Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dean Thomas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dean Thomas. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 października 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 38 – Peron 7 1/2


- Twoje podanie zostało odrzucone – oświadczyła Mafalda i położyła na biurku Hermiony pergamin, który potwierdzał jej słowa.
Młodsza z czarownic błyskawicznie podniosła dokument i przeczytała go uważnie. Po tej czynności z jej gardła wydobył się jęk zawodu.
- Czemu? – spytała ponuro.
- Zaczyna się gorączkowy okres, a do tego mamy braki w ludziach. Nie mogę pozwolić ci na tydzień wolnego, ponieważ nie wykopię się z dokumentów aż do Bożego Narodzenia – wyjaśniła szefowa Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów.
- Muszę wyremontować dwie sypialnię i kuchnię. Chcę także spędzić czas z moją malutką siostrzyczką i narzeczonym. Potrzebuję do tego urlopu – wyrzuciła z siebie Hermiona.

Miała cichą nadzieję, że to wyznanie zmiękczy przełożoną. Nie zrobiło to jednak wrażenia na Mafaldzie, która nadal stała przed biurkiem swojej pracownicy. Jej wyraz twarzy zdradzał, że była zdziwiona.
- Przecież jesteś czarownicą. Dlaczego nie użyjesz magii?
- Mieszkam wśród mugoli. Jeśli nie zrobię chociaż części remontu ich sposobami to zaczną coś podejrzewać.
- Rozumiem o co ci chodzi, ale to nie zmienia faktu, że jesteś mi potrzebna. Kończy się rok szkolny, zaraz uczniowie wrócą do domu i zaczną łamać zakaz używania magii. Z dorosłymi także nie jest lepiej. Tylko poczują wakacje i od razu włącza się im chochlikowy rozum. Musisz wstrzymać się z remontem i wziąć urlop we wrześniu.

Po słowach Mafaldy Hermiona miała wielką ochotę pozwolić sobie na jakąś kąśliwą uwagę, ale postanowiła nie podpadać swojej szefowej. Zrozumiała, że może tylko pomarzyć o prawdziwych wakacjach w tym roku. Tak naprawdę nie chodziło o remont, ponieważ ten nie był bardzo naglącą sprawą. Mogła go przeprowadzić w weekendy przy pomocy ojca i Rona. Spanie na kanapie w salonie jeszcze nikogo nie zabiło. Kuchnia była wprawdzie stara, ale sprawowała się na razie dobrze, więc można było poczekać z jej remontem do września.

Bardziej zdenerwowało Hermionę to, że nie będzie mogła wyjechać na wakacje z Suzanne i rodzicami. Miała nadzieję na chociaż kilka dni wypoczynku w ich towarzystwie. Odkąd zamieszkała z dala od swojej rodziny to odczuwała jednocześnie smutek i radość. Z jednej strony chciała nadal uczestniczyć w życiu Suzanne, ale z drugiej strony pragnęła być samodzielna i decydować o swoim domu. Widocznie jeszcze nie przyzwyczaiła się do rozłąki z rodziną. Co do Rona i ich wakacji mieli plany aby wyskoczyć na tydzień do Paryża. On koniecznie chciał zobaczyć Disneyland, a ona nie mogła się doczekać podziwiania sztuki w Luwrze i spaceru po Wersalu.
- Zanieś te raporty do Kingsleya i wyjaśnij, że nie mogłam ich wcześniej przygotować ze względu na sprawę Dundy’ego, który znowu postanowił złamać prawo – poleciła Mafalda z wyraźną irytacją w głosie.

Wyrwana z zadumy Hermiona posłusznie złapała plik pergaminów i wyruszyła na spotkanie z Ministrem Magii. W chwili gdy zamknęła drzwi prowadzące do jej biura znowu pogrążyła się w rozmyślaniach. Odmowa urlopu była dla niej pierwszą przykrą rzeczą, która spotkała ją w tym tygodniu. Ostatnio między nią a Ronem wszystko wróciło do normy. Po interwencji Molly prawie przestali się kłócić. Dotychczas jedynym punktem zapalnym okazało się jedzenie. Ron wracał z pracy później niż Hermiona i z tego powodu oczekiwał, że będzie na niego oczekiwał dwudaniowy obiad z deserem. Wypominał swojej narzeczonej, że gdyby mieszkali wśród czarodziejów mógłby być w domu o wiele wcześniej. Uważał się za pokrzywdzonego, że musiał używać transportu publicznego zamiast sieci Fiuu.

Hermiona była zdania, że nie mogą mieszkać w jakimś niedostępnym dla mugoli miejsc. Po pierwsze chciała widywać się z rodziną, a po drugie Suzanne zaczynała mówić i istniało spore ryzyko, że dziewczynka wspomni coś o magii. Dlatego czarownica zdecydowała, że przy siostrze będzie udawała normalną osobę. Przynajmniej do czasu, aż mała osiągnie wiek, w którym zrozumie o co chodzi i nie opowie o tym wszystkim wokół.

Jeśli chodziło o gotowanie, Hermiona uważała, że ona wraca zmęczona po pracy i ma prawo do odpoczynku. Dwudaniowy obiad z deserem był poza jej możliwościami kulinarnymi i Ron dobrze o tym wiedział, ponieważ nie raz krytykował potrawy, które przygotowała. Dlatego ich głównymi posiłkami stały się mrożone pizze, pieczone sery pleśniowe z bagietką oraz chińskie jedzenie na wynos. Ron przyzwyczajony do tradycyjnej kuchni zaczął mocno protestować co doprowadziło do większych i mniejszych spięć pomiędzy narzeczonymi. Zirytowana Hermiona udała się po pomoc do swojej mamy, ale jedyne co od niej otrzymała to książkę Julii Child na temat francuskiej kuchni. Dziewczyna ugotowała kilka potraw z podanych przepisów, ale jej narzeczony nadal narzekał, że nie są to super smaczne potrawy do jakich przywykł. Wtedy dziewczyna pomyślała, że może Kamini podsunie jej jakiś ciekawy pomysł i szybko udała się do sąsiadki. Ta w ciągu kilku chwil poradziła jej aby zaczęła zamawiać jedzenie z pobliskiej jadłodajni, która szczyci się domowym jedzeniem za niską cenę. Uzgodniły, że Kamini będzie odbierała zamówienie, po czym Hermiona będzie je zabierać po pracy. W domu upozoruje proces gotowania, aby chłopak mógł wykazać się poprzez zmywanie garów.

Czarownica nie czuła najmniejszych wyrzutów sumienia z powodu oszukiwania narzeczonego. Ron był zadowolony i niczego się nie domyślał. Hermiona uznała, że kiedyś zdradzi mu sekret skąd bierze się obiad. Chodziło o to, że rudzielec był uprzedzony do jadłodajni po tym jak na początku ich związku zatruł się kaszanką pochodzącą z podobnego źródła. Mieszkał wtedy z George’em, który zamiast pomóc bratu wolał się z niego nabijać i ostatecznie pójść sobie do Dziurawego Kotła uznając, że przez odgłosy i tak nie będzie mógł spać więc woli się napić. Ron spędził noc siedząc na toalecie i trzymając miskę w ramionach. Był na tyle osłabiony, że nie był w stanie samodzielnie uleczyć się przy pomocy czarów, a eliksiry na zatrucia dawno mu się skończyły. Z tego powodu Hermiona postanowiła najpierw przyzwyczaić rudzielca do potraw. Chciała aby przekonał się, że nie ma się czego bać. Liczyła na to, że chłopak zrozumie, że zamawianie jedzenia jest lepszą opcją niż zmuszanie jej do gotowania.

Droga z drugiego piętra, gdzie mieścił się departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów, do biura Ministra Magii nie była długa. W ciągu pięciu minut Hermiona stanęła przed drzwiami i otworzyła je zdecydowanym ruchem.
- Mam raporty od Mafaldy – oznajmiła sekretarce pokazując stos dokumentów.
- Poczekaj chwilę, teraz Kingsley jest zajęty – odparła Daisy i wróciła do piłowania niesamowicie długich paznokci.

Czarownica posłusznie usiadła na jednym z krzeseł stojących pod ścianą. Miała wyjątkowe szczęście, że była jedyną osobą, która chciała się zobaczyć z Ministrem Magii. Zazwyczaj pokój był mniej lub bardziej zapełniony ludźmi, którzy czekali na spotkanie.
Nie minęły dwie minuty, gdy drzwi gabinetu otworzyły się i wyszedł z nich Percy Weasley. Hermiona od razu zauważyła rumieniec złości, który gościł na jego twarzy.
- Ha! Pewnie zawalił jakąś sprawę – pomyślała dziewczyna z zadowoleniem.

W głębi serca cieszyły ją potknięcia rudzielca, ponieważ wiedziała, że jego ambicja pcha go w stronę posady Kingsleya. Prędzej czy później zmierzą się z Hermioną w wyścigu do objęcia stanowiska Ministra Magii, ale chwilowo tylko Ron, Harry i Ginny wiedzieli o planach swojej przyjaciółki. To zapewniało jej przewagę nad innymi konkurentami.
- Musisz znaleźć kogoś kto mówi po francusku! – warknął mało przyjemnym tonem w stronę sekretarki. – Te żabojady wszystko pokręciły i mi się za to dostaje!
- Powinieneś lepiej przyjrzeć się postanowieniom zanim wróciłeś z delegacji – zagrzmiał Kingsley, który podążył za swoim asystentem.
- Każdy inteligentny człowiek powinien mówić po angielsku! Nie moja wina, że Francuzi tego nie potrafią! – bronił się Percy.
- Sądzę, że oni mają podobne zdanie o tobie skoro napisali w liście, że „z powodu niekompetencji twojego pracownika ustalenia nie doszły do skutku” – zawiadomił rudzielca Kingsley. – Narobiłeś sporych kłopotów i dlatego masz znaleźć kogoś zaufanego, kto pojedzie do Francji w charakterze tłumacza. Masz czas do południa!

