czwartek, 21 kwietnia 2016

Voldemort ubiera się u Madame Malkin: Rozdział 12 – Powrót

Heeeeeeeeeejkaaaaaaaaaaa!!!
Jak ja się za wami stęskniłem, mordki wy moje!

Jestem już w Anglii, moja wyprawa zajęła kilka miesięcy, ale właśnie w tej chwili siedzę sobie w cieplutkim domku Barty’ego i stukam w klawiaturę popijając „Pędzącego Hipogryfa”. Mówię wam, ten to potrafi sponiewierać!

Miałem tyle przygód… znowu nie wiem, od czego zacząć… może zacznę od początku…

Wylądowałem w Meksyku w Meksyku. Mówię wam: jakim trzeba być ćwokiem aby nazwać tak samo kraj i stolicę? Wyobraźcie sobie: stoicie sobie na poboczu, łapiecie stopa, kierowca staje i się pyta:
- Dokąd jedziesz?
- Do Meksyku!
- Już jesteś w Meksyku! Hłe, hłe!
I pojechał… (a ja biedny nadal łapałem tego stopa podziwiając kaktusy i krążące nade mną sępy).

W końcu dostałem się do tego Meksyku (w Meksyku, bleh!). Tam postanowiłem odpocząć chwilkę i poszukać kogoś, kto zabierze mnie bezpośrednio do Indian Jivaro, którzy bawią się w robienie Tsantsy (tych takich małych główek, które kiedyś były dużymi ludzkimi). Powęszyłem trochę tu, powęszyłem trochę tam i znalazłem!

Złapałem gościa z ekipą telewizyjną, który miał podróżować po różnych indiańskich miejscach. Miał tak na imię, że tego się wypowiedzieć nie da. Większość gadała po polsku, a że trochę czaję ten język to mnie przygarnęli. Moim zadaniem było zajmowanie się stopami tego gościa prowadzącego. Chodził boso, koszmar! Co chwilę w coś właził. Jak nie szkło, to psia kupa! Ledwo mu wyczyściłem, a zaraz wlazł w kocią kupę, potem w pinezki, a na końcu przeszedł się po rozjechanej śwince morskiej!

Mówiłem mu:
- kupimy ci buciki, takie ładne, kowbojskie lub jakieś meksykańskie.
A on na to: nie i nie.

Jak z dzieckiem! Pamiętam jak ciągle powtarzałem Voldusiowi aby założył buciki, a ten biegał na bosaka i potem chorował. Zgadnijcie, kto musiał mu czopki wkładać na zbicie temperatury? Zgadliście! Ja!

Dobrze, że ten z telewizji sam sobie wkładał, gdy zachorował :D

Dostałem się do Indian, ale zdobycie tsantsy wcale nie było proste! W ogóle co to za pomysł aby akurat to wrzucać do kotła :(. Voldek mógł wybrać jakiś inny eliksir, nie wiem, na przykład taki, w którym musi się znaleźć ciupaga, albo klapki „Kubota”. Wtedy poleciałbym do Polski, pochlałbym tam przez tydzień i zdobyłbym potrzebne przedmioty…

Tak, więc Indianie nie za bardzo chcieli mi zrobić tsantsy. Problemem było to, że nie bardzo było, kogo przerobić, ponieważ ostatni poborca podatkowy uciekł, a kolejny chyba się bał bo nikt nie przybył od wielu miesięcy. Ekipa telewizyjna była nie do ruszenia, wódz mówił, że ich potrzebuje, aby później zarobić kasę na naturalnych i ekologicznych produktach made in las and zadupie. No wszystko przeciwko mnie!

A tak swoją drogą, jeśli o zarabianiu mowa. Junior rozkręcił spiralę nienawiści wobec Harry’ego przez co cały Ravenclaw, Hufflepuff i Slytherin noszą plakietki „Potter cuchnie”. Naturalnie stoi za tym Volduś, który zarobił grube miliony na tych przypinkach, a drugie tyle na mydłach. Obczajcie:


Voldemort jest taki genialny <3

Wracając do mojej opowieści: czekaliśmy miesiąc, ale poborca podatkowy nie przybył, a czas mi się kończył. Spędzałem bezsenne noce w hamaku myśląc jak bardzo zawiodę Voldusia. Jak bardzo będzie płakał i walił głową w podłogę… moją głową oczywiście. Będzie torturował mnie od rana do nocy, Seniorowi też da popalić. Sąsiedzi będą cierpieć, gdy w szale zacznie puszczać Behemotha i Dodę na całą parę… Wszyscy w promieniu kilku mil będą nieszczęśliwi przeze mnie! Wyrzuty sumienia mnie gryzły jak komary i piranie podczas kąpieli :(

W końcu starszyzna plemienni zlitowała się na de mną i zrobili główkę z upolowanego leniwca. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłem! Nie da się jej odróżnić od prawdziwej tsantsy! Nie zostało mi nic innego jak pożegnać się z plemieniem i wyruszyć w drogę powrotną (dałem im swojego e-maila oraz numer telefonu, ale do dzisiaj się nikt nie odezwał, buuu). Powiem wam, że łapanie stopa w dżungli to droga przez mękę (zapomniałem wspomnieć, że ekipa z bosym zwinęła się wcześniej). Nikt tam nie jeździ! No weźcie… mamy XXI wiek, a oni nie używają transportu… Po kilku dniach błądzenia w gąszczu i uciekaniu przed krewnymi Syczącej Parówy przypomniałem sobie, że jestem czarodziejem! He, he, Glizduś… jaki ty czasem jesteś głupi…

Teleportowałem się aż do Meksyku! Yay! Czego to człowiek nie zrobi jak się boi! I tam łapałem stopa do stolicy („Meksyk? Jesteś w Meksyku, hłe, hłe, hłe” <- nienawidzę Meksykanów! Grrr!). Za dwudziestym razem się udało… ale to materiał na kolejną historię!

Teraz wrzucam moją obecną stylówkę!


Naprawdę się za wami stęskniłem!
Pozdrawiam i lecę prać gatki Voldusiowi!
Pa :*

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 21 – Wyższy poziom znajomości


W Wielkiej Sali słychać było tylko skrobanie piór o pergamin i ciężkie westchnienia uczniów. Trwał właśnie egzamin z transmutacji. Hermiona kończyła zapisywać drobnym maczkiem pierwszą stronę. Zaczęła ostro wkuwać wszystko, co tylko mogła, gdy tylko przekroczyła próg dormitorium po feriach wielkanocnych. Ginny stukała się w głowę i patrzyła się na nią z politowaniem, ale Hermiona nie zwracała na nią uwagi. Podczas, gdy koleżanki z klasy zakładały piżamy i kładły się spać po wyjątkowo obfitej uczcie powitalnej, ona wyjęła książkę z alchemii i zatopiła się w lekturze.

