Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziadkowie Severusa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziadkowie Severusa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 lutego 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 53 - Pożegnanie


Psycholog opanowała się bardzo szybko. W ciągu ułamka sekundy znikł strach z jej twarzy. W zamian za to pojawił się nieśmiały uśmiech na jej różowych ustach. Błękitne oczy nie były rozszerzone ze zdumienia. Sara patrzyła na Severusa ze spokojem i sprawiała wrażenie całkowicie pogodzonej z losem. Zrobiło to na nim spore wrażenie. Śledząc ją, wyobrażał sobie, że będzie przed nim uciekała, ogarnięta paniką lub błagała go na kolanach o litość. Ona jednak stała wyprostowana, a jej wzrok wyraźnie mówił, że przyjmuje, to co los jej przyniesie. Przypominała mu w tej chwili dumne damy z portretów w Hogwarcie lub wyrzeźbione w kamieniu antyczne boginie.

Severus już dawno nie spotkał nikogo, kto potrafił tak szybko ukryć emocje. Mimowolnie pomyślał, że Sara idealnie nadawałaby się na szpiega. Dzięki mugolskim sposobom potrafiła czytać w myślach, była inteligentna i opanowała uwodzenie do perfekcji. Mężczyzna w czerni poczuł, że złość mu mija. Im dłużej się jej przyglądał, tym bardziej miękł. Dotychczas, tylko dla jednej kobiety mógł zrobić wszystko. Bił się z myślami, ponieważ zrozumiał, że dla Sary także mógłby nagiąć swoje zasady. W głębi serca modlił się, aby błagała go o wybaczenie. Wtedy okazałby wspaniałomyślność, wybaczając jej i zabierając ze sobą do Szanghaju. Ta wizja uświadomiła mu, że tym, czego najbardziej pragnie, jest spokój. Stateczne życie bez większych atrakcji, z dala od konfliktów, u boku ciepłej kobiety, którą Sara niewątpliwie była. Snape błyskawicznie skarcił się za podobne myśli. Pragnął jej, a nie kochał, a to robiło sporą różnicę. Nie powinien okazywać jej współczucia. Okłamała go, wybrała Poyntera i chciała naciągnąć na sporą sumę pieniędzy. Zasłużyła na karę.

Sara, widząc jego wewnętrzną bitwę, postanowiła odezwać się pierwsza:
- O czym dokładnie chcesz ze mną porozmawiać? – zapytała spokojnym tonem.
- O twoich sekretach i kłamstwach – warknął Severus.
- Tak, okłamałam cię – wyznała psycholog bez cienia skruchy. – Nie ma żadnego długu, nie jestem w Afryce, co pewnie zdążyłeś już zauważyć – dodała beztroskim tonem – oraz nie zamierzam spędzić z tobą reszty życia. Uciekłam, ponieważ zauważyłam, że nie przyjąłeś do wiadomości mojej odmowy. Znam cię wystarczająco długo, aby wiedzieć, że nie miałbyś oporów, aby użyć na mnie magii. Dlatego wymyśliłam bajeczkę o długu i Afryce, aby cię zmylić. Po prostu bałam się swoją wolną wolę. Wiem, że jako mugolka nie mam możliwości, aby się przed tobą obronić  – wyjaśniła bez ogródek.

Severus milczał przez dłuższą chwilą z powodu zdumienia i rozczarowania jednocześnie. Nic nie wyszło z jego planu. Był przekonany, że nawet jeśli Sara nie będzie błagać o wybaczenie, to chociaż będzie wymyślała kolejne kłamstwa, a on świetnie będzie się bawił, demaskując je, jedno po drugim. Bez wątpienia bała się go, ale jednocześnie starała się zachować resztki godności. Czarodziej poczuł, że do głosu dochodzą uczucia, do których nie chce się przyznać.
- Chciałaś wysłać mnie do Afryki i wyżebrać ode mnie sporą sumę pieniędzy – stwierdził ponuro.
- Och, to nie tak – Sara uśmiechnęła się blado. – Miałam nadzieję, że będziesz do mnie pisał. W następnym liście dałabym ci do zrozumienia, gdzie mogę się znajdować. Poczekałabym, aż tam się wybierzesz, a potem napisałabym, że koniec z nami, ponieważ znalazłam jakiegoś bogatego szejka czy kogoś w tym stylu. To był drugi wariant mojego planu – wyjaśniła. – Pierwszy zakładał, że znajdziesz pracę i nie będziesz chętny do wyprowadzki. Po upewnieniu się, że nie chcesz wyjechać, napisałabym list do ciebie z informacją, że wygrałam pieniądze w loterii, dzięki czemu spłaciłam dług – kontynuowała. – Nie chciałam się z tobą widzieć. Nie sądziłam, że dotrzesz do mnie. Byłam pewna, że jestem sprytna. Niestety, jesteś sprytniejszy… - westchnęła z żalem, podniosła jabłka i wsadziła je do miski.
- MOGŁAŚ MI PO PROSTU POWIEDZIEĆ, ŻE ZE MNĄ ZRYWASZ! – ryknął Severus.
- Ty byś grzecznie się z tym pogodził i wcale nie przemyciłbyś mnie za granicę w formie królika – odparła Sara z przekąsem. – Nie udawaj, że tego nie planowałeś.
- Nie planowałem! – fuknął czarodziej, chociaż wiedział, że nie mówi prawdy. – WIEM, ŻE ZWIĄZAŁAŚ SIĘ Z POYNTEREM! – zaatakował gwałtownie. - OBRAŻAŁ CIĘ, JA CIEBIE BRONIŁEM, A TY JAK GDYBY NIGDY NIC GŹDZISZ SIĘ Z NIM!

