Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astoria Greengrass. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astoria Greengrass. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 listopada 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 80 – Ja nic nie wiem



UWAGA! W ROZDZIALE ZNAJDUJĄ SIĘ SCENY UWAŻANE POWSZECHNIE ZA +18!

Wojna zmieniła życie wielu ludzi. Jedni stracili bliskich, a inni majątek. Ludzie pokroju Umbridge i Mundungusa zyskiwali, zwłaszcza jeśli potrafili dobrze wyczuć sytuację. Draco Malfoy zarazem stracił i zyskał. Jego dawne ideały odeszły w niepamięć. Zrozumiał, że służenie Voldemortowi i chlubienie się czystą krwią, było strasznym błędem. Mylili się jego rodzice, mylił się on i reszta tych, którzy wyznawali tę samą filozofię. Początkowo jego życie było przyjemne: w szkole mógł się wywyższać, ile chciał i nie ponosił za to konsekwencji. Severus Snape bronił go i patrzył przez palce na przewinienia pupilka. Ojciec dawał pieniądze i wpływał na większość osób, które mogły w jakiś sposób ułatwić im życie. Malfoyowie byli podziwiani i szanowani. Niejeden czarodziej i czarownica robiła wszystko, aby wkraść się w łaski ich rodziny. Do czasu drugiej wojny Draco żył jak pączek w maśle, a jego jedynym problemem było to, że nie mógł skopać Harry’emu Potterowi tyłka. Później wszystko się zmieniło. Voldemort okazał się tak samo łaskawy dla swoich wyznawców, jak i wrogów. Gdyby nie interwencja Bellatriks Lestrange, to Malfoyowie dawno skończyliby jako pokarm dla druzgotek. Szykanowany i poniżany Draco po raz pierwszy poczuł się tak samo, jak swoje ofiary. Drżał ze strachu o swoje życie i musiał oglądać rzeczy, które doprowadzały go do granic wytrzymałości. Myślał nawet o samobójstwie, ale był zbyt wielkim tchórzem, aby zażyć trujący eliksir, który ukradkiem uwarzył. Z tego powodu z ulgą przyjął wiadomość o śmierci Voldemorta. Dzięki złotu ojca miał tylko areszt domowy, a następnie wstawił się za nim Potter i uwolnił. Pomimo wielu lat nienawiści Draco nie potrafił pozbyć się uczucia wdzięczności, które zakiełkowało w jego sercu. Nigdy nie nawiązał z Harrym dobrych stosunków, ale przestał odnosić się do niego źle. Podobnie było z Hermioną Granger. Astoria wyjawiła mu, kto stał za zepsutą windą. To sprawiło, że syn Lucjusza już nigdy nie powiedział złego słowa na temat swoich dawnych wrogów.
Zmiana, która zaszła w Draco nie uszła uwadze jego rodziców. Przeżyte doświadczenia wcale nie sprawiły, że coś zrozumieli. Ku rozpaczy syna nadal stali po stronie Voldemorta i wyznawali teorię czystości krwi. Powodowało to coraz większe konflikty, aż czara goryczy przelała się, gdy podczas jednego z niedzielnych obiadów wyszło na jaw, że Astoria myśli tak jak Draco. Wybuchła potężna awantura, podczas której dziewczyna zapewniła Malfoyów, że nigdy nie zaszczepi w swoich dzieciach niechęci do mugoli i mugolaków. Konsekwencje tej wypowiedzi okazały się dość poważne. Draco musiał wybierać pomiędzy rodzicami a swoją miłością. W ten sposób zamieszkał z Astorią w małym, wiejskim domku, położonym daleko od Londynu.
Właśnie tam odnalazł go Severus Snape, który o wszystkim dowiedział się od Dundy’ego, który kochał ploteczki na równi ze swoją żoną. Bez trudu zebrał informację na temat tego, gdzie mieszka jedyny syn Malfoyów i dał adres mrocznemu kumplowi, który od razu go wykorzystał. Były mistrz magii pamiętał, kto go namówił na zamieszkanie z Hermioną i w jakim celu. Po ataku na dom zrozumiał, że sprawa jest poważna. Ktoś wiedział, w które okna skierować zaklęcie. Nie tylko Hermiona była celem, Severus także nim był. Tylko że o jego miejscu pobytu wiedziało tylko kilka osób: Kingsley, Robards, Potter, niektórzy z Weasleyów, Draco Malfoy oraz Rita Skeeter. Ta ostatnia była najbardziej podejrzana, ale Hermiona twierdziła, że rozmówiła się z dziennikarką, że ta będzie milczeć i słowa dotrzymała, a przynajmniej nie dała powodu, aby jej nie wierzyć. Severus był mniej entuzjastycznie nastawiony do tej rewelacji, ale nic nie powiedział. Stwierdził, że musi porozmawiać ze swoim dawnym pupilkiem ze Slytherinu. Odkąd polubił Grangerów, nie chciał, aby stracili do niego zaufanie, a to mogło mu grozić, jeśli Draco przestałby milczeć. Oficjalnie przestał wyznawać ideę czystości krwi, ale mogła to być tylko przykrywka. Zbyt wiele rzeczy świadczyło przeciwko niemu: jego dziewczyna wkradła się w łaski Hermiony, a on powiedział, że chce zniszczyć jej życie. Severus podejrzewał, że to oni stoją za atakami w Dzień Zwycięstwa. Robards przesłuchał starsze pokolenie, zupełnie ignorując młodsze. Niczego nie udało mu się znaleźć ani nikomu nic udowodnić, co niespecjalnie zaskoczyło Snape’a. Zdziwiłby się, gdyby praca Gumochłona dała jakiekolwiek rezultaty, ponieważ zazwyczaj tylko kręcił się w kółko niczym Żądlibąk.
Szare oczy Draco rozszerzyły się z powodu zaskoczenia, gdy zobaczył, kto stoi przed jego drzwiami.
- Jesteś sam? – zapytał szybko Severus, mając nadzieję, że Astoria będzie harować w pracy na równi z Hermioną.
- Tak.
- To świetnie, ponieważ chciałbym uciąć sobie z tobą przyjacielską pogawędkę. Rozumiesz? – były opiekun Slytherinu spojrzał znacząco na blondyna.
- Skoro pan tego chce… - wymamrotał Draco bez entuzjazmu i wpuścił gościa do domu.
W salonie widać było rękę Astorii. Severus pamiętał, jak wyglądał jego pokój, gdy pierwszy raz do niego wszedł. Czarownica lubiła biel, jasny róż, złoto i suszone kwiatki, które upychała wszędzie, gdzie się dało. Draco musiał być niezłym pantoflarzem, skoro na to wszystko pozwalał.
- Chciałem porozmawiać o naszym ostatnim spotkaniu, a dokładniej o tym, co wtedy mówiłeś i dlaczego.
- Hmmm, a kiedy to było? – zastanowił się młody Malfoy.
- Rok temu. Na początku marca – naprowadził go Snape.
W odpowiedzi Draco zrobił naprawdę głupią minę i zamrugał szybko powiekami. Nie wyglądał jak człowiek, który wie, o co chodzi.
- Nie przypominam sobie – oznajmił po chwili.
- To było niedługo po tym, gdy twoja dziewczyna wyprowadziła się od Hermiony Granger. Spotkaliśmy się u mnie w domu! – warknął Severus. – Nie udawaj, że nie pamiętasz! Musimy sobie poważnie na ten temat porozmawiać!
Tym razem twarz Malfoya wyrażała bezbrzeżne zdumienie. Szczęka mu opadła, brwi poszybowały w górę i wpatrywał się w byłego nauczyciela, jak w jakieś dziwne zjawisko, którego istnienia nie podejrzewał.
- Ja u pana w domu? – jęknął. – Nigdy tam nie byłem… ja nawet nie wiem, gdzie pan mieszka!
