poniedziałek, 16 października 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 78 – Kingsley ma dość



Artykuł Rity zebrał swoje żniwo, a Hermiona ponownie znalazła się w centrum zainteresowania. Tym razem była zaskoczona, ponieważ większość ludzi z Ministerstwa Magii wcale nie wypytywało się o jej ślub z Thierrym lub chorą matkę. Zdecydowana większość zainteresowana była faktem, że tylko ona publicznie przyznała się, że utrzymuje kontakty z Severusem Snape’em. Zżerała ich ciekawość, ponieważ od dawna nikt go nie widział. Nieliczne osoby, które jakimś cudem wpadły na niego w Londynie, mogły się puszyć, że widziały skrawek jego płaszcza znikający za rogiem albo twarz ukrytą pod kapturem, gdy mijały go na ulicy Pokątnej. Wyobraźnię tłumu rozpalał fakt, że nikt nie wiedział, czym teraz zajmuje się Severus Snape oraz jak wygląda jego życie po wyjściu z Azkabanu. Hermiona zżymała się, gdy tylko dowiadywała się, że mało osób wierzy w to, że były mistrz eliksirów uratował jej matkę. Wprawdzie nikt nie powiedział jej w twarz, że kłamie i czasem ktoś poklepał ją po ramieniu, mówiąc, że ma szczęście, ale czuła, że atmosfera jest daleka od tej, jakiej oczekiwała. Podczas udzielania wywiadu Ricie, wyobrażała sobie, że wszyscy będą zaciekawieni, w jaki sposób Severus dokonał niemożliwego. Miała plan, aby uśmiechać się tajemniczo do zagadującej osoby i mówić „to sekret, którego nie mogę wyjawić”. Zamiast tego musiała odpowiadać dwadzieścia razy dziennie na pytanie: „gdzie jest Severus Snape i co robi?”. W miejscu uśmiechu na jej twarzy pojawiał się grymas, gdy mówiła, że to ściśle tajne. W tych momentach żałowała, że udzieliła wywiadu Ricie i przeklinała siebie za to, że wpadła na ten durny pomysł. Dziennikarka zaś była zachwycona, ponieważ okazało się, że musi zrobić dodruk swojej książki „Severus Snape-łajdak czy święty?” z powodu ogromnego zainteresowania.
Kulminacyjnym momentem, okazała się wizyta Kingsleya Shacklebolta u Hermiony w domu. Na początku nic nie zapowiadało katastrofy. Czarownica nawet ucieszyła się, że będzie mogła mu wszystko wyjaśnić, chwaląc Severusa, ale mina szybko jej zrzedła, gdy zobaczyła pochmurny wyraz twarzy, który malował się na twarzy czarnoskórego czarodzieja.
- Gdzie on jest? Nadal z tobą mieszka? – zapytał, zamiast się przywitać.
- Tak, jest na górze – odparła. – Czemu pytasz? – dodała, chociaż domyślała się, jaka jest odpowiedź na to pytanie.
- Severus! Zejdź na dół! – wrzasnął Kingsley z taką mocą, że zadrżały szyby w oknach.
- Tak mi się zdawało, że słyszę twój cudowny głosik – czarodziej w czerni pojawił się na schodach i nieśpiesznie zaczął po nich schodzić. – Nie musiałeś się tak drzeć, nie jestem głuchy – wyjaśnił, robiąc grymas.
- Mam nadzieję, że siądziemy teraz we trójkę i wszystko mi wyjaśnicie ze wszelkimi szczegółami – oświadczył Minister Magii, sadowiąc się na kanapie. – Chcę wiedzieć jakim cudem mugolka wyzdrowiała dzięki magii.
Severus nie usiadł. Stał przy stoliku do kawy i wpatrywał się w Hermionę, która poczuła, że musi mu w końcu powiedzieć o wywiadzie. Jego wzrok nie mógł oznaczać niczego innego, jak pytanie: „dlaczego mu powiedziałaś?”.
- Właściwie to wiedzą o tym wszyscy, ale nikt nie daje temu wiary – wyznała ze skruchą, gotowa zmierzyć się z pretensjami ze strony współlokatora. – Powiedziałam Ricie o tym, co zrobiłeś, ale bez większych szczegółów. Teraz wszyscy mają na twoim punkcie świra – dodała, uśmiechając się blado. – Chciałam, aby świat dowiedział się o twoim bohaterstwie…
Po tych słowach twarz Severusa stężała i zdawało się, że zamieniła się w kamień. Hermiona wiedziała, że czarodziej musi zdecydować, jak ocenić jej „występek”. Miała nadzieję, że pomimo nieprzyjaznej natury, zrozumie, że chciała dobrze.
- Pochwał nigdy za wiele, zwłaszcza gdy docierają do wielu ludzi – odparł, a czarownica odetchnęła z ulgą.
- Może byście najpierw powiedzieli mi, jakim cudem Severus uratował mugolkę!? – Kinglsey okazał swoją irytację, waląc pięścią w stolik. – Hermiona wsadziła różdżkę w gniazdo Bahanek, a ja muszę odpowiadać na niewygodne pytania! – warknął. – Kilka osób z mojego otoczenia zwróciło mi uwagę, że leczenie mugoli, którzy mają raka, jest niemożliwe! Każdy jeden, a zapewniam was, że są to eksperci w swoich dziedzinach, twierdzili, że rozprzestrzenianie takich kłamstw jest skandaliczne i powinienem was ukarać. Zwłaszcza Hermionę – głos Ministra Magii był wyjątkowo chłodny. – Znam was na tyle, że wiem, że coś takiego mogło się wydarzyć. Czekam na wyjaśnienia – przeszył rozmówców ostrym wzrokiem.
Hermiona już otworzyła usta, aby rozwiać wątpliwości, ale nie zdążyła nic powiedzieć, ponieważ Severus zgrabnie usiadł na kanapie, zasłaniając ją przed wzrokiem czarnoskórego mężczyzny. Jednocześnie złapał ją za dłoń i nieznacznie ścisnął. Od razu zrozumiała, o co mu chodzi: „nie odzywaj się, daj mi mówić”.
- Wykorzystałem ten sam rytuał, co Voldemort, gdy odrodził się na cmentarzu – wyjawił Snape jedwabistym głosem.
Wtedy Hermiona odważyła się zerknąć ponad ramieniem współlokatora na Kingsleya Shacklebolta. Mężczyzna wyglądał, jakby miał zamiar eksplodować. Jego nozdrza drgały niebezpieczne, a oczy spoglądały na Severusa z głęboką odrazą.
- Wróciłeś do czarnej magii! – zawołał oskarżycielskim tonem. – A ty o wszystkim wiedziałaś! – warknął w stronę Hermiony.
- Bo ona umierałaaa! Musiałam ją uratowaaać! – czarownica zawyła przeciągle, w chwili, gdy Severus dał jej kolejny, dyskretny znak. – Razem z moim… moim ojcem na wszystko się zgodziliśmyyy! Ja dałam krew, a on ciało!
- Że co? – Kingsley zamrugał gwałtownie oczami. – Przecież tamten rytuał…
- Razem z Albusem badaliśmy, jak Voldemortowi się to udało – Snape przystąpił do wyjaśnień. – Znaleźliśmy opis rytuału i skład eliksiru, a wtedy doszliśmy do wniosku, że krew wroga i ciało sługi nie jest konieczne. Albus był przekonany, że siła miłości lepiej podziała niż przymus.