Tak było aż do czerwca. Każdy widział jak Hermiona przeznacza cały czas wolny na naukę. Nawet podczas posiłków czytała książki. Profesor Slughorn wiele razy próbował przekonać ją, aby przyszła na spotkanie „Klubu Ślimaka”, ale była nieugięta. Za to Ginny chętnie się na nich pojawiała, ponieważ nauczyciel eliksirów, co chwilę zapraszał kogoś sławnego i jedną z takich osób była Gwenog Jones, kapitan Harpii z Holyhead. Po przyjęciu, rudowłosa przyjaciółka przeszkadzała Hermionie w nauce chwaląc się głośno w pokoju wspólnym, że została zaproszona na rekrutację do drużyny, która ma się odbyć na początku wakacji.

Gdy uczniowie ostatniej klasy przeżywali rozstrojenie nerwowe przed egzaminem, Hermiona zachowywała spokój, ale karciła się w myślach za to, że zaczęła uczyć się wyjątkowo późno. Podczas testów odczuła dużą ulgę stwierdzając, że nic jej nie zaskoczyło i pytania odnosiły się, w zdecydowanej większości, do tego, co szczegółowo opanowała. Mimo wszystko uważała, że nie przygotowała się idealnie.
- Miałam wyjątkowe szczęście, że trafiły mi się odpowiednie pytania – pomyślała oddając pergamin i kierując swoje kroki ku wyjściu.

***

Lipcowe słońce prześwitywało delikatnie przez korony drzew. Hermiona wybrała zacienione miejsce, aby Suzanne mogła bawić się bez obawy o poparzenia słoneczne. Zostawiła siostrę w wózeczku i wyjęła z torby duży koc, po czym rozłożyła go na miękkiej trawie. Następnie umieściła na nim Suzanne z jej ulubionymi zabawkami. Szybko się okazało, że dziewczynka woli pobawić się kwiatkami, ponieważ zaczęła raczkować w ich stronę. Hermiona usiadła na kocu i pilnowała, aby siostrzyczka nie wkładała do buzi czegoś, co mogłoby jej zaszkodzić. Delikatny wiatr przywiał zapach lata. Hermiona nabrała aromatycznego powietrza w płuca i wolno je wypuściła. Skończyła niedawno Hogwart i czekała na wyniki Owutemów. Mimo, że nie uczyła się tyle ile by chciała to wiedziała, że napisała egzaminy lepiej niż większość uczniów Hogwartu. Najważniejsze dla jej ambicji była odpowiedź na pytanie czy dostanie same „wybitne”, czy „powyżej oczekiwań”.

Hermiona wiedziała, że pracę ma zapewnioną. Co roku Ministerstwo Magii przyjmowało na staż kilkunastu najlepszych uczniów. Osoba z najwyższymi ocenami mogła sobie wybrać departament, najbardziej oblegane było biuro Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, zaś najmniej Niewłaściwe Użycie Produktów Mugoli. Większość uczniów wolała pracować blisko Ministra Magii, a nie harować przy odczarowywaniu mugolskich „wymiotujących” toalet. Hermiona nie chciała szybkiego wspinania się po szczeblach kariery. Jej celem był Departament Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami.

W czasie Świąt Wielkanocnych napisała artykuł do Proroka Codziennego na temat skrzatów domowych. Dowodziła w nim, że należy się tym istotom szacunek i zapłata za pracę. Opisała szczegółowo przypadek Zgredka oraz dołączyła wyniki badań przeprowadzone w Hogwarcie. Wynikało z nich, że o ile na początku skrzaty źle reagowały na zapłatę oraz dni wolne, o tyle po pewnym czasie zaczęły się przyzwyczajać do zmian. Proces był powolny i obejmował głównie młode osobniki, ale mimo wszystko Hermiona była zadowolona. Gdy wysyłała list do redakcji myślała, że przejdzie on bez większego echa, co najwyżej dostanie kilkanaście wiadomości od oburzonych osób i kilka, które ją popierają.

Okazało się, że wsadziła kij w mrowisko. Prorok Codzienny wydrukował pełną wersję jej tekstu licząc zapewne, że jej nazwisko przyciągnie więcej czytelników. Szybko stało się jasne, że większa część społeczności czarodziejów była zszokowana faktem, że skrzaty domowe mogą odczuwać radość z tego, że dostają wynagrodzenie za swoją pracę. Do redakcji napływał nieprzerwany strumień sów. Niektórzy czarodzieje były oburzeni, inni kajali się twierdząc, że nie brali pod uwagę uczuć skrzatów, część pisała, że nie mają wyrobionego jeszcze zdania na ten temat i chcą znać więcej szczegółów.

Pod koniec ferii Hermiona razem z Harrym, Ronem, Luną i Deanem zostali zaproszeni na konferencję zorganizowaną przez Proroka Codziennego i Departament Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami. Oprócz nich zjawiły się osoby z innych krajów, które także walczyły o prawa skrzatów domowych. Debatowano nad tym czy rzeczywiście te istoty są w stanie myśleć samodzielnie oraz czy należy im się zapłata za pracę. Dunstan Eoforthild, który okazał się starym, zgrzybiałym staruszkiem, krzyczał najgłośniej, że skrzaty są niewiele warte. Hermiona wdała się z nim w ostrą wymianę zdań, która została dokładnie zapisana przez obecnych na sali dziennikarzy.

Debata nie przyniosła znaczących zmian. Hermiona była jednak zadowolona, że społeczność zauważyła, jaką rolę pełnią skrzaty. Powołano specjalny oddział, który miał przyjrzeć się dokładniej jak żyją te stworzenia. Oznaczało to, że kamyki ruszyły w dół zbocza i pozostało tylko patrzeć aż zmienią się w lawinę. Dlatego Hermiona postanowiła zatrudnić się w Departamencie Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami. Wszystko po to, aby mogła działać w sprawie W.E.S.Z. i pomóc w zmianach.
- Hermioooono! – dziewczyna usłyszała Rona, który szedł w jej stronę wymachując torbami, na których było logo „McDonald’s”.

Suzanne zaczęła raczkować w jego stronę piszcząc z uciechy. Przez ostatnie dwa tygodnie wyjątkowo polubiła chłopaka swojej siostry, mimo, że on nie odwzajemniał jej uczuć.
- Ej, ej, mała! Niosę torby! – zawołał, gdy Suzanne złapała go za nogę i nie chciała puścić. – Zaraz Hermiona cię weźmie. Masz dzisiaj farta, bo mam coś dla ciebie.
- Nie mów, że kupiłeś jej Happy Meal? – spytała się czarownica biorąc siostrę na ręce.
- Tobie też kupiłem! – oznajmił Ron z dumą sadowiąc się na kocu.
- Ale wymyśliłeś! - prychnęła Hermiona. – Ona jest za mała na frytki.
- Wiedziałem, że jej coś wzięłaś do jedzenia z domu, a mi chodziło o zabawkę. Zobacz mała! Skrzacik! – Ron rozpakował zieloną maskotkę i podał Suzanne.
- To nie skrzat tylko Yoda! – sprostowała Hermiona zaglądając do swojego zestawu i wyciągając zabawkę. – Hmm… Jar Jar Binks, nie wiem, co to za postać, nie oglądałam tej części Gwiezdnych Wojen.
- Jak to? Są inne? – zdziwił się Ron i spojrzał na ulotkę. – Tu jest napisane „Gwiezdne Wojny: część I – Mroczne Widmo”, więc czemu mówisz, że oglądałaś inne?
- To jest czwarta, co do kolejności część… - zaczęła tłumaczyć mu Hermiona, gdy nagle zauważyła, że jej siostra zaczyna grzebać w pudełku Happy Meal. – Suzanne, kochanie, nie dostaniesz frytek! Masz banana! – zabrała małej sprzed nosa frytki i dała obrany owoc. – Są trzy części „Gwiezdnych Wojen”, były nakręcone dawno temu i są to epizody numer cztery, pięć i sześć…
- Jakie to głupie! – wykrzyknął zdumiony Ron. – Czemu mugole tak sobie wszystko komplikują? Nie lepiej było nakręcić od początku?
- Tak wymyślił reżyser. Spytaj się jego, czemu tak zrobił – odparła Hermiona wzruszając ramionami.

