poniedziałek, 15 maja 2017

Rozdział 63 – Wakacje


- Na Merlina! Przestań mówić o nim z takim zachwytem! Brzmisz jakbyś była w nim zakochana – oznajmiła nieoczekiwanie Ginny.
- Nie bądź głupia! – fuknęła Hermiona obrażonym tonem. – Ja zakochana w Severusie? Nie oberwałaś przypadkiem tłuczkiem w głowę podczas dzisiejszego treningu? – zachichotała złośliwie.
- Mówię prawdę – na twarzy rudowłosej pojawił się grymas niezadowolenia. – Dawno nie słyszałam, abyś mówiła o kimś lub o czymś z takim przejęciem.
- Uważam, że mocno przesadzasz!
- Masz rację. Zapomniałam, że miesiąc temu miałaś identyczny ton, gdy się podniecałaś, że skrzaty domowe zakładają związki zawodowe…
W odpowiedzi Hermiona naburmuszyła się i pomieszała wściekle rurką w swoim shake’u truskawkowym. Spotkała się z Ginny w Holyhead, aby poinformować ją o wydarzeniach z zeszłego tygodnia. Chciała spędzić z przyjaciółką trochę czasu przed wyjazdem z rodzicami do Francji. Okazało się to trudnym zadaniem. Quidditch nie pozwalał Ginny na siedzenie w domu i plotkowanie. Musiała brać udział w morderczych treningach i wyjazdach na mecze. Z tego powodu Hermiona musiała teleportować się do Holyhead. Umówiły się, że pójdą do mugolskiej knajpy, ponieważ wiedziały, że tam znajdą ciszę i spokój. Ginny ciężko było odpędzić się od fanów, którzy nadal mieli na jej punkcie świra.
- Źle to odebrałaś – powiedziała Hermiona, gdy się uspokoiła. – Niczego do niego nie czuję poza wdzięcznością. Pomógł mi i ja to doceniam. Odkąd ze mną zamieszkał, widzę zmiany, które w nim zachodzą. Uwierz mi, on powoli przestaje być Nietoperzem z Lochów.
- Tak, Harry też tak mówił – odparła Ginny, żując frytkę w ustach. – Wspominał też, że Snape wdaje się w bójki i romanse w Azkabanie, zadaje z największym kretynem w Ministerstwie Magii, wprasza się do ciebie na chama oraz straszy twoich sąsiadów swoim mrocznym jestestwem – wyliczyła zajadłym tonem.
- Zapominasz, że oddał mi książki, zajmował się Suzanne, gotował nam, był iskrą, która sprawiła, że zaczęłam się leczyć oraz zrobił awanturę sąsiadce, która mnie zaatakowała.
- Nie przekonasz mnie. Nie ufam mu na tyle dalece, jak rzucam, a w ostatnim meczu trafiłam kaflem w pętlę z połowy boiska. On na pewno ma w tym jakiś cel. Te słowa, które wykrzyczał sąsiadce to pewnie były kłamstwa – oznajmiła twardo narzeczona Harry’ego. – Uważam, że niepotrzebnie się zachwycasz i za bardzo zaangażowałaś się w udzielanie mu pomocy.
- Nie widziałaś go – sprzeciwiła się Hermiona. – Mówił to z takim przejęciem… to brzmiało, jakby słowa płynęły prosto z jego serca – na twarzy czarownicy pojawiły się rumieńce w bardziej intensywnym kolorze niż truskawki w jej shake’u. – Zdaje mi się, że on naprawdę tak uważa.
Ginny rzuciła jej ostrzegawcze spojrzenie, które mówiło, że martwi się o stan jej zdrowia psychicznego.
- Nie przekonasz mnie – powtórzyła. – Nie jestem Harrym. On może sobie wierzyć, że Snape się zmienił. Ja uważam, że powinnaś porzucić ten niezdrowy entuzjazm, zanim będzie za późno.
- Na co za późno? – spytała jej przyjaciółka zaskoczonym tonem.
- Zanim się naprawdę zakochasz – mruknęła Ginny i pociągnęła spory łyk shake’a czekoladowego. – Radzę ci: wyrzuć go z domu albo się wyprowadź. On jest niebezpieczny.
Hermiona przygryzła wargę i wbiła wzrok w stół. Była zawiedziona i rozdrażniona. Myślała, że Ginny pośmieje się z relacji przebiegu nauki francuskiej wymowy Severusa, a potem doceni jego przemianę. O ile pierwsza część planu poszła bez problemów, o tyle druga była porażką. Narzeczona Harry’ego nie dopuszczała do siebie myśli, że Snape mógł okazać ludzkie odruchy. Na dodatek insynuowała, że jej przyjaciółka się w nim zakochała. To było dla Hermiony tak absurdalne i pozbawione podstaw oskarżenie, że zastanawiała się, czy nie wyjść z knajpy bez słowa.
- Kiedyś byłaś pod wrażeniem, że go oswoiłam – zaatakowała przyjaciółkę.
- To było dawno temu – burknęła Ginny. – Sytuacja się zmieniła.
- Co masz na myśli?
- Nic. Po prostu przestań wierzyć w to, że jest dobrym człowiekiem i robi cokolwiek bezinteresownie.
Znowu zapadła krępująca cisza. Rozczarowanie postawą Ginny było ciężkie do zniesienia dla Hermiony. Postanowiła zmienić temat, aby nie podsycać nerwowej atmosfery. Nie chciała pokłócić się z przyjaciółką, tylko dlatego, że ta miała odmienne zdanie na temat jej współlokatora.
- Ykhm – odchrząknęła. – Co u Harry’ego? Ostatnio rzadko go widzę w ministerstwie…
- To dlatego, że Robards ciągle wysyła go w teren – wyjaśniła Ginny. – Utrudnia Harry’emu życie, jak tylko się da. Nie chce mu pozwolić, aby zajął się sprawą Rona.
- Nie dziwię mu się – oznajmiła Hermiona i w myślach pochwaliła Gawaina. – Harry powinien zająć się swoją pracą.
- Mogłabyś w końcu przyjąć do wiadomości, że Ron został wrobiony – wypaliła gwałtownie rudowłosa. – Ktoś podszył się za Clarę i go uwiódł! On strasznie cierpi. Wiem, że nadal cię kocha...
- Wiesz, że nie chcę o tym słyszeć!
- Porozmawiaj z nim. Raz. Tylko raz! – zaczęła błagać przyjaciółkę Ginny.
- Nie! – warknęła Hermiona.
Nie miała najmniejszego zamiaru spotykać się z Ronem, mimo że wiedziała o jego sprawie. Rita wywęszyła, że najmłodszy Weasley wrócił do domu i opisała wszystko w swoim artykule. To spowodowało falę pytań, na które w większości dziennikarka znalazła odpowiedzi. Amerykanie byli skłonni do zwierzeń i niewiele obchodził ich los Rona, a Kingsley Shacklebolt nie zdołał zapobiec publikacji materiału. W ten sposób Rita zrzuciła Dafne Greengrass z tronu, który przysługiwał „królowej plotek”. Hermiona dowiedziała się wszystkiego od Astorii, która opowiadała, że jej siostra prawie gryzie ściany ze złości. Przeczytanie wypocin dziennikarki nie sprawiło, że czarownica zmieniła zdanie o Ronie. Uważała, że zasłużył na to, co go spotkało.
- Severusowi okazałaś więcej zrozumienia, niż na to zasługuje, ale gdy ja proszę, abyś poświęciła chwilę mojemu bratu, to ty odmawiasz! – zauważyła Ginny ze złością, mnąc serwetkę.
- On nie upokorzył mnie publicznie i nie zabił mojego dziecka! – wykrzyknęła Hermiona, zrywając się gwałtownie z krzesła.
Mugole siedzący przy sąsiednich stolikach przerwali jedzenie i zaczęli zerkać ciekawie na dziewczyny. Ginny dyszała ciężko. Była czerwona ze złości, a jej oczy ciskały błyskawice.
