Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puszki pigmejskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puszki pigmejskie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 kwietnia 2019

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 82 – Magia telewizji





- Czarownice i czarodzieje! Chłopcy i dziewczęta! Witam was w „Kociołku Towarzyskim”! - Rita Skeeter wkroczyła do studia nagraniowego, szczerząc zęby do fanek i nielicznych fanów. Nie było tajemnicą, że była o wiele bardziej popularna wśród żeńskiej części magicznej społeczności. To głównie od nich dostawała listy i to one pojawiały się na spotkaniach. Tym razem było podobnie. Rita domyśliła się, że kilku dodatkowych mężczyzn przyszło na nagranie nie dlatego, że byli zainteresowani treściami, a raczej chcieli być częścią rewolucji, która właśnie dokonywała się na ich oczach.
Technika pożyczona od mugoli powoli wchodziła do świadomości czarownic i czarodziejów. Rita musiała spędzić wiele miesięcy na szantażowaniu, błaganiu, obiecywaniu i proszeniu, dzięki któremu dostała zgodę na utworzenie magicznego kanału w telewizji. Następnie tak długo bombardowała wszystkich swoimi tekstami, w których mocno podkreślała, że udało im się zaakceptować radio oraz pociąg, które przecież były mugolskimi wynalazkami, że zakupili odpowiedni sprzęt (w nowo otwartym punkcie na ulicy Pokątnej, którym cichym właścicielem była pisarka). Czarownic aż tak mocno nie trzeba było przekonywać, ponieważ one łatwiej podchwytywały pomysły swojej ulubionej autorki felietonów i plotkarskich artykułów. Czarodzieje, zwłaszcza ci tradycyjni, mieli o wiele większe opory przed nowościami.
- Właśnie dzisiaj zaczyna się rewolucja! Nasze społeczeństwo wkracza w nową erę! – Kontynuowała niezrażenie Rita pomimo pozornej obojętności tłumu. Miała świadomość, że nawet jej najbardziej oddane fanki potrzebują chwili, aby się rozruszać. Jak na razie większość była onieśmielona i zerkała z obawą na otaczające ich sprzęty do nagrywania oraz oświetlenia. – Zaprosiłam dla was naprawdę wyjątkowych gości. Jako pierwsza przyjdzie do nas czarownica, którą znają wszyscy! Proszę o mocne brawa! Przed wami… Hermiona Granger! – Prowadząca machnęła różdżką w stronę kotary, która rozsunęła się, ukazując młodą kobietę z krótkimi włosami.
Rita miała świadomość, że nikt oprócz Thierry’ego Boucharda nie chciał zgodzić się na wywiad przed kamerami, przez co była zmuszona użyć swoich „argumentów”, ale publiczność nie musiała o tym wiedzieć. Sława i pieniądze nigdy nie przychodziły łatwo, dlatego dziennikarka wiedziała co to ciężka praca. Nie po to budowała latami swoją pozycję oraz szukała haków na każdego, aby tego nie wykorzystać. Przedstawiciele świata czarodziejów wyraźnie dali Ricie do zrozumienia, że jeśli dwa pierwsze odcinki nie odniosą sukcesu, to dziennikarka może tylko pomarzyć o dalszym rozbudowywaniu magicznej telewizji. Ryzyko było zbyt wysokie i nie zamierzali tego ciągnąć bez zdecydowanego entuzjazmu społeczeństwa. Z tego powodu Rita postanowiła zaprosić najbardziej znane i kontrowersyjne postacie, a następnie zmusić je do gadania.
- Nie będę owijać w bawełnę, dlatego od razu pytam… Kogo z tej czwórki lubisz najbardziej: Thierry'ego Boucharda, Rona Weasleya, Severusa Snape’a czy Gawaina Robardsa? – Dziennikarka uśmiechnęła się promiennie do rozmówczyni. – Z tego, co wiem, to z każdym byłaś lub jesteś w jakiś sposób związana. Wszyscy jesteśmy ciekawi, kto jest najbliższy twojemu sercu.
Tłum siedzący na widowni wstrzymał oddech, czekając na odpowiedź. Hermiona zmieszała się lekko, ale po chwili przywołała na twarz maskę obojętności.
- Nie ukrywam, że najmniejszy kontakt mam z Ronem – odparła sucho. – Z pozostałymi moje relacje są dobre i nic nie wskazuje na to, aby wyszły poza standardowo koleżeńskie tudzież przyjacielskie – po wyznaniu zacisnęła usta niczym Minerwa McGonagall.
- Tak się jej tylko zdaje – Rita puściła oczko do widowni, a ta zaczęła przejawiać większe ożywienie – ale my wiemy, że coś jej na rzeczy…
- Nie prawda – oznajmiła Hermiona z godnością i uniosła nos w stronę sufitu.
- Każdy wie, że z ciebie jest niezłe ziółko. Zmieniasz facetów jak rękawiczki – zauważyła dziennikarka, przez co zebrani zaczęli cicho chichotać. - Nie przejmuj się, tak się tylko z tobą droczymy – Rita poklepała dłoń rozmówczyni, która wyglądała, jakby chciała ją zabić wzrokiem. – Porozmawiajmy o faktach. Kiedy masz zamiar rzucić Obliviate na Thierry’ego i czy on o tym wie?
- Nie sądzę, aby to było konieczne…
- Jak to nie? – Dziennikarka udała oburzenie. – Z tego, co wiem, nie doszło do ślubu. Przypominam, że jest mugolem, a ty wyjawiłaś mu, że jesteś czarownicą. To jawne pogwałcenie Międzynarodowego Kodeksu Tajności Czarodziejów. Mimo wszystko… - Rita zrobiła znaczącą pauzę, jednocześnie z zadowoleniem przyjmując reakcję widowni, która dała się podpuścić i okazywała coraz większe zaangażowanie. – Myślę, że nie będziemy się czepiać bohaterki wojennej. Rozumiemy, że zrobiła to w zaślepieniu, zwanym miłością. Odpuśćmy jej.
- Nie tylko ja jedna powiedziałam narzeczonemu przed ślubem, że jestem czarownicą – broniła się Hermiona. – Ministerstwo uznaje to za wyjątki…
- Co nie zmienia faktu, że nie jesteście ze sobą, dlatego powinnaś mu wyczyścić pamięć! – przerwała jej Rita.
- Możesz nie mieć aktualnych informacji! – warknęła młodsza z czarownic, czym sprawiła, że tłum fanek dziennikarki zaczął pomrukiwać coś o niewychowanych dziewuszyskach.
- Oj, kręcisz dziewczyno! – prowadząca zawołała ze złośliwością wypisaną na twarzy. – Najpierw twierdziłaś, że tylko go lubisz, a teraz mówisz, że łączy was miłość…
- Ej, to jawna nadinterpretacja! – zirytowała się Hermiona.
- W takim razie może spytamy twojego kochasia, jaka jest prawda? – Rita uśmiechnęła się do niej jadowicie. – Panie i panowie! Przed wami autor cudownych książek o pannie White… Thierry Bouchard!
Od razu było widać, że Kanadyjczyk przyszedł do studia nagraniowego z zupełnie innym nastawieniem niż jego być-może-przyszła żona. Wyskoczył zza kotary, nie czekając na odsłonięcie jej i zaczął teatralnie kłaniać się przed publicznością. Niektóre starsze czarownice o mało nie zemdlały z podniecenia, gdy podbiegł do kilku w pierwszym rzędzie i złożył na ich dłoniach pocałunki. Reszcie pomachał entuzjastycznie podczas wchodzenia na scenę.