- Nie kłam! – prychnął Severus, czując, że jego irytacja wzrasta. Nie podejrzewał Draco o tak duże umiejętności aktorskie, ale może chłopak czegoś się nauczył w czasie, gdy Voldemort mieszkał w dworze Malfoyów. – Przyszedłeś do mnie z winem i rozmawialiśmy o Granger!
- Jak matkę kocham… to nie ja! – blondyn położył rękę na sercu. – Mogę przysiąc na wszystko… rodziców… Astorię… nigdy u pana nie byłem i nawet gdyby groził mi Cruciatus, to nie byłbym w stanie powiedzieć, gdzie jest pański dom!
Snape poczuł, że jego pewność siebie maleje. Znał Draco i zawsze wiedział, gdy ten coś przed nim ukrywał. Wprawdzie minęło kilka lat od czasu, gdy go uczył w Hogwarcie, ale z jego postawy wynikało, że niewiele się zmienił. Mówił prawdę, czy kłamał jak z nut?
- Ktoś, kto wyglądał i zachowywał się jak ty, przyszedł do mnie do domu i namawiał mnie do zrobienia Granger niemiłych rzeczy – wycedził powoli Snape. – Ta osoba mówiła, że jej nienawidzi, ponieważ zniszczyła jej życie i chce się zemścić. To wszystko do ciebie pasuje…
- Na Merlina! – wykrzyknął Draco ze zgrozą. – Owszem, nigdy jej nie lubiłem i jawnie to okazywałem, ale… nie, nie, nie – zaprzeczył gwałtownym ruchem głowy. – Po wojnie zrozumiałem, jak głupi byłem! Nawet z nią pracowałem w jednym dziale! Nigdy nie pomyślałem nawet, aby się jakoś na niej mścić! To nie byłem ja! – powiedział z naciskiem. – Ktoś pana oszukał!
- Nie wierzę ci – Severus zniżył głos do szeptu. – Nie chcesz się przyznać…
- Mam wypić Veritaserum, aby mi pan uwierzył? – prychnął blondyn ze złością. – Święty nie byłem, ale istnieje możliwość, że ktoś się we mnie przemienił, a pański instynkt szpiega nawalił – powiedział ze złośliwym uśmieszkiem.
- Wpuść mnie do swojego umysłu i udowodnij, że mówisz prawdę – oznajmił Snape słodkim tonem, stając przed Draco.
- Nie będzie mi pan grzebał w myślach! – zdenerwował się Malfoy, pokazując różdżkę, którą trzymał w ręku.
- Mam dziwne przeczucie, że gdyby ktoś się dowiedział, co się u mnie wydarzyło, to mógłby powiązać ciebie i Astorię z niedawnymi atakami – wyjaśnił były mistrz eliksirów, pokazując, że on także ma różdżkę. Jego stara spłonęła, ale niedługo po tym nabył nową na ulicy Pokątnej. – Mielibyście mnóstwo nieprzyjemności. Azkaban… przesłuchanie… trudno byłoby ci udowodnić, że nie ty byłeś u mnie tamtego dnia. Twoja matka wie, gdzie mieszkałem. Mogła ci o tym powiedzieć…
- Nie mieszaj do tego mojej matki i Astorii! – warknął Draco.
- Udowodnij mi, że to nie byłeś ty, a ja się zajmę tym skurwielem, który lubi bawić się Eliksirem Wielosokowym. Będzie cierpiał, zapewniam – w oczach Severusa pojawiły się iskierki szaleństwa.
Młody mężczyzna nie wyglądał na przekonanego. Na pewno nie chciał, aby ktoś grzebał mu w umyśle. Z drugiej strony miał już doświadczenie z aurorami i ich przesłuchaniami. Draco wiedział, że tym razem ojciec nie podaruje Ministerstwu Magii góry złota i dlatego wyląduje razem z Astorią w Azkabanie na czas śledztwa.
- Niech panu będzie! – oświadczył ze złością.
- To nie będzie bolało, obiecuję… - obiecał Snape i z nikłym uśmieszkiem zbliżył swoją twarz do twarzy młodego Malfoya.

***

Hermiona biła się z myślami, po tym, gdy otrzymała wiadomość. Niby wykonywała swoje obowiązki, ale jednocześnie jej umysł pracował na najwyższych obrotach. Nie wiedziała, co zrobić, a jakoś nie miała ochoty pytać się innych o zdanie. W końcu dotyczyło to jej życia i to ona powinna podjąć decyzję, co zrobić.
Odkładając książkę na półkę, która stała na zapleczu, zerknęła na Severusa. Wiedziała, że od kilku dni jest jakiś nieswój. Mało mówił, zazwyczaj był zatopiony w myślach i jej nie słuchał. To zdradziło, że przyczyną tego stanu rzeczy wcale nie był Sylfion, ponieważ Hermiona to o nim zazwyczaj mówiła. Ich praca wyglądała tak, że w przerwach pomiędzy kolejnymi klientami, ona wertowała stare księgi i pergaminy w poszukiwaniu wskazówek, a on starał się wynaleźć coś, co podziałałoby na zasuszoną gałązkę. Początkowo czarownica protestowała, ale usłyszała tylko, że jej kreatywność jest równa kreatywności puszków pigmejskich, a jeśli nie to ma pokazać jakie zaklęcie lub eliksir wymyśliła. Hermiona zmuszona była skapitulować i Severus zaczął eksperymentować z eliksirami, które jak na razie niczego nie dały.
- Muszę wyjść wcześniej – oznajmił nieoczekiwanie. – Zamknij zakład. Nie czekaj na mnie z kolacją.
- Co będziesz robił?
- Coś – mruknął czarodziej w odpowiedzi.
Hermiona od razu wiedziała, że nic więcej z niego nie wyciągnie. Miała wrażenie, że to, co będzie robił, nie będzie miało zbyt wiele wspólnego z Sylfionem. Zaczęło ją to denerwować. Przecież mógł jej powiedzieć o wszystkim! Dlaczego tak się zamknął we własnym świecie i nie chciał jej do niego dopuścić?
- Nie to nie. Nie mów mi, skoro nie chcesz… – burknęła pod nosem.
Zirytowała się, gdy się okazało, że jej przytyk nie zrobił nawet najmniejszego wrażenia na Severusie, który zaklęciem ścierał kurz z naprawionych przedmiotów.
- Ja też wychodzę wcześniej! – wypaliła nieoczekiwanie.
- Rób, co chcesz – usłyszała w odpowiedzi.
- A niech cię Avada trafi! – pomyślała ze złością i wyciągnęła komórkę. – Możemy się spotkać. Niech będzie tak, jak pisałeś. Do zobaczenia – wystukała na klawiaturze.
Używaną Nokię 3310 dostała od ojca, ponieważ jej poprzednia spłonęła w pożarze. Hermiona próbowała niektóre rzeczy naprawić zaklęciem, ale w większości przypadków nie odniosło to skutku. Magiczne płomienie pożarły, co się tylko dało.
- Już nie mogę się doczekać. KC :* – czarownica przeczytała w myślach odpowiedź od Thierry’ego.
Nie miała ochoty odpisywać mu tym samym. Uczucia, które pojawiły się gwałtownie i niespodziewanie, odeszły równie szybko. Hermiona miała dość jego nieobecności, ciągłych wyjazdów i braku znaków życia. Pogodziła się z faktem, że między nimi wszystko skończone. Skupiła się na pracy związanej z Sylfionem, pomagała Ginny z przygotowaniami do wesela, a ostatnio coraz mocniej zastanawiała się jak wykończyć dom. Ekipa remontowa ogarnęła większość rzeczy, wymieniła dach, instalacje i sprawiła, że koniec remontu był coraz bliżej. Razem ze swoim ojcem, Severusem i Ianem planowali wystrój i tym podobne rzeczy. Wszystko to zabierało czas i ponowne odezwanie się Thierry’ego nie było na rękę Hermionie.
- Powinnam go, chociaż wysłuchać i poinformować, że nasz związek jest zakończony – mówiła samej sobie, gdy szła na spotkanie. – Nie potraktował mnie dobrze, ale z drugiej strony na pewno był w szoku. Widać przemyślał sprawę. Szkoda tylko, że jest już za późno – pomyślała ponuro.