- Chcesz mi wmówić, że nikogo nie skrzywdziłeś?
- Nie skrzywdził… – jęknęła Hermiona, udając, że ociera łzy. – Naprawdę się na to zgodziliśmy. Severus ma magiczny kontrakt, który podpisaliśmy.
Minister Magii z nieodgadnionym wyrazem twarzy oglądał dokument, gdy go otrzymał od byłego mistrza eliksirów. Czytał kontrakt parokrotnie, jakby analizował każde słowo, które wyszło spod ręki Severusa. Dlatego dopiero po kilkunastu minutach zdołał się odezwać:
- Szczegóły. Chcę wszystko wiedzieć – oznajmił ochrypłym głosem, z trudem ukrywając podniecenie.
- Albus szukał horkruksów Voldemorta, dlatego odnalazł sporo jego kryjówek. W jednej z nich był składzik, w którym znajdowały się składniki eliksiru – Severus nie miał najmniejszych problemów z kłamstwem. Lata praktyki sprawiły, że mało kto orientował się w jego gierkach. – Czarny… Voldemort chciał się zabezpieczyć na wypadek, gdyby drugi raz musiał odzyskać ciało. Otrzymałem to wszystko po śmierci Dumbledore’a…
- Zaraz, zaraz! – Kingsley nie krył oburzenia. – Dlaczego ty? Dlaczego o tym nie wiedzieliśmy? Przecież Gawain przeszukał cały twój dom!
Severus prychnął z pogardą i pochylił się w stronę rozmówcy.
- Robards jest tak wielkim idiotą, że nie jest w stanie znaleźć swojej bielizny bez pomocy skrzata domowego – wycedził jadowicie słodkim tonem. – Te składniki z przepisem były moją nagrodą za wierną służbę Albusowi. Pozwolił mi zrobić z nimi, co tylko chciałem. Mogłem uratować się przed śmiercią w razie potrzeby, ale oddałem wszystko matce Hermiony – oznajmił z naciskiem.
- Powinieneś go za to odznaczyć – dodała rozpromieniona czarownica. – To jego kolejny bohaterski czyn!
Ku zaskoczeniu Hermiony, Kingsley nadal nie wyglądał na zadowolonego.
- Rozumiem, że możesz zrobić więcej tego eliksiru na potrzeby Ministerstwa Magii? – zapytał chłodnym tonem.
- Oczywiście – przytaknął Severus, mając na twarzy drwiący uśmiech – o ile odnajdziecie roślinę zwaną Sylfionem, która wyginęła na początku średniowiecza.
Minister Magii wstał z kanapy, wpatrując się w Snape’a tak, jakby chciał go zamordować.
- Skąd Voldemort ją miał? – wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Nie udało nam się tego ustalić.
- Podsumujmy… - zaczął mówić czarnoskóry czarodziej, a w jego głosie słychać było zimną furię – miałeś roślinę, która przestała istnieć około ośmiuset lat temu. Zrobiłeś z niej eliksir, który miał moc odnowienia ciała i wykorzystałeś go, aby uzdrowić mugolkę?
- Tak zrobiłem – Severus wstał i wyprostował się, dając do zrozumienia, że jest dumny z tego, co zrobił.
- CZYŚ TY OSZALAŁ!? – huknął Kingsley, wytrzeszczając oczy.
- To był dobry uczynek! – oznajmiła Hermiona, stając obok współlokatora. – Co masz przeciwko niemu?
- Dobry uczynek…? Dobry uczynek!? – twarz Ministra Magii wykrzywiła się z wściekłości. – On zmarnował coś tak wspaniałego na jakąś durną mugolkę!
Czarownica zaniemówiła. Wpatrywała się szeroko otwartymi oczami w człowieka, którego lubiła i szanowała. Zawsze imponował jej wiedzą, odwagą i umiejętnościami, brał udział w wojnie i zawsze wiedział, co jest dobre, a co złe. Tym razem było inaczej. Kingsley zmienił się nie do poznania. Piastowanie najważniejszego stanowiska w świecie czarownic i czarodziejów, sprawiło, że zniknęły wartości, które kiedyś wyznawał. Jego złość przypominała wybuchy gniewu Korneliusza Knota.
- Jak śmiesz tak mówić o matce Hermiony!? – zapytał Severus podniesionym głosem, a żyła na jego skroni pulsowała niebezpiecznie.
- Tak samo nazwałbym królową Brytyjską, gdybyś to ją uratował! – kiedy Kingsley przemówił, każda sylaba drgała wściekłym gniewem. – Mogłeś oddać składniki w dobre ręce! Nasze ręce! Departament Tajemnic już by się nimi zajął! Moglibyśmy sprawić, że nasze społeczeństwo byłoby niemal nieśmiertelne!
- I co bym z tego miał? Laurkę, którą mógłbym powiesić sobie na ścianie? – zakpił Snape.
- Ze względu na twoją dobrą wolę, może mógłbym zatrudnić cię przy produkcji tego eliksiru – odparł czarnoskóry czarodziej, ale Hermiona nie mogła oprzeć się wrażeniu, że nie mówił szczerze. – Byłbyś dobroczyńcą, a teraz jesteś nikim. Trzeba wiedzieć, kiedy kogoś poświęcić dla…
- WIĘKSZEGO DOBRA!? – weszła mu w słowo Hermiona, która ledwo mogła uwierzyć w to, co słyszy.
Kingsley zwrócił się do niej i zmusił się do okropnego uśmiechu.
- Myślę, że to był ostatni raz, kiedy jest o tobie głośno. Mam dość afer z twoim udziałem – oznajmił złowieszczym szeptem. – Od jutra jesteś bezrobotna. Zwalniam cię!
Świat zaczął wirować i gdyby nie Severus, to Hermiona byłaby właśnie w bliskim kontakcie z podłogą. W ostatnim momencie złapał ją w pasie i pomógł usiąść na kanapie.
- Nie… masz… prawa… - jęknęła, starając się zapanować nad oddechem i łzami napływającymi jej do oczu.
- Mam. Minister Magii może wszystko – padła odpowiedź podszyta złośliwością. – Od dzisiaj masz zniknąć z oczu naszego społeczeństwa, tak samo, jak Severus. Ucz się od mistrza.
- Przegiąłeś! – Snape wycedził przez zęby. – Przez tę całą władzę odbiło ci, tak samo, jak Knotowi!
- Mam to w dupie – Kingsley uśmiechnął się, gdy pozwolił sobie na brzydkie słowo. – Macie milczeć albo każę was zamknąć w Azkabanie za uprawianie czarnej magii – wsunął do kieszeni kontrakt. – To będzie dowód. Proponuję, abyś nie próbowała szukać pomocy u przyjaciół, bo oni także mogą mieć kłopoty – zerknął wymownie na Hermionę. – A ty nie próbuj mnie powstrzymać, bo Gawain zrobi ci z życia piekło – dodał, widząc, że Severus zrobił ruch ręką, jakby chciał wyjąć różdżkę. – Zaatakowanie Ministra Magii to poważne przestępstwo, wiesz? – zapytał z jadowitym uśmiechem, gdy podszedł do drzwi. – Miłego wieczoru! – powiedział nieszczerze i wyszedł na ulicę.
Dopiero wtedy Hermiona przestała powstrzymywać się i zalała się łzami. Całym jej ciałem wstrząsały dreszcze i pragnęła, aby jutro nigdy nie nadeszło. Została zwolniona! I to jeszcze z tak niesprawiedliwego powodu! Czuła, że ma ochotę umrzeć.
