poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 22 – Utracone wspomnienia


Ron siłował się z odkurzaczem, a Hermiona patrząc na jego wysiłki starała się nie parsknąć śmiechem. Chłopak bardzo wziął sobie do serca przyrzeczenie, że nauczy się prowadzić dom. Był tak pełny zapału, że wstawał rano i przyrządzał wszystkim śniadanie. Na początku jego próby kulinarne kończyły się zadymieniem kuchni lub wyrzuceniem dania i wyciągnięciem płatków śniadaniowych. Po jakimś czasie nauczył się panować nad patelnią i przyrządzał głównie potrawy z jaj. Pierwsza próba umycia naczyń przy pomocy magii zakończyła się stłuczeniem talerza.
- Ja naprawdę nie wiem, czemu mi to nie wychodzi… – mruczał pod nosem i dalej rzucał zaklęcia z dziedziny gospodarstwa domowego.

Obecnie usiłował złożyć poszczególne części odkurzacza, ale nie szło mu to zbyt gładko. Hermiona popatrzyła się w sufit i zadała kolejny raz pytanie czy aby na pewno nie potrzebuje pomocy.
- Nie księżniczko! Dam sobie radę – oznajmił uśmiechając się do niej szeroko i wkładając worek nie tam gdzie trzeba. – Jestem silnym i mądrym mężczyzną, więc to ja będę odkurzał, a ty masz odpoczywać i być piękną!
- Ron, myślę, że w tym momencie potrzebujesz pomocy – oznajmiła Hermiona. – Pokażę ci jak się go składa…
- O nie, nie, nie, nie! – rudzielec zaprotestował gwałtownie. – Mam mózg i kieruję się logiką, dlatego złożę sam te przeklęte puzzle!
- Zamknij tę klapkę – instruowała go cierpliwie Hermiona.
- Wiem! To znaczy… wiedziałem o tym! Nie musisz mi podpowiadać!
- Widzę właśnie – prychnęła czarownica.

Po kilku chwilach odkurzacz był gotowy do pracy. Pozostało tylko podłączyć go do prądu. Ron podszedł niepewnie do gniazdka trzymając w dłoni wtyczkę. Przyglądał jej się przez chwilę, wciągnął powietrze do płuc i ostrożnie wsunął bolce na swoje miejsce.
- Aaa! – krzyknął i odskoczył do tyłu. – Hermiono! Tam pojawiła się iskra! To jest zepsute! Zaraz wybuchnie!

Dopiero po dłuższej chwili Hermiona opanowała śmiech na tyle, aby wytłumaczyć mu, że czasem się zdarza błysk podczas wkładania lub wyjmowania wtyczki. Gdy Ron ochłonął, zaczął śmiać się ze swojej niewiedzy i zabrał się do swojego pierwszego w życiu odkurzania.
- Nie jest źle – oznajmiła Hermiona patrząc na jego dokonania. – Zasłużyłeś na całusa!
Nie musiała drugi raz powtarzać. Ron w ciągu sekundy porwał ją w ramiona i namiętnie pocałował. Minął dłuższy czas zanim odkleili się od siebie. Musieli jeszcze zrobić zakupy, aby pomóc Harry’emu w organizacji jego przyjęcia urodzinowego.

***

- Chipsy! Trzeba koniecznie kupić kilka smaków – oznajmił Ron przyjacielowi, gdy przechodzili koło alejki z przekąskami. – Zupełnie nie rozumiem, czemu czarodzieje ich nie jedzą. Są zajebiste!
- No dobra, czemu nie – zgodził się Harry i wrzucił trzy paczki do wózka sklepowego.
- Weź jeszcze serowe – dodał Rudzielec.
- Wystarczająco przytyłeś, nie potrzebujesz jeszcze jednej paczki – oznajmiła Ginny i popatrzyła się krytycznie na brata.

Hermiona głośno czytała listę zakupów. Musieli kupić ciasto francuskie, ponieważ Ron uparł się, że zrobi rogaliki. Nie udało jej się wybić mu tego z głowy, więc postanowiła pomóc mu na tyle ile to będzie możliwe. Miała nadzieję, że dzięki temu uniknie znaczących spojrzeń swoich rodziców, gdy Ron znowu zdemoluje kuchnię. Hermiona zadrżała na wspomnienie wybuchu, który zatrząsnął domem tydzień wcześniej. Ron chciał zrobić kajmak, dlatego kupił mleko słodzone w puszce i wstawił je do gotującej się wody. Później zajął się swoimi sprawami i zapomniał o całym świecie. Skończyło się to potężną eksplozją i pokryciem kuchni lepką masą. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Ron próbował naprawić swój błąd rzucając chłoszczyść, ale ostatecznie skapitulował i Hermiona w ciągu kilku chwil usunęła skutki zapominalstwa swojego chłopaka. Jedyną istotą niezadowoloną z tego powodu był Krzywołap, któremu masa zniknęła spod języka w czasie jej intensywnego zlizywania ze ściany.

Tak się zanurzyła we wspomnieniach, że dopiero po chwili poczuła, że Ron ją szturcha.
- Wąż się odzywa – zachichotał i wskazał na torebkę swojej dziewczyny, z której wydobywały się dźwięki.
Harry z Ginny patrzyli się z ciekawością, jak ich przyjaciółka rozmawiała przez telefon komórkowy. Gdy Hermiona wróciła do domu po zakończeniu szkoły otrzymała egzemplarz od rodziców. Oznajmili, że jest to bardzo przydatne urządzenie i dzięki temu będą mogli się kontaktować w razie potrzeby. Ron od początku nie mógł zrozumieć, jakim cudem to działa. Kiedyś dzwonił do Harry’ego, ale używał do tego celu budki telefonicznej. Ojciec wytłumaczył mu, że pod ziemią leżą sznury, które przenoszą głos do budynków. Dlatego długo oglądał komórkę z każdej strony, aby dowiedzieć się którędy idzie rozmowa. W końcu doprowadził Hermionę do napadu śmiechu, gdy oznajmił jej, że to urządzenie najpewniej zbiera głos i wysyła je dalej, gdy jest podłączone do ładowania. Na pytanie, jakim cudem rozmawia się w czasie, gdy telefon się nie ładuje, nie potrafił odpowiedzieć i zwalił wszystko na dziwne pomysły mugoli.

O ile Ron nie mógł zrozumieć jak działa komórka, o tyle dość szybko opanował jej obsługę. Po jakimś czasie Hermiona musiała wszędzie ją ze sobą zabierać, ponieważ jej chłopak bez przerwy grał w „Snake’a” zapominając o ponownym naładowaniu telefonu. Kilka razy przyłapała go jak ukradkiem stukał w ekranik palcem, aby zobaczyć czy wyjdzie z niej wąż.  Sama obdarowana uważała, że to jest to dość przydatny gadżet, jednak szybko zauważyła, że jeśli w pobliżu przebywały więcej niż trzy magiczne osoby to telefon odmawiał współpracy. Z tego powodu odeszła jak najdalej od Harry’ego, Rona i Ginny.
- Ale jak to czarodziej…? – mówiła do komórki. – Kto…? Że jak!?
Rozłączyła się i szybko pobiegła do przyjaciół, aby oznajmić im, że musi jak najszybciej wrócić do domu.

***

- Severusie, co się z tobą ostatnio dzieje? Kolejny raz jesteś mocno rozkojarzony.
Sara wpatrywała się w więźnia uważnie. Nie mogła nie zauważyć, że od jakiegoś czasie Severus stał się milczący i jeśli musiał coś powiedzieć robił to kilkoma słowami, aby mieć to jak najszybciej z głowy. Wyglądał jakby błądził myślami gdzieś daleko i przestał okazywać emocje.
- Nie jestem – padła krótka i rzeczowa odpowiedź.
- Jesteś i sam o tym wiesz. Może powiesz mi, co ciebie gnębi?

