Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ron. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 9 – Hogwart


Wielka Sala wyglądała tak jakby nigdy nie rozegrała się w niej walka. Cztery długie stoły, każdy dla innego domu, zajmowały większą część powierzchni. Przy ścianie naprzeciwko wejścia stały stoły dla nauczycieli i podium dla dyrektora szkoły. McGonagall wygłosiła długą mowę powitalną na temat tego co przyniesie przyszłość i jakie zmiany nastąpią po zakończonej wojnie. Hermiona zauważyła, że eliksirów nadal uczy Horacy Slughorn. Na miejsce zmarłej Aurory Sinistry przybyła czarownica w średnim wieku, która została przedstawiona uczniom jako Alvina Cyndeheard. Firenzo został przyjęty z powrotem do stada, co było wyraźnie na rękę Sybilli Trelawney, która siedziała na swoim miejscu z zadowoloną miną. Nowym nauczycielem Obrony przed Czarną Magią pozostał Oscar Williamson. Hermiona od razu rozpoznała w nim aurora, którego często widziała w Ministerstwie Magii. Mężczyzna mógłby być bratem Lucjusza Malfoya. Obydwaj byli wysocy, mieli identyczne, długie blond włosy oraz byli podobni z twarzy. Jednak profesor Williamson sprawiał wrażenie o wiele sympatyczniejszej osoby. Wskazywało na to upodobanie do czerwonych szat, szeroki uśmiech wysłany w kierunku uczniów i wesołe błyski w orzechowych oczach.
- Ciekawe czy klątwa Voldemorta przestała działać i gość przeżyje ten rok? –mruknęła Ginny pamiętając co mówił na ten temat Harry.
- Skoro zginął to bardzo możliwe, że przestała. Chociaż nie można mieć stuprocentowej pewności – odrzekła tonem znawcy Hermiona.
- Mam nadzieję, że wszystko wróci do normalności – dodał z nadzieją w głosie Neville.

Gdy Ginny z Hermioną przyszły na peron 9 i ¾ były zdumione widząc Neville’a szykującego się do wejścia do pociągu. Wyjaśnił im w przedziale, że w ostatnich chwili postanowili razem z Luną dokończyć szkołę. Niewielu uczniów czystej krwi zrobiło to samo co oni. Większość uznała, że skoro uczyli się w szkole i mają małe braki to równie dobrze mogą siedzieć w domu i tam uczyć się do egzaminów. Sytuacja mugolaków była inna. Nie wolno im było uczęszczać do Hogwartu w tamtym roku szkolnym więc niejako zostali zmuszeni przez sytuację do powrotu do szkoły. Tak było, między innymi, z Deanem Thomasem który dziwnie wyglądał bez towarzystwa Seamusa Finnigana.

Kolejną niespodzianką dla Hermiony było to, że została z Nevillem prefektami naczelnymi. Była bardzo dumna z siebie gdy otrzymała list z Hogwartu, a w niej odznakę. Ron trochę się z niej z tego powodu nabijał, ale przyznał, że McGonagall nie mogła wybrać nikogo innego. Jednakże Hermiona zmuszona była zrezygnować z tej funkcji. Oprócz prestiżu i wielu udogodnień (zwłaszcza jeśli chodzi o korzystanie z luksusowej łazienki) tytuł ten wiązał się z dodatkową pracą: patrolowaniem nocą korytarzy, omawianiem bieżących spraw szkoły z profesorami czy pisaniem raportów na temat nałożonych szlabanów i złego zachowania uczniów. Długo analizowała całą sytuację i stwierdziła, że tę funkcję może sobie odpuścić. Oprócz owutemów miała na głowie sprawę Snape’a, co chwilę była wzywana do Ministerstwa Magii jako świadek w procesach śmierciożerców, zaś ostatnia rozprawa Umbridge została wyznaczona na 29 września.  Z bólem serca napisała do profesora Flitwicka – obecnie zastępcy dyrektora, że bardzo dziękuje, ale jest zmuszona odstąpić miejsce komu innemu.

Po skończonej uczcie powitalnej uczniowie ruszyli ku swoim dormitorium. Czekając aż tłum w drzwiach się przerzedzi, Hermiona pogadała jeszcze chwilę z Luną która podeszłą do Neville’a aby dać mu buziaka na dobranoc.
- Wiecie kto jest drugim prefektem naczelnym? – spytała się swoim zwykłym, rozmarzonym głosem.
- Kto?
- Hanna Abott.
- Uczciwa i pracowita dziewczyna – stwierdził Neville.
- Zawsze miała dobre stopnie – dodała Hermiona przesuwając się bliżej drzwi.
- Nudna jak flaki z olejem – dogryzła jej ze złośliwym uśmiechem Ginny.
- Coś w tym jest… ale nawet nudni ludzie mogą nas zaskoczyć – oznajmiła Luna gdy wyszli z Wielkiej Sali. – Do zobaczenia! – krzyknęła i zniknęła w bocznym korytarzu.
- Uwielbiam ją – powiedział rozkochanym tonem Neville.

Następnego ranka Hermiona z Ginny wstały wcześnie. Napisały wspólnie list do Rona i Harry’ego, a następnie puściły sowę. W dobrych humorach, plotkując i śmiejąc się, zeszły na śniadanie. Tam zauważyły przybitego Neville’a, który siedział z pochmurnym wyrazem twarzy i dziobał ze złością jajecznicę z bekonem.
- Co się stało? – spytała się Ginny.
- To niesprawiedliwe.
- Co?
- Że musimy siedzieć przy swoich stołach.
Patrzył się na Lunę, która spokojnie smarowała grzanki masłem. Jako pogodna i bezstresowa osoba nie miała takich problemów jak jej chłopak. Ginny popatrzyła się na Neville’a ze zdziwieniem.
- Przecież możesz czasem do niej pójść.
- Czasem! Ja chcę ciągle z nią siedzieć!
- Rzeczywiście to trochę bez sensu – mruknęła Hermiona ogarniając wzrokiem uczniów jedzących śniadanie.
- A ja wiem co zrobić! – stwierdziła Ginny. – Bierzcie swoje talerze! Przesiadamy się, czas na małą rewolucję!
Neville’owi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wziął swój talerz i ruszył z dziewczynami w stronę Luny.
- Robicie reorganizację? – spytała się z uśmiechem gdy usiedli koło niej. – Super!
- A tak! – odparła wesoło Ginny. – Stara gwardia powinna trzymać się razem.
Na te słowa Luna podskoczyła i stanęła na ławie. Przyłożyła dłonie do ust i krzyknęła:
- Gwardia Dumbledore’a siedzi razem!

Na chwilę w Wielkiej Sali zrobiło się zupełnie cicho. Każdy uczeń oderwał się od swojego talerza i patrzył się na nią. Nauczyciele zastygli w bezruchu, większość z nich miała minę jakby pomyśleli, że dziewczyna zwariowała. Ciszę przerwał Dean Thomas, który jako pierwszy wstał ze swoim talerzem i dosiadł się do stołu Krukonów. Zaraz za nim zrobił to samo Denis Creevey. Wielka Sala wypełniła się podnieconymi szeptami i odgłosami przesiadających się uczniów. Gdy do Gwardii Dumbledore’a dołączyli jeszcze Justyn Finch-Fletchley, Ernie McMillan i Hanna Abott podeszła do nich Minerwa McGonagall.
- Możecie mi powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi? – zapytała z marsową miną. – Czemu burzycie ponad tysiącletnią tradycję?
- Reagujemy na pani wczorajszą przemowę pani dyrektor – odpowiedziała Luna z powagą.
- Tak, to jest jedna z tych rzeczy, które trzeba koniecznie zmienić! – poparła ją Ginny.
- Może gdyby każdy siedział gdzie chce, domy byłyby mniej podzielone… mam na myśli zwłaszcza Slytherin – dodała Hermiona patrząc się w stronę stołu pod ścianą.