Ron zjadł swoją porcję i dobrał się do zestawu dziecięcego. Od czasu zamieszkania z rodziną Hermiony za każdym razem kupował coś do jedzenia w mugolskim świecie. Na początku były to głównie rzeczy z supermarketu, najczęściej takie, których nie znał. Po jakimś czasie zaczął zachwycać się fast foodami i pochłaniał je przed oraz po pracy. Hermiona zauważyła, że po miesiącu takiej diety zrobiła się mu oponka na brzuchu.
 - To kiedy zamieszkamy razem? – spytał się Ron podczas pochłaniania frytek. – Możemy znaleźć sobie jakieś miłe miejsce na Pokątnej… Będzie blisko do pracy i do mugolskiego świata. Harry mówił mi, że świetnie mu się mieszka z Ginny…

Hermiona popatrzyła się na niego spode łba. Odkąd Ginny wprowadziła się na Grimmauld Place Ron nie dawał jej spokoju i minimum raz dziennie pytał się o wspólne mieszkanie. Nie pomagały tłumaczenia, że chce na razie być z rodzicami i Suzanne. On chciał być blisko czarodziejskiej społeczności, ona zaś wolała mieszkać wśród mugoli.
- Tyle czasu marnuję na dojazd na Pokątną – jęczał Ron. – Wiem, że dostaniesz ten staż w Ministerstwie Magii, więc mogłabyś pomyśleć o przeprowadzce…
- Powtarzałam ci wiele razy, że jest jeszcze za wcześnie na wspólne mieszkanie – oznajmiła Hermiona podczas wycierania buzi Suzanne. – Jesteśmy ze sobą ledwo ponad rok, w tym przez kilka miesięcy byliśmy daleko od siebie z powodu Hogwartu, poczekajmy trochę. Chcę spędzić trochę czasu z rodziną.
- Nie rozumiem, czemu tak się bronisz – oznajmił Ron. – Ginny z Harrym…
- Tak, wiem! – przerwała mu zniecierpliwionym tonem Hermiona. – Świetnie im się razem mieszka, ale my to nie oni!

Jak tylko Ginny dostała się do rezerwy Harpii z Holyhead spakowała kufer i przy akompaniamencie wrzasków pani Weasley wyruszyła zamieszkać z Harrym. Ten opowiadał Ronowi, że świetnie się dogadują i spędzają ze sobą cały czas wolny. Minusem były ciągłe wizyty pani Weasley, która uparła się, że jej córka nie może mieszkać z chłopakiem przed ślubem. Ron trzymał stronę młodych i twierdził, że większą niedogodnością jest mieszkanie z rodzicami Hermiony i Suzanne. Chciałby mieć blisko do pracy, móc uprawiać seks bez obaw, że ktoś im przerwie oraz wyobrażał sobie, że jego dziewczyna zajmie się domem pod jego nieobecność. Hermiona zaś widziała całą sprawę inaczej. Ron był przyzwyczajony do tego, że przez całe życie ktoś robił coś za niego. Skory był do narzekania, gdy nie miał pełnego żołądka i wypranych skarpet. Hermiona za to nie miała ochoty bawić się w kurę domową. Nie miała cierpliwości do gotowania, a zamiast sprzątania wolała czytać książki. Uważała, że prędzej czy później nauczy Rona prac domowych, ale wolała to zrobić stopniowo zamiast ryzykować ciągłych kłótni po zamieszkaniu razem.
- Tyle czasu spędziliśmy we dwoje. To będzie kolejny krok w stronę umocnienia naszego związku – oznajmił Ron.
- Uważam, że nie jesteśmy na to gotowi – odparła Hermiona.
- Jak to „nie jesteśmy gotowi”? Przecież mieszkaliśmy razem przez sześć lat szkoły. Spędzaliśmy razem wakacje. Mieszkaliśmy razem w namiocie! A ty mówisz, że „nie jesteśmy gotowi”!?
- Słuchaj Ron – powiedziała miękko Hermiona podając Suzanne butelkę. – W Hogwarcie wszystko za nas robiły skrzaty. W twoim domu robiła to twoja mama. W namiocie zaś mocno narzekałeś na moje umiejętności kulinarne.
- Nie będę, obiecuję! – oznajmił szybko Ron.
- Tak naprawdę nigdy nie byliśmy sami i nie wiem czy się nie pozabijamy po tygodniu mieszkania razem – kontynuowała Hermiona. – Nie jestem jak twoja mama. Nie będę za ciebie sprzątać, prać i gotować. Gdy zacznę pracę nie będę miała na to czasu.
- Nauczę się wszystkiego! – Ron próbował uśmiechnąć się do niej figlarnie, co mu za bardzo nie wyszło z tego powodu, że wokół ust zebrały mu się okruchy z hamburgera i kropelki sosu pomidorowego.
- Dobrze, pomyślę nad zamieszkaniem z tobą, gdy się przekonam, że potrafisz zająć się domem – oznajmiła Hermiona i wytarła mu twarz nawilżanymi chusteczkami dla niemowląt.

***

Na dworze panował upał, jednak grube mury Azkabanu dawały ochłodę. Sara Jones siedziała na swoim fotelu i przeglądała notatki czekając na więźnia. Nie minęła minuta, gdy auror wpuścił do gabinetu Severusa Snape’a.
- Chcesz kawy i ciasteczek malinowych? – zapytała Sara.
- Kawę niedawno piłem – odparł Severus sadowiąc się na fotelu. – Ciastka sama piekłaś?
- Oczywiście – psycholog uśmiechnęła się promiennie do więźnia i podeszła do szafki gdzie trzymała herbaty i filiżanki.