Severus popatrzył się w okno. W czasie ostatnich spotkań starał się jak mógł, aby nie okazać po sobie, że cokolwiek się zmieniło. Nie wychodziło mu to za bardzo, ponieważ jedyne, co dobrze umiał to zamknięcie się na innych. Wiedział, że Sara szybko zauważy, że coś go trapi, ale to było lepsze niż oznajmienie jej, że ma ochotę zedrzeć z niej ubranie. Jak na złość, ciągle przychodziła w krótkich sukienkach do pracy.
- Nie chcę o tym rozmawiać – oświadczył.
- Czemu? – Sara przyglądała mu się badawczo.
- Bo mnie to… hmm… nastraja depresyjnie – odparł niezbyt pewnie w jej żargonie.

Psycholog uśmiechnęła się pocieszająco i pochyliła się w jego stronę. Severus zesztywniał starając się ze wszystkich sił nie zrobić czegoś niestosownego. Poczuł jak Sara położyła swoją dłoń na jego dłoni i ścisnęła ją delikatnie.
- Jestem tutaj, aby ci pomóc – zaczęła mówić łagodnie jak do dziecka. – Wiesz, że jeśli coś będzie nie tak to możesz mi o tym powiedzieć.
Snape z trudem sprawił, że mięśnie jego dłoni nie drgnęły ani razu do czasu aż psycholog nie zabrała swojej ręki. Wiedział, że musi coś jej powiedzieć. Tylko co?
- Ja… - zaczął niepewnie. – Ja ciągle o niej myślę…
 - O Lily?
- Tak – skłamał licząc, że Sara nie wpadnie na to, że to o niej myśli.

Psycholog wpatrywała się w niego przez chwilę, ale wyglądało na to, że chwyciła przynętę. Zajrzała do swoich notatek.
- Wprawdzie wolałam z tobą przerobić kontrolę nad gniewem, ale widzę, że to jest w tym momencie ważniejsze – oświadczyła. – Kiedy to się zaczęło?
- Niedawno, chyba na początku miesiąca – odpowiedział jednocześnie myśląc „wtedy, kiedy założyłaś sukienkę”.
- Hmmm… – Sara zmarszczyła brwi. – Co na to wpłynęło? Rozmawiałeś z kimś, dostałeś jakąś wiadomość?
- Wydaję mi się, że to przez spotkanie – odparł i dodał w myślach „w twoim gabinecie”.
- O czym i z kim rozmawiałeś?
„O niczym, wpatrywałem się w ciebie jak pryszczaty nastolatek i wyobrażałem sobie jak wyglądasz nago” pomyślał Severus. Musiał dać jej jakąś odpowiedź. Co takiego mógł usłyszeć, że zaczął się tak zachowywać? Nie raz podsłuchiwał rozmowy więźniów, którzy wspominali swoje rodziny, może powinien pójść w tę stronę. 
- Podczas pracy w pralni inni gadali o swoich żonach… - zaczął niepewnie.
 - Aha, to cię boli – Sara uśmiechnęła się do niego ze współczuciem i poczuł, że boli go coś zupełnie innego niż ona ma na myśli. – Żałujesz, że nie powiodło ci się w życiu, a zwłaszcza w kontaktach z nią?
- Tak – westchnął.
„ Najbardziej teraz żałuję, że nie wiem jak sprawić abyś zechciała zostać moją kochanką” pomyślał.
- Opowiedz mi o niej – poprosiła Sara. – Wiem, że była dla ciebie ważna i całe twoje poświęcenie było dla niej, ale nigdy nie zdradziłeś mi, dlaczego cię odtrąciła. Co takiego się stało, że postanowiła wyjść za twojego wroga?

Severus drgnął jakby został wyrwany ze snu i natychmiast przestał myśleć o pożądaniu. Może opowiedzenie szczegółowo o jego relacjach z Lily sprawi, że się uspokoi. Zacznie znowu myśleć tylko o miłości do niej i jego życie wróci do normy. Warto było spróbować, nie miał przecież niczego do stracenia. Westchnął głęboko i zaczął opowiadać: jak obserwował ją ukradkiem, gdy zorientował się, że jest czarownicą, ich pierwsze nieudane spotkanie, nawiązanie przyjaźni i problemy z Petunią, pójście do Hogwartu, zawód związany z ceremonią przydziału. Sara słuchała go nie przerywając mu, siedziała rozluźniona i patrzyła się na niego łagodnie, okazjonalnie zadała jakieś dodatkowe pytanie. Severus podczas opowiadania czasem miał wrażenie, że siedzi przed żeńską (i młodszą) wersją Albusa. Obydwoje potrafili nadać taki wyraz swoim błękitnym oczom, że człowiek od razu się uspokajał czując się swojsko i bezpiecznie. Ten spokój ogarniał Severusa do czasu, gdy dotarł do fragmentu, w którym nazwał Lily „szlamą”. Zalała go fala gniewu na samego siebie pomieszana ze wstydem i zawodem. Jak on mógł tak postąpić? Tak głupio stracić przyjaźń Lily! Poruszył się niespokojnie w fotelu targany wewnętrznymi emocjami, Sara od razu to zauważyła.
- Spokojnie Severusie – powiedziała ze współczuciem. – To było dawno…
- Byłem takim totalnym kretynem… – warknął cicho patrząc się na swoje dłonie, które zacisnął bezwiednie.
- Byłeś młodym chłopakiem, nad którym znęcali się inni. Ile mieliście lat? Piętnaście, szesnaście?
- Szesnaście.
- Widzisz, byłeś wtedy zdenerwowany, rozgoryczony i upokorzony. Nic dziwnego, że…
- Nie powinienem tak wtedy mówić! – przerwał jej Severus.
- Owszem, nie powinieneś – przytaknęła Sara. – Ale Potter z Blackiem również nie powinni się and tobą znęcać. Lily zaś powinna dać się przeprosić. Byliście jednak nastolatkami, hormony w was buzowały… Mieliście prawo nie zachowywać się jak osoby dorosłe – uśmiechnęła się. – Gdybyście mieli dziesięć lat więcej wtedy inaczej można to rozpatrywać.
- Nie dała się przeprosić… - jęknął Severus.
- Próbowałeś więcej niż raz?

Pytanie, które zadała psycholog zbiła Snape’a z tropu. Czy próbował? Owszem. Kilka razy podczas eliksirów powiedział jej, gdy coś sknociła. Innym razem na zielarstwie podał jej łopatę. Wysłał jej kwiaty na dzień kobiet. Tak samo jak prezenty świąteczne. Obserwował ją i wpatrywał się w nią intensywnie licząc, że w końcu do niego podejdzie i zagada, czego ostatecznie nie zrobiła. Siadał obok niej w bibliotece, podsuwał książki przydatne podczas owutemów. Wszystko na nic, zbywała go prychnięciem i odwróceniem się. Po wakacjach zorientował się, że Lily jakby przyjaźniej patrzy na Pottera, a on powoli przestał być zainteresowany szukaniem zwady. Owszem, rzucali jeszcze na siebie klątwy, ale zdarzało się, co raz rzadziej. W siódmej klasie Severusowi mało nie pękło serce, gdy zauważył, że jego ukochana zaczyna być, co raz bliżej jego wroga. Zaś, gdy zaczęli chodzić ze sobą zrozumiał, że to prawdopodobnie rodzaj zemsty…
- Naprawdę tak uważasz? – zdziwiła się Sara, a jej brwi poszybowały w górę.
- Tak! – odparł Severus, ale wyraz twarzy psycholog sprawił, że zaczął się zastanawiać czy czegoś nie dostrzegła, czego on nie zauważył.

