poniedziałek, 6 czerwca 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 27 – Tajemnica Hermiony


UWAGA, ROZDZIAŁ ZAWIERA SCENY POWSZECHNIE UWAŻANE ZA +18!

Wszystkie ustalenia, które poczynili w celi Severus z Sarą okazały się nietrafione. Zrozumieli to od razu jak tylko znaleźli się sami w gabinecie. Atmosfera była tak napięta, a oni tak podnieceni, że po kilku minutach znowu wylądowali na podłodze całując się jak szaleni. Severus musiał przyznać, że miło tak leżeć na dywanie trzymając w objęciach pół nagą kobietę. Sara błądziła palcem po jego ciele.
- To bez sensu – wyszeptała. – Nie damy rady z tym walczyć…
- Też tak sądzę – mruknął jej w ucho.
- Może umówmy się w ten sposób: najpierw seks, a później terapia?
- Jestem za.
- Muszę coś napisać w raporcie, a nie potrafię zmyślać – jęknęła.
- Gdybyśmy mogli się spotkać dwa razy w tygodniu... wtedy szybciej byśmy się sobą nacieszyli - stwierdził Severus i popatrzył się na nią znacząco.
- Dwa razy powiadasz? – spytała się Sara i zamyśliła się. – Gdybym napisała, że potrzebujesz intensywnej terapii…
- … ponieważ po odebraniu kawy i książek mam depresję i myśli samobójcze – podsunął Snape.
Sara popatrzyła się na niego z błyskiem w oku. Wstała i poprawiła sukienkę. Majtek nie założyła.
- To jest dobra myśl – oznajmiła sięgając po notatnik. – Mogło to by trwać przez jakieś dwa miesiące… Może udałoby mi się uzasadnić, dlaczego muszę przychodzić do twojej celi…
- Seks na materacu nie jest złym pomysłem, od podłogi ciągnie zimno, a ten dywan jest kiepską izolacją – stwierdził Severus i zapiął spodnie.

Psycholog zachichotała i popatrzyła się na niego figlarnie, po czym wróciła do notatek. Snape zauważył, że jej pismo jest proste, a litery wąskie i drobne. Każdy znak stawiała starannie i nie było problemu z rozczytaniem, tego co zanotowała. Poczuł się zadowolony z tego powodu, że mu zaufała. Wiedział, że Sara nie pokazuje więźniom swoich notatek. To mile połechtało próżność Severusa.
- Gotowe – oznajmiła Sara po kilku minutach. – Władze powinny szybko rozpatrzyć wniosek, będę ich nachodzić jęcząc, że to pilne – uśmiechnęła się do czarodzieja. – Podejrzewam, że wynik będzie pozytywny. Tutaj nikt się nie zna na psychologii i pewnie założą, że skoro coś napisałam to jest to prawda.
- Cieszę się – powiedział Severus i przyciągnął ja do siebie. – Czy możemy zacząć terapię po drugim razie?
- Hmmm, dzisiaj wyjątkowo – psycholog zamruczała z zadowolenia. – Za tydzień masz być grzecznym chłopcem…
- Uprawiałaś kiedyś seks na biurku?
Sara uśmiechnęła się do Severusa i posłusznie usiadła na meblu.

***

Dom pogrążony był w ciszy. Jedynym dźwiękiem, który psuł spokój było chrapanie Rona. Hermiona ostrożnie wyśliznęła się z łóżka, uważając, aby nie obudzić swojego chłopaka. Stąpając na palcach podeszła do biurka i delikatnie ujęła torebkę w dłonie. Z szybko bijącym sercem udała się do łazienki, gdzie zamknęła się i przez chwilę nasłuchiwała, czy nikt się nie obudził. Odpowiedziała jej cisza.

Ostrożnie wyjęła książkę Gawaina z torebki. Usiadła na zamkniętej klapie sedesu i położyła prezent na kolanach. Delikatnie wodziła palcami po okładce rozkoszując się jej dotykiem. Uwielbiała takie stare książki. Pochyliła się nad nią i powąchała. Do jej nosa doszedł zapach starych stronic i ulotny aromat perfum Gawaina. Hermionie zakręciło się od tego w głowie. Wiedziała, że gdyby uwarzyła teraz amortencję, te dwa zapachy na pewno dominowałyby w głównej nucie. To ją teraz najbardziej pociągało, tego najbardziej pragnęła.

Drgnęła, zaniepokojona dobiegającym z sypialni westchnieniem. Odczekała chwilę i gdy przekonała się, że wszyscy nadal śpią wróciła do rozmyślania o prezencie. Nie pokazała go dotychczas ani Ronowi, ani nikomu innemu. Nie wiedziała czy powiedzieć prawdę, czy skłamać. Cała sytuacja z Gawainem sprawiła, że miała mętlik w głowie. To było po prostu niemożliwe, aby coś do niej czuł! To ona zaczęła mieć jakieś dziwne ciągoty i wyobrażenia. Była Hermioną Granger, bohaterką wojenną, związaną z najlepszym przyjacielem Harry'ego Pottera. Nie powinna zachowywać się jak jakaś durna trzpiotka! Była zła sama na siebie: wiedziała, że kocha Rona, ale miała problem z opanowaniem się przy Robardsie. Nie powinna okłamywać swojego chłopaka, ale z drugiej strony wiedza o tym, co teraz przeżywa nie sprawi, że ich związek przetrwa długo. Ron miał spore kompleksy i oznajmienie mu, że kręci ją starszy facet o wyglądzie Richarda Gere'a będzie dla niego ciosem. Wizja rozstania się z miłością życia sprawiła, że w oczach dziewczyny pojawiły się łzy. Hermiona złapała się za głowę, gdy pomyślała jak bardzo zawiedzeni będą Harry, Ginny czy pani Weasley, o reszcie rodziny rudzielców nie wspominając.  Nienawidziła siebie za to, że nie potrafiła przestać myśleć o Gawainie. Im bardziej się opierała tym częściej widziała w marzeniach jego twarz i czuła na skórze jego dotyk. Nienawidziła także tego, że nie potrafiła zapanować nad własnym ciałem. Ciągle rumieniła się na jego widok i czuła, że ma ochotę na bliższy kontakt fizyczny z szefem aurorów.

Hermiona stwierdziła, że musi coś zrobić, ponieważ zwariuje z powodu poczucia winy. Postanowiła wyciągnąć różdżkę. Tylko to da mi teraz odpowiedź - pomyślała. Bardzo cicho wypowiedziała czar i popatrzyła jak świetlista wydra biega po łazience. Westchnęła. Patronus nie zmienił się - to oznaczało, że nadal kocha Rona.

