poniedziałek, 9 maja 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 24 – Przeciek


Była szósta rano, gdy Harry pożegnał Neville’a i Hannę, którzy zniknęli w kominku otoczeni zielonym płomieniem. Kilka minut wcześniej Dean i Seamus teleportowali się do domu, zaraz po bliźniaczkach Patil. Impreza urodzinowa Harry’ego dobiegła końca. Około piątej nad ranem towarzystwo zaczęło wracać do domu. W salonie na kanapie chrapał George, który tulił się do Angeliny. Ron, Stworek, Hermiona i Ginny nie spali: sprzątali bałagan, który powstał po wielogodzinnej zabawie Gwardii Dumbledore’a. Chłopak i skrzat domowy lewitowali wszystkie naczynia do kuchni, a dziewczyny przy pomocy magii opróżniały je i myły.
- Co z szarlotką? – spytała się Hermiona unosząc w górę półmisek z ciastem.
- Nie zjem jej nawet gdybym chciał – odpowiedział szczerze Harry i ziewnął.
- Zabierzmy ja do domu. Twoi rodzice będą mieli, co zjeść na deser – zadecydował Ron.
- Dobry pomysł! – ucieszyła się Hermiona i zrobiła zgrabny pakunek przy pomocy wyczarowanej przed chwilą folii aluminiowej.

Zdenerwowanie wywołane wyjcem od Snape’a zdecydowanie należało do przeszłości i teraz z chęcią pomagała w porządkach. Na początku mocno przejęła się tym, że wszyscy dowiedzieli się o skradzionych wspomnieniach. Ron z Harrym i Ginny musieli długo ją uspokajać. Dopiero po jakimś czasie była w stanie wyjść z kuchni i odpowiedzieć na pytania Gwardii.

Przyjaciele stanęli na wysokości zadania. Wszyscy zaczęli ją pocieszać i mówić, że skoro wspomnienia odzyskano w nienaruszonym stanie to nic się nie stało. Hermiona rozchmurzyła się, gdy została przekonana, że Snape zasłużył sobie na wszystko, co go spotkało. W końcu nawet nie podziękował jej za obronę przed Wizengamotem, a ma do niej obiekcje za jeden, mały błąd. George stwierdził, że Severus już nie jest nauczycielem i może rozkazy wsadzić sobie w cztery litery. Ron podsunął pomysł, aby w zamian wysłać mu dziesięć wyjców z przyjacielską radą, aby się zamknął w celi i nie wychylał z niej swojego długiego nochala.

Hermiona najpierw poinformowała Rona o wszystkim, co wydarzyło się w gabinecie Gawaina Robardsa, a później rozmawiała o tym przed imprezą z Harrym i Ginny. Wszyscy zastanawiali się kto ukradł wspomnienia. Padło wiele teorii, ale żadna nie była dość przekonywująca. Tak samo zagadkowe było to, że Snape dowiedział się o wszystkim. Gawain Robards zdecydował z Kingsleyem, że dochodzenie ma być tajne. Im dłużej nad tym myśleli, tym bardziej wszystko było poplątane. Harry oznajmił, że wątpi, aby poinformowanie Severusa o toczącym się śledztwie było na rękę aurorom. Może jednak jego szef zdecydował się na ten krok?
- Zmywanie skończone! – oznajmiła Ginny i posłała wytarty talerz do szafki.
- Super, można iść spać – ucieszył się Harry.
- Oj tak, przyda się trochę snu – przyznał Ron i objął Hermionę. – Musimy wracać do ciebie? Prześpijmy się tutaj.
- No dobrze – zgodziła się Hermiona. – Myślę, że moi rodzice dadzą sobie radę, jeśli wrócimy po południu.
Cała czwórka, w dobrych humorach, udała się na górę do sypialni.

***

Poniedziałek okazał się pięknym, letnim dniem. Jak to bywa na początku sierpnia, mimo wczesnej godziny słońce mocno grzało. Hermiona dziarskim krokiem przemierzała ulice, aby wejść do budki telefonicznej i dostać się do Ministerstwa Magii. Wprawdzie mogła teleportować się, ale nadal trzymała się zasady, że skoro mieszka wśród mugoli to powinna używać mugolskich środków transportu.

Podczas podróży myślała nad wyjcem od Severusa. W niedzielę dostała kolejnego, w którym wyraźnie zapowiedział, że będzie ją męczył w ten sposób, aż nie przyniesie mu wspomnień. Hermiona postanowiła, że nie odpowie mu listownie, ponieważ Snape nie zrozumie, dlaczego nie może ich otrzymać. Puszka z fiolką były aktualnie badane przez aurorów i nie było sensu im przerywać. Poza tym nie miała ochoty patrzeć na gębę Severusa i słuchać obelg pod swoim adresem, ale wiedziała, że musi do niego pójść i wszystko wyjaśnić. Owszem, zawaliła sprawę, ale to nie znaczy, że musiał przysyłać jej jednego wyjca, którego usłyszało ponad dwadzieścia osób i drugiego, który obudził Suzanne! Przecież tak naprawdę nic się nie stało, skąd miała wiedzieć, że ponad pół roku po ostatniej rozprawie ktoś połasi się na wspomnienia? Severus nie podziękował jej za obronę przed Wizengamotem i myśli, że będzie się starała. Nie jest psem na posyłki, którego można kopać. Za wysłane książki również podziękował. Wprawdzie nic mu nie napisała, ale wiedziała, że jest na tyle bystry, że bez problemu zauważył jej podpisy.

Ministerstwo Magii powoli budziło się do życia. Okazały hol był prawie pusty, co nie dziwiło Hermiony. Specjalnie wybrała się do Gawaina Robardsa przed siódmą rano, aby uniknąć tłumów. Minęła kilku czarodziejów, którzy kończyli nocną zmianę i skierowała swoje kroki ku windom. Harry mówił, że jego szef pojawia się w poniedziałki w biurze o szóstej, więc miała nadzieję, że uda jej się z nim zobaczyć. Trasę znała na pamięć, tyle razy tędy szła, aby spotkać się z Severusem. Wzdrygnęła się na myśl, że znowu będzie musiała przebywać w Azkabanie. Chociaż wolała to niż widzenie się ze Snapem. Na myśl o nim wzdrygnęła się drugi raz.
- Przynajmniej weźmiesz swoje książki – mruknęła sama do siebie, aby podnieść się na duchu.
Gdy weszła do Siedziby Aurorów powitało ją kilka zaciekawionych par oczu. Hermiona była w tym miejscu wiele razy, ale ostatni raz tak na nią patrzono, gdy przyszła, aby zobaczyć się z Severusem pierwszy raz. To było rok temu – pomyślała czarownica. Wtedy też był sierpień, a ona stała pod drzwiami i czekała na Harry’ego…

Tym razem nie musiała czekać, zapukała i gdy usłyszała komendę „wejść”, pchnęła zdecydowanie drzwi. Gawain Robards nie patrzył się na nią badawczo jak przy pierwszym spotkaniu, tym razem był lekko zdziwiony.
- Panno Granger, stało się coś? – spytał zanim zdążyła usiąść.
- Tak – przytaknęła. – Chcę wiedzieć, na jakim etapie jest śledztwo, ponieważ Severus Snape przysłał mi już dwa wyjce i zażądał oddania mu wspomnień.
- Żartujesz sobie ze mnie!

