czwartek, 22 września 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 35 – Czasem warto zaryzykować

Ron siedział sam w pustym sklepie i nudził się niemiłosiernie. Sto razy bardziej wolałby pracować tego dnia na Pokątnej, ale mieli umowę z George’em, że pojawiają się w Hogsmeade na zmianę. Tego dnia wypadła kolej młodszego z braci Weasley. Rudzielec wyjrzał z nadzieją przez okno, ale po ulicy kręciło się niewielu czarodziejów. Większość z nich była zajęta swoimi sprawami i częściej zmierzała w stronę jednego z pubów niż do sklepu z dowcipnymi gadżetami. Ron żałował, że nie była to sobota. Wtedy z Hogwartu przychodziło mnóstwo uczniów i miał pełne ręce roboty. Szczerze mówiąc nie lubił za bardzo użerać się z bachorami, ale przynajmniej czymś się zajmował. Samotne siedzenie dobijało go. Hermiona mówiła mu wielokrotnie, że mógłby poczytać jakąś książkę, ale nie ciągnęło go za bardzo do lektury. To było jej hobby, a nie jego. Ron zdecydowanie preferował działanie i lubił iść na żywioł. Nawet jeśli oznaczało to wywalenie za drzwi pyskujących nastolatków, którzy próbowali zwędzić towar.

Rudzielec westchnął i zaczął rozmyślać o niedawnych wydarzeniach. Miał szczęście, że Hermiona wybaczyła mu jego ostatni wybryk. W sumie to zdziwiłby się, gdyby tego nie zrobiła. Wydał na nią kupę kasy. Niewiele czarownic mogło się poszczycić takim pierścionkiem.
- Nawet ten sukinsyn Robards – pomyślał z satysfakcją Ron. – Przebiłem jego biżuterię i samochód. Niech no tylko spróbuje podwalać się do Mionki, to mu pokażę!

Jego narzeczona była warta wszystkich wydanych pieniędzy. Mądra, ambitna i nieustraszona, a przy tym wyrozumiała i wrażliwa. Może nie była Miss Czarownic i nie onieśmielała urodą niczym Fleur, ale miała w sobie to „coś”, co powodowało u męskiej części społeczeństwa chęć mycia się częściej niż raz na tydzień. Ron ciągle nie wierzył w swoje szczęście. Nigdy nie rozumiał, dlaczego Hermiona akurat w nim się zakochała. Przecież chodziła z Krumem, który był i nadal jest gwiazdą Quidditcha.
- Kobiety są dziwne – stwierdził w duchu Ron. – Widocznie inteligencja Mionki podpowiedziała jej, że jestem kimś wyjątkowym. Wiedziała, że zajdę daleko i będę zarabiał kupę forsy, dzięki czemu będziemy żyć w dostatku i przebijemy majątkiem Malfoya – pomyślał z zadowoleniem. – Mam nadzieję, że przez wszystkie łapówki Draco będzie klepał biedę, a ja mu będę kazał tańczyć w zamian za garść galeonów! O tak! – rudzielec z błogą miną zaczął udawać, że rzuca pieniądze na podłogę. – Zbieraj Malfoy! Łap! Ha, ha! Weasley górą!

Marzenia Rona o tańczącym i żebrzącym Draco zostały brutalnie przerwane przez dzwonek zawieszony u drzwi, który informował o przybywających klientach. Czarodziej błyskawicznie zerwał się ze stołka i ujrzał zmierzającą ku ladzie Ritę Skeeter.
- Dokarmiałeś jakieś zwierzątka? – spytała słodkim tonem. – Z zamkniętymi oczami to chyba ciężko, co?
- Eeee… puszki pigmejskie – wydusił z siebie Ron. – Uciekły na dźwięk dzwonka….
- Aha… - mruknęła Rita jednocześnie patrząc się wymownie na zamkniętą na cztery spusty klatkę ze zwierzątkami. – Chciałabym…
- Nic nie powiem na temat Hermiony ani Harry’ego, ani Ginny, ani kogokolwiek innego! – wszedł jej w słowo rudzielec, który przypomniał sobie, że przy dziennikarce nie powinien mielić ozorem.
- Ha, ha, ha! – wybuchnęła śmiechem czarownica. – Jesteś taki słodziutki jak nowonarodzony Nieśmiałek… - zbliżyła się i oparła o ladę. – Chcę pogadać na twój temat.
- Mój? – zdziwił się Ron. - Wiesz przecież wszystko…
- A, a, a! Ciiii… – uciszyła go Rita patrząc mu głęboko w oczy. – Po Dniu Zwycięstwa jestem wprost zalewana listami od osób, które chcą wiedzieć o tobie więcej. Nie interesuje ich Harry czy Hermiona… – dziennikarka dźgnęła chłopaka palcem zakończonym ostrym paznokciem pomalowanym na krwistoczerwony kolor. – Kim jest ten fascynujący czarodziej? Dlaczego tak mało o nim wiemy? Te pytania przewijają się w większości wiadomości. Czytelnicy chcą lepiej poznać trzeciego bohatera, który jest na tyle skromny, że stoi w cieniu – zakończyła z uwodzicielskim uśmiechem.
- Pierdolisz Rita – odparł Ron zanim zdążył pomyśleć, co mówi.

Dziennikarce na moment znikł uśmiech z twarzy, ale szybko się opanowała. Położyła na ladę swoją torebkę ze smoczej skóry i zaczęła w niej gwałtownie grzebać. Po chwili przed nosem Rona pojawił się stos pergaminów.
- Czytaj! – rozkazała Rita.
Rudzielec z pewną dozą nieufności zaczął przeglądać listy. Zdecydowana większość pochodziła od kobiet. Część pisała, że nie pomyślałaby nigdy, że ktoś taki jak on może być interesujący, ale zdjęcie zaręczonej pary zaintrygowało je. Kilka wiadomości było od osób, które chciały się dowiedzieć więcej na temat jego pracy oraz jak doszedł do sukcesu. Zdecydowana mniejszość domagała się pikantnych ploteczek.
- Nigdy nie myślałam o Ronaldzie Weasley jako o bohaterze i odnoszącym sukcesy człowieku, jednak twój ostatni artykuł sprawił, że zmieniłam o nim zdanie – Rita przeczytała fragment listu. – Dlaczego tak mało wiemy o tym fantastycznym chłopaku? Przecież powinien objąć urząd ministra! Rito, napisz nam coś więcej!

Dziennikarska spojrzała na Rona znacząco. On sam nie wiedział co powiedzieć. Miał świadomość, że nawet nie powinien pozwolić Ricie na przekroczenie progu sklepu. Kontakty z nią oznaczały kłopoty i nie raz się o tym przekonał. Jednak gdy czytał te wszystkie pochlebstwa w listach poczuł się ważny. Ktoś go w końcu docenił i zaczął się nim interesować. Czarownice wręcz domagały się aby Rita przeprowadziła z nim wywiad. To mile połechtało jego próżność.
- Nie powinienem z tobą gadać, idź już sobie – oznajmił zrezygnowanym tonem, gdy stwierdził  że nie chce dać Hermionie kolejnego powodu do zmartwień. Wystarczająco zawalił kwestię wesela.
- Wiem, wiem… – Rita machnęła ręką jakby odganiała naprzykrzającą się jej muchę – twoja cudowna narzeczona byłaby zła…
- Oj, byłaby…
- Słuchaj Tygrysie! – dziennikarka zbliżyła swoją twarz do twarzy Rona. – Moje czytelniczki domagają się ciebie. Nie interesuje ich Hermiona, nie musisz o niej mówić. Masz właśnie swoje pięć minut, wykorzystaj je! Pokaż się z jak najlepszej strony! Niech świat pozna prawdziwego Ronalda Weasleya, a nie przydupasa Harry’ego! – mówiła z ekstazą. – Nie zmarnuj swojej szansy! Nie bądź frajerem, który siedzi pod pantoflem swojej narzeczonej!