- Nie zrobił tego specjalnie… - wysyczała przez zęby.
- Nie obchodzi mnie to. Nie spotkam się z nim – oświadczyła ostro Hermiona i rzuciła na stolik kilka funtów. – Nie zamierzam także wysłuchiwać twoich argumentów. Idę do domu. Jeśli chcesz mnie zobaczyć, to jestem w Anglii do piątku – rzekła do przyjaciółki, obróciła się na pięcie i wyszła szybkim krokiem z lokalu.

***

Harry nie był zadowolony, gdy dowiedział się, co zaszło pomiędzy jego narzeczoną i Hermioną. Uważał, że Ginny za bardzo pośpieszyła się z propozycją spotkania. Ani jedno, ani drugie nie było gotowe, aby spokojnie ze sobą porozmawiać, a co dopiero wybaczyć. Powiedział to swojej drugiej połówce, a ona obraziła się na niego i oświadczyła, że kompletnie nie rozumie powagi sytuacji. Chciała, aby wyrzucił Snape’a z domu Hermiony, zanim ona się w nim na dobre zakocha. Nalegała, aby przestał mu wypłacać pieniądze, a gdy powiedział, że tego nie zrobi, to Ginny wyprowadziła się do Nory.
Młodego aurora zirytowało zachowanie narzeczonej. Pomysł, że Hermiona mogła zakochać się w Snape’ie, był co najmniej śmieszny. Był pewny, że doceniała jego opiekę nad nią i to wszystko. Miał świadomość, że jego przyjaciółka już raz okazała pociąg do dużo starszego mężczyzny, ale ciężko było porównać  Severusa z Gawainem. Szef Harry’ego był energiczny, przystojny – nie jedna czarownica w ministerstwie starała się go poderwać, szarmancki oraz pewny siebie. O Snape’ie nie dało się tego samego powiedzieć. Owszem, Harry zauważył, że zaczął częściej myć włosy i wyglądał nawet elegancko w mugolskim płaszczu, ale nadal pozostał odpychający i zimny. Hermiona na pewno nie mogła uznać kogoś takiego za atrakcyjnego. Pomysł Ginny, aby ponownie zeswatać ją z Ronem, zanim będzie za późno, był najgłupszym z możliwych.
- Witam panie pro… - zaczął mówić Harry, gdy Snape otworzył i bez słowa zamknął mu drzwi przed nosem.
Nastała noc, gdy chłopak postanowił przyjechać na motorze Syriusza do Hermiony, aby przeprosić ją w imieniu Ginny.  Obydwie czarownice bardzo się lubiły i przez wszystkie lata były bardziej jak siostry niż koleżanki. Harry nie chciał, aby straciły ze sobą kontakt. Kiedyś wierzył, że razem z Ronem, staną się jedną, wielką rodziną. Tak się jednak nie stało. Rozpad ich paczki był bardzo bolesną sprawą. Harry dałby wiele, aby powróciły dawne dni. Jednocześnie rozumiał Hermionę. Wiedział, że Ron zranił ją tak bardzo, że miną lata, zanim mu wybaczy.
- Severus powiedział mi, że tu jesteś. Czego chcesz? – zapytała Hermiona nieufnie, gdy wyszła przed dom w szlafroku i bamboszach.
- Słyszałem, że się pokłóciłaś z Ginny.
- Yhym – przytaknęła czarownica.
- Chcę, abyś wiedziała, że jestem po twojej stronie – zapewnił ją szybko Harry. – Ginny przesadziła. Nie powinna cię była namawiać na spotkanie z Ronem.
- Nie powinna – Hermiona zgodziła się z przyjacielem.
- Myślę, że się myliła co do ciebie i… wiesz kogo. Nie wierzę, że moglibyście… - zawiesił głos, ponieważ nie miał pewności, że Snape nie podsłuchuje.
Widocznie Hermiona pomyślała o tym samym, ponieważ zamknęła za sobą drzwi i wskazała głową wejście do garażu. Harry posłusznie poszedł za nią. Czarownica zapaliła światło i zamknęła wejście do pomieszczenia. Następnie powiedziała: Muffliato i odwróciła się do przyjaciela.
- Ona kompletnie oszalała – warknęła. – Mam nadzieję, że nie będzie powtarzać tych głupot innym. Nie zakochałam się w Severusie!
- Wiem, wiem – starał się uspokoić ją Harry. – Ona chciałaby, aby było tak jak kiedyś. Kiedy trzymaliśmy się we czwórkę. Ja, ty, Ginny i Ron…
Na twarzy Hermiony pojawił się grymas bólu.
- To niemożliwe – wyszeptała.
- Przebaczysz jej, jeśli cię przeprosi?
- Mhm, pewnie tak – odparła czarownica z pewną dozą niepewności. – Jeśli naprawdę będzie żałować…
- Spróbuję ją przekonać, że się myli, ale wiesz, jaka jest uparta. Gdy jej powiedziałem, że przesadziła, to się obraziła i wyprowadziła do rodziców.
- No tak – westchnęła Hermiona.
- Na pewno nie dałaś jej podstaw, aby sądziła, że ty i Snape…?
Przyjaciółka szybko streściła Harry’emu przebieg rozmowy. Mówiła spokojnie, nie wykazywała większych zachwytów. Gdy opowiadała o zmianach w zachowaniu Snape’a, nie sprawiała wrażenia podekscytowanej. Była jak profesor, który przekazuje wiedzę uczniom.
- Co było dalej? – zadał pytanie Harry. – Czy po akcji z sąsiadką coś się między wami zmieniło?
- No cóż… – odparła Hermiona po namyśle. – Wiedziałam, że nie będzie zadowolony z tego, że stracił panowanie nad sobą, dlatego postanowiłam, że będę traktować go normalnie. Nie okazywałam mu jakiejś szczególnej wdzięczności, ale też nie chciałam, aby poczuł się niechciany. Jestem dla niego miła, ale w granicach rozsądku…
- Co on na to?
- Następnego dnia sprawiał wrażenie zadowolonego, że wszystko jest po staremu. Zachowywał się normalnie. To znaczy: znowu zaczął przebywać w swoim pokoju i prawie się do mnie nie odzywał. Jednak od kilku dni znowu przesiaduje w salonie i w kuchni oraz… - czarownica zawiesiła głos.
Harry zachęcił ją gestem, aby wydusiła z siebie dalszą część zdania. Hermiona przymknęła oczy i zrobiła głęboki wdech.
- Zdaje mi się, że on ciągle na mnie patrzy. Już kilka razy złapałam go na tym, że odwracał szybko wzrok. To trochę dziwne i krępujące – wyznała ze skwaszoną miną. – Mam wrażenie, że na coś czeka, ale nie wiem na co.
Harry także nie wiedział. Miał kilka teorii, ale żadna nie wydawała mu się prawdopodobna i dlatego zachował je dla siebie. Stwierdził, że będzie musiał przyjrzeć się trochę lepiej zachowaniu Severusa. Na razie nie miał czasu, ale postanowił, że po powrocie Hermiony z Francji zajmie się zdobywaniem informacji dzięki pelerynie niewidce. Podczas rozmowy z przyjaciółką, dowiedział się, jak bardzo Ginny się myliła. Jeśli ktoś się tutaj zakochał, to na pewno nie Hermiona w Snape’ie. Wszystko wskazywało na to, że mogło być odwrotnie, a to komplikowało cały plan Harry’ego.

***

- Bikini… jest, krem z filtrem UV… jest, kosmetyki… są, książki… są – Hermiona odhaczała kolejne pozycje na swojej liście.