Minerwę McGonagall na moment zatkało, było widać że jest kompletnie zaskoczona. Gwardia z niecierpliwością czekała na to co dyrektorka powie na ich argumenty. Reszta uczniów spoglądała na tę scenę z wielkim zainteresowaniem.
- Słuchajcie! – zagrzmiała po dłuższej chwili. – Od dzisiaj… możecie siadać gdzie chcecie!
Po tym zdaniu zapanował jeden wielki krzyk. Gwardia Dumbledore’a wstała i zaczęła wiwatować. Reszta uczniów, w zdecydowanej większości, popierała ten pomysł i zaczęła się przesiadać.
- CISZA! – dyrektorka musiała użyć zaklęcia aby przekrzyczeć wrzawę. – Ale to dotyczy tylko zwykłych dni! W święta i w wyjątkowych okolicznościach widzę każdego ucznia przy swoim stole!
Hermiona wyszczerzyła zęby do Ginny, a ta odwzajemniła uśmiech. Rewolucja się udała, a one wiedziały, że po lekcjach wyślą drugą sowę do swoich chłopaków.

***

Po pierwszych dwóch tygodniach nauki Hermiona stwierdziła, że jest w swoim żywiole. Tęskniła za tymi grubymi murami mimo, że były świadkami okropnej bitwy. Brakowało jej mundurka szkolnego dzięki któremu nigdy nie traciła czasu na zastanawianie jak się ubrać. W przeciwieństwie do większości uczniów lubiła pisać długie wypracowania i czytać w bibliotece opasłe księgi. Obecność Ginny w dormitorium bardzo jej odpowiadała. Tyle razy mieszkały razem w czasie wakacji, że czuły się doskonale w swoim towarzystwie. W poprzednich latach Lavender i Parvati nie raz zaszły jej za skórę, gdy chciała się uczyć, a one szczebiotały o chłopakach lub ciuchach.

Nauki w ostatniej klasie było bardzo dużo. Wszyscy nauczyciele ostrzegali, że czeka ich ciężka harówka. Hermiona była spokojna o to, że zda. Wiedziała, że będzie mocno zajęta dlatego zaczęła się uczyć już w czerwcu. Nie wiedziała tylko czy uda się jej zdobyć najwyższe stopnie. Bardzo tego pragnęła, ale miała na głowie zobowiązania. Postanowiła nie brać na siebie już niczego więcej, nawet jeśli całe Ministerstwo z Harrym na czele będzie błagać ją na kolanach.


Jedynym wyjątkiem wśród nauczycieli był Horacy Slughorn. Zamiast straszyć klasę zbliżającymi się egzaminami powiedział, że wierzy w swoich uczniów. Argumentował to tym, że większość dostała ocenę „wybitny” z SUMów więc są na tyle inteligentni aby samemu zdobywać wiedzę. On jest tylko od tego aby dawać wskazówki i pomagać w razie potrzeby. Dlatego przydzielał uczniom zadania do zrobienia na lekcji, a sam podchodził do wybranych osób i starał się ich zagadywać na temat co słychać u Harry’ego i innych wybitnych, według niego, byłych uczniów Hogwartu. W poniedziałek stanął przy kociołkach Hermiony i Ginny aby oświadczyć im, że mają się pojawić na pierwszym spotkaniu Klubu Ślimaka, które odbędzie się w sobotę.

- Nie ma możliwości abym przyszła – oświadczyła Hermiona gdy wyszły z lochów. – Nie mam czasu na pogaduszki nad rosołkiem i kandyzowanymi ananasami.
- Zaprosił także Lunę i kazał jej przyjść z Nevillem, może być fajnie.
- Myślałam, że pójdziemy wtedy do Hogsmeade na szybkie piwo kremowe. Chciałam zaprosić Harry’ego i Rona…
- Pierwsze wyjście do Hogsmeade jest dopiero w październiku – powiedziała Ginny wzdychając ciężko.
- Skąd wiesz?
- Od McGonagall, powiedziała na spotkaniu prefektów.
- Czasem żałuję, że z tego zrezygnowałam… – westchnęła Hermiona z żalem.
- A ja zaczynam żałować że zostałam prefektem i kapitanem drużyny jednocześnie ponieważ nie mam na nic czasu. Ciągle mnie wszyscy męczą o miejsce w zespole - jęknęła Ginny. – Nie mogę się skupić na nauce, a testy nowych członków długo trwają.

Większość uczniów z niecierpliwością czekało na wybory drużyn, a później na rozgrywki pomiędzy domami. Ginny miała zamiar przeegzaminować sporą ilość koleżanek i kolegów z Gryffindoru. Ze starego składu został Richie Coote z szóstego roku oraz Jimmy Peakes z piątego, którzy byli pałkarzami oraz o rok młodsza od Ginny Demelza Robins, która grała na pozycji ścigającego. Pierwszym problemem, przed którym stanęła nowa kapitan było to, że do zespołu kandydował Dean Thomas. Był już ścigającym w drużynie i dobrze się sprawował, jednakże jako były chłopak Ginny mógł być słabym ogniwem w czasie gry. Oprócz umiejętności sportowych, zespół musiał się dobrze dogadywać. Wszelkie spory nie były dobrze widziane ponieważ mogłyby doprowadzić do przegranej (na przykład jak wtedy gdy Cormac McLaggen uderzył Harry’ego pałką). Ginny nie była pewna czy ich wspólna przeszłość nie odbije się na jakości gry. Z drugiej strony jak na razie był najlepszym kandydatem. Razem z Demelzą dały mu niezły wycisk na boisku i nie tylko wytrzymał jako jeden z nielicznych, ale i świetnie z nimi współpracował.
- Nadal nie wiem co zrobić z Deanem Thomasem – powiedziała strapiona do Hermiony.
- Może porozmawiaj z nim o tej sytuacji w cztery oczy.
- Chyba będę musiała…
- Nie wygląda jakby był nadal zły na ciebie – stwierdziła Hermiona.
- Mam taką nadzieję – mruknęła Ginny. – Jak skończę testy na pozycję obrońcy i szukającego to zajmę się nim.
- A ja pójdę dzisiaj po lekcjach do profesor McGonagall i poproszę o pozwolenie na pójście do Hogsmeade w sobotę.
- Nie uważasz, że to trochę irytujące, że jesteśmy pełnoletnie a potrzebujemy pozwolenia?
- Takie są zasady tej szkoły i ja je akceptuję.
- No tak… wiedziałam, że tak powiesz.
- Jeśli się zgodzi napiszę do Harry’ego i Rona czy będą mieli czas wpaść na małe piwko kremowe.
- Och! Mam nadzieję, że ci się uda! – pisnęła z nadzieją w głosie Ginny.

