czwartek, 11 lutego 2016

Polska Szkoła Magii i Czarodziejstwa: Rozdział 12 – Pogawędki przy serze


Klasa I „c” bardzo ucieszyła się z faktu, że odpadają im dwie godziny łaciny. Jako, że nikt nie zorganizował zastępstwa na zajęciach, to uczniowie rozeszli się w różnych kierunkach. Patrycja z Zochą stwierdziły, że pójdą nakarmić Pokucie. Amelia z Paulem oznajmili, że z chęcią będą im towarzyszyć. Grupka przyjaciół wyszła z zamku i skierowała swoje kroki ku budynkom za internatem. Tam znajdował się Szkolny Ogród Zoologiczny, w którym trzymane były magiczne zwierzęta. Był to mały obiekt, przeznaczony do nauki. Nie mieszkały w nim niebezpieczne stworzenia typu smoki czy hipogryfy nad czym Patrycja z Zochą bardzo ubolewały.
- Mogliby sprowadzić tutaj jakiegoś sfinksa czy cerbera…
- Pyśka, nie przesadzaj! – jęknęła Amela krzywiąc się ponieważ słońce świeciło jej w oczy. – To są bardzo niebezpieczne zwierzęta.
- Ja kiedyś będę mieć cerbera – stwierdził Paul. – Nazwę go Szatan i będę nim straszył ludzi!
- Masz oryginalne marzenia – zachichotała Zocha wkładając do klatki sękacza.
- Uważaj! – krzyknęła Amelia i złapała Patrycję za rękę. – Ten pokuć lubi parmezan, a ty mu chciałaś dać camemberta!
- O kurczę – jęknęła Patrycja i zaczęła szukać odpowiedniego sera.

Czarodzieje nie używali lodówek ponieważ te nie działały w pobliżu źródła silnej magii. Żywność przechowywali w szafkach, na które rzucili zaklęcie chłodzące lub mrożące. Patrycja sprawdziła na wszystkich półkach, ale nie znalazła tego czego szukała. Zgłosiła sprawę nauczycielce przyrody, która akurat doglądała Ćmuchy – małe stworzenia przypominające żaby, które posiadały uszy i długi ogon. Ta od razu wyczarowała patronusa, który pobiegł do zamkowej kuchni aby przekazać wiadomość. Czwórka przyjaciół była pod wrażeniem. Dużo ćwiczyli, ale jak na razie żadnemu z nich nie udało się wyczarować czegoś więcej niż małej mgiełki.
- Zaraz ktoś przybiegnie z dostawą – powiedziała profesor Zięba. – Poczekacie na nią? Mam teraz lekcje z klasą trzecią gimnazjum…
- Się wie! – odezwała się Zocha. – Włożymy wszystko do lodowej szafki i nakarmimy Truśka!

Wszystko odbyło się tak jak powiedziała dziewczynka. Po jakimś czasie przyszedł Domowik, który wyglądał jak krasnolud z „Władcy Pierścieni”, z taczką załadowaną produktami spożywczymi. Czwórka przyjaciół szybko uwinęła się z zadaniem.
- Został camembert – powiedziała Zocha i spojrzała do rozpiski. – Żaden z Pokuciów go nie je… a ja zawsze chciałam go spróbować! – odgryzła kawałek zanim ktoś zdąrzył zareagować.
Paul, Amelia i Patrycja popatrzyli się na siebie zaskoczeni. Wiedzieli, że koleżanka jest zdolna do wielu rzeczy, ale tego się nie spodziewali.
- Dobry! – stwierdziła Zocha. – Nigdy wcześniej go nie jadłam! Chcecie gryza?
- Eeee, nie… - mruknęła Amelia. – Najadłam się go wystarczająco dużo w domu i u dziadków we Francji.
- A mnie daj! – stwierdził Paul i odłamał spory kawałek. – Głodny jestem, a do obiadu jeszcze trochę zostało!
- No dobra, zostawcie coś dla mnie – przyłączyła się po chwili wahania Patrycja.

