Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolores Umbridge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolores Umbridge. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 10 – Pierwsza rozprawa

- Dolores Jane Umbridge, Wizengamot uznaje cię winną wszystkich zarzucanych ci czynów. Zostajesz skazana na dożywotni pobyt w Azkabanie.
- Nieeeeeeeeee!
Zgromadzeni w Sali Rozpraw pozatykali uszy, gdy rozległ się wysoki pisk wydobywający się z ropuszych ust czarownicy. Gdy podeszło do niej dwóch aurorów aby wyprowadzić ją z pomieszczenia zaczęła się szarpać.
- Nie możecie! Jestem niewinna! To wszystko wina Knota! On mi kazał! – wrzeszczała swoim piskliwym głosikiem. – Potter! Jeszcze z tobą nie skończyłam! Nie wolno opowiadać kłamstw! Słyszysz!? Nie wolno opowiadać kłamstw! Nie wolno…
Dalszy ciąg wrzasków Umbridge zagłuszyły zamknięte za nią drzwi. Czarodzieje i czarownice zaczęli wstawać i kierować się do wyjścia. Hermiona, z ulgą oparła się o ramię Harry’ego, a ten powoli objął ją ramieniem. Trwali tak przez dłuższy czas, niezdolni do wypowiedzenia słów. Sala powoli pustoszała.
- Wygraliśmy… – szepnęła.
- Tak.
- W przyszłym tygodniu pierwsza rozprawa Snape’a.
- Damy radę, zobaczysz Hermiono – mówił Harry głaszcząc ją po plecach. – Teraz czas na nas, chodźmy.

Gdy wyszli z sali rozpraw od razu zostali obfotografowani przez wysłannika „Proroka Codziennego”. Za nim stał tłum czarownic i czarodziejów żądnych informacji. Rita Skeeter wysunęła się na przód uśmiechając się fałszywie.
- Czy mogę prosić o komentarz panno Granger i panie Potter? – spytała przymilnym tonem.
- Bardzo się cieszymy, że sprawiedliwość zatriumfowała. Mamy nadzieję, że Ministerstwo Magii zostanie w najbliższym czasie oczyszczone ze wszystkich osób sprzyjającym Voldemortowi – powiedział szybko Harry. – To wszystko. Żegnam panią.
Po czym odeszli szybkim krokiem w stronę wind.
***
Ron cieszył się jak małe dziecko. Hermiona z Harrym wstąpili do „Magicznych dowcipów Weasleyów” aby opowiedzieć jaki był wynik rozprawy. George z bratem wpadli w tak doskonały humor, że od razu rozwiesili plakaty informujące o promocji. Nazwali to „Dniem skazanej Ropuchy” i polegało to na tym, że każdy kto przyjdzie z ropuchą lub żabą do sklepu otrzyma 50 procentową zniżkę na wszystkie produkty.
Po krótkim spędzeniu ze sobą czasu i kilku długich pocałunkach Hermiona musiała wracać do Hogwartu. Mimo, że uwielbiała szkołę zrobiła to bardzo niechętnie. Żałowała, że mają z Ronem tak mało czasu dla siebie. Zaplanowała ze swoim chłopakiem, że dwa tygodnie ferii świątecznych spędzą u niej w domu. Pani Granger miała w najbliższych dniach urodzić dlatego Hermiona nie chciała przebywać z dala od niej.
- Jednak przed świętami zostało mi jeszcze jedno zadanie: Snape – pomyślała ze zgrozą. – Jeden Merlin wie ile będzie się ciągnąć jego sprawa. Oby jak najszybciej to wszystko się skończyło…
***
Severus skrzywił się na widok swoich nowych szat wyjściowych.
- Zieleń? – wycedził. – Ja w zieleni? Wyglądam dla ciebie jak jakaś żaba czy co?
- Tak, ZIELEŃ – odpowiedziała z naciskiem Hermiona. – Nie jak żaba tylko nietoperz.
- Dowcip ci się wyostrzył – prychnął i rzucił szaty w kąt celi.
- To skutek przebywania z panem – odparła udając, że nie oburzyło jej to co zrobił z ubraniami.
Przed przyjściem do jego celi postanowiła, że nie będzie się denerwować i reagować na jego marudzenie, ironię oraz zaczepki.
- Według ciebie mam wyglądać jak jakiś laluś aby mnie nie skazali?
- Schludno, czysto i porządnie – odpowiedziała znudzonym tonem przechadzając się po pomieszczeniu aby się rozgrzać. – Proponuję zadbać o higienę.
- Nie waż się mnie pouczać w tej kwestii!
- Ja tylko stwierdzam fakt. Na rozprawie Umbridge wyglądał pan jakby za długo przebywał w towarzystwie Mundungusa…
- To tylko i wyłącznie moja sprawa.
- Załatwiłam panu dodatkowe pójście do łaźni. Naprawdę radzę zadbać o higienę. W Ministerstwie Magii wiele osób patrzy na wygląd – dodała z wyraźnym niesmakiem.
- To powinnaś spojrzeć w lustro i zrobić coś ze swoimi włosami!

Hermiona pomyślała, że powinna zmienić temat rozmowy zanim zdąży ją porządnie wkurzyć.
- Robards był na moich urodzinach i znowu dał mi do zrozumienia, że przegram pańską sprawę.
- Po cholerę go zapraszałaś? – Severus złapał przynętę.
- Ja bym go zaprosiła!? – spytała oburzona. – To było przyjęcie – niespodzianka w ramach Klubu Ślimaka! W czasach szkolnych był pupilkiem Slughorna i został przez niego zaproszony.
- Czyli upadł tak nisko, że włóczy się po balach dla dzieciaków – prychnął Snape i zwalił się na materac.
- Radzę go nie lekceważyć i porządnie się przygotować – odrzekła poważnym tonem Hermiona. – Nawet jeśli chodzi o coś tak trywialnego jak wygląd.
- Niech ci będzie. Skoro tak ci zależy… – wycedził Severus kładąc ręce pod głowę.
- Nie zależy mi – oparła się o ścianę i natychmiast się wyprostowała gdy poczuła zimne mury. – Jak dla mnie może pan zostać tutaj nawet do końca świata, przynajmniej nie będę zmuszona słuchać pańskiego marudzenia. Chcę pokazać Robardsowi, że nie jestem pierwszą lepszą którą może bez wysiłku pokonać.
- Uważaj na słowa Granger! – warknął były mistrz eliksirów.
Hermiona wzruszyła ramionami i podeszła do drzwi. Traciła czas na głupie sprzeczki ze Snapem zamiast spożytkować go na naukę. Wiedziała, że nie jest w stanie zmusić go do czegokolwiek. Był strasznie uparty i nie zmieniał zdania nawet jeśli chodziło o jego dobro. W końcu był dorosłym mężczyzną, a ona nie była jego niańką. Postanowiła poczekać na aurora nie odzywając się. Nie było sensu tracić sił przed główną bitwą. Usłyszała kroki i stukanie różdżki w drzwi. Wychodząc z celi rzuciła krótkie „do zobaczenia” ,ale jak zwykle nie doczekała się odpowiedzi.
***
Hermiona czuła, że jest spięta. Była wiele razy w sali rozpraw, jednak nigdy wcześniej nikogo nie broniła przed Wizengamotem. Teoretycznie była dobrze przygotowana. Przeczytała stosy ksiąg dotyczących rozpraw sądowych w magicznym świecie. Znała na pamięć wiele artykułów z Prawa Czarodziejów. Brała udział w procesie Rudolfa Lestrange’a, Mulcibera, Thorfinna Rowle’a, Selwyna, Traversa, Yaxley’a oraz Fenrira Greybacka. Dzięki temu mogła obserwować i zdobywać doświadczenie. Nie była tylko pewna jak poradzi sobie w roli obrońcy. Zastanawiała się czy uda jej się przekonać sędziów o niewinności Severusa Snape’a.