***

Z oddali dobiegała muzyka. Ginny z Hermioną zbliżały się szybkim krokiem do jej źródła, którym był gabinet profesora Slughorna. Były mocno spóźnione, ale zatrzymały się przed drzwiami aby chwilę odsapnąć.
- Mówiłam ci, że nie mam ochoty na tę imprezę – warknęła Hermiona.
- A ja ci mówiłam, że masz przyjść bo za dużo siedzisz w książkach i musisz się trochę wyluzować – wydyszała Ginny.
Profesor McGonagall udzieliła pozwolenia na wyjście do Hogsmeade dla dziewczyn. Hermiona od razu pobiegła wysłać sowy do Harry’ego i Rona. Zadowolona z siebie otworzyła wiadomości zwrotne podczas śniadania. Wtedy mina jej zrzedła ponieważ okazało się, że Harry ma w sobotę służbę w Ministerstwie Magii i nie może wziąć wolnego ponieważ tak podpadł Robardsowi obroną Snape’a, że ten zgrzyta zębami na jego widok. Ron zaś musiał pracować w sklepie ponieważ George rozchorował się i nie był w stanie wyjść z łóżka. Ginny pocieszała ją tym, że mogą iść na spotkanie Klubu Ślimaka, ale Hermiona nie chciała o tym słyszeć. Zakopała się w książkach i nic nie było w stanie jej od nich oderwać. Gdy Ginny wracała wieczorem z testów do drużyny Quidditcha lub spotkań prefektów, Hermiona albo się uczyła albo szukała kolejnych artykułów przydatnych do obrony Snape’a. W sobotę od wczesnego rana robiła to samo. Wtedy Ginny nie wytrzymała i zmusiła Hermionę do uczesania się, pomalowania i wciśnięcia w sukienkę. Następnie zaciągnęła ją przed gabinet profesora.
- Właź i nie marudź! – powiedziała i wepchnęła ją przez drzwi.
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! – zagrzmiał chór głosów i zaskoczona Hermiona została obsypana konfetti.
- Co wy tu robicie? – spytała się Rona i Harry’ego, którzy stali i szczerzyli się do niej.
- Panno Granger, w imieniu swoim i wszystkich zebranych tu osób chciałbym życzyć ci wszystkiego najlepszego z okazji twoich dziewiętnastych urodzin – powiedział oficjalnym tonem Horacy Slughorn i podał jej ramię.
- Och! Dziękuję – wydyszała i złapała jego ramię.
Dopiero wtedy zauważyła wielki transparent na ścianie z napisem „Wesołych urodzin”. Pod nim stał stół gdzie były ułożone potrawy w formie szwedzkiego stołu, a w samym centrum pysznił się trzypiętrowy tort. Patrząc na jego wykonanie Hermiona była pewna, że jest to dzieło pani Weasley. Slughorn jednym machnięciem różdżki zapalił na nim świeczki.
- Dmuchaj dziewczyno! I niech się spełnią wszystkie twoje marzenia! – powiedział uroczystym tonem.

Gdy to zrobiła rozległa się burza oklasków po czym zebrani rzucili się aby złożyć jej życzenia i dać prezent. Ron jako pierwszy do niej podskoczył i złożył na jej ustach długi pocałunek, a następnie pomagał w układaniu kolejnych paczek, które miały zostać przetransportowane do dormitorium Gryffindoru przez skrzaty domowe. Harry i Ginny podeszli jako jedni z ostatnich gości.
- Dobra! Mów jak to zorganizowałaś!
- A skąd wiesz, że to ja? – spytała się Ginny z miną niewiniątka.
- Ponieważ powiedziałaś mi we wtorek, że idziesz na spotkanie prefektów, a Neville o nim nie wiedział, gdy spotkałam go w pokoju wspólnym. Myślałam, że po prostu zapomniał, ale teraz sądzę, że poszłaś do profesora Slughorna aby uknuć z nim spisek.
- Masz rację, to mój pomysł. Byłaś zdołowana, że nie możesz się spotkać z Ronem więc postanowiłam działać. Poszłam do profesora aby przekonać go do zrobienia ci przyjęcia – niespodzianki. Wtedy zagadnęłam go czy przypadkiem nie zna Gawaina Robardsa. Okazało się, że był jednym z jego ulubieńców. Obiecał mi napisać do niego aby zwolnił Harry’ego z obowiązków…
- … które mam odpracować w niedzielę i przy okazji wyczyścić toalety – mruknął Harry.
- Potem przekonałam Billa aby zajął miejsce Rona w sklepie. Pomyślałam, że skoro w pracy ciągle widzi jak przelicza się pieniądze to w sprzedaży sobie poradzi…
- … a jak nie to George przekręci mnie na lewą stronę – dodał Ron.
- Następnie poinformowałam wszystkich zaproszonych aby mieli czas kupić ci prezenty – Ginny uśmiechnęła się promiennie do Hermiony. – Genialna jestem, nie?
- Dziękuję, jesteś wspaniała – Hermiona odwzajemniła uśmiech i przytuliła ją. – Jesteś moją najlepszą przyjaciółką…
- Przepraszam, ale jeszcze ja mam coś dla panny Granger – dziewczyny usłyszały męski głos.

Gawain Robards stał obok nich z maleńką paczuszką w ręce, która widocznie była prezentem urodzinowym. Wręczył go z miną jakby chciał być w tym momencie gdzie indziej, a podczas składania życzeń patrzył się lekceważąco na Hermionę. Na koniec uścisnął mocno jej dłoń i gdy pomyślała, że już skończył się produkować, pochylił się do niej i spytał szeptem:
- Dlaczego taka mądra i ładna dziewczyna chce bronić takiego karalucha, który nie jest godzien całować śladów jej stóp?
Hermionę zatkało. Takiego pytania zupełnie się nie spodziewała. Gawain Robards nadal trzymał w żelaznym uścisku jej rękę i patrzył się natarczywie w oczy oczekując w odpowiedzi.
- Ponieważ mam taką zachciankę panie Robards…
- Mam nadzieję, że jesteś przygotowana na wojnę panno Granger.
- Od kilku miesięcy zbieram oddziały i szkolę je do bitwy – rzekła Hermiona siląc się na żartobliwy ton i marząc by puścił jej dłoń.

Brwi mężczyzny poszybowały w górę: teraz ona go zaskoczyła. Szybko się opanował i rzucił przez ramię odchodząc w stronę Slughorna, że Hermiona pewnie przegra tę sprawę mając takie lekceważące podejście do tematu. Stała w bezruchu przez chwilę wpatrując się w oddalającego się mężczyznę gdy podszedł Ron, przytulił ją i wyszeptał do jej ucha:
- Olej tego dupka.

- O nie, tego na pewno nie zrobię – warknęła. – Robards to poważny przeciwnik. Chce wojny to będzie miał wojnę. Wybronię Severusa Snape’a nawet gdybym musiała samodzielnie umyć mu włosy bez użycia rękawiczek!

poniedziałek, 30 listopada 2015

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 6 – Jak rozmnażają się Puszki Pigmejskie?


Do końca lipca Hermiona miała tyle roboty, że nie miała czasu na rozpamiętywanie przeszłości. Wstawała o szóstej rano, a kładła się spać po północy. Pomagała Ginny w nadrobieniu materiału, zbierała dowody przeciwko Dolores Umbridge oraz zaangażowała się w zniesienie obowiązującego prawa dotyczącego czarodziei urodzonych w niemagicznych rodzinach. Dodatkowo musiała obejrzeć domy w Londynie, wybrać jeden z nich oraz pomóc rodzicom go wyremontować. Ron wyprowadził się z domu i zamieszkał z George’em. Mimo że także miał sporo roboty przy zbieraniu towaru i przygotowywaniu się do ponownego otwarcia sklepu, wpadał, aby pomóc Hermionie przy malowaniu. Na początku po jego robocie trzeba było wszystko poprawiać, ale po jakimś czasie doszedł do wprawy. Dodatkowym problemem był fakt, że ciąża pani Granger była zagrożona. Mama Hermiony musiała leżeć w łóżku aż do czasu porodu, przez co jej rodzina była trochę poddenerwowana. Czarownica postanowiła, że zamieszka z rodzicami, aby po ukończeniu szkoły pomagać im w wychowaniu siostry.

