poniedziałek, 18 stycznia 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 13 – Ostatnia rozprawa

Stosunki Hermiony i Rona poprawiły się wieczorem po Sylwestrze. Wyjaśnili sobie wszystko po powrocie do jej domu. Rozmawiali przez ponad dwie godziny i każde wylało swoje żale. Ron opowiadał jak bardzo tęskni za Hermioną. Mówił, że gdy widzi uśmiechnięte pary spędzające beztrosko czas na Pokątnej to z zazdrości aż go palą uszy. Obiecał, że w wakacje zabierze ją gdzie tylko sobie zażyczy. Jego zarobki były wystarczająco wysokie aby opłacić dwutygodniowy pobyt w większości miejsc turystycznych. Hermiona wyżaliła się, że czuje się przepracowana i jedyne o czym teraz marzy to zakończenie procesu Snape’a. Opowiadała, że również tęskni za Ronem i  bardzo cierpi nie mogąc patrzeć jak Suzanne się zmienia z każdym dniem. Ron zaklinał się, że nie będzie jej więcej robił scen zazdrości i zostawi Ginny w spokoju. Hermiona obiecała, że nie będzie wstawać w nocy do Suzanne, a po zakończonej rozprawie Severusa będzie mniej pracowała i każdy wypad do Hogsmeade spędzą razem. Zakopanie topora wojennego przypieczętowali długim pocałunkiem, po czym zeszli w dobrych humorach do jadalni na kolację.

Gdy Hermiona weszła do swojego pokoju po uśpieniu Suzanne zobaczyła, że Ron zrobił wszystko aby mu wybaczyła. Gdzie się nie spojrzała widziała czerwone róże w wazonach, nawet dywan zrobiony był z ich płatków. Pod sufitem wisiały zapalone świece. Meble dziewczyny zniknęły, za to na samym środku pokoju stało wielkie, białe łoże z różowym baldachimem i białą pościelą, udekorowane było czerwonymi poduszkami w kształcie serc. Ron leżał na nim w pozycji „jestem seksownym modelem”, ubrany tylko w czarne bokserki, które miały wzorek w serduszka. W zębach trzymał różę i uśmiechał się figlarnie. Gestem zaprosił ją do siebie.
- Nie wiedziałam, że umiesz wyczarować takie rzeczy – zachichotała rumieniąc się jak piwonia.
- To wszystko dla ciebie, potrafię wyczyniać cuda… swoją różdżką – powiedział Ron, gdy wyjął sobie różę z ust.
- Pokaż mi – wyszeptała kładąc się koło niego.

Godzinę później leżeli zmęczeni przytulając się do siebie. Hermiona odpływała ze szczęścia. Nareszcie jej życie zaczynało przypominać bajkę. Miała cudownych rodziców, wspaniałą siostrzyczkę i chłopaka, którego kochała. Jej pierwszy raz okazał się fajnym doświadczeniem i już nie mogła się doczekać kolejnej zabawy. Ron także odpływał ze szczęścia. Zdobył Hermionę, kochali się i pewnie niedługo powtórzą łóżkowe figle. W pracy także mu się dobrze wiodło. Zaś próba generalna Walentynkowego Zestawu Deluxe „Pokój miłości” poszła wspaniale…

***

Stali pod salą rozpraw. Hermiona miała na sobie zestaw składający się z białej koszuli, czarnego żakietu i takiego samego koloru spódnicy sięgającej lekko przed kolano. Severus znowu założył szmaragdowozieloną szatę i tym razem sam z siebie związał włosy w koński ogon. Hermiona zerknęła ukradkiem w jego stronę i zauważyła, że nadal ma jej gumkę. Obydwoje byli spięci. To była ostatnia rozprawa, za kilka godzin zapadnie wyrok. Postanowiła być miła i przełknąwszy z trudem ślinę zagadała:
- Co pan będzie robił jeśli pana uniewinnią? Wróci pan do uczenia?
- To nie twoja sprawa Granger – odpowiedział swoim zwyczajnym, zimnym tonem.
- Chciałabym być miła i rozładować napięcie – zirytowała się dziewczyna. – Myślę, że to jedno z naszych ostatnich spotkań.

Ku jej zaskoczeniu Snape zwrócił swoją twarz w jej stronę i  popatrzył się na nią z bez śladów złości czy irytacji.
- Niech ci będzie – rzekł i ciężko westchnął. – Zamierzam pójść do mojego domu, spakować się i udać się do jak najdalszego od Anglii kraju aby nie spotkać nigdy więcej Pottera lub kogokolwiek innego.
- A… aha – wyjąkała.
- Co ty planujesz Granger po zakończeniu Hogwartu? – odpowiedział sztucznie uprzejmym tonem, który wyraźnie sprawiał mu trudność.
- Chciałabym walczyć o prawa skrzatów. Może dostanę posadę w Ministerstwie w Departamencie Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami
- Fascynujące – odparł bez śladu zainteresowania.
- Niech pan posłucha, ja naprawdę chcę aby pana uwolnili – powiedziała patrząc się bez lęku w jego czarne oczy.
- Wyobraź sobie, że mi też na tym zależy – prychnął. – Inaczej nie zgodziłbym się wyglądać jak żaba po lobotomii!
W tym momencie drzwi na salę rozpraw otworzyły się.
- Powodzenia – powiedziała z uśmiechem Hermiona do Severusa i uścisnęła mu przyjacielsko ramię.

Popatrzył się na nią zdziwiony i wszedł na salę mrucząc pod nosem coś o głupich dziewczynach, które nie wiedzą co to jest przestrzeń osobista. W tym czasie sędziowie zajmowali swoje miejsca. Percy puszył się z dumy, a jego mina mówiła „to ja jako przewodniczący Wizengamotu zakończę głośną sprawę Severusa Snape’a”. Usiadł na samym środku i kiwnął Hermionie głową. Dziewczyna odpowiedziała mu tym samym.
- Panno Granger – Gawain Robards podszedł aby uścisnąć Hermionie dłoń. – Niech wygra najlepszy.
- Nie uznaję tego za rywalizację – odrzekła chłodno, patrząc się na niego z pogardą. – Ja tu tylko bronię niewinnego człowieka.
- Nie powiedziałbym, że jest niewinny.
Severus siedzący na krześle oskarżonego prychnął ostentacyjnie. Gawain Robards popatrzył się na niego.
- Mam nadzieję, że dostaniesz dożywocie!
- A ja mam nadzieję, że nie zobaczę ponownie twojej gęby!

Dalszą wymianę zdań zakończył Percy, który ogłosił, że otwiera ostatnie posiedzenie rady Wizengamotu w sprawie Severusa Snape’a. Hermiona miała nadzieję, że wszystko pójdzie szybko i bez problemów. Percy przeczytał protokół z zeznaniami Snape’a i pytał się go co chwilę czy potwierdza to co wcześniej mówił. Niektórzy członkowie Wizengamotu mieli wątpliwości i zadawali ostatnie pytania. Rita Skeeter skrobała w notatniku i co jakiś czas rzucała złośliwe uśmieszki w stronę różnych osób. Ustalenia przebiegły spokojnie, po ich zakończeniu przemowę wygłosiła Hermiona, a następnie Gawain. Ona na korzyść, a on na niekorzyść Snape’a. Gdy wszystko zostało już omówione Percy zarządził naradę członków Wizengamotu, dlatego pozostałe osoby zostały wyproszone za drzwi do czasu aż zapadnie wyrok. Miało to długo potrwać dlatego Rita i Gawain poszli do stołówki na obiad.

Hermiona pomyślała, że obydwoje powinni coś zjeść, ale wiedziała, że nie daliby rady niczego przełknąć. Severus siedział na jednym końcu ławki, a na drugim końcu przycupnęli aurorzy wyznaczeni do pilnowania oskarżonego. Hermiona nie mogła zaleźć sobie miejsca, chodziła w te i we te pod drzwiami, mrucząc pod nosem argumenty, których zapomniała użyć.
- Zamkniesz się wreszcie Granger? – warknął zdenerwowany Snape. – To nie egzamin!
- Mogłam jakoś przekonać ciotkę Harry’ego aby jednak zechciała zostać świadkiem – mruknęła udając, że nie słyszy co Severus do niej powiedział.
- Głucha jesteś?
- Nie, nie jestem - odpowiedziała ze złością. – I wcale tego nie traktuję jak egzamin!
 - Jakaś ty szlachetna… - zadrwił Snape.