Amelia zobaczyła, że jest pokonana, więc westchnąwszy głęboko też się poczęstowała.
- Ty... Paul… - zaczęła Patrycja. – Jak to z tobą jest? Jesteś Niemcem, a gadasz po naszemu… Czemu nie jesteś w Durmstrangu?
Paul położył się na małej kupce siana aby skorzystać z jednego z ostatnich słonecznych dni. Amelia siadła koło niego, a Zocha i Patrycja usiadły na płocie.
- No więc tak… tata jest Niemcem – zaczął opowiadać Paul. – Jest ze starej arystokratycznej rodziny czarodziejów. W pewnym momencie stwierdził, że czas się ożenić więc poszedł do swatki…
- Do czego? – spytała się Patrycja.
- Jaja sobie robisz! – Zocha patrzyła się na nią ze zdumieniem. -  Nigdy nie słyszałaś o swatce?
- Nie…
- Czarodzieje często używają swatek aby znaleźć sobie żonę lub męża – wyjaśniła Amelia. – Opisujesz kogo byś chciała, a taka specjalna osoba szuka ci kandydatów. Mama chciała tak znaleźć kogoś dla Angel, ale ta zrobiła taką awanturę, że musiała odpuścić.
- Małżeństwo bez miłości!? – oczy Patrycji mało nie wyszły z orbit.
- Jak ty nic o nas nie wiesz – Paul się wykrzywił. – No dobra, dobra, już mówię dalej, nie odchodź! – uspokoił koleżankę, która obrażona zaczęła iść w stronę internatu. – Tata chciał znaleźć sobie dziewczynę zza granicy ponieważ jesteśmy spokrewnieni z prawie wszystkimi niemieckimi rodami. Do dziś żartuje, że chciał dodać trochę świeżej krwi.
- Nie mógł sam kogoś poszukać? – spytała się Amelia.
- Twierdzi, że w okolicy akurat były albo brzydkie Niemki albo Arabskie księżniczki, które nie mogą wyjść za mąż za nie muzułmanina – wyjaśnił Paul. – Przestańcie mi przerywać! Zaraz będzie najlepsze! – dodał. – Więc tata poszedł do swatki i powiedział z kim chce się ożenić. Ponoć babka, aż złapała się za głowę, gdy usłyszała wymagania. Stwierdziła, że nawet mugolki nie spełniają połowy wymagań: miała być piękna, wysoka, zgrabna, wesoła, miła, mądra i tak dalej. Tata mówił, że miał trzy arkusze pergaminu zapisanych jaka ma być jego przyszła żona – chłopiec zachichotał.
- O matko – jęknęła Zocha. – Ale wymyślił!
- Poszukiwania trwały dwa lata. W końcu znaleziono aż cztery kandydatki… - Paul uśmiechnął się tajemniczo i zrobił pauzę. – Tata poszedł na randkę z każdą z nich i wszystkie mu się nie spodobały. Poleciał więc do swatki aby zrobić jej awanturę, ale gdy był pod drzwiami usłyszał, że nie tylko on jest niezadowolony. Mówił mi, że słyszał jak ktoś się strasznie drze łamanym niemieckim. Pomyślał, że w środku musi być jakaś straszna baba i bardzo się zdziwił, gdy wyszła po chwili niska blondynka z oczami miotającymi błyskawice…
- Niech zgadnę! To twoja mama! – wykrzyknęła ucieszona Patrycja.
- Tak! – twarz Paula rozpromieniła się. – Tata mi opowiadał, że jak ją zobaczył to od razu się zakochał! Wszedł do swatki i poprosił o kontakt z nią. Wtedy babka zaczęła mu tłumaczyć, że to jest zwykła stażystka z Polski i nie spełnia nawet jednej setnej jego wymagań. Tak długo ją prosił, że swatka się zgodziła i powiedziała mu, że ma się wynosić i nie wracać nigdy więcej. Tata od razu ją odszukał i się oświadczył. Mama mówiła, że na początku brała go za jakiegoś wariata. Dopiero, gdy oświadczył jej się piąty raz to się zgodziła.
- Fajna historia – Amelia spojrzała w niebo rozmarzonymi oczyma. – Chciałabym kiedyś spotkać chłopaka, który będzie tak o mnie zabiegał…
- To stąd znasz polski – podsumowała Patrycja. – Dlaczego nie poszedłeś do Durmstrangu?
- Bo wolę moją polską rodzinę – wyjaśnił Paul. – Rodzina taty jest jakaś taka… no… niezbyt ich lubię – zakończył i się zaczerwienił.
- Pewnie są bardziej sztywni? – spytała Amelia. – Moja rodzina we Francji jest strasznie przywiązana do tradycji. Gdy jadę do nich to co chwilę słyszę „stój prosto”, „zachowuj się jak dama” czy „dziewczynkom to nie przystoi”. Moi dziadkowie niezbyt lubią mamę…
- Przecież jest czystej krwi – stwierdziła Patrycja. – Mówiłaś, że od zawsze byliście czarodziejami.
- No… prawie… - wyjąkała prawie-bliźniaczka. – Babcia Gusia jest mugolaczką…
- Mama twojej mamy? – upewniła się Zocha.
- Tak. Ale tu chodzi o to, że mama nie jest z arystokracji.
- To może od tej strony jesteśmy spokrewnione! – wykrzyknęła Patrycja i złapała Amelię aby pokręcić się z nią w kółko.
- Wasze podobieństwo jest niesamowite – mruknął Paul. – Chciałbym wiedzieć jak do tego doszło… Jak będę dorosły to opanuję czary tak, że się dowiem!
- W mugolskim świecie możecie zrobić test DNA – rzuciła Zocha.
- Że co? – zdziwił się Paul.
- W laboratorium pobierają coś od ciebie i drugiej osoby, chyba ślinę i wtedy można stwierdzić czy jesteś spokrewniony.

Patrycja aż podskoczyła z radości i poleciała uściskać Zośkę.
- Jesteś genialna! Powiem tacie aby zrobił takie testy!
- Mówiłaś mu o nas? – spytała się zarumieniona Amelia.
- Tak... trochę… - zmieszała się dziewczynka. – Chyba mi nie uwierzył – wyznała po chwili.
- Gdybyś ścięła włosy to byłybyście identyczne – stwierdził Paul chwytając koleżankę za kucyk.
- Nie, nie mogę… – broda Patrycji zaczęła się trząść, a oczy zaszły łzami.
Trójka przyjaciół popatrzyła na siebie. Żadne z nich nie wiedziało czemu wzmianka o ścinaniu włosów spowodowała taką reakcję. Patrycja tarła gwałtownie oczy aby się nie rozpłakać.
- Hej, ja nie chciałem… - zaczął się tłumaczyć Paul chociaż nie wiedział o co chodzi.
- Nie… to… nic… ja… już… zaraz… - łkała Patrycja w ramię Amelii.
- Boisz się fryzjera? Może masz fobię? – zgadywała Zocha.
- Nie!
- Chcesz aby urosły ci za kostki?
- Nie!
- Boli cię to?
- Nie!
- To ja nie mam pomysłu! – jęknęła Zocha i padła na siano.
Po chwili Patrycja uspokoiła się na tyle aby wyznać przyjaciołom, że włosy zawsze ścinała jej mama i nie dała ich nikomu tknąć po jej śmierci. Paul patrzył się na nią z głupią miną. Zocha zaś z Amelią pocieszały koleżankę tak długo, aż się całkowicie nie uspokoiła.

***

- Konrad, dlaczego to zrobiłeś?
- A co ciebie to obchodzi?
Angelique popatrzyła się na swojego brata. Siedział na krześle z miną wyrażającą pogardę i lekceważenie, nie patrzył się na siostrę.
- Nazwałeś mnie dziwką, dlaczego?
- Bo tak! – warknął. – Te głupie bachory musiały ci naskarżyć!
- Amelia mówiła mi, że groziłeś jej i jej przyjaciołom jeśli mi powiedzą o tym.
- Jakby nie podsłuchiwali to by nie było afery!

