poniedziałek, 18 lipca 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 30 – Afera zamieciona pod dywan


Severus wziął do ręki Proroka Codziennego i przeczytał po raz drugi artykuł Dafne Greengrass. Był pod wrażeniem głupoty Granger, która kolejny raz wpakowała się w aferę. Zamiast spotkać się z Gumochłonem na odludziu, a najlepiej prywatnie w domu, to wybrała najbardziej oblegane miejsce. Utwierdziło go to w przekonaniu, że Gryfońska odwaga nie idzie w parze z rozumem. Na miejscu dziewczyny trzymałby się z dala od kłopotów, zwłaszcza, jeśli wiedziałby, że narobił sobie sporą ilość wrogów. Nie podejrzewał jej o romans z Gumochłonem. Wystarczył mu jeden rzut oka na zdjęcia, aby się przekonać, że dziewczyna była oburzona i zniesmaczona tym, cokolwiek gadał Gawain. Nazwisko autorki artykułu dowodziło, że ponad połowa treści, o ile nie cała, była zmyślona.
- Czemu Potter nie może wpakować się w jakieś kłopoty? – Severus spytał sam siebie.

Miałby z tego większą rozrywkę. Nic by go nie ucieszyło bardziej niż obserwowanie jak szczeniak się stacza. Wytapetowałby sobie ściany stronami wyrwanymi z gazety i patrzyłby na nie z lubością przez te wszystkie nudne godziny spędzone w celi. Z braku laku musiał zadowolić się Hermioną, ponieważ jak to mugole mówią, na bezrybiu i rak ryba. Jej wpadki także kolekcjonował, ale nie miał zamiaru umieszczać ich na widoku. Strony z gazet spoczywały bezpiecznie pod jego materacem. Sara twierdziła, że to bez sensu i przyciąga złą energię, ale on czerpał przyjemność z tego, że komuś w życiu nie wychodzi. Granger albo miała niesamowitego pecha, albo wyraźnie ktoś się na nią uwziął.

Podejrzewał, że Dafne Greengrass chce się zemścić na Hermionie za to, że została zmuszona do przeprosin po ostatniej aferze. Według opinii Severusa ona także nie używała mózgu. Niby była w jego domu, więc teoretycznie powinna umieć przeprowadzić intrygę, ale jej dotychczasowe dokonania wołały o pomstę do nieba. Zamiast wylewać na Granger wiadro pomyj, mogła uzbroić się w cierpliwość i zbierać dowody, a czasem zaaranżować jakieś sytuacje. Zdjęcia, które dodała do swojego artykułu dowodziły jedynie, że Hermiona spotkała się z Gumochłonem sam na sam. Każdy myślący czarodziej od razu się zorientuje, że tylko on miał pozytywne uczucia wypisane na twarzy.

Snape popatrzył się z niesmakiem na Robardsa. Stary dureń ugania się za krótkimi spódniczkami! Nigdy nie miał o nim dobrego mniemania, a teraz uznał, że auror znalazł się na dnie. Jednak dzięki swojej ponadprzeciętnej inteligencji wiedział, że cała ta afera skończy się źle dla Dafne. Gumochłon miał wiele wad, ale potrafił walczyć i gdy dobierze się jej do skóry to zrobi z niej karmę dla smoków. Severus zdziwiłby się, gdyby dziewczyna nie wyleciała z magicznej społeczności z prędkością Nimbusa 2001.
- Byleby nie na twarz, bo męża nie znajdzie – stwierdził i uniósł delikatnie kącik ust, co oznaczało rozbawienie.
Pewnym ruchem wyrwał stronę z Proroka Codziennego i schował ją pod materacem. Kolejne potknięcie członka Złotej Trójcy do kolekcji.

***

Osoby zgromadzone w salonie państwa Weasey rzuciła się na Billa i Fleur, aby im pogratulować. Hermionie udało się to jako jednej z pierwszych dlatego wykorzystała zamieszanie i wymknęła się na schody. W chwilę później była już w dawnym pokoju Rona. Zaraz za nią wszedł jego były właściciel, który podążył za swoją dziewczyną.
- Co kombinujesz? – spytał się wiedziony ciekawością.
- Chcę zrobić duplikaty listów od Robardsa – odparła i wyjęła je z torby. – Gemino!
- Po co? – zdziwił się Ron.
- Coś mu tu nie pasuje, mam wrażenie jakbym układała puzzle i brakowało mi połowy elementów… Coś mi umknęło tylko nie wiem co – odparła Hermiona podczas chowania kopii do torebki.
- Sprawa jest prosta, Dafne próbuje się na tobie zemścić, dlatego wynajęła kogoś, kto podszywa się pod Robardsa – oznajmił pewnym siebie tonem rudzielec.
- To co mówiła twoja ciotka…
- Wiesz, że powtarza głupie plotki. Harry jest przekonany, że jego szef jest nie winny, a przecież zna go doskonale. W końcu pracują ze sobą, nie?
- Wiem, ale i tak coś mi tu nie gra – upierała się Hermiona. – Po co Dafne pisała, że Robards załatwił mi poparcie dla ustawy o skrzatach? Przecież nie ma na to dowodów, na to, że mamy romans też nie.

Ron zmarszczył brwi i podparł brodę dłonią. Hermiona pomyślała, że gdyby intensywniej myślał to z jego uszu zaczęłaby wylatywać para. Odwróciła się do niego plecami, aby ukryć rozbawienie.
- Jestem pewien, że ona za tym stoi – oświadczył po dłuższej chwili Ron. – Skoro jest fałszywy Robards to pewnie jest i fałszywa Hermiona. Żaden problem, aby Pansy zwinęła ci włos. Pewnie ma zdjęcia jak robicie coś… nieprzyzwoitego.
- Na Merlina! Ron! Nie wierzę, że posunęłaby się do czegoś tak podłego – Hermiona była wstrząśnięta. – Rzeczywiście, istnieje taka możliwość, ale… nie... to niemożliwe!
- A niby czemu nie? – upierał się rudzielec. –  Wszystkie Ślizgonki, są podłe i wredne! Pansy od dawna cię nienawidzi. Pewnie Robards przewidział taką możliwość i dlatego chce abyś powiedziała, że to nie byłaś ty. Dlatego chce abyś miała poparcie świadków!
- Ja nie wiem… - odparła Hermiona niepewnym tonem.
- Harry, ja i Ginny polecimy z tobą do Ministerstwa Magii i potwierdzimy, że byłaś wtedy z nami! Zobaczysz, uratujemy cię – Ron podszedł do swojej dziewczyny i pocałował ją delikatnie.
- Kochany jesteś – wyszeptała Hermiona i przytuliła się do niego. – Kocham cię.
- Ja ciebie też.

***

Flesze aparatów oślepiały Hermionę, ale starała się nie mrugać. Stała koło fontanny w głównym holu Ministerstwa Magii. Przed nią zebrał się tłum dziennikarzy i fotografów, a za nimi stali zaciekawieni widzowie, którzy przypadkowo znaleźli się na konferencji. Obok niej stał wyprostowany Gawain Robards i widać było po jego minie, że jest pewny siebie. W pewnej odległości za nimi znajdował się Harry, Ron, Ginny, Kingsley oraz kilkoro pracowników Ministerstwa.

Dafne, sprawczyni całego zamieszania, uśmiechała się do fotografów i kolegów z redakcji. Hermiona martwiła się w duchu, że Ron ma rację i Ślizgonka wyskoczy z jakimś dowodem, którego nikt się nie spodziewa. Nic innego nie tłumaczyło jej pewności siebie. Chyba, że to była dobra mina do złej gry.
- Bardzo proszę o ciszę! – odezwał się donośnym głosem Kingsley. – Szef biura aurorów Gawain Robards oraz Hermiona Granger, młodsza specjalistka Wydziału Istot, chcą coś wszystkim oświadczyć!