Zapadło milczenie, Sara wpatrywała się w niego nieobecnym wzrokiem. Snape zaczął się niepokoić. Poczuł się jakby znowu był uczniem i palnął jakąś głupotę podczas odpytywania przy tablicy. Wpatrywał się w psycholog z napięciem oczekując komentarza. Nie minęła sekunda, gdy Sara przestała analizować sytuację.
- No dobrze, rozumiem – rzekła wygładzając sukienkę na kolanach. – Powiedziałeś jak ty to widzisz. Wprawdzie nie mam relacji z drugiej strony barykady, ale teraz spróbuję ci opowiedzieć jak mogła to odebrać Lily… - Sara westchnęła wiedząc, że czeka ją trudne zadanie. –  Byliście przyjaciółmi od wczesnego dzieciństwa, ale w szkole was rozdzielono. Jednak mimo to chętnie z tobą rozmawiała. Pierwszym waszym problemem były twoje ciągoty w stronę czarnej magii. Możliwe, że ją to przerażało, podejrzewam, że bała się o ciebie. Skłonności w tę stronę to nie jest coś normalnego…
- Byłem taki głupi – wyszeptał Severus lekko się rumieniąc.
- Każdy popełnia błędy, w końcu jesteśmy tylko ludźmi – wyjaśniła Sara i uśmiechnęła się do niego pocieszająco. – Twoim błędem było to, że nie porzuciłeś tego. Patologiczne dzieciństwo sprawiło, że nie odróżniałeś dobra od zła. To wpłynęło na ocenę sytuacji. Lily, która wychowała się w otoczeniu kochającej rodziny…
- Oprócz siostry – dodał Severus.
- Która była zazdrosna, ale tego przypadku nie będziemy analizować – dodała psycholog. – Lily wyrosła w rodzinie, która nauczyła ją odróżniać złe rzeczy od dobrych. Stąd wasze różnice, nie możesz siebie za to winić. Wielu dorosłych ma problemy z powodu rodziców, a co dopiero dziecko. Z powodu agresywnego ojca mugola chciałeś wstąpić w szeregi śmierciożerców. Lily miała rację: była osobą, której ta organizacja nienawidziła, zaprzeczeniem jej ideałów i celem do zlikwidowania. Powszechnie było wiadomo, że jest z rodziny mugoli. Stąd jej stanowczy sprzeciw i mocna reakcja na przezwisko. Zraniłeś ją tak bardzo, że nie chciała ci wybaczyć, ale zauważ, że mimo wszystko wyszła do ciebie…
- I nic to nie dało! – warknął Severus.
- Sądzę, że chciała abyś się bardziej postarał – oznajmiła Sara. – Na przykład padł na kolana przy wszystkich, męczył ją przeprosinami codziennie wysyłając setki kartek albo dał wielki bukiet kwiatów. To głupie – dodała widząc minę więźnia. - Pamiętajmy jednak, że była szesnastoletnią dziewczyną. Takie gesty na pewno by ją przekonały, że żałujesz.

Wielka klucha utworzyła się w gardle Severusa. W życiu by nie pomyślał, że aby dziewczyna mu wybaczyła musi zrobić z siebie idiotę na oczach całej szkoły! Wiedział, że kobiety mają dziwnie pokręcone umysły, ale nie sądził, że aż tak. Popatrzył się przerażony na Sarę, która zaczęła chichotać.
- Przepraszam! – powiedziała natychmiast. – Nie chciałam cię przestraszyć…
- Czy wszystkie kobiety… - zaczął Severus niepewnie. – Czy wszystkie kobiety tego wymagają?
- Nie, czasem wystarczy, że je wyciągniesz z łap wielkiej małpy albo uratujesz, gdy będą spadały w przepaść…
- Nie drwij ze mnie!
- Severusie, nie śmiałabym z ciebie drwić – powiedziała psycholog łagodnie. – Uważam, że jesteś świetnym facetem, ale tak głęboko ukrywasz emocje, że kobiety nie wiedzą, że coś do nich czujesz. Musisz więcej po sobie pokazywać i mówić, co ci w duszy siedzi. Czy wyznałeś kiedykolwiek Lily, że ją kochasz?

Było to proste pytanie, ale Severusa zatkało. Przecież ciągle był przy Lily, spędzali ze sobą czas, pomagał jej. To oczywiste, że powinna wiedzieć, że ją kocha! Po prostu nic po sobie nie okazywała. Lily wiedziała, musiała wiedzieć. Nigdy nie mówili sobie, że siebie lubią, a jedno i drugie wiedziało o tym. Takie rzeczy się czuje…
- Eeeeee, nie – wymamrotał po chwili. – Ale takie rzeczy kobiety przecież wiedzą, ten dodatkowy zmysł – dodał szybko.
- Severusie… skoro nie powiedziałeś to najprawdopodobniej nie wiedziała – Sara jednym zdaniem zburzyła jego wiarę. – Nie jesteśmy wróżkami, ani nie czytamy w myślach.
- Ona była czarownicą – zaprotestował.
- Czytała w myślach?
- Nie.
- No właśnie! – oznajmiła Sara. – Nadal uważam, że nie wiedziała o twoich uczuciach, a ty zrobiłeś o wiele za mało, aby się z nią pogodzić. Zaś, jeśli chodzi o Pottera… powiedziałeś, że pod koniec nauki przestaliście tyle ze sobą walczyć. Pomyślałeś kiedykolwiek, że ona go polubiła, ponieważ się zmienił? Ty nie porzuciłeś czarnej magii, a on…
- Został prefektem naczelnym na ostatnim roku… - wymamrotał Severus ponuro.
- Prefektem nie zostaje się z powodu pięknych oczu, nieprawdaż? – spytała się retorycznie Sara. – Skoro zasłużył to znaczy, że coś się w nim zmieniło i wszystko wskazuje, że Lily to doceniła.
- Czyli uważasz, że gdybym zmienił się to byłaby ze mną? – spytał się cicho Snape po chwili ciszy.
- Nie mogę powiedzieć z całą pewnością, że tak, ale sadzę, że są przesłanki, które pozwalają tak uważać.

Dzień był upalny, ale Severus czuł się jakby go zamrożono. To, co powiedziała Sara układało się w logiczną całość, jeśli miała rację to znaczyło, że bardziej zawalił sprawę niż myślał. Czy tak naprawdę nigdy nie rozumiał Lily? Przypisywał jej cechy, których nie miała? Był przekonany, że ją stracił przez nazwanie ją szlamą, a nie przez to, że interesował się czarną magią i wstąpił w szeregi śmierciożerców. A wystarczyło tylko poświecić się dla niej w odpowiednim czasie!

Snape ukrył twarz w dłoniach przytłoczony ogromem swoich błędów. Siedziałby tak do końca spotkania gdyby nie to, że poczuł dotyk Sary. Złapała go za dłoń i delikatnie zmusiła, aby odsłonił twarz i popatrzył się na nią. Miała zatroskaną minę.
 - Wiem, że jest ci ciężko – odezwała się łagodnie trzymając jego dłoń w swojej. – Musisz to na spokojnie przemyśleć.

Kiwnął nieznacznie głową pokazując, że zgadza się z nią. Psycholog pochyliła się w jego stronę i przybliżyła swoją twarz do jego twarzy. Przeszyła go spojrzeniem swoich błękitnych oczu.
- Mogę dać ci przyjacielską radę?
- Tak – wychrypiał odurzony jej bliskością.
- Myślę, że jest już czas, aby Lily odeszła. Słono zapłaciłeś za swoje błędy, sprawiłeś, że jej zabójca zginął, a w świecie czarodziejów zapanował pokój. Zasługujesz na miłość – mówiąc to ścisnęła jego dłoń i uśmiechnęła się nieśmiało. – Jesteś cudownym mężczyzną i gdy opuścisz Azkaban rusz dalej. Znajdź kobietę, która ci się spodoba, komplementuj ją, zaproś na randkę i nie czekaj z wyznaniem swoich uczuć. Nie jesteś starcem, na pewno jakaś zwróci na ciebie uwagę…
- Z takim wyglądem, nie sądzę – wykrzywił się Severus.
- Nie przesadzaj! – Sara się oburzyła. -  Nie wiesz, że mężczyzna musi być tylko odrobinę przystojniejszy od diabła? Na pewno jest sporo kobiet, które nie patrzą na wygląd tylko na inteligencję, a tobie niczego nie brakuje na tym polu!

