poniedziałek, 20 marca 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 57 – Eksperymentalna terapia


Spotkanie z Ligą Ochrony Gnomów i Krasnoludków nie napawało entuzjazmem Kingsleya Shacklebolta. Miał dość Ksenofiliusa Lovegooda i jego dziwacznych wywodów na temat niesamowitych właściwości Gernumbli gardensi. W swoim chorym umyśle uroił sobie, że odgnamianie wpływa negatywnie na życie czarodziejów i zaczął dążyć do prawnego zakazania tej czynności. Gdy wyganiasz gnoma, twoja aura kona – takie hasło przyświecało jego kampanii, którą intensywnie prowadził w „Żonglerze”. Dowodził w czasopiśmie, że Gernumbli gardensi sprowadzają na ludzi chęć natychmiastowego wyżycia artystycznego, ewentualnie odkrycie w sobie nowego talentu. Kwestia krasnoludków została najprawdopodobniej wrzucona do ligi z powodu podobnego wzrostu, ponieważ występowały one głównie w Europie Środkowej, a w Wielkiej Brytanii były prawie w ogóle niespotykane.

Kingsleya irytowała powaga, z jaką Ksenofilius podchodził do całej sprawy i fakt, że pozornie popierała go większa część społeczeństwa, co powodowało, że jeszcze bardziej się nakręcał. Czarownice i czarodzieje uważali starania Lovegooda za niezwykle zabawne i chętnie zapisywali się do ligi, tylko po to, aby dostać gumową figurkę gnoma, której oczy wychodziły z orbit i krzyczała „zabieram ci aurę!”, gdy się ją ścisnęło. Obecnie był to wielki hit i główny temat rozmów w ministerialnej stołówce. Kingsley modlił się w duchu, aby ta moda równie szybko przeminęła, jak się zaczęła.

Pojawienie się Harry’ego było dla niego darem z niebios. Zaraz po wysłuchaniu jego propozycji dotyczącej Hermiony i Severusa, wysłał sowę do Percy’ego, zrzucając na niego swój obowiązek spotkania z Ksenofiliusem. Uznał, że chłopak poradzi sobie z nim śpiewająco. Stan dziewczyny był ważniejszy niż wysłuchiwanie o teorii względności wymyślonej pod wpływem śliny gnoma. Szczerze jej współczuł i z bólem serca patrzył, jak coraz bardziej się zmienia. Kiedyś była energiczna i pełna optymizmu, a teraz została tylko pusta skorupa naznaczona pracoholizmem. Kingsley dokładnie przeanalizował pomysł Harry’ego i musiał przyznać, że istniała możliwość, że wyjdzie to na dobre zarówno Hermionie, jak i Severusowi. Obydwoje potrzebowali zmian w życiu. Minister magii miał nadzieję, że Snape przestanie być nietoperzem z lochów, a czarownica znowu stanie się tą samą dziewczyną co kiedyś. Harry miał czuwać nad sytuacją i interweniować w razie potrzeby. Napełniony entuzjazmem czarnoskóry czarodziej, pojawił się w domu Hermiony z samego rana. Zastał tam drzemiącego na kanapie Snape’a.
- Pobudka! Nie prześpij takiego pięknego dnia! – powitał go dziarskim tonem.
- Gdybyś nie spał przez całą noc, to też byś padł – burknął były mistrz eliksirów. – Nie ma tutaj Hermiony, jest u swoich rodziców – dodał, przecierając zaczerwienione oczy.
- To dobrze, ponieważ chciałem pogadać z tobą.
- Ze mną? – zdumiał się czarnowłosy czarodziej. – O czym?
- Mam dla ciebie pracę.
- W Szpitalu Świętego Munga? – zapytał nieufnie.
- Nie. Chociaż to coś związanego ze zdrowiem – odparł Kingsley z uśmiechem. – Wczoraj był u mnie Harry i opowiedział mi…
- Przeklęty Potter! – wycedził Severus przez zęby. – Mógłby choć raz trzymać język za zębami!
- Dobrze, że tego nie zrobił, ponieważ znalazł odpowiedniego człowieka do roboty, której nie miałem komu zlecić.
- Mam nadzieję, że to coś na miarę mojego talentu – powiedział Snape, łypiąc na Kingsleya podejrzliwie.
- Wszyscy w ministerstwie widzą, że z Hermioną jest coś nie tak. Rodzina i przyjaciele próbowali wpłynąć na nią od ponad sześciu miesięcy, ale ona coraz bardziej pogrąża się w chorobie…
- Nie – odparł chłodno nietoperz z lochów.
- Trzeba jej pomóc, a ty masz u niej naprawdę duży dług wdzięczności – kontynuował cierpliwie Kingsley, gdy ignorowany Severus zgrzytał ze złości zębami.
- Nie będę robił za jej pielęgniarkę!
- Ona nie musi wiedzieć, że jej pomagasz. Możesz dalej udawać, że nic cię nie obchodzi – oświadczył minister magii. - Będziesz dostawał za to wynagrodzenie. Co miesiąc wpłynie na twoje konto odpowiednia kwota.
- Jaka? – zainteresował się Snape.
- Tysiąc galeonów.
- To zbyt mało, jak na kogoś takiego jak ja – skrzywił się paskudnie.
- Trzy tysiące, jeśli będzie widać poprawę. Gdy Hermiona całkowicie wyzdrowieje, dostaniesz o wiele więcej – wyjaśnił Kingsley. – Powiedzmy… piętnaście tysięcy galeonów – wyjawił z błyskiem w oku.
- Wchodzę w to! – odparł Severus bez wahania.
- Jest tylko mały haczyk.
- Jaki?
- Masz jej nie skrzywdzić! Żadnych imperiusów, czarno magicznych rytuałów i złowrogich eliksirów. Zrozumiano?
- Zgoda – oświadczył Severus.
- Pamiętaj, żadnego znęcania się – ostrzegł Kingsley i spojrzał wymownie w stronę rozmówcy. – Teraz muszę iść do ministerstwa. Będę was odwiedzał co jakiś czas, ale pewnie częściej będę przysyłał tu Harry’ego.
- Daj kogoś innego – Snape się skrzywił, jakby wypił sok z cytryny.
- Wolisz Gawaina? – zapytał minister magii słodkim głosem.
- Przyślij Pottera – westchnął były mistrz eliksirów. – Robards ma o niczym nie wiedzieć! – krzyknął ostrzegawczym tonem.
- Dobrze, będzie jak chcesz.
Kingsley zatarł dłonie z radości i podszedł do kominka. Nie mógł się doczekać efektów eksperymentalnej terapii.

***

- Zabierasz mi go akurat wtedy, kiedy jest mi bardzo potrzebny! – zirytował się Gawain. – To coś, co ma dla ciebie wykonać, nie może poczekać do przyszłego miesiąca?
- Nie – odparł Kingsley z lekkim uśmiechem. – To tajny projekt. Określiłbym go mianem „eksperymentalny”.
- Oczywiście nie zdradzisz mi ani jednego szczegółu…
- Kiedyś się dowiesz, o co chodziło. Teraz im mniej osób o tym wie, tym lepiej.
- Ty jesteś ministrem magii, nie ja – westchnął Robards. – Wiesz, że nie mam nic do gadania. Potter jest do twojej dyspozycji – burknął.
- Świetnie – ucieszył się Kingsley i skinął głową w kierunku Harry’ego, dając mu do zrozumienia, aby poszedł za nim.