Hermiona z największym zainteresowaniem przysłuchiwała się wymianie zdań pomiędzy mężczyznami. Francuski? Łatwizna! Ona zna ten język! Wprawdzie dawno go nie używała, ale jeśli posiedzi jakiś czas nad książką to błyskawicznie nadrobi braki. Była pewna, że poradziłaby sobie w charakterze tłumacza.

Już miała się odezwać, gdy pomyślała sobie o Mafaldzie. Przecież szefowa ją zabije. Dokładnie piętnaście minut wcześniej oświadczyła, że Hermiona jest jej na gwałt potrzebna w biurze. To bardzo gmatwało całą sprawę. Dziewczyna pomyślała, że taka zagraniczna delegacja może pozytywnie wpłynąć na jej karierę. Z drugiej strony jej notowania u Mafaldy mogłyby spaść.
- Witaj Hermiono, nie zauważyłem cię – wyznał Kingsley i uśmiechnął się do dziewczyny.
- No cześć – burknął Percy, który nadal był w złym humorze. – Może ty znasz kogoś kto mówi po francusku?
- Witajcie – odparła. – Znam…
- Znasz kogoś? Naprawdę!? – przerwał jej rudzielec z entuzjazmem i zrobił ruch jakby chciał podbiec w jej kierunku. – Ufff! Co za ulga! Kłopot z głowy! – ucieszył się.
- Yhm – czarownica skinęła głową. – Znam francuski i umiem płynnie mówić w tym języku. Chętnie bym wam pomogła, ale jest mały problem.
- Jaki? – zdziwił się Kingsley.
– Mafalda. Ona mnie nie puści. Twierdzi, że jestem jej bardzo potrzebna.
- To nie problem! – oznajmił Minister Magii z ulgą. – Musimy szybko dojść do porozumienia w sprawie dementorów mnożących się na północy Francji bo inaczej zostaniemy oskarżeni na arenie międzynarodowej. Francuzi są święcie przekonani, że to nasza wina. Mafalda będzie zmuszona poradzić sobie jakoś bez ciebie. Zaraz do niej pójdę i wyjaśnię sprawę.
Hermiona poczuła, że nie może powstrzymać się od uśmiechu.

- Naprawdę? Nie ma szans aby znaleźć kogoś innego? – spytała się Mafalda z nadzieją w głosie.
- Nie ma na to czasu – odparł poważnym tonem Kingsley. – Hermiona musi w poniedziałek pojechać z Faxonem Newmanem do Chatelier gdzie odbędą się rozmowy. Dlatego zwalniam ją z dzisiejszych obowiązków.
- Skoro tak trzeba… – szefowa dziewczyny skrzywiła się jakby napiła się soku z cytryny.
- Dziękuję za wyrozumiałość Mafaldo – zakomunikował miękko czarnoskóry czarodziej. – Postaram się przysłać kogoś na miejsce Hermiony.
- Mam taką nadzieję – kobieta popatrzyła się znacząco na Ministra Magii i wróciła do swoich obowiązków.

Hermiona nie mogła uwierzyć we własne szczęście. Miała pojechać do Francji na kilka dni! Według niej delegacja nie powinna przysporzyć jej najmniejszych problemów. Percy już dawno przygotował odpowiednie dokumenty i przemowę. Teraz wystarczyło tylko przetłumaczyć je na język francuski. Wyrobi się w dwa dni, a potem będzie sobie utrwalała wszystko na bieżąco. Dodatkowo cieszył Hermionę fakt, że Francuzi nie określili ile potrwają rozmowy, dlatego dostała wolne, aż do przyszłego piątku. To wspaniała okazja aby wybrać się z Ronem na weekend do Paryża!
- Hermiono, mam do ciebie prośbę – odezwał się Kingsley. – Nie mam czasu aby posłać po Faxona, a ten jest teraz w swoim biurze w Azkabanie. Zanim tutaj przybędzie ja już będę na posiedzeniu Wizengamotu. Leć do niego i przekaż mu dokumenty, niech zapozna się z ich treścią oraz wstępnie przygotujcie plan działania.
- Dobrze – odparła czarownica wesoło i schowała pergaminy do torebki. – Miłego spotkania!
- Aj tam miłego – żachnął się Kingsley. – Ten cholerny Dundy działa mi na nerwy. Chyba tym razem poślę go do Azkabanu…

***

Dziewczyna jak na skrzydłach udała się do biura Aurorów. Na schodach minęła się z wyjątkowo ładną blondynką, która kogoś jej przypominała. Hermiona nie miała czasu zaprzątać sobie głowy takimi rzeczami więc poszła dalej. Dopiero w ostatnim z korytarzy naszła ją refleksja o tym miejscu. W niedalekiej przeszłości przychodziła do Gawaina w kompletnie innej sprawie… Hermiona głośno przełknęła ślinę i weszła do pomieszczenia. Pomachała ręką do Harry’ego, który pisał coś przy swoim biurku i zapukała do gabinetu Robardsa. Nic nie powiedział, gdy weszła przez drzwi. Hermionie zdawało się, że mężczyzna stracił w tym momencie dobry humor.
- Kingsley kazał mi polecieć do Azkabanu aby spotkać się z Faxonem Newmanem. Jedziemy razem w delegację dotyczącą dementorów, którzy zadomowili się na północy Francji – zakomunikowała sucho.
- Myślałem, że to zostało załatwione.
- Percy zawalił sprawę z powodu bariery językowej – wyjaśniła Hermiona. – Będę robić za tłumacza.

Robards mruknął coś pod nosem dając do zrozumienia dziewczynie, że wie o co chodzi. W chwili, gdy wyciągał z szuflady formularz na jego biurku zaświeciła szklana kula. Wyglądała trochę jak przypominajka Neville’a.
- Radzę ci odsunąć się pod ścianę – zawiadomił zdumioną Hermionę.
Ta szybko zrobiła co jej rozkazał. Chwilę później, w miejscu gdzie stała pojawił się Dean Thomas, który trzymał w ręce gumową piłkę. To był ten sam przedmiot, który robił za świstoklik z i do Azkabanu. Czarnoskóry chłopak oddał ją Robardsowi i ze zdumieniem spostrzegł koleżankę.
- Hermiono! – krzyknął z radością, podbiegł do niej, chwycił w pasie i okręcił wokół siebie. – Nawet nie wiesz jak bardzo cieszę się, że cię widzę!
- Och! Ja też się cieszę! – odparła uradowana dziewczyna. – Co…
- Może byście przestali okazywać sobie czułość w moim gabinecie i spotkali się w miejscu, gdzie nie będziecie przeszkadzać porządnym ludziom! – odezwał się Gawain ze złością.

Hermiona już otworzyła usta aby odpowiedzieć szefowi aurorów, że nie za bardzo kwalifikuje się do bycia „porządnym człowiekiem”, ale Dean ją uprzedził.
- Przepraszam! – oznajmił ze skruchą. – To dzięki niej odnalazłem mojego ojca i dowiedziałem co się z nim stało.
- Naprawdę? – zdziwiła się czarownica.
Gawain Robards również wyglądał na zaciekawionego. Po chwili milczenia Dean zrozumiał, że powinien pociągnąć temat.
- Przez ostatni rok dotarłem do prawie każdej osoby, która znała mojego tatę. Najpierw udało mi się ustalić, że do jego pracy zaczęli przychodzić dziwnie wyglądający ludzie. To było chwilę po ślubie rodziców. Zanim zniknął zdążył rozwieść się z mamą. Jeden z jego współpracowników mówił, że ostatni raz widział go jak szedł z tymi ludźmi w stronę parku. Domyśliłem się, że mogło chodzić o śmierciożerców – powiedział Dean. – Tutaj trop mi się urwał, dlatego stwierdziłem, że muszę znaleźć moją rodzinę od strony ojca. Spotykałem się z kolejnymi czarodziejami i czarownicami. Dowiedziałem się, że mogli polecieć do Republiki Południowej Afryki. Zarobiłem na bilet i wybrałem się w tamte strony – chłopak promieniał dumą. – Ciężko było przekonać miejscowych czarodziejów aby mi pomogli. Trwało to bardzo długo. W międzyczasie musiałem znowu zacząć pracować ponieważ skończyła mi się kasa. Ale wysiłek był tego wart. Hermiono, mam dziadków, wujka, ciotkę i rodzeństwo cioteczne!
- Super! – oznajmiła dziewczyna z uśmiechem i położyła dłoń na ramieniu kolegi.

Przysunęła się do niego i zerknęła czy Robards patrzy. Miała nadzieję, że na ten widok podniesie się mu ciśnienie. Dean wyglądał jakby w ogóle nie zauważył spoufalania się Hermiony.
- Od nich dowiedziałem się, że przed wojną śmierciożercy chcieli zwerbować ojca w swoje szeregi. Na początku byli mili, ale później zaczęli grozić, że zabiją dziadków i wujka. Dlatego tata zadecydował, że mają wrócić do RPA. On sam powiedział, że ukryje się wśród mugoli do czasu, aż zatrą ślady. Ostatnia wiadomość jaką od niego dostali mówiła, że idą po niego i nie da się niczego zrobić – głos zamarł chłopakowi w gardle.
- Och, biedaku – mruknęła Hermiona i pogłaskała go po policzku.
- Pan Thomas przyszedł tutaj aby spotkać się z pewnym śmierciożercą – odezwał się ostro Gawain. – Powiedział coś?
Dean zadrżał, ale szybko wziął się w garść.
- Tak – odparł cicho. – Mówił, że Sami-Wiecie-Kto chciał aby tata zrobił drugi Kamień Filozoficzny, ale ten odmówił. Za coś takiego śmierciożercy karali śmiercią i z tego co usłyszałem, nikomu nie udało się uciec…
Hermiona przytuliła Deana i tym razem nie zrobiła tego tylko po to aby dopiec Robardsowi.

