poniedziałek, 20 lutego 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 53 - Pożegnanie


Psycholog opanowała się bardzo szybko. W ciągu ułamka sekundy znikł strach z jej twarzy. W zamian za to pojawił się nieśmiały uśmiech na jej różowych ustach. Błękitne oczy nie były rozszerzone ze zdumienia. Sara patrzyła na Severusa ze spokojem i sprawiała wrażenie całkowicie pogodzonej z losem. Zrobiło to na nim spore wrażenie. Śledząc ją, wyobrażał sobie, że będzie przed nim uciekała, ogarnięta paniką lub błagała go na kolanach o litość. Ona jednak stała wyprostowana, a jej wzrok wyraźnie mówił, że przyjmuje, to co los jej przyniesie. Przypominała mu w tej chwili dumne damy z portretów w Hogwarcie lub wyrzeźbione w kamieniu antyczne boginie.

Severus już dawno nie spotkał nikogo, kto potrafił tak szybko ukryć emocje. Mimowolnie pomyślał, że Sara idealnie nadawałaby się na szpiega. Dzięki mugolskim sposobom potrafiła czytać w myślach, była inteligentna i opanowała uwodzenie do perfekcji. Mężczyzna w czerni poczuł, że złość mu mija. Im dłużej się jej przyglądał, tym bardziej miękł. Dotychczas, tylko dla jednej kobiety mógł zrobić wszystko. Bił się z myślami, ponieważ zrozumiał, że dla Sary także mógłby nagiąć swoje zasady. W głębi serca modlił się, aby błagała go o wybaczenie. Wtedy okazałby wspaniałomyślność, wybaczając jej i zabierając ze sobą do Szanghaju. Ta wizja uświadomiła mu, że tym, czego najbardziej pragnie, jest spokój. Stateczne życie bez większych atrakcji, z dala od konfliktów, u boku ciepłej kobiety, którą Sara niewątpliwie była. Snape błyskawicznie skarcił się za podobne myśli. Pragnął jej, a nie kochał, a to robiło sporą różnicę. Nie powinien okazywać jej współczucia. Okłamała go, wybrała Poyntera i chciała naciągnąć na sporą sumę pieniędzy. Zasłużyła na karę.

Sara, widząc jego wewnętrzną bitwę, postanowiła odezwać się pierwsza:
- O czym dokładnie chcesz ze mną porozmawiać? – zapytała spokojnym tonem.
- O twoich sekretach i kłamstwach – warknął Severus.
- Tak, okłamałam cię – wyznała psycholog bez cienia skruchy. – Nie ma żadnego długu, nie jestem w Afryce, co pewnie zdążyłeś już zauważyć – dodała beztroskim tonem – oraz nie zamierzam spędzić z tobą reszty życia. Uciekłam, ponieważ zauważyłam, że nie przyjąłeś do wiadomości mojej odmowy. Znam cię wystarczająco długo, aby wiedzieć, że nie miałbyś oporów, aby użyć na mnie magii. Dlatego wymyśliłam bajeczkę o długu i Afryce, aby cię zmylić. Po prostu bałam się swoją wolną wolę. Wiem, że jako mugolka nie mam możliwości, aby się przed tobą obronić  – wyjaśniła bez ogródek.

Severus milczał przez dłuższą chwilą z powodu zdumienia i rozczarowania jednocześnie. Nic nie wyszło z jego planu. Był przekonany, że nawet jeśli Sara nie będzie błagać o wybaczenie, to chociaż będzie wymyślała kolejne kłamstwa, a on świetnie będzie się bawił, demaskując je, jedno po drugim. Bez wątpienia bała się go, ale jednocześnie starała się zachować resztki godności. Czarodziej poczuł, że do głosu dochodzą uczucia, do których nie chce się przyznać.
- Chciałaś wysłać mnie do Afryki i wyżebrać ode mnie sporą sumę pieniędzy – stwierdził ponuro.
- Och, to nie tak – Sara uśmiechnęła się blado. – Miałam nadzieję, że będziesz do mnie pisał. W następnym liście dałabym ci do zrozumienia, gdzie mogę się znajdować. Poczekałabym, aż tam się wybierzesz, a potem napisałabym, że koniec z nami, ponieważ znalazłam jakiegoś bogatego szejka czy kogoś w tym stylu. To był drugi wariant mojego planu – wyjaśniła. – Pierwszy zakładał, że znajdziesz pracę i nie będziesz chętny do wyprowadzki. Po upewnieniu się, że nie chcesz wyjechać, napisałabym list do ciebie z informacją, że wygrałam pieniądze w loterii, dzięki czemu spłaciłam dług – kontynuowała. – Nie chciałam się z tobą widzieć. Nie sądziłam, że dotrzesz do mnie. Byłam pewna, że jestem sprytna. Niestety, jesteś sprytniejszy… - westchnęła z żalem, podniosła jabłka i wsadziła je do miski.
- MOGŁAŚ MI PO PROSTU POWIEDZIEĆ, ŻE ZE MNĄ ZRYWASZ! – ryknął Severus.
- Ty byś grzecznie się z tym pogodził i wcale nie przemyciłbyś mnie za granicę w formie królika – odparła Sara z przekąsem. – Nie udawaj, że tego nie planowałeś.
- Nie planowałem! – fuknął czarodziej, chociaż wiedział, że nie mówi prawdy. – WIEM, ŻE ZWIĄZAŁAŚ SIĘ Z POYNTEREM! – zaatakował gwałtownie. - OBRAŻAŁ CIĘ, JA CIEBIE BRONIŁEM, A TY JAK GDYBY NIGDY NIC GŹDZISZ SIĘ Z NIM!

Psycholog wyglądała, jakby wybuch Severusa nie zrobił na niej najmniejszego wrażenia. Skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na niego krytycznie.
- Mógłbyś przestać wrzeszczeć – oznajmiła z naciskiem. – Nie jestem głucha. Sąsiedzi też nie, dlatego byłabym wdzięczna, gdybyś obniżył ton – dodała z niesmakiem.
Snape zgrzytnął zębami ze złości. Chciał ją wyprowadzić z równowagi, ale to mu się nie udawało. Zdenerwowała się na niego tylko raz, podczas kłótni w jej mieszkaniu w Londynie.
- Jeśli chodzi o Robina, to sprawa wygląda tak, że chwilowo mnie utrzymuje – zakomunikowała Sara. – Przez ciebie musiałam porzucić pracę. Przecież nie mogłam iść do Gawaina albo Kingsleya, aby poinformować ich, że miałam romans z więźniem. Wolałam złożyć wypowiedzenie, mimo że nie posiadałam dużych oszczędności. Obecnie szukam pracy i jak stanę na nogi, to od razu go rzucę – wyjaśniła z wrednym uśmiechem. – Nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Nie zapomniałam tego, co mówił i nadal jestem wdzięczna za to, że go zlałeś – spojrzała ciepło na Severusa.
- Mam ci w to uwierzyć? – zadrwił. – Dotarłem do twoich krewnych i dowiedziałem się wielu rzeczy o tobie i twoich kłamstwach.
- Wierz, w co chcesz – psycholog wzruszyła ramionami i zrobiła krok w jego kierunku. – Mówiłam prawdę, kiedy ci wyznałam, że mi się spodobałeś. Początkowo tak ciężko było do ciebie dotrzeć, że spisałam cię na straty. Jak się później okazało niepotrzebnie. Gdy udało mi się zwrócić twoją uwagę, to miałam nadzieję, że to będzie długi związek… - uśmiechnęła się smutno i popatrzyła głęboko w oczy Severusa. – Szkoda, że nigdy nie byłeś mój i nie będziesz.
- O co ci chodzi? – jej wyznanie zaintrygowało czarodzieja.
- O Lily – rzuciła krótko. – Mówiłeś, że po jej śmierci nie chciałeś być z żadną inną, ale ja sprawiłam, że zmieniłeś zdanie. Wiem, że to prawda, ale ja nie mogę być z mężczyzną, który na pierwszym miejscu stawia zmarły substytut miłości.
- Nie nazywaj jej tak!
- Będę – powiedziała Sara stanowczo. – Myślisz, że ją kochasz i przez to blokujesz swoje uczucia, które mógłbyś skierować na mnie – westchnęła znacząco.
- Ja ją…
- Tobie się tylko wydaje, że tak jest – psycholog błyskawicznie mu przerwała. – Obsesja nigdy nie będzie miłością. Wszystko, co mi powiedziałeś, świadczy, że zafiksowałeś się porządnie na jej punkcie.
- NIE PRAWDA! – ryknął urażony do żywego Severus.
- To jest prawda, której sobie nie uświadamiasz – nie zgodziła się z nim Sara. – Gdyby to było zdrowe uczucie, to pogodziłbyś się z odrzuceniem i zaczął żyć bez niej, a ty ciągle rozdrapywałeś rany na nowo, tworząc w głowie ideał, który po jakimś czasie przestał mieć cokolwiek wspólnego z oryginalną Lily. Gdyby Voldemort ci pozwolił, to zniewoliłbyś ją. Nigdy nie interesowały cię tak naprawdę jej uczucia. Gdybyś ją naprawdę kochał, to zrobiłbyś dla niej wszystko. Przede wszystkim pogodziłbyś się, że wybrała innego. Zaakceptowałbyś jej męża, a po śmierci zaadaptowałbyś ich dziecko. Nigdy tego nie zrobiłeś. Za to z lubością znęcałeś się nad Harrym tylko dlatego, że z wyglądu przypominał ojca – w głosie psycholog zabrzmiała pewność. – Jesteś zaborczy, chcesz kontrolować drugą osobę i zmienić ją według siebie, Severusie – oświadczyła i przysunęła się do niego.
- To wszystko nie prawda… - powiedział roztrzęsionym tonem.
- Co z tego, że jesteś inteligentny i fascynujący skoro nie da się z tobą wytrzymać? – spytała retorycznie, strzepując mu z płaszcza jakiś pyłek. – Jesteś mściwy, latami chowasz urazę i nie masz oporów przed krzywdzeniem innych. Wiem, że dałabym radę naprostować twoją psychikę, ale zajmie to zbyt wiele czasu i energii. Nie mam na to siły. Ten związek nie jest tego wart – położyła rękę na jego policzku. – Przykro mi – wyszeptała tonem, który wskazywał, że nie kłamie.

