poniedziałek, 5 września 2016

Fanfik Trójmagiczny: Rozdział 6 – Ciekawostki o Powojennym życiu Hermiony G. i nominacja „10 zdjęć”


Witam Wszystkich Miłościwie Mnie Czytających!

Tu znowu Szczęśliwa Trzynastka i moje wypociny nie zawsze związane z Harrym.


Kilka dni temu ogłaszałam na Facebooku, że wszystko wskazuje na to, że nie będę w stanie napisać rozdziału. Niestety, okazało się to prawdą. Przygotowania do imprezy, impreza, a później sprzątanie po niej wyssało ze mnie siły niczym wampir krew :(. Za tydzień wszystko powinno wrócić do normy, ale teraz postanowiłam wrzucić coś na osłodę: będzie to garść ciekawostek na temat Powojennego życia Hermiony G oraz nominację "10 zdjęć" od Arcanum Felis. Mam nadzieję, że dzięki temu mnie nie zlinczujecie :P


CIEKAWOSTKI:


- Gdy piszę „Powojenne życie Hermiony G.” to muszę słuchać spokojnej muzyki (Enya, Era, Enigma, M83), inaczej w ogóle nie mogę się skupić. Za to, gdy zabieram się za „Polską Szkołę Magii i Czarodziejstwa” to włączam piosenki skomponowane przez Jima Steinmana (głównie Bonnie Tyler albo Meat Loaf). Tylko one wprowadzają mnie w odpowiedni nastrój. Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest xP.

- W pierwszym rozdziale Hermiona i Ron lądują w obdrapanym hostelu gdzie „atmosferę” można kroić. Wzorowałam się moich doświadczeniach z Amsterdamu, tam można było najarać się maryśką za darmo, a higiena była tylko sprawą umowną :P

- Nie lubię pisać scen łóżkowych, dlatego staram się używać jak najbardziej ogólnych wyrażeń i pozostać w sferze niedopowiedzeń.

- Thierry Bouchard, autor „Hermiony White i Magicznej Akademii”, wziął imię i wygląd od francuskiego piosenkarza Thierry’ego Amiela, którego uwielbiałam, gdy miałam 16 czy 17 lat <3.


- Festiwal, o którym mówił w pierwszym rozdziale naprawdę miał miejsce w Sydney w 1998 roku.

- Suzanne pojawiła się w powieści, ponieważ Rowling powiedziała, że miała w planach opisanie mugolskiej siostry Hermiony. Postanowiłam dodać ten wątek, ponieważ mam małe dziecko na co dzień. Bardzo wzoruję małą na mojej córce, chociaż wygląd odziedziczyła po siostrzenicy męża.

- Według wywiadów z autorką Harry’ego, Ron powinien najpierw być przez dwa lata aurorem zanim zacznie prowadzić sklep z George’em. Ten wątek nie pasował mi do koncepcji, dlatego postanowiłam go pominąć. Poza tym jakoś nie wyobrażam sobie Rona, jako aurora i uważałam, że powinien zająć się swoim bratem, który na pewno był pogrążony w depresji po śmierci Freda.

- Najpierw Gawain Robards miał mieć szare oczy, ale w połączeniu z blond włosami za bardzo przypominałby Lucjusza Malfoya. Dlatego zmieniłam ich kolor na błękitny. 

Dlaczego opisałam go, jako sobowtóra Richarda Gere? Ponieważ mam trochę spaczone poczucie humoru :). 

Gdy szukałam aktora, do którego mogłaby go porównać Hermiona przypomniał mi się Richard w „Rycerzu Króla Artura” z 1995 roku:


Czemu ten film? Richard grał tam Lancelota, a Gawain (od którego najprawdopodobniej wziął imię Robards) według legend Arturiańskich, był siostrzeńcem Króla Artura i zasiadał przy Okrągłym Stole. Teraz zaś pora na moje nienormalne poczucie humoru: „Sir Lancelot wymordował wszystkich braci Gawaina, ponieważ odkryli oni jego romans z królową Ginewrą. Ten szukając zemsty, ścigał go i zginął w wyniku odniesionych w pojedynku ran” – cytat z Wikipedii. Teraz rozumiecie, jaką dziwną logiką kieruje się mój umysł i uważa to za śmieszne xP. Poza tym miał być dość marginalną postacią, ale później zauważyłam jego potencjał i podkręciłam fabułę.

- Zastanawiałam się czy przez moment nie związać Hermiony z Harrym, nawet zrobiłam małą aluzję w rozdziale siódmym, ale ostatecznie porzuciłam ten pomysł, ponieważ nie chciałam zrobić drugiej „Mody na sukces” gdzie każdy jest z każdym i wystarczy dać jednemu bohaterowi AIDS, aby wybić pozostałych.

- Harry w ósmym rozdziale wspomina, że nie zamierza mieszkać z Ginny na Grimmauld Place, ponieważ początkowo chciałam przeprowadzić go gdzieś indziej. Jednak został tam, bo jest mi to potrzebne do dalszej fabuły :P

- Już w dziewiątym rozdziale dałam do zrozumienia, że Robards czuje miętę do Hermiony :]

- Postanowiłam dać kilka trików psychologicznych Hermionie, aby pokazać, że czarodzieje w ogóle nie różnią się psychiką od mugoli. Z drugiej strony zastanawiające jest to, że w Wizengamocie nie ma obrońców z urzędu. Wychodzi na to, że w większości czarodzieje są skazani na decyzję składu sędziowskiego bez możliwości wypowiedzenia się w jakiejkolwiek kwestii. Najgorzej, gdy zasiadają w nim ludzie, którzy nie lubią oskarżonego, wtedy ten ma kompletnie przerąbane…

- Wątek o badaniach nad Skrzatami Domowymi i walce na ich rzecz musiałam wprowadzić, chociaż tak naprawdę nie miałam na to ochoty. Rowling powiedziała, że Hermiona poprawiła ich los, więc pokazałam jak według mnie do tego doszło. Wprawdzie mogłam napisać krótką wzmiankę o tym, ale mój perfekcjonizm walnął mnie w głowę i krzyknął „nie!”. Tak właśnie wygląda utrudnianie sobie życia według Szczęśliwej Trzynastki.