Hermiona nie odpowiedziała, ale pomyślała, że zaraz wybuchnie. Wiedziała, że wszystkiemu winne są nerwy z powodu oczekiwania na werdykt, ale miała dość jego przytyków. Na dodatek znowu miała napięcie przedmiesiączkowe.
- Sądzę, że sam sobie bym poradził. Nie wiem po co w ogóle zgadzałem się abyś szwendała mi się pod nogami – wycedził.
Dziewczyna rzuciła zaklęcie Muffliato. Nie chciała aby osoby postronne słyszały wymianę zdań pomiędzy nią a Severusem.
- Z pańskim standardowym wyglądem i postawą od razu dostałby pan wyrok dożywocia! – odpowiedziała mu.
- Odczep się od mojego wyglądu Granger! – ostrzegł. – I nie używaj wymyślonych przeze mnie zaklęć!
- Bo co? – warknęła. – Już mnie pan nie uczy, nie może mi pan odjąć punktów. Dzisiaj jest ostatnia rozprawa, za chwilę będę wolna. Mogę sobie mówić co chcę – Hermiona uśmiechnęła się wrednie.
- Jesteś tępa jak…
- Jest pan najgorszym nauczycielem jakiego miał Hogwart! – przerwała mu Hermiona. – Zero umiejętności nauczania! Zero obiektywności! Zero sprawiedliwości! Jedyne co pan potrafił to zniechęcić do tak pięknego przedmiotu jakim są eliksiry! – założyła ręce na biodrach i spojrzała mu prosto w oczy. – Powinien mieć pan dożywotni zakaz zbliżania się do młodzieży!

Severus najpierw zbladł, a później zaczerwienił się ze złości, gwałtownie poderwał się z ławki.
- Jesteś niewychowaną gówniarą! – krzyknął.
Aurorzy popatrzyli się na nich zdzwieni, ale postanowili nie interweniować. W końcu oskarżony kłócił się ze swoim obrońcą, a oni byli zajęci spożywaniem przyniesionych z domu kanapek. Uznali, że to nie ich sprawa dopóki Snape z Hermioną nie zaczną się bić.
- Pan jest gburowatym, antypatycznym i odpychającym nietoperzem z lochów! – zripostowała dziewczyna.
- Ty skołtuniona kretynko! – odpowiedział wyzwiskiem.
- Powiedział to człowiek, który nie wie co to szampon!
- Za to wiem co to jest grzebień i jak go używać! – ryknął. - Gdyby nie ja to byście nadal mieli Czarnego Pana na karku!
- Za to pan z przyjemnością przyglądałby się jak Harry umiera! – wycelowała oskarżycielsko palec w stronę Severusa.
- Nie dziwię się, że Weasley postanowił uciec z waszego obozowiska  – odparł i odwrócił się plecami. – Gdy przebywam z tobą dłużej niż pół godziny to mnie cholera bierze!

Snape poruszył bardzo drażliwy temat przez co Hermiona poczuła się jakby dał jej w twarz. Całe jej opanowanie zniknęło.
- Ja przebywając z panem nie dziwię się czemu matka Harry’ego wolała jego ojca! – wycelowała w jego drażliwy punkt.
- Granger! – ryknął. – To był cios poniżej pasa!
- Taka jest prawda! – warknęła. – Oni byli dobrymi ludźmi, nie to co pan!
- Jeszcze… jedno… słowo… - miał rządzę mordu w oczach.
- Gdyby nie wyrzuty sumienia to nadal byłby pan śmierciożercą! – słowa popłynęły, nie była w stanie ich powstrzymać. – Nie walczył pan z Voldemortem dla innych. Robił pan to tylko po to aby zagłuszyć wyrzuty sumienia! Cały czas myślał pan tylko o sobie, a Harry’ego traktował jak jakąś obrzydliwą pamiątkę po jego matce! Coś co nie powinno istnieć, ale ze względu na Lily powinno być zachowane! – poczuła, że ze złości pali ją cała twarz. – Pewnie ucieszył się pan, gdy Dumbledore powiedział, że Harry musi zginąć!
- Nic nie wiesz o mnie durna dziewczyno! – zagrzmiał, wyglądał jak tygrys szykujący się do ataku. – Może jesteś inteligentna, ale jedyne co umiesz robić to bezmyślnie wkuwać na pamięć! Nie potrafisz niczego sama stworzyć! Gdyby ktoś wywiesił regulamin, że od dzisiaj w Ministerstwie Magii należy chodzić nago to zrobiłabyś to! Twoje rozumowanie nie wykracza poza ściśle określone ramy! – zrobił przerwę na wzięcie oddechu i popatrzył się na Hermionę ze złością. – Szkoda, że przeżyłaś tę cholerną bitwę o Hogwart!
– Szkoda, że byłam z Harrym we Wrzeszczącej Chacie!

Nagle jego oczy otworzyły się szeroko z powodu zdumienia. Popatrzył się na Hermionę badawczo.
- Co… ty… powiedziałaś? – wycedził powoli swoim lodowatym tonem.
Czerwone plamy, które pojawiły się na jego twarzy z powodu zdenerwowania szybko zniknęły i pojawiła się niezdrowa bladość. Hermiona poczuła, że w ciągu sekundy cała jej złość wyparowała, za to oblał ją zimny pot. 
- Ty tam byłaś? – wyszeptał.
- Naprawdę nie wiedział pan? – odrzekła cicho.
- Ja… nie… - wymamrotał. – Pamiętam jak dawałem wspomnienia Potterowi… Nie zauważyłem ciebie, ani nikogo innego.
- Byliśmy tam z Ronem - wyjaśniła i spuściła wzrok.
Odwróciła się do niego plecami. Myślała, że wiedział kto był we Wrzeszczącej Chacie, gdy Voldemort skazał go na śmierć. Nie przypuszczała, że jej nie zauważył. Z drugiej strony to zupełnie zrozumiałe, był ciężko ranny, skupił się na podarowaniu wspomnień Harry’emu. Wiedziała, że się domyśli prawdy, o tym kto uratował mu życie, to było oczywiste. Pomyślała, że może Severus jest totalnym dupkiem, ale jest także inteligentny. Złapał ją  mocno za ramię i gwałtownie obrócił w swoją stronę. Jego twarz była niebezpiecznie blisko jej twarzy.
- Przypuszczam, że panna Granger przed wyruszeniem na poszukiwanie horkruksów wkuła każdą książkę magomedyczną  na pamięć? – syknął.
Patrzyła się w jego czarne, zimne oczy jak zahipnotyzowana. Z trudem przełknęła ślinę i kiwnęła głową.
- Jako, że panna Granger nie może opanować się i musi wypróbować każde zaklęcie, domyślam się, że we Wrzeszczącej Chacie rzuciła jakieś na mnie.
- Tak, nie może się opanować… - szepnęła i zarumieniła się.
- Co spowodowało, że ży… - nie dokończył zdania, ponieważ zauważył, że idzie do nich Rita Skeeter.

Stanęła metr przed nimi, popatrzyła się na nich i uśmiechnęła się szeroko ukazując swoje złote zęby. Hermiona i Severus szybko odskoczyli od siebie.
- No, no, no! Obserwowałam was przez ostatnie dziesięć minut - wyjaśniła. – Dziwnym trafem nie słyszałam co mówicie, zamiast tego dzwoniło mi w uszach. Dziwne, nie uważacie? To chyba magia – zaśmiała się, po czym zwróciła się do Hermiony. - Czyżby kłótnia kochanków? Zawsze uważałam, że nie pasujesz do tego rudego wypierdka Weasleya.
- Odwal się Rita – warknęła Hermiona.
- Ojej, nie tak ostro! – dziennikarka uśmiechnęła się fałszywie do dziewczyny. – Każdą młodą kobietę kręcą starsi, doświadczeni mężczyźni. Nie musisz się wstydzić – zachichotała. - Waszą tajemnicę zabiorę ze sobą do grobu – puściła oczko do Severusa, który miał minę jakby chciał ją ugryźć.
- Możesz ją zabrać do Azkabanu – rzekła ostrzegawczym tonem Hermiona. – Mam doświadczenie we wtrącaniu tam różnych szumowin.
- Miałabym tam fajne towarzystwo – zaśmiała się Rita. – Tyle ploteczek! Napisałabym książkę!
- Nie wiem co napisałaś o Harrym, ale jeśli znajdę tam jakieś głupoty to…
- Oj, daj spokój kochanie, robię to dla innych. Czarownice i czarodzieje kochają Harry’ego, błagali mnie abym napisała jego biografię, a ja nie potrafię odmawiać!  – przerwała jej dziennikarka machając lekceważąco ręką. – Zebrałam różne ploteczki… dopisałam kilka konkretów… przeprowadziłam kilka wywiadów…
- Znowu same kłamstwa! – warknęła Hermiona.
- Przecież wiesz, że nie skrzywdziłabym twojego przyjaciela – Rita położyła jej rękę na ramieniu, którą dziewczyna od razu zepchnęła. – Uwielbiam Harry’ego, rzekłabym, że nawet kocham jak syna… nie skrzywdziłabym go naumyślnie…
- Zjeżdżaj stąd albo poinformuję kogo trzeba o twoim małym sekrecie! – twarz Hermiony wyrażała złość.

