poniedziałek, 7 listopada 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 41 – Nowy pracownik

Ron rzucił zaklęcie zwodzące i wyszedł z krzaków. Hermiona była od poniedziałku w delegacji więc mógł teleportować się do parku, który był położony w pobliżu ich domu. Było to konieczne, aby ich wścibska sąsiadka nie nabrała podejrzeń. Ron nienawidził tej nawiedzonej Hinduski i jej walniętego syna.

Idąc przez park cieszył się, że jego narzeczonej nie ma w domu, ponieważ, ochrzaniłaby go za to, że przyszedł za wcześnie. Zawsze wyliczała czas i wiedziała ile zajmuje mu powrót z pracy przy pomocy mugolskich środków transportu. Bardzo dbała o szczegóły i jej przesadny pedantyzm dobijał chłopaka. Zwłaszcza, że ostatnio robiła wszystko na pokaz. Rozumiał, że chciała wspiąć się na szczyt Ministerstwa Magii, ale uważał, że Hermiona zdecydowanie przesadza. Ciągle robiła mu awantury o jego zachowanie i sposób ubierania się. A on wcale nie chciał zakładać nudnych, czarnych garniturów i rozmawiać o polityce albo wystawionych w teatrze sztukach! Przy takich dyskusjach usypiał co jeszcze bardziej rozjuszało jego narzeczoną.

Po drodze minął zaparkowany samochód, w którym można było kupić hot-doga albo hamburgera. Mimo, że do jego nosa doleciał smakowity zapach, to rudzielec skrzywił się. Nie miał w ogóle zaufania do takich przybytków. Wolał renomowane restauracje, tudzież McDonalda albo KFC. Dzięki temu miał większą pewność, że nie powtórzy się historia jego zatrucia pokarmowego. Według niego, wszelkie tanie jadłodajnie powinny zostać prawnie zakazane.
- Hej, zdradzić ci pewną tajemnicę? – Ron usłyszał głos Deva, który wydobywał się z okazałego krzaka hortensji rosnącego koło drzwi.
Rudzielec westchnął znacząco i włożył klucz do zamka. Gówniarz działał mu na nerwy i chętnie skopałby go albo transmutował w skunksa, ale Hermiona mu nie pozwalała. Wprawdzie ostatnio trochę się uspokoił, ale nadal śledził jego narzeczoną i patrzył się na nią maślanym wzrokiem.
- Spierdalaj – Ron uraczył Hindusa miłą i kulturalną odpowiedzią.

Wszedł do domu i pociągnął mocno za klamkę. Wtedy wszystkie włosy na ciele stanęły mu dęba, ponieważ usłyszał mrożący w żyłach wrzask. Odwrócił się i zobaczył, że Dev włożył stopę pomiędzy drzwi i framugę.
- Przesadziłeś! – zaskomlał trzymając się za bolące miejsce. – Chciałem ci tylko powiedzieć co kombinuje Mionka!
Czarodziej pozwolił sobie na wredny uśmiech. Ból chłopaka podziałał na niego jak piwo w gorący dzień. W ogóle nie odczuwał wyrzutów sumienia.
- Tak, jasne, ona coś kombinuje – prychnął i spojrzał się na Deva jakby był niespełna rozumu. – Zacznij pisać bajki!
- Więc pewnie wiesz, że wcale ci nie gotuje! – krzyknął chłopak zanim Ron zamknął mu drzwi przed nosem.

Ron miał już prychnąć z pogardą, gdy dotarł do niego sens słów. Jak to mu nie gotuje? Ostatnio przygotowywała dość smaczne i porządne obiady. Miała wprawdzie jakieś obiekcje, ale zdołał ją przekonać. Czyżby Dev wiedział o czymś czego on nie wie? W końcu śledził ją przez cały czas…
- Nie, to niemożliwe – oznajmił sam sobie. – Gówniarz robi wszystko, aby nas rozdzielić!
Po dojściu do tego wniosku, wkroczył pewnie do kuchni, aby zagotować wodę na zupkę instant.

***

Hermiona uznała, że jej życie się wali. Siedziała w pokoju hotelowym w mugolskiej części Paryża i intensywnie myślała nad tym co wydarzyło się pomiędzy nią i Gawainem. Ciągle nie mogła uwierzyć, że po prostu upiła się i rzuciła na Robardsa. To co przeżyła było dziwne. Miała wrażenie, że zamiast niej była tam jakaś inna Hermiona, taka która miała Rona w głębokim poważaniu. Przecież nie raz piła wino i jeszcze nigdy tak na nią nie podziałało! Czarownica przeanalizowała dokładnie całe zajście i musiała przyznać rację Gawainowi, że nie mógł jej niczego dolać. Nie miał takiej możliwości. Poza tym amortencji działała błyskawicznie, a dziewczyna pamiętała, że stopniowo dochodziła do tego, że Ron może Robardsowi buty czyścić. To jednak nie zmieniało faktu, że po wymiotach zaczęła jasno myśleć i wróciły uczucia do jej narzeczonego.
- Ale czy to naprawdę miłość? – Hermiona spytała samą siebie.

Bardziej przeraziła ją myśl o tym co ludzie powiedzą na wieść o ich rozstaniu. W pierwszej kolejności zaczęła rozważać jaka będzie reakcja jej rodziców, Harry’ego i Weasleyów na wieść, że porzuciła narzeczonego dla Gawaina. Nie mogła zaprzeczyć, że pomysł związku z aurorem jej się podobał. Od razu znalazłaby się wyżej w hierarchii. Ona, dziewczyna pochodząca z rodziny mugoli, zostałaby drugą połową mężczyzny mającego czystą krew. Mówił, że ją kocha, więc pewnie ożeniłby się z nią po jakimś czasie. Mimo dużej różnicy wieku raczej nie powodowaliby zgorszenia. W świecie czarodziejów łagodniej patrzono na takie związki.
- Na Merlina, wszystko przemawia przeciwko Ronowi – jęknęła i ukryła twarz w dłoniach.

Nawet jeśli wino sprawiło, że poszła z Gawainem do łóżka, to niewątpliwym był fakt, że tego chciała. Auror rozpalał ja do czerwoności i gdy myślała o tym, co z nim robiła to od razu się podniecała. W głębi duszy żałowała, że nie skończyli tego, co zaczęli. Gdy przygwoździł ją do ściany na pewno nie była pod wpływem alkoholu. Nie miała nic na swoje usprawiedliwienie. Po prostu pragnęła go jak nikogo innego. Czy go kochała? Na pewno imponował jej wieloma rzeczami. Lubiła spędzać z nim czas i rozmawiać. Od poniedziałku powoli znikał mur między nimi. W Wersalu robiła wszystko, aby być jak najbliżej niego. Tak, chyba mogła uznać, że się zakochała w Gawainie.

W tym momencie pozostawała kwestia Rona. Jeśli zerwie z nim po powrocie do domu to jasne będzie, że rudzielec powiąże to z Robardsem. Jeśli mówiłby o tym na prawo i lewo to mogłyby powstać plotki, które wcale nie pomogłyby w karierze Hermiony. Najlepiej byłoby odczekać jakiś czas i poprosić Gawaina o dyskrecję. Na pewno zgodziłby spotykać się z nią ukradkiem. Pół roku to byłby dobry okres. Każdy uwierzyłby, że jej związek z aurorem rozwinął się kilka miesięcy po zerwaniu zaręczyn.
- Nie! Przestań! – krzyknęła i załkała.

Jak mogła coś takiego w ogóle rozważać! Jedynym powodem dla którego powinna odejść od Rona była zdrada. Musiała spojrzeć prawdzie w oczy: to co zrobiła było okropne i obrzydliwe. Jej narzeczony nie był bez wad, ale nigdy nie poszedłby do łóżka z inną. Hermiona zrozumiała, że musi odejść. Ron zasłużył, aby być z kobietą, która jest mu wierna.

Odgłos szlochania wypełnił pokój. Czarownica wylewała morze łez w hotelową poduszkę. Nie wiedziała co robić. Czy powinna się przyznać i odejść? A może lepiej nic nie mówić i znaleźć jakiś pretekst do zerwania? Ron tyle dni się do niej nie odzywał. Może ten argument wystarczy? Powie mu, że nie chce być z kimś kto obraża się o byle co. Na tę myśl Hermiona gwałtownie zadygotała na całym ciele. Jeśli tak zrobi cała wina spadnie na Rona. A to przecież ona jest winna i to ona nie zasługuje, aby być kiedykolwiek szczęśliwą. Mimo tego, nie chciała, aby świat czarodziejów dowiedział się o jej romansie z Gawainem. Wtedy urząd Ministra Magii przeszedłby jej koło nosa.