W ciągu ułamku sekundy zapadła pełna napięcia cisza. Hermiona mogłaby przysiąc, że większość zgromadzonych wstrzymała oddech. Z nerwów zacisnęła bezwiednie pięści, które szybko pobielały i przełknęła z trudem ślinę. Bała się co się stanie po przemowie jej i Robardsa. Czy Dafne naprawdę przygotowała dla niej i Gawaina coś wyjątkowo paskudnego?
- Witam wszystkich! Wezwałem państwa na tę konferencję prasową w celu rozwiania pewnych wątpliwości, które dotyczą mnie i panny Hermiony Granger - auror przemawiał pewnym siebie głosem. – Nie będę wygłaszał długich przemów, jestem prostym człowiekiem, lubię, gdy wszystko jest jasne…. Dlatego oświadczam, że nigdy nie miałem romansu z panną Granger oraz nie interweniowałem w sprawie ustawy o skrzatach domowych.

Po tych słowach w holu zawrzało niczym w ulu. Dziennikarze zaczęli przekrzykiwać się nawzajem zadając pytania typu: „kto jest na zdjęciach”, „dlaczego spotykał się z panną Granger”, „czy nie uważa, że Hermiona jest atrakcyjna” oraz domagali się aby oskarżona zabrała głos. Gawain uniósł ręce do góry dając znak, że jeszcze nie skończył.
- Od razu chcę zaznaczyć, że nie mam nic przeciwko pannie Greengrass – zakomunikował bez cienia złości. – Uważam za wspaniałe, że zainteresowała się domniemanym złamaniem prawa. Na jej miejscu, także bym interweniował ale… z mniejszym rozmachem – uśmiechnął się do niej ze współczuciem jakby miała dwa latka i wybrudziła spódniczkę czekoladą. – Panna Greengrass jest młoda i pełna zapału, zobaczyła to i owo, dopowiedziała sobie resztę, nie sprawdziła wszystkiego i wyszło, co wyszło. Błąd młodości, wybaczam jej. To doprawdy wspaniałe wiedzieć, że ma się obrończynię sprawiedliwości w Ministerstwie, która nie cofnie się przed niczym, nawet oskarżeniem niewinnych – mówił to poważnym tonem, ale jego oczy wskazywały, że stroi sobie żarty.

Zebrani zaczęli chichotać, na co Dafne skrzyżowała ręce na piersi i posłała mu pełne złości spojrzenie. Ku zdziwieniu Hermiony Rita Skeeter nie zaśmiała się. Patrzyła się na Gawaina z miną wyrażającą pogardę. Wtedy w głowie czarownicy pojawiła się pewna myśl i zrozumiała, że odnalazła jeden z elementów układanki.
- Oświadczam także, że to nie ze mną spotkała się panna Granger, dlatego zamierzam powołać grupę, która zajmie się poszukiwaniem osoby, która postanowiła wcielić się w moją osobę i zszargać moją opinię!

Hermiona poczuła się jakby otoczyła ją wataha wściekłych psów. Dziennikarze rzucili się w jej kierunku wykrzykując pytania. „Dlaczego nie zauważyła, że ktoś podszywa się pod Robardsa, „czy będąc tak wybitną czarownicą można przeoczyć tak istotny szczegół”, „czy z powodu swojej niekompetencji poda się do dymisji”. Przerażona dziewczyna chciała coś odpowiedzieć, ale nie dała rady przekrzyczeć tłumu. Dopiero interwencja Harry’ego uratowała ją z opresji.
- Proszę się odsunąć! – oznajmił stanowczo i pokazał dziennikarzom, że mają zająć swoje poprzednie miejsca.
- Dzięki – wykrztusiła z trudem Hermiona.
- Później – odparł i spojrzał się na nią znacząco. – Teraz powiedz jak było.

Czarownica wiedziała, że przyjaciel chce, aby okłamała wszystkich, że nie spotkała się z Robardsem. Jednak jej poczucie sprawiedliwości znowu wzięło górę nad rozsądkiem:
- Oświadczam, że nie miałam romansu z panem Robardsem… ale owszem, spotkałam się z nim, jednak miało to pewien cel!
- Niby jaki? – prychnęła Rita odzywając się pierwszy raz od rozpoczęcia konferencji.
- Harry Potter jako pierwszy zauważył, że Gawain Robards dziwnie się zachowuje, dlatego wdrożyliśmy tajne śledztwo w tej sprawie – oznajmiła i wyciągnęła sfałszowane listy. –  Tu mam dowód, że to nie on do mnie pisał!

Główny hol znowu rozbrzmiał rozmowami i głośnymi pytaniami dziennikarzy. Szef Harry’ego i Kingsley w ciągu sekundy dotarli do młodego aurora.
- To prawda Potter!? – rzucił ostro Gawain.
- Tak – odparł zmieszany Harry.
- Wszystko jasne – bąknął Kingsley. – Wasza dwójka nie może stać z boku tylko wszystko bierze na siebie.
- Co ja mam teraz zrobić? – spytał się Robards patrząc się krzywo na podwładnego.
- To proste – oznajmił po chwili Minister Magii. – Harry zostaje szefem grupy, który zbada całą tę sprawę.
- N… naprawdę? – wyjąkał Harry, kompletnie zaskoczony nagłym awansem.
- Nie sądzisz, że jest trochę za młody? Wolałbym kogoś starszego – zaprotestował Robards.
- Młody czy nie, to dzięki niemu Voldemort wącha kwiatki od spodu, więc znalezienie twojego sobowtóra będzie dla niego łatwe niczym wykradzenie smoku jajka – Kingsley zachichotał ze swojego dowcipu.
 - Skoro sobie tak życzysz – szef aurorów skrzywił się znacząco, ale posłusznie poszedł ogłosić dziennikarzom, co zostało postanowione.

***

Konferencja zakończyła się. Kingsley z Robardsem i Harrym postanowili, że zaczną przesłuchiwać świadków następnego dnia. Hermiona w tym czasie powiadomiła Ginny i Rona, że musi na chwilę pójść z kimś porozmawiać. Nie byli zachwyceni, ale nie mieli wyboru. Obiecała im, że wszystko wytłumaczy jak wróci do Nory. Gdy weszli do kominków, aby dostać się do domu siecią Fiuu, Hermiona skierowała swoje kroki ku redakcji tygodnika „Czarownica”. Rita Skeeter była zaskoczona, gdy zobaczyła kto ją odwiedził w biurze. Szybko się opanowała i wyszczerzyła do niej zęby w fałszywym uśmiechu.
- Proszę, proszę, bohaterka skandalu przybyła w moje progi – zacmokała. – Czym mogę służyć słynnej Hermionie Granger?
- Chcę pogadać z tobą o pewnych… starych sprawach – odpowiedziała dziewczyna i popatrzyła się na dziennikarkę znacząco.
- Wejdź – Rita rzuciła krótko, rozejrzała się niespokojnie i zamknęła szybko drzwi.

Hermiona stwierdziła, że jadowicie zielony kolor jest bez wątpienia ulubionym dziennikarki. Cały jej gabinet utrzymany był w tym odcieniu, co kontrastowało z czarnymi meblami. Na ścianach Rita porozwieszała wycięte z gazet artykuły. Jak młodsza z czarownic zauważyła, wszystkie były autorstwa właścicielki gabinetu. Na półkach również dominowały pozycje Rity.
- Po co tu przyszłaś? Chcesz udzielić wywiadu, aby pogrążyć tę małą ździrę Dafne? – spytała się ukazując przy okazji swoje złote zęby.
- Nie, chcę pogadać o Robardsie i o tym jak uwodził stażystki, a Knot i Scrimgeour to tuszowali.