Ron poczuł się jakby był pomiędzy młotem, a kowadłem. Toczył ze sobą wewnętrzną walkę. Właśnie ziszczało się jego pragnienie – bycie naprawdę sławnym. Zawsze był w cieniu swoich braci, Harry’ego, a ostatnio nawet Hermiony. Ona mogła być w gazetach, mogła udzielać wywiadów, a mu nie było wolno. Przecież też miała kilka wpadek i jakoś z nią nie zerwał! Hermiona powinna mu bardziej zaufać.
- Rita – odezwał się po krótkiej chwili – udzielę wywiadu, ale mam jeden warunek…

Dziennikarka wysłuchała uważnie co Ron ma do powiedzenia. Nie skrzywiła się, ani nie protestowała. Za to z zadowoleniem sięgnęła po czysty pergamin i pióro.
- No to zaczynajmy! – rzekła z uśmiechem, który ukazywał w pełni jej złote zęby.
Ron za to miał nadzieję, że jego narzeczona zrozumie dlaczego to zrobił.

***

Hermiona ledwo zdążyła przekroczyć próg domu, gdy została cofnięta na podwórko przez swojego ojca. Wręczył jej kanapkę oraz sok jabłkowy i zaprowadził do samochodu.
- Nie ma czasu do stracenia! – oznajmił otwierając przed nią drzwi od strony pasażera.
- Coś się stało? – pisnęła przestraszona czarownica.
- Chciałaś abym się rozejrzał za jakimś domem do wynajęcia dla ciebie i Rona – wyjaśnił pan Granger. – Rodzice mojego kolegi z pracy chcą się przeprowadzić za granicę. Znaleźli naprawdę tanie lokum i chcą tam się urządzić jak najszybciej. Postanowili, że wynajmą swój dom. Ian powiedział mi, że najpierw chcą poszukać chętnych pocztą pantoflową zanim dadzą oficjalne ogłoszenie. Wiesz, mają większe zaufanie do kogoś kto zostanie im polecony - opowiadał podczas wyjeżdżania z podjazdu.
- Tato, super, naprawdę, ale dopiero niedawno się zaręczyliśmy i nie sądzę aby szybkie…
- Nie wymiguj się – ojciec Hermiony wszedł jej w słowo. – Razem z mamą stwierdziliśmy, że przyda wam się pomieszkać razem przed ślubem. Ostatnio kłócicie się o najmniejsze pierdoły. Prawie zerwaliście zaręczyny z powodu innych wizji wesela. Musicie nauczyć się dogadywać się we wszystkich kwestiach. Zarówno tych małych jak i dużych. Wiemy, że przy nas się hamujecie i to nie jest dobre. Czasem trzeba sobie porządnie pokrzyczeć aby pójść dalej – zerknął na naburmuszoną córkę, która nie lubiła jak się ją poucza. – Wiem, że Ron ma czasem zwariowane pomysły, ale w końcu jest czarodziejem. Ty za to jesteś zbyt… eeee… ambitna…
- Twierdzisz, że przesadzam? – spytała się lodowatym tonem.
- Powinnaś czasem wyluzować. Życia nie da się w stu procentach zaplanować. Później będziesz żałować, że straciłaś najlepsze lata swojego życia!
- Na łożu śmierci prędzej będę żałować, że nie zostałam Ministrem Magii i nie uwolniłam Skrzatów Domowych niż to, że nie chlałam na imprezach!
- Wiesz dobrze, że nie o to mi chodzi – odparł pan Granger. – Dąż do czegoś, ale przy okazji nie zatracaj się w tym. Ok?
- Niech ci będzie – odburknęła Hermiona. – Moje pierwsze szaleństwo: jadę oglądać potencjalne miejsce zamieszkania bez narzeczonego.
- Powiedziałem Ianowi, że będziemy dzisiaj. Nie ma czasu czekać aż Ron wróci z Hogsmeade. Jeśli się dobrze zaprezentujemy to może się uda wynająć dom z niskim czynszem w dobrej lokalizacji.
- No tak, dobre wrażenie i Ron to oksymoron – zakpiła czarownica po czym zajęła się konsumowaniem kanapki.

Dom rodziców Iana okazał się bliźniakiem, zaś oni sami bardzo miłymi ludźmi, mimo że pan domu jako były wojskowy miał tendencje do dyrygowania innymi. Obydwoje przeszli na emeryturę i stwierdzili, że mają dość mokrego angielskiego klimatu. Podjęli decyzję, że przenoszą się na południe w obrębie Morza Śródziemnego. Znaleźli w Hiszpanii domek, który został wystawiony na sprzedaż w ramach licytacji. Jako, że nie było chętnych to kupili go za naprawdę małe pieniądze. Obydwoje już nie mogli się doczekać aby obejrzeć swoje nowe miejsce zamieszkania.
- Chcemy wylecieć za dwa tygodnie, weźmiemy tylko niezbędne rzeczy, resztę dokupimy na miejscu – opowiadał ojciec Iana.
- W naszym nowym ogrodzie rosną pomarańcze – dodała jego żona. -  Chcę o nie zadbać.
- Im szybciej wynajmiemy nasz stary dom tym lepiej – oświadczył właściciel. – Ian mówił, że jest pan porządnym człowiekiem i dobrze wychował pan córkę – spojrzał na Hermionę, która wyprostowała się aby pokazać, że jest godna zaufania. – Pokażę wam dom i pogadamy.

Mimo początkowej niechęci czarownica stwierdziła, że zaczyna jej się podobać wizja szybkiego zamieszkania z Ronem. Uważnie oglądała każde pomieszczenie i w jej głowie zaczął się pojawiać plan zagospodarowania miejsca. Na parterze mieścił się salon z kuchnią i ogrodem zimowym. Na pierwszym piętrze znajdowały się trzy sypialnie i łazienka. W zadbanym ogrodzie stała zgrabna altana, idealna do urządzania spotkań z przyjaciółmi. Zaś co najważniejsze: dom miał prawdziwy kominek. Hermiona wiedziała, że będą korzystać z Ronem z Sieci Fiuu, dlatego był to warunek podstawowy.

Oglądając kuchnię dziewczyna poczuła, że bardzo chciałaby tu zamieszkać. Szybko skarciła się w duchu za te myśli. To było pierwsze miejsce które obejrzała i to bez udziału Rona. Wprawdzie robiła już rozpoznanie buszując w internecie i szukając ofert w gazetach, ale nie powinna dać się porwać entuzjazmowi. Wynajem domu to poważna decyzja i powinna być dogłębnie przemyślana oraz przeanalizowana.
- Na kiedy zaplanowałaś wesele? – zapytała uprzejmie matka Iana.
- Chcieliśmy za rok, ale tak wyszło, że dopiero za dwa lata się pobierzemy – Hermiona odparła błyskawicznie mimo wyrwania z zamyślenia. – Z tego powodu szukamy czegoś na dłużej.
- Rozumiem – staruszka uśmiechnęła się wyrozumiale. – Musicie mieć swoje gniazdko. Ten dom jest idealny dla młodego małżeństwa. Zmieścicie się tutaj z powodzeniem razem z dziećmi.

Czarownicę przeszył dreszcz. Z dziećmi? Kiedyś je chciała, ale po słowach Kingsleya przestała brać macierzyństwo pod uwagę. Nikt jej nie wybierze na Ministra Magii z powodu wyglądu, a gdy zostanie matką to przez dłuższy czas będzie musiała siedzieć w pieluchach. Miała przecież doświadczenie w tych sprawach dzięki Suzanne. Uważała, że opieka nad dzieckiem to ciężki kawałek chleba, mimo że jej siostra była bardzo grzeczna i spokojna. Już teraz miała problemy z pisaniem raportów, gdy Suzanne domagała się uwagi. Potomstwo zostało definitywnie skreślone z planów Hermiony na najbliższe dziesięć lat.
- Powie mi pani jacy są sąsiedzi? – spytała się właścicielki aby zmienić temat.
- Hinduska rodzina, ona nie pracuje, on jest wysoko postawionym pracownikiem banku. Mają trójkę dzieci, ale dwójka się wyprowadziła. Z nimi został tylko nastoletni syn. Spokojni, nie hałasują, od samego początku nie mieliśmy z nimi żadnych kłopotów, a mieszkają tutaj od trzech lat. Jeśli lubisz hinduskie jedzenie to dobrze, bo często czuć jak przyrządzają mocno pachnące potrawy.
- Nie przeszkadza mi to – odparła Hermiona z ulgą.
- Musisz jeszcze wiedzieć, że są… dość tradycyjni – oznajmiła właścicielka domu z zakłopotaniem.
- Czyli?
- On nie rozmawia z kobietami, a ona z mężczyznami. Nie zdziw się, to u nich normalne.
- Myślałam, że średniowiecze minęło – skomentowała dziewczyna z rozbawieniem.
- Traktuj to jako małe dziwactwo. Inna kultura, inne wychowanie…
- Skoro to ich tradycja to nic mi do tego. Jak chcą tak będą robić.