Wróciła na palcach do sypialni. Kładąc się koło niego poczuła, że jest zmęczona tym wszystkim. Ostatnio dużo czytała o związkach między kobietą i mężczyzną. Szukała odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Wiedziała, że po pewnym czasie zakochanie i chemia mijają. Nie sądziła jednak, że dzieje się to aż tak szybko. Jej związek z Ronem trwał ledwo półtora roku, nie powinna się nim znudzić po tak krótkim czasie. W niektórych książkach autorzy radzili, aby flirtować z innymi. Ponoć to dodawało pikanterii i scalało więź pomiędzy kochankami. Hermiona wiedziała, że gdyby spróbowała coś takiego robić z Gawainem, Rona szlag by trafił. Sama sobie nie ufała w tym momencie i czuła się, co raz bardziej zawiedziona samą sobą. Odczuwała silne poczucie winy przez to, że nie pociągał ją fizycznie jej własny chłopak. Wcześniej seks z nim był cudowny, ale odkąd zaczęła myśleć o Robardsie prawie straciła zainteresowanie tym tematem.

Przekręciła się plecami do rudzielca. Może tak naprawdę zbyt szybko się wszystko potoczyło? Kończyła dwadzieścia lat, Ron był jej pierwszym prawdziwym chłopakiem. Wcześniej wymieniła tylko kilka nieśmiałych pocałunków z Wiktorem. Nie było to zbyt przyjemne doświadczenie: obydwoje byli zdenerwowani i głównie zderzali się zębami. Może powinna zaszaleć zamiast wiązać się z Ronem na całe życie? Czyżby podświadomie chciała się przekonać jak wygląda seks z innymi? Szybko odgoniła takie myśli. To prowadziło prosto do zdrady, a ona uważała, że zaufanie i wierność to podstawa. Gdyby nakryła Rona na kontaktach fizycznych z inną to by jej świat się rozpadł. Nie mogłaby z nim dalej być, nigdy by mu nie wybaczyła. Tylko dlaczego sama miała ochotę na innego mężczyznę?

***

Przed przyjściem Harry'ego i Ginny na jej mini imprezkę urodzinową, Hermiona wyciągnęła prezent od Gawaina. Postanowiła, że nie będzie ukrywać książki przed światem. Nie miało to większego sensu i miała dość tajemnic. Przy okazji przypomniała sobie, że nie otworzyła prezentu od Robardsa z poprzednich urodzin. Rzuciła się do kufra, aby przeszukać jego zawartość. Paczuszka odnalazła się w jednej z bocznych kieszeni. Hermiona szybko ją rozpakowała i zobaczyła jak na jej dłoń wypada miniaturowy fałszoskop. Błyskawicznie pozbyła się go za pomocą różdżki. Tylko tego jej brakowało, aby odezwał się w najmniej spodziewanym momencie. Kilka minut później do jej pokoju wkroczył Ron.
- Wow! Od kogo dostałaś tę książkę? – chłopak stanął jak wryty na widok cennego prezentu.
- Od Kingsleya – odpowiedziała Hermiona udając obojętność. – Pamiętał o moich urodzinach.
- Przecież ona kosztuje majątek – stwierdził czarodziej. – Nie uważasz, że to trochę zbyt cenny prezent?
- Tak, starałam się jej nie wziąć, ale powiedział, że nie ma komu jej przekazać, a wie, że kocham alchemię.
- Ugh – Ron odchrząknął. – Myślałem, że to ja dam ci najlepszy prezent, ale widzę, że tego nie przebiję.

Hermiona podeszła do niego i przytuliła go. Chciała go pocieszyć i zaprzeczyć, ale słowa ugrzęzły jej w gardle. Tę książkę dostała od Gawaina, trafił idealnie w jej gust, nie mogła wymarzyć sobie lepszego prezentu. Skarciła się w duchu za takie myśli. Kochała Rona, a Robardsa tylko pożądała. Powinna myśleć o swoim chłopaku, a o szefie Harry’ego zapomnieć. Tylko, że nie było to możliwe, skoro auror, co chwilę się z nią spotykał. Hermiona nie chciała przyjąć do wiadomości, że Gawain na nią leci. Uważała, że po prostu musiał ją polubić. Oscar Williamson twierdził, że jest pod wrażeniem jej umiejętności. To na pewno było to!

Ron odszedł od niej i zaczął grzebać w swojej torbie. Hermiona przyglądała mu się podejrzliwie. Miała nadzieję, że jej chłopak nie wyskoczy z czymś dziwnym. Ciężko byłoby jej teraz udawać, że się cieszy. Po chwili Ron był obok niej. Przystępował z nogi na nogę i wyglądał na podekscytowanego.
- Miałaś to dostać przy wszystkich, ale pomyślałem, że dam ci go teraz… - powiedział z nerwowym uśmiechem.
Wyciągnął zza pleców pudełeczko, które wyraźnie wskazywało, że zawiera biżuterię. Hermionie zabrakło tchu i zrobiło się jej niedobrze z przerażenia. Błagam, niech to nie będzie pierścionek zaręczynowy! Gdyby Ron jej się oświadczył nie wiedziałaby, co odpowiedzieć. Zamarła w pełnym napięcia oczekiwaniu. Chłopak otworzył prezent i wyciągnął złoty łańcuch, na którego końcu wisiała wysadzana wielkimi rubinami róża.
- Wszystkiego najlepszego z okazji dwudziestych urodzin! – zaświergotał rudzielec i wręczył prezent Hermionie.

Ta wpatrywała się z niedowierzaniem w biżuterię. Gdzie to będzie nosić? Czy to musi być takie wielkie? Przywołała na twarz krzywy uśmiech i popatrzyła się na swojego chłopaka.
- Dziękuję… eee… to jest bardzo ładne i takie… hmmm... oryginalne - wydukała.
- Wiedziałem, że ci się nie spodoba… - mruknął Ron i wyszedł z sypialni bez słowa.

Hermiona musiała sporo się namęczyć, aby pogodzić się ze swoim chłopakiem. Zamknął się w sobie i nie chciał w ogóle rozmawiać. Poszedł do kuchni i kazał przekazać pani Granger, że piecze tort. Hermiona pogratulowała mu w myślach. Znalazł dobry sposób, aby pilnowała ją jej własna rodzina i trzymała z daleka od niego. Dziewczyna postanowiła, że nie będzie naciskać. Nie to nie, prędzej czy później sam do niej przyjdzie. Dlatego zajęła się porządkami.

Harry z Ginny punktualnie zjawili się u niej w domu. Hermiona nie zapraszała nikogo innego, ponieważ bała się, że zbyt wiele osób przestraszy Suzanne. Zdecydowała się na domowy obiad, rozpoczęty zupą rybną, a zakończony kawą i tortem. Ron przez cały czas był dla niej miły, ale widać było, że odzywa się tylko, gdy musi. Hermiona dobrze się bawiła prosząc go ciągle o różne rzeczy. Chłopak zagryzał zęby, ale dalej grał w grę „udaję, że wszystko między nami w porządku”. Harry i Ginny od razu go rozgryźli i patrzyli się na niego z politowaniem.

Prezent od Gawaina wywołał wśród obecnych podziw. Hermiona brnęła dalej w kłamstwo, że otrzymała książkę od Kingsleya. Sama nie wiedziała, czemu to robi. Podświadomie czuła, że kontakty z szefem aurorów są złe i nie powinna się angażować. Wiedziała, że przyjęcie prezentu było błędem, ale zaszła tak daleko, że nie byłaby w stanie go zwrócić. Miała nadzieję, że sytuacja sama szybko się unormuje i będzie mogła wieść spokojne życie.