Rita popatrzyła się na nią z mieszaniną zdumienia i strachu. Hermiona poczuła, że reakcja dziennikarki nie jest udawana. Fałszywy uśmiech spełzł z jej twarzy i podskoczyła gwałtownie do młodej czarownicy chwytając ją za ramię i wbijając w nie swoje krwistoczerwone paznokcie.
- Skąd to wiesz!? – warknęła głucho.
- Mam… swoje… źródło… - wysyczała Hermiona z bólu i wyrwała się ze szponów Rity.
- Nikt nie ma prawa o tym wiedzieć, nikt! – dziennikarka wyglądała jakby chciała rozerwać dziewczynę na strzępy. – Gadaj skąd to wiesz!
- Najpierw zdradź mi szczegóły, ja je porównam z tym, co wiem, a potem wyjawię ci swoje źródło. Przekonałaś się nie raz, że potrafię dotrzymać słowa – zakomunikowała Hermiona dobitnie. – Wiem, że szantażowałaś Robardsa i myślę, że to ma związek ze stażystkami.

Rita wpatrywała się w nią z zacięciem wypisanym na twarzy. Było widać jak intensywnie myśli nad słowami przyjaciółki Harry’ego. Po dłuższej chwili odetchnęła głęboko i skurczyła się w sobie, jakby zrezygnowała z dalszej walki.
- Dobrze, powiem ci to, ale najpierw chcę wiedzieć czy tych informacji użyjesz do pogrążenia Robardsa.
- Słucham?
- Chyba nie myślisz, że uwierzyłam w jego bajki, że to nie on się z tobą spotkał? Totalny kretyn!

Hermiona poczuła zimny dreszcz na plecach. Czyli Gawain naprawdę się do niej przystawiał i wyznanie, że ją kocha było najprawdopodobniej kłamstwem! Po prostu był starym zboczeńcem i jedynym jego celem było zaciągnięcie jej do łóżka i obsypaniem galeonami, aby zamilkła, gdy już się nią nasyci i porzuci. Kolejny dreszcz wstrząsnął ciałem Hermiony, ale ten był spowodowany obrzydzeniem, który czuła do Robardsa i do samej siebie, za to, że kiedyś jej się podobał. Poczuła się wykorzystana.
- Chcę odkryć prawdę, mam dość jego gierek! – wycedziła przez zęby.
- Ha! Czyżby Miss Doskonałości się zaangażowała? Do jakiego etapu doszliście? Całował cię? Byliście w łóżku? – Rita zadygotała z podniecenia, ale szybko mina jej zrzedła. -  Szkoda, że nie mogę o tym napisać…
- Nie, nie możesz i nawet się nie całowaliśmy! – oznajmiła twardo Hermiona. – Jeśli nie chcesz, aby świat dowiedział się o jego przekrętach to zataję wszystko, ale chcę znać prawdę!
- No dobra, to jest prawda! – wyrzuciła z siebie Rita piskliwym tonem. – Zawsze go ciągnęło do młodych dziewczyn, takich, co skończyły dopiero szkołę. Załatwiał im posady, dlatego zawsze łatwo znajdował chętną. Na początku uważał i krył się z tym. Jednak, gdy został zastępcą Scrimgeoura poczuł się pewniej. Kilka osób zauważyło co się święci, niektóre dziewczyny chwaliły się w jaki sposób zyskały posadę. Atmosfera się zagęściła, Knot nie chciał stracić dobrego aurora, więc zapłacił odpowiednim ludziom za milczenie, a Gawainowi kazał się uspokoić. Robards był grzeczny do czasu, aż został szefem biura aurorów. Zaczął wtedy romansować z nie tą dziewczyną co trzeba. Biedaczka zaangażowała się i zrobiła wszystko, aby go przy sobie zatrzymać. Nie udało jej się, sprawa skończyła się naprawdę paskudnie… nie powiem ci jak, nie chcesz wiedzieć – zerknęła na zszokowaną minę Hermiony. – Gdy sprawa się rypła Scrimgeour postąpił podobnie jak Knot: zapłacił komu trzeba. Od tamtego czasu Robards był znowu grzeczny.
- Teraz polował na mnie, a gdy nie wyszło zaczął się wszystkiego wypierać – stwierdziła młodsza z czarownic z goryczą.

Dziennikarka wybuchła nieopanowanym śmiechem. Gdy skończyła spojrzała na skonsternowaną twarz Hermiony.
- Nie mógł gorzej trafić! – oznajmiła. – Przecież Miss Doskonałości jest niezrównaną wojowniczką o dobro i sprawiedliwość! Gdyby cię porzucił to zrobiłabyś mu z różdżki drzazgi. Potrafisz być wredna jeśli chcesz. Gdyby nie twoje pochodzenie to tiara na bank umieściłaby cię w Slytherinie. Uważam, że Robardsowi oczy jaja zasłoniły skoro podbijał do ciebie!
- Jakim cudem prawie nikt nic o nim nie wie? – zastanawiała się głośno Hermiona. – Na pewno ktoś coś musiał powiedzieć mimo otrzymania pieniędzy.

Ku zaskoczeniu dziewczyny Rita popatrzyła się na nią jak na idiotkę.
- Ty czasami naprawdę masz problem z myśleniem – westchnęła i popatrzyła się wymownie w sufit. – W świecie czarodziejów są pewne przysięgi…
- Wieczysta... – wyszeptała przerażona Hermiona.
- Właśnie – przytaknęła Rita. – Teraz twoja kolej, mów skąd wiesz o małym sekrecie Robardsa!
- Wiem od Muriel, ciotki Weasleyów.
- Muriel, Muriel… – dziennikarka powtarzała imię pod nosem. – Czasem dostaję listy od kobiety o takim imieniu.
- To pewnie ona, jest twoją wielką fanką – wyjaśniła Hermiona.
- Świetnie – ucieszyła się Rita. – W takim razie złożę jej przyjacielską wizytę i przekonam, aby nie rozpowiadała pewnych rzeczy. A ty moja droga… pamiętaj, że to co powiedziałam ma pozostać w tym pokoju. Nie chcę stracić mojego asa w rękawie!
- Nie martw się Rita – odparła Hermiona. – Nie stracisz go.
Po czym wyszła rozgorączkowana z jej gabinetu i pognała ku kominkom.

***

- Mam uwierzyć w bzdury, które wygaduje Rita i Muriel!? To absurd!
Harry krążył po byłym pokoju Rona jak znerwicowana surykatka. Nie chciał uwierzyć w to, co przekazała mu Hermiona. Uważał, że wszystko jest spiskiem. Ron siedział z Ginny na łóżku i przypatrywali się mu z niepokojem.
- Uważam, że to wcale nie są bzdury! – oświadczyła Hermiona, która stała przy oknie. – Wiedział, że Kingsley nie będzie tak bardzo pobłażliwy jak Knot i Scrimgeour, dlatego zrobił całą tę szopkę, aby odsunąć się od podejrzeń. Nie zdziwiłabym się gdyby sam dał cynk Dafne!
- Może też podrobił listy?
- Czemu nie? – spytał się Ron. – Facet nie jest głupi, sam nam to powtarzałeś, chciał się zabezpieczyć na wypadek wpadki. Poza tym wierzę Hermionie – oświadczył patrząc się przyjacielowi prosto w oczy. – W niej naprawdę można się zakochać!
- Och, kochanie!
- Pfff – prychnęła Ginny. – Facet jest inteligentny i każdy wie, że by się nie ładował w romans z Hermioną. Ja twierdzę, że Harry ma rację, to Dafne chce się zemścić na nich za pierwszy artykuł!
- Ty zawsze uważasz tak jak Harry! – warknął Ron.
- A ty jak Hermiona! – siostra odpowiedziała mu takim samym tonem. – Nie macie dowodów na to, że to nie był ktoś zamieniony w niego!