Do rozmawiających kobiet dołączył właściciel domu i pan Granger. Dyskutowali zawzięcie o cenie wynajmu.
- Dwa tysiące funtów miesięcznie! – wołał staruszek.
- Córka z przyszłym zięciem muszą uzbierać na wesele – oznajmił ojciec Hermiony. – Dwa tysiące to będzie dla nich za dużo.
- Mogę opuścić najwięcej o sto funtów. Młodzi będą mieć meble i pełne wyposażenie.
- Przydałoby się odświeżyć mieszkanie – zauważył pan Granger. – W salonie odchodzi tapeta, w łazience przecieka kran, w kuchni przydałoby się wymienić szafki. Dałbym najwyżej półtora tysiąca funtów.
- Spokojna okolica, blisko do metra… za to się płaci.
- Opuść cenę stary pierniku – rzuciła do męża staruszka. – Ułatw młodym start w dorosłość. Niech zrobią remont bo rzeczywiście z sufitu tynk na łeb leci.

Ojciec Iana w pierwszym momencie zapowietrzył się ze złości słysząc słowa swojej drugiej połówki. Ta zaczęła go przekonywać, argumentując, że Grangerom dobrze z oczu patrzy. Mężczyzna zaczął się uspokajać, ale widać było, że nie jest przekonany.
- Będą grzecznie płacić w terminie, wyremontują dom i zamierzają zostać tu na dłużej. Obydwoje mają stałą pracę i zachowują się porządnie – wyliczał pan Granger. – Jeśli będzie coś nie tak to od razu skontaktuję się z Ianem.
- Nigdy nie podobała mi się ta tapeta w salonie – narzekała właścicielka domu. – Powinniśmy ją zmienić co najmniej pięć lat temu. Przypomina mi tę okropną sukienkę ciotki Hannah co była w niej na ostatnim weselu kuzyna Patricka.
- Wpłacę kaucję – zapewnił ojciec Hermiony.

Staruszek wyglądał jakby go zemdliło. Wysłuchiwanie narzekań żony oraz zapewnień pana Grangera podkopało jego siły.
- No dobrze! Wgraliście! Przestańcie jazgotać! – wyrzucił z siebie. – Niech będzie półtora tysiąca, ale za to macie tutaj zrobić porządek na błysk!
- Zgadzam się! – ucieszył się ojciec Hermiony.
Tego było już za wiele dla jego córki.
- Zaraz, zaraz! – zaprotestowała. – Może zapytamy się najpierw Rona o zdanie?

Pan Granger popatrzył się na Hermionę z niepokojem i rozczarowaniem jednocześnie. Czarownica wiedziała, że jej ojciec napalił się na ten dom. Musiała przyznać mu rację, że oferta jest bardzo atrakcyjna. Chciał dla niej i Rona jak najlepiej. Swoim protestem zawiodła jego oczekiwania, tym bardziej, że poradził jej aby się wyluzowała i czasem podjęła decyzję bez zastanowienia. Wiedziała jednak, że powinna spytać się narzeczonego o zdanie.
- Dziewczyno, daj spokój! – zagrzmiał staruszek. – Jeśli chłop będzie miał ugotowane, posprzątane i napalone w piecu to mu będzie wisiało gdzie mieszka. Weim coś na ten temat – popatrzył się ostentacyjnie na żonę, która szybko skinęła głową na znak, że się z nim zgadza.
- Nie jestem pewna… - odparła zmieszana Hermiona.
- Może poczekamy z tym do jutra? – spytał się z nadzieją w głosie pan Granger
- Albo decydujesz się teraz, albo wynajmę ten dom pierwszemu lepszemu, który da mi dwa tysiaki do ręki! – oznajmił ojciec Iana tonem, który przypominał rozkaz wydawany żołnierzowi. – Lubię ludzi konkretnych, którzy wiedzą co chcą. Nie podobają mi się myśliciele, którzy muszą wszystko analizować. Spędziłem większość życia w wojsku. Tam trzeba było decydować w ułamku sekundy czy rozwalić wroga, czy dać się zabić! Młode pokolenie nic nie wie o takich sprawach! Dla was wybranie domu czy samochodu to wysiłek na granicy wytrzymałości – zagrzmiał. – Wóz albo przewóz panienko!

Wywód właściciela domu podziałał na Hermionę jak płachta na byka. Przypomniała sobie wojnę z Voldemortem oraz cierpienia, których doświadczyła z tego powodu. Ona nie potrafi podjąć błyskawicznej decyzji? Nie raz musiała walczyć na śmierć i życie! Nie jest pierwszym lepszym myślicielem. Uważała, że jest wojowniczką i nikt nie miał prawa poddać to w wątpliwość. Spojrzała na swojego ojca, który z niecierpliwością oczekiwał na jej decyzję. Chciał aby zaszalała, w takim razie będzie szaleć! Ron musi jej wybaczyć, ostatnio to on zawalił sprawę, powinien być wyrozumiały.
- Podjęłam decyzję – oświadczyła patrząc się stanowczo w oczy staruszka.
Po wyjawieniu co ustaliła, pani domu z radości klasnęła w ręce, a jej mąż poszedł do spiżarni aby wyciągnąć wino. Hermiona zaś miała nadzieję, że Ron zrozumie dlaczego to zrobiła.

***

- Naprawdę gadałeś z Ritą Skeeter!?
- Tak, udzieliłem jej wywiadu! – warknął Ron. – Myślę, że to małe piwo kremowe w porównaniu z tym co ty zrobiłaś!
- Nie miałam wyjścia! – broniła się Hermiona. – Tata tak bardzo chciał…
- Tak, zwalaj wszystko na tatusia!
- Ja przynajmniej mam na kogo zwalać! – odcięła się Hermiona. – Wiesz jaka jest Rita! Pewnie znowu naopowiadałeś jej głupot o mnie i Harrym!
- A żebyś wiedziała Panno Idealna, że pytała się tylko o mnie. Nic na wasz temat jej nie mówiłem! – bronił się rudzielec. – Masz, czytaj! – rzucił swojej narzeczonej zwinięty pergamin.
- Ja, niżej podpisana Rita Skeeter oświadczam, że nie zmienię samodzielnie nawet jednego słowa w wywiadzie, który przeprowadziłam z Ronaldem Weasleyem. Przysięgam, że wszelkie korekty tekstu będą uzgodnione z bezpośrednio zainteresowanym – czarownica przeczytała wiadomość w ciągu sekundy. – Jak… jak ją przekonałeś? – wydukała zmieszana. – Sam to wymyśliłeś?
- Oczywiście, że tak! – Ron z dumą wypiął pierś. – Fanki zmusiły ją do tego, nie miała biedaczka wyjścia. Podpisała co chciałem…
- Na Merlina, jesteś genialny! – wydyszała Hermiona i rzuciła się swojemu narzeczonemu na szyję. – Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałam – wyznała ze skruchą.
- Żeby mi to było ostatni raz – odparł z naganą, ale widać było, że jest udobruchany. – Mam nadzieję, że ten dom, który wynajęłaś, jest wart olania dwudziestu innych!