Dziewczyna gwałtownie zeskoczyła z łóżka i chwyciła wazon z kwiatami. Cisnęła nim z całej siły o ścianę i padła na kolana nie zważając na kawałki szkła. Nic nie robiła sobie z bólu fizycznego, który poczuła, gdy ostre kryształki wbiły się w jej ciało. W akcie rozpaczy złapała większe kawałki i ścisnęła z całej siły patrząc jak z jej dłoni zaczyna kapać krew.
- Jestem cholerną… pieprzoną… tchórzliwą… egoistką… - załkała i wyruszyła na poszukiwanie różdżki w celu uzdrowienia swoich ran.

***

Gdy w późniejszych latach Hermiona wracała pamięcią do soboty w Paryżu zastanawiała się jakim cudem dała radę ją przeżyć. Poczucie winy trawiło ją niczym ogień. Huśtawki nastrojów opanowały jej umysł i na przemian płakała albo wyzywała się. Ale to nie było najgorsze, ponieważ to dopiero miało nastąpić. Okazało się, że Ron przyjechał do niej bez zapowiedzi bowiem postanowił, że zrobi jej niespodziankę. Hermiona pamiętała, że nie raz w swoim krótkim życiu się bała. Przygody przeżywane z Harrym nie raz i nie dwa mroziły krew w żyłach. Nie zapomniała jak wiele razy wrzeszczała odchodząc od zmysłów. Jednak to co poczuła, gdy otworzyła hotelowe drzwi i ujrzała Rona, mogła porównać tylko do tortur Bellatriks. Myślała, że umarła i znalazła się w piekle. Aż do tej chwili nie wiedziała, że wyrzuty sumienia i poczucie winy potrafią męczyć człowieka na równi z Klątwą Cruciatus. Patrząc na uśmiechniętą twarz narzeczonego dostała takich mdłości, że jedyne co dała radę zrobić to dobiec do toalety i zwymiotować do niej.

To zdarzenie pozwoliło jej przekonać Rona, że jej stan to efekt choroby. Wprawdzie przysięgała sobie, że wyjawi mu prawdę, ale gdy przyszło co do czego to się okazało, że nie jest godna miana Gryfonki. Tak bardzo się bała, że nie była w stanie z nim zerwać. Przeżywała katusze łudząc się, że tak naprawdę czeka na odpowiedni moment. Ten jednak był co raz bardziej odległy. Ron zadecydował, że w obecnej sytuacji nie ma sensu pozostanie do niedzieli w Paryżu i razem z Hermioną wrócili do domu. Dziewczyna cieszyła się z tylko jednej rzeczy: łatwo przekonała rudzielca, że musi sam spać na kanapie. Jego dotyk powodował kolejne fale mdłości, z którymi wiązały się męczące wizyty w toalecie.

***

- Mamo, musimy iść do apteki – powiedziała Hermiona z naciskiem. – Tata z Ronem zajmą się Suzanne.
-  Nie wiem po co… - zaczęła mówić pani Granger, ale szybko zamilkła, gdy zobaczyła nieme błaganie w oczach córki.
- Muszę z tobą porozmawiać, to bardzo ważne – wyszeptała nerwowo czarownica. – Proszę, wymyśl coś, aby tata i Ron zostali.
Matka popatrzyła się badawczo na córkę, ale nic nie powiedziała. Poszła do salonu i przekonała męża, aby pochwalił się swoją nową konsolą do gier. Suzanne spała w swojej sypialni i nic nie zapowiadało, aby obudziła się wcześniej niż za trzy godziny. Gdy Hermiona z mamą wychodziły z domu Ron mocno obrywał w Tekkenie.
- Słoneczko, co się dzieje? – spytała się pani Granger, gdy odpaliła samochód.

Hermiona spuściła głowę starając się nie patrzeć na matkę. Było jej strasznie wstyd, ale wiedziała, że nie ma do kogo innego się zwrócić. Harry i Ginny z oczywistych względów odpadali. To samo dotyczyło reszty przyjaciół i znajomych. Dlatego w niedzielę rano czarownica przekonała Rona, że musi iść do rodziców, aby ci poradzili coś na jej mugolską chorobę. Ku jej rozpaczy narzeczony nie chciał wypuścić jej samej z domu. Nie mając mocnych argumentów musiała wziąć go ze sobą. Na szczęście udało jej się wyciągnąć mamę, aby porozmawiać z nią na osobności.
- Jest źle, bardzo źle – wydukała Hermiona i zaczerwieniła się ze wstydu.
- To widzę. Jesteś tak rozgorączkowana i wymęczona, że ślepy by to zauważył!
- Nie jestem chora – wypaliła dziewczyna. – To wyrzuty sumienia po tym jak zdradziłam Rona.
- Słucham!? – krzyknęła pani Granger i szarpnęła mocno kierownicą, aby w ostatniej chwili ominąć nastolatkę przechodzącą na pasach. – Co zrobiłaś!?

Hermiona przełknęła ślinę i co chwilę łkając opowiedziała wszystko co działo się w czasie delegacji.
- Boże… córeczko… to jest… - mama czarownicy z trudem wypowiadała słowa. – Ty i Robards…
Siedziały obydwie w samochodzie zaparkowanych na parkingu przy dużym centrum handlowym. Pani Granger wysłuchała relacji córki co raz bardziej blednąc i zaciskając nerwowo ręce na kierownicy.
- Czuję się brudna – oznajmiła Hermiona dygocąc. – Nie mogę być z Ronem. Nie po tym co zrobiłam.
- Jesteś pewna, że nie byłaś pod wpływem zaklęcia lub eliksiru? Może to nie wino tylko… eeee… sok jabłkowy albo croissant…?
- Nie, na pewno nie. Amortencja działa błyskawicznie i powoduje zadurzenie, a nie pożądanie. Czarodzieje wprawdzie mają odpowiednik Viagry, ale ona nie działa na kobiety – stwierdziła czarownica. – Ja ci nigdy o tym nie mówiłam, ale to co wcześniej było z Gawainem…
- Wiem, zadurzyłaś się w nim – przerwała jej matka. – Nie byłam przekonana, że mówisz prawdę, gdy twierdziłaś z Harrym, że tylko udawałaś, ale jednocześnie nie miałam podstaw aby ci nie wierzyć… Serce matki wie takie rzeczy, ale czasem wolimy nie przyjąć pewnych rzeczy do wiadomości. Och, Hermiono – przytuliła córkę. – Przecież on mógłby być twoim ojcem!
- Wiem – wyszeptała dziewczyna. – Ale ja się w nim chyba zakochałam… Jest zupełnie inny niż Ron… Nie wiem co robić! Błagam, pomóż mi!

Pani Granger zamyśliła się. Zarówno matka jak i córka wiedziały, że sytuacja jest trudna i bardzo delikatna.
- Nie mów Ronowi – poradziła starsza z kobiet. – Taka wiedza na nic mu się nie przyda. Zerwij z nim. I tak ostatnio bez przerwy się kłócicie, dlatego powiedz, że nie pasujecie do siebie. Jeśli chcesz poczekaj jeszcze chwilę, aby nie było podejrzeń.
- Och, mamo!
- Co do ciebie… Nie uważam, aby związek z Robardsem był dobry. Ten facet jest dla ciebie po prostu za stary! Poczekaj ze wszystkim. Przemyśl wszystko dokładnie tak jak ty to zawsze robisz. Dopiero po jakimś czasie, powiedzmy kilka miesięcy, zacznij rozglądać się za mężczyzną. Jesteś jeszcze młoda i zdążysz znaleźć kogoś, kto jest ci przeznaczony.
- Jesteś pewna, że tak to powinno wyglądać? – spytała się Hermiona.
- Nie jestem – wyjaśniła pani Granger. – Mam prawie pół wieku na karku i jedyne czego jestem pewno to tego, że umrzemy. Życie jest cholernie skomplikowane. Czasem trzeba wybrać mniejsze zło.
- Nie jesteś na mnie zła?
- Nie, kochanie – rodzicielka odparła miękko. – Zrobiłaś błąd i sądzę, że nie masz możliwości naprawić go. Nawet zmieniacz czasu tutaj nie pomoże. Staraj się wybrnąć z tej sytuacji tak, aby Ron był jak najmniej poszkodowany. Przyznanie się do zdrady brzmi szlachetnie, ale sprawi, że będzie jeszcze gorzej. Zauważyłam to na przykładzie moich znajomych. I przestań się martwić córeczko – poprosiła Hermionę z uśmiechem. – Nic nie powiem tacie. O pewnych rzeczach mężczyźni nie muszą wiedzieć… A teraz zostań w samochodzie, a ja pójdę do apteki i kupię ci coś, abyśmy nie wzbudziły podejrzeń.