Tą informacją zbiła go zupełnie z tropu, wpatrywał się w nią badawczo i myślał intensywnie. Hermiona nie odrywała wzroku od szefa aurorów, ponieważ dokonała pewnego odkrycia. W piątek wieczorem oglądała z Ronem i rodzicami film w telewizji pod tytułem „Rycerz Króla Artura”. Wiedziała, że aktor grający Lancelota bardzo jej kogoś przypominał, ale nie była w stanie przypomnieć sobie kogo. Nie myślała o tym więcej, ale teraz zrozumiała, że ta osoba siedzi po drugiej stronie biurka i nazywa się Gawain Robards. Gdyby nie to, że szef aurorów był blondynem o prostych włosach i miał niebieskie oczy, to Hermiona pomyślałaby, że Richard Gere to tylko przykrywka wśród mugoli.
- Jak on mógł się dowiedzieć? – spytał się głośno Gawain, wyrywając tym samym dziewczynę z zamyślenia.
- Nie wykrzyczał mi tego – błyskawicznie odpowiedziała.
- Chcesz abym złożył mu wizytę? Dopilnuję, aby się zamknął.
- Chyba będzie lepiej, jeśli sama do niego pójdę – zadeklarowała Hermiona.
- Nie musisz się nad nim rozczulać – stwierdził Robards. – Sukinsyn miał cholerne szczęście, że na ciebie trafił i nie potrafi się zachować. Mogę mu powiedzieć kilka słów na obślizgłe uszko…

Hermiona zachichotała, gdy wyobraziła sobie jak Severus zareagowałby na taką sytuację. Popatrzyła się na szefa Harry’ego i zauważyła, że uśmiechnął się do niej. Mało nie spadła z krzesła z powodu wrażenia. Uśmiechający się Gawain Robards! Zawsze uważała go za człowieka, który podnosi kąciki ust równie często jak Snape. W czasie rozpraw w Wizengamocie przez większą część czasu twarz miał wykrzywioną przez nienawiść do śmierciożerców. W gabinecie jedyne, na co sobie pozwalał to chłodny profesjonalizm. Gdy pojawił się na jej przyjęciu urodzinowym u profesora Slughorna traktował ją z lekceważeniem. Teraz zaś patrzył się na nią zupełnie inaczej. Ze zdumieniem stwierdziła, że jest równie przystojny jak Richard Gere. Spłonęła rumieńcem.
- Nieee… - oznajmiła. – Ja sama… poradzę sobie… dam radę… i w ogóle – język się jej plątał.

Gawain zerknął na nią niespokojnie, a Hermiona mogła przysiąc, że to z powodu jej reakcji. Wziął standardowy formularz podania o wizytę u więźnia i podał jej.
- Skoro twierdzisz, że wolisz sama… - westchnął. – Wspomnienia dostanie jak skończymy je badać. W piątek, po twoim wyjściu, zwołałem zespół, ale nadal niczego nie ustaliliśmy. Chciałem dzisiaj wysłać kilku ludzi, aby zbadali twój ogród. Zgadzasz się panno Granger?
Hermiona kiwnęła głową i pochyliła się jak najbardziej nad formularzem. Chciała, aby rumieńce zniknęły z jej twarzy zanim popatrzy się na Gawaina. Wypełniała rubryki najwolniej i najstaranniej jak tylko mogła, ale i tak strzeliła kleksa przy nazwisku Severusa. Mimo jej starań, pismo było szybko gotowe, podała je szefowi Harry’emu i patrzyła jak ten wyciąga piłeczkę i zamienia ją w świstoklik.
- Zasady te same, co zawsze – powiedział.
- Yhm – mruknęła i włożyła formularz do torebki.
- Panno Granger…
- Tak? – uniosła głowę.
- Ładna sukienka – wyszczerzył do niej zęby.
Hermiona nie zdążyła nic odpowiedzieć, ponieważ poczuła szarpnięcie i świstoklik zaniósł ją wprost do Azkabanu.

Idąc ponurymi korytarzami twierdzy, Hermiona starała się uspokoić. Nawet aurorzy widzieli, że jest z nią coś nie tak skoro przyleciała mając twarz czerwoną niczym dorodny pomidor. Wdech, wydech – instruowała się – on tylko powiedział miły komplement, to ty masz jakieś dziwne myśli. Masz chłopaka, opanuj się! Uśmiechnęła się jednak na myśl, że spodobała się Gawainowi jej nowa sukienka. Mama Hermiony oświadczyła któregoś dnia córce, że muszą koniecznie pójść na zakupy. Czarownica nie znosiła chodzenia po sklepach z ubraniami, ale nie chciała sprawić przykrości rodzicielce, która nie miała za często czasu na wypady z powodu Suzanne. W ten sposób stała się posiadaczką seledynowej sukienki, która sięgała do połowy łydki i odsłaniała ramiona. Razem z beżowym sweterkiem stanowiła miłą dla oka parę.

Auror otworzył drzwi do celi i zaprosił Hermionę gestem do środka. Ta weszła niepewnie, mając świadomość, że nadal ma rumieńce na twarzy. Severus zjadł śniadanie, co można było wywnioskować po pustych talerzach leżących na stole, które błyskawicznie zostały zabrane przez aurora.
- Przyszłaś – stwierdził z zadowoleniem. – Dawaj wspomnienia!
- Wypadałoby się najpierw przywitać – oznajmiła Hermiona i założyła ręce na klatce piersiowej.
- Nie pouczaj mnie dziewczyno! Chcę moje wspomnienia! – warknął Snape.
- Może jakbym usłyszała "dzień dobry", „proszę” i „dziękuję, że mnie broniłaś przed Wizengamotem” to wtedy byłabym bardziej skłonna do współpracy! – w Hermionę wstąpił duch walki.

Severus wyglądał jakby zjadł na śniadanie pół kilo cytryn, a nie jajecznicę z kiełbaskami. Jego twarz wykrzywiła się ze złości.
- Miałaś przechować wspomnienia i nawaliłaś! – prychnął. – Daj mi je i idź sobie!
- Skąd pan wiedział, że nawaliłam? – spytała się czarownica.
Snape najpierw zamrugał oczami jakby nie zrozumiał pytania, po czym popatrzył się wymownie w sufit.
- Co cię to obchodzi? – spytał się tonem, jakby rozmawiał z niedorozwiniętą istotą.
- A to, że pan mi o tym powie, a ja oddam panu wspomnienia…
- Nienawidzę jak się mnie szantażuje – wycedził Severus przez zęby.

Nastąpiła cisza, żadne nie chciało ustąpić. Hermiona stała nad swoim dawnym nauczycielem eliksirów, który siedział na materacu i patrzyła się na niego jakby był niesfornym dzieckiem. On za to lustrował jej sukienkę ze zmarszczonymi brwiami. Hermiona doszła do wniosku, że coś musi być w tym kawałku materiału, skoro dwaj dojrzali mężczyźni reagują tak, a nie inaczej. Jednak Severusa Snape’a nie podejrzewała o żaden przychylny komentarz.
- Czekam… - powiedziała cicho, ale ton jej głosu wskazywał, że to ostrzeżenie.

***

Severus był wkurzony: Granger przyszła do niego z samego rana i robiła problemy zamiast dać mu wspomnienia. Na dodatek była w dopasowanej sukience, która zaczęła działać mu na wyobraźnię. Zdumiało go to: nie była ponętna czy coś, nadal była to ta sama, prawie płaska Granger ze splątanymi włosami, którą miał głęboko w poważaniu. Gdyby nie półmrok panujący w celi przysiągłby, że jest jakoś dziwnie rozpromieniona i jej oczy błyszczą niż bardziej. Zaszła w niej jakaś zmiana, nie wiedział jednak jaka, dla niego niewiele zmieniła się od czasu, gdy ukończyła Hogwart. Tylko tego mu brakowało: mieć ochotę rzucić się na każdą osobę płci pięknej. Miał wystarczające problemy przebywając w jednym pomieszczeniu z Sarą. Sukienki, wszędzie te cholerne, mugolskie sukienki! Co te baby sobie wyobrażają? Nie mogą ubrać się w coś ze świata czarodziejów? Sukienki, które miała McGonagall odepchnęłyby każdego, czemu Sara i Granger nie mogą takich nosić?
- Czekam… - usłyszał cichy głos.
- Cholera, Granger, nie denerwuj mnie! – warknął.