Rita uśmiechnęła się do niej i puściła jej buziaka, po czym podeszła wolno do Gawaina Robardsa, przy okazji kołysząc biodrami i stukając obcasami o kamienną posadzkę.
- Szkoda, że ona nie była horkruksem – burknęła Hermiona.
- Tak, już widzę jak panna-nieskazitelna-Granger przebija ją mieczem Godryka Gryffindora – odrzekł Severus głosem nie wyrażającym żadnych uczuć.
Hermiona mogłaby przysiąc, że zauważyła błysk rozbawienia w jego oczach. Kilka minut później drzwi na salę rozpraw otworzyły się i wszyscy zostali zaproszeni do środka.

To był ten moment, to na co Hermiona czekała od dawna. Miał zapaść wyrok, a ona miała być wreszcie wolna. Hermiona weszła razem z Severusem, Gawainem, aurorami i Ritą Skeeter do pomieszczenia. Na widok poważnych min członków Wizengamotu jej serce szybciej zabiło. Zaczęła się martwić czy na pewno zrobiła wszystko w swojej mocy aby uniewinnić Snape’a.
- Członkowie Wizengamotu podjęli decyzję – rzekł Percy z powagą. – Zaraz przeczytam werdykt.
Severus siedział wyprostowany na krześle, wyglądał na spokojnego jednak tym razem zdenerwowanie zdradzały jego dłonie, które mocno przyciskał do podłokietników. Hermiona wstrzymała oddech i trzymała kciuki.
- Severus Tobiasz Snape został oskarżony o przynależność do grupy śmierciożerców. Werdykt Wizengamotu brzmi: niewinny. Stwierdzono, że oskarżony działał w grupie jako szpieg Albusa Dumbledore’a i informacje przez niego uzyskane przyczyniły się do zakończenia wojny.

Hermiona wypuściła powoli powietrze z płuc. Pierwszy zarzut oddalony! Teraz czekały jeszcze dwa. Percy zrobił pauzę dla lepszego efektu i zaczął czytać dalej.
- Zostałeś także oskarżony o sprzyjanie Tomowi Riddle, znanemu bardziej jako Lord Voldemort – rudzielec wzdrygnął się, gdy przeczytał ostatnie słowo. – Werdykt Wizengamotu brzmi: niewinny. Stwierdzono, że Severus Tobiasz Snape nie wyznawał filozofii Toma Riddle’a. Podczas jego rządów w Hogwarcie starał się ratować uczniów, zaś faworyzowanie dzieci śmierciożerców miały na celu zapewnienie wroga, że jest nadal jego wyznawcą. Zgłosił się do niego na ponowną służbę nie z własnej woli, a na wyraźny rozkaz Albusa Dumbledore’a.

Gawain Robards patrzył się z wyraźną nienawiścią na Severusa, a ten odpowiedział mu tym samym. Hermiona za to miała ochotę skakać z radości. Wiedziała, że zostało jeszcze jedno oskarżenie. Była przekonana, że werdykt będzie brzmiał tak samo jak poprzednie.
- Severus Tobiasz Snape został także oskarżony o zamordowanie Albusa Persiwala Wulfryka Briana Dumbledore’a 30 czerwca 1997 roku – Percy znowu zrobił dramatyczną pauzę. - Werdykt Wizengamotu brzmi: winny.
- Co!?
Severus gwałtownie wstał z krzesła i w ciągu sekundy został usadzony z powrotem przez łańcuchy, które oplotły jego ciało. Hermiona miała wrażenie, że spada w przepaść. Nie udało mi się… nie udało mi się… nie udało mi się…
- Puśćcie mnie! – szarpał się Snape.
- Uspokój się! – Percy wzmocnił swój głos aby go przekrzyczeć. – Bo inaczej zostaniesz potraktowany zaklęciem pełnego porażenia ciała!

Dopiero po chwili Severus uspokoił się na tyle, że można było wznowić czytanie wyroku. Percy poprawił okulary i uzasadnił werdykt sędziów.
- Zostajesz uznany winnego śmierci Albusa Dumbledore’a. Rzucenie Zaklęcia Niewybaczalnego skutkuje skazaniem na dożywotni pobyt w Azkabanie… Jednakże rada uznała, że w twoim przypadku istnieje wiele okoliczności łagodzących. Sędziowie Wizengamotu są przekonani, że zrobiłeś to na wyraźną prośbę Albusa Dumbledore’a i było to konieczne aby uratować Draco Malfoya od śmierci z rąk Lorda Voldemorta. Z tego powodu pobyt w Azkabanie zostaje skrócony do dwóch lat. Po odbyciu kary zostaniesz wypuszczony na wolność. Tym samym uznaję sprawę Severusa Tobiasza Snape’a za zakończoną.

Wszyscy członkowie Wizengamotu zebrali się do wyjścia. Dopiero wtedy Hermiona odważyła się popatrzeć na Snape’a. Jego twarz wyrażała wściekłość.
- Tylko na tyle było cię stać!? Będę tam gnić dwa lata! – warknął i poszedł razem z aurorami, którzy mieli za zadanie odprowadzenie go do celi.

Hermiona stała na środku sali nie mogąc wyksztusić ani słowa. Patrzyła na jego oddalającą się postać i poczuła, że nienawidzi Severusa z całego serca. Kusiło ją by posłać w jego kierunku jakieś paskudne zaklęcie. Chciała go wybronić, starała się, poświęcała mu bardzo dużo swojego czasu. Nie oczekiwała zbyt wiele po Severusie, ale myślała, że chociaż postara się jakoś jej podziękować skoro zmusił się do uprzejmej rozmowy kilka godzin wcześniej. W głębi serca, miała nadzieję że wykrzywi swoją twarz w tej okropnej próbie uśmiechu albo powie „dobrze, że tylko tyle”. Zacisnęła pięści w przypływie bezsilnej złości, gdy ktoś podszedł bezszelestnie do niej i szepnął jej do ucha:
- Nie przejmuj się, walczyłaś dzielnie i prawie wygrałaś. Jesteś jedną z najbardziej niesamowitych, młodych czarownic jakie poznałem.

Odwróciła się błyskawicznie i stanęła twarzą w twarz z Gawainem Robardsem.  Jego błękitne oczy nie wyrażały teraz lekceważenia lub złości, patrzył się na nią z podziwem.
- Po skończeniu szkoły masz pracę w moim departamencie panno Granger – rzekł. – Przyjmę cię bez wahania.
- Dziękuję – odparła zaskoczona.
- Byłaś godnym przeciwnikiem, dawno nie spotkałem kogoś takiego – ujął delikatnie jej dłoń i pocałował w geście pożegnania. – Do zobaczenia, panno Granger.

Hermiona stwierdziła, że ma mętlik w głowie i jedyne czego teraz potrzebuje to odprężyć się. Zamierzała wstąpić najpierw do Harry’ego, a później na Pokątną do Rona. Pomyślała, że powinna wypić kieliszek wina albo dwa, a najlepiej całą butelkę.

czwartek, 14 stycznia 2016

Fanfik Trójmagiczny: Rozdział 2 – Kilka ogłoszeń parafialnych i Liebster Blog Award


Witam Wszystkich Miłościwie Mnie Czytających!