Gdyby nie fakt, że Robards śledził Severusa, to psycholog zostałaby w tym momencie przetransmutowana w królika i zabrana na Spinner’s End. Jej wyznanie połączone z dotykiem doprowadzały go do szaleństwa. Miał ochotę ją zniewolić i skrzywdzić, aby poczuła to samo co on. Chciał być panem jej życia i śmierci. Nigdy wcześniej nie żałował tak bardzo, że Voldemort przegrał wojnę. W czasie jego rządów Severus mógłby zrobić z Sarą, co tylko mu się spodoba. Nikt nie powiedziałby złego słowa, gdyby bawił się nią, a później zabił, gdy się już mu znudziła.
- To co? Zamienisz mnie w coś oślizgłego, będziesz mnie torturował czy pozbawisz mnie wolnej woli? – psycholog zdawała się czytać w jego myślach. – Zabijesz mnie? – ostatnie pytanie zadała drżącym głosem.
- Nic z tego – odparł ostro Snape i odepchnął jej rękę. – Masz szczęście, że nie mam ochoty znowu trafić do Azkabanu. Nie jesteś tego warta – warknął. – Zamiast tego poinformuję twojego kochasia o kilku faktach. Na pewno nie będzie zachwycony – oznajmił mściwym tonem.

Sara spojrzała na niego, jakby był niespełna rozumu.
- On wie, że z tobą nie zerwałam – zachichotała nerwowo. – Sam zaczarował twoją sowę, aby spała. Ta cała Afryka to był jego pomysł…
Snape wybiegł z jej mieszkania, złorzecząc pod adresem kobiet najgorsze przekleństwa. W jego życiu pojawiły się tylko dwie, które były godne zająć miejsce u jego boku. Obydwie go odrzuciły i wybrały mężczyzn, których szczerze nienawidził. Jedna i druga świadomie zrezygnowały z jego przyjaźni.

Otępiały z powodu wewnętrznego bólu i złości, poruszał się po Dublinie niczym ślepiec. Sam nie wiedział, dokąd zmierza. Nogi niosły go w nieznanym kierunku. Severus Snape uciekał jak najdalej. Czuł tyle sprzecznych emocji, że bał się, że wybuchnie i zrobi coś, czego będzie żałował. Jednocześnie miał ochotę wyć do księżyca oraz mordować wszystkich ludzi, których nienawidził. Szczerze żałował, że odrzucił ofertę babki. Przemęczyłby się ze staruchą kilkanaście lat i przejąłby majątek. Za żonę miałby jakąś młódkę, którą wychowałby na posłuszną mu osobę. Tylko że teraz było za późno, ponieważ nie zamierzał błagać Wilhelminy Prince o przebaczenie.

Severus stanął w miejscu i rozejrzał się nieprzytomnie. Nie wiedział, gdzie się znajduje, ani jak długo szedł pogrążony we własnych myślach. Zrozumiał, że przed podjęciem decyzji o swojej przyszłości musi pojawić się w domu. Szybko znalazł ustronne miejsce i teleportował się na Spinner’s End.

***

- Pan profesor gdzieś się wybiera? – spytał Draco, wskazując głową na otwarty kufer.
Severus zerknął na chłopaka i doszedł do wniosku, że przysłały go niebiosa. Zapukał do jego drzwi, akurat w tej chwili, kiedy najbardziej żałował, że Albus nie żyje, a z Dundym jest pokłócony. Snape miał ochotę ponarzekać na kobiety, a Amerykanin na pewno zrozumiałby przekaz, ponieważ sam nie raz to robił w Azkabanie. Podczas pakowania kufra samotność dała się mu się we znaki. Mógł wprawdzie uskuteczniać monolog w stronę Felixa, który nie miał umiejętności odpowiedzenia w ludzkiej mowie, ale na to nie miał ochoty. W obecnej sytuacji przybycie Draco było szczęśliwym zbiegiem okoliczności.
- Chcę wyjechać jak najdalej stąd – wyjaśnił młodemu Malfoyowi. – Zbrzydł mi klimat Anglii.
- Nie wątpię – odparł chłopak i spojrzał znacząco w stronę najbliższego okna.

Gdy Severus teleportował się przed dom, zastał obraz nędzy i rozpaczy. Ktoś wykorzystał jego nieobecność i wypisał, gdzie się tylko dało, obelgi. Szyby w oknach zostały wybite, a ściany przyozdobione dodatkowo łajnobombami. Na wycieraczce znajdowała się kałuża złożona z najobrzydliwszych płynów, jakie miał do dyspozycji czarodziej. Fachowe oko i nos Severusa zidentyfikowały smoczy nawóz, śluz gumochłona, ekstrakt z żaby oraz ropę czyrakobulwy. Chuligan, który to wylał, musiał wcześniej przygotować się do ataku, ponieważ płyn śmierdział niemiłosiernie po poddaniu fermentacji.

Przekonany, że opuści te strony, czarodziej usunął zaklęciem tylko kałużę i wszedł do domu. Tam zajął się pakowaniem i tę czynność przerwała mu wizyta Draco.
- Czemu do mnie przyszedłeś? – zapytał chłopaka.
- Mam dług wdzięczności wobec pana. Gdyby nie pańska pomoc, to już byłbym martwy. Chciałem podziękować za to jeszcze raz – wyjaśnił Draco, a jego blade policzki lekko poróżowiały.
- Miło wiedzieć, że chociaż jedna osoba na tym świecie ma świadomość, że coś mi zawdzięcza – odparł Severus z goryczą.
- To fakt, że nie jest pan… hm… za bardzo lubiany – zgodził się z nim były uczeń. – Uważam, że ludzie źle patrzą na pańskie dokonania. Niektórzy opowiadają o panu tak niedorzeczne historie, że aż różdżka opada.
- Co o mnie mówią? – zainteresował się Snape.

Draco zerknął ponownie na wybite szyby w oknach i potarł dłońmi ramiona, aby je rozgrzać. Severus od razu zrozumiał, że zapowiada się dłuższa pogawędka. Wyciągnął różdżkę i sprawił, że kawałki szkła wskoczyły na swoje miejsce oraz scaliły się w jedność. Następnie skierował swoje myśli ku kominkowi. Sekundę później trzaskał w nim wesoło ogień. Zachęcony tymi gestami Draco, wyciągnął zza pazuchy butelkę wina i przetransmutował korek oraz pióro Felixa w kieliszki. Szczodrze nalał do nich napoju i podał jedno naczynie byłemu nauczycielowi.
- Z rodzinnej piwniczki. Jedno z uratowanych przed wujkiem Rudolfem – wyjawił. – Naprawdę dobry rocznik.

Severus nie znał się na winach na tyle, aby podjąć dyskusję z chłopakiem. Wyczuł w kieliszku cytrusową nutę i zapach dębowej beczki. Smakowało dobrze, więc pochwalił alkohol, a następnie wrócił do poprzedniego tematu.
- Zacząłeś mówić o… - zawiesił głos.
- Słyszałem ostatnio plotki, że miał pan romans w Azkabanie.
- Głupoty – oznajmił sucho Snape, mimo że czuł, jakby ktoś porwał jego duszę na strzępy.
- Tak myślałem – ucieszył się Draco. – Ktoś na pana poziomie nie związałby się z mugolską siostrą, tego kretyna Lockharta.
- To oczywiste – zgodził się były mistrz eliksirów i zerknął na ogień, jakby mógł nim zasklepić krwawiące rany w duszy.
- Wiem, że ostatnio zadawał się pan z Granger.
- Skąd?
- Kłapie o tym na prawo i lewo. Opowiada, że ją pan wykorzystuje.
- Tak? – jedna brew Severusa poszybowała w górę.
- Moja dziewczyna zmuszona jest wysłuchiwać jej jęków – wyjaśnił Draco podczas próby pogłaskania Felixa, który kłapnął na niego dziobem i ostentacyjnie poleciał w stronę żyrandola, skąd rzucał nieufne spojrzenia w stronę gościa.
- Czemu jej tak nienawidzisz? – Snape zadał pytanie, zanim pomyślał, co robi. – Teoria czystości krwi, w ogóle nie sprawdziła się w jej przypadku.
- Bo to wszystko jej wina! – chłopak wybuchł tak gwałtownie, że upuścił kieliszek z winem na dywan. - Potter jest półgłówkiem, Weasley debilem i to ona była mózgiem całej grupy. Ci dwaj nic by bez niej nie zrobili. Zniszczyła życie wielu ludzi, w tym moje! Nigdy jej tego nie zapomnę! - warknął, waląc pięścią w podłokietnik fotela. – Niech pan przyzna szczerze… jest pan zadowolony ze swojego życia po wyjściu z Azkabanu? Każdy wie, że gdyby Granger chciała, to na pewno użyłaby znajomości, aby pana uniewinnić!

Severus oderwał wzrok od dyszącego z gniewu Malfoya i się zamyślił. Przez chłopaka przemawiała nienawiść, ale miał trochę racji. Gdyby nie Granger to byłby martwy i nie miałby problemów z nienawidzącą go społecznością. Patrząc w oczy Pottera po ataku Nagini, Severus czuł szczęście i ulgę, ponieważ wiedział, że zaraz dołączy do Lily. Tak się jednak nie stało. Granger uratowała go wbrew jego woli, niechętnie broniła przed Wizengamotem i pozwoliła, aby ktoś ukradł jego wspomnienia. Gdyby nie jej interwencja dawno byłby martwy i nie musiałby przeżywać katuszy związanych z odrzuceniem przez Sarę.
- Tak, ma sporo rzeczy na sumieniu… - wydyszał Snape, zaraz po tym, jak dopił wino jednym haustem.
- Ja bym się na niej zemścił – oznajmił nieoczekiwanie Draco, podczas nalewania nowej porcji napoju byłemu nauczycielowi.
- Niby jak? – spytał Severus z ironią, pociągając spory łyk wina.
- Łącząc przyjemne z pożytecznym – powiedział blondyn z błyskiem w oku. – Granger szuka współlokatora, odkąd moja dziewczyna się od niej wyprowadziła. To wprost wymarzona…
- Zaraz! – przerwał mu błyskawicznie mężczyzna w czerni. – Ty naprawdę myślisz, że chciałbym zamieszkać z nią i jej dzieckiem? – zadał pytanie, chichocząc.
- To jej siostra – sprostował Draco. – Czasem opiekuje się nią w weekendy. Na co dzień jest sama, ponieważ zerwała kontakty z większością znajomych. Nawet z Potterem – dodał z wrednym uśmiechem. – Przekonał się o tym, o czym zawsze wiedziałem. Kobiety to podłe istoty. Zaufasz takiej, zaprzyjaźnisz się, a ona posyła ci avadę w plecy…

Snape wypił duszkiem kolejną lampkę wina. Dało mu to czas na zastanowienie się. Najpierw zakwalifikował pomysł Malfoya pomiędzy określeniem „niedorzeczny” i „kretyński”, ale szybko zrozumiał, że nie jest taki głupi, jak na pierwszy rzut oka wygląda. Zaskoczyło go to, że poczuł naprawdę silną chęć odegrania się na dziewczynie. Po słowach Draco chciał zniszczyć komuś życie, tak samo, jak wszyscy niszczyli jego. Sara odpadała ze względu na Robardsa. Jednak mieszkając u Granger, mógłby doprowadzać dziewczynę do szału bez większych konsekwencji i doskonale się przy tym bawiąc. Po tej myśli pragnienie wyładowania złości na byłej uczennicy było tak silne, że nie chciał czekać ani chwili dłużej. Nie mógł skupić się na niczym innym. Musiał koniecznie spakować się jak najszybciej i znaleźć się w jej domu.
- Draco, zawsze wiedziałem, że jesteś moim najlepszym uczniem! – pochwalił chłopaka. – Twój pomysł jest naprawdę genialny!
- Wiem – młody Malfoy napuszył się niczym sowa. – Pomóc spakować się panu?
- Tak! – zgodził się Snape i przystąpił do pracy z takim entuzjazmem, który sam go zdumiewał. – Pragnę jak najszybciej się u niej znaleźć.
- Jak ją pan przekona? – dopytywał Draco. – Może się nie zgodzić – zauważył.
- Wiem jak sprawić, że będzie chciała współpracować – odparł Severus z wrednym uśmiechem, a potem zaczął gwałtownie chichotać na myśl, jaką minę będzie miała dziewczyna, gdy się u niej zjawi.