Czarownica patrzyła jak jej mama idzie w stronę budynku. Odczuła ulgę, że została zrozumiana. Bardzo bała się jej reakcji, ale gdy się przekonała, że rodzicielka jest po jej stronie, to odzyskała dobry humor.
- Tylko jeszcze te mdłości mogłyby minąć – pomyślała.

***

Pójście do pracy nie sprawiło, że Hermiona zaczęła dobrze się czuć. Wprawdzie uwolniła się od stałej obecności Rona, który starała się jej nie wypuścić z domu, ale w Ministerstwie Magii czekał na nią Gawain. Starając się z nim nie spotkać lawirowała w tłumie czarownic i czarodziejów. Chyłkiem przemknęła do swojego departamentu i usiadła przy biurku czując chwilową ulgę. Mimo wszystko miała świadomość, że prędzej czy później auror znajdzie sposób, aby się z nią skontaktować w sposób nie budzący podejrzeń.
- Witaj Hermiono – Mafalda powitała ją z uśmiechem. – Jak było we Francji?
- Sukces – oznajmiła młodsza z czarownic i uniosła kciuki do góry.
- To dobrze – pochwaliła ją szefowa. – Gdy wyjechałaś Kingsley przysłał mi kogoś. Bez ciebie było ciężko, ale on nam bardzo pomógł. Na razie nie mam konkretnego stanowiska dla niego, dlatego skoro wróciłaś będziesz mówić mu co ma robić. Z tego co wiem to się znacie – wskazała na stojącego tyłem chłopaka, który szukał czegoś w szufladzie.

Gdy Hermiona na niego spojrzała poczuła, że śniadanie ma zamiar uciec z jej żołądka. Jak mogła go nie poznać? Od wielu lat był jej wrogiem! Nadal był wysoki i chudy, ubrany w ciemnoniebieską szatę uszytą z najlepszych materiałów. Długie, platynowe włosy związał czarną wstążką. Hermiona ze zgrozą stwierdziła, że Draco Malfoy co raz bardziej przypominał ojca.
- To kara za moje grzechy – uznała, gdy chłopak odwrócił się w jej stronę.
Wysłał jej wyzywające spojrzenie, ale nic nie powiedział. Hermiona starała się nie mrugnąć. Kto pierwszy to zrobi ten przegra. Musi wytrzymać! Ku jej rozpaczy nikt nie wygrał, ponieważ rywalizację przerwała Mafalda.
- Zapomniałam ci przekazać, że masz wstąpić do Kingsleya – zaświergotała i rzuciła na biurko Hermiony pokaźny stos pergaminów. – To zaległa robota. Zrobisz to jak już od niego wrócisz.
- O… oczywiście – wyjąkała dziewczyna i szybkim krokiem skierowała się do wyjścia.

Zanim dotarła do gabinetu Ministra Magii musiała zahaczyć o łazienkę. Złe samopoczucie i wymioty powróciły ze zdwojoną siłą. Zaczęła się zastanawiać czy dobrze zrobiła wracając do pracy. Może jednak Ron miał rację, że powinna leżeć w łóżku? Z drugiej strony dziwiła się mu, że łyknął jej kłamstwo. Przecież czarodzieje i czarownice nie chorują na mugolskie choroby!
 - Kingsley kazał mi przyjść – powiedziała sekretarce, która czytała jakieś babskie pisemko i żuła gumę.
- Siądź i poczekaj. Teraz jest zajęty – pracownica odparła znudzonym tonem i strzeliła balonem.

Hermiona poczuła, że ma dosyć wszystkiego. Wymiotów, nerwów, zrywania, facetów i cholernej gumy do żucia. Musi sterczeć przed gabinetem Kingsleya, akurat wtedy gdy ma mnóstwo roboty. Wisienką na torcie będzie użeranie się z Draco, który na pewno będzie starał się jej przeszkadzać ile tylko się da.
- Nie mam czasu! – warknęła ze złością. – Muszę nadrobić zaległości! Umów mnie na konkretną godzinę i wtedy przyjdę!
- Co ty taka rozgorączkowana? – spytała sekretarka i obdarzyła ją lekceważącym spojrzeniem. – Masz okres czy co?
- Nie! Mam kilka wrzodów na tyłku, których muszę się pozbyć!
- W takim razie proponuję wizytę w Świętym Mungu – zadrwiła czarownica i już miała znowu zająć się lekturą, gdy popatrzyła na kogoś kto stał za plecami Hermiony. – Pan Robards! Jak miło! – zaświergotała i uśmiechnęła się figlarnie.

Auror ewidentnie ją śledził! To nie był przypadek, że akurat teraz przyszedł zobaczyć się z Kingsleyem. Hermiona była więcej niż pewna. Zdziwiła się tylko tym, że nie poczuła mdłości. Ogarnęła ją złość. Ile jeszcze razy los sobie z niej zadrwi?
- Panno Granger, może ja bym mógł pomóc w sprawie tych wrzodów? – zażartował auror.
- Jeśli jest pan w stanie aresztować Draco Malfoya to tak! – oznajmiła rozdrażnionym tonem.
- Coś zrobił?
- Został przyjęty do pracy do mojego wydziału!
- Syn Lucjusza!?
- Więcej dzieci nie ma – zakpiła Hermiona i usiadła na jednym z wielu krzeseł stojących pod ścianą.
- A co z innymi wrzodami? – spytał się Gawain, który niby od niechcenia usiadł koło niej. – Uwolnisz się od nich w najbliższym czasie?
Czarownica nawet nie musiała na niego patrzeć, aby wiedzieć o co mu chodzi. Wzięła głęboki oddech i policzyła do pięciu. Znowu miała huśtawkę nastrojów przed okresem.
- Nie, na razie muszę z nimi żyć – odpowiedziała i zamilkła.
Gawain nie pytał się o nic więcej.

***

Ron nie do końca łapał co dzieje się z Hermioną. Wiedziała, że jest chora, ale nie chciała iść do Świętego Munga, mimo że nie działały na nią ani czary uzdrawiające, ani eliksiry. Twierdziła, że ledwo żyje, ale po pracy zrobiła dwudaniowy obiad. Podczas jedzenia trajkotała jak najęta na temat Draco i Kingsleya, nie dając mu nawet na chwilę dojść do głosu. To sprawiło, że Ron poczuł, że coś jest nie tak.

Od dawna wiedział, że jego narzeczona ma spaczone spojrzenie na świat. Osobiście bardzo cieszyłby się, gdyby Draco był jego asystentem. Stwarzało to wiele okazji, aby się na nim zemścić za wszystkie upokorzenia w czasach szkolnych. Kazałby mu przekopać się przez archiwum w poszukiwaniu jakiegoś dokumentu, który nie istniał. Albo wysyłał go ciągle na posyłki, aż Malfoy oblałby się potem i śmierdział jak świnia.

Hermiona nie podzielała jego entuzjazmu. Klęła na Kingsleya, który powiedział jej, że jest jedyną osobą, która będzie dobrze pilnować Draco. Czarnoskóry czarodziej musiał go przyjąć do pracy, ponieważ Lucjusz znowu zaczął wpłacać ogromne sumy na różne cele, a potem zażądał posady dla syna. Powiązani z Malfoyami pracownicy Ministerstwa Magii wymusili na Kingsleyu pozytywną decyzję.
- Zupełnie jej nie rozumiem – mruknął rudzielec pod nosem, gdy sprzątał po obiedzie.

Wyrzucając resztę ziemniaków do kosza spostrzegł, że ten jest pusty. Zastanowiło to Rona. Przypomniał sobie, że zazwyczaj niczego w nim nie było. Przecież jeśli Hermiona gotowała to musiały zostać w nim chociażby obierki. Czyżby Dev o czymś wiedział? Ona tak dziwnie się zachowywała, że może chodziło o coś więcej niż obiady.
- Bardzo napracowałaś się podczas gotowania? – spytał Hermiony, gdy wszedł do sypialni.
- Oczywiście, że tak! – warknęła. – Spij w drugim pokoju, bo czuję, że znowu będę wymiotować! – ostrzegła poważnym tonem.
- Jak sobie życzysz, moja karmelowa krajanko – odpowiedział Ron i postanowił, że następnego dnia zbada dokładnie sprawę obiadów.

piątek, 4 listopada 2016

Fanfik Trójmagiczny: Rozdział 8 – Pierwsze urodziny bloga


Witam Wszystkich Miłościwie Mnie Czytających!

Tu znowu Szczęśliwa Trzynastka i moje wypociny nie zawsze związane z Harrym.