- W jedenastym rozdziale Hermiona posyła swój najpiękniejszy uśmiech w stronę Severusa. W planach miałam, że ruszy mu to coś w łepetynie i zacznie inaczej na nią spoglądać, ale stwierdziłam, że to jeszcze za wcześnie :D

- Dunstan Eoforthild to połączenie dwóch staroangielskich imion, pierwsze oznacza: dun – ciemny, stan – kamień, drugie: eofort – dzik lub knur, hild – bitwa. Wychodzi z tego niezbyt przyjemne połączenie, co idealnie oddaje usposobienie staruszka, który lubi dowodzić, że Skrzaty Domowe nie mają mózgu, przez co powinny pozostać na zawsze niewolnikami czarodziejów.

- Imiona skrzatów, które wymyśliłam ubawiły mnie. Zwłaszcza Tofik i wymiana zdań pomiędzy Nevillem i Deanem, które wyraźnie wskazują na inspirację pewnym kabaretem :).


Przy okazji dałam powód, aby Luna zerwała ze swoim chłopakiem (nie był to mój pomysł tylko Rowling, która uznała, że para rozstała się podczas przerwy świątecznej).

- Bardzo podoba mi się mój pomysł z wyczarowaniem sobie poroża renifera z dzwoneczkami i śpiewanie „Jingle Bells” przed świętami. Gdybym uczyła w magicznej szkole sama bym tak zrobiła (pewnie ku wielkiej uciesze moich uczniów).

- Kiedyś czytałam Sevmione, w którym był opisany szczegółowo proces Severusa, którego broniła Hermiona (mnóstwo stron z dialogami z sali rozpraw). Z tego powodu sama nie opisywałam swojej wersji zbyt szczegółowo, ponieważ uważam, że znudziłaby czytelników (ja prawie usnęłam czytając tamto opowiadanie). Obydwa procesy różnią się od siebie, zwłaszcza wynikiem: mój Severus został skazany.

- Specjalnie nie pozwalałam zbyt szybko przeżyć Hermionie jej „pierwszego razu”. Zrobiłam to z wrodzonej wredności :P

- Stosunek pani Weasley do Ginny (pilnowanie jej aby nic nie robiła z Harrym, tudzież zakaz mieszkania z nim przed ślubem) pożyczyłam od mamy mojej koleżanki z klasy. Jej córka miała trzech starszych braci i samych kuzynów, z tego powodu, jako jedyna dziewczyna w rodzinie, była bardzo pilnowana, co w ogóle nie przeszkodziło jej zmieniać chłopaków jak rękawiczki :].

- Hermiona na Sylwestrze miała na sobie sukienkę taką jak Victoria Beckham:


Dostała ją w święta od swojej mamy, która stwierdziła, że takie są w modzie wśród dziewczyn w wieku jej córki. Uznałam jednak, że nie jest to zbyt ważna informacja i nie opisałam tego.

 - Moja wersja Hermiony bardzo żałowała, że czarodziejskie radio nie nadaje mugolskich piosenek, ponieważ zespół Spice Girls przypadły jej do gustu. Zwłaszcza urzekła ją piosenka „Goodbye” (ten fragment także usunęłam z opowiadania).


- Rita Skeeter na początku miała być na marginesie, ale najpierw spodobało mi się jak obrzuca Hermionę błotem, a później już nie mogłam żyć bez jej tendencji mieszania się do wszystkiego.

- Nie przewidywałam opisywania, co się dzieje z Severusem w Azkabanie, dopiero Rebecca wspomniała w komentarzu o resocjalizacji, co mnie bardzo mocno zainspirowało. Zaczęłam czytać na ten temat w internecie i stwierdziłam, że więźniowie potrzebują psychologa. Musiał to być ktoś, kto wiedział o czarodziejskim świecie. Akurat wtedy czytałam biografię Gilderoya Lockharta (do mojej miniaturki), którą kiedyś Rowling wrzuciła na Pottermore i doczytałam się, że miał dwie starsze siostry, które nie były czarownicami. Czego trzeba więcej? Tak „narodziła” się Sara Jones z domu Lockhart.

- Byłam i nadal jestem wściekła na Rowling za to, że uniewinniła Malfoyów. Niby jak to miało wyglądać? Co najmniej setka śmierciożerców mogła potwierdzić, że popierali Voldemorta. Myślę, że nawet Harry Potter - chłopiec, który dokopał Beznosemu dwa razy, nie dałby rady ich uniewinnić! No, ale strzeliła Joaśka tego babola, to go opisałam, a że przy okazji dało mi to pretekst do knucia kolejnej intrygi to inna sprawa…

- W rozdziale piętnastym pomyliłam się i napisałam, że Ron wyciągnął Harry’ego z jeziora zamiast leśnej sadzawki. Jako, że było to w relacji Rity Skeeter stwierdziłam, że nie będę tego poprawiać – w końcu dziennikarka nie raz przeinaczała fakty :).

- Aby podkreślić fakt, że Hermiona i Severus myślą podobnie często wkładam w ich usta identyczne stwierdzenia (ciekawe czy ktoś kiedyś je wyłapie? :]).

- Stwierdziłam, że Hermiona miała za mało wpadek, dlatego co jakiś czas pokazuję, że była człowiekiem z krwi i kości. To, że ktoś jest super-inteligentny i oczytany nie oznacza, że nie walnie jakiejś gafy, np.: wkopie kumpla u jego szefa, zauroczy się w tym drugim czy zacznie paplać zbyt wiele po alkoholu…

-  Nie jest tajemnicą, że Severus cierpiał na depresję jednak nie chciałam zbyt bardzo tego opisywać, ponieważ sama miewam problemy z tą chorobą i nie lubię o niej myśleć :(.

- W rozdziale szesnastym specjalnie napisałam taki horoskop, aby Severus mógł załapać, że opłaca mu się związek z Hermioną (Panną), a nie Lily (Wodnik). Niestety, jego ścisły umysł, nie wziął go nawet przez sekundę pod uwagę :'(

- W moim opowiadaniu Severus wspomina, że bliźniacy Weasley wypełnili jego gabinet powiększonymi Fasolkami Wszystkich Smaków Bertiego Botta. Ten dowcip miał miejsce w pierwszej grze z serii „Harry Potter” (włączcie od 12.50):


- Mimo, że szczerze wątpię aby Snape oglądał „Gwiezdne Wojny” to wsadziłam w jego usta żart nawiązujący do nich.