Malfoy nie skomentował tego wybuchu wesołości. Jednym machnięciem różdżki posłał wino i kieliszki w niebyt. Następnie pomógł zapakować książki do kufra. Kilkanaście minut później Severus był gotowy. Zagonił Felixa do klatki i umieścił ją na szczycie bagażów. Draco pożegnał się z nim, życzył powodzenia i znikł za rogiem domu.

***

Na ulicy, przy której mieszkała Hermiona, zapadła cisza. Większość jej mieszkańców ułożyła się do snu. Tylko w nielicznych oknach paliło się światło. Hermiona nadal wypełniałaby raporty dla Mafaldy, gdyby nie głośny trzask, który oznaczał teleportację. Dziewczyna zaklęła pod nosem, gdy usłyszała, że ktoś wali gwałtownie do jej drzwi od strony ogrodu. Nie miała ochoty nikogo widzieć. Harry nie raz próbował się do niej dostać, aby namówić ją na wizytę u psychologa. Czasem towarzyszyła mu Ginny. Hermiona za każdym razem kazała się im wynieść, ponieważ domyśliła się już dawno, że zgadali się z jej rodzicami i planują zamknięcie jej w zakładzie dla psychicznie chorych. Wprawdzie nie miała na to dowodów, ale jej intuicja i umiejętność kojarzenia odległych faktów, sprawiały, że nie mogła się mylić. Owszem, wiedziała, że ma mały problem z sypianiem i trochę schudła z powodu zbyt dużej ilości pracy, ale nie uważała tego za coś, co wymagało konsultacji z lekarzem. Jej rodzina i przyjaciele wykazywali przesadną troskę i musiała z tego powodu ograniczyć kontakty z nimi. Jedyną osobą, która mogła być u niej, ile chciała, była Suzanne.
- Znowu pan? – jęknęła ze zgrozą, gdy zobaczyła na progu mężczyznę spowitego w czerń. – Czego tym razem pan ode mnie chce?
- Oddać ci książki – oznajmił Severus, nietypowym dla siebie głosem. – Mam je w kufrze. Wpuść mnie, to je dostaniesz.
- No dobrze… - zgodziła się niechętnie dziewczyna i odsunęła, robiąc przejście.

Snape wtaszczył kufer i klatkę do jej salonu. Zdjął płaszcz i rzucił go niedbale na kanapę. Klatkę z ptakiem położył na stoliku, a Krzywołap od razu do niej przybiegł, aby obwąchać zawartość, która zaczęła pohukiwać ostrzegawczo. Były mistrz eliksirów otworzył kufer i zaczął przeszukiwać jego zawartość. Hermiona zauważyła, że jego ruchy są inne niż zwykle. Bardziej zamaszyste i zdecydowanie mniej precyzyjne.
- Tu są! – zawołał z takim entuzjazmem, że dziewczyna od razu zauważyła, że coś jest nie tak. – Oddaję wszystkie! – rzucił je na stolik, wyraźnie zadowolony z siebie.

Krzywołap zeskoczył gwałtownie na dywan, gdy książki uderzyły w stół kilka cali od niego. Popatrzył z urazą na Severusa, prychnął i uciekł po schodach na piętro. Do Hermiony dotarło, że jej były nauczyciel jest pod wpływem alkoholu.
 - Dziękuję – mruknęła. – Miałam nadzieję, że wyśle je pan pocztą – dodała z wyrzutem.
- I tak musiałem się u ciebie pojawić – odparł, siadając na kanapie. – Wygodnie tu – oznajmił tonem, jakby zrobił wielkie odkrycie i zaczął delikatnie podskakiwać na siedzeniu, aby sprawdzić jakość sprężyn. – Podoba mi się. Zostaję na dłużej – oświadczył z powagą.

Hermiona nie wiedziała co robić. Miała w salonie pijanego mężczyznę, który właśnie powiedział, że ma zamiar u niej zamieszkać.
- Nie ma takiej możliwości! – zawołała przerażonym tonem.
- Wiem, że szukasz współlokatora. Będę płacił czynsz w terminie.
- Nigdy z panem nie zamieszkam! – oburzyła się Hermiona.
- Owszem, zamieszkasz – oznajmił Snape z pewnością i uśmiechnął się kpiąco.
- Nie ma takiej, kurwa, możliwości! – wrzasnęła czarownica, doprowadzona do rozpaczy.
- Minus dwadzieścia punktu dla Gryffindoru za słownictwo!
- Nie jestem uczennicą, a pan nie jest nauczycielem!
- Zostaję – powtórzył Snape i wyciągnął z kufra coś, co wyglądało na sporą kupkę pergaminów. Rzucił ją w stronę dziewczyny. – Masz! Czytaj! – rozkazał ze złością. – To wszystko twoja wina!

Hermiona poczuła, że zaraz wyciągnie różdżkę i rzuci klątwę na mężczyznę. Jak śmiał wpraszać się do niej, chociaż wyraźnie sobie tego nie życzyła? Dlaczego powiedział, że te listy to jej wina? Wzięła kilka z brzegu i przebiegła po nich szybko wzrokiem. Większość była naprawdę obraźliwa, chociaż zdarzały się wyjątki. Ktoś wykazał się dowcipem i napisał w wiadomości „Twoja matka była chomikiem, a twój ojciec śmierdział skisłymi jagodami! Pierdzę ogólnie w twoim kierunku!”. Czarownica nawet roześmiałaby się, ale sytuacja sprawiła, że się nie odważyła. Snape wpatrywał się w nią intensywnie, a w jego czarnych oczach widać było iskierki szaleństwa.
- Dlaczego uważa pan, że to moja wina? – zadała mu pytanie.
- Bo mnie uratowałaś! – oznajmił z oburzeniem. – Nie pomyślałaś, że ja wcale nie chciałem żyć. Jestem mistrzem eliksirów – oświadczył z naciskiem. – Gdybym miał taką ochotę, to zrobiłbym antidotum na jad węża i nosiłbym przy sobie! Przez ciebie moje życie jest piekłem. Mój dom jest obrzucany łajnobombami, wyjce wybuchają, paląc dywan i narażając na utratę słuchu oraz ciągle ktoś mnie obraża!
- To dlatego mój dywan ma być spalony? – prychnęła z wyrzutem Hermiona.
- Rzuciłem na siebie zaklęcie odpierające. Tylko moja sowa będzie mogła mnie znaleźć – wyjaśnił ponuro. – Mój stary adres znają chyba wszyscy…
– Nie interesują mnie pańskie problemy!
- A powinny! – Snape wstał gwałtownie z kanapy. – Jeśli mi nie pozwolisz tutaj zostać, to się zabiję! Jestem ciekawy, jak wywabisz plamy krwi z tego śnieżnobiałego dywanu! - kiedy przemówił, każda sylaba drgała wściekłym gniewem. – Uratowałaś mnie i skazałaś na nędzne życie. Chcę tylko ukryć się z dala od czarodziejów w mugolskim świecie. Czy proszę o tak wiele!?

Hermiona przestraszyła się jego reakcji. Snape wyglądał na ogarniętego szaleństwem. To, że był pijany, nie polepszało sytuacji. Mógł wybuchnąć w każdej chwili, a konsekwencje mogły być groźne. Stwierdziła, że nie ma po co pogarszać sprawy.
- No dobrze! Niech pan zostanie! – zgodziła się błyskawicznie. – Jutro pomówimy o szczegółach. Teraz niech pan idzie spać – zaproponowała.
- Jak sobie życzysz – odparł Snape, a jego ton wskazywał, że zaczął się uspokajać. – Gdzie mam spać?
- Na kanapie – wyjaśniła sucho Hermiona i skierowała swoje kroki ku schodom.
- Ale…
- Nie ma żadnego „ale”! – warknęła, wchodząc na pierwszy stopień. – Jest późno, rano idę do pracy, czas spać. Jutro porozmawiamy! – ucięła dyskusję, patrząc się groźnie na byłego nauczyciela. – Dobranoc! – rzuciła przez ramię.

Będąc w swoim pokoju, rzuciła na drzwi wszystkie możliwe zaklęcia zamykające. Chwilę po tym zgasiła światło i siadła na łóżku nasłuchując. Minuty mijały jedna za drugą, a ona nie usłyszała niczego podejrzanego. Dopiero po godzinie odważyła się wyjść z pokoju. Zdjęła zaklęcia z drzwi i ostrożnie doszła do schodów, stąpając na palcach. Światło w salonie było zgaszone i jedyne co usłyszała to równy oddech śpiącego mężczyzny. Dopiero wtedy odetchnęła z ulgą.
- Muszę zaryzykować i powiedzieć jutro o tym Harry’emu – postanowiła, kładąc się do łóżka. – Niech weźmie Snape’a do siebie. Grimmauld Place bardziej do niego pasuje, a Harry tak go zawsze broni, że nie powinien mieć nic naprzeciw. Tylko ciekawe co Ginny na to… - zachichotała złośliwie tuż przed zaśnięciem.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 52 – Irlandia


- Panie, jest niedziela. Szef byczy się w domu – oznajmił pracownik Michaela. – Dam panu numer, to się pan odezwie do niego.
- Zapomniałem telefonu – wymamrotał Severus. – Został w domu…
- Niedaleko jest budka.
- Portfela także zapomniałem – odparł czarodziej ponurym tonem. – Śpieszyłem się.
Mechanik podrapał się za uchem palcem pobrudzonym smarem i zamyślił się.
- To aż tak pilne?
- Tak. Bardzo ważna sprawa rodzinna.. Jeśli szybko się z nim nie skontaktuję, to konsekwencje będą dla niego bardzo przykre… - Severus zawiesił głos i oczekiwał na reakcję mężczyzny.
- No dobra – ten odparł po chwili. – Pójdzie pan za mną. Kierownik zadzwoni do szefa i da panu słuchawkę.