- Ho, ho, ale z pana dżentelmen! – zawołała Rita, gdy przyszła kolej na powitanie z nią.
- Trzeba się czymś wyróżniać w dzisiejszym świcie… - białe zęby Thierry’ego błyszczały w świetle reflektorów.
- Jesteś szczery – zauważyła dziennikarka z wyraźnym zadowoleniem, gdy usadowiła się z powrotem w fotelu. – Powiedz mi… bo panna Granger nabrała wody w usta… jesteście razem czy nie?
- Oczywiście, że jesteśmy razem! – mężczyzna pokraśniał z dumy i złapał młodszą czarownicę za rękę. – Hermiona wstydzi się tego, że nie wyszło nam za pierwszym razem, ale zapewniam, że przy następnym podejściu nie dam jej uciec sprzed ołtarza!
Widownia coraz śmielej sobie poczynała. Niektórzy na słowa Thierry’ego otwarcie zaczęli się śmiać, inni klaskać, a jeden z czarodziejów włożył palce do ust i zagwizdał, za co dostał od żony parasolką po głowie.
- Teraz czas na pytania: jak się czujesz z magią i co o niej myślisz? Tak szczerze, to obstawiałam, że prędzej zostaniesz księdzem, niż przejdziesz nad naturą Hermiony do porządku dziennego – oznajmiła prowadząca, co wywołało śmielszy niż dotychczas aplauz na widowni.
- Magia jest zajebista, bardzo żałuję, że jej nie mam – wyznał Kanadyjczyk i udał, że łka z żalu, jednocześnie zerkając na rozbawionych czarodziejów i czarownice. – Będę musiał się jakoś pogodzić z tym okropnym defektem matki natury.
- Myślisz, że to coś niezwykłego czy raczej przerażające?
- Przerażające? Kobieto! To jest bardziej zajebiste niż podróż po USA z hippisami w ich starej furgonetce i jaranie zielska dwadzieścia cztery godziny na dobę!
Tłum przestał się hamować i zawył z radości w reakcji na odpowiedź. Hermiona zakryła twarz dłońmi, nie mogąc zdzierżyć tego, co się działo. Rita była wniebowzięta: to był ledwo początek, a wszystko jej mówiło, że osiągnęła sukces, który nawet jej się nie śnił. Owszem, wiedziała, że będzie dobrze, ale nie podejrzewała, że aż tak. Instynkt podpowiadał jej, że miała przed sobą nową gwiazdę czarodziejskiego świata. Zamierzała wykorzystać Thierry’ego do swoich celów, ale dopiero po nagraniu.
- Byłeś u spowiedzi po tym, jak Hermiona powiedziała ci o magii? – rzuciła niespodziewanym pytaniem w jego kierunku. – Wiem, że mugole traktują ją jako najgorszy grzech, a ty przecież należysz do kościoła…
- Daj spokój, średniowiecze minęło – odparł Thierry bez najmniejszego zająknięcia. – Księża się mylą, a ja nie jestem jak krowa: tylko one nie zmieniają poglądów.
- Ha, ha, ha – zaśmiała się Rita razem ze swoimi fanami. – Dobrze powiedziane!
Thierry wypiął pierś z dumy i popatrzył na nią roziskrzonym wzrokiem. Potrafił się dobrze wypromować i miał doświadczenie z mediami. Na dodatek był przystojny, co nie umknęło uwadze czarownic, które były gotowe przymknąć oko na to, że jest mugolem.
- A teraz wróćmy do Hermiony… - Dziennikarka zwróciła twarz w stronę młodej kobiety. - Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość z Severusem Snape’em?
 - Nadal zamierzam mu pomagać w przystosowaniu się do świata. Zrobił ogromne postępy i nie jest już taki jak kiedyś, mimo że ciągle doznaje ostracyzmu ze strony społeczeństwa – popatrzyła potępiająco w stronę tłumu.
- Jeśli on się zmienił, to ja jestem trytonem! – krzyknął jakiś czarodziej, który nie musiał się obawiać żony, ponieważ jej nie miał.
Pomruk widowni wyraźnie świadczył, że popiera jego słowa. Niektórzy zaczęli cicho buczeć. Hermiona skrzywiła się, jakby wypiła Szkiele-Wzro i już miała wygłosić długą mowę na temat współżycia społecznego, gdy Rita zainterweniowała:
- Chodziło mi o wasze intymne relacje. Przecież dwoje ludzi odmiennej płci nie mieszka ze sobą ot tak sobie. Już dawniej pokazałaś, że masz ciągoty do starszych i bardziej doświadczonych mężczyzn. Trójkąt z Thierrym i Severusem to chyba zbyt postępowe jak na ciebie, co? – uśmiechnęła się, ukazując swoje złote zęby.
- Ja bym był za – oznajmił Thierry, czym wzbudził kolejną falę wesołości.
Hermiona spiorunowała go wzrokiem i mruknęła coś niewyraźnie. Rita postanowiła wypić wywar póki gorący.
- Zrobiło się bardzo intymnie – stwierdziła i uśmiechnęła się od ucha do ucha. – Taki związek… no, no, no… Panie Bouchard, zaskakujesz nas wszystkich!
- Jestem za wolną miłością – Thierry nie zwracał uwagi na załamaną Hermionę – każdy na nią zasługuje, a Severus Snape jest… fascynujący – wyznał.
Widownia podzieliła się: jedni buczeli, inni piszczeli z zachwytu. Rita zrozumiała, że takie sprawy są jak na razie zbyt postępowe dla niektórej części społeczeństwa. Stwierdziła, że musi zmienić temat.
- Skoro o Severusie mowa, to zobaczmy, co on sam ma nam do powiedzenia. Czarownice i czarodzieje, przed wami tajemniczy i mroczny mężczyzna, którego zna każdy w naszym świecie! – oznajmiła, jednocześnie odsłaniając kotarę.
Tłum siedzący przed sceną poruszył się niespokojnie. Nie słychać było braw, które towarzyszyły pojawieniu się Hermiony czy Thierry’ego. Zapanowała mroczna atmosfera i wielu mogłoby przysiąc, że wraz z pojawieniem się Severusa na sali zrobiło się zimniej. Trzymana przez niego różdżka skutecznie zniechęciła odważniejszych do wykrzykiwania obelg. Rita od razu zrozumiała, że zaproszenie kogoś takiego mogło być błędem. Musiała koniecznie to naprawić i sprawić, aby czarodzieje znowu zaczęli się dobrze bawić.
- Może pan usiąść – zaświergotała, wyczarowując kolejny fotel.
- Postoję – mruknął z wyraźną niechęcią Severus.
- No dobrze, skoro pan tego chce. Muszę się przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem pańskiej zmiany. Z zimnego nietoperza z lochów przepoczwarzył się pan w kogoś niesamowicie pociągającego – dziennikarka wyszczerzyła do niego zęby, chociaż wiedziała, że nie przebije tym muru, którym odgradzał się od wszystkich, ale jednocześnie wzbudzała niemałe zainteresowanie widowni. – Fascynujący mężczyzna, taki piękny pod zewnętrzną warstwą niedostępności… - kolejny raz puściła oczko do fanów, którzy ponownie zaczęli się rozochocać. – Słyszałam, że nawet pani psycholog więzienna nie była w stanie się oprzeć. Stąd pytanie: jest pan chętny do trójkąta z Thierrym i Hermioną? Myślę, że obydwoje nie odmówią…