- W pewnym momencie Severus oznajmia, że „bym skoczył z klifu, jak mamę kocham!” co jest nawiązaniem do krótkiej opowieści Lamii pod tytułem „Nie tak miało być”.

- Specjalnie umożliwiłam więźniom Azkabanu czytanie Proroka Codziennego, aby Snape miał co komentować. Dzięki temu nie czytam w komentarzach „znowu nie napisałaś nic o Sevie!” :P

- Nazwisko ojca Deana wzięłam od Zakesa Mda, znanego pisarza, który pochodzi z Republiki Południowej Afryki.

- Stwierdziłam, że książka Thierry’ego musi być parodią blogasków. Tu znowu ukazałam swoją wredność :]

- Staram się wrzucać do tekstu jakieś wskazówki, który rok jest w powieści. Dlatego Ron przynosi zabawki z McDonalda, które przedstawiają postaci z I epizodu „Gwiezdnych Wojen” (chociaż tak naprawdę nie były to maskotki, ale jakieś bączki czy coś w tym stylu).

- Aby dokładniej opisać terapię Severusa, odkopałam moje książki ze studiów, które dotyczą psychologii. Dzięki temu kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że uwielbiam Zimbardo i jego podręcznik akademicki :)

- Skopiuję mój komentarz, w którym wyjaśniłam, dlaczego śmierciożercy chodzili do burdelu i wyrywali dziołchy na potańcówkach: 

miałam dosyć gwałtów i tortur opisywanych w innych fanfikach. Idea śmierciożerców, że nie tknęliby szlamy ani mugolki sprawia, że pożądanie ich byłoby raczej przez Voldemorta źle widziane (można to wywnioskować z rozmowy z Harrym na temat Severusa). Za to argument "patrz Voldziu, te mugolki są gorsze niż nasze cudowne czarownice, wystarczy je zbajerować, aby dały dupy za darmo" może bardziej by przeszedł (mogę sobie domniemywać, nie?).

- Wybuch, który spowodował Ron przy pomocy puszki z kajmakiem opisałam na podstawie przeżyć mojego ojca, który w ten sam sposób zdemolował kuchnię. Zdradzę wam, że koty naprawdę lubią zlizywać słodką masę ze ściany :P

- Raz wspomniałam, że Amos wyruszył zająć się wyjątkowo upierdliwymi elfami, które nie dopuszczały do budowy drogi w Irlandii. Zainspirowałam się wiadomością, że w Islandii naprawdę nie wybudowano takiej, ponieważ na danym terenie mogły mieszkać te istoty. Życie jest pełne niespodzianek :)

- Hermiona dostała na urodziny od Gawaina dzieło Sendivogiusa Polonusa, czyli książkę napisaną przez Michała Sędziwoja.

- Aby umówić Hermionę z Gawainem w McDonaldzie musiałam przeanalizować historię Londyńskich restauracji, aby mieć pewność, że taka istniała w 1999 roku. Podobnie było z internetem – musiałam mieć pewność, że Hermiona wie co to jest i potrafi używać komputera :)

- 24 grudnia 1999 w Londynie naprawdę padał deszcz.

- Samochód Robardsa to TVR Cerbera 4.0


- Pomysł z Archiwum X był dość spontaniczny: po prostu chciałam, aby Ron wykazał się inicjatywą, a przy okazji wprowadził trochę zamieszania oraz śmiechu. Tylko on mógł wymyślić coś tak naciąganego i głupiego, co jednocześnie mogło zadziałać :).

- Dom Robardsa wzorowałam na tym: 


Hermiona długo stała w progu nie tylko przez zadumę nad pomieszczeniem, ale jeszcze po to, aby dać czas Harry’emu na wśliźnięcie się do środka w pelerynie-niewidce.

- Dla tych, którzy nie czytają komentarzy kopiuję fragmenty z wymiany zdań między mną a Welniewicz, w którym wyjaśnia się dlaczego Hermiona i Harry wplątują się w rozgrywki polityczne w Ministerstwie Magii oraz nie wydali Robardsa:

W. - No nie wierzę. Nie wierzę, że Harry i Herm nie wyjawili prawdy! Ja rozumiem, że posady, że zagrywki, ale takie upolitycznienie świętej trójcy mi się nie podoba :(

SZ. T. - upolitycznianie... trochę to wina Rowling. Czytałam wywiady z nią i jej materiały z Pottermore, wynika z nich, że Hermiona i Harry zrobili błyskawiczną karierę w Ministerstwie. Jako, że bazuję na nich to się tego trzymam. Gdzieś znalazłam informację od niej, że Harry niedługo po zakończeniu wojny został szefem aurorów! Totalny bezsens. Mimo jego zasług w stosunku do pokonania Voldka (czego tak naprawdę nie zrobił sam), to chłopak ma za małą wiedzę i umiejętności, aby kierować czymś takim. Tak samo było z Hermioną według Rowling. Szast-prast i jest wysoko postawioną urzędniczką (a w międzyczasie wychodzi za Rona i rodzi dzieci). To jest przyczyną, dlaczego w moim opowiadaniu trójca godzi się na wiele. Starałam się pokazać, że mimo wszystko nie wszyscy ich lubią i są osoby, które podkładają im świnie. Inaczej wyszedłby blogasek, w którym bohaterowie robią karierę za piękne oczy.

W. - No w sumie sporo masz racji, Rowling trochę zrobiła z późniejszego Harry'ego takiego bohatera wojennego, którego wszyscy uwielbiają mimo wszystko. A jakby nie patrzeć, w człowieku, który przeszedł tyle w życiu muszą kryć się jakieś demony, które wyłażą gdzieś po drodze i sprawiają, że niektórzy zaczynają myśleć samodzielnie i widzieć, że to przecież nie ideał.