Pizzeria, do której przyszła dziewczyna była ulokowana obok księgarni i naprzeciwko parku, który mimo późnej pory tętnił życiem, ponieważ temperatura wzrosła do dwudziestu pięciu stopni i ludzie stwierdzili, że chcą z tego skorzystać, a nie siedzieć w domu.
- Hermiono! Jak ja się za Tobą stęskniłem! – oznajmił Thierry, siadając obok czarownicy.
- Och, nie wątpię – oznajmiła z przekąsem, krzywo patrząc na rozmówcę. – Tyle czasu się nie odzywałeś, że na pewno…
- Ćśśś – pisarz uciszył ją, kładąc swój palec wskazujący na jej usta. – Miałem mały kryzys wiary, ale już jest po wszystkim.
- Oczywiście, że jest już po wszystkim! – oznajmiła Hermiona, odtrącając jego rękę. – Nie mam zamiaru czekać na ciebie, rozumiesz? Mam swoje życie, obowiązki i…
- Zamieszkam z tobą w Londynie. Nie przeszkadza mi, kim jesteś. Wręcz przeciwnie – przerwał jej Thierry, uśmiechając się od ucha do ucha.
- A twoja religia? – zdziwiła się Hermiona.
- Pieprzyć boga, magia jest fajniejsza – oznajmił mężczyzna.
Na początku czarownica zaniemówiła, gdy usłyszała to wyznanie, ale potem ogarnęła ją dzika chęć wygarnięcia, co o tym myśli. Thierry zmieniał strony, jak mu było wygodnie. Uciekał, a potem wracał, oświadczał, że wszystko przemyślał i udawał, że nic się nie stało. Nie chciała ponownie wiązać się z kimś takim.
- Hej, chcesz autograf?
Hermiona domyśliła się, że pisarz mówi to do kogoś, kto stał za jej plecami. Odwróciła się i ogarnęła ją złość.
- Spadaj! On ci niczego nie podpisze! – warknęła.
Jeden rzut oka wystarczył, aby zauważyła, że Marietta Edgecombe trzymała w rękach reklamówkę z logiem księgarni. Hermiona nie wątpiła, że były w niej tomy opowiadające o przygodach jej imienniczki. Widocznie zdrajczyni Gwardii Dumbledore’a zobaczyła Thierry’ego przez szybę lokalu, skoczyła po książki i chciała otrzymać autograf. Coś takiego było na wagę złota wśród magicznej społeczności.
- Ja… tylko… - wydukała Krukonka i zrobiła krok w stronę pary siedzącej przy stoliku. – Chciałam… - zaczęła mówić, ale nagle zamknęła usta, odwróciła się na pięcie i uciekła z kawiarni.
- Dobrze, uciekaj! – ucieszyła się Hermiona, wodząc za nią wzrokiem, w którym ujawniła się pogarda.
- Kto to? – zapytał Thierry, który niczego nie zrozumiał.
- Stara znajoma – oświadczyła czarownica i spojrzała ze złością na byłego chłopaka. – A jeśli chodzi o ciebie…
Wygarnęła mu wszystko, co myślała na jego temat, nawet wtedy, gdy na ich stolik wjechało zamówienie. Wyliczyła wszystkie jego wady oraz powody, dla których nie mogą być razem. Thierry próbował udobruchać ją, robiąc uwodzicielskie miny i zmieniając wszystko w żart, ale gdy zrozumiał, że to nie działa, zaczął się denerwować i przez to wymyślał coraz głupsze argumenty.
- Z kim pójdziesz na ślub Harry’ego i Ginny jak nie ze mną? Z Ronem? – zapytał nienaturalnie piskliwym głosem.
- Sama, jeśli będę musiała – odparła Hermiona, krzywiąc się na myśl o byłym.
Myślała wcześniej o Severusie, ale ten pomysł szybko upadł. To była kusząca wizja: zobaczyć tańczącego Nietoperza z Lochów oraz miny zniesmaczonych gości, ale czarownica musiała przyznać, że to nie jest tego warte. Sam Snape nie zgodziłby się na to, o czym wiedziała, ponieważ któregoś razu pozwoliła sobie na niby żart, niby sugestię. Wtedy jego wargi wykrzywiły się w kpiącym uśmiechu i usłyszała „chyba oszalałaś”, po czym poklepał ją po głowie, jakby była dzieckiem.
- Pójdź ze mną… chociażby jako przyjaciele – prosił Thierry. – Taki magiczny ślub musi być ekscytującym przeżyciem.
- Nie! – warknęła Hermiona.
- Ale ty jesteś! – prychnął pisarz i ostentacyjnie odwrócił się w stronę okna.
Niebo przyjęło barwę ciemnego granatu. Uliczne lampy były zapalone i oświetlały chodnik, który ciągnął się wzdłuż parku. Czarownica nie miała jednak czasu, aby podziwiać widoki, ponieważ ukradkiem włożyła rękę do swojej nowej, zaczarowanej torebki i odnalazła w niej różdżkę. Wiedziała, że musi usunąć Thierry’emu pamięć o tym, kim jest. Prawo było prawem i nie zamierzała go łamać.
- Nie wiedziałem, że Severus ma dziewczynę – oświadczył pisarz, wskazując na parę, która szła po drugiej stronie ulicy. – Za ładna to ona nie jest…
- C… co!? – oczy Hermiony mało nie wyszły z orbit, gdy obserwowała swojego współlokatora. – Muszę już iść! – oświadczyła niespodziewanie zarówno dla Thierry’ego, jak i dla samej siebie.
Drżącymi rękami wyjęła z portfela dwadzieścia funtów i rzuciła je na stolik tuż obok swojej niedojedzonej pizzy. Następnie wybiegła z lokalu i zaczęła ukradkiem podążać za Severusem. Z powodu mroku i odległości nie mogła dostrzec, kim była jego partnerka, ale miała wrażenie, że jest jakaś znajoma. Para skręciła w ścieżkę i zniknęła wśród parkowych drzew. Czarownica ostrożnie ruszyła za nimi, a gdy się zatrzymali, ukryła się za krzakami. Cały czas zastanawiała się, dlaczego to robi, ale nie potrafiła odnaleźć odpowiedzi na to pytanie.
- Severusie, bierz mnie tu i teraz! – wyjęczała Pansy Parkinson.
Rzuciła się na czarodzieja i zatopiła w jego ustach. Wtedy Hermiona poczuła, niesamowitą wręcz złość. Patrząc na tę scenę, wyobrażała sobie najgorsze tortury, które mogłaby przeprowadzić na znienawidzonej Ślizgonce. Zapomniała, o tym, co sama przeżyła w dworze Malfoyów. Chciała, aby z gardła Pansy wydobył się wrzask z bólu. Oddałaby wszystko, aby usłyszeć, jak pękają jej kości i zobaczyć, jak wije się w konwulsjach. Poczuła, że z każdym ruchem zakochanej pary ogarnia ją taka nienawiść, jakiej nigdy w życiu nie czuła do nikogo.
- O niej też mi nic nie powiesz? – Hermiona wzdrygnęła się, gdy usłyszała ciszy szept przy swoim uchu.
- Zostaw mnie, Thierry – odparła niecierpliwym tonem, gdy patrzyła, jak Severus odsuwa od siebie Pansy i coś jej cicho mówi.
- Oooch, oczywiście… – Ślizgonka zachichotała i pokraśniała z podniecenia. – Już nie mogę się doczekać, gdy znajdziemy się sam na sam!
Złapała Snape’a za rękę i pociągnęła głębiej w alejkę. Hermiona z Thierrym podążyli cicho za nimi.
- To jakiś zwyczaj w magicznej społeczności? – dopytywał pisarz. – Macie określone miejsca spotkań i śledzicie się wzajemnie?
- Nie – odparła Hermiona półgębkiem. – To przypadek.
