Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Draco Malfoy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Draco Malfoy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 listopada 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 80 – Ja nic nie wiem



UWAGA! W ROZDZIALE ZNAJDUJĄ SIĘ SCENY UWAŻANE POWSZECHNIE ZA +18!

Wojna zmieniła życie wielu ludzi. Jedni stracili bliskich, a inni majątek. Ludzie pokroju Umbridge i Mundungusa zyskiwali, zwłaszcza jeśli potrafili dobrze wyczuć sytuację. Draco Malfoy zarazem stracił i zyskał. Jego dawne ideały odeszły w niepamięć. Zrozumiał, że służenie Voldemortowi i chlubienie się czystą krwią, było strasznym błędem. Mylili się jego rodzice, mylił się on i reszta tych, którzy wyznawali tę samą filozofię. Początkowo jego życie było przyjemne: w szkole mógł się wywyższać, ile chciał i nie ponosił za to konsekwencji. Severus Snape bronił go i patrzył przez palce na przewinienia pupilka. Ojciec dawał pieniądze i wpływał na większość osób, które mogły w jakiś sposób ułatwić im życie. Malfoyowie byli podziwiani i szanowani. Niejeden czarodziej i czarownica robiła wszystko, aby wkraść się w łaski ich rodziny. Do czasu drugiej wojny Draco żył jak pączek w maśle, a jego jedynym problemem było to, że nie mógł skopać Harry’emu Potterowi tyłka. Później wszystko się zmieniło. Voldemort okazał się tak samo łaskawy dla swoich wyznawców, jak i wrogów. Gdyby nie interwencja Bellatriks Lestrange, to Malfoyowie dawno skończyliby jako pokarm dla druzgotek. Szykanowany i poniżany Draco po raz pierwszy poczuł się tak samo, jak swoje ofiary. Drżał ze strachu o swoje życie i musiał oglądać rzeczy, które doprowadzały go do granic wytrzymałości. Myślał nawet o samobójstwie, ale był zbyt wielkim tchórzem, aby zażyć trujący eliksir, który ukradkiem uwarzył. Z tego powodu z ulgą przyjął wiadomość o śmierci Voldemorta. Dzięki złotu ojca miał tylko areszt domowy, a następnie wstawił się za nim Potter i uwolnił. Pomimo wielu lat nienawiści Draco nie potrafił pozbyć się uczucia wdzięczności, które zakiełkowało w jego sercu. Nigdy nie nawiązał z Harrym dobrych stosunków, ale przestał odnosić się do niego źle. Podobnie było z Hermioną Granger. Astoria wyjawiła mu, kto stał za zepsutą windą. To sprawiło, że syn Lucjusza już nigdy nie powiedział złego słowa na temat swoich dawnych wrogów.
Zmiana, która zaszła w Draco nie uszła uwadze jego rodziców. Przeżyte doświadczenia wcale nie sprawiły, że coś zrozumieli. Ku rozpaczy syna nadal stali po stronie Voldemorta i wyznawali teorię czystości krwi. Powodowało to coraz większe konflikty, aż czara goryczy przelała się, gdy podczas jednego z niedzielnych obiadów wyszło na jaw, że Astoria myśli tak jak Draco. Wybuchła potężna awantura, podczas której dziewczyna zapewniła Malfoyów, że nigdy nie zaszczepi w swoich dzieciach niechęci do mugoli i mugolaków. Konsekwencje tej wypowiedzi okazały się dość poważne. Draco musiał wybierać pomiędzy rodzicami a swoją miłością. W ten sposób zamieszkał z Astorią w małym, wiejskim domku, położonym daleko od Londynu.
Właśnie tam odnalazł go Severus Snape, który o wszystkim dowiedział się od Dundy’ego, który kochał ploteczki na równi ze swoją żoną. Bez trudu zebrał informację na temat tego, gdzie mieszka jedyny syn Malfoyów i dał adres mrocznemu kumplowi, który od razu go wykorzystał. Były mistrz magii pamiętał, kto go namówił na zamieszkanie z Hermioną i w jakim celu. Po ataku na dom zrozumiał, że sprawa jest poważna. Ktoś wiedział, w które okna skierować zaklęcie. Nie tylko Hermiona była celem, Severus także nim był. Tylko że o jego miejscu pobytu wiedziało tylko kilka osób: Kingsley, Robards, Potter, niektórzy z Weasleyów, Draco Malfoy oraz Rita Skeeter. Ta ostatnia była najbardziej podejrzana, ale Hermiona twierdziła, że rozmówiła się z dziennikarką, że ta będzie milczeć i słowa dotrzymała, a przynajmniej nie dała powodu, aby jej nie wierzyć. Severus był mniej entuzjastycznie nastawiony do tej rewelacji, ale nic nie powiedział. Stwierdził, że musi porozmawiać ze swoim dawnym pupilkiem ze Slytherinu. Odkąd polubił Grangerów, nie chciał, aby stracili do niego zaufanie, a to mogło mu grozić, jeśli Draco przestałby milczeć. Oficjalnie przestał wyznawać ideę czystości krwi, ale mogła to być tylko przykrywka. Zbyt wiele rzeczy świadczyło przeciwko niemu: jego dziewczyna wkradła się w łaski Hermiony, a on powiedział, że chce zniszczyć jej życie. Severus podejrzewał, że to oni stoją za atakami w Dzień Zwycięstwa. Robards przesłuchał starsze pokolenie, zupełnie ignorując młodsze. Niczego nie udało mu się znaleźć ani nikomu nic udowodnić, co niespecjalnie zaskoczyło Snape’a. Zdziwiłby się, gdyby praca Gumochłona dała jakiekolwiek rezultaty, ponieważ zazwyczaj tylko kręcił się w kółko niczym Żądlibąk.
Szare oczy Draco rozszerzyły się z powodu zaskoczenia, gdy zobaczył, kto stoi przed jego drzwiami.
- Jesteś sam? – zapytał szybko Severus, mając nadzieję, że Astoria będzie harować w pracy na równi z Hermioną.
- Tak.
- To świetnie, ponieważ chciałbym uciąć sobie z tobą przyjacielską pogawędkę. Rozumiesz? – były opiekun Slytherinu spojrzał znacząco na blondyna.
- Skoro pan tego chce… - wymamrotał Draco bez entuzjazmu i wpuścił gościa do domu.
W salonie widać było rękę Astorii. Severus pamiętał, jak wyglądał jego pokój, gdy pierwszy raz do niego wszedł. Czarownica lubiła biel, jasny róż, złoto i suszone kwiatki, które upychała wszędzie, gdzie się dało. Draco musiał być niezłym pantoflarzem, skoro na to wszystko pozwalał.
- Chciałem porozmawiać o naszym ostatnim spotkaniu, a dokładniej o tym, co wtedy mówiłeś i dlaczego.
- Hmmm, a kiedy to było? – zastanowił się młody Malfoy.
- Rok temu. Na początku marca – naprowadził go Snape.
W odpowiedzi Draco zrobił naprawdę głupią minę i zamrugał szybko powiekami. Nie wyglądał jak człowiek, który wie, o co chodzi.
- Nie przypominam sobie – oznajmił po chwili.
- To było niedługo po tym, gdy twoja dziewczyna wyprowadziła się od Hermiony Granger. Spotkaliśmy się u mnie w domu! – warknął Severus. – Nie udawaj, że nie pamiętasz! Musimy sobie poważnie na ten temat porozmawiać!
Tym razem twarz Malfoya wyrażała bezbrzeżne zdumienie. Szczęka mu opadła, brwi poszybowały w górę i wpatrywał się w byłego nauczyciela, jak w jakieś dziwne zjawisko, którego istnienia nie podejrzewał.
- Ja u pana w domu? – jęknął. – Nigdy tam nie byłem… ja nawet nie wiem, gdzie pan mieszka!
- Nie kłam! – prychnął Severus, czując, że jego irytacja wzrasta. Nie podejrzewał Draco o tak duże umiejętności aktorskie, ale może chłopak czegoś się nauczył w czasie, gdy Voldemort mieszkał w dworze Malfoyów. – Przyszedłeś do mnie z winem i rozmawialiśmy o Granger!
- Jak matkę kocham… to nie ja! – blondyn położył rękę na sercu. – Mogę przysiąc na wszystko… rodziców… Astorię… nigdy u pana nie byłem i nawet gdyby groził mi Cruciatus, to nie byłbym w stanie powiedzieć, gdzie jest pański dom!
Snape poczuł, że jego pewność siebie maleje. Znał Draco i zawsze wiedział, gdy ten coś przed nim ukrywał. Wprawdzie minęło kilka lat od czasu, gdy go uczył w Hogwarcie, ale z jego postawy wynikało, że niewiele się zmienił. Mówił prawdę, czy kłamał jak z nut?
- Ktoś, kto wyglądał i zachowywał się jak ty, przyszedł do mnie do domu i namawiał mnie do zrobienia Granger niemiłych rzeczy – wycedził powoli Snape. – Ta osoba mówiła, że jej nienawidzi, ponieważ zniszczyła jej życie i chce się zemścić. To wszystko do ciebie pasuje…
- Na Merlina! – wykrzyknął Draco ze zgrozą. – Owszem, nigdy jej nie lubiłem i jawnie to okazywałem, ale… nie, nie, nie – zaprzeczył gwałtownym ruchem głowy. – Po wojnie zrozumiałem, jak głupi byłem! Nawet z nią pracowałem w jednym dziale! Nigdy nie pomyślałem nawet, aby się jakoś na niej mścić! To nie byłem ja! – powiedział z naciskiem. – Ktoś pana oszukał!
- Nie wierzę ci – Severus zniżył głos do szeptu. – Nie chcesz się przyznać…
- Mam wypić Veritaserum, aby mi pan uwierzył? – prychnął blondyn ze złością. – Święty nie byłem, ale istnieje możliwość, że ktoś się we mnie przemienił, a pański instynkt szpiega nawalił – powiedział ze złośliwym uśmieszkiem.
- Wpuść mnie do swojego umysłu i udowodnij, że mówisz prawdę – oznajmił Snape słodkim tonem, stając przed Draco.
- Nie będzie mi pan grzebał w myślach! – zdenerwował się Malfoy, pokazując różdżkę, którą trzymał w ręku.
- Mam dziwne przeczucie, że gdyby ktoś się dowiedział, co się u mnie wydarzyło, to mógłby powiązać ciebie i Astorię z niedawnymi atakami – wyjaśnił były mistrz eliksirów, pokazując, że on także ma różdżkę. Jego stara spłonęła, ale niedługo po tym nabył nową na ulicy Pokątnej. – Mielibyście mnóstwo nieprzyjemności. Azkaban… przesłuchanie… trudno byłoby ci udowodnić, że nie ty byłeś u mnie tamtego dnia. Twoja matka wie, gdzie mieszkałem. Mogła ci o tym powiedzieć…
- Nie mieszaj do tego mojej matki i Astorii! – warknął Draco.
- Udowodnij mi, że to nie byłeś ty, a ja się zajmę tym skurwielem, który lubi bawić się Eliksirem Wielosokowym. Będzie cierpiał, zapewniam – w oczach Severusa pojawiły się iskierki szaleństwa.
Młody mężczyzna nie wyglądał na przekonanego. Na pewno nie chciał, aby ktoś grzebał mu w umyśle. Z drugiej strony miał już doświadczenie z aurorami i ich przesłuchaniami. Draco wiedział, że tym razem ojciec nie podaruje Ministerstwu Magii góry złota i dlatego wyląduje razem z Astorią w Azkabanie na czas śledztwa.
- Niech panu będzie! – oświadczył ze złością.
- To nie będzie bolało, obiecuję… - obiecał Snape i z nikłym uśmieszkiem zbliżył swoją twarz do twarzy młodego Malfoya.