Sz. T. - No właśnie, Harry - symbol zwycięstwa, cudowne dziecko. Dlatego ma taryfę ulgową we wszystkim, zostaje aurorem bez przeszkolenia, ponieważ Voldemorta nie ma więc nikt inny nie może go zabić/zranić :P (bo wszyscy aurorzy skupiają się na tym aby utrzymać go przy życiu podczas akcji). Już widzę jak urzędnicy gadają między sobą: "nie możemy nic z nim zrobić, ponieważ społeczność czarodziejów nas zlinczuje i transmutuje w rozwielitki". Polityka jest jaka jest i rządzą układy. Miałam z nią styczność i nawet zapaleńcy chcący wprowadzić zmiany musieli się po jakimś czasie poddać i grać tak jak inni :/.

To na razie tyle. Teraz czas na nominację "10 zdjęć"


Z tego co zrozumiałam mam wrzucić zdjęcia, które siedzą gdzieś tam u mnie w komputerze, oraz wymienić minimum trzech ulubionych autorów książek. No to dzieła!

Takie książki kocham najbardziej - stare, zniszczone, w przepięknych okładkach.

Wielki Gatsby - bardzo lubię zarówno książkę jak i film z Leo DiCaprio (kiedyś się w nim podkochiwałam!).

Chcę zrobić sobie tatuaże, ale jeszcze nie zaprojektowałam takiego wzoru, który w 100% by mi się podobał.

Koncert Bonnie Tyler na którym byłam - kolejny punkt na liście "zrobić przed śmiercią" odhaczony!

Obraz mojego autorstwa z perspektywy mojej córki, która lubi fotografować :)

Madame de Rosa - uwielbiam eleganckie boho/hippie w jej wykonaniu.

To zdjęcie jest po prostu świetne :)

Chcę pojechać do Japonii - kiedyś mi się to uda :)

Brigitte Bardot i Pablo Picasso - czego chcieć więcej?

Zawsze marzyłam, aby zobaczyć taki widok na własne oczy...

Najbardziej lubię czytać książki, które napisał/napisała:
Aleksander Dumas (ojciec),
Agatha Christie,
Richelle Mead.

Znowu nie zamierzam nikogo nominować :)

Pozdrawiam Wszystkich!

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 33 – Dzień Zwycięstwa


Przygotowania do drugiej rocznicy śmierci Voldemorta szły pełną parą. Argus Filch był chodzącym kłębkiem nerwów i od tygodnia rzucał się na każdego ucznia, który śmiał przynieść, chociaż odrobinkę błota do zamku. W międzyczasie latał za Irytkiem i starał się przegonić złośliwego duszka przy pomocy miotły. Cały Hogwart był porządkowany, czyszczony i pucowany przez całą armię skrzatów. Obchody Dnia Zwycięstwa miały zacząć się za kilka godzin, dlatego większość uczniów została wysłana do domów, a zostali tylko ci, którzy brali udział w przedstawieniach. Z tego powodu na błoniach została ustawiona scena, na której miał jeszcze przemawiać Kingsley, McGonagall oraz ważne postacie, które doprowadziły do końca wojny. Gośćmi honorowymi były osoby, które wzięły udział w bitwie z siłami Voldemorta oraz głowy świata czarodziejów z innych państw. Z tego powodu teren od kilku tygodni zabezpieczany był przez aurorów.
- Co ty tu robisz Potter? – spytał się Robards widząc swojego pracownika idącego w stronę sceny. – Miałeś mieć dzisiaj wolne.
- Chciałem się rozejrzeć – odpowiedział Harry. – To wszystko działo się dwa lata temu, a ja mam wrażenie jakby to było wczoraj – oznajmił ze smutkiem jednocześnie rozglądając się po okolicy.

Przypomniał sobie wszystko, co przeżył podczas bitwy o Hogwart. Śmierć, ból, strach, zwątpienie w czasie walk, a w końcu nieopisana ulga i radość po zwycięstwie. Najbardziej żal mu było poległych. Kiedyś często śnił o martwych ciałach swoich przyjaciół, teraz zdarzało mu się to rzadziej. Tak czy siak nie było to miłe i był przekonany, że nie pozbędzie się tych obrazów z głowy aż do końca życia.
- Wykonałeś kawał dobrej roboty, synu – odezwał się Robards i poklepał go przyjaźnie po ramieniu.

Po wszystkich wydarzeniach, jakie miały miejsce w grudniu zeszłego roku, powrócili do dobrych relacji. Wspólny sekret sprawił, że zaczęli częściej ze sobą rozmawiać i to nie tylko na temat pracy. Stopniowo nawiązywała się między nimi nić porozumienia. Harry nie wplątywał się w kolejne afery, a Gawain nie dawał mu powodów skargi. Mężczyzna dotrzymał słowa i nie narzucał się więcej Hermionie. Za to często zaczął zapraszać swojego podwładnego do siebie do domu. Harry na początku niechętnie odnosił się do tego, ale po jakimś czasie zrozumiał, że Robards jest bogatym źródłem wiedzy. Często siedział na kanapie swojego szefa i słuchał z napięciem o udanych akcjach i walkach ze śmierciożercami podczas Pierwszej Wojny Czarodziejów. Chłopak starał się zapamiętywać jak najwięcej szczegółów z tych historii, aby później wcielać je w życie. Gawain za to doceniał jak szybko uczy się jego podwładny i dawał mu, co raz trudniejsze zadania do wykonania. Szybko to sprawiło, że Ben i jemu podobni czarodzieje, przestali uważać Harry’ego za nowicjusza bez teoretycznego i praktycznego przygotowania.

Jednocześnie jego związek z Ginny kwitł mimo tego, że obydwoje mieli dla siebie mało czasu. Ona zaczęła grać na stałe w reprezentacji Harpii z Holyhead i wybuchła na jej punkcie Weasleymania po tym jak wbiła dwanaście goli pod rząd Strzałom z Appleby w ostatnim meczu. Harry był dumny ze swojej ukochanej i starał się jak mógł zrekompensować swoje nieobecności spowodowane pracą. Ginny zaś doceniała jego zabiegi. Obydwoje wiedzieli, że kochają się jak szaleni i chłopak z blizną był przekonany, że nadszedł czas, aby pomyśleć o pierścionku zaręczynowym. Życie wróciło do normy i zdawało się, że może być tylko lepiej.
- Dziękuję – odrzekł Harry z uśmiechem, po czym pożegnał się ze swoim szefem i ruszył w stronę granic Hogwartu, aby teleportować się do domu i zmienić szatę na wyjściową.