Kłótnia rodzeństwa przybrała na sile. Hermiona spoglądała od niechcenia przez okno i przypominała sobie wszystkie spotkania z Gawainem. Zazwyczaj dotyczyły one Severusa i jej podróży do Azkabanu. Schemat był zawsze ten sam: wchodziła do jego gabinetu, wdawali się w niezobowiązującą rozmowę typu „co słychać” lub „brzydka dziś pogoda”, po czym wypełniali formularze…
- Mam kolejny element układanki! – rozległ się okrzyk, który przerwał sprzeczkę Rona i Ginny.
- Czyli co? – spytał się Harry patrząc się na Hermionę spode łba.
- Robards zaczął się do mnie zalecać w sierpniu, i ciągnęło się to do końca września – wyliczała szybko Hermiona. – W tym czasie kilkukrotnie leciałam do Azkabanu spotkać się ze Snapem!
- I co z tego? – spytał się niezbyt przytomnie Ron.
- A to, że w tym czasie podpisywał te formularze – oznajmiła czarownica z przejęciem. – Podejrzewam, że wypełniał też wtedy jakieś inne papiery… wystarczy wziąć dokumenty z tych dni, w których się pojawiałam i porównać z jego charakterem pisma. Jeśli jest taki sam to znaczy, że Robards kłamie!
- Jesteś genialna! – wykrzyknął rudzielec i podskoczył do Hermiony, aby porwać ją w objęcia. – Moja czekoladowa żabka jest taka mądra! – wymruczał.
- No dobra… coś w tym jest – zgodził się Harry niechętnie. – Jutro przejrzę papiery i udowodnię wam, że to był fałszywy Robards!

***

W poniedziałek rano Harry pewnie wkroczył do Ministerstwa Magii, pojechał windą na piętro gdzie znajdował się Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów i ruszył ku Służbom Administracyjnym, aby zajrzeć do archiwum. Bez problemu uzyskał dostęp do odpowiednich dokumentów. Zadowolony z siebie otworzył szafkę i wyciągnął odpowiednie teczki. Nie był w ogóle zdziwiony, gdy znalazł w nich stare gazety zamiast pergaminów zapisanych ręką Gawaina Robardsa.

- Nie wierzyłaś mi Hermiono, gdy mówiłem, że trzeba szukać Czarnej Różdżki – mruknął pod nosem wesoło – teraz mam dowód na to, że mam rację i przekonam cię, że mój szef jest niewinny!

poniedziałek, 11 lipca 2016

Fanfik Trójmagiczny: Rozdział 4 – Małe wyjaśnienie i impreza w stylu Harry’ego


Witam Wszystkich Miłościwie Mnie Czytających!

Tu znowu Szczęśliwa Trzynastka i moje wypociny nie zawsze związane z Harrym.

Sprawa pierwsza: pisałam o tym na facebooku, ale napiszę to jeszcze raz: do września będę mocno zajęta lub będę z dala od domu, co skutkuje nieregularnym wstawianiem rozdziałów (o ile w ogóle). Ostatnio mam sporo zleceń na rękodzieło, przez co nie mam czasu na nic innego. Sezon ślubny w pełni, dlatego trzeba piec ciastka i je dekorować, malować obrazy i rysować różne rzeczy. Dodatkowa kasa zawsze się przyda, ale skutkuje to brakiem rozdziałów :(. Od września powinnam mieć większy spokój (wysyłam dziecko do przedszkola, yay!) dlatego znowu wrócę do regularnego pisania. Powiem szczerze, że nie mogę się doczekać ukończenia moich powieści. Sama się zastanawiam jak się zakończą :P

Teraz zaś uchylę rąbka tajemnicy i pokażę czym, między innymi, się zajmowałam ostatnio: byłam jedną z osób, które przygotowywały imprezę w stylu Harry’ego Pottera. Dokładniej zaś, był to wieczór panieński osoby, którą znam od pieluch i która kocha książki Rowling równie mocno jak ja. Jako, że wychowałyśmy się na nich, nie było innego wyjścia. Poza tym kto powiedział, że kobiety, którym bliżej do trzydziestki niż do dwudziestki nie mogą się przebrać i latać za zniczem? Uraczę was teraz mini-relacją z tego wydarzenia i opiszę rozwiązania, które być może komuś pomogą zrobić coś podobnego. Od razu zaznaczam, że wszystko było stworzone w taki sposób, aby pochłonęło jak najmniej czasu i pieniędzy. Dodatkowo wiedzcie, że nie bawiłyśmy się z dziewczynami w super-dokładne odtworzenie. To miała być jednorazowa impreza, a nie katalog do firmy zajmującej się animacją przyjęć :P.

Po pierwsze: należy wysłać sowę do przyszłej Panny Młodej. 


W środku znajdował się list napisany własnoręcznie przez Minerwę McGonagall :P (przepisałam treść listu do Harry’ego oraz zeskanowałam podpis z książki). Zaznaczyła w nim, że w Hogwarcie należy mieć szatę, różdżkę, tiarę i krawat.


Tak wyglądało wyposażenie czarownic (olejcie otoczenie, impreza była na zadupiu):


Jak widać nie ubierałyśmy się z dziewczynami w mundurki (trudno dostać i są drogie), za to postanowiłyśmy na długie sukienki (każda dziewczyna ma jakąś w szafie, a jeśli nie to w ciucholandach można coś znaleźć za grosze). Tiary kupione były na allegro (wystarczy wpisać „kapelusz czarownicy”), krawaty to origami (TUTORIAL), które zostały pociągnięte złotą i srebrną farbą oraz doczepiłam im tasiemki w celu zawiązania ich na szyi, zaś różdżki zrobiłam według TEJ instrukcji.


Było nas tak mało, że podzieliłyśmy się tylko na Gryfonki i Ślizgonki. Jak wyglądał przydział? Wkładało się rękę do torby i losowało jeden z krawatów oraz różdżkę. Niby niewiele, ale wzbudzało emocje. Każda z drużyn cieszyła się gdy kolejna osoba do nich dołączała, tak jak w książce :P. Dziewczyny miały fajne miny, gdy wyciągały różdżki (nikt poza mną nie wiedział jak wyglądają). Odbiór był bardzo pozytywny :)

Gdy każda z nas była już przydzielona do swojego domu i posiadała różdżkę przeszłyśmy do Wielkiej Sali. Impreza była na działce, dlatego nie inwestowałyśmy zbyt wiele w wystrój. Miało być tylko zaznaczone, że to Hogwart :P. Dlatego zrobiłam pięć pionowych flag z kolorowego brystolu. Na każdym przykleiłam wydrukowane godło danego domu i ogólne Hogwartu, wszystkie ilustracje ściągnęłam z internetu:


Nikomu nie chciało się robić lewitujących świecy (są tutoriale, wystarczy poszukać), dlatego powiesiłyśmy Halloweenowe balony. Nie miałyśmy starych mebli, dlatego ogrodowe krzesła zostały jako-tako zasłonięte orientalnymi chustami kupionymi w ciucholandzie. Jako, że Panna Młoda od zawsze należała do Slytherinu nie mogłam się oprzeć i zrobiłam napis o Komnacie Tajemnic. Maskotka Nermal dzielnie grała rolę spetryfikowanej Pani Norris (żaden kot nie ucierpiał podczas imprezy :D):


Nie mogło zabraknąć miecza Godryka Gryffindora! 


Zrobiony został z 70 centymetrowej listewki i dwóch spinaczy przyklejonych klejem. Po wyschnięciu obłożyłam go folią aluminiową i obkleiłam mocno szeroką taśmą bezbarwną. Rubin pochodzi z naszyjnika kupionego w Chińskim Markecie za kilka złotych. Wystrój dopełniały ciasteczka z motywami z Harry’ego:


Lukier nakładałam wykałaczkami, więc wyszło krzywo, ale zapewniam, że były bardzo smaczne.