Dopiero po wyjściu Harry'ego i Ginny udało się przekonać Rona do rozmowy. Wytłumaczyła mu, że bardzo cieszy się z tego, że się stara, ale nie trafił w jej gust. Preferowała delikatną biżuterię, która nie była tak krzykliwa jak róża od Rona. Podejrzewała, że kupił ją z tego powodu, że była bardzo droga. Wspomnienia związane z brakiem pieniędzy ciągnęły się za rudzielcem, mimo że zaczął sporo zarabiać. Wydawał pieniądze na najdroższe ubrania nie patrząc, że były krzykliwe, niegustowne i nie potrafił ich ze sobą łączyć. Kupował tony jedzenia, którego nie znał, a które leżało w lodówce raz ugryzione, a następnie się psuło. Tak samo było z magicznymi przedmiotami: nabywał je tylko dlatego, że było go na nie stać. Hermiona próbowała z nim o tym porozmawiać, ale był to dla Rona wyraźnie drażliwy temat, dlatego po kilku razach przestała.
- Kup mi coś delikatniejszego, a ten wisior będzie idealny dla twojej mamy – poradziła i uśmiechnęła się do niego.
- No dobrze – mruknął. – Przyjdź po mnie do sklepu, gdy skończysz pracę w poniedziałek. Powiem George’owi, że muszę wcześniej wyjść i pójdziemy do jubilera. Wybierzesz sobie, co tylko ci się spodoba, a ja za wszystko zapłacę.
- Dobrze – Hermiona ucieszyła się i pocałowała go w nos.

***

Ministerstwo Magii powoli pustoszało. Większość czarodziejów i czarownic poszło już do domu. Hermiona kierowała swoje kroki w stronę biura aurorów. Była zła na Gawaina, że znowu chciał, aby przyszła do niego. Postanowiła, że to będzie ostatni raz i więcej się z nim nie zobaczy. Teraz nie mogła odmówić, ponieważ Robards dał jej do zrozumienia, że ma coś bardzo ważnego do powiedzenia. Może odkrył, kto ukradł wspomnienia Severusa?

Jej obcasy głośno stukały w podsadzkę i odbijały się echem po pustym korytarzu. Zazwyczaj nie nosiła takiego obuwia, ale tego dnia miała w tym cel. Wymyśliła w niedzielę jak poprawić swoje relacje z Ronem i wzbogacić ich życie seksualne. Plan obejmował spódnicę do kolan (na krótszą się nie odważyła), fikuśną bieliznę, pończochy, koszulę, buty na obcasie oraz prośbę po wizycie u jubilera, aby poszli do restauracji, a później do motelu.

Weszła do gabinetu Gawaina bez pukania, aby pokazać jak bardzo jest na niego zła.
- O co panu chodzi? Nie mam dzisiaj czasu na długie pogawędki! – oznajmiła od progu.
Szef aurorów nie poruszył się. Wpatrywał się w nią ze zdumieniem. Hermiona zobaczyła, że ogarnia wzrokiem całe jej ciało, od głowy do stóp. Poczuła, że po jej plecach przechodzi dreszcz podniecenia, gdy stwierdziła po jego minie, że spodobało mu się to, co zobaczył. Szef aurorów szybko opanował się i wstał zza biurka.
- Panno Granger, muszę z tobą koniecznie pomówić – oznajmił oficjalnym tonem.
- O  czym? – spytała się i zaczęła tupać z niecierpliwości nogą.
- O nas.

Hermionę zatkało. Jak to o nas? Ja mam chłopaka, a ty mógłbyś być moim ojcem! Gawain przybliżył się do niej, dziewczyna poczuła, że jej ciało nie może doczekać się kontaktu z nim.
- Chyba nie myślisz, że dałem ci tę książkę bez powodu? – spytał się i powoli wyciągnął ku niej rękę. – Szaleję za tobą od dawna. Jesteś inteligentną, czarującą, młodą kobietą. Nie spotkałem w swoim życiu takiej drugiej.
- Mam chłopaka! – odrzekła Hermiona dobitnie i odtrąciła jego rękę. – Myślałam, że to prezent na urodziny! Teraz widzę, że to była zapłata! Wobec tego oddam ją panu jutro! – mimo narastającego podniecenia, odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę drzwi.

Chciała jak najszybciej wybiec z pomieszczenia. Bała się, że zrobi coś, czego będzie żałowała. Ucieczka wydała się jej najlepszym wyjściem z sytuacji. Nie było jednak jej dane dojść do drzwi. Usłyszała, że Gawain rzuca zaklęcie i poczuła, że jej torebka, w której znajdowała się różdżka, wyrywa się jej i leci w stronę bardzo wysokiej szafy.
- Co to ma być!? – krzyknęła przerażona, jednocześnie patrząc jak jej jedyna broń zostaje w miejscu, w którym nie ma możliwości po nią sięgnąć.
- Biorę swoją zapłatę – powiedział Robards cicho i złapał Hermionę za rękę. – Jesteś moja! – warknął i wpił się brutalnie w jej usta.

Dziewczyna starała się wyrwać z jego uścisku. Czuła, że ma na niego ochotę, ale wiedziała, że umysł stoi ponad ciałem. Musiała się uwolnić ze względu na Rona! Nie udawało jej się to, ponieważ Gawain był od niej silniejszy. Przygwoździł ją całym ciałem do ściany i zaczął podgryzać jej szyję, jednocześnie jego dłonie trzymały jej ręce.
- Nie! Proszę mnie zostawić! – krzyknęła, ale wiedziała, że nikt jej nie usłyszy.
Domyślała się, że gabinet Robardsa był chroniony zaklęciami tak, aby żadne dźwięki nie wydostawały się na zewnątrz. Nagle auror puścił jedną jej rękę i wsunął swoją dłoń pomiędzy jej nogi. Jęknęła z zaskoczenia i rozkoszy.
- Nie myśl, że nie wiem, co do mnie czujesz – szepnął podczas drażnienia jej kobiecości. – Widziałem jak zachowujesz się w mojej obecności. Nie oszukuj się, pragniesz mnie!
- Nie prawda! – wydyszała Hermiona i spróbowała uderzyć wolną ręką Gawaina w twarz.

Błyskawicznie odchylił się i puścił ją. Upadła na podłogę i spojrzała się na swojego oprawcę.  Stał nad nią i wyglądał jakby napawał się faktem, że jest bezbronna. Hermiona oddychała z trudem z powodu zdenerwowania wymieszanego z podnieceniem.
- Tak nie będziemy się bawić panno Granger – oznajmił. – Zaraz sprawię, że będziesz błagała mnie o więcej!
Złapał ją, pociągnął do góry i rzucił w stronę biurka. Hermiona w ostatniej chwili oparła się o blat, aby nie upaść. Wtedy Gawain wyciągnął różdżkę i powiedział „Inkarserus”. Dziewczyna poczuła, że oplatają ją sznury. Robards kierował nimi i w ciągu kilkunastu sekund Hermiona została ciasno przywiązana plecami do blatu biurka.
- Proszę… niech pan przestanie – wychrypiała mając świadomość, że jej prośba nie zostanie spełniona.