- Przestań wyć – oznajmił Severus, który siedział obok niej.
- Ale… co… ja… ze sobą… zrobię? – biadoliła czarownica.
- Pokażesz mu, że popełnił największy błąd swojego życia – oznajmił czarodziej i podsunął jej fiolkę pod nos.
- Co to? – zainteresowała się Hermiona i wytarła nos rękawiczką chorej dłoni.
- Sylfion – wyjaśnił Severus. – Zostawiłem trochę, aby przywrócić go do życia. Mógłbym wtedy…
- … uratować zarówno czarodziejów, jak i mugoli! – wykrzyknęła czarownica podnieconym tonem. – Jesteś wspaniały!
- Oczywiście, że jestem wspaniały – na policzkach czarodzieja wystąpiły rumieńce. – Tylko następnym razem, gdy mnie chwalisz, to rób to w trochę mniejszym zasięgu. Pomysł miałaś dobry, ale wykonanie fatalne – oświadczył. – Zasłużyłaś na Trolla, ale zlituję się nad tobą i wystawiam ci Nędzny.
- Och, dziękuję – Hermiona zachichotała nerwowo. – Rozumiem, że mam ci pomagać… tylko że najpierw muszę przeprowadzić się do rodziców… znaleźć pracę… następnie…
- Uspokój się, kobieto! – Severus przerwał współlokatorce wyliczankę. – Możesz pomagać mi przy pracach nad Sylfionem, a jednocześnie pracować w moim zakładzie – oświadczył z powagą.
Hermiona poczuła, że głos zamiera jej w gardle. Znowu poczuła ogromną falę wdzięczności, która zalewała ją niczym przypływ plażę. To był kolejny raz, gdy Severus jej pomagał, a ona wzruszała się z powodu jego dobroci, głęboko ukrytej pod maską pogardy.
- Chyba jestem zmuszona drugi raz dzisiaj powiedzieć, że jesteś wspaniały – wychrypiała, gdy emocje trochę opadły.
Przysunęła się do niego, najbliżej jak mogła i ścisnęła jego dłoń, swoją zdrową dłonią. Odpowiedział tym samym i mając na twarzy lekki uśmiech, odchylił się na oparcie kanapy. Hermiona poszła w jego ślady, tylko że oparła się bokiem, kładąc policzek na swoją prawą rękę. Gdyby chciała, mogłaby muskać opuszkami palców jego ramię. Wpatrywała się w Severusa z czułością, myśląc nad tym, jak bardzo się zmienił przez te wszystkie lata i jak wiele dla niej zrobił. Dzięki niemu nawet wyrzucenie z pracy nie wydawało się tak straszne.
- Dziękuję, że wziąłeś wszystko na siebie – wyszeptała.
- Nie chciałem, abyś miała kłopoty. Do Minerwy też by się dobrał, gdybyśmy o niej wspomnieli – odparł, patrząc w dal.
Hermiona chciała zaprotestować, ale poczuła, że jego palce delikatnie muskają jej palce. Raz w górę, potem w dół i z powrotem, następnie kreślił kółeczka, a każdy ten ruch sprawiał, że było jej coraz bardziej przyjemnie. Już dawno przyzwyczaiła się do jego dotyku, tylko że dotyczył on chorej dłoni, w której nie miała pełnego czucia. Zupełnie inaczej go odbierała, gdy chodziło o zdrowe palce. Miała ochotę, aby to trwało i trwało…
- Co ty robisz!? – usłyszała w głowie oburzony głos rozsądku. – Przypominam ci, że za godzinę masz pojawić się u swoich rodziców, aby zjeść z nimi kolację. Będzie tam Thierry. Pamiętasz? To twój narzeczony, którego kochasz!
- A nie mogłabym mieć dwóch mężczyzn jednocześnie…? – odpowiedziała rozsądkowi, zanim zdążyła się nad tym zastanowić.
- Idiotka! – warknął w odpowiedzi.
Czarownica westchnęła, czując, że zdrowy rozsądek ma rację. Pomysł był wyjątkowo głupi. Jeśli jakaś cząstka niej znowu miała ochotę na Severusa, to powinna tę chęć zdusić w zarodku. Taki związek byłby samobójstwem, nawet jeśli on się zmienił. To po prostu nie miało szansy się sprawdzić.
- Muszę iść. Umówiłam się z rodzicami – Hermiona szepnęła przepraszająco i wysunęła rękę z dłoni Severusa.
Dopiero wtedy zwróciła uwagę, że przez cały ten czas na nią nie patrzył. Wyraźnie był zajęty własnymi myślami i to, co wzięła za pieszczotę, mogło być bezwiednym poruszaniem palcami. Sama czasem gryzła końcówkę ołówka, gdy nad czymś się zastanawiała. Zrobiło się jej głupio, że wyobraziła sobie więcej, niż powinna, dlatego szybko pobiegła do łazienki, aby sprawdzić stan swojego makijażu, który na pewno rozmazał się w stopniu niepozwalającym na wyjście z domu.

***

Parkując na podjeździe rodziców, Hermiona poczuła, że jest zdenerwowana. Po krótkiej analizie własnych uczuć doszła do wniosków, że to z kilku powodów. Po pierwsze, nie widziała się z Thierrym od czasu ślubu, do którego nie doszło, czyli ponad miesiąca. Przez te wszystkie dni nie utrzymywali ze sobą kontaktu, nie licząc jego pocztówki z Austrii. Nie wiedziała czego się po nim spodziewać. Czy będzie nadal zły, czy już mu przeszło? Jak zareaguje na jej kłamstwa? Przecież nie może mu powiedzieć, że razem z rodzicami brała udział w czarno magicznym rytuale. Po drugie, nie wiedziała, czy Thierry przypadkiem nie zauważy, że coś stało się w jej rękę. Wprawdzie zrobiła nową rękawiczkę i przy pomocy Ginny transmutowała ją tak, że wyglądała identycznie, jak prawdziwa, ludzka kończyna, ale dotyk mógł go naprowadzić na to, że coś jest nie tak. Po trzecie, nie wiedziała jak wyznać rodzicom fakt, że Kingsley, którego równie jak ona lubili i cenili, okazał się podłym człowiekiem i zwolnił ją, ponieważ nie mógł położyć swoich łap na eliksirze.
- Wdech, wydech – poinstruowała się, wchodząc do środka.
Ledwo zdążyła powiesić płaszcz w przedpokoju, gdy została przyciśnięta do ściany i wycałowana. Thierry widocznie nie był na nią zły i na pewno się stęsknił, ponieważ nie chciał wypuścić jej z objęć, a i ona nie była w stanie szybko się od niego odkleić. Znowu pożałowała, że nie są po ślubie i nie mieszkają razem. Ciężko jej było opanować się, wobec silnego podniecenia, które ją ogarnęło.
- Ja wszystko rozumiem, nie musisz nic mówić – wydyszał Thierry, gdy w końcu odkleił się od niej. – Twoi rodzice wszystko mi wyjaśnili. Widziałem zdjęcia z Lourdes. Uzdrowienie pani Granger to cud!
- Ekhem, tak – Hermiona uśmiechnęła się słabo i zaczęła doprowadzać się do porządku.