- Tylko… w najgorszych… koszmarach… – Severus z trudem wycedził przez zęby, co ku jego zaskoczeniu rozbawiło tłum fanek.
Rozejrzał się i zauważył, że Thierry zrobił komiczną minę, która kojarzyła się jednoznacznie z dzieckiem, któremu zabrano cukierki. Po przeniesieniu wzroku na Hermionę złapał z nią kontakt i wyczytał z jej oczu, że ona także ma ochotę zabić Ritę, która szykowała się do kolejnego ataku.
- Panie Snape, czy nie tęskni pan czasem za nauczaniem? – spytała przymilnym tonem. – Mimo wszystko taka praca chyba daje sporo radości, chociażby przez możliwość szydzenia, z co poniektórych jednostek...
- Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek z kogoś szydził. Ja tylko dawałem do zrozumienia niektórym jednostkom, jak bardzo cierpię, będąc zmuszonym do uczenia takiego stada idiotów – odparł szczerze.
- To przez to nowoczesne wychowanie! – krzyknęła jedna z bardziej odważnych czarownic, którą ku rozpaczy Hermiony okazała się ciotka Muriel. – Młodzież nie jest taka sama jak kiedyś!
Zgromadzony tłum zamruczał z aprobatą. Większość zgromadzonych osób była w wieku, gdy się miało wnuki, a nawet prawnuki, a za ich czasów nauki kary cielesne były w Hogwarcie chętnie używane. Dało się słyszeć głosy: „racja, za moich czasów…”, „powinni więcej dostawać w skórę!” czy „co się teraz porobiło z tymi dziećmi, pani kochana…”. Dziennikarka nie była pewna czy widownia powinna wyrażać w taki sposób swoje zdanie, dlatego postanowiła zająć ich głowy innymi sprawami.
- Thierry co sądzisz o czarodziejskim świecie? – zwróciła się w stronę przystojnego mugola.
- Jest po prostu niesamowity! – odparł Thierry bez większego namysłu. – Żałuję, że jak dotychczas zobaczyłem tak niewiele, ale to naprawdę dało mi do myślenia. Magia jest świetna i możecie rozwiązywać nią problemy, jakich się nam nie śniło – wyszczerzył zęby do publiczności. – Mam nadzieję, że po ślubie z Hermioną, będę mógł zobaczyć o wiele więcej.
- Chętnie cię wtajemniczę… we wszystko, tylko zostaw tę mugolaczkę! – oznajmiła brzydka, stara czarownica z pierwszego rzędu, co sprawiło, że uśmiech Thierry’ego mocno przybladł, a Severus uniósł kąciki warg w złośliwym rozbawieniu.
Rita była zadowolona z przebiegu rozmowy. Publiczność dobrze reagowała, chociaż niektórzy pozwalali sobie na nieco zbyt wiele. Wiedziała, że w następnym odcinku programu będzie musiała lepiej nad nią zapanować. Z pomocą przyjdą jej mugole, których zamierzała obserwować jako żuczek.
- Czarownice i czarodzieje! – dziennikarka poderwała się z fotela i uniosła różdżkę w górę. – Mam dla was jeszcze dwóch gości, cieszycie się?
Przy akompaniamencie oklasków, gwizdów i entuzjastycznych okrzyków Harry z Ginny zajęli wyczarowane sekundę wcześniej fotele. Obydwoje byli opanowani, ale Hermiona od razu wyczytała z ruchu ich ciał lekkie napięcie. Severus starał się olać fakt, że znienawidzona przez niego osoba, zasiadła obok niego, a Thierry puścił buziaka Weasleyównie.
- Nie muszę ich przedstawiać – oznajmiła Rita, gdy publiczność się uspokoiła. -  Są młodzi, piękni, popularni i bogaci. Każda z nas chce być rudą seksbombą jak Ginevra Weasley i każdy z nas marzy o tym, aby chociaż przez jeden dzień być odważnym Harrym Potterem… - urwała na moment, ponieważ wiedziała, że Snape nie wytrzyma i głośno powie „nie ja!”, co spowodowało wybuch wesołości przed sceną. - … ale niektórzy są skazani na bycie ponętną pisarką najbardziej poczytnych felietonów i książek w czarodziejskim świecie – mrugnęła łobuzersko do fanek, które nie kryły zadowolenia z jej dowcipu. – Harry! – zwróciła się do Pottera. - Jak wyobrażasz sobie swoje dalsze życie?
Zanim młody mężczyzna przemówił, odezwała się Ginny „ruda seksbomba” Weasley:
- Pobierzemy się, on zostanie szefem aurorów, a ja zdobędę mistrzostwo świata w Quidditchu.
- Och, rączki cię świerzbią – odparła Rita, siląc się na miły ton. – Myślałam, że nie czekaliście z tym do ślubu…
Twarz Harry’ego i Ginny zapłonęła czerwienią, Thierry uniósł kciuki do góry w geście aprobaty, a Hermiona z Severusem ledwo ukryli zażenowanie. Zgromadzony tłum chichotał.
- Harry, czy ty na pewno kochasz Ginny ? Jesteś pewny, że to ta jedyna ? – atakowała dziennikarka, zachowując jednocześnie miły ton. – Wiemy, że gustowałeś kiedyś w azjatyckich pięknościach…
- Jestem pewny, że kocham Ginny – odparł błyskawicznie Potter. – Nie chcę żadnej innej – dodał z naciskiem, dając do zrozumienia, że nie chce odpowiadać na tego typu pytania.
- A co sądzisz o swojej przyszłej teściowej? – Rita nie dała za wygraną.
- Jest cudowną kobietą, która poświęca wszystko dla swoich dzieci. Zastępuje mi matkę…
- Phi! – prychnął z pogardą Severus.
- … ponieważ moja nie żyje przez pewnego osobnika, który nie trzymał języka za zębami! – warknął Harry, mierząc byłego nauczyciela groźnym wzrokiem.
- Ach, ci chłopcy! – westchnęła ostentacyjnie Rita. – Tylko rywalizują i rywalizują… Dajcie sobie spokój, każdemu może się to zdarzyć.
Tym razem publiczność zgromadzona w studiu nie wiedziała jak zareagować. Większość zastanawiała się, czy dziennikarce chodzi o nietrzymanie języka za zębami, czy o zabicie cudzej matki. Rita od razu zauważyła, że palnęła głupotę i postanowiła pomęczyć pytaniami Snape’a.
- Panie Severusie, gdybyś miał znów możliwość pracy w Hogwarcie jako nauczyciel zgodziłbyś się?
- Tylko jeśli wróciłyby tam kary cielesne – odparł mężczyzna grobowym tonem, co jednak spotkało się z chichotem sporej części publiczności.
- Wyjątkowo jest pan niegadatliwy – poskarżyła się Rita. – Może w takim razie powiesz, co chciałbyś zmienić w swoim dotychczasowym życiu?
- Nic. Jest cudownie – odparł Snape jeszcze bardziej ponurym tonem.
- Czy jest to związane z pewną osobą…? – Dziennikarka uśmiechnęła się promiennie do Hermiony, która starała się nie okazywać emocji. – Wyjmijmy różdżkę na ławę. Gdybyś teraz miał taką możliwość… związałbyś się z Hermioną czy Lily?
W studiu nagraniowym zapanowała cisza, wszyscy wstrzymali oddech. Severus westchnął potężnie i spojrzał na czarodziejów i czarownice jak na jakieś robaki.
- Lily, tylko ona.