***

- Ron! Błagam, załóż inny garnitur! – krzyknęła zrozpaczona Hermiona.
- Czemu? Ten jest po prostu Z-A-J-E-B-I-S-T-Y! – odparł rudzielec z zachwytem i spojrzał na swoje odbicie w lustrze. – Tak ma być!
Jego dziewczyna stała po drugiej stronie pokoju i gotowała się ze złości połączonej z bezsilnością. Ubrana była w prostą, czarną sukienkę, którą kupiła ze swoją mamą. Elegancki i stonowany wygląd dopełniała delikatna biżuteria i niezbyt wyszukana fryzura. Ron był zupełnym przeciwieństwem swojej drugiej połowy. Ubrany w jaskrawo-pomarańczowy garnitur i jadowicie zieloną koszulę, która idealnie pasowałaby do garderoby Rity Skeeter. Rudzielec z wyraźnym zadowoleniem wiązał pod szyją fioletowy krawat. Przy każdym jego ruchu Hermionie zdawało się, że w jej pokoju grasuje pożar.
- Proszę… załóż ten czarny… albo szary… tylko nie ten… - tłumaczyła starając się nie wybuchnąć szlochem. – Jak będziemy wyglądali? Jak jakieś pośmiewisko!
- Nie przesadzaj, moja cukrowa myszko – odparł Ron ze spokojem. – George idzie w fioletowym, a pod spód zakłada czerwoną koszulę. Ten to dopiero nie ma gustu!
- To jest smutna uroczystość, miej choć trochę szacunku dla zmarłych!
- To jest Dzień Zwycięstwa a nie pogrzeb!
- Jak chcesz! – warknęła Hermiona. – Ale trzymaj się ode mnie jak najdalej!
- Oczywiście – zgodził się Ron z figlarnym uśmiechem. – Zwłaszcza wtedy, gdy bohaterzy wojenni będą stać obok siebie podczas sesji zdjęciowej!

Hermiona jęknęła ze zgrozą i wyszła z pomieszczenia w celu złapania świeżego powietrza do płuc i tym samym uspokojenia się. Ron kompletnie nie przejął się jej wybuchem i beztrosko przypiął fioletowego kwiatka do butonierki, nucąc pod nosem „The Bad Touch” Bloodhound Gang.

***

Obchody Dnia Zwycięstwa przebiegały spokojnie i były bardzo dobrze zorganizowane. Hermiona razem z rodziną Weasleyów i Harrym przybyła wcześniej na miejsce, dzięki czemu mogli obserwować pojawiające się reprezentacje z różnych krajów. Większość przyjechała Hogwart Expresem razem z Kingsleyem. Madame Maxime przybyła, wspólnie z niedawno wybraną Minister Francji - Anne de Breuil, powozem ciągniętym przez skrzydlate konie. Z tego powodu ucieszył się nie tylko Hagrid, Fleur mimo zaawansowanej ciąży również pojawiła się na uroczystości. Reprezentacja Finlandii miała podobny sposób podróżowania jak Francuzki: wielkie sanie ciągnęły magiczne renifery. Turcy zaś przybyli na misternie tkanych dywanach.

Część gości teleportowała się do wyznaczonej strefy przy bramie Hogwartu. Hermiona ze zdumieniem patrzyła na barwnych członków obstawy Ministra Polski, którzy ubrani byli w zbroje ze skrzydłami oraz skóry dzikich zwierząt. Ich reprezentant ubrany był w orientalną szatę, która według dziewczyny, bardziej pasowałaby do krajów arabskich. Najwidoczniej Turcy podzielali jej zdanie, ponieważ patrzyli się na Słowian z wyraźną niechęcią. 

Niektóre znane osoby, które wzięły udział w Bitwie o Hogwart musiały wygłosić przemowę. Jak zwykle Ron i Harry nie przyłożyli się do swoich. Pierwszy robił, co chwile głupie miny i starał się jak najbardziej podkreślić swoją rolę w całej wojnie oraz uznał, że jego życie jest kompletne odkąd pojawił się na karcie Czekoladowych Żab. Drugi zaś twierdził, że cała chwała należy się Snape’owi. Hermiona cieszyła się, że Severus siedzi teraz w celi, ponieważ mógłby rozerwać jej przyjaciela na strzępy słysząc taką ilość pochwał. Sama podkreślała podczas swojej przemowy, że po zniesieniu praw przeciwko mugolakom, przyszedł czas, aby czarodzieje zajęli się uwolnieniem Skrzatów Domowych.

Tym co najbardziej wzruszyło czarownicę w czasie obchodów był teatrzyk uczniów Hogwartu. Odegrali oni sceny z związane z walką Harry’ego z Voldemortem. Pierwszego grał uroczy piętnastolatek o delikatnej urodzie, ale za to z niezłą charyzmą. Hermiona doznała szoku, gdy się okazało, że w jej postać wcieliła się czarnoskóra Noma. W pierwszym momencie miała ochotę zaprotestować, ale po wzięciu kilku oddechów pomyślała, że teatr rządzi się swoimi prawami. Kompletnie się uspokoiła dopiero po tym, gdy przekonała się, że dziewczyna naprawdę ma talent i naprawdę potrafiła imitować jej głos i ruchy. Sztuka zakończyła się efektowną sceną śmierci Voldemorta, którego fenomenalnie zagrał Oscar Williamson.