Trasę od biura aurorów do gabinetu ministra magii pokonali w milczeniu. Nie chcieli, aby ich rozmowa dotarła do przypadkowo napotkanych czarownic i czarodziejów. Dopiero gdy zamknęły się za nimi drzwi i zostali sam na sam, mogli omówić postępy w planie.
- Zgodził się? – Harry zadał pytanie, które zajmowało jego myśli przez cały poranek.
- Tak. Początkowo nie chciał, ale wizja sporych pieniędzy ostatecznie go przekonała.
- To dobrze. Już się bałem, że galeony go nie skuszą…
- Jesteś pewien, że możesz sobie pozwolić na taki wydatek? – zaniepokoił się Kingsley. – Planujesz ślub, a to kosztuje.
- Rodzice zostawili mi wystarczająco dużo funduszy, abym nie musiał się o nie martwić do końca życia – Harry machnął lekceważąco ręką. – Dla Hermiony poświęciłbym o wiele więcej niż galeony. Skontaktowałem się z Ginny, a ona zgodziła się ze mną.
- Nie miała obiekcji w związku z Severusem?
- Miała, ale jej wszystko wytłumaczyłem. Nie boi się podjąć ryzyka. Powiedziała tylko, że jeśli Snape skrzywdzi Hermionę, to ona tak go załatwi, że życie jako nietoperz w amazońskiej dżungli wyda mu się bardzo kuszącą wizją.
- Cała ona – Kingsley zachichotał. – Masz obraz? – zmienił temat.
- Mam – odparł Harry. – Zaniosłem go do centrali. Po południu wszystko powinno być podłączone.

Razem z ministrem magii doszedł do wniosku, że dom Hermiony powinien być dodatkowo ochraniany przed czarodziejami korzystającymi z kominka. W tym celu kupił na pokątnej obraz, który anonsował gości i wpuszczał tylko tych, którzy dostali pozwolenie od właścicielki. Następnie zaniósł go do centrali, aby skoordynowali go z kominkiem i ograniczyli tym samym zasięg sieci Fiuu.
- W takim razie pozostało mi napisanie listu do Hermiony – powiedział Kingsley, wyjmując pergamin z szuflady biurka.

Harry pokiwał twierdząco głową i usiadł na krześle przeznaczonym dla gości ministra magii. Jego myśli kręciły się teraz wokół Hermiony i Krzywołapa. Nie miał pojęcia, kto mógł zabić kota i nie znalazł nawet najmniejszej wskazówki, która rzuciłaby promyk światła na całą sprawę. Gawain zachowywał się normalnie i nic nie wskazywało, aby wiedział, co się stało poprzedniego wieczora. Harry zaczął wątpić, czy kiedykolwiek złapie sprawcę.
- Proszę, zanieś go jej – oznajmił czarnoskóry czarodziej, podając chłopakowi list. - Na pewno się ucieszy z wiadomości.
- Tak, na pewno – odparł sarkastycznie chłopak z blizną. – Będzie zachwycona…
- To dla jej dobra.
- Wiem. Dziękuję.

Harry wsadził list do wewnętrznej kieszeni i uśmiechnął się do Kingsleya. Był szczęśliwy, że znalazł osobę, która popierała go w tym całym szaleństwie. Bał się, że minister magii wykręci się obowiązkami, albo od razu z góry skreśli jego pomysł. Na szczęście tak się nie stało i Harry mógł swobodnie działać w sprawie Hermiony. Zachęcony odwzajemnionym uśmiechem ruszył przed siebie, aby dostać się do domu państwa Granger.
- ON CHYBA ŻARTUJE! – wrzasnęła czarownica i zalała się łzami, zaraz po tym, jak przeczytała dostarczony przez przyjaciela list. – To… to nie możliwe… mie… miesiąc wolnego! – załkała gwałtownie, osuwając się na łóżko. – Nie dostanę… a… a… awansu!
- On ma rację, musisz zająć się swoim zdrowiem! – oznajmiła ostro pani Granger, która zaznajomiła się z treścią wiadomości. – Praca nie zając, nie ucieknie!

Harry zerknął na kobietę z niepokojem. Zmartwienia, które przysporzyła jej Hermiona, odbiły się na jej wyglądzie. Podobnie jak córka straciła sporo na wadze. To był kolejny powód, dla którego czarodziej postanowił zaryzykować. Miał nadzieję, że Severus ratując Hermionę, sprawi jednocześnie, że matka poczuje się lepiej.
- To tylko miesiąc. Proponuję, abyś zamieszkałą w tym czasie z rodzicami i Suzanne. Zanim się obejrzysz, będziesz zdrowsza i wrócisz do pracy – Harry z premedytacją podpuszczał przyjaciółkę.
- Nie! – zaprotestowała gwałtownie, tak jak chłopak przewidział. – Muszę wrócić do domu! – wydmuchała hałaśliwie nos w chusteczkę higieniczną i wytarła oczy rękawem.
- Nie sądzę, aby to był dobry pomysł – pani Granger zrobiła marsową minę. – Ten cały Snape…
- Jest w porządku! – przerwała jej Hermiona, wstając z łóżka. – Dzięki niemu mogłam spokojnie spać tej nocy!
- Wolałabym, abyś więcej niczego od niego nie brała. Skąd macie pewność, że to nie on zabił Krzywołapa? – spytała jej matka i pociągnęła znacząco nosem.
- Nie miał powodu, aby się go pozbywać, ponieważ zależało mu na mieszkaniu u Hermiony – wyjaśnił Harry. - Zaklęcie ochronne ujawniło, że nie miał złych zamiarów, gdy wchodził do domu. Byłem u Dundy’ego i jego żony, którzy potwierdzili jego słowa, że przebywał u nich przez ponad dwie godziny. Hermiona mówiła, że godzinę przed znalezieniem Krzywołapa, była w łazience i kot na pewno jeszcze wtedy nie wisiał. 
- Mogą być z nim w zmowie!
- Jego żona go nienawidzi.
- Nic dziwnego. To odpychający człowiek.
- Może u mnie mieszkać, a ja zrobię, co będę chciała! – fuknęła Hermiona podczas zbierania się do wyjścia. – Jeśli ktoś mnie będzie szukał, to znajdzie mnie w moim domu! – oznajmiła, kładąc dłoń na klamce i wychodząc z pokoju.

Harry szybko pożegnał się z panią Granger i podążył za przyjaciółką. Nie mogła użyć teleportacji w domu rodziców, ponieważ chłopak rzucił na niego zaklęcia blokujące. Z tego powodu Hermiona zmuszona była wyjść do ogrodu, aby móc się przenieść przy pomocy magii. Harry odnalazł ją łkającą za okazałym krzakiem, który skutecznie zasłaniał widok sąsiadom.
- Nie mogę się teleportować! – wyrzuciła z siebie, gdy do niej podszedł.
- Czemu?

Hermiona rzuciła mu takie spojrzenie, że od razu zrozumiał. Złe przeżycia czasem blokowały magię. Tak samo było w przypadku Meropy Gaunt i Tonks. Harry objął przyjaciółkę ramieniem, która ukryła twarz w dłoniach i szlochała.
- Widzisz, musisz się leczyć. Bez magii nie będziesz mogła dobrze pracować – wyszeptał. – Naprawdę powinnaś tutaj zostać.
- Nie!
- Jesteś pewna?
- Tak!
Harry westchnął ostentacyjnie, aby do Hermiony dotarło, jak bardzo się z nią nie zgadza i teleportował się z nią do jej domu. Zaprowadził ją do salonu i wyjaśnił, że po południu przyjdą do niej pracownicy sieci Fiuu, aby założyć blokady na kominek. To samo powiedział Severusowi, który zignorował go, udając, że go nie widzi i nie słyszy.
- Mam nadzieję, że mój plan się powiedzie – pomyślał Harry, gdy wychodził z domu Hermiony.

