poniedziałek, 5 czerwca 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 65 – Kryzys wieku średniego


Harry skończył nocną służbę, ale zamiast iść do domu, postanowił zostać w Ministerstwie Magii. W biurowym pokoju socjalnym zaparzył sobie duży kubek kawy i usiadł przy stole. Pijąc napar, który go rozbudzał i jedząc kanapkę, którą zrobił poprzedniego dnia Stworek, zastanawiał się, jak potoczą się dalsze losy Hermiony. Życie zdecydowanie jej nie rozpieszczało. Harry pomyślał, że nawet on nie doświadczył aż tylu problemów, odkąd pokonał Voldemorta. Hermiona wplątywała się w dziwne sytuacje, romansowała z Robardsem, zaręczyła się z Ronem, następnie go rzuciła, była w ciąży, poroniła, wpadła w ciężką depresję, ktoś zamordował Krzywołapa, pokłóciła się z Ginny, a teraz jej matka może być bardzo chora. Chłopak westchnął, gdy przypomniał sobie rozmowę z przyjaciółką po jej powrocie z wakacji. Myślał, że wróci opalona i szczęśliwa, a okazało się, że zamiast tego używała kremu z silnym filtrem i była mocno przybita. Wyznała mu, czego się dowiedziała i czekała z niecierpliwością na wynik badań. Z tego powodu Harry postanowił poczekać na Hermionę przy kominkach, którymi dostają się do pracy czarodzieje i czarownice wchodzące do ministerstwa przez szalet miejski. Chciał się dowiedzieć czy diagnoza została potwierdzona. Po nieśpiesznym zjedzeniu śniadania poszedł w miejsce, gdzie miał ją spotkać. Zakładał, że będzie jedyną osobą, która wpadła na ten pomysł, ale gdy doszedł do kominków, okazało się, że się pomylił.
- Cześć Harry! – usłyszał powitanie z ust czarownicy.
- Cześć Astorio – odparł i uśmiechnął się do niej. – Witaj Draco – dodał mniej entuzjastycznym tonem.
Dawny wróg Harry’ego stał przy swojej dziewczynie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Poruszył wargami, jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie tylko kiwnął nieznacznie głową. To wystarczyło młodemu aurorowi. Polubił Astorię po tym, jak próbowała zniwelować skutki wywiadu Dafne z Ronem, ale nadal nie czuł sympatii do jej chłopaka. Dawna wrogość zniknęła, zaraz po tym, jak Harry wstawił się za Malfoyami w sądzie (przynajmniej od strony Narcyzy i Draco), ale to nie sprawiło, że puścili w niepamięć to, co działo się w czasie nauki w Hogwarcie. Tolerowali się, ale nie byli w stanie porozmawiać ze sobą nawet o pogodzie. Widać było, że Draco nie jest zadowolony z koleżeńskich stosunków Astorii i Hermiony, ale na tyle zaangażował się w związek, że nie protestował. Harry naprawdę doceniał jego przemianę i uważał, że dobrze zrobił, nie wysyłając go do Azkabanu.
- Nie widziałeś się z nią? – spytała Astoria, przerywając ciszę.
- Nie, dlatego tutaj przyszedłem – padła odpowiedź z ust młodego aurora.
- Na Merlina, tak mi jej żal – westchnęła czarownica. – Mówiła mi, że ta choroba jest śmiertelna dla mugoli. Mam nadzieję, że się okaże, że to nie to – zamartwiała się.
Draco spojrzał od niechcenia na wielki zegar wiszący w holu, a jego mina świadczyła, że wolałby być gdzie indziej. Nic jednak nie powiedział. Harry’ego naszła refleksja, że w dawnych czasach wiadomość o chorobie pani Granger, spowodowałaby niekontrolowany wybuch radości u Malfoya. Na pewno zacząłby dobijać Hermionę poprzez głupie docinki na temat jej mugolskich korzeni i obrażanie rodziny. Teraz milczał taktownie, ściskając rękę swojej dziewczyny, która szurała nogami ze zniecierpliwienia.
- Powinna już tu być – jęknęła. – Ona nigdy się nie spóźnia, zawsze jest co najmniej piętnaście minut przed czasem.
Ledwo wypowiedziała te słowa, a w jednym z kominków pojawiła się Hermiona. Mimo upalnego lata była ubrana cała na czarno. Harry od razu zrozumiał, że wieści nie będą dobre.
- O, cześć – pisnęła. – Nie spodziewałam się, że tu będziecie.
- Mów, mów! – Astoria podeszła szybko do niej i chwyciła ją za dłonie. – Jakie wieści?
Hermiona przełknęła głośno ślinę i spuściła głowę.
- Źle… - jęknęła zbolałym tonem.
- Moje ty biedactwo! – wykrzyknęła Astoria i objęła ją mocno ramionami. – Wierzę, że będzie dobrze – oświadczyła z powagą.
- Mam taką nadzieję – odparła Hermiona, trochę podniesiona na duchu. – Na razie będzie leczona mugolskimi sposobami, a ja zamierzam w tym czasie znaleźć coś z naszego świata, co jej pomoże.
- Jestem do twojej dyspozycji! – zapewniła koleżanka z biura.
- Dziękuję, ale mam już kogoś do pomocy…
Harry, widząc delikatny uśmiech na ustach Hermiony, od razu zrozumiał, o kogo chodzi. Pewnie poprosiła Severusa o pomoc, a on się zgodził. Z jego wiedzą i umiejętnościami, mogło się to udać. Mimo tej pozytywnej myśli, chłopak wcale nie odetchnął z ulgą. Nadal miał wątpliwości co do stosunku Snape’a do Hermiony. Sam sobie tłumaczył, że troska czarodzieja wynikała z tego, że miał płacone za opiekę nad nią. Pomysł, że w międzyczasie się zakochał, był co najmniej śmieszny. Jednak Ginny nadal twierdziła, że wszystko jest możliwe. Po tym, jak wróciła na Grimmauld Place, roztaczała przed swoim narzeczonym coraz bardziej śmiałe scenariusze. Obejmowały one takie rzeczy jak: pranie mózgu, szantaż, molestowanie i gwałt. Harry starał się tego nie słuchać, ale jego podejrzliwa natura zaczynała dawać o sobie znać. Już raz okazało się, że Severus jak chce, to potrafi związać się z kobietą. Auror był trochę urażony faktem, że coś takiego miało miejsce. Był święcie przekonany, że miłość do jego matki była tak wielka, że Snape zostanie samotny do końca życia. Psycholog z Azkabanu rzuciła go, ale to nie oznaczało, że nie znajdzie sobie innej. Hermiona była blisko niego i doceniała go. Czyżby doszedł do wniosku, że mógłby…? Harry potrząsnął głową, aby odgonić od siebie tę myśl. Uznał, że lepiej nie zakładać od razu najgorszego scenariusza. Jego przyjaciółka nie była na tyle głupia, aby zakochać się w kimś takim jak Severus. Na razie przebywała głównie u swoich rodziców i z tego powodu Harry nie mógł obserwować, co się dzieje w jej domu. Nie porzucił tego planu, ale odłożył jego realizację na później.
- Znacie kogoś, kto jest długoletnim uzdrowicielem w Świętym Mungu? – pytanie Hermiony przerwało przemyślenia Harry’ego.
- Eee… nie – odparł i zerknął na Astorię i Draco, którzy pokręcili przecząco głowami. – Może pani Pomfrey?