Psycholog wyglądała, jakby wybuch Severusa nie zrobił na niej najmniejszego wrażenia. Skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na niego krytycznie.
- Mógłbyś przestać wrzeszczeć – oznajmiła z naciskiem. – Nie jestem głucha. Sąsiedzi też nie, dlatego byłabym wdzięczna, gdybyś obniżył ton – dodała z niesmakiem.
Snape zgrzytnął zębami ze złości. Chciał ją wyprowadzić z równowagi, ale to mu się nie udawało. Zdenerwowała się na niego tylko raz, podczas kłótni w jej mieszkaniu w Londynie.
- Jeśli chodzi o Robina, to sprawa wygląda tak, że chwilowo mnie utrzymuje – zakomunikowała Sara. – Przez ciebie musiałam porzucić pracę. Przecież nie mogłam iść do Gawaina albo Kingsleya, aby poinformować ich, że miałam romans z więźniem. Wolałam złożyć wypowiedzenie, mimo że nie posiadałam dużych oszczędności. Obecnie szukam pracy i jak stanę na nogi, to od razu go rzucę – wyjaśniła z wrednym uśmiechem. – Nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Nie zapomniałam tego, co mówił i nadal jestem wdzięczna za to, że go zlałeś – spojrzała ciepło na Severusa.
- Mam ci w to uwierzyć? – zadrwił. – Dotarłem do twoich krewnych i dowiedziałem się wielu rzeczy o tobie i twoich kłamstwach.
- Wierz, w co chcesz – psycholog wzruszyła ramionami i zrobiła krok w jego kierunku. – Mówiłam prawdę, kiedy ci wyznałam, że mi się spodobałeś. Początkowo tak ciężko było do ciebie dotrzeć, że spisałam cię na straty. Jak się później okazało niepotrzebnie. Gdy udało mi się zwrócić twoją uwagę, to miałam nadzieję, że to będzie długi związek… - uśmiechnęła się smutno i popatrzyła głęboko w oczy Severusa. – Szkoda, że nigdy nie byłeś mój i nie będziesz.
- O co ci chodzi? – jej wyznanie zaintrygowało czarodzieja.
- O Lily – rzuciła krótko. – Mówiłeś, że po jej śmierci nie chciałeś być z żadną inną, ale ja sprawiłam, że zmieniłeś zdanie. Wiem, że to prawda, ale ja nie mogę być z mężczyzną, który na pierwszym miejscu stawia zmarły substytut miłości.
- Nie nazywaj jej tak!
- Będę – powiedziała Sara stanowczo. – Myślisz, że ją kochasz i przez to blokujesz swoje uczucia, które mógłbyś skierować na mnie – westchnęła znacząco.
- Ja ją…
- Tobie się tylko wydaje, że tak jest – psycholog błyskawicznie mu przerwała. – Obsesja nigdy nie będzie miłością. Wszystko, co mi powiedziałeś, świadczy, że zafiksowałeś się porządnie na jej punkcie.
- NIE PRAWDA! – ryknął urażony do żywego Severus.
- To jest prawda, której sobie nie uświadamiasz – nie zgodziła się z nim Sara. – Gdyby to było zdrowe uczucie, to pogodziłbyś się z odrzuceniem i zaczął żyć bez niej, a ty ciągle rozdrapywałeś rany na nowo, tworząc w głowie ideał, który po jakimś czasie przestał mieć cokolwiek wspólnego z oryginalną Lily. Gdyby Voldemort ci pozwolił, to zniewoliłbyś ją. Nigdy nie interesowały cię tak naprawdę jej uczucia. Gdybyś ją naprawdę kochał, to zrobiłbyś dla niej wszystko. Przede wszystkim pogodziłbyś się, że wybrała innego. Zaakceptowałbyś jej męża, a po śmierci zaadaptowałbyś ich dziecko. Nigdy tego nie zrobiłeś. Za to z lubością znęcałeś się nad Harrym tylko dlatego, że z wyglądu przypominał ojca – w głosie psycholog zabrzmiała pewność. – Jesteś zaborczy, chcesz kontrolować drugą osobę i zmienić ją według siebie, Severusie – oświadczyła i przysunęła się do niego.
- To wszystko nie prawda… - powiedział roztrzęsionym tonem.
- Co z tego, że jesteś inteligentny i fascynujący skoro nie da się z tobą wytrzymać? – spytała retorycznie, strzepując mu z płaszcza jakiś pyłek. – Jesteś mściwy, latami chowasz urazę i nie masz oporów przed krzywdzeniem innych. Wiem, że dałabym radę naprostować twoją psychikę, ale zajmie to zbyt wiele czasu i energii. Nie mam na to siły. Ten związek nie jest tego wart – położyła rękę na jego policzku. – Przykro mi – wyszeptała tonem, który wskazywał, że nie kłamie.

Gdyby nie fakt, że Robards śledził Severusa, to psycholog zostałaby w tym momencie przetransmutowana w królika i zabrana na Spinner’s End. Jej wyznanie połączone z dotykiem doprowadzały go do szaleństwa. Miał ochotę ją zniewolić i skrzywdzić, aby poczuła to samo co on. Chciał być panem jej życia i śmierci. Nigdy wcześniej nie żałował tak bardzo, że Voldemort przegrał wojnę. W czasie jego rządów Severus mógłby zrobić z Sarą, co tylko mu się spodoba. Nikt nie powiedziałby złego słowa, gdyby bawił się nią, a później zabił, gdy się już mu znudziła.
- To co? Zamienisz mnie w coś oślizgłego, będziesz mnie torturował czy pozbawisz mnie wolnej woli? – psycholog zdawała się czytać w jego myślach. – Zabijesz mnie? – ostatnie pytanie zadała drżącym głosem.
- Nic z tego – odparł ostro Snape i odepchnął jej rękę. – Masz szczęście, że nie mam ochoty znowu trafić do Azkabanu. Nie jesteś tego warta – warknął. – Zamiast tego poinformuję twojego kochasia o kilku faktach. Na pewno nie będzie zachwycony – oznajmił mściwym tonem.

Sara spojrzała na niego, jakby był niespełna rozumu.
- On wie, że z tobą nie zerwałam – zachichotała nerwowo. – Sam zaczarował twoją sowę, aby spała. Ta cała Afryka to był jego pomysł…
Snape wybiegł z jej mieszkania, złorzecząc pod adresem kobiet najgorsze przekleństwa. W jego życiu pojawiły się tylko dwie, które były godne zająć miejsce u jego boku. Obydwie go odrzuciły i wybrały mężczyzn, których szczerze nienawidził. Jedna i druga świadomie zrezygnowały z jego przyjaźni.

Otępiały z powodu wewnętrznego bólu i złości, poruszał się po Dublinie niczym ślepiec. Sam nie wiedział, dokąd zmierza. Nogi niosły go w nieznanym kierunku. Severus Snape uciekał jak najdalej. Czuł tyle sprzecznych emocji, że bał się, że wybuchnie i zrobi coś, czego będzie żałował. Jednocześnie miał ochotę wyć do księżyca oraz mordować wszystkich ludzi, których nienawidził. Szczerze żałował, że odrzucił ofertę babki. Przemęczyłby się ze staruchą kilkanaście lat i przejąłby majątek. Za żonę miałby jakąś młódkę, którą wychowałby na posłuszną mu osobę. Tylko że teraz było za późno, ponieważ nie zamierzał błagać Wilhelminy Prince o przebaczenie.

Severus stanął w miejscu i rozejrzał się nieprzytomnie. Nie wiedział, gdzie się znajduje, ani jak długo szedł pogrążony we własnych myślach. Zrozumiał, że przed podjęciem decyzji o swojej przyszłości musi pojawić się w domu. Szybko znalazł ustronne miejsce i teleportował się na Spinner’s End.

***

- Pan profesor gdzieś się wybiera? – spytał Draco, wskazując głową na otwarty kufer.
Severus zerknął na chłopaka i doszedł do wniosku, że przysłały go niebiosa. Zapukał do jego drzwi, akurat w tej chwili, kiedy najbardziej żałował, że Albus nie żyje, a z Dundym jest pokłócony. Snape miał ochotę ponarzekać na kobiety, a Amerykanin na pewno zrozumiałby przekaz, ponieważ sam nie raz to robił w Azkabanie. Podczas pakowania kufra samotność dała się mu się we znaki. Mógł wprawdzie uskuteczniać monolog w stronę Felixa, który nie miał umiejętności odpowiedzenia w ludzkiej mowie, ale na to nie miał ochoty. W obecnej sytuacji przybycie Draco było szczęśliwym zbiegiem okoliczności.
- Chcę wyjechać jak najdalej stąd – wyjaśnił młodemu Malfoyowi. – Zbrzydł mi klimat Anglii.
- Nie wątpię – odparł chłopak i spojrzał znacząco w stronę najbliższego okna.

Gdy Severus teleportował się przed dom, zastał obraz nędzy i rozpaczy. Ktoś wykorzystał jego nieobecność i wypisał, gdzie się tylko dało, obelgi. Szyby w oknach zostały wybite, a ściany przyozdobione dodatkowo łajnobombami. Na wycieraczce znajdowała się kałuża złożona z najobrzydliwszych płynów, jakie miał do dyspozycji czarodziej. Fachowe oko i nos Severusa zidentyfikowały smoczy nawóz, śluz gumochłona, ekstrakt z żaby oraz ropę czyrakobulwy. Chuligan, który to wylał, musiał wcześniej przygotować się do ataku, ponieważ płyn śmierdział niemiłosiernie po poddaniu fermentacji.