***


Ron był bardzo przejęty historią Johna Mda oraz delegacją swojej dziewczyny. Hermiona zdała mu relację ze swojego dnia podczas jedzenia obiadu.
- To fajnie, że znalazł ojca, ale szkoda, że jest martwy – mówił rudzielec z przejęciem. – Gdyby żył to Dean miałby teraz Kamień Filozoficzny i mnóstwo złota…
- Ron! – fuknęła czarownica. – Myślę, że on wolałby mieć ojca!
- No tak, tak, wiem… - wyjąkał chłopak. – Ja tak tylko… no… nie pomyślałem.

Hermiona włożyła do ust ostatnią porcję galaretki i wzniosła oczy do nieba. Ron nadal wykazywał upośledzenie jeśli chodziło o współczucie i ogólnie pojętą inteligencję emocjonalną. Ku swojemu przerażeniu odkryła, że przestało to ją ruszać.
- To z kim jedziesz do Francji? – narzeczony wyraźnie próbował zmienić temat.
- Z Faxonem Newmanem. Teraz zarządza Azkabanem, ale wcześniej był specjalistą od dementorów – odparła. – Konkretny facet, czuję, że nie będziemy mieć problemów. Podobny jest do prawdziwego Moody’ego. Tylko, że nie jest tak bardzo pokiereszowany oraz nie ma problemów emocjonalnych.
- To dobrze – Ron uśmiechnął się do Hermiony. – Zostaniesz tam do piątku? A ja mam przyjechać do Paryża w sobotę rano?
- Tak, zaraz poszukam jakiegoś hotelu i zrobię rezerwację. Może coś znajdę.
- Super! To będzie fajny weekend!
- Też mam taką nadzieję kochanie – odparła Hermiona i jednym ruchem różdżki sprawiła, że talerze poleciały posłusznie do zlewu.
- Wiesz na co mam teraz ochotę? – spytał się Ron z figlarnym błyskiem w oku. – Na trochę miłości…
- Nie teraz! – czarownica ostudziła jego zapędy. – Po pierwsze: nie po jedzeniu. Po drugie: mam mnóstwo pracy. Muszę przetłumaczyć wszystkie dokumenty i poprzypominać sobie słówka!
- To kiedy będzie seksik? – zaskomlił rudzielec.
Hermiona zamyśliła się.
- Myślę, że dopiero w Paryżu. Teraz naprawdę nie będę mieć czasu – wyjaśniła.
Ron skrzywił się i naburmuszony usiadł na kanapie, po czym włączył telewizor.

***

Peron 7 ½ niewiele różnił się od peronu numer 9 ¾ jednak w przeciwieństwie do niego nie odjeżdżał stamtąd Ekspres do Hogwartu. Pociąg, który stał na szynach miał dłuższą trasę i obejmowała ona wiele czarodziejskich miejscowości, które były położone w Europie. Pierwszą z nich było Chatelier, które znajdowało się we Francji. Właśnie tam miały odbyć się rozmowy dotyczące dementorów.

Hermiona nie mogła doczekać się podróży. Stała na peronie razem z Ronem, który uparł się, że ją odprowadzi przed swoją pracą. Patrzyli uważnie po twarzach czarodziejów, którzy pojawiali się w zaczarowanej bramce. Oczekiwali na Faxona, ale ten jak na złość nie pokazał się, a do odjazdu zostało dziesięć minut. Hermiona obawiała się, że nie znajdą wolnego przedziału jeśli ten zaraz nie przyjdzie.
- Patrz tam! – szepnął do niej Ron.
- Idzie? – spytała się dziewczyna i posłusznie zerknęła w stronę wskazywaną przez rudzielca.

W stronę pociągu szła dziewczyna o rudoblond włosach. Jej twarz pokrywała gruba warstwa podkładu. Gdy napotkała spojrzenie narzeczonych wykrzywiła się ze złości.
- Marietta nadal ma napis na nosie – oznajmił Ron zachwyconym tonem. – To było bardzo dobre zaklęcie!
- Rzeczywiście nieźle mi wyszło. Tyle lat się trzyma… - odparła Hermiona patrząc jak zdrajczyni Gwardii Dumbledore’a wsiada do pociągu. – Ciekawe gdzie jedzie...
- A co nas to obchodzi? – spytał się rudzielec. – Niech robi sobie co chce. Wstrętna lafirynda!

Hermiona rozejrzała się niespokojnie na boki mając nadzieję, że nikt nie usłyszał inwektyw, którymi obdarzył Ron Mariettę. Tłum gęstniał z każdą chwilą. Dziewczyna stwierdziła, że jeśli Faxon nie pojawi się w ciągu pięciu minut to wsiądzie do pociągu sama, a potem odnajdzie go na peronie w Chatelier. Już miała powiedzieć o tym Ronowi, gdy zauważyła mężczyznę z torbą podróżną, który szedł w  jej stronę. Ku jej najwyższemu zdumieniu nie był to Newman.
- Gotowa? – Robards popatrzył się na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Zaraz, zaraz! – wypalił Ron. – Ty chyba z nim nie jedziesz!
- Jedzie ze mną młody człowieku – wyjaśnił szef Aurorów. – Faxon z powodów rodzinnych musiał wycofać się w ostatniej chwili.

Ton w jakim wypowiedział ostatnie zdanie sprawiło, że Hermiona pomyślała o tym, że to może nie być prawda. Spojrzała bezradnie na swojego narzeczonego, który wpatrywał się w Gawaina z jawną nienawiścią.
- Ona nigdzie nie jedzie! – warknął.
- Ma obowiązki służbowe. Nie może teraz zrezygnować.
- Hermiono! Powiedz mu, że nie jedziesz! Kingsley zrozumie twoją decyzję!
- Wątpię aby był zadowolony z tego powodu – prychnął auror.
- Walczyliśmy ramię w ramię z Kingsleyem podczas wojny! – oświadczył Ron. – Prędzej nas poprze niż ciebie, który  lizał w tym czasie dupę Voldemortowi!
- Ron! Przestań! – Hermiona była bliska płaczu.
- Ale z ciebie prostak – Robards nie ukrywał zniesmaczenia. – Przeceniasz własne znaczenie. Kingsley ma większe problemy niż twoje sympatie lub antypatie. Dorośnij i zrozum to. A teraz czas na nas!

W głowie dziewczyny trwała intensywna gonitwa myśli. Gawain miał rację - nie mogła zrezygnować. Jednak pięć dni w jego towarzystwie w hotelu to nie był dobry pomysł. Ostatnio była dla niego wredna. Jak potoczy się ich współpraca? Czy Robards nie będzie chciał się jakoś na niej zemścić?
- Ron… ja muszę… - wykrztusiła po dłuższej chwili.
- Świetnie! – krzyknął rudzielec. – Wspaniale! Nie ma to jak spędzić kilka dni z taką szumowiną!
- Jeszcze raz coś o mnie powiesz to przylepię ci na stałe język do podniebienia – zagroził Robards lodowatym tonem.
- Dotkniesz ją, a zrobię ci z dupy jesień średniowiecza!
- Och, strasznie się boję – zadrwił auror. – Hermiono czas na nas – zwrócił się do czarownicy i podniósł jej walizkę.

Dziewczyna nic nie odpowiedziała, popatrzyła się błagalnie na Rona, który był cały czerwony ze złości. Chciała go pocałować, ale ten się od niej odsunął.
- Nie licz, że do ciebie przyjadę skoro nie potrafisz powiedzieć głupiego „nie”!
- Ron! To nie tak…
Chłopak nawet na nią nie spojrzał. Odwrócił się na pięcie i wyszedł z peronu 7 1/2 przez magiczną bramkę.

poniedziałek, 2 maja 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 23 – Domniemania i fakty


Kingsley Shacklebolt kroczył pewnie po Ministerstwie Magii, a za nim podążała pogrążona w myślach Hermiona Granger. Mijający ich czarodzieje i czarownice zatrzymywali się i zerkali na nich ciekawie. Ignorowała to, ponieważ w jej głowie przewijały się różne teorie dotyczące wspomnień Severusa. W jaki sposób wpadły w szpony Rity? Czy to ona je zabrała? Było to bardzo możliwe: dziennikarka w każdej chwili mogła zmienić się w żuczka. Podczas ukrywania fiolki Hermiona rzuciła „Homenum revelio”, ale nie była pewna czy ten czar wykrywa animagów. Czy Rita dałaby radę zdjąć wszystkie zaklęcia zabezpieczające? Hermiona nie wiedziała, jaki jest poziom umiejętności magicznych dziennikarki na tym polu. Na pewno potrafiła manipulować i wyciągać informacje z różnych osób, ale czy potrafiłaby złamać tuzin czarów i klątw? Może miała wspólnika i ktoś to za nią zrobił?

Pozostawało także niewiadome skąd Kingsley wiedział o tym, że to Rita posiada wspomnienia Severusa. W domu Państwa Granger nic nie powiedział i kazał Hermionie iść za nim. Czarownica podejrzewała, że dziennikarka zaliczyła wpadkę. Może ktoś miał jej dość i na nią doniósł albo prowadzone jest śledztwo i przeszukano jej dom... Z drugiej strony Harry pewnie powiedziałby gdyby coś takiego miało miejsce.

Przypuszczenia Hermiony wydały się jej jeszcze bardziej prawdopodobne, gdy weszła z Kingsleyem do windy. Minister Magii wcisnął guzik oznaczający, że chce się znaleźć na drugim poziomie, gdzie siedzibę ma Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Zaczarowana winda szybko zawiozła ich na wybrane piętro. Kingsley bez wahania zaprowadził Hermionę do biura szefa aurorów. Bez pukania weszli przez drzwi, a za nimi zobaczyli Gawaina Robardsa i Ritę Skeeter.
- Przyprowadziłem osobę, której skradziono wspomnienia Snape’a – Kingsley oznajmił swoim głębokim głosem.