Włosy miała w nieładzie, a sukienkę podciągniętą prawie do pasa, przekręconą i dość mocno wymiętą. Szminka, którą starannie nałożyła na usta, rozmazała się i czarownicy nie pozostało nic innego, jak pozbyć się jej przy pomocy jednorazowej chusteczki, którą wyciągnęła ze swojej torebki.
- Dobrze, że Thierry przyszedł do nas pół godziny przed czasem – szepnęła Jean do córki i puściła do niej oczko. – Nie musisz się o nic martwić.
- Dziękuję – Hermiona wymówiła to bezgłośnie i z uśmiechem na ustach usiadła przy zastawionym stole.
Kolacja przebiegała w bardzo przyjemnej atmosferze. Thierry zachowywał się tak, jakby nie pamiętał, że miesiąc wcześniej ceremonia ślubna nie doszła do skutku. Żartował, sypał komplementami i co chwilę zaczepiał Hermionę pod stołem. Jego energia i nietypowy sposób myślenia, udzielał się wszystkim obecnym, zwłaszcza Suzanne, która pierwszy raz w życiu zjadła gotowaną marchewkę bez marudzenia. Hermiona świetnie się bawiła do czasu, gdy przypomniała sobie, że nie poinformowała rodziny o zwolnieniu i rozpoczęciu współpracy z Severusem. Od razu zaczęła rozważać możliwości. Mogła zrobić, co zamierzała, gdy Thierry opuści dom albo przemilczeć sprawę i poinformować rodziców jutro. Jednocześnie miała świadomość, że kilka następnych dni spędzi ze swoim narzeczonym, który był za nią stęskniony, tak samo, jak ona za nim. To mogło mocno opóźnić przepływ informacji. Gdyby zdecydowała się powiedzieć przy stole, wtedy rodzice umieraliby z ciekawości, co naprawdę się stało, a Thierry domagałby się większej ilości szczegółów.
- Chyba że poinformuję go, że jestem czarownicą… – pomyślała Hermiona.
Im dłużej się nad tym zastanawiała, tym bardziej wydawało się jej to złym pomysłem. Wprawdzie Kingsley wyrzucił ją z Ministerstwa Magii i kazał zniknąć ze świata czarownic i czarodziejów, ale nadal obowiązywała reguła, która mówiła, że nie wolno ujawniać mugolom, że istnieje magia. Na dodatek Thierry był obecnie mocno religijny, a kościół zabraniał kontaktu z nieczystymi siłami. Nie chciała ryzykować.
- Mamo, tato – zaczęła mówić, gdy Suzanne została położona spać i dorośli mogli swobodnie rozmawiać – chciałam, abyście wiedzieli, że… - westchnęła z bólem – zwolnili mnie z pracy.
- Czemu? Co się stało? – państwo Granger prześcigali się w pytaniach.
- Redukcja etatów – mruknęła czarownica i posłała im spojrzenie mówiące „później wam wyjaśnię”. – Ale nie ma tego, co by na dobre nie wyszło, ponieważ…
- Będzie mogła latać ze mną po świecie! – przerwał jej Thierry z entuzjazmem. – Mam tyle różnych spotkań z fanami. Zwiedziłem większość Europy, część Azji, a nawet byłem w Nowej Zelandii. Za kilka tygodni szykuje się duży konwent w Chicago, gdzie będę prowadził prelekcje. Po jego zakończeniu możemy odwiedzić moją rodzinę w Kanadzie…
Hermiona spojrzała na pisarza z lękiem, ale ten tego nie zauważył, ponieważ był skupiony na układaniu planu podróży na najbliższy rok. Chciała dokończyć zdanie i powiedzieć „ponieważ, zaczynam pracę u Severusa”, ale nie udało jej się przerwać monologu Thierry’ego. W końcu zdecydowała wbić mu łokieć w żebra, co było dobrym pomysłem, ponieważ mężczyzna zamilkł.
- Już mam nową pracę. Zaczynam od jutra – wyjaśniła.
- Zrezygnuj – odparł Thierry, gdy w końcu złapał oddech. – Taka okazja już się więcej nie powtórzy. Przecież robota nie zając, nie ucieknie. Chyba nie zależą od niej losy świata? – zachichotał z własnego dowcipu.
Rodzice Hermiony widocznie wyczytali z jej miny, że coś jest na rzeczy, ponieważ ojciec ścisnął jej rękę, a mama kiwnęła do niej i uśmiechnęła się zachęcająco. Młoda kobieta zrozumiała, że przyszedł czas, aby wyłożyć różdżkę na ławę.
- Zależą – wyszeptała czarownica. – Mogę zmienić świat, dzięki temu, nad czym będę pracowała…
Zaczęła tłumaczyć Thierry’emu, o co jej chodzi i kim jest w rzeczywistości. Powiedziała mu, dlaczego nie pamiętał o agentce CIA, o której zaczął pisać opowiadanie, wyjaśniła, dlaczego sprzedaż książek podskoczyła i dlaczego listy od fanów, mają taką dziwną treść. Pokazała poparzoną rękę i razem z rodzicami streściła pokrótce, że Jean żyje tylko dzięki magii, a pobyt w Lourdes był tylko przykrywką. Mimo bólu na myśl o Ronie opowiedziała o jego wyprawie do USA i to, że wcale nie był upalony, gdy opowiadał o Voldemorcie w Australii.
Początkowo Thierry uważał, że Hermiona żartuje, ale poważne twarze państwa Granger uświadomiły mu, że tak nie jest. Im dłużej słuchał, tym bardziej nieodgadniony miał wyraz twarzy. O nic się nie pytał, nie wnikał w szczegóły. Tylko oczy zdradzały, że w duszy jest coraz bardziej wzburzony. Gdy Hermiona wyjęła różdżkę i zademonstrowała mu czary, nie wytrzymał. Rzucił się do przedpokoju, założył ubranie i wybiegł z domu swoich przyszłych teściów, nie zwracając uwagi na rozpaczliwe krzyki swojej narzeczonej. Rodzina Grangerów nie wiedziała, że po ucieczce, Thierry błąkał się po Londynie, aż znalazł otwarty kościół. Tam padł na podłogę i leżał krzyżem, aż do rana.

poniedziałek, 9 października 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 77 – Thierry jest obrażony


Pierwszy dzień wiosny sprawił, że Hermiona miała jeszcze lepszy humor niż zazwyczaj. Ciepłe promienie słońca ogrzewały jej policzki, a widok przyrody budzącej się do życia sprawiał, że wszelkie myśli o kłopotach zniknęły. Dlatego raźnym krokiem szła w stronę przedszkola po Suzanne. Nucąc pod nosem „What a wonderful world” Louisa Armstronga, wyciągnęła lewą rękę i muskała koniuszkami palców młode liście krzewów, które rosły wzdłuż chodnika. Jej prawa dłoń ukryta była pod magiczną rękawiczką. Mimo usilnych prób Severusowi nie udało się znaleźć lekarstwa na poparzenie, którego doznała jego współlokatorka. Jego czary sprawiły, że rany zagoiły się tylko częściowo. Dłoń nie wróciła do poprzedniej sprawności, ponieważ mięśnie zostały zbyt poważnie uszkodzone oraz pokryła je sztywna i szorstka skorupa, która tylko trochę przypominała skórę. Dopiero przed kilkoma dniami Severus odkrył, że jedynym, co mogło pomóc w rozruszaniu kończyny Hermiony, była gruba warstwa kremu, który stworzył przy pomocy magicznych składników oraz długi i intensywny masaż. Z tego powodu współlokatorzy siadali rano przy stole w kuchni i zajmowali się ręką. To stwarzało idealną okazję do rozmowy. Hermiona odnalazła w sobie nieskończone pokłady cierpliwości w stosunku do Severusa i przestała zwracać uwagę na jego tendencję do marudzenia oraz niezadowolenia ze wszystkiego. Zaakceptowała fakt, że on taki po prostu jest i cieszyła się, że powrócili do przyjaznych stosunków. Znowu mogli porozmawiać o wszystkim, a zwłaszcza o różnych aspektach magii. Czarownica dowiedziała się wszystkiego o przebytym rytuale, który uzdrowił jej matkę. Snape wprawdzie próbował ukryć rolę Neville’a, czego Hermiona nie miała mu za złe. Taktownie przemilczała fakt, że dowiedziała się wszystkiego od profesor McGonagall, z którą miała kontakt listowny. Zamiast tego nie szczędziła pochwał byłemu nauczycielowi eliksirów, co wprawiało go w dobry nastrój i sprawiało, że narzekał mniej niż zwykle.