Spakowała walizkę dwa dni wcześniej, ale w dzień wyjazdu przejrzała ją jeszcze raz, aby upewnić się, że zabrała wszystko, co jej będzie potrzebne. Lista, którą trzymała w ręku, powstała od razu, gdy tylko rodzice poinformowali ją, że wynajęli na tydzień domek w miejscowości Hautes Murailles, znajdującym się na Lazurowym Wybrzeżu. Hermiona musiała mieć pewność, że niczego nie zapomniała. Gdyby tak się stało, obwiniałaby siebie przez pół urlopu, a to zdecydowanie zepsułoby jej humor.
- Okulary przeciwsłoneczne… są, kapelusz… jest, dokumenty… są – wymieniała w myślach. – Szczoteczka do zębów i pasta są, ale zaraz, zaraz… kto mi dopisał „mózg i Eliksir Zapobiegawczy”!?
Zadała sobie pytanie, na które znała odpowiedź. Nie raz widziała to drobne, ciasne pismo, które pokrywało pergamin przeznaczony dla redaktora naczelnego „Magicznych Mikstur”, a które poprawiała tyle razy. Nie pozostało jej nic innego jak pójść do pokoju Snape’a i wygarnąć mu, co o tym myśli.
- Naprawdę? – zapytała go tonem, w którym zabrzmiało niedowierzanie i ironia. – Naprawdę sądzisz, że nie używam mózgu i będzie mi potrzebny ten eliksir? – uniosła jedną brew, co miało świadczyć, że jest bardziej rozbawiona niż zła.
- Francuzi uwielbiają podrywać dziewczyny. Jeśli rozum zawiedzie, to chociaż wypijesz coś, co sprawi, że nie będziesz miała kłopotu – rzekł Snape, uśmiechając się drwiąco.
Hermiona miała na końcu języka stwierdzenie, że jak na razie we Francji była tylko w ramionach stuprocentowego Anglika, ale w porę się ugryzła. Nie miała ochoty zwierzać się ze swojego życia seksualnego komuś takiemu jak Severus.
- Dziękuję, że tak o mnie dbasz – odparła i uśmiechnęła się nieszczerze. – Co ja bym bez ciebie zrobiła…
- Pewnie siedziałabyś do dzisiaj zamknięta w swoim samochodzie – powiedział, robiąc identyczny wyraz twarzy jak ona. – Ewentualnie użerałabyś się dalej z tym gówniarzem z sąsiedztwa.
- Byłoby miło, gdybyś przestał do tego wracać – westchnęła czarownica.
- Byłoby miło, gdybyś przestała pakować się w kłopoty – zripostował Snape, biorąc do ręki jakąś księgę i otwierając ją. – Tak swoją drogą… wymazałem mu dzisiaj pamięć.
Hermiona obrzuciła współlokatora oburzonym spojrzeniem. Tego było już za wiele! Severus ostatnio na zbyt wiele sobie pozwalał.
- Po co to zrobiłeś? Nie wystarczyło, że tak go nastraszyłeś, że omijał mnie szerokim łukiem? Od tamtej awantury nawet słowa ze mną nie zamienił! – podeszła do niego i bezceremonialnie zamknęła księgę z hukiem.
- Uznałem, że tak będzie lepiej – wyznał, udając, że nie zwrócił uwagi na to, co zrobiła.
Gdyby przemoc fizyczna była dozwolona, to Hermiona już dawno udusiłaby gołymi rękami swojego współlokatora. Wcześniej rzuciłaby na niego jakąś klątwę, aby zetrzeć z jego twarzy ten złośliwy uśmieszek. Ostatnim razem tak ją zdenerwował, gdy zarzucił jej zarozumialstwo na lekcji eliksirów.
- Przestań mieszać się do moich spraw! Dam sobie radę sama! – oznajmiła stanowczo, czując, że płoną jej policzki z gniewu.
- Tak, oczywiście – przytaknął nieszczerze. – Tylko pamiętaj, że we Francji nie będzie mnie w pobliżu, aby cię uratować przed żonami…
- Super! – przerwała mu. – Będę szczęśliwa, wiedząc, że nie natknę się na ciebie i twoje ciągłe zerkanie w moim kierunku!
Na te słowa Severus wyraźnie pobladł i się nachmurzył.
- Granger, przestań wymyślać rzeczy, które nie mają i nie miały miejsca! – wychrypiał.
- Tak, jasne – Hermiona obdarzyła go zniesmaczonym spojrzeniem. – Myślę, że z naszego dwójki, teraz ty bardziej potrzebujesz psychologa niż ja – warknęła.
Czarodziej nic nie odpowiedział. Jego nozdrza zadrgały niebezpiecznie, a wąskie wargi jeszcze bardziej się zwęziły. Wyciągnął rękę i wskazał palcem na drzwi. Dziewczynie nie trzeba było tłumaczyć, co to oznacza.
- Miłych wakacji! – rzuciła przez ramię, wychodząc.

***

Lazurowe Wybrzeże kusiło turystów z całego świata. Błękit morza, palmy i plaże obiecywały dobrą zabawę oraz odpoczynek od codziennych spraw. Większość przyjezdnych wybierała znane miejscowości typu Nicea, Cannes, Saint-Tropez albo Tulon. Grangerowie mieli dość tłumów pochodzących głównie z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Szwajcarii. Woleli poznawać lokalnych mieszkańców małych, sennych miejscowości. Z tego powodu wybrali Hautes Murailles, jako miejsce wypoczynku. Nie zostało ono opanowane przez turystów tak jak inne miejscowości. Życie toczyło się w nim powoli. Upał sprawiał, że przez większą część dnia, mało osób kręciło się po rynku. Zdecydowana większość chowała się gdzieś w cieniu lub kąpała się w morzu.
Hermiona odetchnęła pełną piersią, gdy znalazła się z rodziną w miejscu wypoczynku. Lubiła zapach morza, kwiatów, drewna i rozgrzanych od słońca skał. Pierwsze wejście do wynajmowanego domku zawsze sprawiało, że czuła dreszcze podniecenia. Lubiła oglądać swoje tymczasowe miejsce zamieszkania, wypakowywać rzeczy do szaf i szafek w pokoju oraz pomagać rodzicom w zaopatrywaniu kuchni. Robiła to szybko, ponieważ morze wołało ją i kusiło. Nie mogła doczekać się dotyku chłodnej wody na skórze i smaku soli na języku. Chciała pokazać Suzanne, dla której to był pierwszy taki wyjazd w życiu, plażę pokrytą kamieniami i meduzy.
- Tu jest tak pięknie – zachwycała się czarownica, gdy wyszła przed dom i ujrzała błękitne niebo oraz odcinającą się od niego roślinność ubraną w soczystą zieleń.
- To co? Najpierw morze, a wieczorem zwiedzamy Hautes Murailles? – zapytał pan Granger, który wyszedł na ganek z rękawkami do pływania Suzanne.
- Oczywiście – przytaknęła Hermiona, a oczy błyszczały jej z zadowolenia.
Przyjazd do Francji sprawił, że zupełnie zapomniała o Severusie i kłótni z nim. Przestała przejmować się jego zerkaniem w jej stronę. Kompletnie wyrzuciła z pamięci, że ktoś taki jak on istnieje. Teraz zaczęły się liczyć dla niej inne rzeczy. Chciała pokazać Suzanne świat, jakiego jeszcze mała dziewczynka nie znała. Kolorowy i intensywny, z palmami, które wyrastały na każdym kroku, kłującymi kaktusami oraz wielkimi, kolorowymi kwiatami, które były posadzone w doniczkach na rynku Hautes Murailles. Grangerowie mieli określony rozkład dnia: rano szli na plażę, ponieważ później gorąco sprawiało, że odechciewało się im ruszyć ręką czy nogą, a co dopiero gdzieś iść. W południe odpoczywali w domu: Suzanne razem ze swoją mamą spały, a Hermiona z ojcem grała w Scrabble albo czytała książki, które wzięła ze sobą. Po południu szli lub jechali na obiad do jednej z nadmorskich knajp, gdzie serwowano ryby i owoce morza. W tym czasie decydowali, co chcą zwiedzić po posiłku.