Nie miał ochoty bawić się w kotka i myszkę. Chciał tylko odzyskać swoje wspomnienia i wrócić do czytania gazety. Spojrzał na nią i zrozumiał, że w ten sposób nie uda mu się wygrać. Był na straconej pozycji: samotny więzień w celi, bez różdżki.
- Podsłuchałem rozmowę aurorów, gdy byłem na spacerniaku – wyrzucił z siebie z całą nienawiścią do świata, jaką mógł z siebie wykrzesać. – Gadali o tym jak przekupki na mugolskim targu. Cud, że cokolwiek są wstanie rozwikłać, skoro trąbią o takich rzeczach na prawo i lewo.
- Dziękuję – Hermiona uśmiechnęła się do niego. – Wspomnienia są na razie badane i gdy nie będą już potrzebne dostanie je pan z powrotem – dodała.
- Myślałem, że masz je przy sobie! – krzyknął Severus wstając.
- Mówiłam, że je pan dostanie, nie mówiłam kiedy – oznajmiła złośliwie.
- ile to potrwa? – spytał się stając przed nią i patrząc się na nią z góry.
- Nie wiem, tyle ile trzeba… – hardo patrzyła mu się w oczy nie pokazując po sobie nawet śladu irytacji albo złości.

Severus pomyślał, że zaraz wybuchnie. Nie podobało mu się, że jego była uczennica nic sobie z niego nie robi. W Hogwarcie był szanowany, na jego lekcjach zawsze panowała cisza. Gdy tylko mógł wlepiał szlabany i odejmował punkty, a gdy ktoś miał jakieś obiekcje to szybko tego żałował. A teraz stał przed młodą dziewczyną i nie mógł nic zrobić, w żaden sposób na nią wpłynąć. Nie podobało mu się to, szczerze mówiąc bardzo mu się to nie podobało.
- … dlatego niech pan mi nie przysyła wyjców – kontynuowała Hermiona. – Tak się złożyło, że pierwszy otrzymałam akurat w trakcie przyjęcia, na którym było ponad dwudziestu gości… - zrobiła znaczącą pauzę. – Nie jestem w stanie niczego przyśpieszyć. Obiecuję, że oddam wspomnienia, ale proszę być cierpliwym (w tym momencie Severus prychnął na znak, że ma mnóstwo czasu) i jeśli trzeba przesyłać mi zwykłe listy…
- Nie chcę, aby ktoś oglądał moje wspomnienia z powodu twojej tępoty i niedociągnięć!
Hermiona popatrzyła się na niego jak na zdechłego gumochłona. Jej głos drżał z tłumionych emocji, gdy zaczęła mówić:
- Wie pan równie dobrze jak ja, że rzuciłam na nie takie zaklęcia, że niewiele osób byłoby w stanie je złamać. To po pierwsze… Po drugie: nikt nie zobaczy wspomnień, badane są tylko ewentualne ślady złodzieja! Rita także ich nie widziała, bo albo nie była w stanie ich złamać, albo miała jakieś… szlachetne pobudki.

Severus zamyślił się. Sam nie wiedział, czemu był przekonany, że wspomnienia zostały obejrzane przez Ritę. Nie mógł sobie przypomnieć czy coś takiego wynikało z rozmowy aurorów. Może źle coś zrozumiał. Popatrzył się na Granger i odwrócił wzrok. Miał ochotę nadal się z nią kłócić, ale dziewczyna miała rację: widział w jej umyśle, jakich klątw i zaklęć użyła. Sam z niektórymi miałby problem, a co dopiero jakaś dziennikarka… Ktoś, kto ukradł puszkę musiał być potężnym czarodziejem. Na dodatek Granger stwierdziła, że nikt nie dobrał się do zawartości fiolki. Nie musiał zaglądać do jej umysłu, aby wiedzieć, że mówi prawdę. W takich chwilach brała wszystko na siebie, tak między innymi, objawiała się jej denerwująca gryfońskość.

Sekundy mijały, a on nie wiedział, co powiedzieć. Słowa „dziękuję” i „przepraszam” nie były w stanie przejść mu przez gardło. Sara wspominała, że to przyjdzie z czasem. Kiedyś będzie mógł swobodnie wyrzucić z siebie to, co czuje, ale ta chwila jeszcze nie nadeszła… Spojrzał w kąt celi i znalazł pretekst do dalszego wytrząsania się nad Hermioną.
- Dobra! – warknął. - Nie będę przysyłał ci wyjców! Ale książki mogłabyś dawać lepsze, a nie te gnioty!
- Gnioty! – dziewczyna oburzyła się i w duchu Severus przyznał jej rację. – To są perły literatury światowej!
- To jest mugolskie! – czarodziej nakręcał się bardziej, wiedząc, że ma pretekst, aby sobie pokrzyczeć.
- A niby co pan by chciał nie-mugolskiego? – warknęła.
- Coś… co mi się przyda – oznajmił i uniósł wysoko podbródek starając się na nią nie patrzeć.

Hermiona patrzyła się na niego ze złością. Jej oczy zamieniły się w wąskie szparki. Wyglądała jakby chciała mu wygarnąć wszystko, co o nim myśli, ale ostatecznie nie zrobiła tego. Severus miał nadzieję, że uda się ją doprowadzić do furii. W jakiś pokręcony sposób bawiło go to.
- Po dzisiejszym dniu, niech pan się ucieszy, jeśli cokolwiek ode mnie dostanie – oświadczyła lodowatym tonem i odwróciła się do niego tyłem.

Stała tak, aż do czasu, gdy przyszedł auror i wyszła z celi bez słowa. Severus powoli opadł na materac. Czuł się nieswojo, chyba dlatego, że nie powiedziała „do widzenia” jak zwykle.
- Na kły bazyliszka, naprawdę wariuję – mruknął pod nosem.
Sięgając po Proroka Codziennego zauważył, że Hermiona zapomniała wziąć ze sobą książki. Westchnął i wziął się za czytanie gazety.

***

Hermiona wylądowała w gabinecie Gawaina, który na nią czekał. Od razu przeszedł do sedna sprawy:
- Skąd wiedział? – spytał się.
- Podsłuchał rozmowę aurorów podczas spaceru – odpowiedziała i oddała mu piłeczkę.
Szef aurorów nic nie odpowiedział, podszedł do szafy, odłożył byłego świstoklika i wyciągnął jakieś dokumenty.
- Kiedy dostałaś pierwszego wyjca? – spytał się.
- W sobotę wieczorem.
- Czyli musiał podsłuchać to przed południem… - Gawain przeglądał pergaminy. – Acha! Anderson i Goodman! Oni mieli wtedy dyżur… Snape napisał list po południu, Doris go zatwierdziła i wysłała… ona jest tak samo tępa jak reszta towarzystwa – westchnął znacząco.
Odłożył wszystkie dokumenty na biurko i podszedł do drzwi, wychylił przez nie głowę i krzyknął:
- Anderson, Goodman, do mnie!