Następnie wszyscy zebrani zostali zaproszeni do Wielkiej Sali, która została powiększona dziesięciokrotnie na tę okazję. Harry, Ron i Hermiona musieli usiąść przy głównym stole pomiędzy Kingsleyem a McGonagall. Najbliżej nich zostali usadzeni zagraniczni ministrowie, a najdalej mniej ważne osoby. Hermiona przeszukała wzrokiem salę przed podaniem dań i zobaczyła wiele znajomych twarzy. Przybyła prawie cała Armia Dumbledore’a łącznie z Cho Chang, która uśmiechała się nieśmiało do koleżanek i kolegów. Ginny otaksowała ją pogardliwym spojrzeniem, po czym zaczęła udawać, że jej nie widzi. Hermiona zaśmiała się w duchu widząc ten przejaw zazdrości. Obok swojej córki siedziała pani Weasley, która zamieniła się miejscami z George’em aby być bliżej Fleur, która mogła w każdej chwili urodzić. Hermiona podziwiała ją za to, że nawet będąc w zaawansowanej ciąży wyglądała cudownie. Nie przytyła, za to wyglądała jakby połknęła piłkę i z tego powodu miała wystający, okrągły brzuch. Siedząc koło Billa wprost promieniowała szczęściem. Pani Weasley siedziała koło nich i nie schodził z jej twarzy uśmiech. Nie mogła doczekać się narodzin pierwszego wnuka lub wnuczki. W głębi serca Hermiona zazdrościła Fleur, ponieważ od dawna marzyła o tym, aby wyjść za Rona i zajść w ciążę. Wtedy poczułaby się w pełni kobietą i Suzanne miałaby, z kim się bawić w przyszłości.

Po obiedzie, na którym królowały wyszukane potrawy, nastąpił czas na bardziej swobodną część uroczystości. Goście zaczęli chodzić pomiędzy stołami i rozmawiać ze sobą. Hermiona z Ronem i Harrym uścisnęli niezliczoną ilość rąk i podziękowali tysiące razy za miłe słowa. Dziewczyna pomyślała, że od uśmiechania się bolą ją mięśnie twarzy.
- Boska koszula Weasley! – zaświergotała Rita Skeeter, na co rudzielec spłonął rumieńcem. – Chcę mieć was na jutrzejszej okładce Proroka Codziennego! Przysuńcie się do siebie! – oznajmiła tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Panna Granger w środku, jeśli łaska! – wykrzyknęła i złapała wycofującą się Hermionę za ramię.

Młoda czarownica posłała jej mordercze spojrzenie, ale posłusznie stanęła między chłopakami. Nadal była zła na Rona za jego garnitur, toteż starała się przysunąć jak najbliżej do Harry’ego. Jej mężczyzna nie zamierzał poddać się tak łatwo. Złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie.
- Mam dla ciebie niespodziankę – szepnął jej do ucha.
- Jaką? – spytała się Hermiona przez zęby jednocześnie starając się uśmiechać do zdjęcia.
Z aparatu fotoreportera buchnął kłąb fioletowego dymu i było po wszystkim. Rita od razu zaciągnęła swojego współpracownika w kierunku Kingsleya, który rozmawiał o czymś z Ministrem Rosji.
- Zobaczysz… - odparł figlarnym tonem Ron i uśmiechnął się tajemniczo.
- O co mu może chodzić? – spytała się Hermiona Harry’ego, gdy rudzielec odszedł w stronę Charliego.
- Nie mam pojęcia – odparł chłopak i poczochrał włosy.

Dwie godziny później Ron ciągnął rozzłoszczoną Hermionę za rękę i prowadził w tylko sobie znanym kierunku. Patrolujący zamek aurorzy patrzyli się na nich ze zdumieniem, ale jako, że powszechnie było wiadomo, że ta dwójka jest parą to nie zamierzali interweniować.
- Co ty znowy wymyśliłeś!? – wydyszała dziewczyna.
- Już mówiłem… muszę ci coś pokazać! – odparł Ron.
Hermiona postanowiła, że nadal będzie stawiać opór. Nie chciała wymykać się z przyjęcia w nieznanym celu, a jej chłopak się uparł, że niczego nie powie. Skoro tak stawiał sprawę, to ona nie będzie posłusznie dreptać za nim po Hogwarcie. Nagle poczuła, że Ron łapie ją w pasie i przerzuca sobie przez ramię. Mimo ciężaru szybko pognał w głąb korytarza.
- Ronaldzie Weasley! – krzyknęła oburzona czarownica. – Postaw mnie natychmiast na ziemię!
- Nie martw się Hermi! Zaraz będziemy na miejscu! – odparł i wzmocnił uścisk.
- Nazwij mnie jeszcze raz „Hermi”, a urządzę ciebie tak, że troll będzie przystojniejszy od ciebie! – odwarknęła.
- Jak miło… że wspominasz… o trollu… – wysapał Ron, który szybko tracił siły.

Podszedł do drzwi, otworzył je i wszedł do pomieszczenia z wyrywającą się Hermioną na ramieniu.
- Ufff… - sapnął. – Wiesz gdzie jesteśmy?
Czarownica rozejrzała się uważnie i od razu rozpoznała, co to za miejsce.
- Łazienka dla dziewczyn – odparła chłodnym tonem.
- Ta, w której załatwiłem trolla – dodał Ron i postawił dziewczynę na ziemię.
- Po co tu jesteśmy?
- Chciałem ci przypomnieć miejsce, w którym przestaliśmy się nienawidzić, a zaczęliśmy się przyjaźnić. To tutaj narodziło się między nami coś głębszego…  - wyjaśnił z błyskiem w oku.

Hermiona spojrzała na niego oczekująco. Nadal nie wiedziała, do czego Ron zmierza. Jeśli w ten sposób chciał ją udobruchać za to, że założył ten okropny garnitur to wybrał zły sposób.
- Widzisz… czasem się nie lubimy, czasem kłócimy, ale i tak się kochamy – stwierdził rudzielec. – Dwa lata temu podczas bitwy pocałowałaś mnie pierwszy raz i wtedy zrozumieliśmy, że nie możemy bez siebie żyć. Jesteśmy ze sobą na dobre i na złe, dlatego… - sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki - … chciałbym abyś… - otworzył dłoń i pokazał Hermionie, co w niej trzyma - … została moją żoną.

Patrolujący korytarze aurorzy pognali błyskawicznie ku toalecie, gdy usłyszeli wydobywający się z niej kobiecy krzyk. Jeszcze szybciej z niej wyszli, gdy zobaczyli, że źródłem hałasu była Hermiona Granger, która obcałowywała gwałtownie swojego chłopaka Ronalda Weasleya, szepcząc przy tym „tak, tak, tak”.