Tu znowu Szczęśliwa Trzynastka i moje wypociny nie zawsze związane z Harrym.

Ogłoszenie pierwsze: urlop.
Robię sobie wolne od bloga. W poniedziałek wstawię 13 rozdział „Powojennego życia Hermiony G.” i później robię przerwę do 28 stycznia. Mam pewną sprawę do zrobienia i chwilowo nie będę mogła pisać. Niestety, zajmuje mi to bardzo dużo czasu, a muszę ogarnąć coś pilnego ponieważ terminy mnie gonią.

Ogłoszenie drugie:  zajdą zmiany w dodawaniu fanfików.
  1. Powojenne życie Hermiony G. będzie pojawiać się co tydzień w poniedziałek.
  2. Polska Szkoła Magii i Czarodziejstwa będzie ukazywać się co 2 tygodnie w czwartek.
  3. Voldemort ubiera się u Madame Malkin będzie się pojawiało co 2 tygodnie w sobotę.

Przyczyna jest taka, że trzy fanfiki na raz to trochę za dużo. Dodawałam je regularnie przez ponad 2 miesiące i byłabym w stanie to robić, jednakże kosztem własnego życia. Poza tym muszę poszukać pracy – nie będę mogła niczego dodawać jeśli odetną mi internet lub prąd. Więc teraz częściej będę pisać listy motywacyjne niż fanfiki :(

Jest jeszcze jedna przyczyna:
Powojenne życie Hermiony G. pisze mi się szybko i łatwo. Nie muszę prawie nic do niej wymyślać: mam gotowe postacie, opis ich wyglądu i charakteru, linię czasową oraz całkowity opis świata. Nie muszę się wysilać aby przedstawić kim jest Hermiona, Harry i Ron ponieważ każdy to wie. Wymyślam tylko fabułę – reszta jest gotowa.

Za to w Polskiej Szkole Magii i Czarodziejstwa nie jest tak różowo. Opieram się mocno na Harrym, jednak nie da się zaprzeczyć, że 80% tego co się pojawia jest mojego autorstwa. Nie miałam gotowego opisu świata, cech, wyglądu i historii postaci. Na dodatek trzeba wymyślić jakąś ciekawą fabułę, przeciwników, problemów do rozwiązania. To zajmuje mnóstwo czasu. Dlatego podjęłam taką, a nie inną decyzję.

Voldemort ubiera się u Madame Malkin będzie się pojawiał rzadziej ponieważ jest to produkt uboczny przegrzanego mózgu. Gdy będę mniej pisać to i pomysłów na kolejne rozdziały będzie mniej. Poza tym umieszczałam w tym fanfiku wiele odniesień do popkultury, a zwłaszcza tego co można znaleźć w internecie (wiadomości, memy, artykuły, filmiki). Z powodu braku czasu nie mogłam przeglądać kilku stron, z których brałam te rzeczy.

Tak więc idę na jakość, a nie ilość – mam nadzieję, że będzie to zmiana na dobre :D

Ogłoszenie trzecie: kilka zmian na blogu.
Zrobiłam kilka kosmetycznych poprawek takich jak dodanie Spisu rozdziałów, zmiana tła i poprawienie wczesnych rozdziałów (nadal w toku). Dodatkowo wstawiłam „Polską Szkołę Magii i Czarodziejstwa” oraz wstawię niedługo „Powojenne życie Hermiony G.” na Wattpad.  Zapraszam wszystkich chętnych na mój PROFIL! Trochę to trwa, ale niedługo zakończę wszelkie zmiany :)

Miło by mi też było gdyby więcej osób zaglądało na Facebookowy Fanpage Fanfika Trójmagicznego. Chciałabym tam wstawiać różne głupotki, piosenki i ciekawostki (nie zawsze związane z Harrym). Im więcej osób tym lepiej :)

Nominacja!
Zostałam nominowana przez Arcanum Felis do zabawy znanej jako Liebster Blog Award. Będę leniwą bułą i perfidnie skopiuję jej wpis: „Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na pytania otrzymane od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz kilka osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im pytania. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.

Przejdźmy najpierw do pytań i odpowiedzi.

Twój ulubiony aktor/aktorka z Harry’ego Pottera?
Ciężkie pytanie ponieważ mam kilku takich. Stwierdzam jednak, że opowiem o tym, który jest rzadko komentowany i nie widzę wielu zachwytów nad nim. Otóż jest to…


Kenneth Branagh jako Gilderoy Lockhart!

Ten facet jest powalający: uważam, że świetnie oddał sposób bycia Gilderoya. Nie dość, że jest utalentowanym aktorem to jeszcze jest reżyserem. Kto słyszał o ostatnim „Kopciuszku”, „Thorze” czy „Wiele hałasu o nic”? To właśnie dzieła tego pana :)

Co lubisz w ludziach?
Gdy są nienormalni :)
Jak każdy lubię osoby miłe, zabawne, szczere, lojalne itp., itd. Ale jednak cenię też, gdy mają w sobie jakąś nutkę szaleństwa, jakieś hobby, coś innego niż wszyscy. Odrzucają mnie osoby na wskroś „normalne”, które nie interesują się niczym poza nauką, założeniem rodziny i pracą. Z takimi ludźmi się raczej nie dogadam.

Jaki smak najlepiej współgra z Twoim charakterem?
Słodko – słony.
Jestem fanką sera pleśniowego z dżemem i pierogów na słono z cebulką… oraz śmietaną i cukrem. Znajomi nabijają się, że oznaką mojej ciąży jest to, że jem normalne rzeczy :)

Jak to się ma do mnie?
Od zawsze miałam rozdwojony charakter, nigdy nie mogłam się na coś zdecydować w 100%. W dzieciństwie chciałam być równocześnie ninja i księżniczką. Byłam chorobliwie nieśmiała (nawet wypad do sklepu aby poprosić o produkty to była trauma), a zarazem występowałam w każdym przedstawieniu szkolnym (zazwyczaj główne role). Uważałam się za humanistkę, ale nie znosiłam krzyżówek, wolałam szachy, sudoku i inne gry logiczne. Słuchałam zarazem gotyku i rapu (co w czasach nastoletnich było „zbrodnią” xP). W liceum z jednej strony chciałam być mroczną gotką, a z drugiej hippiską. Ostatecznie połączyłam to tak, że chodziłam w długiej czarnej spódnicy, na to zakładałam różowy top, na szyję medalion z trupią czachą, a na głowę wianek (rówieśnikom było ciężko to znieść :P). Zazwyczaj wszystko dokładnie planuję, a gdy przychodzi co do czego to idę na żywioł.

Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?
Bez kartek i długopisu. To całe moje życie: można coś naszkicować, można napisać, można zrobić orgiami albo kapelusz, dzióbnąć napastnika w oko, bardzo pożyteczne narzędzia :D

Jaką książkę możesz polecić na zimowy wieczór?
Moją wielką miłość od pierwszego przeczytania: „Hrabia Monte Christo” Aleksandra Dumasa Ojca. Tam jest wszystko: romans, zemsta, dawne czasy, przygoda, potęga nauki i przebaczenia. Świetnie wykreowane postaci, wiele odniesień do prawdziwych wydarzeń historycznych (nawet tak drobnych jak plotka, która spowodowała krach na giełdzie), silne kobiety (nie było to normą w XIX wieku). Przede wszystkim ta książka uświadomiła 11 letniej mnie, jak bardzo nauka przydaje się w życiu. Zwłaszcza opanowanie języków i kreatywność przy wyrobie narzędzi w więzieniu w celu ucieczki :P. Moje tomy mają ponad 60 lat, uwielbiam zapach starych książek. A rysunki to uczta dla zmysłu artystycznego. Przeczytajcie, warto!

Jak odreagowujesz kryzysowe sytuacje?
Jestem bardzo spokojną osobą, zazwyczaj siadam i czekam aż wszystko minie. Przecież kryzys nie będzie trwał wiecznie! Poza tym dobrze czasem włączyć baaardzo głośno piosenki Marylina Mansona i powyć do nich (a potem przeprosić sąsiadów).

Masz jakąś fobię?
Telefony… Nienawidzę dzwonić! Gdy mam wybrać numer lub osobę z listy to oblewają mnie zimne poty. Wolę przejść pół miasta i zapisać się do lekarza niż umówić się telefonicznie. Gdy ktoś do mnie dzwoni nie jest aż tak źle, ale jestem po wszystkim zestresowana.