***

Rodzice Iana w ciągu kilku dni spakowali większość rzeczy, które zabierali ze sobą. Nie było tego wiele, ale co tylko się dało wysyłali paczkami do swojego nowego domu. Hermiona z Ronem mieli o wiele mniej pracy, czarownica po prostu umieściła ich dobytek w swojej torbie. Pomyślała przy tym o zachowaniu pozorów. Z tego powodu powieliła przy pomocy magii kilka pudeł, aby pokazać, że z czymś przyjechali. Ron razem z panem Grangerem musieli poudawać chwilę, że dźwigają ciężary.
- Umieśćcie to w najmniejszej sypialni – zakomenderował ojciec Iana. – Jak skończycie, to zamkniemy pokój na klucz abyście mieli pewność, że do wyjazdu ich nie dotykaliśmy.
- Bardzo dziękujemy – Hermiona uśmiechnęła się do niego.

Była w bardzo dobrym humorze. Ron obejrzał dom i stwierdził, że mu pasuje. Nawet pochwalił ją za to, że tak zaryzykowała! Obydwoje stwierdzili, że jej ojciec ma rację i powinni zamieszkać ze sobą. Mieli nadzieję, że w końcu przestaną się kłócić i nauczą się jak dojść do kompromisu.

Pogrążona w myślach czarownica nie zauważyła jak nogi zaniosły ją do ogrodu. Mama Iana bardzo lubiła rośliny, dlatego posadziła wiele kwiatów. Hermiona z przyjemnością patrzyła na ich rozchylone płatki. Była połowa maja i roślinność zdążyła już przebudzić się do życia. Gdy podeszła do wyjątkowo okazałego krzaka poczuła, że ktoś ją obserwuje. Drgnęła zaniepokojona i ostrożnie rozejrzała się po okolicy. Jedyne co zauważyła to szybko zasuwającą się firankę w oknie na piętrze drugiej części bliźniaka. Wzruszyła ramionami i wróciła do kontemplacji przyrody. Chwilę później koło niej zjawił się Ron.
- Naprawdę miałaś nosa! – pochwalił ją. - Ten dom jest świetny!
- Ja zazwyczaj mam rację – wymruczała i podeszła do swojego narzeczonego. – Pamiętaj o tym.
- Już nie mogę się doczekać mieszkania z tobą – Ron złapał Hermionę w pasie i przyciągnął do siebie. – Pamiętaj, że jesteś moja! Tylko moja!

Dziewczyna zachichotała i z ochotą przyłączyła się do długiego pocałunku. Poczuła, że ona i jej narzeczony są jednością i nic ani nikt nie może ich rozdzielić. Nagle usłyszała, że ktoś przeskakuje przez płot. Zanim zdążyła zareagować Ron zawył z bólu.
– Co do cholery… - zaczął mówić, ale na jego głowę spadł drugi cios.
Czarowica poczuła, że ktoś łapie ją za rękę. Popatrzyła się w stronę napastnika i szczęka jej opadła z powodu niesamowitego zdumienia wymieszanego z przerażeniem.
- Uciekajmy Hermiono! On już nigdy więcej nie zmusi cię do niczego więcej! – usłyszała po czym została zaciągnięta w głąb ogrodu.

poniedziałek, 19 września 2016

Fanfik Trójmagiczny: Rozdział 7 - Cholera mnie trafia, gubię wenę i odpowiadam na pytania Liebster Blog Award


Witam Wszystkich Miłościwie Mnie Czytających!

Tu znowu Szczęśliwa Trzynastka i moje wypociny nie zawsze związane z Harrym.



Dzisiaj przyszłam się pożalić: mój komp znowu wziął i umarł. Ale aby było zabawniej przy okazji zeżarł prawie ukończony rozdział Powojennego Życia Hermiony G. co go w Wordzie skrobałam. Mąż reanimował komputer przez całą sobotę próbując odzyskać pliki, ale wydobył z czeluści machiny ledwo skrawki. W niedzielę zrobił format i teraz siedzę przy czyściutkim komputerku pozbawionym właściwie wszystkiego :(. Nawet programu graficznego nie mam. Wszystko muszę poinstalować...  Grrr!

Właśnie dlatego straciłam wenę i na razie nie mam ochoty odtwarzać tych wszystkich stron, które napisałam. Załamałam się... buuuu :(. Dzisiaj nie jest lepiej - wczoraj zatrułam się serkiem. Kłopoty chodzą parami, a czasami większą grupą. Nawet nie mogę zatopić smutku w lodach, bo mój żołądek jest w opłakanym stanie :(.

Nie pozostaje mi nic innego jak zająć myśli czymś innym i opowiedzieć na pytania Princess Potterhead, która nominowała mnie do Liebster Blog Award (myślę, że każdy wie co to jest).


Co nakłoniło Cię do założenia bloga o takiej właśnie tematyce?

To długa historia, która tak naprawdę, zaczęła się kilkanaście lat temu (!). Jestem z pierwszego pokolenia, które wychowało się na HP. Chodziłam na premiery książek i filmów. Przed każdym z nich czytałam poprzednie części, a gdy wyszły wszystkie to odświeżałam sobie cykl raz na rok. W końcu stwierdziłam, że czytanie w kółko tego samego nie daje mi radości i  przysięgłam, że nie dotknę książek i filmów do czasu, aż będę miała swoje dziecko. Okazało się, że czekałam na to kilka lat.

Gdy moja córka miała jakieś półtora roku zaczęłam jej czytać do snu Harry’ego Pottera. Takie małe dziecko i tak niewiele czai, a ja nie chciałam męczyć się z jakimiś bajkami. Poza tym moja przysięga się wypełniła :). Gdy przeczytałam wszystkie części to czegoś mi brakowało… Obejrzałam wszystkie filmy ale nadal było mi mało. Tak więc w akcie beznadziejnej desperacji sięgnęłam po fanfiki. Nigdy tego nie robiłam, lubię bardzo wiele różnych książek i filmów ale jakoś twórczość fanowska nawiązująca do nich mnie nie pociągała. W tym przypadku było inaczej, wciągnęłam się!

Gdy się już zorientowałam co w trawie piszczy stwierdziłam, że sama mam mnóstwo pomysłów. Zawsze byłam osobą twórczą, która miała lekkie pióro, ołówek i kredki. Pomyślałam sobie: a może napisać jakiegoś fanfika? Początki były trudne: dziecko mnie odciągało od komputera, a mąż stukał się wymownie w głowę. Byłam twarda, zaczęłam pisać… raz wystukałam na klawiaturze kilka linijek, a raz kilkanaście stron. Zaczęłam szkicować postacie podczas gdy mąż patrzył się na to i wzdychał znacząco. Dziecko za to „pomagało” mi kolorować co skutkowało ponownym, przymusowym rysowaniem…

Jestem również osobą która uwielbia sobie wszystko komplikować i przez to zaczęłam pisać trzy fanfiki na raz! Najpierw wszystko siedziało grzecznie w Wordzie, ale potem postanowiłam udostępnić to, co stworzyłam. Tak powstał Fanfik Trójmagiczny :)

Czy ktokolwiek z Twoich bliskich wie że blogujesz?

Tylko jedna kuzynka, która nie lubi Harry’ego Pottera ze względów religijnych więc nie czyta moich wypocin :P. Nikomu innemu o tym nie mówiłam. Moja matka dostałaby szału gdyby dowiedziała się czym się zajmuję. Babcie postukałyby się w głowę, dziadkowie zarechotali szyderczo, a rodzeństwo przestałoby się do mnie odzywać. Taką mam tolerancyjną rodzinę!

Jaka książka wywarła na Tobie największe wrażenie? Jeżeli nie lubisz czytać to jaki film stał się dla Ciebie niezapomniany?

Kiedyś odpowiadałam na podobne pytanie dotyczące książki, dlatego opowiem o filmie pod tytułem „American Beauty”. Uwielbiam go za to jak zmusza do refleksji nad samym sobą. Pokazuje, że życie nie musi iść ustalonym torem, że warto czasem zatracić się w szaleństwie i żyć jak się chce. Bardzo podoba mi się psychika bohaterów i wybory, których dokonują. Jak się zmieniają i do czego to prowadzi. Niby jest to film o zwyczajnej rodzinie i ich otoczeniu, ale wbija w fotel. Oraz pokazuje, że czasem największe piękno można spotkać na ulicy :)

Jaką znaną osobę chciałabyś kiedyś spotkać i dlaczego?