Popatrzyła się na swojego „klienta”. Siedział na krześle, które stało pośrodku sali i wyglądał jakby wchodzący do pomieszczenia sędziowie go nie interesowali. Hermiona wiedziała, że to nie była prawda. Na tyle go poznała, że wiedziała, że nerwy ma równie napięte jak ona. Doskonale to maskował, co było łatwe po wielu latach spędzonych jako podwójny agent, gdzie każdy nieostrożny ruch skutkował torturami lub śmiercią. Gdy został przyprowadzony pod salę rozpraw przez dwóch aurorów, Hermiona od razu zauważyła, że umył włosy. Uśmiechnęła się leciutko: czym to jest innym, niż oznaką tego, że mu jednak zależy?

Przed wejściem na salę rozpraw poprosiła aurorów o chwilę czasu na krótką rozmowę. Zgodzili się bez problemu.
- Przeczytał pan tę ostatnią książkę? – spytała się Hermiona.
- Nie, nie miałem czasu – zadrwił Severus. – Miałem mnóstwo spraw na głowie…
- Rozumiem, wytępienie wszy i umycie włosów trochę zajmuje… - odrzekła złośliwie.
- Znowu cię ostrzegam Granger – warknął na tyle cicho, że tylko Hermiona go usłyszała. – Jeszcze mogę stwierdzić, że nie chcę twojego towarzystwa.
- Proszę bardzo – założyła ręce na piersi. – Więc pamięta pan co ma mówić?
- Masz mnie za niedorozwiniętego? Nie jestem Nevillem!
- Muszę sprawdzić! – Hermiona zlekceważyła obelgę skierowaną w jej przyjaciela.
- Taaaak, pamiętam – wycedził i się skrzywił jakby zjadł cytrynę. – Nie mówić Czarny Pan. Zamiast tego nazywać go „Sami-wiecie-kto” lub po prostu „Voldemort”
- Dokładnie – ucieszyła się Hermiona. – Musi pan pokazać sędziom, że jest zupełnie innym człowiekiem. Wszystko co było przed upadkiem Voldemorta to kreacja.
- Coś jeszcze Panno Oczywistość? Śpieszę się na rozprawę… – rzekł starając się by nadać swojemu ton jak największego znudzenia.
- Niech się pan zniży do mojego poziomu – powiedziała wyciągając coś z torebki i okrążając go.
- Co ty kombinujesz?
- Chcę związać panu włosy.
- Co!?

Aurorzy od razu zareagowali, podeszli i spytali się co Hermiona zamierza. Pokazała im zwykłą, mugolską gumkę do włosów i wytłumaczyła, że jej klient sam jej nie użyje ponieważ ma zakute w kajdany ręce. Mimo oburzenia Severus ugiął kolana, a wtedy Hermiona zrobiła zgrabną kitkę z czarnych włosów. Dziękowała w tym momencie niebiosom, że je umył. Od końca wojny Severus nie miał obcinanych włosów i sięgały mu obecnie do łopatek. Odeszła kilka kroków dalej aby ocenić swoje dzieło. Pomyślała, że jak na Severusa jest to szokująca zmiana. Pokiwała głową z zadowoleniem.
- Podoba ci się widok Granger? – doszło do jej uszu złośliwe pytanie.
- Bardzo – uśmiechnęła się figlarnie. – W takim wydaniu Wizengamot musi uwierzyć, że wszystkim znany „nietoperz z lochów” to tylko przykrywka dla szpiega.
- Wiedz, że cierpię nosząc te żabie łachy! – warknął patrząc się na nią ze złością.

Kilka dni po tym, gdy Snape zgodził się aby go broniła w sądzie, znalazła w swoim pokoju stos mugolskich książek poświęconych psychologii i trików używanych przez adwokatów podczas procesów. Okazało się, że ojciec Hermiony postanowił ją wesprzeć. Nie miał wstępu do czarodziejskiego świata, więc kupił w księgarni to co mu się wydało przydatne. Powiedział potem córce, że trochę psychomanipulacji nie zaszkodzi.

Hermiona przeczytała książki i pożyczyła kilka Severusowi aby zapoznał się z ich treścią. Stwierdziła, że najlepiej podkreślić jego przemianę poprzez zmianę wyglądu. Z tego powodu złożyła się z Harrym i kupili nową szatę dla Snape’a. Ron odmówił wpłacenia pieniędzy i długo narzekał, że chcą je wydać na coś tak niepotrzebnego. Nadal nienawidził byłego nauczyciela eliksirów i nie chciał mu pomagać. Hermiona wybrała elegancki model szaty, bez ozdób, w kolorze szmaragdowym. Dopiero pod salą zauważyła, że powinna zrobić coś z jego włosami. Na szczęście zawsze nosiła ze sobą gumkę na wypadek gdyby musiała szybko  związać swoje.

Zmiana wyglądu Snape’a była bardzo dobrym posunięciem. Wchodzący na salę członkowie Wizengamotu zatrzymywali się zaskoczeni. Siadając szeptali gorączkowo do siebie, wskazując głową na oskarżonego. Kingsley Shacklebolt zachował powagę, ale Percy Weasley, który usiadł koło niego i Gawain Robards, który usadowił się po drugiej stronie, wyglądali na zbitych z tropu. Hermiona pomyślała z satysfakcją, że wynik wynosi w tym momencie jeden – zero dla niej.
Ciężkie drzwi prowadzące na salę zatrzasnęły się za ostatnią osobą – była nią Rita Skeeter. Uśmiechnęła się do zgromadzonych i zajęła swoje miejsce, gdzie od razu wyjęła swoje jadowicie zielone pióro i notatnik. Hermiona zacisnęła pięści z bezsilnej złości, ale wiedziała, że nic nie poradzi. Prorok Codzienny na pewno wysłałby kogoś na zastępstwo, gdyby Rita nie mogła się pojawić.
- Wszyscy są gotowi? – Hermiona usłyszała głęboki głos Kingsleya. – Wobec tego rozpoczynamy!

Sędziowie poruszyli się niespokojnie, wielu z nich wyjęło pergaminy z zeznaniami świadków. Ricie zaświeciły się oczy i zaczęła szeptać do pióra, które zaczęło pisać jak szalone w notatniku. Hermiona wyprostowała się na swoim krześle, Severus siedział jakby kij połknął i patrzył się bez emocji na Kingsleya, który zaczął mówić:
- Dziś jest poniedziałek, piąty października 1998 roku, rozpoczynam proces Severusa Snape’a, który jest oskarżony o przynależność do grupy śmierciożerców, sprzyjanie Tomowi Riddle, znanemu bardziej jako Lord Voldemort oraz o zamordowanie Albusa Persiwala Wulfryka Briana Dumbledore’a 30 czerwca 1997 roku. Przewodniczący: Kingsley Shacklebolt, Minister Magii, oskarżyciel: Gawain Robards, Szef Biura Aurorów, obrońca: Hermiona Jean Granger, protokolant: Patrycja Stimpson. Jako pierwszemu udzielam głosu Oskarżycielowi.

Gawain Robards wstał powoli i wygładził szatę. Najpierw popatrzył się na Severusa, który nadal nie zdradzał emocji, a później na Hermionę. Na jego twarzy zagościł uśmiech, który dziewczyna opisałaby tylko jako „paskudny”.
- Przed przepytaniem Severusa Snape’a i świadków chciałbym zgłosić dwa wnioski ponieważ dopatruję się tutaj możliwości działania na korzyść oskarżonego przez osoby, które powinny pozostać bezstronne.
W sali rozpraw zaległa pełna napięcia cisza. Hermiona wpatrywała się w Gawaina myśląc gorączkowo o tym, co chce zrobić. Severus drgnął i tylko mięśnie na policzkach zdradzały, że zacisnął zęby w nerwowym napięciu.
- Po pierwsze: składam wniosek o usunięcie z grona świadków pannę Hermionę Jean Granger, która pełni funkcję obrońcy. To, że jest związana z Severusem Snapem współpracą pozwala przypuszczać, że nie wykaże się obiektywnością i będzie składać zeznania na korzyść oskarżonego.
- Ja nieobiektywna? – jęknęła zszokowana Hermiona.
- Po drugie: składam wniosek o zmianę prowadzącego procesu. Kingsley Shacklebolt współpracował z Severusem Snapem, będąc w organizacji zwanej „Zakonem Feniksa”. Jest także świadkiem w procesie. Istnieje możliwość, że również nie okaże się obiektywny. To wszystko – Gawain Robards usiadł na swoim miejscu.