Przed chwilą doznałam oświecenia, że Fanfik Trójmagiczny ma już roczek! Normalnie jestem tak dumna, jakby to było moje drugie dziecko :P

Nigdy nie sądziłam, że jestem w stanie tyle pisać. Ogólnie rzecz biorąc cierpię na prokrastynację i odkładam rzeczy na później. Tylko, że to nie dotyczy tego bloga! Za każdym razem musiałam mieć naprawdę ważne powody, aby nie wstawić rozdziału. Skoro o tym mowa to pragnę powiedzieć dlaczego praktycznie zawiesiłam pisanie „Polskiej Szkoły Magii i Czarodziejstwa” oraz rzadko wrzucam przygody Glizdogona. Jedno jest niejako powiązane z drugim. Zacznę od tego, że kolejną moją cechą jest totalny perfekcjonizm. Rozpisuję fabułę moich powieści na kilka lat w przód i robię to naprawdę szczegółowo. O ile życie Hermiony odnosi się głównie do znanych postaci i wykreowanego świata, o tyle w Polskiej Szkole muszę wszystko wymyślać od nowa. Na razie siedzę i dopracowuję fabułę, ponieważ nie chcę się znaleźć w sytuacji, że będzie można znaleźć w mojej twórczości mnóstwa niedociągnięć. Mam też ten problem, że raczej skupiam się tylko na jednej rzeczy, dlatego gdy myślę intensywnie nad Hermioną to nie mogę przełączyć się na Pyśkę i jej przyjaciół. Dlatego stwierdziłam, że zajmę się Polską Szkołą, gdy zakończę Sevmione.

Teraz odpowiedź na pytanie: dlaczego powiązany jest z tym Glizdogon. Muszę być kompletnie przepracowana, aby załączył mi się tryb „absurdalny humor” i „mózg wypluwa coś bez ładu i składu”. Gdy ścigałam się z czasem, aby napisać dwa opowiadania w ciągu tygodnia to częściej miałam zwariowane pomysły. Teraz zdarza mi się to nieczęsto i dlatego przygody naszego ulubionego szczura pojawiają się raz na jakiś czas. Może jak pójdę do pracy będzie inaczej :). Tak czy siak obiecuję, że dokończę wszystkie opowiadania. Honor mi nie pozwala ich porzucić.

Na zakończenie chcę powiedzieć, że nigdy nie spodziewałabym się, że blog będzie miał ponad 46 500 wejść. To dla mnie wielkie osiągnięcie. Przekonałam się, że moje wytwory nie są takie złe skoro ludzie zaglądają tutaj i je czytają. Dziękuję!

P.s. – tak się zastanawiam co zrobić ze stosem rysunków, tymi które pojawiają się przy rozdziałach. Zachować dla potomnych? Oprawić w ramkę? Ktoś ma jakiś pomysł? :P






Teraz czas na internetowe zabawy!

Kurczę, taka prawda, że je lubię. Są miłą odskocznią od codzienności :D

1. Nominacja do LBA od Kota Książkowego

Od jak dawna piszesz?

Jeśli chodzi o fanfiki to ledwo od półtora roku. Co do życiowego pisarstwa to pierwsze dłuższe opowiadanie napisałam mając osiem lat (również przeze mnie ilustrowane). Zawsze lubiłam pisać, ale raczej ograniczałam się do wypracowań i rozprawek. Pamiętam, że gdy miałam dziewięć lat zapisałam cały zeszyt (16-kartkowy) wypocinami na temat II Wojny Światowej. Mina mojej nauczycielki – bezcenna :P

Dlaczego masz akurat taki nick?

To konto założyłam z myślą o mojej córce. Na początku miałam dokumentować jej dorastanie, ale szybko się okazało, że wolę robótki ręczne (albumy ze zdjęciami i takie tam). Nazwa Szczęśliwa Trzynastka nawiązuje do jej daty urodzenia, w której są dwie trzynastki :D Na co dzień w Internecie posługuję się innym pseudonimem, ale jako że prowadzę działalność artystyczną i jestem dość znana w pewnych kręgach, to nie chcę, aby ludzie dowiedzieli się, że zajmuję się czymś takim „niepoważnym” jak pisanie fanfiction.

Kto z twojego otoczenia wie o tym, że prowadzisz bloga?

Mąż, religijnie walnięta kuzynka („Harry to zuuuoooo”), przyjaciółka oraz pierwowzory Pyśki i Amelii :)

Jak dużo książek czytasz w ciągu miesiąca?

Kiedyś mnóstwo, teraz prawie w ogóle. Przy dziecku nie jestem w stanie siąść na dłużej w jednym miejscu ponieważ: „mamooooo pobaw się ze mną! Mamooooo chcę jeść! Mamoooo potul mnie! Mamooooo powiedz tacie, że teraz ja chcę grać!”. Tak szczerze mówiąc jedyne co ostatnio kończę czytać to bajki i wierszyki, chlip.

W którym byłbyś dystrykcie (Igrzyska Śmierci), domu (Harry Potter), domku w Obozie Herosów (Percy Jackson), rodzie (Pieśń Lodu i Ognia)? Dlaczego?

No to mnie zagięłaś!
Dystrykt, dystrykt… tam się rodzi – nie trafia. Skąd mam wiedzieć, gdzie bym była? Mogłabym znaleźć się w jedynce. Bez problemu mogę produkować materiały luksusowe, w końcu ma się te zdolności manualne :)

W Hogwarcie na pewno trafiłabym do Ravenclawu. Jak byłam młodsza uważałam, że byłabym Gryfonką (bo Harry) albo Ślizgonką (bo Draco). Dopiero po latach naszła mnie refleksja i zrozumiałam, że Tiara umieściłaby mnie wśród kreatywnych i kujonów.

Percy’ego Jacksona nie czytałam więc się nie wypowiem.

Na Merlina, wszędzie tylko nie w „Grze o tron”! Pewnie żyłabym tam nie dłużej niż kilka rozdziałów. Po wnikliwej analizie doszłam do wniosku, że pasowałabym do Targaryenów. Długie blond włosy Daenerys to jest coś, co lubię :P

Która z mitologi jest twoją ulubioną? Dlaczego?

Kiedyś męczyłam Grecką. Pewnie dlatego, że była lekturą. Ogólnie podziałała mi na wyobraźnię. Pamiętam, że próbowałam sięgnąć po mitologię Słowian, skandynawską i aztecką, ale nie dałam rady. Poległam.

Do którego świata książkowego/filmowego na pewno byś się NIE chciał przenieść? Dlaczego?

Do każdego, w którym miałabym szansę szybko zginąć. Czyli Gra o Tron odpada w pierwszej kolejności.

Wymień swoje ulubione książkowe/filmowe postaci.

Książkowe:
- Hrabia Monte Christo (wygląd wampira i jego intrygi),
- Trzej muszkieterowie i D’Artagnan (każdego uwielbiam za coś innego),
- Rosemarie "Rose" Hathaway (za to jak walczy i próbuje odzyskać swojego faceta),
- Sydney Sage (pęd do wiedzy i zmiana przekonań, gdy zrozumiała, że była indoktrynowana),
- Georgina Kincaid (sukkub z wyrzutami sumienia z powodu tego co robi).
- Hercules Poirot (mógłby być mi ojcem).

Filmowe:
- Luke Skywalker (mój ideał mężczyzny),
- Darth Vader (pierwsza fascynacja czarnym charakterem),
- Cała rodzina Addamsów (świry, ale pozytywne),
- Max Shreck (uwielbiam Christophera Walkena, a jego kreacja to cudo),
-  Megamocny (tak wiem, że to dziwne, ale uwielbiam tego niebieskiego gościa).

A teraz ulubione pary.

- Hauru i Sophie (Ruchomy zamek Hauru),
- Walentyna de Villefort i Maksymilian Morrel (Hrabia Monte Christo),
- Rose Hathaway i Dymitr Bielikow (Seria „Akademia Wampirów”),
- Sydney Sage i Adrian Iwaszkow (Seria „Kroniki Krwi”).

Ile znasz języków?

Gadam po angielsku tak, że da się mnie zrozumieć. Francuski rozumiem, ale prawie niczego nie potrafię powiedzieć. Japoński – podstawy.

Gdybyś mógł, to którą fikcyjną postać byś ocalił od śmierci? Dlaczego?

Severus. Już to zrobiłam w swoim opowiadaniu. Wiadomo dlaczego :)


2. Nominacja do „15 faktów o mnie” od Wieszaka Mordercy (kreatywność przy wymyślaniu nicku level 100 xD)

Piętnaście faktów o mnie:

1. Mam bardzo dużą wadę wzroku, dlatego od wczesnego dzieciństwa noszę okulary.

2. Kiedyś wygrałam w szachy piątkę z angielskiego na koniec roku. Myślałam, że nauczycielka robi sobie jaja, mówiąc, że podniesie ocenę temu, kto z nią wygra (nikomu wcześniej się to nie udało). Dokonałam tego w szóstej klasie podstawówki.