Poza tym nienawidzę burzy, stóp i chrupek kukurydzianych. Przy pierwszym zamykam się z domu i czekam na najgorsze (na pewno piorun mi się wedrze do domu). Gdy ktoś mnie dotknie swoją stopą albo dotknie mojej to mam atak paniki (biedny mąż, gdy niechcący to zrobi…). Zaś w chrupkach nienawidzę odgłosu ich spożywania. Od razu robi mi się słabo. Wyobraźcie sobie co przeżywałam, gdy dzieci w przedszkolu dostawały to na podwieczorek! Spędzałam wtedy ten czas w szatni zatykając sobie uszy :(

Miejsce na ziemi, które Cię oczarowało?

Amsterdam i Francja.
W czasach studenckich wybrałam się razem z (jeszcze wtedy) narzeczonym w podróż autostopem po Europie. On wolał Holandię i musiałam tam pojechać chociaż nie chciałam (wolałam Francję, ale czego się nie robi dla miłości). Gdy wylądowaliśmy po wielu perypetiach w Amsterdamie byłam zachwycona! Nie sądziłam, że to takie świetne miasto. Mnóstwo przyjaznych ludzi, którzy bez problemu podchodzą i rozmawiają z nieznajomymi (każdy mówił po angielsku). Taka mała anegdotka:

Zatrzymaliśmy się z narzeczonym w hoteliku umiejscowionym w jednej z kamienic przy samym kanale. Gdy dotarliśmy do niego okazało się, że nasz pokój nie został jeszcze wysprzątany. Właścicielka hoteliku dała nam po leżaku  i kawce abyśmy sobie usiedli przed drzwiami, i odpoczęli na czas porządków. Usiedliśmy i patrzyliśmy na barki turystyczne przepływające kanałem. Zdziwiliśmy się, że ludzie z aparatami machali do nas jak głupi i pstrykali zdjęcia. Z grzeczności także im machaliśmy i uśmiechaliśmy się do zdjęć. Tylko, że to się co chwila powtarzało! Jedna barka, druga, trzecia… Ciągle zastanawialiśmy się o co chodzi. Zdradzę tajemnicę. Chodzi o to:


To jest jedna z najwęższych kamienic w Amsterdamie przy ulicy Singel 7
Hotelik jest po lewej, a my nieświadomi niczego siedliśmy sobie przed drzwiami tej atrakcji turystycznej. Tak więc jestem pokazywana na zdjęciach ludzi z różnych stron świata!

Francji nie muszę chyba tłumaczyć - to mój bzik i moja wielka miłość. Uwielbiam zwłaszcza Lazurowe Wybrzeże. Przeżyłam tam jedne z najfajniejszych urodzin i wakacji w życiu. Każdemu polecam podróż autostopem!

Czego nigdy byś nie założyła?
Szpilek na wysokich obcasach. Przy moim braku koordynacji wzrokowo-ruchowej to grozi samobójstwem, ranami ciętymi albo kłutymi u osób postronnych i rozwaleniem okolicy.

Twoja ulubiona cyfra?
Mam dwie, które składają się na liczbę 13 :)
Moje życie kręci się wokół niej. 13 dnia pewnego miesiąca 2013 roku wyszłam za mąż, równiutko kilka miesięcy później (też 13 dnia miesiąca 2013 roku) przyszła na świat moja córka. W moim rodzinnym mieście mieszkałam w różnych miejscach (raz w bloku numer 13), ale zawsze przy trasie autobusowej nr 13. Kiedyś przez rok uczęszczałam na pewne studia, porzuciłam je i poszłam na inne. Czemu? Powiedziałam wszystkim, że mi się nie spodobały, ale prawda jest bardziej wstrząsająca… wydział uniwersytetu nie był przy trasie linii nr 13 :D. Moja podstawówka, gimnazjum, liceum oraz kolejny kierunek studiów był przy tej linii. 13 mnie prześladuje :)

Teraz sama nominuję kolejne osoby:

Moje pytania (ha, zabawmy się!):
1. Twoja ulubiona książka, film i piosenka (możesz ją wstawić na bloga to sobie posłuchamy czytając dalsze odpowiedzi :P).
2. Napisz jakąś śmieszną anegdotkę ze swojego życia.
3. Na wakacjach znajdujesz butelkę z Dżinem, który okazuje się, że jest duchem piątej kategorii i jedyne co może zrobić to zamienić cię miejscami na jeden dzień z wybraną osobą na świecie. Czyje życie chciałabyś poznać?
4. Zrób sobie test osobowości http://www.16personalities.com/pl/darmowy-test-osobowosci i napisz kim jesteś na podstawie tej grafiki (można ją powiększyć):




5. Jesteś uczennicą Hogwartu, jesz spokojnie śniadanie, gdy koleżanki informują cię, że Neville Longbottom chce cię zaprosić  na Bal Bożonarodzeniowy. Jaka jest twoja reakcja?
6. Robisz porządki w swoim kufrze, wyrzucając z niego ubrania. Nagle słyszysz za plecami okrzyk „Tofik jest wolny!”, odwracasz się i widzisz skrzata domowego, który trzyma twoją ulubioną bieliznę. Co robisz?
7. McGonagall ogłasza program wymiany między szkołami. Zakwalifikowałaś się, gratulacje! Do wyboru masz Beauxbatons we Francji, Durmstrang na dalekiej północy, Uagadou w Afryce lub Mahoutokoro w Japonii. Gdzie jedziesz?
8. Jakie pamiątki z wymiany przywieziesz swojej rodzinie?
9. Rodzice chcą ci kupić na urodziny zwierzę. Masz do wyboru ponuraka z ognistymi oczami, żabę, która ma koronę na głowie lub kota, który częściowo znika. Co wybierasz i dlaczego?
10. Jaki zapach miałaby dla ciebie amortencja?

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 12 – Święta, święta i po świętach


[Uwaga, tekst zawiera wulgaryzmy i sceny erotyczne – zostaliście ostrzeżeni]

Hermiona stała razem z Ginny, Nevillem i Deanem przed salą, czekając na obronę przed czarną magią. Wszyscy uczniowie w szkole byli podekscytowani, ponieważ następnego dnia mieli wrócić do domów z powodu rozpoczęcia ferii świątecznych. Korytarze przyozdobione były gałązkami ostrokrzewu, a stare zbroje zostały tak ustawione, aby trzymały małe choinki wysoko nad sobą. Wyglądało to jakby salutowały ozdobionymi drzewkami. Nagle torby Deana i Hermiony pękły z trzaskiem. Neville pognał za żartownisiami, którzy po rzuceniu zaklęcia rozcinającego, uciekli ile sił w nogach. Hermiona zaklęła cicho pod nosem i rzuciła się aby pozbierać swoje rzeczy. To samo zrobił Dean. Mieli szczęście ponieważ nie stłukł się ani jeden kałamarz.
- Nie udało mi się ich złapać – wydyszał Neville z zawiedzioną miną. – Zniknęli w rozwidleniu korytarza. Zdaje mi się, że to byli Ślizgoni z trzeciej klasy, ale pewny nie jestem.
- Odkąd nie ma w szkole Freda i Georga różni uczniowie próbują zdobyć tytuł „naczelnych rozrabiaków Hogwartu” – powiedziała z niesmakiem Ginny. – Ale oni nie robili takich chamskich dowcipów!
- Zgadzam się – stwierdziła Hermiona i jednym ruchem różdżki naprawiła obydwie torby.
- Cieszysz się na myśl, że zobaczysz się z siostrą? – spytał Neville.
- Już nie mogę się doczekać! – Hermiona uśmiechnęła się. – W końcu będę mogła pobyć z rodzicami, Suzanne i Ronem!
- A ja z Harrym – Ginny się zaczerwieniła.
Neville nagle stracił zainteresowanie dyskusją. Dziewczyny popatrzyły się na siebie. Ostatnio między nim i Luną zaszły spore zmiany. Od czasu kłótni przy skrzatach mieli ciche dni. Hermiona z Ginny bały się, co się stanie, gdy ich przyjaciele zerwą ze sobą. Próbowały porozmawiać z jedną i drugą stroną, ale obydwoje powiedzieli, że nie życzą sobie interwencji. Dziewczyny musiały odpuścić.
- A ja się cieszę, że zobaczę moją mamę, ojczyma i rodzeństwo – oznajmił ucieszony Dean.
- Och tak! Też za swoimi tęsknię – westchnęła Ginny.
Dalsze rozmowy przerwało im przybycie profesora Williamsona, który wyczarował na swojej głowie poroże renifera do którego przyczepione były dzwoneczki. Podzwaniał nimi tak aby wygrywały melodię do śpiewanej przez niego piosenki „Jingle Bells”.