- Phi! – prychnął z pogardą Harry i ponownie zaczął się mierzyć wzrokiem z byłym nauczycielem.
- Kiedy w końcu dojdzie do twojego łba, że czujesz coś do Hermiony? – Rita postawiła na bezczelność, co sprawiło, że jej fanki zawyły z uciechy.
- Posłuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać – Severus błyskawicznie zwrócił się w stronę dziennikarki. - Ja. Ją. Tylko. Lubię. Zapamiętaj to sobie raz, a dobrze!
- Ooooch, taaaak, oczyyywiścieee – Rita nawet nie udawała, że mu uwierzyła i zwróciła twarz w stronę młodego aurora. – Harry. Czy zgodziłbyś się zostać świadkiem na ślubie Hermiony?
- Tylko jeśli wychodziłaby za Thierry’ego! – oznajmił głośno i znowu zaczął mierzyć się na spojrzenia ze Snape’em.
Tłum zachichotał, gdy Hermiona wstała i krzyknęła: „ale ja wcale nie zamierzam wyjść za mąż!”. Thierry dał znać publiczności, że uważa to za chwilowe widzimisię czarownicy.
- Coś milczysz Ginevro – zauważyła Rita. – Trzeba cię trochę rozruszać, abyś była tak samo aktywna jak na boisku podczas gry. Powiedz mi… jak oceniasz swoje relacje z Hermioną po tym wszystkim, co się wydarzyło?
- Nadal jesteśmy przyjaciółkami – oświadczyła „ruda seksbomba”. – Uważam, że w życiu nie jest tak, że jest wszystko dobrze albo źle. Gdybym miała powiedzieć, co najbardziej cenię w Hermionie to to, że podała mi pomocną dłoń, gdy  tego potrzebowałam. Gdy tylko ją spotkałam, wiedziałam, że zmieni to moje życie. Chodzi o to, że kiedy kocha się pewnego chłopaka, nawet wtedy, gdy jest sławny na cały świat, bywa, że nie znajduje się zrozumienia – Ginny spojrzała na Harry’ego wzrokiem pełnym uwielbienia. – Miałam szczęście, że w Hermionie znalazłam sojuszniczkę. I dziękuję jej za to. Życie to magia, życie to miłość, życie to quidditch. Wiele ludzi pyta się mnie, skąd czerpię energię. Wtedy odpowiadam im, że to proste. Wystarczy popatrzeć na Harry’ego i przywalić sto punktów Armatom Chudleya i to sprawia, że mam ochotę wyjść za mąż, mieć dzieci, a na emeryturze hodować… na przykład, puszki pigmejskie…
Na ten długi wywód Rita zamrugała tylko gwałtownie powiekami, zastanawiając się, jak to można skomentować. Hermiona uśmiechnęła się do Ginny i bezgłośnie powiedziała: „dziękuję, jesteś kochana”. Obydwie dziewczyny wiedziały, że ich przyjaźń przetrwa wiele i było to widoczne. Dziennikarka stwierdziła, że woli krótkie, ale kontrowersyjne odpowiedzi Snape’a.
- Kochany Severusie… – zaświergotała, nie zwracając uwagi, że były mistrz eliksirów ma ochotę rzucić na nią klątwę. - Czemu nie wydasz książki o swojej pracy szpiega i o eliksirach? Obie ze względu na twoją złą sławę zyskałyby rozgłos i ociepliły twój wizerunek, jak wszyscy wiemy, jesteś mistrzem manipulacji, więc twoja książka przekonałaby wszystkich, że jesteś ofiarą!
- Oczywiście, że mógłbym napisać taką książkę – Snape przywołał na twarz okropny, krzywy uśmiech. – W sumie to nawet taką napisałem, ale teraz jej nie wydam bo właśnie zdradziłaś mój sekret! – warknął.
Fanki i fani zachichotali, ponieważ Rita od razu zaczęła przepraszać swojego rozmówcę tłumaczyć się jak mała dziewczynka, że nie pomyślała o tym, że powinna trzymać język za zębami. Wszystkim wydawało się bardzo komiczne, gdy wbijała szpilę, używając wcześniej wspomnianych przez Pottera zarzutów.
- No dobrze, pośmialiśmy się, teraz czas na konkrety – tymi słowami Rita uciszyła widownię. – Ostatnie pytanie, do Severusa Snape’a… Czemu nie zostaniesz nowym, lepszym, działającym z cienia Czarnym Panem? – Dla lepszego efektu zniżyła głos do trwożnego, ale nadal słyszalnego szeptu.
Były mistrz eliksirów w pierwszym momencie spojrzał na nią zaskoczony. Za to w drugim momencie zaczął się śmiać. Chyba nikt nigdy nie słyszał takiego śmiechu Severusa. Publiczność zgromadzona w studiu osłupiała i z otwartymi ustami patrzyła, jak mężczyzna wstaje z fotela, mija zaskoczoną dziennikarką i staje za Hermioną, nie przestając chichotać jak szalony.
- Dobry żart! On nowym Sami-wiecie-kim? – zawołała złośliwie Muriel.
Dzięki jej reakcji wszyscy zaczęli się śmiać, łącznie z osobami będącymi na scenie. Myśleli, że tyle lat po wojnie nikt nie ośmieli się powtórzyć czynu Voldemorta, a na pewno nie Severus, który akurat w tej chwili postanowił pokazać im, jak bardzo się mylili. Złapał Hermionę i używając jej jako żywej tarczy, ugodził morderczym zaklęciem Harry’ego, który martwy wyglądał, jakby usnął na fotelu. Kolejna Avada Kedavra pomknęła w stronę Thierry’ego, nie dając mu żadnych szans. Rozpoczęła się panika i tłum rzucił się do wyjść, tratując się nawzajem. Oszałamiacze rzucane, przez nielicznych, przytomnych czarodziejów i czarownice odbijały się od tarczy wyczarowanej przez Snape’a. Hermiona próbowała się wyszarpać z jego uścisku, ale bez różdżki, która była w jej torebce, wcześniej wyrwanej przez Severusa i odrzuconej za kotary, niewiele mogła zrobić.
Rita była zdruzgotana. Chciała, aby jej program był na ustach wszystkich, ale nie z takiego powodu. Tym bardziej że zaczarowane kamery transmitowały wszystko na żywo. Nie można było zapisać materiału, ponieważ magia niszczyła wszelkie nośniki pamięci. Ze zgrozą patrzyła, jak Snape zabija wszystkich na swojej drodze, a jeden z bardziej ambitnych operatorów kamery nadal filmuje. Dziennikarka postanowiła ratować swoją reputację i walnęła chłopaka Expeliarmusem. To był wielki błąd. Zwróciła uwagę Severusa na siebie i ostatnim co zobaczyła, był jego paskudny uśmiech znikający w promieniach zielonego światła.
- Na brodę Merlina! – wydyszała Rita, trzymając się za koszulę na piersi.
Dopiero po chwili zrozumiała, że jest we własnym domu i siedzi w fotelu przed biurkiem. Oddech powoli się jej uspokajał, a pot starła chusteczką wyjętą z żakietu. Przed nią leżały materiały, które gromadziła od dwóch tygodni, a które były na temat mugolskiej telewizji. Rita przypomniała sobie koszmar, który właśnie jej się przyśnił i gwałtownym ruchem zebrała wszystkie kartki, a następnie wrzuciła je do kominka i spaliła. Pomysł magicznej telewizji, który kiełkował w jej głowie od dłuższego czasu, porzuciła całkowicie. Stwierdziła, że jest zbyt ryzykowny, nawet jeśli uczestnicy dostaną zakaz używania różdżek w czasie nagrań.