Na to pytanie także wcześniej odpowiedziałam.

Czy jest jakaś określona pora kiedy najlepiej Ci się pisze?

W dawnych czasach najlepiej pracowało mi się rano. Teraz mam dziecko i sytuacja zmusiła mnie do wydobywania z siebie kreatywności w chwili, gdy mam spokój :P

Co jest inspiracją przy tworzeniu wpisów na Twoim blogu/blogach?

Własne przeżycia i moich znajomych. Jestem obserwatorem, który lubi rozgryzać psychikę innych. Dlatego większość rzeczy, o których piszę ma w jakimś stopniu odzwierciedlenie w realnym życiu.

Jaki byłby Twój ulubiony przedmiot w Hogwarcie i dlaczego?

Chciałabym aby były nim eliksiry, ale wiem, że Snape szybko zniechęciłby mnie do nich. Kiepski nauczyciel szybko podcina skrzydła uczniom. Sądzę, że dobrze bawiłabym się na zaklęciach prowadzonych przez Flitwicka. Znajdowałabym jakieś ciekawe, ale do niczego przydatne formułki i zabawiałabym czarami innych (na przykład niewidzialne lasso, którym mogłabym przeciągnąć nielubianą osobę po korytarzu). Taki błazen byłby ze mnie xP

Z kim z bohaterów serii HP najbardziej się utożsamiasz i dlaczego właśnie z nim/nią?

Hmmm, ciężkie pytanie. Chyba najlepiej rozumiem Hermionę i Lunę. Tak samo jak Hermiona wszystko dokładnie analizuję i planuję. Kieruję się w życiu logiką, ale gdy trzeba to wskoczę w ogień aby ratować kumpli. Z Luną czuję związek, ponieważ obydwie odstajemy od społeczeństwa, jesteśmy kreatywne i gdy wpadniemy w marzenia to ciężko nas z nich wyciągnąć. Mam dziwny typ osobowości :)

Która z części sagi HP jest Twoją ulubioną i dlaczego?

Lubię wszystkie części (no może oprócz trzeciej), więc ciężko mi wskazać konkretną. Myślę, że najchętniej czytam „Insygnia Śmierci”, ponieważ są zakończeniem całego cyklu. Uwielbiam kryminały, ponieważ pociągają mnie zagadki. W Harrym Potterze musiałam czekać aż siedem tomów i osiem lat aby dowiedzieć się o co chodziło z Severusem oraz w jaki sposób Voldemort został pokonany. Ciężkie katusze dla kogoś takiego jak ja :(

Czy uważasz za satysfakcjonujące zakończenie sagi HP? Dlaczego tak/nie?

Jasne, że tak. Voldek nie żyje, niech żyje Harry! Niczego więcej mi do szczęścia nie potrzeba.

Co sądzisz o najnowszej książce związanej ze światem magii czyli o „Harry'm Potterze i Przeklętym Dziecku”? Czy uważasz że wydanie jej było dobrym pomysłem?

Ciężko się wypowiadać na temat książki, której się nie czytało. Przede wszystkim wiem, że recenzje nie są pochlebne. Z tego co wiem mnóstwo rzeczy przeczy logice i rzeczom, które mówiła sama Rowling. Pewnie będzie mi to przeszkadzało. Z drugiej strony to nie ona to pisała tylko ktoś inny… Pewnie dostanę tę książkę jako prezent pod choinkę, więc wtedy będę mogła się na jej temat wypowiadać.

Mogę zaś powiedzieć, że nie podobało mi się zamieszanie wokół sztuki teatralnej. Nie lubię, gdy ktoś robi ze mnie i z innych ludzi kretynów. Chodzi oczywiście o kolor skóry Hermiony. Mi to rybka czy w teatrze będzie czarnoskóra, czy zielona. Tam się liczy talent, a nie podobieństwo (chociaż powiem, że byłoby miło widziane). Zdenerwowałam się na słowa Rowling, która zwyzywała fanów od debili i rasistów oraz próbowała wmówić, że nigdy nie precyzowała koloru skóry Hermiony. Przecież to oczywista bzdura. Precyzowała i to nie raz. Dowodów jest mnóstwo, ale ona idzie w zaparte. To mnie w tym wszystkim zraziło. Nie lubię osób, które kłamią.

Myślę jeszcze, że stworzenie tej sztuki i wydanie książki było dla wyciągnięcia od fanów pieniędzy. Wiem, że nie idą one w całości do Rowling, bo ta wyzbyła się większości praw autorskich dawno temu (pewnie coś tam jej skapnie, ale to procent od całości). To „coś” zostało stworzone przez marketingowców, tak samo jak cała burza wokół skóry Hermiony. Ludzie będą się wkurzać i o tym mówić = mamy darmową reklamę. Wszystko to jest naciągane jak za małe gacie na tyłek. Jeśli zechcę wydać na coś swoje pieniądze to wolę aby to było zrobione z sercem i pasją, a nie odwalone byle jak, ponieważ „barany i tak to łykną” więc po co się starać.

Dlatego sądzę, że gdyby recenzje o książce były pochlebne oraz nie byłoby afery o Hermionę to wtedy uważałabym, że wydanie „Przeklętego Dziecka” byłoby dobrym pomysłem.

Ostatnio nikogo nie nominuję i tym razem też tak zrobię. Nie mam weny aby wymyślać pytania :(

Pozdrawiam Wszystkich i jeszcze raz przepraszam za brak rozdziału!

poniedziałek, 12 września 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 34 – Nieporozumienia w związku


Sara Jones siedziała w swoim fotelu i patrzyła się rozbawionym wzrokiem na więźnia. Cała jej poza świadczyła, że jest zrelaksowana. Ręce złożyła na podołku, a na ustach pociągniętych jasnoróżowym błyszczykiem błąkał się lekki uśmieszek. Założyła nogę na nogę i niby od niechcenia pocierała jedną stopą drugą stopę w ten sposób, że w spadł z niej elegancki but na wysokiej szpilce. Oczy rzucały figlarne błyski i mówiły „wiem, że tego chcesz, wystarczy poprosić”.

Severus patrzył się na nią spode łba i klął ostro w duchu wymyślając, co raz bardziej kreatywne epitety. Ta jędza zrobiła wszystko, aby go zdenerwować! Wykorzystała fakt, że maj był niespotykanie gorący i założyła krótką sukienkę. Tą samą, w której była podczas ich pierwszego zbliżenia. W normalnych okolicznościach byłby zachwycony, ale akurat w tym momencie to był cios poniżej pasa. Nie da się! Będzie twardy, a nie miękki i nie przeprosi!

Sara westchnęła, wzięła do ręki podkładkę z notatkami i zaczęła się nią wachlować. W czasie tej czynności ramiączko sukienki zsunęło się wolno po jej ramieniu. Severus ugryzł się w język, aby nie skomentować jej spojrzenia, które wyraźnie mówiło „no dalej, postaraj się, powiedz to”. W życiu! Wcale nie uważał, że wina była po jego stronie. Owszem, tylko on podniósł głos, ale Sara mocno się do tego przyczyniła. Zupełnie nie rozumiała jego potrzeb! Nie wiedziała jak to jest, gdy mężczyzna żyje tylko spotkaniami ze swoją kobietą, a ta oświadcza jakby nigdy nic, że ma okres! Severusowi żyłka zaczęła niebezpiecznie drgać na skroni, gdy sięgnął pamięcią wstecz. Nic nie miał do tej damskiej przypadłości. Nie był aż takim kretynem, aby nie wiedzieć, że kobiety coś takiego mają. Jednak tak naprawdę poszło o chęci Sary do zrekompensowania mu tej niedogodności. Początkowo była skora do pomocy, ale po kilku miesiącach związku oświadczyła, że zamiast sprawić mu trochę przyjemności to woli porozmawiać. Gdy Severus usłyszał to okropne stwierdzenie, pomyślał, że szlag go trafi! To było zupełnie nie w porządku z jej strony! Mogli porozmawiać po wszystkim. Wiedział, że jest inteligentna, więc powinna się domyśleć, czego będzie chciał. Powiedział jej o tym, a ona się na niego obraziła. Z tego powodu doszło do wymiany zdań, po których przestał się do niej odzywać.

