałki oczne i bekał na płomień. Gdyby nie to, że Suzanne bawiła się świetnie, to już dawno wyłączyłaby ten pozbawiony pozytywnych treści film. Nie miała ochoty na atak histerii w wykonaniu trzylatki.
- Wina?
Dziewczyna otworzyła oczy, aby zobaczyć butelkę, którą trzymał przed jej twarzą Severus. Była wypita w jednej czwartej, co tłumaczyło jego stosunkowo dobry humor.
- Mógłbyś to schować i dokończyć, gdy dziecka nie będzie w pobliżu – syknęła ze złością.
- Są święta. Mam prawo do drobnej przyjemności.
- Zamierzasz się schlać?
- Tak, taki mam zamiar – przytaknął i pociągnął porządny łyk z butelki. – Zdradzić ci pewien sekret? – zapytał szeptem.
- Nie, dzięki – mruknęła Hermiona, wpatrując się z niesmakiem w Shreka, który mówił o breloczkach z ludzkiej wątroby i wyciskaniu białka z oczu, które smakuje najlepiej na tostach.
- Nienawidzę świąt Bożego Narodzenia – Severus zignorował odmowę dziewczyny.
Nic nie powiedziała na jego wyznanie. Popatrzyła na świąteczne ozdoby, które porozwieszała tego dnia z Suzanne i zrozumiała, czemu czarodziej nagle zapragnął się upić. Obwieszona bombkami choinka stała w kącie, tuż obok telewizora. Migające światełka poprzyczepianie były do karniszy. Na żyrandolu wisiała jemioła, w której na pewno nie roiło się od Nargli, a na drzwiach przyozdobiony kokardami wieniec z ostrokrzewu. Suzanne udekorowała szyby okienne sprejem imitującym śnieg. Zupełnie nie przeszkadzało jej, że wizerunek kotka oraz słoneczka i serduszka nie pasują do świąt.
Hermiona westchnęła potężnie, gdy patrzyła, jak Gepetto sprzedaje Pinokia. Chciała się rozerwać i zapomnieć o wszystkim na chwilę, a tu życie znowu dało jej się we znaki. Nie chcąc zostawiać Suzanne samej, oglądała dalej animację, która po pewnym czasie z niestrawnej zmieniła się w całkiem znośną. Niektóre dowcipy okazały się nie takie złe. Hermionie zdarzyło się zachichotać i przestała zwracać uwagę na Severusa, który szybko opróżniał butelkę. Z tego powodu nie zauważyła, że kilkukrotnie uniósł kąciki ust w górę, na co wpłynęła mieszanina alkoholu i parę bardziej wysublimowanych dowcipów.
- No i koniec – oznajmiła Hermiona, wyłączając telewizor.
Po seansie musiała stwierdzić, że początek był mylący. Animacja może miała kilka prostackich dowcipów, ale im bliżej końca, tym bardziej widać było, że twórcy mieli dobry pomysł na historię i morał z niej płynący. Czarownica doszła do wniosku, że Suzanne, która nie zauważyła żartów skierowanych do dorosłego widza, mogła nauczyć się, że nie należy patrzeć na wygląd, a pokochać można nawet najbrzydszą osobę.
- Lecę się bawić! – zawołała Suzanne z entuzjazmem i pobiegła po schodach na górę.
Za każdym razem, gdy przyjeżdżała do Hermiony, w jej pokoju pojawiała się nowa zabawka lub książeczka. Starsza siostra lubiła kupować młodszej jakieś drobiazgi, gdy wracała do domu metrem. Sklepy i kioski umieszczone w podziemiach oferowały niejedną atrakcję dla małych dziewczynek i Hermiona nie była w stanie się powstrzymać.
- O, jemioła – powiedział Severus pijackim tonem, gdy położył się na kanapie.
- Równie dobrze mógłbyś podziwiać sufit w swoim pokoju – stwierdziła chłodno czarownica, gdy schyliła się po butelkę, którą czarodziej zostawił na podłodze.
- Mógłbym cię pocałować! – oznajmił nieoczekiwanie, łapiąc ją za ramię.
- Ani mi się waż! – warknęła Hermiona, gdy wyrwała się z uścisku jego długich palców.
- Miałem nadzieję, że Potter gdzieś się tu ukrywa… – mruknął Severus niepocieszonym tonem. – Lubię go denerwować.
- Masz głupie pomysły! – ofuknęła go dziewczyna. – Poza tym obiecał mi, że nie będzie nas więcej szpiegować.
- Ale miał rację… – alkohol sprawił, że Severus zaczął gadać, co mu ślina na język przyniosła – my skończymy ze sobą… przecież ty… – czknął – ty sobie nikogo nie znajdziesz.