Ponure myśli o Lily wyparowały w jednej chwili, chociaż tego nie chciał. Został mile połechtany, Sara trzymała go za rękę i była bardzo blisko. Niebezpiecznie blisko. Czuł zapach jej perfum, patrzył się w jej piękne, błękitne oczy. Starał się przywołać w pamięci twarz Lily, ale nie mógł się skupić. Marzył tylko o pociągnięciu Sary do siebie, wpiciu się w jej różowe usta i przejechaniu dłonią po udzie przy okazji podnosząc sukienkę…

Ta chwila nie trwała długo, obydwoje usłyszeli pukanie do drzwi i psycholog odskoczyła od Severusa. Auror, który przyszedł po więźnia nie zauważył, że Sara Jones ma rumieńce na twarzy, które próbowała ukryć za swoimi notatkami. Snape, który to dostrzegł, spędził później bezsenną noc zastanawiając się czy to oznaczało, że psycholog czuje do niego coś więcej albo ma na niego ochotę.

***

Ron, Harry i Ginny patrzyli jak Hermiona wychodzi szybko ze sklepu. Nie miała czasu do stracenia, musiała jak najszybciej pojawić się w domu. Dlatego zostawiła przyjaciół, aby dokończyli zakupy i zawieźli na Grimmauld Place. Hermiona wybiegła z budynku poszukując miejsca, w którym mogłaby swobodnie teleportować się. Nie było to łatwe zadanie, ponieważ ulica, przy której znajdował się sklep była dość mocno uczęszczana. Wzdłuż niej ciągnęły się rzędy domów, które na parterze miały lokale usługowe. Park, który znajdował się nieopodal nie nadawał się: o tej porze pełny był ludzi, którzy wyszli cieszyć się piękną, letnią pogodą. Na pewno ktoś by usłyszał trzask towarzyszący znikaniu.

Hermiona rozejrzała się dookoła. Niedaleko był bar fastfood, ale on także był oblegany. Czarownica ruszyła wzdłuż ulicy szukając jakiegoś wejścia na tył budynku, ale niczego takiego nie znalazła. Nagle zobaczyła mały, i co najważniejsze, pusty sklepik z chińskimi artykułami. Jedyną osobą, która się w nim znajdowała była ekspedientka, ładna dziewczyna o azjatyckiej urodzie. Hermiona weszła do pomieszczenia uważnie się przyglądając czy ktoś jeszcze jest w środku, jednocześnie włożyła rękę do torebki i ścisnęła różdżkę.
- Dziń dybli! Co mogi podać? – odezwała się ekspedientka.
- Confundo! – powiedziała szybko Hermiona, minęła skołowaną dziewczynę i zniknęła na zapleczu.

Pojawiła się w swoim pokoju i szybko zbiegła po schodach na dół. Dopiero, gdy stanęła w salonie pozwoliła sobie na złapanie oddechu. Jej mama siedziała na kanapie, a w fotelu obok usadowił się Kingsley z Suzanne na kolanach, która bawiła się guzikami przy jego szacie. Dziewczynka piszczała z radości, gdy ciągnęła za złote krążki.
- Jesteś! – ucieszył się i wstał.
- Tak, ufff… ciężko było znaleźć miejsce do teleportacji, ale dałam radę… Co się stało? – spytała się przestraszona.

Zjawienie się w jej domu Ministra Magii zaskoczyło ją. Mama poinformowała ją tylko, że ma wrócić jak najszybciej, nie mówiąc nic o celu wizyty. Hermiona założyła, że musiało to być coś bardzo ważnego, dlatego nie wahała się ani chwili. Może to coś związanego ze śmierciożercami? A jeśli przyszedł, ponieważ nie zdała owutemów? Możliwe, że ktoś znajomy zginął i chciał ją poinformować. Czarne myśli przebiegły błyskawicznie przez głowę Hermiony, ale nie znalazła niczego, co brzmiało prawdopodobnie.
- Spokojnie, Hermiono – odrzekł swoim głębokim głosem i oddał Suzanne pani Granger, która zaczęła marudzić z powodu utraty zabawki. – Przybyłem, ponieważ muszę się ciebie spytać o coś bardzo ważnego.
- Tak? O co chodzi?
- Czy masz wspomnienia Severusa?

Hermiona odetchnęła z ulgą, to o to chodziło! Rozluźniła napięte nerwy i odpowiedziała twierdząco. Minister nie wyglądał na przekonanego. Popatrzył się na nią badawczo i poprosił, aby przyniosła mu fiolkę. To zdziwiło Hermionę, ale stwierdziła, że zrobi to, czego czarodziej chce. Minister Magii to Minister Magii, skoro o coś prosi to musi być w tym jakiś cel. Poszła do ogrodu i skierowała swoje kroki ku krzakom, pod którymi zakopała puszkę z cenną zawartością. Gdy do nich doszła już wiedziała, że coś jest nie tak. Ziemia była zruszona, wprawdzie mógł to zrobić Krzywołap, ale Hermiona czuła, że to nie jej kot tutaj się bawił. Chwyciła różdżkę, która znajdowała się torebce i wyszeptała „accio wspomnienia”. Nic to nie dało.
- Nie… to niemożliwe – szeptała do siebie i zaczęła gorączkowo rozgarniać ziemię.

Zaklęcia uniemożliwiały przywołanie puszki przez kogoś innego, ale ona powinna to bez trudu zrobić. Zimny pot oblał Hermionę, gdy zrozumiała, że nie znajdzie wspomnień Snape’a. Nałożyła na nie tyle zaklęć, uważała, że nikt ich nie będzie potrafił złamać, a okazało się, że się pomyliła.
- Nie ma jej! – pisnęła ze łzami w oczach. – Szukałam… nie ma… tyle zabezpieczeń… ukradziono mi je!

Pani Granger patrzyła się z przerażeniem to na rozdygotaną córkę, to na zachowującego kamienną twarz Kingsleya Shacklebolta.
- Tak jak myślałem – odezwał się po chwili.
- Wiesz coś o tym? – spytała się Hermiona bliska histerii.
- Wiem.
- Kto je ma?
Czarnoskóry czarodziej popatrzył się na drżącą z emocji czarownicę i postanowił odpowiedzieć:
- Rita Skeeter.

czwartek, 21 kwietnia 2016

Voldemort ubiera się u Madame Malkin: Rozdział 12 – Powrót

Heeeeeeeeeejkaaaaaaaaaaa!!!
Jak ja się za wami stęskniłem, mordki wy moje!

Jestem już w Anglii, moja wyprawa zajęła kilka miesięcy, ale właśnie w tej chwili siedzę sobie w cieplutkim domku Barty’ego i stukam w klawiaturę popijając „Pędzącego Hipogryfa”. Mówię wam, ten to potrafi sponiewierać!

Miałem tyle przygód… znowu nie wiem, od czego zacząć… może zacznę od początku…

Wylądowałem w Meksyku w Meksyku. Mówię wam: jakim trzeba być ćwokiem aby nazwać tak samo kraj i stolicę? Wyobraźcie sobie: stoicie sobie na poboczu, łapiecie stopa, kierowca staje i się pyta:
- Dokąd jedziesz?
- Do Meksyku!
- Już jesteś w Meksyku! Hłe, hłe!
I pojechał… (a ja biedny nadal łapałem tego stopa podziwiając kaktusy i krążące nade mną sępy).

W końcu dostałem się do tego Meksyku (w Meksyku, bleh!). Tam postanowiłem odpocząć chwilkę i poszukać kogoś, kto zabierze mnie bezpośrednio do Indian Jivaro, którzy bawią się w robienie Tsantsy (tych takich małych główek, które kiedyś były dużymi ludzkimi). Powęszyłem trochę tu, powęszyłem trochę tam i znalazłem!

Złapałem gościa z ekipą telewizyjną, który miał podróżować po różnych indiańskich miejscach. Miał tak na imię, że tego się wypowiedzieć nie da. Większość gadała po polsku, a że trochę czaję ten język to mnie przygarnęli. Moim zadaniem było zajmowanie się stopami tego gościa prowadzącego. Chodził boso, koszmar! Co chwilę w coś właził. Jak nie szkło, to psia kupa! Ledwo mu wyczyściłem, a zaraz wlazł w kocią kupę, potem w pinezki, a na końcu przeszedł się po rozjechanej śwince morskiej!