Severus sam nie wiedział, co sprawiło, że zaczął się wpatrywać w swoją przyjaciółkę. Czy to był zapach lata czy babeczek malinowych albo herbaty jaśminowej, cokolwiek to było spowodowało, że gabinet znikł, a jego myśli dryfowały swobodnie. Nadal twierdził, że Sara jest bardzo piękną kobietą. Gilderoy był powszechnie uznawany za niezwykle przystojnego mężczyznę i widoczne było, że są rodzeństwem. Severus zastanawiał się, po kim odziedziczyli błękitne oczy: czy to była matka, czy ojciec? Komu zawdzięczają symetryczną twarz, gęste włosy i proste zęby? Wiedział, że nie była w jego typie, jego ideałem była Lily, ale tego dnia odczuwał wyjątkową przyjemność w patrzeniu na Sarę. Ubrana była w różową, letnią sukienkę, która odsłaniała jej zgrabne nogi. Falowane, złote włosy związała w ciasny kok. Severus nie mógł pozbyć się chęci, aby podejść do niej i je uwolnić.
- Opanuj się do cholery! – pomyślał, gdy podała mu filiżankę z herbatą. – Mógłbyś być tylko z Lily i z nikim innym! Sara nawet nie jest w jednej dziesiątej tak samo ładna jak ona!

Jednak jego logiczny umysł nie mógł nie zauważyć, że mimo czterdziestki na karku i drobnych zmarszczek, psycholog była niezwykle atrakcyjna. Wszystko wskazywało, że w latach młodości była prawdziwą pięknością i Lily nie mogłaby się z nią równać. Ciekawe jak Sara wyglądałaby bez tej sukienki… Gdy wizja dotarła do świadomości Severusa, zadrżały mu ręce i wylał odrobinę herbaty na spodnie. Szybko poderwał się, nie wiedząc czy bardziej sprawiły to emocje pod wpływem przemyśleń, czy gorący napój. Sara popatrzyła się na niego zdumiona i po chwili podawała mu chusteczkę szczerząc do niego zęby.
- Zdarza się, te filiżanki są ciężkie do utrzymania, gdy się nagrzeją – stwierdziła pogodnie.
- Tak, tak! Bardzo… gorące – powiedział ochrypłym głosem Severus.

Sara uśmiechnęła się i sięgnęła po notatnik, otworzyła go na odpowiedniej stronie i wzięła do ręki wieczne pióro.
- Dzisiaj omówimy twoje przemieszczenie negatywnych emocji na osoby, które niczego złego ci nie zrobiły – zdecydowała.
- Niczego takiego nie robię! – zaprotestował Severus.
- Tak? – Sara uniosła znacząco jedną brew do góry. – Twierdzisz, że nigdy nie byłeś uprzedzony do mugoli…
- Znęcali się nade mną! Mówiłem ci o tym!
- … ani do Harry’ego Pottera i połowy uczniów?
- On jest takim samym zarozumiałym kretynem jak jego ojciec!
- Wiem, że na razie nie zgadzasz się ze mną – oznajmiła Sara. – Nie jesteś tego świadomy, ponieważ posiadasz bardzo silne mechanizmy obronne, ale jeśli się postarasz, a wiem, że jesteś w stanie, to odniesiesz sukces.
- To naprawdę nie jest mi potrzebne – Severus się naburmuszył. – Pogadajmy o czymś przyjemniejszym… proszę – dodał po chwili namysłu.

Psycholog popatrzyła się na niego i westchnęła.
- Nie mogę – oświadczyła. – Muszę wykazać, że robisz postępy.
- To napisz raport, że je robię, zmyśl coś w tym waszym psychologicznym żargonie i Kingsley się nie zorientuje!
Brwi Sary poszybowały w górę, popatrzyła się chłodno na więźnia.
- Czy ty mnie namawiasz do tego abym skłamała?
- Wolałbym to nazwać kreatywnym opisywaniem naszych spotkań – Severus próbował rozładować atmosferę.
Psycholog nie roześmiała się i nadal wpatrywała się w niego niezadowolonym wzrokiem. Snape poczuł, że zaczynają się mu pocić dłonie.
- Uważasz, że jestem nieuczciwa?
- Nie, uważam, że…
- Oświadczam ci, że brzydzę się kłamstwem i nigdy nie napiszę w moich raportach nieprawdy – oświadczyła Sara stanowczym tonem. – Rozumiesz?
- Tak, ale…
- To dobrze, że się tak dobrze rozumiemy – uśmiechnęła się lekko. – Teraz wróćmy do tematu…
Snape udawał, że słucha, ale w duchu klął jak szewc i postanowił nie wyrywać się więcej z nieprzemyślanymi propozycjami.

***

Podczas powrotu do celi Severus nie mógł przestać myśleć o tym, co się zdarzyło w gabinecie Sary Jones. Był zły na siebie, że zaproponował napisanie nieprawdy w raporcie. Z drugiej strony nie mógł przewidzieć, że psycholog zareaguje tak ostro. Przez ułamek sekundy przestała się kontrolować i zauważył w jej umyśle obraz jakiegoś mężczyzny. Severus nie znał go, był pewny, że nie widział nikogo takiego na oczy. Dodatkowo wyczuł, że wiążą się z nim negatywne emocje. Wspomnienie Sary było zdecydowanie za krótkie, aby zdołał odkryć elementy składowe jej uczuć.

Słysząc zamykające się za aurorem drzwi Severus usiadł na materacu. Doszedł do wniosku, że prawie nic nie wie o życiu osobistym Sary. Miała inne nazwisko niż jej brat, dlatego logicznym się wydawało założenie, że wyszła za mąż. Nie nosiła jednak obrączki, która by na to wskazywała. Gdyby była wdową miałaby ją założoną na drugą dłoń, Severus przypominał sobie mgliście, że raz wspomniała coś o dziecku, bardzo możliwe, że o synu. Wszystko, więc wskazywało, że była po rozwodzie albo w jego trakcie. Skąd inaczej wzięłyby się tak silne emocje w stosunku do tego mężczyzny? To musiał być mąż, Severus był o tym przekonany. Może znalazł sobie kogoś na boku, a Sara się dowiedziała?

Severus wzdrygnął się na myśl, że można by zdradzić tak wspaniałą kobietę. W jego umyśle od razu pojawiły się wspomnienia. Sara parząca mu herbatę i podająca mu z uśmiechem. Sara śmiejąca się z jego kawałów. Sara wręczająca mu talerzyk z własnoręcznie upieczonym ciastem. Sara patrząca mu się figlarnie w oczy. Sara zdejmująca frotkę i rozpuszczająca włosy. Sara w sukience, która zostaje poderwana wiatrem i odsłania koronkową bieliznę. Sara pochylająca się nad nim i składająca mu na ustach namiętny pocałunek…
- Co ja sobie właściwie wyobrażam!?

Mury milczały i nie dawały odpowiedzi na pytanie więźnia. Severus zerwał się z materaca i zaczął krążyć nerwowo po celi mrucząc pod nosem:
-  Lily, Lily, Lily. Myśl o Lily! Tylko ona i nikt inny!
Jego własny umysł nie chciał go słuchać. Sara na wspomnienie o Lily tylko figlarnie zsuwała ramiączko sukienki i dawała znaki, że na tym się nie skończy. Severus miał ochotę walnąć głową w ścianę byleby pozbyć się widoku psycholog z głowy.
- To przez tą cholerną sukienkę! – mamrotał gniewnie. – Zawsze przychodziła ubrana w spodnie i bluzki, ale dzisiaj zachciało jej się stroić! Pokazała to i owo, przez co facet nie może się powstrzymać…

Stanął gwałtownie. To było to! Kochał Lily, ale Sara go po prostu pociągała. Severus nadal miał ochotę przywalić głową w ścianę, tym razem ze swojej głupoty. Jak nie mógł wpaść na to, że ma ochotę pobyć z kobietą sam na sam? Zachował się jak uczeń Hogwartu, który poproszony o wskazanie eliksiru pieprzowego pokazuje wywar żywej śmierci. Nic nie mogło być bardziej oczywistego!