***

Harry zastanawiał się gdzie mógł podziać się jego najlepszy kumpel. Hermiony także nie mógł nigdzie zlokalizować. Obszedł Wielką Salę dwukrotnie i zapozował, do co najmniej dziesięciu zdjęć razem z przedstawicielami innych państw. Mimo tego nie zauważył nigdzie ani Rona, ani Hermiony. Za to odnotował, że atmosfera przyjęcia zaczęła się mocno rozluźniać. Część gości postanowiła wyjść i rozejrzeć się po okolicy. Inni wypili dość sporo alkoholu. Harry usłyszał jak Rosjanie albo Ukraińcy – sam nie wiedział dokładnie, dyskutują o czymś zawzięcie w swoim języku. Podszedł więc do Ginny, która rozmawiała z Anthonym Goldsteinem, ale ona także nic nie wiedziała o zaginionych. Już miał wyjść z sali, gdy zauważył, że przez drzwi wchodzi Hermiona trzymająca za rękę Rona i zmierzają ku niemu. Obydwoje wyglądali na rozpromienionych oraz zgrzanych. Hermiona miała potargane włosy, a Ron poluzowany krawat i krzywo zapiętą marynarkę.
- Nie uwierzysz! – oznajmiła czarownica radosnym tonem. – Właśnie się…

Harry nie usłyszał, co Hermiona powiedziała, ponieważ po Wielkiej Sali rozległ się okrzyk Madame Maxime:
- WODI! WODI!
- Pali się! – wrzasnął Filch i zaczął rozglądać się w poszukiwaniu płomieni.
- NIE PALI! WODI! –półolbrzymka wskazała na Fleur.
- MDLEJE!? – ryknęła pani Weasley i zaczęła się przepychać przez tłum ku synowej.
- NIE! WODI JEJ ODESZLI! ONA RODZI!
Dopiero po tych słowach nastąpiło totalne zamieszanie. Rodzina Weasleyów rzuciła się ku Fleur, która trzymała się za brzuch i ciężko oddychała.
- Arturze! Bierzemy ją do Nory! – oznajmiła pani Weasley.
- Nie Nora! – sprzeciwiła się Fleur pełnym bólu głosem. - Muszelka!
- W Norze urodziłam wszystkie dzieci i tam urodzi się mój pierwszy wnuk! – Molly nie dawała za wygraną.
- Moi mężu! Zrobi coś! – wrzasnęła Fleur, która wstała podtrzymywana przez teściową i Madame Maxime.

Bill zamiast powiedzieć coś lub zrobić stał jak słup soli, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. O ile był w stanie bez zastanowienia podjąć walkę na śmierć i życie, to zdecydowanie w sprawie gdzie ma się urodzić jego dziecko sprawiło, że dosłownie zamarł. Harry podejrzewał, że dodatkowo bał się wejść między żoną, a matkę.
- Bill! Rusz się! – warknęła Ginny i popchnęła brata.
- Ale co zrobić? Co!? – miotał się najstarszy syn Weasleyów. – Mi jest obojętne gdzie się urodzi!
- BILL! – wrzasnęły jednocześnie Fleur i Molly.
Tłum wokół rodzącej i jej rodziny zaczął gęstnieć, co tylko pogarszało sprawę. Czarodzieje obserwowali przebieg wydarzeń jakby to była jakaś sztuka. Czarodziej z blizną stwierdził, że sam nie wie, co robić w takiej sytuacji. Popatrzył się na twarze męskiej części rodziny Weasleyów i upewnił się, że oni także nie wiedzą.
- Na litość boską, zaprowadźcie ją do Poppy! – krzyknęła McGonagall, która przedarła się przez tłum. – Nie ma czasu, aby doprowadzić Fleur do bramy Hogwartu!

Bill w końcu się ruszył i przy pomocy George’a oraz Rona zaniósł żonę do skrzydła szpitalnego. Aby powstrzymać podążający za nimi tłum Kingsley błyskawicznie wezwał wszystkich aurorów, którzy zablokowali schody prowadzące na pierwsze piętro.
- Poród! Prawdziwy poród! Nie mam w tym doświadczenia! – pani Pomfrey załamała ręce na widok Fleur.
- Ja mam! Tylko przy dwóch synach pomagała mi matka, pozostałą piątkę urodziłam sama! Damy radę! – oznajmiła pani Weasley, po czym rzuciła wszystkim spojrzenie mówiące „wejdźcie do sali dla chorych, a was ukatrupię” i zamknęła drzwi.

***

Bill wyglądał jakby miał zemdleć więc pan Weasley klepał go uspokajająco po ramieniu, George z Angeliną i Ronem chodzili nerwowo po korytarzu, Ginny szeptała o czymś z Harrym, a Hermiona stała pod ścianą i wyglądała przez okno. Nie bardzo chciała się przed samą sobą przyznawać, ale była odrobinę zła na to, co się stało. Myślała, że ogłoszą z Ronem swoje zaręczy i ten dzień będzie należeć do niej. Wiedziała, że Fleur nie miała wpływu na to, co się stało, poród mógł zacząć się w każdej chwili… ale skoro było takie ryzyko to czy musiała się pojawiać akurat w Hogwarcie? Czarownica odgarnęła nerwowo włosy za ucho, gdy usłyszała krzyk Ginny:
- Co ty masz na palcu!?
- To… eeee… pierścionek zaręczynowy – wyjaśniła Hermiona i spłonęła rumieńcem. – Przez to wszystko zapomnieliśmy z Ronem się pochwalić…
- Jak mogłaś zapomnieć! – Ginny dopadła przyjaciółkę i złapała ją za dłoń.  – Nieźle! Ron wybrał coś bardziej w twoim guście niż swoim! – zachichotała pod wpływem myśli o stylu swojego brata.

Hermiona musiała przyznać jej rację. Tym razem nie dostała wielkiego pierścienia, który z łatwością mógłby pociągnąć ją na dno, gdyby miała ochotę wykąpać się w jeziorze. Pierścionek zaręczynowy był delikatny, wykonany z białego złota. W oczy rzucał się tylko wielki różowy diament oszlifowany w kształt serca. Nie był to wprawdzie styl Hermiony, ale uznała, że mówi się trudno. Skoro Ron chce ją poślubić i daje jej dowód swojej miłości to ona nie będzie wybrzydzała. Wybaczyła mu, że założył okropny garnitur. Czasem trzeba iść na ustępstwa jeśli chce się z kimś być.
- Tak, oświadczyłem się Hermionie! – dodał głośno Ron i napuszył się czekając na słowa pochwały.
- Na gadające gorgony! Czekaliśmy na to od dawna! – odezwał się ojciec rudej gromadki i ruszył, aby uściskać syna oraz przyszłą synową.