Kingsley Shacklebolt wyglądał na kompletnie zaskoczonego takim obrotem sprawy. Sala rozpraw rozbrzmiała głosami sędziów. Część osób była oburzona wnioskiem Robardsa. Inni otwarcie mówili, że ma rację. Niektórzy szeptali z sąsiadami aby się spytać co o tym sądzą. Kingsley wstał i podniósł ręce uciszając tym samym sędziów.
- Poddaję pierwszy wniosek do głosowania. Kto jest za tym aby Hermiona Jean Granger została usunięta z grona świadków?
Patrycja Stimpson liczyła głosy. Hermiona wpatrywała się w podniesione ręce. Nie musiała słyszeć werdyktu aby wiedzieć, że tę bitwę wygrał Gawain.
- Rada pozytywnie rozpatrzyła wniosek oskarżyciela – oznajmił Kingsley. – Zostajesz usunięta z grona świadków Panno Granger. Jednakże… - w tym momencie popatrzył się wnikliwie na Robardsa. - … przypominam, że została przesłuchana przez radę w czerwcu, zanim została obrońcą Severusa Snape’a. Jej zeznania nadal są dowodem w sprawie. Czy ktoś ma jakieś obiekcje co do tego?
Odpowiedziała mu głucha cisza, przerywana tylko odgłosem skrobania po papierze, którego przyczyną było  pióro Rity Skeeter. Kingsley Shacklebolt rozejrzał się po sali i ciągnął dalej:
- jako, że Gawain Robards poddał w wątpliwość także mój obiektywizm… oświadczam, że rezygnuję z przewodzenia Wizengamotowi. Usiądę na ławie świadków, a moje miejsce zajmie Starszy Podsekretarz w Biurze Ministra czyli Percy Weasley.

Rudzielec drgnął, zaskoczony nagłym awansem. Po sali rozeszło się kilka pomruków pełnych dezaprobaty, ale srogie spojrzenie Kingsleya od razu je uciszyło. Percy zajął jego miejsce, zaś Minister Magii wyszedł przez drzwi przeznaczone dla świadków. Hermiona była zdruzgotana, lubiła Kingsleya i wierzyła w jego poczucie sprawiedliwości. Teraz czuła się jakby została opuszczona przez sojusznika podczas bitwy. Popatrzyła się ze złością na Gawaina, w odpowiedzi posłał jej lekceważący uśmiech. Percy wyprostował się i zaczął mówić pełnym dumy głosem:
- Czuję się zaszczycony mogąc przejąć obowiązki Kingsleya Shacklebolta, Ministra Magii. Przyrzekam wykonywać je sumiennie oraz z należytą powagą.
Po czym usiadł i oddał głos Robardsowi.
***
Hermiona padła na swoje łóżko w dormitorium w wieży Gryffindoru, nie mając siły aby się rozebrać. Gdy tylko teleportowała się z profesor McGonagall w granice Hogwartu, myślała wyłącznie o odpoczynku. Dyrektorka także była zmęczona. Rozprawa ciągnęła się do późnych godzin wieczornych. Percy tak się przejął swoją rolą, że chciał zrobić jak najwięcej w ciągu jednego dnia. Dopiero groźne pomruki sędziów sprawiły, że ogłosił koniec spotkania i wyznaczył kolejne w przyszły poniedziałek. Hermiona pomyślała, że zawali alchemię jeśli co chwilę nie będzie jej na lekcjach.
- Wygrałaś bitwę? – Ginny usiadła przy niej.
- Cztery do dwóch dla Robardsa – odpowiedziała z nosem w poduszce.
- Jak wyglądał Snape w zieleni?
Hermiona uniosła się na łokciu i zachichotała.
- Zrobił piorunujące wrażenie na sędziach! Żebyś widziała ich miny!
- Wyobrażam to sobie!
- Związałam mu włosy, wyglądał zupełnie inaczej bez tej swojej czerni. Nawet Robards zaniemówił!
- Jak ty to zrobiłaś? – Ginny była pełna podziwu dla przyjaciółki. – Potrafisz oswoić go jak jakiegoś smoka… chociaż nie, smoki przy nim to łatwizna…
- Na każdego znajdzie się sposób – mruknęła Hermiona. – Zauważyłam, że nie można dać mu się stłamsić. Gdy mówi jakieś złośliwe rzeczy to odpowiadam mu tym samym. Gdy zaczyna mi grozić, że sam się będzie bronił przed Wizengamotem to mu odpowiadam, że proszę bardzo. Zazwyczaj wtedy odpuszcza po krótkim marudzeniu. Z nim jest gorzej niż z dzieckiem. Mam nadzieję, że Suzanne nie będzie taka męcząca…
- Co jeszcze było na rozprawie?
- Gawain od razu zaatakował. Przeszły jego wnioski abym została usunięta z grona świadków oraz aby Kingsley przestał przewodniczyć Radzie. Wprawdzie sam zrezygnował, ale sądzę, że i tak zostałby przegłosowany. Jego miejsce zajął Percy…
- Żartujesz! – Ginny nie kryła zdumienia.
- Lepszy Percy niż ktoś kto nienawidzi Snape’a – stwierdziła Hermiona. – Gawain męczył Severusa różnymi pytaniami, starając się pokazać, że zawsze był po stronie Voldemorta. Powiem ci szczerze, że podziwiam  opanowanie Snape’a. Bardzo się bałam, że w pewnym momencie wybuchnie, ale zachował spokój. Na początku było mi trochę nieswojo w roli obrońcy, ale szybko się przyzwyczaiłam, zadawałam pytania i starałam się obalić wszystkie argumenty Gawaina.
- Co na to sędziowie?
- Też zadawali pytania, dyskutowali. Część wyglądała jakby przekonywała się do Snape’a. Inni od samego początku mieli miny jakby poczuli trolla. Tych będzie ciężko przekonać… Percy zdecydował, że dzisiaj mamy się skupić na roli Snape’a jako podwójnego agenta. Wezwaliśmy na świadka Kingsleya, Harry’ego, większość twojej rodziny, McGonagall i Hagrida. Wszyscy starali się mówić o nim dobre rzeczy. Sama wiesz jak trudno powiedzieć coś pozytywnego o Severusie.
- Oj tak! – zachichotała Ginny.
- Tutaj muszę znowu go pochwalić. Niby twierdzi, że mu nie zależy, ale gdy trzeba to daje popis swoich umiejętności. Gdy Harry wszedł na salę wcale nie okazał, że go nienawidzi! Siedział z twarzą bez wyrazu i nawet mruknął jakieś powitanie! Normalnie by na niego warczał, darł się lub by go obrażał. To bardzo duży postęp jak na Severusa.
- Na gacie Merlina, nie wierzę…
- Długo z nim to wałkowałam. Tłumaczyłam mu jakby był Graupem, a on się na mnie wnerwiał. Jak widać mój upór opłacił się – Hermiona uśmiechnęła się i zaczęła zdejmować ubranie. – Robards próbował go sprowokować, wyciągnąć na wierzch ich wzajemną niechęć i starał się udowodnić, że Snape znęcał się nad Harrym. Nie udało mu się. W naszej bitwie był wynik: dwa do dwóch. To mocno zdenerwowało Gawaina i wziął świadków w krzyżowy ogień pytań – Hermiona przygryzła wargę. – Harry dał radę, postawił się własnemu szefowi: uwielbiam go za to. Twoi rodzice z Kingsleyem też poradzili sobie śpiewająco. Bill, George i Ron nie dali rady udawać, że był w porządku. To był błąd ponieważ gdy odpowiadała McGonagall, Robards zaatakował ją, że pozwalała z Dumbledorem i innymi nauczycielami na znęcanie się Snape’a nad uczniami. Oskarżył, że ukrywali to przed rodzicami – Hermiona westchnęła.
- Czy to miało związek z rozprawą? – spytała się zbita z tropu Ginny.
- Nie. Nie miało – wyjaśniła Hermiona wkładając piżamę. – Percy od razu go uciszył. Jednak Gawain zdążył nastawić sędziów przeciwko McGonagall. Wielu z nich miało dzieci lub wnuki w Hogwarcie… Trzy do dwóch dla niego – dziewczyna wzięła głęboki oddech. – Za to potem nastąpiła katastrofa. Ostatnim świadkiem był Hagrid. W ciągu pięciu minut Gawain doprowadził go do płaczu, podczas którego wyszlochał jak to Severus znęcał się nad Harrym. Nieudało mi się niczego naprawić. Dlatego wygrał bitwę.
- Ale nie wygrał wojny!
- Nie, nie wygrał. Postaram się aby kolejną bitwę przegrał… i ty mi w tym pomożesz – oświadczyła Hermiona kładąc się na swoim łóżku.
- Ja?
- Tak, jutro dostaniesz sowę z powiadomieniem, że masz się stawić za tydzień jako świadek na rozprawie…
Po wypowiedzeniu tych słów Hermiona od razu usnęła ze zmęczenia. Ginny wzięła kołdrę i przykryła delikatnie przyjaciółkę. Jednym machnięciem różdżki zgasiła lampy i poszła spać do swojego łóżka.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 6 – Jak rozmnażają się Puszki Pigmejskie?