Obdarzając się w myślach najbardziej obelżywymi epitetami, Severus położył się na materacu. W głębi duszy nienawidził tego, że się zmienia. Wpływ Sary i Azkabanu przerażał go; wcześniej miał poukładane życie – musiał walczyć z Voldemortem i pomścić Lily. Teraz, gdy było po wszystkim, chciał uciec jak najdalej od wszystkich, których znał. Miał ochotę zaszyć się w Himalajach i tam dokonać żywota. Słyszał, że yeti przepadają za mięsem czarodziejów. Zaś z drugiej strony rozmowy z Sarą sprawiły, że chciałby zostać. Sam przed sobą nie chciał się przyznać, że polubił ją na tyle, że gdyby o coś poprosiła – zrobiłby to. Teraz doszło do tego jeszcze pożądanie, które zaskoczyło go i zdezorientowało.

Severus podrapał się po głowie i zaczął wspominać swoje życie seksualne. Było ono dalekie od ideału i w sumie niewiele by stracił gdyby pozostał prawiczkiem. Odkąd zakochał się w Lily marzył wiele razy, że zrobią to zaraz po ślubie. Wyobrażał ją sobie w białej sukni, szczęśliwą i rozpromienioną u jego boku… Niestety, nic z tego nie wyszło przez cholernego Pottera. Poczuł się niesamowicie zraniony, gdy zaczęła z nim chodzić. Tak bardzo, że próbował wywołać w niej zazdrość poprzez uwiedzenie jakiejś dziewczyny. Wtedy zrozumiał, że zdobywanie kobiecych serc to droga przez mękę. Właściwie żadna nie miała zamiaru z nim się umówić. Jedyna, która wyraziła jako-takie zainteresowanie wyglądała jakby była spokrewniona z trollami i wydzielała podobny zapach.

To, co działo się po zakończeniu szkoły Severus najchętniej wyrzuciłby z pamięci. Wstępując w szeregi śmierciożerców zaprzepaścił wszystkie swoje szanse u Lily. Zupełnie nie rozumiał jej niechęci. Czuł się wtedy taki dorosły, ważny i potężny. Miał wrażenie, że za chwilę będzie miał świat u swoich stóp, a Voldemort zrobi z niego swoją prawą rękę. Dlatego, gdy śmierciożercy szli znaleźć rozrywkę w mugolskim świecie Severus nie protestował. Najczęściej oznaczało to wypady do ekskluzywnych burdeli. Większość męskich zwolenników Voldemorta uważało, że pokazywanie młodym chłopakom, tego, co mogą zrobić mugolskie dziewczyny za pieniądze, dowodzi jak bardzo są ograniczone i nie mogą dorównać moralnością czarownicom. W ten sposób Severus stracił cnotę. Wprawdzie nie miał funduszy, ale umiejętnie rzucony confundus rozwiązywał problem.

Kolejną z rozrywek było chodzenie na potańcówki w celu uwodzenia dziewczyn. Dostawało się punkty za ilość przelecianych panienek. Liczyła się także ich uroda i poziom trudności w ich zdobyciu. Dodatkowe noty zyskiwało się, jeśli śmierciożerca nie użył czarów albo eliksirów. Najlepsi potrafili zabawiać się w toalecie z trzema dziewczynami na raz. Severus nigdy nie wygrał, a to z tego powodu, że żadna nie była nim zainteresowana. Mugolki odpychały go i wyśmiewały się z niego, ku uciesze jego kompanów. Dopiero, gdy zaczął dolewać dziewczynom ukradkiem amortencję do drinków zaczęły obdarzać go względami.

Severus brał udział w tych męskich wypadach do czasu, gdy dowiedział się, że Voldemort chce zabić Lily. Poczucie winy nie opuszczało go na chwilę, tak samo jak strach i wyrzuty sumienia. Przysięga złożona Albusowi podniosła go na duchu, ale nie trwało to długo. Śmierć Lily dobiła go tak bardzo, że stracił jakiekolwiek zainteresowanie płcią przeciwną. Jako nauczyciel w Hogwarcie nie miał tak naprawdę życia osobistego. W każdej chwili mógł być wezwany, poza tym i tak nie miałby, z kim się związać. Nauczycielki nie były atrakcyjne, a na uczennice nawet by nie spojrzał. Na szczęście był tak bardzo nielubiany, że żadna mu się nie narzucała.

Westchnął i skrzywił się. Chciał tylko spokoju, a tu Sara wyskoczyła ze swoją seksowną sukienką i go kusi! Tyle lat minęło od ostatniego stosunku z kobietą, że nie byłby pewny jak się zachować. Nie myślał o tych sprawach od dawna i dlatego tak bardzo go to wszystko zaskoczyło. Severus zaczął analizować swoją sytuację. Podstawową kwestią było to czy Sara zechciałaby z nim cokolwiek robić. Skoro nigdy nie udało mu się żadnej uwieść to uważał, że jest skazany na porażkę. Przecież nie powie: „Witaj Saro, chciałabyś odwiedzić moją przytulną celę dzisiaj wieczorem i przekonać się, czym jest prawdziwa magia?”.
- Na Merlina! Jestem totalnie beznadziejny w tych sprawach – jęknął żałośnie do samego siebie. – Jak tak dalej pójdzie to będę skazany na polerowanie różdżki do końca życia…

poniedziałek, 21 marca 2016

Przepraszam!


Niestety nie zdołałam napisać kolejnego rozdziału Powojennego życia Hermiony G. Obecnie mam środek rozdziału, brakuje początku i zakończenia więc nie wrzucam tych trzech stron z Worda :(

Od środy zmagam się z tak wielkim bólem (proszki tylko trochę pomagają), że mam ochotę sama sobie wyciąć pewne części ciała :/

Dlatego ogłaszam przerwę aż do odwołania. Święta idą, mimo, że ledwo żyję muszę ogarnąć wszystko, a potem wyjeżdżam z dzieckiem na dłuższy czas do babci, która nie posiada komputera (nie mam laptopa i mąż mi go nie pożyczy bo wszystko psuję...). Tak więc robię sobie wolne. Obiecuję w tym czasie pisać jak najwięcej :)

W przyszły wtorek mam tomografię głowy. Proszę, trzymajcie za mnie kciuki aby nowotwór okazał się niezłośliwy! No i aby dało się go bez komplikacji usunąć. Mam nadzieję, że nastąpi to szybko... Z góry dziękuję! :)

Tak na osłodę wrzucam zdjęcie Alana z 1964 roku:


Przystojniak! <3

poniedziałek, 14 marca 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 20 – U psychologa


- Jakie żywisz do niej uczucia? – spytała psycholog i spojrzała się badawczo na Severusa.
Mężczyzna patrzył się na nią bez jakichkolwiek oznak emocji. Po kilku miesiącach przywykł do odpowiadania na pytania, które wydawały mu się głupie bądź bezczelne.
- Nic do niej nie czuję – odparł beznamiętnym tonem.
- Nie można nic nie czuć – powiedziała z naciskiem psycholog. – Pomyśl o niej, z czym ci się kojarzy?
- Z książkami – rzucił Severus bez zastanowienia.