Hermiona uwielbiała drogę ciągnącą się wzdłuż Lazurowego Wybrzeża. Była kręta i często niezbyt bezpieczna, ale zapewniała wspaniałe widoki. Z jednej strony było morze, które czasem przybierało odcień ciemnego błękitu, a innym razem jego wody miały domieszkę zieleni. Większość wybrzeża pokryta była skałami i kamienistymi plażami. Piasek musiał być dowożony i bogatsze miasta, pokrywały nim spore tereny nad wodą, aby turyści mogli wygodnie się na nim opalać, a ich dzieci budowały z niego zamki. Z drugiej strony drogi wznosiły się majestatyczne góry. Nagie kamienne wierzchołki odcinały się jasnym kolorem od nieba, które najczęściej było bez ani jednej chmurki. Hermiona podziwiała wybudowane na zboczach domy, otoczone zielenią i kwitnącymi kwiatami. Często zastanawiała się, czy właściciele niektórych budynków nie boją się mieszkać nad samym urwiskiem, który straszył wielkimi, popękanymi skałami.
Jednym z pierwszych celów wyprawy rodziny Grangerów była Nicea. Leżące u podnóża Alp miasto kusiło wieloma rozrywkami. Spacerowali po wąskich uliczkach Starego Miasta, podziwiając jego piękno. Odwiedzili Promenadę Anglików, gdzie mijali przepiękne budynki, w których znajdowały się hotele i kasyna. Suzanne odbyła podróż dwupoziomową karuzelą w Ogrodzie Alberta I, która tłumnie była oblegana przez dzieci różnych narodowości. Otoczona wysokimi palmami i drzewami, była chroniona przed mocnymi promieniami słońca.
Następnego dnia rodzina Hermiony udała się do Cannes, które może nie różniło się bardzo od Nicei, ale za to posiadało coś, czego tamto miasto nie miało. Suzanne świetnie się bawiła, szukając odciśniętych dłoni gwiazd i przykładając do nich swoją małą rączkę. Szczególnie ucieszyła się, gdy znalazła te należące do Myszki Miki i Różowej Pantery. Hermiona wolała ujrzeć dłonie gwiazd kina. Chętnie sfotografowała się z należącą do Gerarda Depardieu, którego lubiła i ceniła za jego kreacje w „Człowieku w Żelaznej Masce” czy serialu „Hrabia Monte Christo”. Wprawdzie ostatnią pozycję uważała za wariację na temat książki autorstwa Aleksandra Dumasa, ale podobała jej się i nie uznała czasu przeznaczonego na oglądanie za stracony.
W Monako każdy znalazł coś dla siebie. Pan Granger podniecał się na widok drogich aut i jachtów, którym namiętnie robił zdjęcia. Później ustawił kobiety ze swojej rodziny na słynnym zakręcie, który znany jest z transmisji wyścigów Formuły 1 i uwiecznił wśród wielu innych turystów z całego świata. Hermiona i Suzanne wolały odkrywać atrakcje w Japońskim Ogrodzie, który tchnął ciszą i spokojem. Duża atrakcją dla dziewczynki były karpie koi oraz kaczki, które karmiła namiętnie resztą bułki ze swojej kanapki. Hermiona w tym czasie studiowała tabliczkę, na której pokazano rodzaje ryb, które różniły się głównie kolorem i wzorem na łuskach. Później Suzanne odkryła świetną zabawę, która polegała na przebieganiu po czerwonym mostku z ozdobnymi, złotymi elementami. Trwało to ponad pół godziny i w końcu pani Granger musiała krzyknąć na nią, aby przestała i rodzina mogła iść dalej. Ona sama najchętniej przyglądała się wystawom sklepów Louis Vuitton, Prada, Bulgari i Chanel, które znajdowały się w pobliżu Kasyna Monte-Carlo.
Wszystkie wycieczki, zarówno te mniejsze, jak i te większe kończyły się kąpielą w ciepłym morzu. Pogoda dopisała i podczas pobytu Hermiony i jej rodziny na Lazurowym Wybrzeżu nie padało mocno. Każdy deszcz był mały i szybko się kończył. Dzięki temu dziewczyny mogły szaleć wśród fal, odbijać dmuchaną piłkę na plaży lub zajadać się lodami.
Jednak nie wszystko było idealne. Hermiona zauważyła, że intensywne zwiedzanie nie służy jej mamie. Kobieta męczyła się dość szybko i zostawiała opiekę nad Suzanne swojej starszej córce i mężowi. W przeciwieństwie do czarownicy nie zaokrągliła się i wyglądała na wychudzoną. Mimo opalającego wpływu słońca zdawała się być blada i z podkrążonymi oczami. Nie chciała kąpać się w morzu i ani razu nie założyła bikini. Zawsze siedziała na plaży, ubrana w koszulkę i krótkie spodenki. Gdy Hermiona pytała jej, co się dzieje, to zbywała ją z uśmiechem, mówiąc, że ma anemię i musi brać więcej witamin. To nie przekonało dziewczyny. Przyglądała się matce podejrzliwie przez cały pobyt we Francji i doszła do wniosku, że coś jest nie tak. Dlatego ostatniego wieczoru namówiła ją na spacer po plaży.
- Co się z tobą dzieje? Chcę znać prawdę. Powiedz mi mamo! – rozkazała, zdecydowana, by usłyszeć odpowiedź.
- Nic… naprawdę…
- Oszukujesz. Wiem, że ukrywasz coś przede mną – naciskała Hermiona.
Morze odbijało się od skał i nanosiło kamienie na brzeg. Odgłosy, które przy tym wydawało, zdawały się czarownicy złowieszcze, gdy czekała na odpowiedź od swojej mamy.
- Od jakiegoś czasu źle się czułam. Najpierw myślałam, że to z powodu zdenerwowania. Wiesz, martwiłam się o ciebie – mimo ciemności, Hermiona zauważyła jej blady uśmiech. – Potem tobie przeszło, a ja miałam coraz więcej problemów. Bez przerwy łapałam infekcje.
- Nie mówiłaś mi o tym – fuknęła dziewczyna urażonym tonem.
Obydwie kobiety umilkły, gdy nad morzem zobaczyły mocne światła. To samolot zniżał się do lądowania na lotnisku w Nicei. Wyglądało to, jakby nad nimi pojawiło się UFO. Nadal robiło to na nich spore wrażenie.
- Stwierdziliśmy z tatą, że tak będzie lepiej – pani Granger wróciła do rozmowy, gdy samolot zniknął z pola widzenia. – Baliśmy się, że pogłębi się twoja depresja. Nasz plan był taki, że powiemy ci dopiero wtedy, gdy zostanie ustalone, co mi jest.
- A co może być?
- Wiele rzeczy. Lekarze podejrzewali problemy z jelitami, zatokami, nadczynność tarczycy, menopauzę, niedokrwistość… Na co ja się nie badałam – kobieta westchnęła boleśnie. – Szczerze mówiąc, mam już tego dość.
- Więc co ci jest? Tamte choroby zostały wykluczone, prawda? – dopytywała ze zniecierpliwieniem Hermiona.
- Tak. Teraz czekam na wyniki jednego badania, które powinny być w przyszłym tygodniu.
- Jakiego?
- Biopsji szpiku z mostka.
W głowie Hermiony eksplodowały pytania. Po co się robi takie badanie? Jakie choroby  wskazuje? Czy to przypadkiem nie jest związane z jakimś rakiem? Co, jeśli to coś poważnego i mama umrze? Dopiero po chwili czarownica wzięła się w garść. Miałą wrażenie, że jeśli nie będzie o tym mówić, to wszystko okaże się nieprawdą. Nieprzyjemnym snem, którego zapomina się po przebudzeniu. Jednak musiała wiedzieć. Nie mogła uciec od odpowiedzi.
- Co lekarze podejrzewają? – zadała pytanie drżącym głosem.