- Jak ją nazwiemy? – zadał pytanie pan Granger, gdy wszyscy siedzieli w pokoju jego żony i odpoczywali po wyremontowaniu łazienki na piętrze.
- Nie macie imienia? – odparła zaskoczona Hermiona. – Myślałam, że coś wybraliście jeszcze podczas pobytu w Australii.
- Tak, wybraliśmy imię „Hermiona” – odpowiedziała z uśmiechem mama dziewczyny.
- Dla chłopców mamy tuzin imion, moglibyśmy stworzyć drużynę piłkarską… - zaczął ojciec czarownicy.
- Ty mnie do tego nie mieszaj – jęknęła pani Granger.
- … ale dla dziewczynki nic nam nie przychodzi do głowy.
- Eee, może Molly? – zaproponował Ron i zaczerwienił się od stóp po uszy.

Grangerowie popatrzyli na siebie z zadumą. Hermiona bardzo ucieszyła się na wieść, że będzie miała siostrę. Wprawdzie lekarz mówił, że nie jest to w stu procentach pewne, ale raczej rzadko się mylił. Hermiona oczyma wyobraźni widziała małą, słodką dziewczynkę… Pomyślała o przebytej wojnie i o tym, jak przetrwała, odnalazła rodziców i zwróciła im pamięć.
- Hmm, a co powiecie na Victoria?  
Rodzice nie mieli zachwyconych min.
- Victoria, Molly… nie… raczej nie…
- Może Gwendolina? Mam ciotkę Gwen, jest fajna mimo że jest starą panną. Mieszka w lesie i dokarmia jednorożce zimą – Ron zaczął się rozkręcać. – Prudencja to też ładne imię… moja daleka kuzynka od strony ojca zdobyła tytuł Miss Lotu na Miotle dziesięć lat temu. Widziałem jej zdjęcia, była naprawdę… WOW.
- Dziękujemy ci za pomysły Ron – odparła Hermiona. – Może znajdziemy jakieś bardziej normalne imiona.
- One są normalne – zaprotestował rudzielec.
- Dla świata czarodziejów…
- Ty nie masz normalnego imienia – zaperzył się.
- Może coś… francuskiego – zaczęła nieśmiało mama Hermiony, starając się odwieść nastolatków od kłótni. – Wiesz córeczko, jak uwielbiam Francję. A co o tym myślisz kochanie? – zwróciła się do męża.
- Niegłupi pomysł. Wybierzmy jakieś normalne imię, a zapis po francusku sprawi, że nasza nowa pociecha będzie się wyróżniała z tłumu.

Francja to był mały bzik jej rodziny. Rodzice mówili płynnie po francusku i bardzo często jeździli do Paryża lub na słoneczne południe. Hermiona zaczęła przypominać sobie beztroskie wakacje spędzane na Lazurowym Wybrzeżu. W głowie widziała słońce, piasek, palmy, błękit Morza Śródziemnego i pasma gór ciągnące się wzdłuż wybrzeża. Te chwile z rodzicami, gdy kąpali się w wodzie, uważając na parzące meduzy. Nagle wpadło jej do głowy jeszcze jedno wspomnienie. Ona mająca pięć lat i jej nowo poznana koleżanka. Obydwie budowały zamek z piasku i jakiś nastolatek przebiegł po nim, goniąc za piłką. Wspólny płacz i pomstowanie na chłopaka zbliżył ich rodziny do siebie. Nie przeszkadzał im fakt, że Hermiona nie mówiła za bardzo po francusku (potrafiła wypowiedzieć kilka grzecznościowych formułek) ani, że Suzanne nie umiała w ogóle angielskiego. Spędziły cudowne wakacje, bawiąc się razem i nie używając przy tym prawie słów. Czasem tylko biegły do rodziców, aby im przetłumaczyli, co jedna od drugiej chce.

- Pamiętacie Suzanne Dubois i jej rodziców? – spytała Hermiona.
- Och, tak! – twarz jej mamy rozjaśnił uśmiech. – To były jedne z najfajniejszych wakacji! Wy byłyście zajęte sobą, a my mogliśmy spokojnie rozmawiać z Gustavem i Brigitte.
-  Byłyście jak papużki nierozłączki – dodał pan Granger. – Na dodatek wyglądałyście jak siostry, tak byłyście do siebie podobne…
- Ej, to jest właśnie to! – Rona oświeciło. – Nazwijcie małą Suzanne!
Grangerowie wymienili spojrzenia. Każde wiedziało, o czym pozostali myślą.
- A więc postanowione! – powiedział pan Granger.

***

To nie są wyjątkowo wesołe urodziny – pomyślała Hermiona, odchodząc od stołu. Harry kończył właśnie osiemnaście lat i z tej okazji urządzono przyjęcie w gronie rodziny Weasleyów i przyjaciół. Jednak nie dało się ukryć, że przy stole panowała atmosfera sztucznej wesołości. Wszystkim brakowało Freda. Bez niego George był ponury  i głównie co robił, to wlewał w siebie kolejne kieliszki wina porzeczkowego. Każdy się uśmiechał, ale jednak czuło się pustkę, której nikt nie mógł wypełnić. Pani Weasley dwoiła się i troiła, aby uczestnicy przyjęcia byli zadowoleni, a wszyscy starali się ukryć przed nią, że nie są w nastrojach do zabawy.

Hermiona wyszła z toalety i skierowała swoje kroki ku drzwiom prowadzącym do ogrodu, gdy zauważyła Proroka Codziennego leżącego na kanapie. Miała zamówioną prenumeratę, ale akurat tego dnia nie miała czasu, aby zajrzeć co jest w nim napisane. Wzięła gazetę do ręki i przekartkowała szybko stronice. Jej uwagę zwrócił artykuł z piątej strony. 

Dotyczył Dolores Umbridge i zawierał sprawozdanie z przesłuchania Draco Malfoya. Hermiona od kilku dni zastanawiała się z Ronem, jakim cudem Harry’emu udało się namówić Dracona do zeznawania przeciwko byłej nauczycielce. Rodzina Malfoyów odbywała areszt w swojej posiadłości do czasu, aż Wizengamot zdecyduje czy wtrącić ich do Azkabanu, czy nie. Na razie ciągle zbierano zeznania i dowody przeciwko nim. Aurorzy, w tym Harry, trzymali wartę, aby żadne z nich nie uciekło. Z tego co mówił Hermionie, Lucjusz dostawał szału, gdy go widział, a gdy usłyszał czego Harry chce od jego syna zaczął krzyczeć, że nigdy mu nie pozwoli na współpracę z zabójcą Czarnego Pana. Mimo znacznych oporów Malfoyów Harry jakoś zdołał przekonać Draco, aby pomógł w ich walce przeciwko Umbridge. Hermiona była pod sporym wrażeniem, ale nie udało się jej dowiedzieć, jak jej przyjaciel tego dokonał.  