Reszta zebranych ruszyła w jego ślady. Narzeczeni zostali porządnie wyściskani i obcałowani przez dziewczyny.
- Gratulacje!
- Kiedy ślub?
Hermiona popatrzyła się znacząco na Rona. O tym jeszcze nie rozmawiali, a ona sama miała ochotę najpierw pomieszkać razem przez chwilę, aby mieć pewność, że postępują dobrze.
- Za rok! – oznajmił Ron, czym wprawił Hermionę w osłupienie. – Teraz poszukamy domu i tam razem zamieszkamy, prawda Kociołkowy Piegusku?
- Eeee… tak… niech będzie – wydukała czarownica i postanowiła, że będzie musiała porozmawiać ze swoim narzeczonym na ten temat.
- Chcę zdać relację z waszego wesela! – nieoczekiwanie rozległ się głos Rity Skeeter. – Przyszłam tutaj, aby udokumentować narodziny nowego pokolenia! – wyjaśniła Robardsowi i kilku aurorom, którzy przybiegli za nią i jej fotografem. – Jak się okazało nasze gołąbki zamierzają się pobrać! – zaświergotała jakby była szczęśliwą matką, która wydaje córkę za mąż.
- Nie sądzę, aby chcieli się dzielić swoim szczęściem z tobą! – oznajmił Gawain lodowatym tonem i zrobił krok w stronę dziennikarki.
- A właśnie, że chcemy! – warknął Ron. – Chodź tu kochanie, niech zrobi nam zdjęcie i pokaże światu jak bardzo się kochamy! – zwrócił się do Hermiony z uśmiechem mówiącym, że ma zamiar dokopać szefowi Harry’ego.

Dziewczyna nie zastanawiała się długo. Wiedziała, że od dłuższego czasu Robards jej wobec niej w porządku, ale z drugiej strony odczuła wielką ochotę zemścić się za to, że igrał z jej uczuciami. Miała gdzieś, co o niej sobie pomyśli. Mógł z nią nie zaczynać!
- Dawaj Rita! – rozkazała, po czym przytuliła się do Rona i wyciągnęła w stronę aparatu rękę z pierścionkiem.

***


Robards szybko znikł z pola widzenia po stwierdzeniu, że musi koniecznie obejrzeć zabezpieczenia wokół zamku. Wywiad na temat narzeczeństwa Rona i Hermiony trwał dłuższą chwilę. Rita była w doskonałym humorze, ponieważ liczyła, na co najmniej pierwszą stronę Proroka Codziennego. Zaś po kilku godzinach nerwowego oczekiwania z sali chorych wyszła pani Weasley oświadczając, że Fleur urodziła zdrową córeczkę. Bill z radości zrobił salto, a pan Weasley i Ginny popłakali się ze wzruszenia. Młodzi rodzice podebatowali chwilę i oświadczyli, że ich latorośl będzie nosić imię Victorie, ponieważ urodziła się w Dzień Zwycięstwa, co zostało przyjęte z entuzjazmem przez społeczność czarodziejów.

piątek, 19 sierpnia 2016

Fanfik Trójmagiczny: Rozdział 5 – Piętnaście faktów o mnie



Witam Wszystkich Miłościwie Mnie Czytających!

Tu znowu Szczęśliwa Trzynastka i moje wypociny nie zawsze związane z Harrym.



Miałam nic nie pisać, ale skusiłam się na krótką zabawę :)

Niektórzy wiedzą, że posiadam konto na Wattpadzie (a jak nie wiedzą to pozwalam zajrzeć :P). Zostałam nominowana przez Zaczarowaną do napisania piętnastu faktów o sobie. Nie widzę tam miejsca na takie zabawy, więc postanowiłam wrzucić to na bloga (między innymi, aby udowodnić, że żyję). Wakacyjne przygody nie pozwalają mi pisać dalszych rozdziałów, ale taką "głupotkę" mogę opublikować.


Piętnaście faktów o mnie:

1. Niedawno skończyłam 29 lat.

2. Córka ma urodziny równo tydzień po moich urodzinach.

3. Mam falowane, blond włosy, które sięgają mi do pasa (o które bardzo dbam).

4. Moje panieńskie nazwisko pochodzi z Francji i nosi je tylko 139 osób w Polsce.

5. Sama nauczyłam się podstaw języka japońskiego, oprócz tego gadam po angielsku i czaję sporo po francusku.

6. Mam zamiar przeprowadzić się za granicę, ponieważ chcę mieszkać w innym kręgu kulturowym.

7. Z zawodu jestem nauczycielką i artystą-plastykiem.

8. Uwielbiam Krzysztofa Gonciarza, nałogowo oglądam jego filmy na Youtube (teraz cierpię, ponieważ mam trzytygodniowe zaległości! Buuu!).

9. Skakałam na bungee i przez to nabawiłam się lęku wysokości :(.

10. Mojego męża wyrwałam w przedszkolu na żółwie ninja :). Zakochał się we mnie, gdy mieliśmy cztery lata!

11. Tylko jedna osoba z mojej rodziny wie o tym blogu.

12. Uwielbiam gotować i z tego powodu mam trochę za dużo ciała.

13. Tak jak Agatha Christie wymyślam fabułę opowieści podczas zmywania garów.

14. Miałam robione testy psychologiczne, z których wynika, że mam męski sposób myślenia i patrzenia na świat (to tłumaczy czemu gmatwam losy moich postaci oraz wszystko szczegółowo analizuję :P).

15. Nienawidzę przytulania, ponieważ mam nadwrażliwość na dotyk :( (mąż już się przyzwyczaił, a córka odziedziczyła to po mnie).

Nikogo nie nominuję, zła jestem - przerywam zabawę :P. Mam nadzieję, że miło spędzacie czas i wykorzystujecie końcówkę wakacji. Ja wracam do wymyślania wydarzeń, które znajdą się w moich opowiadaniach!

Pozdrawiam wszystkich!