- Potrzebuję kogoś, kto leczył mugoli, a ona na pewno tego nie robiła, będąc w Hogwarcie. Może gdybyście popytali…
- Przecież Hanna Abbott skończyła kurs na uzdrowiciela! – nagle przypomniał sobie Harry.
- Rzeczywiście! – Hermiona wyglądała, jakby była zła na samą siebie. – Że też o tym nie pomyślałam.
- Martwisz się o mamę, to normalne, że czasem coś przeoczysz – powiedziała miękko Astoria. – Masz prawo nie pamiętać o wszystkim.
- Mimo to… - czarownica już zamierzała zaprotestować, ale przerwał jej teatralny kaszel Draco.
- Nie chciałbym wam przeszkadzać… - powiedział, przeciągając sylaby – ale jeśli zerkniecie na zegar, to zobaczycie, że zaczynamy pracę za pięć minut. Myślę, że nie chciałybyście się spóźnić.
Wszystkie głowy odwróciły się w stronę ściany, gdzie wisiał przyrząd do pomiaru czasu. Malfoy miał rację. Dziewczyny szybko pożegnały się z Harrym i pobiegły w stronę swojego biura. Draco olał dobre maniery i ruszył ku windom, nie zaszczycając dawnego wroga nawet jednym spojrzeniem.
- Taaa – mruknął Harry do jego pleców – ja też życzę ci miłego dnia.
Odwrócił się na pięcie i nieśpiesznym krokiem poszedł w stronę rzędu kominków, odpowiadając po drodze na powitania czarownic i czarodziejów. Pogrzebał przez chwilę w kieszeni i znalazł przygotowaną porcję proszka Fiuu. Wkraczając w szmaragdowe płomienie, marzył tylko o kąpieli i odespaniu nocnej służby.

***

Hermiona nie marnowała czasu. W czasie przerwy obiadowej napisała i wysłała wiadomość do Neville’a i Hanny, którzy mieszkali razem u jego babci w wiosce Mould−on−the−Wold. Pytała w niej, czy może wpaść do nich na małą pogawędkę. Wkrótce otrzymała odpowiedź twierdzącą i wyruszyła na spotkanie.
- Zadałaś mi trudne pytanie – mruknęła Hanna i się zamyśliła.
Razem z Hermioną i Nevillem siedzieli w ogrodzie za domem, popijając sok wiśniowy. Słońce powoli kryło się za horyzontem, malując chmury intensywnymi kolorami pomarańczy, różu, błękitu i fioletu, które pasowało do barwnych roślin, hodowanych przez czarodzieja.
- Jako specjalność wybrałam zatrucia roślinne i pracuję w szpitalu dopiero od miesiąca, dlatego nie mogę ci za bardzo pomóc – wyznała Hanna po dłuższej chwili. – Nie miałam na oddziale mugola i powiem szczerze, że na kursie nie uczono nas, jak ich leczyć. Musiałabym spytać mojej przełożonej…
- Nic nikt nie mówił? Albo chociaż wspominał? – zapytała zszokowana Hermiona. – Może w jakiejś książce…
- Nie. W książkach na pewno niczego na ten temat nie było, a ja się nie spotkałam z takim przypadkiem. Chociaż słyszałam, że mugoli bardzo ciężko się leczy.
- Czemu?
- Bo oni mają inne organizmy niż my – padła odpowiedź. – Nie są tak odporni. Ich wszystko może zabić. Zazwyczaj kontakt z naszym światem tak się dla nich kończy… - pokiwała smutno głową.
- To akurat wiem – mruknęła niepocieszona Hermiona. – Se… - już chciała powiedzieć „Severus”, ale szybko zauważyła swój błąd – ktoś mi mówił, że eliksiry są dla nich trujące, a zaklęcie uszkadzają ich mózg.
- To możliwe – przytaknęła Hanna. – Musiałabyś spytać kogoś, kto leczył mugoli.
- Kogo? – jęknęła czarownica z rozpaczą.
- Może poszłabyś ze mną do szpitala – odezwał się Neville, widząc zatroskaną minę swojej przyjaciółki. – Mam zamiar jutro rano odwiedzić rodziców. Tak często u nich bywam, że znają mnie wszystkie uzdrowicielki na oddziale. Zapytamy ich, czy znają odpowiedź na twoje pytanie.
- Och, byłoby wspaniale! – Hermiona się rozchmurzyła. – Wprawdzie miałam spędzić sobotę u swoich rodziców, ale jestem pewna, że zrozumieją.
- Zazdroszczę ci, że ich masz – chłopak powiedział cicho.
- Nie mów tak – zaprotestowała Hanna. – Przecież twoi rodzice żyją!
- Lepiej, aby byli martwi. To, co ich spotkało, jest gorsze niż śmierć.
Hermiona zamilkła, nie wiedząc co odpowiedzieć. Współczuła Neville’owi i w duchu nawet przyznawała mu rację. Gdy sobie wyobraziła, że jej rodzice żyją, ale jej nie rozpoznają, to zebrało się jej na płacz.
- Może kiedyś ktoś coś wymyśli… - zaczęła mówić. – Nowe eliksiry, zaklęcia...
Chłopak pokręcił głową ze smutkiem, przeprosił dziewczyny i poszedł do domu, aby uzupełnić sok w dzbanku.
- On stracił nadzieję – wyszeptała Hanna do Hermiony. – Tak naprawdę dawno ich nie odwiedzał. Teraz idzie do nich tylko dla ciebie.
- O kurczę – zdziwiła się czarownica. – Naprawdę?
- Tak.
Hermiona poczuła niesamowitą wręcz wdzięczność, a wzruszenie prawie odebrało jej zdolność mowy. Do mocnego pragnienie zalezienia lekarstwa dla mamy, doszła jeszcze chęć uzdrowienia państwa Longbottom. Pomyślała, że dzięki połączeniu sił z Severusem, mogłoby się to udać.
- Gdzie i o której się umawiamy? – zapytała Nevilla, który wrócił z dzbankiem.
- Dziewiąta, izba przyjęć. Pasuje?
- Pasuje.
Klinika Magicznych Chorób i Urazów Świętego Munga nic się nie zmieniła od ostatniego pobytu Hermiony. Wypełniona była pacjentami, którzy padali ofiarą własnych i cudzych zaklęć, klątw rzuconych na przedmioty, źle uwarzonych eliksirów lub magicznych zwierząt i roślin. Uzdrowiciele dwoili się i troili, aby pomóc jak największej liczbie osób. Na parterze panował hałas, jakiego nie powstydziłby się mecz quidditcha, dlatego dziewczyna odetchnęła z ulgą, gdy wspięła się z Nevillem na czwarte piętro. Gdy weszli na oddział Urazów Pozaklęciowych, zerknęła w stronę sali, w której przebywał Gilderoy Lockhart. Siedział na swoim łóżku i czytał książkę dla dzieci, zaśmiewając się do rozpuku. Hermionie od razu zrobiło się cieplej w okolicy serca. Przypomniała sobie niedorzeczną, nastoletnią miłość, którą darzyła go  w drugiej klasie. Tak się zapatrzyła na czarodzieja, że w ostatniej chwili udało jej się zatrzymać przed wychodzącą z sali uzdrowicielką. Obydwie odskoczyły od siebie ze strachem.