Psycholog uśmiechnęła się do Severusa w sposób, który mówił „wiem, o czym myślisz” i niby niechcący podciągnęła sukienkę w górę, dzięki czemu ukazało się koronkowe wykończenie pończoch. Więzień pomyślał, że wolałby właśnie narażać życie szpiegując dla Dumbledore’a niż być torturowanym w ten sposób. Sara doskonale wiedziała, że po dwumiesięcznym poście w sprawach damsko – męskich będzie miał osłabioną wolę. Snape miał ochotę wytargać siebie samego za kudły. Po kiego grzyba zaczął ten romans? Gdy się z czegoś rezygnuje świadomie i nie ma do tego dostępu przez prawie dwadzieścia lat to łatwiej odmówić, niż gdy się ma do tego dostęp przez jeden dzień w tygodniu.
- Zostało jeszcze pół godziny… - mruknęła Sara i przeciągnęła się rozkosznie patrząc na Severusa spod półprzymkniętych powiek.
- Nie wygrasz ze mną kobieto! – warknął w duchu Snape i zaczął intensywnie wpatrywać się w ścianę.

Jego myśli zamieniły się w czarne chmury, które krążyły mu po głowie zasłaniając jakiekolwiek pozytywne uczucia. Nie dość, że pokłócił się ze swoją kobietą to jeszcze Złota Trójca nie odnotowała ostatnio żadnych wpadek. Czytając Proroka Codziennego, który ukazał się po Dniu Zwycięstwa zbierało mu się na mdłości. Gdyby do jego celi zajrzał Potter to Severus udusiłby go gołymi rękami nie zważając na konsekwencje. Jego przemowę ocenił na dno, metr mułu i sporą warstwę smoczego łajna. Zaręczyny Weasleya i Granger wprawiły go w wyjątkowo zły nastrój. Narodziny dziecka w Hogwarcie dobiły ostatecznie. Gdy zamknął gazetę pomyślał, że tylko brakuje, aby Potter oświadczy się rudej, bliźniak czarnej, Percy kijowi od miotły, który ma w dupie, a Charlie smokowi. Wtedy wszyscy będą szczęśliwi i cały świat zapłonie od miłości, a on, Severus, zacznie rzygać tęczą.

- Przypominam, że zostało ci siedem miesięcy odsiadki. Chcesz zmarnować ten czas? – spytała się Sara i zaczęła szturchać nogę Snape’a swoją obnażoną stopą.
- Mam… taki… zamiar… - Severus wychrypiał przez zęby starając się ignorować jej zaczepki.
- Wiesz, że mam straszne zaległości w twoich papierach od ostatnich dwóch miesięcy? – dopytywała się psycholog. – Muszę opisać, jakie robisz postępy, ale jako że nie odzywasz się do mnie od dłuższego czasu to chyba zdam raport, że nie współpracujesz – zagroziła uśmiechając się znacząco.
- A niech cię hipogryf porwie! – odciął się Severus myśląc z goryczą o tym, że oprócz seksu straci także przywileje.
- A wystarczyłoby abyś przyznał się do tego, że byłeś zapatrzonym w sobie bufonem, który zamiast poprosić o coś od razu robi awanturę – kontynuowała Sara.
- Wcale nie robiłem!
- Robiłeś – odparła psycholog ze spokojem. – Wystarczyło poprosić „zrób mi loda i wtedy pogadamy”, a nie od razu oskarżać mnie o złośliwości. Zacząłeś się na mnie drzeć, a ja nawet nie zdążyłam zrobić herbaty.
- Powinnaś się domyślić, że ja… - zaczął mówić Severus, ale szybko ucichł, gdy zobaczył, że Sara nie ma pod sukienką bielizny.
- To co? Jedno małe „przepraszam” w zamian za seks i dobrą opinię?

Snape miał wrażenie, że znowu znalazł się przed Wizengamotem. Poczuł się oskarżany i niezrozumiany. Miał ochotę pokazać Sarze, że nigdy z nim nie wygra, chociażby kusiła ile wlezie. Przełknął ślinę i już miał się odezwać, gdy psycholog niespodziewanie poderwała się i usiadła mu na kolanach. Od razu zrozumiał, że jest twardy, ale nie w sposób, który sobie zaplanował.
- To jak będzie? – mruknęła mu w ucho uwodzicielskim tonem.
- Przepraszam! – wypluł to słowo jakby była to suma największych obrzydliwości świata i wykrzywił się paskudnie. – Ale jeśli jeszcze raz zmu…
Nie było mu dane dokończyć zdania, ponieważ Sara całując go namiętnie zaczęła jednocześnie rozpinać jego spodnie.

***

- Ha, ha, ha! Wspaniały pomysł! Cudowny! Może jeszcze powiesz, że wesele będzie w Norze?
- Tak! Tak chciałem powiedzieć!
- Chyba ci się w głowie poprzestawiało skoro myślisz, że zgodzę się na coś takiego!
- Co ci kobieto nie pasuje!? Wesele Billa i Fleur byłoby fajne gdyby nie atak śmierciożerców…
- Nie, nie i jeszcze raz nie! To będzie nasza uroczystość i dlatego zrobimy ją w zupełnie innym miejscu!
- Gdzie?
- Gdzieś indziej… powiedzmy w… w… w zamku!
- OK! Może Hogwart? Skoro urodziło się tam dziecko to i ślub można wziąć!
- Tak, jasne! Najlepiej w łazience albo w Komnacie Tajemnic przy truchle bazyliszka!
- Uważam, że to ekstra pomysł!
- Zamiast eleganckich ubrań będziemy mieć na sobie mundurki!
- Skoro tego chcesz…
- Oczywiście, że nie chcę! Ale ty jesteś na tyle nieczułym draniem, że nie domyśliłeś się tego! – wrzasnęła Hermiona, po czym pobiegła do swojego pokoju i zamknęła za sobą z hukiem drzwi.

Ron stał w salonie niczym słup soli i zastanawiał się, czemu jego dziewczyna zareagowała tak gwałtownie. Przecież chciała mieć wesele, więc jaka różnica czy będzie ono w Norze, czy w Hogwarcie… Rozmowa na ten temat zaczęła się praktycznie po przekroczeniu progu domu państwa Granger. Ledwo otworzyli drzwi, gdy Hermiona zaczęła krzyczeć, że się zaręczyli. Jej rodzice zareagowali identycznie jak rodzina Weasleyów – rzucili się, aby im pogratulować i zaczęli zadawać pytania. Szybko okazało się, że narzeczeni mają zupełnie inną wizję ślubu i wesela. Skończyło się kłótnią i ucieczką Hermiony, a Ron został sam z panem i panią Granger i nie wiedział, co ze sobą zrobić. Było mu bardzo głupio. Przeklinał się w myślach, ponieważ zrozumiał, że powinni wcześniej pogadać na ten temat. Nie mieli jednak za bardzo na to czasu: najpierw byli zdenerwowani porodem Fleur, później otrzymali inne pokoje – Hermiona z dziewczynami spała w Slytherinie, a on z chłopakami u Puchonów. Następnego dnia musieli zjeść śniadanie z dyplomatami i pożegnać ich. Dopiero po tym jak ostatnia delegacja poleciała do swojego kraju, uczestnicy Bitwy o Hogwart mogli udać się do domów.

Teraz było za późno na cokolwiek. Rodzice Hermiony byli świadkami ich kłótni. Ron nie wiedział czy przeprosić ich, czy błagać o pomoc. Miał z nimi dobre relacje, w końcu mieszkał u nich od prawie dwóch lat. Mimo tego czuł się nieswojo. Zerknął niespokojnie na swoich przyszłych teściów, ale ich miny zdradziły, że dla nich to też nie jest łatwa sytuacja. To przekonało Rona, że ma tylko jedno wyjście. Uśmiechnął się przepraszająco do państwa Granger i teleportował się do jedynej osoby, która mogła mu pomóc: do Harry’ego.