Do końca lipca Hermiona miała tyle roboty, że nie miała czasu na rozpamiętywanie przeszłości. Wstawała o szóstej rano, a kładła się spać po północy. Pomagała Ginny w nadrobieniu materiału, zbierała dowody przeciwko Dolores Umbridge oraz zaangażowała się w zniesienie obowiązującego prawa dotyczącego czarodziei urodzonych w niemagicznych rodzinach. Dodatkowo musiała obejrzeć domy w Londynie, wybrać jeden z nich oraz pomóc rodzicom go wyremontować. Ron wyprowadził się z domu i zamieszkał z George’em. Mimo że także miał sporo roboty przy zbieraniu towaru i przygotowywaniu się do ponownego otwarcia sklepu, wpadał, aby pomóc Hermionie przy malowaniu. Na początku po jego robocie trzeba było wszystko poprawiać, ale po jakimś czasie doszedł do wprawy. Dodatkowym problemem był fakt, że ciąża pani Granger była zagrożona. Mama Hermiony musiała leżeć w łóżku aż do czasu porodu, przez co jej rodzina była trochę poddenerwowana. Czarownica postanowiła, że zamieszka z rodzicami, aby po ukończeniu szkoły pomagać im w wychowaniu siostry.

- Jak ją nazwiemy? – zadał pytanie pan Granger, gdy wszyscy siedzieli w pokoju jego żony i odpoczywali po wyremontowaniu łazienki na piętrze.
- Nie macie imienia? – odparła zaskoczona Hermiona. – Myślałam, że coś wybraliście jeszcze podczas pobytu w Australii.
- Tak, wybraliśmy imię „Hermiona” – odpowiedziała z uśmiechem mama dziewczyny.
- Dla chłopców mamy tuzin imion, moglibyśmy stworzyć drużynę piłkarską… - zaczął ojciec czarownicy.
- Ty mnie do tego nie mieszaj – jęknęła pani Granger.
- … ale dla dziewczynki nic nam nie przychodzi do głowy.
- Eee, może Molly? – zaproponował Ron i zaczerwienił się od stóp po uszy.

Grangerowie popatrzyli na siebie z zadumą. Hermiona bardzo ucieszyła się na wieść, że będzie miała siostrę. Wprawdzie lekarz mówił, że nie jest to w stu procentach pewne, ale raczej rzadko się mylił. Hermiona oczyma wyobraźni widziała małą, słodką dziewczynkę… Pomyślała o przebytej wojnie i o tym, jak przetrwała, odnalazła rodziców i zwróciła im pamięć.
- Hmm, a co powiecie na Victoria?  
Rodzice nie mieli zachwyconych min.
- Victoria, Molly… nie… raczej nie…
- Może Gwendolina? Mam ciotkę Gwen, jest fajna mimo że jest starą panną. Mieszka w lesie i dokarmia jednorożce zimą – Ron zaczął się rozkręcać. – Prudencja to też ładne imię… moja daleka kuzynka od strony ojca zdobyła tytuł Miss Lotu na Miotle dziesięć lat temu. Widziałem jej zdjęcia, była naprawdę… WOW.
- Dziękujemy ci za pomysły Ron – odparła Hermiona. – Może znajdziemy jakieś bardziej normalne imiona.
- One są normalne – zaprotestował rudzielec.
- Dla świata czarodziejów…
- Ty nie masz normalnego imienia – zaperzył się.
- Może coś… francuskiego – zaczęła nieśmiało mama Hermiony, starając się odwieść nastolatków od kłótni. – Wiesz córeczko, jak uwielbiam Francję. A co o tym myślisz kochanie? – zwróciła się do męża.
- Niegłupi pomysł. Wybierzmy jakieś normalne imię, a zapis po francusku sprawi, że nasza nowa pociecha będzie się wyróżniała z tłumu.

Francja to był mały bzik jej rodziny. Rodzice mówili płynnie po francusku i bardzo często jeździli do Paryża lub na słoneczne południe. Hermiona zaczęła przypominać sobie beztroskie wakacje spędzane na Lazurowym Wybrzeżu. W głowie widziała słońce, piasek, palmy, błękit Morza Śródziemnego i pasma gór ciągnące się wzdłuż wybrzeża. Te chwile z rodzicami, gdy kąpali się w wodzie, uważając na parzące meduzy. Nagle wpadło jej do głowy jeszcze jedno wspomnienie. Ona mająca pięć lat i jej nowo poznana koleżanka. Obydwie budowały zamek z piasku i jakiś nastolatek przebiegł po nim, goniąc za piłką. Wspólny płacz i pomstowanie na chłopaka zbliżył ich rodziny do siebie. Nie przeszkadzał im fakt, że Hermiona nie mówiła za bardzo po francusku (potrafiła wypowiedzieć kilka grzecznościowych formułek) ani, że Suzanne nie umiała w ogóle angielskiego. Spędziły cudowne wakacje, bawiąc się razem i nie używając przy tym prawie słów. Czasem tylko biegły do rodziców, aby im przetłumaczyli, co jedna od drugiej chce.

- Pamiętacie Suzanne Dubois i jej rodziców? – spytała Hermiona.
- Och, tak! – twarz jej mamy rozjaśnił uśmiech. – To były jedne z najfajniejszych wakacji! Wy byłyście zajęte sobą, a my mogliśmy spokojnie rozmawiać z Gustavem i Brigitte.
-  Byłyście jak papużki nierozłączki – dodał pan Granger. – Na dodatek wyglądałyście jak siostry, tak byłyście do siebie podobne…
- Ej, to jest właśnie to! – Rona oświeciło. – Nazwijcie małą Suzanne!
Grangerowie wymienili spojrzenia. Każde wiedziało, o czym pozostali myślą.
- A więc postanowione! – powiedział pan Granger.

***

To nie są wyjątkowo wesołe urodziny – pomyślała Hermiona, odchodząc od stołu. Harry kończył właśnie osiemnaście lat i z tej okazji urządzono przyjęcie w gronie rodziny Weasleyów i przyjaciół. Jednak nie dało się ukryć, że przy stole panowała atmosfera sztucznej wesołości. Wszystkim brakowało Freda. Bez niego George był ponury  i głównie co robił, to wlewał w siebie kolejne kieliszki wina porzeczkowego. Każdy się uśmiechał, ale jednak czuło się pustkę, której nikt nie mógł wypełnić. Pani Weasley dwoiła się i troiła, aby uczestnicy przyjęcia byli zadowoleni, a wszyscy starali się ukryć przed nią, że nie są w nastrojach do zabawy.