Przekonany, że opuści te strony, czarodziej usunął zaklęciem tylko kałużę i wszedł do domu. Tam zajął się pakowaniem i tę czynność przerwała mu wizyta Draco.
- Czemu do mnie przyszedłeś? – zapytał chłopaka.
- Mam dług wdzięczności wobec pana. Gdyby nie pańska pomoc, to już byłbym martwy. Chciałem podziękować za to jeszcze raz – wyjaśnił Draco, a jego blade policzki lekko poróżowiały.
- Miło wiedzieć, że chociaż jedna osoba na tym świecie ma świadomość, że coś mi zawdzięcza – odparł Severus z goryczą.
- To fakt, że nie jest pan… hm… za bardzo lubiany – zgodził się z nim były uczeń. – Uważam, że ludzie źle patrzą na pańskie dokonania. Niektórzy opowiadają o panu tak niedorzeczne historie, że aż różdżka opada.
- Co o mnie mówią? – zainteresował się Snape.

Draco zerknął ponownie na wybite szyby w oknach i potarł dłońmi ramiona, aby je rozgrzać. Severus od razu zrozumiał, że zapowiada się dłuższa pogawędka. Wyciągnął różdżkę i sprawił, że kawałki szkła wskoczyły na swoje miejsce oraz scaliły się w jedność. Następnie skierował swoje myśli ku kominkowi. Sekundę później trzaskał w nim wesoło ogień. Zachęcony tymi gestami Draco, wyciągnął zza pazuchy butelkę wina i przetransmutował korek oraz pióro Felixa w kieliszki. Szczodrze nalał do nich napoju i podał jedno naczynie byłemu nauczycielowi.
- Z rodzinnej piwniczki. Jedno z uratowanych przed wujkiem Rudolfem – wyjawił. – Naprawdę dobry rocznik.

Severus nie znał się na winach na tyle, aby podjąć dyskusję z chłopakiem. Wyczuł w kieliszku cytrusową nutę i zapach dębowej beczki. Smakowało dobrze, więc pochwalił alkohol, a następnie wrócił do poprzedniego tematu.
- Zacząłeś mówić o… - zawiesił głos.
- Słyszałem ostatnio plotki, że miał pan romans w Azkabanie.
- Głupoty – oznajmił sucho Snape, mimo że czuł, jakby ktoś porwał jego duszę na strzępy.
- Tak myślałem – ucieszył się Draco. – Ktoś na pana poziomie nie związałby się z mugolską siostrą, tego kretyna Lockharta.
- To oczywiste – zgodził się były mistrz eliksirów i zerknął na ogień, jakby mógł nim zasklepić krwawiące rany w duszy.
- Wiem, że ostatnio zadawał się pan z Granger.
- Skąd?
- Kłapie o tym na prawo i lewo. Opowiada, że ją pan wykorzystuje.
- Tak? – jedna brew Severusa poszybowała w górę.
- Moja dziewczyna zmuszona jest wysłuchiwać jej jęków – wyjaśnił Draco podczas próby pogłaskania Felixa, który kłapnął na niego dziobem i ostentacyjnie poleciał w stronę żyrandola, skąd rzucał nieufne spojrzenia w stronę gościa.
- Czemu jej tak nienawidzisz? – Snape zadał pytanie, zanim pomyślał, co robi. – Teoria czystości krwi, w ogóle nie sprawdziła się w jej przypadku.
- Bo to wszystko jej wina! – chłopak wybuchł tak gwałtownie, że upuścił kieliszek z winem na dywan. - Potter jest półgłówkiem, Weasley debilem i to ona była mózgiem całej grupy. Ci dwaj nic by bez niej nie zrobili. Zniszczyła życie wielu ludzi, w tym moje! Nigdy jej tego nie zapomnę! - warknął, waląc pięścią w podłokietnik fotela. – Niech pan przyzna szczerze… jest pan zadowolony ze swojego życia po wyjściu z Azkabanu? Każdy wie, że gdyby Granger chciała, to na pewno użyłaby znajomości, aby pana uniewinnić!

Severus oderwał wzrok od dyszącego z gniewu Malfoya i się zamyślił. Przez chłopaka przemawiała nienawiść, ale miał trochę racji. Gdyby nie Granger to byłby martwy i nie miałby problemów z nienawidzącą go społecznością. Patrząc w oczy Pottera po ataku Nagini, Severus czuł szczęście i ulgę, ponieważ wiedział, że zaraz dołączy do Lily. Tak się jednak nie stało. Granger uratowała go wbrew jego woli, niechętnie broniła przed Wizengamotem i pozwoliła, aby ktoś ukradł jego wspomnienia. Gdyby nie jej interwencja dawno byłby martwy i nie musiałby przeżywać katuszy związanych z odrzuceniem przez Sarę.
- Tak, ma sporo rzeczy na sumieniu… - wydyszał Snape, zaraz po tym, jak dopił wino jednym haustem.
- Ja bym się na niej zemścił – oznajmił nieoczekiwanie Draco, podczas nalewania nowej porcji napoju byłemu nauczycielowi.
- Niby jak? – spytał Severus z ironią, pociągając spory łyk wina.
- Łącząc przyjemne z pożytecznym – powiedział blondyn z błyskiem w oku. – Granger szuka współlokatora, odkąd moja dziewczyna się od niej wyprowadziła. To wprost wymarzona…
- Zaraz! – przerwał mu błyskawicznie mężczyzna w czerni. – Ty naprawdę myślisz, że chciałbym zamieszkać z nią i jej dzieckiem? – zadał pytanie, chichocząc.
- To jej siostra – sprostował Draco. – Czasem opiekuje się nią w weekendy. Na co dzień jest sama, ponieważ zerwała kontakty z większością znajomych. Nawet z Potterem – dodał z wrednym uśmiechem. – Przekonał się o tym, o czym zawsze wiedziałem. Kobiety to podłe istoty. Zaufasz takiej, zaprzyjaźnisz się, a ona posyła ci avadę w plecy…

Snape wypił duszkiem kolejną lampkę wina. Dało mu to czas na zastanowienie się. Najpierw zakwalifikował pomysł Malfoya pomiędzy określeniem „niedorzeczny” i „kretyński”, ale szybko zrozumiał, że nie jest taki głupi, jak na pierwszy rzut oka wygląda. Zaskoczyło go to, że poczuł naprawdę silną chęć odegrania się na dziewczynie. Po słowach Draco chciał zniszczyć komuś życie, tak samo, jak wszyscy niszczyli jego. Sara odpadała ze względu na Robardsa. Jednak mieszkając u Granger, mógłby doprowadzać dziewczynę do szału bez większych konsekwencji i doskonale się przy tym bawiąc. Po tej myśli pragnienie wyładowania złości na byłej uczennicy było tak silne, że nie chciał czekać ani chwili dłużej. Nie mógł skupić się na niczym innym. Musiał koniecznie spakować się jak najszybciej i znaleźć się w jej domu.
- Draco, zawsze wiedziałem, że jesteś moim najlepszym uczniem! – pochwalił chłopaka. – Twój pomysł jest naprawdę genialny!
- Wiem – młody Malfoy napuszył się niczym sowa. – Pomóc spakować się panu?
- Tak! – zgodził się Snape i przystąpił do pracy z takim entuzjazmem, który sam go zdumiewał. – Pragnę jak najszybciej się u niej znaleźć.
- Jak ją pan przekona? – dopytywał Draco. – Może się nie zgodzić – zauważył.
- Wiem jak sprawić, że będzie chciała współpracować – odparł Severus z wrednym uśmiechem, a potem zaczął gwałtownie chichotać na myśl, jaką minę będzie miała dziewczyna, gdy się u niej zjawi.