- Proszę cię, zamilknij – Hermiona modliła się w duszy, aby udało się jej odnaleźć wewnętrzny spokój.
- W sumie to masz Gumochłona…
- Jesteś pijany, uspokój się.
- Myślę, że jednak będziesz starą panną hodującą kuguchary…
- Idź do siebie! Po prostu zejdź mi z oczu! – rozkazała ostro Hermiona, stojąc nad nim z groźną miną.
- Jak chcesz – powiedział, unosząc się na łokciu.
Zanim czarownica zdążyła cokolwiek zrobić, Severus złapał ją w pół i przyciągnął do siebie na kanapę.
- Jeśli odmówisz mężczyźnie pod jemiołą, to będziesz samotna aż do śmierci – wymruczał, trzymając ją najmocniej, jak mógł.
Zarumieniona z emocji Hermiona, próbowała wyśliznąć się z jego objęć. Suzanne mogła do nich zbiec w każdej chwili i nigdy nie uda jej się przekonać małej, aby nie mówiła rodzicom o tym, co zobaczyła.
- Daj… jednego… i… cię… puszczę… - powiedział Severus z wysiłkiem, starając się utrzymać dziewczynę.
- Po… moim… trupie… - wydyszała, czując, że od zapachu wina kręci się jej w głowie.
- Pomyśl, że jesteś Fioną, a ja Shrekiem – poprosił przymilnym tonem, zaraz po tym, jak wyszarpnęła się z jego uścisku i odeszła na bezpieczną odległość, aby mieć pewność, że ponownie jej nie złapie.
- To ty nie raz narzekaleś, że brak mi wyobraźni – zripostowała, patrząc w jego zasnute mgłą oczy. – Poza tym… mam kogoś na oku – burknęła, rozcierając nadgarstki.
- Kłamiesz – uśmiech momentalnie znikł z twarzy Severusa.
- Nie kłamię. Umówiłam się z nim po świętach.
Czarodziej z trudem wstał z kanapy i bez słowa ruszył w stronę schodów. Chwiejąc się, wspiął się na nie i doszedł do drzwi do swojego pokoju. Dopiero wtedy Hermiona pozwoliła sobie na to, aby jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Dziękowała niebiosom za to, że Severus nie dowiedział się, jak bliska była spełnienia jego zachcianki. Gdyby mocniej ją trzymał, to ugięłaby się i kto wie, co mogło się dalej stać.
- Na pewno nic dobrego – zawyrokowała, idąc do pokoju Suzanne.

***

Mimo czającej się groźby świąteczny obiad minął w przyjaznej atmosferze. Jean, która ukryła łysą głowę pod chustą, uśmiechała się szeroko i cieszyła każdym drobiazgiem. Pobyt w klinice dał jej w kość równie mocno, jak choroba. Widać było, że ma dość, ale nie skarżyła się nikomu. Suzanne była zachwycona, że w końcu ma mamę i nie odstępowała jej o krok. Tylko Hermiona z ojcem wymieniali znaczące spojrzenia, które mówiły, że zastanawiają się, co będzie, gdy Jean umrze. Przez to narastało w niej wewnętrzne napięcie. Nie mogąc tego znieść, przeprosiła rodzinę i uciekła do łazienki.
- Weź się w garść, dziewczyno – powiedziała do swojego odbicia w lustrze, gdy ciężko oparła się dłońmi o umywalkę.
Z całych sił powstrzymywała się przed płaczem. Najbardziej jej było żal Suzanne. To było małe dziecko, które potrzebowało obydwoje rodziców. Hermiona swoje przeżyła, dorosła, spędziła z mamą wiele pięknych chwil. Suzanne nie miałaby z nią właściwie wspomnień. Według książki o psychologii rozwoju dzieci rzadko pamiętały cokolwiek przed swoimi czwartymi urodzinami. Ta świadomość załamała czarownicę.
- Myśl o czymś innym – poleciła samej sobie, gdy poczuła, że łzy napływają jej do oczu. – Film… był śmieszny… i na swój sposób… uroczy – szeptała z trudem. – Severus… zdenerwował mnie… jak śmiał… on… - zadrżała.
Nie mogła sobie wyobrazić pocałunku z nim. Gdyby się ugięła i ich usta się złączyły… Jakby to było? Słodko i czule? A może szybko i brutalnie?
- Na pewno niezręcznie i o smaku wina – zachichotała bezgłośnie, wpatrując się w swoje zaciśnięte na umywalce dłonie.