Konrad odwrócił się ostentacyjnie na krześle. Angela westchnęła czując ból w sercu. Jej brat od jakiegoś czasu odnosił się do niej wyjątkowo paskudnie i nie miała pojęcia z jakiego powodu. Wiedziała, że nastolatkom często odbija, ale Konrad przechodził ten okres wyjątkowo burzliwie. Położyła mu rękę na ramieniu i odwróciła go do siebie. Pochyliła się nad nim i spojrzała mu prosto w oczy.
- Zachowujesz się wyjątkowo źle, jesteś moim bratem, ale jednocześnie jestem twoją nauczycielką…
- I co? – przerwał jej. – Napiszesz do mamy?
- Tak, zrobię to. Dostaniesz uwagę do dziennika i obniżoną ocenę z zachowania.
- Rób sobie co chcesz, mam to gdzieś! – krzyknął.
- Proszę, powiedz mi o co ci chodzi – Angela go błagała. – Dogadajmy się, jesteś już prawie dorosły. Chodzi ci o to, że się wyprowadziłam z domu?
- Nie.
- O tą trójkę z ostatniej klasówki?
- Nie! – fuknął. – Zostaw mnie!
- Jak sobie chcesz… - powiedziała Angela i podeszła do drzwi. – Pamiętaj tylko, że nie będziesz miał na moich zajęciach taryfy ulgowej…
- Jakbym ją miał – prychnął Konrad.
- … oraz napiszę do mamy aby zabrała cię z internatu, widocznie to była zła decyzja ponieważ odkąd tu zamieszkałeś jest co raz gorzej z tobą.
- Wal się!

***

Miłosz siedział w bokserkach i koszulce na materacu w kawalerce Angelique. Przyleciał do niej w piątek wieczorem, ponieważ robił aktualnie studia podyplomowe z pedagogiki. Była to sytuacja wyjątkowa ponieważ dostał od dyrektorki pozwolenie aby nie robić licencjatu i magisterki. W Durentiusie sprawa nauczycieli wyglądała zawsze tak samo: gdy nauczyciel zaczynał się zastanawiać nad odejściem szukał sobie następcy czyli zdolnego ucznia, którego przekonywał do pójścia na mugolskie studia. W świecie czarodziejów nie opłacało się otworzyć takiej placówki ponieważ rotacja była stosunkowo niska.

Angelique poszła na studia w Lublinie, dostała się na UMCS dzięki fałszywemu świadectwu maturalnemu. W czasie pięciu lat nauki wśród mugoli musiała pojawiać się na zajęciach w Durentiusie. Zaś w czasie wakacji jeździła z panem Ziemowitem po rodzinach aby przekazać, że dzieci są czarodziejami. W ten sposób zdobywała niezbędne doświadczenie i po obronieniu magisterki mogła zacząć nauczać.

Z Miłoszem wszystko odbyło się inaczej. Poprzedni nauczyciel został zwolniony więc nie było czasu aby przygotował następcę. Dyrektorka specjalnie wybrała osobę, która ma doskonały kontakt z ludźmi. Miłosz okazał się świetnym nauczycielem jednak musiał mieć jakiś papier upoważniający do uczenia. W drodze wyjątku otrzymał fałszywe świadectwo ukończenia studiów i poszedł na podyplomówkę. Jako, że zapisał się na nią w Lublinie to przeważnie spędzał weekendy u Angeli. Ta zaś wiedziała, że nie był to przypadkowy wybór.
- Skąpy jesteś – podsumowała patrząc się na Miłosza z błyskiem w oku. – Stać cię na akademik, a nawet na hotel gdybyś zechciał.
- Nie jestem skąpy! - bronił się mężczyzna. – Tak naprawdę zrobiłem to dla ciebie! Mam nadzieję, że rozkocham cię w sobie i pewnego pięknego dnia spędzisz ze mną noc na materacu…
- Jesteś szalony! – zachichotała.- Zawsze sobie stroisz żarty!
- Czy gdybym żartował zrobiłbym to? – spytał i padł przed nią na kolana.
Angela popatrzyła się na niego zaskoczona. Miłosz grzebał jedną ręką w swoim plecaku, cały czas patrząc koleżance w oczy.
- Angelique… Czy uczyniłabyś mi ten zaszczyt… - zaczął i wyciągnął coś z plecaka. – …i wypijesz ze mną to wino?
- Z przyjemnością – odrzekła Angela biorąc od niego butelkę i idąc do kuchni.

Kilka chwil później siedzieli na kanapie podgryzając różne gatunki serów i popijali je winem. Włączony telewizor nadawał wiadomości.
- Boże – jęknął Miłosz. – Muzułmanie wszędzie, do tego Rosjanie na Krymie, a teraz w Syrii. Co się porobiło w tym świecie.
- U nas jeszcze nie jest tak źle – zauważyła Angela. – Słyszałeś, że co czwarty uczeń w Durmstrangu to muzułmanin? Ostatnio chcieli zakazać podawania wieprzowiny na stołówce szkolnej…
- W dupach im się poprzewracało z tego całego dobrobytu, ot co!
- Mam nadzieję, że w mugolskim świecie nie będzie wojny. Gdy babcia Augustyna opowiada nam co się działo u niej na wsi to mi skóra cierpnie.
- Urodziła się przed wojną? – spytał się Miłosz, dolewając do kieliszków.
- Tak. Została sama ze swoimi dziadkami ponieważ jej rodzice zginęli w 1943 roku.
- Przykre… - stwierdził Miłosz i postanowił zmienić temat. – Słyszałaś, że CZORT wygra wybory?

Czarodziejska Organizacja Rodzin Tradycyjnych miała bardzo duże poparcie wśród czarodziejów. Jej członkowie pochodzili przeważnie z arystokratycznych rodzin i była w stanie dawać spore dotacje na różne cele. Dzięki temu zdobyła dużą popularność. Na dodatek organizacja działała nie tylko na terenie Polski, ale w całej Europie. Chodziły słuchy, że ich tajnym celem jest zniesienie postanowień Międzynarodowego Kodeksu Tajności, ale nikt nie był tego w stanie potwierdzić. Większość czarodziejów twierdziła, że jest to totalna głupota z góry skazana na porażkę. Próbował tego Grindenwald w czasie II Wojny Światowej i każdy wiedział, że skończył w Nurmengardzie.
- Niestety tak – mruknęła Angela i upiła łyk wina. – Ludzie rzucili się na te dziesięć galeonów miesięcznie na dziecko. Mam dziwne wrażenie, że ktoś się wzorował na mugolach…
- Co jest bardzo ciekawie biorąc pod uwagę, że w programie mają ponowne wprowadzenie klasyfikacji krwi – zauważył Miłosz.
- Będziesz miał przesrane jak to wejdzie w życie…
- Będę… ale ty mnie obronisz – uśmiechnął się figlarnie.
- Już lecę, pędzę! – zachichotała Angela i stuknęła go lekko pięścią w ramię. – Taki duży facet jak ty na pewno będzie bezbronny!