Postanowił przebadać ogród w świetle dnia, dlatego wyjął różdżkę. Już miał zastosować czary ujawniające, gdy spostrzegł Deva, którego głowa wystawała ponad płot i wpatrywał się w niego z najwyższym zainteresowaniem. Harry zrozumiał, że niełatwo będzie wytłumaczyć, co robi i dlaczego.
- Ha, ha, ha! – wybuchnął głośnym śmiechem. – Wziąłem z domu chińską pałeczkę, ale ze mnie gapa! – zawołał do chłopaka, chowając jednocześnie różdżkę do tylnej kieszeni spodni.
- Zdarza się – powiedział Hindus tonem, który wskazywał, że nie dał się przekonać. - Hermiona jest w domu?
- Czego od niej chcesz? – zainteresował się czarodziej.
- Dawno z nią nie rozmawiałem i… - Dev zamilkł i widać było, że myśli intensywnie. – Regan już z nią nie mieszka, prawda?
- On ma na imię Ron. Rozstali się – potwierdził Harry i zrobił krok w stronę domu.
- A ten… ten dziwny facet w typie wampira co z nią mieszka… kto to?
- Eeee – zająknął się chłopak z blizną. – To Severus. Współlokator.
- Yhm – wymruczał Dev i zmarszczył czoło. – Czemu przestałem z nią rozmawiać? – wyszeptał do siebie na tyle głośno, że Harry usłyszał i ruszył wolno w kierunku swojego domu.
Młody auror zrozumiał, że na razie nie może prowadzić śledztwa. Postanowił przenieść się na Grimmauld Place, aby wziąć pelerynę niewidkę. Szybko wskoczył w krzaki w ogrodzie i teleportował się do swojego domu.

***

Severus był przekonany, że zajęcie się dziewczyną będzie proste. Miał sporo zapasu Eliksiru Słodkiego Snu, Uspokajającego i kilku innych, które powinny poprawić jej humor. Nie raz miał do czynienia z rozhisteryzowanymi nastolatkami, które przeżywały stratę ulubionego zwierzątka lub złamane serce. W końcu był opiekunem Slytherinu i nie raz musiał interweniować, gdy dziewczyny przesadzały w lamentach. Nie miał wątpliwości, że Hermiona go posłucha. Po śmierci kota była w takim stanie, że zrobiła, co jej kazał. Z tego powodu był wyjątkowo pewny siebie, gdy zapukał do jej drzwi.
- Idź sobie! – usłyszał w odpowiedzi.
- Mam dla ciebie eliksir, który poprawi ci humor po śmierci futrzaka – oznajmił Severus, gdy otworzył drzwi.

Hermiona gwałtownie poderwała się od biurka, chowając jednocześnie coś za plecami. Jej twarz wyrażała złość.
- Niczego od ciebie nie chcę! – warknęła, przysuwając się bliżej ściany. – Wynoś się!
- Nie mam ochoty wysłuchiwać twoich jęków i zawodzeń Granger. Mam cię zmusić do wypicia? – spytał chłodno Severus.
- Spróbuj, a od razu pójdę poskarżyć się Robardsowi! – zagroziła.

Jej zachowanie zirytowało byłego mistrza eliksirów. Podszedł do niej i przysunął swoją blada twarz do jej twarzy. Spojrzał jej prosto w oczy i już chciał powiedzieć, gdzie może sobie wsadzić takie groźby, gdy wyczuł w jej oddechu aromat wina.
- Jesteś żałosna, wiesz? – zniżył głos do szeptu. – Mam dla ciebie całkowicie bezpieczny eliksir, a ty wolisz upić się jak jakaś…
- To moja sprawa! – odparła dziewczyna i zamrugała gwałtownie powiekami. – Zajmij się sobą!
- To także moja sprawa.
- Niby czemu? – zapytała buntowniczo.
- Martwa nie wynajmiesz mi pokoju – jego wąskie wargi wykrzywił drwiący uśmiech – a mi się na razie nie chce przeprowadzać.
- Wynoś się z mojego pokoju! JUŻ! – wrzasnęła czerwona ze złości Hermiona.

Podczas tego ataku gniewu, tak machnęła rękami, że butelka wina, którą chowała za plecami wypadła z jej dłoni i potoczyła się po podłodze, rozlewając zawartość. Dziewczyna rzuciła się na kolana, aby ratować dywan, jednak było już za późno. Krwistoczerwona plama przyozdobiła go, dając wrażenie, jakby w pomieszczeniu odbyła się bijatyka. Severus obdarzył ją spojrzeniem, które świadczyło, że zwątpił w jej inteligencję i wyszedł z pokoju, ponieważ ktoś uparcie naciskał na przycisk dzwonka przy drzwiach wejściowych.
- Jeszcze będziesz mnie błagała o eliksir! – krzyknął, schodząc po schodach. – Czego chcesz!? – warknął, gdy zobaczył stojącego na wycieraczce młodego Hindusa.
- Ja do Hermiony.
- Nie ma.
- Jej przyjaciel mówił, że jest – oznajmił chłopak podczas wyciągania szyi, aby spojrzeć w głąb domu ponad ramieniem czarodzieja.
- Kłamał – syknął Severus i zamknął z hukiem drzwi, zanim Hindus zdążył cokolwiek powiedzieć.
Idąc do swojego pokoju, doszedł do wniosku, że jeśli jeszcze raz Potter nie będzie trzymał języka za zębami, to przyklei mu go na stałe do podniebienia.

***

Harry siedział pod peleryną niewidką i obserwował, co się dzieje w domu Hermiony. Był coraz bardziej przygnębiony. Myślał, że Severus przejmie się swoim zadaniem, ale okazało się, że szybko dał sobie spokój. Pokłócił się z Hermioną i zajął się swoimi sprawami. Dopiero nadejście pracowników sieci Fiuu wywabiło go z pokoju. Obecnie Snape gotował coś w kuchni, a Harry wdychał smakowite zapachy i starał się zapanować nad burczącym brzuchem.
- Może mój pomysł nie był tak genialny, jak myślałem? – powiedział sam sobie. – Może powinienem to przerwać, zanim tak skrzywi jej psychikę, że nie będzie można jej pomóc?
Miał wrażenie, że zawiódł Hermionę, jej rodziców i wszystkich, którzy martwili się jej stanem. Wyobraził sobie rozczarowaną minę Kingsleya, który zaufał mu na tyle, że zgodził się porozmawiać z Severusem. Ginny postanowiła zrezygnować z drogiego szampana na weselu, aby zapłacić za opiekę nad przyjaciółką. Wszyscy mieli nadzieję, że eksperymentalna terapia przyniesie jakieś skutki.

Po dłuższym namyśle Harry postanowił dać szansę Snape’owi. Mimo wszystko próbował przekonać Hermionę do wypicia eliksiru. Musiał tylko jakoś do niej dotrzeć. Wprawdzie jego metody były dość brutalne, ale jeśli to miało pomóc… Chłopak wzdrygnął się, kiedy został gwałtownie wyrwany z zamyślenia. Severus przeszedł tylko kilka cali od niego. Trzymał w ręku talerz, na którym znajdowało się gorące spaghetti bolognese. Harry bezszelestnie podążył za nim. Wspiął się po schodach i ruszył w stronę pokoju Hermiony. Tam zobaczył, jak Snape zostawia danie na biurku i rozgląda się uważnie po pomieszczeniu. Twarz czarodzieja nie wyrażała żadnych uczuć. Najpierw jego wzrok spoczął na śpiącej Hermionie, następnie powędrował ku przestrzeni pomiędzy jej łóżkiem a ścianą, potem zatrzymał się na czerwonej plamie na beżowym dywanie.
- Granger, ty idiotko… – mruknął z niesmakiem, gdy pochylił się i podniósł z podłogi dwie butelki po winie.

Obejrzał je z tak samo kamienną twarzą, jak na początku i odstawił. Harry pomyślał, że oddałby wszystko, aby wiedzieć, co siedzi w głowie Snape’a. Wiedział, że mężczyzna coś planuje, ale nie był w stanie domyślić się co. Miał nadzieję, ze będzie to skuteczne i Hermiona nie będzie więcej piła. Depresja połączona z alkoholizmem dobiłaby ją w ciągu kilku miesięcy. Harry jeszcze bardziej zaczął się o nią martwić.