Auror nie zwracał uwagi na jej słowa, podszedł i uwolnił jej włosy, które były zaplecione w warkocz. Następnie powoli zaczął rozpinać guziki jej białej koszuli mrucząc przy tym z zadowolenia.
- Sądzę, że trzeba pozbyć się stanika. Diffindo! – rozciął go zaklęciem i odrzucił za siebie. – Uwielbiam takie małe piersi uważam, że duże są zbyt wulgarne. Tylko inteligentni mężczyźni lubią takie. A ty masz cudowne, idealne do zabawy – pochylił się i zaczął je całować i lizać.
Hermiona poczuła, że robi się jej co raz bardziej gorąco. Nie mogła się pozbyć tej cząstki, która domagała się jak największego kontaktu fizycznego z Gawainem. Czuła zapach jego perfum, włosów i skóry. Zauważyła, że robi się co raz bardziej mokra. W akcie desperacji pomyślała o Ronie i to ją na chwilę otrzeźwiło. Muszę walczyć! – pomyślała. Zaczęła szarpać więzy z całej siły, ale nie mogła jednak nic zrobić. Liny były mocne, nie miała różdżki, a Robards ją miał. Pozostało jej modlić się o cud.

Auror całując ją posuwał się w górę i znowu zaczął ją całować w usta. Hermiona próbowała go ugryźć, ale nie udało się jej to. Gawain złapał ją za włosy i pociągnął boleśnie, drugą dłonią sięgnął pod jej spódnicę.
- No, no, no – zacmokał. – Myślałem, że jesteś grzeczną dziewczynką panno Granger. Kto by pomyślał, że chodzisz w pończochach? Wystroiłaś się tak na randkę?
Nic nie odpowiedziała. Poczuła, że wkłada rękę pod jej fikuśne majtki i zaczyna ją masować. Jęknęła, gdy poczuła nową falę ognia między nogami.
- Mówiłaś, że nie masz ochoty, a tak naprawdę jesteś bardzo mokra… – drwił Gawain i sięgnął wolną ręką po różdżkę. – Diffindo!

Bielizna zmieniła się w strzępy, które auror odrzucił na bok. Hermiona poczuła, że co raz bardziej pragnie, aby Gawain dokończył to, co zaczął. Miała ochotę zrzucić sznury i zatracić się w uścisku pełnym pożądania. Chciała poczuć jego skórę na swojej skórze, wdychać zapach jego perfum, poczuć w pełni smak pocałunków. Obraz Rona, który starała się utrzymać w myślach rozmył się i zniknął. Robards zobaczył pragnienie w jej oczach, ponieważ pochylił się i zaczął ją całować. Ich języki zaczęły tańczyć w idealnym rytmie. Hermiona była odurzona, nie wiedziała, że może być jej aż tak dobrze. Gawain oderwał się od jej ust i spojrzał na nią z lekkim uśmiechem. Powoli rozpiął spodnie i zsunął majtki, a Hermiona zaczęła drżeć z podniecenia. Jęknęła, gdy się o nią otarł.
- Proś! – rozkazał.
- Proszę… - jęknęła.
- Głośniej.
- Proszę!
- Przekonaj mnie.
- Błagam! – zaczęła szarpać się w więzach. – Chcę abyś to zrobił!
- Grzeczna dziewczynka – pochwalił ją i wszedł w nią. – Ale jesteś ciasna!

Hermiona zaczęła krzyczeć z rozkoszy. Ron nie był tak dobrze wyposażony, ani nie posiadał takiej techniki. Gawain potrafił doprowadzić ją na wyżyny doznań. Poddała mu się całkowicie. Nic nie istniało, tylko ona i on.
- Przyjdziesz… do… mnie… jutro… rozumiesz? – przy każdym słowie następowało pchnięcie. - Będziemy… to… robić… codziennie!
- Tak! Przyjdę! Przyjdę!
Gawain po tym zapewnieniu przestał się kontrolować. Złapał ją brutalnie za biodra i mocno pchał. Hermiona poczuła, że dochodzi.
- Aaaaach! – krzyknęła i otworzyła oczy.

 Ron patrzył się na nią ze zdumieniem.
- Niech mnie Godryk! Hermiono, dawno nie miałaś takiego orgazmu! – wydyszał.
- Tak, dawno… - stwierdziła dziewczyna i gdyby nie to, że była czerwona na twarzy to by się zarumieniła ze wstydu.
Właśnie osiągnęła jedną z najintensywniejszych rozkoszy, wyobrażając sobie, że Gawain zmusił ją do seksu. Ron zauważył, że coś jest nie tak, patrzył się na nią uważnie, jakby chciał odkryć, o czym myślała. Widocznie nie doszedł do żadnego wniosku, ponieważ uśmiechnął się i spytał, czemu miała zamknięte oczy przez cały czas, gdy się kochali. Hermiona zaczęła mieć wyrzuty sumienia: jak mogła się tak zatracić w fantazjach? Postanowiła, że zachowa tę tajemnicę tylko dla siebie.
- Skupiłam się na doznaniach. Następnym razem też spróbuj – wymruczała i przejechała dłonią po jego włosach.
Rudzielec kiwnął głową i położył się koło niej.
- Jestem niezły w te klocki skoro tak ci było dobrze – stwierdził z uśmiechem pełnym zadowolenia z siebie i po chwili zachrapał z miną wyrażającą błogość.

środa, 25 maja 2016

Przerwa!


Ogłaszam, że robię sobie małą przerwę od bloga. Przyczyną jest dobra pogoda, czyli innymi słowy, jadę za chwilę na działkę, gdzie czeka na mnie barak, woda i prąd. Pralki, kuchenki, komputera i internetu tam brak. Wyszło to dość nieoczekiwanie, więc nie napisałam wcześniej rozdziałów :(. Planuję wrócić za jakiś tydzień czy dwa (zależne od pogody i mojego zmęczenia wakacjami).

Postaram się wrzucić kolejny rozdział "Powojennego życia Hermiony G." 6 czerwca (poniedziałek), w czwartek 9 czerwca "Polską Szkołę Magii i Czarodziejstwa", a po tym wrócić do standardowego trybu dodawania.