***

Gdy Ron zniknął, mama Hermiony westchnęła ciężko i popatrzyła się wymownie w sufit. Pan Granger odchrząknął i wziął do ręki gazetę, ale nie zaczął jej czytać. Patrzył się przed siebie ze zmarszczonym czołem. Po krótkiej chwili odezwał się do żony:
- Myślę, że obydwoje nie dojrzeli jeszcze do małżeństwa…
Pani Granger pokiwała ponuro głową przyznając tym samym mężowi sto procent racji.

***

- … wtedy się wkurzyła i wybiegła z pokoju! – Ron zrelacjonował przebieg kłótni Harry’emu i Ginny.
Para popatrzyła się na siebie ponuro. Obydwoje niezbyt byli zadowoleni z wizyty rudzielca na Grimmauld Place. Po zakończeniu obchodów Dnia Zwycięstwa wrócili do domu z zamiarem zrelaksowania się i cieszenia się swoim towarzystwem. Jednak ledwo zdążyli się przebrać i nalać sobie soku dyniowego do pucharów, gdy do drzwi zaczął dobijać się niespodziewany gość. Marsowa mina Rona od razu zdradziła, że stało się coś nieprzyjemnego i z tego właśnie powodu ich odwiedził. Wysłuchali, co ma do powiedzenia i obydwoje zrozumieli, że chłopak zawalił sprawę.
- No ja myślę, że macie zupełnie inną wizję wesela i będziecie musieli się jakoś dogadać… - Harry zaczął mówić niepewnym tonem, ale Ginny szybko mu przerwała.
- Czy ty naprawdę powiedziałeś jej, że może założyć suknię ślubną Fleur!? Zachowałeś się jak totalny kretyn! – wrzasnęła na brata ujmując się pod boki identycznie jak Molly.
- Jaka to różnica? – wypalił bez zastanowienia Ron.

Tym pytaniem pogrążył się zupełnie. Ginny wyglądała jak kotka gotująca się do ataku. Jej oczy rzucały groźne błyski i widać w nich było wyraźnie żądzę mordu. Harry zrozumiał, że jeśli jej nie powstrzyma to po Ronie zostanie za chwilę kupka kłaków.
- Rzeczywiście to nie było zbyt taktowne – oznajmił czarnowłosy czarodziej starając się, aby zabrzmiało to jakby jego przyjaciel zrobił drobny błąd, o którym nie ma, co dyskutować. – Pamiętaj Ginny, że faceci trochę inaczej do tego podchodzą…
- To niech faceci zapamiętają raz a dobrze, że kobiety chcą być wyjątkowe na swoim ślubie! – zagrzmiała rudowłosa czarownica. – Każda panna młoda marzy o własnej sukni ślubnej! Przecież każdy porównywałby Hermionę z Fleur… nie da się ukryć, że nie wypadłaby korzystnie.
- Fakt. Fleur to całkiem inna liga, Hermiona nie jest nawet w połowie tak ła… Auć! – krzyknął Ron, gdy dostał od Ginny Prorokiem Codziennym.
- Kretyn! Dureń! Idiota! Debil! – krzyczała rudowłosa okładając brata gazetą po głowie.
- Dość… Ginny… DOŚĆ! – krzyknął Harry i odciągnął swoją dziewczynę od Rona. – On wie, że źle zrobił. Już mu to wytłumaczyłaś.
- Mogę mu wytłumaczyć jeszcze raz! Wbiję mu to porządnie do tego pustego łba!
- Pomysł z urządzeniem wesela w Norze nie jest głupi, ale po tym jak wyskoczyłeś z pożyczeniem sukienki to Hermiona pewnie pomyślała, że chcesz skopiować Billa – zakomunikował chłopak z blizną. – Pewnie, dlatego się zdenerwowała.
- Ale ja wcale nie chciałem aby to tak zabrzmiało! – oznajmił Ron żałosnym tonem. – Może rzeczywiście byłem mało taktowny, ale prawda jest taka… - wziął głęboki oddech, który świadczył, że decydował się na wyznanie czegoś nieprzyjemnego – że nie mamy kasy na nic innego… - oświadczył ze skruchą.
- Czemu? – spytali się jednocześnie Harry z Ginny.
- Jeszcze jej o tym nie mówiłem, ale wydałem całą kasę, jaką miałem na pierścionek zaręczynowy…
- On jest tępy, naprawdę. Uważam, że wcale nie jesteśmy spokrewnieni – oznajmiła rudowłosa i wzniosła oczy ku niebu.
- Przecież przez rok zarobisz na wesele – zauważył Harry.

Ron poruszył się niespokojnie na fotelu i popatrzył się na swoje dłonie jakby w nich szukał ratunku.
- Wziąłem spory kredyt – wyszeptał. – Będę go spłacał przez szesnaście miesięcy. Różowe diamenty i pierścionki robione przez goblinów nie są tanie. Będę musiał im oddawać, co miesiąc prawie całą moją pensję…
Ginny z Harrym poczuli, że szczęki im opadają. Obydwoje wiedzieli, że Ron ma szalone pomysły, ale nie podejrzewali go, że wywinie taki numer. Popatrzyli się na niego z niedowierzaniem.
- No co!? – warknął rudzielec, gdy napotkał ich wzrok. – Kocham ją! Chciałem, aby miała to, co najlepsze!
- W takim razie, po co wyskoczyłeś z tym, że ślub za rok? – prychnęła ze złością Ginny.
- To było pierwsze, co mi przyszło do głowy, gdy mnie pytaliście. W ogóle nie pomyślałem… nie zastanowiłem się… byłem taki szczęśliwy, że Hermiona się zgodziła… Usłyszała to Rita i napisała o tym w Proroku Codziennym i teraz już nie mogę się wycofać! – jęknął Ron i ukrył twarz w dłoniach. – Nie dostanę drugiego kredytu. George mnie nie poratuje, ponieważ całą kasę wydał na wykupienie filii Zonka w Hogsmade, Bill ma teraz aż nadto wydatków, bo Fleur rezygnuje z pracy, aby wychować Victorie… Charlie nie zarabia kokosów przy smokach, a Percy oznajmi mi, że jestem do dupy i powinienem zacząć myśleć („Raz w życiu się z nim zgadzam” – dodała Ginny). Starzy nadal nie mają kasy, a Hermiona zarabia o wiele mniej niż ja. Wiem, że państwo Granger mają coś dla niej, ale nie chcę, aby płacili za wszystko. Jestem do niczego! – zawył jak zranione zwierzę.
- Nie przesadzaj! – zaprotestował Harry. – Możesz umówić się z Hermioną, że ślub będzie za dwa lata. Nie przejmuj się Ritą. Zawsze możecie powiedzieć, że nie było wolnej sali czy coś w tym stylu – poradził.
- Najgorsze, że pomysł Hermiony z Komnatą Tajemnic jest super! – Ron odsłonił twarz. – Ludzie gadaliby o tym latami! McGonagall pozwoliłaby nam w wakacje wynająć zamek… pewnie po okazyjnej cenie... – rozmarzył się. – Tylko, że Hermiona oświadczyła, że nie mówiła poważnie! Ja nie rozumiem bab! – jęknął i opadł bez sił na oparcie fotela.
- Nie pozostaje ci nic innego jak iść do niej i powiedzieć jej jak się sprawy mają – oznajmiła Ginny stanowczo. – Z jakiegoś powodu Hermiona cię kocha, chociaż osobiście nie wiem, co w tobie widzi, ale na pewno ci przebaczy!
- O nie, nie, nie! – zaprotestował gwałtownie Ron. – Nie chcę kolejny raz pokazywać jej, jakim jestem nieudacznikiem! Ile można!? Czasem mam wrażenie, że w ogóle na nią nie zasługuję…
- Znowu przesadzasz! – orzekł Harry i poklepał go po ramieniu. – Ja jednak wiem jak możesz wyjść z tego…
- Jak? – w błękitnych oczach rudzielca pojawiły się iskierki nadziei.
- Pożyczę ci trochę kasy.
- Harry! – krzyknęła zdumiona Ginny. – Nie uważasz, że…
- Dostaniesz tyle abyś mógł zorganizować skromne wesele – ciągnął czarnowłosy czarodziej niezrażonym tonem. – Hermiona jest minimalistką. Sądzę, że bez trudu ją przekonasz, aby na ślub zaprosiła najbliższą rodzinę. Ty weźmiesz ze sobą tylko rodziców i rodzeństwo. Co o tym sądzisz?
- To jest super! – krzyknął z ulgą Ron, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. – Ja ci oddam! Wszystko oddam! Jesteś najlepszym kumplem… co ja mówię… jesteśmy jak bracia! – rzucił się, aby uściskać Harry’ego – A ty – zwrócił się w stronę Ginny – ani mi się waż powiedzieć jej o tym!
- Pfff – fuknęła rudowłosa niczym rozjuszona kotka i skrzywiła się. – Nadal uważam, że jesteś największym debilem, jaki chodził po ziemi… ale niech ci będzie! Spróbuj to odkręcić!
- Dzięki mała! – rzucił Ron entuzjastycznie w jej stronę i poczochrał ją po głowie. – Jesteś świetną siostrą!
- Zjeżdżaj stąd! I pamiętaj! Jeśli jeszcze raz dotkniesz moich włosów to cię walnę upiorogackiem! – warknęła Ginny i odprowadziła brata do wyjścia.
- Dobra, dobra! Zaraz wyślę wam sowę z dobrymi nowinami! – oznajmił rudzielec i teleportował się z trzaskiem.