- Czemu tak nienawidzisz tych dziewczyn? – Kanadyjczyk nie dawał za wygraną.
- Ponieważ obydwie dały mi popalić – wyjaśniła czarownica, skradając się od drzewa do drzewa.
- Uff – odetchnął Thierry z ulgą. – Już się bałem, że podczas mojej nieobecności zaczęłaś kręcić z Severusem…
- Chyba śnisz! – warknęła Hermiona głośniej, niż zamierzała.
Na jej szczęście, akurat w tym momencie rozległ się klakson samochodu. W ten sposób nie zdradziła swojego położenia.
- Dlaczego poszli do mugolskiego hotelu? – zastanawiała się czarownica, gdy zobaczyła, jak para znika za drzwiami pobliskiego budynku.
- Zapowiada się, że spędzą ze sobą gorącą noc – Thierry zachichotał jak wariat, dając upust swojej radości.
Hermionę zemdliło, gdy to usłyszała. Ciężko jej było patrzeć, jak Pansy kleiła się do Severusa. Ciągle chciała go całować, starała się zaciągnąć w krzaki, a najgorsze, że co chwilę łapała go za pośladki. To był okropny widok, którego nie można było pozbyć się z umysłu.
- Powiesz mi w końcu, o co chodzi? – pisarz położył dłonie na ramionach czarownicy i spojrzał jej głęboko w oczy.
- Ta suka była podczas wojny po drugiej strony barykady – powiedziała Hermiona przez zaciśnięte zęby. – Zastanawiam się, dlaczego Severus się z nią związał, skoro był po naszej stronie – dodała, jakby chciała się usprawiedliwić bardziej przed samą sobą niż przed nim.
- Myślę, że musisz mi wszystko opowiedzieć, a ja jako bezstronna osoba, wyrażę opinię, jak to wygląda – oznajmił Thierry. – Może zauważę jakiś szczegół, który tobie umknął. Sądzę, że aby to zrobić, musimy przejść się do mojego hotelu, ponieważ tam będziemy mieć ciszę i spokój.
- A oni? Powinnam ich obserwować!
- Będą uprawiać ostry seks przez całą noc. Nie sądzę, aby wstali wcześniej niż przed dziesiątą – zawyrokował Kanadyjczyk i objął Hermionę. – Chodź, zamarzniemy, jeśli będziemy tu sterczeć. Dzień okazał się upalny, ale sądzę, że w nocy temperatura spadnie.
- Nie wiem…
- Ale ja wiem! – oświadczył Thierry z mocą, która sprawiła, że opór czarownicy osłabł. – Bądź rozsądna!
Ociągała się, ale w końcu zmuszona była przyznać mu rację. Nie było sensu czekać na to, aż Severus się wyszaleje z Pansy. Omówienie wszystkiego rzeczywiście mogło jej pomóc.
- Zaklęcie Niepamięci nie kołkogonek, nie ucieknie – uznała i dała się posłusznie poprowadzić do tymczasowego miejsca zamieszkania Thierry’ego.

***

- Nie… proszę… - wyjęczała, pełznąc w stronę drzwi.
Z rozbitego nosa i rozciętej wargi kapała krew, która zostawiała rozmazany ślad na wykładzinie. Z jej oczu płynęły łzy. Obolałe ciało drżało, nie mogąc wytrzymać wysiłku, do którego zmuszała je ich właścicielka.
- Proszę… wypuść mnie… - błagała, z trudem wyciągając rękę w kierunku wyjścia.
- Pansy, mój ty kwiatuszku – Severeus niespiesznie podszedł do niej i stanął na jej dłoni.
Czarownica jęczała z bólu, próbując wyrwać kończynę spod buta oprawcy.
- Uzgodniliśmy już, że to ty zorganizowałaś ataki i podałaś mi nazwiska, osób, które brały w tym udział…
- Powiedziałam ci wszystko! – krzyknęła Ślizgonka drżącym głosem. – Czego jeszcze ode mnie chcesz!?
- Skąd wiedziałaś, że mieszkam u Granger? – zapytał Severus i przeniósł większy ciężar swojego ciała na stopę, pod którą znajdowały się palce Pansy.
- AAAAAAARGH! – zawyła i jeszcze mocniej zaczęła się szamotać. – NIE WIEM! PRZYSIĘGAM!
- Przypomnij sobie.
Severus zrobił krok w tył, patrząc bez cienia współczucia, jak dziewczyna zwija się w kłębek i płacze.
- Ja… po prostu… wiedziałam! – wykrzyknęła, krztusząc się łzami.
- Rok temu ktoś przyszedł do mnie, udając Draco. O tym też nic nie wiesz? – zapytał lodowatym tonem.
- Naprawdę… - wyjęczała Pansy.
Severus nie czekał na dalszą część wypowiedzi. Zrobił ruch różdżką i czarownica przeleciała przez cały pokój, a następnie zatrzymała się gwałtownie na ścianie. Coś w jej ciele bardzo nieprzyjemnie chrupnęło i to spowodowało kolejny wrzask, który wskazywał na niesamowity ból. Snape nic sobie z tego nie robił. Już wcześniej przygotował pokój specjalnie w tym celu. Żaden mugol czy czarodziej nie miał możliwości zobaczyć i usłyszeć, co się w nim działo. Wiedział, że malownicze plamy z krwi, które znajdowały się teraz na ścianach i podłodze, wywabi, gdy będzie po wszystkim. Pansy zostanie uleczona, a jej pamięć wymazana i zastąpiona przez obrazy, które będą świadczyć, że dobrze się bawiła. Severus był ekspertem i nawet Voldemort podziwiał, jak dobrze jego podwładny potrafił usuwać dowody.
- Zabij… mnie… - Ślizgonka wycharczała z trudem.
- Najpierw zajrzę do twojego umysłu – zadecydował Snape, zbliżając się do niej powoli. – Może troszeczkę boleć… - uśmiechnął się wyjątkowo paskudnie.
Napawał się jej strachem i bólem, mimo że obiecał sobie, że nie powróci do starych metod. Usprawiedliwiał się tym, że Pansy stała po stronie złych, a on po stronie dobrych. Zasłużyła na karę, dlatego złapał ją mocno za włosy i zmusił, aby popatrzyła na niego. Po chwili z jej gardła wydobył się kolejny, mrożący krew w żyłach pisk. Starała się bronić, ale nic to nie dawało. Severus przebił się przez wszystkie zaklęcia, jakie miała na sobie dziewczyna i w końcu poznał prawdę.


poniedziałek, 24 lipca 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 71 – Zabawa Sylwestrowa


- Mamo, to była jedna z najgorszych randek w moim życiu. Przez pierwsze pół godziny Gareth odezwał się do mnie dwa razy. Dwa razy! – Hermiona podkreśliła z oburzeniem. – Najpierw powiedział „cześć”, a gdy usiedliśmy do stolika, spytał, czy chcę drinka. Potem siedział niczym kołek i wpatrywał się we mnie, jakby na głowie urosły mi czułki. Przez to jego milczenie zaczęłam gadać o prawach skrzatów, ponieważ gdy się go o coś pytałam, to od razu zaczynał pić piwo.
- Może był mocno onieśmielony? – zapytała pani Granger.
Siedziała na łóżku szpitalnym i z uwagą wysłuchiwała relacji córki. Musiała wrócić do kliniki, ponieważ jej stan zdrowia nie był na tyle stabilny, aby mogła pozostać w domu. Suzanne z tatą dziewczyn odwiedzili Jean wcześniej, aby złożyć życzenia z powodu nadchodzącego Nowego Roku. Nie mogli dotrzymać jej długo towarzystwa, ponieważ trzylatka zbyt szybko stawała się nieznośna dla współtowarzyszek niedoli, które również walczyły z białaczką. Z tego powodu pan Granger został namówiony przez żonę na udział w przyjęciu Sylwestrowym, które było urządzane przez ich wspólną znajomą. Przeważył argument, że miało tam być mnóstwo dzieci w wieku zbliżonym do ich najmłodszej pociechy. Hermiona przyszła do mamy po pracy, aby pobyć z nią do wieczora. Wprawdzie nie mogła pozostać z nią do północy, ponieważ regulamin kliniki zabraniał odwiedzin po godzinie dwudziestej, ale uznała, że liczy się sama obecność.