Pozdrawiam i mam nadzieję, że nie zapomnicie o mnie!
Szczęśliwa Trzynastka

P.s. - czasem będę się logować przez telefon, aby odpisać na wiadomości i komentarze, więc jakby ktoś szukał kontaktu ze mną to proszę -> talienka2013@gmail.com

poniedziałek, 23 maja 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 26 – Historia Sary


- Na Merlina, Godryka, Salazara, wszystkich świętych i cały grecki panteon! Udało mi się! – Severus piał w duszy z radości.
Całował się namiętnie z Sarą, która szybko otrząsnęła się z pierwszego szoku i przyłączyła do pieszczot. Przycisnął ją mocniej do siebie i przejechał ręką po jej udzie. W końcu stało się to, o czym marzył od kilku miesięcy! Udało mu się zdobyć dostęp do tego, co jest pod jej sukienką.  Severus z zadowoleniem stwierdził, że Robin gadał głupoty, ponieważ Sara jednak nosi bieliznę. Całowali się jak szaleni, a on upajał się nią jak zapachem amortencji. Chciał, aby ta chwila trwała wiecznie.
- Nie powinniśmy tego robić – oznajmiła Sara drżącym z podniecenia głosem.

Severus od razu stwierdził, że nie będzie podejmował tematu. Jeszcze Sara się rozmyśli i nic z tego nie będzie. Złapał ją mocniej i przechylił w stronę podłogi. Nie ma to jak uprawiać seks pomiędzy dwoma fotelami i biurkiem – pomyślał kładąc ją na dywan. Sara nie poddała się tak łatwo, próbowała się uwolnić z uścisku.
- Naprawdę… - nie udało się jej dokończyć zdania, gdyż Severus wsadził jej język w usta, a rękę miedzy nogi.

Sara broniła się przez moment, ale szybko skapitulowała. Drżała z rozkoszy i nie była w stanie mu przerwać. Severus stwierdził z zadowoleniem, że dobrze to rozegrał. Uważał, że skoro postąpił jak rycerz i obronił w pewnym sensie cześć damy to powinien dostać jakąś nagrodę. Była ona już bardzo blisko, sądząc po tym jak szybko Sara zrobiła się mokra. Oderwał się od jej ust i popatrzył się na nią. Była niesamowicie piękna, oczy jej błyszczały, a na policzki wyszły rumieńce.
- Nie robiłam tego od dziesięciu lat… - szepnęła.
- Ja od osiemnastu – wydyszał i szybkim ruchem zdjął jej majtki.

Nareszcie jest moja! – pomyślał zachwycony, gdy Sara rozpinała jego spodnie. Więzienne szaty były paskudne, ale miały też plusy: łatwo i szybko można było je zdjąć. W ciągu chwili znalazł się w Sarze i dziękował opatrzności, że rano, jak zwykle przed spotkaniem z nią, wypolerował porządnie różdżkę. Wiedział, że dzięki temu stosunek przedłuży się o jakieś dwie minuty. Obydwoje starali się nie jęczeć. Mieli świadomość, że gdyby wzbudzili podejrzenia w stojącym za drzwiami aurorze, ten zaraz by wparował do gabinetu. Zdecydowanie woleli, aby ich mały sekret nie został odkryty. Po pięciu minutach Severus skończył. Jęknął cicho i przytulił się do Sary. Obydwoje dyszeli jak po długim biegu.
- Było wspaniale. Dasz radę jeszcze raz? – usłyszał jej szept i poczuł, że gładzi go po włosach.
- Dam… daj mi tylko minutkę – wychrypiał i uśmiechnął się do niej.

***

Hermiona czytała książkę Rity Skeeter „Snape: Łajdak czy Święty?”. Z każdą stroną miała, co raz większe wątpliwości czy dziennikarka nie widziała wspomnień. Zawarła w swoim dziele informacje, o których nie wiedział prawie nikt. Hermiona nie wątpiła, że Harry, Kingsley i McGonagall nic jej nie powiedzieli. Gawain Robards twierdził, że zawartość fiolki nie została obejrzana. Sama Hermiona mogła potwierdzić, że puszka nie została naruszona. Jednocześnie nie mogła zaprzeczyć, że dzieciństwo Severusa zostało dokładnie opisane. Rita wspominała, że miała swojego informatora, tylko kto mógł nim być?

Hermiona stwierdziła, że nie będzie się teraz zajmować się tą sprawą i przekartkowała książkę, aby dowiedzieć się, co dziennikarka napisała o niej. Okazało się, że niewiele: rozdział zawierał głównie streszczenie tego, co się działo na rozprawach w Wizengamocie i mnóstwo dziwnych domysłów, o czym rozmawiali, gdy bywała w celi Severusa. Hermiona westchnęła, Rita nie byłaby Ritą, gdyby nie wspomniała o ich kłótni przed ostatnią rozprawą. Nie wiedziała, o co poszło, dlatego insynuowała, że to mogła być sprzeczka kochanków.
- Tak, jasne, lubię ruchać starszych facetów – mruknęła Hermiona pod nosem.
- Słucham?

Czarownica upuściła książkę z wrażenia, poznając głos Gawaina. Odwróciła się do niego z twarzą czerwoną jak burak. Czy on to usłyszał!? - pytanie tłukło się w głowie Hermiony. Gawain popatrzył się na nią z rozbawieniem i podniósł książkę. Zerknął na okładkę.
- Czytasz takie głupoty? – spytał się.
- Wychodzę z założenia, że lepiej wiedzieć, co Rita napisała – wyjaśniła błyskawicznie Hermiona. – Nie raz mnie obsmarowała!
- Wiem… ona jest okropna – Gawain skrzywił się i rzucił książkę na najbliższy regał jakby była łajnobombą.
- Czemu… zawdzięczam tę… eee… wizytę? – wydukała Hermiona i zerknęła na drzwi.

Była zła na samą siebie: czemu ich nie zamknęła!? Przebywała sama w archiwum, Pansy wysłała rano sowę, że jest chora, a Amos wyruszył zająć się wyjątkowo upierdliwymi elfami, które nie dopuszczały do budowy drogi w Irlandii. Korzystając z nieobecności współpracowników Hermiona wyciągnęła książkę Rity i czytała ją, wiedząc, że i tak nikt się nie zorientuje, że nie zrobiła zbyt wiele w archiwum.
- Miałem się skonsultować z Amosem, ale nie było go w biurze, więc zajrzałem tutaj – wyjaśnił Gawain, ale Hermiona wiedziała, że kłamie.
- Poleciał do Irlandii, dzisiaj pewnie już nie wróci.
- Trudno – Robards wzruszył ramionami i skierował się w stronę wyjścia.

Hermiona westchnęła i się rozluźniła. Gdy to zrobiła, szef biura aurorów odwrócił się.
- Jeszcze jedno: możesz przyjść do mnie na chwilę po skończonej pracy? – spytał się. – Zapomniałem o tym przeklętym formularzu, musisz go wypełnić.
- D… dobrze – wyjąkała Hermiona patrząc się jak Gawain znika za drzwiami.
Serce biło jej jak oszalałe. Znowu przyszedł specjalnie do mnie, chociaż mógł wysłać papierowy samolocik! – pomyślała i zabrała się za czytanie książki.