***

Hermiona samotnie pakowała swój kufer ponieważ Ginny nie wróciła jeszcze z wróżbiarstwa. Na dnie położyła książki z notatkami, na to ubrania i dodatki. Zostawiła tylko przybory toaletowe i mundurek na jutrzejszy dzień. Wymościła transporter Krzywołapa aby podróż na peron w Hogsmeade przebył w miarę wygodnie.

Gdy wszystko było spakowane Hermiona poczuła się zmęczona. Usiadła na parapecie i spojrzała przez okno. Błonie pokrywała gruba warstwa śniegu. Młodsze roczniki prowadziły walkę na śnieżki. Hermiona patrząc na nich poczuła się staro. Pomyślała, że powinna beztrosko bawić się z innymi. Tańczyć na potańcówkach, chichotać z Ginny z jakichś głupot, mieć na głowie zmartwienia typu „nie nauczyłam się wszystkiego na następną lekcję”. Wojna sprawiła, że wszyscy utracili część dzieciństwa i nie byli tacy beztroscy.

Dlatego podjęła się obrony Snape’a i walki o prawa skrzatów. Percy Weasley wyznaczył termin ostatniej rozprawy na czwartego stycznia. Hermiona cieszyła się z tego gdyż to oznaczało, że nie zmarnuje lekcji ponieważ będzie to dzień powrotu do Hogwartu. Miała nadzieję, że wtedy zapadnie wyrok i zostanie uwolniona od Severusa na zawsze. Wiedziała, że powinna się zrelaksować w domu, ale miała świadomość, że podczas ferii będzie dużo myślała o procesie. Gdy do jej głowy wpadał jakiś pomysł nie mogła się powstrzymać przed realizacją. Jeśli coś jej się przypomniało musiała zajrzeć do książki. To było silniejsze od niej. Miała nadzieję, że Ron, rodzice i Suzanne ją powstrzymają.

Ostatnie dwie rozprawy poszły jej dobrze. Gawain Robards robił co mógł aby sędziowie nie wzięli pod uwagę zeznań obrazów, ale poległ. Hermiona musiała przyznać, że był dobrze przygotowany. Znalazł aż trzy rozprawy, w których obrazy specjalnie zeznawały na korzyść oskarżonego lub z powodu ograniczonego odbierania świata pomyliły fakty. Na szczęście ona znalazła osiem przypadków, gdy namalowane postacie pomogły w dojściu do prawdy. Ostatecznie większość członków Wizengamotu opowiedziało się za uznaniem zeznań obrazów, za dowód w sprawie.

Następną rzeczą, która sprawiła, że na sali co chwilę wybuchały kłótnie, była fiolka ze wspomnieniami Severusa Snape’a. Gawain Robards argumentował, że są one niezbędne, aby dobrze poznać motywacje oskarżonego. Hermiona powoływała się na ósmy punkt Karty Praw Wizengamotu, która mówi, że każdy czarodziej i czarownica mają prawo do prywatności. Porównała wykorzystanie wspomnień bez zgody oskarżonego do podania mu veritaserum, czego zabrania Ministerstwo Magii. Podczas swojej przemowy zauważyła, że oczy Rity Skeeter rzucają dziwne błyski. Pomyślała, że czarownica oddałaby ostatnią parę ze swojej kolekcji luksusowych butów byleby tylko dostać w swoje szpony fiolkę. Ostatecznie, udało się Hermionie przekonać sędziów minimalną różnicą głosów. Snape przez sekundę wyglądał jakby chciał się do niej uśmiechnąć, co objawiło się grymasem jakby miał tik nerwowy.

W czasie rozprawy Hermionę zszokowała postawa Malfoyów. Twierdziła, że przed Wizengamotem będą opowiadali jakim to Snape był wielkim zwolennikiem Voldemorta. Stało się jednak inaczej. Cała trójka Malfoyów opowiedziała, że zawsze podejrzewali go o bycie człowiekiem Dumbledore’a co było całkowitą nieprawdą. Draco w czasie kłótni z Severusem Snapem podczas balu u profesora Slughorna, wykrzyczał opiekunowi swojego domu, że chce mu ukraść sławę. Tymczasem na sali rozpraw opowiadał o bohaterstwie swojego nauczyciela oraz, że złożył on Wieczystą Przysięgę aby go chronić. Dziękował mu prawie ze łzami w oczach. Narcyza popłakała się i powiedziała, że do końca swoich dni nie będzie w stanie spłacić długu wdzięczności. Zaś Lucjusz z widocznym trudem opowiadał, że przyjaźnił się z oskarżonym tylko po to aby mu pomóc w obaleniu Voldemorta. Później Hermiona pół nocy zastanawiała się co skłoniło Malfoyów do takiej szopki. Owszem, wiedziała, że będą grać, aby nie wylądować w Azkabanie, ale nie sądziła, że będą zeznawać na korzyść Severusa Snape’a. Coś jej tutaj nie pasowało, tylko nie wiedziała co.
- Może mówią tak ponieważ ich ostateczna rozprawa będzie zaraz po zakończonym procesie Snape’a. Pali im się grunt pod nogami. Mam nadzieję, że dostaną wysokie wyroki – pomyślała uśmiechając się do samej siebie.
Wspominanie minionych dwóch miesięcy przerwało nadejście Ginny, która cała w skowronkach powiedziała, że Trelawney wywróżyła jej i Harry'emu ślub oraz piątkę dzieci w niedalekiej przyszłości.

***

Suzanne okazała się najpiękniejszym dzieckiem na świecie, a przynajmniej tak twierdziła Hermiona. Brązowe oczy, identycznego koloru jak u jej starszej siostry, patrzyły się z ciekawością na otaczający ją świat. Miała gęste włosy o odcieniu ciemnej czekolady i bladą cerę. Cała rodzina Grangerów pękała z dumy, gdy mała bawiła się grzechotką.
- Nie chcę wracać do Hogwartu, po prostu nie chcę – jęknęła Hermiona kołysząc Suzanne w ramionach. – Ona jest najcudowniejszą istotą pod słońcem!
- No… chyba… - powiedział cicho Ron. – Może już pójdziemy na górę, co?
- Zaraz, zaraz! – Hermiona bawiła się z siostrą pocierając swoim nosem o nosek małej. – Jest taka słodka!
Była tak zachwycona Suzanne, że musiała codziennie asystować przy kąpieli i usypianiu małej. Dopiero wtedy szła na górę do swojego pokoju, gdzie spała z Ronem. Jej rodzice nic na ten temat nie powiedzieli. Jedynie pani Granger spytała się, gdy nie było w pobliżu Rona, czy mają jakieś zabezpieczenie, aby Suzanne nie została zbyt szybko ciocią. Hermiona spłonęła rumieńcem.
- My tego jeszcze nie robiliśmy – od razu wyjaśniła.
- To nie szkodzi, lepiej coś mieć pod ręką na wszelki wypadek.
- Mamy – rzekła Hermiona aby pokazać, że jest godna zaufania. – Uwarzyłam specjalny eliksir, pije się go po wszystkim aby zapobiec ciąży.
- To działa? – zainteresowała się jej mama. – Ron ma sporo rodzeństwa…

Hermiona zachichotała na widok jej miny. Musiała wyjaśnić, że wszystko przez to, że pani Weasley jest uczulona na eliksir zapobiegawczy, a gdy próbowali skorzystać z gumek to pan Weasley nie mógł się skupić na ich głównym zadaniu, tylko robił z nich baloniki ciesząc się przy tym jak pięciolatek. Po kilku nieudanych zbliżeniach stwierdzili, że wolą metodę kalendarzykową co poskutkowało znacznym wkładem w rozrost społeczności czarodziejów. Hermiona zaś, uwarzyła swój eliksir w Hogwarcie. Przekonała Slughorna, że musi gdzieś poćwiczyć dodatkowo do owutemów, ponieważ przez rozprawę straciła wiele jego lekcji. Zgodził się bez wahania i dał jej klucz do pracowni. Tam uwarzyła spory zapas. Częścią podzieliła się z Ginny i Luną, tak na wszelki wypadek gdyby miały ochotę na igraszki ze swoimi chłopakami. Uspokojona pani Granger nie poruszała więcej tego tematu.