W tym czasie Severus wyciągnął różdżkę w kierunku dziewczyny i machnął nią, kreśląc prosty wzór. Harry wytężył mózg, aby zidentyfikować zaklęcie, co było trudne, ponieważ nietoperz z lochów nie wymówił go na głos. Hermiona w tym czasie zaczęła głośno oddychać i zgięła się w pół. Zdawało się, że dopadł ją koszmar, ponieważ pojękiwała cicho. Snape opuścił szybko jej pokój, gdy dziewczyna zaczęła wykonywać coraz bardziej gwałtowne ruchy. Harry ze zgrozą patrzył, jak jego przyjaciółka cierpi. Już miał przekląć Severusa, rzucając na niego wyjątkowo paskudne zaklęcie, gdy Hermiona wyskoczyła błyskawicznie z łóżka i pobiegła na chwiejących się nogach, do łazienki. Odgłosy zdradziły, że wyrzuciła z siebie całe wino, tą samą drogą, którą weszło. Snape w tym czasie stał na korytarzu, a na jego ustach błąkał się jadowity uśmieszek.
- Tak się dzieje, gdy pijesz na pusty żołądek – oznajmił wymęczonej dziewczynie, gdy opuściła łazienkę. – Na biurku masz obiad.
- Nie chcę jeść – odparła słabym głosem Hermiona. – Głowa mnie boli – dodała i złapała się za skronie.
- Jedyne co mnie teraz interesuje to, czy nie umrzesz z głodu, a ta chwila jest blisko – czarodziej wycedził lodowatym tonem.
- Chcę coś przeciwbólowego.
- Dam ci eliksir, jeśli ładnie poprosisz.
- Sama sobie poradzę!

Hermiona łypnęła na niego spode łba i weszła do pokoju. Wzięła swoją koralikową torebkę i zaczęła grzebać w niej zawzięcie. Severus przyglądał się jej z zainteresowaniem. Po chwili dziewczyna zaczęła się coraz bardziej irytować, co objawiło się czerwoną twarzą i drżącymi dłońmi. Harry domyślił się, że nie może znaleźć tabletek albo eliksiru, który uśmierza ból, a nie była w stanie przywołać tego przy pomocy różdżki. Ten fakt wykorzystał czarodziej w czerni, który sprawił, że torebka wyrwała się z rąk Hermiony i poszybowała w jego stronę.
- To moje! – oburzyła się czarownica.
- Oddam ci ją zaraz po tym, jak zjesz obiad – zakomunikował, patrząc groźnie na dziewczynę. – Nawet znajdę ci to, co szukałaś, ponieważ widzę, że czary ci nie idą – dodał ze złośliwym uśmiechem. – Nic innego nie tłumaczy, czemu nie użyłaś różdżki. Masz piętnaście minut. Jeśli obiad nie zniknie, to możesz pożegnać się z torebką.
- Nie masz prawa!
- Czternaście minut…
- Naprawdę poskarżę się Gawainowi!
- Trzynaście minut… - Severus odliczał ze spokojem, a groźba czająca się w jego głosie była coraz bardziej namacalna. – Leć do niego, proszę bardzo – odsunął się, aby zrobić jej przejście w drzwiach.

Dziewczyna wpatrywała się w niego z nienawiścią, ale nie zrobiła nawet kroku. Widać było, że przeżyte okropności ją męczą, a ból głowy i wypite procenty nie polepszały sytuacji. Zacisnęła dłonie i wymamrotała pod nosem jakieś przekleństwa.
- Jedz! – rozkazał ostro Snape. – Masz dwanaście minut!
Hermiona zrobiła ruch, jakby chciała się na niego rzucić z pięściami, ale zamiast tego odkręciła się na pięcie i usiadła przy biurku. Spaghetti zaczęło znikać z talerza, a Severus zrobił minę „ja zawsze wiem lepiej” i z satysfakcją patrzył na pokonaną czarownicę.
- Wbij sobie do tego pustego łba, że od dzisiaj jesz, co ci przygotuję. Nie zbawisz świata, jeśli będziesz wycieńczona niczym dzieci z Afryki – zachichotał złośliwie, gdy skończyła posiłek.
- Chcę tabletki przeciwbólowe! – warknęła ochrypłym głosem.
- Jak sobie życzysz – odparł czarodziej z fałszywą uprzejmością i przywołał lekarstwo, a potem oddał torebkę właścicielce. 

Czarownica połknęła tabletki, podeszła chwiejnym krokiem do łóżka i padła na nie bez siły.
- Powiedz prawdę… czemu to robisz – odezwała się po chwili.
- Już ci mówiłem, jesteś mi potrzebna – prychnął Snape.
- Ktoś ci kazał się mną zajmować. Pewnie Harry – oznajmiła z pewnością.
- Depresja ci całkiem mózg wyżarła! Prędzej zjadłbym swoje buty, niż zrobiłbym coś dla niego!
- Przecież robiłeś…
- Uważam, że moja misja jest już zakończona Panno Czepialska. Doprowadziłem do śmierci Voldemorta i odsiedziałem swoje w Azkabanie. Nie jestem mu już niczego winien – zawiadomił ją oschle.
- Powiedz prawdę, czemu się mną zajmujesz, to ci dam spokój – oświadczyła Hermiona.
Snape zmrużył oczy i spojrzał na nią, jakby była karaluchem.
- Dostałem list z „Magicznych Mikstur”. Są pod wrażeniem mojej wiedzy i chcą, abym sprawdzał przepisy przed drukiem – wyjaśnił sucho. – Nie myśl, że kierują mną jakieś sentymenty. Jesteś mi po prostu potrzebna i tyle.

Hermiona nic nie odpowiedziała. Leżała na łóżku i patrzyła się tępym wzrokiem w sufit. Snape opuścił jej pokój, gdy zrozumiał, że rozmowa została zakończona. Harry postanowił wrócić do domu, aby zjeść obiad przygotowany przez Stworka. W brzuchu burczało mu tak głośno, że mógł w każdej chwili zostać zdemaskowany. Będąc na ulicy, uznał, że widział już wystarczająco wiele, aby podjąć decyzję, czy chce kontynuować terapię. Brutalne metody byłego nauczyciela nie podobały mu się za bardzo, ale udowodniły, że są skuteczne. On sam nigdy nie wpadłby na pomysł, aby rzucić na przyjaciółkę zaklęcie wywołujące wymioty w celu oczyszczenia jej żołądka i przekonania do jedzenia. Takie rzeczy mógł zrobić człowiek, który nie troszczył się zbyt mocno o dobre samopoczucie współlokatorki. W tym momencie wszystko wskazywało, że Severus Snape jest odpowiednią osobą, na odpowiednim miejscu.

poniedziałek, 13 marca 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 56 – Dzień dobroci dla zwierząt


Hermiona była bardzo z siebie zadowolona. Przechytrzyła rodziców i spędziła kolejny weekend z Suzanne bez obecności Severusa. Rozmowa telefoniczna z matką po poprzedniej wizycie siostry w jej domu, nie pozostawiła złudzeń. Państwo Granger nie życzyli sobie, aby ich młodsza pociecha miała kontakt z byłym więźniem. Hermiona otrzymała ultimatum: albo spotyka się z Suzanne w starym miejscu zamieszkania, albo pozbywa się Snape’a. Oburzyło to dziewczynę. Nie miała najmniejszej ochoty wyrzucać współlokatora, który tak naprawdę był prawie bezproblemowy i zapłacił za pokój. Po podwyżce czynszu, którą zafundowali Hermionie rodzice Iana, wszelkie dodatkowe pieniądze były przez nią mile widziane. Z tego powodu oznajmiła rodzicom, że przyjedzie do nich w sobotę, aby zobaczyć się z siostrą.