***

Hermiona biła się z myślami, po tym, gdy otrzymała wiadomość. Niby wykonywała swoje obowiązki, ale jednocześnie jej umysł pracował na najwyższych obrotach. Nie wiedziała, co zrobić, a jakoś nie miała ochoty pytać się innych o zdanie. W końcu dotyczyło to jej życia i to ona powinna podjąć decyzję, co zrobić.
Odkładając książkę na półkę, która stała na zapleczu, zerknęła na Severusa. Wiedziała, że od kilku dni jest jakiś nieswój. Mało mówił, zazwyczaj był zatopiony w myślach i jej nie słuchał. To zdradziło, że przyczyną tego stanu rzeczy wcale nie był Sylfion, ponieważ Hermiona to o nim zazwyczaj mówiła. Ich praca wyglądała tak, że w przerwach pomiędzy kolejnymi klientami, ona wertowała stare księgi i pergaminy w poszukiwaniu wskazówek, a on starał się wynaleźć coś, co podziałałoby na zasuszoną gałązkę. Początkowo czarownica protestowała, ale usłyszała tylko, że jej kreatywność jest równa kreatywności puszków pigmejskich, a jeśli nie to ma pokazać jakie zaklęcie lub eliksir wymyśliła. Hermiona zmuszona była skapitulować i Severus zaczął eksperymentować z eliksirami, które jak na razie niczego nie dały.
- Muszę wyjść wcześniej – oznajmił nieoczekiwanie. – Zamknij zakład. Nie czekaj na mnie z kolacją.
- Co będziesz robił?
- Coś – mruknął czarodziej w odpowiedzi.
Hermiona od razu wiedziała, że nic więcej z niego nie wyciągnie. Miała wrażenie, że to, co będzie robił, nie będzie miało zbyt wiele wspólnego z Sylfionem. Zaczęło ją to denerwować. Przecież mógł jej powiedzieć o wszystkim! Dlaczego tak się zamknął we własnym świecie i nie chciał jej do niego dopuścić?
- Nie to nie. Nie mów mi, skoro nie chcesz… – burknęła pod nosem.
Zirytowała się, gdy się okazało, że jej przytyk nie zrobił nawet najmniejszego wrażenia na Severusie, który zaklęciem ścierał kurz z naprawionych przedmiotów.
- Ja też wychodzę wcześniej! – wypaliła nieoczekiwanie.
- Rób, co chcesz – usłyszała w odpowiedzi.
- A niech cię Avada trafi! – pomyślała ze złością i wyciągnęła komórkę. – Możemy się spotkać. Niech będzie tak, jak pisałeś. Do zobaczenia – wystukała na klawiaturze.
Używaną Nokię 3310 dostała od ojca, ponieważ jej poprzednia spłonęła w pożarze. Hermiona próbowała niektóre rzeczy naprawić zaklęciem, ale w większości przypadków nie odniosło to skutku. Magiczne płomienie pożarły, co się tylko dało.
- Już nie mogę się doczekać. KC :* – czarownica przeczytała w myślach odpowiedź od Thierry’ego.
Nie miała ochoty odpisywać mu tym samym. Uczucia, które pojawiły się gwałtownie i niespodziewanie, odeszły równie szybko. Hermiona miała dość jego nieobecności, ciągłych wyjazdów i braku znaków życia. Pogodziła się z faktem, że między nimi wszystko skończone. Skupiła się na pracy związanej z Sylfionem, pomagała Ginny z przygotowaniami do wesela, a ostatnio coraz mocniej zastanawiała się jak wykończyć dom. Ekipa remontowa ogarnęła większość rzeczy, wymieniła dach, instalacje i sprawiła, że koniec remontu był coraz bliżej. Razem ze swoim ojcem, Severusem i Ianem planowali wystrój i tym podobne rzeczy. Wszystko to zabierało czas i ponowne odezwanie się Thierry’ego nie było na rękę Hermionie.
- Powinnam go, chociaż wysłuchać i poinformować, że nasz związek jest zakończony – mówiła samej sobie, gdy szła na spotkanie. – Nie potraktował mnie dobrze, ale z drugiej strony na pewno był w szoku. Widać przemyślał sprawę. Szkoda tylko, że jest już za późno – pomyślała ponuro.
Pizzeria, do której przyszła dziewczyna była ulokowana obok księgarni i naprzeciwko parku, który mimo późnej pory tętnił życiem, ponieważ temperatura wzrosła do dwudziestu pięciu stopni i ludzie stwierdzili, że chcą z tego skorzystać, a nie siedzieć w domu.
- Hermiono! Jak ja się za Tobą stęskniłem! – oznajmił Thierry, siadając obok czarownicy.
- Och, nie wątpię – oznajmiła z przekąsem, krzywo patrząc na rozmówcę. – Tyle czasu się nie odzywałeś, że na pewno…
- Ćśśś – pisarz uciszył ją, kładąc swój palec wskazujący na jej usta. – Miałem mały kryzys wiary, ale już jest po wszystkim.
- Oczywiście, że jest już po wszystkim! – oznajmiła Hermiona, odtrącając jego rękę. – Nie mam zamiaru czekać na ciebie, rozumiesz? Mam swoje życie, obowiązki i…
- Zamieszkam z tobą w Londynie. Nie przeszkadza mi, kim jesteś. Wręcz przeciwnie – przerwał jej Thierry, uśmiechając się od ucha do ucha.
- A twoja religia? – zdziwiła się Hermiona.
- Pieprzyć boga, magia jest fajniejsza – oznajmił mężczyzna.
Na początku czarownica zaniemówiła, gdy usłyszała to wyznanie, ale potem ogarnęła ją dzika chęć wygarnięcia, co o tym myśli. Thierry zmieniał strony, jak mu było wygodnie. Uciekał, a potem wracał, oświadczał, że wszystko przemyślał i udawał, że nic się nie stało. Nie chciała ponownie wiązać się z kimś takim.
- Hej, chcesz autograf?
Hermiona domyśliła się, że pisarz mówi to do kogoś, kto stał za jej plecami. Odwróciła się i ogarnęła ją złość.
- Spadaj! On ci niczego nie podpisze! – warknęła.
Jeden rzut oka wystarczył, aby zauważyła, że Marietta Edgecombe trzymała w rękach reklamówkę z logiem księgarni. Hermiona nie wątpiła, że były w niej tomy opowiadające o przygodach jej imienniczki. Widocznie zdrajczyni Gwardii Dumbledore’a zobaczyła Thierry’ego przez szybę lokalu, skoczyła po książki i chciała otrzymać autograf. Coś takiego było na wagę złota wśród magicznej społeczności.
- Ja… tylko… - wydukała Krukonka i zrobiła krok w stronę pary siedzącej przy stoliku. – Chciałam… - zaczęła mówić, ale nagle zamknęła usta, odwróciła się na pięcie i uciekła z kawiarni.
- Dobrze, uciekaj! – ucieszyła się Hermiona, wodząc za nią wzrokiem, w którym ujawniła się pogarda.
- Kto to? – zapytał Thierry, który niczego nie zrozumiał.
- Stara znajoma – oświadczyła czarownica i spojrzała ze złością na byłego chłopaka. – A jeśli chodzi o ciebie…
Wygarnęła mu wszystko, co myślała na jego temat, nawet wtedy, gdy na ich stolik wjechało zamówienie. Wyliczyła wszystkie jego wady oraz powody, dla których nie mogą być razem. Thierry próbował udobruchać ją, robiąc uwodzicielskie miny i zmieniając wszystko w żart, ale gdy zrozumiał, że to nie działa, zaczął się denerwować i przez to wymyślał coraz głupsze argumenty.
- Z kim pójdziesz na ślub Harry’ego i Ginny jak nie ze mną? Z Ronem? – zapytał nienaturalnie piskliwym głosem.
- Sama, jeśli będę musiała – odparła Hermiona, krzywiąc się na myśl o byłym.
Myślała wcześniej o Severusie, ale ten pomysł szybko upadł. To była kusząca wizja: zobaczyć tańczącego Nietoperza z Lochów oraz miny zniesmaczonych gości, ale czarownica musiała przyznać, że to nie jest tego warte. Sam Snape nie zgodziłby się na to, o czym wiedziała, ponieważ któregoś razu pozwoliła sobie na niby żart, niby sugestię. Wtedy jego wargi wykrzywiły się w kpiącym uśmiechu i usłyszała „chyba oszalałaś”, po czym poklepał ją po głowie, jakby była dzieckiem.
- Pójdź ze mną… chociażby jako przyjaciele – prosił Thierry. – Taki magiczny ślub musi być ekscytującym przeżyciem.
- Nie! – warknęła Hermiona.
- Ale ty jesteś! – prychnął pisarz i ostentacyjnie odwrócił się w stronę okna.
Niebo przyjęło barwę ciemnego granatu. Uliczne lampy były zapalone i oświetlały chodnik, który ciągnął się wzdłuż parku. Czarownica nie miała jednak czasu, aby podziwiać widoki, ponieważ ukradkiem włożyła rękę do swojej nowej, zaczarowanej torebki i odnalazła w niej różdżkę. Wiedziała, że musi usunąć Thierry’emu pamięć o tym, kim jest. Prawo było prawem i nie zamierzała go łamać.
- Nie wiedziałem, że Severus ma dziewczynę – oświadczył pisarz, wskazując na parę, która szła po drugiej stronie ulicy. – Za ładna to ona nie jest…
- C… co!? – oczy Hermiony mało nie wyszły z orbit, gdy obserwowała swojego współlokatora. – Muszę już iść! – oświadczyła niespodziewanie zarówno dla Thierry’ego, jak i dla samej siebie.
Drżącymi rękami wyjęła z portfela dwadzieścia funtów i rzuciła je na stolik tuż obok swojej niedojedzonej pizzy. Następnie wybiegła z lokalu i zaczęła ukradkiem podążać za Severusem. Z powodu mroku i odległości nie mogła dostrzec, kim była jego partnerka, ale miała wrażenie, że jest jakaś znajoma. Para skręciła w ścieżkę i zniknęła wśród parkowych drzew. Czarownica ostrożnie ruszyła za nimi, a gdy się zatrzymali, ukryła się za krzakami. Cały czas zastanawiała się, dlaczego to robi, ale nie potrafiła odnaleźć odpowiedzi na to pytanie.
- Severusie, bierz mnie tu i teraz! – wyjęczała Pansy Parkinson.
Rzuciła się na czarodzieja i zatopiła w jego ustach. Wtedy Hermiona poczuła, niesamowitą wręcz złość. Patrząc na tę scenę, wyobrażała sobie najgorsze tortury, które mogłaby przeprowadzić na znienawidzonej Ślizgonce. Zapomniała, o tym, co sama przeżyła w dworze Malfoyów. Chciała, aby z gardła Pansy wydobył się wrzask z bólu. Oddałaby wszystko, aby usłyszeć, jak pękają jej kości i zobaczyć, jak wije się w konwulsjach. Poczuła, że z każdym ruchem zakochanej pary ogarnia ją taka nienawiść, jakiej nigdy w życiu nie czuła do nikogo.
- O niej też mi nic nie powiesz? – Hermiona wzdrygnęła się, gdy usłyszała ciszy szept przy swoim uchu.
- Zostaw mnie, Thierry – odparła niecierpliwym tonem, gdy patrzyła, jak Severus odsuwa od siebie Pansy i coś jej cicho mówi.
- Oooch, oczywiście… – Ślizgonka zachichotała i pokraśniała z podniecenia. – Już nie mogę się doczekać, gdy znajdziemy się sam na sam!
Złapała Snape’a za rękę i pociągnęła głębiej w alejkę. Hermiona z Thierrym podążyli cicho za nimi.
- To jakiś zwyczaj w magicznej społeczności? – dopytywał pisarz. – Macie określone miejsca spotkań i śledzicie się wzajemnie?
- Nie – odparła Hermiona półgębkiem. – To przypadek.
- Czemu tak nienawidzisz tych dziewczyn? – Kanadyjczyk nie dawał za wygraną.
- Ponieważ obydwie dały mi popalić – wyjaśniła czarownica, skradając się od drzewa do drzewa.
- Uff – odetchnął Thierry z ulgą. – Już się bałem, że podczas mojej nieobecności zaczęłaś kręcić z Severusem…
- Chyba śnisz! – warknęła Hermiona głośniej, niż zamierzała.
Na jej szczęście, akurat w tym momencie rozległ się klakson samochodu. W ten sposób nie zdradziła swojego położenia.
- Dlaczego poszli do mugolskiego hotelu? – zastanawiała się czarownica, gdy zobaczyła, jak para znika za drzwiami pobliskiego budynku.
- Zapowiada się, że spędzą ze sobą gorącą noc – Thierry zachichotał jak wariat, dając upust swojej radości.
Hermionę zemdliło, gdy to usłyszała. Ciężko jej było patrzeć, jak Pansy kleiła się do Severusa. Ciągle chciała go całować, starała się zaciągnąć w krzaki, a najgorsze, że co chwilę łapała go za pośladki. To był okropny widok, którego nie można było pozbyć się z umysłu.
- Powiesz mi w końcu, o co chodzi? – pisarz położył dłonie na ramionach czarownicy i spojrzał jej głęboko w oczy.
- Ta suka była podczas wojny po drugiej strony barykady – powiedziała Hermiona przez zaciśnięte zęby. – Zastanawiam się, dlaczego Severus się z nią związał, skoro był po naszej stronie – dodała, jakby chciała się usprawiedliwić bardziej przed samą sobą niż przed nim.
- Myślę, że musisz mi wszystko opowiedzieć, a ja jako bezstronna osoba, wyrażę opinię, jak to wygląda – oznajmił Thierry. – Może zauważę jakiś szczegół, który tobie umknął. Sądzę, że aby to zrobić, musimy przejść się do mojego hotelu, ponieważ tam będziemy mieć ciszę i spokój.
- A oni? Powinnam ich obserwować!
- Będą uprawiać ostry seks przez całą noc. Nie sądzę, aby wstali wcześniej niż przed dziesiątą – zawyrokował Kanadyjczyk i objął Hermionę. – Chodź, zamarzniemy, jeśli będziemy tu sterczeć. Dzień okazał się upalny, ale sądzę, że w nocy temperatura spadnie.
- Nie wiem…
- Ale ja wiem! – oświadczył Thierry z mocą, która sprawiła, że opór czarownicy osłabł. – Bądź rozsądna!
Ociągała się, ale w końcu zmuszona była przyznać mu rację. Nie było sensu czekać na to, aż Severus się wyszaleje z Pansy. Omówienie wszystkiego rzeczywiście mogło jej pomóc.
- Zaklęcie Niepamięci nie kołkogonek, nie ucieknie – uznała i dała się posłusznie poprowadzić do tymczasowego miejsca zamieszkania Thierry’ego.