poniedziałek, 26 września 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 36 – Bohater


- Co ty wyprawiasz!? – czarownica warknęła i wyrwała rękę z uścisku. – Pogrzało cię!?
Młody, najwyżej siedemnastoletni Hindus popatrzył się na nią maślanym wzrokiem. Ubrany był w koszulkę z logiem Batmana, spodenki ze Spider-manem, a w ręku trzymał kij do krykieta.
- Ratuję cię! – odparł z dumą w głosie.
- Przed kim!? Przed moim narzeczonym!? – wrzasnęła. – Przywaliłeś mu centralnie w łeb! – wskazała ręką na oszołomionego Rona, który klęczał na trawie i nie ogarniał co się dzieje.
- Tak, wiem co myślisz – oznajmił nieznajomy. – To jego czary, omamił cię, jesteś przekonana, że go kochasz!

Hermiona poczuła, że jej ręka sama wędruje do czoła. Miała do czynienia z wariatem, który ubzdurał sobie jakieś głupoty. Nie wiedziała czy go wyśmiać, czy wyjąć różdżkę i porazić zaklęciem. Chłopak wyglądał jakby wiedział o czym ona myśli.
- Wiem, że zastanawiasz się czy mnie zamienić w ropuchę, czy w nietoperza – stwierdził ze smutkiem. – Jesteś potężną czarownicą. Szkoda, że Hrabia Regan nałożył ci Pierścień Posłuszeństwa na palec – wskazał na jej pierścionek zaręczynowy.
- Nie wiem o czym mówisz. To jest Ron, nie Regan! – warknęła zdezorientowana Hermiona.
- Jesteś omamiona… zaczaro…
- Tak, wiem! – przerwała mu natychmiast. – Skąd wiesz jak mam na imię? Kim ty w ogóle jesteś? – spytała z naciskiem.

Na dźwięk tego pytania Hindus od razu stanął na baczność i uniósł palce do czoła w geście salutowania.
- Dev Shastri! Potomek królewskiego rodu pochodzącego z Bengalu! – błyskawicznie zakomunikował. – Hermiono White… kocham cię! – wyznał i oblał się rumieńcem, który był ledwo widoczny na jego śniadej skórze.
Po tych słowach czarownica pomyślała, że powinna była udusić Thierry’ego gołymi rękami podczas gdy spał w hostelu po pijackiej nocy spędzonej z Ronem. Jego beznadziejna książka spowodowała, że zwariowany nastolatek zaczął bawić się w bohatera. Hermiona wprawdzie nie wiedziała skąd Dev wiedział, że to ona była inspiracją dla Kanadyjczyka, ale teraz mało ją to obchodziło. Zastanawiała się jak wybrnąć z tej sytuacji. Jej zła część domagała się natychmiastowego wymazania pamięci chłopaka przy pomocy magii. Sumienie za to mówiło, że powinna porozmawiać z bohaterem-od-siedmiu-boleści i przekonać go, że Thierry napisał kosmiczną bzdurę. Już miała otworzyć usta, gdy Ron przystąpił do ataku.
- Ty gnoju! Zabiję cię! – wrzasnął i rzucił się na Deva.
- Przestańcie, błagam! – piszczała przerażona Hermiona patrząc na bijących się chłopaków. – Zaraz ktoś tu przyjdzie…
- Nie pozwolę ci jej więzić! – wykrzyknął Dev z trudem, gdy Ron przycisnął jego głowę do ziemi. – Wiem, że chcesz się zemścić na Lordzie Waldemarze, ale nie możesz jej krzywdzić!

Twarz rudzielca, która wyrażała wściekłość w ciągu sekundy zmieniła wyraz na bezbrzeżne zdumienie. Popatrzył się pytająco na swoją narzeczoną.
- O czym ten debil gada?
Hermiona obserwowała rozpaczliwie wierzgającego Deva, którego masa ciała była mniejsza od siedzącego na nim Rona.
- On chyba myśli, że jesteśmy postaciami z książki Thierry’ego… - wydukała. – Mówił, że mam na nazwisko White, a ty jesteś Hrabią Reganem - dziewczyna postanowiła, że dla bezpieczeństwa nastolatka, nie powie o wyznaniu miłości do niej.

Czarodziej zamrugał powiekami wyraźnie nie rozumiejąc sytuacji.
- W książce nie było żadnego Regana – burknął i puścił głowę Deva.
- Byłesz! – wydyszał chłopak i wypluł kępkę trawy. – Na okładce są wasze podobizny!
Po tych słowach nastąpiła cisza. Hermiona od razu zrozumiała, że Thierry wydał drugą książkę. Zastanawiające było skąd miał dostęp do jej zdjęć. Spojrzała na Rona, który miał głupią minę.
- A to po to mu było… - mruknął pod nosem.
Wstał z Deva i podniósł chłopaka brutalnie za kołnierz. Hindus łypnął na niego spode łba. Jego spojrzenie ujawniło czystą nienawiść do rudzielca.
- Teraz pójdziemy do ciebie i pokażesz nam to cudowne dzieło – Ron oznajmił ostrym tonem. – Jak będziesz uciekał albo coś to cię zamienię w szczura! Jestem przecież czarnoksiężnikiem – dodał i mrugnął wesoło do Hermiony.