Przywitała się z Harrym, który siedział w swoim boksie i pisał raporty.
- O cześć – odparł zaskoczony. – Znowu idziesz do szefa?
- Taaaak… Mam wypełnić formularz z wizyty w Azkabanie - odparła starając się, aby brzmiało to jak najbardziej nudna rzecz na świecie. – Kiedyś się śpieszyłam i zapomniałam.
- Dziwne – mruknął Harry. – Gawain jest strasznie czepialski.
Przez plecy Hermiony przeszedł zimny dreszcz. Jeszcze się okaże, że przyjaciel domyśli się czegoś i opowie o wszystkim Ronowi! Nie mogła na to pozwolić! Wyciągnęła szybko książkę Rity.
- Chcesz przeczytać? – spytała się z uśmiechem.
- Czy ta książka nie miała premiery dzisiaj rano?
- No tak… już ją przeczytałam.
Twarz Harry’ego rozjaśnił szeroki uśmiech.
- Cała ty! Czytanie z prędkością światła!
- Oj nie przesadzaj! – Hermiona wyszczerzyła zęby do przyjaciela.

Harry schował książkę do torby i zapowiedział, że przeczyta ją najszybciej jak się da. Hermiona pożegnała się z nim i poszła do gabinetu Gawaina. Przed nim, na jego biurku czekał pergamin i pióro. Czarownica nie czekała ani chwili, podeszła bez wahania do formularza i zaczęła go wypełniać.
- To wszystko? – spytała się i wstała.
- Nie.
- O czymś zapomniałam? – zaniepokoiła się.
- Tak – odparł z uśmiechem i wyciągnął z biurka zapakowaną paczkę.
Hermiona patrzyła się na pakunek ze zdumieniem. Co w nim było? Czemu ona go dostaje? Podniosła wzrok na Gawaina oczekując jakiejś wskazówki.
- Z tego, co wiem w niedzielę masz dwudzieste urodziny – oznajmił.
- Żartuje pan!
- Nie, kalendarz i twoja data urodzenia się nie myli.
- Ja nie o tym mówię!
- Rozpakuj – rozkazał.

Nie wiedziała, czemu się go posłuchała. Drżącymi rękami rozwiązała sznurek i rozłożyła papier. W środku znajdowała się książka. Hermiona wiedziała, że jest bardzo cenna. Może nie tak bardzo jak średniowieczny manuskrypt z numerologii, ale na jej widok dziewczynie zaświeciły się oczy.
- Jest w mojej rodzinie od pokoleń. Nie mam, komu jej przekazać, a tobie się bardziej przyda – wyjaśnił Gawain.
- Ja nie mogę… słyszałam o pańskiej rodzinie… to zbyt cenny dar… - wymamrotała z oczami pełnymi łez.
Szef aurorów wstał, podszedł do niej i położył jej ręce na ramionach.
- Tylko ty na nią zasługujesz – powiedział z uśmiechem. – To jeden z pierwszych przekładów dzieła Sendivogiusa Polonusa z łaciny na język angielski. Harry wspominał, że w Hogwarcie uczyłaś się alchemii.

Hermiona nie wiedziała, co począć: czy przyjąć tak cenny prezent? Nie powinna, to zbyt wiele dla kogoś takiego jak ona.
- Bierz i nie mów nikomu, że masz to ode mnie. Powiedz, że dostałaś to od Kingsleya, jeśli ci to pomoże. On wie o tej książce - Gawain uśmiechnął się do niej i starł łzę, która pociekła jej po policzku.
Stała przy nim i kolejny raz świat przestał istnieć. To było zbyt wiele na raz, dostała od niego prezent i dotknął ją. Nie wiedziała czy skakać ze szczęścia, czy zabrać rzeczy i zwiać gdzie pieprz rośnie. Bała się, że zrobi coś, czego będzie żałowała. Mimo to nie była w stanie się poruszyć lub wypowiedzieć, chociaż jednego słowa. Z tego stanu wyrwało Hermionę pukanie do drzwi. Gawain Robards drgnął i odskoczył od niej, krzyknął „proszę poczekać”. Błyskawicznie złapał książkę, opakował ją byle jak w papier i wcisnął ją w ręce zaskoczonej czarownicy.
- Bierz i uciekaj – syknął przyciszonym głosem.
- Dziękuję – wymamrotała.
Po czym prawie wybiegła z jego gabinetu odprowadzona zdziwionym spojrzeniem Harry’ego i Oscara Williamsona.

***

Severus był pewny, że po wyjściu z gabinetu Sary unosił się nad ziemią bez pomocy magii. Nie pamiętał, kiedy miał tak dobry humor. To musiało być jeszcze w czasach szkolnych, albo podczas wakacji, które spędził razem z Lily. Za bójkę dostał miesięczny zakaz wychodzenia z celi i odebrali mu wszystkie przywileje, łącznie z poranną kawą. Została mu nuda albo przeczytanie kolejny raz wszystkich książek od Hermiony. Uważał, że to wszystko było warte tego, co zrobił z Sarą. W ciągu godziny udało mu się skończyć dwa razy i doprowadzić ją do orgazmu.

Następnego dnia nadal rozmyślał o przyjemnych chwilach, które spędził w towarzystwie Sary Jones. Był trochę zaniepokojony tym, jak bardzo chciał z nią być. Ciągle kochał Lily, a teraz w jego życiu pojawiła się inna kobieta. Czy jest w stanie pokochać Sarę? A może nasyci się nią i porzuci, gdy mu się znudzi? Nie wyobrażał sobie ani pierwszej, ani drugiej opcji. Pomyślał, że mógłby związać się z nią po tym jak skończy odsiadkę. Nie chciał się z nią ożenić, ale chętnie zamieszkałby z nią. Mogliby wyjechać gdzieś daleko… Marzyły mu się kraje, w których nikt go nie znał, może Chiny albo jakaś odległa wyspa na oceanie. On pisałby książki o eliksirach, a ona pomagałaby lokalnej ludności.

Przyjemne rozmyślania przerwało stukanie różdżki aurora do drzwi. Severus wstał z materaca i z ciekawością patrzył się na wejście do celi. Niedawno było śniadanie, a do obiadu jeszcze daleko. W takim razie ktoś go chce odwiedzić. Tylko, kto to mógł być? Miał nadzieję, że to nie Granger po odbiór książek, ponieważ z powodu nudy mógłby spróbować sobie podciąć żyły za pomocą nitki wyciągniętej z pościeli.
Ku swojemu zaskoczeniu zobaczył Sarę. Popatrzyła się na niego i weszła do celi.
- Mogę z tobą porozmawiać? – spytała się cicho.
- Jasne! – jego okrzyk odbił się echem po pomieszczeniu.