Po chwili w gabinecie zjawili się wzywani aurorzy. Hermiona od razu rozpoznała, który jest który. Harry opowiadał, że Anderson był łysiejącym szatynem lubiącym ubierać się w starodawne ubrania. Teraz stał przed szefem w kryzie, haftowanym kaftanie i luźnych spodniach kończących się nad kolanem. Goodman za to był młodym aurorem, miał najwyżej dwadzieścia pięć lat i był tak rudy, że mógłby należeć do rodziny Weasleyów. Obydwaj starali się zachować spokój, ale widać było, że się denerwują.
- Patałachy jedne! – zagrzmiał Robards. – Powiecie mi, czemu mielicie ozorem na temat wspomnień Severusa w Azkabanie!? Zwłaszcza przy nim!?
- My wcale nie gadaliśmy przy nim… - zaczął niepewnie Anderson.
- Snape twierdzi inaczej!
- Gadaliśmy o tym – przyznał Goodman. – Każdy gadał, bo wszyscy się zastanawiali, kto jest złodziejem… ale jestem pewny, że nie mówiliśmy o tym przy więźniach – bronił się.
- Gdy więźniowie byli na dziedzińcu nie gadaliśmy za bardzo – dodał Anderson i szarpiąc nerwowo kryzę. – Na pewno powiedziałem, że ładna dziś pogoda…
- … a ja powiedziałem, że tak, a później spytałem się, co słychać u jego wnuczki… - wtrącił Goodman.
- … odpowiedziałem, że wszystko w porządku, zaczęła chodzić. Potem spytałem się jak idą przygotowania do ślubu Irvina, a on…
- Dość! Dość! – jęknął Gawain łapiąc się za głowę. – Nie interesuje mnie, o czym gadaliście! Faktem jest, że Severus Snape dowiedział się o wszystkim! A nie miał prawa dowiedzieć się o tajnym śledztwie! – ryknął i walnął pięścią w biurko. - Czemu ja pracuję z takimi tłumokami? To już twoja kolejna wpadka Anderson! – warknął.
- Ja wcale… - zaczął się bronić auror.
- Jeszcze jeden raz nawalisz, a będę musiał potrącić ci z pensji!

Atmosfera się zagęściła. Hermiona pomyślała, że wolałaby nie być świadkiem tej rozmowy. Aurorzy patrzyli się bezradnie na siebie nie wiedząc jak przekonać szefa do swoich racji. Dopiero Anderson przerwał ciszę:
- Tak jest szefie! – zasalutował. – Postaram się więcej nie nawalić!
- Ja to samo! – Goodman naśladował starszego towarzysza.
- Dobrze, że się rozumiemy – stwierdził Gawain. – Możecie wracać na swoje stanowiska.

Aurorzy popędzili w kierunku drzwi jakby bali się, że jeśli nie zrobią tego dostatecznie szybko, to szef ich zawróci i powtórzy połajankę. Hermiona pomyślała, że ona także powinna już iść. Odwróciła głowę w stronę biurka i zobaczyła, że Gawain patrzy się na nią.
- Przykro mi, że byłaś tego świadkiem, panno Granger, ale teraz wiesz, kto jest winny przecieku – powiedział i westchnął. – Muszę być ostry, w tym zawodzie wszystko powinno być jak w zegarku, ale jest ciężko, gdy mam takich ludzi… - uśmiechnął się przepraszająco.

Hermiona nadal nie mogła się powstrzymać od myśli, że jak na mężczyznę, który ma koło pięćdziesiątki, Gawain Robards jest wyjątkowo przystojny, gdy się uśmiecha.
- Och! Ja rozumiem… naprawdę – odpowiedziała szybko, modląc się w duchu, aby nie dostać rumieńców. – Ja… ja już pójdę… nie będę… eee… przeszkadzać – wydusiła z siebie i zaczęła się cofać ku drzwiom. – Dziękuję za wszystko i do widzenia! – krzyknęła i wyszła z gabinetu nie czekając na reakcję Gawaina.

Szła ku windom szybciej niż by chciała. Zachowujesz się gorzej niż nastolatka, która dowiedziała się, co robi się z facetem! – była zła na samą siebie. Gdy dopadła kabiny, wcisnęła guzik i powoli wydmuchiwała powietrze z płuc w miarę jak winda jechała w górę. Nie będę tutaj przychodzić, chyba, że po wspomnienia. Oddam je Severusowi i nigdy więcej się tutaj nie pojawię! – postanowiła. Nie chciała robić z siebie idiotki kolejny raz przed Gawainem Robardsem. Zobaczyła w nim podobieństwo do przystojnego aktora i od razu zaczęła myśleć o głupotach. Zachowała się prawie identycznie jak podczas lekcji z Gilderoyem Lockhartem. Była w nim porządnie zadurzona, tak bardzo, że nie dostrzegała jego wad. Tylko, że wtedy miała dwanaście lat, a teraz zbliżała się wielkimi krokami do dwudziestki. Miała poukładane życie i nie potrzebowała zmian: niedługo dostanie się na staż i zacznie pracować w Ministerstwie Magii, wyjdzie kiedyś za Rona i będą mieli dzieci. To jest dobry plan – stwierdziła i poszła w stronę przystanku autobusowego.

czwartek, 5 maja 2016

Voldemort ubiera się u Madame Malkin: Rozdział 13 – O tym jak zostałem (prawie) wyruchany i w jaki sposób dokończyłem misję

Elooooo Zioooomy!
Przed wami… Dj Glizda!


He, he, taki żarcik :). Rozumiecie... tej piosenki nie stworzyłem :P

Obiecałem, że wam opowiem, co było jak dotarłem do Meksyku w Meksyku… tak się teraz zastanawiam czy opisywać, co się działo dalej, ponieważ to troszeczkę żenujące… ale obiecałem, to chyba muszę… :(

No dobra, może mnie nie ocenicie źle. Wierzę w was! <3

Byłem w Meksyku w Meksyku i stwierdziłem, że skoro mam główkę to mogę trochę poimprezować zanim wrócę do Voldusia. Szczerze mówiąc to odzwyczaiłem się trochę od gotowania zupek i wyrzucania kupki z nocnika. Pomyślałem: „niech się jeszcze trochę senior pomęczy!”. Tak też zrobiłem, złapałem ciężarówkę i pojechałem na Florydę do Disneylandu. Zawsze o tym marzyłem! Wybawiłem się jak jeszcze nigdy w życiu! Było super, kupiłem sporo pamiątek i wysłałem paczką do Anglii ^^.

Wiecie, musiałem kraść kasę… nie abym był z tego dumny, ale Voldek nie chciał mi niczego przesłać :/ (Sknerus jeden!). Ale wydawałem to wszystko na jedzenie i przetrwanie (w Disneylandzie musiałem wykupić wejściówkę, ponieważ ciężko jechać rollercoasterem, jako szczur – nie mają specjalnych zabezpieczeń dla nas! Skandal!). Trochę odłożyłem i kupiłem bilet na samolot, który miał mnie zabrać do Londynu. Była godzina dwudziesta, a lot miałem z samego rana, więc pomyślałem sobie, że zaszaleję! Ten jeden, jedyny raz…

Zwinąłem jakiemuś gościowi garniak i poszedłem w nim do jakiejś super-duper-ekstra-naładowanej-gwiazdkami restauracji. Chciałem spróbować jak smakuje wykwintne żarcie. Nie było mnie stać, ale pomyślałem, że znowu zrobię numer z pójściem do toalety, gdzie zamienię się w szczura i spierdzielę kanałami. Kelnera walnąłem „confundusem”, więc mnie wpuścił bez problemu. Powiem wam szczerze, że to żarcie za kilka tysięcy dolarów takie sobie było. Zamówiłem stek z krokodyla, którego upolował Chuck Norris, w sosie truflowym, stare śmierdzące sery sporządzone z mleka krów, które są masowane i pojone szampanem, wino pamiętające Napoleona (w smaku wykrzywiające ryj) i do tego lody z dwudziestu odmian czekolady pokryte złotem. Ohyda! Ale za to potem srałem złotem przez jakiś czas! :D

A teraz…. zaczyna się ta gorsza przygoda :(. Mój plan działał, najadłem się, napiłem, wszyscy wokół mnie skakali jakbym jakimś był królem czy co, ogólnie git-majonez-śmietana :). Gdy poczułem, że zbliża się czas ucieczki wstałem i poszedłem do toalety. No plan idealny! Co mogło pójść nie tak? Przy toalecie stała ONA.
- Nazywam się Conchita Lasencja Dupencja – mówi do mnie.
Nogi długie, aż do ziemi, pełne usta jak u glonojada, długie, rude włosy, cycki jak balony Pameli Anderson… Wyglądała mnie więcej tak:


Nawet Volduś by się skusił! Popatrzyła się na mnie tak jakbym był wielkim ciachem przekładanym malinowym kremem i posypanym wiórkami czekoladowymi. Przynajmniej tak mi się zdaje, ponieważ oblizała się jakby miała ochotę na deser. Musiałem coś wymyślić! No musiałem!
- Jestem Stephen Hawking! – oznajmiłem.