Obydwoje się roześmiali. Angela miała dobry humor ponieważ w piątek po zakończonych lekcjach przyszedł do niej Konrad. Z rumieńcem na twarzy wydukał przeprosiny i dał jej wielki bukiet róż, które kupił w Mystopach za swoje kieszonkowe. Wyjaśnił, że chciał zrobić wrażenie na Jagnie, która jest jego dziewczyną. Nastolatka nie znosiła Angeli ponieważ w trzeciej klasie dostała z mugoloznastwa jedynkę na półrocze. Była to w pełni zasłużona ocena, ale Jagna nie zgadzała się z tym i prowadziła małą wojnę podjazdową. Ostatecznie niczego nie wskórała i była zmuszona zaliczyć materiał.

Angela trochę się obawiała czy nastolatka nie będzie miała złego wpływu na jej brata. Zapowiedziała mu, że daje mu ostatnią szansę i na razie nie powie niczego mamie. Konrad bardzo długo jej dziękował i wyleciał z jej gabinetu jak na skrzydłach. Siostra zdążyła tylko za nim krzyknąć, że ma jeszcze przeprosić Amelię.
- A co tam u mojej siostry i jej przyjaciół? – zapytała Miłosza po chwili milczenia.
- Z Amelią wszystko w porządku, dobrze się uczy – odparł mężczyzna. – Dobrze dobrała się z Mangusiem…
- Z kim? – przerwała mu zaskoczona Angela.
- Z Paulem, nazywam go Manguś bo mi przypomina tych ślicznych chłopczyków z japońskich bajek – Miłosz zachichotał.

Angela popatrzyła się w sufit starając się nie wybuchnąć śmiechem. Musiała przyznać racje koledze: Paul naprawdę wyglądał jakby uciekł z anime. Pomyślała, że pod koniec gimnazjum albo na początku liceum jego wygląd zmieni się. Do tego czasu dziewczyny będą traktować go jak młodszego braciszka.
- Chłopak jest największym mózgowcem w klasie. Biorąc pod uwagę, że mieszkał dotychczas w Niemczech i częściej mówił po niemiecku to go podziwiam – kontynuował Miłosz. – Ma problemy z ortografią, ale to zrozumiałe.
- A co u Zosi?
- Boże… mam z nią skaranie boskie… – jęknął mężczyzna łapiąc się za głowę. –  Miałaby najlepsze stopnie gdyby nie to, że co chwilę dostaje kiepskie oceny za schodzenie z tematu. Ostatnio zadałem im wypracowanie na temat boginów, a dostałem od niej rozprawkę pod tytułem „Czy dementorzy mogą wyssać duszę z horkruksów?”. Gdy się spytałem czemu mi to dała zamiast odrobić pracę domową to powiedziała, że ten temat ją bardziej interesuje, a boginy są głupie…
- Wiem, słyszałam, że gada na lekcjach o głupotach – westchnęła Angela. – Nadal jest w fazie Harry’ego Pottera i nie może uwierzyć, że Rowling połowę zmyśliła.
- Przez nią miałem na głowie wizytę matki Telimeny. Co za wstrętna baba! Typowa blondyna! O, sorry… – dodał, gdy zobaczył minę koleżanki. - Przyszła mi naskarżyć, że Zośka pokazała jej córce cycki!
- Jaja sobie robisz!
- Nie! Mówię prawdę! – Miłosz przybrał poważny wyraz twarzy. – Szybko wyszło na jaw, że Telimena pierwsza dogryzała Zośce, ale tej wariatki to nie przekonywało. Teraz rozumiem czemu ojciec oddał córkę do internatu, bał się, że będzie taka sama jak jego żona. Na moje oko jest już ciut za późno…
- Czekaj… - Angela zastanowiła się chwilę. – Czy jej matka nie działa aktywnie w CZORTach?
- Tak, to ona.
- Słyszałam o niej – stwierdziła blondynka. – Wyszła za mąż dla tytułu. On miał nazwisko, ona pieniądze. Chyba jej mąż teraz żałuje.
- Sądzę, że bardzo!

Obydwoje popatrzyli na siebie i wybuchnęli śmiechem. Obydwoje byli przeciwni starej tradycji zawierania małżeństw z rozsądku. Angelique otrzymała kilka propozycji zaraz po ukończeniu liceum, ale wszystkie odrzuciła.
- A co u bliźniaczki?
- Patrycji? – Miłosz wzruszył ramionami. – Jest pod wpływem Zośki, ale tylko jeśli chodzi o głupie pomysły. Na początku myślałem, że będzie się dobrze uczyć, ale szybko straciła zapał. Ostatnio mam wrażenie, że przeczytanie czegokolwiek co ma więcej niż pięć stron sprawia jej trudność. Głupia nie jest, ale zamiast książek woli grać w Płonące Kule.

Uczniowie Durentiusa byli przekonani, że nauczyciele nie wiedzą co się wyprawia na boisku nad jeziorem. Oficjalnie gra była zakazana na terenie zamku, ale tradycją było łamanie tej reguły. Nauczyciele wiedzieli o wszystkim, a wynikało to głównie z faktu, że sami robili to samo w czasach szkolnych. Panowała niepisana zasada, że dopóki nie zdarzy się coś groźnego to nie reagują. Ostatnia ofiara gry zginęła ponad 200 lat wcześniej i to tylko dlatego, że przypadkowo strzeliła ogniem w przechodzącego jednorożca, który nie był z tego faktu zadowolony.
- Na dodatek portierka skarżyła mi się, że ma dość narzekań Lustra.