Wydepilowane brwi dziennikarki poszybowały w górę, Gawain Robards także miał minę jakby nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Hermiona oblała się rumieńcem, gdy pomyślała, że auror musiał się rozczarować. Wiedziała, że uważa ją za jedną z najzdolniejszych czarownic, a tu się nagle okazało, że zaliczyła sporą wpadkę.
- Hermiono, ostatnio knocisz wszystko gorzej niż Knot! – do uszu zgromadzonych dotarł komentarz Rity.
Zaskoczony Kingsley drgnął patrząc jak młodsza z czarownic robi się mocno czerwona na twarzy. Ku jego większemu zdumieniu Robardsowi również poróżowiały policzki i zaczął wpatrywać się w kąt pokoju.
- Wyjaśnicie mi… - Minister Magii zaczął formułować pytanie, ale Rita szybko mu przerwała.
- Stare sprawy! – zaświergotała i zwróciła się do Hermiony. – Kto by się spodziewał, że Stary Nietoperz akurat ciebie wybierze na strażnika tajemnicy…

W dziewczynie zagotowało się. Dziennikarka była po prostu bezczelna!
- Lepiej powiedz jak udało ci się ukraść wspomnienia! – warknęła oskarżycielskim tonem.
- Ja!? – oburzyła się Rita. – Jestem niewinna!
- Tak, jasne! – oznajmiła Hermiona. – Oddałabyś duszę diabłu za wspomnienia! Wiem, że dla takich informacji zrobisz wszystko! Może jeszcze powiesz, że wspomnienia same spadły ci na głowę? – dodała z ironią.
- Dla twojej wiadomości Panno-Wiem-Wszystko-I-Jeszcze-Więcej: mam bardzo dobre źródło, które opowiedziało mi wszystko o dzieciństwie Snape’a! – odpowiedziała Rita ze złością. – Nie potrzebuję jego wspomnień! Może i mam kilka drobnych występków na sumieniu, ale nie muszę się zniżać do kradzieży!
- W takim razie… - Hermiona zamierzała dalej kłócić się z dziennikarką, ale Kingsley położył rękę na jej ramieniu i ścisnął dając do zrozumienia, aby zamilkła.
- Powinienem cię poinformować, że to Rita przyniosła wspomnienia Severusa do biura Gawaina… - wyjaśnił skruszonym tonem.

Hermiona patrzyła się na czarownicę z niedowierzaniem. To było oczywiste, że dziennikarka nie przepuściłaby okazji, aby obejrzeć zawartość fiolki. Po co w takim razie przyniosła ją Robardsowi? Hermiona przeniosła wzrok na szefa biura aurorów i uniosła pytająco brwi. Ten odchrząknął i sięgnął po leżący na biurku czarny worek. Wyjął z niego puszkę po kawie i pergamin.
Kingsley podszedł do niego, wziął wspomnienia Severusa i podał Hermionie.
- Sprawdź czy jest naruszona – rozkazał.

Dziewczyna popatrzyła się na przedmiot leżący w jej dłoni i przełknęła głośno ślinę. Nie potrafiła zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Nic nie układało się w logiczną całość. Skoro miała je Rita to czemu ma sprawdzić czy wspomnienia zostały odpieczętowane, czy nie? Przecież dla dziennikarki jej pokroju to jak prezent na gwiazdkę. Hermiona nie wątpiła, że Rita na pewno obejrzała zawartość i dodała do swojej książki o Severusie. Wyciągnęła drżącą ręką różdżkę i wyszeptała kilka inkantacji kreśląc nią różne figury nad puszką.
- Nikt jej nie otworzył! – wykrzyknęła zdumiona.
- No jasne, że jej nie otworzyłam! – warknęła Rita obrażonym tonem.

Gawain Robards wstał z fotela i wziął z biurka pergamin.
- Panno Granger – zaczął mówić oficjalnym tonem. – Rita Skeeter przyszła do mnie nie dawno i przyniosła te dwie rzeczy twierdząc, że otrzymała je z tajemniczego źródła…
- To wszystko przyniosła nieznana mi sowa – wtrąciła dziennikarka. – Wleciała przez okno i zrzuciła mi worek prosto na głowę, a ja akurat byłam po wizycie u fryzjera... pewnie i tak nie rozumiesz, jaka to tragedia, gdy masz idealnie ułożone włosy i ktoś ci je niszczy! – dodała z przekąsem. - W środku były zapieczętowane wspomnienia i ten list – wskazała na pergamin w ręce Gawaina.
- Droga Rito! To jest coś, co może ci się przydać w najbliższym czasie. Ma na sobie sporo zaklęć, ale wiem, że dasz sobie z nimi radę. Nie mogę doczekać się twojej książki o Mistrzu Eliksirów! – szef aurorów odczytał głośno tekst i podał pergamin Hermionie.

List nie był napisany odręcznie: tajemnicza osoba powycinała poszczególne literki z gazety i przykleiła, aby tworzyły zdania. Hermiona była zdumiona: kto mógł to zrobić? Kingsley i Gawain patrzyli się na nią znacząco, oczekując, ze coś powie.
- Ja… ja nie mam pojęcia kto… - wydukała zrozpaczona.
- Kto wiedział, że akurat ty posiadasz wspomnienia? – spytał się szef aurorów.
- Hmmm… - Hermiona zamyśliła się. – Harry, Ron, Ginny… podejrzewam, że cała rodzina Weasleyów wiedziała… Profesor McGonagall i wszystkie portrety z gabinetu dyrektorki…
- Czy porządnie je ukryłaś? – drążył dalej Gawain Robards.

Hermionie nie pozostało jej nic innego jak wymienić wszystkie zaklęcia i klątwy jakich użyła. Opowiedziała dokładnie w jaki sposób schowała puszkę. Gdy skończyła nastąpiła cisza. Widać było jak czarodzieje intensywnie myślą.
- A ja wiem jak to było! – oznajmiła Rita tryumfalnie, obdarzając wszystkich zebranych uśmiechem i błyskiem złotych zębów. – To była fanka moich książek. Nie mogła doczekać się najnowszej o Severusie, a wyczytała ze sprawozdań z Wizengamotu, że istnieją jego wspomnienia. Zaczęła śledzić Hermionę, aby dowiedzieć się czegoś więcej i udało jej się. Zabrała puszkę i wysłała mi, aby mi pomóc w pisaniu!

Gawain Robards obdarzył ją wzrokiem, który oznaczał, że nie bardzo wierzy w to wszystko.
- Skąd wiesz, że to kobieta? – spytał się podejrzliwie.
- Najbardziej lubią mnie kobiety – oznajmiła Rita tonem jakby to było oczywistością, którą każdy powinien znać. – Od mężczyzn dostaje bardzo mało wiadomości. Wolą czytać jakieś nudne eseje o eliksirach czy transmutacji zamiast porządnej literatury faktu – prychnęła z pogardą.
- Proponuję wdrożyć śledztwo – oznajmił Kingsley. – Wprawdzie nic się nie stało, ale lepiej wiedzieć kto może za tym stać. Dodatkowo uważam, że lepiej będzie, jeśli wszystko pozostanie w tajemnicy.
- W tajemnicy? – spytała się Rita zawiedzionym tonem. – Myślałam, że będę mogła…
- … pochwalić się, jaka jesteś szlachetna! – wtrąciła wrednie Hermiona i popatrzyła się na nią krzywo.
- Powinnaś mi być wdzięczna, ponieważ kolejny raz… - Rita nie dokończyła i przesłała jej uśmiech, który mówił „zamilknij albo powiem o Dafne”.
- Tak, tak, jestem bardzo wdzięczna – odpowiedziała błyskawicznie młodsza z czarownic i przesłała jej spojrzenie mówiące „spróbuj tylko, a wylądujesz w Azkabanie”.
- To dobrze! – stwierdziła Rita i zwróciła się do czarodziejów. – Mogę już pójść?

Kingsley i Gawain Robards popatrzyli się na siebie. Po chwili namysłu szef aurorów odparł, że tak, ale ma trzymać wszystko w tajemnicy. Rita niechętnie zgodziła się i wyszła stukając obcasami. Hermiona patrzyła się na nią i nadal nie mogła uwierzyć, że dziennikarka nie skorzystała ze wspomnień. Czyżby nie chciało jej się łamać zaklęć? Kim jest źródło informacji o Severusie? A może Rita naprawdę uznała, że publikacja skradzionych wspomnień jest poniżej jej godności?
- Ta kobieta działa mi na nerwy – jęknął Gawain. – Nie moglibyśmy coś z nią zrobić?
- Wiesz, że nie złamała nigdy prawa – odparł Kingsley ponuro. – Poza tym zawsze znajdzie się inna, która będzie wkładać nos w nie swoje sprawy.

Hermiona nic nie odpowiedziała. W końcu przyrzekła, że nie zdradzi sekretu Rity, a dziennikarka jak na razie wywiązywała się wzorowo ze swojej części umowy.
- Co zamierzasz zrobić ze wspomnieniami? – głos Kingsleya wyrwał Hermionę z rozmyślań.
- Oddam mu – zdecydowała. – Już jest po wszystkim. Czas aby wróciły do właściciela.
- Dobra decyzja – pochwalił ją czarnoskóry czarodziej.
- Chwileczkę! – odezwał się Robards. – Na razie muszę cię poprosić o pozostawienie ich tutaj. Przebadamy dokładnie puszkę i może trafimy na jakiś ślad.
Hermiona zgodziła się, przecież Severusowi nie zrobi różnicy czy odzyska wspomnienia teraz, czy za miesiąc. Po czym spisała swoje zeznania i opuściła biuro Gawaina, odprowadzana wzrokiem osób znajdujących się w Ministerstwie magii.

***

Ginny łapczywie zjadała trzeciego rogalika ze stosu, który przynieśli Hermiona z Ronem.
- Nie wierzę! – oświadczyła zdumiona. – Naprawdę sam je piekłeś?
- Oczywiście – Ron wypiął pierś, cały promieniował dumą. – Hermiona siedziała w ministerstwie, więc zająłem się pieczeniem.
- Co tam jest? – spytał się Harry patrząc się w głąb rozgryzionego rogalika.
- Nutella, banany i pianki. Sam to wymyśliłem!
- Na Lwa Gryffindora, to najlepsza rzecz jaką w życiu jadłam! – oczy Ginny rozszerzyły się ze zdumienia. – Kto by pomyślał, że Ronuś będzie takim dobrym kucharzem!
- Ja nie – stwierdził George, który przyszedł do kuchni w celu nalania sobie piwa do kufla. – Patrząc na jego umiejętności w mieszaniu eliksirów wolałbym tego nie próbować.