Hermiona wyszła z toalety i skierowała swoje kroki ku drzwiom prowadzącym do ogrodu, gdy zauważyła Proroka Codziennego leżącego na kanapie. Miała zamówioną prenumeratę, ale akurat tego dnia nie miała czasu, aby zajrzeć co jest w nim napisane. Wzięła gazetę do ręki i przekartkowała szybko stronice. Jej uwagę zwrócił artykuł z piątej strony. 

Dotyczył Dolores Umbridge i zawierał sprawozdanie z przesłuchania Draco Malfoya. Hermiona od kilku dni zastanawiała się z Ronem, jakim cudem Harry’emu udało się namówić Dracona do zeznawania przeciwko byłej nauczycielce. Rodzina Malfoyów odbywała areszt w swojej posiadłości do czasu, aż Wizengamot zdecyduje czy wtrącić ich do Azkabanu, czy nie. Na razie ciągle zbierano zeznania i dowody przeciwko nim. Aurorzy, w tym Harry, trzymali wartę, aby żadne z nich nie uciekło. Z tego co mówił Hermionie, Lucjusz dostawał szału, gdy go widział, a gdy usłyszał czego Harry chce od jego syna zaczął krzyczeć, że nigdy mu nie pozwoli na współpracę z zabójcą Czarnego Pana. Mimo znacznych oporów Malfoyów Harry jakoś zdołał przekonać Draco, aby pomógł w ich walce przeciwko Umbridge. Hermiona była pod sporym wrażeniem, ale nie udało się jej dowiedzieć, jak jej przyjaciel tego dokonał.  


ZEZNANIA W SPRAWIE PRZECIWKO DOLORES UMBRIDGE SKŁADAJĄ BYLI UCZNIOWIE HOGWARTU


Jak donosi nasz korespondent, czarne chmury zbierają się nad Dolores Umbridge (53 l.), byłą urzędniczką Ministerstwa Magii i Wielkiego Inkwizytora Hogwartu, która została postawiona w stan oskarżenia przez Hermionę Granger (18 l.) oraz Harry’ego Pottera (18 l.). Głównymi zarzutami są: nasłanie dementorów na Harry’ego Pottera w jego ówczesnym miejscu zamieszkania dnia 2 sierpnia 1995 roku, torturowanie uczniów Hogwartu w roku szkolnym 1995-1996 przy pomocy Krwawego Pióra, podawanie im eliksiru Veritaserum w celu wydobycia zeznań oraz próba rzucenia Klątwy Cruciatus na Harry’ego Pottera 17 czerwca 1996 r.

Jako pierwszy zeznawał Lee Jordan (20 l.), który potwierdził, że jednym ze sposobów karania uczniów było pisanie Krwawym Piórem. Tortura ta została osobiście opracowana przez oskarżoną i polega na wielokrotnym wycinaniu pisanych wyrazów na skórze skazanego. Jest to niezwykle krwawa i bolesna operacja. Po kilku sesjach na dłoni ofiary zostają blizny układające się w zdanie. Pan Lee Jordan pokazał Wizengamotowi blizny na dłoni układające się w zdanie „Nie będę wyśmiewał się z Dekretu Edukacyjnego Numer 26”. Poproszony o komentarz po wyjściu z przesłuchania powiedział Prorokowi Codziennemu: „mam nadzieję, że te wredne babsko zostanie zmuszone do wielokrotnego pisania swoim piórem zdania – jestem ropuchą i śmierdzę”.

Kolejnym, zaskakującym świadkiem, był Draco Lucjusz Malfoy (18 l.), który został przyprowadzony w kajdanach do Ministerstwa Magii przez aurorów. Pan Malfoy obecnie odbywa areszt razem ze swoją rodziną, która jest oskarżona o bycie zwolennikami Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać i walkę u jego boku. Zeznania potwierdziły nasłanie dementorów oraz próbę rzucenia Klątwy Cruciatus na Harry’ego Pottera, której był świadkiem w gabinecie Dolores Umbridge jako członek Brygady Inkwizycyjnej. Była to formacja złożona z uczniów, powołana przez oskarżoną, której celem było pilnowanie przestrzegania Dekretów Edukacyjnych ustanowionych przez Wielkiego Inkwizytora Hogwartu. Pan Malfoy ze szczegółami opowiedział o wszystkich niestosownych praktykach, których dopuszczała się Dolores Umbridge podczas jej pobytu w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Po zakończeniu przesłuchania aurorzy odprowadzili świadka z powrotem do aresztu, nie pozwalając mu na kontakty z wysłannikiem Proroka Codziennego.

Wszystko wskazuje na to, że Dolores Umbridge zostanie skazana na pobyt w Azkabanie. Równolegle toczy się przeciwko niej śledztwo w sprawie niesłusznego karania czarodziejów pochodzenia mugolskiego, przez co kilku zmarło oraz sprzyjanie Temu-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. Oskarżona nie chciała zamienić kilku zdań z wysłannikiem Proroka Codziennego. Wychodząc z sali rozpraw, oświadczyła, że „jeśli będziecie mnie dalej nagabywać, to zamienię was wszystkich w szczury”.


Hermiona westchnęła, odłożyła gazetę i wróciła do stołu. Luna ganiała po ogrodzie za gnomami, czym wywołała małą konsternację wśród starszej części zgromadzonych i uśmiechy wśród młodzieży. Fleur patrzyła na nią ze zdumieniem. Harry i Ginny szeptem coś omawiali. Percy próbował zabrać George’owi wino, a Hagrid rozmawiał z Nevillem i panią Weasley na temat roślinności w ogrodzie. Gdy Hermiona usiadła, Ron od razu objął ją ramieniem.
- Co tak długo? – szepnął.
- Musiałam przypudrować nos – mruknęła. – Coś ciekawego mnie ominęło?

Ron nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ Harry wstał i zastukał łyżeczką w pusty pucharek po lodach. Luna obróciła twarz w jego stronę, nie zwalniając i nie patrząc, dokąd biegnie, przez co wpadła w żywopłot, pod którym ukrył się przerażony gnom. Harry poczekał, aż jego przyjaciółka wyplącze włosy z gałęzi i usiądzie na swoim miejscu. Wszyscy intensywnie wpatrywali się w niego i czekali, co też ma takiego ważnego do powiedzenia.
- Ja… chciałbym zwrócić się do was w pewnej ważnej sprawie – zaczął niepewnie. Popatrzył na Ginny, a ta uścisnęła mu rękę, dając znak, aby mówił dalej. Odchrząknął i kontynuował. – Większość z nas tutaj zebranych była w Zakonie Feniksa. Przez ostatnie lata trzymaliśmy się razem, wszyscy walczyliśmy przeciwko Voldemortowi i pokonaliśmy go. Udało się nam to dzięki Albusowi Dumbledore’owi. To on nas prowadził, dawał wskazówki, rady. Gdyby nie on, sądzę, że nie byłoby nas tutaj. Nie dalibyśmy…
- Dobra Harry! Nie ględź! Gadaj, czego chcesz! - brutalnie przerwał mu George i głośno czknął.

Wszyscy popatrzyli się na siebie nawzajem. Percy wyrwał szybkim ruchem butelkę George’owi, który nie był w stanie, przeszkodzić bratu. Pani Weasley ukryła twarz w dłoniach, a jej mąż wbił zmartwiony wzrok w swojego syna. Harry stał przez chwilę zbity z tropu, wziął głęboki oddech i wyrzucił z siebie.
- Chcę, abyśmy pomogli Severusowi Snape’owi.
Momentalnie zaległa cisza. Hermionie wydawało się, że nawet pszczoły i ptaki umilkły. Przez cały dzień było słonecznie i gorąco, ale w tym momencie zapanowała atmosfera, jakby nagle chmury przysłoniły niebo. Neville zastygł z pół otwartymi ustami, Ron wpatrywał się w Harry’ego ze zdumieniem, Bill zmarszczył brwi, a Fleur wodziła wzrokiem po zebranych. 