- Hermiona! Co ty tu robisz? – Penelopa Clearwater z trudem utrzymała tacę, na której ustawione były buteleczki z eliksirami.
- Przyszłam, aby się z tobą zobaczyć! – odparła czarownica bez zastanowienia i wyszczerzyła do niej zęby.
- Ze mną? – zielone oczy uzdrowicielki rozszerzyły się ze zdumienia.
- Wy się znacie? – zdziwił się Neville.
- Byłyśmy spetryfikowane przez bazyliszka – wyjaśniła Hermiona.
- Gdyby nie jej pomysł z lusterkiem to obydwie byłybyśmy już martwe – potwierdziła Penelopa.
- Rzeczywiście! – chłopak pacnął się dłonią w czoło. – Zapomniałem!
- Słuchajcie, chętnie z wami porozmawiam, ale muszę skończyć podawanie eliksirów – wyjaśniła blondynka. – Poczekajcie na korytarzu, a ja niedługo tutaj przyjdę.
Hermiona skinęła potwierdzająco głową, ale Neville powiedział, że idzie odwiedzić swoich rodziców. Zanim to zrobił, dziewczyna zatrzymała go i podziękowała za wszystko. Spotkanie Penelopy było jego zasługą, chociaż nie było to celowe działanie. Sama Hermiona nie wiedziała, że była dziewczyna Percy’ego pracuje w szpitalu. Miała jednak świadomość, że uzdrowicielka lubi ją i jest wdzięczna za radę, którą udzieliła jej w bibliotece Hogwartu wiele lat temu. To oznaczało, że na pewno jej pomoże.

***

Severus siedział na kanapie i patrzył na swoją współlokatorkę, która krążyła po salonie i opowiadała o swoich odkryciach, mocno przy tym gestykulując. Spędziła prawie cały weekend w Szpitalu Świętego Munga, latając po wszystkich oddziałach i bombardując uzdrowicieli pytaniami.
- Co za ignorancja! – dziewczyna denerwowała się i nakręcała coraz bardziej. – Wiedziałam, że czarodzieje mają dość mocno lekceważący stosunek do mugoli, ale to, co usłyszałam, jest poniżej wszelkiej krytyki! Nawet uzdrowicielka z pięćdziesięcioletnim stażem nie była w stanie powiedzieć, co czary uszkadzają w układzie nerwowym. Nie wiedziała, czemu tak się dzieje, ani jaka ilość magii jest dopuszczalna. To samo dotyczy eliksirów. Nikt nic nie wie. Skandal!
- Czyli znalazłaś potwierdzenie tego, co ci mówiłem – podsumował Snape z triumfem wypisanym na twarzy.
- Potrzebne mi są konkrety, a nie domysły – żachnęła się Hermiona. – Przyczyny, badania, analizy! Nie tłumaczenia, że taka jest tradycja i nikt nie będzie ryzykował. Wychodzi na to, że każdy mugol trafiający do Munga otrzymuje minimum pomocy, a jeśli przeżyje to dobrze!
- Przetrwają tylko najsilniejsi – mruknął były mistrz eliksirów.
- Muszę dotrzeć do źródeł – oświadczyła czarownica, siadając koło niego. – Przeanalizować historię czarodziejów i mugoli. Może natrafię na jakiś trop.
- Cóż mogę doradzić… pozostają ci tylko książki – powiedział Severus, szybko wstając.
- Wiem – mruknęła.
Czarodziej miał ochotę powiedzieć jej, że i tak nic z tego nie będzie, ale nie zrobił tego. Przeczytał książki, które wypożyczyła z mugolskiej biblioteki na temat białaczki i doszedł do wniosku, że magiczne sposoby nie zadziałają. Brak rzetelnych badań jeszcze bardziej utrudniał sprawę. Jedyne co pozostało matce dziewczyny, to lekarze i ich sposoby. Mimo wszystko nie chciał jej dobijać. Uważał, że lepiej będzie, jeśli Granger znajdzie sobie jakieś zajęcie.
- Napisałem do Minerwy. Masz jej pozwolenie, aby korzystać z biblioteki Hogwartu, łącznie z działem ksiąg zakazanych – zakomunikował z nutą zadowolenia w głosie. – Skłamałem, że pomagasz mi w zleceniu dla Świętego Munga.
- Dlaczego sam nie pójdziesz? – uniosła brwi w geście zdumienia.
- Nie jestem tam mile widziany – odparł krótko, odgarniając kosmyk z czoła, który od jakiegoś czasu uparcie wysuwał się zza ucha. – Tobie chętniej wszyscy pomogą. Jeśli przyniesiesz księgi do domu, to ja będę je czytał, gdy będziesz w pracy i pozaznaczam przydatne informacje. W międzyczasie mogę spróbować uwarzyć eliksir, który mógłby pomóc twojej matce, ale nie obiecuję, że będzie działał.
Na te słowa twarz Hermiony pojaśniała, a na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech. W oczach widać było szczery podziw.
- Ty naprawdę potrafisz być wspaniały, jeśli zechcesz – oznajmiła nieoczekiwanie, wpatrując się w niego intensywnie.
Severus, nieprzygotowany na płomienny wzrok połączony z komplementem, poczuł, że opada mu szczęka. Starając się ukryć zaskoczenie, szybko zamknął usta i szarpnął gwałtownie głową, tak że kosmyki włosów znowu znalazły się na jego twarzy. Odgarnął je, intensywnie myśląc nad odpowiedzią, ale nic nie przychodziło mu na myśl.
- Czemu ich po prostu nie zetniesz? – zapytała dziewczyna, jednocześnie ratując go z opresji. – Widzę, że cię denerwują.
- Ty masz krótkie, ja mam długie. W tym domu musi być równowaga – powiedział pierwsze, co mu przyszło do głowy.
Reakcja dziewczyny była natychmiastowa. Wybuchnęła perlistym śmiechem. To była szczera, intensywna reakcja, jaka się jeszcze nie zdarzyła w jego obecności. Severus nie mógł powstrzymać bladego uśmiechu. Hermiona uznała, że jest wspaniały i rozśmieszyło ją jego stwierdzenie. Dawno nie czuł się tak mile połechtany.
To uczucie sprawiło, że nagle zrozumiał, o co mu chodziło przed wyjazdem dziewczyny na wakacje. Nie chciał, aby traktowała go jak powietrze albo dodatek do mieszkania. Pragnął, aby podziwiała go i doceniała. Patrzyła z uwielbieniem. Chciał, aby jego zdanie było dla niej ważniejsze niż kogokolwiek innego. Wyobraził sobie, jak Hermiona zrywa dla niego kontakty ze wszystkimi swoimi znajomymi. Widział twarz zrozpaczonego i rozeźlonego Pottera, który zrozumiał, że przegrał, ponieważ jego przyjaciółka woli bardziej inteligentne i wysublimowane towarzystwo.
To było niesamowite wręcz odkrycie. Wcześniej sądził, że brakuje mu fizycznych aspektów związku, czyli tego wszystkiego, o czym mówił Dundy. Spełnienie tych potrzeb było kuszącą wizją i nie miałby nic przeciwko, ale odstraszało go, że musiałby jednocześnie pogodzić się z rolą, która nie do końca mu odpowiadała. Wyobrażenie sobie, że byłby zmuszony iść z nią na oficjalną kolację i siedzieć przy jednym stole z Potterem, Weasleyami, Longbottomem lub Robardsem, skutecznie studziło jego zapał. Tyle lat się kontrolował, więc powrót do abstynencji seksualnej nie byłyby dla niego czymś trudnym. Teraz sytuacja się diametralnie zmieniła, gdy Hermiona zrobiła coś, czego się nie spodziewał. Ta nić duchowego porozumienia, która powstała przypadkiem, uświadomiła mu, że chodziło o psychikę. Musiał ją za wszelką cenę podtrzymać.