***

- Nie… proszę… - wyjęczała, pełznąc w stronę drzwi.
Z rozbitego nosa i rozciętej wargi kapała krew, która zostawiała rozmazany ślad na wykładzinie. Z jej oczu płynęły łzy. Obolałe ciało drżało, nie mogąc wytrzymać wysiłku, do którego zmuszała je ich właścicielka.
- Proszę… wypuść mnie… - błagała, z trudem wyciągając rękę w kierunku wyjścia.
- Pansy, mój ty kwiatuszku – Severeus niespiesznie podszedł do niej i stanął na jej dłoni.
Czarownica jęczała z bólu, próbując wyrwać kończynę spod buta oprawcy.
- Uzgodniliśmy już, że to ty zorganizowałaś ataki i podałaś mi nazwiska, osób, które brały w tym udział…
- Powiedziałam ci wszystko! – krzyknęła Ślizgonka drżącym głosem. – Czego jeszcze ode mnie chcesz!?
- Skąd wiedziałaś, że mieszkam u Granger? – zapytał Severus i przeniósł większy ciężar swojego ciała na stopę, pod którą znajdowały się palce Pansy.
- AAAAAAARGH! – zawyła i jeszcze mocniej zaczęła się szamotać. – NIE WIEM! PRZYSIĘGAM!
- Przypomnij sobie.
Severus zrobił krok w tył, patrząc bez cienia współczucia, jak dziewczyna zwija się w kłębek i płacze.
- Ja… po prostu… wiedziałam! – wykrzyknęła, krztusząc się łzami.
- Rok temu ktoś przyszedł do mnie, udając Draco. O tym też nic nie wiesz? – zapytał lodowatym tonem.
- Naprawdę… - wyjęczała Pansy.
Severus nie czekał na dalszą część wypowiedzi. Zrobił ruch różdżką i czarownica przeleciała przez cały pokój, a następnie zatrzymała się gwałtownie na ścianie. Coś w jej ciele bardzo nieprzyjemnie chrupnęło i to spowodowało kolejny wrzask, który wskazywał na niesamowity ból. Snape nic sobie z tego nie robił. Już wcześniej przygotował pokój specjalnie w tym celu. Żaden mugol czy czarodziej nie miał możliwości zobaczyć i usłyszeć, co się w nim działo. Wiedział, że malownicze plamy z krwi, które znajdowały się teraz na ścianach i podłodze, wywabi, gdy będzie po wszystkim. Pansy zostanie uleczona, a jej pamięć wymazana i zastąpiona przez obrazy, które będą świadczyć, że dobrze się bawiła. Severus był ekspertem i nawet Voldemort podziwiał, jak dobrze jego podwładny potrafił usuwać dowody.
- Zabij… mnie… - Ślizgonka wycharczała z trudem.
- Najpierw zajrzę do twojego umysłu – zadecydował Snape, zbliżając się do niej powoli. – Może troszeczkę boleć… - uśmiechnął się wyjątkowo paskudnie.
Napawał się jej strachem i bólem, mimo że obiecał sobie, że nie powróci do starych metod. Usprawiedliwiał się tym, że Pansy stała po stronie złych, a on po stronie dobrych. Zasłużyła na karę, dlatego złapał ją mocno za włosy i zmusił, aby popatrzyła na niego. Po chwili z jej gardła wydobył się kolejny, mrożący krew w żyłach pisk. Starała się bronić, ale nic to nie dawało. Severus przebił się przez wszystkie zaklęcia, jakie miała na sobie dziewczyna i w końcu poznał prawdę.


poniedziałek, 5 czerwca 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 65 – Kryzys wieku średniego