Mama Hermiony westchnęła ciężko i spojrzała na światła, które rozświetlały Alpy. Wzgórza pokryte były maleńkimi punktami i kończyły się tam, gdzie już nie było domów i latarń. Robiły konkurencję gwiazdom świecącym na ciemnogranatowym niebie. 
- Białaczkę – wyszeptała.

poniedziałek, 8 maja 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 62– Sąsiad

Hermiona szybko zauważyła, że Severusa coś dręczy. Jego zwyczaje drastycznie się zmieniły. Zamiast siedzieć w swoim pokoju albo gotować coś w kuchni, to zaczął przebywać głównie w salonie. Dziewczyna nie byłaby sobą, gdyby nie zorientowała się, że czarodziej zaczął mocno interesować się Francją. Nie było innego wytłumaczenia. Raz, gdy Hermiona wróciła z pracy, przyłapała go na oglądaniu telewizji, a dokładnie dokumentu o Paryżu. Nie raz, nie dwa widziała, jak siedzi nad słownikiem angielsko-francuskim. Początkowo myślała, że szukał słówek potrzebnych mu, do napisania listu, ale gdy zobaczyła u niego w pokoju poradnik pod tytułem: „Wakacje we Francji. Vadamecum czarodzieja”, to doszła do wniosku, że coś jest na rzeczy. Fakt, że Severus ostatnio często na nią „wpadał”, czy to jak szła do kuchni, czy do pokoju Suzanne, gdzie stała półka z książkami, tylko ją utwierdziło w tym przekonaniu. Mimo że nic przy tym nie mówił, było to zjawisko zbyt częste i niecodzienne, aby Hermiona uznała je za przypadkowe.
- O co chodzi? – zapytała, gdy drugi dzień z rzędu jadł razem z nią kolację, czego także nie miał w zwyczaju.
- Mi? O nic – odparł chłodno i wrócił do spożywania swojej porcji puddingu.
Hermiona westchnęła i ostentacyjnie przewróciła oczami, aby dać mu do zrozumienia, co sądzi o jego zachowaniu. Wiedziała, że Severus Snape łatwo nie powie, co go gnębi, a aby użył słowa „proszę”, musiałoby być to coś naprawdę ważnego. Ostatnim razem wypowiedział je, gdy szukał psycholog z Azkabanu, z którą miał romans.
- Widzę, że masz jakiś problem.
- Dam sobie radę.
- Więc o to mu chodzi – pomyślała Hermiona – mam go błagać, aby mi zechciał powiedzieć.
Parsknęła cichym śmiechem. Nie miała zamiaru dać mu satysfakcji. Chciała mu pomóc, ale to nie oznaczało, że będzie się przed nim płaszczyć, aby okazał jej łaskę. Czasy Hogwartu bezpowrotnie minęły i Severus musiał to przyjąć do wiadomości. Gdy skończyła posiłek, zaczęła gwizdać pod nosem jakąś wesołą melodię, która niespodziewanie wpadła jej do głowy. Jednocześnie zerkała na czarodzieja, który nadal siedział przy stole, zamiast iść do swojego pokoju. Widać było, że bije się z myślami, jakby musiał je przetrawić tak samo, jak zjedzony posiłek.
- Potrzebuję konsultacji z francuskiego – wyznał.
- Daj tekst, to ci go sprawdzę – mruknęła Hermiona, myśląc, że chodzi mu o list do „Magicznych Mikstur”.
- Chodzi o wymowę.
- Wymowę…?
Dopiero po kilku sekundach do czarownicy dotarło, czego chce od niej Severus. Popatrzyła na niego i z całych sił zaczęła się powstrzymywać, aby nie wybuchnąć śmiechem na widok jego miny. Wyraz twarzy Snape’a zdradzał, że był wyjątkowo niechętny do tego, co musiał zrobić. Jakby mówienie po francusku obdzierało go z godności. Nic dziwnego, że nie chciał jej poprosić wprost o pomoc.
- Niech zgadnę – oznajmiła Hermiona wesoło – pewnie potrzebne ci to do pracy.
- Redaktor naczelny chce się spotkać z Serge’em Rochefortem – Severus odparł zdławionym głosem. – Ma dość czekania na Felixa, aby się ze mną skontaktować. Chce, abym pisał pełne artykuły, a to oznacza pojawianie się w biurze. Muszę opanować wymowę w trzy dni.
- To zbyt mało czasu, aby nauczyć cię języka – zauważyła dziewczyna.
- Nie bądź głupia! – fuknął czarodziej. – Chcę mówić z akcentem i tylko co jaki czas, wplątywać słowa tych przeklętych żabojadów.
Czarownica miała ochotę powiedzieć, co sądzi o tym określeniu, ale ugryzła się w język. Za nic w świecie nie przepuściłaby szansy usłyszenia, jak Wielki Severus Snape, Pogromca Uczniów, Adept Mroku i Ciemności, mówi po francusku. Nie mogła się doczekać spotkania z Ginny, aby opowiedzieć jej o wszystkim.
- Rzeczywiście, twój pomysł jest lepszy – zgodziła się z nim, aby go udobruchać. – Pokaż mi, co już umiesz – rozkazała.
W ciągu kilku sekund Hermiona zorientowała się, że bardzo żałuje, że nie ma dyktafonu. Dawno nie słyszała kogoś, kto tak źle mówił po francusku. Severus wymawiał „r” w taki sposób, że zdawało się, że do gardła wpadł mu sporej wielkości kłak, którego próbuje wypluć. Nawet dziecko nie dałoby się na to nabrać.
- Widzę, że nie jesteś zachwycona – oznajmił ponurym tonem.
- Nie da się ukryć, że nie brzmi to dobrze – przyznała Hermiona. – Gdybyś intensywnie poćwiczył…
- Myślisz, że co robiłem podczas ostatnich kilku dni? – zapytał szorstko Severus.
Czarownica od razu zrozumiała, że jej współlokator próbował się sam nauczyć obcego języka. Było to zadanie prawie niewykonalne, więc nic dziwnego, że poległ. Podziwiała jego samozaparcie, ale uznała, że lepiej by było, gdyby wcześniej się do niej zgłosił z problemem. Może nie znała idealnie magicznego słownictwa, ale wymowę opanowała bardzo dobrze. Wakacje we Francji i pobyt w Chatelier z Gawainem przyniosły jej wiele korzyści na tym polu.
- Samemu jest trudno nauczyć się wymowy z książek. Szkoda, że nie poprosiłeś mnie wcześniej o pomoc – Snape rzucił w jej kierunku ostrzegawcze spojrzenie, ale je zignorowała – wtedy miałbyś więcej czasu na opanowanie języka.
- Równie dobrze mogłem pojechać na tydzień do Paryża – zakomunikował czarodziej z wrednym uśmiechem.
- To, czemu tego nie zrobiłeś? – zapytała Hermiona słodkim tonem.
- Miałem lepsze rzeczy do roboty. Uczysz mnie czy nie? – zapytał niecierpliwie.
- Oczywiście, że tak! – zawołała z entuzjazmem czarownica. – Na pewno będę lepszą nauczycielką niż ty – dodała z niewinnym uśmieszkiem.
Severus nie odpowiedział na zaczepkę. Zrobił minę, jakby chciał się jej odgryźć, ale szybko zrezygnował. Westchnął ciężko i przewrócił oczyma, dając do zrozumienia, co sądzi o takim zachowaniu. Hermiona nie mogła się powstrzymać i uśmiechnęła się do niego, ukazując idealnie białe zęby. Mężczyzna prychnął i zmrużył oczy.
- Zaczynaj! – rozkazał przez zaciśnięte wargi.
- Jak sobie życzysz – odparła wesołym tonem, wysyłając różdżką naczynia do zlewu, aby się same umyły. – Zapraszam do salonu.