- Kto by przypuszczał, że jestem w stanie cię rozśmieszyć – oznajmił przymilnym tonem, a jego czarne oczy spoczęły na jej twarzy i rumieńcach.
- Myślałam, że to niemożliwe. Zaskoczyłeś mnie – rzekła z uznaniem, zbierając notatki ze stolika.
- Jestem pełen niespodzianek – zachichotał, jednocześnie posyłając różdżką brudne kubki i talerz po kanapkach do kuchni. – Myślę, że dzisiaj nic więcej nie wymyślimy. Potrzebna nam odpowiednia literatura.
- Masz rację – zgodziła się z nim bez wahania.
- Potrzebujesz jeszcze Eliksiru Słodkiego Snu Hermiono? – zapytał uprzejmie, wiedząc, że dziewczyna na pewno zauważy, że użył jej imienia.
- Tak. Byłoby miło, gdybyś zostawił go na moim biurku – dała mu odpowiedź, gdy szła po schodach na górę.
Godzinę później Severus bez skrępowania przypatrywał się śpiącej czarownicy. Przystawił do łóżka krzesło i usiadł na nim, zakładając nogę na nogę. Odchylił się do tyłu, lewą rękę położył sobie wygodnie na brzuchu, aby podtrzymywać prawy łokieć. Palcami wolnej dłoni gładził się po ustach, będąc zatopionym w myślach. Jego czarne oczy przebiegały po ciele dziewczyny, zaczynając od włosów i twarzy, a na nogach kończąc. Wąskie usta rozciągnięte były w uśmiechu. Z radością stwierdził, że stracił chęć, aby jej dotknąć. Wystarczyło, że patrzył na nią i planował, jak sprawić, aby bez użycia magii, była całkowicie pod jego wpływem. Obiecał Albusowi, że będzie chronił syna Lily przed Voldemortem. Zrobił, co do niego należało. Teraz chciał sprawić, aby syn Pottera cierpiał. Otworzyła się przed nim nowa możliwość i zamierzał ją wykorzystać.  Starszy Potter zabrał mu miłość jego życia, a zarazem przyjaciółkę. Severus nie miał możliwości odbicia młodszemu Weasleyówny. Dlatego postanowił, że zabierze mu przyjaciółkę i dzięki jej pomocy wykończy resztki cudownego trio.
- To nie będzie proste – mówił sam do siebie w myślach. – Muszę powoli i z rozmysłem przekonywać ją do siebie. Nie będę się śpieszyć. Byłem cierpliwy, działając przeciwko Voldemortowi i opłaciło się to.
Wiedział, że przed nim jest wiele pracy. Przede wszystkim musiał jeszcze raz przypomnieć sobie zasady z książki o zdobywaniu przyjaciół. Przez pobyt w Azkabanie i gadaninę Sary, nie był już tak skłonny do wybuchów złości, ale nadal miał problem, aby powstrzymać się przed drwinami i jadowitymi uwagami. Lubił znęcać się nad słabszymi od siebie i ciężko było mu przestać. Widok roztrzęsionego Longbottoma i innych uczniów sprawiał Severusowi wiele radości. Co nie zmieniało faktu, że gdy chciał, to potrafił się powstrzymać. Najlepiej mu to wychodziło, jeśli miał nad sobą groźbę zdemaskowania i wizję długiej, bolesnej śmierci. To zawsze pomagało mu się uspokoić podczas spotkań wśród śmierciożerców.
Pod wpływem wspomnień odruchowo potarł lewe przedramię. Czarna czaszka z wężem zniknęła, zostawiając brzydką bliznę. Z tego powodu nigdy nie nosił koszul lub szat z krótkim rękawem. Nienawidził tego, co zostało wypalone na jego skórze. Wielokrotnie próbował się tego pozbyć, ale czary Voldemorta były zbyt silne. Blizna także nie dawała się w żaden sposób usunąć. Wyglądało na to, że piętno pozostanie mu na całe życie.
Hermiona westchnęła przez sen i przekręciła się na drugi bok. Dzięki temu Severus przypomniał sobie o jej obecności i znowu się na niej skupił. Musiał przyznać, że spodobał mu się ten pierwszy raz, gdy szczerze się przy nim roześmiała. Teraz musiał sprawić, aby było tak przez większość czasu. Pamiętał jak Sara mówiła, że kobiety lubią komplementy i kwiaty. Wspomniała też, że istnieją takie, które cenią inteligencję bardziej niż urodę.
- W przypadku Granger książki dadzą lepsze rezultaty niż kwiaty – oznajmił w myślach Snape. – Na wygląd na pewno nie patrzy, ponieważ inaczej nie związałaby się z najmłodszym Weasleyem. Chociaż w jego przypadku to nie wiem, co ją do niego ciągnęło. Zero myślenia, brak ogłady. Za to bez wątpienia inteligencja to moja specjalność – zaśmiał się bezgłośnie. – Jeśli się zakocha, to tym lepiej dla mnie. Prędzej czy później, będzie moja.

poniedziałek, 22 maja 2017

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 64 – Genialny idiota


Severus nigdy nie przepadał za słońcem. W letnie dni starał się w ogóle nie wychodzić z domu, ale nie zawsze było to możliwe. Czasami musiał zrobić zakupy w pobliskim supermarkecie i w czasie drogi, przeklinał w myślach promienie słoneczne, które sprawiały, że jego czarny ubiór i włosy stawały się nieznośnie gorące. Z pierwszym problemem poradził sobie w ten sposób, że zakupił mugolskie ubrania w innych kolorach niż zazwyczaj, czyli jasnej, ale nie jadowitej, zieleni i w gołębiej szarości. Snape nie znosił spodni, ale szata czarodzieja za bardzo rzucała się w oczy. W niej mógł paradować po domu i Pokątnej, ale na ulicy Londynu wzbudzała w przechodniach ciekawość i sprawiała, że niektórzy zaczynali bezczelne chichotać, co doprowadzało go do szewskiej pasji.
Drugi problem rozwiązał tylko częściowo. Nawet przez myśl mu nie przeszło, aby przefarbować włosy na inny kolor lub je ściąć, ponieważ uważał, że prawdziwy czarodziej nosi tylko długie. Za to wpadł na pomysł związywania ich przy pomocy gumki, którą dostał od Hermiony. To sprawiło, że wprawdzie było mu chłodniej, ale za to kosmyki włosów, które były za krótkie, aby utrzymać się w kitce, zaczęły mu opadać na twarz w najmniej dogodnych momentach. Severus zakładał je za uszy, ale one, co chwilę wybierały wolność i swobodę. W tych momentach żałował, że przyciął je do ramion. Postanowił, że zapuści włosy, aby wszystkie kosmyki dały się związać w kucyk.