Czarownica nie byłaby sobą, gdyby nie wpadła na genialny plan. Nie chcąc słuchać pogadanek na temat wybrania się do psychologa, postanowiła poszukać miejsca z dala od domu rodziców. Prawie całą sobotę spędziła z Suzanne w Zoo, a niedzielę przeznaczyła na wizytę w aquaparku i centrum zabaw dla dzieci. Obydwie świetnie się bawiły, patrząc na zwierzęta, chlapiąc wodą i zjeżdżając w rurach oraz skacząc na trampolinach. Godziny mijały im błyskawicznie, a wyczerpana dziewczynka, po intensywnym wysiłku fizycznym, od razu zasypiała w samochodzie siostry. Hermiona także była zmęczona, ale szczęście, które doświadczała, wynagradzało jej wszystko.

W czasie powrotu do domu po pracy wspominała chwile spędzone z siostrą. To jej dawało siłę, aby przetrwać kolejne dni bez niej. Przelała na Suzanne całą swoją miłość, którą czuła do swojego nienarodzonego dziecka. Hermiona zagryzła wargę, gdy poczuła silny gniew. To wszystko było winą Rona. Pozbawił ją tego, na czym najbardziej jej zależało i uciekł za granicę z cycatą zdzirą! Pewnie ożenił się z nią i pławił w pieniądzach jej ojca. Czarownica była o tym przekonana, mimo że nie miała informacji, co się dzieje z jej byłym chłopakiem. Tak naprawdę to nikt nic o nim nie wiedział, ponieważ rudzielec dotrzymał słowa i nie odzywał się nawet do własnej rodziny. Hermiona podsłuchała, jak Percy żalił się swojej narzeczonej w stołówce Ministerstwa Magii.
- Czy to są moje zakreślacze!? – spytała oburzonym tonem, gdy weszła do salonu.
- Były na twoim biurku, wiec pewnie należą do ciebie, ale mogę się mylić – odparł Severus, nie przerywając zaznaczania tekstu w piśmie o eliksirach.

Czarownicę zdenerwował lekceważący ton współlokatora. Wziął jej rzeczy bez pytania i nie okazał nawet najmniejszej skruchy. W ogóle, jakim prawem wszedł do jej pokoju!? Wiedziała, że mieszkanie z Severusem nie będzie kaszką z puree dyniowym, ale do tej pory szanowali wzajemnie swoją przestrzeń osobistą. Tylko raz wpadła do jego pokoju, jednak było to koniecznością, ponieważ musiała złapać Suzanne. Poza tym jednym, wyjątkowym przypadkiem zawsze pukała do jego drzwi.
- Czemu wziąłeś je bez pytania? – spytała, starając się opanować gniew.
- Pożyczyłem je – wyjaśnił beznamiętnym tonem, nadal nie spoglądając na swoją rozmówczynię. – Przyleciała sowa z listem i waliła w okno twojej sypialni. Wpuściłem ją…

Hermiona nie czekała na dalszą część wypowiedzi. Wbiegła na schody, a następnie wpadła jak burza do pokoju. List z Hogwartu leżał nietknięty na biurku. Dziewczyna rozerwała kopertę i zobaczyła pismo profesor McGonagall. Przysłała jej wyniki ostatniej ankiety, która dotyczyła pracy i życia skrzatów domowych. Mylił się ten, kto sądził, że odejście Hermiony z Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami zakończy jej walkę o uwolnienie tych istot. Nadal miała kontakt z dyrektorką szkoły, która zbierała grupę chętnych uczniów i z nimi prowadziła badania.

Czarownica klasnęła w ręce z radości, gdy przeglądała na szybko tabelki. Skrzaty coraz lepiej reagowały na zapłatę za swoją pracę. Tylko garstka najstarszych stworzeń była zła z powodu zmian. Twierdzili, że młodzi zachowują się nieodpowiednio i odchodzą od tradycji, która była kultywowana z dziada na pradziada. Młodsi za to byli szczęśliwi, że czasem mogą wyskoczyć na kremowe piwo do Trzech Mioteł.
- Muszę to koniecznie opisać i porównać do starszych ankiet – oznajmiła Hermiona w duchu.

Po wyjściu z Ministerstwa Magii była zmartwiona, że nie ma żadnej dodatkowej pracy, która zajęłaby jej myśli. List z Hogwartu był dla niej darem z niebios, a pomyślne wyniki wprawiły ją w wyjątkowo dobry nastrój. Jedynym co ją w tym momencie trapiło, był fakt, że Severus nadal miał jej zakreślacze, których używała do zaznaczania wniosków i różnicowania tabeli. Postanowiła pójść do niego i zażądać ich zwrotu. Zeszła do salonu, gdzie czarodziej nadal był pochylony nad stertą magicznych czasopism rozrzuconych na stoliku do kawy. Dziewczyna była lekko zaintrygowana faktem, że nie siedział w swoim pokoju. W ciągu ostatniego tygodnia prawie go nie widywała, za to częściej słyszała jego kroki. Zmiana zwyczajów wprawiła ją w lekkie zakłopotanie. Zastanawiała się, o co mu chodziło z gazetami.
- Czemu to wszystko zaznaczasz? – zapytała, zaintrygowana.
Zauważyła, że Severus miał jakiś zamysł, ponieważ używał różnych kolorów i gazety były ułożone w stosy.
- Co cię to obchodzi? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- A co ciebie obchodzi, że mnie obchodzi? – Hermiona nie wiedziała, dlaczego to zdanie przyszło jej do głowy, ale nie powstrzymała swojego języka przed wypowiedzeniem go.

Snape drgnął i rzucił jej badawcze spojrzenie. Nie był zły albo zirytowany. Wyglądał, jakby coś go zastanowiło.
- Zaznaczam głupoty, jakie wypisali kretyni z redakcji „Magicznych Mikstur” – wyjaśnił i wrócił do pracy.
Te słowa sprawiły, że czarownica jeszcze bardziej chciała wiedzieć jaki cel przyświeca jej współlokatorowi.
- Po co? – dopytywała.
- Abyś się pytała – mruknął zniecierpliwionym tonem.
Nadal w jego głosie nie było cienia złości, dlatego Hermiona postanowiła, że będzie drążyć dalej. Siadła na skraju kanapy i wyciągnęła szyję w kierunku magazynów, aby rozgryźć oznaczenia kolorów. Po kilku minutach Snape nie wytrzymał.
- Wolałem, kiedy udawałaś, że nie istnieję! – warknął.
- Trzeba było siedzieć w swoim pokoju i nie zabierać moich zakreślaczy – powiedziała z wyrzutem.
- Tutaj jest więcej miejsca niż na biurku.
- Czemu zakreśliłeś te składniki Eliksiru Zatrzymującego Rozprzestrzenianie Klątwy w Ciele? – położyła palec na stronie magazynu. – Przecież są w porządku.
- Skąd to możesz wiedzieć? – zakpił. – Tego nie ma w standardowym zakresie nauczania, a wątpię, abyś miała czas, aby warzyć go w czasie wojny.
- Robiłam go na eliksirach u Slughorna na ostatnim roku nauki. Dostałam „wybitny” – policzki czarownicy się zaróżowiły.
- Ja dałbym ci najwyżej „zadowalający”, skoro nie domyśliłaś się, że wszystko to można zamienić na składniki, które przedłużają jego działanie.
- Nie było tego w książkach! – broniła się Hermiona.
- Czasem trzeba użyć mózgu, a nie kopiować bezmyślnie – odparł Snape. – Ci, którzy to pisali, też tego nie wiedzą – dodał z niesmakiem.
- To napisz im co sądzisz o ich niekompetencji! – fuknęła urażona czarownica.
 - Och! Z radością napisałbym, ale… - mężczyzna nagle urwał i spojrzał ponuro na zaznaczone błędy.