To było pierwsze nazwisko, które przyszło mi do głowy. Conchita uniosła pięknie narysowaną brew w górę.
- Ten naukowiec? – spytała.
- Tak – brnąłem w to dalej.
- Nie powinieneś jeździć na wózku?
- Jestem tak genialny, że sam siebie wyleczyłem – oznajmiłem i wypiąłem dumnie pierś. – Wiesz, jak na sławnego medyka przystało.

Zatkało ją z wrażenia! Pomyślałem sobie: „oj, poruchasz dzisiaj Glizduś, poruchasz!”. Byłem w siódmym niebie, ponieważ odgadła moje myśli. Złapała mnie za rękę i powiedziała, że chce iść ze mną do mojego pokoju hotelowego. Zgodziłem się od razu! Problemem było to, że miałem uciec… ale czekała na mnie gorąca laska… musiałem, no musiałem! Kazałem jej iść do wyjścia, a sam rzucałem na wszystkich „confundusa”. Wmówiłem kelnerowi, że jestem Stephen Hawking i zapłacę następnym razem. Zgodził się! Uffff…

Wylądowałem z Conchitą Dupencją w jakimś ekskluzywnym hotelu, gdzie zrobiłem to samo, co w super-duper-ekstra-naładowanej-gwiazdkami restauracji. Nie wiem czy to czyta Stephen Hawking, ale bardzo go przepraszam za nabicie mu rachunku na ponad sto tysięcy dolców. Oddam… na pewno kiedyś oddam…

Teraz będzie gorąco! Conchita zaczęła mnie namiętnie całować i rozbierać. Rzuciła mnie na łóżko! Była taka gorąca, że skończyłem w międzyczasie z dwa razy (ale chyba tego nie zauważyła). W pewnym momencie wyjęła z torebki kajdanki i powiedziała, że jestem niegrzecznym chłopcem, więc mnie przypnie do tego zajebistego, królewskiego łoża. Dla poruchania zgodziłbym się na wszystko i dlatego przytaknąłem. I to był błąd! Bo to zła kobieta była…

Przypięła mnie i… skoczyła od razu do moich ciuchów. Przegrzebała wszystkie kieszenie i wyciągnęła z nich różdżkę, portfel i tsantsę. Nie była zadowolona, gdy nie znalazła kasy i kard kredytowych. Szczerze mówiąc miałem w portfelu tylko dwa guziki od marynarki, zdjęcie nagiego Voldusia w wanience, ćwierć dolara i kawałek sznurka. Zdenerwowała się okropnie, krzyczała bardzo brzydkie rzeczy w moją stronę, ubrała się, zabrała tsantsę i wyszła z pokoju.

Na początku myślałem, że to taka gra wstępna, ale gdy tak leżałem przypięty do łóżka przez trzy godziny stwierdziłem, że jednak mnie okradła :(. Sytuacja zrobiła się groźna: jeśli się nie uwolnię to przepadnie mi samolot i obsługa hotelowa każe mi płacić za ten zajebiście drogi apartament! Na szczęście Conchita zostawiła różdżkę na łóżku i udało mi się ją dosięgnąć palcami stopy. Oswobodziłem się, ubrałem i teleportowałem na lotnisko.

Powiem wam, że ten lot był najdłuższym w moim życiu. Ciągle przed oczyma widziałem zawiedzioną minę Voldusia… Już mu dałem znać, ze wracam do domu i mam główkę. Co miałem robić, no co?

Rozważałem czy nie poszukać jakiejś w Londynie, na przykład gumowej w jakimś sklepie z gadżetami, albo włamać się do pracowni Severusa, bo on to zawsze miał jakieś obrzydlistwa w słoikach. Aż nagle mnie olśniło! Przecież w Błędnym Rycerzu wisiała tsantsa! Wprawdzie dość gadatliwa, ale Voldusiowi to nie będzie przeszkadzać. Powiem wam szczerze, że miałem ochotę pójść do kibla, włożyć głowę do muszli i pierdolnąć się porządnie deklem w ten pusty łeb. Kilka miesięcy spędziłem w podróżach, byłem na pustyni, w dżungli, żarłem robaki, prawie poruchałem, a tsantsa była na wyciągnięcie ręki! Argh!

Dalej możecie domyśleć się, co zrobiłem. Tych dwóch głupków z autobusu łatwo było przekonać, aby zrobili postój na siku. Stanęliśmy w jakimś polu, zawołałem ich na tył pojazdu twierdząc, że złapaliśmy gumę. Walnąłem w nich zaklęciem, wyczyściłem wspomnienia i zwinąłem główkę. Wprawdzie krzyczała, ale wsadziłem jej cukierka do ust to się zamknęła. Panie i panowie, o to ona!


Napisałem wam wszystko, niczego nie zataiłem, mam nadzieję, że nie ocenicie mnie zbyt surowo. Ja naprawdę jestem słodkim i niegroźnym, małym szczurkiem! Mówiłem, że was kocham? <3

Moja stylówka, może kogoś zainteresuje:


Ta na górze była pierwsza, ale Volduś stwierdził, że jest zbyt pedalska i kazał mi ubrać się w to:


Takie ubrania mógłby założyć każdy normalny facet ^^

Czas kończyć pisanie, obowiązki wzywają. Volduś niedługo dorośnie… chlip, wzruszyłem się. Nie wiem tylko, o co mu chodzi z tym, że mam oddać mu swoją rękę. Pewnie się wygłupia, słodki dzieciaczek <3

Pozdrófffka for all :*

poniedziałek, 2 maja 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 23 – Domniemania i fakty


Kingsley Shacklebolt kroczył pewnie po Ministerstwie Magii, a za nim podążała pogrążona w myślach Hermiona Granger. Mijający ich czarodzieje i czarownice zatrzymywali się i zerkali na nich ciekawie. Ignorowała to, ponieważ w jej głowie przewijały się różne teorie dotyczące wspomnień Severusa. W jaki sposób wpadły w szpony Rity? Czy to ona je zabrała? Było to bardzo możliwe: dziennikarka w każdej chwili mogła zmienić się w żuczka. Podczas ukrywania fiolki Hermiona rzuciła „Homenum revelio”, ale nie była pewna czy ten czar wykrywa animagów. Czy Rita dałaby radę zdjąć wszystkie zaklęcia zabezpieczające? Hermiona nie wiedziała, jaki jest poziom umiejętności magicznych dziennikarki na tym polu. Na pewno potrafiła manipulować i wyciągać informacje z różnych osób, ale czy potrafiłaby złamać tuzin czarów i klątw? Może miała wspólnika i ktoś to za nią zrobił?

Pozostawało także niewiadome skąd Kingsley wiedział o tym, że to Rita posiada wspomnienia Severusa. W domu Państwa Granger nic nie powiedział i kazał Hermionie iść za nim. Czarownica podejrzewała, że dziennikarka zaliczyła wpadkę. Może ktoś miał jej dość i na nią doniósł albo prowadzone jest śledztwo i przeszukano jej dom... Z drugiej strony Harry pewnie powiedziałby gdyby coś takiego miało miejsce.

Przypuszczenia Hermiony wydały się jej jeszcze bardziej prawdopodobne, gdy weszła z Kingsleyem do windy. Minister Magii wcisnął guzik oznaczający, że chce się znaleźć na drugim poziomie, gdzie siedzibę ma Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Zaczarowana winda szybko zawiozła ich na wybrane piętro. Kingsley bez wahania zaprowadził Hermionę do biura szefa aurorów. Bez pukania weszli przez drzwi, a za nimi zobaczyli Gawaina Robardsa i Ritę Skeeter.
- Przyprowadziłem osobę, której skradziono wspomnienia Snape’a – Kingsley oznajmił swoim głębokim głosem.