Mówiłem mu:
- kupimy ci buciki, takie ładne, kowbojskie lub jakieś meksykańskie.
A on na to: nie i nie.

Jak z dzieckiem! Pamiętam jak ciągle powtarzałem Voldusiowi aby założył buciki, a ten biegał na bosaka i potem chorował. Zgadnijcie, kto musiał mu czopki wkładać na zbicie temperatury? Zgadliście! Ja!

Dobrze, że ten z telewizji sam sobie wkładał, gdy zachorował :D

Dostałem się do Indian, ale zdobycie tsantsy wcale nie było proste! W ogóle co to za pomysł aby akurat to wrzucać do kotła :(. Voldek mógł wybrać jakiś inny eliksir, nie wiem, na przykład taki, w którym musi się znaleźć ciupaga, albo klapki „Kubota”. Wtedy poleciałbym do Polski, pochlałbym tam przez tydzień i zdobyłbym potrzebne przedmioty…

Tak, więc Indianie nie za bardzo chcieli mi zrobić tsantsy. Problemem było to, że nie bardzo było, kogo przerobić, ponieważ ostatni poborca podatkowy uciekł, a kolejny chyba się bał bo nikt nie przybył od wielu miesięcy. Ekipa telewizyjna była nie do ruszenia, wódz mówił, że ich potrzebuje, aby później zarobić kasę na naturalnych i ekologicznych produktach made in las and zadupie. No wszystko przeciwko mnie!

A tak swoją drogą, jeśli o zarabianiu mowa. Junior rozkręcił spiralę nienawiści wobec Harry’ego przez co cały Ravenclaw, Hufflepuff i Slytherin noszą plakietki „Potter cuchnie”. Naturalnie stoi za tym Volduś, który zarobił grube miliony na tych przypinkach, a drugie tyle na mydłach. Obczajcie:


Voldemort jest taki genialny <3

Wracając do mojej opowieści: czekaliśmy miesiąc, ale poborca podatkowy nie przybył, a czas mi się kończył. Spędzałem bezsenne noce w hamaku myśląc jak bardzo zawiodę Voldusia. Jak bardzo będzie płakał i walił głową w podłogę… moją głową oczywiście. Będzie torturował mnie od rana do nocy, Seniorowi też da popalić. Sąsiedzi będą cierpieć, gdy w szale zacznie puszczać Behemotha i Dodę na całą parę… Wszyscy w promieniu kilku mil będą nieszczęśliwi przeze mnie! Wyrzuty sumienia mnie gryzły jak komary i piranie podczas kąpieli :(

W końcu starszyzna plemienni zlitowała się na de mną i zrobili główkę z upolowanego leniwca. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłem! Nie da się jej odróżnić od prawdziwej tsantsy! Nie zostało mi nic innego jak pożegnać się z plemieniem i wyruszyć w drogę powrotną (dałem im swojego e-maila oraz numer telefonu, ale do dzisiaj się nikt nie odezwał, buuu). Powiem wam, że łapanie stopa w dżungli to droga przez mękę (zapomniałem wspomnieć, że ekipa z bosym zwinęła się wcześniej). Nikt tam nie jeździ! No weźcie… mamy XXI wiek, a oni nie używają transportu… Po kilku dniach błądzenia w gąszczu i uciekaniu przed krewnymi Syczącej Parówy przypomniałem sobie, że jestem czarodziejem! He, he, Glizduś… jaki ty czasem jesteś głupi…

Teleportowałem się aż do Meksyku! Yay! Czego to człowiek nie zrobi jak się boi! I tam łapałem stopa do stolicy („Meksyk? Jesteś w Meksyku, hłe, hłe, hłe” <- nienawidzę Meksykanów! Grrr!). Za dwudziestym razem się udało… ale to materiał na kolejną historię!

Teraz wrzucam moją obecną stylówkę!


Naprawdę się za wami stęskniłem!
Pozdrawiam i lecę prać gatki Voldusiowi!
Pa :*

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 21 – Wyższy poziom znajomości


W Wielkiej Sali słychać było tylko skrobanie piór o pergamin i ciężkie westchnienia uczniów. Trwał właśnie egzamin z transmutacji. Hermiona kończyła zapisywać drobnym maczkiem pierwszą stronę. Zaczęła ostro wkuwać wszystko, co tylko mogła, gdy tylko przekroczyła próg dormitorium po feriach wielkanocnych. Ginny stukała się w głowę i patrzyła się na nią z politowaniem, ale Hermiona nie zwracała na nią uwagi. Podczas, gdy koleżanki z klasy zakładały piżamy i kładły się spać po wyjątkowo obfitej uczcie powitalnej, ona wyjęła książkę z alchemii i zatopiła się w lekturze.

Tak było aż do czerwca. Każdy widział jak Hermiona przeznacza cały czas wolny na naukę. Nawet podczas posiłków czytała książki. Profesor Slughorn wiele razy próbował przekonać ją, aby przyszła na spotkanie „Klubu Ślimaka”, ale była nieugięta. Za to Ginny chętnie się na nich pojawiała, ponieważ nauczyciel eliksirów, co chwilę zapraszał kogoś sławnego i jedną z takich osób była Gwenog Jones, kapitan Harpii z Holyhead. Po przyjęciu, rudowłosa przyjaciółka przeszkadzała Hermionie w nauce chwaląc się głośno w pokoju wspólnym, że została zaproszona na rekrutację do drużyny, która ma się odbyć na początku wakacji.

Gdy uczniowie ostatniej klasy przeżywali rozstrojenie nerwowe przed egzaminem, Hermiona zachowywała spokój, ale karciła się w myślach za to, że zaczęła uczyć się wyjątkowo późno. Podczas testów odczuła dużą ulgę stwierdzając, że nic jej nie zaskoczyło i pytania odnosiły się, w zdecydowanej większości, do tego, co szczegółowo opanowała. Mimo wszystko uważała, że nie przygotowała się idealnie.
- Miałam wyjątkowe szczęście, że trafiły mi się odpowiednie pytania – pomyślała oddając pergamin i kierując swoje kroki ku wyjściu.

***

Lipcowe słońce prześwitywało delikatnie przez korony drzew. Hermiona wybrała zacienione miejsce, aby Suzanne mogła bawić się bez obawy o poparzenia słoneczne. Zostawiła siostrę w wózeczku i wyjęła z torby duży koc, po czym rozłożyła go na miękkiej trawie. Następnie umieściła na nim Suzanne z jej ulubionymi zabawkami. Szybko się okazało, że dziewczynka woli pobawić się kwiatkami, ponieważ zaczęła raczkować w ich stronę. Hermiona usiadła na kocu i pilnowała, aby siostrzyczka nie wkładała do buzi czegoś, co mogłoby jej zaszkodzić. Delikatny wiatr przywiał zapach lata. Hermiona nabrała aromatycznego powietrza w płuca i wolno je wypuściła. Skończyła niedawno Hogwart i czekała na wyniki Owutemów. Mimo, że nie uczyła się tyle ile by chciała to wiedziała, że napisała egzaminy lepiej niż większość uczniów Hogwartu. Najważniejsze dla jej ambicji była odpowiedź na pytanie czy dostanie same „wybitne”, czy „powyżej oczekiwań”.

Hermiona wiedziała, że pracę ma zapewnioną. Co roku Ministerstwo Magii przyjmowało na staż kilkunastu najlepszych uczniów. Osoba z najwyższymi ocenami mogła sobie wybrać departament, najbardziej oblegane było biuro Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, zaś najmniej Niewłaściwe Użycie Produktów Mugoli. Większość uczniów wolała pracować blisko Ministra Magii, a nie harować przy odczarowywaniu mugolskich „wymiotujących” toalet. Hermiona nie chciała szybkiego wspinania się po szczeblach kariery. Jej celem był Departament Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami.