Harry skończył nocną służbę, ale zamiast iść do domu, postanowił zostać w Ministerstwie Magii. W biurowym pokoju socjalnym zaparzył sobie duży kubek kawy i usiadł przy stole. Pijąc napar, który go rozbudzał i jedząc kanapkę, którą zrobił poprzedniego dnia Stworek, zastanawiał się, jak potoczą się dalsze losy Hermiony. Życie zdecydowanie jej nie rozpieszczało. Harry pomyślał, że nawet on nie doświadczył aż tylu problemów, odkąd pokonał Voldemorta. Hermiona wplątywała się w dziwne sytuacje, romansowała z Robardsem, zaręczyła się z Ronem, następnie go rzuciła, była w ciąży, poroniła, wpadła w ciężką depresję, ktoś zamordował Krzywołapa, pokłóciła się z Ginny, a teraz jej matka może być bardzo chora. Chłopak westchnął, gdy przypomniał sobie rozmowę z przyjaciółką po jej powrocie z wakacji. Myślał, że wróci opalona i szczęśliwa, a okazało się, że zamiast tego używała kremu z silnym filtrem i była mocno przybita. Wyznała mu, czego się dowiedziała i czekała z niecierpliwością na wynik badań. Z tego powodu Harry postanowił poczekać na Hermionę przy kominkach, którymi dostają się do pracy czarodzieje i czarownice wchodzące do ministerstwa przez szalet miejski. Chciał się dowiedzieć czy diagnoza została potwierdzona. Po nieśpiesznym zjedzeniu śniadania poszedł w miejsce, gdzie miał ją spotkać. Zakładał, że będzie jedyną osobą, która wpadła na ten pomysł, ale gdy doszedł do kominków, okazało się, że się pomylił.
- Cześć Harry! – usłyszał powitanie z ust czarownicy.
- Cześć Astorio – odparł i uśmiechnął się do niej. – Witaj Draco – dodał mniej entuzjastycznym tonem.
Dawny wróg Harry’ego stał przy swojej dziewczynie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Poruszył wargami, jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie tylko kiwnął nieznacznie głową. To wystarczyło młodemu aurorowi. Polubił Astorię po tym, jak próbowała zniwelować skutki wywiadu Dafne z Ronem, ale nadal nie czuł sympatii do jej chłopaka. Dawna wrogość zniknęła, zaraz po tym, jak Harry wstawił się za Malfoyami w sądzie (przynajmniej od strony Narcyzy i Draco), ale to nie sprawiło, że puścili w niepamięć to, co działo się w czasie nauki w Hogwarcie. Tolerowali się, ale nie byli w stanie porozmawiać ze sobą nawet o pogodzie. Widać było, że Draco nie jest zadowolony z koleżeńskich stosunków Astorii i Hermiony, ale na tyle zaangażował się w związek, że nie protestował. Harry naprawdę doceniał jego przemianę i uważał, że dobrze zrobił, nie wysyłając go do Azkabanu.
- Nie widziałeś się z nią? – spytała Astoria, przerywając ciszę.
- Nie, dlatego tutaj przyszedłem – padła odpowiedź z ust młodego aurora.
- Na Merlina, tak mi jej żal – westchnęła czarownica. – Mówiła mi, że ta choroba jest śmiertelna dla mugoli. Mam nadzieję, że się okaże, że to nie to – zamartwiała się.
Draco spojrzał od niechcenia na wielki zegar wiszący w holu, a jego mina świadczyła, że wolałby być gdzie indziej. Nic jednak nie powiedział. Harry’ego naszła refleksja, że w dawnych czasach wiadomość o chorobie pani Granger, spowodowałaby niekontrolowany wybuch radości u Malfoya. Na pewno zacząłby dobijać Hermionę poprzez głupie docinki na temat jej mugolskich korzeni i obrażanie rodziny. Teraz milczał taktownie, ściskając rękę swojej dziewczyny, która szurała nogami ze zniecierpliwienia.
- Powinna już tu być – jęknęła. – Ona nigdy się nie spóźnia, zawsze jest co najmniej piętnaście minut przed czasem.
Ledwo wypowiedziała te słowa, a w jednym z kominków pojawiła się Hermiona. Mimo upalnego lata była ubrana cała na czarno. Harry od razu zrozumiał, że wieści nie będą dobre.
- O, cześć – pisnęła. – Nie spodziewałam się, że tu będziecie.
- Mów, mów! – Astoria podeszła szybko do niej i chwyciła ją za dłonie. – Jakie wieści?
Hermiona przełknęła głośno ślinę i spuściła głowę.
- Źle… - jęknęła zbolałym tonem.
- Moje ty biedactwo! – wykrzyknęła Astoria i objęła ją mocno ramionami. – Wierzę, że będzie dobrze – oświadczyła z powagą.
- Mam taką nadzieję – odparła Hermiona, trochę podniesiona na duchu. – Na razie będzie leczona mugolskimi sposobami, a ja zamierzam w tym czasie znaleźć coś z naszego świata, co jej pomoże.
- Jestem do twojej dyspozycji! – zapewniła koleżanka z biura.
- Dziękuję, ale mam już kogoś do pomocy…
Harry, widząc delikatny uśmiech na ustach Hermiony, od razu zrozumiał, o kogo chodzi. Pewnie poprosiła Severusa o pomoc, a on się zgodził. Z jego wiedzą i umiejętnościami, mogło się to udać. Mimo tej pozytywnej myśli, chłopak wcale nie odetchnął z ulgą. Nadal miał wątpliwości co do stosunku Snape’a do Hermiony. Sam sobie tłumaczył, że troska czarodzieja wynikała z tego, że miał płacone za opiekę nad nią. Pomysł, że w międzyczasie się zakochał, był co najmniej śmieszny. Jednak Ginny nadal twierdziła, że wszystko jest możliwe. Po tym, jak wróciła na Grimmauld Place, roztaczała przed swoim narzeczonym coraz bardziej śmiałe scenariusze. Obejmowały one takie rzeczy jak: pranie mózgu, szantaż, molestowanie i gwałt. Harry starał się tego nie słuchać, ale jego podejrzliwa natura zaczynała dawać o sobie znać. Już raz okazało się, że Severus jak chce, to potrafi związać się z kobietą. Auror był trochę urażony faktem, że coś takiego miało miejsce. Był święcie przekonany, że miłość do jego matki była tak wielka, że Snape zostanie samotny do końca życia. Psycholog z Azkabanu rzuciła go, ale to nie oznaczało, że nie znajdzie sobie innej. Hermiona była blisko niego i doceniała go. Czyżby doszedł do wniosku, że mógłby…? Harry potrząsnął głową, aby odgonić od siebie tę myśl. Uznał, że lepiej nie zakładać od razu najgorszego scenariusza. Jego przyjaciółka nie była na tyle głupia, aby zakochać się w kimś takim jak Severus. Na razie przebywała głównie u swoich rodziców i z tego powodu Harry nie mógł obserwować, co się dzieje w jej domu. Nie porzucił tego planu, ale odłożył jego realizację na później.
- Znacie kogoś, kto jest długoletnim uzdrowicielem w Świętym Mungu? – pytanie Hermiony przerwało przemyślenia Harry’ego.
- Eee… nie – odparł i zerknął na Astorię i Draco, którzy pokręcili przecząco głowami. – Może pani Pomfrey?
- Potrzebuję kogoś, kto leczył mugoli, a ona na pewno tego nie robiła, będąc w Hogwarcie. Może gdybyście popytali…
- Przecież Hanna Abbott skończyła kurs na uzdrowiciela! – nagle przypomniał sobie Harry.
- Rzeczywiście! – Hermiona wyglądała, jakby była zła na samą siebie. – Że też o tym nie pomyślałam.
- Martwisz się o mamę, to normalne, że czasem coś przeoczysz – powiedziała miękko Astoria. – Masz prawo nie pamiętać o wszystkim.
- Mimo to… - czarownica już zamierzała zaprotestować, ale przerwał jej teatralny kaszel Draco.
- Nie chciałbym wam przeszkadzać… - powiedział, przeciągając sylaby – ale jeśli zerkniecie na zegar, to zobaczycie, że zaczynamy pracę za pięć minut. Myślę, że nie chciałybyście się spóźnić.
Wszystkie głowy odwróciły się w stronę ściany, gdzie wisiał przyrząd do pomiaru czasu. Malfoy miał rację. Dziewczyny szybko pożegnały się z Harrym i pobiegły w stronę swojego biura. Draco olał dobre maniery i ruszył ku windom, nie zaszczycając dawnego wroga nawet jednym spojrzeniem.
- Taaa – mruknął Harry do jego pleców – ja też życzę ci miłego dnia.
Odwrócił się na pięcie i nieśpiesznym krokiem poszedł w stronę rzędu kominków, odpowiadając po drodze na powitania czarownic i czarodziejów. Pogrzebał przez chwilę w kieszeni i znalazł przygotowaną porcję proszka Fiuu. Wkraczając w szmaragdowe płomienie, marzył tylko o kąpieli i odespaniu nocnej służby.

***

Hermiona nie marnowała czasu. W czasie przerwy obiadowej napisała i wysłała wiadomość do Neville’a i Hanny, którzy mieszkali razem u jego babci w wiosce Mould−on−the−Wold. Pytała w niej, czy może wpaść do nich na małą pogawędkę. Wkrótce otrzymała odpowiedź twierdzącą i wyruszyła na spotkanie.
- Zadałaś mi trudne pytanie – mruknęła Hanna i się zamyśliła.
Razem z Hermioną i Nevillem siedzieli w ogrodzie za domem, popijając sok wiśniowy. Słońce powoli kryło się za horyzontem, malując chmury intensywnymi kolorami pomarańczy, różu, błękitu i fioletu, które pasowało do barwnych roślin, hodowanych przez czarodzieja.
- Jako specjalność wybrałam zatrucia roślinne i pracuję w szpitalu dopiero od miesiąca, dlatego nie mogę ci za bardzo pomóc – wyznała Hanna po dłuższej chwili. – Nie miałam na oddziale mugola i powiem szczerze, że na kursie nie uczono nas, jak ich leczyć. Musiałabym spytać mojej przełożonej…
- Nic nikt nie mówił? Albo chociaż wspominał? – zapytała zszokowana Hermiona. – Może w jakiejś książce…
- Nie. W książkach na pewno niczego na ten temat nie było, a ja się nie spotkałam z takim przypadkiem. Chociaż słyszałam, że mugoli bardzo ciężko się leczy.
- Czemu?
- Bo oni mają inne organizmy niż my – padła odpowiedź. – Nie są tak odporni. Ich wszystko może zabić. Zazwyczaj kontakt z naszym światem tak się dla nich kończy… - pokiwała smutno głową.
- To akurat wiem – mruknęła niepocieszona Hermiona. – Se… - już chciała powiedzieć „Severus”, ale szybko zauważyła swój błąd – ktoś mi mówił, że eliksiry są dla nich trujące, a zaklęcie uszkadzają ich mózg.
- To możliwe – przytaknęła Hanna. – Musiałabyś spytać kogoś, kto leczył mugoli.
- Kogo? – jęknęła czarownica z rozpaczą.
- Może poszłabyś ze mną do szpitala – odezwał się Neville, widząc zatroskaną minę swojej przyjaciółki. – Mam zamiar jutro rano odwiedzić rodziców. Tak często u nich bywam, że znają mnie wszystkie uzdrowicielki na oddziale. Zapytamy ich, czy znają odpowiedź na twoje pytanie.
- Och, byłoby wspaniale! – Hermiona się rozchmurzyła. – Wprawdzie miałam spędzić sobotę u swoich rodziców, ale jestem pewna, że zrozumieją.
- Zazdroszczę ci, że ich masz – chłopak powiedział cicho.
- Nie mów tak – zaprotestowała Hanna. – Przecież twoi rodzice żyją!
- Lepiej, aby byli martwi. To, co ich spotkało, jest gorsze niż śmierć.
Hermiona zamilkła, nie wiedząc co odpowiedzieć. Współczuła Neville’owi i w duchu nawet przyznawała mu rację. Gdy sobie wyobraziła, że jej rodzice żyją, ale jej nie rozpoznają, to zebrało się jej na płacz.
- Może kiedyś ktoś coś wymyśli… - zaczęła mówić. – Nowe eliksiry, zaklęcia...
Chłopak pokręcił głową ze smutkiem, przeprosił dziewczyny i poszedł do domu, aby uzupełnić sok w dzbanku.
- On stracił nadzieję – wyszeptała Hanna do Hermiony. – Tak naprawdę dawno ich nie odwiedzał. Teraz idzie do nich tylko dla ciebie.
- O kurczę – zdziwiła się czarownica. – Naprawdę?
- Tak.
Hermiona poczuła niesamowitą wręcz wdzięczność, a wzruszenie prawie odebrało jej zdolność mowy. Do mocnego pragnienie zalezienia lekarstwa dla mamy, doszła jeszcze chęć uzdrowienia państwa Longbottom. Pomyślała, że dzięki połączeniu sił z Severusem, mogłoby się to udać.
- Gdzie i o której się umawiamy? – zapytała Nevilla, który wrócił z dzbankiem.
- Dziewiąta, izba przyjęć. Pasuje?
- Pasuje.
Klinika Magicznych Chorób i Urazów Świętego Munga nic się nie zmieniła od ostatniego pobytu Hermiony. Wypełniona była pacjentami, którzy padali ofiarą własnych i cudzych zaklęć, klątw rzuconych na przedmioty, źle uwarzonych eliksirów lub magicznych zwierząt i roślin. Uzdrowiciele dwoili się i troili, aby pomóc jak największej liczbie osób. Na parterze panował hałas, jakiego nie powstydziłby się mecz quidditcha, dlatego dziewczyna odetchnęła z ulgą, gdy wspięła się z Nevillem na czwarte piętro. Gdy weszli na oddział Urazów Pozaklęciowych, zerknęła w stronę sali, w której przebywał Gilderoy Lockhart. Siedział na swoim łóżku i czytał książkę dla dzieci, zaśmiewając się do rozpuku. Hermionie od razu zrobiło się cieplej w okolicy serca. Przypomniała sobie niedorzeczną, nastoletnią miłość, którą darzyła go  w drugiej klasie. Tak się zapatrzyła na czarodzieja, że w ostatniej chwili udało jej się zatrzymać przed wychodzącą z sali uzdrowicielką. Obydwie odskoczyły od siebie ze strachem.
- Hermiona! Co ty tu robisz? – Penelopa Clearwater z trudem utrzymała tacę, na której ustawione były buteleczki z eliksirami.
- Przyszłam, aby się z tobą zobaczyć! – odparła czarownica bez zastanowienia i wyszczerzyła do niej zęby.
- Ze mną? – zielone oczy uzdrowicielki rozszerzyły się ze zdumienia.
- Wy się znacie? – zdziwił się Neville.
- Byłyśmy spetryfikowane przez bazyliszka – wyjaśniła Hermiona.
- Gdyby nie jej pomysł z lusterkiem to obydwie byłybyśmy już martwe – potwierdziła Penelopa.
- Rzeczywiście! – chłopak pacnął się dłonią w czoło. – Zapomniałem!
- Słuchajcie, chętnie z wami porozmawiam, ale muszę skończyć podawanie eliksirów – wyjaśniła blondynka. – Poczekajcie na korytarzu, a ja niedługo tutaj przyjdę.
Hermiona skinęła potwierdzająco głową, ale Neville powiedział, że idzie odwiedzić swoich rodziców. Zanim to zrobił, dziewczyna zatrzymała go i podziękowała za wszystko. Spotkanie Penelopy było jego zasługą, chociaż nie było to celowe działanie. Sama Hermiona nie wiedziała, że była dziewczyna Percy’ego pracuje w szpitalu. Miała jednak świadomość, że uzdrowicielka lubi ją i jest wdzięczna za radę, którą udzieliła jej w bibliotece Hogwartu wiele lat temu. To oznaczało, że na pewno jej pomoże.