Wydepilowane brwi dziennikarki poszybowały w górę, Gawain Robards także miał minę jakby nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Hermiona oblała się rumieńcem, gdy pomyślała, że auror musiał się rozczarować. Wiedziała, że uważa ją za jedną z najzdolniejszych czarownic, a tu się nagle okazało, że zaliczyła sporą wpadkę.
- Hermiono, ostatnio knocisz wszystko gorzej niż Knot! – do uszu zgromadzonych dotarł komentarz Rity.
Zaskoczony Kingsley drgnął patrząc jak młodsza z czarownic robi się mocno czerwona na twarzy. Ku jego większemu zdumieniu Robardsowi również poróżowiały policzki i zaczął wpatrywać się w kąt pokoju.
- Wyjaśnicie mi… - Minister Magii zaczął formułować pytanie, ale Rita szybko mu przerwała.
- Stare sprawy! – zaświergotała i zwróciła się do Hermiony. – Kto by się spodziewał, że Stary Nietoperz akurat ciebie wybierze na strażnika tajemnicy…

W dziewczynie zagotowało się. Dziennikarka była po prostu bezczelna!
- Lepiej powiedz jak udało ci się ukraść wspomnienia! – warknęła oskarżycielskim tonem.
- Ja!? – oburzyła się Rita. – Jestem niewinna!
- Tak, jasne! – oznajmiła Hermiona. – Oddałabyś duszę diabłu za wspomnienia! Wiem, że dla takich informacji zrobisz wszystko! Może jeszcze powiesz, że wspomnienia same spadły ci na głowę? – dodała z ironią.
- Dla twojej wiadomości Panno-Wiem-Wszystko-I-Jeszcze-Więcej: mam bardzo dobre źródło, które opowiedziało mi wszystko o dzieciństwie Snape’a! – odpowiedziała Rita ze złością. – Nie potrzebuję jego wspomnień! Może i mam kilka drobnych występków na sumieniu, ale nie muszę się zniżać do kradzieży!
- W takim razie… - Hermiona zamierzała dalej kłócić się z dziennikarką, ale Kingsley położył rękę na jej ramieniu i ścisnął dając do zrozumienia, aby zamilkła.
- Powinienem cię poinformować, że to Rita przyniosła wspomnienia Severusa do biura Gawaina… - wyjaśnił skruszonym tonem.

Hermiona patrzyła się na czarownicę z niedowierzaniem. To było oczywiste, że dziennikarka nie przepuściłaby okazji, aby obejrzeć zawartość fiolki. Po co w takim razie przyniosła ją Robardsowi? Hermiona przeniosła wzrok na szefa biura aurorów i uniosła pytająco brwi. Ten odchrząknął i sięgnął po leżący na biurku czarny worek. Wyjął z niego puszkę po kawie i pergamin.
Kingsley podszedł do niego, wziął wspomnienia Severusa i podał Hermionie.
- Sprawdź czy jest naruszona – rozkazał.

Dziewczyna popatrzyła się na przedmiot leżący w jej dłoni i przełknęła głośno ślinę. Nie potrafiła zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Nic nie układało się w logiczną całość. Skoro miała je Rita to czemu ma sprawdzić czy wspomnienia zostały odpieczętowane, czy nie? Przecież dla dziennikarki jej pokroju to jak prezent na gwiazdkę. Hermiona nie wątpiła, że Rita na pewno obejrzała zawartość i dodała do swojej książki o Severusie. Wyciągnęła drżącą ręką różdżkę i wyszeptała kilka inkantacji kreśląc nią różne figury nad puszką.
- Nikt jej nie otworzył! – wykrzyknęła zdumiona.
- No jasne, że jej nie otworzyłam! – warknęła Rita obrażonym tonem.

Gawain Robards wstał z fotela i wziął z biurka pergamin.
- Panno Granger – zaczął mówić oficjalnym tonem. – Rita Skeeter przyszła do mnie nie dawno i przyniosła te dwie rzeczy twierdząc, że otrzymała je z tajemniczego źródła…
- To wszystko przyniosła nieznana mi sowa – wtrąciła dziennikarka. – Wleciała przez okno i zrzuciła mi worek prosto na głowę, a ja akurat byłam po wizycie u fryzjera... pewnie i tak nie rozumiesz, jaka to tragedia, gdy masz idealnie ułożone włosy i ktoś ci je niszczy! – dodała z przekąsem. - W środku były zapieczętowane wspomnienia i ten list – wskazała na pergamin w ręce Gawaina.
- Droga Rito! To jest coś, co może ci się przydać w najbliższym czasie. Ma na sobie sporo zaklęć, ale wiem, że dasz sobie z nimi radę. Nie mogę doczekać się twojej książki o Mistrzu Eliksirów! – szef aurorów odczytał głośno tekst i podał pergamin Hermionie.

List nie był napisany odręcznie: tajemnicza osoba powycinała poszczególne literki z gazety i przykleiła, aby tworzyły zdania. Hermiona była zdumiona: kto mógł to zrobić? Kingsley i Gawain patrzyli się na nią znacząco, oczekując, ze coś powie.
- Ja… ja nie mam pojęcia kto… - wydukała zrozpaczona.
- Kto wiedział, że akurat ty posiadasz wspomnienia? – spytał się szef aurorów.
- Hmmm… - Hermiona zamyśliła się. – Harry, Ron, Ginny… podejrzewam, że cała rodzina Weasleyów wiedziała… Profesor McGonagall i wszystkie portrety z gabinetu dyrektorki…
- Czy porządnie je ukryłaś? – drążył dalej Gawain Robards.

Hermionie nie pozostało jej nic innego jak wymienić wszystkie zaklęcia i klątwy jakich użyła. Opowiedziała dokładnie w jaki sposób schowała puszkę. Gdy skończyła nastąpiła cisza. Widać było jak czarodzieje intensywnie myślą.
- A ja wiem jak to było! – oznajmiła Rita tryumfalnie, obdarzając wszystkich zebranych uśmiechem i błyskiem złotych zębów. – To była fanka moich książek. Nie mogła doczekać się najnowszej o Severusie, a wyczytała ze sprawozdań z Wizengamotu, że istnieją jego wspomnienia. Zaczęła śledzić Hermionę, aby dowiedzieć się czegoś więcej i udało jej się. Zabrała puszkę i wysłała mi, aby mi pomóc w pisaniu!

Gawain Robards obdarzył ją wzrokiem, który oznaczał, że nie bardzo wierzy w to wszystko.
- Skąd wiesz, że to kobieta? – spytał się podejrzliwie.
- Najbardziej lubią mnie kobiety – oznajmiła Rita tonem jakby to było oczywistością, którą każdy powinien znać. – Od mężczyzn dostaje bardzo mało wiadomości. Wolą czytać jakieś nudne eseje o eliksirach czy transmutacji zamiast porządnej literatury faktu – prychnęła z pogardą.
- Proponuję wdrożyć śledztwo – oznajmił Kingsley. – Wprawdzie nic się nie stało, ale lepiej wiedzieć kto może za tym stać. Dodatkowo uważam, że lepiej będzie, jeśli wszystko pozostanie w tajemnicy.
- W tajemnicy? – spytała się Rita zawiedzionym tonem. – Myślałam, że będę mogła…
- … pochwalić się, jaka jesteś szlachetna! – wtrąciła wrednie Hermiona i popatrzyła się na nią krzywo.
- Powinnaś mi być wdzięczna, ponieważ kolejny raz… - Rita nie dokończyła i przesłała jej uśmiech, który mówił „zamilknij albo powiem o Dafne”.
- Tak, tak, jestem bardzo wdzięczna – odpowiedziała błyskawicznie młodsza z czarownic i przesłała jej spojrzenie mówiące „spróbuj tylko, a wylądujesz w Azkabanie”.
- To dobrze! – stwierdziła Rita i zwróciła się do czarodziejów. – Mogę już pójść?