Przypominała sobie coraz więcej szczegółów. Siłowanie się na kanapie było zarazem okropne i ekscytujące. Hermiona jęknęła i ukryła twarz w dłoniach, gdy sobie uświadomiła, że z jednej strony nie miała na to ochoty, a z drugiej strony jakaś jej część bardzo chciała, aby sytuacja wyrwała się spod kontroli. Były to niesamowicie głupie pragnienia, które nie powinny dojść do głosu.
- Potrzebuję faceta – oświadczyła samej sobie. – Muszę pójść z kimś na randkę, bo oszaleję.
Okłamała Severusa, że ma kogoś na oku. Może to był dobry powód, aby przestać unikać mężczyzn i rozejrzeć się za kimś ciekawym? Już miała w głowie ideał: nieinteresujący się czarną magią, niebędący mordercą oraz śmierciożercą, interesujący się książkami i zdobywaniem wiedzy. Nie musiał być przystojny, ponieważ tacy najczęściej byli zadufani w sobie. Miły chłopak, starszy od niej o maksymalnie kilka lat… to by było to.
- Hermiono, co się dzieje? – pani Granger weszła do łazienki bez pukania, gdzie zastała córkę przed lustrem z niewesołą miną. – Płaczesz? – zapytała, zamykając drzwi.
Czarownica przytaknęła. Czuła, że jej duszę rozpiera tyle emocji, że nie jest w stanie zbyt wiele mówić. Tak bardzo chciałaby wszystko wyrzucić z siebie. Odciąć niczym uschniętą gałąź drzewa. Tyle różnych uczuć walczyło w niej i sprawiało ból. Byłaby wdzięczna losowi, gdyby nagle to wszystko się skończyło i mogłaby kierować się w życiu tylko czystą logiką bez sentymentów.
- Nie trać nadziei – pocieszyła ją mama. – Nawet jeśli moja choroba nie skończy się dobrze to i tak się przecież spotkamy. – Uśmiechnęła się do córki promiennie.
- Jak możesz mieć tak dobry humor? – zdziwiła się Hermiona. – Jeśli… umrzesz…
- To będę na was patrzeć z góry – pani Granger wskazała na sufit.
- Skąd masz pewność, że to tak działa? - zapytała dziewczyna, głośno przełknęła ślinę i zamilkła, ponieważ poczuła, że ma mocno ściśnięte gardło.
Ku jej zdumieniu, Jean zaczęła się śmiać. To zbiło z tropu Hermionę. Przecież nie powiedziała niczego śmiesznego.
- Och, moja maleńka – pani Granger starła dłonią łzę z policzka czarownicy. – Czasem jak się skupisz na jednej rzeczy, to nie pomyślisz o innych – zachichotała. – Opowiadałaś mi o dementorach, które wysysają duszę. O Harrym, który umarł i rozmawiał z Dumbledorem oraz widział okaleczoną postać Voldemorta. Wcześniej miał kontakt ze swoimi zmarłymi rodzicami i duchami różnych ludzi.
- Rzeczywiście! – twarz Hermiony wyrażała zarazem zaskoczenie, jak i wstyd. – Jak mogłam o tym zapomnieć? – jęknęła.
- Właśnie dlatego nie boję się śmierci. Tylko żal mi, że nie będę przy was – wyjaśniła Jean.
- Nie chcę, abyś odeszła – wyszeptała czarownica. – Boję się, jak na to zareaguje Suzanne.
- Wy mnie zastąpicie. Będziecie o mnie opowiadać, pokażecie zdjęcia i filmy, które tata kręcił kamerą…
Hermiona czuła, że to nie będzie łatwe zadanie. Nie potrafiła sobie wyobrazić, aby jej ojciec dał sobie z tym radę. Obydwojgu zajmie lata, zanim będą mogli z uśmiechem wspominać Jean. Do tego czasu Suzanne będzie pozbawiona matki i dorośnie, nie mając jej w pamięci.
- Zmieńmy temat – poprosiła czarownica, czując, że zaraz się rozklei.
- Oczywiście kochanie – przytaknęła pani Granger. – Co u Harry’ego i Ginny?
- Pogodziliśmy się. Będę druhną.
- To bardzo dobrze – pochwaliła córkę. – Z kim idziesz na wesele? – zapytała niewinnym tonem, ale kryło się pod nim coś jeszcze.
- Eee… nie wiem – zmieszała się Hermiona.
Nie miała kogo wziąć ze sobą. Jej wszyscy znajomi byli w stałych związkach. Severus miał rację, mówiąc, że niedługo zostanie jej do wyboru albo on, albo Gawain.