***

- Będzie dobrze, będzie dobrze – powtarzał sobie Ron, gdy szedł w stronę pokoju Hermiony.
Zapukał do drzwi i poczekał przez chwilę. Uchyliła je, spojrzała na niego jakby był czymś oślizgłym i zamknęła je bez słowa.
- Hermiono, musimy porozmawiać! – zaczął błagalnym tonem.
- Niby, o czym? – usłyszał jej przytłumiony przez drzwi głos.
- O ślubie. Ja… ja… przemyślałem sobie wszystko i rzeczywiście gadałem głupoty! – oznajmił skruszonym tonem.
- Tak? – uchyliła drzwi.
- Tak – potwierdził. – Pogadajmy o naszych oczekiwaniach… i tak dalej!
- Wejdź – Hermiona rzuciła lodowatym tonem i usiadła na łóżku. – Słucham.

Ron uśmiechnął się do niej nieśmiało i zamknął za sobą drzwi. Nie chciał aby państwo Granger usłyszeli zbyt wiele. Zwłaszcza, jeśli miałby się znowu z Hermioną pokłócić.
- Pomysł z sukienką Fleur był durny. Nie powinienem…
- Tak, nie powinieneś – przytaknęła czarownica i zmrużyła oczy.
- Nora… to też odpada… - wyznał Ron. – Ja wcale nie chciałem aby to zabrzmiało jakbyśmy kopiowali Billa… to tak samo…
- Wyszło – zakończyła za niego Hermiona.
- Co powiesz na coś… minimalistycznego? – spytał się Ron z nadzieją w głosie.

Dziewczyna milczała, ale zmarszczone czoło się jej wygładziło i oczy nie ciskały już błyskawic.
- Kontynuuj – poleciła, a rudzielec zauważył, że ton jej głosu nie jest już lodowaty.
- Chodzi mi o to, abyśmy nie szaleli. Ślub, jakiś elegancki pałacyk, zaprosimy tylko najbliższą rodzinę… ja tylko rodziców i rodzeństwo. Mimo, że ciotka Muriel obrobi mi totalnie dupę to jej nie chcę na weselu. Rozumiesz.
- Niegłupi pomysł – oznajmiła Hermiona po chwili milczenia. – Przyznaję, że to kusząca wizja i sama o tym myślałam – uśmiechnęła się blado, a Ron dziękował w duszy niebiosom za to, że wszystko idzie zgodnie z planem. – Jednak nie mogę sobie na to pozwolić…
- Co mówisz moja lukrecjowa różdżko?
- Musimy zrobić wielkie wesele, co najmniej trzysta lub czterysta osób, nie wiem jeszcze dokładnie – oznajmiła Hermiona zastanawiając się.
- …
- Nie patrz się tak na mnie! – oznajmiła na widok załamanej miny Rona. – Przed teleportacją Kingsley powiedział mi, że nie zdziwiłby się gdybym została kiedyś Ministrem Magii! – zarumieniła się i oczy zaczęły się jej błyszczeć. – Wprawdzie to tylko jego opinia, ale sądzę, że to była delikatna sugestia abym zaczęła się już o to starać. Dlatego musimy zaprosić wszystkich współpracowników z Ministerstwa Magii oraz potencjalnych wyborców. Rozumiesz…

Po tych słowach Ron poczuł, że wolałby znowu walczyć ze śmierciożercami niż wyznać swojej narzeczonej, że nie ma szans, aby zrealizować jej plany.

***

- Gratulacje! – krzyknął czarodziej, którego Hermiona znała z widzenia.
- Szczęścia! – pisnęła Helena z Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof.
Większość mijanych czarodziejów i czarownic uśmiechała się do Hermiony i gratulowali zaręczyn. Ta zaś odwzajemniała uśmiech, ale w duszy wyła z rozpaczy. Gdy Ron wyznał ze skruchą, że wydał wszystkie pieniądze, jakie miał, to miała ochotę na przetransmutowanie go w chomika. Wszystkie jej plany, że pobiorą się w przyszłym roku legły w gruzach! Nawet gdyby zarówno ona jak i jej rodzice wzięli kredyt, to i tak nie starczyłoby na pokrycie wszystkich kosztów. 

W kiepskim humorze dotarła do windy i zobaczyła, że obok stoi Gawain Robards. Już miała wyartykułować jakieś powitanie, gdy ten zerknął przez ramię, dostrzegł ją i bez słowa udał się do drugiego szybu. Mimo wisielczego nastroju, Hermiona odczuła mściwą satysfakcję i uśmiechając się pod nosem weszła przez otwarte drzwi.
- Patrzcie go, jaki obrażalski! – syknęła Rita Skeeter z wrednym uśmieszkiem na twarzy. – Przepraszam kolego! Ta winda jest zajęta! Babskie sprawy, rozumiesz… – bezceremonialnie wypchnęła z windy młodego pracownika Służb Administracyjnych i odwróciła się do Hermiony.  – Podczas wywiadu nie powiedziałam ci tego, ale nadal twierdzę, że pasowałabyś do Slytherinu gdybyś miała czystą krew. Znęcasz się nad biednym Robardsem i widać, że ci się to podoba - kiwnęła z uznaniem do dziewczyny, gdy pomknęły w stronę Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
- Nie prawda! – zaprzeczyła gwałtownie Hermiona, chociaż wiedziała, że kłamie. – Ja tylko daję mu odczuć, co czuły te wszystkie dziewczyny, które uwodził!
- Tak, a świnie potrafią latać – prychnęła rozbawiona Rita. – Nie jesteś święta, nie musisz udawać – pochyliła głowę w stronę dziewczyny. – Pamiętaj, że znam twoje sekrety!
- Ja także znam twoje! – odwarknęła Hermiona i poczuła, że policzki jej zapłonęły. – Mamy umowę!
- Tak… mamy… - zgodziła się z nią dziennikarka i westchnęła ciężko. – Szkoda… mogłabym tyle rzeczy napisać… ale trudno! Wywiad na temat twoich zaręczyn, chociaż według mnie nudny, sprawił, że dostałam sporo listów – stwierdziła wyraźnie z siebie zadowolona. – Ludzie piszą do mnie i domagają się większych szczegółów, relacji z przygotowań do wesela… sama rozumiesz.... może masz ochotę na małe wywiadziki, co jakiś czas?
- Znajdź sobie kogoś innego w tym celu! – odburknęła Hermiona niezbyt miłym tonem i wysiadła na swoim piętrze, wściekła niczym osa.
- A żebyś wiedziała, że znajdę… - mruknęła Rita pod nosem, a na jej twarzy zagościł chytry uśmiech.