- Świat jest piękny, a życie cudowne! – pomyślała Hermiona, uśmiechając się do jakiegoś przypadkowego przechodnia.
W ostatni weekend odwiedziła rodziców razem z Suzanne. Siostra była szczęśliwa, ponieważ nie tylko zobaczyła się z mamą i tatą, ale również pierwszy raz poleciała samolotem. Nie wiedziała, że głowa Jean, ukryta pod czapką, powinna posiadać włosy. Dopiero w Lourdes, Hermiona dowiedziała się, że jej matka postanowiła ogolić głowę na łyso, aby wrócić do Anglii z odrastającą czupryną. Miało to umocnić wszystkich w przekonaniu, że zakończyła chemioterapię. Drugą informacją, jaką otrzymała czarownica, była z kategorii „wspaniałych”. Pani Granger nie marnowała czasu i od razu po przybyciu do Francji zrobiła prywatnie badania, których wyniki jednoznacznie wskazywało na to, że całkowicie wyzdrowiała.
- Dzisiaj byłam grzeczna! – oświadczyła Suzanne z dumą, gdy znalazła się w ramionach siostry.
Nauczycielka dała do zrozumienia, że potwierdza słowa dziewczynki, kiwając głową. Hermiona od razu poczuła, że kamień spadł jej z serca. W ciągu ostatnich kilku miesięcy Suzanne była wyjątkowo przykra dla otoczenia. Nie dało się ukryć przed nią choroby Jean, co sprawiło, że w psychice dziecka zaszły zmiany. Nie wiedząc jak poradzić sobie z nową, stresującą sytuacją, Suzanne zaczęła kopać, gryźć i histeryzować. Odbiło się to zwłaszcza na dzieciach w przedszkolu. Psycholog dziecięcy, z którą skontaktował się pan Granger, zaczęła przeprowadzać terapię, ale nie dawała ona spektakularnych efektów. Przełom nastąpił, gdy Hermiona wróciła z Harrym do domu rodziców, po przeprowadzeniu rytuału na cmentarzu i wyjaśniła siostrze, że mama pojechała się leczyć i na pewno wróci zdrowa. Od tamtej pory, dziewczynka coraz bardziej się uspokajała. Wyjazd i przekonanie, na własne oczy, że z panią Granger jest o wiele lepiej, sprawił, że Suzanne przestała wyżywać się na otoczeniu, chociaż nadal była trzylatką z niemałym temperamentem.
Thierry zareagował zgoła inaczej. Widząc rozzłoszczoną minę Harry’ego i szczęśliwą Hermionę, która zdążyła zmienić suknię ślubną na jeansy, nie dał wiary historyjce o nagłym wyjeździe do Lourdes sponsorowanym przez Instytut Marii Curie-Skłodowskiej. Wprawdzie cierpliwie wysłuchał, co jego narzeczona ma do powiedzenia, ale jego wymowne milczenie i coraz bardziej posępny wyraz twarzy, nie dało pomylić się z niczym innym. Gdy Hermiona ucichła, poszedł do przedpokoju, włożył płaszcz i wyszedł z domu państwa Granger bez pożegnania. Tydzień później dostała od niego pocztówkę, którą wysłał z Austrii, w której napisał, że musi „przetrawić” wszystko, co go spotkało i odezwie się do niej w odpowiednim czasie. Czarownica uspokoiła się, gdy dodał w postscriptum, że nadal ją kocha i zamierza się z nią zobaczyć w nieokreślonej przyszłości.
O wiele lepiej poszło Hermionie z Ginny. Jej i Harry’emu mogła wyjaśnić dokładnie, co się wydarzyło i dlaczego uważa, że Severus zmienia się na lepsze. Nie zataiła żadnego szczegółu, stawiając na szczerość. Na początku Ginny wątpiła, biorąc pod uwagę oskarżenia rzucane przez jej narzeczonego, któremu nienawiść do Snape’a wyraźnie przysłaniała trzeźwą ocenę sytuacji, ale ostatecznie postanowiła przeczytać list od Minerwy McGonagall, który przyniosła jej Hermiona kilka dni później. To spowodowało zmianę jej stosunku do Severusa na bardziej pozytywny.
- Nie sądzisz, że Potter zaczyna przypominać Moody’ego? – zapytał czarodziej, gdy wszedł do salonu, po uśpieniu Suzanne. Tym razem kazała mu czytać „Przeminęło z wiatrem” i gdyby nie wątek wojenny, to od razu sprzeciwiłby się woli małej dziewczynki. – Coraz bardziej mu odbija.
Hermiona popatrzyła się na niego zdumiona. Podczas porannego masażu powiedziała mu mimochodem, że Harry zdecydowanie przesadza, nie chcąc przyjąć do wiadomości, jak wiele rodzina Grangerów zawdzięcza Snape’owi, ale nie sądziła, że ta informacja go obejdzie. W końcu nienawidzili się nie od dziś, a ona już straciła nadzieję, że kiedykolwiek się pogodzą.
- Hmm, chyba źle zinterpretowałeś moje słowa – zaczęła bronić przyjaciela. – Owszem, przesadza, ale to nie jest nic nowego, biorąc pod uwagę, że zawsze w pierwszej kolejności ciebie podejrzewał o wszelakie…
- Tak, wiem – przerwał jej Severus, machając lekceważąco ręką. – Obydwoje się oskarżaliśmy i tak dalej, i tym podobne… - przewrócił oczami. – Chodzi mi o to, że z jego głową jest coś nie w porządku i coraz bardziej to widać.
- Czy ty przypadkiem nie kierujesz się złośliwością? – zapytała Hermiona nieufnie.
Severus usiadł koło niej na kanapie i spojrzał w jej brązowe oczy.
- Nie będę ukrywał, że go nie znoszę, co z resztą sama dobrze wiesz – oświadczył z powagą – ale dałem słowo Albusowi, że będę go chronił – skrzywił się, jakby wypił coś ohydnego. – Moody’emu zaczęło odbijać po wojnie, Potterowi zaczęło odbijać po wojnie, mugolom zaczęło odbijać po wojnie… – odliczał na swoich długich, bladych palcach. – Ta choroba miała swoją nazwę.
- Czyli coś ci kipi, ale nie wiesz w którym kociołku – podsumowała Hermiona. – Wątpię, abyś miał rację – dodała z dużą dozą pewności.