Hermiona kolejny raz musiała przyznać, że jest pod wrażeniem. Miała wiele do zarzucenia Severusowi, ale gdyby powiedziała, że nie podziwia go za jego wiedzę, to zdecydowanie skłamałaby. W pewnym sensie fascynowało ją, jak do niej dąży. W ciągu kilku dni udało mu się dotrzeć do wielu francuskich słów i zwrotów, których ona nie znała. Okazało się, że Snape znał na pamięć prawie wszystkie nazwy eliksirów i ich składników. Dotarł do wielu zaklęć, które stosują czarodzieje z Francji, a w Wielkiej Brytanii są właściwie nieznane. Potrafił bez większego wysiłku udawać, że zapomina angielskich wyrażeń. Równocześnie stosował kalki językowe, wplatał francuskie słowa i zwroty. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie jego wymowa głoski „r”. Hermiona spędziła ponad godzinę, próbując coś zdziałać na tym polu.
- Staraj się zamieniać „r” na „h” – instruowała cierpliwie. – To jest najbliższy dźwięk…
- Staram się, do cholery jasnej! – wybuchł Severus po kolejnej nieudanej próbie. – Ćwiczę, ćwiczę i nic! Chyba zaraz pójdę napisać, że rezygnuję z tej roboty! – fuknął, krzyżując ręce na piersi.
- Myślałam, że Ślizgonów charakteryzuje ambicja… - zachichotała Hermiona na widok jego miny.
Odpowiedział jej wściekłym spojrzeniem.
- Nie sil się na bycie zabawną. W ogóle ci to nie wychodzi – powiedział ze złością.
- Raczej ty nie łapiesz moich żartów.
- Gdyby nie to, że dobrze mi się tu mieszka, to już dawno bym się wyprowadził – stwierdził Snape, wstając gwałtownie z kanapy. – Nie znoszę, gdy pozwalasz sobie na zbyt wiele w stosunku do mnie – poinformował lodowatym tonem.
- Przypominam, że czasy Hogwartu minęły bezpowrotnie. Jestem dorosłą kobietą, a nie uczennicą – oświadczyła dobitnie czarownica. – Kiedyś mogłeś mi grozić odebraniem punktów albo szlabanem, ale dzisiaj jesteś tylko moim współlokatorem. Nie muszę poświęcać ci swojego czasu ani pomagać w jakikolwiek sposób. To tylko moja dobra wola.
Severus stanął koło schodów i analizował jej wypowiedź. Z jego postawy bił chłód i dystans. Hermiona wiedziała, że uznanie jej za równą sobie, sprawi mu wiele problemów. To nie był człowiek, który łatwo podlegał zmianom.
- Niech ci będzie Granger – przyznał niechętnie.
- Hermiona. Mam na imię Hermiona.
- Nie wymagaj ode mnie zbyt wiele – usłyszała w odpowiedzi.
Dziewczyna uśmiechnęła się ukradkiem. Wyciąganie z Severusa ludzkiego oblicza, zaczęło się jej podobać. Przekonała się, że posiadał dobre odruchy, nawet jeśli ukrywał je głęboko pod warstwą ironii, chłodu i pogardy. Uznał, że przestała być jego uczennicą i nie może jej rozkazywać, a to był dla niego wielki krok.
- W kogo się zamienisz? – zapytała, aby zmienić temat. Nie chciała przez przypadek zniszczyć postępów, które zrobił.
- Nie wybrałem jeszcze ofiary – oznajmił ponuro i wsunął kosmyk włosów za ucho. – Musi to być ktoś, do kogo mam nieograniczony dostęp – zamyślił się.
Hermiona od razu zaproponowała, aby wykorzystać nowego sąsiada, który niedawno zamieszkał w okolicy z żoną. Oszacowała jego wiek na czterdzieści lat. Mężczyzna był opalony, miał kręcone, czarne włosy i ciemnobrązowe oczy. Był bardzo podobny do mieszkańców południa Francji, których czarownica spotykała podczas wakacji. Chętnie rozmawiał z sąsiadami, a zwłaszcza z sąsiadkami. Hermiona już dawno zauważyła, że jest typowym podrywaczem. Mimo że miał żonę, nie mógł oprzeć się zaczepianiu ładnych dziewcząt. Na czarownicę zazwyczaj nie zwracał większej uwagi, ponieważ jako jedna z nielicznych w okolicy, nie mogła pochwalić się dużym biustem.
- Jak zdobędziesz jego włos? – zapytał nieoczekiwanie Severus dwa dni później, gdy Hermiona wróciła do domu po pracy.
- Ja? – odparła ze zdumieniem.
- Każdy wie, że ten gość to pies na baby. Mnie tutaj nikt nie lubi, więc nie będzie chciał ze mną rozmawiać. Możesz udawać, że się do niego zalecasz…
- Po moim trupie! – dziewczyna zaprotestowała, spoglądając ze złością na współlokatora, który dobrze się bawił.
- Wskocz w jakieś miłe dla mugolskiego oka ubrania. Na pewno nie odmówi ci wejścia do swojego domu – kontynuował Severus, uśmiechając się złośliwie. – Jego żony jeszcze nie ma, więc masz szansę.
- Nie posiadam takich ciuchów – burknęła Hermiona. – Pójdę do niego pod jakimś pretekstem… na przykład powiem, że robię ankietę…
- … a wtedy facet uśnie z nudów i będziesz mogła wyrwać mu trochę włosów. Genialny pomysł, nie wpadłbym na nic lepszego – zakpił Snape.
Dziewczyna rzuciła w jego stronę mordercze spojrzenie, uniosła nos w stronę sufitu i poszła do swojego pokoju po kartki, podkładkę do pisania oraz czarną, prostą teczkę.

***

Dev od kilku tygodnia próbował przekonać Hermionę do związku z nim, ale ona ciągle odmawiała. Nie kusiły ją randki, prezenty i czułe słówka, ale chłopak nie przejmował się tym zbytnio. Wiedział, że prędzej czy później zdobędzie jej serce, a zaraz po nim rękę. Chciał się z nią ożenić mimo protestów jego matki. Od jakiegoś czasu Kamini starała się znaleźć mu narzeczoną, ale on uważał, że nie po to mieszka w Anglii, aby dać się wrobić w tradycję aranżowanego małżeństwa. Nie martwił się tym, że rodzice najprawdopodobniej go wydziedziczą. Miał informacje, że branża komputerowa jest przyszłością, dlatego postanowił zostać programistą. Taka praca zapewniłaby byt jemu, Hermionie i ich przyszłym dzieciom.
Nic nie robił sobie z opinii Kamini na temat jego przyszłej dziewczyny. Matka była straszną plotkarą i streszczała mężowi oraz synowi wszystko, co usłyszała, od podobnych jej sąsiadek. Nie miała oporów przed wygłaszaniem nawet najgłupszych wymysłów na czyjś temat. Dlatego Dev nie wierzył, że Hermiona jest satanistką. Owszem, chodziła głównie w czarnych ubraniach, ale chłopak nie widział, aby nosiła pentagramy albo odwrócone krzyże. Wątpił, aby oddała w ofierze szatanowi swoje gęste włosy. Dziewczyny lubiły zmieniać długość fryzury, dlatego Hermiona zaczęła nosić krótką. Dev uważał, że w obecnej wygląda uroczo.
Nie dawał także wiary, że jego przyszła narzeczona urodziła dziecko, które było tak zniekształcone, że się go pozbyła. Ani tym bardziej w to, że złożyła je w ofierze, a Wampir je zjadł. Później był z tego dumny, ponieważ dowiedział się, co naprawdę się stało. Podsłuchał rozmowę Hermiony i jej mamy, gdy porządkowały ogród przed nadejściem lata. Z tego powodu jeszcze bardziej chciał dać jej szczęście.