Pomimo wszystkich zmian, które miały pomóc mu w przetrwaniu lata, Severus nadal był zły, gdy musiał opuścić dom. Nie wiedział, że istnieje coś takiego jak krem z filtrem i za każdym razem miał obawy, że opali się jak jakiś wieśniak. Dlatego szczerze doceniał Ignatię Wildsmith, która wymyśliła proszek i sieć Fiuu. Aby dostać się do domu Dundy’ego, nie musiał wychodzić na słońce. Wystarczył kominek, odrobina proszku i już był na miejscu.
- Wejdź, wejdź – ucieszył się Amerykanin, który założył tego dnia hawajską koszulę i beżowe spodenki. – Trafiłeś idealnie! Akurat moja żona wyjechała na kilka dni do swojej matki, a ja mam ochotę na zimne piwo!
Były mistrz eliksirów chętnie przystał na propozycję Dundy’ego. Wprawdzie wolał wino, ale w tak gorący dzień grzechem było odmówić sobie zimnego kufla pienistego trunku. Miał zamiar pobyć u Amerykanina przez jakiś czas. Jego celem było dowiedzenie się, czy udał się jego plan. Po sześciu miesiącach od wyjścia z Azkabanu zdecydował się na zrobienie brzydkiego psikusa Meduzie i Robardsowi.
-... wtedy przyszła do jego gabinetu i przekonała go do spróbowania ciasta. Nikt nie wie dokładnie jak, ale ja mam swoje domysły. Pewnie zaczęła go męczyć i gadać coś w stylu: zjedz, piekłam całą noc dla ciebie, chyba mi nie odmówisz… Wiesz, jakie kobiety potrafią być przekonujące, a zwłaszcza ona – Dundy zachichotał nerwowo, na wspomnienie nauki gotowania. – Sądzę, że Gawain się jej bał… albo pomyślał, że mugolka niczego złego mu nie zrobi, bo co miałaby zrobić? Dodać trutki na szczury czy co? Łyknął jak hipogryf fretkę i zaczęła się jatka! – czarodziej zarechotał, wyraźnie ucieszony. – Wiem od Bena Smitha, że wylecieli z gabinetu i zaczęli obwieszczać wszystkim, że się pobierają! Chłopaki od razu zrozumieli, co się stało, ale nie za bardzo dawali radę odciągnąć Robardsa od Meduzy. Przykleili się do siebie jak guma do żucia do podeszwy, a oni nie chcieli zrobić szefciowi krzywdy. Poza tym ciężko oderwać napalonego samca od samicy. Równie dobrze mogli próbować zgasić smokowi ogień w gardle… - Dundy starł z policzka łzę, która pociekła po kolejnym ataku wesołości. – Jak mamę kocham, zaraz będzie najlepsze… To, co potem zrobili… Rzucili się na siebie i pobiegli z powrotem do gabinetu. Chłopaki dopiero po dłuższej chwili zdjęli zaklęcia ochronne z drzwi. Wchodzą… – Amerykanin zaczął krztusić się ze śmiechu – wchodzą… a tam… Gawain… z opuszczonymi spodniami… Ha, ha! I ona… sukienka na cyckach… Ha, ha! Już mieli konsumować związek… ale chłopaki chyba spanikowali, bo jak nie walnęli wszyscy na raz oszałamiaczami… oprócz Meduzy i Robardsa, padło dwóch aurorów… tak to latało w powietrzu…
- I co dalej? – zapytał Severus, chichocząc. – Jak się to skończyło?
- Już… już… – Dundy starał się nabrać powietrza do płuc. – Obydwoje… to znaczy Meduza i Gawain, trafili do Munga… Tamtych dwóch dało się jakoś docucić, bo dostali mniej… Robards wrócił kilka dni później do pracy, widziałem go… czerwony na twarzy i wściekły jak Żądlibąk – zachichotał złośliwie. – Od razu wszczął śledztwo, ale nie przyniosło rezultatu. Meduza nie potrafiła powiedzieć, skąd wzięła ciasto. Pamiętała, że przed atakiem miłości do Gawaina piła lemoniadę, a potem sprawy potoczyły się szybko. Każdy w ministerstwie ma jakąś teorię, ale jak na razie nikt nie wpadł, kto to mógł zrobić.
Severus wziął spory łyk piwa i pozwolił sobie na uśmiech samozadowolenia. Wszystko, co zaplanował, powiodło się. Wiedział, że jest w kręgu podejrzanych, ale Gumochłon nie mógł mu niczego udowodnić. Każdy mógł uwarzyć lub kupić amortencję i dolać ją do lemoniady oraz biszkoptu. Snape żałował, że nie widział całej akcji osobiście, ale relacja Dundy’ego sprawiła, że odczuwał sporą satysfakcję.
- Ja to się zastanawiam Profesorku, jak ci się udało uwarzyć tak dobrą amortencję. Musiałeś oprócz diabelskich pereł dodać zgrzyn żmijowy albo korę johimby, aby zachciało im się dobrać do siebie – nieoczekiwanie wypalił gospodarz.
- To nie ja – Snape poczuł niemiły uścisk w brzuchu.
- Przecież wziąłeś ode mnie adres Meduzy i widziałem nie raz, że masz ochotę zamordować Robardsa. Nie wykręcaj się – zakomunikował poważnie Dundy. – Jesteśmy kumplami, nie wydam cię. Poza tym też go nie lubię. Robards strasznie się puszy i zarywał raz do mojej żony…
W mózgu Severusa toczyła się gonitwa myśli. Zrozumiał, że Amerykanin wcale nie jest tak głupi, na jakiego wygląda. Gdy mówił o Gawainie, z jego twarzy znikła mina, która świadczyła, że jej właściciel wolno myśli. Nie było widać głupkowatego uśmiechu. Zamiast tego, w jego oczach pojawiły się mściwe błyski zadowolenia.
- Co tak zamilkłeś? – zagadał do swojego gościa.
- Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć, że tylko udajesz idiotę? – warknął Snape.
- Liczyłem, że sam na to wpadniesz – powiedział Dundy niewinnym tonem. – Tak szczerze mówiąc, to wcale mi nie zależy, aby ludzie inaczej myśleli.
- Czemu? – zainteresował się były mistrz eliksirów, chociaż podświadomie czuł, że powinien się obrazić. – Co ci po tym, że każdy sądzi, że jesteś skończonym kretynem?
- Ponieważ dzięki temu mogę więcej – wyjawił Amerykanin, mając na twarzy drwiący uśmiech. – Mogę mówić, co mi się podoba, robić co mi się podoba i prawie wszystko uchodzi mi na sucho.
- Ale wymyśliłeś – Severus prychnął z niesmakiem. – Ludzie tobą gardzą i śmieją się z ciebie. Bez sensu.
- Twoja sytuacja jest identyczna, chociaż poszedłeś w inną stronę niż ja – zripostował natychmiast Dundy. – Rzekłbym, że jednak moja jest lepsza, ponieważ nie muszę się ukrywać jak jakiś szczur w kanałach – dodał po krótkim zastanowieniu.
Oburzony Snape wstał z fotela, aby udać się do domu, ale został powstrzymany błyskawicznym ruchem ręki Amerykanina, który pchnął go z powrotem na miejsce.
- Spokojnie profesorku – oznajmił z szerokim uśmiechem. – Jako kumple możemy sobie czasem dogryźć, ale potem sobie wybaczamy. Tak jak wtedy, gdy mnie oskarżyłeś o to, że wygadałem twój adres, a ja puściłem to w niepamięć.
- To nie byłeś ty…?
- Oczywiście, że nie, ale nie dałeś mi dojść do słowa. Udaję kretyna, ale nie jestem nim, a to spora różnica.