Mechanik zaprowadził Snape’a w głąb warsztatu samochodowego. Śmierdziało w nim spalinami i olejem silnikowym. Większość rzeczy wysmarowana była smarem. Mimo niedzieli mechanicy mieli pełne ręce roboty.
Kierownik siedział w swoim gabinecie, a raczej kanciapie i czytał książkę. Pomieszczenie było niewiele większe niż schowek na miotły w Hogwarcie. Całe było zawalone papierzyskami i drobnymi częściami typu śrubki, przewody czy żarówki. Gdy Severus powtórzył mężczyźnie swoją bajeczkę, ten przejął się nią i od razu chwycił za słuchawkę telefonu oraz wykręcił odpowiedni numer.
- Łap pan – podał ją czarodziejowi.

Snape zmierzył wzrokiem kierownika oraz mechanika, który wtykał głowę do pomieszczenia przez ledwo uchylone drzwi. Żaden z nich nie zrozumiał komunikatu „chcę być sam”. Ich poczciwe twarze pokazywały, że nie istnieje dla nich coś takiego jak prywatna rozmowa. Severus westchnął i powiedział Michaelowi, że musi koniecznie się z nim spotkać. Powtórzył trzeci raz historię o bardzo ważnej sprawie rodzinnej. Dzięki temu zdobył adres zamieszkania byłego męża Sary w niecałe dwie minuty.

***

- Jestem prywatnym detektywem. Moim zadaniem jest odnalezienie pani Sary Jones – oznajmił Severus zanim usiadł w fotelu w salonie Michaela.
Swoją fałszywą tożsamość zawdzięczał książce kierownika. Kto by pomyślał, że tak prosty mężczyzna będzie czytał o przygodach Sherlocka Holmesa. Severus pamiętał jak w szkole podstawowej namiętnie czytał dzieła Artura Doyle’a. Przesiadywał w bibliotece ile tylko się dało, aby jak najbardziej opóźnić powrót do domu. Z tego powodu zapoznał się dogłębnie z mugolską literaturą.
- Nie mam pojęcia gdzie ona jest. Nie utrzymuje ze mną kontaktu – oznajmił Michael obojętnym tonem. – Kto jej szuka?
- Pan Jonathan Lockhart.
- To staruszek jeszcze żyje? – zdziwił się Jones.
- Ledwo. Z przykrością muszę powiedzieć, że jego dni są policzone. Bóg go oświecił i chce się pojednać z córką przed śmiercią. Dlatego mnie wynajął – kłamstwa gładko przechodziły przez gardło Severusa. Wieloletnia praktyka sprawiła, że nie miał z tym najmniejszego problemu.
- Rozumiem – Michael się zasępił.

Widać było, że przejął się stanem byłego teścia. Zmarszczył czoło i jakby skurczył się w sobie. Severus wykorzystał chwilę milczenia, aby dokładnie przyjrzeć się mężczyźnie. Miał okrągłą twarz, która na pewno nie mogła uchodzić za przystojną nawet w czasach młodości. Brak włosów na głowie zrekompensował sobie wyhodowaniem gęstego, siwego wąsa pod dużym nosem. Ubrany był niechlujnie, a za mała koszulka opinała się na piwnym brzuchu. Wszystko to nadawało mu wygląd jowialnego wujaszka, który lubi sobie wypić u cioci na imieninach i opowiadać sprośne dowcipy. Nic nie wskazywało na to, że był wybitnie inteligentny lub miał jakąś pasję. Czarodziej doszedł do wniosku, że to tylko przykrywka. Wiedział, że Michael Jones siedział za oszustwa i wrobił Sarę. Może to właśnie on ją szantażował?
- Kiedy ostatnio pani Jones kontaktowała się z panem?
- Kilka lat temu – odparł gospodarz.
- Dowiedziałem się, że miała długi z czasów młodości i dlatego uciekła. Ktoś ją szantażował. Czy wie pan coś na ten temat? – Severus zadał pytanie chłodnym tonem.
- Nic mi na ten temat nie wiadomo – wyjaśnił Michael, a Snape się zdziwił, ponieważ wyczytał z jego umysłu, że mówi szczerze.
- To może zna pan jej przyjaciół?
- Nie – oznajmił krótko Jones. – Sara jest dziwną osobą. Skończyła te swoje studia psychologiczne, pomagała innym, ale jednocześnie nigdy nie mogła pomóc samej sobie.
- Czyli? – zainteresował się Severus.
- Ma problem z głową – gospodarz postukał się palcem w czoło. – Nie potrafi się do nikogo przywiązać. Jak jest dobrze, to jest dobrze, ale jak jest źle to pakuje manatki, kłamie i ucieka zrywając kontakt. Mówiła, że to przez matkę wariatkę – wyjaśnił. – Miała jedną, góra dwie przyjaciółki jednocześnie. Jak się o coś pokłóciły, na przykład o pierdołę, to jeszcze potrafiła dojść z nimi do ładu i składu. Jednak, gdy trafiło na coś poważniejszego, to od razu przyjaźń się kończyła. Potrafiła udawać, że ich nie widzi, gdy spotkały się na ulicy. Potem wydzwaniały do mnie pytając co się stało. Miałem z tymi babami urwanie głowy – pożalił się. – Z facetami lepiej się dogadywała. Aż za dobrze… - zasępił się i jego wąs zatrząsnął się z gniewu.
- Czy pan sugeruje, że ona miewała romanse? – czarodziej nie chciał w to uwierzyć.
- Teściu nie powiedział panu czemu się rozwiedliśmy? – Michael odpowiedział pytaniem na pytanie. – Znalazła sobie gacha. Taki młodziak, ledwo po liceum. Przyłapałem ich w jej gabinecie. Co ja z tą babą miałem! Darła się i krzyczała, że to moja wina! Szybko zniknęła z mojego życia. Arnoldem, znaczy się naszym synem, się nie interesuje… Pewnie znowu ma kłopoty i ten szantaż zmyśliła czy co – prychnął z niesmakiem.
- Ciężko mi w to uwierzyć. To nie może być prawda – mruknął Severus.
- Znałeś ją pan, że tak gadasz? – warknął Jones. – Spędziłem z nią sporo czasu. Jestem starym oszustem, pewnie o tym już pan wiesz, ale przynajmniej mam w głowie porządek w przeciwieństwie do niej!

W salonie zapanowała chłodna atmosfera. Severus był wystarczająco biegły w oklumencji, aby wiedzieć, że mugol naprawdę nie kłamie. Czyżby Sara go okłamywała od początku? Dlaczego dopiero teraz zniknęła? Przecież mieli już większe i mniejsze kłótnie. Istniała możliwość, że Michael był po prostu święcie przekonany o słuszności swoich teorii, a prawda była inna.

Mężczyźni odwrócili swoje głowy w kierunku drzwi, gdy usłyszeli, że ktoś wchodzi do domu. Nie minęła minuta, gdy w progu salonu pojawił się młody chłopak, wyglądający jak kopia Gilderoya Lockharta z czasów nauki w Hogwarcie. Severus po kilku sekundach zrozumiał, że jednak istnieją pewne różnice pomiędzy nimi. Przede wszystkim wuj Arnolda nie mówił cienkim głosem kastrata i nie był nieśmiały.
- Ten pan jest detektywem i szuka twojej matki na polecenie dziadka Jonathana. Kontaktowała się z tobą ostatnio? – Michael zadał synowi pytanie.
- Nie, no coś ty – pisnął nastolatek, nie patrząc ojcu w oczy. – Od dawna jej nie widziałem.
- Nie odzywała się do ciebie?
- Nie – oznajmił błyskawicznie chłopak i cofnął się o krok w stronę drzwi. – Muszę odrobić lekcje…
- Idź, idź – Michael odprowadził Arnolda wzrokiem. – Niczego nie wiemy. Musi pan poszukać gdzie indziej – zwrócił się do Severusa.

Czarodziej wstał z fotela mamrocząc podziękowanie. Wiedział, że nastolatek coś ukrywa. Nie musiał patrzeć mu w oczy, aby wiedzieć, że to co mówił było nieprawdą. Kierując się w stronę drzwi wyjściowych rzucił zaklęcie, które sprawiło, że Michael przestał go zauważać. Dzięki temu mógł swobodnie poszukać Arnolda.
- Wiesz coś o swojej matce – oznajmił ostro, gdy wszedł do pokoju nastolatka i przekręcił klucz w zamku. – Powiedz mi wszystko, tylko bez zmyślania, ponieważ umiem poznać kiedy człowiek kłamie – ostrzegł z ponurym błyskiem w oczach.

Chłopak siedzący przy biurku słysząc te słowa, zrobił minę jakby czekały go tortury i pewna śmierć. Wyglądał na naprawdę przerażonego, dlatego Severus postanowił zmienić ton.
- Nic nie powiem twojemu ojcu – dodał starając się mówić łagodniejszym głosem. – Myślę, że to z jego powodu skłamałeś.
- Nie chcę, aby szlag go trafił – wymamrotał Arnold speszonym tonem. – Ma nadciśnienie.
- Powiedz mi wszystko co wiesz o matce – rozkazał Snape.
- Spotkałem ją w Londynie kilka tygodni temu. To był chyba styczeń… tak, na pewno styczeń, jakoś pod koniec – wydukał chłopak. – Była w tej samej kręgielni co ja z kumplami. Nie zauważyła mnie – oblał się rumieńcem.
- Czemu? – czarodziej od razu wyczuł, że Arnold staje się co raz bardziej zdenerwowany i poirytowany.
- Była bardzo zajęta – nastolatek wyjaśnił i zacisnął mocno pięści. – Przyszła tam z murzynem…
- Opisz go.
- Murzyn jak murzyn – żachnął się chłopak i poczochrał się po falowanych, blond włosach. – Nie rozróżniam czarnuchów. Nie był jakiś… charakterystyczny, czy jak to się mówi. Krótko ścięty, kilka lat starszy ode mnie, twarz typowa dla nich, ciuchy normalne.
- Co robili?
- Migdalili się – warknął chłopak. – Moja matka lizała się z czarnuchem młodszym od niej o połowę – dodał żałosnym tonem, jakby załamał się pod wpływem wspomnień.