W toalecie straszyła Jęcząca Marta (nie mam swojego zdjęcia, dlatego wklejam cudze):


Teraz mogę napisać kilka zdań o przebiegu imprezy. Nasza Minerwa McGonagall (która jest jedną z bohaterek Polskiej Szkoły Magii i Czarodziejstwa, ha!) przygotowała zadania, za które zdobywało się punkty lub je traciło. Tak więc pisałyśmy test wiedzy z Harry’ego (nie mogło być inaczej). Dla osób, które nie czytały książek o przygodach naszego kochanego czarodzieja były pytania dotyczące zjawisk paranormalnych i różnych magicznych stworzeń znanych z popkultury. Dla każdego coś miłego :). Eliksiry polegały na odgadnięciu smaku alkoholu (niepełnoletnim proponuję zrobić soczki ^^). Była też konkurencja polegająca na zjedzeniu wylosowanej Fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta (można kupić przez internet).

Trafiały się naprawdę obrzydliwe smaki: wymiociny, mydło, zgniłe jaja… Tutaj chcę jeszcze przestrzec niektórych: prawie się udusiłam, gdy wzięłam do ust fasolkę o smaku pasty do zębów, która miała w składzie eukaliptus. Jestem na niego uczulona i przez moment było ciężko mimo, że od razu ją wyplułam po przegryzieniu :/.

Zawody w Quidditchu polegały na trafieniu piłką do kosza. Każda z dziewczyn brała po kolei miotłę i celowała. W internecie można znaleźć opisy różnych wariantów tej gry, ale w większości trzeba mieć własnego Nimbusa. Nie miałyśmy, niestety, tylu sztuk mioteł…


Gdy już się nalatałyśmy przyszła pora na tort. Został zamówiony u specjalistki w tej dziedzinie. Podziwiajcie:


Goła klata Harry’ego i jego różdżka… Czego chcieć więcej? :>

To nie był koniec niespodzianek. Gdy zapadł zmrok zaatakował nas dementor! 


Przyznaję, wygląda okropnie, zrobiłam go z pociętych worków na śmieci i taśmy klejącej :P (ale jak fajnie falowały jego szaty na wietrze!). W środku uwięziona była dusza Rona (cukierki „Mister Ron”) i Panna Młoda musiała ją uratować przy pomocy różdżki (jeśli ktoś się zastanawiał czemu słyszy w nocy okrzyk „Expecto Patronum” to teraz już wie) oraz miecza Godryka. Ogólnie była z tego powodu kupa śmiechu i dziewczynom podobało się to zadanie.

Na zakończenie otrzymałyśmy po kubku, który jest doskonałą pamiątką z imprezy. 



Codziennie piję z niego poranną kawę ^^. A teraz niech ktoś mi powie, że nie da się dobrze bawić tanim kosztem! Wystarczy odrobina fantazji i mamy Hogwart :D

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 29 – Dobre i złe wiadomości


- Może jednak wolisz colę?
- Her… herbatę poproszę…
- Jedna kawa i herbata. Proszę wszystko zapakować na wynos.
Hermiona patrzyła się z niedowierzaniem jak Gawain Robards płaci za jedzenie. Jej logiczna natura kazała przeanalizować całe zajście: szef aurorów, który przed trzema miesiącami kazał jej odczepić się od niego, wysłał jej liścik z prośbą o spotkanie i właśnie kupuje, jakby nigdy nic się nie stało, kanapki w McDonaldzie. Poziom absurdu przytłoczył ją i stała nie wierząc własnym oczom. Gawain odebrał torbę i poprosił czarownicę aby za nim poszła.
- Nie – Hermiona dała szybką odpowiedź. – Czy pan sobie robi ze mnie żarty?
- Nie robię. Chodź za mną, niedaleko mam samochód, tam ci wszystko wyjaśnię.
- Znowu chce zrobić pan ze mnie idiotkę? – spytała się chłodno czarownica.
- Słuchaj, nie chcę. Musze ci coś wyjaśnić, ale nie chcę robić tego przy ludziach – odpowiedział z naciskiem auror.

Hermiona z ociąganiem ruszyła za Gawainem. Miała nadzieję, że Harry’ego nie ma w pobliżu. Raczej trudno by mu było schować się w samochodzie, nawet z peleryną-niewidką. Tak samo miałby problem, aby poruszać się w niej wśród tłumu. Hermiona stwierdziła, że na wszelki wypadek powinna zmusić Gawaina do napisania świstka, że to on zaproponował spotkanie i nie było to nic zdrożnego. Popatrzyła się krzywo na plecy mężczyzny, który stanął na parkingu.
- Wsiadaj! – rzucił otwierając drzwi swojego samochodu.

Było to srebrne, sportowe auto. Hermiona myślała, że śni: nigdy by nie pomyślała, że czarodziej może posiadać pojazd, który przyprawiał męską część mugoli o ślinotok. Z ociąganiem usiadła na skórzanym fotelu z boku kierowcy, starając się nie zalać go herbatą. Samochód posiadał tylko dwa miejsca, dlatego Gawain usadowił się za kierownicą. Postawił ostrożnie kubek z kawą i otworzył torbę z jedzeniem.
- Nie przejmuj się plamami, chłoszczyść załatwi wszystko – wyjaśnił podając kanapkę Hermionie.
- Ja… eee… bardzo dziękuję i w ogóle… ale chciałabym się dowiedzieć w końcu o co panu chodzi.
- Najpierw zjedz, na pewno jesteś głodna po pracy – powiedział wymijająco i wbił zęby w swojego Big Maca.

Po chwili było już po wszystkim. Obydwoje siedzieli w milczeniu. Hermiona dopijała herbatę, a Robards kawę.
- Czy teraz jest odpowiedni moment abym dowiedziała się o co chodzi? – dziewczyna co raz bardziej się niecierpliwiła.
Czarodziej westchnął i wrzucił puste kubki do torby. Przeniósł zmęczony wzrok na Hermionę. Ta od razu zauważyła, że w tym spojrzeniu jest wiele smutku i cierpienia.
- Muszę przyznać się dlaczego powiedziałem to co powiedziałem pod koniec września.
- Było minęło – odparła szybko Hermiona. – Nie mam do pana żalu. Niech pan się nie tłumaczy. A teraz muszę iść do domu! – próbowała otworzyć drzwi, ale powstrzymała ją ręka Gawaina na jej ramieniu.
- Nie idź, proszę. Daj mi chwilę! – zwrócił się do niej błagalnym tonem.
- Dam panu pięć minut – zdecydowała.
- Zakochałem się! – wyrzucił z siebie Gawain i złapał ją za rękę. – Zakochałem się w tobie Hermiono!

Dziewczyna wpatrywała się w niego, gotowa wybuchnąć śmiechem w chwili, gdy tylko auror okaże, że to żart. Sekundy mijały, a on był tak samo poważny jak zawsze. Zamrugała szybko powiekami, to sen, a ona się obudzi i wszystko będzie tak jak zawsze.
- Zakochałem się jak jakiś szczeniak, nawet nie wiesz jaki byłem zły na siebie! – Robards kontynuował wyznanie. – Tym bardziej, że broniłaś Snape’a. Było mi ciężko, ale starałem się nic po sobie nie pokazać. Wszystko zmieniło się tego dnia, gdy przyszłaś do mnie ubrana w sukienkę. Po tym jak zaczęłaś się czerwienić zrozumiałem, że ciebie także do mnie ciągnie... Najpierw się cieszyłem, szukałem sposobu, aby się z tobą widywać. Jednak któregoś dnia Harry wspomniał, że masz chłopaka. Zacząłem mieć wyrzuty sumienia, co może ofiarować ci taki staruch jak ja? Gdy pojechałem do Holandii postanowiłem, że odsunę się od ciebie. Wiesz jak to się skończyło…
- Yhm – mruknęła Hermiona, która nadal miała nadzieję, że to ponury i chory żart. – Rozumiem wszystko, to rzeczywiście wiele wyjaśnia – stwierdziła chłodno – ale jednocześnie wszystko komplikuje. Czemu mi to pan mówi skoro chciał się pan ode mnie odciąć?
- Ponieważ właśnie mijają moje kolejne samotne święta – wyszeptał Gawain. – Zrozumiałem, że bez ukochanej kobiety u boku moje życie jest bez sensu… Wszyscy cieszą się swoją rodziną, a ja przebywam w pustym domu. Otaczam się drogimi rzeczami, a nie mam nawet nikogo, komu mógłbym kupić prezent. Gdybyś zdecydowała się na związek ze mną oddałbym ci wszystko.
- Pan naprawdę żartuje! – pisnęła Hermiona, wyrwała swoją dłoń z jego dłoni i otworzyła drzwi. – Przykro mi, ale mam chłopaka! Trzeba było się postarać wcześniej! – krzyknęła wzburzona przypominając sobie, przez co przeszła.
Gawain jednak nie dawał za wygraną, błyskawicznie wysiadł z samochodu.
- Hermiono, przemyśl to! Wiem, że ci zależało! – w jego oczach widać było iskierki szaleństwa. – Naprawdę chcesz być z tym nudnym chłoptasiem, który sprzedaje zabawne gadżety!?
- Chcę! – warknęła i teleportowała się do domu nie zwracając uwagi na to, czy ktoś to zauważy.