- Nie, to nie to – westchnęła czarownica w odpowiedzi na pytanie matki. – Na początku myślałam tak jak ty. Jest nieśmiały, daj mu szansę. Dlatego cierpliwie czekałam i nie wyszłam z pubu, gdy Gareth wlewał w siebie piwo. Dopiero po drugiej pincie był w stanie się odezwać. Skreśliłam go za to. Nie potrzebuję mężczyzny, który musi się upić, aby ze mną porozmawiać.
- Nie postąpiłaś zbyt pochopnie? To dopiero wasze pierwsze spotkanie. Może na drugim byłoby lepiej…
- Nie, nie postąpiłam pochopnie. Po trzeciej pincie zaczął się do mnie kleić i wybełkotał, że umówił się ze mną tylko dlatego, że jestem znana – Hermiona prychnęła z niesmakiem. – Gdy oznajmiłam, że nie życzę sobie takiego zachowania i zaczęłam się zbierać, to zaczął mnie błagać, abym zabrała go ze sobą na Sylwestra do Harry’ego i Ginny, ponieważ ich uwielbia oraz zbiera wycinki z gazet o nich. Jęczał, że marzy o spotkaniu ludzi z Gwardii Dumbledore’a. Nie docierało do niego, że nie wybieram się na tę imprezę. Wybiegł za mną z pubu i złapał mnie za sukienkę, mówiąc, że przecież mogę go tam wkręcić, a sama nie muszę iść. Musiałam zagrozić, że walnę go klątwą, aby w końcu mnie puścił – czarownica z trudem hamowała złość.
Była urażona, że Gareth chciał ją wykorzystać jako klucz do spotkania ze swoimi idolami. Nawet jeśli miał jakieś romantyczne plany wobec niej, to jego zachowanie sprawiło, że nie miała ochoty widzieć go ponownie. Próba wproszenia się na imprezę na Grimmauld Place pogrążyła go ostatecznie. Hermionę dodatkowo zirytował fakt, że nie chciał przyjąć do wiadomości odmowy. Nie musiał wiedzieć, że u Harry’ego pojawi się Ron i to było powodem jej decyzji. Gdyby myślał o niej, a nie tylko o sobie, to uszanowałby jej decyzję.
- Przyznaję ci rację. To była naprawdę kiepska randka – oświadczyła mama Hermiony, z trudem powstrzymując śmiech. – Masz kogoś jeszcze na oku? – zapytała niewinnym tonem.
Siedząca na stołku Hermiona pochyliła się, aby oprzeć łokcie na kolanach, a potem podbródek na dłoniach. Jej mina świadczyła, że jest zarazem zirytowana i zniechęcona.
- Nie mam – mruknęła ponuro. – Na randkę z nim umówiła mnie Astoria. Dzisiaj stwierdziła, że przez moje wyśrubowane wymagania zostanę starą panną.
- Nie wiedziała, że jej przyjaciel tak mocno interesuje się Gwardią Dumbledore’a? – zainteresowała się pani Granger.
- Nie są przyjaciółmi – błyskawicznie sprostowała Hermiona i dała znać mamie, aby pochyliła się w jej stronę. – Właściwie to dalszymi znajomymi – zniżyła głos, aby właścicielki sąsiednich łóżek i ich rodziny nie usłyszały zbyt wiele. – W Hogwarcie uratował ją przed Irytkiem, który chciał wylać jej na głowę zlewki eliksirów połączone ze smoczym łajnem. Gareth zauważył to i odrzucił ją zaklęciem o cztery stopy dalej. Astoria podziękowała mu i to był koniec ich kontaktów, nie licząc powitań na szkolnym korytarzu. Dopiero niedawno spotkali się w ministerstwie. On coś tam załatwiał, a ona szła na lunch. Pogadali chwilę i Astoria, wiedząc, że szukam kogoś, zapytała go, czy jest wolny. Odpowiedział, że tak, więc nas umówiła.
- Mówiłaś, że ma dwadzieścia pięć lat. Czym się zajmuje?
- Jest pół na pół. Po szkole postanowił, że będzie pomagał ojcu w interesie. Prowadzą firmę budowlaną. Matka, mimo że jest… jedną z nas, to pracuje u nich jako sekretarka.
Obydwie kobiety zamilkły, aby napić się przyniesionego przez Hermionę piwa kremowego. Było już późno, dlatego pielęgniarka chodziła od drzwi do drzwi, aby przypomnieć rodzinom pacjentów, że czas pomyśleć o udaniu się do domu lub na zabawę Sylwestrową.
- Za nowy rok! – powiedziała pani Granger wzniosłym tonem. – Niech dwutysięczny drugi będzie lepszy niż dwutysięczny pierwszy! – Stuknęła swoją butelką w butelkę Hermiony.
- Pragnę, aby znalazł się dla ciebie dawca szpiku. Po przeszczepie masz wyzdrowieć i wrócić do domu.
- Takie mam plany na przyszłość – zachichotała Jean. – Wiesz, czego jeszcze bym sobie życzyła? – zapytała z zagadkowym błyskiem w oku.
- Czego?
- Wnuka.
Hermiona, która właśnie pociągnęła porządnego łyka z butelki, zakrztusiła się i gwałtownie wypluła piwo na podłogę. Pozostałe osoby przebywające w pokoju, przerwały rozmowę i zwróciły oczy w jej kierunku.
- Mamo! – oznajmiła z wyrzutem. – Nie mówisz poważnie!
- Nie wiadomo, ile mi zostało. Kilka miesięcy… może rok albo dwa… Chciałabym zobaczyć cię z mężem i dzieckiem – wyjaśniła mama czarownicy, uśmiechając się smutno.
Hermiona wzięła papierowy ręcznik i zaczęła wycierać zabrudzoną podłogę. Mieszkańcy i ich goście powrócili do rozmów we własnym gronie.
- Ja nawet nie mam faceta, a ty mi mówisz o dziecku… – jęknęła przytłumionym głosem, gdy wychynęła zza szpitalnego łóżka.
- Jeśli znajdziesz jakiegoś, to nie czekaj zbyt długo, dobrze? – pani Granger spojrzała na nią błagalnym wzrokiem.
- To jest naprawdę drażliwa kwestia – powiedziała cicho dziewczyna, starając się nie patrzeć na matkę.
Od kłótni z Ronem i straty ich dziecka minęło czternaście miesięcy. Mogło wydawać się, że to dużo czasu, ale Hermiona miała odmienne zdanie. Nie chciała cierpieć po raz drugi. W jej planach pojawiało się porządne wybadanie potencjalnego narzeczonego, potem ślub, a na samym końcu dzieci.
- Wybacz umierającej kobiecie… to tylko takie moje małe marzenie… zobaczyć chociaż jedną córkę w białej sukni… ślubu Suzanne na pewno nie dożyję, nawet jeśli wyzdrowieję… przecież nie jestem już młoda…
Hermiona spochmurniała słysząc te słowa. Z jednej strony chciała przychylić matce nieba, a z drugiej odczuwała potrzebę pokierowania swoim losem, tak jak sama tego chce.
- Zobaczę, co się da zrobić – rzekła, chociaż w myślach przeklinała siebie, za to, że dała jej fałszywą nadzieję.
Po wyjściu z kliniki i odpaleniu samochodu Hermiona rozważała, czy jest w stanie aż tak poświęcić się dla mamy. Kiedyś kobiety wychodziły za mąż z rozsądku i jakoś dawały sobie radę. Istnieją rozwody, gdyby wszystko się posypało. Podpisanie intercyzy przed zawarciem małżeństwa, wydawało się czarownicy dobrym pomysłem. W ostateczności mogła poszukać mężczyzny, który dysponowałby pożądanymi przez nią cechami i wykorzystać go jako dawcę nasienia. Gawain obiecał, że nie będzie się jej narzucał, ale gdyby pierwsza do niego zagadała…
- Nawet o tym nie myśl! – Hermiona skarciła się gwałtownie w myślach. – To byłaby czysta podłość z twojej strony!