Malfoy nie skomentował tego wybuchu wesołości. Jednym machnięciem różdżki posłał wino i kieliszki w niebyt. Następnie pomógł zapakować książki do kufra. Kilkanaście minut później Severus był gotowy. Zagonił Felixa do klatki i umieścił ją na szczycie bagażów. Draco pożegnał się z nim, życzył powodzenia i znikł za rogiem domu.

***

Na ulicy, przy której mieszkała Hermiona, zapadła cisza. Większość jej mieszkańców ułożyła się do snu. Tylko w nielicznych oknach paliło się światło. Hermiona nadal wypełniałaby raporty dla Mafaldy, gdyby nie głośny trzask, który oznaczał teleportację. Dziewczyna zaklęła pod nosem, gdy usłyszała, że ktoś wali gwałtownie do jej drzwi od strony ogrodu. Nie miała ochoty nikogo widzieć. Harry nie raz próbował się do niej dostać, aby namówić ją na wizytę u psychologa. Czasem towarzyszyła mu Ginny. Hermiona za każdym razem kazała się im wynieść, ponieważ domyśliła się już dawno, że zgadali się z jej rodzicami i planują zamknięcie jej w zakładzie dla psychicznie chorych. Wprawdzie nie miała na to dowodów, ale jej intuicja i umiejętność kojarzenia odległych faktów, sprawiały, że nie mogła się mylić. Owszem, wiedziała, że ma mały problem z sypianiem i trochę schudła z powodu zbyt dużej ilości pracy, ale nie uważała tego za coś, co wymagało konsultacji z lekarzem. Jej rodzina i przyjaciele wykazywali przesadną troskę i musiała z tego powodu ograniczyć kontakty z nimi. Jedyną osobą, która mogła być u niej, ile chciała, była Suzanne.
- Znowu pan? – jęknęła ze zgrozą, gdy zobaczyła na progu mężczyznę spowitego w czerń. – Czego tym razem pan ode mnie chce?
- Oddać ci książki – oznajmił Severus, nietypowym dla siebie głosem. – Mam je w kufrze. Wpuść mnie, to je dostaniesz.
- No dobrze… - zgodziła się niechętnie dziewczyna i odsunęła, robiąc przejście.

Snape wtaszczył kufer i klatkę do jej salonu. Zdjął płaszcz i rzucił go niedbale na kanapę. Klatkę z ptakiem położył na stoliku, a Krzywołap od razu do niej przybiegł, aby obwąchać zawartość, która zaczęła pohukiwać ostrzegawczo. Były mistrz eliksirów otworzył kufer i zaczął przeszukiwać jego zawartość. Hermiona zauważyła, że jego ruchy są inne niż zwykle. Bardziej zamaszyste i zdecydowanie mniej precyzyjne.
- Tu są! – zawołał z takim entuzjazmem, że dziewczyna od razu zauważyła, że coś jest nie tak. – Oddaję wszystkie! – rzucił je na stolik, wyraźnie zadowolony z siebie.

Krzywołap zeskoczył gwałtownie na dywan, gdy książki uderzyły w stół kilka cali od niego. Popatrzył z urazą na Severusa, prychnął i uciekł po schodach na piętro. Do Hermiony dotarło, że jej były nauczyciel jest pod wpływem alkoholu.
 - Dziękuję – mruknęła. – Miałam nadzieję, że wyśle je pan pocztą – dodała z wyrzutem.
- I tak musiałem się u ciebie pojawić – odparł, siadając na kanapie. – Wygodnie tu – oznajmił tonem, jakby zrobił wielkie odkrycie i zaczął delikatnie podskakiwać na siedzeniu, aby sprawdzić jakość sprężyn. – Podoba mi się. Zostaję na dłużej – oświadczył z powagą.

Hermiona nie wiedziała co robić. Miała w salonie pijanego mężczyznę, który właśnie powiedział, że ma zamiar u niej zamieszkać.
- Nie ma takiej możliwości! – zawołała przerażonym tonem.
- Wiem, że szukasz współlokatora. Będę płacił czynsz w terminie.
- Nigdy z panem nie zamieszkam! – oburzyła się Hermiona.
- Owszem, zamieszkasz – oznajmił Snape z pewnością i uśmiechnął się kpiąco.
- Nie ma takiej, kurwa, możliwości! – wrzasnęła czarownica, doprowadzona do rozpaczy.
- Minus dwadzieścia punktu dla Gryffindoru za słownictwo!
- Nie jestem uczennicą, a pan nie jest nauczycielem!
- Zostaję – powtórzył Snape i wyciągnął z kufra coś, co wyglądało na sporą kupkę pergaminów. Rzucił ją w stronę dziewczyny. – Masz! Czytaj! – rozkazał ze złością. – To wszystko twoja wina!

Hermiona poczuła, że zaraz wyciągnie różdżkę i rzuci klątwę na mężczyznę. Jak śmiał wpraszać się do niej, chociaż wyraźnie sobie tego nie życzyła? Dlaczego powiedział, że te listy to jej wina? Wzięła kilka z brzegu i przebiegła po nich szybko wzrokiem. Większość była naprawdę obraźliwa, chociaż zdarzały się wyjątki. Ktoś wykazał się dowcipem i napisał w wiadomości „Twoja matka była chomikiem, a twój ojciec śmierdział skisłymi jagodami! Pierdzę ogólnie w twoim kierunku!”. Czarownica nawet roześmiałaby się, ale sytuacja sprawiła, że się nie odważyła. Snape wpatrywał się w nią intensywnie, a w jego czarnych oczach widać było iskierki szaleństwa.
- Dlaczego uważa pan, że to moja wina? – zadała mu pytanie.
- Bo mnie uratowałaś! – oznajmił z oburzeniem. – Nie pomyślałaś, że ja wcale nie chciałem żyć. Jestem mistrzem eliksirów – oświadczył z naciskiem. – Gdybym miał taką ochotę, to zrobiłbym antidotum na jad węża i nosiłbym przy sobie! Przez ciebie moje życie jest piekłem. Mój dom jest obrzucany łajnobombami, wyjce wybuchają, paląc dywan i narażając na utratę słuchu oraz ciągle ktoś mnie obraża!
- To dlatego mój dywan ma być spalony? – prychnęła z wyrzutem Hermiona.
- Rzuciłem na siebie zaklęcie odpierające. Tylko moja sowa będzie mogła mnie znaleźć – wyjaśnił ponuro. – Mój stary adres znają chyba wszyscy…
– Nie interesują mnie pańskie problemy!
- A powinny! – Snape wstał gwałtownie z kanapy. – Jeśli mi nie pozwolisz tutaj zostać, to się zabiję! Jestem ciekawy, jak wywabisz plamy krwi z tego śnieżnobiałego dywanu! - kiedy przemówił, każda sylaba drgała wściekłym gniewem. – Uratowałaś mnie i skazałaś na nędzne życie. Chcę tylko ukryć się z dala od czarodziejów w mugolskim świecie. Czy proszę o tak wiele!?