***

Gwałtowne stukanie sowy w szybę obudziło Hermionę. Wyskoczyła z łóżka i otworzyła okno, patrząc jak ptak zatoczył koło po pokoju, upuścił pakunek na łóżko i wyleciał tą samą drogą. Dziewczyna wzdrygnęła się z powodu wpuszczonego chłodu. Pomyślała, że to dobrze, że Ron dzień wcześniej poleciał do Nory, ponieważ po takiej pobudce mógłby zamordować biedne zwierzę.

Paczuszka była niewielka i dołączony był do niej liścik. Hermiona przeczytała go i wzniosła oczy ku niebu. To zaczynało być komedią! Miała nadzieję, że zaraz wkroczy do jej pokoju ekipa telewizyjna i krzyknie, że jest w programie typu „ukryta kamera”. Dziewczyna otworzyła pudełko i wyjęła z niego komplet biżuterii składający się naszyjnika, kolczyków, bransoletki i pierścionka. Mimo, że nie przepadała za błyskotkami to prezent zrobił na niej wrażenie. Od razu wiedziała, że to robota goblinów, misterna i bardzo czasochłonna.  Białe złoto w formie cienkiego drutu było przeplatane ze sobą i tworzyło delikatną sieć. Przez kilka sekund, żałowała, że nie może jej sobie zostawić. Sięgnęła po liścik, aby go przeczytać jeszcze raz:

Wesołych świąt Hermiono!

Postanowiłem kupić ci prezent. Mam nadzieję, że trafiłem w twój gust. Przepraszam za to, że wczoraj wystraszyłem cię swoim wyznaniem. Przemyśl wszystko jeszcze raz na spokojnie. Liczę, że zrozumiesz, co jest dla ciebie najlepsze.

 - Wiem co jest dla mnie najlepsze – mruknęła do siebie Hermiona z niesmakiem. – Trzymanie się od ciebie z daleka!
List i biżuterię starannie zapakowała i dołączyła do nich wcześniejszą wiadomość. Postanowiła, że pokaże ją Harry’emu i porozmawia z nim na temat jego szefa. To co usłyszała sprawiło, że miała ochotę rzucić pracę w Ministerstwie Magii i przekonać Rona do przeniesienia się jak najdalej od Anglii. Propozycję Gawaina odrzuciła na starcie, ochota na niego przeszła jak ręką odjął. Pomyślała, że we wrześniu pewnie by się nad nią zastanowiła i być może rzeczywiście zerwałaby z Ronem. Teraz nie było mowy o tym, aby związała się z Robardsem. Nawet gdyby rzucił się przed nią na kolana, wybuchnął płaczem i błagał o to.

***

Pan i pani Weasley wyszli przed dom na powitanie nowo przybyłych. Ron uściskał swoją dziewczynę i oznajmił, że przygotował pokój Charliego dla państwa Grangerów oraz Suzanne. Podczas wnoszenia toreb podróżnych do domu pan Weasley wdał się w pogawędkę z ojcem Hermiony na temat świateł w samochodach. W salonie nastąpiło uroczyste powitanie i zapoznanie państwa Granger z ciotką Muriel, która zdecydowała się odwiedzić krewnych w ostatniej chwili oraz Audrey, nową dziewczyną Percy’ego. Hermiona zauważyła, że jest ona bardzo podobna do byłej miłości Percy’ego – Penelopy Clearwater. Widocznie rudzielec preferował konkretny typ urody. Mama rudzielców rozpływała się nad Suzanne mówiąc, że chciałaby mieć już wnuki. Po tym wyznaniu Ron, Harry, Percy i George nagle zaczęli kasłać, za co zostali potraktowani morderczym spojrzeniem Molly.

W czasie obiadu Hermiona odsunęła od siebie myśli o Robardsie. Popatrzyła się na stary zegar stojący w rogu pokoju. Zauważyła, że wskazówka Freda została zamieniona na Fleur. Pomyślała, że to dobry pomysł, przynajmniej państwo Weasleyowie nie musieli przypominać sobie co chwilę, że jeden z ich synów jest martwy. Stwierdziła z ulgą, że jej rodzice dobrze się dogadują z rodzicami Rona. Wesołe rozmowy raz po raz przerywał wybuch śmiechu. Ciotka Muriel czasem zrzędziła, ale nikt nie zwracał na to uwagi. Ginny poinformowała szeptem przyjaciółkę, że staruszka zaczyna mieć problemy z pamięcią i czasem gada jakieś głupoty. Suzanne podreptała odważnie w stronę choinki i starała się dosięgnąć bombek. Pani Weasley wyciągnęła różdżkę i uniosła dziewczynkę w powietrze.
- Moje dzieciaki to uwielbiały – wyjaśniła rodzicom Hermiony. – Zwłaszcza bliźniaki, nigdy nie mieli dosyć!

Suzanne podzielała opinię rudzielców zaśmiewając się podczas fikołków. Hermiona wyczarowała ptaszki, które latały wokół siostry. Wszyscy dobrze się bawili, oprócz ciotki, która mruczała pod nosem, że za jej czasów nikt nie rozpuszczał tak dzieci.
- Niech ciocia nie przesadza – odezwał się George. – Pamiętam jak sama rozpieszczałaś Billa. Tylko on dostawał fajne prezenty!
- Nie odzywaj się do mnie takim tonem młodzieńcze! – oburzyła się Muriel. – Jako, że jestem tutaj najstarsza wiem o życiu o wiele więcej niż wy wszyscy razem wzięci! Dlatego radzę ci: rozważ zmianę dziewczyny, bo jak się wychędożycie to będziecie mieć rude murzyny!

Percy wykazał się refleksem i powstrzymał George’a od rzucenia się na ciotkę, która rechotała z własnego dowcipu. Reszta zaproszonych osób zaciskała pięści ze złości. Molly z Arturem mieli miny wyrażające zakłopotanie i wyraźnie walczyli ze sobą, aby czegoś nie powiedzieć staruszce. Wszyscy wiedzieli, że mają u niej dług wdzięczności za to, że ukrywała ich podczas wojny. Aby nie zaogniać konfliktu George z Angeliną udali się na piętro pod pretekstem obejrzenia jego dawnego pokoju. Percy z Audrey przesiedli się na kanapę i zaczęli głośno rozmawiać o sytuacji politycznej na świecie. Pan Weasley wypytywał się szczegółowo rodziców Hermiony jak działają wiertła stomatologiczne i po co zakłada się plomby. Harry zaczął rozmawiać z Ginny o quidditchu. Ron z Hermioną zajęli się zabawianiem Suzanne. Gdy Muriel zobaczyła, że nikt nie zamierza z nią dyskutować oznajmiła, że dość jej zabawy i idzie na górę spać. Wszyscy przyjęli to z uczuciem ulgi.
- Hermiono, Suzanne usnęła – powiedziała pani Weasley pół godziny później.
- Rzeczywiście – młoda czarownica udała zaskoczoną i zwróciła się do siedzącego obok przyjaciela. – Harry, jesteś najbliżej, pomożesz mi ją zanieść na górę?
Czarodziej popatrzył się na nią zaskoczony. Hermiona dała mu znać, żeby poszedł z nią.
– Muszę ci coś pokazać – wyszeptała.
- Oczywiście, że ci pomogę! Idziemy! – ostrożnie podniósł dziewczynkę.