- Wiem o niej, ponieważ rozmawiałem o tym z Sarą – Severus się naburmuszył. – Wielu więźniów miało problemy po wojnie i mi o tym mówiła.
Czarownica przestała wpatrywać się w twarz rozmówcy, ponieważ opuściła wzrok, gdy usłyszała o jego byłej kochance. W jej umyśle pojawiła się atrakcyjna blondynka, w którą zamienił się Gawain. Poczuła na ustach pocałunki, gdy zaczął się do niej dobierać, nie zwracając uwagi, że jest Sarą Jones. Po tym nastąpił striptiz, gdy auror zrzucił ubrania na chwilę przed powrotem do swojej postaci i Hermiona przypomniała sobie, jak wyglądało nagie ciało psycholog. To samo, które uprawiało seks z Severusem… Czarownica zarumieniła się gwałtownie, gdy wyobraźnia podsunęła jej wizję nagiego mężczyzny, który aktualnie siedział obok niej. Jakaś cząstka niej zaczęła domagać się natychmiastowej odpowiedzi na pytanie: jaki jest w łóżku? Czy był tak wspaniały, że związała się z nim siostra Gilderoya Lockharta? A może widziała w nim coś innego? Gdyby tylko…
- Czy mogłabyś wrócić do rzeczywistości!? Właśnie ci tłumaczyłem, że chociaż urodziłem się piętnaście lat po mugolskiej wojnie, to doskonale pamiętam, jak ludzie mówili o mężczyznach, którzy nie mogli sobie ułożyć życia z powodu urojeń! – rozzłoszczony głos Severusa przedarł się przez rozważania Hermiony i przywołał ją do porządku.
- Och, tak… przepraszam! – wyrzuciła z siebie speszona i z zakłopotaniem przejechała zdrową dłonią po swoich włosach.
Nie mogła wyjść ze zdumienia, że myślała o czymś, o czym nie powinna. To uczucie potęgował fakt, że dodatkowo odczuwała ukłucie żalu i zazdrości, że ktoś może mieć życie intymne, a ona nie. Ostatni raz uprawiała seks z Ronem, ale to było tak dawno... Z Thierrym tylko się całowała, ponieważ oświadczył jej, że między nimi do niczego więcej nie dojdzie. Kochać się mieli dopiero po ślubie i w tym momencie to był główny powód, dla którego mogła być zła na Severusa. Pozbawił ją tego, co człowiekowi jest potrzebne i skazał na to samo, co przeżywał on, czyli kompletną abstynencję.
- Mogłabyś wykorzystać fakt, że masz jeszcze tydzień zwolnienia z pracy i przyjrzeć się mojej teorii, a nie od razu ją odrzucać – oświadczył Snape.
- Tak, przyjrzę się jej – Hermiona powtórzyła machinalnie, podnosząc się błyskawicznie z kanapy. – Od razu zabiorę się do pracy – oświadczyła, będąc jedną nogą na schodach.
Nie chciała patrzeć na Severusa, aby wyobraźnia znowu nie podsunęła jej kolejnych zbereźnych myśli. Wolała się zająć czymś pożytecznym, nawet jeśli to była wątpliwa teoria o złym stanie umysłowym Harry’ego.

***

- Wiem, że to okropnie brzmi, ale nie ma czym się martwić – Hermiona poklepała Ginny po ręku. – To normalne zachowanie. Sama wiesz, jak ja reagowałam, gdy mówiliście, że jestem chora. W ogóle wam nie wierzyłam. Mój umysł podsuwał mi te wszystkie wizje, w których byliście przeciwko mnie. Choroba sprawiła, że widziałam świat i ludzi w krzywym zwierciadle, ale byłam święcie przekonana, że wszystko jest w porządku. Z Harrym jest podobnie – oświadczyła z powagą. – Teraz kłóci się, że nie jest chory, ale jeśli będziemy wytrwałe, to w końcu zrozumie, że mamy rację. Przeszłam przez coś podobnego i uważam, że jestem w stanie mu pomóc.
- Nie jestem przekonana – Weasleyówna kolejny raz zajrzała do książki, w której został opisany zespół stresu pourazowego. – Wiele rzeczy się zgadza, ale nie wszystko…
- Ma koszmary z Voldemortem i Umbridge w roli głównej? Ma. Wykazuje przesadną czujność? Tak. Jest drażliwy? Nie da się zaprzeczyć! – upierała się Hermiona, gdy przypomniała sobie, jak ostatnio reagował na nią Harry. Odkąd wyjawiła mu, co uważa na temat stanu jego zdrowia i zaczęła mu robić wstępną psychoanalizę, to przyjaciel zaczął się z nią wyjątkowo sprzeczać i wybuchać gniewem, po każdej sugestii z jej strony. – Zauważ, że nadal nie chce zaakceptować faktu, że Severus zmienił się w porządnego człowieka. Harry ciągle twierdzi, że to tylko pozory i nie docierają do niego fakty, które mu przedstawiam. Jak to inaczej nazwać niż zaburzeniem postrzegania rzeczywistości?
- Chyba masz rację – westchnęła Ginny, której trudno było ukryć fakt, że też to zauważyła. – Też początkowo myślałam, że Snape coś kombinuje, ale muszę przyznać, że przekonałaś mnie do niego. Nadal go nie lubię – dodała, aby nie było wątpliwości co do jej uczuć – jednak muszę być sprawiedliwa i przyznać, że potrafi być miły, jeśli zechce.
- Cieszę się, że zrozumiałaś – ucieszyła się Hermiona. – Jeśli twoi rodzice się do nas dołączą, to uda nam się przekonać Harry’ego do leczenia.
- Czasem jest taki uparty…
- Tak, to prawda, ale nie możemy się poddawać.
Hermiona była święcie przekonana, że pomoże przyjacielowi. Udało jej się wyjść z depresji, a to według niej, uprawniało ją do pomocy innym. Bazując na własnych doświadczeniach, mogła lepiej zrozumieć istotę podobnych zaburzeń. Cieszyła się, że Severus zwrócił jej uwagę na tak ważną kwestię.
- Idziesz jutro do pracy? – Ginny zmieniła temat. – Przygotowałaś coś dla Dafne? – W jej oczach pojawił się złośliwy błysk.
Chodziło jej o krótką notatkę, którą można było znaleźć w „Czarownicy”. Starsza z panien Greengrass napisała w niej wiele wrednych rzeczy na temat ślubu Hermiony i Thierry’ego oraz ich miesiąca miodowego. Wszystko było bzdurami wyssanymi z palca, ponieważ ceremonia nie odbyła się, ale o tym czarownica widocznie nie wiedziała.
- Przygotowałam – na twarzy Hermiony pojawił się wredny uśmiech. – Zdradzę ci, że Rita była wniebowzięta, gdy się z nią spotkałam. Cały czas powtarzała, że wywiad ze mną będzie czystym złotem. Podejrzewam, że zgarnie sporo galeonów, co jej się przyda, ponieważ widać, że ma problem z finansami. Ostatnim razem widziałam ją tak podnieconą, gdy wyszło na jaw, że Dunstan Eoforthild miał romans ze swoją skrzatką domową – mina czarownicy świadczyła o głębokiej odrazie dla występku mężczyzny.
- Mam nadzieję, że pamiętałaś o podpisaniu z nią umowy, że nie zmieni ani jednego słowa?
- Oczywiście – przytaknęła Hermiona.
Postanowiła nie myśleć o tym, że tę tradycję zapoczątkował Ron, gdy jeszcze byli ze sobą. Lepiej się czuła, gdy ignorowała jego istnienie.