Hermiona przestraszyła się jego reakcji. Snape wyglądał na ogarniętego szaleństwem. To, że był pijany, nie polepszało sytuacji. Mógł wybuchnąć w każdej chwili, a konsekwencje mogły być groźne. Stwierdziła, że nie ma po co pogarszać sprawy.
- No dobrze! Niech pan zostanie! – zgodziła się błyskawicznie. – Jutro pomówimy o szczegółach. Teraz niech pan idzie spać – zaproponowała.
- Jak sobie życzysz – odparł Snape, a jego ton wskazywał, że zaczął się uspokajać. – Gdzie mam spać?
- Na kanapie – wyjaśniła sucho Hermiona i skierowała swoje kroki ku schodom.
- Ale…
- Nie ma żadnego „ale”! – warknęła, wchodząc na pierwszy stopień. – Jest późno, rano idę do pracy, czas spać. Jutro porozmawiamy! – ucięła dyskusję, patrząc się groźnie na byłego nauczyciela. – Dobranoc! – rzuciła przez ramię.

Będąc w swoim pokoju, rzuciła na drzwi wszystkie możliwe zaklęcia zamykające. Chwilę po tym zgasiła światło i siadła na łóżku nasłuchując. Minuty mijały jedna za drugą, a ona nie usłyszała niczego podejrzanego. Dopiero po godzinie odważyła się wyjść z pokoju. Zdjęła zaklęcia z drzwi i ostrożnie doszła do schodów, stąpając na palcach. Światło w salonie było zgaszone i jedyne co usłyszała to równy oddech śpiącego mężczyzny. Dopiero wtedy odetchnęła z ulgą.
- Muszę zaryzykować i powiedzieć jutro o tym Harry’emu – postanowiła, kładąc się do łóżka. – Niech weźmie Snape’a do siebie. Grimmauld Place bardziej do niego pasuje, a Harry tak go zawsze broni, że nie powinien mieć nic naprzeciw. Tylko ciekawe co Ginny na to… - zachichotała złośliwie tuż przed zaśnięciem.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 48 - Wolność


- Masz gościa – oznajmił auror i pokazał gestem, że więzień ma pójść za nim.
Severus zastanawiał się podczas drogi kto mógł go odwiedzić. Było wiele możliwości, zaczynając od Kingsleya, a na jakimś urzędasie kończąc. Następnego dnia Snape miał opuścić Azkaban, co oznaczało sporo roboty dla Ministerstwa Magii. Severus dowiedział się od Sary, że więźniowie otrzymują propozycję pracy i pomoc w zaaklimatyzowaniu się w społeczeństwie. Niektórym przychodziło to gładko, innym szło gorzej.
- Wejdź – rozkazał auror otwierając drzwi do sali spotkań, która została wyczarowana podczas reorganizacji.

W przeciwieństwie do mugolskiego więzienia Azkaban nie miał wyznaczonych dni odwiedzin. Przyczyną był utrudniony dostęp. Tylko Gawain Robards, Kingsley Shacklebolt oraz kilku wysokich urzędników Ministerstwa Magii miało prawo wyczarować świstoklika przenoszącego do więzienia. Zwykli czarodzieje musieli wypełnić formularz i czekać na jego rozpatrzenie. Odpowiedź pozytywna sprawiała, że do osoby zainteresowanej przylatywała sowa z datą i godziną stawienia się w biurze aurorów. Terminy zazwyczaj były wyjątkowo odległe i niektórzy więźniowie kończyli w międzyczasie odsiadywać wyrok.
- Postarzałeś się – oznajmiła staruszka na widok Severusa.
- Ty też – odparł chłodno mężczyzna i zmierzył kobietę badawczym spojrzeniem.

Jej ciemne włosy pokryła całkowicie biel siwizny. Zachowała szczupłą sylwetkę, ale pod wpływem lat zgarbiła się i zaczęła wspomagać się laską przy chodzeniu. Podłużna twarz zdawała się mieć jeszcze bardziej surowy wyraz przez to, że przecinały ją głębokie zmarszczki. Ubiór zdradzał zamiłowanie do przeszłości, co nie było niczym niezwykłym biorąc pod uwagę, że staruszka miała ponad sto lat.

Severus czekał co Wilhelmina Prince mu powie. Jej wizyta nie była czymś normalnym biorąc pod uwagę, że ostatni raz widzieli się, gdy miał niecałe siedemnaście lat. Nienawidził jej i w normalnych okolicznościach kazałby pójść do diabła, ale ciekawość wzięła górę nad negatywnymi uczuciami.
- Nawet nie wiesz jak trudno było się do ciebie dostać – poskarżyła się.
- Po co w takim razie marnowałaś siły na to, aby tu przyjść? – spytał Severus z przekąsem. - Sądzę, że Aldous o tym nie wie – przez jego gardło nie było w stanie przejść słowo „dziadek”.
- Nie wiem czy wie bo nie żyje – rzekła Wilhelmina, uśmiechając się drwiąco. – Dostał zawału po tym jak przeczytał, że przyczyniłeś się do upadku Czarnego Pana.

Snape miał ochotę uśmiechnąć się. Kolejna znienawidzona przez niego osoba zmarła i nawet pośrednio się do tego przyczynił. Nigdy nie myślał o Aldousie jako o dziadku i nie czuł się z nim w żaden sposób związany.
- Przyszłaś do mnie dlatego, że zostałaś sama? Czyżbyś chciała prosić o przebaczenie? – szydził z babki.
Staruszka nie wyglądała na poruszoną jego pytaniem. Patrzyła na niego jak na dzieciaka, chcącego zrobić jej na złość.
- Sam wiesz najlepiej, że ludzie popełniają błędy. Ja przynajmniej nie wydałam miłości mojego życia na pewną śmierć – odparła niewinnym tonem, patrząc jak Severusowi podnosi się ciśnienie. – Od dawna chciałam z tobą porozmawiać. Pierwszy raz poczułam się dumna z ciebie, kiedy dowiedziałam się, że zostałeś dyrektorem Hogwartu. Nawet Aldous był pod wrażeniem! Żałuję, że później wszystko zepsułeś. Byłam zła, ale już mi przeszło. Po śmierci Aldousa doszłam do wniosku, że nie powinniśmy skreślać Eileen i ciebie ze swojego życia. To nie było dla was dobre.
- To nie było dla was dobre? – Severus powtórzył ze złością. – Ponad czterdzieści lat zajęło ci dojście do tego!
- Zdarza się – podsumowała Wilhelmina jakby to było niewinne podłożenie nogi rywalowi podczas wyścigu w przedszkolu. – Czytałam o tej całej mugolskiej głupocie, reso… coś tam. Zmieniłeś się? Czujesz, że jesteś gotowy wstąpić do naszego, cudownego społeczeństwa?

Severus patrzył się spode łba na babkę. Czekał milcząc. Wilhelmina spostrzegła to i uśmiechnęła się, ale jej ciemnoniebieskie, prawie granatowe oczy pozostały zimne.
- Wszystkim podpadłeś – oznajmiła. – Dosłownie wszystkim. Nienawidzą cię zarówno zwolennicy Czarnego Pana jak i Dumbledore’a. Mam dla ciebie radę. Gdy wyjdziesz z więzienia to schowaj się u swojej mugolskiej rodziny. Porzuć życie czarodzieja. W naszym świecie nie masz czego szukać.
- Nie potrzebuję twoich rad – prychnął więzień. – Nie powiesz mi chyba, że przyszłaś tu tylko dlatego, że przejęłaś się moim losem? Możesz wyłożyć różdżkę na ławę, najwyżej wyśmieję cię tak jak ty mnie po śmierci mamy.
- Nie musisz być taki wredny.
- Odziedziczyłem to po tobie.
- Bardzo zabawne – Wilhelmina parsknęła sztucznym śmiechem. – Chcesz abym była szczera? Dobrze, będę. Mam dla ciebie ofertę.
- Jaką? – zdziwił się Severus.
- Chcę abyś zamieszkał ze mną.
- Oszalałaś!
- Nie. Przemyślałam wszystko i chcę abyś zarządzał majątkiem – wyjaśniła chłodno staruszka. – Ktoś musi zagonić leniwe skrzaty do roboty. Przez twoją szlamowatą przyjaciółkę nie chcą pracować tak jak dawniej.
- Nie jest moją przyjaciółką – zaprotestował Severus na myśl o Hermionie. – I nie używaj przy mnie słowa „szlama”! – dodał ze złością.
- Będziesz zarządzał majątkiem Prince’ów. Aldous znał się na robieniu pieniędzy, nie ja. Skoro masz jego krew, wprawdzie w malutkim stopniu, to powinieneś się tym zająć - kobieta ciągnęła temat dalej nie zwracając uwagi na oburzenie wnuka. – W naszym majątku nikt nie będzie cię niepokoił. Będziemy żyć sobie na uboczu, a po mojej śmierci odziedziczysz wszystko. Wystarczy, że będziesz się mnie słuchał, a ja tak tobą pokieruję, że będziesz kimś wartym uwagi.