Był to przedmiot magiczny, który został zawieszony na ścianie przy wyjściu z internatu po wprowadzeniu mundurków w 1932 roku. Jego zadaniem było ocenianie czy uczennice ubrały się zgodnie z regulaminem. W męskiej części wisiało identyczne lustro. Portierka była zobowiązana do cofnięcia ucznia, który miał poprawić swój wygląd. Jeśli tego nie zrobił, bądź nie zrobiła wtedy sprawa lądowała u wychowawcy. Problemem było, że Lustro nadal trzymało się zasad sprzed prawie 100 lat.
- Niech zgadnę… wkurza się na plecak Patrycji?
- Tak! – jęknął Miłosz. – Lustro upiera się, że jest nieregulaminowy i uczennica nie powinna takiego nosić. Jednak nowe przepisy pozwalają na taki plecak, sprawdziłem dokładnie. Tylko teraz weź przekonaj takiego starocia… Złożyłem wniosek o zawieszenie nowego lustra, które będzie miało aktualne poglądy, ale wiesz ile to trwa…
- Oj wiem – stwierdziła Angela. – Ciągle czekam, aż kupią zmywarkę nowej generacji. Wiem, że mogę tłumaczyć uczniom jak się z niej korzysta za pomocą obrazków, ale jednak poglądu nic nie zastąpi.
- Odkryłaś już dlaczego Patrycja i Amelia są identyczne? – zainteresował się Miłosz.
- Nie – zasępiła się Angela. – Zrobiłam drzewo genealogiczne, pytałam się rodziny, ale nie znalazłam nawet najmniejszej wskazówki, która by wskazywała, że mogłybyśmy być spokrewnione.
- Może ktoś miał jakieś nieślubne dziecko? – podpowiadał mężczyzna.
- Też o tym myślałam… wszyscy twierdzą, że nie było takiego przypadku. Jedynym tropem wydawała mi się babcia Augustyna, która pochodzi z rodziny mugoli, ale ona twierdzi, że to niemożliwe – rzekła Angelique wpatrując się w swój pusty kieliszek. – Jej wujkowie zmarli nie mając żon ani kochanek. Dziadkowie byli w podeszłym wieku i odeszli zaraz po ukończeniu przez nią szkoły.
- Nie wierzę w to – stwierdził Miłosz. – Dorośli mężczyźni i nie przespali się z kimś?
- Babcia pochodzi z bardzo religijnej rodziny.
- Moher?
- Prawie – Angela zachichotała. – W naszym domu nie da się odebrać Radia Maryja, a babcia nie chce rozmawiać z mugolskimi babkami aby się niczego nie domyśliły.
- Czemu nie przylatuje do kościoła w Mystopach? – zdziwił się Miłosz.
- Pokłóciła się z proboszczem…
- Takie życie! – mężczyzna błysnął białymi zębami. – Jesz to? – wskazał na ostatni kawałek sera leżący na desce.
- Nie, bierz.
- Dzięki! – podrzucił camemberta do góry i złapał go ustami. – Teraz czas spać! Mam jutro ćwiczenia o ósmej… 

poniedziałek, 8 lutego 2016

Powojenne życie Hermiony G: Rozdział 15 - Harry Potter, wybraniec czy oszust?


- Hermiono, dlaczego to zrobiłaś? – Minerwa McGonagall patrzyła się badawczo na dziewczynę.
- Musiałam, po prostu musiałam – odpowiedziała cicho patrząc na swoje dłonie położone na kolanach.
- Wystarczyłoby gdybyś spytała się mnie o zgodę…
- Ja… - Hermiona szukała odpowiednich słów. – Ja uznałam, że to sprawa nie cierpiąca zwłoki. Harry doprowadził do wypuszczenia na wolność Lucjusza. Wie pani, że był on śmierciożercą i to jednym z najbardziej lojalnych.
- Tak, wiem. To nie zmienia faktu, że oddaliłaś się bez pozwolenia poza teren szkoły – dyrektorka westchnęła i poprawiła okulary. – W twoim przypadku nie mam nic przeciwko, ale dajesz zły przykład innym uczniom…

Hermiona przygryzła wargę, ponieważ Minerwa McGonagall miała rację. Wielu uczniów starało się do niej zbliżyć i zauważyła, że ma mały fanklub wśród najmłodszych dziewczyn.
- To się więcej nie powtórzy – zapewniła.
- Wierzę ci, ale i tak muszę ci odebrać dwadzieścia punktów…
- Tylko tyle? – Hermiona uśmiechnęła się.
- Mogę więcej – dyrektorka pogroziła jej palcem.
- Och! Nie, nie! Tyle wystarczy! Naprawdę dziękuję, że nie więcej!
- Zmykaj zanim się rozmyślę – starsza kobieta uśmiechnęła się patrząc na oddalającą się uczennicę. 

***

Hermiona siedziała w dormitorium i czytała książkę Rity. Co ją zaskoczyło to fakt, że dziennikarka nawet nie mijała się bardzo z prawdą. Opisała nieszczęśliwe dzieciństwo Pottera u Dursleyów, pojawienie się Hagrida w chatce na skale oraz to co się działo w Hogwarcie. Hermiona pomyślała, że musiała mieć naprawdę dobrego informatora. Zaczęła się zastanawiać kto nim był. Z jednej strony mógł to być ktoś im bliski, a z drugiej strony Rita mogła pytać to tu, to tam i sklecić historię z różnych opowieści.

Spokój zakłóciło jej przybycie dziewczyn, które przyszły położyć się spać. Ginny nie odezwała się ani słowem do Hermiony. Ta zaś powiedziała głośno, że idzie do pokoju wspólnego aby dokończyć czytanie – w końcu była sobota i następnego dnia mogła spać do której chce. Jej ulubionego fotela przy kominku nikt akurat nie zajmował, dlatego dziewczyna chętnie na nim usiadła i pogrążyła się w lekturze. Była pod wrażeniem rzetelności Rity dopóki nie doszła do rozdziału zatytułowanego „Harry i prawie-ludzie”. Opisywała w nich jak źle wpłynęła na Pottera przyjaźń z Hagridem i Lupinem. Większość faktów była wyssana z palca. Hermiona zacisnęła zęby i doszła do rozdziału „Harry i osoby bez których nie dałby rady pokonać Lorda Voldemorta”.