3. W gimnazjum byłam prześladowana z powodu mojej inności.

4. Liceum wspominam jako jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Nieźle wtedy szalałam :]

5. Kiedyś na szkolnych zawodach dwukrotnie płynęłam w sztafecie na basenie, ponieważ nie było czwartego zawodnika. Wyglądało to tak, że startowałam, wyprzedzałam wszystkich, moje koleżanki zawalały sprawę, a ja znowu wskakiwałam do wody i odrabiałam straty. Miałyśmy pierwsze miejsce i do dzisiaj nie wiem czemu nas nie zdyskwalifikowali...

6. Byłam harcerką i nie wspominam tego za dobrze.

7. W jednej ósmej jestem Rosjanką. Z tego powodu chciałabym kiedyś nauczyć się języka rosyjskiego.

8. W podstawówce wygrałam konkurs plastyczny i mój rysunek do dzisiaj wisi w Urzędzie Miasta.

9. Moją pierwszą pracą było rozdawanie żelek dzieciom w sklepie obuwniczym.

10. Mój dziadek był komendantem policji – to po nim odziedziczyłam zamiłowanie do kryminałów :D

11. Trenowałam sztuki walki i uwielbiałam rzucać przeciwnikami o glebę. Kilku facetów przekonało się, że nie można mnie macać bezkarnie :]

12. Gdy zaszłam w ciążę moja rodzina była przerażona. Twierdzili, że taka wariatka jak ja nie będzie potrafiła zająć się dzieckiem. Teraz mnie podziwiają, że jestem totalnie wyluzowana i wychowuję córkę bez większych problemów xP

13. Moim środowiskiem naturalnym jest miasto. Przez większość życia nie miałam styczności ze wsią. Nikt z mojej żyjącej rodziny nie pracował nigdy na roli. Dlatego jestem nieźle zdezorientowana, gdy na spotkaniach rodzinnych mojego męża wszyscy zaczynają wspominać jak to się kiedyś orało, przędło czy wypasało krowy.

14. Zamierzam być niekonwencjonalną babcią, do której wnuki przyjeżdżają na sushi, sajgonki lub ramen zamiast na schabowego albo kaszankę.

15. Córka jest święcie przekonana, że wyglądam jak Roszpunka z „Zaplątanych”. Dzieci są słodkie kiedy kompletnie nie ogarniają rzeczywistości :P

3. Odpowiadam na pytania Schabowego 22 (czemu nie kaszanka albo mielony?)


Ulubiony smak (w sensie gorzki, słodki czy jaki?)

Powiem tak: jeśli mam wybierać słodki albo gorzki to wolę ten pierwszy. Nie ma opcji, abym sama wzięła do ust coś gorzkiego. Od razu robi mi się niedobrze :(

Najgorsza piosenka jaką słyszałaś.

Nie jestem w stanie podać konkretnej. Może opowiem za to jakiego gatunku nie znoszę. Mianowicie tradycyjnych pieśni japońskich śpiewanych przez stare Japonki. O ile uwielbiam ten kraj i kulturę to gdy słyszę ichniejsze „wycie” to mam ochotę uciec. Odkryłam ten fakt, gdy przygotowywałam zajęcia o gejszach. Przypomina mi to trochę kościelne zawodzenie polskich babć na wsi (takie z typowym przeciąganiem).

Czarny czy biały protest?

Pisałam o tym TUTAJ

Masz jakieś zwierzątko?

W kwestii formalnej to nie. Miałam psa, ale zaszłam w ciążę i wyjechałam z mężem do innego miasta. Dlatego zostawiłam moją puchatą kulkę rodzicom, tam jest o wiele szczęśliwsza.

poniedziałek, 31 października 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 40 – Piękna i Bestia


Wirowali łagodnie po sali wśród innych tańczących par. Hermiona czuła się jak pijana. Od zapachu perfum Gawaina kręciło jej się w głowie. Trzymał ją pewnie w swoich ramionach i dziewczyna zauważyła, że auror umie doskonale tańczyć. To była kolejna rzecz, której nie spodziewałaby się po kimś takim jak on. Od poniedziałku bez przerwy ją zaskakiwał. W zdecydowanej większości pozytywnie, co zmniejszyło dystans pomiędzy nimi. Hermiona sama już nie wiedziała czy to dobrze, czy to źle. Uniosła głowę i spojrzała się na swojego partnera. Gawain patrzył się na nią z wesołymi błyskami w oczach. Dziewczyna poczuła, że się czerwieni.
- Masz ochotę zrobić coś szalonego? – spytał się tajemniczo.
Nie chciała. Nie mogła. Nie powinna. Jej mózg krzyczał: powiedz nie!
- Tak – mruknęła cicho i spuściła skromnie oczy.

Poczuła jakby jej ciało nie chciało słuchać tego co mówi umysł. Tym bardziej, że Gawain złapał ją mocniej w talii i nadal tańcząc, poprowadził w stronę otwartych drzwi prowadzących do parku. Gdy przez nie przeszli dziewczyna poczuła, że Robards chwycił ją za dłoń. Zrozumiała, że powinna protestować, ale nie potrafiła wydobyć z siebie głosu. Zamiast tego posłusznie podążała za mężczyzną.
- Zamknij oczy – polecił, gdy zatrzymali się wśród drzew.
Zrobiła to co kazał i poczuła szarpnięcie typowe dla teleportacji. Jej stopy uderzyły w podłogę. Była pewna, że to nie był bruk albo ścieżka w lesie. Jej obcasy stuknęły o coś drewnianego. Nie czuła wiatru na twarzy, czyli musieli być w jakimś budynku.
- Gdzie jesteśmy? – spytała się nie otwierając oczu.
- W Wersalu – padła spokojna odpowiedź.

Hermiona rozejrzała się i pomimo mroku rozpoznała pomieszczenie. To była Galeria Zwierciadlana, miejsce które pamiętało wiele ważnych wydarzeń z historii Francji. Wypełniona lustrami, przepięknymi obrazami i złotymi rzeźbami. Była w niej sam na sam z Gawainem, ponieważ o tej porze pałac był zamknięty dla zwiedzających.
- Dlaczego zabrał mnie pan akurat tutaj? – spytała się niepewnie.
- Dałabyś spokój z tym panem – padła rozbawiona odpowiedź. – Czuję się przez to jak starzec, a ja jestem młody i w pełni sił. Mów mi po imieniu – poprosił.
- Skoro tak chcesz…  – przytaknęła Hermiona mimo poczucia, że nie powinna się zgadzać. – Dlaczego zabrałeś mnie akurat tutaj?
- Wiem, że cenisz piękno, a według mnie nie ma niczego piękniejszego niż Wersal – wyjaśnił Robards. – Musimy tylko uważać na mugoli, którzy pilnują to miejsce. A tak w ogóle to tutaj będzie przyjemniej tańczyć! – zaśmiał się i porwał Hermionę w ramiona.

Znowu zakręciło się jej w głowie. To wszystko było jak sen. Przepiękna sala, ona ubrana w sukienkę i on mający na sobie odświętną szatę, wirowali w tańcu bez żadnej muzyki. Robards znowu trzymał ja pewnie w ramionach, a ona ponownie czuła się odurzona jego perfumami. Zrozumiała, że nadal jest dla niego ważna. Gawain nawet nie starał się ukryć swoich uczuć do niej. Hermionie przestało to przeszkadzać. Wszyscy wokół niej mówili, że jest sztywna i powinna trochę korzystać z życia. Właśnie to robi. Ron nigdy nie wpadłby na taki pomysł. Owszem, często miał szalone plany, ale żaden nie był tak romantyczny i trafiony w jej gust.

W tym wszystkim brakowało tylko muzyki. Pierwsze co przyszło do głowy Hermionie to piosenka Celine Dion i Peabo Brysona pod tytułem „Beauty And The Beast”. Nie wiedziała z jakiego powodu zaczęła ją nucić. Może poczuła, że jest Bellą, a Gawain Bestią? W końcu uwodził i porzucał wiele młodych dziewczyn, ale pokochał tylko ją. Ona za to, tak samo jak bohaterka bajki, była zakochana w książkach, ceniła niezależność i inteligencję. A może przyczyną było podobieństwo ich sytuacji? W animacji Disneya Bella i Bestia także tańczyli w przepięknej sali, pełnej malowideł i złota. Tylko, że tamta była rozjarzona setkami świec i blaskiem wspaniałego żyrandola. Ta była pogrożona w półmroku. Świtało księżyca wpadające do środka poprzez wielkie okna odbijało się w lustrach co dawało efekt niesamowitości. Jakby nikt inny nie istniał, tylko ona i Gawain.