Severus nie musiał zbyt wiele myśleć, aby wiedzieć, że to pułapka. Wizja majątku była kusząca, ale czekanie aż babka zejdzie z tego świata mogło doprowadzić go do wrzodów żołądka. Wiedział, że Wilhelmina nigdy nie zaakceptuje Sary.
- Czego chcesz w zamian? – spytał z powagą. – Wiem co sądzisz na temat mieszanych małżeństw i dzieci z takich związków. Przebywanie ze mną będzie dla ciebie katorgą.
- Zmieniłam się – odparła staruszka z fałszywym uśmiechem. – Chcę się z tobą pojednać, to tyle. Ale… owszem… mam pewne warunki.
- Powiedz jakie to zastanowię się czy warto.
- Zmienisz nazwisko na Prince – padła odpowiedź.

Severus Prince. Siedemnastoletni Ślizgon, którym był w przeszłości, oddałby wszystko aby tak się nazywać. Jakikolwiek związek z Tobiaszem Snapem zostałby zerwany. To było jego dawne marzenie, nieaktualne od ponad dwudziestu lat.
- I jeszcze pasztecik z dyni do tego? – zakpił Severus, z góry wiedząc, że nie zgodzi się na żądanie babki.
- Zamknij się i słuchaj! – zirytowała się Wilhelmina. – Daję ci możliwości, których nigdy w życiu nie będziesz miał! Wystarczy, że porzucisz swoje mugolskie korzenie. Tfu! – splunęła. – Nie jesteś ani młody, ani przystojny, ale na szczęście nie jesteś na tyle stary aby nie mieć dzieci – zauważyła przyglądając mu się krytycznie. – Z moim majątkiem będziesz dobrą partią dla czystokrwistych panienek ze wschodu. Słowianki są ładne, zwłaszcza blondynki. Znajdziemy ci jakąś młodą, która szybko da ci dziedzica. Chyba jesteś w stanie spłodzić syna, co? – spytała. – Dasz mu na imię Aldous. Dzięki naszemu wysiłkowi ród Prince zostanie uratowany!

Staruszka miała bardzo zadowoloną minę. Widocznie uważała, że ten plan jest ziszczeniem marzeń Severusa. Za to on sam kipiał ze złości. Zrozumiał czemu Eileen uciekła z domu. Wilhelmina widocznie uwielbiała układać innym życie pod swoje dyktando. W zamian za pieniądze miał spełniać jej zachcianki. W życiu się na coś takiego nie zgodzi! Nie po tym jak potraktowała z Aldousem swoją jedyną córkę!
- Nigdy – warknął.
– Możesz sobie myśleć, że jesteś półkrwi, ale jak dla mnie niczym nie różnisz się od zwykłej szlamy – staruszka wycedziła przez żółtawe zęby. - Zatuszuję twoje haniebne pochodzenie i zaczniesz być szanowany w społeczeństwie. Jeśli tego nie chcesz to znaczy, że jesteś szalony!
- Może i jestem! – oświadczył Severus.
- Jeśli nie zgodzisz się na moje warunki to zapiszę cały majątek komuś innemu! Jeszcze pożałujesz, że mnie nie posłuchałeś!
- Rób co chcesz! – odparł więzień.

Severus załomotał w drzwi, dając do zrozumienia aurorowi, że chce wyjść z pomieszczenia. Nie zamierzał słuchać wrzasków Wilhelminy. Była bezczelna, że proponowała mu coś takiego po tym jak odmówiła pomocy w czasach, gdy Tobiasz Snape znęcał się nad rodziną. Mogła ich uwolnić od niego, ale nie zrobiła tego. Nawet nie pojawiła się z Aldousem na pogrzebie Eileen. Dlatego miał nadzieję, że babka szybko podzieli los dziadka i w końcu zamilknie na wieki.

***

Wolność ma smak ciasta pomarańczowego. Tak stwierdził Severus, gdy jadł swój kawałek w towarzystwie Sary. Byli sami w jej mieszkaniu i mogli robić na co tylko mieli ochotę. W końcu nie ograniczał ich dzień tygodnia oraz czas. Pod drzwiami nie stał auror, gotowy wejść do pokoju, gdy tylko usłyszał podejrzane odgłosy. Severus nie musiał bać się chwili, gdy zostanie wezwany do Voldemorta. Mroczny znak na jego lewym przedramieniu zupełnie stracił kolor, a kontury zamieniły się w cienkie, ledwo widoczne blizny. Nie było wojny. Nie było narad w Zakonie Feniksa. Nie musiał już nigdy więcej narażać swojego życia. Za to mógł je zaplanować od nowa i zrobić z nim co tylko chciał.

W czwartek rano do celi Severusa przyszedł auror. Przyniósł jego wszystkie ubrania i worek, do którego więzień miał spakować cały swój dobytek. W przypadku Snape’a okazało się to trudne z powodu sporej ilości książek od Hermiony. Wiedział, że mógł je zostawić, ale resztki przyzwoitości mu nie pozwoliły. Zbyt bardzo szanował literaturę piękną, aby narażać ją na kontakt z więźniami. Dundy dostał raz po łapach, gdy niechcący naderwał kawałek kartki „Trzech Muszkieterów”. Skomlał później przez godzinę żaląc się na swój los.

Zamiast książek w celi została stara szata Severusa. Ta, w której został zaatakowany przez Nagini. Ślady krwi zostały usunięte, ale miał związane z nią tak złe wspomnienia, że wolał jej ze sobą nie zabierać. Dlatego na wyjście ubrał się w zieloną szatę wyjściową, którą dostał od Hermiony.

Oprócz literatury spakował także wydarte strony z gazet, które dotyczyły wpadek znanych mu osób. Na ostatniej z nich widniała informacja, że Ron Weasley zerwał ze swoją narzeczoną, aby być z inną. Severus zupełnie mu się nie dziwił. Uważał, że nikt normalny nie był w stanie wytrzymać długo z przemądrzałą i wywyższającą się Granger.