Severus poczuł jakby dostał w twarz. Pokłócili się w jego urodziny, a ona chwilę później znalazła sobie następcę na jego miejsce! Pewnie pojechała do jego rodziny, stąd ta Afryka. W sercu czarodzieja zapłonęła żądza zemsty. Jeśli to co opowiada Arnold było prawdą, to zamierzał dać kochankom popalić.
- Daj mi jakąś konkretną wskazówkę, to dorwę sukinsyna – wycedził przez zęby.
Nastolatek gwałtownie poderwał głowę i zerknął niespokojnie na gościa. Jego reakcja wskazywała, że nie spodziewał się takich słów z ust detektywa. Po chwili na jego twarzy pojawił się wredny uśmiech.
- Słyszałem jak go wołała – odparł, patrząc Severusowi prosto w oczy. – Ma na imię Robin.
Czarodziej nic nie odpowiedział. Wybiegł z domu Michaela jakby się paliło i nie zwracając uwagi, że ktoś mógłby go zobaczyć, teleportował się z trzaskiem za rogiem budynku.

***

Hermiona nie była zachwycona, kiedy zobaczyła, że Severus znowu stoi na jej wycieraczce. Wpadł do salonu jak burza, gdy tylko uchyliła drzwi, gdzie podał jej kartkę z napisem „Robin Poynter” i roztrzęsionym tonem wyjaśnił, że musi konieczne poznać jego adres zamieszkania. Czarownica ledwo otworzyła usta, aby wyrazić sprzeciw, kiedy ponownie została zaszantażowana spaleniem książek. Wtedy pożałowała, że pod wpływem wdzięczności wysłała byłemu nauczycielowi swoje książki. Wykorzystał bez skrupułów fakt, że zależało jej niektórych pozycjach. W „Trzech Muszkieterach” Dumasa była dedykacja od jej babci. To była jedna z niewielu pamiątek, która jej po niej pozostała. Babcia wysłała książkę tuż przed swoją śmiercią, w momencie kiedy wiedziała, że zbliża się nieuchronny koniec.

Jeśli Severus liczył, że Hermiona zrobi wszystko tak jak jej każe, to był w wielkim błędzie. Od razu oświadczyła, że nie odezwie się w tej sprawie do Harry’ego albo Robardsa, ani tym bardziej nie pójdzie do Ministerstwa Magii w niedzielę. Wyjaśniła, że ma lepsze rzeczy do roboty niż pojawianie się tam w czasie wolnym. Snape zgrzytał ze złości zębami, ale w końcu pojął, że nie zmusi jej do pośpiechu. Umówili się, że przyjdzie do niej po informacje następnego dnia wieczorem, kiedy czarownica wróci z Ministerstwa Magii.
- Kingsley, muszę z tobą koniecznie porozmawiać! – wydyszała Hermiona, gdy udało jej się dobiec do czarnoskórego czarodzieja.

Dzięki informacjom od Astorii odnalazła go na korytarzu Departamentu Magicznych Gier i Sportów. Biegnąc do niego wpadła pomiędzy Draco i Ritę, która wyraźnie próbowała namówić Malfoya na wywiad. Każdy wiedział, że starała się ze wszystkich sił odzyskać tytuł królowej plotek, który utraciła na rzecz Dafne Greengrass. Jak na razie nic nie przebiło wywiadu z Ronem.
- Coś się stało? – zainteresował się Kingsley.
- Mam mały problem z naszym starym znajomym – wyjawiła dziewczyna półgłosem, zerkając krzywo na dziennikarkę, która wyraźnie starała się podsłuchać rozmowę.

Draco próbował wykorzystać moment jej nieuwagi i ruszył z miejsca pragnąc uciec, ale Rita od razu złapała go za szatę na plecach i przytrzymała. Kingsley od razu zrozumiał, że nie jest to dobre miejsce na zwierzenia i kazał Hermionie iść za nim. W czasie jazdy windą czarownica krótko wyjaśniła, że jest szantażowana przez Severusa i ma tego serdecznie dosyć.
- Po co mu adres Robina? – zdziwił się Kingsley.
- Szuka Sary, która jest siostrą Gilderoya Lockharta. Ponoć ten chłopak wie gdzie ona jest. Nie zdradził mi niczego więcej.
- Czyli nadal jej szuka… - zamyślił się mężczyzna. – Gawain miał rację. On rzeczywiście się w niej zakochał.
Hermiona zrobiła wielkie oczy i otworzyła usta ze zdziwienia.
- Za… zakochał? – wykrztusiła z trudem.
- Mieli romans podczas jego pobytu w Azkabanie. Była jego psychologiem – oznajmił Kingsley poirytowanym tonem.

Towarzysząca mu w drodze do gabinetu czarownica nic więcej nie powiedziała. Nie spodziewała się takich rewelacji. Przecież Snape kochał matkę Harry’ego! Dla niej przyczynił się do upadku Voldemorta ryzykując własne życie, a tu nagle okazuje się, że niedługo później znalazł sobie kogoś innego. To nie mieściło się w głowie Hermiony. Nie chciała w to uwierzyć. Tym bardziej, gdy przypomniała sobie jak bardzo atrakcyjną kobietą jest siostra Lockharta. Jak ktoś taki mógł mieć romans z odpychającym nietoperzem z lochów?

Kingsley zamknął za Hermioną drzwi i przywołał zaklęciem raporty dotyczące dalszego losu więźniów. Szybko znalazł akta Robina Poyntera.
- Został wysłany do Irlandii w ramach aktywizacji zawodowej byłych więźniów, pracuje w mugolskim przetwórstwie żywności – poinformował Hermionę. – Przekaż to Severusowi, niech go odnajdzie.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł – zaoponowała dziewczyna. – Myślałam, że każesz mu oddać moje książki i postraszysz go za szantaż, a nie dasz mu tego czego chce.
- Każę go śledzić – odparł minister magii. – Severus był kiedyś u mnie i prosił mnie o pomoc, ale mu odmówiłem – wyjaśnił zaskoczonej czarownicy. – Coś czuję, że zrobiłem to zbyt pochopnie. Z tego co wiem, to panowie raz już się pobili. Tak sobie myślę, że to mogło mieć związek z Sarą – zamyślił się. - Kto wie co się teraz stanie…
Hermiona pożegnała Kingsleya mając mętlik w głowie. Chciała świętego spokoju, a wpakowała się w kolejną aferę. Miała dość takiego życia i poważnie zaczęła się zastanawiać, czy nie zniknąć na jakiś czas ze społeczności czarodziejów.

***

Podróż do Dublina nie sprawiła Severusowi większych trudności. Chwilę po siódmej rano zaczaił się w bocznej uliczce, obserwując uważnie wychodzących i wchodzących ludzi przez bramę, która prowadziła do ich pracy. Szukał Robina, ale jak na razie nie było go wśród mugoli. Severus zatrząsnął się ze złości, gdy jego mózg postanowił kolejny raz pokazać wspomnienie Arnolda. Sara mogła mieć każdego murzyna jaki istnieje, ale wybrała cholernego Poyntera! Wiedziała, że się nie lubią. Wielokrotnie o tym jej wspominał. Jak mogła!?

Snape zacisnął mocniej palce na różdżce. Sam nie wiedział czego bardziej pragnie: czy sprawić, że chłopak będzie się wił w konwulsjach po rzuceniu cruciatusa, czy zapewnić mu bolesną i nagłą śmierć. Wdech, wydech. Pierwsza opcja była bardziej przydatna, aby wydobyć z Robina informacje o Sarze. Severus miał tyle pytań. Jaki był prawdziwy powód jej ucieczki? Dlaczego wybrała Afrykę? Czy naprawdę była szantażowana? Istniała możliwość, że od Robina także chciała pieniędzy. W takim wypadku wypadałoby się zastanowić ilu mężczyzn okłamała w podobnym celu. Snape wiedział, że tak czy siak Sara zasłużyła na karę.

Serce czarodzieja zaczęło tłuc się w piersi jak oszalałe, gdy zobaczył znajomą twarz w tłumie. Robin szedł uśmiechnięty do pracy. Severus napiął wszystkie mięśnie gotowy działać. Zaczął wypowiadać w myślach zaklęcie, gdy jego serce gwałtownie zamarło, a członki zastygły jakby ktoś je potraktował zaklęciem pełnego porażenia ciała. Tuż obok Robina szła roześmiana Sara, kompletnie nieświadoma co sprawiła swoim nagłym pojawieniem się. Obydwoje zatrzymali się przed bramą i zaczęli czule żegnać. Severus widząc to miał wrażenie, że jego wnętrzności zajęły się płomieniem. Miał ochotę rzucić się na nich i sprawić, aby cierpieli tak samo jak on.
- Jestem ciekawy co teraz zrobisz – drwiący głos rozbrzmiał tuż za plecami czarodzieja.

Snape odwrócił się gwałtownie i wycelował różdżką w twarz Gawaina Robardsa.
- CO… TY… TU…. ROBISZ!? – wycharczał przez zaciśnięte z gniewu zęby.
- Interweniuję – wyjaśnił auror, nonszalancko opierając się o ścianę budynku. – Wolę aby pani Jones i ten mały wykolejeniec pozostali wśród żywych. Nie lubię roboty papierkowej, a to by mnie czekało gdybym pozwolił ci ich załatwić – wykrzywił się złośliwie do byłego więźnia. – Wprawdzie nie powinienem pilnować cię osobiście, ale nie mogłem się powstrzymać. Patrzenie jak próbujesz się powstrzymać przed mordem będzie doskonałym przedstawieniem!
Kpiący ton Robardsa jeszcze bardziej rozjuszał Severusa. Obydwoje wiedzieli, że auror próbuje go sprowokować. Snape wiedział, że nie może sobie pozwolić na jakikolwiek zły ruch. Gumochłon na pewno nie był sam, a spędzenie kolejnych lat życia w Azkabanie nie było tego warte.
- Skąd wiedziałeś gdzie jestem i co chcę zrobić? – zapytał były nauczyciel, gdy uspokoił się na tyle, że był w stanie coś powiedzieć.
- Kingsley kazał mieć cię na oku. Wspomniał, że szukasz pani Jones, ponieważ żywisz do niej uczucia.
- Niczego do niej nie czuję – warknął Severus.
- Tak, jasne – rzekł Gawain, znacząco przeciągając sylaby. – Wyglądałeś jakbyś miał ochotę ich zagryźć. Aż piana leciała ci z pyska – szydził.