W czasie Świąt Wielkanocnych napisała artykuł do Proroka Codziennego na temat skrzatów domowych. Dowodziła w nim, że należy się tym istotom szacunek i zapłata za pracę. Opisała szczegółowo przypadek Zgredka oraz dołączyła wyniki badań przeprowadzone w Hogwarcie. Wynikało z nich, że o ile na początku skrzaty źle reagowały na zapłatę oraz dni wolne, o tyle po pewnym czasie zaczęły się przyzwyczajać do zmian. Proces był powolny i obejmował głównie młode osobniki, ale mimo wszystko Hermiona była zadowolona. Gdy wysyłała list do redakcji myślała, że przejdzie on bez większego echa, co najwyżej dostanie kilkanaście wiadomości od oburzonych osób i kilka, które ją popierają.

Okazało się, że wsadziła kij w mrowisko. Prorok Codzienny wydrukował pełną wersję jej tekstu licząc zapewne, że jej nazwisko przyciągnie więcej czytelników. Szybko stało się jasne, że większa część społeczności czarodziejów była zszokowana faktem, że skrzaty domowe mogą odczuwać radość z tego, że dostają wynagrodzenie za swoją pracę. Do redakcji napływał nieprzerwany strumień sów. Niektórzy czarodzieje były oburzeni, inni kajali się twierdząc, że nie brali pod uwagę uczuć skrzatów, część pisała, że nie mają wyrobionego jeszcze zdania na ten temat i chcą znać więcej szczegółów.

Pod koniec ferii Hermiona razem z Harrym, Ronem, Luną i Deanem zostali zaproszeni na konferencję zorganizowaną przez Proroka Codziennego i Departament Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami. Oprócz nich zjawiły się osoby z innych krajów, które także walczyły o prawa skrzatów domowych. Debatowano nad tym czy rzeczywiście te istoty są w stanie myśleć samodzielnie oraz czy należy im się zapłata za pracę. Dunstan Eoforthild, który okazał się starym, zgrzybiałym staruszkiem, krzyczał najgłośniej, że skrzaty są niewiele warte. Hermiona wdała się z nim w ostrą wymianę zdań, która została dokładnie zapisana przez obecnych na sali dziennikarzy.

Debata nie przyniosła znaczących zmian. Hermiona była jednak zadowolona, że społeczność zauważyła, jaką rolę pełnią skrzaty. Powołano specjalny oddział, który miał przyjrzeć się dokładniej jak żyją te stworzenia. Oznaczało to, że kamyki ruszyły w dół zbocza i pozostało tylko patrzeć aż zmienią się w lawinę. Dlatego Hermiona postanowiła zatrudnić się w Departamencie Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami. Wszystko po to, aby mogła działać w sprawie W.E.S.Z. i pomóc w zmianach.
- Hermioooono! – dziewczyna usłyszała Rona, który szedł w jej stronę wymachując torbami, na których było logo „McDonald’s”.

Suzanne zaczęła raczkować w jego stronę piszcząc z uciechy. Przez ostatnie dwa tygodnie wyjątkowo polubiła chłopaka swojej siostry, mimo, że on nie odwzajemniał jej uczuć.
- Ej, ej, mała! Niosę torby! – zawołał, gdy Suzanne złapała go za nogę i nie chciała puścić. – Zaraz Hermiona cię weźmie. Masz dzisiaj farta, bo mam coś dla ciebie.
- Nie mów, że kupiłeś jej Happy Meal? – spytała się czarownica biorąc siostrę na ręce.
- Tobie też kupiłem! – oznajmił Ron z dumą sadowiąc się na kocu.
- Ale wymyśliłeś! - prychnęła Hermiona. – Ona jest za mała na frytki.
- Wiedziałem, że jej coś wzięłaś do jedzenia z domu, a mi chodziło o zabawkę. Zobacz mała! Skrzacik! – Ron rozpakował zieloną maskotkę i podał Suzanne.
- To nie skrzat tylko Yoda! – sprostowała Hermiona zaglądając do swojego zestawu i wyciągając zabawkę. – Hmm… Jar Jar Binks, nie wiem, co to za postać, nie oglądałam tej części Gwiezdnych Wojen.
- Jak to? Są inne? – zdziwił się Ron i spojrzał na ulotkę. – Tu jest napisane „Gwiezdne Wojny: część I – Mroczne Widmo”, więc czemu mówisz, że oglądałaś inne?
- To jest czwarta, co do kolejności część… - zaczęła tłumaczyć mu Hermiona, gdy nagle zauważyła, że jej siostra zaczyna grzebać w pudełku Happy Meal. – Suzanne, kochanie, nie dostaniesz frytek! Masz banana! – zabrała małej sprzed nosa frytki i dała obrany owoc. – Są trzy części „Gwiezdnych Wojen”, były nakręcone dawno temu i są to epizody numer cztery, pięć i sześć…
- Jakie to głupie! – wykrzyknął zdumiony Ron. – Czemu mugole tak sobie wszystko komplikują? Nie lepiej było nakręcić od początku?
- Tak wymyślił reżyser. Spytaj się jego, czemu tak zrobił – odparła Hermiona wzruszając ramionami.

Ron zjadł swoją porcję i dobrał się do zestawu dziecięcego. Od czasu zamieszkania z rodziną Hermiony za każdym razem kupował coś do jedzenia w mugolskim świecie. Na początku były to głównie rzeczy z supermarketu, najczęściej takie, których nie znał. Po jakimś czasie zaczął zachwycać się fast foodami i pochłaniał je przed oraz po pracy. Hermiona zauważyła, że po miesiącu takiej diety zrobiła się mu oponka na brzuchu.
 - To kiedy zamieszkamy razem? – spytał się Ron podczas pochłaniania frytek. – Możemy znaleźć sobie jakieś miłe miejsce na Pokątnej… Będzie blisko do pracy i do mugolskiego świata. Harry mówił mi, że świetnie mu się mieszka z Ginny…

Hermiona popatrzyła się na niego spode łba. Odkąd Ginny wprowadziła się na Grimmauld Place Ron nie dawał jej spokoju i minimum raz dziennie pytał się o wspólne mieszkanie. Nie pomagały tłumaczenia, że chce na razie być z rodzicami i Suzanne. On chciał być blisko czarodziejskiej społeczności, ona zaś wolała mieszkać wśród mugoli.
- Tyle czasu marnuję na dojazd na Pokątną – jęczał Ron. – Wiem, że dostaniesz ten staż w Ministerstwie Magii, więc mogłabyś pomyśleć o przeprowadzce…
- Powtarzałam ci wiele razy, że jest jeszcze za wcześnie na wspólne mieszkanie – oznajmiła Hermiona podczas wycierania buzi Suzanne. – Jesteśmy ze sobą ledwo ponad rok, w tym przez kilka miesięcy byliśmy daleko od siebie z powodu Hogwartu, poczekajmy trochę. Chcę spędzić trochę czasu z rodziną.
- Nie rozumiem, czemu tak się bronisz – oznajmił Ron. – Ginny z Harrym…
- Tak, wiem! – przerwała mu zniecierpliwionym tonem Hermiona. – Świetnie im się razem mieszka, ale my to nie oni!