Jak wiemy ze sprawozdań Wizengamotu, Chłopiec-który-przeżył otrzymał od Albusa Dumbledore’a zadanie polegające na odnalezieniu i zniszczeniu horkruksów Tego-którego-imienia-nie-wolno-wymawiać. Na nieszczęście Harry’ego, dyrektor dał mu bardzo mało wskazówek dotyczących tych złowrogich artefaktów. Jednak Wybraniec mógł liczyć na oddanych przyjaciół. Jednym z nich był Ronald Weasley. Ten sympatyczny rudzielec, który wiernie trwał przy Harrym nie pozwolił mu wyruszyć na samotną wyprawę. Mimo protestów Pottera, wziął ze sobą swoją dziewczynę Hermionę Granger i razem wyruszyli na wyprawę. Harry podczas podróży miał co chwilę problemy ze skupieniem uwagi na celu i wtedy Ronald musiał wziąć sprawy w swoje ręce. To on zdecydował, że nie będą się skupiać na starej legendzie o Insygniach Śmierci (czego chciała Hermiona Granger), tylko będą dążyć do pokonania Lorda Voldemorta. Gdyby nie jego poświęcenie i odwaga Harry niechybnie utopiłby się w jeziorze do którego wskoczył (umieścił go tam Severus Snape, więcej w dalszej część rozdziału). 

Mogę z całą pewnością stwierdzić, że Ronald Weasley był mózgiem całej tej operacji i gdy go zabrakło (udał się w odwiedziny do rodziny, a wtedy jego towarzysze zmienili nieoczekiwanie miejsce pobytu) Hermiona Granger z Wybrańcem kręcili się w kółko i  nie odnaleźli nawet jednej wskazówki potrzebnej do odnalezienie horkruksów. Zastanawiające jest co chcieli przez to osiągnąć. Czyżby chcieli przypisać sobie całą zasługę? Harry z powodu kompleksów z dzieciństwa przejawiał nie raz zachowania wskazujące na tendencję do popisywania się przed innymi. Hermiona Granger słynie z przesadnej ambicji i dążeniu do celu po trupach. Patrząc na to co się stało w ciągu ostatnich miesięcy moja teza potwierdza się: tylko Ronald Weasley nie pragnie sławy i blichtru oraz jako jedyny nie pojawia się co chwila w Ministerstwie Magii pod błahym pretekstem.


Hermiona przerwała czytanie i wpatrywała się w ogień. Skąd Rita wiedziała, że Ron ich opuścił? Nawet przed Wizengamotem nigdy o tym nie wspominali z obawy aby pani Weasley nie rozerwała na strzępy najmłodszego syna. Jedynymi osobami, którzy o tym wiedzieli był Bill i Fleur. Czyżby wygadali się? Fleur czasem bywała gadatliwa i mogła coś palnąć. Pozostało jeszcze pytanie dlaczego Rita tak komplementowała Rona? Hermiona wiedziała, że dziennikarka jej nie lubi i ją obsmaruje prędzej czy później, ale co sprawiło, że była przychylna jej chłopakowi?
- Hermiono!
Dziewczyna podskoczyła, gdy usłyszała, że Ron ją woła. Rozejrzała się ostrożnie po pokoju.
- Hermiono! Kominek! – odezwał się Ron niecierpliwie.

Dopiero wtedy dziewczyna zauważyła, że jego głowa znajduje się pomiędzy płomieniami. Hermiona zupełnie zapomniała, że czarodzieje mogą kontaktować się w ten sposób.  Dodatkowo włosy i piegi Rona idealnie pasowały kolorystycznie do ognia.  Od razu padła na kolana i przybliżyła się do swojego chłopaka.
- Ron! Mogłeś mnie jakoś uprzedzić!
-  Przepraszam, nie pomyślałem – chłopak wyszczerzył zęby. – Chciałem z tobą porozmawiać o tym liście… Naprawdę Harry doprowadził do uwolnienia Malfoyów?
- Niestety tak – odparła ponuro Hermiona. – A aby było zabawniej Ginny o wszystkim wiedziała…
- A to mała żmija! – wyrwało mu się. – Co teraz?
- Nie wiem… nie rozmawiam z nimi. Jak przestanę się na nich denerwować to się do nich odezwę.
- Ja jutro wstąpię do Harry’ego i pogadam z nim – westchnął. - Trudno mi w to uwierzyć… Najpierw Snape, teraz Malfoyowie…
- Gdy byłam u niego w pracy to naszą rozmowę podsłuchał Gawain Robards i teraz Harry będzie mył toalety przez najbliższe pół roku – Hermiona zachichotała.
- Nie gadaj! Tylko tyle? – zdziwił się Ron. – Przecież może wywalić go dyscyplinarnie z pracy! Albo nałożyć na niego karę jak było w przypadku mojego ojca i latającego samochodu…
- Och, nie pomyślałam o tym… - dziewczynie zrobiło się głupio.
- Nie przejmuj się kochanie – pocieszył ją rudzielec. - Harry ma kasę i wprawę w szorowaniu toalety, przecież nie raz opowiadał, że robił to u Dursleyów. Gdyby Robards miał go udupić już by to zrobił.

Nagle Hermiona zasępiła się. Ktoś opowiedział Ricie bardzo szczegółowo o dzieciństwie ich przyjaciela, czyżby był to…
- Ron… - zaczęła powoli. – Czy ty przypadkiem nie rozmawiałeś z Ritą Skeeter na temat Harry’ego?
- Ja… eee… czemu pytasz słoneczko ty moje?
- Jakimś dziwnym trafem jego biografia jest zaskakująco dokładna. Nawet wiele tam nie nakłamała jakby miała informacje z pierwszej ręki… - Hermiona popatrzyła się na Rona przenikliwym wzrokiem.
- Hmm… no wiesz… w wakacje… jakoś tak wyszło, że przyszła do naszego sklepu… i tak jakoś wypytywała o biznes i w ogóle… - chłopak spocił się.
- A ty jej opowiedziałeś o przyjaźni z Harrym?
-  Noooo… t-tak – wyjąkał Ron.
- Pewnie nie mogłeś się powstrzymać aby nie dodać pewnych szczegółów jaki ty jesteś wspaniały? – Hermiona jęknęła patrząc się w sufit.
- Ej! Nie! Tym razem mówiłem samą prawdę! Przysięgam! – zapewniał Ron. – To ona musiała coś poprzekręcać!
Dziewczyna westchnęła i stwierdziła, że chciałaby aby dzień już się skończył i nie dodawał jej kolejnych zmartwień.