Po śniadaniu więzień, razem z dobytkiem, został zaprowadzony do biura Faxona Newmana, gdzie dostał świstoklika z życzeniami trzymania się z dala od kłopotów i nie wracania ponownie do Azkabanu. Severus do ostatniej chwili miał dziwne wrażenie, że wszystko co przeżywa to sen, który za chwilę zostanie przerwany. Przebywanie w więzieniu sprawiło, że zapomniał jak to jest być wolnym człowiekiem. Nawet spotkanie z wrogo nastawionym Robardsem oraz przyjaznym Kingsleyem, który miał dla niego różdżkę nie sprawiło, że był w stu procentach pewny, że nie śni. Widok uśmiechającego do niego Pottera (kiedy gówniarz tak się zmienił?) oraz krzyki Dundy’ego w stylu „z drogi śledzie – Severus jedzie” (kiedyś tego pożałuje!) dało poczucie, że to nie sen, a koszmar. Dopiero ucieczka przed podnieconym i krzyczącym tłumem oraz dziennikarzami, pojawienie się w kominku swojego domu, a następnie spotkanie w Londynie z Sarą było wystarczającym dowodem, że naprawdę wyszedł z Azkabanu.
- Z tymi świeczkami przesadziłaś – Snape poinformował swoją kobietę, która przeciągała się na puchatym dywanie niczym kot.

Zdziwił się jak bardzo minimalistycznie urządzone jest jej mieszkanie. Jasne kolory. Kilka najpotrzebniejszych mebli. Tu i ówdzie trochę książek poukładanych w zgrabne stosy. Za to ozdobnych świeczek miała około pół setki i wszystkie były zapalone.
- Chciałam zrobić nastrój w dzień twoich czterdziestych pierwszych urodzin – wymruczała wyraźnie z siebie zadowolona. – Musiałabym za dużo ich wbić w ciasto, dlatego postanowiłam udekorować mieszkanie – wyjaśniła.
- Jeśli chcesz mogę sprawić, aby unosiły się w powietrzu – zaproponował.
- Zrób tak – poprosiła. – Lubię patrzeć jak sprawnie posługujesz się różdżką… - wyszeptała i uśmiechnęła się figlarnie.

Czarodzieje nie zdawali sobie sprawy jak się czuje człowiek, który został pozbawiony różdżki na prawie trzy lata. Niektórzy porównywali to do braku ręki. Severus twierdził, że rzeczywistość jest gorsza. Czuł się jakby zabrali mu duszę. Coś co zarazem dopełniało go i określało.
- Mówisz, masz – machnął różdżką i świeczki zaczęły unosić się w powietrzu.
Pierwsze zaklęcia po wyjściu z Azkabanu szły mu strasznie opornie. W końcu nie używał magii od kilku lat. Gdy wrócił do swojego domu w Cokeworth, pierwszym co zrobił to nie było sprzątanie zapuszczonych wnętrz. Od razu zaczął przypominać sobie skomplikowane zaklęcia. Uważał, że musi koniecznie wrócić do czasów swojej świetności.

Dom przy Spinner’s End dzięki magii nie został splądrowany ani przez mugoli, ani czarodziejów, jednak przez lata nieobecności właściciela zmienił się w zapuszczoną norę. Dywany i tapety zapleśniały z powodu wilgotnego klimatu i braku ciepła. Wiele eliksirów zamarzło w czasie zimy i rozsadziło szklane fiolki. Na Severusa czekało także niezłe pobojowisko zostawione przez ekipę śledczą Robardsa. Czarodziej podejrzewał, że auror specjalnie kazał zniszczyć to i owo. Na szczęście książki zostawił w spokoju, a tych schowanych, zawierających najgorszą czarną magię, nie odnalazł.

Doprowadzenie domu do porządku, mimo używania czarów, zajęło Severusowi kilka dni. Wprawdzie klął pod nosem, ale ostatecznie uznał, że dzięki temu przypomniał sobie jak używa się magii i doszedł do poprzedniej wprawy. Najbardziej zdenerwował go brak części eliksirów i składników, które najprawdopodobniej zostały zrzucone na podłogę i zdeptane w czasie śledztwa. Aby zrobić nowe musiał kupić sporo rzeczy, a to oznaczało pokazanie się w magicznej społeczności na co nie był gotów.
- Czemu nie przyjąłeś posady? – zapytała Sara wodząc palcem po udzie Severusa, co sprawiło, że przestał myśleć o eliksirach. – Ponoć ta robota dla Świętego Munga jest dobrze płatna.
- Nie interesowała mnie – padła sucha odpowiedź. – Mam inne plany.

Kingsley namawiał go na podjęcie pracy w ramach aktywizacji zawodowej więźniów, ale to nic nie dało. Severus miał jasno określoną wizję przyszłości. Chciał wyjechać z Sarą za granicę i nic nie mogło mu w tym przeszkodzić. Uznał, że gdyby jej nastawienie okazało się negatywne, to wystarczy, że użyje amortencji i przeszkody same znikną. Problemem było, że obecnie nie posiadał tego eliksiru.
- Jakie masz plany?
- Chcę z tobą wyjechać. Jak najdalej stąd – wyjaśnił Sarze całując ją w rękę. – Najlepiej poza Wielką Brytanię. Może inny kontynent…
- Nie – odparła błyskawicznie i wyrwała swoją dłoń z jego dłoni. -  Nie mogę, mam tu pracę, rodzinę, znajomych… - wyliczała.
- Możesz się z nimi kontaktować mugolskimi sposobami – oznajmił Snape tonem, który wskazywał, że każda myśląca osoba doszłaby do tego wniosku w sekundę.
- Nie ma mowy – Sara naburmuszyła się. – Myślałam, że weźmiesz pracę, którą proponował ci Kingsley i zamieszkasz ze mną – dodała urażonym tonem.
- Mistrz eliksirów nie przyjmuje pierwszej lepszej posady, która jest poniżej jego umiejętności – oznajmił Severus z przekąsem.
- Nie mydl mi oczu swoim byłym tytułem! – warknęła psycholog. – Mój brat był mistrzem obrony przed czarną magią, a nie potrafił dobrze transmutować torebki z herbatą!
- A ty nie udawaj, że wiesz cokolwiek o moim świecie! – czarodziej zareagował na atak. – Gdyby nie przypadek to byś nadal niczego o nas nie wiedziała głupia babo!
- Głupia babo!? – Sara powtórzyła ze złością. – Skoro tak uważasz to po co tu jesteś!? - spytała dysząc z wściekłości.
- Wiedz, że cię nie obraziłem, tylko stwierdziłem fakt! – rzucił twardo Severus i zaczął się ubierać. – Jeszcze za mną zatęsknisz! – oznajmił i wyszedł z jej mieszkania trzaskając drzwiami.

***

Zielone płomienie buchnęły w kominku w sklepie Borgina i Burkesa. Wyszedł z nich wysoki czarodziej odziany w czarną pelerynę. Narzucony kaptur dawał do zrozumienia, że jego właściciel nie chce być rozpoznany, co nie dziwiło biorąc pod uwagę, że ulica Śmiertelnego Nokturnu roiła się od podobnych osobników. Mężczyzna podszedł do lady i zastukał w nią niecierpliwie palcami. To przyciągnęło uwagę Borgina, który pracował na zapleczu.
- Och, pan Snape! – zawołał ze zdumieniem, kiedy spostrzegł kto ukrywa się pod kapturem. – Jak miło pana widzieć! Myślałem, że po tym wszystkim przestanie…
- Pół tuzina diabelskich pereł – Severus przerwał sprzedawcy chłodnym tonem. – Chcę te najlepsze.
- Oczywiście, już podaję – Borgin zgiął się w pół i poszedł po towar.