Dopiero pan Weasley przerwał ciszę i rzekł:
- Powiedz nam, czego właściwie oczekujesz?
- Chcę go oczyścić z zarzutów.
- Harry, on zabił Dumbledore’a! – powiedziała roztrzęsionym głosem pani Weasley.
- To kawał smoczego łajna! – George krzyknął, wstając i zwalając się z powrotem na krzesło. – Niech zgnije w Azkabanie!
- Nie! To nie tak! Posłuchajcie mnie! – Harry starał się przekrzyczeć szmer, który powstał, gdy wszyscy zaczęli wymieniać między sobą uwagi – Ja wiem, że to trudne… też mi było ciężko uwierzyć, że Dumbledore kazał mu siebie zabić… Mówię prawdę! Snape od początku do końca był w Zakonie, robił wszystko, aby Voldemort przegrał. Dzięki niemu go pokonałem!
- Nie masz dowodów Harry – zauważył ojciec Rona. – Każdy wie, że Severus jest mistrzem oklumencji, wszyscy śmierciożercy to potwierdzą… Tak samo, jak to, że był wyjątkową postacią w armii Sami-Wiecie-Kogo. Rada stwierdzi, że specjalnie zmienił swoje wspomnienia, aby oczyścić się z zarzutów…
- Tym bardziej że nikomu ich nie pokazałeś poza Kingsleyem – wtrącił Percy. – Wizengamot nie uwierzy wam na słowo, nawet ministrowi magii i Wybrańcowi.
- Musimy jakoś przekonać Snape’a, aby zechciał pokazać je na rozprawie – ciągnął Harry. – Starałem się z nim porozmawiać, ale mój szef go nienawidzi i utrudnia nam kontakty, jak tylko się da. Poza tym… - starał się uśmiechnąć - gdy idę do Snape'a, to ma minę, jakby chciał wyskoczyć przez okno i stanowczo odmawia udzielenia sobie pomocy.
- On cię nienawidzi, a ty chcesz mu pomóc – Ron był zdegustowany.
- A ja uważam, że każdy jest wewnętrznie dobry, tylko czasem o tym nie wie – odezwała się swoim rozmarzonym tonem Luna. – Jeśli Harry mówi, że profesor Snape jest niewinny, to ja mu wierzę.
- On jest okropni – Fleur zmarszczyła nos, jakby ktoś zanieczyścił koło niej powietrze. – Gdy my bylici w ‘Ogwart professeur naśmiewaci się z moi ęgilski.
- Ja tam wierzę Harry’emu – rzekł Hagrid.
- Ja też – dodała Ginny.
- Nie ukrywajmy, że z Severusa zawsze był kawał sukinsyna – powiedział Bill, na co pani Weasley syknęła, a George spadł ze śmiechu pod stół. – Nikt go nie lubił, ale musieliśmy utrzymywać z nim kontakty i go tolerować, bo ufaliśmy osądowi Dumbledore’a. Przykro mi Harry, ale ciężko uwierzyć, że był po naszej stronie.

Przy stole rozszedł się pomruk świadczący o tym, że większość zebranych zgadza się z Billem. Harry nadal stał, myśląc co jeszcze powiedzieć. Gdy stwierdził, że nic mu nie przyjdzie mądrego do głowy, popatrzył błagalnie na Hermionę, a ta od razu zrozumiała, że przyjaciel oczekuje od niej pomocy.
- Przeanalizujmy to – zaczęła mówić i wszyscy umilkli. – Fakty są takie, że wszystko świadczy przeciwko Snape’owi. Opinia publiczna wie o nim tyle, że był to wyjątkowo oddany Voldemortowi, zabił Dumbledore’a, nienawidził Harry’ego od samego początku, faworyzował dzieci śmierciożerców… Tego jest naprawdę dużo. Na dodatek jego osobowość i fizjonomia są… - urwała, szukając odpowiedniego określenia.
- Mocno odpychające – podpowiedział Percy.
- Tak, to właśnie miałam na myśli…
- Niiiiiiikt nieeeee chceeee się kumplooowaaaać zeeeee staaaaaryyym nietopeeeerzeeem! – zawył George, próbując śpiewać, po czym głowa opadła mu na stół.
- Wizengamot z góry założy, że jest winny – powiedział pan Weasley, patrząc z ukosa na pijanego syna. – Sami wiecie, jak to działa. Nawet Kingsley niewiele tu pomoże.
- Może wpłynąć na radę – stwierdził Harry. – Gdy z nim rozmawiałem, a potem pokazałem mu wspomnienia, to wyglądał na przekonanego o niewinności Snape’a.
- To wcale nie jest takie proste. Kingsley nie jest taki jak Korneliusz Knot – rzekł Percy, po czym mocno się zaczerwienił. – Sądzę także, że nauczyciele z Hogwartu nie będą stać za nim murem.
- Minerwa McGonagall widziała wspomnienia – powiedział Harry, a wszystkie oczy zwróciły się na niego. – Są w myśloodsiewni w jej gabinecie, stwierdziłem, że należy jej pokazać. Nie wyglądała na zachwyconą, ale liczę na jej słynne poczucie sprawiedliwości.
- No dobrze, nie mamy wątpliwości, że wszyscy są przeciwko Severusowi Snape’owi – ciągnęła temat Hermiona. – Jednakże jest dużo okoliczności łagodzących. Możemy z całą pewnością stwierdzić, że ratował Harry’ego w pierwszej klasie, gdy Quirrell próbował go zabić. Ron i Harry złożyli zeznania w sprawie łani, która wskazała im drogę do Miecza Gryffindora. Wystarczy, że Snape wyczaruje patronusa i nie będzie wątpliwości, że to on im pomógł.
- O ile mu się zechce – mruknął Ron.
- A poza tym… – Hermiona uśmiechnęła się do Harry’ego – zapomnieliśmy, że mamy mnóstwo świadków rozmów pomiędzy Dumbledore'em a Snape'em.
- Kogo? – zdezorientowany Neville zadał pytanie. – Mówiłeś, że zawsze rozmawiali na osobności w gabinecie dyrektora.
- No właśnie! – krzyknął uradowany Harry.
- Co właśnie? – Neville nadal nie wiedział, o co chodzi.
- Portrety… - Rona olśniło. – W gabinecie są portrety wszystkich dyrektorów!
- Tak, Ron. Jest tam mnóstwo portretów – ciągnęła myśl Hermiona. – Na pewno zeznają, że Snape zabił Dumbledore’a na jego polecenie.
- Nie wspominając o portrecie Albusa – dodał pan Weasley. – On sam może to potwierdzić… tylko czy portrety zostaną uznane za wiarygodne źródło informacji?

Wszyscy zamyślili się. Nikt nie wiedział, czy kiedykolwiek była rozprawa przed Wizengamotem, gdy portret zeznawał na korzyść lub niekorzyść oskarżonego. Nie wiadomo było także, w jaki sposób zostanie rozwiązany problem przesłuchania, jako że większość namalowanych osób nie może opuszczać gabinetu dyrektora. Hermiona pomyślała, że będzie musiała poszukać informacji w książkach. To oznaczało kolejną żmudną robotę do wykonania.

- Myślę, że dobrze kombinujesz Hermiono – Bill uniósł kieliszek w geście uznania. – Twoje zdrowie!
- Jest jeszcze jeden problem – powiedział Harry. – Trzeba przekonać Snape’a, aby dopuścił, by ktoś go bronił w Wizengamocie.
- Mogę do niego zajrzeć – zaoferował się pan Weasley. – Może mnie wysłucha i coś na to poradzimy.
- A dementorzy?
- Molly, kochanie, są przepędzeni...
- Ach, zapomniałam!
Przy stole zapadła cisza. Dzień chylił się ku końcowi, niebo powoli przybierało różową barwę. Hagrid poruszył się na krześle.
- Było miło, ale ja to chyba se już pójdę…
- Chwila! – Ron zerwał się na równe nogi. – Hagridzie, mam do ciebie sprawę!
- Taaa?
- Znasz się na Puszkach Pigmejskich?