***

Niedziela minęła Hermionie w miarę spokojnie. Wstała późno gdyż rozmawiała z Ronem do trzeciej w nocy. Ginny nadal się do niej nie odzywała i unikała przebywania w tym samym pomieszczeniu co ona. Hermiona uznała to za okoliczność sprzyjającą i doczytała biografię Harry’ego. Rita była w formie – połowa książki okazała się totalnymi bzdurami. Najbardziej Hermionę rozbawiła dalsza część rozdziału „Harry i osoby bez których nie dałby rady pokonać Lorda Voldemorta”.


Wiele osób zastanawiało się dlaczego Wybraniec tak broni Severusa Snape’a. Człowieka, który okazywał mu jawnie niechęć i nigdy nie dał po sobie poznać, że coś do niego czuje. Tak, tak moi drodzy czytelnicy! Mam swoje poufne źródła, a te wyznały mi całą prawdę: Severus Snape tak naprawdę jest ojcem Harry’ego! W młodości był bardzo blisko Lily Evans (później Potter). Ta dziewczyna była bardzo gorącego usposobienia, zmieniała chłopaków jak rękawiczki. Wszystkie kobiety odetchnęły z ulgą, gdy wyszła za mąż za Jamesa Pottera. Córka mugoli została żoną człowieka czystej krwi, przystojnego i majętnego. Wiele dziewczyn o tym marzyło, jednak tylko panna Evans doprowadziła go do ołtarza.

Znajomi pary zwracali jednak uwagę, że James dostał osobliwe przezwisko, a mianowicie „Rogacz”. Wiem, że już domyśliliście się prawdy! Małym sekretem panny Evans był trwający od wielu lat romans z Severusem Snapem. Koleżanki z lat szkolnych wyjawiły mi, że znali się jeszcze przed pójściem do Hogwartu. Kochali się, jednak miłość nie wystarczy, gdy kieszenie są puste… Severus Snape – przystojny i czarujący mężczyzna był bez knuta przy duszy. Dlatego Lily Evans zdecydowała się na wyjście za mąż za spadkobiercę fortuny i wspaniałego nazwiska – Jamesa Pottera. Szeptano o romansie po kątach, ale zakochany „Rogacz” tego nie zauważał. Na dodatek obaj panowie mieli czarne włosy, dlatego gdy urodził się Harry nikt nie zauważył, że jego ojcem jest kochanek matki.

Właśnie z tego powodu Severus Snape pomagał Wybrańcowi! Nie mógł się oficjalnie przyznać, że jest jego ojcem, ponieważ wtedy Sami-wiecie-kto wykorzystałby go do zabicia chłopaka. Ukrył ten fakt na dnie swojej duszy i na zewnątrz udawał, że nienawidzi Harry’ego, zaś w środku płakał nad swym marnym losem. Doprowadził do upadku Sami-wiecie-kogo i na łożu śmierci wyjawił prawdę (jak się okazało – nie umarł). Wtedy Harry uratował go razem z Williamem Weasleyem i postanowił, że oczyści jego dobre imię.

W tym miejscu zapowiadam biografię tego wspaniałego człowieka! Dotarłam do tak wielu informacji o jego osobie i tak mnie zafascynował ten temat, że zanim skończyłam pisać o Chłopcu-który-przeżył to zaczęłam pisać książkę na temat Severusa Snape’a. Ukarze się ona we wrześniu 1999 roku!


- Boże, co za bzdury! – pomyślała Hermiona unosząc brwi. – Trzeba być naprawdę mało inteligentnym aby uznać to za prawdę.

***

Podczas śniadania sowy wleciały do Wielkiej Sali przynosząc listy i paczki do uczniów. Gwardia Dumbledore’a siedziała tym razem przy stole Puchonów. Neville wziął kopertę z dzioba płomykówki i od razu ją rozerwał.
- Dean! Babcia napisała, że dowiedziała się jak nazywa się ta dziewczyna od afery – powiedział do czarnoskórego kolegi.
Ten nic nie odpowiedział, wpatrywał się w kolegę czekając na wiadomość. Hermiona z Luną zacisnęła kciuki. Ginny oderwała się od czasopisma „Czarownica”. Wszystkie oczy spoczęły na Neville’u.
- Nazywała się Ann Davis.
W tym momencie cała Gwardia przeniosła wzrok na czarnoskórego kolegę. Dean nie potrafił ukryć rozczarowania.
- Moja mama nazywa się Leila – mruknął.
Luna podeszła do kolegi, objęła go i zaczęła pocieszać, że to był pierwszy trop i na pewno wpadną na następny. Neville udawał, że tego nie widzi i wdał się w pogawędkę z Hanną Abbott. Hermiona spojrzała na Ginny, ale ta znowu zajęta była czytaniem czasopisma.
- Porozmawiam z nią wieczorem – pomyślała dokańczając jajecznicę i udając się na pierwszą lekcję.

***

Alchemia była o wiele trudniejszym przedmiotem niż eliksiry. Hermiona stałą nad aparaturą i starała się stworzyć szmaragd, który chronił przed klątwami. Albert Winslow – nauczyciel tego przedmiotu przyjmował tylko najlepszych uczniów. Trzeba było otrzymać „W” ze wszystkich wymaganych przedmiotów. Dlatego w klasie przebywało obecnie tylko sześcioro uczniów, wliczając w to Hermionę.
- No, no, no – zacmokał nauczyciel, który był człowiekiem w mocno podeszłym wieku. – Panno Granger, zdumiewasz mnie! Nadrobiłaś wszystkie nieobecności w tak krótkim czasie!
- Dziękuję pani profesorze – ucieszyła się Hermiona.
- Rozważ czy po skończonej nauce nie zechcesz studiować alchemii. Mógłbym napisać list polecający do Centrum Badań w Egipcie.
- Och! – pisnęła dziewczyna. – Dziękuję… dziękuję bardzo, ale chyba chcę zająć się czymś innym.
- Szkoda… - mruknął profesor Winslow. – Naprawdę masz talent…