Kingsley i Gawain Robards popatrzyli się na siebie. Po chwili namysłu szef aurorów odparł, że tak, ale ma trzymać wszystko w tajemnicy. Rita niechętnie zgodziła się i wyszła stukając obcasami. Hermiona patrzyła się na nią i nadal nie mogła uwierzyć, że dziennikarka nie skorzystała ze wspomnień. Czyżby nie chciało jej się łamać zaklęć? Kim jest źródło informacji o Severusie? A może Rita naprawdę uznała, że publikacja skradzionych wspomnień jest poniżej jej godności?
- Ta kobieta działa mi na nerwy – jęknął Gawain. – Nie moglibyśmy coś z nią zrobić?
- Wiesz, że nie złamała nigdy prawa – odparł Kingsley ponuro. – Poza tym zawsze znajdzie się inna, która będzie wkładać nos w nie swoje sprawy.

Hermiona nic nie odpowiedziała. W końcu przyrzekła, że nie zdradzi sekretu Rity, a dziennikarka jak na razie wywiązywała się wzorowo ze swojej części umowy.
- Co zamierzasz zrobić ze wspomnieniami? – głos Kingsleya wyrwał Hermionę z rozmyślań.
- Oddam mu – zdecydowała. – Już jest po wszystkim. Czas aby wróciły do właściciela.
- Dobra decyzja – pochwalił ją czarnoskóry czarodziej.
- Chwileczkę! – odezwał się Robards. – Na razie muszę cię poprosić o pozostawienie ich tutaj. Przebadamy dokładnie puszkę i może trafimy na jakiś ślad.
Hermiona zgodziła się, przecież Severusowi nie zrobi różnicy czy odzyska wspomnienia teraz, czy za miesiąc. Po czym spisała swoje zeznania i opuściła biuro Gawaina, odprowadzana wzrokiem osób znajdujących się w Ministerstwie magii.

***

Ginny łapczywie zjadała trzeciego rogalika ze stosu, który przynieśli Hermiona z Ronem.
- Nie wierzę! – oświadczyła zdumiona. – Naprawdę sam je piekłeś?
- Oczywiście – Ron wypiął pierś, cały promieniował dumą. – Hermiona siedziała w ministerstwie, więc zająłem się pieczeniem.
- Co tam jest? – spytał się Harry patrząc się w głąb rozgryzionego rogalika.
- Nutella, banany i pianki. Sam to wymyśliłem!
- Na Lwa Gryffindora, to najlepsza rzecz jaką w życiu jadłam! – oczy Ginny rozszerzyły się ze zdumienia. – Kto by pomyślał, że Ronuś będzie takim dobrym kucharzem!
- Ja nie – stwierdził George, który przyszedł do kuchni w celu nalania sobie piwa do kufla. – Patrząc na jego umiejętności w mieszaniu eliksirów wolałbym tego nie próbować.

Rozłoszczony Ron chwycił jabłko leżące na kredensie i rzucił nim w brata. Ten machnął różdżką i sprawił, że owoc otrzymał skrzydła, dzięki którym mógł latać po pomieszczeniu.
- Bawimy się w łapanie szarlotkowego znicza? – spytała się Angelina Johnson, patrząc na jabłko, które wywijało beczki pod sufitem.
- Świetny pomysł! – ucieszyła się Katie Bell. – Nie ma tu miejsca na miotły, ale możemy lewitować drugą osobę. Dobierzmy się w pary. Ten, kto pierwszy złapie znicza wygrywa!

Do kuchni zaczęło przychodzić co raz więcej osób. Harry zaprosił na swoje dziewiętnaste urodziny prawie całą Gwardię Dumbledore’a. Marietta z Cho Chang nie otrzymały zaproszenia z wiadomych przyczyn: pierwsza okazała się zdrajczynią, a o drugą była zazdrosna Ginny.
- Ty mnie unieś w powietrze, a ja będę łapał znicza – powiedział Ron do Hermiony, na co kiwnęła głową, że się zgadza.
- Ufff! – odetchnął z ulgą George i ostentacyjnie starł sobie nieistniejący pot z czoła. – Już się bałem, że to ja będę musiał ciebie lewitować!
- Co? Taki słaby jesteś w czarach? – odgryzł się Ron.
- Obawiam się, że po tym jak przytyłeś „wingardium lewiosa” nie będzie na ciebie działać!

Kuchnia rozbrzmiała stłumionymi chichotami. Ron poczerwieniał na twarzy i próbował rzucić „jęzlep” na George’a co ostatecznie mu się nie udało. Gdy wszystkie pary były gotowe do podjęcia walki, Jordan Lee stanął na krześle i ogłosił się sędzią oraz komentatorem.
- Uwaga! Do lewitacji… gotowi… czaruj! – zakomenderował.
W powietrzu błyskawicznie zaroiło się od latających osób. Ron zderzył się z Padmą Patil, Harry prawie schwytał jabłko, które ukryło się za plecami Angeliny Johnson. Hanna Abott starała się minąć Dennisa Creeveya i Deana Thomasa. Stworek zahaczył o wiszące garnki, które spadły z hukiem na podłogę.
- Przepraszam! – krzyknęła Luna Lovegood, która kierowała jego lotem.
Lee Jordan komentował z zapałem starcie:
- … mam nadzieję, że garnki nie ucierpiały, bo w czym będzie gotował Harry? Zawsze powtarzałem, że trzeba go dokarmić, bo jest taki mały i chudy. Podejrzewam, że Ron zjadał jego porcje…
- Nie przesadzaj! – ryknął rudzielec i odbił się nogami od ściany, aby polecieć w innym kierunku.
Hermiona, Ginny, Katie Bell, Seamus Finnigan, Neville Longbottom, Parvati Patil i Justyn Finch-Fletchley stali na ziemi z uniesionymi różdżkami. Utrzymywanie przyjaciół w górze zaczynało ich powoli męczyć.
- Hanna prawie złapała znicza! – kontynuował sprawozdanie Jordan. – Stworek w ostatnich chwili ją zablokował… Harry coś nie jesteś w formie! Zaprzepaściłeś trzecią szansę! Gdzie się podział ten słynny szukający z Gryffindoru?
- Przeszedł na emeryturę – powiedziała Ginny poprzez zaciśnięte zęby.

Na czole Hermiony pojawił się pot. Stojąca obok niej Katie Bell zaczęła opadać z sił. Krzyknęła „nie mogę dłużej” i upuściła różdżkę osuwając się jednocześnie na kolana. Angelina zaczęła spadać i niewątpliwie zaliczyłaby bolesne spotkanie z posadzką, gdyby nie George, który wykazał się niezłym refleksem i złapał ją w ostatniej chwili.
- Mój bohater! – krzyknęła uradowana dziewczyna.
- Bądź mą księżniczką! – poprosił szczerząc do niej zęby.
- Będę, o panie! – odpowiedziała, po czym została wyniesiona z kuchni przez swojego rycerza.
- Znicz został zapędzony w kozi róg! – entuzjazmował się Lee Jordan. – Wszyscy zawodnicy lecą w jego stronę! Kto go złapie?
Okazało się, że nikt. Jabłko otoczone ze wszystkich stron postanowiło popełnić samobójstwo i z głośnym plaśnięciem rozbiło się na ścianie.