- Ekhm, to kto to zrobił? – zmieszał się Severus.
- A bo ja wiem? Poszła plotka, może ktoś sprawdził i tak to się potoczyło… - Dundy znowu się zamyślił.
Nie wiedząc co ze sobą zrobić, Snape wyciągnął różdżkę i przywołał kolejne butelki zimnego piwa z kuchni. Było mu głupio, ale nie potrafił wypowiedzieć słowa „przepraszam”.
- Czemu ja? – zadał pytanie, aby zmienić temat. – Mogłeś kogoś innego wybrać na swojego… przyjaciela.
- Chciałem zdenerwować żonę i Robardsa – padła szczera odpowiedź. – Mówiłem ci kiedyś, że jesteś fajnym gościem. W Azkabanie miałem do wyboru albo ciebie, albo tych głupich smarkaczy. Wolałem towarzystwo kogoś inteligentnego.
- Mhm – mruknął Severus. – Nie mogłeś od razu tego powiedzieć? Denerwowałeś mnie swoją paplaniną!
- Nie odzywałeś się, to ja musiałem zadbać, aby nie było ciszy – Dundy zachichotał. – Co do twojego pierwszego pytania: już tak długo udaję, że nie potrafię inaczej. Zaczęło się od wczesnego dzieciństwa. Babka od strony ojca ciągle mi powtarzała, że jestem głupi, więc zacząłem dopasowywać się do jej słów. Szybko odkryłem, że dzięki temu nikt w szkole nie wymaga ode mnie dobrych stopni. Mogłem podejść do każdej dziewczyny i zacząć ją bajerować swoją gadką. Nie uwierzyłbyś, ile lasek na coś takiego leci! Mam stały schemat i ponad połowa daje się na to złapać…
Jego słowa sprawiły, że w głowie Severusa pojawiła się pewna myśl. Miał problem z Granger i nie miał do kogo się zwrócić.
- Szczerze podziwiam cię, że tyle wiesz o kobietach. Ja jestem w tych sprawach beznadziejny… - oznajmił.
- Nie przesadzaj. Do dzisiaj się zastanawiam jakim cudem wyrwałeś psycholog.
- Było, minęło – powiedział Snape, siląc się na obojętność. – Teraz mam problem z moją współlokatorką. Kingsley umieścił mnie u niej, aby pomagała mi wrócić do naszego świata…
- Młoda? – przerwał mu gospodarz.
- Młodsza o dwadzieścia lat… ale…
- Możesz śmiało ją brać. Moja żona jest młodsza ode mnie o dwadzieścia cztery.
- Ja wcale nie zamierzam jej brać! – Severus wyraził gwałtowny sprzeciw.
- Ma faceta?
- Nie ma, ale…
- To na co czekasz? – usta Dundy’ego rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
- AŻ MI DASZ DOKOŃCZYĆ! – ryknął Snape, dysząc ciężko. – Przestań być kretynem! Ja tu potrzebuję twojej pomocy!
Amerykanin jak zwykle nic nie zrobił sobie z wybuchu złości byłego mistrza eliksirów. Kiwnął głową i pociągnął łyk piwa, dając do zrozumienia, że jest gotowy wysłuchać co go gryzie. Severus uspokoił się i zaczął opowiadać o wydarzeniach, które sprawiły, że ma problem. Jednocześnie zmienił imię czarownicy z „Hermiona” na „Hayde” oraz pozmieniał pewne szczegóły. Mimo wszystko nadal nie ufał Dundy’emu na tyle, aby wtajemniczać go w kluczowe niuanse. Amerykanin wysłuchał go uważnie, kiwając w odpowiednich momentach głową.
- Czego tak naprawdę ode mnie oczekujesz? – zapytał, gdy Severus umilkł.
- Sam nie wiem – mruknął Nietoperz z Lochów. – Znasz się na kobietach. Powiedz mi, co z nią robić.
- Najlepiej bzykać! Ha, ha! – zarechotał rubasznie Dundy.
Snape prychnął z niesmakiem. Chciał, aby Amerykanin pomógł mu zrozumieć, co siedzi w głowie dziewczyny, a nie dawał mu porady rodem z tanich pornosów.
- Jeśli dobrze rozumiem, to chciałeś, aby ta cała Hayde zachowywała się normalnie, tak?
- Tak.
- To w czym problem? Przecież zachowuje się normalnie.
- I o to właśnie chodzi – oznajmił Snape. – Zbyt normalnie. Ona… tak jakby… - szukał odpowiedniego określenia, które materializowało się w jego umyśle, ale nie mógł po nie sięgnąć - … ja jej nie wierzę! – oświadczył po chwili. – Znam tę dziewczynę od dawna. To nie w jej stylu. Obserwowałem ją przez cały ten czas, a ona nic!
Dundy podrapał się po swojej gęstej czuprynie i zmarszczył czoło.
- Powiem ci, że dawno nie spotkałem faceta, który tak naprawdę nie wie, czego chce.
- Ja tak nie uważam – mruknął Severus.
- Coś mi mówi, że chciałbyś, ale się boisz. Najlepiej, aby ona sama padła ci do stóp i wielbiła cię.
Snape już miał ochotę zaprotestować, gdy wizja Dundy’ego zmaterializowała się w jego umyśle. Zobaczył siebie i Hermionę w bibliotece, czytających książki. On siedzący na kanapie, a ona leżąca na puchatym dywanie, zerkająca i uśmiechająca się do niego. Do tego cichy śpiew dobiegający z radia, usługujące im skrzaty domowe oraz mnóstwo unoszących się świec we wnętrzu dworu rodziny Prince. Ten obraz był tak samo pociągający, jak nierealny. Severus doszedł do wniosku, że równie dobrze mógłby wyobrazić sobie na jej miejscu rosyjską księżniczkę albo seksowną czarownicę siedzącą na wypchanym testralu.
- Nie rozśmieszaj mnie – zakomunikował.
- Co ci szkodzi? Będziesz miał wypolerowaną różdżkę, wygrzane łóżeczko przed pójściem spać i ogarnięty dom. Same plusy – argumentował Dundy. – Przecież nie musisz jej kochać. Jedyne, na co radziłbym uważać w takim przypadku, to zabezpieczenie. Lepiej osobiście warzyć eliksir, bo skończysz jak ja – westchnął i zerknął na zdjęcie stojące na kominku, które przedstawiało przystojnego mulata.
- Nie miałbym z tym problemu – wymamrotał Snape.
- Ty nie. Ja zaufałem kobiecie. Różdżkę dałbym sobie złamać i co? Musiałbym kupić nową – Amerykanin oświadczył ponuro. – Dlatego w Afryce przeszedłem mugolski zabieg, po którym nie będę miał więcej dzieci. Moja żona może sobie udawać, że pije eliksir, ale nic z tego nie będzie – zarechotał złośliwie.
Severus posłał mu zdumione spojrzenie. Kto by pomyślał, że ten człowiek potrafi aż tak udawać.
- Nie mam ochoty bawić się w takie rzeczy – oznajmił gospodarzowi. – Nie potrzebuję kobiety. One oznaczają kłopoty, a ja wolę zająć się pracą. Zamierzam ignorować Hayde, jak już wróci z wakacji.
- Rób, co chcesz – Amerykanin wzruszył ramiona. – Wiem, że sporo przez to stracisz, ale to twoje życie.