Severus nie mógł tego znieść.
- ZOSTAW MNIE W SPOKOJU! – wrzasnął. – NIE ZROBIŁEM NICZEGO ZŁEGO! NIE MASZ PRAWA MNIE ŚLEDZIĆ!
- Istnieje poważne podejrzenie, że masz zamiar zrobić coś złego – odparł auror ze spokojem.
Nastąpiła chwila ciszy, podczas której czarodzieje mierzyli się wzrokiem. Jeden nienawidził drugiego i obydwaj daliby wiele, aby móc zmierzyć się na czary. Gawain wiedział, że Kingsley nie będzie patrzył pobłażliwie na przekroczenie przez niego kompetencji. Severus za to chwilowo był bardziej zainteresowany dopadnięciem Sary oraz uniknięciem Azkabanu niż wdawanie się w pojedynek.
- Nic jej nie zrobię. Chcę z nią tylko pogadać.
- Będę cię uważnie obserwował. Jeden nieostrożny ruch Snape i zgnijesz w więzieniu – zagroził auror.
- Będę mieć to na uwadze – zadeklarował Severus i pognał za Sarą, która pożegnała się z Robinem i poszła w stronę jednej z uliczek.

Wiedział, że kiedyś zmierzy się z Robardsem i sprawi, że będzie cierpiał, ale teraz coś innego zajmowało jego umysł. Miał w tym momencie jedno, palące pragnienie. Chciał się dowiedzieć czemu Sara postanowiła wpuścić go w diabelskie sidła. Dlatego śledził każdy jej krok. Patrzył jak robi zakupy, a następnie objuczona pokaźnych rozmiarów pakunkami poszła w stronę pobliskich budynków mieszkalnych. Bardzo przydało mu się w tym zaklęcie maskujące, które sprawiało, że mugole go nie zauważali. Severus miał świadomość, że nie powstrzyma to Gawaina przed obserwowaniem go.

***

Sara powtarzała w myślach listę rzeczy, które miała zrobić tego dnia. Kupiła wszystko co zamierzała i skierowała się w stronę domu. Chciała ugotować coś pysznego dla Robina i jej wybór padł na zapiekany placek nadziewany mięsem wołowym z dodatkiem tłuczonych ziemniaków. Na deser postanowiła zrobić ciasto jabłkowe i udekorować je bitą śmietaną.

Ciągle szukała pracy, ale nie znalazła niczego w swoim zawodzie. Wyglądało na to, że w Dublinie nikt nie miał problemów z głową i z tego powodu nie potrzebował pomocy psychologa. Sara była zbyt dumną kobietą, aby godzić się na fizyczną pracę za marne pieniądze. Za to bez skrupułów żyła na koszt swojego chłopaka. Uważała, że facet powinien przynosić do domu pieniądze i cieszyć się, że ma u swojego boku taką cudowną kobietę jak ona. Była inteligentna, piękna, zabawna, potrafiła dobrze gotować i sprawić, że mężczyzna zapominał przy niej o całym świecie. Uważała samą siebie za klejnot, o który inni powinni dbać.

Zamknęła za sobą drzwi i z ulgą postawiła zakupy w kuchni. Ręce bolały ją od ciężaru pakunków, ale nie zważała na to. Po kolei wyjmowała produkty i wkładała je do lodówki nucąc pod nosem piosenkę Britney Spears „Oops!... I Did It Again”. Właśnie miała umieścić jabłka w misce na stole, gdy poczuła chłodny powiew na karku. Nie przypominała sobie, aby zostawiła otwarte okno przed wyjściem z domu, dlatego odwróciła się w stronę drzwi wejściowych, które mogła niedokładnie zamknąć. Gdy to zrobiła, owoce, które trzymała w rękach poszybowały ku podłodze i potoczyły się po niej. Zdrętwiała ze strachu Sara, patrzyła na mężczyznę, który niespodziewanie pojawił się w kuchni. Mocno zaciśnięta szczęka i zdrętwiały język nie pozwoliły jej wydać z siebie nawet jednego dźwięku.
- Witaj kochanie – powiedział Severus złowrogim szeptem. – Wpadłem do ciebie, aby porozmawiać o naszym związku… - uśmiechnął się wyjątkowo paskudnie, a Sara zrozumiała, że Irlandia nie okazała się dla niej szczęśliwym miejscem.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 51 – Wizyta w domu starców

Ulica, przy której stały rzędy identycznych domów – bliźniaków, powoli budziła się do życia. Zaspani mugole zakładali kapcie oraz szlafroki i powoli schodzili do kuchni, aby zaparzyć kawę. Wielu z nich otwierało okna, aby wpuścić do domu promienie słońca, które powoli roztapiały zalegający na trawnikach śnieg. W niedzielny poranek nikomu się nie śpieszyło. Przyroda podzielała pogląd ludzi i powoli budziła się do życia.

Severus Snape uważnie przyglądał się tabliczkom z numerami. Nigdy nie był w tej okolicy Londynu. Nie mógł się oprzeć wrażeniu, że jest to idealne miejsce dla Hermiony Granger. Garaż, wejście do piętrowego bliźniaka, kawałek zieleni, drugie identyczne drzwi, znowu garaż, płotek i wszystko od nowa. Tak samo uporządkowane, nie wyróżniające się niczym szczególnym i nudne jak jego była uczennica.

Nagle za krzaków wyskoczył czarny kot, a zaraz za nim drugi: wielki i rudy. Severus przystanął, wpatrując się w kocura. Zwierzę zrobiło to samo.
- Ty jesteś kotem Granger – stwierdził Severus.
Nie raz go widział w Hogwarcie i Grimmauld Place. Kocur zmienił się przez lata, które Snape spędził w Azkabanie. Miał o wiele więcej siwego futra, sierść z błyszczącej stała się matowa, a jego ruchy nie były tak zwinne jak kiedyś. Oczy, którymi wpatrywał się intensywnie w byłego nauczyciela swojej pani, straciły dawny blask. Po kilku sekundach kocur prychnął, machnął ogonem i pobiegł za czarnym przyjacielem, który czekał ukryty pod zaparkowanym samochodem po drugiej stronie ulicy. Widocznie uznał Severusa za kogoś niegodnego jego uwagi.

Chwilę później czarodziej stał na wycieraczce domu Hermiony i dzwonił dzwonkiem, jednocześnie przypominając sobie zasady z książki „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi”. Na początku nie chciał jej przeczytać, ale nuda zmusiła go do tego. Książka okazała się dobrym źródłem wiedzy o ludziach i ich zachowaniu. Autor chciał pokazać jak można zdobyć przyjaciół dzięki szczerości i uśmiechowi. Severus doszedł do wniosku, że to idealna lektura pokazująca jak można manipulować innymi, mówiąc im to, co chcą usłyszeć. Wiedział, że najprawdopodobniej przez dłuższy czas będzie potrzebował pomocy dziewczyny, dlatego nie chciał jej do siebie zrazić. Z tego powodu wziął sobie do serca radę Molly i wrócił do domu, gdzie jeszcze raz pogrążył się w lekturze napisanej przez Dale’a Carnegie.
- Wi… - zaczął mówić, gdy Hermiona otworzyła drzwi, ale głos zamarł mu w gardle, a brwi poszybowały w górę z powodu zdumienia.

Miał świadomość, że ludzie i świat zmienili się podczas jego pobytu w Azkabanie, ale nie był przygotowany na to co zobaczył. Czarownica, która otworzyła mu drzwi była cieniem dawnej siebie. Na Severusa patrzyła bardzo chuda kobieta o wielkich oczach i wystających kościach policzkowych. Wszystko to połączone z poszarzałą cerą i krótkimi, przylizanymi włosami sprawiało, że wyglądała jakby miała co najmniej dziesięć lat więcej niż w rzeczywistości.
- Czego pan chce? – spytała, gdy otrząsnęła się ze zdumienia, które ją ogarnęło na widok niespodziewanego gościa.
- Potrzebuję twojej pomocy Granger – oznajmił poważnym tonem i bez krępacji wszedł do jej domu.
- Jestem zajęta – powiedziała Hermiona, tłumiąc złość z powodu wtargnięcia.
- Zajmujesz się dzieckiem – zauważył Snape zerkając na dziewczynkę, która tak skupiła się na oglądaniu telewizji, że nie zwróciła na niego uwagi. – Myślę, że mała przeżyje jeśli nie będzie ciebie przez chwilę. Nie poproszę cię o zbyt wiele.

Po tych słowach Hermiona zaczęła wyglądać na zaintrygowaną. Severus jeszcze raz podziękował w myślach Dale’owi Carnegie za napisanie książki. Wszystko szło zgodnie z planem.
- No dobrze. O co chodzi? – zapytała po krótkiej chwili. – Nie obiecuję, że panu pomogę – dodała szybko.
- Chcę abyś ustaliła miejsce pobytu ojca Gilderoya Lockharta. Mam informacje, które ci w tym pomogą.
- Żartuje pan – wyszeptała zaskoczona. – Po co? – zainteresowała się.
- To bardzo poważna sprawa dotycząca członka jego rodziny – oświadczył tajemniczo. – Ojciec Lockharta jest mugolem i przebywa obecnie w domu starców. Wiem, że znasz się na telefonach i komputerach, więc to nie powinien być dla ciebie problem – specjalnie obdarzył ją pochlebstwem. – No chyba, że jednak się myliłem co do ciebie i masz braki na tym polu… - podpuścił dziewczynę.
- Znajdę go w kilka minut! – oświadczyła Hermiona z pewnością. Każdy wiedział, że nie lubiła, gdy ktoś dawał jej do zrozumienia, że czegoś nie umie. – To wszystkie informacje jakie pan posiada?
- Nazywa się Jonathan Lockhart. Dom starców jest w Londynie albo na obrzeżach miasta, ma w nazwie coś związanego z kościołem, najprawdopodobniej świętego. Umieściła go w nim córka Maya. Facet jest chory na coś związanego z głową.
- To będzie wymagało zajrzenia do Internetu i wykonania kilka telefonów – oceniła trzeźwo Hermiona. – Nie powinno zająć mi wiele czasu.
- To świetnie – ucieszył się w Severus.
- Jest jedna sprawa – wypaliła nieoczekiwanie czarownica.
- Jaka?
- Suzanne – wskazała głową na dziewczynkę. – Komputer mam na piętrze. Trzeba małą popilnować…
- Dobrze się czujesz!? Znam się na małych dzieciach jak Malfoy na hipogryfach! – Severus od razu zaprotestował.
- …bez krzyków, żadnego ubliżania, delikatnie i spokojnie – kontynuowała Hermiona patrząc groźnie na byłego nauczyciela. – Jeśli Suzanne jęknie albo co gorsza zapłacze, to nie pomogę panu, jasne? – zagroziła z zacięta miną.
- Dobra! Ale masz zrobić to szybko! – zawołał, patrząc jak czarownica wchodzi po schodach. Nie mógł oprzeć się stwierdzeniu, że od tyłu wygląda jak chłopak.
- Na Salazara! – jęknął Severus w duszy. – Co jeśli bachor zacznie płakać bez powodu? Albo będzie chciała iść siku? Kompletnie nie znam się na dzieciach!