Po udanej zabawie wszyscy udali się do salonu, gdzie zaczęto jeść, pić i rozmawiać.
- Dean, dowiedziałeś się czegoś o swoim ojcu? – spytała Hermiona.
- Niewiele – odrzekł chłopak. – Udało mi się napisać do kilku czarodziejów, którzy zajmowali się alchemią i dzięki temu doszedłem do osób, które go znały. Dowiedziałem się od pewnej czarownicy, że jego rodzina zniknęła rok przed moim urodzeniem, a on sam o wiele wcześniej. Nie wie niestety gdzie wyjechali – Dean westchnął, a Luna poklepała go po plecach. – Na razie niczego innego nie udało mi się ustalić w magicznym świecie, dlatego zacząłem węszyć wśród mugoli. Mama powiedziała, że zaczęła się spotykać z tatą pod koniec 1977 roku. Poznali się w pracy, ona dopiero zaczynała, on już tam był od jakiegoś czasu. Dość szybko przypadli sobie do gustu i po roku wzięli ślub. Gdy była w ciąży powiedział, że odchodzi. Potem nie widziała go nigdy więcej… - chłopak zasępił się. – Zacząłem szukać ich wspólnych znajomych oraz współpracowników. Dowiedziałem się tylko, że nikt go nie widział od roku 1980.
- To był ostatni rok Pierwszej Wojny Czarodziejów – powiedziała Hermiona. – Wtedy mnóstwo osób ginęło bez śladu. Jedni zostali zamordowani, inni uciekali za granicę i już tam zostali…
- Myślisz, że dopadł go Voldemort? – spytał się Harry.

Wszyscy zebrani w pokoju wzdrygnęli się na dźwięk tego imienia. Mimo, że od śmierci Voldemorta minął ponad rok nadal bano się go. Dlatego nadal w użyciu było określenie „Sami-Wiecie-Kto” lub „Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać”.
- Nie wiadomo, może wrócił do RPA? – zastanawiała się Hermiona.
- Był znanym alchemikiem, współpracował z Nicolasem Flamelem – dodał Dean.
- Nicolasa nie możemy się spytać, kopnął w kalendarz – stwierdził Ron.
- Nie wiemy ile miał eliksiru… - wtrącił Harry.
- Zmarł na pewno – oznajmił Justyn. – Mówił mi o tym Ernie Macmillan, jego rodzina była na pogrzebie, gdy byliśmy na drugim roku.

Zapadła cisza, wszyscy się zastanawiali nad sprawą ojca Deana. Przerwała ją dopiero Luna:
- Wiecie, może to było tak, że Voldemort chciał go wcielić w szeregi śmierciożerców. Przecież był świetnym alchemikiem, ktoś taki na pewno by im się przydał. Dean mówił, że zniknął o wiele wcześniej niż jego rodzina. Bardzo możliwe, że ukrywał się wtedy w mugolskim świecie. Tam poznał mamę Deana i ożenił się z nią. Jednak śmierciożercy go dopadli, dowiedzieli się o ślubie z mugolką i zabili – powiedziała.
- Mogło i tak być – stwierdził Dean. – To jednak nie wyjaśnia, czemu porzucił mamę i mnie.
- Oraz dlaczego jego rodzina zniknęła – dodała Parvati.
- Jest wiele niewiadomych. Myślę, że on porzucił was, ponieważ domyślał się, że śmierciożercy mogą was dopaść. Najpierw ukrył swoją rodzinę, a później do niej dołączył – powiedziała Hermiona.
- To nadal nie wyjaśnia, czemu się do nas nie odezwał – Dean był, co raz bardziej przybity.
- Wiesz co… napisz do Ernie Macmillana, może ma kontakt z kimś kto znał Nicolasa i twojego tatę. Kto wie… może czegoś się dowiesz od tej strony – poradził mu Justyn.

Atmosfera zagęściła się, ale nie na długo, ponieważ do salonu wpadł podchmielony George z Angeliną. Podgłośnił muzykę i zaczął tańczyć w dość dziki sposób.
- Mam dziewczynę! – krzyczał. – Angelina jest moją księżniczką!
- Gratulujemy! – odkrzyknęła Ginny i zaciągnęła Harry’ego do tańca.
Po chwili salon zapełnił się tańczącymi parami. Hermiona przytulała się do Rona podczas wolnej piosenki, a on szeptał jej do ucha miłe rzeczy. Czuła się kochana i szczęśliwa. Gdy wróciła do domu po wizycie z ministerstwa, opowiedziała mu wszystko, co zaszło. Ron od razu przytulił ją i zaczął pocieszać. Bardzo jej imponowało to, że zaczął się tak bardzo starać. Wiedziała, że ich miłość przetrwa wiele, skoro udaje im się pokonać wszystkie problemy.

Jako, że nie starczyło miejsca dla wszystkich w salonie, sporo osób przeniosło się z rozmowami do kuchni. Hermiona poszła po coś do picia, gdy usłyszała, że Katie Bell i bliźniaczki Patil rozmawiają o Cho Chang.
- … z tego, co słyszałam od wspólnych znajomych to zaczęła chodzić z jakimś mugolem!
- Z mugolem? – zainteresowała się Hermiona.
- Tak – potwierdziła Padma. – Ale nie powiedziała mu jeszcze, że jest czarownicą.
- Jak go poznała? – spytała się Katie.
- Marietta przedstawiła jej swojego kolegę.
- Ona się z kimś kumpluje? Z taką twarzą?
Dziewczyny złośliwie zachichotały. Żadna z nich nie wybaczyła, że Marietta wydała ich Umbridge.
- Już nie ma pryszczy, zostały jej blizny, które ukrywa pod makijażem – wyjaśniła Padma. – Słyszałam również, że nie mogła znaleźć pracy w naszym świecie. Informacje o niej rozniosły się i nikt nie chce mieć z nią do czynienia. Dlatego zrobiła jakiś kurs w mugolskim świecie i tam pracuje.
- Jako kto? – zdziwiła się Katie.
- Kosmetyczka, fryzjerka czy coś w tym stylu. Dość popularne u mugoli.
- Hmm – mruknęła Hermiona, która nadal miała lekkie wyrzuty sumienia przez to jak potraktowała koleżankę. – Co tam słychać u Alicji Spinnet? Słyszałam, że pracuje w departamencie…

Umilkła w połowie zdania, ponieważ usłyszała skrobanie. Podeszła do okna i wpuściła sowę, która trzymała w dziobie szkarłatną kopertę. Ptak rzucił ją pod nogi zaskoczonej Hermiony i uciekł jakby wiedział, co zaraz się stanie.
- O boże! – jęknęła czarownica czując, że zaczyna jej się robić słabo.
Nie zdążyła utopić koperty w soku dyniowym. Ta wybuchła, gdy tylko została dotknięta przez adresata. Grimmauld Place pod numerem 12 zadrżał od głosu Severusa Snape’a, który rozniósł się po wszystkich piętrach:
GRANGER! TY SKOŃCZONA IDIOTKO! MYŚLAŁEM, ŻE POTRAFISZ ZROBIĆ COŚ TAK PROSTEGO JAK UKRYCIE I ZABEZPIECZENIE WSPOMNIEŃ! TAKA KRETYNKA JAK RITA SKEETER POTRAFIŁA SIĘ DO NICH DOSTAĆ! MASZ TY MÓZG POD TĄ KUPĄ SIANA ZWANĄ WŁOSAMI!? KUPIŁAŚ GO NA WYPRZEDAŻY NA POKĄTNEJ!? MÓWIĄ, ŻE JESTEŚ NAJZDOLNIEJSZĄ CZAROWNICĄ MŁODEGO POKOLENIA! CHYBA NAJWIĘKSZĄ ZAKAŁĄ POKOLENIA! UWAŻAM, ŻE POWINNAŚ ROZWAŻYĆ POWTÓRZENIE HOGWARTU! CZEKAM NA CIEBIE I MASZ MIEĆ PRZY SOBIE WSPOMNIENIA!

Zaskoczone dziewczyny nie wyksztusiły z siebie nawet jednego słowa. Hermiona wpatrywała się tępo w płonącą kopertę. W holu dało się słyszeć odgłosy zbiegających po schodach osób. Ron wpadł do kuchni i przytulił drżącą z emocji Hermionę. Harry i Ginny podeszli do przyjaciół.
- Mam przejebane… - jęknęła żałośnie Hermiona.

Współczujący wzrok zgromadzonych osób dał jej do zrozumienia, że uważają tak samo.