Rozejrzała się niepewnie po celi. Severus żałował, że nie ma przy sobie Walentynkowego Zestawu Deluxe „Pokój miłości”. Mimo, że był on kiczowaty jak mało co, to na pewno sprawiłoby lepsze wrażenie na Sarze niż zimne, ponure mury.
- Mogę usiąść? – spojrzała się w stronę materaca.
- Tak, tak! Jasne! – odparł i rzucił się, aby ułożyć na nim pościel.
- Dziękuję – powiedziała, gdy usiadła na brzegu. – Przyłączysz się do mnie? – wskazała miejsce obok siebie.
Severusowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Usadowił się obok niej i objął ją. Popatrzyła się na niego i westchnęła.
- Chyba musimy porozmawiać o tym, co wczoraj zaszło – wyrzuciła z siebie. - Nie chcę abyś myślał, że to twoja wina. Nie powinnam cię przytulać. Po prostu… to co zrobiłeś wydało mi się takie… takie szlachetne i ja… - zacięła się i milczała przez chwilę. – Tak dawno nie byłam z żadnym mężczyzną i dałam się ponieść emocjom. Twoje pocałunki były wspaniałe i nie miałam w sobie dość siły, aby ci przerwać. Przyznam ci się, że przy pierwszym spotkaniu mocno mnie zaintrygowałeś. Później, gdy się otworzyłeś spodobałeś mi się i czasem nawet myślałam, że może jak wyjdziesz z Azkabanu… – zarumieniła się. – To nie zmienia jednak faktu, że zachowałam się nieprofesjonalnie i nie powinnam do tego dopuścić! To karygodne, zachowałam się strasznie głupio! W ogóle nie uczę się na błędach! – jęknęła.

Severusa przeszedł zimny dreszcz. Jeszcze się okaże, że Sara nie będzie chciała z nim być do czasu, aż opuści Azkaban! Nie wiedział czy wytrzyma kolejne piętnaście miesięcy bez seksu. Tym bardziej, że zaplanował kolejne bzykanie na jej biurku. Musiał koniecznie ją uspokoić i zapewnić, że to będzie ich sekret.
- Nie powinienem był cię całować – odpowiedział błyskawicznie Severus. – Wykorzystałem sytuację i olałem twoje sugestie, że nie powinniśmy. Muszę ci wyznać, że mi też się od razu spodobałaś – powiedział niezbyt szczerze. – Chcę być z tobą, możemy ukrywać nasz związek. Wiesz, że nawet sam Czarny Pan nie był w stanie mnie przejrzeć.

Pocałował ją najdelikatniej jak mógł, aby pokazać, że nie kieruje się tylko pożądaniem. Sara rozchmurzyła się na moment, ale po chwili powróciły do niej ponure myśli.
- Szczerze mówiąc wszystko przemawia przeciwko nam – stwierdziła. – Coś takiego jest zakazane, jeśli ktoś by nas nakrył, ja straciłabym pracę. Nie wiem, co z tobą, czy to by się wiązało z jakąś karą. Może zakwestionowano by całą twoją terapię… To nie byłaby zbyt dobra opcja biorąc pod uwagę jak duże robisz postępy – westchnęła. – Poza tym… boję się.
- Ty? – zdziwił się Severus. – Czego?
- Musisz wiedzieć, że nie miałam nigdy szczęścia w życiu – oświadczyła ze smutkiem. – Moje małżeństwo to była koszmarna pomyłka… co ja mówię… całe moje życie to jedna wielka porażka. Boję się, że będzie z tobą tak samo jak z moim byłym mężem..
- Znasz mnie, wiesz o wszystkich moim tajemnicach i uczuciach – powiedział. – Sama mówiłaś, że powinienem dać odejść Lily i znaleźć sobie kogoś!
- Cieszę się, że w końcu to zrozumiałeś – wyszeptała Sara.
- Czemu twierdzisz, że w życiu ci nie wyszło? – Snape był zainteresowany jej historią.
- Mieliśmy podobne dzieciństwo. Tylko, że mnie nienawidziła matka za to, że nie jestem magiczna. Ojciec opowiadał, że nie mogła doczekać się, kiedy z siostrą ujawnimy moce. Gdy to nie nastąpiło, wpadła w szał. Jej stosunek do nas zmienił się w jednej chwili o 180 stopni. Zaczęła znęcać się nad nami psychicznie i fizycznie. Ojciec to takie ciepłe kluchy… nic jej nie mówił, pracował całymi dniami, aby tylko nie być w domu. Teraz wiem, że bał się jej, ale mam do niego żal, że nas nie bronił. Gdy okazało się, że Gilderoy jest czarodziejem, matka wpadła w ekstazę. Zaczęła go faworyzować, a mnie i siostrę traktowała jak podnóżki. On miał wszystko, a my tylko minimum potrzebne do przeżycia. Często chodziłam do szkoły w podartych ubraniach, głodna, marząc o tym, aby rówieśnicy się ze mnie nie śmiali… To były okropne czasy – głos jej się załamał.

Severus wyczuł, że to dobry moment, aby pokazać jak mu na niej zależy. Objął ją mocno, pocałował w czoło i głaskał po włosach. Siedzieli tak przez chwilę w milczeniu, aż Sara zaczęła kontynuować swoją opowieść:
 - Odczułam sporą ulgę, gdy Gilderoy poszedł do Hogwartu. Miałam go zdecydowanie dość, wyrósł na roszczeniowego bachora, dla którego wszyscy byli podludźmi. Matka trochę mniej się nas czepiała, gdy go nie było w pobliżu. Skończyłam szkołę i dostałam się na studia. Wybrałam psychologię, ponieważ w liceum zaczęłam chodzić do grupy wsparcia, która bardzo mi pomogła uporać się z moim życiem. To mnie zainspirowało. Chciałam pomagać innym, którzy także pochodzą z dysfunkcyjnych rodzin. Wyprowadziłam się z domu i przyjeżdżałam tam raz na jakiś czas, aby zobaczyć ojca i siostrę. Po dwóch latach i ona się wyprowadziła. Skończyłam studia i zaczęłam pracować w mugolskim więzieniu. W międzyczasie dowiedziałam się, że w świecie czarodziejów trwa wojna oparta na czystości krwi. Matka bała się, że małżeństwo z mugolem będzie działało na niekorzyść jej i Gilderoya. Dlatego rozwiodła się z ojcem, a do mnie i siostry przestała się odzywać. Nie przyszła nawet wtedy, gdy brałyśmy ślub! Skontaktowała się ze mną w 1992 roku, aby pochwalić się, czym zajmuje się Gil. Opowiadała z przejęciem, że jest znany i został nauczycielem w szkole Albusa Dumbledore’a. Niewiele mnie to obchodziło, dlatego kazałam jej zniknąć z mojego życia. Myślałam, że mnie posłuchała, ale odezwała się znowu pod koniec tamtego roku. Powiedziała mi, co się stało z Gilem, błagała mnie, abym poszła ocenić jego stan, ponieważ wszystkie czarodziejskie sposoby zawiodły i może coś mugolskiego mogłoby przywrócić mu pamięć. Mimo sporych oporów poszłam z nią do szpitala. Gdy ujrzałam brata wiedziałam, że nic mu nie pomoże… Zaczęła się ze mną kłócić, krzyczeć, że jestem beznadziejnym psychologiem skoro nie potrafię mu pomóc. Usłyszał to przechodzący obok urzędnik waszego ministerstwa i skontaktował się z Kingsleyem Shackleboltem. Ten dowiedział się od mojej matki gdzie mieszkam i złożył mi wizytę. Tak właśnie trafiłam do Azkabanu…
- A co z twoim małżeństwem?
- Michaela poznałam w więzieniu, gdzie pracowałam. Byłam tam psychologiem, a on siedział za oszustwa bankowe. Historia lubi się powtarzać, nie sądzisz? – zachichotała. – Byłam młoda, głupia i naiwna. Ciągle mnie komplementował, dawał prezenty, a ja zakochałam się w nim. Był taki pewny siebie, obiecywał mi miłość aż po grób i złote góry jak tylko wyjdzie z więzienia. Wierzyłam mu, mieliśmy romans, który został odkryty. Wyleciałam na zbity pysk, z kiepskim dopiskiem w papierach. Na szczęście Michael wyszedł dwa miesiące później. Szybko wzięliśmy ślub, urodziłam syna. Gdy mały poszedł do szkoły założyłam własny gabinet i w nim pomagałam ludziom. Cóż by mogło pójść nie tak? – spytała się ponuro. – Zapomniałam, że niewielu oszustów się zmienia. Michael był tym, który był odporny na zmiany. Nie pokazał po sobie, że mu się znudziłam. Pewnego dnia wręczył mi papiery rozwodowe jakby to były cukierki. Spotkaliśmy się w sądzie, ponieważ walczyliśmy o syna. Przegrałam. Wygrał, ponieważ udowodnił, że jestem alkoholiczką. Nie, nie jestem – oznajmiła widząc zdumiony wzrok Severusa. – Michael lubił mnie fotografować. Robił mi zdjęcia tak często, że przestałam na to zwracać uwagę. Na rozprawie sądowej wyjął grubą teczkę i pokazał, że na większości z nich piłam alkohol. Czas jest dla mnie łaskawy, niewiele się zmieniałam, dlatego wyglądało jakbym przez ostatnie pół roku nic nie robiła tylko codziennie zaglądała do butelki. A te zdjęcia były robione na przestrzeni wielu lat! Na dodatek przekupił sąsiadów i znajomych, aby potwierdzili jego słowa. Taka jest moja historia. Od tamtej pory nie byłam z mężczyzną, bałam się komuś zaufać. Mogę pomagać innym, ale sobie nie potrafię...