Rozłoszczony Ron chwycił jabłko leżące na kredensie i rzucił nim w brata. Ten machnął różdżką i sprawił, że owoc otrzymał skrzydła, dzięki którym mógł latać po pomieszczeniu.
- Bawimy się w łapanie szarlotkowego znicza? – spytała się Angelina Johnson, patrząc na jabłko, które wywijało beczki pod sufitem.
- Świetny pomysł! – ucieszyła się Katie Bell. – Nie ma tu miejsca na miotły, ale możemy lewitować drugą osobę. Dobierzmy się w pary. Ten, kto pierwszy złapie znicza wygrywa!

Do kuchni zaczęło przychodzić co raz więcej osób. Harry zaprosił na swoje dziewiętnaste urodziny prawie całą Gwardię Dumbledore’a. Marietta z Cho Chang nie otrzymały zaproszenia z wiadomych przyczyn: pierwsza okazała się zdrajczynią, a o drugą była zazdrosna Ginny.
- Ty mnie unieś w powietrze, a ja będę łapał znicza – powiedział Ron do Hermiony, na co kiwnęła głową, że się zgadza.
- Ufff! – odetchnął z ulgą George i ostentacyjnie starł sobie nieistniejący pot z czoła. – Już się bałem, że to ja będę musiał ciebie lewitować!
- Co? Taki słaby jesteś w czarach? – odgryzł się Ron.
- Obawiam się, że po tym jak przytyłeś „wingardium lewiosa” nie będzie na ciebie działać!

Kuchnia rozbrzmiała stłumionymi chichotami. Ron poczerwieniał na twarzy i próbował rzucić „jęzlep” na George’a co ostatecznie mu się nie udało. Gdy wszystkie pary były gotowe do podjęcia walki, Jordan Lee stanął na krześle i ogłosił się sędzią oraz komentatorem.
- Uwaga! Do lewitacji… gotowi… czaruj! – zakomenderował.
W powietrzu błyskawicznie zaroiło się od latających osób. Ron zderzył się z Padmą Patil, Harry prawie schwytał jabłko, które ukryło się za plecami Angeliny Johnson. Hanna Abott starała się minąć Dennisa Creeveya i Deana Thomasa. Stworek zahaczył o wiszące garnki, które spadły z hukiem na podłogę.
- Przepraszam! – krzyknęła Luna Lovegood, która kierowała jego lotem.
Lee Jordan komentował z zapałem starcie:
- … mam nadzieję, że garnki nie ucierpiały, bo w czym będzie gotował Harry? Zawsze powtarzałem, że trzeba go dokarmić, bo jest taki mały i chudy. Podejrzewam, że Ron zjadał jego porcje…
- Nie przesadzaj! – ryknął rudzielec i odbił się nogami od ściany, aby polecieć w innym kierunku.
Hermiona, Ginny, Katie Bell, Seamus Finnigan, Neville Longbottom, Parvati Patil i Justyn Finch-Fletchley stali na ziemi z uniesionymi różdżkami. Utrzymywanie przyjaciół w górze zaczynało ich powoli męczyć.
- Hanna prawie złapała znicza! – kontynuował sprawozdanie Jordan. – Stworek w ostatnich chwili ją zablokował… Harry coś nie jesteś w formie! Zaprzepaściłeś trzecią szansę! Gdzie się podział ten słynny szukający z Gryffindoru?
- Przeszedł na emeryturę – powiedziała Ginny poprzez zaciśnięte zęby.

Na czole Hermiony pojawił się pot. Stojąca obok niej Katie Bell zaczęła opadać z sił. Krzyknęła „nie mogę dłużej” i upuściła różdżkę osuwając się jednocześnie na kolana. Angelina zaczęła spadać i niewątpliwie zaliczyłaby bolesne spotkanie z posadzką, gdyby nie George, który wykazał się niezłym refleksem i złapał ją w ostatniej chwili.
- Mój bohater! – krzyknęła uradowana dziewczyna.
- Bądź mą księżniczką! – poprosił szczerząc do niej zęby.
- Będę, o panie! – odpowiedziała, po czym została wyniesiona z kuchni przez swojego rycerza.
- Znicz został zapędzony w kozi róg! – entuzjazmował się Lee Jordan. – Wszyscy zawodnicy lecą w jego stronę! Kto go złapie?
Okazało się, że nikt. Jabłko otoczone ze wszystkich stron postanowiło popełnić samobójstwo i z głośnym plaśnięciem rozbiło się na ścianie.

Po udanej zabawie wszyscy udali się do salonu, gdzie zaczęto jeść, pić i rozmawiać.
- Dean, dowiedziałeś się czegoś o swoim ojcu? – spytała Hermiona.
- Niewiele – odrzekł chłopak. – Udało mi się napisać do kilku czarodziejów, którzy zajmowali się alchemią i dzięki temu doszedłem do osób, które go znały. Dowiedziałem się od pewnej czarownicy, że jego rodzina zniknęła rok przed moim urodzeniem, a on sam o wiele wcześniej. Nie wie niestety gdzie wyjechali – Dean westchnął, a Luna poklepała go po plecach. – Na razie niczego innego nie udało mi się ustalić w magicznym świecie, dlatego zacząłem węszyć wśród mugoli. Mama powiedziała, że zaczęła się spotykać z tatą pod koniec 1977 roku. Poznali się w pracy, ona dopiero zaczynała, on już tam był od jakiegoś czasu. Dość szybko przypadli sobie do gustu i po roku wzięli ślub. Gdy była w ciąży powiedział, że odchodzi. Potem nie widziała go nigdy więcej… - chłopak zasępił się. – Zacząłem szukać ich wspólnych znajomych oraz współpracowników. Dowiedziałem się tylko, że nikt go nie widział od roku 1980.
- To był ostatni rok Pierwszej Wojny Czarodziejów – powiedziała Hermiona. – Wtedy mnóstwo osób ginęło bez śladu. Jedni zostali zamordowani, inni uciekali za granicę i już tam zostali…
- Myślisz, że dopadł go Voldemort? – spytał się Harry.

Wszyscy zebrani w pokoju wzdrygnęli się na dźwięk tego imienia. Mimo, że od śmierci Voldemorta minął ponad rok nadal bano się go. Dlatego nadal w użyciu było określenie „Sami-Wiecie-Kto” lub „Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać”.
- Nie wiadomo, może wrócił do RPA? – zastanawiała się Hermiona.
- Był znanym alchemikiem, współpracował z Nicolasem Flamelem – dodał Dean.
- Nicolasa nie możemy się spytać, kopnął w kalendarz – stwierdził Ron.
- Nie wiemy ile miał eliksiru… - wtrącił Harry.
- Zmarł na pewno – oznajmił Justyn. – Mówił mi o tym Ernie Macmillan, jego rodzina była na pogrzebie, gdy byliśmy na drugim roku.

Zapadła cisza, wszyscy się zastanawiali nad sprawą ojca Deana. Przerwała ją dopiero Luna:
- Wiecie, może to było tak, że Voldemort chciał go wcielić w szeregi śmierciożerców. Przecież był świetnym alchemikiem, ktoś taki na pewno by im się przydał. Dean mówił, że zniknął o wiele wcześniej niż jego rodzina. Bardzo możliwe, że ukrywał się wtedy w mugolskim świecie. Tam poznał mamę Deana i ożenił się z nią. Jednak śmierciożercy go dopadli, dowiedzieli się o ślubie z mugolką i zabili – powiedziała.
- Mogło i tak być – stwierdził Dean. – To jednak nie wyjaśnia, czemu porzucił mamę i mnie.
- Oraz dlaczego jego rodzina zniknęła – dodała Parvati.
- Jest wiele niewiadomych. Myślę, że on porzucił was, ponieważ domyślał się, że śmierciożercy mogą was dopaść. Najpierw ukrył swoją rodzinę, a później do niej dołączył – powiedziała Hermiona.
- To nadal nie wyjaśnia, czemu się do nas nie odezwał – Dean był, co raz bardziej przybity.
- Wiesz co… napisz do Ernie Macmillana, może ma kontakt z kimś kto znał Nicolasa i twojego tatę. Kto wie… może czegoś się dowiesz od tej strony – poradził mu Justyn.

Atmosfera zagęściła się, ale nie na długo, ponieważ do salonu wpadł podchmielony George z Angeliną. Podgłośnił muzykę i zaczął tańczyć w dość dziki sposób.
- Mam dziewczynę! – krzyczał. – Angelina jest moją księżniczką!
- Gratulujemy! – odkrzyknęła Ginny i zaciągnęła Harry’ego do tańca.
Po chwili salon zapełnił się tańczącymi parami. Hermiona przytulała się do Rona podczas wolnej piosenki, a on szeptał jej do ucha miłe rzeczy. Czuła się kochana i szczęśliwa. Gdy wróciła do domu po wizycie z ministerstwa, opowiedziała mu wszystko, co zaszło. Ron od razu przytulił ją i zaczął pocieszać. Bardzo jej imponowało to, że zaczął się tak bardzo starać. Wiedziała, że ich miłość przetrwa wiele, skoro udaje im się pokonać wszystkie problemy.