Zlustrował dziewczynkę od góry do dołu i zrobił minę jakby miał przed sobą łajnobombę, która w każdej chwili może wybuchnąć. Zrobił ostrożnie krok w jej kierunku, jednocześnie błagając niebiosa, aby dzieciak nie zwrócił na niego uwagi. Udało się. Podniósł drugą nogę, aby przysunąć się bliżej ściany, gdy Suzanne odwróciła głowę w jego stronę i popatrzyła swoimi wielkimi oczami.

Severus zastygł bez ruchu. Miał nadzieję, że dzieciak obejrzy go sobie i wróci do swoich spraw. Przy okazji dokładnie zlustrował Suzanne. Wydała mu się kompletnie niepodobna do Weasleya. Wszyscy członkowie tej rodziny byli rudzi, czego nie można było powiedzieć o dziewczynce. Miała prawie czarne włosy, brązowe oczy i bardzo jasną cerę. Z twarzy była podobna do Granger, ale na pewno nie miała w sobie nic z Ronalda. To wyjaśniało Severusowi dlaczego chłopak rzucił Hermionę, a ta się tak bardzo zmieniła. Czarodziej nie był pewny, czy dziecko powinno być tak duże. Czytał o zaręczynach Granger i ciąży, gdy był jeszcze w Azkabanie. Z tego powodu miał wątpliwości, czy minęła odpowiednia ilość czasu, aby dziewczynka osiągnęła taki etap rozwoju. Z drugiej strony wiedział, że ma nikłą wiedzę na ten temat i może się mylić.
- Choć tu.
- Co? – bąknął Severus.
- Choć tu – powtórzyła Suzanne i pokazała paluszkiem na kanapę.

Czarodziej powoli i ostrożnie przycupnął na samym brzegu mebla, aby być jak najdalej od dziecka. Nie chciał, aby zaczęło płakać. Przy okazji zerknął, wiedziony ciekawością, co jest w telewizji. Ogarnęła go groza, gdy zobaczył fioletową maszkarę trzymająca pod pachą czerwoną torebkę.
- Tinky Winky – wyjaśniła dziewczynka, która nadal uważnie go obserwowała.

Severus zrobił zniesmaczoną minę. Jak dzieci mugoli mają być normalne, gdy widzą takie dziwne, kolorowe stwory? Osobiście potraktowałby je Szatańską Pożogą i patrzył z lubością jak płoną.
- Ty jesteś Dipsy – zaszczebiotała Suzanne z uśmiechem.
- Nie jestem żaden Dipsy – zaperzył się Snape. – Masz się do mnie zwracać „pan Severus” – oznajmił śmiertelnie poważnym tonem.
- Sevjus.
- Pan Severus.
- Sevjus!
- Pan Se-ve-rus! – wycedził przez zęby, gdy jego poziom irytacji wzrósł niebezpiecznie.

To był błąd. Duże oczy Suzanne zrobiły się jeszcze większe. Jej usta zaczęły drgać i było widać, że zaraz się rozpłacze.
- Ciiiii! Nie płacz! – Severus poczuł, że zaraz albo zacznie panikować, albo potraktuje dzieciaka zaklęciem. – Mów mi Sevjus! Albo Sev! Jak chcesz, tylko nie płacz!
Dziewczynka w ciągu sekundy przeszła od cichego szlochu do radości.
- Sev! – krzyknęła. – Pobaw się ze mną!

Snape był bliski ucieczki, gdy pojawiła się Hermiona, oznajmiając, że znalazła ojca Gilderoya. To dało mu pretekst do wstania z kanapy i oddalenia się od dziecka. Ukradkiem odetchnął z ulgą, aby Granger nie zauważyła jego niechęci.
- Proszę – dziewczyna podała mu żółtą karteczkę z adresem. – Pan Lockhart mieszka w nowoczesnym i luksusowym domu starców. Widziałam na ich stronie internetowej, że mają tam niezłe warunki. Kamery są wszędzie, dlatego radziłabym nie używać czarów, ponieważ wszystko będzie nagrane i mugole będą mieć dowód na istnienie magii.
- Kamery? – powtórzył czarodziej i poczuł zimny dreszcz na plecach.
- Głównie przebywają tam ludzie z problemami z pamięcią, dlatego cały ośrodek jest strzeżony. Nie mogą sobie pozwolić, aby jakiś mieszkaniec im uciekł. By się tam dostać trzeba przedstawić cel wizyty dzwoniąc domofonem przy bramie, potem musi pan pójść do rejestracji i podać im dane osobowe. Na pewno pan sobie poradzi – dziewczyna uśmiechnęła się kpiąco. - Przypominam o moich książkach. Miło by było gdybym otrzymała je z powrotem sowią pocztą. A teraz do widzenia – oznajmiła z powagą.

Severusowi wcale się nie podobało, to co usłyszał na temat miejsca pobytu Jonathana Lockharta. Technika mugoli bardzo poszła do przodu od czasu, gdy chodził do szkoły podstawowej. Kamery, telefony bez przewodów, domofony i dziwne stwory w telewizji – wszystko to napawało go to strachem. Gdyby ktoś nagrał jak posługuje się magią i doszłoby to do Gawaina, to znowu trafiłby do Azkabanu. Tego był pewien.

Zrozumiał, że potrzebuje Hermiony, aby dostać się do ojca Sary i nie zwrócić niczyjej uwagi. Nie mógł odmówić jej inteligencji i wiedział, że dziewczyna potrafi wyciągać z ludzi informacje. Czas go naglił, ponieważ chciał jak najszybciej znaleźć osobę, która prześladowała jego kobietę. Po załatwieniu sprawy mógłby od razu wyjechać jak najdalej od Wielkiej Brytanii.
- Jak miło, że wspominasz o swoich książkach - zwrócił się do swojej byłej uczennicy i uśmiechnął się jadowicie - Oddam ci je pod jednym warunkiem…


***

Severus razem z Hermioną i Suzanne przemierzali korytarze domu starców, podążając za pielęgniarką. Klatka schodowa i pomieszczenia pachniały nowością oraz środkiem dezynfekującym. Na tłumnie wchodzących i wychodzących gości spoglądały kamery umieszczone tuż pod sufitem.
- Tutaj mieszka pan Lockhart – pielęgniarka zapukała w drzwi oznaczone numerem 303. – Pańska rodzina przyjechała w odwiedziny! – zaświergotała, gdy ojciec Sary pojawił się w wejściu do pokoju.

Było to oczywiste kłamstwo, ale nie mieli innego wyboru. Przy bramie musieli podać cel wizyty więc Hermiona oznajmiła, że chce zobaczyć się z wujkiem. To samo powiedziała pielęgniarce w holu, która wyjaśniła, że musi spisać dane. Ku zadowoleniu Severusa, kobiecie wystarczyło prawo jazdy jego byłej uczennicy, jednak po chwili mina mu zrzedła, gdy się okazało, że został wpisany jako jej mąż, a Suzanne ich dziecko. Przeklął w duszy pielęgniarkę, która była tak tępą idiotką, że nie zauważyła, że jego wygląd dobitnie świadczy o kawalerstwie. Mimo wewnętrznego wzburzenia pozostał spokojny. Wiedział, że jeśli nie dotrze do Jonathana Lockharta to pozostanie mu wyjazd do Kanady, albo znalezienie każdego Michaela Jonesa mieszkającego na terenie Wielkiej Brytanii i ustalenie czy jego byłą żoną jest Sara.

Staruszek dokładnie otaksował ich spojrzeniem i wyjątkowo zręcznie, jak na jego lata, złapał Hermionę za dłoń i złożył na niej wyjątkowo głośny pocałunek.
- Jak miło, że mnie odwiedziliście! – zawołał uradowanym tonem, podczas gdy goście weszli do jego pokoju. – Tylko przypomnijcie mi kim jesteście, bo mi tabletki zaćmiły umysł. Karmią mnie tutaj tym świństwem i wmawiają, że to mi pomaga…
- Severus, kuzyn od strony ciotecznej babci wujka Williama. Rozmawiałem z Mayą i powiedziała mi, że tutaj mieszkasz wujku – skłamał gładko Snape zerkając z ukosa na pielęgniarkę, która nieśpiesznie zamykała za nimi drzwi.
- Ach, tak, pamiętam… Naturalnie, że pamiętam. Wcale nie mam problemów z głową! - ojciec Sary zrobił minę, która świadczyła zupełnie coś innego. – Przyprowadziłeś do mnie swoją żonę i córkę – dodał wyraźnie próbując zmienić temat. – Urocze… są absolutnie urocze!

Hermiona uśmiechnęła się blado i wymamrotała podziękowanie za komplement, a Suzanne trzymała się kurczowo nogi Severusa, chowając się pod jego płaszczem. Czarodziej miał ochotę wyszarpać kończynę z rąk dzieciaka, ale wiedział, że nie może tego zrobić. Granger wyjaśniła mu, że mała potrafił upodobać sobie jakąś osobę i oderwanie jej od niej było bardzo trudne. Suzanne uznała, że jej najlepszym przyjacielem będzie Severus. Były mistrz eliksirów miał odmienne zdanie niż dziewczynka. W ogóle nie był zachwycony przymusowym towarzystwem dziecka, które wciskało mu w ręce pluszaki i kazało się bawić. Hermiona także nie była zadowolona z reakcji małej i próbowała ją przekonać, że czarodziej nie jest osobą wartą uwagi, ale dzieciak wiedział lepiej. Z tego powodu Severus chciał, aby jego była uczennica podrzuciła komuś Suzanne i teleportowała się razem z nim. Ta oświadczyła jednak, że to nie wchodzi w grę, ponieważ jej rodzice wracają do Londynu późnym wieczorem. Całą sprawę dodatkowo skomplikował fakt, że dziewczynka miała nie być świadkiem wykorzystania magii. Severus długo spierał się z Hermioną zanim doszli do kompromisu. Stanęło na tym, że musiał wsiąść do samochodu Granger, słuchając wkurzającej paplaniny Suzanne.
- Nie stójcie tak, rozbierzcie się z tych płaszczy – rozkazał staruszek wskazując palcem na wieszaki znajdujące się na ścianie.