***

W pokoju Hermiony było bardzo gorąco, ale nie za sprawą temperatury w pomieszczeniu. Leżała ze swoim chłopakiem w łóżku i oddawali się kolejnym porcjom czułości. Ron całował  intensywnie jej szyję i wodził ręką pod jej kusą koszulką nocną. Był to prezent świąteczny od niego. Do tego dołączone były majteczki, które więcej odkrywały niż zakrywały. Na początku Hermiona bardzo wstydziła się spać w czymś takim, ale w końcu Ron ją przekonał. Jego usta doszły do jej ucha i zaczął je delikatnie podgryzać, pod wpływem tych pieszczot Hermiona zachichotała. Jęknęła gdy zaczął intensywniej masować jej pierś.
- Och… nie przestawaj – jęknęła łapiąc go za włosy i przyciągając jego twarz do swojej.
Całowali się jak szaleni ledwo mogąc złapać oddech. Zaczęła podążać ręką w stronę jego bokserek. Już była tuż, tuż, gdy…
- Zostań w łóżku! – wydyszał Ron łapiąc ją za rękę.
- Suzanne… ona płacze… - wyjąkała zaczerwieniona Hermiona.
- To niemowlak, musi płakać – stwierdził niezadowolony, gdy zakładała szlafrok. – Twoja mama się nią zajmie! Da cycka i wszystko będzie w porządku.
 - Ja tak nie mogę tego zostawić - odpowiedziała i zaczęła iść w stronę drzwi.

Ron błyskawicznie znalazł się przed nią i zagrodził jej drogę samym sobą. Wpatrywał się w nią z rozzłoszczoną miną. Jego „przyjaciel” nadal tworzył namiocik z bokserek. Hermiona zdenerwowała się.
- Co ty wyprawiasz!?
- Lecisz do niej, a mnie olewasz! Byliśmy w samym środku ciekawej akcji, ale nie! Ty musisz iść do niemowlaka, którym zajmą się twoi rodzice! – powiedział ze złością. – Słyszysz? Już nie płacze!
- To silniejsze ode mnie! Jestem kobietą, mam instynkt macierzyński. Też kiedyś będziemy mieli dzieci i wtedy nie będzie czasu na seks.
- Nie chcę mieć dzieci – warknął i kopnął ze złością kapcia stojącego przy drzwiach, który przeleciał przez cały pokój.

Hermiona patrzyła na lot papucia. Czuła się mocno zraniona słowami Rona. To oczywiste, że kiedyś będą mieć synka lub córeczkę. Albo jedno i drugie.
- Jak to nie chcesz dzieci? Ja na pewno będę je mieć!
- Dzieci to produkt uboczny małżeństwa – odparł obrażony Ron. – Ożenię się z tobą i pewnie będziemy je mieć, ale ja ich nie chcę.
- Jak możesz tak mówić!? – zszokowana Hermiona usiadła na łóżku.
Ron po chwili był obok niej. Popatrzył się na nią.
- Chcę być z tobą, ale ty olewasz wszystkie moje potrzeby…
- Ja olewam!? Musisz zrozumieć, że mam szkołę i inne rzeczy! W czerwcu będę wolna!
- Zrozumieć! – zawył i złapał ją za ramiona. – Ciągle mam cię daleko, zajmujesz się wszystkim tylko nie mną. Szkoła… zrozumiałem, wiem jak ci zależy… ale kurwa Snape? Jebany, przetłuszczony sukinsyn! Ratujesz mu tę jego śmierdzącą dupę, a ten skurwiel nawet nie okaże ci cienia szacunku! – wpatrywał się tak natarczywie w jej oczy jakby chciał dostać się przez nie do jej duszy. – Spędzasz z nim w chuj czasu! A ja i moje potrzeby się nie liczą…
- Liczą Ron… ja muszę…
- Nic nie musisz! – prychnął. – Na dodatek zajęłaś się tymi cholernymi skrzatami, a teraz nie możemy nawet dojść do końca, bo wyskakujesz z łóżka jak oparzona aby zrobić coś co do ciebie nie należy!

Wstał i zaczął się ubierać. Hermiona siedziała jak spetryfikowana na łóżku, dyszała ciężko, a przez jej głowę przebiegły najgorsze scenariusze. W końcu wyjąkała:
- Co ty… zamierzasz… zrobić?
- Wracam do siebie – odparł urażonym tonem. – Nie jestem ci potrzebny.
Stanęła na nogi w jednej chwili i złapała go za rękę, podczas gdy pakował swój plecak.
- Nie, Ron! Proszę! Nie zostawiaj mnie!
Popatrzyła się na niego mając łzy w oczach. Puściła go i zaczęła łkać.
- Nie zostawiaj mnie znowu! – rozpłakała się. – Nie chcę aby było jak wtedy!
Usłyszała, że Ron odkłada swój plecak na miejsce i zdejmuje bluzę. Podszedł do niej i objął ją.
- Hermiono… przepraszam… zostaję… nie płacz skarbie… przesadziłem… naprawdę przepraszam… - tulił ją jak małe dziecko dopóki się nie uspokoiła.
Po tym wszystkim wrócili do łóżka, ale o jakichkolwiek zabawach tej nocy nie było już mowy.

***

Hermiona siedziała z Ronem w salonie Neville’a Longbottoma, gdy z kominka wyszła Ginny, a zaraz za nią Harry. Za cztery godziny miał się skończyć rok 1998, a zacząć 1999. Neville zaprosił ich do siebie do domu ponieważ jego babcia wyjechała spędzić Sylwestra u wujka Algie. Razem z nimi miał być Dean Thomas, ale w ostatniej chwili zrezygnował z powodów rodzinnych. Gdy padło pytanie o Lunę, Neville spochmurniał.
- I tak byście się dowiedzieli… - wymamrotał patrząc się za okno. – Zerwała ze mną kilka dni temu.
Wszyscy rzucili się aby go pocieszyć, dziewczyny wyściskały go, a chłopaki klepali po ramieniu mówiąc „zobaczysz, znajdziesz kogoś”. Hermiona uważała, że to bardzo miłe z jego strony, że nie odwołał zabawy. Wiedziała, że czuł się przybity z powodu zerwania, ale widocznie potrzebował towarzystwa. Postanowiła, że będzie starała się trochę go rozweselić i okaże mu dużo wsparcia. Z drugiej strony wiedziała, że mimo wszystko jest bardzo silnym, młodym mężczyzną, w którym nie było już dawnego, nieśmiałego i niezręcznego chłopca.
Wojna wszystkich nas zmieniła – pomyślała.

Neville mieszkał w małej czarodziejskiej wiosce Mould−on−the−Wold. Było tu tylko siedem domów. Impreza Sylwestrowa niczym nie różniła się od mugolskiej. Wszyscy jedli przyniesione przez siebie przysmaki, pili najróżniejsze napoje, rozmawiali i życzyli sobie „Szczęśliwego Nowego Roku”. O północy odpalili fajerwerki, które latały sobie nad domem Neville’a, który wyglądał jak wiejska chata z dawnych lat. Aby efekt był niesamowity, Ron przyniósł ze sobą wielką torbę Narowistych Świstohuków Weasleyów. Poinformował ich, że wyprzedali z Georgem cały zapas i zbili przy tym mały majątek, który przeznaczą na dalszy rozwój firmy. Podczas odpalania fajerwerków wszyscy mieszkańcy wyszli aby na nie popatrzeć, a później życzyć sąsiadom szczęścia i pomyślności. Gdy rozeszła się informacja, że u Neville’a jest Harry z Hermioną, do jego ogródka nadciągnęły tłumy.
- Babcia mnie zabije, zdeptali jej Kłaposkrzeczki – jęknął gospodarz.