Jako, że nie starczyło miejsca dla wszystkich w salonie, sporo osób przeniosło się z rozmowami do kuchni. Hermiona poszła po coś do picia, gdy usłyszała, że Katie Bell i bliźniaczki Patil rozmawiają o Cho Chang.
- … z tego, co słyszałam od wspólnych znajomych to zaczęła chodzić z jakimś mugolem!
- Z mugolem? – zainteresowała się Hermiona.
- Tak – potwierdziła Padma. – Ale nie powiedziała mu jeszcze, że jest czarownicą.
- Jak go poznała? – spytała się Katie.
- Marietta przedstawiła jej swojego kolegę.
- Ona się z kimś kumpluje? Z taką twarzą?
Dziewczyny złośliwie zachichotały. Żadna z nich nie wybaczyła, że Marietta wydała ich Umbridge.
- Już nie ma pryszczy, zostały jej blizny, które ukrywa pod makijażem – wyjaśniła Padma. – Słyszałam również, że nie mogła znaleźć pracy w naszym świecie. Informacje o niej rozniosły się i nikt nie chce mieć z nią do czynienia. Dlatego zrobiła jakiś kurs w mugolskim świecie i tam pracuje.
- Jako kto? – zdziwiła się Katie.
- Kosmetyczka, fryzjerka czy coś w tym stylu. Dość popularne u mugoli.
- Hmm – mruknęła Hermiona, która nadal miała lekkie wyrzuty sumienia przez to jak potraktowała koleżankę. – Co tam słychać u Alicji Spinnet? Słyszałam, że pracuje w departamencie…

Umilkła w połowie zdania, ponieważ usłyszała skrobanie. Podeszła do okna i wpuściła sowę, która trzymała w dziobie szkarłatną kopertę. Ptak rzucił ją pod nogi zaskoczonej Hermiony i uciekł jakby wiedział, co zaraz się stanie.
- O boże! – jęknęła czarownica czując, że zaczyna jej się robić słabo.
Nie zdążyła utopić koperty w soku dyniowym. Ta wybuchła, gdy tylko została dotknięta przez adresata. Grimmauld Place pod numerem 12 zadrżał od głosu Severusa Snape’a, który rozniósł się po wszystkich piętrach:
GRANGER! TY SKOŃCZONA IDIOTKO! MYŚLAŁEM, ŻE POTRAFISZ ZROBIĆ COŚ TAK PROSTEGO JAK UKRYCIE I ZABEZPIECZENIE WSPOMNIEŃ! TAKA KRETYNKA JAK RITA SKEETER POTRAFIŁA SIĘ DO NICH DOSTAĆ! MASZ TY MÓZG POD TĄ KUPĄ SIANA ZWANĄ WŁOSAMI!? KUPIŁAŚ GO NA WYPRZEDAŻY NA POKĄTNEJ!? MÓWIĄ, ŻE JESTEŚ NAJZDOLNIEJSZĄ CZAROWNICĄ MŁODEGO POKOLENIA! CHYBA NAJWIĘKSZĄ ZAKAŁĄ POKOLENIA! UWAŻAM, ŻE POWINNAŚ ROZWAŻYĆ POWTÓRZENIE HOGWARTU! CZEKAM NA CIEBIE I MASZ MIEĆ PRZY SOBIE WSPOMNIENIA!

Zaskoczone dziewczyny nie wyksztusiły z siebie nawet jednego słowa. Hermiona wpatrywała się tępo w płonącą kopertę. W holu dało się słyszeć odgłosy zbiegających po schodach osób. Ron wpadł do kuchni i przytulił drżącą z emocji Hermionę. Harry i Ginny podeszli do przyjaciół.
- Mam przejebane… - jęknęła żałośnie Hermiona.

Współczujący wzrok zgromadzonych osób dał jej do zrozumienia, że uważają tak samo.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 18 – Niespodzianki


Severusa obudziło stukanie różdżki w drzwi celi. Przeciągając się na materacu pomyślał, że nadeszła pora kolacji. Wrota otworzyły się i do pomieszczenia wszedł auror. Severus chciał dogryźć mu w jakiś sposób, ale zaniemówił, gdy spostrzegł, że za mężczyzną wkroczył do celi sam Kingsley Shacklebolt.
- Witaj – rzekł.
- Czemu zawdzięczam tę wizytę? – zapytał Snape, gdy opanował emocje.
- Przyszedłem sprawdzić jak się miewasz.
- Cudownie! Wasz hotel jest wspaniały. Ten wystrój wnętrz, te drinki z palemką przy basenie…
- Nie musisz być taki sarkastyczny! – przerwał mu Kingsley. – Wiem, że Azkaban jest strasznym miejscem dlatego zarządziłem inspekcję i chcę się dowiedzieć od więźniów co jeszcze można zmienić.

Severus popatrzył się na niego jak na niezbyt mądre dziecko i przełknął kęs chleba, który był jednym z elementów składowych kolacji.
- Spraw aby tu nie było tak nudno! – odrzekł.
- Potańcówka ci się marzy? – spytał się Kingsley szczerząc zęby.
- No jasne! – warknął Severus. – Zaproszę do tanga Alecto Carrow albo jakiegoś śmierciożercę!
- Wiem, że po tym co się stało za bardzo cię nie kochają…
- Uwielbiają! – jęknął Severus przypominając sobie ostatnie wyjście. – Jak mam się z nimi spotykać podczas spacerów na dziecińcu to już wolę siedzieć w celi! Jestem przyzwyczajony do lochów!

Kingsley zamyślił się na chwilę.
- Nie mogę zezwolić ci na samotne spacery – rzekł swoim głębokim głosem.
- Czemu nie? – fuknął Snape.
- Jesteś więźniem, nie masz szczególnych przywilejów. I tak jesteś w lepszej sytuacji niż oni, ponieważ wyjdziesz za dwa lata, a oni będą tu siedzieć do końca życia.
- Jakby mnie to obchodziło – Severus wzruszył ramionami. – To chociaż jakieś książki albo gazety dajcie. Wolę czytać Proroka Codziennego niż nudzić się jak uczeń na lekcjach Trelawney!

Minister Magii szybko podjął decyzję.
- Zgoda, będziesz dostawał codziennie gazetę i co jakiś czas książkę…
- W celi mogłoby być trochę cieplej! – kontynuował Snape.
- To nie ośrodek wypoczynkowy – stwierdził Kingsley patrząc się na spacerującego po celi Severusa. – Mogę jednak powiedzieć aurorom aby rzucili odpowiednie zaklęcia…
- Jedzenie jest niesmaczne! Jesteśmy ludźmi, a nie świnkami morskimi! Próbowałeś tego chleba? Tu są trociny! – Snape kontynuował wyliczenia i wymachując resztką kromki przed obliczem Kingsleya.
- Zobaczę co się da zrobić w tej sprawie – odrzekł Minister Magii wyciągając z chleba coś co rzeczywiście wyglądało jak trociny i przyglądając się temu badawczo.

Severus stanął w miejscu i zamyślił się. Dotarło do niego, że Kingsley coś zbyt łatwo zgadza się na zmiany.
- Nie mów, że aż tak ci żal biednych więźniów! – oznajmił krzyżując ręce na piersi. – Co się za tym kryje?
Czarnoskóry mężczyzna uśmiechnął się dobrodusznie do Severusa jak do dziecka i zbliżył się do niego.
- Gdy ochraniałem mugolskiego premiera dowiedziałem się wielu rzeczy. Na przykład tego, że w ich więzieniach stawiają na coś takiego co się nazywa „resocjalizacja”.
- Z czym to się je? – spytał się nieufnie Snape.
- Chodzi o to aby sprawić, że po wyjściu z Azkabanu, były więzień powróci na łono społeczeństwa jako dobry czarodziej – wyjaśnił Kingsley.
- Jestem cholernie dobrym człowiekiem – warknął Severus. – Tak dobrym, że powinniście mi pomnik postawić!
- Ciekawa inicjatywa! Może po twojej śmierci czarodzieje to rozważą  – zaśmiał się czarnoskóry mężczyzna. –Teraz zaś postanowiłem, że oddam kilku więźniów w ręce psychologa, który pomoże im zrozumieć błędy jakie popełnili…
- Zapewniam Cię, że rozumiem swoje błędy i nie muszę o nich z rozmawiać z jakimś psycho-coś tam! – żachnął się Severus i ostentacyjnie odwrócił się twarzą w stronę ściany.
- Dodatkowo uznałem, że przyda się wam praca. Siedzicie samotnie w celach, co niczemu nie służy. Od jutra będziecie pomagać w kuchni, sprzątać korytarze, prać i działać na korzyść społeczeństwa… - kontynuował Kingsley szczerząc zęby.

Severusa zmroziło. On ma obierać ziemniaki? Latać ze szczotą po korytarzu? BEZ CZARÓW? Spojrzał się na Kingsleya jakby zwariował.
 - Nie będę pracował jak jakiś skrzat domowy!
Czarnoskóry mężczyzna wypiął pierś i zbliżył się do więźnia z wrednym uśmieszkiem.
- Będziesz… albo możesz pomarzyć o wygodach, gazetkach i książkach…
Snape popatrzył się na Ministra Magii z rządzą mordu w oczach.

***

Następnego dnia Severus otrzymał Proroka Codziennego razem ze śniadaniem. Przy okazji dowiedział się, że według grafiku ma tego dnia dyżur w pralni razem z Umbridge i Rabastanem Lestrange.
- Będzie wesoło – pomyślał ponuro zabierając się do czytania gazety i wypicia kawy.
Kingsley wyraźnie dał do zrozumienia, że jeśli więźniowie nie będą się wywiązywali z powierzonych im zadań to zostaną zamknięci w zimnej celi bez rozrywek i z trocinami jako pożywieniem. Severus najchętniej powiedziałby gdzie czarnoskóry mężczyzna może sobie wsadzić taki szantaż, ale po dłuższym przerzucaniu się argumentami musiał skapitulować. Siedział w Azkabanie prawie rok i miał dosyć takiego życia. Tak bardzo się nudził, że wolał bawić się w skrzata domowego aby dzięki temu uzyskać dostęp do kawy, świeżego jedzenia, gazet i książek.

Severus jadł właśnie grzankę z dżemem brzoskwiniowym, gdy zauważył sprostowanie napisane przez Dafne Greengrass. Wyznawała w nim, że artykuł w czasopiśmie „Czarownica” był nieprawdziwy i godził w dobre imię Harry’ego Pottera, Hermiony Granger oraz Malfoyów za co autorka kaja się i przeprasza poszkodowanych.
- Ha! Wiedziałem! – stwierdził zadowolony. – Granger nie byłaby na tyle durna aby zrobić coś takiego!
Nagle wypadła mu z ręki reszta kromki, gdy zorientował się, że odnosi się pozytywnie do sukcesu swoich byłych uczniów.
- Zwariowałem! – szepnął przerażony i rozejrzał się niespokojnie po celi. – Azkaban robi ze mnie wariata!