Ta zaś nie podzielała entuzjazmu swojego narzeczonego. Analizowała całą tę sprawę z narastającą frustracją. Czemu Thierry postanowił akurat ją wybrać na swoją bohaterkę? Czy znajdzie się ktoś równie szalony jak Dev, który uwierzy w te brednie? Dlaczego Ron dał mu ich zdjęcie? Idąc za swoim narzeczonym, który nadal trzymał Hindusa za koszulkę, rozważała jakie ma możliwości. Nie mogła pozwać Thierry’ego, ponieważ ciągle lawirowała pomiędzy dwoma światami. Tak naprawdę powinna już dawno pożegnać się ze społeczeństwem mugoli, ale chciała obserwować dorastanie Suzanne. Wejście na drogę prawną oznaczało odpowiadanie na dziesiątki niewygodnych pytań, a tym samym musiałaby zmienić pamięć sporej ilości osób. Mogłaby przez przypadek złamać kilka punktów z Kodeksu Tajności, a jako, że pracowała w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów to wyszłaby z tego katastrofa. W takim przypadku jej marzenie o objęciu posady Ministra Magii nie spełniłoby się.
- Leć i przynieś książkę! – rozkazał Ron, gdy znaleźli się przed drzwiami domu państwa Shastri.

Dev wbiegł do budynku jakby się paliło. Hermiona spojrzała się na Rona wzrokiem, który mówił „gadaj”. Rudzielec od razu zrozumiał o co jej chodzi.
- Tak, wysłałem mu zdjęcie – przyznał się ze skruchą. – Jakiś czas temu napisał do mnie list z pytaniem co u nas słychać. Odpisałem, wspomniałem, że chcę ci się oświadczyć dlatego nie mówiłem ci o tym. Nie chciałem aby się wydało, rozumiesz – zaśmiał się nerwowo. - Poprosił o zdjęcie to mu wysłałem jedno z tych co zrobili nam twoi rodzice. Nie wiedziałem, że napisze drugą książkę.

Hermiona przewróciła oczami i westchnęła głęboko. Zrozumiała, że właśnie straciła nadzieję na to, że Ron kiedykolwiek się zmieni. Zupełnie nie pojmowała jak można tak beztrosko podchodzić do życia. Owszem, podjęła ostatnio dość spontanicznie decyzję o wynajmie domu, ale zrobiła to pod wpływem ojca. Jednak nikt nie mógł jej zarzucić, że było to całkowicie lekkomyślne. Przecież wcześniej zbadała rynek nieruchomości poprzez sprawdzenie ofert i porównanie ich. Ron na jej miejscu nie zrobiłby tego. Była pewna, że wynająłby pierwszy lepszy dom, który spełnił jego wymagania albo miałby po prostu basen w ogrodzie.
- Masz! – Dev otworzył drzwi i rzucił w Rona książką, po czym stanął za Hermioną.
- O ja cię! – wykrzyknął zdumiony czarodziej.

Jego narzeczona spojrzała na okładkę i opadła jej szczęka. Obrazek był w całości namalowany przez kogoś kto potrafił oddać podobieństwo. Ron nie miał koszulki, doskonale widać było mięśnie pod bladą skórą. Na jego twarzy widać było mściwą satysfakcję, gdy spoglądał na seksowną wersję Hermiony trzymanej przez niego na łańcuchu. Czarownica spłonęła rumieńcem, gdy patrzyła na swoją twarz dołączoną do seksownego, ledwo ubranego ciała. Jej mina wyrażała całkowite uwielbienie dla Hrabiego Regana. Tytuł książki brzmiał „Hermiona White i Pierścień Czarnoksiężnika”. Dziewczyna od razu domyśliła się, że chodzi o pierścionek zaręczynowy. Jej namalowana odpowiedniczka miała identyczny na palcu.
- Napisałeś mu jaki dostanę pierścionek? – spytała się cicho.
- Yhm – Ron potwierdził niewyraźnym chrząknięciem. – Ale z niego totalny chuj! – wypalił i Hermiona zobaczyła, że jego uszy robią się co raz bardziej czerwone. – Już nigdy więcej się do niego nie odezwę! Sukinsyn zakłamany! Niedorobiony syn chomika i Chrapaka Krętorogiego! Zawszony muł pasiasty!

Hermiona udawała, że nie słyszy inwektyw, którymi Ron zaczął obrzucać Thierry’ego. Odwróciła się w stronę Deva, który patrzył się na nią maślanym wzrokiem.
- Mogę ją pożyczyć? – spytała się na co Hindus od razu przytaknął. – Widzisz, Thierry to nasz bardzo daleki znajomy. Jak sam widzisz napisał o mnie książki, które są kompletną bzdurą. To wszystko nieprawda. Thierry ma naprawdę dziwne fantazje – wytłumaczyła nastolatkowi.
- Wiem… – odparł cicho, a Hermiona odetchnęła z ulgą – dlatego nie powiem nikomu o twoim sekrecie. Nikt się nie dowie, że jesteś czarownicą – uśmiechnął się do niej.
Dziewczyna poczuła, że z rozpaczy ma ochotę zawyć do księżyca.

***

Szła ciemnym korytarzem zamku opatulona szczelnie w pelerynę. Mroczne cienie drzew rosnących za oknem poruszały się tworząc niesamowity taniec grozy. Nie mogła się zatrzymać. Jej pan i władca wołał ją, więc musiała być posłuszna. Nienawidziła go i pożądała jednocześnie. Emocje i uczucia, których doznawała będąc pod jego wpływem przelewały się w niej falami niczym gotujący się wywar w kotle z zabójczym eliksirem. Wargi miała wilgotne, oddech urywany. Zastanawiała się co tym razem każe jej zrobić. Jej ciało przeszył dreszcz niepewności, gdy popchnęła ciężkie, drewniane drzwi i weszła w stronę ciepłego światła kominka.
- Jesteś w końcu! – warknął na nią Hrabia Regan. – Ile można czekać!
- Przyszłam najszybciej jak mogłam! – jęknęła Hermiona i skuliła się w sobie.

Ostatnim razem została srogo ukarana, gdy niedostatecznie szybko spełniła zachcianki swojego pana. Regan patrzył się na nią rozkoszując się jej strachem. Zimne, niebieskie oczy rzucały złowrogie błyski. Rude włosy odbijały płomienie z kominka, przez co można było pomyśleć, że płoną.
- Chodź do mnie – rozkazał i uśmiechnął się ukazując w pełni swoje ostre zęby.

Hermiona podeszła powoli dygocąc ze strachu i pochlipując pod nosem. Strasznie się go bała. Jej serce waliło niczym młot i nie chciało przestać. Regan zaśmiał się pod nosem i zdarł z niej brutalnie pelerynę. Czarownica pisnęła cicho i objęła się ramionami. Pod spodem miała tylko koronkową sukienkę, niczego więcej nie pozwalał jej nosić. Mimo ognia w kominku w pomieszczeniu było dość chłodno.
- Zaraz cię rozgrzeję! – oznajmił Regan z triumfem w oczach i przełożył sobie dziewczynę przez kolano. – Piszcz i płacz maleńka, uwielbiam to – zaśmiał się i rozerwał sukienkę na pośladkach. – Dzisiaj będzie dziesięć! – zawołał i przyłożył przerażonej dziewczynie. – Jeden!
- Aj! – krzyknęła z płaczem.
- Ha, ha, ha! – zaśmiał się jej oprawca. – Dwa!