Snape był przekonany, że Dundy się myli. Nie wiedział, że życie z Hermioną oznaczało kontakty z Potterem i resztą osób, których były mistrz eliksirów nie znosił. To przeważyło szalę na niekorzyść dziewczyny.

***

Hermiona wróciła z Francji bardziej zestresowana niż wtedy, gdy wyjeżdżała. Przez kilka dni po powrocie, drżała z niepokoju, obawiając się, że najgorszy koszmar jej rodziny się spełni. W tym czasie przestała zauważać Severusa. Nie interesowało jej, co robił, nie jadła przygotowanych przez niego potraw, ani nie zwracała uwagi, jeśli minęła go w biegu. Jej myśli zaprzątnięte były troską o matkę.
- Błagam, niech się okaże, że to nie białaczka… nie białaczka… - modliła się w myślach, gdy została w domu rodziców, aby zająć się Suzanne.
Czas, który minął od ich wyjazdu do powrotu, zdawał się wiecznością. Hermiona podskakiwała, gdy tylko słyszała przejeżdżający koło domu samochód. W ogóle nie mogła się skupić na zabawie z siostrą, dlatego włączyła dziewczynce bajki w telewizji, a sama siadła przy oknie i wypatrywała rodziców. Dłonie bolały ją od nerwowego zaciskania, a w głowie huczało. Strach pogłębiał się z każdą minutą i o mało co nie zemdlała, gdy rodzice zaparkowali przed domem.
- Mama, tata! – zawołała radośnie Suzanne i pobiegła się przywitać.
Hermiona podążyła za nią na drżących nogach. Rodzice uściskali najmłodszą pociechę, uśmiechając się do niej, ale czarownica nie dała się nabrać. Poczuła, jakby jej serce ścisnęła się żelazna dłoń. Wiedziała, co jej matka powie, gdy ojciec zaprowadzi Suzanne do drugiego pokoju.
- Na Merlina… nie… - wychrypiała z trudem.
- Mam to samo co moja mama – powiedziała pani Granger ze smutkiem w oczach.
Czarownicę przeraziły jej słowa. Babcia zmarła na ostrą białaczkę szpikową po dość krótkiej walce. Hermiona poczuła, że łzy zaczynają jej płynąć po twarzy. Podskoczyła do matki i uściskała ją mocno, najmocniej jak mogła.
- Nie pozwolę ci umrzeć… znajdę sposób… magiczny czy mugolski, nieważne… na pewno znajdę sposób, aby cię uratować… - z jej gardła wydobył się szept, przerywany łkaniem.
Udawanie przed Suzanne, że wszystko jest w porządku, okazało się bardzo trudne. Każdy robił dobrą minę do złej gry i nie mógł doczekać się, aż dziewczynka pójdzie spać. Dopiero wtedy Hermiona zaczęła rozmawiać z rodzicami. Głównie na temat co przewidują w najbliższej przyszłości. Omówili sposoby leczenia, które przedstawił lekarz pani Granger. Dziewczyna bez wahania zadeklarowała, że zostanie dawcą szpiku kostnego oraz zamieszka ponownie z rodziną, a jeśli będzie trzeba, zrezygnuje z pracy, aby zająć się siostrą.
- Na pierwsze odpowiedź brzmi: tak, na drugie oraz trzecie: nie – oznajmił ostro pan Granger. – Nie pozwolę ci zrezygnować z pracy. Suzanne po wakacjach pójdzie do prywatnego przedszkola. Jutro dowiem się, czy znajdę dla niej jakieś miejsce. Jeśli nie, to zatrudnię nianię.
- Czemu nie mogę z wami zamieszkać? – zdenerwowała się Hermiona.
- Właśnie, o co ci chodzi? – zdziwiła się jej matka.
- O to, że chcę, aby Suzanne miała miejsce, gdzie będzie szczęśliwa.
Hermiona i pani Granger wymieniły zdumione spojrzenia. W tym momencie nie były w stanie pojąć logiki swojego ojca i męża.
- Dziewczyny, myślcie… - jęknął. – Nie chcę myśleć o najgorszym… - westchnął – ale nadal mam w pamięci, co się stało z teściową… Naprawdę sądzicie, że widok wymiotującej i łysej po chemioterapii Jean będzie dla Suzanne dobrym wspomnieniem z dzieciństwa? Nie widziałaś babci Hermiono, zmarła, gdy byłaś w Hogwarcie i jestem szczęśliwy z tego powodu – zwrócił się do córki.
- A Snape? Jego wspomnienie będzie odpowiednie dla niej? – oburzyła się starsza z kobiet i wydmuchała nos w chusteczkę.
- Przekonał mnie do siebie – wyjaśnił jej mąż. – Dzięki niemu Hermiona zaczęła się leczyć. Przecież nam mówiła…
- Ale mnie nie przekonał! – warknęła pani Granger.
Hermiona zdecydowała, że nie ma co pognębiać nerwowej atmosfery. Wyczuła, że jej mama jest przerażona i zrozpaczona.
- Będzie dobrze, zobaczysz – oznajmiła czarownica i położyła swoją dłoń na jej dłoni. – To, o czym teraz mówimy, to ostateczność. Nie rzucę pracy, ale oświadczę Mafaldzie, że nie zgadzam się na nadgodziny. Przedszkole, tak czy siak, jest dobrym pomysłem, ponieważ Suzanne przyda się socjalizacja. Dzięki temu to ja będę się nią zajmować po robocie, nie Severus.
- Nie podoba mi się to, ale chyba nie ma innego wyjścia – powiedziała pani Granger smutnym tonem.
- Myślę, że na dzisiaj wystarczy – oświadczyła Hermiona. – Jutro muszę być w pracy, a jest już prawie północ – wzięła do ręki torebkę i przywołała kluczyki do samochodu.
Wracając do domu, zastanawiała się, czy istnieją eliksiry albo zaklęcia, które mogą pokonać białaczkę. Hermiona przeczytała wiele książek, ale była pewna, że nie natknęła się na taką informację. Na mugoloznastwie nie było mowy o leczeniu mugoli przy pomocy magii. Uznała to za bardzo duże przeoczenie w programie nauczania.
- Czemu wracasz tak późno? – ostry ton Severusa i nagłe zapalenie lampki w salonie, spowodowało, że Hermiona podskoczyła ze strachu.
- A ty czemu… siedzisz… w ciemnościach? – zadała pytanie, próbując jednocześnie uspokoić oddech.
- Przypadkowo zasnąłem podczas oglądania filmu – odparł błyskawicznie.
Hermiona nie uwierzyła mu. Snape nie wyglądał, jakby przed chwilą spał. Dlatego postanowiła nie odpowiadać na jego pytanie i ruszyła w stronę schodów. Okazało się to niemożliwe, ponieważ mężczyzna zagrodził jej drogę.
- Co się dzieje? Przestałaś jeść i zaczęłaś wyglądać, jakbyś była zmuszona codziennie pić Eliksir Szkiele-Wzro. Tak samo było podczas twojej choroby.
- Chcesz wiedzieć? Naprawdę, chcesz wiedzieć!? – zapytała ze złością, patrząc prosto w jego czarne oczy. – Moja matka umiera, a ja muszę znaleźć sposób, aby ją uratować, jeśli mugolskie sposoby nie pomogą! – wyrzuciła z siebie, próbując wyminąć współlokatora.