ZEZNANIA W SPRAWIE PRZECIWKO DOLORES UMBRIDGE SKŁADAJĄ BYLI UCZNIOWIE HOGWARTU


Jak donosi nasz korespondent, czarne chmury zbierają się nad Dolores Umbridge (53 l.), byłą urzędniczką Ministerstwa Magii i Wielkiego Inkwizytora Hogwartu, która została postawiona w stan oskarżenia przez Hermionę Granger (18 l.) oraz Harry’ego Pottera (18 l.). Głównymi zarzutami są: nasłanie dementorów na Harry’ego Pottera w jego ówczesnym miejscu zamieszkania dnia 2 sierpnia 1995 roku, torturowanie uczniów Hogwartu w roku szkolnym 1995-1996 przy pomocy Krwawego Pióra, podawanie im eliksiru Veritaserum w celu wydobycia zeznań oraz próba rzucenia Klątwy Cruciatus na Harry’ego Pottera 17 czerwca 1996 r.

Jako pierwszy zeznawał Lee Jordan (20 l.), który potwierdził, że jednym ze sposobów karania uczniów było pisanie Krwawym Piórem. Tortura ta została osobiście opracowana przez oskarżoną i polega na wielokrotnym wycinaniu pisanych wyrazów na skórze skazanego. Jest to niezwykle krwawa i bolesna operacja. Po kilku sesjach na dłoni ofiary zostają blizny układające się w zdanie. Pan Lee Jordan pokazał Wizengamotowi blizny na dłoni układające się w zdanie „Nie będę wyśmiewał się z Dekretu Edukacyjnego Numer 26”. Poproszony o komentarz po wyjściu z przesłuchania powiedział Prorokowi Codziennemu: „mam nadzieję, że te wredne babsko zostanie zmuszone do wielokrotnego pisania swoim piórem zdania – jestem ropuchą i śmierdzę”.

Kolejnym, zaskakującym świadkiem, był Draco Lucjusz Malfoy (18 l.), który został przyprowadzony w kajdanach do Ministerstwa Magii przez aurorów. Pan Malfoy obecnie odbywa areszt razem ze swoją rodziną, która jest oskarżona o bycie zwolennikami Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać i walkę u jego boku. Zeznania potwierdziły nasłanie dementorów oraz próbę rzucenia Klątwy Cruciatus na Harry’ego Pottera, której był świadkiem w gabinecie Dolores Umbridge jako członek Brygady Inkwizycyjnej. Była to formacja złożona z uczniów, powołana przez oskarżoną, której celem było pilnowanie przestrzegania Dekretów Edukacyjnych ustanowionych przez Wielkiego Inkwizytora Hogwartu. Pan Malfoy ze szczegółami opowiedział o wszystkich niestosownych praktykach, których dopuszczała się Dolores Umbridge podczas jej pobytu w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Po zakończeniu przesłuchania aurorzy odprowadzili świadka z powrotem do aresztu, nie pozwalając mu na kontakty z wysłannikiem Proroka Codziennego.

Wszystko wskazuje na to, że Dolores Umbridge zostanie skazana na pobyt w Azkabanie. Równolegle toczy się przeciwko niej śledztwo w sprawie niesłusznego karania czarodziejów pochodzenia mugolskiego, przez co kilku zmarło oraz sprzyjanie Temu-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. Oskarżona nie chciała zamienić kilku zdań z wysłannikiem Proroka Codziennego. Wychodząc z sali rozpraw, oświadczyła, że „jeśli będziecie mnie dalej nagabywać, to zamienię was wszystkich w szczury”.


Hermiona westchnęła, odłożyła gazetę i wróciła do stołu. Luna ganiała po ogrodzie za gnomami, czym wywołała małą konsternację wśród starszej części zgromadzonych i uśmiechy wśród młodzieży. Fleur patrzyła na nią ze zdumieniem. Harry i Ginny szeptem coś omawiali. Percy próbował zabrać George’owi wino, a Hagrid rozmawiał z Nevillem i panią Weasley na temat roślinności w ogrodzie. Gdy Hermiona usiadła, Ron od razu objął ją ramieniem.
- Co tak długo? – szepnął.
- Musiałam przypudrować nos – mruknęła. – Coś ciekawego mnie ominęło?

Ron nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ Harry wstał i zastukał łyżeczką w pusty pucharek po lodach. Luna obróciła twarz w jego stronę, nie zwalniając i nie patrząc, dokąd biegnie, przez co wpadła w żywopłot, pod którym ukrył się przerażony gnom. Harry poczekał, aż jego przyjaciółka wyplącze włosy z gałęzi i usiądzie na swoim miejscu. Wszyscy intensywnie wpatrywali się w niego i czekali, co też ma takiego ważnego do powiedzenia.
- Ja… chciałbym zwrócić się do was w pewnej ważnej sprawie – zaczął niepewnie. Popatrzył na Ginny, a ta uścisnęła mu rękę, dając znak, aby mówił dalej. Odchrząknął i kontynuował. – Większość z nas tutaj zebranych była w Zakonie Feniksa. Przez ostatnie lata trzymaliśmy się razem, wszyscy walczyliśmy przeciwko Voldemortowi i pokonaliśmy go. Udało się nam to dzięki Albusowi Dumbledore’owi. To on nas prowadził, dawał wskazówki, rady. Gdyby nie on, sądzę, że nie byłoby nas tutaj. Nie dalibyśmy…
- Dobra Harry! Nie ględź! Gadaj, czego chcesz! - brutalnie przerwał mu George i głośno czknął.

Wszyscy popatrzyli się na siebie nawzajem. Percy wyrwał szybkim ruchem butelkę George’owi, który nie był w stanie, przeszkodzić bratu. Pani Weasley ukryła twarz w dłoniach, a jej mąż wbił zmartwiony wzrok w swojego syna. Harry stał przez chwilę zbity z tropu, wziął głęboki oddech i wyrzucił z siebie.
- Chcę, abyśmy pomogli Severusowi Snape’owi.
Momentalnie zaległa cisza. Hermionie wydawało się, że nawet pszczoły i ptaki umilkły. Przez cały dzień było słonecznie i gorąco, ale w tym momencie zapanowała atmosfera, jakby nagle chmury przysłoniły niebo. Neville zastygł z pół otwartymi ustami, Ron wpatrywał się w Harry’ego ze zdumieniem, Bill zmarszczył brwi, a Fleur wodziła wzrokiem po zebranych. 