- Nie, ja nie mogę – oznajmiła Hermiona ze wstrętem i odrzuciła od siebie książkę jakby była pokryta śluzem gumochłona. – Thierry ma naprawdę chore fantazje – zakomunikowała z niesmakiem.
- Jest zwykłym zboczeńcem, który molestuje literacko czyjąś narzeczoną – warknął Ron, który był urażony sposobem sportretowania go. – Zamierzam go znaleźć i przywalić jakimś wrednym zaklęciem! Może przekręcę go na lewą stronę…
- Wiesz dobrze, że nie możesz tego zrobić – zakomunikowała sucho Hermiona. – Pogwałciłbyś Międzynarodowe Prawo Czarodziejów. Jedyne co nam zostaje to napisać do niego – wyjaśniła i włączyła komputer.
- Co z Devem? – spytał się ponuro czarodziej. – Mamy zamieszkać koło niego, a mu kompletnie odbiło na twoim punkcie!

Dziewczyna zarumieniła się z zażenowania. Gdy ściągnęła w domu jeansy z tylnej kieszeni spodni wypadła złożona kartka, którą przeczytał Ron. Dev wyznawał w niej miłość i obiecywał, że kiedyś ją uwolni z niewoli Hrabiego Regana. Nastolatek wyraźnie miał coś nie po kolei z głową.
- Pójdę do jego matki aby porozmawiać o tym jaką literaturę czyta – odparła Hermiona.
- To nic nie da… - bąknął Ron.
- Nie mamy innego wyjścia.
- Może… może zerwijmy umowę – dodał czarodziej z wahaniem w głosie. – Nie mieszkajmy tam, nie przy nim. Mówię ci, że z tego powodu będą same kłopoty!
- Za późno – odparła Hermiona przez zęby. – Pojutrze się wprowadzamy i tyle… Dobra, popatrz co mu napisałam – dodała, gdy skończyła stukać w klawiaturę.

Ron podszedł do niej i rzucił okiem na ekran monitora. Westchnął znacząco i odsunął krzesło z Hermioną na bok.
- Jesteś zbyt delikatna. Patrz jak to się robi! – wzniósł entuzjastyczny okrzyk i zaczął szybko dopisywać swoją opinię. – Gotowe!
Dziewczyna z rozbawieniem popatrzyła się na treść wysłanego e-maila.
- Jesteś niedorozwiniętym zboczeńcem lubiącym chińskie bajki, który traktuje kobiety jak dziwki. Weź się utop albo zrób coś ze swoimi książkami bo jak cię znajdę to twoja rodzina cię nie pozna! Nie wolno ci więcej o nas pisać. Jesteś beznadziejny i nie masz talentu! Weź się wychędoż bo ci sperma mózg zalała. Bez pozdrowień, Ronald Weasley – przeczytała krztusząc się ze śmiechu. – Ale mu pojechałeś! Brawo! Na pewno po twoich słowach wykupi wszystkie swoje książki i je spali – dodała z ironią.
- Prędzej to zrobi po mojej wiadomości niż po twojej – fuknął Ron. – Proszę, abyś więcej nie wykorzystywał naszego wizerunku do swoich opowiadań. Będę dozgonnie wdzięczna. Tak. To na pewno go przekona! Jeszcze powinnaś dopisać na końcu: buziaczki od Mionki, cmok, cmok! – dodał ze złością.
- Och, przymknij się. Dopóki nie odpisze nic nie zrobimy – ucięła dyskusję Hermiona. - Teraz chodź zrobić kolację bo umieram z głodu…

***

Harry bez większej krępacji poszedł do kuchni i nalał sobie do szklanki coli. Czuł się trochę dziwnie w mugolskim domu. Jedyne, które znał kojarzyły mu się niezbyt pozytywnie. Ten również nie wzbudził jego sympatii. Widocznie za bardzo przyzwyczaił się do mieszkania na Grimmauld Place. Idąc w stronę salonu Rona i Hermiony usłyszał głośny śmiech. Był ciepły sobotni wieczór i właśnie w tym dniu George, Angelina, Ginny i Harry wpadli do swoich przyjaciół aby obejrzeć ich nowe miejsce zamieszkania. Zgodnie stwierdzili, że jak na mugolskie standardy był to bardzo dobry wybór.
- Kiedy zaczniecie remont? – spytała Ginny, która drapała Krzywołapa za uszami.
- Chcielibyśmy jak najszybciej – odparła Hermiona. – Będziemy powoli coś tam robić, ale dopiero w wakacje zabierzemy się za to na serio. Napisałam podanie i czekam na rozpatrzenie wniosku przez administrację.
- Przecież możecie użyć magii – zdziwiła się Angelina.
- Niby możemy, ale nie chcę aby mugole się zorientowali. Na razie odświeżymy meble i będziemy remontować po jednym pokoju. Pod koniec czerwca powinnam mieć wolne i chciałabym aby Ron też miał.
- Chwila, chwila – odezwał się George. – Ron musi pracować.
- Niby czemu? – warknął rudzielec. – Należy mi się wolne!
- A to dlatego, że od jakiegoś czasu mamy wyjątkowo wysokie wyniki sprzedaży. Zwłaszcza czarownice zaczęły walić do nas drzwiami i oknami. Nie udawaj, ze tego nie zauważyłeś!
- Czarownice…? – spytała się zdezorientowana Ginny.
- Tak, czarownice! – przytaknął George. – Po wywiadzie Rity, Ron z jakiegoś powodu stał się popularny i babeczki walą do nas drzwiami i oknami. Zwłaszcza uczennice z Hogwartu. Wykupiły prawie cały zapas eliksirów z serii Cud-Miód Czarownica, który mamy w Hogsmeade!
- Nie sądziłam, że dożyję dnia kiedy Ron będzie sławny – mruknęła siostra rudzielców.
- Ten wywiad był w porządku – Harry zaczął bronić przyjaciela. – Ron dał się poznać od swojej dobrej strony. Rita zrobiła z niego wschodzącą gwiazdę biznesu, a przy okazji pokazała, że dla miłości jest w stanie zrobić wszystko – uśmiechnął się do Hermiony.
- Tak… a potem Pansy z Dafne nie dawały mi żyć nazywając mnie „falami oceanu jego życia” – mruknęła czarownica. – To cudowne, że tak o mnie myślisz, ale mogłeś wpaść na jakieś inne określenie – zwróciła się do Rona.
- Grunt, że podziałało – odparł wesoło rudzielec.
- Czarownice kupują wszystko co Ron im zaproponuje – wyjaśnił George. – Dlatego wolę abyś miał wolne teraz. W wakacje zarobimy mnóstwo kasy, gdy uczennice będą przychodzić do nas ze swoimi matkami.
- Czekaj! Mówisz kasy? – Ron spojrzał się chytrze na brata. – W takim razie chcę podwyżkę! Będę mógł szybciej spłacić kredyt!