Hermiona zerknęła na niego i od razu dotarło do niej sedno problemu. Nie mógł ujawnić swojej tożsamości, ponieważ znowu zacząłby dostawać listy z pogróżkami. Istniało ryzyko, że nawet gdyby podpisał się pseudonimem, to ktoś mógłby połączyć fakty. Nie było dla nikogo tajemnicą, że Severus Snape jest wyjątkowo uzdolniony w dziedzinie eliksirów.
- Co ty robisz!? – warknął czarodziej, gdy Hermiona wzięła ze stolika czysty zwój pergaminu i zaczęła na nim pisać.
- Proszę. Nowe imię i nazwisko – wyjaśniła dziewczyna, pokazując mu, co wyszło spod jej ręki.
- Serge Rochefort – przeczytał Snape. – Myślisz, że ktoś w to uwierzy? – zakpił.
- Dodamy do listu kilka francuskich zwrotów. Nikt cię nie podejrzewa o znajomość tego języka – odparła Hermiona z pewnością i od razu zaczęła wypisywać przydatne wyrazy oraz ich tłumaczenie.

Severus milczał przez dłuższą chwilę wyraźnie zdumiony jej zachowaniem. Obserwował szybki ruch pióra na pergaminie. Gdy Hermiona skończyła, odchrząknął i zadał jej pytanie:
- Czemu to robisz, Granger?
- Ponieważ powiedziałam, że ci pomogę w odnalezieniu się w świecie czarodziejów… - ruszyła w stronę schodów, zabierając jednocześnie zakreślacze – oraz mam dzisiaj dzień dobroci dla zwierząt! – zawołała, będąc na ich szczycie.
- Jak ja ci zrobię dzień dobroci dla zwierząt, to się nie pozbierasz! – wrzasnął rozeźlony Snape.
Dziewczyna zachichotała złośliwie i zamknęła się w pokoju. Z tego powodu nie usłyszała, jak Severus mruczy sam do siebie :„chyba za mocno walnęła łbem o ścianę”.

Było już ciemno, gdy Hermiona wyszła ze swojego pokoju. Skończyło jej się wino, które popijała podczas opisywania wyników badań, a dodatkowo jej pęcherz był pełny. To wszystko oznaczało, że musiała pójść do łazienki, a następnie do kuchni po nową porcję napoju. Wychodząc z pomieszczenia, w którym załatwiła pierwszą z potrzeb, zerknęła na zamknięte drzwi do pokoju Severusa. Zazwyczaj o tej porze prześwitywało światło ze szpary i dziurki od klucza. Tym razem było zupełnie ciemno. Hermiona nie przejęła się tym faktem, ponieważ rozbłyski i smugi na ścianie korytarza oraz głos prezentera z wieczornych wiadomości świadczyły, że w salonie włączony jest telewizor. Zrobiła krok w stronę schodów, gdy poczuła, że o jej lewe ramię ociera się coś miękkiego. Skierowała twarz w stronę tego czegoś i serce w niej zamarło, a żołądek podszedł do gardła. W słabym świetle zobaczyła obrys czegoś dużego. Drżącą ręką wymacała na ścianie włącznik i wcisnęła go. Żarówki rozbłysły, rzucając światło na wszystko, co znajdowało się w korytarzu. Hermiona usłyszała przerażający wrzask. Chwilę później dotarło do niej, że to ona jest źródłem hałasu. Cofnęła się gwałtownie do ściany i oparła się o nią plecami, jednocześnie nogi odmówiły jej posłuszeństwa i się pod nią ugięły. Ona wrzeszczała dalej, jakby znowu była torturowana przez Bellatriks.

Martwy Krzywołap wisiał na żyrandolu, wokół jego szyi zawiązany był pasek. Oczy miał szeroko otwarte, język wystawiony na wierzch, łapy zwisały bezwładnie tak samo, jak ogon. Do obroży przyczepiona była kartka. Pogrążona w szoku czarownica nie była w stanie po nią sięgnąć. Gdy przestała krzyczeć, zastygła w bezruchu na podłodze. Z szeroko otworzonych oczu, ściekały łzy, które ciurkiem spadały na jej śnieżnobiałą koszulę.
- Se… Severus! – wychrypiała z trudem.

Odpowiedziała jej cisza. Nie wiedziała, czemu jej współlokator się nie zjawił. Krzyczała tak głośno, że powinien już dawno tu być. Chyba że… Z najwyższym wysiłkiem woli oderwała wzrok od martwego pupila i stanęła na drżących nogach. Ruszyła chwiejnie w stronę schodów. W salonie nie było nikogo. Na kanapie leżała czarna peleryna Severusa. Hermiona minęła włączony telewizor i dotarła do kominka. Wyjęła z wazonu sztuczne kwiaty i sięgnęła do jego wnętrza.
- Grimmauld Place 12! – krzyknęła po wrzuceniu proszku Fiuu do kominka i zniknęła w płomieniach.

***

Harry siedział samotnie w biblioteczce i czytał kryminał, który polecił mu jego przyszły teść. Ginny poleciała do Japonii, aby rozegrać mecz quidditcha z tamtejszą drużyną w związku z kwalifikacjami do Mistrzostw Świata. Chłopak nie mógł jej towarzyszyć, ponieważ ostatnio miał dużo pracy. Bardzo tego żałował, ale nie mógł inaczej. Tęsknił za graniem w quidditcha i nic nie sprawiało mu większej przyjemności niż patrzenie na Ginny, która zdobywa punkty.
- Panie Harry! Panie Harry! – rozległo się gorączkowe nawoływanie. – Panna Hermiona tu jest! Szybko!

Z tonu, który bił z głosu Stworka, wynikało, że sprawa jest bardzo pilna. Harry od razu wykorzystał swój refleks szukającego i w kilka chwil znalazł się w kuchni. Tam zastał płaczącą i zawodzącą Hermionę, która była w stanie pobić na tym polu Jęczącą Martę.
- On… on zabił… Krzywołapa! – zawyła.
- Kto? – zapytał zszokowany Harry.
- Snape!
- Jak to!?
Czarownica zadrżała gwałtownie i zdała relację zdławionym głosem. Co chwilę jej opowieść przerywało łkanie i wydmuchiwanie nosa w chusteczki, które podawał Stworek. Harry tulił przyjaciółkę, nie odzywając się za wiele. Hermiona targana była silnymi emocjami, dlatego nie powiedział jej, że na razie nie widzi niczego, co wskazywałoby na winę ich byłego nauczyciela. Zamiast tego namówił ją, aby razem polecieli do jej domu.
- Jest na… na górze… - wyjęczała czarownica, kiedy siadła na kanapie. – Idź sam… - wyszeptała pełnym bólu głosem.

Harry’emu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wszedł na schody i pierwsze co zrobił, to zapukał do pokoju, w którym mieszkała kiedyś Astoria. Nie uzyskał odpowiedzi, co go upewniło, że Snape’a nie ma w domu. Nacisnął klamkę i bez najmniejszego trudu wszedł do pomieszczenia. Okno było otwarte na oścież, klatka dla ptaka stała pusta, a na biurku piętrzył się stos magazynów, pergaminów oraz kopert. Kufer stojący pod ścianą był otwarty i widać było, że ktoś gwałtownie wyrzucał z niego listy oraz ubrania, które leżały na podłodze oraz łóżku. Harry przeczytał niektóre wiadomości i zrobiło mu się niedobrze. Następnie skierował swoją uwagę, ku kopertom znajdującym się na biurku. Zapoznał się z listami i ułożył je tak jak leżały wcześniej. Gdy skończył badać pokój Snape’a, ruszył w kierunku martwego kuguchara. Odczuł żal, gdy zobaczył, jak potraktowano Krzywołapa, ale szybko odsunął go od siebie. Był aurorem i widywał gorsze zbrodnie. Fachowym okiem ocenił, że zwierzę zostało potraktowane morderczym zaklęciem, a dopiero później powieszone. Świadomość, że kot nie cierpiał, sprawiła, że przez chwilę poczuł ulgę. Czarodziej sięgnął ręką i odczepił list od obroży Krzywołapa. Była napisana atramentem przy pomocy pióra na kawałku pergaminu.
- Zniszczę wszystkich, na których ci zależy, a na końcu ciebie! – przeczytał w myślach.