***

Severus siedział na kanapie i patrzył na swoją współlokatorkę, która krążyła po salonie i opowiadała o swoich odkryciach, mocno przy tym gestykulując. Spędziła prawie cały weekend w Szpitalu Świętego Munga, latając po wszystkich oddziałach i bombardując uzdrowicieli pytaniami.
- Co za ignorancja! – dziewczyna denerwowała się i nakręcała coraz bardziej. – Wiedziałam, że czarodzieje mają dość mocno lekceważący stosunek do mugoli, ale to, co usłyszałam, jest poniżej wszelkiej krytyki! Nawet uzdrowicielka z pięćdziesięcioletnim stażem nie była w stanie powiedzieć, co czary uszkadzają w układzie nerwowym. Nie wiedziała, czemu tak się dzieje, ani jaka ilość magii jest dopuszczalna. To samo dotyczy eliksirów. Nikt nic nie wie. Skandal!
- Czyli znalazłaś potwierdzenie tego, co ci mówiłem – podsumował Snape z triumfem wypisanym na twarzy.
- Potrzebne mi są konkrety, a nie domysły – żachnęła się Hermiona. – Przyczyny, badania, analizy! Nie tłumaczenia, że taka jest tradycja i nikt nie będzie ryzykował. Wychodzi na to, że każdy mugol trafiający do Munga otrzymuje minimum pomocy, a jeśli przeżyje to dobrze!
- Przetrwają tylko najsilniejsi – mruknął były mistrz eliksirów.
- Muszę dotrzeć do źródeł – oświadczyła czarownica, siadając koło niego. – Przeanalizować historię czarodziejów i mugoli. Może natrafię na jakiś trop.
- Cóż mogę doradzić… pozostają ci tylko książki – powiedział Severus, szybko wstając.
- Wiem – mruknęła.
Czarodziej miał ochotę powiedzieć jej, że i tak nic z tego nie będzie, ale nie zrobił tego. Przeczytał książki, które wypożyczyła z mugolskiej biblioteki na temat białaczki i doszedł do wniosku, że magiczne sposoby nie zadziałają. Brak rzetelnych badań jeszcze bardziej utrudniał sprawę. Jedyne co pozostało matce dziewczyny, to lekarze i ich sposoby. Mimo wszystko nie chciał jej dobijać. Uważał, że lepiej będzie, jeśli Granger znajdzie sobie jakieś zajęcie.
- Napisałem do Minerwy. Masz jej pozwolenie, aby korzystać z biblioteki Hogwartu, łącznie z działem ksiąg zakazanych – zakomunikował z nutą zadowolenia w głosie. – Skłamałem, że pomagasz mi w zleceniu dla Świętego Munga.
- Dlaczego sam nie pójdziesz? – uniosła brwi w geście zdumienia.
- Nie jestem tam mile widziany – odparł krótko, odgarniając kosmyk z czoła, który od jakiegoś czasu uparcie wysuwał się zza ucha. – Tobie chętniej wszyscy pomogą. Jeśli przyniesiesz księgi do domu, to ja będę je czytał, gdy będziesz w pracy i pozaznaczam przydatne informacje. W międzyczasie mogę spróbować uwarzyć eliksir, który mógłby pomóc twojej matce, ale nie obiecuję, że będzie działał.
Na te słowa twarz Hermiony pojaśniała, a na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech. W oczach widać było szczery podziw.
- Ty naprawdę potrafisz być wspaniały, jeśli zechcesz – oznajmiła nieoczekiwanie, wpatrując się w niego intensywnie.
Severus, nieprzygotowany na płomienny wzrok połączony z komplementem, poczuł, że opada mu szczęka. Starając się ukryć zaskoczenie, szybko zamknął usta i szarpnął gwałtownie głową, tak że kosmyki włosów znowu znalazły się na jego twarzy. Odgarnął je, intensywnie myśląc nad odpowiedzią, ale nic nie przychodziło mu na myśl.
- Czemu ich po prostu nie zetniesz? – zapytała dziewczyna, jednocześnie ratując go z opresji. – Widzę, że cię denerwują.
- Ty masz krótkie, ja mam długie. W tym domu musi być równowaga – powiedział pierwsze, co mu przyszło do głowy.
Reakcja dziewczyny była natychmiastowa. Wybuchnęła perlistym śmiechem. To była szczera, intensywna reakcja, jaka się jeszcze nie zdarzyła w jego obecności. Severus nie mógł powstrzymać bladego uśmiechu. Hermiona uznała, że jest wspaniały i rozśmieszyło ją jego stwierdzenie. Dawno nie czuł się tak mile połechtany.
To uczucie sprawiło, że nagle zrozumiał, o co mu chodziło przed wyjazdem dziewczyny na wakacje. Nie chciał, aby traktowała go jak powietrze albo dodatek do mieszkania. Pragnął, aby podziwiała go i doceniała. Patrzyła z uwielbieniem. Chciał, aby jego zdanie było dla niej ważniejsze niż kogokolwiek innego. Wyobraził sobie, jak Hermiona zrywa dla niego kontakty ze wszystkimi swoimi znajomymi. Widział twarz zrozpaczonego i rozeźlonego Pottera, który zrozumiał, że przegrał, ponieważ jego przyjaciółka woli bardziej inteligentne i wysublimowane towarzystwo.
To było niesamowite wręcz odkrycie. Wcześniej sądził, że brakuje mu fizycznych aspektów związku, czyli tego wszystkiego, o czym mówił Dundy. Spełnienie tych potrzeb było kuszącą wizją i nie miałby nic przeciwko, ale odstraszało go, że musiałby jednocześnie pogodzić się z rolą, która nie do końca mu odpowiadała. Wyobrażenie sobie, że byłby zmuszony iść z nią na oficjalną kolację i siedzieć przy jednym stole z Potterem, Weasleyami, Longbottomem lub Robardsem, skutecznie studziło jego zapał. Tyle lat się kontrolował, więc powrót do abstynencji seksualnej nie byłyby dla niego czymś trudnym. Teraz sytuacja się diametralnie zmieniła, gdy Hermiona zrobiła coś, czego się nie spodziewał. Ta nić duchowego porozumienia, która powstała przypadkiem, uświadomiła mu, że chodziło o psychikę. Musiał ją za wszelką cenę podtrzymać.
- Kto by przypuszczał, że jestem w stanie cię rozśmieszyć – oznajmił przymilnym tonem, a jego czarne oczy spoczęły na jej twarzy i rumieńcach.
- Myślałam, że to niemożliwe. Zaskoczyłeś mnie – rzekła z uznaniem, zbierając notatki ze stolika.
- Jestem pełen niespodzianek – zachichotał, jednocześnie posyłając różdżką brudne kubki i talerz po kanapkach do kuchni. – Myślę, że dzisiaj nic więcej nie wymyślimy. Potrzebna nam odpowiednia literatura.
- Masz rację – zgodziła się z nim bez wahania.
- Potrzebujesz jeszcze Eliksiru Słodkiego Snu Hermiono? – zapytał uprzejmie, wiedząc, że dziewczyna na pewno zauważy, że użył jej imienia.
- Tak. Byłoby miło, gdybyś zostawił go na moim biurku – dała mu odpowiedź, gdy szła po schodach na górę.
Godzinę później Severus bez skrępowania przypatrywał się śpiącej czarownicy. Przystawił do łóżka krzesło i usiadł na nim, zakładając nogę na nogę. Odchylił się do tyłu, lewą rękę położył sobie wygodnie na brzuchu, aby podtrzymywać prawy łokieć. Palcami wolnej dłoni gładził się po ustach, będąc zatopionym w myślach. Jego czarne oczy przebiegały po ciele dziewczyny, zaczynając od włosów i twarzy, a na nogach kończąc. Wąskie usta rozciągnięte były w uśmiechu. Z radością stwierdził, że stracił chęć, aby jej dotknąć. Wystarczyło, że patrzył na nią i planował, jak sprawić, aby bez użycia magii, była całkowicie pod jego wpływem. Obiecał Albusowi, że będzie chronił syna Lily przed Voldemortem. Zrobił, co do niego należało. Teraz chciał sprawić, aby syn Pottera cierpiał. Otworzyła się przed nim nowa możliwość i zamierzał ją wykorzystać.  Starszy Potter zabrał mu miłość jego życia, a zarazem przyjaciółkę. Severus nie miał możliwości odbicia młodszemu Weasleyówny. Dlatego postanowił, że zabierze mu przyjaciółkę i dzięki jej pomocy wykończy resztki cudownego trio.
- To nie będzie proste – mówił sam do siebie w myślach. – Muszę powoli i z rozmysłem przekonywać ją do siebie. Nie będę się śpieszyć. Byłem cierpliwy, działając przeciwko Voldemortowi i opłaciło się to.
Wiedział, że przed nim jest wiele pracy. Przede wszystkim musiał jeszcze raz przypomnieć sobie zasady z książki o zdobywaniu przyjaciół. Przez pobyt w Azkabanie i gadaninę Sary, nie był już tak skłonny do wybuchów złości, ale nadal miał problem, aby powstrzymać się przed drwinami i jadowitymi uwagami. Lubił znęcać się nad słabszymi od siebie i ciężko było mu przestać. Widok roztrzęsionego Longbottoma i innych uczniów sprawiał Severusowi wiele radości. Co nie zmieniało faktu, że gdy chciał, to potrafił się powstrzymać. Najlepiej mu to wychodziło, jeśli miał nad sobą groźbę zdemaskowania i wizję długiej, bolesnej śmierci. To zawsze pomagało mu się uspokoić podczas spotkań wśród śmierciożerców.
Pod wpływem wspomnień odruchowo potarł lewe przedramię. Czarna czaszka z wężem zniknęła, zostawiając brzydką bliznę. Z tego powodu nigdy nie nosił koszul lub szat z krótkim rękawem. Nienawidził tego, co zostało wypalone na jego skórze. Wielokrotnie próbował się tego pozbyć, ale czary Voldemorta były zbyt silne. Blizna także nie dawała się w żaden sposób usunąć. Wyglądało na to, że piętno pozostanie mu na całe życie.
Hermiona westchnęła przez sen i przekręciła się na drugi bok. Dzięki temu Severus przypomniał sobie o jej obecności i znowu się na niej skupił. Musiał przyznać, że spodobał mu się ten pierwszy raz, gdy szczerze się przy nim roześmiała. Teraz musiał sprawić, aby było tak przez większość czasu. Pamiętał jak Sara mówiła, że kobiety lubią komplementy i kwiaty. Wspomniała też, że istnieją takie, które cenią inteligencję bardziej niż urodę.
- W przypadku Granger książki dadzą lepsze rezultaty niż kwiaty – oznajmił w myślach Snape. – Na wygląd na pewno nie patrzy, ponieważ inaczej nie związałaby się z najmłodszym Weasleyem. Chociaż w jego przypadku to nie wiem, co ją do niego ciągnęło. Zero myślenia, brak ogłady. Za to bez wątpienia inteligencja to moja specjalność – zaśmiał się bezgłośnie. – Jeśli się zakocha, to tym lepiej dla mnie. Prędzej czy później, będzie moja.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 53 - Pożegnanie