Tylko jednej rzeczy Dev nie mógł zrozumieć: czemu taka miła i dobra dziewczyna mieszka z Wampirem. Kamini była święcie przekonana, że to jej kolejny facet. Hindus nie raz starał się wybadać, czy łączą ich intymne relacje. Siadał na drzewie i przy pomocy lornetki, zaglądał do okien Hermiony. Nic to jednak nie dało. Mimo że Dev był przekonany, że mieszkańcy są w domu, to nigdy nie widział, aby przebywali w łazience, pokojach lub kuchni. Było to dla niego niezrozumiałe, ponieważ słyszał i czuł, że ktoś przygotowuje jedzenie, ale okno nie zdradzało niczyjej obecności w pomieszczeniu.
Tak samo nie mógł sensownie wytłumaczyć dziwnych chorób, które go męczyły. Czasem pojawiały mu się na twarzy wielkie krosty wypełnione ropą. Innym razem nie mógł opanować swoich nóg, które trzęsły się jak miśki-żelki. Wszystko to znikało po paru godzinach, tak samo nagle, jak się pojawiało. Kamini była pewna, że to uroki spowodowane przez satanistyczne rytuały Hermiony i Wampira, dlatego nie raz odprawiała czary w ogrodzie, które miały zapobiec szerzeniu się czarnej magii. Dev był sceptycznie do tego nastawiony, głównie dlatego że nie zmieniało to w żaden sposób jego sytuacji.
- Co ona robi? – zastanawiał się chłopak, gdy na początku czerwca śledził Hermionę przy pomocy lornetki.
Dziewczyna przyszła do domu po pracy i wyszła z niego po siedemnastu minutach i dwudziestu czterech sekundach. Była ubrana w kusą sukienkę, która odsłaniała jej nogi i ramiona, a na stopach miała wysokie szpilki. W ręku trzymała pojemnik, w którym coś było, ale Dev nie mógł tego zidentyfikować. Obserwował jak przeszła niepewnie na drugą stronę ulicy i ruszyła dalej chodnikiem. Rozejrzała się nerwowo, gdy stanęła przed wejściem do domu nowego sąsiada, którego Hindus nazywał Lowelasem i zadzwoniła do drzwi. Mężczyzna wpuścił ją do środka. Hermiona wyszła od niego niecałe dziesięć minut później i poszła do siebie.
Gdy sytuacja powtórzyła się trzeci raz, chłopak był pewny, że coś się dzieje. Nie wiedział czemu jego przyszła dziewczyna, chodzi do sąsiada. Za każdym razem była ładnie ubrana i coś mu zanosiła. Spędzała u Lowelasa do dziesięciu minut, a gdy wychodziła była o wiele bardziej rozluźniona, niż gdy do niego szła.
- Jestem bardzo ciekawy, co wy tam robicie… - mruknął Dev, gdy wyłączył stoper i zapisał spostrzeżenia w zeszycie.
Nagle zatrzymał długopis, ponieważ oblał go zimny pot. Zrozumiał bowiem, że miłość jego życia ma romans. Hindus zamarł, przytłoczony wizją Hermiony uprawiającej namiętny seks z sąsiadem. Poczuł się zdradzony. Przecież równie dobrze to on mógł pomóc jej w tych sprawach. Nie musiała chodzić na szybkie numerki do Lowelasa, który był wylęgarnią chorób wenerycznych!
- Dam jej do zrozumienia, że źle robi – oświadczył, gdy wpadł mu do głowy pewien pomysł. – Od razu zorientuje się, że lepiej być ze mną! – zachichotał pod nosem i przystąpił do realizacji swojego planu.

***

Severus miał na tyle dobry humor, że postanowił ugotować ulubioną potrawę Hermiony. Przeczytał w książce dotyczącej psychologii, że ludzie o wiele lepiej reagują na nagrody niż kary, a dziewczyna na nią zasłużyła. Jej pomysł, aby udawał Francuza, okazał się trafiony. Dzięki temu Severus zdobył pracę, która mu w pełni odpowiadała. Przemienił się w Serge’a, Hermiona trafiła go zaklęciem zapychającym nos, co miało imitować chorobę i zarazem zniekształcać głos, po czym poleciał spotkać się z redaktorem naczelnym „Magicznych Mikstur”. Czarodziej od razu uwierzył, że ma do czynienia z Francuzem i ustalił z Severusem, że ma się on pojawiać w redakcji w poniedziałki oraz będzie wysyłał Felixa w czwartki, na wypadek, gdyby zaszły jakieś zmiany dotyczące artykułów. Snape wykorzystał dany mu czas i ćwiczył dalej francuski akcent pod okiem Hermiony. Jednocześnie cieszył się, że może powrócić do społeczeństwa czarodziejów i nikt nie traktował go jak zarażonego Groszopryszczką. Kontakty z innymi ludźmi przez jeden dzień w tygodniu wystarczały mu całkowicie. Było to na tyle dużo, aby nie odczuwał samotności i na tyle mało, aby nie miał ich dosyć.
Hermiona regularnie dostarczała mu włosy sąsiada do Eliksiru Wielosokowego. W babeczce, którą mu przynosiła, był ukryty Eliksir Słodkiego Snu. Po wszystkim rzucała na faceta czar, dzięki czemu zapominał o jej obecności. Uznała, że musi go poćwiczyć, ponieważ w pamięci ciągle miała sprawę z Hindusem, który sobie zaczął przypominać pewne fragmenty przeszłości. Hermiona chciała mieć pewność, że to się nie powtórzy. Wracając ze sklepu z zakupami, Severus stwierdził, że da się zabawić dziewczynie jeszcze kilka razy i potem on będzie zabierał włosy sąsiadowi. Zamierzał to robić ukradkiem i po cichu, tak aby nikt go nie zauważył. Nie było dla niego nic łatwiejszego.
Dobry humor czarodzieja pochodził także ze świadomości, że zasłużył na trzy tysiące galeonów. Hermiona jadła coraz więcej, śmiała się częściej i w nocy spała jak dziecko. Przestała przypominać kościotrupa i zaczęła kupować ubrania w innych kolorach niż czerń i biel. Severus wiedział, że gdy Kingsley usłyszy od niej, że gotuje jej ulubione potrawy, to dostanie podwyżkę. Musiał tylko delikatnie zasugerować Hermionie, aby go pochwaliła.
Snape skończył pracę w kuchni, nim usłyszał samochód parkujący na podjeździe. Jego współlokatorka raz w tygodniu jeździła do psychologa i wracała w porze kolacji. Czarodziej już miał nałożyć jej porcję na talerz, gdy usłyszał wrzaski i odgłos jakby ktoś w coś kopał. Bez wahania zostawił wszystko na blacie i wybiegł przed dom, gdzie zobaczył Hermionę uwięzioną we wnętrzu samochodu i atakującą ją żonę sąsiada.
- Ty dziwko! – wrzasnęła, kopiąc w drzwi od strony kierowcy. – Zostaw mojego męża w spokoju!
- Ja wcale nie mam z nią romansu! – wrzasnął nieświadomy dawca włosów i poszedł do domu, zostawiając wściekłą żonę na podjeździe Hermiony.
Severus nie zastanawiał się ani chwili. Złapał kobietę za ramię, gdy zaczęła walić pięścią w szybę. Mocnym uściskiem dał jej do zrozumienia, że ma na niego spojrzeć. Wtedy przeszył ją wzrokiem.
- Uspokoisz się, czy mam wezwać policję? – spytał ostrzegawczym tonem i jeszcze mocniej ścisnął jej ramię.
- Ała! To boli! – wyjęczała z wyrzutem.
- Będzie jeszcze bardziej bolało, jeśli nie przeprosisz Hermiony! – zagroził Snape mściwym tonem, odciągając sąsiadkę od samochodu czarownicy.
- To psychol! Zrób coś! – krzyknęła kobieta do kogoś, kto stał za plecami czarodzieja. – Ratuj mnie!
Dev przybrał przerażony wyraz twarzy, gdy wzrok Severusa przeszył go na wylot. Zbladł, spocił się jak mysz i zrobił krok w tył.