Dopiero pan Weasley przerwał ciszę i rzekł:
- Powiedz nam, czego właściwie oczekujesz?
- Chcę go oczyścić z zarzutów.
- Harry, on zabił Dumbledore’a! – powiedziała roztrzęsionym głosem pani Weasley.
- To kawał smoczego łajna! – George krzyknął, wstając i zwalając się z powrotem na krzesło. – Niech zgnije w Azkabanie!
- Nie! To nie tak! Posłuchajcie mnie! – Harry starał się przekrzyczeć szmer, który powstał, gdy wszyscy zaczęli wymieniać między sobą uwagi – Ja wiem, że to trudne… też mi było ciężko uwierzyć, że Dumbledore kazał mu siebie zabić… Mówię prawdę! Snape od początku do końca był w Zakonie, robił wszystko, aby Voldemort przegrał. Dzięki niemu go pokonałem!
- Nie masz dowodów Harry – zauważył ojciec Rona. – Każdy wie, że Severus jest mistrzem oklumencji, wszyscy śmierciożercy to potwierdzą… Tak samo, jak to, że był wyjątkową postacią w armii Sami-Wiecie-Kogo. Rada stwierdzi, że specjalnie zmienił swoje wspomnienia, aby oczyścić się z zarzutów…
- Tym bardziej że nikomu ich nie pokazałeś poza Kingsleyem – wtrącił Percy. – Wizengamot nie uwierzy wam na słowo, nawet ministrowi magii i Wybrańcowi.
- Musimy jakoś przekonać Snape’a, aby zechciał pokazać je na rozprawie – ciągnął Harry. – Starałem się z nim porozmawiać, ale mój szef go nienawidzi i utrudnia nam kontakty, jak tylko się da. Poza tym… - starał się uśmiechnąć - gdy idę do Snape'a, to ma minę, jakby chciał wyskoczyć przez okno i stanowczo odmawia udzielenia sobie pomocy.
- On cię nienawidzi, a ty chcesz mu pomóc – Ron był zdegustowany.
- A ja uważam, że każdy jest wewnętrznie dobry, tylko czasem o tym nie wie – odezwała się swoim rozmarzonym tonem Luna. – Jeśli Harry mówi, że profesor Snape jest niewinny, to ja mu wierzę.
- On jest okropni – Fleur zmarszczyła nos, jakby ktoś zanieczyścił koło niej powietrze. – Gdy my bylici w ‘Ogwart professeur naśmiewaci się z moi ęgilski.
- Ja tam wierzę Harry’emu – rzekł Hagrid.
- Ja też – dodała Ginny.
- Nie ukrywajmy, że z Severusa zawsze był kawał sukinsyna – powiedział Bill, na co pani Weasley syknęła, a George spadł ze śmiechu pod stół. – Nikt go nie lubił, ale musieliśmy utrzymywać z nim kontakty i go tolerować, bo ufaliśmy osądowi Dumbledore’a. Przykro mi Harry, ale ciężko uwierzyć, że był po naszej stronie.

Przy stole rozszedł się pomruk świadczący o tym, że większość zebranych zgadza się z Billem. Harry nadal stał, myśląc co jeszcze powiedzieć. Gdy stwierdził, że nic mu nie przyjdzie mądrego do głowy, popatrzył błagalnie na Hermionę, a ta od razu zrozumiała, że przyjaciel oczekuje od niej pomocy.
- Przeanalizujmy to – zaczęła mówić i wszyscy umilkli. – Fakty są takie, że wszystko świadczy przeciwko Snape’owi. Opinia publiczna wie o nim tyle, że był to wyjątkowo oddany Voldemortowi, zabił Dumbledore’a, nienawidził Harry’ego od samego początku, faworyzował dzieci śmierciożerców… Tego jest naprawdę dużo. Na dodatek jego osobowość i fizjonomia są… - urwała, szukając odpowiedniego określenia.
- Mocno odpychające – podpowiedział Percy.
- Tak, to właśnie miałam na myśli…
- Niiiiiiikt nieeeee chceeee się kumplooowaaaać zeeeee staaaaaryyym nietopeeeerzeeem! – zawył George, próbując śpiewać, po czym głowa opadła mu na stół.
- Wizengamot z góry założy, że jest winny – powiedział pan Weasley, patrząc z ukosa na pijanego syna. – Sami wiecie, jak to działa. Nawet Kingsley niewiele tu pomoże.
- Może wpłynąć na radę – stwierdził Harry. – Gdy z nim rozmawiałem, a potem pokazałem mu wspomnienia, to wyglądał na przekonanego o niewinności Snape’a.
- To wcale nie jest takie proste. Kingsley nie jest taki jak Korneliusz Knot – rzekł Percy, po czym mocno się zaczerwienił. – Sądzę także, że nauczyciele z Hogwartu nie będą stać za nim murem.
- Minerwa McGonagall widziała wspomnienia – powiedział Harry, a wszystkie oczy zwróciły się na niego. – Są w myśloodsiewni w jej gabinecie, stwierdziłem, że należy jej pokazać. Nie wyglądała na zachwyconą, ale liczę na jej słynne poczucie sprawiedliwości.
- No dobrze, nie mamy wątpliwości, że wszyscy są przeciwko Severusowi Snape’owi – ciągnęła temat Hermiona. – Jednakże jest dużo okoliczności łagodzących. Możemy z całą pewnością stwierdzić, że ratował Harry’ego w pierwszej klasie, gdy Quirrell próbował go zabić. Ron i Harry złożyli zeznania w sprawie łani, która wskazała im drogę do Miecza Gryffindora. Wystarczy, że Snape wyczaruje patronusa i nie będzie wątpliwości, że to on im pomógł.
- O ile mu się zechce – mruknął Ron.
- A poza tym… – Hermiona uśmiechnęła się do Harry’ego – zapomnieliśmy, że mamy mnóstwo świadków rozmów pomiędzy Dumbledore'em a Snape'em.
- Kogo? – zdezorientowany Neville zadał pytanie. – Mówiłeś, że zawsze rozmawiali na osobności w gabinecie dyrektora.
- No właśnie! – krzyknął uradowany Harry.
- Co właśnie? – Neville nadal nie wiedział, o co chodzi.
- Portrety… - Rona olśniło. – W gabinecie są portrety wszystkich dyrektorów!
- Tak, Ron. Jest tam mnóstwo portretów – ciągnęła myśl Hermiona. – Na pewno zeznają, że Snape zabił Dumbledore’a na jego polecenie.
- Nie wspominając o portrecie Albusa – dodał pan Weasley. – On sam może to potwierdzić… tylko czy portrety zostaną uznane za wiarygodne źródło informacji?

Wszyscy zamyślili się. Nikt nie wiedział, czy kiedykolwiek była rozprawa przed Wizengamotem, gdy portret zeznawał na korzyść lub niekorzyść oskarżonego. Nie wiadomo było także, w jaki sposób zostanie rozwiązany problem przesłuchania, jako że większość namalowanych osób nie może opuszczać gabinetu dyrektora. Hermiona pomyślała, że będzie musiała poszukać informacji w książkach. To oznaczało kolejną żmudną robotę do wykonania.

- Myślę, że dobrze kombinujesz Hermiono – Bill uniósł kieliszek w geście uznania. – Twoje zdrowie!
- Jest jeszcze jeden problem – powiedział Harry. – Trzeba przekonać Snape’a, aby dopuścił, by ktoś go bronił w Wizengamocie.
- Mogę do niego zajrzeć – zaoferował się pan Weasley. – Może mnie wysłucha i coś na to poradzimy.
- A dementorzy?
- Molly, kochanie, są przepędzeni...
- Ach, zapomniałam!
Przy stole zapadła cisza. Dzień chylił się ku końcowi, niebo powoli przybierało różową barwę. Hagrid poruszył się na krześle.
- Było miło, ale ja to chyba se już pójdę…
- Chwila! – Ron zerwał się na równe nogi. – Hagridzie, mam do ciebie sprawę!
- Taaa?
- Znasz się na Puszkach Pigmejskich?

***

Gdy Fred i George byli zmuszeni opuścić swój sklep na ulicy Pokątnej, zastanawiali się, co zrobić z Puszkami Pigmejskimi. Mieli ich ponad pięćdziesiąt sztuk, to było zdecydowanie za dużo, aby je wykarmić, mimo że jadły wszystko – nawet śmieci. Nie mając wielkiego wyboru, rozdali na szybko połowę przypadkowym czarownicom i czarodziejom, a resztę po prostu wypuścili. Przed ponownym otwarciem sklepu George z Ronem złapali sześć puszków, które zamieszkały w ich piwnicy. Niestety, nie chciały się rozmnażać.
- Może to kwestia tego, że siedziały w ciemnej piwnicy przez ponad pół roku? – zastanawiał się George.
- Albo zła dieta – dodał Ron. – Gdybym żywił się pająkami, też by mi się nie chciało bzykać.
- Myślisz, że jak damy im do klatki stoliki, na nich talerzyki ze spaghetti i zapalimy świece, to coś między nimi zaiskrzy?
- Jaaasne, może im jeszcze zagrać na akordeonie i zaśpiewać pieśni o miłości?
- Jak masz akordeon to jazda! – rzucił George, zerkając badawczo na puszki.