- Co jej jest? – zadał pytanie ze spokojem, jednocześnie łapiąc ją za ramiona i przytrzymując.
Dziewczyna poczuła, że jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Nie wiedziała, czy to z powodu nerwów, jego dotyku, czy tego, co miała zamiar powiedzieć. To nie było przyjemne uczucie.
- Białaczka – pisnęła i zwiesiła głowę.
- Przykro mi – powiedział to tonem, który wskazywał, że niczego takiego nie czuje.
Hermiona stała przez chwilę bez ruchu, czekając aż Severus ją puści, ale sekundy mijały, a on nadal trzymał jej ramiona. Powoli podniosła wzrok i powróciło do niej przeczucie, że on na coś czeka. Tylko że nadal nie wiedziała na co.
- Ekhm – odchrząknęła i już miała zamiar poprosić, aby ją puścił, gdy przyszedł jej do głowy lepszy pomysł. – Wiesz, czy mugoli można leczyć przy pomocy eliksirów i magii? – zadała pytanie.
Severus zamyślił się.
- Z tego, co pamiętam to nie – przemówił po chwili.
- Jak to? – Hermiona poczuła, że kolana uginają się pod nią.
Zachwiała się i gdyby nie Snape, padłaby na podłogę. Spojrzała na niego, a on zrobił minę, jakby przestraszył się, że ją dotyka. Puścił ją, a ona powoli osunęła się po ścianie na podłogę.
- Czemu czarodzieje pokroju Mundungusa nie tworzą eliksirów i nie sprzedają mugolom? – zapytał lodowatym tonem. – Dlaczego mugole nie tworzą własnych?
- Nie wiem – jęknęła czarownica płaczliwie, dziwiąc się jednocześnie, jak bardzo zmieniła się postawa Severusa w ciągu kilkunastu sekund.
- Ponieważ większość eliksirów jest dla nich trująca – wyjaśnił wyniośle mężczyzna, patrząc na nią z góry.
- Ale część na nich działa! – zauważyła dziewczyna.
- Słuchaj Granger, nie jestem uzdrowicielem, ale wiem, że tu chodzi o ilość. Gdyby mugol wypił Wywar Tojadowy, to błyskawicznie pożegnałby się ze światem. Za to wystarczy kilka kropel amortencji, aby wzbudzić zauroczenie. Musiałabyś dotrzeć do kogoś, kto leczy w Świętym Mungu, aby dowiedzieć się wszystkiego.
- A co z czarami? Przecież czasem leczą tam mugoli.
- Coś mi się wydaje, że im więcej magii, tym bardziej niszczony jest ich mózg.
Hermiona w ciągu kilku dni zdążyła przeczytać sporo na temat białaczki i wiedziała, że gdyby chciała pomóc mamie, to musiałaby usunąć z jej organizmu zainfekowaną krew i szpik kostny, a potem stworzyć wszystko od nowa. Jeśli wierzyć Severusowi – coś takiego zabiłoby ją.
- Długo zamierzasz tak siedzieć? – jego głos wyrwał ją z zamyślenia.
- Nie – odparła słabym głosem.
- To marsz do łóżka – rozkazał, stając nad nią, jak kat nad hipogryfem. – Zanim się położysz dam ci Eliksir Słodkiego Snu.
Dziewczyna mruknęła coś niewyraźnie, ale nie ruszyła się z miejsca. Dopadł ją stan, który dobrze znała. Zaczęło być jej wszystko obojętne. Nie potrzebne jej łóżko, równie dobrze może spać na kanapie. Po co ma pić eliksir? To tylko pogłębi jej problem. Przecież w nocy może szukać sposobu na uleczenie mamy.
- O nie – usłyszała zdecydowany głos i poczuła, że Severus łapie ją za łokieć i zmusza do wejścia po schodach. – Nie życzę sobie powtórki z rozrywki. Jeśli masz mieć znowu depresję, to ja już wolę pomóc ci w poszukiwaniach lekarstwa dla matki – powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Pomożesz mi? – oczy czarownicy rozszerzyły się ze zdumienia. – Naprawdę mi pomożesz? – powtórzyła pytanie, zatrzymując się gwałtownie na korytarzu.
- Na Slytherina, Granger, opamiętaj się! – warknął, gdy na nią wpadł. – Skoro tak powiedziałem, to tak będzie!
- Dziękuję! – wykrzyknęła uradowana i pobiegła przygotować się do spania.

***

- Masz – podał jej buteleczkę, gdy wyszła z łazienki. – Wypij.
Skinęła głową i zniknęła za drzwiami sypialni. Severus poszedł do siebie, ponieważ nie chciał czekać na korytarzu.  Odkąd Hermiona wróciła z wakacji, nic nie szło po jego myśli. Miał ją ignorować, ale ona od wejścia do domu z bagażami, zaczęła traktować go jak powietrze i nie wytrzymał. Zaczął ją obserwować, podejrzewając, że jest jeszcze obrażona przez kłótnię przed wyjazdem do Francji. Szybko zrozumiał, że coś ją trapi, ale nie odważył się, zapytać ją o to. Założył, że to miało związek z nocną wizytą Pottera, ale okazało się, że się bardzo pomylił.
- Niepotrzebnie zaoferowałem jej pomoc – oznajmił sam sobie. – Wpadłaby w depresję, potem bym ją z niej wyciągnął, a teraz muszę dowiedzieć się, czym właściwie jest ta białaczka.
Kiedyś, dawno temu, słyszał tę nazwę, ale nie potrafił skojarzyć jej z chorobą. Na pewno było to coś zagrażającego życiu. Severus się zastanawiał, jak szybko powoduje zgon i czy jest trudna do wyleczenia. Wątpił, aby magia mogła coś zdziałać na tym polu.
Dopiero koło drugiej w nocy wyszedł ze swojego pokoju, aby sprawdzić, czy dziewczyna wypiła eliksir. Uchylił drzwi do niej i odkrył, że za nimi panuje ciemność. Zapalił żyrandol na korytarzu, aby choć trochę oświetlić jej pokój i ruszył przed siebie. Hermiona leżała na plecach w koszuli nocnej, kołdra zsunęła się na podłogę. Severus pewnym krokiem zbliżył się do niej i wydedukował, że wypiła eliksir. Buteleczkę ściskała w dłoni i czarodziej musiał użyć trochę siły, aby ją wydostać.
- Posłuchała się mnie – pomyślał, a jego wargi rozciągnęły się w uśmiechu pełnym zadowolenia.
Objął wzrokiem ciało dziewczyny. Musiał przyznać, że od ostatniego razu, gdy widział ją leżącą na łóżku, zaokrągliła się w przyjemny dla oka sposób. Severus sprawdził to wcześniej, dzięki zmysłowi dotyku, ponieważ nie obił się o kości, gdy udawał jej mężczyznę przed synem sąsiadów. Nagle poczuł, że ma ochotę znowu tego doznać. Wyciągnął nieśmiało rękę w stronę Hermiony i delikatnie wygładził koszulę nocną na jej udzie.
- Co ja najlepszego wyprawiam!? – skarcił się w myślach, przerażony własnymi pragnieniami. – Dundy! Ty idioto! Przez to całe twoje gadanie przestałem się kontrolować!
Opuścił pokój czarownicy, aby jak najszybciej znaleźć się w swoim i w przeciwieństwie do niej, spędzić bezsenną noc pogrążony w rozmyślaniach.