Poczucie winy paliło ją od środka. Nie dała rady znaleźć magicznego sposobu, aby pomóc matce i to ją gnębiło. Marzenie, aby zobaczyć ślub córki i wnuki, było bardzo samolubne, ale czy można było się dziwić? Białaczka była okropną chorobą, która odciskała piętno na człowieku. W normalnych okolicznościach matka na pewno nie naciskałaby na córkę w kluczowej kwestii życiowej. Tego czarownica była pewna.
Pogrążona w rozterce Hermiona, przemierzała ulice Londynu, prowadząc samochód niczym automat. Jechała, ale nie wiedziała gdzie. Nie widziała tłumu pijanych ludzi, którzy świętując, chodzili od baru do baru. Nie zwracała uwagi na witryny, które informowały o noworocznych wyprzedażach. Z opóźnieniem dotarło do niej, że widzi plakat ze swoim imieniem.
- Sylwester z Hermioną White – przeczytała czarownica półgłosem – Premiera najnowszej części… szampan dla pełnoletnich za darmo… spotkaj się z autorem, Thierrym Bouchardem i zdobądź jego autograf…
Klakson samochodu stojącego za pojazdem Hermiony wyrwał ją z zamyślenia. Nie wiedziała, jak długo stała na zielonym świetle, ale minęła wystarczająca ilość czasu, aby kierowca drugiego auta się zdenerwował. Otworzył okno i zaczął wymyślać czarownicy. Ona zaś ruszyła, mając na twarzy rumieniec wstydu.
- Podczas prowadzenia pojazdu trzeba uważać, a nie siedzieć z głową w chmurach – oznajmiła samej sobie, jakby była zarazem nauczycielką i krnąbrnym uczniem.
Mimo nagany dalej nie była w stanie skupić się na jeździe. W jej głowie trwała gonitwa myśli. Oprócz rozterek moralnych pojawiły się tam myśli o Thierrym. Czemu nie dał jej znać, że będzie w Londynie? Przecież za każdym razem prosił o spotkanie. Czyżby agenci MACUSY wyczyścili mu pamięć o niej? Coś było nie tak!
- Muszę koniecznie to sprawdzić – oświadczyła Hermiona, gdy zaparkowała przed domem.
Rozebrała się szybko z zimowych ubrań i popędziła w stronę swojego pokoju, aby włączyć komputer. Okazało się to zbyteczne, ponieważ siedział przy nim Severus.
- Nie powinnaś być na jakimś przyjęciu ze swoim kochasiem? – spytał nieprzyjemnym tonem, jednocześnie przeszywając ją wzrokiem. – Czarownice takie jak ty nie spędzają Sylwestra samotnie… - rzucił kąśliwą uwagę i wstał z krzesła.
- Oczywiście, że nie. Właśnie chciałam do niego napisać i ustalić szczegóły – oznajmiła Hermiona, prostując się z godnością.
Po randce z Garethem okłamała Severusa, że było cudownie i zamierza jeszcze raz się z nim spotkać. Wiedziała, że współlokator chciał ją upokorzyć, wmawiając, że nikogo sobie nie znajdzie, dlatego postanowiła nie powiedzieć prawdy. Odczuła złośliwą satysfakcję, gdy przekonała się, że informacja o jej życiu uczuciowym zdenerwowała go. Wprawdzie nie chciał niczego po sobie pokazać, ale czarownica znała go na tyle dobrze, że rozpoznawała subtelne zmiany, które świadczyły o jego nastroju.
Tym razem też tak było. Severus ścisnął nieznacznie wargi, zanim wyraz jego twarzy stał się kamienny. Palce dłoni lekko poruszyły się, jak gdyby chciał je zacisnąć w pięści, ale nie zrobił tego. Spojrzał na Hermionę wzrokiem, który świadczył o tym, że jest mocno zirytowany i wymaszerował z jej pokoju. Czarownica pokręciła z niedowierzaniem głową i pomyślała, że Severus jest jednym z niewielu mężczyzn, którzy mają okres, a przynajmniej zachowuje się jakby go miał.
Rozwiązanie zagadki dotyczącej Thierry’ego było prostsze, niż się wydawało. Hermiona nie odnalazła ani jednej wiadomości od niego w głównej skrzynce, ponieważ zostały automatycznie przeniesione do SPAM-u. Program od e-maili uznał, że wszystko, co pojawia się w odstępach kilkuminutowych i zawiera tylko temat, wylatuje do przegródki z reklamami pożyczek i środków na potencję tudzież powiększających biust. Czarownica naliczyła ponad pięćdziesiąt wiadomości od Thierry’ego, które początkowo były normalne, ale im bliżej Sylwestra, tym bardziej odbijał się w nich niepokój. Pod koniec zawierały tylko wielkie litery i płotki z wykrzykników oraz znaków zapytania.
- O której wychodzisz? – głos Severusa dobiegł do uszu czarownicy poprzez uchylone drzwi.
- Co cię to obchodzi? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
Nie doczekała się odpowiedzi. Usłyszała tylko głośny trzask zamykanych gwałtownie drzwi. To nie oznaczało końca potyczki. Miała świadomość, że Severus i tak będzie obserwował jej poczynania, aby zdobyć dowód, że go oszukuje. Zabrnęła jednak zbyt daleko, aby się przyznać do kłamstw. Nie miała ochoty na jego złośliwe docinki z tego powodu. Thierry mógł jej pomóc w uprawdopodobnieniu historii o tym, że spotkała się z Garethem, ale pokłócili się i dlatego poszła odwiedzić starego znajomego. Nic jej nie łączyło z pisarzem poza książkami o jej seksownej imienniczce. Kanadyjczyk był zbyt zwariowanym artystą, aby Hermiona mogła widzieć w nim mężczyznę odpowiedniego dla siebie. Nie potrzebowała lekkoducha, który błądził w wymyślonych światach. Poza tym jego wygląd nie przypadł jej do gustu. Facet, który układał włosy dłużej niż ona, był na przegranej pozycji.

***

Podniecony tłum kręcił się pomiędzy regałami z książkami. Do północy zostało pół godziny. Nabuzowane hormonami grupki młodzieży, wyrażały głośno nadzieję, że nowa odsłona cyklu o Hermionie White spełni ich oczekiwania. Pryszczaci młodzieńcy zachwycali się fizycznymi aspektami kobiecości bohaterki. Nastoletnie dziewczyny spierały się, którego z przystojniaków powinna wybrać czarownica. Hermionie ścierpła skóra, gdy usłyszała, że większość z nich szaleje za Lordem Reganem, który był pokręconą wersją Rona. Aby się od tego odciąć, postanowiła przejrzeć stojący nieopodal atlas z najpiękniejszymi miejscami, które koniecznie należało odwiedzić.
- Ale ona jest do niej podobna! – piskliwy głos wyrwał czarownicę z rozważań, czy wolałaby pojechać do Chin, czy do Korei Południowej. – Tylko fryzura jest inna niż na okładce…
Nastolatka z włosami przefarbowanymi na jasnoróżowy kolor porównywała twarz Hermiony z obrazem, który widniał na drugim tomie powieści autorstwa Thierry’ego. Zebrane wokół niej przyjaciółki robiły to samo.
- Identyczna! – wykrzyknęła czarnoskóra dziewczyna i wyciągnęła z torby aparat. – Zrobię ci zdjęcie!
- Nie zgadzam się! – oznajmiła Hermiona, ale było już za późno.
Nastolatka wcisnęła guzik i błysnął flesz. Grupka dziewczyn zachichotała jak szalona, nie zwracając zupełnie uwagi na oburzenie czarownicy.