Psycholog opanowała się bardzo szybko. W ciągu ułamka sekundy znikł strach z jej twarzy. W zamian za to pojawił się nieśmiały uśmiech na jej różowych ustach. Błękitne oczy nie były rozszerzone ze zdumienia. Sara patrzyła na Severusa ze spokojem i sprawiała wrażenie całkowicie pogodzonej z losem. Zrobiło to na nim spore wrażenie. Śledząc ją, wyobrażał sobie, że będzie przed nim uciekała, ogarnięta paniką lub błagała go na kolanach o litość. Ona jednak stała wyprostowana, a jej wzrok wyraźnie mówił, że przyjmuje, to co los jej przyniesie. Przypominała mu w tej chwili dumne damy z portretów w Hogwarcie lub wyrzeźbione w kamieniu antyczne boginie.

Severus już dawno nie spotkał nikogo, kto potrafił tak szybko ukryć emocje. Mimowolnie pomyślał, że Sara idealnie nadawałaby się na szpiega. Dzięki mugolskim sposobom potrafiła czytać w myślach, była inteligentna i opanowała uwodzenie do perfekcji. Mężczyzna w czerni poczuł, że złość mu mija. Im dłużej się jej przyglądał, tym bardziej miękł. Dotychczas, tylko dla jednej kobiety mógł zrobić wszystko. Bił się z myślami, ponieważ zrozumiał, że dla Sary także mógłby nagiąć swoje zasady. W głębi serca modlił się, aby błagała go o wybaczenie. Wtedy okazałby wspaniałomyślność, wybaczając jej i zabierając ze sobą do Szanghaju. Ta wizja uświadomiła mu, że tym, czego najbardziej pragnie, jest spokój. Stateczne życie bez większych atrakcji, z dala od konfliktów, u boku ciepłej kobiety, którą Sara niewątpliwie była. Snape błyskawicznie skarcił się za podobne myśli. Pragnął jej, a nie kochał, a to robiło sporą różnicę. Nie powinien okazywać jej współczucia. Okłamała go, wybrała Poyntera i chciała naciągnąć na sporą sumę pieniędzy. Zasłużyła na karę.

Sara, widząc jego wewnętrzną bitwę, postanowiła odezwać się pierwsza:
- O czym dokładnie chcesz ze mną porozmawiać? – zapytała spokojnym tonem.
- O twoich sekretach i kłamstwach – warknął Severus.
- Tak, okłamałam cię – wyznała psycholog bez cienia skruchy. – Nie ma żadnego długu, nie jestem w Afryce, co pewnie zdążyłeś już zauważyć – dodała beztroskim tonem – oraz nie zamierzam spędzić z tobą reszty życia. Uciekłam, ponieważ zauważyłam, że nie przyjąłeś do wiadomości mojej odmowy. Znam cię wystarczająco długo, aby wiedzieć, że nie miałbyś oporów, aby użyć na mnie magii. Dlatego wymyśliłam bajeczkę o długu i Afryce, aby cię zmylić. Po prostu bałam się swoją wolną wolę. Wiem, że jako mugolka nie mam możliwości, aby się przed tobą obronić  – wyjaśniła bez ogródek.

Severus milczał przez dłuższą chwilą z powodu zdumienia i rozczarowania jednocześnie. Nic nie wyszło z jego planu. Był przekonany, że nawet jeśli Sara nie będzie błagać o wybaczenie, to chociaż będzie wymyślała kolejne kłamstwa, a on świetnie będzie się bawił, demaskując je, jedno po drugim. Bez wątpienia bała się go, ale jednocześnie starała się zachować resztki godności. Czarodziej poczuł, że do głosu dochodzą uczucia, do których nie chce się przyznać.
- Chciałaś wysłać mnie do Afryki i wyżebrać ode mnie sporą sumę pieniędzy – stwierdził ponuro.
- Och, to nie tak – Sara uśmiechnęła się blado. – Miałam nadzieję, że będziesz do mnie pisał. W następnym liście dałabym ci do zrozumienia, gdzie mogę się znajdować. Poczekałabym, aż tam się wybierzesz, a potem napisałabym, że koniec z nami, ponieważ znalazłam jakiegoś bogatego szejka czy kogoś w tym stylu. To był drugi wariant mojego planu – wyjaśniła. – Pierwszy zakładał, że znajdziesz pracę i nie będziesz chętny do wyprowadzki. Po upewnieniu się, że nie chcesz wyjechać, napisałabym list do ciebie z informacją, że wygrałam pieniądze w loterii, dzięki czemu spłaciłam dług – kontynuowała. – Nie chciałam się z tobą widzieć. Nie sądziłam, że dotrzesz do mnie. Byłam pewna, że jestem sprytna. Niestety, jesteś sprytniejszy… - westchnęła z żalem, podniosła jabłka i wsadziła je do miski.
- MOGŁAŚ MI PO PROSTU POWIEDZIEĆ, ŻE ZE MNĄ ZRYWASZ! – ryknął Severus.
- Ty byś grzecznie się z tym pogodził i wcale nie przemyciłbyś mnie za granicę w formie królika – odparła Sara z przekąsem. – Nie udawaj, że tego nie planowałeś.
- Nie planowałem! – fuknął czarodziej, chociaż wiedział, że nie mówi prawdy. – WIEM, ŻE ZWIĄZAŁAŚ SIĘ Z POYNTEREM! – zaatakował gwałtownie. - OBRAŻAŁ CIĘ, JA CIEBIE BRONIŁEM, A TY JAK GDYBY NIGDY NIC GŹDZISZ SIĘ Z NIM!

Psycholog wyglądała, jakby wybuch Severusa nie zrobił na niej najmniejszego wrażenia. Skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na niego krytycznie.
- Mógłbyś przestać wrzeszczeć – oznajmiła z naciskiem. – Nie jestem głucha. Sąsiedzi też nie, dlatego byłabym wdzięczna, gdybyś obniżył ton – dodała z niesmakiem.
Snape zgrzytnął zębami ze złości. Chciał ją wyprowadzić z równowagi, ale to mu się nie udawało. Zdenerwowała się na niego tylko raz, podczas kłótni w jej mieszkaniu w Londynie.
- Jeśli chodzi o Robina, to sprawa wygląda tak, że chwilowo mnie utrzymuje – zakomunikowała Sara. – Przez ciebie musiałam porzucić pracę. Przecież nie mogłam iść do Gawaina albo Kingsleya, aby poinformować ich, że miałam romans z więźniem. Wolałam złożyć wypowiedzenie, mimo że nie posiadałam dużych oszczędności. Obecnie szukam pracy i jak stanę na nogi, to od razu go rzucę – wyjaśniła z wrednym uśmiechem. – Nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Nie zapomniałam tego, co mówił i nadal jestem wdzięczna za to, że go zlałeś – spojrzała ciepło na Severusa.
- Mam ci w to uwierzyć? – zadrwił. – Dotarłem do twoich krewnych i dowiedziałem się wielu rzeczy o tobie i twoich kłamstwach.
- Wierz, w co chcesz – psycholog wzruszyła ramionami i zrobiła krok w jego kierunku. – Mówiłam prawdę, kiedy ci wyznałam, że mi się spodobałeś. Początkowo tak ciężko było do ciebie dotrzeć, że spisałam cię na straty. Jak się później okazało niepotrzebnie. Gdy udało mi się zwrócić twoją uwagę, to miałam nadzieję, że to będzie długi związek… - uśmiechnęła się smutno i popatrzyła głęboko w oczy Severusa. – Szkoda, że nigdy nie byłeś mój i nie będziesz.
- O co ci chodzi? – jej wyznanie zaintrygowało czarodzieja.
- O Lily – rzuciła krótko. – Mówiłeś, że po jej śmierci nie chciałeś być z żadną inną, ale ja sprawiłam, że zmieniłeś zdanie. Wiem, że to prawda, ale ja nie mogę być z mężczyzną, który na pierwszym miejscu stawia zmarły substytut miłości.
- Nie nazywaj jej tak!
- Będę – powiedziała Sara stanowczo. – Myślisz, że ją kochasz i przez to blokujesz swoje uczucia, które mógłbyś skierować na mnie – westchnęła znacząco.
- Ja ją…
- Tobie się tylko wydaje, że tak jest – psycholog błyskawicznie mu przerwała. – Obsesja nigdy nie będzie miłością. Wszystko, co mi powiedziałeś, świadczy, że zafiksowałeś się porządnie na jej punkcie.
- NIE PRAWDA! – ryknął urażony do żywego Severus.
- To jest prawda, której sobie nie uświadamiasz – nie zgodziła się z nim Sara. – Gdyby to było zdrowe uczucie, to pogodziłbyś się z odrzuceniem i zaczął żyć bez niej, a ty ciągle rozdrapywałeś rany na nowo, tworząc w głowie ideał, który po jakimś czasie przestał mieć cokolwiek wspólnego z oryginalną Lily. Gdyby Voldemort ci pozwolił, to zniewoliłbyś ją. Nigdy nie interesowały cię tak naprawdę jej uczucia. Gdybyś ją naprawdę kochał, to zrobiłbyś dla niej wszystko. Przede wszystkim pogodziłbyś się, że wybrała innego. Zaakceptowałbyś jej męża, a po śmierci zaadaptowałbyś ich dziecko. Nigdy tego nie zrobiłeś. Za to z lubością znęcałeś się nad Harrym tylko dlatego, że z wyglądu przypominał ojca – w głosie psycholog zabrzmiała pewność. – Jesteś zaborczy, chcesz kontrolować drugą osobę i zmienić ją według siebie, Severusie – oświadczyła i przysunęła się do niego.
- To wszystko nie prawda… - powiedział roztrzęsionym tonem.
- Co z tego, że jesteś inteligentny i fascynujący skoro nie da się z tobą wytrzymać? – spytała retorycznie, strzepując mu z płaszcza jakiś pyłek. – Jesteś mściwy, latami chowasz urazę i nie masz oporów przed krzywdzeniem innych. Wiem, że dałabym radę naprostować twoją psychikę, ale zajmie to zbyt wiele czasu i energii. Nie mam na to siły. Ten związek nie jest tego wart – położyła rękę na jego policzku. – Przykro mi – wyszeptała tonem, który wskazywał, że nie kłamie.