Nic co wymyślili, nie pomogło. Zwierzątka nadal nie chciały się rozmnożyć. Postanowili poradzić się Hagrida, który miał być na urodzinach Harry’ego. Ron przyniósł pudełko z puszkami przed dom, a pół-olbrzym sprawdzał, co jest z nimi nie tak. Przyglądał się uważnie każdemu z osobna, po czym rzekł:
- Cholibka! Nic dziwnego, że nie mają młodych!
- Coś im dolega? Są chore? – dopytywała się zaniepokojona Luna.
- Chodzi o to, że nic im się nie stało. Są całe i zdrowe!
- To, czemu nie mają małych?
- Bo to wszystko to dorodne dziewuchy są! – Hagrid zachichotał. – Mieliście szczęście złapać same baby!
- Ten zwierzęcy magnetyzm… - dodała Ginny ku ogólnemu wybuchowi wesołości.
- O kurna… musimy złapać jakiegoś faceta… - Ron nie był zachwycony.

Hermiona podeszła do niego i postukała go w głowę.
- Ziemia do Rona! Myśl!
- Co znowu ci nie pasuje kobieto?
- Twoja rodzona siostra ma puszka płci męskiej. Nazywa się Arnold i sądzę, że będzie wyjątkowo atrakcyjny dla twoich panienek!
- No tak! – Ron pacnął się dłonią w czoło. – Kurde, zapomniałem o Arnoldzie! Ginny, dawaj go tutaj! Będzie miał dzisiaj upojną noc!

Ginny nie trzeba było dwa razy powtarzać. Pobiegła po swojego zwierzaczka i po minucie była z powrotem. Ostrożnie włożyła go do pudełka. Samiczki na początku zbiły się w stadko z dala od obcego samczyka. Arnold powoli zbliżył się do nich i zaczął je obwąchiwać. Po chwili wszystkie puszki płci damskiej zapoznały się z samczykiem i zaczęła się zabawa.
- O matko! – wyrwało się zaskoczonemu Ronowi. – To się dzieje tak szybko?
- Bierze się za drugą! – pisnęła Ginny.
- Na gacie Merlina! – wykrztusił Neville, patrząc na wygibasy puszków z szeroko otwartymi oczami.

Pudełko trzęsło się jak szalone. Hermiona patrząc na puszki, miała zawstydzoną minę, Luna wykazywała naukowe zainteresowanie, a Harry’emu opadła szczęka.
- Chciałbym być jak Arnold – stwierdził Ron.
- Okrągły i puszysty? Zapuść włosy i zacznij jeść za troje – odpowiedziała mu z niewinnym uśmieszkiem Ginny.
- A może chcesz mieć sześć dziewczyn na raz? – spytała z przekąsem Hermiona.
Harry’ego i Neville’a dopadł gwałtowny atak kaszlu. Ron zaczerwienił się i zaczął dukać, że nie miał tego na myśli.
- Dobra, idziemy do domu! – zdecydowała Ginny. – Dajmy im trochę prywatności.
Radosne piski oznaczające, że puszki dobrze się bawią, trwały do samego rana. Arnold zaś, po niedługim czasie, został ojcem siedmiu małych, puchatych kuleczek.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 5 – Żuczek i ropucha


Hermiona miała tego wszystkiego dość, zwłaszcza zmęczenie zaczęło dawać się jej we znaki. Stawiła się wcześnie rano na przesłuchanie do Ministerstwa Magii, a właśnie dobiegała piąta po południu. Składała zeznania od kilku godzin z trzema małymi przerwami i jedną dużą na obiad. Najpierw komisja poprosiła, aby zrelacjonowała wszystkie wydarzenia od odrodzenia się Voldemorta. Gdy to zrobiła, zaczęły padać pytania. 

Co wie o śmierci Dumbledore’a? Czy jest pewna, że Syriusz Black był po stronie Zakonu? Skąd wie, że Peter Pettigrew to był naprawdę on? Co dokładnie robiła z Harrym Potterem, gdy się ukrywali? Czy Ksenio Lovegood miał jakieś dodatkowe korzyści z wydania ich śmierciożercom poza sprowadzeniem córki do domu? Co dokładnie zdarzyło się w dworze Lucjusza Malfoya? Dlaczego włamali się do Gringotta? Co dokładnie robiła w czasie Bitwy o Hogwart?

Przesłuchanie odbywało się w sali rozpraw przed składem Wizengamotu. Hermiona pamiętała, że gdy ostatnim razem tu była to udawała Mafaldę Hopkirk, która teraz we własnej osobie siedziała jako jeden z członków komisji. Zrobiło jej się głupio, ponieważ podejrzewała, że kobietę spotkało później sporo nieprzyjemności z jej powodu. W czasie przerwy, podeszła do Mafaldy, aby ją przeprosić i powiedzieć, że podczas dalszej części przesłuchania przedstawi powody, dlaczego to zrobiła . Zaskoczona urzędniczka odpowiedziała szeptem, że wybacza. Ostatecznie konsekwencje nie były bardzo dotkliwe, a skoro Hermiona pomagała Harry’emu Potterowi pokonać Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać to nic wielkiego się nie stało.

***

Po otrzymaniu listów od Percy’ego cała trójka długo dyskutowała w pokoju Rona czy mówić dokładnie, w jaki sposób pokonali Voldemorta. Harry nie był pewny czy świat czarodziejów powinien się dowiedzieć o horkruksach. Z drugiej strony mogliby mieć nieprzyjemności, gdyby nie wytłumaczyli, dlaczego włamali się do Gringotta. Dopiero gdy minęła północ i byli już mocno zmęczeni Hermiona zakończyła dyskusję, oświadczając, że należy powiedzieć wszystko. Argumentowała to tym, że potencjalni naśladowcy Voldemorta będą wiedzieć, że nawet siedem horkruksów nie ochroni ich przed śmiercią i zawsze znajdzie się ktoś, kto ich pokona.

Pierwszy przed komisją zdawał relację Harry. Następnego dnia Hermiona, a jako ostatni był Ron. Zajmowało to cały dzień, musieli stawić się o siódmej rano, a koniec przewidywany był po dwudziestej. Harry wyszedł z sali rozpraw dopiero o dwudziestej trzydzieści, zmęczony, ale szczęśliwy, że ma to już za sobą. Przewodniczącym Wizengamotu był Kingsley Shacklebolt, który co jakiś czas uśmiechał się do przesłuchiwanego świadka, aby go podnieść na duchu. Jedną z dwóch rzeczy, które zdenerwowały Hermionę było to, że na sali siedziała Rita Skeeter. Z rumieńcem podniecenia na twarzy szeptała pod nosem, a zielone pióro zapisywało jej słowa. Oczy błyszczały jej za każdym razem, gdy wysłuchiwała, sensacyjnego jej zdaniem, fragmentu opowieści. Hermiona próbowała przekonać Kingsleya do wyrzucenia jej z sali, ale ten oświadczył, że komisja podjęła decyzję o opublikowaniu relacji z przesłuchań w "Proroku Codziennym". Stwierdzili, że czarodzieje i czarodziejki mają prawo poznać, jak został pokonany Voldemort.