- Co jej powiedziałaś?
- Wyjaśniłam, dlaczego nie wyszłam za Thierry’ego. Postawiłam na szczerość. Niech opinia publiczna wie, że chciałam szybkiego ślubu ze względu na umierającą mamę.
- Nie boisz się, że teraz zaleje cię fala kondolencji? – zdziwiła się Ginny.
- Nie – odparła spokojnie Hermiona i pociągnęła łyk soku dyniowego. – Postanowiłam powiedzieć światu, dlaczego jestem wdzięczna Severusowi. Niech wiedzą, że się zmienił i potrafi uratować kogoś od śmierci.
- Żartujesz.
- Wprawdzie nie podałam szczegółów, jak to zrobił, ale myślę, że nie będzie miał mi tego za złe. Zadzwoniłam przy Ricie do mojej mamy i ona dodała kilka rzeczy od siebie. Wszystko znajdzie się w najnowszym numerze „Czarownicy”.
- On cię zabije, gdy się dowie – padł ponury komentarz ze strony Weasleyówny.
- Nie czyta tego szmatławca, więc trochę mu zejdzie – Hermiona zachichotała. – Ma na sobie zaklęcie maskujące, więc nikt nie przyśle mu sowy. Poza tym utrzymuje nikły kontakt ze światem czarodziejów.
- To, co on właściwie robi? – zainteresowała się Ginny. – Utrzymujesz go w zamian za zajęcie się dłonią?
- Znalazł sobie pracę. Nigdy nie zgadniesz, co robi! – starsza z czarownic wybuchnęła niepohamowanym śmiechem.
- Daje korki z eliksirów?
- Nie.
- Hoduje magiczne rośliny?
- Pudło.
- Został pomocnikiem Hagrida w Hogwarcie?
- Na Merlina, chciałabym to zobaczyć!
- Został męską prostytutką?
- Bądź poważna!
- To ja już nie mam pomysłów! – jęknęła Ginny. – Mów!
- Otworzył zakład w mugolskiem świecie – wyszeptała zarumieniona z emocji i dumy Hermiona.
Narzeczona Harry’ego spojrzała na nią wzrokiem pełnym niedowierzania.
- W mugolskim świecie? Co on tam robi?
- Naprawia sprzęty.
Ginny bezgłośnie powtórzyła za Hermioną „naprawia sprzęty” i popatrzyła na nią takim wzrokiem, jakby ta oświadczyła, że Lucjusz Malfoy porzucił ideę czystości krwi. Cała jej postawa świadczyła, że ciężko jej uwierzyć w taką rewelację.
- To działa w ten sposób… - zaczęła tłumaczyć Hermiona – mugole przynoszą mu swoje rzeczy do naprawy, a ten zabiera je na zaplecze i używa magii. Właściciele wracają za kilka godzin lub dni i są szczęśliwi, że wszystko jest w porządku, a Severus dostaje za to całkiem niezłe pieniądze. Dzięki temu ma sporo czasu i może pisać książki o eliksirach.
- To jest… - Ginny kilkukrotnie otworzyła i zamknęła usta, szukając odpowiedniego słowa. – GENIALNE! – dokończyła, szczerząc zęby. – Nigdy bym na to nie wpadła. To idealny przykład jak zarobić i się nie narobić!
- Mhm – przytaknęła Hermiona. – Praca jest mu potrzebna. Gdy ma zajęcie, to jest zdecydowanie spokojniejszy.
- Ty go naprawdę polubiłaś.
- Trudno nie lubić kogoś, kto uratował twoją matkę i masuję ci codziennie rano dłoń. To takie fajne uczucie, gdy można z kimś porozmawiać i się odprężyć. Skóra i mięśnie kompletnie mi sztywnieją przez te kilka godzin snu, a tylko on potrafi je rozruszać. Jest taki delikatny i ma tak zręczne dłonie, że czasem mam ochotę… - do czarownicy dotarł sens tego, co powiedziała, więc urwała raptownie. – Oczywiście wolałabym, aby to był Thierry, ale nie mogę mu powiedzieć. Rozumiesz. Byłby lepszy, ale… – zaczęła się nerwowo tłumaczyć.
- Przeszło mu? – Ginny przerwała męki przyjaciółki.
- Trochę. Napisałam mu, że mama wyzdrowiała, a on mi odpisał, że chce to zobaczyć na własne oczy. Rodzice wracają za dwa dni, a Thierry przylatuje z Kanady w piątek. Mamy się spotkać u nich – wyjaśniła Hermiona. – Znając go, to zacznie podniecać się cudem i wszystko przypisze wodzie z Lourdes.
- Mugole mają zabawne wierzenia – zachichotała Ginny.
- Myślę, że wyzdrowienie mojej mamy będzie bardzo dobrym przykładem, aby mu wytłumaczyć, że magia jest dobra, gdy już mu wyznam, że jestem czarownicą. On to zrozumie. Wierzę w to.
- Twoja wiara jest podobna do jego wiary. Dobrze się dobraliście – podsumowała Ginny i poprosiła Stworka o przyniesienie kolejnej porcji ciasteczek. – Muszę ci się przyznać do jednego… - zaczęła mówić, ale nie dokończyła myśli.
- Do czego? – zapytała Hermiona, znużona oczekiwaniem.
- Jestem zła, że sama nie wpadłam na pomysł z naprawą sprzętów.
- Czemu?
Weasleyówna zmarszczyła brwi i opadła na oparcie fotela. Myśli, które ją gnębiły, sprawiły, że mocno się nachmurzyła.
- Im bliżej ślubu, tym bardziej analizuję moje życie z Harrym – odezwała się po chwili milczenia. – Coś, co kiedyś wydawało się słuszne, teraz napawa mnie strachem. Rzeczy, które były bez znaczenia, teraz urastają do rangi klęski narodowej.
- Nie mów, że przestałaś być pewna, że wy… - Hermionie głos ugrzązł w gardle ze strachu, na myśl, że jej przyjaciele mogą ze sobą zerwać przed ślubem.
- Kiedyś myślałam, że to cudownie mieć za faceta aurora – mruknęła Ginny, tak samo przybitym głosem, co chwilę wcześniej. – Cieszyłam się, że Harry spełnia swoje marzenia, ale teraz… to było głupie – zrobiła smutną minę. – Kiedyś będziemy mieli dzieci. Nigdy nie mam pewności, czy danej nocy wróci do domu. Te wszystkie niezapowiedziane sytuacje kryzysowe, gdy musi siedzieć przez kilka dni w pracy… przecież to się często zdarza. A co jeśli ktoś go kiedyś zrani? Umrze lub… będzie taki jak rodzice Neville’a? Ten zawód to ryzyko. Cholerne ryzyko. Mnie grozi tylko to, że oberwę tłuczkiem na boisku. On ryzykuje życiem i nie jestem pewna czy tego chcę dla siebie i przyszłych dzieci.
- Wiesz, że on nigdy nie będzie chciał robić niczego innego – powiedziała miękko Hermiona.
- Szkoda, że nie został graczem Quidditcha – mruknęła ze złością Ginny. – Byłby wspaniały!
- A nie mógłby jeszcze spróbować?
- Już za późno… od wielu lat nie trenował – jęknęła rudowłosa, biorąc do ręki ciasteczko. – Ale może namówię go, aby zrobił Snape’owi konkurencję – zachichotała. – Stateczna, spokojna praca. Idealnie!