- Ej! Słuchajcie! Tu jest Hermiona i daje sobie robić zdjęcia! – rozległ się głośny okrzyk.
W księgarni się zakotłowało. Ludzie rzucili się, aby obejrzeć nową atrakcję. Hermiona została przyparta do regału i z trudem utrzymywała równowagę. Tłum robił jej zdjęcia i podsuwał pod nos kartki z prośbami o autograf. Obsługa księgarni próbowała uratować młodą kobietę.
- Ludzie! Uspokójcie się! – krzyczała pulchna kobieta z plakietką „manager” na piersi.
Dopiero wezwana ochrona wyrwała Hermionę ze szponów tłumu. Jeden z mężczyzn zaprowadził czarownicę do biura pani manager, a drugi w tym czasie wyrzucał z lokalu, co bardziej awanturujące się osoby.
- Ja bardzo panią przepraszam – kajała się kobieta. – Ciężko zapanować nad młodzieżą. Nic pani nie jest? Poturbowali panią? Może herbaty albo kawy? – dopytywała natarczywie.
Hermiona potrząsnęła głową. Bolały ją plecy. Tłum mocno docisnął ją do półki z książkami. Poza tym, jedyne co czuła, to zdenerwowanie i chęć natychmiastowego opuszczenia tego miejsca.
- Mogę dać pani zniżkę na nasze książki. Powiedzmy… dwadzieścia procent. Może być? – managerka mówiła coraz szybciej, a na jej czole widać było krople potu. – Może być nawet trzydzieści! Tylko niech pani nas nie pozywa, dobrze?
- Jedyne czego chcę, to wyjść stąd! – oznajmiła czarownica niezbyt miłym tonem.
- Nie, nie, nie! – kobieta wpadła w panikę. – Specjalnie dla pani kazałam zawołać pana Boucharda. Już idzie! – oznajmiła i zaśmiała się nerwowo.
Nie przekonało to Hermiony. Nie miała ochoty się z nim widzieć. To przez niego spotkało ją to wszystko. Po pierwszym tomie jego książek prawie nikt nie zwracał na nią uwagi. Hermiona z okładki była tak karykaturalnie narysowana, że nikt nie zaczepiał prawdziwej wersji. Dopiero druga część sprawiła, że czasem ktoś zagadywał czarownicę. Ta od razu odpowiadała, że to pomyłka i oddalała się od zawiedzionej jej odmową osoby. Gdy ścięła włosy, te przypadki zmalały prawie do zera. Przychodząc do księgarni, Hermiona była pewna, że będzie podobnie. Nie doceniła jednak nastolatków, którzy mieli gdzieś obowiązujące normy dobrego zachowania.
- Przyszłaś! – uradowany ton sprawił, że czarownica spojrzała w stronę drzwi i zamarła z wrażenia.
Thierry zawsze był… Thierrym. Trochę zwariowanym i bezpośrednim chłopakiem z tendencją do urozmaicania swojego wyglądu dziwnymi rzeczami. Podczas ich ostatniego spotkania wyraźnie wzorował się na Neo z Matrixa, ale aby nie było nudno, dodał zielone pasemka do swoich przefarbowanych na czarno włosów. Kolczyki, które zdobiły jego twarz i uszy, odrzucały Hermionę, dlatego poprzednim razem szybko się z nim pożegnała.
Tak było prawie półtora roku wcześniej i obecny wygląd Thierry’ego wyraźnie świadczył o tym, że wiele od tego czasu się zmieniło. W drzwiach stał przystojny mężczyzna, którego roziskrzone, jasnozielone oczy i szczery uśmiech, sprawiały, że serce Hermiony zaczęło bić jak oszalałe. Czarne, krótkie włosy nie miały już kolorowych pasemek. Były gładko uczesane, tak, że nawet jeden włosek nie odstawał na bok. Thierry pozbył się kolczyków, zostawiając tylko jeden w brwi, który był najmniej z nich widoczny. Zamiast szalonego skórzanego stroju, założył na siebie elegancki komplet, który wyglądał jak żywcem wyciągnięty z filmów kostiumowych, których akcja dzieje się w epoce wiktoriańskiej. Czarne, eleganckie buty wypucowane na wysoki połysk, dopełniały obrazu idealnego mężczyzny, który miała w głowie Hermiona.
Dopiero gdy otrząsnęła się z szoku, przypomniała sobie, że do życia potrzebny jest tlen. Nabrała powietrze do płuc i kiwnęła głową, zbyt otępiała, aby wydobyć z siebie głos. Thierry nie przejął się tym. Podszedł do niej dziarskim krokiem i bez wahania przytulił ją.
- Stęskniłem się za tobą – wyszeptał. – Fajna fryzurka, wyglądasz ślicznie – dodał, mierzwiąc pieszczotliwie jej krótkie włosy.
Gdyby ktoś spytał się Hermiony, ile czasu spędziła w objęciu Thierry’ego, to nie udzieliłaby prawidłowej odpowiedzi. Wydawało się jej, że to było bardzo długo. Odurzona dotykiem jego ciała i aksamitnej marynarki, chciała tak trwać i trwać. W jednej chwili zapomniała o całym świecie, o wszystkich kłopotach oraz zmartwieniach, które od tak dawna zaprzątały jej myśli. Liczyło się tylko to, że jest bezpieczna w ramionach Thierry’ego.
- Zaraz północ – odezwała się managerka, którą Hermiona momentalnie znienawidziła za przerwanie cudownej chwili. – Musi pan wyjść na scenę.
- Och, tak, tak – przytaknął Thierry, jakby obudził się z długiego snu. – Idziemy! – oznajmił i złapał czarownicę za rękę.
Podążyła za nim niczym pies na smyczy. Zarumieniona, obezwładniona gwałtownym uczuciem, którego istnienia się nie spodziewała. Poszłaby za nim nawet do piekła, gdyby poprosił. Dlatego dała się wprowadzić na prowizoryczną scenę, która stała w głębi księgarni. Nie zwracała uwagi, że tłum, który kilkanaście minut wcześniej prawie ja zgniótł, krzyczy i piszczy z podniecenia. Nie interesowało jej, że wyciągnęli aparaty i robią zdjęcia w czasie gdy Thierry podawał jej kieliszek z szampanem i uśmiechał się do niej. Poczuła się niczym kopciuszek na balu. Wszystko zdawało się cudownym snem. Odliczanie do północy, toast i Thierry nazywający ją „najukochańszą przyjaciółką”. Hermionie wydawało się, że wszystko trwało chwilę, mimo że tak naprawdę impreza skończyła się o trzeciej nad ranem. Thierry śmiał się i żartował z fanami, podpisywał książki i pozował do zdjęć, często razem z nią. Łapał ją wtedy w pół i przyciągał do siebie, a czarownica czuła, że jest najszczęśliwszą kobietą na świecie. W międzyczasie obserwowała jego zgrabne ruchy oraz długie palce, które kreśliły wiecznym piórem piękne zawijasy na kredowobiałym papierze. Thierry’ego wprost rozpierała energia i radość życia, czyli coś, czego Hermiona od dawna nie doświadczyła. Choćby nawet chciała, to nie była w stanie mu się oprzeć.
- Jeśli chcesz, to zamówię coś do jedzenia – powiedział Thierry, gdy weszli do pokoju hotelowego, który zajmował na czas pobytu w Londynie.
- Nie, nie trzeba – uśmiechnęła się Hermiona.
Pisarz zaimponował jej jeszcze raz, gdy pomógł jej zdjąć płaszcz. Miał naprawdę wspaniałe maniery, o których znajomość nie podejrzewała go wcześniej.
- Jak chcesz. Gdybyśmy zgłodnieli mam w szafce jakieś przekąski.
Nawet gdyby to był najwyższej klasy kawior lub japońska wołowina, to Hermiona nie skusiłaby się. Zupełnie przestała odczuwać głód. Jedyne czego jej teraz brakowało to dotyku Thierry’ego. Pragnęła znowu znaleźć się w jego ramionach i trwać tak do końca świata.