Jak tylko Ginny dostała się do rezerwy Harpii z Holyhead spakowała kufer i przy akompaniamencie wrzasków pani Weasley wyruszyła zamieszkać z Harrym. Ten opowiadał Ronowi, że świetnie się dogadują i spędzają ze sobą cały czas wolny. Minusem były ciągłe wizyty pani Weasley, która uparła się, że jej córka nie może mieszkać z chłopakiem przed ślubem. Ron trzymał stronę młodych i twierdził, że większą niedogodnością jest mieszkanie z rodzicami Hermiony i Suzanne. Chciałby mieć blisko do pracy, móc uprawiać seks bez obaw, że ktoś im przerwie oraz wyobrażał sobie, że jego dziewczyna zajmie się domem pod jego nieobecność. Hermiona zaś widziała całą sprawę inaczej. Ron był przyzwyczajony do tego, że przez całe życie ktoś robił coś za niego. Skory był do narzekania, gdy nie miał pełnego żołądka i wypranych skarpet. Hermiona za to nie miała ochoty bawić się w kurę domową. Nie miała cierpliwości do gotowania, a zamiast sprzątania wolała czytać książki. Uważała, że prędzej czy później nauczy Rona prac domowych, ale wolała to zrobić stopniowo zamiast ryzykować ciągłych kłótni po zamieszkaniu razem.
- Tyle czasu spędziliśmy we dwoje. To będzie kolejny krok w stronę umocnienia naszego związku – oznajmił Ron.
- Uważam, że nie jesteśmy na to gotowi – odparła Hermiona.
- Jak to „nie jesteśmy gotowi”? Przecież mieszkaliśmy razem przez sześć lat szkoły. Spędzaliśmy razem wakacje. Mieszkaliśmy razem w namiocie! A ty mówisz, że „nie jesteśmy gotowi”!?
- Słuchaj Ron – powiedziała miękko Hermiona podając Suzanne butelkę. – W Hogwarcie wszystko za nas robiły skrzaty. W twoim domu robiła to twoja mama. W namiocie zaś mocno narzekałeś na moje umiejętności kulinarne.
- Nie będę, obiecuję! – oznajmił szybko Ron.
- Tak naprawdę nigdy nie byliśmy sami i nie wiem czy się nie pozabijamy po tygodniu mieszkania razem – kontynuowała Hermiona. – Nie jestem jak twoja mama. Nie będę za ciebie sprzątać, prać i gotować. Gdy zacznę pracę nie będę miała na to czasu.
- Nauczę się wszystkiego! – Ron próbował uśmiechnąć się do niej figlarnie, co mu za bardzo nie wyszło z tego powodu, że wokół ust zebrały mu się okruchy z hamburgera i kropelki sosu pomidorowego.
- Dobrze, pomyślę nad zamieszkaniem z tobą, gdy się przekonam, że potrafisz zająć się domem – oznajmiła Hermiona i wytarła mu twarz nawilżanymi chusteczkami dla niemowląt.

***

Na dworze panował upał, jednak grube mury Azkabanu dawały ochłodę. Sara Jones siedziała na swoim fotelu i przeglądała notatki czekając na więźnia. Nie minęła minuta, gdy auror wpuścił do gabinetu Severusa Snape’a.
- Chcesz kawy i ciasteczek malinowych? – zapytała Sara.
- Kawę niedawno piłem – odparł Severus sadowiąc się na fotelu. – Ciastka sama piekłaś?
- Oczywiście – psycholog uśmiechnęła się promiennie do więźnia i podeszła do szafki gdzie trzymała herbaty i filiżanki.

Severus sam nie wiedział, co sprawiło, że zaczął się wpatrywać w swoją przyjaciółkę. Czy to był zapach lata czy babeczek malinowych albo herbaty jaśminowej, cokolwiek to było spowodowało, że gabinet znikł, a jego myśli dryfowały swobodnie. Nadal twierdził, że Sara jest bardzo piękną kobietą. Gilderoy był powszechnie uznawany za niezwykle przystojnego mężczyznę i widoczne było, że są rodzeństwem. Severus zastanawiał się, po kim odziedziczyli błękitne oczy: czy to była matka, czy ojciec? Komu zawdzięczają symetryczną twarz, gęste włosy i proste zęby? Wiedział, że nie była w jego typie, jego ideałem była Lily, ale tego dnia odczuwał wyjątkową przyjemność w patrzeniu na Sarę. Ubrana była w różową, letnią sukienkę, która odsłaniała jej zgrabne nogi. Falowane, złote włosy związała w ciasny kok. Severus nie mógł pozbyć się chęci, aby podejść do niej i je uwolnić.
- Opanuj się do cholery! – pomyślał, gdy podała mu filiżankę z herbatą. – Mógłbyś być tylko z Lily i z nikim innym! Sara nawet nie jest w jednej dziesiątej tak samo ładna jak ona!

Jednak jego logiczny umysł nie mógł nie zauważyć, że mimo czterdziestki na karku i drobnych zmarszczek, psycholog była niezwykle atrakcyjna. Wszystko wskazywało, że w latach młodości była prawdziwą pięknością i Lily nie mogłaby się z nią równać. Ciekawe jak Sara wyglądałaby bez tej sukienki… Gdy wizja dotarła do świadomości Severusa, zadrżały mu ręce i wylał odrobinę herbaty na spodnie. Szybko poderwał się, nie wiedząc czy bardziej sprawiły to emocje pod wpływem przemyśleń, czy gorący napój. Sara popatrzyła się na niego zdumiona i po chwili podawała mu chusteczkę szczerząc do niego zęby.
- Zdarza się, te filiżanki są ciężkie do utrzymania, gdy się nagrzeją – stwierdziła pogodnie.
- Tak, tak! Bardzo… gorące – powiedział ochrypłym głosem Severus.

Sara uśmiechnęła się i sięgnęła po notatnik, otworzyła go na odpowiedniej stronie i wzięła do ręki wieczne pióro.
- Dzisiaj omówimy twoje przemieszczenie negatywnych emocji na osoby, które niczego złego ci nie zrobiły – zdecydowała.
- Niczego takiego nie robię! – zaprotestował Severus.
- Tak? – Sara uniosła znacząco jedną brew do góry. – Twierdzisz, że nigdy nie byłeś uprzedzony do mugoli…
- Znęcali się nade mną! Mówiłem ci o tym!
- … ani do Harry’ego Pottera i połowy uczniów?
- On jest takim samym zarozumiałym kretynem jak jego ojciec!
- Wiem, że na razie nie zgadzasz się ze mną – oznajmiła Sara. – Nie jesteś tego świadomy, ponieważ posiadasz bardzo silne mechanizmy obronne, ale jeśli się postarasz, a wiem, że jesteś w stanie, to odniesiesz sukces.
- To naprawdę nie jest mi potrzebne – Severus się naburmuszył. – Pogadajmy o czymś przyjemniejszym… proszę – dodał po chwili namysłu.

Psycholog popatrzyła się na niego i westchnęła.
- Nie mogę – oświadczyła. – Muszę wykazać, że robisz postępy.
- To napisz raport, że je robię, zmyśl coś w tym waszym psychologicznym żargonie i Kingsley się nie zorientuje!
Brwi Sary poszybowały w górę, popatrzyła się chłodno na więźnia.
- Czy ty mnie namawiasz do tego abym skłamała?
- Wolałbym to nazwać kreatywnym opisywaniem naszych spotkań – Severus próbował rozładować atmosferę.
Psycholog nie roześmiała się i nadal wpatrywała się w niego niezadowolonym wzrokiem. Snape poczuł, że zaczynają się mu pocić dłonie.
- Uważasz, że jestem nieuczciwa?
- Nie, uważam, że…
- Oświadczam ci, że brzydzę się kłamstwem i nigdy nie napiszę w moich raportach nieprawdy – oświadczyła Sara stanowczym tonem. – Rozumiesz?
- Tak, ale…
- To dobrze, że się tak dobrze rozumiemy – uśmiechnęła się lekko. – Teraz wróćmy do tematu…
Snape udawał, że słucha, ale w duchu klął jak szewc i postanowił nie wyrywać się więcej z nieprzemyślanymi propozycjami.

***

Podczas powrotu do celi Severus nie mógł przestać myśleć o tym, co się zdarzyło w gabinecie Sary Jones. Był zły na siebie, że zaproponował napisanie nieprawdy w raporcie. Z drugiej strony nie mógł przewidzieć, że psycholog zareaguje tak ostro. Przez ułamek sekundy przestała się kontrolować i zauważył w jej umyśle obraz jakiegoś mężczyzny. Severus nie znał go, był pewny, że nie widział nikogo takiego na oczy. Dodatkowo wyczuł, że wiążą się z nim negatywne emocje. Wspomnienie Sary było zdecydowanie za krótkie, aby zdołał odkryć elementy składowe jej uczuć.