Gdyby nie fakt, że Robards śledził Severusa, to psycholog zostałaby w tym momencie przetransmutowana w królika i zabrana na Spinner’s End. Jej wyznanie połączone z dotykiem doprowadzały go do szaleństwa. Miał ochotę ją zniewolić i skrzywdzić, aby poczuła to samo co on. Chciał być panem jej życia i śmierci. Nigdy wcześniej nie żałował tak bardzo, że Voldemort przegrał wojnę. W czasie jego rządów Severus mógłby zrobić z Sarą, co tylko mu się spodoba. Nikt nie powiedziałby złego słowa, gdyby bawił się nią, a później zabił, gdy się już mu znudziła.
- To co? Zamienisz mnie w coś oślizgłego, będziesz mnie torturował czy pozbawisz mnie wolnej woli? – psycholog zdawała się czytać w jego myślach. – Zabijesz mnie? – ostatnie pytanie zadała drżącym głosem.
- Nic z tego – odparł ostro Snape i odepchnął jej rękę. – Masz szczęście, że nie mam ochoty znowu trafić do Azkabanu. Nie jesteś tego warta – warknął. – Zamiast tego poinformuję twojego kochasia o kilku faktach. Na pewno nie będzie zachwycony – oznajmił mściwym tonem.

Sara spojrzała na niego, jakby był niespełna rozumu.
- On wie, że z tobą nie zerwałam – zachichotała nerwowo. – Sam zaczarował twoją sowę, aby spała. Ta cała Afryka to był jego pomysł…
Snape wybiegł z jej mieszkania, złorzecząc pod adresem kobiet najgorsze przekleństwa. W jego życiu pojawiły się tylko dwie, które były godne zająć miejsce u jego boku. Obydwie go odrzuciły i wybrały mężczyzn, których szczerze nienawidził. Jedna i druga świadomie zrezygnowały z jego przyjaźni.

Otępiały z powodu wewnętrznego bólu i złości, poruszał się po Dublinie niczym ślepiec. Sam nie wiedział, dokąd zmierza. Nogi niosły go w nieznanym kierunku. Severus Snape uciekał jak najdalej. Czuł tyle sprzecznych emocji, że bał się, że wybuchnie i zrobi coś, czego będzie żałował. Jednocześnie miał ochotę wyć do księżyca oraz mordować wszystkich ludzi, których nienawidził. Szczerze żałował, że odrzucił ofertę babki. Przemęczyłby się ze staruchą kilkanaście lat i przejąłby majątek. Za żonę miałby jakąś młódkę, którą wychowałby na posłuszną mu osobę. Tylko że teraz było za późno, ponieważ nie zamierzał błagać Wilhelminy Prince o przebaczenie.

Severus stanął w miejscu i rozejrzał się nieprzytomnie. Nie wiedział, gdzie się znajduje, ani jak długo szedł pogrążony we własnych myślach. Zrozumiał, że przed podjęciem decyzji o swojej przyszłości musi pojawić się w domu. Szybko znalazł ustronne miejsce i teleportował się na Spinner’s End.

***

- Pan profesor gdzieś się wybiera? – spytał Draco, wskazując głową na otwarty kufer.
Severus zerknął na chłopaka i doszedł do wniosku, że przysłały go niebiosa. Zapukał do jego drzwi, akurat w tej chwili, kiedy najbardziej żałował, że Albus nie żyje, a z Dundym jest pokłócony. Snape miał ochotę ponarzekać na kobiety, a Amerykanin na pewno zrozumiałby przekaz, ponieważ sam nie raz to robił w Azkabanie. Podczas pakowania kufra samotność dała się mu się we znaki. Mógł wprawdzie uskuteczniać monolog w stronę Felixa, który nie miał umiejętności odpowiedzenia w ludzkiej mowie, ale na to nie miał ochoty. W obecnej sytuacji przybycie Draco było szczęśliwym zbiegiem okoliczności.
- Chcę wyjechać jak najdalej stąd – wyjaśnił młodemu Malfoyowi. – Zbrzydł mi klimat Anglii.
- Nie wątpię – odparł chłopak i spojrzał znacząco w stronę najbliższego okna.

Gdy Severus teleportował się przed dom, zastał obraz nędzy i rozpaczy. Ktoś wykorzystał jego nieobecność i wypisał, gdzie się tylko dało, obelgi. Szyby w oknach zostały wybite, a ściany przyozdobione dodatkowo łajnobombami. Na wycieraczce znajdowała się kałuża złożona z najobrzydliwszych płynów, jakie miał do dyspozycji czarodziej. Fachowe oko i nos Severusa zidentyfikowały smoczy nawóz, śluz gumochłona, ekstrakt z żaby oraz ropę czyrakobulwy. Chuligan, który to wylał, musiał wcześniej przygotować się do ataku, ponieważ płyn śmierdział niemiłosiernie po poddaniu fermentacji.

Przekonany, że opuści te strony, czarodziej usunął zaklęciem tylko kałużę i wszedł do domu. Tam zajął się pakowaniem i tę czynność przerwała mu wizyta Draco.
- Czemu do mnie przyszedłeś? – zapytał chłopaka.
- Mam dług wdzięczności wobec pana. Gdyby nie pańska pomoc, to już byłbym martwy. Chciałem podziękować za to jeszcze raz – wyjaśnił Draco, a jego blade policzki lekko poróżowiały.
- Miło wiedzieć, że chociaż jedna osoba na tym świecie ma świadomość, że coś mi zawdzięcza – odparł Severus z goryczą.
- To fakt, że nie jest pan… hm… za bardzo lubiany – zgodził się z nim były uczeń. – Uważam, że ludzie źle patrzą na pańskie dokonania. Niektórzy opowiadają o panu tak niedorzeczne historie, że aż różdżka opada.
- Co o mnie mówią? – zainteresował się Snape.

Draco zerknął ponownie na wybite szyby w oknach i potarł dłońmi ramiona, aby je rozgrzać. Severus od razu zrozumiał, że zapowiada się dłuższa pogawędka. Wyciągnął różdżkę i sprawił, że kawałki szkła wskoczyły na swoje miejsce oraz scaliły się w jedność. Następnie skierował swoje myśli ku kominkowi. Sekundę później trzaskał w nim wesoło ogień. Zachęcony tymi gestami Draco, wyciągnął zza pazuchy butelkę wina i przetransmutował korek oraz pióro Felixa w kieliszki. Szczodrze nalał do nich napoju i podał jedno naczynie byłemu nauczycielowi.
- Z rodzinnej piwniczki. Jedno z uratowanych przed wujkiem Rudolfem – wyjawił. – Naprawdę dobry rocznik.

Severus nie znał się na winach na tyle, aby podjąć dyskusję z chłopakiem. Wyczuł w kieliszku cytrusową nutę i zapach dębowej beczki. Smakowało dobrze, więc pochwalił alkohol, a następnie wrócił do poprzedniego tematu.
- Zacząłeś mówić o… - zawiesił głos.
- Słyszałem ostatnio plotki, że miał pan romans w Azkabanie.
- Głupoty – oznajmił sucho Snape, mimo że czuł, jakby ktoś porwał jego duszę na strzępy.
- Tak myślałem – ucieszył się Draco. – Ktoś na pana poziomie nie związałby się z mugolską siostrą, tego kretyna Lockharta.
- To oczywiste – zgodził się były mistrz eliksirów i zerknął na ogień, jakby mógł nim zasklepić krwawiące rany w duszy.
- Wiem, że ostatnio zadawał się pan z Granger.
- Skąd?
- Kłapie o tym na prawo i lewo. Opowiada, że ją pan wykorzystuje.
- Tak? – jedna brew Severusa poszybowała w górę.
- Moja dziewczyna zmuszona jest wysłuchiwać jej jęków – wyjaśnił Draco podczas próby pogłaskania Felixa, który kłapnął na niego dziobem i ostentacyjnie poleciał w stronę żyrandola, skąd rzucał nieufne spojrzenia w stronę gościa.
- Czemu jej tak nienawidzisz? – Snape zadał pytanie, zanim pomyślał, co robi. – Teoria czystości krwi, w ogóle nie sprawdziła się w jej przypadku.
- Bo to wszystko jej wina! – chłopak wybuchł tak gwałtownie, że upuścił kieliszek z winem na dywan. - Potter jest półgłówkiem, Weasley debilem i to ona była mózgiem całej grupy. Ci dwaj nic by bez niej nie zrobili. Zniszczyła życie wielu ludzi, w tym moje! Nigdy jej tego nie zapomnę! - warknął, waląc pięścią w podłokietnik fotela. – Niech pan przyzna szczerze… jest pan zadowolony ze swojego życia po wyjściu z Azkabanu? Każdy wie, że gdyby Granger chciała, to na pewno użyłaby znajomości, aby pana uniewinnić!