***

Gdy Fred i George byli zmuszeni opuścić swój sklep na ulicy Pokątnej, zastanawiali się, co zrobić z Puszkami Pigmejskimi. Mieli ich ponad pięćdziesiąt sztuk, to było zdecydowanie za dużo, aby je wykarmić, mimo że jadły wszystko – nawet śmieci. Nie mając wielkiego wyboru, rozdali na szybko połowę przypadkowym czarownicom i czarodziejom, a resztę po prostu wypuścili. Przed ponownym otwarciem sklepu George z Ronem złapali sześć puszków, które zamieszkały w ich piwnicy. Niestety, nie chciały się rozmnażać.
- Może to kwestia tego, że siedziały w ciemnej piwnicy przez ponad pół roku? – zastanawiał się George.
- Albo zła dieta – dodał Ron. – Gdybym żywił się pająkami, też by mi się nie chciało bzykać.
- Myślisz, że jak damy im do klatki stoliki, na nich talerzyki ze spaghetti i zapalimy świece, to coś między nimi zaiskrzy?
- Jaaasne, może im jeszcze zagrać na akordeonie i zaśpiewać pieśni o miłości?
- Jak masz akordeon to jazda! – rzucił George, zerkając badawczo na puszki.

Nic co wymyślili, nie pomogło. Zwierzątka nadal nie chciały się rozmnożyć. Postanowili poradzić się Hagrida, który miał być na urodzinach Harry’ego. Ron przyniósł pudełko z puszkami przed dom, a pół-olbrzym sprawdzał, co jest z nimi nie tak. Przyglądał się uważnie każdemu z osobna, po czym rzekł:
- Cholibka! Nic dziwnego, że nie mają młodych!
- Coś im dolega? Są chore? – dopytywała się zaniepokojona Luna.
- Chodzi o to, że nic im się nie stało. Są całe i zdrowe!
- To, czemu nie mają małych?
- Bo to wszystko to dorodne dziewuchy są! – Hagrid zachichotał. – Mieliście szczęście złapać same baby!
- Ten zwierzęcy magnetyzm… - dodała Ginny ku ogólnemu wybuchowi wesołości.
- O kurna… musimy złapać jakiegoś faceta… - Ron nie był zachwycony.

Hermiona podeszła do niego i postukała go w głowę.
- Ziemia do Rona! Myśl!
- Co znowu ci nie pasuje kobieto?
- Twoja rodzona siostra ma puszka płci męskiej. Nazywa się Arnold i sądzę, że będzie wyjątkowo atrakcyjny dla twoich panienek!
- No tak! – Ron pacnął się dłonią w czoło. – Kurde, zapomniałem o Arnoldzie! Ginny, dawaj go tutaj! Będzie miał dzisiaj upojną noc!

Ginny nie trzeba było dwa razy powtarzać. Pobiegła po swojego zwierzaczka i po minucie była z powrotem. Ostrożnie włożyła go do pudełka. Samiczki na początku zbiły się w stadko z dala od obcego samczyka. Arnold powoli zbliżył się do nich i zaczął je obwąchiwać. Po chwili wszystkie puszki płci damskiej zapoznały się z samczykiem i zaczęła się zabawa.
- O matko! – wyrwało się zaskoczonemu Ronowi. – To się dzieje tak szybko?
- Bierze się za drugą! – pisnęła Ginny.
- Na gacie Merlina! – wykrztusił Neville, patrząc na wygibasy puszków z szeroko otwartymi oczami.

Pudełko trzęsło się jak szalone. Hermiona patrząc na puszki, miała zawstydzoną minę, Luna wykazywała naukowe zainteresowanie, a Harry’emu opadła szczęka.
- Chciałbym być jak Arnold – stwierdził Ron.
- Okrągły i puszysty? Zapuść włosy i zacznij jeść za troje – odpowiedziała mu z niewinnym uśmieszkiem Ginny.
- A może chcesz mieć sześć dziewczyn na raz? – spytała z przekąsem Hermiona.
Harry’ego i Neville’a dopadł gwałtowny atak kaszlu. Ron zaczerwienił się i zaczął dukać, że nie miał tego na myśli.
- Dobra, idziemy do domu! – zdecydowała Ginny. – Dajmy im trochę prywatności.
Radosne piski oznaczające, że puszki dobrze się bawią, trwały do samego rana. Arnold zaś, po niedługim czasie, został ojcem siedmiu małych, puchatych kuleczek.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 5 – Żuczek i ropucha


Hermiona miała tego wszystkiego dość, zwłaszcza zmęczenie zaczęło dawać się jej we znaki. Stawiła się wcześnie rano na przesłuchanie do Ministerstwa Magii, a właśnie dobiegała piąta po południu. Składała zeznania od kilku godzin z trzema małymi przerwami i jedną dużą na obiad. Najpierw komisja poprosiła, aby zrelacjonowała wszystkie wydarzenia od odrodzenia się Voldemorta. Gdy to zrobiła, zaczęły padać pytania. 

Co wie o śmierci Dumbledore’a? Czy jest pewna, że Syriusz Black był po stronie Zakonu? Skąd wie, że Peter Pettigrew to był naprawdę on? Co dokładnie robiła z Harrym Potterem, gdy się ukrywali? Czy Ksenio Lovegood miał jakieś dodatkowe korzyści z wydania ich śmierciożercom poza sprowadzeniem córki do domu? Co dokładnie zdarzyło się w dworze Lucjusza Malfoya? Dlaczego włamali się do Gringotta? Co dokładnie robiła w czasie Bitwy o Hogwart?

Przesłuchanie odbywało się w sali rozpraw przed składem Wizengamotu. Hermiona pamiętała, że gdy ostatnim razem tu była to udawała Mafaldę Hopkirk, która teraz we własnej osobie siedziała jako jeden z członków komisji. Zrobiło jej się głupio, ponieważ podejrzewała, że kobietę spotkało później sporo nieprzyjemności z jej powodu. W czasie przerwy, podeszła do Mafaldy, aby ją przeprosić i powiedzieć, że podczas dalszej części przesłuchania przedstawi powody, dlaczego to zrobiła . Zaskoczona urzędniczka odpowiedziała szeptem, że wybacza. Ostatecznie konsekwencje nie były bardzo dotkliwe, a skoro Hermiona pomagała Harry’emu Potterowi pokonać Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać to nic wielkiego się nie stało.

***

Po otrzymaniu listów od Percy’ego cała trójka długo dyskutowała w pokoju Rona czy mówić dokładnie, w jaki sposób pokonali Voldemorta. Harry nie był pewny czy świat czarodziejów powinien się dowiedzieć o horkruksach. Z drugiej strony mogliby mieć nieprzyjemności, gdyby nie wytłumaczyli, dlaczego włamali się do Gringotta. Dopiero gdy minęła północ i byli już mocno zmęczeni Hermiona zakończyła dyskusję, oświadczając, że należy powiedzieć wszystko. Argumentowała to tym, że potencjalni naśladowcy Voldemorta będą wiedzieć, że nawet siedem horkruksów nie ochroni ich przed śmiercią i zawsze znajdzie się ktoś, kto ich pokona.

Pierwszy przed komisją zdawał relację Harry. Następnego dnia Hermiona, a jako ostatni był Ron. Zajmowało to cały dzień, musieli stawić się o siódmej rano, a koniec przewidywany był po dwudziestej. Harry wyszedł z sali rozpraw dopiero o dwudziestej trzydzieści, zmęczony, ale szczęśliwy, że ma to już za sobą. Przewodniczącym Wizengamotu był Kingsley Shacklebolt, który co jakiś czas uśmiechał się do przesłuchiwanego świadka, aby go podnieść na duchu. Jedną z dwóch rzeczy, które zdenerwowały Hermionę było to, że na sali siedziała Rita Skeeter. Z rumieńcem podniecenia na twarzy szeptała pod nosem, a zielone pióro zapisywało jej słowa. Oczy błyszczały jej za każdym razem, gdy wysłuchiwała, sensacyjnego jej zdaniem, fragmentu opowieści. Hermiona próbowała przekonać Kingsleya do wyrzucenia jej z sali, ale ten oświadczył, że komisja podjęła decyzję o opublikowaniu relacji z przesłuchań w "Proroku Codziennym". Stwierdzili, że czarodzieje i czarodziejki mają prawo poznać, jak został pokonany Voldemort.