- Czy uważasz… w tej sytuacji… bo nie chcę, abyś pomyślała… czy myślisz, że… mogłabym z kimś…
Pani Granger przytuliła Hermionę i wyszeptała:
- Ależ oczywiście, że możesz. Od wielu miesięcy czekam na wiadomość, że w końcu się z kimś związałaś na poważnie. Nie możesz wiecznie rozpamiętywać przeszłości. Na pewno znajdziesz kogoś, kto cię pokocha, a ty jego.
Czarownica po raz pierwszy od dawna odetchnęła z ulgą. Wyrzuciła z siebie część wątpliwości i nie sprawiło to przykrości jej mamie, a tego obawiała się najbardziej. Ulżyło jej, gdy zrozumiała, że może czasem skupić się na sobie i na swoich potrzebach.
- Suzanne upiera się, że dzisiaj trzeba otworzyć prezenty. Jak sądzisz? Pozwolić jej? – Jean mrugnęła łobuzersko do córki.
- Niech jej będzie – odparła Hermiona z uśmiechem. – Na pewno ucieszy się z tego wielkiego zestawu klocków Duplo.
- Ojciec kupił jej zdalnie sterowany samochód…
- Żartujesz!
Obydwie kobiety zachichotały i wyszły z łazienki. Hermiona nie mogła doczekać się reakcji mamy na prezent od niej. Kupiła piękną, naturalną perukę i dzięki czarom, rozmnożyła ją wielokrotnie, a potem, przy pomocy Ginny, przefarbowała je na różne kolory i przycięła. Oprócz standardowych znalazły się tam neonowe szaleństwa, długie loki i krótkie na „chłopczycę”. Czarownica uśmiechnęła się do siebie. Przekonała się po raz kolejny, że nawet w najgłębszej otchłani smutku, można czasem znaleźć promyk słońca, dla którego warto żyć.

***

Severus musiał uzbroić się w cierpliwość. Do pełni zostały dwa dni i dopiero w bladym świetle pełnego księżyca będzie mógł dodać krwi nietoperza do wywaru. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z jego planem, to eliksir Ekrizdisa będzie gotowy dzień przed jego czterdziestymi drugimi urodzinami. Potem sprawi, że matka Hermiony dotrwa do przeszczepu i wszystko potoczy się gładko. Współlokatorka wróciła od rodziców w tak dobrym humorze, że nawet nie wypominała mu jego pijackiego zachowania pod jemiołą. Oczywiście nie odzywała się do niego, ale to było do przewidzenia. Gdyby był na jej miejscu, też by tak postąpił. Zachował się karygodnie i nie miał nic na swoje usprawiedliwienie. Przeklinał siebie, tym bardziej że obiecywał sobie, że nie będzie się więcej upijał.
Pogrążony w zadumie mężczyzna, dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że z piętra dochodzi jakiś dziwne stukanie. Zaintrygowało go to, dlatego wyjrzał z kuchni. Po chwili ukazała się na poręczy schodów dłoń Hermiony. Severus patrzył na nią z niedowierzaniem, ponieważ paznokcie miała pomalowane lakierem w kolorze krwistej czerwieni. Kilka sekund później pojawiła się w salonie właścicielka ręki, ubrana w długą, czarną sukienkę z rozcięciem na biodrze. Stukanie pochodziło od wysokich szpilek, które czarownica miała na nogach.
- Jak wyglądam? – pomalowane na karminowo wargi uśmiechnęły się do Severusa.
- Jak ofiara nieudanej transmutacji w żyrafę – prychnął. – Zabijesz się w tych butach.
- Możliwe – przyznała Hermiona, przeglądając się w lustrze i poprawiając naszyjnik.
- Istnieje możliwość, że zamarzniesz. Masz świadomość, że jest koniec grudnia?
- Mam, ale nie mogę pójść na randkę w byle czym – odparła słodkim tonem. – Kojarzysz Garetha Bloomsbury? Krukon, starszy ode mnie o trzy lata…
Severus uniósł brwi. Czy ona naprawdę uważała, że pamięta każdego ucznia, którego uczył w Hogwarcie?
- Zapamiętałem tylko tych, którzy byli wybitni lub wybitnie irytujący. On nie należy ani do jednych, ani do drugich – odparł chłodno. 
Dziewczyna wzruszyła ramionami i podeszła do szafy, aby wyjąć z niego płaszcz, czapkę, szalik i rękawiczki. Snape obserwował, jak wszystko zakłada na siebie i wychodzi. To zrodziło w jego duszy złość. Aby dać upust swoim emocjom, kopnął stołek, który wywinął koziołka i znieruchomiał po chwili na podłodze w kuchni. Severus nie mógł skojarzyć, kim jest Gareth Bloomsbury, ale miał nadzieję, że szybko przytrafi mu się naprawdę nieszczęśliwy wypadek, który odizoluje go od Hermiony na zawsze.