- Chyba jedynym co by go do niej przyciągnęło, to możliwość podłożenia świni konkurencji. Oni by się pozabijali – zauważyła trzeźwo starsza z czarownic.
- Mój plan jest do dupy – oznajmiła Ginny, kiwając głową. – Myślisz, że jeśli kiedykolwiek doszłoby do pojedynku Harry’ego ze Snape’em, to kto by wygrał? – zastanowiła się głośno.
- Severus – oświadczyła Hermiona bez cienia wątpliwości i ugryzła ciasteczko.
Jej spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem przyjaciółki. Obydwie skinęły głową, rozumiejąc, że nie powinny nigdy dopuścić do konfrontacji tej dwójki.

***

Severus wyjął zza pazuchy fiolkę i kolejny raz przypatrzył się jej zawartości. W szklanym naczyniu znajdowała się malutka gałązka Sylfionu. Nie dodał wszystkiego do eliksiru, mając nadzieję, że uda mu się ożywić tę roślinę i sprawić, aby znowu zaczęła rosnąć. Jak na razie nie osiągnął celu i nawet nie był blisko jego zrealizowania, ale nie przejmował się tym. Jego marzenia, że stanie się szanowanym członkiem społeczeństwa czarodziejów obudziły się w nim na nowo. Chciał być zapamiętany jako dobroczyńca ludzkości, a nie pomagier Voldemorta. Wprawdzie dzięki niemu go pokonano, ale to Potter zgarnął wszystkie zasługi dla siebie.
Dzwonek u drzwi obwieścił, że ktoś wszedł do zakładu naprawczego. Severus nie trudził się długim szukaniem odpowiedniego lokalu dla swojej jednoosobowej firmy. Kiedyś urzędował tutaj zegarmistrz, który dzięki pomocy magii, a dokładniej sugestii wrzuconej do mózgu, był święcie przekonany, że jego celem życiowym jest wolontariat w Wietnamie. Zwinął interes z dnia na dzień, z czego właściciel lokalu nie był zadowolony. Miesiąc temu zdawało mu się, że Snape jest jego wybawicielem. Mylił się bardzo, ponieważ potraktowany Confundusem, podpisał umowę na rok z wyjątkowo niskim czynszem, czego wielokrotnie później żałował. Hermiona nie dowiedziała się, że Severus nie postępował uczciwie z mugolami, dlatego chętnie mu pomogła i umieściła reklamę zakładu w Internecie.
- Naprawi pan to DVD? – zapytał mężczyzna w średnim wieku, gdy czarodziej wyszedł z zaplecza. – Szwankuje napęd.
- Oczywiście, proszę to zostawić. Odbiór byłby za trzy dni – oświadczył Severus profesjonalnym tonem.
Początkowo próbował się uśmiechać, ale zauważył, że nie podoba się to mugolom. Bali się go, ponieważ oceniali go po wyglądzie. Chłodny profesjonalizm był o wiele lepiej widziany. Byli skłonni zaufać Severusowi, pomimo niekorzystnego pierwszego wrażenia.
- W takim razie zostawię to u pana – ucieszył się klient. – U konkurencji mówili, że to zajmie dwa tygodnie.
- Jestem od nich o wiele lepszy – oświadczył czarodziej podczas wypisywania kwitu.
Mugol zabrał kartkę i wyszedł zadowolony. Dopiero wtedy Severus pozwolił sobie na lekki uśmiech. Cieszył się z tego, że pieniądze same do niego przychodziły. Otrzymywał średnio pięćdziesiąt funtów za jedno machnięcie różdżką. Na brak klientów nie narzekał, ponieważ szybko rozeszła się po okolicy wiadomość, że jest cudotwórcą, który naprawi wszystko, począwszy od porcelany, a kończąc na naprawdę skomplikowanych urządzeniach.
- Ja cię kręcę! Profesorek! – rozbrzmiał tubalny głos zaraz po dźwięku dzwonka. – Gdy tylko zobaczyłem ten wielki nochal na brzydkim pysku, to od razu wiedziałem, że to ty!
- A co robi taki spaślak na mugolskiej ulicy? – Severus odgryzł się Dundy’emu. – Szukasz kolejnej żony? Biorąc pod uwagę twoje upodobania, to jeszcze jest w przedszkolu…
- Nie, tym razem postanowiłem upolować męża. Jesteś zainteresowany? – Amerykanin oparł się nonszalancko o ladę i zatrzepotał rzęsami. – No, dobra, dobra! Koniec żartów. Nie chcę dostać Avadą… – oświadczył, widząc mordercze spojrzenie Snape’a. – Łażę sobie po okolicy, aby zabić nudę. Żona poszła do mugolskiej galerii handlowej, aby wydawać moje ciężko zarobione pieniądze. Szykuje się wesele w rodzinie, a ona woli niemagiczne kiecki, bo Madame Malkin zdziera z niej zbyt wiele galeonów. Stwierdziła, że nie zamierza wydawać kasy na szmaty z jej sklepu – wyjaśnił. – A u ciebie co słychać? – zapytał, przywołując na twarz dobroduszny uśmiech.
- To – odparł Severus znudzonym tonem i wskazał na zakład.
- Naprawiasz mugolom rzeczy? – zainteresował się Dundy, zerkając ciekawie na odtwarzacz DVD.
- Tak.
- Jesteś genialny! – stwierdził gruby czarodziej, patrząc z podziwem na kolegę z Azkabanu. – Nie narobisz się, a kasa sama wpływa na konto. Masz łeb na karku!
- Dzięki – mruknął Severus, który nie chciał się przyznać do tego, że został mile połechtany.
- Jak ci idzie z twoją Hayde?
Na to pytanie Snape nie był przygotowany. Już zdążył zapomnieć, że kiedyś poradził się Dundy’ego w sprawie Hermiony. Ten jednak pamiętał i patrzył badawczo na kumpla, stojącego za ladą. W jego oczach czaiły się iskierki, które świadczyły o tym, że jest spragniony informacji o postępach.
- Coraz lepiej. Wyświadczyłem jej taką przysługę, że już nigdy się ode mnie nie odwróci. Sprawiłem, że zaczęła wątpić w intelekt najlepszego przyjaciela, który jest przeciwny naszym kontaktom oraz zaczęła traktować mnie jak wyrocznię.
- To świetnie, ale domyślam się, że jeszcze niczego między wami nie było… - Dundy zawiesił głos.
- Nie było, ponieważ jest jeszcze jedna rzecz, którą muszę zrobić – wyjaśnił Severus z błyskiem w oku.
- Jaką?
- Pozbyć się jej chłopaka.
Dundy zaśmiał się demonicznie i poklepał Snape’a po ramieniu, aby pokazać, jak bardzo aprobuje jego wybory.
- To do dzieła, tygrysie! – rzucił, wychodząc z zakładu. – Gdy się spotkamy następnym razem, chcę usłyszeć, że już się z nią przespałeś!
- Niedoczekanie twoje – mruknął Severus, podczas wynoszenia odtwarzacza DVD na zaplecze.
Nie miał zamiaru opowiadać takich rzeczy Dundy’emu. Co nie zmieniało faktu, że chciał pozbyć się Thierry’ego z życia Hermiony raz na zawsze, co nie powinno być trudnym zadaniem, ponieważ mugol nie miał nigdy szans podczas starcia z czarodziejem. Zwłaszcza tak piekielnie dobrym, jak on.