To nie był dobry znak. Harry błyskawicznie sporządził w myślach listę ludzi, którzy mieli powody, aby skrzywdzić Hermionę. Gdy doliczył się dwudziestki, poczuł, jakby do żołądka wpadła mu bryła lodu. Wiele osób jej nienawidziło, ale czy byli w stanie zamordować z zimną krwią jej kota? Postanowił jeszcze raz przesłuchać Hermionę.
- Podsumujmy – powiedział po wszystkim – nie masz nałożonych na dom czarów ochronnych ze względu na rodzinę i społeczeństwo mugoli. Słyszałaś, że ktoś chodzi po korytarzu, ale nie masz stuprocentowej pewności, że to Snape. Nie wiesz, gdzie on jest, ani kiedy zniknął. Godzinę przed znalezieniem Krzywołapa wychodziłaś z pokoju i wtedy jeszcze nie wisiał.
- Tak – wyszeptała dziewczyna, trąc spuchnięte oczy.
- Na pewno nie chcesz, abym powiadomił Kingsleya?
- Nie, nie chcę! On powie o wszystkim Robardsowi!
- Rozumiem. W takim razie teraz rzucę na twój dom zaklęcia ochronne, a następnie poczekamy na Snape’a.

Odpowiedziało mu lekkie kiwnięcie głową. Hermiona leżała na kanapie, zwinięta w kłębek. Usta ciągle jej drżały, ale już nie płakała.
- Wątpię, aby to był on – kontynuował wątek Harry. - Mam wrażenie, że ten, kto to zrobił, działał pod wpływem impulsu i przy okazji postanowił rzucić podejrzenie na niego.
- Jesteś pewien? – padło pytanie wypowiedziane ochrypłym szeptem.
- Mam takie przeczucie, a wiesz, że częściej mam rację, niż się mylę – chłopak uśmiechnął się do przyjaciółki. – Dzisiaj będę spał u ciebie, aby upewnić się, że wszystko w porządku.
- Ok.

Harry wyszedł przed dom i wypowiedział wszystkie znane mu zaklęcia, które miały nie dopuścić potencjalnych intruzów. Chciał namówić Hermionę na pełną ochronę, ale ona nie chciała o tym słyszeć. Nawet w okropnym stanie psychicznym potrafiła być uparta jak osioł. Nie udało mu się przemówić jej do rozsądku nawet najbardziej logicznymi argumentami. Uważał, że jej rodzice mieli rację, gdy mówili, że ich córka pogrążona jest w głębokiej depresji.

Z bólem serca zgodził się z nią w kwestii powiadomienia Gawaina. Harry myślał, że jego szef jest w stanie rozwiązać większość problemów na chłodno, ale okazało się, że jeśli chodzi o Hermionę, to przestawał się kontrolować. Mieli zupełnie inny plan w stosunku do Severusa, ale Robards tak był zaślepiony nienawiścią, że chciał go wyrzucić za wszelką cenę. Czarownica nie była z tego powodu zadowolona i Harry się jej nie dziwił. Po starcie dziecka wyznała mu, co działo się we Francji i po powrocie, błagając jednocześnie, aby niczego nie mówił Ginny. Gawain też się przyznał, ponieważ chciał, aby jego podwładny pomógł mu w ponownym dotarciu do serca Hermiony. Chłopak z blizną był między pałką a tłuczkiem, ale uznał, że przyjaciółka jest ważniejsza. To spowodowało rozluźnienie jego stosunków z Robardsem.

***

Severus uznał, że jest już późno i powinien wrócić do domu. Wprawdzie Dundy namawiał go na jeszcze jedno piwo, ale wolał odmówić. Żona Amerykanina patrzyła na Snape’a z odrazą i co chwilę wchodziła do salonu pod byle jakim pretekstem, rzucając nieprzyjemne komentarze dotyczące ich przyjaźni. Wcześniej wyraźnie dała do zrozumienia, że nienawidziła lekcji eliksirów w Hogwarcie i nie pochwala znajomości męża. W takich warunkach mężczyźni nie mogli już swobodnie rozmawiać.

Chowając swoją dumę do kieszeni, Severus wysłał wczesnym rankiem list do Dundy’ego, w którym spytał, czy ma ochotę się z nim spotkać. Dodał w nim, że odpowiedź musi być natychmiastowa, ponieważ tylko Felix wie, gdzie przebywa jego właściciel. Amerykanin odpisał, że złość dawno mu przeszła i szukał swojego kumpla, ale nie mógł go znaleźć. Do listu dołączył adres swojego kominka oraz godzinę zakończenia pracy. Snape czytając to, odetchnął z ulgą, że nie będzie musiał przepraszać Dundy’ego. Potrzebował go, ponieważ postanowił dowiedzieć się, co stało się z Granger i jej dzieckiem. Miał świadomość, że od niej samej nie uzyska informacji, a nie chciał grzebać w jej umyśle.

Podczas spotkania Severus specjalnie wypytywał Dundy’ego o najróżniejsze rzeczy, aby ten nie załapał, o co naprawdę chodzi byłemu współlokatorowi. Powspominali Azkaban, obgadali porządnie Robina Poyntera oraz Meduzę i pożalili się na kobiety. W tym czasie były mistrz eliksirów dziwił się, jak bardzo przyjemne jest rozmawianie o pierdołach. Od wielu lat uważał, że jest zbyt dojrzały na takie rzeczy, oraz że ktoś z jego umysłem nie powinien zabawiać się gadaniem o nieistotnych tematach. Albus nie raz próbował go rozchmurzyć, ale Severus zbywał go. Teraz zrozumiał, że bycie niepoważnym nie jest tak wielką ujmą na honorze.

Rozstanie Granger z Weasleyem, okazało się naprawdę paskudną sprawą, a strata dziecka kompletnie dobiła dziewczynę. Snape nie chciał się do tego przyznać, ale zaczął jej odrobinę współczuć. Nadal przeżywał rozstanie z Sarą, chociaż starał się o tym nie myśleć. Wiedział, jak to jest, gdy druga osoba woli kogoś innego. Z tego powodu odsunął od siebie plan zemsty i postanowił jej nie dokuczać, a przynajmniej nie mocno. Postanowił, że znajdzie pracę i wyprowadzi się od niej. Nie był odpowiednią osobą, aby jej pomagać w czymkolwiek.
- Masz, adres Meduzy – Dundy wcisnął Severusowi w dłoń kawałek pergaminu. – Prosiłeś o niego.
- Ekhm, dzięki – odparł czarodziej.
- Wyślij jej prezent i dopisz, że to też ode mnie – poprosił Dundy. – Może to być… bombowa niespodzianka – mrugnął łobuzersko.
Snape dawno nie czuł takiej wdzięczności do kogokolwiek. Amerykanin nie okazał się takim złym kompanem, jak myślał. Na dodatek wyszło, że zrozumiał intencje, jakie przyświecały mu w zdobyciu adresu Meduzy. Może Sara miała rację, że powinien się z kimś zaprzyjaźnić?

Zamyślony wyszedł przed dom Dundy’ego i teleportował się do ogrodu Hermiony. Nie chciał, aby Amerykanin dowiedział się, pod jakim adresem mieszka. Już raz zawalił sprawę i Severus nie chciał powtórki z rozrywki.
- Witam panie profesorze! – rozbrzmiał głos Pottera, gdy Snape wszedł do salonu.
- Co ty tu robisz? – warknął czarodziej, zerkając na Hermionę, która leżała na kanapie.
Wyglądała, jakby płakała. Twarz miała spuchniętą, nos i oczy czerwone. Wpatrywała się w niego, jakby się go bała. Mężczyzna od razu wyczuł, że coś się stało.
- Prowadzę śledztwo – powiedział chłopak pewnym siebie tonem. – Gdzie pan był?
- Jakie śledztwo?
- W sprawie morderstwa.