Hermiona położyła siostrę w łóżeczku turystycznym i okryła ją kołderką. Harry w tym czasie czytał listy od Gawaina.
- No dobra, dostałaś te wiadomości i biżuterię, co ja mam z tym wspólnego? – zapytał się chłopak.
- A to, że są od twojego szefa – odpowiedziała Hermiona.
Reakcja Harry’ego nie zdziwiła ją zbytnio. Chłopak zaczął chichotać jak szalony i czarownica musiała mu przypomnieć, że jeśli będzie głośno to obudzi Suzanne.
- Żartujesz! – stwierdził, gdy się uspokoił. – Robards miał ci to wysłać? Chciał się spotkać w McDonaldzie? On?
- Wyobraź sobie, że tak. Kupił mi Big Maca i herbatę, a potem poszliśmy to zjeść do jego samochodu.
- On ma samochód?
- Tak, srebrny, sportowy, ze skórzaną tapicerką.
- Nie wierzę! Nie raz musiałem mu tłumaczyć jak działają mugolskie rzeczy podczas akcji. On nawet nie wie co to jest rower…
- To jeszcze nie koniec! – syknęła Hermiona. – Robards wyznał mi, że się we mnie zakochał i chce abym rzuciła dla niego Rona!
- Prędzej uwierzę, że Armaty z Chudley wygrają mistrzostwa świata w quidditchu niż w to, że mój szef przystawiał się do ciebie – oznajmił Harry ponuro i spojrzał jeszcze raz na listy. – Jeden i drugi jest pisany przez tą samą osobę, ale to nie jest pismo Robardsa. Pomyślałaś, że może ktoś się pod niego podszył?
- Myślisz, że ktoś uwarzył eliksir wielosokowy?
- To by wiele wyjaśniało, ktoś po prostu chce ciebie i jego skompromitować. Mam przeczucie, że taka jest prawda! – chłopak był zadowolony ze swojej dedukcji. – Może też być pod wpływem imperiusa.
- Uważam, że nie masz racji. Zauważyłabym gdyby inaczej się zachowywał, znając ciebie też być dostrzegł, że coś nie gra – zaoponowała Hermiona niezbyt pewnie. – To trwa od sierpnia, mam wrażenie, że nie chcesz przyjąć do wiadomości faktu, że mogę się podobać mężczyźnie po pięćdziesiątce – zarumieniła się.  
- Wierzę, że jesteś atrakcyjna, ale nie zmienisz faktu, że Robards zachowuje się dziwnie – oznajmił Harry. – Dlaczego w listach jest nie jego pismo? Ktoś chce wrobić albo ciebie, albo jego, albo was oboje. Mam nadzieję, że nawet nie rozważyłaś jego propozycji? – spytał się ponuro.
- Głupi jesteś – oburzyła się Hermiona. – Jasne, że tak! Jestem z Ronem!
- To dobrze – chłopak odetchnął z ulgą. – Uważam, że musimy wdrożyć własne śledztwo. Wymyślę jakiś plan, aby sprawdzić, kto się pod niego podszywa.
- A jeśli to jednak Gawain we własnej osobie ma takie pomysły, co wtedy zrobisz?
- Wątpię – odrzekł Harry dziarskim tonem. – Jeśli to prawda to przeproszę cię za to, że ci nie wierzyłem.
- No dobra – zgodziła się Hermiona z wahaniem. – A teraz chodźmy na dół, wszyscy pewnie się zastanawiają, co tutaj tak długo robimy. I pamiętaj! – złapała go za rękaw. – Ani słowa nikomu! Nawet Ginny!

***

Gdy w niedzielny poranek obudziło Hermionę stukanie sowy w szybę wiedziała, że coś jest nie tak. Podejrzewała, że to może być kolejny prezent albo wiadomość od Gawaina. Nikt inny nie miał powodu, aby niepokoić ją z samego rana. Zegar wskazywał godzinę szóstą trzydzieści, nawet Prorok Codzienny nie przychodził do niej o tej porze. Ron twardo spał, nie zwracając uwagi na hałasy za oknem i świergotanie Świstoświnki. Czarownica wstała z łóżka i po omacku znalazła kapcie. Dzień był ponury, ciężkie ołowiane chmury zraszały deszczem ogród Weasleyów. Owijając się w bluzę Rona Hermiona ruszyła w stronę okna. Ze zdumieniem stwierdziła, że sowa ma dla niej gazetę, ale nie posiada woreczka, do którego wkłada się monety. Gdy wzięła od ptaka Proroka Codziennego i zobaczyła, że wystaje z niego list.

- Błagam, niech to nie będzie kolejny pomysł Gawaina – jęknęła w duchu podczas otwierania koperty. – Panno Granger, nie wiem z kim się widziałaś wczoraj, ale to nie byłem ja. Dzisiaj, o godzinie jedenastej zostanie zwołana konferencja prasowa, na której wyjaśnię wszystko. Radzę ci abyś twierdziła, że to nie byłaś ty i miała poparcie świadków. Pozdrawiam, Gawain Robards – odczytała zdumiona dziewczyna.

Otworzyła gwałtownie Proroka Codziennego i znalazła artykuł o jakże wymownym tytule „Hermiona Granger zyskuje poparcie dzięki wysoko postawionemu kochankowi”. Kiedyś Harry powiedział jej, że czyta z prędkością światła. Tym razem czytała dwa razy szybciej. Autorką artykułu, w którym roiło się od domysłów typu „cała ustawa o skrzatach domowych została poparta dzięki interwencji Robardsa”, była Dafne Greengrass. Hermiona z lekkim zdziwieniem zorientowała się, że nie jest na nią ani zła, ani się nie boi reakcji innych ludzi. Kolejny raz była bohaterką skandalu i kolejny raz będzie tak samo: zaprzeczy wszystkiemu, tak samo jak Gawain. Niepokoił ją tylko fakt, że ktoś się pod niego najprawdopodobniej podszył. Czemu tego nie zauważyła?

Hermiona popatrzyła się na zdjęcia dołączone do artykułu. Były ciemne i wszystko wskazywało, że były robione z ukrycia. Nic dziwnego, że nie zauważyła fotografa. Zastanawiała się skąd Dafne wiedziała, że ma spotkanie w McDonaldzie. Najprawdopodobniej śledziła ją od dłuższego czasu szukając okazji do zemsty, a Pansy jej we wszystkim pomagała. Hermiona musiała przyznać, że koleżanka z roku ma powody, aby dopiec zarówno jej jak i Robardsowi. Westchnęła. Wiedziała, że to będzie długi dzień. Najpierw musi pogadać o tym z Harrym i Ronem. Obudziła swojego mężczyznę i oznajmiła mu, że Dafne znowu zaatakowała. Nie zdradziła mu jednak wszystkich szczegółów. Nie chciała wszystkiego mówić, a przynajmniej nie przed konsultacją z Harrym.

Ginny nie była zachwycona, gdy przyjaciółka z jej bratem przyszli z samego rana i wyciągnęli jej chłopaka z łóżka.
- To nie mogło poczekać do jakiejś sensownej godziny? – wymruczała gniewnie.
- Nie mogło – oznajmiła Hermiona i podała Harry’emu gazetę z listem.
- O ja pierdzielę! – wyrwało się chłopakowi.
- Też tak uważam – przytaknął ponuro Ron.
Ginny, która zaglądała mu przez ramię patrzyła się na zdjęcia ze zdumieniem. Podniosła wzrok na Hermionę z niemą prośbą, aby przyjaciółka wytłumaczyła, co to wszystko ma znaczyć.
- Dafne – oznajmiła z niesmakiem. – Mści się za to, że zrobiłyśmy z niej kłamczuchę.
- Widzę – odrzekła Ginny. – To jednak nie tłumaczy, czemu spotykasz się potajemnie z szefem Harry’ego. Chyba ona nie ma racji, prawda? – spytała się z nadzieją w głosie i zerknęła na czerwonego ze złości Rona.
- Wszystko w porządku – wtrącił się Harry. – To wszystko było zaplanowane.