Hermiona zaczęła się zastanawiać czy auror będzie próbował zrobić coś więcej niż złapanie jej za rękę. Może będzie chciał ją pocałować? Oczywiście nie pozwoli mu posunąć się tak daleko. Odepchnie go z całej siły i przywoła do porządku! Przecież jest przyzwoitą dziewczyną i ma narzeczonego. Co z tego, że Ron nie dał znaku życia? Możliwe, że jest troszeczkę obrażony. Mogła bardziej okazać, że nie chce jechać.
- Ponuć jeszcze trochę – poprosił Gawain szeptem.
Ron wyparował w ciągu sekundy z głowy Hermiony. Czarownica zadrżała, gdy spojrzała na aurora. Zupełnie zapomniała o tym jak bardzo jest przystojny. On również patrzył się na jej twarz. Mimo panującego półmroku dziewczyna zobaczyła miłość w jego oczach. Poczuła przyjemny dreszcz podniecenia. Odważy się ją pocałować czy nie? Okoliczności były więcej niż sprzyjające. Bliżej już być nie mogą. Na co on czeka?

Sekundy mijały, ciągnąc się jakby czas postanowił zwolnić, ale Gawain nie wyglądał na zainteresowanego niczym innym niż tańcem. Hermiona opuściła głowę i stwierdziła z żalem, że nie jest Bellą. Nie miała na sobie złotej, balowej sukni. Tylko prostą, czarną sukienkę sięgającą do kostek, która doprowadzała Rona do szału. Uważał, że jego narzeczona powinna nosić weselsze kolory. Pozwalał sobie na kąśliwe uwagi, gdy patrzył jak się pakowała, że czerń, ciemny fiolet i granat są idealne dla starych bab. Hermiona uważała, że powinna ubierać się w to co łatwo dało dopasować do śnieżnobiałych koszul, które zajmowały połowę jej szafy. W pracy musiała wyglądać profesjonalnie, a dodatkowo nie lubiła się stroić. Ubrania miały być eleganckie i proste. Taką samą filozofię wyznawała w stosunku do swojej fryzury. Jej włosy nie były fantazyjnie upięte. Jedyne co potrafiła zrobić to kucyk, warkocz albo kok obwiązany grubą, atłasową frotką.
- Powiedz mi czemu Faxon nie mógł przyjechać – Hermiona poprosiła Gawaina, gdy zatrzymali się na środku Galerii Zwierciadlanej.
- Jego wnuczka miała wypadek i trafiła do Świętego Munga – wyjaśnił mężczyzna i wypuścił dziewczynę z ramion. – Jest jej jedyną rodziną po wojnie z Voldemortem. Kingsley zrozumiał sytuację i wysłał mnie zamiast niego.
- Naprawdę? – padło zdumione pytanie z ust czarownicy.

Nie była zaskoczona faktem, że jakaś dziewczyna mogła mieć tylko dziadka. Zdziwiło ją co innego. Przecież Kingsley wiedział jakie istnieje ryzyko wysłania jej z Gawainem! Dlaczego na to pozwolił skoro miał świadomość, że będą we Francji sam na sam?
- Tak, on sam kazał mi tu przyjechać – oznajmił Robards łapiąc dłoń Hermiony i umieszczając ją w zgięciu swojego łokcia. – Wcześniej odbył ze mną małą pogawędkę na temat mojego potencjalnego zachowania i zagroził, że mnie wyleje z ministerstwa jeśli się poskarżysz – dodał, gdy ruszyli w stronę najbliższych drzwi.
Hermiona pomyślała, że musi wyglądać naprawdę głupio z opadniętą szczęką. Z tego powodu szybko ją zamknęła i zamrugała gwałtownie oczami. Nie spodziewała się takiej szczerości ze strony Gawaina.
- Ja nie mam zamiaru się skarżyć – wyszeptała, gdy weszli do jednej z bocznych komnat.
- Obiecałem, że zostawię cię w spokoju… chyba, że sama będziesz czegoś chciała – wyjawił z nadzieją w głosie.

Twarz Hermiony przybrała kolor dojrzałej truskawki. Czując dreszcz emocji zrozumiała jak bardzo nudne prowadzi życie. Doszła do wniosku, że ma ochotę przeżyć przygodę. Miała jednak świadomość, że nie jest w stanie dać Gawainowi jakiegokolwiek znaku. Na razie musiało jej wystarczyć nocne spacerowanie po Wersalu, trzymanie go za ramię oraz wdychanie ukradkiem jego perfum. Nie zamierzała zdradzać Rona, chciała tylko aby Gawain ją raz pocałował. Była ciekawa jak to jest z innym mężczyzną. W planach miała, że od razu zaprotestowałaby, ale on sam musiał to zacząć. Przyzwolenie z jej strony nie wchodziło w grę.
- To jest sypialnia króla? – spytał się Robards, gdy minęli kolejne drzwi.
Hermiona była wdzięczna za zmienienie tematu. Zaczynało robić się naprawdę niezręcznie, a ona nie chciała przerywać nocnej przechadzki po Wersalu. Czuła, że to jest to. Coś, czego jej brakowało. Żałowała tylko, że Ron nie wpadł pierwszy na taki pomysł.

Godzina mijała za godziną, a Hermiona co raz bardziej zbliżała się do Gawaina. Doszło do tego, że biegali po salach trzymając się za ręce. Wprawdzie bardziej chodziło o to, aby umknąć kręcącym się po pałacu ochroniarzom, ale był to fakt, któremu dziewczyna nie mogła zaprzeczyć. Kilkukrotnie zmuszeni byli schować się za zasłonami, gdzie ciasno przytuleni czekali, aż mugole opuszczą pomieszczenie. W tych momentach serce Hermiony biło jak oszalałe i ona sama, mimo lekkich wyrzutów sumienia, chciała aby to wszystko trwało jak najdłużej. W międzyczasie podziwiali sztukę i szeptali ze sobą. Początkowo ich rozmowy dotyczyły pracy, ale szybko przeszli do mniej formalnych zagadnień. Hermiona bez większych problemów znalazła z aurorem wspólny język. Tak się zagadali, że nie zauważyli kiedy minęło pół nocy.
- Powinniśmy wracać – oznajmił Gawain patrząc na swój kieszonkowy zegarek. – Jest już po trzeciej…
- Och, no tak – wydukała czarownica.
Nie chciała wracać, ale wiedziała, że musi. To co stało się tej nocy było dla niej niczym najpiękniejszy sen.
- Teleportujemy się razem?
- Niech tak będzie.
Hermiona mocno ścisnęła dłoń Gawaina, a ten odwdzięczył się tym samym. Uśmiechnęli się delikatnie do siebie i sekundę później pojawili się przed hotelem w Chatelier.
- Dobranoc, Hermiono – powiedział auror zanim znikł za drzwiami swojego pokoju.
- Miłej nocy, Gawainie.

Czarownica weszła do swojego pokoju. Gdy tylko została sama poczuła, że zaczyna jaśniej myśleć. Co jej strzeliło do łba? Jak mogła znowu zacząć się zachowywać jak nastolatka? Przecież miała narzeczonego! Nie powinna w żaden sposób pozwolić sobie na fizyczny kontakt z Gawainem. To było nie w porządku wobec Rona. Wprawdzie chłopak nie dał znaku życia, ale to nie oznaczało, że ma się na nim mścić.
Gdy podeszła do łóżka zauważyła, że nie oddała Robardsowi jego szaty wyjściowej. Pożyczył ją Hermionie, gdy ta zmarzła w Wersalu. Z przyjęcia wyszła mając na sobie tylko sukienkę na cienkich ramiączkach. Gawain za to miał pod szatą koszulę z długimi rękawami więc bez wahania okrył zmarzniętą towarzyszkę. Czarownica stwierdziła, że auror już poszedł spać i nie było większego sensu aby go budzić. Przecież mogła oddać szatę rano.
- Ty też idź do łóżka – rozkazała sama sobie i szybko zrzuciła z siebie ubrania.

Biżuteria błyskawicznie podzieliła ich los. Równie szybko znikł makijaż z twarzy Hermiony. Naga stanęła przed łóżkiem i sięgnęła po piżamę. Nagle jej ręka zatrzymała się. Ta noc była pełna szaleństw. Dlaczego nie zrobić jeszcze jednego? Powoli siadła na brzegu łóżka. Ostrożnie dotknęła dłonią szatę aurora i pociągnęła po niej delikatnie palcami. Wciągnęła powietrze do płuc przesycone jego perfumami. Zamknęła oczy i powoli wypuściła powietrze. To co zamierzała zrobić było poniżej wszelkiej krytyki, ale ją podniecało. Położyła się nago na łóżku i owinęła ciasno szatą Gawaina, po czym zapadła błyskawicznie w sen.