Hermiona oderwała Suzanne od nogi Severusa i zaczęła zdejmować jej kurtkę. Czarodziej wykorzystał ten czas na zlustrowaniu pomieszczenia. Lockhart wypełnił swój pokój krzyżami i świętymi obrazami. Tylko w jednym miejscu wisiała fotografia roześmianej rodziny. Severus od razu rozpoznał, że to Maya z mężem i czwórką ich dzieci. W przeciwieństwie do Gilderoya i Sary odziedziczyła wygląd swojej matki, co widocznie nie przeszkodziło jej w założeniu rodziny. Oni na pewno piękno dostali po ojcu. Mimo widocznej starości Jonathan Lockhart był nadal przystojny. Snape domyślił się, że ma spore powodzenie wśród tutejszych seniorek, a może i nawet wśród żeńskiego personelu medycznego.
- Wujku, chciałem zapytać się ciebie o coś ważnego… – czarodziej podszedł do Jonathana i spojrzał w jego oczy.

Zamierzał użyć legilimencji, ale od razu wiedział, że nic z tego nie będzie. Była żona staruszka miała rację. Jego umysł był zamknięty na cztery spusty i nawet z różdżką miałby problemy, aby wydrzeć strzępki informacji. Pozostało mu udawanie, że jest jego rodziną i skłonienie do mówienia.
- Tak?
- Czy kontaktowała się z tobą Sara?
Pogodną twarz Jonathana błyskawicznie wykrzywił grymas złości. Zaczerwienił się i zaczął szybciej oddychać.
- Ta lafirynda!? – krzyknął. – Rozwiodła się z Michaelem! To taki dobry chłopak! Bóg ją pokarze! Zobaczysz! I… – urwał, gdy zobaczył przerażenie w oczach Suzanne i zniesmaczoną minę Hermiony. – Przepraszam dziewczynki, wyrwało mi się – dodał łagodnie i podał małej czekoladę, którą trzymał na stoliku. – Teraz chcę się dowiedzieć co u was, młodych, słychać.
- To nieważne, wolałbym… - zaczął mówić Severus.
- Oczywiście, że ważne! Jesteście bardzo interesującą parą i chcę się dowiedzieć jak to się stało, że jesteście razem – wszedł mu w słowo Jonathan i spojrzał na niego z wyrzutem. - Czemu nie usiądziesz obok żony?

Snape poczuł, że żyłka na jego skroni zaczęła pulsować ze złości. Zrozumiał, że droga do dowiedzenia się czegokolwiek będzie długa i trudna. Jego wnętrzności zaczęły się skręcać na myśl, że musi udawać kochającego męża i tatusia.
- Posuń się… kochanie – powiedział z trudem do Hermiony i usiadł koło niej na kanapie na tyle blisko, aby ojciec Sary niczego się nie domyślił, a jednocześnie na tyle daleko, aby się nie dotykali.
Dziewczyna posłała mu ukradkiem spojrzenie, które mówiło, że ma ochotę go zamordować. Suzanne przestała zwracać uwagi na dorosłych, ponieważ zajęta była pochłanianiem czekolady.
- Nie wstydźcie się – zaświegotał staruszek. – Okażcie sobie trochę uczucia w tym zimnym świecie! Lubię patrzeć na młodych, którzy są zakochani jak wy!

Severus miał ochotę walnąć zaklęciem starego, ale wiedział, że Granger mu nigdy więcej nie pomoże jeśli Suzanne coś zauważy. Starając się nie okazać zniesmaczenia na swojej twarzy, objął lekko dziewczynę ramieniem. Nie miał ochoty na kontakt fizyczny z kimś takim jak ona. Podniósł wzrok na ojca Gilderoya. Staruszek mimo demencji od razu zauważył, że coś nie gra. Severus nie czekając na jego reakcję położył prawą dłoń na dłoni Hermiony, a drugą ręką przyciągnął ją mocno do siebie. Rozciągając usta w fałszywym uśmiechu starał się nie myśleć o tym, że dziewczyna ze stresu zaczęła przypominać topielca – jej skóra była zimna i mokra.
- Ile jesteście po ślubie? – zagadał staruszek, który nie zdążył się zorientować w gierkach gości.
- Trzy lata – odparła Hermiona nienaturalnie piskliwym głosem.
- Tak patrząc na was myślę, że musi być między wami duża różnica wieku. Dziesięć lat?
- Dziewiętnaście lat, osiem miesięcy i dziesięć dni – Granger dała błyskawiczną odpowiedź, czym zaskoczyła Severusa. Nawet on nie byłby w stanie tak szybko obliczyć tego w pamięci.
- Podziwiam takie pary jak wy. Trzeba mieć wiele odwagi w dzisiejszym świecie, aby związać się z drugą osobą świętym węzłem małżeńskim… - staruszek się rozmarzył. – Musicie się bardzo kochać i mocno ufać bogu!

Obydwoje kiwnęli głowami, ponieważ potwierdzenie nie dało rady przejść przez ich gardło.
- Kochasz mamusię i tatusia? – Jonathan zwrócił się do Suzanne, która skończyła jeść czekoladę.
- Tak – odparła nieśmiało dziewczynka. – Kocham Hermi i Seva – dodała od siebie.
Snape stwierdził, że nienawidzi dzieci. Zwłaszcza takich, które przyczepiają się do niego jak druzgotek do nogi i wyznają mu miłość. Odetchnął z ulgą, gdy zorientował się, że Lockhart nie załapał o co dziewczynce chodzi.
- Nowoczesne rodzicielstwo – skomentował i pokiwał głową ze smutkiem.
- Tak, trochę pozwalamy jej na zbyt wiele – odparł błyskawicznie Severus, aby podlizać się staruszkowi.
- Ja tak nie uważam – powiedziała Hermiona dobitnie. – Suzanne ma prawo wyrażać siebie.
- Ach te matki! Zawsze rozpieszczają swoje dzieci, taka ich rola. Mężczyzna musi trzymać dzieci krótko – oznajmił Jonathan z dobrodusznym uśmiechem. – Musisz jednak przyznać Severusie, że mocno kochasz swoją żonę, mimo różnicy zdań.

W gardle Snape’a utworzyła się wielka klucha. Próbował ją przełknąć, ale bezskutecznie. Oblał go zimny pot, gdy zrozumiał, że wszystko zaszło za daleko. Jeszcze chwila i staruszek będzie kazał im się całować. Wolałby mieć romans z mężczyzną niż z Granger!
- Prawda? – dociekał ojciec Sary.
- Yhm… tak… - wydukał wściekły jak osa Severus. – Jest cudowną matką i… kucharką. Żebyś wiedział wujku jak Mionka świetnie gotuje! – dodał.
- Za to Sevuś wspaniale orientuje się w najnowszej technologii. Komputer to dla niego pestka – Hermiona odbiła piłeczkę.
- Może Hermi nie jest zbyt inteligentna, ale ma w sobie to coś – dogryzł jej Snape.
- Severusek jest stróżem prawa i często bywa w więzieniu. Jego ostatni kontrakt trwał prawie trzy lata – oznajmiła czarownica z fałszywym uśmiechem przyklejonym do twarzy.
- Jesteście uroczy, doprawdy – staruszek rozpływał się nad gośćmi. – Macie taką cudowną pociechę – zerknął na Suzanne, która bawiła się przyniesionymi przez Hermionę zabawkami. – To kiedy drugie?

Przez głowę Severusa przebiegła myśl, że nawet pół dziecka to za dużo, a co dopiero dwoje. Na szczęście Sara nie miała szans, aby stać się matką.
- Och, jeszcze nie widać… - westchnęła ostentacyjnie Hermiona i złapała się za brzuch.
- Jesteś w ciąży? – wzruszył się Jonathan. – Taka chudzina, to nie widać! Gratulacje, będę się modlił, aby dobry bóg dał wam syna – mrugnął do Severusa, który zrozumiał, że zbliżył się dobry moment na wyciągnięcie informacji.
- Przyjechaliśmy tutaj, aby cię spytać czy masz jakiś kontakt z Sarą albo Michaelem, ponieważ chcieliśmy poprosić, aby jedno z nich zostało rodzicem chrzestnym naszego drugiego dziecka.
- Ta ladacznica nie nadaje się na to! – fuknął staruszek. – Nie mam z nią kontaktu od czasu rozwodu. Jest złą córką, ani razu nie zainteresowała się co u mnie słychać! – poskarżył się. – Co do Michaela… gdzieś tu miałem jego wizytówkę – podszedł do szuflady w biurku i zaczął w niej grzebać. – To nie ta… Mam! – krzyknął triumfalnie wyjmując prostokątny kawałek papieru i podając go Severusowi. – Masz adres jego warsztatu.
- Dziękujemy! – ucieszyła się Hermiona. Widać było po niej wyraźnie, że ma dosyć odgrywania roli żony.
- Jeszcze jedno wujku. Czy słyszałeś o długach Sary i o tym, że ktoś ją za nie ściga?
- Nie – odparł Jonathan. – To bardzo do niej podobne, grzesznica jedna!

Snape zrozumiał, że nie ma co przeciągać wizyty. Zdobył adres kolejnej osoby, z którą musiał porozmawiać, a dłuższe siedzenie u ojca Sary mogło skutkować dalszymi porcjami czułości, którymi będzie musiał obdarzać Granger, na co nie miał najmniejszej ochoty.

***

Hermiona wypadła z domu starców z największą prędkością jaką była w stanie rozwinąć, ciągnąc za rękę Suzanne.
- Nigdy więcej panu nie pomogę! – warknęła otwierając kluczykiem samochód, którym przyjechali. – Słyszy pan!? Jeśli znowu będę musiała udawać pańską żonę, to już wolę, aby spalił pan książki! Kupię sobie nowe!
- Nawet tą z dedykacją od twojej babci? – spytał Severus łagodnym, ale jednocześnie jadowitym głosem. – Myślałem, że ci na niej zależy…

Oczy Granger miotały groźne iskry, ale nic nie odpowiedziała. Złapała Suzanne i wsadziła ją do fotelika, który znajdował się na tylnym siedzeniu.
- Wiedz, że miałem tyle przyjemności w fizycznym kontakcie z tobą, co z testralem.
- Testrale są fajne – odparła czarownica urażonym tonem.
- Niech ci będzie – westchnął Severus i usiadł na fotelu koło kierowcy. – Tyle przyjemności co z gumochłonem.
- I nawzajem – odgryzła się.
- Zawieziesz mnie pod ten adres?
- Nie ma mowy, to po drugiej stronie miasta, a Suzanne niedługo powinna zjeść zupkę. Wyrzucę pana przy parku – Hermiona odparła chłodno. – Nie musi mi pan oddawać książek osobiście. Przypominam jeszcze raz, że istnieje coś takiego jak poczta – fuknęła.
- Niech ci będzie – odparł Severus i pomyślał, że tak naprawdę, to wolałby do niej przyjść. Dawno nic mu nie poprawiło tak humoru, jak widok zdenerwowanej Granger.