Zimny pot spłynął po plecach Severusa. Miał nadzieję, że to wszystko było kolejną, rozdmuchaną przez Pottera aferą. Nic nie wiedział o żadnym morderstwie, ani nie planował niczego takiego.
- Byłem u Dundy’ego – odparł chłodno.
- Tego, co odpowiada za kontakty z Magicznym Kongresem Stanów Zjednoczonych Ameryki?
- Tak – przytaknął Snape.
- Jak długo? – drążył nieustępliwie Harry.
- Myślę, że ponad dwie godziny. Teraz gadaj Potter, o co tutaj chodzi i dlaczego Granger jest w takim stanie – zażądał.
- Mówi prawdę – powiedział chłopak do Hermiony, ale ona nie wyglądała na uspokojoną. – Gdyby miał złe zamiary, to nie wszedłby tutaj. Najnowsze zaklęcie ochronne, wymyślone przez Chorwatów kilka miesięcy temu – wyjaśnił. – Ktoś zabił Krzywołapa. Zapraszam na piętro – zwrócił się do byłego mistrza eliksirów.

Severus popatrzył na syna Lily jak na kosmitę. To o to było tyle szumu? O jakiegoś durnego kota, który prawie w ogóle nie przebywał w domu? Mimo wielu lat na karku kuguchar zajmował się głównie zapładnianiem okolicznych kotek.
- Mordercze zaklęcie – mruknął, gdy zobaczył truchło. – Ktoś powiesił go… na moim pasku? – dokończył zdziwiony.
- To chyba także jest pańskie – Potter podał mu list.
- Tak – potwierdził Snape. – Dostałem to mniej więcej dwa miesiące temu.

Były mistrz eliksirów poczuł, że ogarnia go złość. Ktoś próbował go wrobić! To było widoczne gołym okiem.
- To nie ja! – warknął. – Nawet nie myśl Potter, że maczałem w tym różdżkę! To jakiś głupi wybryk!
- Wcale tak nie pomyślałem – odparł chłopak ze spokojem, odwiązując kota od żyrandola i wkładając go do pudełka po robocie kuchennym. – Musiałem przeprowadzić śledztwo i znalazłem list, w którym Dundy zaprasza pana do siebie. Później skoczę do niego, aby sprawdzić, czy potwierdza pańską wersję.
- GRZEBAŁEŚ W MOICH RZECZACH!? – ryknął Snape, gdy wszedł do  swojego pokoju i zobaczył bałagan.
- Nie musiałem, ponieważ ktoś to zrobił wcześniej. Czy widział pan kogoś podejrzanego albo słyszał coś? Może wie pan o kimś, kto chciałby zaszkodzić panu albo Hermionie? – Potter zadawał pytania, ignorując zupełnie wybuch złości byłego nauczyciela.
- Robards – wycedził Severus. – Wiesz, że chce się mnie pozbyć, aby dobrać się do Granger!
- Zapamiętam to – przytaknął Harry z zadumą. – Coś jeszcze? Może o tym, że pan tu mieszka wie ktoś więcej niż Robards i Kingsley?

Od razu przed oczami Snape’a stanął Draco Malfoy. Mężczyzna przypomniał sobie nienawiść, jaką chłopak darzy Hermionę. Udowodnił w Hogwarcie, że ma pomysły, aby zaatakować ofiarę. Większość była chybiona, ale nie można mu było odmówić fantazji. Pozostało pytanie, czy odważyłby się zabić kota. Severus wiedział także, że gdyby na niego wskazał, to blondyn mógłby zdradzić, z jakich powodów postanowił zamieszkać u Hermiony.
- Nie. Niczego więcej nie wiem – skłamał.

***

Harry był niepocieszony. Każdy czarodziej mógł zabić Krzywołapa i przetrząsnąć rzeczy Snape’a. Na dodatek jego pomysł, że zrobił to Robards, był bardzo prawdopodobny. Nikomu innemu nie zależało tak bardzo na pozbyciu się Severusa z domu Hermiony. Harry stwierdził, że będzie uważnie przyglądać się swojemu szefowi.
- Uważam, że najlepiej będzie, jeśli spędzisz kilka dni u swoich rodziców – zagadał do czarownicy, która ciągle była w szoku i w międzyczasie nie ruszyła się nawet o centymetr ze swojego miejsca.
- Nie! – wrzasnęła dziko, siadając gwałtownie. – Nie chcę!
- To zamieszkaj ze mną. Stworek się tobą zaopiekuje, a jak przyjedzie Ginny…
- Nie!
- Hermiono, to już nie jest zabawne – powiedział Harry, z trudem hamując irytację. – Od listopada jest z tobą coraz gorzej. Naprawdę powinnaś się le…
- Nie, nie i jeszcze raz nie! – jej głos zamienił się w raniący uszy pisk. – Nie dam się! Wiem, co chcecie ze mną zrobić! Zostaję tutaj!

Harry zacisnął pięści z bezsilnego gniewu. Miał ochotę rzucić na przyjaciółkę imperiusa, aby zmusić ją do leczenia. Wyglądała okropnie i był pewny, że w tym stanie nie pociągnie długo.
- Masz, pij! – Snape bezszelestnie pojawił się koło Hermiony i podał jej butelkę z eliksirem.
- Nie chcę – odparła dziewczyna z uporem.
- Pij albo cię do tego zmuszę!
- Jest dorosła, jeśli nie chce… - próbował zaprotestować Harry.
- POTTER! – wrzasnął Severus. – CZY JA CIĘ PYTAŁEM O ZDANIE!? OBCHODZISZ SIĘ Z NIĄ JAK Z JAJEM ŻMIJOPTAKA! – warknął, podsuwając butelkę bliżej twarzy dziewczyny. – JA NIE ŻARTUJĘ. ZMUSZĘ CIĘ DO WYPICIA I BĘDZIE TO DLA MNIE O WIELE BARDZIEJ PRZYJEMNE NIŻ DLA CIEBIE! – rozkazał, przeszywając ją groźnym spojrzeniem.

Hermiona skrzywiła się i ku zdumieniu Harry’ego, posłusznie wykonała polecenie. Chłopak wyczuł znajomy aromat Eliksiru Słodkiego Snu. Czarownica ledwo pociągnęła kilka łyków, gdy zamknęła oczy i padła jak kamień na kanapę. Severus wyjął butelkę z jej dłoni.
- Tak to się robi – oznajmił z jadowitym uśmiechem. – Sentymenty rzuciły ci się na mózg, Potter. Czasem trzeba zmusić drugą osobę do czegoś, czego nie chce. Teraz bierz ją do rodziców i niech tam zostanie przez kilka dni. Przy okazji rzuć kilka zaklęć ochronnych na ich dom – rozkazał osłupiałemu Harry’emu. – Ja w tym czasie pogrzebię tego kota i będę czuwał. Może sprawca wróci, aby zobaczyć swoje dzieło…
- Dziękuję – powiedział Harry, biorąc Hermionę w ramiona.
Severus odwrócił się gwałtownie do niego niczym oparzony i wrzasnął:
- NIE DZIĘKUJ, TYLKO ZEJDŹ MI Z OCZU!

Chłopak spełnił jego żądanie, uśmiechając się pod nosem. Przyszła mu do głowy szalona myśl. Wiedział, że Hermiona robiła wszystko na przekór, co proponował on albo jej rodzice. Mógłby sprzeciwiać się rozkazom Severusa, które kierowałby w jej stronę. Zaślepiona chorobą, mogłaby się nie zorientować w podstępie. Jedynym problemem było nastawienie byłego nauczyciela. Czy dałby się namówić na udział w czymś takim? Mógłby sobie do woli na niego powrzeszczeć, a przecież to lubi.
- Tak, w tym szaleństwie jest metoda – powiedział sobie w duchu, gdy teleportował się z Hermioną do domu jej rodziców.