Obydwie dziewczyny popatrzyły się na niego ze zdumieniem. Ron drgnął jakby wyrwany z transu. Chłopak zaczął opowiadać z pewnością siebie, która zaskoczyła nawet Hermionę:
- Zauważyliśmy już w sierpniu, że Robards dziwnie się zachowuje. Podejrzewaliśmy, że ktoś się pod niego podszywa, dlatego poprosiłem Hermionę, aby mi w tym pomogła.
- Pozwoliłeś, aby stary dziad obmacywał moją dziewczynę!? – warknął  Ron.
- Nie macał mnie – oświadczyła głośno Hermiona.
- Na zdjęciu trzyma cię za rękę! – wskazał na gazetę.
- Spokojnie, Ron, naprawdę nie masz, czym się denerwować – oznajmił Harry. – To moja wina, że zrobiłem z Hermiony czegoś w rodzaju tajnej agentki. Miała udawać zainteresowanie abym zebrał dowody. Dlatego tak dziwnie zachowywała się w wakacje - Hermiona spłonęła rumieńcem, a Ron z Ginny się naburmuszyli. – Naprawdę chcieliśmy wam powiedzieć, ale to było zbyt duże ryzyko – Harry spojrzał się na nich przepraszająco. – Teraz sprawa wyszła na jaw, więc powiemy wam, co tylko chcecie wiedzieć.
– Mam ochotę zamknąć was w pomieszczeniu z akromantulami! – oznajmił Ron. – Za karę macie mnie przyjąć do drużyny! Skopmy Dafne tyłek!
- Też wam pomogę! – dodała Ginny. – Mogę się założyć, że to jej sprawka. Na pewno wynajęła kogoś, aby udawał Robardsa!
- Tego jeszcze nie wiemy – powiedziała Hermiona podczas porównywania pisma na listach. – Te dwa są napisane przez jedną osobę…
- To na pewno pismo mojego szefa – orzekł Harry biorąc do ręki ostatnią wiadomość.
- Wszyscy możemy potwierdzić, że byłaś w domu i pod ciebie też ktoś się podszył – dodał Ron. – Będziesz miała alibi.
- Pomyślimy nad tym później – mruknęła Hermiona. – Teraz trzeba będzie wyjaśnić wszystko waszym rodzicom – zwróciła się do Rona i Ginny. – Moim też… - westchnęła ciężko.
- Będzie dobrze – powiedział Harry i położył jej rękę na ramieniu. – Pomożemy Gawainowi przycisnąć Dafne i oczyścimy wasze dobre imię!

***

Kuchnia Nory powoli zapełniała się kolejnymi osobami. Hermiona każdemu wręczała gazetę i kazała przeczytać artykuł Dafne, uprzedzając, że są to bzdury i wyjaśni później jak było naprawdę. Dzięki temu nikt nie był zaskoczony i każdy wierzył w wersję Harry’ego. Hermiona musiała przyznać w duchu, że jej przyjaciel stanął na wysokości zadania. Była gotować przyznać się do zauroczenia Gawainem, gdyby Ron bardzo naciskał (chociaż wiele szczegółów zostawiłaby dla sobie), ale pomysł z tajną agentką bardziej jej się spodobał.

- Czemu ja o tym nie wiedziałem? – spytał się ostro Percy. – Czy Kingsley jest poinformowany o tym wszystkim?
- Nie, nie miałem mocnych dowodów – oznajmił szybko Harry. – Nie chciałem opierać się tylko na domysłach.
- To jasne jak słońce, że wszystko jest prowokacją! Taki poważny mężczyzna jak Gawain Robards nigdy nie zalecałby się do dwudziestolatki – oświadczył z pewnością Percy i poprawił okulary. – Już na samym początku powinniście przyjść z tym do mnie albo do Kingsleya! Sprawa jest jasna, ktoś chce zdyskredytować jego i Hermionę! – rudzielec napuszył się.
- A ja bym nie była taka pewna! – rozległ się głos Muriel, która weszła do kuchni w błękitnej koszuli nocnej, z Prorokiem Codziennym pod pachą. – Widzę, że nie znacie sekretu Robardsa – zarechotała.
- Nie interesują nas plotki o moim szefie, tylko fakty – oznajmił Harry spokojnie i wstał z krzesła. – Prawda jest taka, że to porządny…
- Siadaj kochaniutki! – przerwała mu Muriel i usadziła go z powrotem. – Kiedyś chętnie mnie słuchałeś! Tak, wiem, że to ty byłeś tym rudzielcem na weselu Billa – wyjaśniła. – Coś mi się zdaje, że nie znasz paru faktów o Gawainie, tak samo jak nie wiedziałeś wielu rzeczy o Dumbledorze!
- Niby czego? – spytał się Harry z lekceważeniem, ponieważ pamiętał o bzdurach, które wygadywała Muriel na weselu.
– Ten facet ma bzika na punkcie młodych dziewczyn! – odezwała się ciotka triumfalnie.

Ginny z Angeliną parsknęły śmiechem. Percy zmarszczył czoło i widać było, że jest zniesmaczony. Harry wyglądał na opanowanego, ale Hermiona zauważyła, że zaczyna się denerwować.
- I to jest ten wielki sekret? – wypalił Ron.
- Radzę ci pilnować swojej dziewczyny – oznajmiła Muriel jadowitym tonem. – Za czasów Korneliusza Knota i Rufusa Scrimgeoura często uwodził stażystki, a potem załatwiał im posady – popatrzyła się wymownie na Hermionę. – Tak, złociutka, Gawain lubi takie jak ty, obieca ci złote góry, wciśnie na dobre stanowisko, a potem porzuci jak zużyte pióro… Zarówno Knot jak i Scrimgeour tuszowali jego postępki.
- Niech ciocia przestanie! – odezwał się ostro Artur. – To są jakieś głupie plotki!
- Właśnie! Totalne głupoty! – odezwał się Percy. – Byłem zarówno przy Knocie, jak i Scrimgourze i niczego takie nie zauważyłem!
- Jak nie chcecie mi wierzyć to nie wierzcie – Muriel machnęła ręką. – Mimo wszystko radziłabym ci trzymać się od niego z daleka! – poradziła Hermionie i wyszczerzyła do niej swoje żółte zęby.
- Będę pamiętać – odparła dziewczyna i odprowadziła wzrokiem staruszkę, która szła w stronę kanapy rechocząc złośliwie.
- Stara wariatka – mruknęła pod nosem Ginny. – Po wojnie kompletnie jej się w głowie poprzestawiało!
- Też tak uważam – poparł ją Harry.

Wzburzenie spowodowane przez słowa Muriel trwało jeszcze chwilę. Wszyscy byli zdania, że ktoś się podszył pod Robardsa i nie mogli doczekać się konferencji prasowej. Hermiona była poklepywana po plecach i wysłuchiwała słów poparcia. Nagle wszyscy zamilkli, ponieważ w kominku buchnęły płomienie i wyszła z nich Fleur, a zaraz za nią Bill.
- O! Wszyscy w komplecie! – zawołał najstarszy syn Weasleyów z entuzjazmem.
- Bill! Kochanie! Mieliście wrócić po Sylwestrze! – pani Weasley podleciała do nich ze szczotką i zaczęła strzepywać sadzę z ich szat.
- Wiem, mamo, ale mamy dla was prezent – Bill wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Jaki?
- Będziemi mieli dziecko! – zaświergotała radośnie Fleur.