Severus oderwał wzrok od dyszącego z gniewu Malfoya i się zamyślił. Przez chłopaka przemawiała nienawiść, ale miał trochę racji. Gdyby nie Granger to byłby martwy i nie miałby problemów z nienawidzącą go społecznością. Patrząc w oczy Pottera po ataku Nagini, Severus czuł szczęście i ulgę, ponieważ wiedział, że zaraz dołączy do Lily. Tak się jednak nie stało. Granger uratowała go wbrew jego woli, niechętnie broniła przed Wizengamotem i pozwoliła, aby ktoś ukradł jego wspomnienia. Gdyby nie jej interwencja dawno byłby martwy i nie musiałby przeżywać katuszy związanych z odrzuceniem przez Sarę.
- Tak, ma sporo rzeczy na sumieniu… - wydyszał Snape, zaraz po tym, jak dopił wino jednym haustem.
- Ja bym się na niej zemścił – oznajmił nieoczekiwanie Draco, podczas nalewania nowej porcji napoju byłemu nauczycielowi.
- Niby jak? – spytał Severus z ironią, pociągając spory łyk wina.
- Łącząc przyjemne z pożytecznym – powiedział blondyn z błyskiem w oku. – Granger szuka współlokatora, odkąd moja dziewczyna się od niej wyprowadziła. To wprost wymarzona…
- Zaraz! – przerwał mu błyskawicznie mężczyzna w czerni. – Ty naprawdę myślisz, że chciałbym zamieszkać z nią i jej dzieckiem? – zadał pytanie, chichocząc.
- To jej siostra – sprostował Draco. – Czasem opiekuje się nią w weekendy. Na co dzień jest sama, ponieważ zerwała kontakty z większością znajomych. Nawet z Potterem – dodał z wrednym uśmiechem. – Przekonał się o tym, o czym zawsze wiedziałem. Kobiety to podłe istoty. Zaufasz takiej, zaprzyjaźnisz się, a ona posyła ci avadę w plecy…

Snape wypił duszkiem kolejną lampkę wina. Dało mu to czas na zastanowienie się. Najpierw zakwalifikował pomysł Malfoya pomiędzy określeniem „niedorzeczny” i „kretyński”, ale szybko zrozumiał, że nie jest taki głupi, jak na pierwszy rzut oka wygląda. Zaskoczyło go to, że poczuł naprawdę silną chęć odegrania się na dziewczynie. Po słowach Draco chciał zniszczyć komuś życie, tak samo, jak wszyscy niszczyli jego. Sara odpadała ze względu na Robardsa. Jednak mieszkając u Granger, mógłby doprowadzać dziewczynę do szału bez większych konsekwencji i doskonale się przy tym bawiąc. Po tej myśli pragnienie wyładowania złości na byłej uczennicy było tak silne, że nie chciał czekać ani chwili dłużej. Nie mógł skupić się na niczym innym. Musiał koniecznie spakować się jak najszybciej i znaleźć się w jej domu.
- Draco, zawsze wiedziałem, że jesteś moim najlepszym uczniem! – pochwalił chłopaka. – Twój pomysł jest naprawdę genialny!
- Wiem – młody Malfoy napuszył się niczym sowa. – Pomóc spakować się panu?
- Tak! – zgodził się Snape i przystąpił do pracy z takim entuzjazmem, który sam go zdumiewał. – Pragnę jak najszybciej się u niej znaleźć.
- Jak ją pan przekona? – dopytywał Draco. – Może się nie zgodzić – zauważył.
- Wiem jak sprawić, że będzie chciała współpracować – odparł Severus z wrednym uśmiechem, a potem zaczął gwałtownie chichotać na myśl, jaką minę będzie miała dziewczyna, gdy się u niej zjawi.

Malfoy nie skomentował tego wybuchu wesołości. Jednym machnięciem różdżki posłał wino i kieliszki w niebyt. Następnie pomógł zapakować książki do kufra. Kilkanaście minut później Severus był gotowy. Zagonił Felixa do klatki i umieścił ją na szczycie bagażów. Draco pożegnał się z nim, życzył powodzenia i znikł za rogiem domu.

***

Na ulicy, przy której mieszkała Hermiona, zapadła cisza. Większość jej mieszkańców ułożyła się do snu. Tylko w nielicznych oknach paliło się światło. Hermiona nadal wypełniałaby raporty dla Mafaldy, gdyby nie głośny trzask, który oznaczał teleportację. Dziewczyna zaklęła pod nosem, gdy usłyszała, że ktoś wali gwałtownie do jej drzwi od strony ogrodu. Nie miała ochoty nikogo widzieć. Harry nie raz próbował się do niej dostać, aby namówić ją na wizytę u psychologa. Czasem towarzyszyła mu Ginny. Hermiona za każdym razem kazała się im wynieść, ponieważ domyśliła się już dawno, że zgadali się z jej rodzicami i planują zamknięcie jej w zakładzie dla psychicznie chorych. Wprawdzie nie miała na to dowodów, ale jej intuicja i umiejętność kojarzenia odległych faktów, sprawiały, że nie mogła się mylić. Owszem, wiedziała, że ma mały problem z sypianiem i trochę schudła z powodu zbyt dużej ilości pracy, ale nie uważała tego za coś, co wymagało konsultacji z lekarzem. Jej rodzina i przyjaciele wykazywali przesadną troskę i musiała z tego powodu ograniczyć kontakty z nimi. Jedyną osobą, która mogła być u niej, ile chciała, była Suzanne.
- Znowu pan? – jęknęła ze zgrozą, gdy zobaczyła na progu mężczyznę spowitego w czerń. – Czego tym razem pan ode mnie chce?
- Oddać ci książki – oznajmił Severus, nietypowym dla siebie głosem. – Mam je w kufrze. Wpuść mnie, to je dostaniesz.
- No dobrze… - zgodziła się niechętnie dziewczyna i odsunęła, robiąc przejście.

Snape wtaszczył kufer i klatkę do jej salonu. Zdjął płaszcz i rzucił go niedbale na kanapę. Klatkę z ptakiem położył na stoliku, a Krzywołap od razu do niej przybiegł, aby obwąchać zawartość, która zaczęła pohukiwać ostrzegawczo. Były mistrz eliksirów otworzył kufer i zaczął przeszukiwać jego zawartość. Hermiona zauważyła, że jego ruchy są inne niż zwykle. Bardziej zamaszyste i zdecydowanie mniej precyzyjne.
- Tu są! – zawołał z takim entuzjazmem, że dziewczyna od razu zauważyła, że coś jest nie tak. – Oddaję wszystkie! – rzucił je na stolik, wyraźnie zadowolony z siebie.

Krzywołap zeskoczył gwałtownie na dywan, gdy książki uderzyły w stół kilka cali od niego. Popatrzył z urazą na Severusa, prychnął i uciekł po schodach na piętro. Do Hermiony dotarło, że jej były nauczyciel jest pod wpływem alkoholu.
 - Dziękuję – mruknęła. – Miałam nadzieję, że wyśle je pan pocztą – dodała z wyrzutem.
- I tak musiałem się u ciebie pojawić – odparł, siadając na kanapie. – Wygodnie tu – oznajmił tonem, jakby zrobił wielkie odkrycie i zaczął delikatnie podskakiwać na siedzeniu, aby sprawdzić jakość sprężyn. – Podoba mi się. Zostaję na dłużej – oświadczył z powagą.

Hermiona nie wiedziała co robić. Miała w salonie pijanego mężczyznę, który właśnie powiedział, że ma zamiar u niej zamieszkać.
- Nie ma takiej możliwości! – zawołała przerażonym tonem.
- Wiem, że szukasz współlokatora. Będę płacił czynsz w terminie.
- Nigdy z panem nie zamieszkam! – oburzyła się Hermiona.
- Owszem, zamieszkasz – oznajmił Snape z pewnością i uśmiechnął się kpiąco.
- Nie ma takiej, kurwa, możliwości! – wrzasnęła czarownica, doprowadzona do rozpaczy.
- Minus dwadzieścia punktu dla Gryffindoru za słownictwo!
- Nie jestem uczennicą, a pan nie jest nauczycielem!
- Zostaję – powtórzył Snape i wyciągnął z kufra coś, co wyglądało na sporą kupkę pergaminów. Rzucił ją w stronę dziewczyny. – Masz! Czytaj! – rozkazał ze złością. – To wszystko twoja wina!

Hermiona poczuła, że zaraz wyciągnie różdżkę i rzuci klątwę na mężczyznę. Jak śmiał wpraszać się do niej, chociaż wyraźnie sobie tego nie życzyła? Dlaczego powiedział, że te listy to jej wina? Wzięła kilka z brzegu i przebiegła po nich szybko wzrokiem. Większość była naprawdę obraźliwa, chociaż zdarzały się wyjątki. Ktoś wykazał się dowcipem i napisał w wiadomości „Twoja matka była chomikiem, a twój ojciec śmierdział skisłymi jagodami! Pierdzę ogólnie w twoim kierunku!”. Czarownica nawet roześmiałaby się, ale sytuacja sprawiła, że się nie odważyła. Snape wpatrywał się w nią intensywnie, a w jego czarnych oczach widać było iskierki szaleństwa.
- Dlaczego uważa pan, że to moja wina? – zadała mu pytanie.
- Bo mnie uratowałaś! – oznajmił z oburzeniem. – Nie pomyślałaś, że ja wcale nie chciałem żyć. Jestem mistrzem eliksirów – oświadczył z naciskiem. – Gdybym miał taką ochotę, to zrobiłbym antidotum na jad węża i nosiłbym przy sobie! Przez ciebie moje życie jest piekłem. Mój dom jest obrzucany łajnobombami, wyjce wybuchają, paląc dywan i narażając na utratę słuchu oraz ciągle ktoś mnie obraża!
- To dlatego mój dywan ma być spalony? – prychnęła z wyrzutem Hermiona.
- Rzuciłem na siebie zaklęcie odpierające. Tylko moja sowa będzie mogła mnie znaleźć – wyjaśnił ponuro. – Mój stary adres znają chyba wszyscy…
– Nie interesują mnie pańskie problemy!
- A powinny! – Snape wstał gwałtownie z kanapy. – Jeśli mi nie pozwolisz tutaj zostać, to się zabiję! Jestem ciekawy, jak wywabisz plamy krwi z tego śnieżnobiałego dywanu! - kiedy przemówił, każda sylaba drgała wściekłym gniewem. – Uratowałaś mnie i skazałaś na nędzne życie. Chcę tylko ukryć się z dala od czarodziejów w mugolskim świecie. Czy proszę o tak wiele!?

Hermiona przestraszyła się jego reakcji. Snape wyglądał na ogarniętego szaleństwem. To, że był pijany, nie polepszało sytuacji. Mógł wybuchnąć w każdej chwili, a konsekwencje mogły być groźne. Stwierdziła, że nie ma po co pogarszać sprawy.
- No dobrze! Niech pan zostanie! – zgodziła się błyskawicznie. – Jutro pomówimy o szczegółach. Teraz niech pan idzie spać – zaproponowała.
- Jak sobie życzysz – odparł Snape, a jego ton wskazywał, że zaczął się uspokajać. – Gdzie mam spać?
- Na kanapie – wyjaśniła sucho Hermiona i skierowała swoje kroki ku schodom.
- Ale…
- Nie ma żadnego „ale”! – warknęła, wchodząc na pierwszy stopień. – Jest późno, rano idę do pracy, czas spać. Jutro porozmawiamy! – ucięła dyskusję, patrząc się groźnie na byłego nauczyciela. – Dobranoc! – rzuciła przez ramię.

Będąc w swoim pokoju, rzuciła na drzwi wszystkie możliwe zaklęcia zamykające. Chwilę po tym zgasiła światło i siadła na łóżku nasłuchując. Minuty mijały jedna za drugą, a ona nie usłyszała niczego podejrzanego. Dopiero po godzinie odważyła się wyjść z pokoju. Zdjęła zaklęcia z drzwi i ostrożnie doszła do schodów, stąpając na palcach. Światło w salonie było zgaszone i jedyne co usłyszała to równy oddech śpiącego mężczyzny. Dopiero wtedy odetchnęła z ulgą.
- Muszę zaryzykować i powiedzieć jutro o tym Harry’emu – postanowiła, kładąc się do łóżka. – Niech weźmie Snape’a do siebie. Grimmauld Place bardziej do niego pasuje, a Harry tak go zawsze broni, że nie powinien mieć nic naprzeciw. Tylko ciekawe co Ginny na to… - zachichotała złośliwie tuż przed zaśnięciem.