Już dawno zauważył, że wykręty nie mają sensu. Cokolwiek by nie powiedział lub zrobił, Sara Jones miała już gotową teorię na ten temat. Musiał przyznać, że jest bystra, a na dodatek potrafiła tak długo drążyć dane zagadnienie w okrężny sposób aż dochodziła do tego co jest ukryte w duszy więźnia. Severusa tym bardziej to zdumiewało, jako że psycholog była mugolką.

Ich pierwsze spotkanie nastąpiło w połowie stycznia, niedługo po ogłoszeniu przez Kingsleya reformy w Azkabanie. Severus nie był zadowolony, gdy usłyszał, że ma chodzić do psychologa. Ten zawód kojarzył mu się tylko z mugolskimi szaleńcami, którzy musieli się leczyć w ponurych ośrodkach dla obłąkanych. Jego protesty na nic się nie zdały. Kingsley podszedł bardzo poważnie do reformy Azkabanu i aby otrzymać przywileje należało poddać się zmianom. Gdy więzieniem rządzili dementorzy psycholog nie był potrzebny. Większość osadzonych szybko popadała w szaleństwo, a reszta, tak jak w przypadku Bellatrix, była na tyle szalona, że nic ich nie ruszało. Po przepędzeniu dementorów problemem stały się samobójstwa wśród więźniów, którzy nie mogli sobie poradzić ze zmianami w swoim życiu.

Kingsley dokładnie zbadał system mugolskiego zakładu karnego i zrozumiał, że całkowita izolacja, brak zajęć oraz możliwości ujścia emocji to wybuchowa mieszanka. Dzięki wspólnej pracy i spacerom po dziedzińcu więźniowie mogli ze sobą rozmawiać oraz mieli formę aktywności fizycznej. Największym problemem było znalezienie odpowiedniej osoby, która zajęłaby się psychiką osadzonych. Musiała ona wiedzieć o świecie czarodziejów oraz mieć doświadczenie w resocjalizacji. Poszukiwania trwały przez dłuższy czas, aż natrafiono na Sarę Jones.

Severus wyobrażał sobie, że psycholog będzie mężczyzną ubranym w biały kitel, w jego oczach będzie widać szaleństwo, a włosy będą sterczeć mu we wszystkie strony. Był niesamowicie zdumiony, gdy po wejściu do gabinetu zobaczył niską, schludnie ubraną kobietę, która wskazała mu fotel, na którym miał siedzieć. Snape po drodze dokładnie przyjrzał się psycholog. Oprócz niskiego wzrostu charakteryzowała się falowanymi blond włosami, niebieskimi oczami, którymi patrzyła się badawczo na więźnia. Nos miała mały i kształtny, usta różowe od pomadki, posiadała drobną budowę ciała. Severus zazwyczaj nie zwracał na to uwagi, ale tym razem musiał przyznać, że psycholog jest ładniejsza od większości kobiet, które znał. 

Siadając we wskazanym fotelu miał wrażenie, że gdzieś ją kiedyś widział. Zastanawiał się gdzie. Psycholog zdawała się być w jego wieku, ale na pewno nie chodziła do Hogwartu. Znaczącym był fakt, że w czarodziejskim świecie nie było psychologów. W takie rzeczy bawili się tylko mugole, którzy nie mieli pod ręką zaklęć i eliksirów wpływających na stan umysłu.
- Nazywam się Sara Jones – głos kobiety wyrwał Snape’a z rozmyślań. – Będę z panem rozmawiać na róźne tematy. Na początek chciałabym abyśmy się lepiej poznali. Proszę powiedzieć jak pan się nazywa, za co tutaj trafił i ile będzie trwać pańska kara.

Severus milczał patrząc się na nią ponuro. Przeklinał w myślach Kingsleya za to, że kazał mu gadać o życiu z jakąś babą. Psycholog patrzyła się na niego oczekując odpowiedzi. Szybko zrozumiała, że jej łatwo nie otrzyma.
- Zatem ja zacznę – oświadczyła pogodnym tonem. – Jak już mówiłam, nazywam się Sara Jones, jestem psychologiem, ukończyłam studia na Uniwersytecie Oxfordzkim. Mam 42 lata i pochodzę z mieszanej rodziny. Moja matka jest czarownicą, a ojciec mugolem. Mam młodszą siostrę i brata, tylko on został czarodziejem – popatrzyła się na Severusa oczekując, że spyta się o coś, ale gdy milczał zaczęła mówić dalej. – Wasz Minister Magii poprosił mnie abym porozmawiała z więźniami na tematy, które ich dotyczą. Trafnie zauważył, że czarodziejskie więzienie jest mocno zacofane i nie sprzyja resocjalizacji – uśmiechnęła się do Snape’a, ale ten zachował kamienną twarz. – Nic co zostanie tutaj powiedziane nie opuści mojego gabinetu. Obowiązuje mnie tajemnica lekarska. Chcę panu pomóc w uporaniu się z przeszłością…
- W niczym mi nie trzeba pomagać! – warknął Severus, przerywając tym samym kobiecie. – Poradzę sobie ze wszystkim sam! Oświadczam, że wszystko jest w porządku. Posiedzę tutaj trochę, wyjdę i będę porządnym czarodziejem – dodał z przekąsem. – Nie potrzebuję gadać z lekarzem od chorych głów! Może sama zastanów się czy z tobą wszystko w porządku! Nikt normalny nie bawi się w gadanie z czubkami! Mi to nie jest potrzebne, nie jestem wariatem! – Severus po skończonym wybuchu starał się nadać swojej twarzy najbardziej odpychający wyraz aby psycholog stwierdziła, że nie ma po co z nim rozmawiać. 

Ta jednak, ku kolejnemu zdumieniu Snape’a, nie wyglądała na wytrąconą z równowagi. Jego słowa nie zrobiły na niej najmniejszego wrażenia. Siedziała odprężona w swoim fotelu, stojącym naprzeciwko fotela przeznaczonego dla więźniów, i uśmiechała się przyjaźnie.
- Wiem, że nie jest pan wariatem. Większość ludzi podchodzi nieufnie do psychologii i neguje sens jej istnienia – powiedziała beztroskim tonem. – Na razie pan jest oszołomiony i przytłoczony nowością, jednak niedługo to minie. Zdradzę teraz panu sekret – pochyliła się w jego stronę. – Doskonale wiem jak pan się nazywa. Mam swobodny dostęp do teczek wszystkich więźniów, którzy będą do mnie przychodzić. Chciałam jednak poznać wszystko od pańskiej strony zanim zajrzę do dokumentów. W tym gabinecie najważniejszą osobą jest więzień i rozmowa z nim.