Hermiona porządnie zmarzła podczas wymiany uprzejmości. Miała na sobie tylko sukienkę, a na nią narzucony płaszcz. Zauważyła, że Ron przygląda się jej z marsową miną i idzie do domu. Gdy tłum rozrzedził się, podążyła za swoim chłopakiem.
- Co się stało? – spytała się z troską.
- Znowu to samo – syknął, był lekko wstawiony. – Ty i Harry podrywacie tłumy, a o mnie nikt nie pamięta!
- Ciągle pojawiamy się w Proroku, nic na to nie poradzę… - zaczęła tłumaczyć. – Mnie to też irytuje!
- Gdybyś przestała się szlajać po Ministerstwie Magii z pierdolonym Severuskiem u boku to miałabyś spokój!

Hermiona poczerwieniała ze złości. Stwierdziła, że nie będzie kłócić się z nim w taki wieczór. Poszła na górę do pokoju gościnnego, w którym miała spać z Ronem. Gdy zamknęła za sobą drzwi poczuła, że jej dobry humor minął bezpowrotnie. Nic nie szło po jej myśli. Mieli się z Ronem dobrze bawić, zając się sobą, spędzić ten czas leniuchując, może przeżyć ten pierwszy raz… Za to ciągle się kłócili ponieważ jej chłopak bez przerwy czuł się zazdrosny: o sławę, Suzanne, WESZ, a nawet Severusa. Usiadła na łóżku i ukryła twarz w dłoniach. Zastanawiała się kiedy jej życie zacznie  być miłe, przyjemne i beztroskie.

Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i stanął w nich Ron. Popatrzyła się na niego pytająco. Nie miał już naburmuszonej miny, wręcz przeciwnie, szczerzył się do niej w swoim najbardziej zniewalającym uśmiechu.
- Rozbieraj się Miona! – powiedział.
- Nazwij mnie jeszcze raz Mioną, a tak cię przeklnę, że rodzona matka cię nie pozna – warknęła krzyżując ręce na piersiach.
- Oj tam, oj tam – odrzekł i rzucił się na łóżko obok niej. – Szczęśliwego Nowego Roku Moja Ty Miłości! – zawołał i zaczął ją łaskotać.

Hermiona starała się wyrwać z jego ramion, ale gdy zaczął składać na jej ustach ogniste pocałunki musiała skapitulować. Fajerwerki nadal latały za oknem hucząc i sprawiając, że w pokoju panowała feeria niesamowitych barw. Ron złapał skraj sukni Hermiony i zaczął ją podwijać w górę, jego ręka dotknęła jej uda i zaczęła wędrować ku górze. Dziewczyna zadrżała pod jego dotykiem. Marzyła aby w końcu to zrobili. Zaczęła rozpinać guziki jego koszuli całując go szyję. Ron szybko zsunął z niej sukienkę i rajstopy. Ona pozbawiła go koszuli i spodni. Było co raz bardziej namiętnie, jego dłoń masowała wnętrze jej ud, a ona nie pozostawała mu dłużna. Już miała powiedzieć „zróbmy to”, gdy usłyszeli huk na schodach.
- Co to? – rozejrzała się wystraszona.
- Ja pierdolę – jęknął Ron żałosnym tonem.

Zeszli z łóżka, narzucili na siebie byle jak ubrania i wyjrzeli na korytarz. Nie zobaczyli niczego szczególnego, ale usłyszeli coś co brzmiało jak „ojaeesuuluunaaaa”. Podążyli w kierunku dziwnego dźwięku, który dochodził z ich prawej strony. Zobaczyli kompletnie pijanego Nevilla, który leżał w dziwnej pozycji u stóp schodów. Obok niego leżała kałuża pochodząca z butelki nalewki z samosterowalnych śliwek. Od razu zrozumieli, że ich przyjaciel próbował wejść na górę, ale w stanie upojenia nie dał rady. Popatrzyli się na siebie i zrozumieli, że powinni zanieść go do jego łóżka.

Nie było to trudne zadanie, Hermiona użyła różdżki i szybko przetransportowała Neville’a do jego pokoju. Gdy Ron rozbierał przyjaciela aby założyć mu piżamę, jego dziewczyna zeszła na dół aby zobaczyć co robi Ginny z Harrym. Okazało się, że nigdzie ich nie było. Wzruszyła ramionami i pomyślała, że pewnie skorzystali z proszku Fiuu aby polecieć na Grimmauld Place. Szybko weszła po schodach aby dołączyć do Rona i dokończyć co zaczęli.

Jakie było jej zdumienie gdy zobaczyła swojego chłopaka zaglądającego przez dziurkę od klucza do jednego z pokojów.
- Co ty robisz? – spytała się.
- Cśśśś – syknął. – Tam jest Harry i Ginny!
- I co z tego?
- On ją przeleci! – warknął Ron.
Hermiona przewróciła oczami. Wszyscy bracia Weasleyowie pilnowali Ginny jakby miała sześć lat. Przyjaciółka żaliła się jej ostatnio, że pani Weasley szuka nawet najmniejszego pretekstu aby wparować do jej pokoju, gdy jest z Harrym. W święta zaglądała do niej co pięć minut proponując herbatę, pierniczki, paszteciki dyniowe lub pieczeń, albo spytać się czy wyprasować jej skarpetki na następny dzień. George, Percy, Bill i Charlie naśladowali we wszystkim matkę. Ginny narzekała, że jak tak dalej pójdzie to zostanie dziewicą do ślubu.
- Hermiono! Daj mi różdżkę! Musze tam iść! – powiedział Ron poważnym tonem.

Gdy wyskoczyli z pokoju szukać źródła hałasu, tylko Hermiona pomyślała o wzięciu magicznego przedmiotu. Schowała różdżkę za plecami i złapała go za ramię.
- Chodź! – powiedziała stanowczo. – Są pełnoletni, mają prawo się kochać!
Zwrócił ku niej twarz wykrzywioną ze złości.
- Tu chodzi o moją młodszą siostrę! Nie mogę tego tak zostawić!
- Uspokój się – jęknęła Hermiona przypominając sobie swoje słowa podczas ostatniej awantury. – Pójdźmy do nas i dokończmy co zaczęliśmy.
- O nie! Ja tak tego nie zostawię – warknął jej chłopak i pognał po różdżkę.

Z ciężkim sercem zapukała głośno do drugiego pokoju gościnnego. Usłyszała nerwowe narzucanie na siebie ubrań i przez uchylone drzwi wychyliła się zaczerwieniona twarz Harry’ego. W tym samym czasie przybiegł Ron.
- Śpisz ze mną! – oświadczył Harry’emu i wskazał na Ginny, która leżała na łóżku z kołdrą nasuniętą aż na nos. – A ty śpisz z Hermioną!
- Pojebało cię!? – krzyknęła Ginny siadając i przytrzymując kołdrę na piersiach.  – Śpię z Harrym!
- Nie pozwolę na to! Jeszcze zajdziesz w ciążę! – uszy, twarz i włosy Rona były tego samego koloru. – Spędziłem prawie dwa tygodnie z niemowlęciem, uwierz mi, nie chciałabyś tego!
- Ona nie zajdzie w ciążę – odrzekła Hermiona nerwowo. – Ja też nie.

Ron odwrócił się do niej błyskawicznie z miną wyrażającą zdumienie.
- Skąd wiesz?
- Ponieważ uwarzyłam eliksir zapobiegający w ciąży – oświadczyła czekając na wybuch Rona.
- Ty… ty… ty jej… dałaś… - mamrotał rudzielec. – To prawie… to jak… - bezgłośnie poruszał ustami.
- Nie dosłyszałam! Gadaj głośniej! – rzuciła wściekle Ginny. – To prawie jak co!?
- Jak… jak… zmuszanie do prostytucji! – wyjaśnił zszokowany Ron.
- Na Merlina… jaki ty jesteś głupi – stwierdziła Ginny.

Ron spędził noc na kanapie w salonie. Hermiona zamknęła przed nim drzwi sypialni, wcześniej wyrywając mu sprawnie różdżkę i uciekając z nią. Harry i Ginny również zamknęli się w pokoju olewając wybuchy złości Rona. Gdy obudzili się w południe nie odzywał się do nich, co kontynuował przez następne pół dnia. Zaś biedny Neville oprócz tego, że miał kaca giganta to jeszcze był obolały, ponieważ noc spędził w toalecie przytulając się do sedesu.