Severus przycisnął ją mocniej do piersi. On myślał tylko o bzykaniu, a ona przeżywała powrót wspomnień. Zachował się tak jakby myślał tylko małym, męskim mózgiem ulokowanym w spodniach.
- Mogę na ciebie poczekać – stwierdził po chwili i popatrzył się w jej oczy. – Teraz wiem, czemu nie chcesz abyśmy to kontynuowali. Pamiętaj jednak, że od śmierci Lily nie chciałem być z inną kobietą. Ty sprawiłaś, że zmieniłem zdanie i nie chcę żadnej innej, tylko ciebie!
- Przykro mi – wyszeptała i spuściła wzrok.
- Ale za rok i trzy miesiące wyjdę stąd. Czy będziesz na mnie czekała? Postarasz się zakończyć swoje sprawy z Michaelem tak jak ja z Lily?
- Będę na ciebie czekała – odpowiedziała i pocałowała go.

czwartek, 19 maja 2016

Voldemort ubiera się u Madame Malkin: Rozdział 14 – Ku pamięci

Witam was…
Jestem pogrążony w smutku…
Moje życie znowu jest do bani…
Ech… Buuuu… Chlip! Chlip! Cierpię!
Mą duszę rozrywają piekielne męki, oczodoły mi płoną, a trzewia wypełnia lawa…
Tak to wszystko widzę (wizualizacja w zaawansowanym programie graficznym):



Tak mniej więcej się czuję odkąd Volduś zdecydował, że mam mu oddać swoją rękę :(
Na początku myślałem, że chodzi mu o ślub, ale szybko wyprowadził mnie z błędu (a Nagini na mnie fochnęła, zazdrośnica jedna!). Mam sobie odciąć rąsię i oddać mu w ofierze! Buuu!

Staram się znaleźć plusy tej sytuacji: dobrze, że nie oko… albo nogę… albo wacusia. To ostatnie byłoby niefajne, naprawdę niefajne :( Może lepiej, że to tylko ręką, w końcu mam drugą. Bez dwóch byłoby ciężko. Ech, dlaczego nie poprosił o nerkę? Albo kawałek wątroby?

Te myśli powodują, że widzę małe promyki nadziei (wizualizacja w zaawansowanym programie graficznym):


Na cześć mojej ręki zrobiłem także coś takiego:


Ten obraz znakomicie oddaje co teraz właśnie czuję :(

Tak swoją drogą, czy mówiłem wam, co się ostatnio stało? Nie, nie napisałem… Senior zwiał! Brałem prysznic, a on puff i go nie ma. No to był cios poniżej pasa! Przecież nie zrobiliśmy mu nic złego! Był z nami na wakacjach, Voldek trochę się nad nim pastwił, ale przecież dziecku można wybaczyć te wszystkie cruciatusy. Traktowaliśmy go dobrze: mieszkaliśmy z nim, braliśmy kasę z jego konta (ale za to czasem mógł pograć na konsoli!), pozwalaliśmy spać w budzie, która stała w ogródku (kiedyś miał cerbera, ale głowy się zagryzły), nawet czasem spuszczaliśmy go z łańcucha, aby wypił ze mną piwko! Ja chłopa zupełnie nie rozumiem :(

Gdy Volduś odkrył jego ucieczkę, wpadł w szał. Już był o cal aby oddać mój nabiał Nagini, ale się powstrzymał (teraz wiem, ze chodziło mu o moja rąsię, buuu!). Za pomocą zainstalowanego pod skórą chipa namierzyliśmy Seniora (tak, weterynarz trochę się zdziwił, ale gdy dostał gotówkę do ręki to o nic nie pytał). Junior go dopadł i ukatrupił. Masz ci los, raz chwała, później chała. Miał chłop niefart w życiu, prawie jak ja…

Teraz tak wygląda:


Junior wysłał nam MMSa, aby pochwalić się dobrze wykonaną robotą. A to lizus jeden! Szkoda, że Volduś nie chce jego ręki… Mówił mi, że Barty będzie mu jeszcze potrzebny, aby ściągnąć tutaj Pottera. Nie mam pojęcia, co oni kombinują. Przecież chłopak jest silnie chroniony: Albus i reszta czuwają. Jeszcze się okaże, że Junior zmajstruje nielegalnego świstoklika i po prostu wyśle Harry’ego do nas. To by było totalnie głupie, gdyby nikt nie brał pod uwagę takiej możliwości…. Chociaż uważam, że lepiej by było po prostu chłopaka uśpić i wejść do kominka, po czym przylecieć tutaj siecią Fiuu, ewentualnie teleportować się. Ale mnie o zdanie nikt nigdy nie pyta, chlip…

Pozdrawiam smutno i idę topić lęki w wódce, co mi ostatnio Lamia przesłała.
Dziękuję, kochana jesteś! :*
Pa!

Wasz Glizdogon zwany Jędnorękim