Do amortencji można było użyć normalnych pereł, ale przez to miała o wiele mniejszą moc. Weasleyowie właśnie taką sprzedawali w swoim sklepie. Działała dobrze na nastoletnie umysły, ale na starsze minimalnie. Te perły, które można było kupić na ulicy Śmiertelnego Nokturnu pozyskiwane były nielegalnie od Ostrea Diaboli, które były chronione przez prawo czarodziejów. Małże tego gatunku ukrywały się w najciemniejszych głębinach i tylko nieliczni do nich docierali. Aby wydobyć z nich perły trzeba było wykazywać się sporym refleksem, ponieważ zdenerwowane perłopławy pluły rozgrzaną do czerwoności masą, która bardzo długo utrzymywała ciepło i powodowała wrzenie wody. Nie jeden śmiałek zginął w straszliwych męczarniach. Wydobyte perły także były gorące niczym węgiel wyjęty prosto z ognia, a na dodatek mogły zmienić kształt pod wpływem własnej temperatury. Tylko niektóre zachowywały kulistość i te właśnie były najlepsze, a zarazem najdroższe.

Severus nie dał się wciągnąć w pogawędki Borgina. Otrzymał co chciał, zapłacił za to niemałą ilość pieniędzy i wyszedł ze sklepu. Skierował swoje kroki ku ulicy Pokątnej. Idąc zerkał na pozamykane, czarno-magiczne sklepy. Widocznie ich dobry okres zakończył się wraz ze śmiercią Voldemorta. Za to ulica Pokątna tętniła życiem jakby nigdy nie było wojny. Sklepy i kawiarnie ponownie zostały otworzone. Wiele osób robiło zakupy, a dzieci w wieku poniżej jedenastu lat, obrzucały się śnieżkami albo naciągały rodziców na kupno gorącej czekolady. Prawie nikt nie zwracał uwagi na mężczyznę w czerni zmierzającego do apteki. Severus był bardzo z tego powodu zadowolony.

***

- Walentynki, ble – skrzywił się czarodziej, gdy nasączał czekoladki amortencją.
Sara była twardą kobietą. Od czasu ich kłótni minął ponad miesiąc, a ona nie odezwała się ani razu. Denerwowało to Severusa, ale wiedział, że dzięki temu ma czas przygotować wszystko co zaplanował. Sporządził spory zapas eliksiru miłosnego i spakował swoje rzeczy, które umieścił w kufrze. Był to jeden z magicznych przedmiotów, które mogły pomieścić o wiele więcej niż ich mugolskie odpowiedniki. Jeśli wszystko poszłoby zgodnie z planem, to następnego dnia Severus z Sarą powinni znaleźć się w Hongkongu i tam zacząć nowe życie.

Czarodziej wiedział, że nie musi się martwić o pieniądze. Praca w Hogwarcie gwarantowała dach nad głową i posiłki. Albus bywał szczodry i czasem sypnął galeonami na jakąś książkę o eliksirach lub zaklęciach pod warunkiem, że nie dotyczyła ona czarnej magii. Z tego powodu większość wypłaty szła na konto Severusa. Czasem wydawał ją na niekoniecznie legalne rzeczy, ale nie musiał tego robić za często.
- Gotowe – powiedział z zadowoleniem do samego siebie.

Czekoladki wyglądały na nieruszone. Sara nie miała możliwości, aby domyślić się co kryją w środku. Severus przy pomocy magii zapakował pudełko tak, aby wyglądało jak nowe. Szybko ubrał się i teleportował do Londynu, gdzie po drodze do jej mieszkania kupił kwiaty od ulicznej handlarki. Sara mówiła, że kobiety to lubią, a ona przecież zaliczała się do tej płci.

Wszystko szło gładko do czasu, aż Severus znalazł się pod jej drzwiami. Zapukał raz, zapukał drugi, ale nikt nie otwierał. Była wystarczająco późna godzina, aby Sara była w domu, dlaczego więc nie dawała znaku życia? Czarodziej już miał wyjąć różdżkę zza pazuchy płaszcza, gdy sąsiednie drzwi otworzyły się i wyszła przez nie kobieta koło pięćdziesiątki z wałkami na rudoblond włosach, przy okazji rozsiewając wokół siebie smród palonych papierosów.
- Pan Snape? – spytała nieufnie.
- Tak – odparł zaskoczony czarodziej.
- Muszę zadać pytanie potwierdzające tożsamość – oznajmiła kobieta lekko zdenerwowanym tonem. – Ulubiona sukienka pani Jones?
- Krótka, różowa, cienkie ramiączka – odrzekł szybko.

Tak naprawdę tego nie wiedział, ale wyczytał w umyśle sąsiadki Sary jaka jest prawidłowa odpowiedź. Zobaczył jej wspomnienie jak psycholog wynosi swoje rzeczy z domu, a potem daje wiadomość do niego i instruuje kobietę co ma zrobić.
- To list do pana od niej – burknęła sąsiadka i podała Severusowi kopertę.

Gdy się poruszała ciągnęła się za nią fala smrodu. Snape nigdy nie lubił palenia papierosów, a zwłaszcza u kobiet. Uważał to za obrzydliwe i wlepiał drakońskie kary uczniom, których przyłapał na oddawaniu się tej czynności. Dlatego starał się mieć jak najmniej kontaktu z kopertą, która przesiąkła znienawidzonym smrodem. Szybko wyjął list i rozłożył go.


Severusie,

Na początku musisz mi wybaczyć, że nie byłam z Tobą szczera. Powinnam już dawno Ci o tym powiedzieć, ale wstyd odbierał mi odwagę. Kiedy będziesz to czytał, ja już będę daleko. Musiałam porzucić pracę i wyjechać.

Pewnie jesteś ciekawy dlaczego. Odpowiedź jest prosta: ponieważ byłam głupia. W czasach młodości narobiłam długów. Okropnych, nie chcesz znać kwoty. Osoba, której jestem winna pieniądze odnalazła mnie i dała mi tydzień na spłatę. Zagroziła, że jeśli mi się nie uda to konsekwencje będą bardzo nieprzyjemne. Nawet we dwoje nie dalibyśmy rady uzbierać tylu pieniędzy, dlatego uciekłam.

Nie powiem gdzie jestem na wypadek gdyby ten list trafił w niepowołane ręce. Obiecuję, że odezwę się do Ciebie jak tylko będę mogła. Teraz, gdy to piszę wiem, że powinnam była Cię posłuchać. Ten wyjazd za granicę był dobrym pomysłem. Miałeś rację, że jestem głupią babą. Przepraszam.

Błagam Cię abyś mi pomógł. Podejmij pracę i zbieraj pieniądze. Dużo odłożyłam przez te lata, ale jeszcze sporo mi brakuje. Jeśli pomożesz mi zebrać wyznaczoną kwotę to obiecuję, że zrobię co tylko zechcesz. Pójdę za Tobą wszędzie i będę z Tobą na zawsze.

Czekaj na kolejną wiadomość ode mnie. Jeśli się nie odezwę do kwietnia to wtedy możesz być pewny, że ten ktoś mnie dopadł. Dopiero wtedy pozwalam Ci poinformować o tym policję. Nie chcę abyś był ze mną, aby Tobie się nic nie stało. Ufam, że mi pomożesz.

Całuję,
Sara


Severus nie pamiętał kiedy ostatnim razem był tak zdumiony. Chyba wtedy, gdy się dowiedział, że żyje. Nie sądził, że Sara może mieć przed nim tajemnice. Myślał, że mówiła mu o wszystkim. Teraz zaś okazało się, że miała dla niego bardzo niemiłą niespodziankę. Przeczytał list drugi raz i stwierdził, że zawiera więcej pytań niż daje odpowiedzi. Nie zamierzał siedzieć i czekać na wiadomość od niej. Owszem, mógł podjąć pracę, ale wolał odnaleźć Sarę i pomóc jej uciec przed tym kimś. Postanowił, że zacznie działać od razu. Przy pomocy magii dostał się do mieszkania i zaczął je badać, ale nie odnalazł nawet najmniejszej wskazówki.