Słysząc zamykające się za aurorem drzwi Severus usiadł na materacu. Doszedł do wniosku, że prawie nic nie wie o życiu osobistym Sary. Miała inne nazwisko niż jej brat, dlatego logicznym się wydawało założenie, że wyszła za mąż. Nie nosiła jednak obrączki, która by na to wskazywała. Gdyby była wdową miałaby ją założoną na drugą dłoń, Severus przypominał sobie mgliście, że raz wspomniała coś o dziecku, bardzo możliwe, że o synu. Wszystko, więc wskazywało, że była po rozwodzie albo w jego trakcie. Skąd inaczej wzięłyby się tak silne emocje w stosunku do tego mężczyzny? To musiał być mąż, Severus był o tym przekonany. Może znalazł sobie kogoś na boku, a Sara się dowiedziała?

Severus wzdrygnął się na myśl, że można by zdradzić tak wspaniałą kobietę. W jego umyśle od razu pojawiły się wspomnienia. Sara parząca mu herbatę i podająca mu z uśmiechem. Sara śmiejąca się z jego kawałów. Sara wręczająca mu talerzyk z własnoręcznie upieczonym ciastem. Sara patrząca mu się figlarnie w oczy. Sara zdejmująca frotkę i rozpuszczająca włosy. Sara w sukience, która zostaje poderwana wiatrem i odsłania koronkową bieliznę. Sara pochylająca się nad nim i składająca mu na ustach namiętny pocałunek…
- Co ja sobie właściwie wyobrażam!?

Mury milczały i nie dawały odpowiedzi na pytanie więźnia. Severus zerwał się z materaca i zaczął krążyć nerwowo po celi mrucząc pod nosem:
-  Lily, Lily, Lily. Myśl o Lily! Tylko ona i nikt inny!
Jego własny umysł nie chciał go słuchać. Sara na wspomnienie o Lily tylko figlarnie zsuwała ramiączko sukienki i dawała znaki, że na tym się nie skończy. Severus miał ochotę walnąć głową w ścianę byleby pozbyć się widoku psycholog z głowy.
- To przez tą cholerną sukienkę! – mamrotał gniewnie. – Zawsze przychodziła ubrana w spodnie i bluzki, ale dzisiaj zachciało jej się stroić! Pokazała to i owo, przez co facet nie może się powstrzymać…

Stanął gwałtownie. To było to! Kochał Lily, ale Sara go po prostu pociągała. Severus nadal miał ochotę przywalić głową w ścianę, tym razem ze swojej głupoty. Jak nie mógł wpaść na to, że ma ochotę pobyć z kobietą sam na sam? Zachował się jak uczeń Hogwartu, który poproszony o wskazanie eliksiru pieprzowego pokazuje wywar żywej śmierci. Nic nie mogło być bardziej oczywistego!

Obdarzając się w myślach najbardziej obelżywymi epitetami, Severus położył się na materacu. W głębi duszy nienawidził tego, że się zmienia. Wpływ Sary i Azkabanu przerażał go; wcześniej miał poukładane życie – musiał walczyć z Voldemortem i pomścić Lily. Teraz, gdy było po wszystkim, chciał uciec jak najdalej od wszystkich, których znał. Miał ochotę zaszyć się w Himalajach i tam dokonać żywota. Słyszał, że yeti przepadają za mięsem czarodziejów. Zaś z drugiej strony rozmowy z Sarą sprawiły, że chciałby zostać. Sam przed sobą nie chciał się przyznać, że polubił ją na tyle, że gdyby o coś poprosiła – zrobiłby to. Teraz doszło do tego jeszcze pożądanie, które zaskoczyło go i zdezorientowało.

Severus podrapał się po głowie i zaczął wspominać swoje życie seksualne. Było ono dalekie od ideału i w sumie niewiele by stracił gdyby pozostał prawiczkiem. Odkąd zakochał się w Lily marzył wiele razy, że zrobią to zaraz po ślubie. Wyobrażał ją sobie w białej sukni, szczęśliwą i rozpromienioną u jego boku… Niestety, nic z tego nie wyszło przez cholernego Pottera. Poczuł się niesamowicie zraniony, gdy zaczęła z nim chodzić. Tak bardzo, że próbował wywołać w niej zazdrość poprzez uwiedzenie jakiejś dziewczyny. Wtedy zrozumiał, że zdobywanie kobiecych serc to droga przez mękę. Właściwie żadna nie miała zamiaru z nim się umówić. Jedyna, która wyraziła jako-takie zainteresowanie wyglądała jakby była spokrewniona z trollami i wydzielała podobny zapach.

To, co działo się po zakończeniu szkoły Severus najchętniej wyrzuciłby z pamięci. Wstępując w szeregi śmierciożerców zaprzepaścił wszystkie swoje szanse u Lily. Zupełnie nie rozumiał jej niechęci. Czuł się wtedy taki dorosły, ważny i potężny. Miał wrażenie, że za chwilę będzie miał świat u swoich stóp, a Voldemort zrobi z niego swoją prawą rękę. Dlatego, gdy śmierciożercy szli znaleźć rozrywkę w mugolskim świecie Severus nie protestował. Najczęściej oznaczało to wypady do ekskluzywnych burdeli. Większość męskich zwolenników Voldemorta uważało, że pokazywanie młodym chłopakom, tego, co mogą zrobić mugolskie dziewczyny za pieniądze, dowodzi jak bardzo są ograniczone i nie mogą dorównać moralnością czarownicom. W ten sposób Severus stracił cnotę. Wprawdzie nie miał funduszy, ale umiejętnie rzucony confundus rozwiązywał problem.

Kolejną z rozrywek było chodzenie na potańcówki w celu uwodzenia dziewczyn. Dostawało się punkty za ilość przelecianych panienek. Liczyła się także ich uroda i poziom trudności w ich zdobyciu. Dodatkowe noty zyskiwało się, jeśli śmierciożerca nie użył czarów albo eliksirów. Najlepsi potrafili zabawiać się w toalecie z trzema dziewczynami na raz. Severus nigdy nie wygrał, a to z tego powodu, że żadna nie była nim zainteresowana. Mugolki odpychały go i wyśmiewały się z niego, ku uciesze jego kompanów. Dopiero, gdy zaczął dolewać dziewczynom ukradkiem amortencję do drinków zaczęły obdarzać go względami.

Severus brał udział w tych męskich wypadach do czasu, gdy dowiedział się, że Voldemort chce zabić Lily. Poczucie winy nie opuszczało go na chwilę, tak samo jak strach i wyrzuty sumienia. Przysięga złożona Albusowi podniosła go na duchu, ale nie trwało to długo. Śmierć Lily dobiła go tak bardzo, że stracił jakiekolwiek zainteresowanie płcią przeciwną. Jako nauczyciel w Hogwarcie nie miał tak naprawdę życia osobistego. W każdej chwili mógł być wezwany, poza tym i tak nie miałby, z kim się związać. Nauczycielki nie były atrakcyjne, a na uczennice nawet by nie spojrzał. Na szczęście był tak bardzo nielubiany, że żadna mu się nie narzucała.

Westchnął i skrzywił się. Chciał tylko spokoju, a tu Sara wyskoczyła ze swoją seksowną sukienką i go kusi! Tyle lat minęło od ostatniego stosunku z kobietą, że nie byłby pewny jak się zachować. Nie myślał o tych sprawach od dawna i dlatego tak bardzo go to wszystko zaskoczyło. Severus zaczął analizować swoją sytuację. Podstawową kwestią było to czy Sara zechciałaby z nim cokolwiek robić. Skoro nigdy nie udało mu się żadnej uwieść to uważał, że jest skazany na porażkę. Przecież nie powie: „Witaj Saro, chciałabyś odwiedzić moją przytulną celę dzisiaj wieczorem i przekonać się, czym jest prawdziwa magia?”.
- Na Merlina! Jestem totalnie beznadziejny w tych sprawach – jęknął żałośnie do samego siebie. – Jak tak dalej pójdzie to będę skazany na polerowanie różdżki do końca życia…