***

Przez kilka dni po przesłuchaniu dyscyplinarnym Harry’ego Hermiona przeżywała wewnętrzne katusze. Wiele osób podchodziło do niej i gratulowało z powodu wygranej sprawy z Dafne Greengrass. Nie szczędzili przy tym zapewnień, że zawsze wierzyli w jej niewinność. Hermiona starała się uśmiechać, ale w głębi duszy miała ochotę wyć do księżyca. Dziękowała i uciekała pod byle jakim pretekstem. Nadal brzydziła się tym co zrobiła i zbierało się jej na mdłości, gdy widziała w myślach rozgniewaną twarz Dafne. Pogodzenie się z Harrym i Ginny niewiele ją pocieszało. Wyrzuty sumienia wracały i nie dawały jej spokoju.

Aby uwolnić się od dręczących ją wspomnień rzuciła się w wir nauki oraz badań nad skrzatami domowymi. Podczas jednej z sesji badawczej, Hermiona z przyjaciółmi zobaczyli, że odwiedziła ich Minerwa McGonagall. Najpierw była ciekawa jak rozwija się W.E.S.Z., ale szybko przeszła na tematy dotyczące życia po ukończeniu szkoły.
- Chciałabym zostać magizoologiem – zdradziła Luna. – Dzięki pracy przy skrzatach domowych zrozumiałam, że moim powołaniem jest praca z magicznymi istotami oraz udowodnienie istnienia ględatka niepospolitego i chrapaka krętorogiego!
- Hagrid mówił, że jesteś jego najlepszą uczennicą – uśmiechnęła się do niej dyrektorka. – Mam nadzieję, że uda ci się to co postanowiłaś.

Następna była Ginny, która opowiadała, że chciałaby zostać graczem quidditcha. Gdy przyszła kolej Neville’a ten wspomniał, że profesor Sprout widziałaby go w roli jej asystenta na lekcjach.
- Jesteś pewny? – spytała się profesor McGonagall. – Będziesz musiał się jeszcze sporo nauczyć o roślinach. Na dodatek… - tu uśmiechnęła się znacząco - uczniowie nie zawsze są chętni do współpracy…
- Dam radę! Przeciwstawiłem się samemu Voldemortowi, co to dla mnie stado rozbrykanych pierwszoroczniaków!

Dyrektorka wyglądała przez moment jakby chciała wybuchnąć śmiechem. Poprawiła okulary na nosie i wyprostowała się.
- Nie umniejszam twoich osiągnąć na polu walki panie Longbottom, ale muszę ci uświadomić, że proces nauczania młodych czarownic i czarodziejów jest bardzo skomplikowany i wiąże się z wieloma trudnościami. Wiem, że przez ostatnie lata zaszła w tobie ogromna zmiana – powiedziała z uznaniem. – Będę cię uważnie obserwowała zanim zdecyduję ci dać posadę. Mam nadzieję, że wykażesz się wszystkimi cechami, którymi dobry nauczyciel powinien się odznaczać.
- Dam z siebie wszystko! – Neville obiecał gorliwie.
- Powiem szczerze, że wierzę w ciebie – odrzekła McGonagall. – Nie lubię odmawiać, ale czasem jestem do tego zmuszona… W sierpniu musiałam odprawić z kwitkiem Cho Chang i jej koleżankę Mariettę. Chciały być nauczycielkami po ukończeniu szkoły… Żadna z nich się nie nadawała.
- Marietta? – pisnęła Ginny. – Przecież z tymi pryszczami na twarzy byłaby pośmiewiskiem!
- Nieładnie ją potraktowałam… - powiedziała Hermiona pod nosem.
Nagle poczuła mocne uderzenie pod żebrami. Gdy spojrzała się na Ginny, mina jej przyjaciółki mówiła „skończ z tym wreszcie!”. Hermiona roztarła sobie obolałe miejsce i nie odezwała się więcej na ten temat.
- Dowiedziałeś się czegoś jeszcze o swoim ojcu panie Thomas? – spytała się McGonagall Deana.

Gwardia Dumbledore’a pracowała obecnie nad zdobyciem wiadomości o Johnie Mda. Dean napisał do swojej mamy i zapytał wprost czy ten mężczyzna jest jego ojcem. Odpowiedź przyszła następnego dnia i Leila potwierdziła w niej wszystko. Po pierwszym wybuchu radości czarnoskóry chłopak postanowił skontaktować się z tatą. Wtedy okazało się, że nie jest to takie proste jak się wydaje. Johna Mda nikt nie widział od czasu Pierwszej Wojny Czarodziejów. Pewnego dnia zniknął razem ze swoją rodziną i od tamtego czasu krążyły różne plotki.
- Nie, nic nowego – powiedział ponuro Dean.
- Przykro mi – odrzekła dyrektorka. – Nie ma pewności, że został zabity przez Voldemorta albo jego popleczników. Możliwe, że uciekł gdzieś daleko razem z rodziną i nie podjął decyzji o powrocie. Mam nadzieję, że go odnajdziesz.
- Mam taki zamiar – oznajmił Dean. – Gdy wrócę do domu na święta wielkanocne to zacznę wypytywać mamę o szczegóły i sprawdzę czy mugole go znali. Z jakiegoś powodu udawał Phila Thomasa…
- Uważam, że mógł uciekać przed Voldemortem – wtrąciła się Hermiona. – Spytałam się profesora Winslowa co wie o ojcu Deana i ten wspominał, że był wspaniałym alchemikiem i pochodził z rodziny czystej krwi. Voldemort mógł chcieć go zwerbować do swoich szeregów. Ten wiedząc, że ma do wyboru przyłączenie się do niego albo śmierć, postanowił zaszyć się wśród mugoli. Możliwe, że Voldemort dotarł do jego rodziców i ten wolał ukryć się gdzieś z nimi…
- Ale w takim razie co ze mną i moją mamą? – spytał Dean ze złością. – Czemu się z nią rozwiódł i nie powiedział czemu?
- Może… może… chciał was przed nim chronić! – wyjąkała Hermiona po dłuższej chwili.
- To mógł nas zabrać razem ze sobą!
- Może nie żyje… wiesz, Voldemort go dopadł, ale nie wiedział o tobie i twojej mamie – zaczęła pocieszać kolegę Luna.
- A może po prostu uciekł i tyle… – zrezygnowany Dean usiadł na ławie i zwiesił głowę.
- Panie Thomas! Proszę się nie załamywać! – wszyscy usłyszeli ostry ton Minerwy McGonagall. – Masz przed sobą wyzwanie, powiedziałabym, że wielkie. Musisz dowiedzieć co się stało z Johnem Mda!
- Dasz radę! – dodał Neville. – Wszyscy ci pomożemy!
- Harry już grzebie w archiwach Ministerstwa i szuka czy śmierciożercy nie mówili czegoś na jego temat podczas przesłuchania! – wtrąciła Ginny.
- Mój tata może zamieścić ogłoszenie w „Żonglerze” jeśli chcesz – odezwała się Luna.

Dean wyglądał przez moment jakby chciał się rozpłakać. Pociągnął nosem i wstał powoli. Jego twarz rozjaśnił uśmiech.
- Dziękuję wam wszystkim! Tak wiele to dla mnie znaczy! Dowiem co się stało z moim ojcem i nic nie stanie mi na przeszkodzie! – zawołał z entuzjazmem.
- Niestety jest coś na przeszkodzie - wtrąciła dyrektorka i oczy uczniów powędrowały w jej stronę. – Najpierw musisz zdać egzaminy i ukończyć szkołę.

***

Ginny weszła do przedziału, w którym siedziała Hermiona, Luna, Dean i kilku innych członków Gwardii Dumbledore’a. Pociąg mknął od kilku godzin po torach i uczniowie spodziewali się, że niedługo dojadą do Londynu gdzie rozpoczną przerwę z okazji świąt wielkanocnych.
- Neville powiedział, że zostaje w przedziale prefektów. Mówię wam, tak się ślini do Hanny Abott, że… - przerwała patrząc z niepokojem na Lunę.
Na twarzy Krukonki nie pojawiło się nic poza normalnym dla niej wyrazem rozmarzenia.
- Jeśli chce być z Hanną to ja nie mam nic przeciwko – powiedziała spokojnie. – Wiedziałam, że nie byliśmy sobie przeznaczeni.
- Trochę szkoda… - mruknął Dean.
- Ja chcę podróżować po świecie, badać zwierzęta. On woli stać w miejscu i hodować rośliny… to nie mogło się udać – oświadczyła Luna.
- Dopasowanie jest ważne – dodała Ginny. – Z Harrym idealnie się dogadujemy. Lubimy quidditch i ryzyko. Myślę, że po szkole wyjdę za niego za mąż.

Chłopaki siedzący w przedziale dostali nagłego napadu kaszlu. Dziewczyny zmroziły ich wzrokiem.
- Chciałabym aby tak się stało – rzekła Hermiona. – Jeśli wyszłabym za Rona byłybyśmy siostrami!.
- Jak wy dajecie radę być ze sobą mimo tylu różnic? – spytała się Luna.
- Och! – pisnęła zaskoczona Hermiona. – To… hmm… wiecie, uczucie potrafi przezwyciężyć wszystkie trudności. Ron wie, że uwielbiam książki, on za to kocha quidditcha. Jedno drugiemu nie zabrania zajmować się swoją pasją i jakoś to łączymy – zaczerwieniła się. – Po szkole pewnie zamieszkamy razem i kto wie, może kiedyś się pobierzemy… - zakończyła rozmarzonym tonem.
W odpowiedzi na to dziewczyny zachichotały, a chłopaki popatrzyli na siebie przerażonym wzrokiem.