Widok zadowolonej Rity doprowadzał Hermionę do furii i najchętniej wsadziłaby jej to zielone pióro w nos, w taki sposób, że wyszłoby uchem. Wiedziała wprawdzie o małym sekrecie Skeeter, ale podejrzewała, że dla dziennikarki rewelacje z przesłuchania są więcej warte niż pobyt w Azkabanie, w którym i tak ostatecznie mogła pisać książki.  Hermiona zastanawiała się, kiedy wyjdzie kolejna biografia zawierająca więcej kłamstw, niż jest piasku na plaży. Obstawiała, że za pierwszy cel weźmie Voldemorta, potem Harry’ego, a kiedyś może i za nią... Stwierdziła, że tego by nie zniosła.

Kolejną osobą, na której widok Hermionie zaczynały trząść się ręce ze złości, była Dolores Umbridge. Można było pomyśleć, że w Ministerstwie Magii zaszły duże zmiany od czasu pokonania Voldemorta jednak prawda była inna. Kingsley ze swoimi zwolennikami próbowali usunąć ze swoich stanowisk śmierciożerców i osoby związane z Tym-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. Był to długi i skomplikowany proces, dlatego Dolores Umbridge nadal zasiadała w Wizengamocie.

Hermiona zachowała zimną krew i spokojnie opowiedziała o tym, w jaki sposób Kobieta-Przypominająca-Ropuchę, weszła w posiadanie naszyjnika Salazara Slytherina.
- Yhm, yhm… - chrząknęła Dolores wystarczająco głośno, aby przerwać dziewczynie. – Myślę, że panna Granger nie ma na to dowodów. Ten naszyjnik należał od pokoleń do mojej rodziny, a Mundungus Fletcher, jako przedstawiciel złodziei i krętaczy, nie jest wiarygodnym świadkiem…
Hermiona nie wytrzymała, wstała i zaczęła mówić:
- Za to mam mnóstwo świadków na to, że Dolores Umbridge torturowała uczniów w Hogwarcie oraz próbowała rzucić klątwę Cruciatus na Harry’ego Pottera! Nasłała na niego dementorów w piątej klasie!

Po sali przeszedł szmer rozmów. Dolores wyglądała, jakby dostała w twarz. Zauważyła, że większość zgromadzonych ludzi patrzy na nią. Zmusiła się do uśmiechu i rzekła swoim słodkim, dziewczęcym głosikiem:
- Panno Granger… takie pomówienie nie przystoi komuś takiemu jak ty… A skoro mowa o aspektach prawnych… Przypominam, że nie zgłosiłaś się na przesłuchanie w sprawie bezprawnego zdobycia mocy magicznej!

Czarodzieje i czarownice siedzący w ławach poruszyli się niespokojnie, pilnie śledząc wymianę zdań. Kingsley postanowił działać.
- Nie sądzę Dolores, aby to teraz było ważne…
- Och! Jest bardzo ważne! Przypominam tylko… - rozejrzała się po twarzach zebranych - że prawo dotyczące osób urodzonych w rodzinie mugoli nadal obowiązuje, a panna Granger, postanowiła olać wytyczne Ministerstwa Magii!
- Postaram się jak najszybciej je zmienić…
- Wnioskuję o areszt dla panny Hermiony Jean Granger i postawienie jej w stan oskarżenia wobec migania się od obowiązków wobec Ministerstwa Magii, a tym samym pogwałcenia prawa w świecie czarodziei!

W sali zawrzało, część osób wstała i zaczęła krzyczeć. Rita Skeeter mało nie zemdlała z ekscytacji. Hermiona zapłonęła z gniewu. Pomyślała, że musi dać popalić tej wstrętnej babie, choćby zajęłoby to jej pół życia. Krzyknęła:
- A ja wnioskuję o postawienie w stan oskarżenia Dolores Jane Umbridge!
Pięćdziesiąt czarodziei i czarownic przestało się hamować. Wrzaski odbijały się od kamiennych ścian i sufitu. Część wykrzykiwało obelgi w stronę Dolores, część wymyślało Hermionie. Obie mierzyły się wzrokiem i gdyby spojrzenie mogło zabijać, obydwie padłyby trupem na miejscu.
- CIIIISZAAAAAAA! – wrzasnął magicznie wzmocnionym głosem Kingsley. – Abercombie! Spokój albo każę wyprowadzić cię z sali!

Komisja momentalnie ucichła i zaczęła zajmować swoje poprzednie miejsca.
- Jako tymczasowy minister magii decyduję, co następuje: panna Granger nie zostanie zatrzymana, podpisze odpowiedni dokument, w którym zapewni, że nie wyjedzie z kraju oraz stawi się niezwłocznie na przesłuchanie w razie wezwania. Rozumiesz panno Granger?
Hermiona przytaknęła, Kingsley przemawiał dalej.
- Co do Dolores Umbridge…  jest niewinna dopóki nie udowodni jej się winy. Proponuję złożyć wspólny pozew przez pokrzywdzonych przez nią uczniów!
- Ale… - jęknęła Hermiona.
- Żadne „ale”! – zagrzmiał Kingsley. – A teraz zarządzam piętnaście minut przerwy. Po niej wracamy do pierwotnego tematu i będziemy dalej przesłuchiwać świadka!

Hermiona wróciła do Nory koło godziny dwudziestej drugiej. Była głodna, zmęczona i zła, marzyła tylko, aby wrzucić coś na ząb i pójść spać. W kuchni zastała Rona, który czekał na nią z własnoręcznie przygotowaną kolacją. Hermiona nie powiedziała mu tego, ale doszła do wniosku, że o ile gotowanie niezbyt dobrze jej wychodzi, to Ron jest tragiczny w te klocki, skoro nawet jajek nie potrafi usmażyć. Tak jednak jest, gdy przez całe życie jedzenie przygotowuje matka albo skrzaty domowe.
- Co tam słychać? – powiedziała szepcząc, gdy skończyli jeść.
- Hmm, Harry i tata byli w pracy, ja przygotowywałem się na jutro, robiąc notatki…
- Co robiłeś!?
- Notatki, Hermiono, notatki… Wiesz, zapisuje się na pergaminie różne rzeczy…
- Nie ucz ojca dzieci robić!
- Ginny kuła transmutację, a mama…
- Co z nią?
- Płakała cały dzień… Spojrzała na kalendarz i zobaczyła... - Ron skinął głową w kierunku kalendarza wiszącego na ścianie.
Hermiona spojrzała w jego stronę. Zorientowała się, że jest drugi czerwca. Czyli miesiąc temu była Bitwa o Hogwart… 

O boże, to już miesiąc odkąd wygraliśmy, odkąd oni wszyscy…

Przez cały ten czas starała się nie myśleć o przeszłości. Płakała podczas zbiorowego pogrzebu. Myślała, że to wystarczy. Zawsze starała się być twarda i trzymać chłopaków w ryzach. Starała się patrzeć w przyszłość i ignorować niedogodności oraz trudności po drodze. Starała się być ostoją spokoju, gdy wszyscy wokoło szaleli. Starała posługiwać się chłodną logiką. Wszystko to nagle stało się bez znaczenia. Hermiona rzuciła się w ramiona Rona, płacząc tak jak nigdy w życiu. Wylewała z siebie całą złość, frustrację, ból, strach, które w sobie trzymała przez ostatnie miesiące. Ron po chwili przyłączył się do niej. Szlochając, usnęli na kanapie w salonie. Hermiona stwierdziła rano, że wspólne wyrzucenie z siebie emocji bardzo zbliża zakochanych w siebie ludzi.