George wyglądał jakby był zły na siebie, że o tym wspomniał.
- No dobra… jeśli sporo zarobisz to spłacę cały twój dług – odparł po chwili wahania.
- Juuuuhuuu! – wykrzyknął Ron i zerwał się z kanapy. – Będziemy mogli kupić sobie fajne rzeczy do domu! Niedobrze mi na widok tej kanapy! – oświadczył  i wyjął różdżkę.
Pod wpływem jego zaklęcie mebel zmienił się. Tapicerka w szkocką kratę zamieniła się w pikowaną skórę smoka we wściekłym czerwonym kolorze. Przy okazji kanapa uzyskała fantazyjne linie i rzeźbione, drewniane wykończenia. Na jednym z brzegów oparcia widniała głowa smoka zakończona ostrymi zębami.
- Od razu lepiej – oznajmił czarodziej.

Hermiona nie podzielała jego entuzjazmu. Harry wiedział, że taka ekstrawagancja to nie był jej styl. Dziewczyna szybko wyjęła różdżkę aby zademonstrować swoją wizję.
- Taka kanapa będzie lepsza! – oznajmiła, gdy mebel zamienił się.
Harry spojrzał się na obicie z kremowego materiału. Wszystkie nieregularne linie wyczarowane przez Rona zniknęły. Kanapa uzyskała idealnie prostą formę, która pasowała do nowoczesnego, minimalistycznego wystroju, który był co raz bardziej popularny wśród mugoli. Nogi mebla pozostały drewniane, ale nie były pokryte fantazyjną rzeźbą.
- To jest okropne – wyjąkał Ron.
- Mieszkamy wśród mugoli i musimy dostosowywać się do nich – czarownica odparła tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Czyli wszystko będzie wyglądało tak jak ty chcesz?
- Tak jak powinno wyglądać – wyjaśniła Hermiona z naciskiem. – Jasne kolory, mało ozdób, może w niektórych miejscach damy jakiś wzorek, aby nie było nudno…
- Nie zgadzam się! – Ron podniósł głos. – Ja też tutaj mieszkam!
- To sobie wyremontuj jedną sypialnię jak tylko chcesz – zakomunikowała chłodno jego narzeczona. – Jak przyjdzie jakiś mugol to zamkniemy ją na klucz i będziemy mówić, że trzymamy tam rupiecie.
- Czyli jestem dla ciebie śmieciem, który nie ma prawa głosu!?

W salonie zapanowała pełna napięcia cisza. Angelina patrzyła się na narzeczonych ze zdumieniem, Ginny zaciskała usta, aby nie wypsnęło się z nich jakieś przekleństwo, wzrok George’a wyrażał, że uważa ich problemy za głupie. Harry poczuł, że musi wkroczyć do akcji zanim jego przyjaciele pozabijają się nawzajem. Podszedł do Rona i stanął przed nim aby popatrzeć się mu prosto w oczy.
- Ona tak nie uważa – powiedział spokojnie.
- Ale nie chce mi pozwolić abym decydował o tym domu! – wycedził zaciskając pięści ze złości.
- Ja będę płaciła za wynajem, więc ja decyduję o większości – zza pleców Harry’ego doszedł głos Hermiony. – Jak tak bardzo chcesz to możesz wziąć sobie garaż!
- Niech cię sfinks porwie! – warknął rudzielec i wyszedł do ogrodu.

Wszyscy popatrzyli się na siebie. Każdy miał niepewną minę oprócz Hermiony, która wyraźnie była obrażona i George, który uważał to za zabawne.
- Jak dzieci – stwierdził wesołym tonem. – Mogłabyś mu dać się wypowiedzieć w jakiejś kwestii…
- Widziałeś jego gust!? – warknęła wściekle czarownica. – Ja chcę tutaj zapraszać ludzi! Jak on coś urządzi to będę mieszkać w jakimś… jakimś… burdelu dla klientów lubujących się w sado-maso!

Ginny parsknęła śmiechem. Harry wiedział, że podziela ona zdanie Hermiony. Krótko po tym jak się do niego wprowadziła zaczęła robić porządki na Grimmauld Place. Tylko, że mu nie przeszkadzało, gdy wyrzuciła nogę trolla i obcięte głowy Skrzatów Domowych. Sam poparł jej pomysł aby zmienić kolory domu z zielono-srebrnego na czerwono-złote. Mieli ten sam gust i dobrze się rozumieli.
- Eeee, może czegoś się napijemy, co…? – zaproponowała nieśmiało Angelina w celu przerwania głuchej ciszy.
Nic z tego jednak nie wyszło. Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć z ogrodu dobiegł do ich uszu krzyk Rona.
- Deeeev! Jeszcze raz zobaczę, że jesteś w naszym ogrodzie i próbujesz nas szpiegować to ci nogi z dupy powyrywam! Obetnę jaja! Wyrwę wątrobę! Odwal się od mojej narzeczoneeeeej!
- To my chyba sobie pójdziemy – stwierdził George, gdy Hermiona wybiegła na zewnątrz, aby zbesztać swojego narzeczonego za nocne wrzaski.

Wrzucając proszek Fiuu do paleniska, Harry miał nadzieję, że jego przyjaciele w końcu znajdą wspólny język i zaczną się ze sobą dogadywać. Wizja ich rozstania była dla niego zbyt przygnębiająca. Postanowił pogadać z każdym z nich na osobności w przeciągu kilku najbliższych dni.
- Na Grimmauld Place 12! – powiedział i wstąpił w szmaragdowe płomienie.

***

W niedzielę koło południa Hermiona pojechała do domu swoich rodziców. Była w paskudnym humorze, ponieważ przez pół nocy kłóciła się z Ronem. Na razie nie zanosiło się na to, aby przyjęli wspólny kierunek w sprawie urządzenia wnętrz. Nie potrafili się dogadać i połączyć swoich pomysłów. W przypływie rozpaczy zaproponowała mu, że może wybrać parę  durnostojek w swoim guście, ale on nie chciał nawet o tym słyszeć. Zakończyło się tym, że każde z nich spało w innym pokoju.

Po krótkiej rozmowie z rodzicami, czarownica poszła do gabinetu aby zajrzeć do komputera. Byli mieszkańcy nie korzystali z internetu, dlatego Hermiona musiała dopiero go założyć w swoim nowym domu. Na razie była na etapie porównywania ofert, w których pomagał jej ojciec.
- Mam nadzieję, że Thierry odpisał – mruknęła pod nosem włączając komputer.

Okazało się, że jej życzenie się spełniło. Kanadyjczyk wysłał do niej wiadomość.

Przepraszam Hermiono!
Przykro mi, ale nic nie mogę poradzić. Dlaczego? Powiem ci gdy się spotkamy. Na razie muszę promować książkę w Ameryce Północnej. Będę w Londynie w październiku. Nie bierz ze sobą Rona. Po jego wiadomości poznałem, że nie ma o czym z nim rozmawiać. Jeszcze raz przepraszam, że sprawiłem ci przykrość.
Thierry

- No to czekamy do października – stwierdziła Hermiona zadowolona, że chociaż jeden chłopak wyraził skruchę i ma ochotę wyjaśnić nieporozumienia zaistniałe między nimi.