Te słowa zbiły Severusa z tropu. Nie miał nigdy wcześniej do czynienia z psychologami, a całą swoją dotychczasową wiedzę o nich czerpał z dawno minionej, mugolskiej części swojego życia. Zastanawiał się jak wybrnąć z całej tej sytuacji. Chciał aby psycholog dała mu święty spokój. Wybuch złości nie robił na niej wrażenia. Severus podejrzewał, że skoro miała tyle do czynienia z ludźmi to żadne emocje nie są jej obce. Postanowił, że na razie będzie odpowiadał na jej pytania, a gdy ją lepiej pozna to wtedy wymyśli jak na nią wpłynąć.
- Zdecydował się pan? – spytała się w tym samym momencie, gdy wymyślił swój plan.
- Hmmm – Severus mruknął aby ukryć swoje zdumienie. – Tak, zdecydowałem się.
- No to zacznijmy – uśmiechnęła się szeroko.
- Nazywam się Severus Snape, trafiłem tutaj za morderstwo i mój wyrok to dwa lata.
- Jakie były okoliczności łagodzące?
- Moja ofiara kazała mi się zabić .
- Kim ona była?

Severus popatrzył się na Sarę Jones jak na wariatkę. To niemożliwe aby nie wiedziała nic o jego sprawie skoro jej rodzina jest w połowie magiczna. Musiała słyszeć o Voldmorcie, śmierci Dumbledore’a, wojnie i Potterze.
- Niech sobie pani nie robi żarów! – warknął.
- Nie robię – odrzekła szybko i uśmiechnęła się przepraszająco. – Dopiero od kilku dni mam kontakt z waszym światem – wyjaśniła.
- Nie słyszała pani, że zabiłem Albusa Dumbledore’a? – spytał się Severus ponuro.
- Naprawdę? – zdziwiła się, a jej twarz zdradziła, że nie znała tego faktu. – Dyrektora magicznej szkoły?
- Czyli jednak coś pani o nas wie – oskarżył ją Snape.
Sara Jones popatrzyła się na niego zamyślona. Wyglądała jakby nad czymś intensywnie myślała. W ciągu ułamku sekundy podjęła decyzję.
- Nie okłamałam pana chociaż wiem, że tak pan myśli – oznajmiła. – Powiem skąd to wiem. To była przedostatnia rzecz, którą usłyszałam od mojej matki. Odezwała się do mnie, a musi pan wiedzieć, że mamy bardzo złe stosunki, aby się pochwalić, że mój młodszy brat otrzymał posadę nauczyciela w tej szkole. Przy okazji dowiedziałam się jak nazywa się dyrektor.
- Ja też tam uczyłem – powiedział Severus zastanawiając się o kogo może chodzić.
- Zaskakuje mnie pan – odrzekła. – Znał pan w takim razie Gilderoya Lockharta?

***

Z planów Severusa niewiele wyszło. Pewnego dnia zorientował się, że zamiast zastanawiać się jak wymigać się od spotkań z Sarą Jones to zaczyna czekać na nie z niecierpliwością. Ta kobieta co spotkanie zaskakiwała go celnością swoich spostrzeżeń. Ciągle zastanawiał się jak ona to robi. Zadawała mu mnóstwo, zdawało się, że głupich pytań, po czym analizowała je. Na kolejnym spotkaniu wyciągała notatki i raz po raz zdumiewała Severusa pokazując jak wiele o nim się dowiedziała. Później w celi Snape głowił się jaki związek ma pytanie się go o to jak się najlepiej relaksuje czy jak wygląda jego dom z tym, że ma błyskotliwy intelekt, działa w oparciu o fakty oraz jest niezależny i samowystarczalny. Nie potrafiła wnikać do cudzego umysłu przy pomocy magii, ale zdawało się jakby to robiła cały czas. Severus raz podjął próbę dostania się do jej wspomnień przy pomocy legilimencji, ale znowu czekało go zaskoczenie ponieważ nie udało mu się to. Z tego powodu nie mógł spać przez kilka nocy ciągle zastanawiając się jakim cudem mugolka zdołała mu się przeciwstawić. Zdumiewało go to tym bardziej, że był w tym mistrzem i nie potrzebował różdżki aby wedrzeć się do cudzego umysłu.

Miłym dodatkiem było to jak Sara Jones traktowała Severusa. Na początku podejrzewał ją o próbę zmiękczenia go, ale po jakimś czasie zaakceptował, że ona po prostu lubi z nim rozmawiać. Większość kobiet, z którymi miał styczność uważała go albo za dziwaka, albo za odpychającego osobnika. Nauczycielki Hogwartu traktowały go z chłodną uprzejmością i trzymały dystans. Koleżanki z czasów szkolnych udawały, że go nie widzą. Jedynym wyjątkiem była Lily, ale i ona wolała przebojowego, chamskiego Pottera od cichego i spokojnego Severusa. Dlatego był bardzo zdziwiony widząc, że Sara uśmiecha się na jego widok i uprzejmie prosi aby usiadł na fotelu. Za każdym razem parzyła herbatę i co jakiś czas przynosiła własnoręcznie upieczone ciasto, którym częstowała więźnia. Po jakimś czasie zaczęli żartować o Gilderoyu, Severus opowiedział o jego wyskokach, których dopuścił się w szkole. Sara nieźle się uśmiała, gdy usłyszała jak jej brat wysłał samemu sobie 800 walentynek co doprowadziło do zanieczyszczenia owsianki guanem czy wyrycie swojego podpisu na boisku do quidditcha. Psycholog rewanżowała się opowiadając jak ich matka wychowywała syna w przekonaniu, że jest najcudowniejszym dzieckiem na świecie co prowadziło do wielu zabawnych sytuacji. Zaskoczyło to Snape’a ponieważ Lily nigdy nie pozwalała nabijać się z Petunii, a Sara sama twierdziła, że jej brat był idiotą i nie dziwi się, że wylądował w Świętym Mungu.

Nie zawsze było jednak kolorowo. Sara często schodziła na tematy niewygodne dla Severusa. Musiał opowiadać o tym jak go prześladowano w latach szkolnych, o ojcu alkoholiku i złych relacjach z matką. Potrafiła dojść do prawdy nawet wtedy kiedy kłamał, a sam uważał, że robi to bardzo dobrze. Sara wyczuwała kłamstwo niczym Voldemort. Wiedziała jednak kiedy przestać aby nie przegiąć. Gdy widziała, że Snape stawia zdecydowany opór to szybko zmieniała temat na jakiś weselszy.