- A więc to twoja sprawka! – wysyczał Severus z paskudnym uśmiechem. – Napisałeś list, w którym oskarżyłeś Hermionę o romans z jej mężem…
- Co!? – wydyszała sąsiadka, która nadal starała się wyszarpać ramię z żelaznego uścisku czarodzieja. – To prawda!?
- Ja widziałem… - zaczął mówić Dev, ale Severus szybko mu przerwał.
- Wydaje mu się, że widział! – warknął, puszczając rękę sąsiadki, która upadła na trawę. – Hermiono! Czy masz lub miałaś romans z mężem tej kobiety? – zwrócił się do czarownicy, która wysiadła z samochodu.
- Nie mam i nie miałam! – krzyknęła. – Dev kłamie! – spiorunowała chłopaka wzrokiem.
- Dlaczego miałbym zmyślać!? – Hindus prawie się rozpłakał.
- Właśnie! – prychnęła sąsiadka. – Skąd wiesz, że ona mówi prawdę!?
- Ponieważ ciągle przebywam w domu i wiem, co ona robi! – fuknął Snape.
- Severus mówi prawdę – poparła go Hermiona, stając obok niego. – Dev, proszę, abyś nie wymyślał więcej głupot na mój…
- Nie wierzę ci! – przerwała jej kobieta. – Zdradzony facet nigdy w życiu nie przyzna, że jego baba przyprawia mu rogi. Zwłaszcza gdy wygląda tak jak ty! – zlustrowała pogardliwym wzrokiem czarodzieja i splunęła mu pod nogi.
To rozjuszyło czarodzieja. Słowa sąsiadki rozdrapały stare rany, które zdążyły się zasklepić. Przypomniały mu wszystkie zawody, które doznał w przeszłości. Poczuł jak krew jego żyłach płonie. Zbliżył się powoli do kobiety, a nienawiść rozsadzała go od środka. Nie zważał na przerażone piski Hermiony, która trzymała go kurczowo za rękaw i próbowała zaciągnąć w stronę domu.
- Jesteś tak wielką debilką, że się dziwię, że ktokolwiek ciebie zechciał! – huknął tak, że okoliczni mieszkańcy pootwierali okna, aby zobaczyć, co się dzieje. – Funt makijażu na twarzy i sukienka w panterkę nie sprawią, że będziesz młodsza i mąż nie będzie latał za innymi! Hermiona jest przy tobie aniołem! Nigdy wcześniej nie spotkałem dziewczyny, która tak bezinteresownie pomaga ludziom, jest lojalna, szczera i odważna! Poświęca wszystko, aby ratować innych i nie myśli o sobie! Nie jesteś godna, aby jej buty czyścić! – Severus był tak wściekły, że miał wrażenie, że zaraz eksploduje.
Sąsiadka, na początku pewna siebie, podczas jego przemowy kuliła się coraz bardziej w sobie. Przestała patrzeć na niego ze złością i pogardą. Pobladła, a w jej oczach pojawił się strach i niepewność. Zrobiła przerażoną minę i powoli zaczęła się wycofywać. Gdy poczuła, że mężczyzna nie rzuci się na nią, odwróciła się gwałtownie na pięcie i uciekła w stronę swojego domu.
- Chodźmy – Severus usłyszał cichy szept Hermiony i poczuł, że dziewczyna nadal trzyma go za rękaw.
- Jeszcze jedna rzecz – odparł przez zaciśnięte zęby i odwrócił się w stronę Deva, który nadal stał w pobliżu, niezdolny do choćby jednego ruchu. – Chciałeś mi ją odbić – oznajmił z jadowitym uśmiechem i zbliżył swoją twarz, do twarzy chłopaka. – Masz zostawić Hermionę w spokoju. Ona jest moja – wyszeptał złowrogim tonem. – Jeśli się do niej zbliżysz, to umrzesz w straszliwych męczarniach. Obiecuję.
Dev zaczął dyszeć ze strachu i uciekł do swojego domu, potykając się o własne nogi. Rzucał przy tym tak przerażone spojrzenia w kierunku Severusa, jakby sam diabeł go gonił. Na ten widok czarodziej zaśmiał się niczym szaleniec z filmów, który cieszy się, że jego zły plan się powiódł. To sprawiło, że większość gapiów zniknęła z pola widzenia, a wcześniej otwarte okna, zamknęły się z trzaskiem. Aby jeszcze ostatecznie dobić młodego Hindusa, który na pewno obserwował ich ukradkiem, złapał Hermionę w talii i zaprowadził do drzwi.
- Nie musiałeś – powiedziała niepewnym tonem, gdy zostali sami. – To wszystko, co powiedziałeś i zrobiłeś…
- Chciałem, aby dał ci spokój – wyjaśnił Severus. – Ten gnojek myślał, że uratuje cię przed tą zwariowaną szyszymorą i rzucisz się w jego ramiona – prychnął z niesmakiem.
- Hmm… - mruknęła Hermiona. – Dziękuję ci, ale… - nagle zamilkła.
Podczas przedłużającej się ciszy Severus popatrzył na dziewczynę. Na twarzy miała rumieńce i przygryzała nerwowo wargę, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie potrafiła wyrazić swojej myśli. Zerkała na swoje buty, jak gdyby oczekiwała od nich pomocy. W rękach mięła koralikową torebkę.
- Ale? – czarodziej zapytał bardziej, aby przerwać niezręczną ciszę, niż by znać odpowiedź.
- Ja taka nie jestem – wydusiła z siebie i szybko pobiegła po schodach.
Dopiero po jej reakcji, dotarło do Severusa, co się stało. Przypomniał sobie swoje własne słowa i go zmroziło. Czy on naprawdę porównał Hermionę do anioła? Skąd w jego głowie pojawiły się te wszystkie słowa? Dlaczego Lily, którą kochał, nazwał szlamą, a zwykłą, nic nieznaczącą dziewczynę, wychwalał? Przecież, pomimo dużej inteligencji, mogła sobie coś pomyśleć! I co oznaczało to całe „ja taka nie jestem”?
- Sev, jesteś kretynem – oznajmił sam sobie, łapiąc się za głowę. – Musisz to jakoś odkręcić!
Ruszył szybko śladami Hermiony, wymyślając sobie w myślach. Już miał zapukać do jej drzwi, gdy jego ręka zatrzymała się w powietrzu.
- Zaraz – zastanowił się. – Co ja mam jej właściwie powiedzieć? Wcale nie uważam, że jesteś aniołem… to nie brzmi dobrze… Jesteś taka sama jak wszystkie inne… tak, zwłaszcza, jak ta wariatka… Trochę wyolbrzymiłem twoje zalety… no, nie przesadzaj Sev, ona rzeczywiście jest dobra dla innych… Nadal uważam, że jesteś zarozumiała i się puszysz, jakbyś pozjadała wszystkie rozumy… Przecież nie powiem tego dziewczynie, która jest jeszcze jedną nogą w depresji… – westchnął i oparł się o ścianę w korytarzu.
Nie chciał znowu wpędzić jej w chorobę, ponieważ Kingsley na pewno dowiedziałby się, że to jego wina i odciąłby dopływ galeonów. Z drugiej strony nie mógł pogodzić się z myślą, że powiedział tyle miłych rzeczy o Hermionie. Czuł wstyd, że dał się wyprowadzić z równowagi jakiejś durnej mugolce. Dobrze, że zostawił różdżkę w domu, ponieważ rzuciłby na nią Cruciatusa albo Avadę.
- Będę udawał, że nic się nie stało – podjął decyzję. – Liczę na jej inteligencję. Przecież wie, że to, co powiedziałem gówniarzowi, było kłamstwem. Mam nadzieję, że będzie zachowywała się tak samo, jak ja, a jeśli nie, to dam jej do zrozumienia, jak bardzo się myli. 
W lepszym humorze ruszył do swojego pokoju i zamknął za sobą drzwi.