***

Harry stał razem z Ronem na peronie 9 i ¾ oczekiwali na pociąg. Tłum gęstniał z każdą minutą ponieważ wielu rodziców przybyło aby odebrać swoje dzieci.
- Będziesz mieszkał z Hermioną w czasie ferii? – zagadał przyjaciela Harry.
- Tak – mruknął. – Ona nie da rady oderwać się od siostry…
- Zazdroszczę jej. Szkoda, że nie mam rodzeństwa.
- Nie przesadzaj! – oburzył się rudzielec. – Rodzeństwo oznacza walkę o każdy kęs ciasta! Wiesz ile musiałem się nakombinować aby dostać chociaż jedną zabawkę? Brrr! – wzdrygnął się ostentacyjnie.

Obok nich przeszła rodzina składająca się z rodziców, dziadków i młodszych dzieci. Popatrzyli się na Harry’ego z ciekawością i zaczęli szeptać między sobą. Chłopak wyraźnie usłyszał słowa „Rogacz” i „Snape”.
- Na Merlina… oni naprawdę wierzą w te bzdury, które napisała Rita? – jęknął Ron patrząc się na nich jak na Graupa.
- Gdybym miał za ojca Severusa to pierwsze co bym zrobił to utopił się w jeziorze – powiedział Harry starając się aby brzmiało to zabawnie.
- Nie ma mowy stary! Nie utopiłbyś się – oznajmił Ron pewnym siebie tonem.
- A niby czemu?
- Ośmiornica by cię złapała i wyrzuciła na brzeg!
- Fakt… - Harry przyznał rację przyjacielowi i podrapał się po głowie.

Teraz rodzinka szeptała między sobą wyraźnie patrząc na Rona, który to zauważył i wypiął dumnie pierś.
- Jednak to, że opisała ciebie jako bohatera i przywódcy naszej grupy jakoś ci nie przeszkadza – zauważył Harry z przekąsem.
- Oj tam! Nie przesadzaj! – stwierdził rudzielec i wyszczerzył zęby do szepczącej rodzinki. – Nawet nie wiesz ile osób przychodzi do naszego sklepu tylko po to aby coś kupić i dostać ode mnie autograf! To wspaniała reklama!
- Jest! – Harry wskazał na zbliżające się światła pociągu. – Jak ja się strasznie stęskniłem za dziewczynami !

***

- Mamo, ona siedzi! ONA SIEDZI! – Hermiona nie mogła opanować emocji. – Jak wyrosła! Jest taka duża! Daj mi buzi moje ty słoneczko, jesteś taka słodka, że aż bym cię zjadła!
Ron przyglądał się jak jego dziewczyna zachwyca się siostrą. Jego mina wyrażała przerażenie. Nagle poczuł jak pan Granger klepie go po ramieniu.
- Spokojnie! To tylko wygląda groźnie… tak naprawdę dzieci nie są takie straszne – roześmiał się.
- Ja tak tego nie widzę… - wyjęczał Ron słabym głosem.
- Spokojnie! Trzymaj piwko! – pan Granger wręczył rudzielcowi szklankę z napojem. – Po prostu wyluzuj i pamiętaj o zabezpieczeniu – puścił oko do chłopaka.
- Tak, tak, zabezpieczenie… to podstawa – bełkotał Ron starając się uśmiechać.
- Możesz też po prostu trzymać swojego przyjaciela na wodzy…
- Tato! – Hermiona usłyszała ostatnią wymianę zdań i postanowiła zareagować. – Przestań! Jesteśmy dorośli i wiemy co nieco o pewnych sprawach!  
- Ja tak tylko żartowałem! – zaczął tłumaczyć się pan Granger. – Z drugiej strony jeszcze nie skończyłaś szkoły i gdyby wam się coś… eeee, przytrafiło… dziecko na przykład to wiesz…
- Jestem na tyle odpowiedzialna, że podjęłabym się wychowania! - Hermiona posłała ojcu ostrzegawcze spojrzenie i jednym machnięciem różdżki posłała kufer do swojego pokoju.
- Czasem mam wrażenie, że powinnaś się trochę wyluzować… – wymruczał pod nosem pan Granger tak aby jego córka tego nie usłyszała.

Hermiona rzuciła się na swoje łóżko i przez kilka chwil wdychała zapach świeżej pościeli. Od razu poczuła, że jest u siebie, w miejscu za którym tyle tęskniła. Poczuła się jakby znowu była małą dziewczynką od zawsze mieszkającą z rodzicami, która nigdzie nie wyjeżdżała. Otworzyła powoli oczy i rozejrzała się po swoim pokoju. Nic się nie zmieniło od czasu jej ostatniego pobytu. Tylko na biurku leżała paczka zapakowana w brązowy papier.
- Od kogo to może być? – zastanowiła się i sięgnęła po nią.
Nadawcą okazał się Thierry Bouchard mieszkający w Kanadzie. W momencie, gdy Hermiona rozrywała papier do pokoju wszedł Ron.
- Co to? – spytał się.
- Paczka od Thierry’ego – odparła Hermiona. – Ostatni raz pisałam z nim w wakacje i nic nie mówił, że mi coś przyśle… czyżby to była jego książka?

Ron podszedł do swojej dziewczyny aby przyjrzeć się zawartości paczki. Hermiona miała rację. W ręce trzymała dość grubą książkę. Na okładce widniał obrazek przedstawiający czarownicę. Hermiona od razu zauważyła, że miała ona takie same włosy jak ona i dość podobną twarz. Różnicą było to, że namalowana dziewczyna miała o wiele pełniejsze kształty. Tytuł brzmiał „Hermiona White i Magiczna Akademia”. Zaskoczona Hermiona popatrzyła się na Rona.
- Czy ty też widzisz to co ja? – spytała się zszokowana. – On… on napisał o mnie książkę!?
Hermiona spojrzała na tył okładki i znalazła tam opis fabuły. Ron usiadł na łóżku czekając aż jego dziewczyna przeczyta tekst.


Hermiona White jest czarownicą i uczy się w Akademii Magii, gdzie poznaje tajemnicze zaklęcia oraz skomplikowane eliksiry. Jej pochodzenie owiane jest tajemnicą ponieważ została znaleziona na progu sierocińca jako niemowlę. Jedyne co łączy ja z przeszłością to zagadkowa blizna na plecach. Pewnego dnia jej spokojne życie zostaje zburzone, gdy dowiaduje się, że poluje na nią Czarnoksiężnik Waldemar. Czego on chce od Hermiony? Kim jest tajemniczy mężczyzna, który staje w jej obronie? Wszystko wyjaśnia się w dniu szesnastych urodzin dziewczyny…


- Na Merlina… co to za brednie! - wyrzuciła z siebie Hermiona. – Waldemar? Blizna? Akademia Magii? Czyżby Thierry był czarodziejem? – zastanawiała się.
Ron poruszył się niespokojnie na łóżku i zaczął obracać szklankę z resztką piwa. W końcu westchnął i powiedział:
- Nie jest. On wie wszystko ode mnie…
Hermiona odwróciła się gwałtownie w stronę swojego chłopaka i oczy zapłonęły jej z gniewu.
- Ron! Coś ty znowu zrobił!?
- Wiedziałem, że tak zareagujesz… - oświadczył cicho rudzielec i skulił się w sobie. – To było wtedy, gdy spędziliśmy pierwszą noc w hostelu w Australii. Ty poszłaś spać, a ja byłem z Thierrym w barze na dole. Trochę popiliśmy, a potem coś tam paliliśmy – zerknął szybko na Hermionę aby sprawdzić czy nie dostanie jakimś zaklęciem, a gdy upewnił się, że nie to zaczął kontynuować. – W międzyczasie Thierry żalił mi się, że chciałby napisać coś fantastycznego. Mówił, że najbardziej lubi historie o czarnoksiężnikach i tym podobnych. Trochę mi się język rozwiązał i zacząłem mu opowiadać o naszych przygodach…
- O nie! – jęknęła Hermiona i złapała się za głowę. – Czyś ty oszalał!?
- Oj, to nie było tak, że mu mówiłem wszystko jak było… mnóstwo rzeczy pozmieniałem… język mi się plątał… - Ron poczerwieniał ze wstydu i zdenerwowania. – On się spytał czy może to opisać, ja się zgodziłem, ale kazałem mu wszystko pozmieniać. Thierry przyrzekł, że to zrobi…
- No i chyba trochę pozmieniał! – stwierdziła Hermiona patrząc się na wielkie balony swojej imienniczki.
- Następnego dnia myślałem, że on o tym zapomniał. Gadaliśmy o tym nie dłużej niż godzinę czy dwie, a później oglądaliśmy mecz… pamiętasz co było, gdy wróciliśmy do pokoju – Ron przełknął nerwowo ślinę. – Nie chciałem cię denerwować kwiatuszku. Byłaś taka zajęta odnalezieniem rodziców, że po prostu nie mogłem dodać ci zmartwień…

Hermiona zerknęła na okładkę. Thierry nie zrobił swoim bohaterem Harry’ego tylko ją.  Wyglądało na to, że naprawdę pozmieniał wiele szczegółów. Podejrzewała, że pijany Ron rzeczywiście nie zdradził zbyt wiele. Zastanawiała się czy Ministerstwo Magii rozpocznie śledztwo w tej sprawie. Będzie musiała przeczytać książkę Thierry’ego i stwierdzić czy mają czego się obawiać.
Po tych przemyśleniach Hermiona popatrzyła się na swojego chłopaka. Ron był tak przybity, że żal ścisnął je serce. Pomyślała, że przecież nie chciał źle. Chciał ją ochronić i pomóc w odnalezieniu rodziców. Musiała się zgodzić, że dodatkowe problemy tylko by ją dobiły w tamtym czasie. Podeszła do niego i usiadła mu na kolanach.
- Wybaczam ci – oświadczyła i pocałowała go w nos.
- Naprawdę?
- Tak! – potwierdziła skinieniem głowy i popatrzyła mu się głęboko w oczy. – Musimy przeczytać książkę aby zobaczyć czy bardzo nabroiłeś. Jeśli tak to poprosimy Thierry’ego aby nie pisał niczego więcej na nasz temat – westchnęła. – Mam nadzieję, że ta książka nie okaże się popularna…