Jednym ze skutków ubocznych spotkań było to, że Severus zaczął bardziej o siebie dbać. Podczas jednej z rozmów Sara rzuciła, że wiele osób patrzy na wygląd. Dodała także, że dbanie o siebie w więzieniu zabija czas i sprawia, że człowiek się lepiej czuje. Severus nie zgadzał się z tym co powiedziała, ale w pewnym momencie pomyślał, że właściwie to wstyd, że chodzi porozmawiać z taką piękną kobietą i wygląda jak Mundungus. Załatwił sobie obcięcie włosów oraz golenie. Po wszystkim czuł lekkie wyrzuty sumienia: jakoś nigdy nawet mu na myśl nie przyszło aby bardziej dbać o siebie dla Lily. Poczuł się lepiej, gdy sobie uświadomił, że ona nigdy go o to nie poprosiła ani nie zaczęła z nim na ten temat rozmawiać.

Często myślał o Lily i kochał ją tak samo mocno odkąd ujrzał ją po raz pierwszy. Gdy leżał na materacu w celi zamykał oczy i przypominał sobie wspólnie spędzone chwile. Tęsknił za nią i nadal nie mógł się pogodzić z jej śmiercią. Teraz zaś miał wyrzuty sumienia, że zaczął się przyjaźnić z inną kobietą. Przez wiele lat twierdził, że nie znajdzie się żadna, która dorówna Lily Evans. Jednak po kilku miesiącach terapii Sara Jones stała się dla niego bardzo ważna. Severus powtarzał sobie, że to pewnie przez to, że była jedną z niewielu kobiet, które nie czuły odrazy na jego widok. Stała się jego przyjaciółką i dzięki niej zapominał przez jedną godzinę w tygodniu, że siedzi w więzieniu. Dodatkowo nigdy go nie oceniała, pytała się co uważa na różne tematy, czasem coś zasugerowała, ale ostatecznie nie naciskała aby zmienił swoje patrzenie na pewne sprawy.

***

- Kojarzy ci się z książkami ponieważ…
- Ciągle je czyta – odrzekł Severus. – Typowa kujonica, nie może się powstrzymać nawet przez dziesięć minut aby kogoś nie poprawić. Wnerwiająca, przemądrzała i wkładająca nos w nie swoje sprawy.
- Czyli jej nie lubisz?
- Denerwuje mnie!
- Dlaczego? Czy to ma związek z tym, że jest najlepszą przyjaciółką Harry’ego Pottera?
- Skąd mam to wiedzieć! – Severus warknął.
- Mówiłeś, że uratowała ci życie oraz broniła cię w Wizengamocie…
- Nie prosiłem jej o to. Hermiona Granger ma zdumiewającą umiejętność podejmowania się rzeczy, które jej nie dotyczą.
- To znaczy, że jest dobrą dziewczyną – oznajmiła Sara i popatrzyła się z figlarnym uśmiechem na swojego rozmówcę. – Biorąc pod uwagę twoje zachowanie to i tak trzeba ją podziwiać, że nie uciekła z krzykiem.
- Ja jej tylko pokazywałem jak bardzo tego sobie nie życzę!
- I to jest właśnie twój problem Severusie – westchnęła psycholog. – Odesłałeś chociaż jej te książki?
- Nie, niech się sama po nie zgłosi!

Po pierwszej części „Władcy Pierścieni” przyszły kolejne dwie. Po przeczytaniu ostatniej książki Severus odkrył, że na samym końcu są napisane malutkie inicjały „H.J.G” pod okładką. Nie trudno mu było zgadnąć, że oznaczają one Hermionę Jean Granger. Nie rozumiał czemu ta dziewczyna to robi. Wiedział, że go nie lubi, podejrzewał, że nawet gardzi chociaż nigdy nie dała tego po sobie poznać. Przekonywał sam siebie, że Granger przyczepiła się do niego na polecenie Pottera, który jest równie niedorozwinięty jak jego ojciec.
- Może chociaż napiszesz jej kartkę z podziękowaniem? – spytała się Sara czym przywołała Severusa do rzeczywistości.
- Jak się zgłosi po książki to może jej podziękuję – prychnął.
- Uważam, że jesteś dla niej niesprawiedliwy. Zrobisz jednak co będziesz uważał za słuszne.
- Nie jestem niesprawiedliwy!
- Severusie – rzekła poważnie Sara. – Obydwoje wiemy, że przelewasz na ludzi negatywne emocje mimo, że nie masz ku temu podstaw. Ta dziewczyna namieszała w twoim życiu, nie zawsze pozytywnie, ale ogólnie trzeba jej przyznać, że ogólnie wyszło na plus. Nawet trafiła w twój gust, czyż nie?

Snape popatrzył się spode łba na Sarę. Nie lubił, gdy miała rację. Obydwoje wiedzieli jak ciężko mu przyznać, że się myli. Był zawzięty i uparty więc przyznanie się do błędu było ponad jego siły.
- Lubię Tolkiena – oznajmił. – Jedna z niewielu książek, które mi się spodobały w mugolskim świecie. Wolałbym aby przysłała mi coś związanego z naszym światem.
- To ją o to poproś!
- Po moim trupie! – oznajmił stanowczo Severus. – Niech użyje swojego gryfońskiego móżdżku i domyśli się!
Sara Jones westchnęła znacząco i popatrzyła się w sufit wyrażając tym samym, że straciła nadzieję aby Severus się zmienił.

***

Harry Potter pełnił służbę w Azkabanie. Gawain Robards nie chciał aby jego widok denerwował więźniów dlatego wysyłał go do spraw administracyjnych. Harry pił akurat trzecią kawę w biurze przesyłek, gdy zobaczył, że przez okno wlatuje zmęczona sówka przypominająca Świstoświnkę Rona. Podszedł aby odwiązać paczkę od jej nóżki, gdy ptaszek zaczął świrować ze szczęścia. Pohukiwała radośnie i dziobała go delikatnie w palce. Harry przyjrzał się jej dokładniej i zrozumiał, że to naprawdę jest sowa jego najlepszego przyjaciela. Zastanawiając się o co w tym wszystkim chodzi nakarmił ptaszka i sprawdził kto jest adresatem paczki.
- Snape!? – wyrwało mu się.

Zaczął intensywnie myśleć czemu Ron wysyła coś byłemu nauczycielowi eliksirów. Przy pomocy różdżki rozwinął papier i jego oczom ukazała się książka Aleksandra Dumasa „Hrabia Monte Christo”. Pamiętając o przepisach bezpieczeństwa sprawdził czy nie zawiera ona ukrytych przedmiotów lub zaklęć. Gdy okazało się, że wszystko jest w porządku, zapakował książkę i włożył ją do odpowiedniego kosza. Patrząc jak auror zabiera paczki przeznaczone dla więźniów i znika za drzwiami, Harry pomyślał, że musi porozmawiać z Hermioną i przekonać ją aby kupiła większą sowę.

***

Severus rozpakował przesyłkę od Hermiony. Gdy stwierdził, że zawiera kolejną mugolską książkę, zaklął po cichu pod nosem.
- Ona naprawdę nie używa mózgu… - stwierdził z niesmakiem.
Po czym usiadł na materacu, ułożył sobie wygodnie poduszkę za plecami i pogrążył się w lekturze.