Widok zadowolonej Rity doprowadzał Hermionę do furii i najchętniej wsadziłaby jej to zielone pióro w nos, w taki sposób, że wyszłoby uchem. Wiedziała wprawdzie o małym sekrecie Skeeter, ale podejrzewała, że dla dziennikarki rewelacje z przesłuchania są więcej warte niż pobyt w Azkabanie, w którym i tak ostatecznie mogła pisać książki.  Hermiona zastanawiała się, kiedy wyjdzie kolejna biografia zawierająca więcej kłamstw, niż jest piasku na plaży. Obstawiała, że za pierwszy cel weźmie Voldemorta, potem Harry’ego, a kiedyś może i za nią... Stwierdziła, że tego by nie zniosła.

Kolejną osobą, na której widok Hermionie zaczynały trząść się ręce ze złości, była Dolores Umbridge. Można było pomyśleć, że w Ministerstwie Magii zaszły duże zmiany od czasu pokonania Voldemorta jednak prawda była inna. Kingsley ze swoimi zwolennikami próbowali usunąć ze swoich stanowisk śmierciożerców i osoby związane z Tym-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. Był to długi i skomplikowany proces, dlatego Dolores Umbridge nadal zasiadała w Wizengamocie.

Hermiona zachowała zimną krew i spokojnie opowiedziała o tym, w jaki sposób Kobieta-Przypominająca-Ropuchę, weszła w posiadanie naszyjnika Salazara Slytherina.
- Yhm, yhm… - chrząknęła Dolores wystarczająco głośno, aby przerwać dziewczynie. – Myślę, że panna Granger nie ma na to dowodów. Ten naszyjnik należał od pokoleń do mojej rodziny, a Mundungus Fletcher, jako przedstawiciel złodziei i krętaczy, nie jest wiarygodnym świadkiem…
Hermiona nie wytrzymała, wstała i zaczęła mówić:
- Za to mam mnóstwo świadków na to, że Dolores Umbridge torturowała uczniów w Hogwarcie oraz próbowała rzucić klątwę Cruciatus na Harry’ego Pottera! Nasłała na niego dementorów w piątej klasie!

Po sali przeszedł szmer rozmów. Dolores wyglądała, jakby dostała w twarz. Zauważyła, że większość zgromadzonych ludzi patrzy na nią. Zmusiła się do uśmiechu i rzekła swoim słodkim, dziewczęcym głosikiem:
- Panno Granger… takie pomówienie nie przystoi komuś takiemu jak ty… A skoro mowa o aspektach prawnych… Przypominam, że nie zgłosiłaś się na przesłuchanie w sprawie bezprawnego zdobycia mocy magicznej!

Czarodzieje i czarownice siedzący w ławach poruszyli się niespokojnie, pilnie śledząc wymianę zdań. Kingsley postanowił działać.
- Nie sądzę Dolores, aby to teraz było ważne…
- Och! Jest bardzo ważne! Przypominam tylko… - rozejrzała się po twarzach zebranych - że prawo dotyczące osób urodzonych w rodzinie mugoli nadal obowiązuje, a panna Granger, postanowiła olać wytyczne Ministerstwa Magii!
- Postaram się jak najszybciej je zmienić…
- Wnioskuję o areszt dla panny Hermiony Jean Granger i postawienie jej w stan oskarżenia wobec migania się od obowiązków wobec Ministerstwa Magii, a tym samym pogwałcenia prawa w świecie czarodziei!

W sali zawrzało, część osób wstała i zaczęła krzyczeć. Rita Skeeter mało nie zemdlała z ekscytacji. Hermiona zapłonęła z gniewu. Pomyślała, że musi dać popalić tej wstrętnej babie, choćby zajęłoby to jej pół życia. Krzyknęła:
- A ja wnioskuję o postawienie w stan oskarżenia Dolores Jane Umbridge!
Pięćdziesiąt czarodziei i czarownic przestało się hamować. Wrzaski odbijały się od kamiennych ścian i sufitu. Część wykrzykiwało obelgi w stronę Dolores, część wymyślało Hermionie. Obie mierzyły się wzrokiem i gdyby spojrzenie mogło zabijać, obydwie padłyby trupem na miejscu.
- CIIIISZAAAAAAA! – wrzasnął magicznie wzmocnionym głosem Kingsley. – Abercombie! Spokój albo każę wyprowadzić cię z sali!

Komisja momentalnie ucichła i zaczęła zajmować swoje poprzednie miejsca.
- Jako tymczasowy minister magii decyduję, co następuje: panna Granger nie zostanie zatrzymana, podpisze odpowiedni dokument, w którym zapewni, że nie wyjedzie z kraju oraz stawi się niezwłocznie na przesłuchanie w razie wezwania. Rozumiesz panno Granger?
Hermiona przytaknęła, Kingsley przemawiał dalej.
- Co do Dolores Umbridge…  jest niewinna dopóki nie udowodni jej się winy. Proponuję złożyć wspólny pozew przez pokrzywdzonych przez nią uczniów!
- Ale… - jęknęła Hermiona.
- Żadne „ale”! – zagrzmiał Kingsley. – A teraz zarządzam piętnaście minut przerwy. Po niej wracamy do pierwotnego tematu i będziemy dalej przesłuchiwać świadka!

Hermiona wróciła do Nory koło godziny dwudziestej drugiej. Była głodna, zmęczona i zła, marzyła tylko, aby wrzucić coś na ząb i pójść spać. W kuchni zastała Rona, który czekał na nią z własnoręcznie przygotowaną kolacją. Hermiona nie powiedziała mu tego, ale doszła do wniosku, że o ile gotowanie niezbyt dobrze jej wychodzi, to Ron jest tragiczny w te klocki, skoro nawet jajek nie potrafi usmażyć. Tak jednak jest, gdy przez całe życie jedzenie przygotowuje matka albo skrzaty domowe.
- Co tam słychać? – powiedziała szepcząc, gdy skończyli jeść.
- Hmm, Harry i tata byli w pracy, ja przygotowywałem się na jutro, robiąc notatki…
- Co robiłeś!?
- Notatki, Hermiono, notatki… Wiesz, zapisuje się na pergaminie różne rzeczy…
- Nie ucz ojca dzieci robić!
- Ginny kuła transmutację, a mama…
- Co z nią?
- Płakała cały dzień… Spojrzała na kalendarz i zobaczyła... - Ron skinął głową w kierunku kalendarza wiszącego na ścianie.
Hermiona spojrzała w jego stronę. Zorientowała się, że jest drugi czerwca. Czyli miesiąc temu była Bitwa o Hogwart… 

O boże, to już miesiąc odkąd wygraliśmy, odkąd oni wszyscy…

Przez cały ten czas starała się nie myśleć o przeszłości. Płakała podczas zbiorowego pogrzebu. Myślała, że to wystarczy. Zawsze starała się być twarda i trzymać chłopaków w ryzach. Starała się patrzeć w przyszłość i ignorować niedogodności oraz trudności po drodze. Starała się być ostoją spokoju, gdy wszyscy wokoło szaleli. Starała posługiwać się chłodną logiką. Wszystko to nagle stało się bez znaczenia. Hermiona rzuciła się w ramiona Rona, płacząc tak jak nigdy w życiu. Wylewała z siebie całą złość, frustrację, ból, strach, które w sobie trzymała przez ostatnie miesiące. Ron po chwili przyłączył się do niej. Szlochając, usnęli na kanapie w salonie. Hermiona stwierdziła rano, że wspólne wyrzucenie z siebie emocji bardzo zbliża zakochanych w siebie ludzi.