- Powiesz mi wreszcie skąd ta zmiana w twoim wizerunku? – zapytała, siadając na łóżku.
W taksówce Thierry droczył się z nią, nie chcąc odpowiedzieć na jej pytanie. Było to bardzo urocze, ale rozmowa sprawiała, że czarownica łatwiej kontrolowała swoje pragnienia.
- Powiem – Thierry zdjął z ramion marynarkę z czarnego aksamitu, powiesił ją w szafie i położył się obok siedzącej Hermiony. – Ne mogę cię dłużej torturować. Moje serce nie zniesie dłużej tej smutnej miny – delikatnie dotknął palcem czubka jej nosa i posłał w jej stronę wspaniały uśmiech. – Chociaż najpierw musisz obiecać, że nie obrazisz się na mnie za to, co powiem… - wyznał, wpatrując się w nią z lękiem.
- Nie jestem w stanie się na ciebie gniewać – wyjaśniła szybko Hermiona i przybliżyła się do obiektu swoich westchnień.
Thierry posłał jej przepraszający uśmiech i uniósł się na łokciu.
- Okłamałem cię podczas naszego ostatniego spotkania – wyszeptał.
- W jaki sposób?
- Mówiłem, że nie biorę narkotyków. Kłamałem – wyznał, patrząc jej prosto w oczy.
- Och! – jęknęła czarownica.
Nie wiedziała co robić. Przecież nie mogła związać się z narkomanem! Wpatrywała się w Kanadyjczyka i szukała odpowiednich słów. Nic nie przychodziło jej do głowy.
- Widzę, że się martwisz – Thierry uśmiechnął się na widok jej miny – ale niepotrzebnie, ponieważ od kilku miesięcy jestem czysty – ujął jej dłoń i przyłożył sobie do policzka. Zamknął oczy, rozkoszując się dotykiem jej skóry. Przez to Hermiona poczuła, że ostatkiem sił powstrzymuje się przed położeniem obok niego. – Pewnego dnia zrozumiałem, że za bardzo odpływam… - pisarz odezwał się po chwili, nadal nie otwierając oczu. – Zacząłem mieć luki w pamięci. W maju napisałem kilkadziesiąt stron opowieści o agentce CIA. Niby nic dziwnego, ale nie byłem w stanie sobie przypomnieć, co mnie zainspirowało. Nie mogłem znaleźć w pamięci momentu, kiedy to pisałem. Moja matka twierdzi, że siedziałem w swoim pokoju i stukałem w klawiaturę… Nic, po prostu pustka. Przerażająca, czarna dziura, która zaczęła mnie pochłaniać.
Mimo stanu otępienia spowodowanego obecnością Thierry’ego Hermiona domyśliła się od razu skąd ten zanik pamięci. Odpowiedź była prosta: agenci MACUSY. Usunęli mu wszystko, co było związane ze sprawą Rona w USA.
- Od razu poszedłem na odwyk i dlatego jestem czysty. Byłem tak przerażony, że nigdy więcej nie sięgnąłem po to świństwo – Thierry otworzył oczy i spojrzał na czarownicę z uczuciem. – Zmieniłem się nie do poznania. Każdy mi to mówi. Znajomi, rodzina… Także ta nowa książka jest zupełnie inna niż poprzednie. Postać Hermiony jest teraz inteligentna. Dałem jej powody, aby wydoroślała i zajęła się czymś pożytecznym. Wsadziłem wszystkich złych facetów za kratki. Pewnie fani mnie znienawidzą – uśmiechnął się błogo.
- Hmm, dziękuję. Uważam, że jesteś… cudowny – mruknęła czarownica, czerwieniąc się.
- A ja mam pewność, że jesteś najwspanialszą dziewczyną na świecie i drugiej takiej, nigdy nie spotkam – oświadczył Thierry i pocałował ją.
Rok dwa tysiące drugi zaczął się dla Hermiony tak, jak nie była sobie w stanie wyobrazić w najbardziej śmiałych marzeniach. Może jej mama miała moc przewidywania przyszłości? Albo ktoś z niebios postanowił ziścić jej sny? Hermiona nie wiedziała, ale nie miała zamiaru się nad tym zastanawiać. Całowała się właśnie z cudownym mężczyzną, którego zmianę sposobu bycia, zawdzięczała Ronowi. Gdyby nie on, to Thierry nigdy nie poszedłby na odwyk i nie zmienił się w chodzący ideał, o którym śniła czarownica.
- Może ten ślub i dzieci są bliżej, niż myślałam – wpadło do głowy Hermionie, gdy Thierry obsypywał pocałunkami jej szyję i dekolt.
Czuła się bardziej szczęśliwa i kochana niż po rocznym związku z Ronem. Zauroczenie Severusem było pomyłką. Gawain także nie mógł się mierzyć z młodym pisarzem. Był starszy, mniej podniecający. Obydwaj byli wygadani, ale Hermiona wiedziała, który jest bliższy jej sercu. Myślała, że wszelkie większe uczucia do mężczyzn odeszły wraz z Ronem. Teraz przekonała się, jak bardzo się myliła. Jej serce potrzebowało miłości i szukało jej, chociaż ona się broniła. Dlatego zakochała się w Thierrym szybko, gwałtownie i zupełnie niespodziewanie.
- Cholera – jęknął pisarz, gdy usłyszał melodyjkę, która wydobywała się z kieszeni jego marynarki. – Nie teraz!
Niechętnie wypuścił Hermionę z objęć. Wstając z łóżka, przepraszał ją co chwilę.
- To może być wydawca albo ktoś odpowiedzialny za moją trasę promocyjną – wyjaśnił z cierpiętniczą miną.
Zanim udało mu się wyjąć komórkę z kieszeni, ta przestała wydawać z siebie dźwięki. Thierry w końcu ją wydobył i spojrzał na wyświetlacz. Zrobił wielkie oczy i zbladł.
- Muszę zadzwonić… to bardzo… pilne – wyjaśnił z przepraszającym uśmiechem i poszedł do łazienki, zamykając za sobą drzwi.
Hermiona uniosła się na łokciu i poprawiła ramiączko od bluzki. Co takiego się stało, że jej nowy chłopak tak się przestraszył? Ktoś mu umarł? Ciągną się za nim kłopoty związane z narkotykami? Nawet nie musiała bardzo się wysilać, aby usłyszeć rozmowę. Drzwi od łazienki miały otwory wentylacyjne.
- On mówi po francusku – zdumiała się czarownica.
Dopiero po chwili przyszła do niej myśl, że jest głupia. To oczywiste, że Thierry mógł znać ten język. Przecież część Kanady jest francuskojęzyczna. Nigdy z nim nie rozmawiała na ten temat, dlatego nie wiedział, że ona rozumie każde jego słowo. Może wtedy nie przeprowadzałby tak głośnej rozmowy ze swoją dziewczyną, która najwyraźniej przebywała w Edynburgu.
- Wszyscy mężczyźni są tacy sami! – jęknęła Hermiona, gdy poczuła ból, jakby ktoś wbił nóż prosto w jej serce.
Fala łez, która napłynęła do jej oczu, ograniczała widzenie i utrudniała poruszanie się. Mimo to Hermiona wstała z łóżka, złapała swoje rzeczy i wybiegła z pokoju hotelowego. Bezceremonialnie wpadła do windy i zjechała na parter. Nie wiedziała, czy Thierry zorientował się, że uciekła. Było jej obojętne, co sobie pomyślał, czy zrobił. Chciał ją wykorzystać tak samo, jak Gareth! Znowu życie zakpiło z niej w najbardziej z okrutnych sposobów.
Nie założyła na siebie kurtki, czapki ani szalika. Hermiona biegła z odkrytymi ramionami, z rozmazanym makijażem i czerwonym nosem. Na ulicy było pusto, ponieważ większość ludzi odsypiała zabawę Sylwestrową. Dlatego czarownica olała środki ostrożności. Po prostu wbiegła w pierwszy lepszy zaułek i łkając gwałtownie, teleportowała się do domu.