Obudziło ją gwałtowne pukanie do drzwi. Była niezbyt przytomna, gdy wstała i prawie po omacku ruszyła w stronę wejścia, aby wpuścić gościa. Na swoje szczęście Hermiona spojrzała w lustro zanim dotknęła klamki. Widok nagiego ciała otrzeźwił ją natychmiast. Podobnie podziałała druga seria pukania.
- Hermiono! Śpisz jeszcze? – do uszu czarownicy dotarł głos Gawaina.
- Chwila! – krzyknęła i rzuciła się w stronę szlafroka.
Przebiegając koło łóżka zorientowała się, że szata aurora nadal na nim leży. Chwyciła ją błyskawicznie i powiesiła w szafie.
- Przespałaś śniadanie, dlatego kupiłem ci coś do jedzenia – oznajmił auror i wkroczył pewnie do jej pokoju. – O, widzę, że dostałaś wino od obsługi hotelu – stwierdził, gdy położył papierową torbę na stole.

Hermiona spojrzała na butelkę, do której doczepiona była karteczka z podziękowaniem za pobyt. W ogóle jej nie zauważyła. Teraz miała jednak inny problem na głowie. Stała blisko Gawaina prawie kompletnie naga. Bez makijażu, z rozczochranymi do granic możliwości włosami.
- Dziękuję, jesteś naprawdę… miły - w porę ugryzła się w język, aby nie powiedzieć „kochany”.
- Masz tutaj rogaliki i sok jabłkowy. Tylko tyle potrafiłem poprosić po francusku w sklepie – wyjaśnił auror z przepraszającym uśmiechem i ujrzał niepewną minę dziewczyny. – Ekhm, może ja sobie pójdę i wrócę jak zjesz. Na pewno chcesz wziąć prysznic i tak dalej…
- Och, nie! – zaprotestowała Hermiona. – To znaczy tak! Chcę wziąć prysznic – zaczęła się plątać. – To potrwa chwilkę. Zapewniam cię. Usiądź sobie i zaraz do ciebie przyjdę! – oznajmiła po czym złapała pierwszą lepszą sukienkę z brzegu i pobiegła do łazienki.

Hermiona nie mogła sobie przypomnieć kiedy ostatnim razem ogarnęła się w równie rekordowym tempie. Bardzo pomógł jej w tym fakt, że zapomniała wziąć ze sobą bieliznę. Dzięki temu zyskała jakieś czterdzieści pięć sekund, które zmarnowałaby na założenie jej. Włosów nie myła, postanowiła zrobić warkocz. Makijaż ograniczyła do niezbędnego minimum, tusz do rzęs i błyszczyk musiały wystarczyć. Czuła, że powinna jak najszybciej pojawić się w pokoju. Musiała porozmawiać jeszcze trochę z Robardsem. Bez Rona w pobliżu mogła podyskutować na niedokończone tematy. Gdy wróci do Anglii nie będzie miała ku temu okazji. Jej narzeczony już się o to postara.
- Szybka jesteś – skomentował z podziwem Gawain, a Hermiona zaczęła się modlić, aby nie zauważył braku bielizny.
- Nie chciałam abyś długo czekał – wyjaśniła.
- Wiesz, że jestem bardzo cierpliwy.

Ta wypowiedź połączona ze znaczącym spojrzeniem dała Hermionie do zrozumienia, że jeszcze nie odpuścił. Ciągle czekał na jej znak. Dziewczyna udała, że tego nie zauważyła i usiadła przy stole naprzeciwko aurora. Wyciągnęła z torby croissanta i ugryzła go.
- Nie wiesz czy przypadkiem nie było do mnie sowy? – spytała się z nadzieją w głosie, gdy przełknęła kęs.
- Wiem – odparł Gawain ze spokojem. – W recepcji nie było do ciebie żadnej wiadomości.
Hermiona poczuła, że jej dobry humor odlatuje w nieznane. Naprawdę Ron aż tak się na nią obraził? Jak ma do niego dotrzeć skoro nawet nie chce dać znać, że żyje? To było nie w porządku z jego strony. Popatrzyła się smutno na rogalika i poczuła, że robi się jej niedobrze. Ile razy będą się kłócić? Może rzeczywiście lepiej skończyć ten związek?
- Nie martw się – czarownica usłyszała kojący głos Gawaina. – Przejdzie mu.
- Mam taką nadzieję – mruknęła.
- Nie lubię patrzeć jak jesteś smutna – oznajmił auror wstając.

Hermiona popatrzyła się jak podchodzi do barku, wyjmuje z niego korkociąg i dwa kieliszki. Wszystko to, łącznie z różnymi rodzajami alkoholi, stanowiło wyposażenie pokoju.
- Zjedz tego rogalika, a ja w tym czasie pójdę po moje wino – orzekł. – Uważam, że powinniśmy wypić po małym kieliszku w ramach uczczenia naszego dyplomatycznego sukcesu.
- Otwórz moje – poprosiła dziewczyna i ugryzła kolejny kęs pieczywa.
- Nie chcesz go zabrać do domu?
- Kupię sobie jakieś w Paryżu – machnęła ręką.
- Jak chcesz.
Po chwili przed Hermioną pojawił się kieliszek czerwonego wina. Dziewczyna stuknęła nim o naczynie Gawaina i pociągnęła łyka. Nie było złe, piła zarówno lepsze jak i gorsze. Wzięła drugi łyk i poczuła, że zaczyna się rozluźniać.
- To był dobry pomysł – oznajmiła. – Czasem tylko alkohol pomaga na nerwy.
- A czasem zmiany w życiu – dodał auror i uśmiechnął się znacząco.

Hermiona znowu uznała, że nie ma co wdawać się w wymianę zdań z podtekstami. Zamiast tego zajęła się jedzeniem croissanta. W międzyczasie myślała nad tematem do rozmowy. Czy powinna dokończyć dyskusję na temat architektury baroku, czy portretów wiszących w Wersalu? Jedno i drugie było fascynujące, tym bardziej, że Gawain dość dobrze orientował się w tych sprawach. Wprawdzie znał się głównie na swoich pamiątkach rodzinnych, ale opowiadał o wszystkim w tak fascynujący sposób, że Hermiona słuchała go z nieukrywaną przyjemnością. W końcu podjęła decyzję i po chwili żartowała z aurorem jakby byli tylko najlepszymi przyjaciółmi. W międzyczasie wypili wino i Gawain dolał im kolejną porcję. Hermiona patrzyła się na niego i podziwiała jego zręczne ruchy. Dzięki temu, że był czarodziejem był bardziej sprawny niż mugole w jego wieku. Inteligentny, umiejący się zachować, oczytany i pewny siebie. Fakt, że był podobny do Richarda Gere w ogóle nie przeszkadzał dziewczynie. Uznawała, że to był kolejny atut, który ciężko było pobić Ronowi.

Ta myśl ugodziła Hermionę niczym celnie rzucona klątwa. Zrozumiała, że spędziła ostatnie minuty na podświadomym porównywaniu Gawaina ze swoim narzeczonym. Wszystko było przeciwko Ronowi. Nie miał prawie ani jednej cechy, który by jej pasowała. Popatrzyła się na pierścionek zaręczynowy na swoim palcu. Nagle zaczął ją parzyć jakby był zrobiony z roztopionego metalu. Zrozumiała, że tak naprawdę wcale nie chce wyjść za Rona. To było takie oczywiste, a ona tak długo ignorowała swoje uczucia do Gawaina. Tylko on może jej dać to, czego najbardziej pragnie. Ron był nieokrzesany, mało inteligentny, zapalczywy i nigdy nie trzymał języka za zębami. Nie to co Robards, który miał wszystko: umiał się zachować, był bogaty oraz zajmował wysokie stanowisko w Ministerstwie Magii. Z takim mężczyzną będzie mogła zwojować świat. Dlatego wstała z krzesła, podeszła powoli do aurora i chwyciła delikatnie jego twarz w swoje dłonie.
- Co ty robisz? – wyszeptał zaskoczony.
- Chcę ciebie – odparła i pocałowała go.

Ku jej zdziwieniu Robards odsunął ją od siebie i spojrzał na nią badawczo.
- Jesteś pewna? – spytał nieufnie. - Zerwiesz z narzeczonym?
- Oczywiście! Nie chcę mieć z tym kretynem nic wspólnego – odparła bez cienia wątpliwości.
- Nie wierzę – Gawain wyglądał na kompletnie zaskoczonego.
- Uwierz. Po ostatniej nocy zrozumiałam, że nic mnie przy nim nie trzyma.
Hermiona zdjęła z palca pierścionek zaręczynowy i rzuciła go za siebie. Od razu poczuła wielką ulgę. Następnie złapała aurora za rękę i pociągnęła w stronę łóżka. Mężczyzna nie stawiał oporu i chociaż nadal miał zaskoczony wyraz twarzy, dał się zaprowadzić w drugi kąt pokoju. Tam złapał ją w pasie i popatrzył się prosto w oczy.
- Obiecujesz, że z nim zerwiesz i będziesz ze mną? Muszę mieć stuprocentową pewność!
- Tak – wymruczała i rzuciła się mu na szyję.

Wylądowali na miękkim posłaniu całując się namiętnie. Hermiona nie czekała na kolejne pytania. Szybko zaczęła rozpinać guziki jego koszuli. Gawain przestał mieć wątpliwości i przyłączył się ochoczo do rozbierania.
- Nie nosisz bielizny? – zauważył, gdy zdjął z czarownicy sukienkę.
- Dzisiaj jej zapomniałam – wyjaśniła dziewczyna i zachichotała.
Rzuciła koszulę aurora, a ta wylądowała na fotelu. Po niedługim czasie dołączyły do niego spodnie. Atmosfera robiła się co raz bardziej gorąca i Hermiona poczuła, że jest podniecona jak nigdy w życiu. Nie mogła się doczekać, aż ona i Gawain staną się jednością. On jednak nie śpieszył się. Był czuły i delikatny, co doprowadzało czarownicę do szaleństwa. Miała ochotę krzyknąć, aby się pośpieszył. Jednocześnie bała się coś zepsuć między nimi. W końcu był to ich pierwszy raz.

Nigdy wcześniej nie czuła takiej przyjemności. Gawain był mistrzem w tym polu. Zupełnie nie przeszkadzał jej fakt, że auror był w wieku jej ojca. Nie miał ciała niczym dwudziestolatek, ale przecież liczyła się technika i doświadczenie. W tych sprawach Ron nie mógł się z nim równać. Robards pokrywał pocałunkami górną połowę jej ciała i schodził co raz niżej. Raz po raz Hermioną wstrząsały przyjemne dreszcze.
- Niech mnie Salazar… - jęknęła cicho, gdy poczuła jego język między nogami.
Teraz na pewno skończy! Nie było mowy, aby wytrzymała dłużej! Postanowiła, że pomyśli o czymś nieprzyjemnym, aby odsunąć od siebie podniecenie. Zaczęła intensywnie próbować, ale nie mogła się skupić na niczym innym niż na przyjemności płynącej z seksu. W akcie desperacji przywołała w pamięci twarz Rona. To był zły pomysł. Ledwo sobie o nim przypomniała, gdy zrozumiała, że pójście do łóżka z Gawainem przed zerwaniem to zdrada. Poczuła, że śniadanie podchodzi jej do gardła. Wyrwała się aurorowi i rzuciła się w akcie desperacji za krawędź łóżka. Na drewnianej podłodze wylądowało wino z przetrawionymi resztkami croissanta.

Poczuła, że Gawain położył dłonie na jej ramionach. Od razu zauważyła, że nie sprawiło jej to przyjemności. Przeciwnie. Poczuła dreszcz obrzydzenia, który wstrząsnął jej nagim ciałem. Co w nią wstąpiło? Jak mogła rzucić się na Robardsa? Przecież była z Ronem!
- Zostaw mnie – oznajmiła lodowatym tonem i sięgnęła po sukienkę, którą natychmiast założyła.
- Hermiono, co się dzieje? – spytał się zdezorientowany auror.
Dziewczyna starała się na niego nie patrzeć. Wzięła różdżkę leżącą na stoliku nocnym i zaklęciem usunęła swoje niedawne śniadanie z podłogi. Pociągnęła łyka soku jabłkowego mając nadzieję, że to powstrzyma kolejną falę mdłości. Do jej oczu napływały łzy wstydu.
- O co ci chodzi? Zrobiłem coś źle?

Hermiona milczała. Czuła się zupełnie inaczej. Jeszcze pięć minut temu była w stu procentach pewna, że chce uprawiać seks z Gawainem i nie czuła nawet najmniejszych wyrzutów sumienia, że zdradza Rona. Teraz uczucia powróciły i coś mówiło jej, że te są prawdziwe. A skoro tamte nie były jej…
- Amortencja – wyszeptała.
- Słucham? – zdziwił się Gawain i zaczął iść w jej stronę.
- Dodałeś mi amortencji do wina! – Hermiona wrzasnęła i usiadła ciężko na podłodze przerażona własną naiwnością. – To dlatego nagle mi odbiło!

Gawain błyskawicznie podszedł do niej. Złapał za ramiona i potrząsnął, aby zmusić do spojrzenia na niego.
- Nigdy bym niczego takiego nie zrobił! – zapewnił rozgorączkowanym tonem.
- Nie wierzę!
- Mogę przysiąc! Na wszystko! – oznajmił auror z naciskiem. – Kocham cię i nigdy w życiu bym tak nie postąpił! Nie miałem kiedy ci czegoś dolać!
- Masz zręczne palce – odparła Hermiona i zarumieniła się pod wpływem dwuznaczności tego stwierdzenia.
- Może wczoraj w nocy także ci coś dolałem? – Gawain naburmuszył się i ruszył na poszukiwanie bielizny. – Zdaje mi się, że sama trzymałaś mnie za rękę podczas bieganiny po Wersalu.
- To było… konieczne. Inaczej mogłam się przewrócić w szpilkach i mugole nakryliby nas – odparła speszona.

Gawain popatrzył się na nią z miną mówiącą „nie wciskaj mi kitu”. Obydwoje wiedzieli, że gdyby chciała to zdjęłaby niewygodne obuwie albo przetransmutowała je w coś innego.
- A może po prostu alkohol sprawił, że zrozumiałaś co do mnie czujesz? – zauważył auror podczas zakładania spodni.
Hermiona nie była przekonana. Nie upiłaby się taką małą ilością wina. W międzyczasie zjadła croissanta, gdyby piła na pusty żołądek to istniałaby taka możliwość. Nic nie tłumaczyło dlaczego poczuła jakby przestała kochać Rona.
- Niemożliwe – odparła z pewnością w głosie.
- Ostatnim razem jakoś ci nie przeszkadzało, że masz chłopaka – wypomniał jej Gawain. – Podejrzewam, że tym razem było tak samo. Kiepsko ukrywasz uczucia do mnie. Zdecyduj się wreszcie kogo wybierasz, ponieważ to zaczyna robić się co raz bardziej męczące!
- Wcale nic do ciebie nie czuję! - Hermiona zaprotestowała gwałtownie.
Te słowa podziałały na aurora jak płachta na byka. W ciągu chwili pojawił się koło dziewczyny i złapał ją za nadgarstki. 
– Jesteś pewna, że nic? – zapytał ochrypłym szeptem, po czym przycisnął ją całym ciałem do ściany i zaczął gwałtownie całować po szyi.

Hermiona miała ochotę go odepchnąć, ale nie dawała rady. Jej ciało przeszył taki dreszcz rozkoszy, że poczuła się kompletnie bezsilna. Pożądanie wróciło z podwójną mocą. Czarownica nie mogła się uspokoić i przywołać w myślach twarzy Rona. Tym razem to nie zadziałało. Rozluźniła się i zaczęła szybciej oddychać. To sprawiło, że Gawain puścił jej ręce.
- Czyli mówisz, że teraz też ci coś dałem? – spytał się z ironią.
- Nie… - wyjęczała marząc o kolejnej porcji pieszczot.

Ku jej zdumieniu Gawain przytulił ją mocno do siebie. Przyłożył jedną dłoń do jej policzka, a drugą zaczął delikatnie gładzić jej plecy.
- Nie chcę abyś była ze mną tylko dlatego, że mnie pożądasz – wyszeptał łagodnie. – Przemyśl wszystko i jeśli zdecydujesz się na mnie to wiesz gdzie mnie szukać.  
Odsunął Hermionę od siebie ciągle patrząc jej w oczy. Zapiął koszulę, wziął swoją różdżkę i przywołał szatę wyjściową, która posłusznie wyskoczyła z szafy. Wychodząc złożył na ustach zastygłej w bezruchu dziewczyny delikatny pocałunek.
- Do zobaczenia w poniedziałek – powiedział i z ociąganiem ruszył ku drzwiom.
Hermiona patrzyła jak Gawain wychodzi. Stała jak słup soli tam gdzie ją zostawił. Rozgrzaną i ciężko dyszącą.
- Co ja mam robić? – spytała pustego pokoju i zaczęła płakać.