- Naprawdę masz talent! – przedrzeźniała nauczyciela niska Ślizgonka nie wiedząc, że Hermiona idzie tuż za nią. – Profesor słodzi tej Granger tylko dlatego, że jest uznawana za bohaterkę wojenną. A przecież to głupia kujonica, która potrafi tylko wkuwać na pamięć. Gdyby nie ten jej rudy chłopak to niczego by z Potterem nie zrobiła! – popatrzyła się na przyjaciółkę, która jej przytakiwała.
- Może też wierzysz Ricie, że Snape jest ojcem Harry’ego? – powiedziała głośno Hermiona.
Ślizgonki zatrzymały się i odwróciły w jej stronę. Obydwie były zaczerwienione na twarzach i patrzyły się ze złością na podsłuchującą koleżankę z klasy. Kilkoro uczniów również stanęło aby posłuchać wymiany zdań. Hermiona widziała, że przez cały dzień wszyscy patrzyli się na nią ukradkiem, ale ignorowała to. Spodziewała się, że książka Rity będzie czytana w Hogwarcie.
- Sama nam to powiedz! – zaatakowała Luiza. – Przecież zdążyliście nawiązać nić sympatii, gdy go broniłaś!
- To bzdura! Harry wygląda jak swój ojciec – warknęła Hermiona. – Większość nauczycieli ci to powie!
- Dziwne, że bronisz Pottera skoro jesteście ze sobą pokłóceni - Ślizgonka uśmiechnęła się złośliwie.
- To nie twoja sprawa!
- Bronisz go bo czujesz wyrzuty sumienia bo go wkopałaś u jego szefa? – kontynuowała Luiza.
- Ja… ty… skąd to wiesz? – jęknęła zaskoczona Hermiona i z wrażenia upuściła trzymaną w rękach książkę.
- Sądzę, że zrobiłaś to specjalnie! Jesteś podłą suką, która  pnie się w górę po trupach! – krzyknęła przyjaciółka Luizy po czym odeszły śmiejąc się złośliwie.

Uczniowie ruszyli się z miejsc i poszli w różne strony omawiając zdarzenie. Hermiona stała jak słup soli myśląc intensywnie o tym co ją przed chwilą spotkało. Niewiele osób wiedziało, że pokłóciła się z Harrym, a jeszcze mniej, że przyczyniła się do jego złych relacji z Gawainem Robardsem. Ktoś musiał o tym rozpowiedzieć.
- Czyżby to była Ginny? – zastanawiała się Hermiona. – W niedzielę dostała list. Na pewno Harry jej o tym napisał.
Doszła do wniosku, że musi porozmawiać z przyjaciółką jak najszybciej. Schyliła się aby podnieść książkę do alchemii i wtedy zauważyła, że otworzyła się ona w miejscu gdzie została wyrwana jedna strona.

***

- Dean! Jak mogłeś!
- Co mogłem?
- Mówiłeś, że nie wiedziałeś o zamianie książki, ale brakuje mi w niej jednej strony!
- Co!? Ja niczego nie wyrywałem!
- Spójrz!
- O! Rzeczywiście… ale ja tego nie zrobiłem!
- To kto?
- Nie wiem… wszystkie książki były w moim kufrze… - Dean się zasępił. – Zdaje mi się, że go zamykałem, ale teraz nie jestem w stanie tego potwierdzić. Czego brakuje?
- Hmm…  - Hermiona popatrzyła się w puste miejsce. – Tu była biografia autora podręcznika…
- Ze zdjęciem, które się ruszało? – zaniepokoił się chłopak.
- Tak! Myślisz, że jedno z twojego rodzeństwa wzięło je aby pokazać komuś?
- O boże! – jęknął Dean. – To bardzo możliwe! Clover zawsze się interesowała moim kufrem! Jeśli go nie zamknąłem…
- Spokojnie! – Hermiona położyła mu rękę na ramieniu. – Musimy zastanowić się co zrobić!

Siedli na łóżku i zaczęli omawiać możliwości. Nie mieli stuprocentowej pewności kto to zrobił. Dean miał siostrę i trzech braci, którzy byli w wieku szkolnym. Żadne z nich nie wiedziało, że Dean jest czarodziejem. Jeśli któreś z nich wzięło stronę i pokaże w klasie ruszające się zdjęcie to chłopak będzie miał kłopoty: Ministerstwo Magii może go oskarżyć o złamanie zasad tajności. Hermiona poradziła Deanowi aby napisał list do mamy.
- Wątpię czy wiele to da – stwierdził chłopak uśmiechając się blado. – Moje rodzeństwo to niezłe ziółka, będą wszystkiemu zaprzeczać.
- Nawet jeśli napiszesz, że będziesz miał poważne kłopoty?
- No… może ruszy  ich sumienie…
- Napisz, jeśli to nie poskutkuje… wyślij sowę Harry’emu.
- Myślisz, że wpadnie do mojego domu jako przedstawiciel Ministerstwa?
- Tak, jestem tego pewna – odpowiedziała Hermiona i głęboko zamyśliła się. – Na niego można liczyć…

Gdy wróciła do swojego dormitorium zastała Ginny siedzącą w ciemności na parapecie okna. Koleżanki klasy odrabiały lekcje w pokoju wspólnym. Hermiona cieszyła się, że porozmawia z przyjaciółką sam na sam. Machnęła różdżką i zapaliła świece. Wzięła głęboki oddech i podeszła do okna.
- Ginny… - zaczęła.
- Czego chcesz?
- Porozmawiać o tym co zaszło.
- Nie wiem czy mamy o czym ze sobą rozmawiać! – warknęła Ginny i odwróciła się w stronę Hermiony. – Pogadaj może ze swoją nową przyjaciółeczką!
- Z kim!? – Hermiona była zdumiona.
- Z Dafne Greengrass! Byłyście razem w Dziurawym Kotle!
- Byłam… to fakt…
- Wkopałaś Harry’ego! Teraz ma dochodzenie w pracy z twojego powodu!
- T-tak? – wyjąkała Hermiona. – W proroku nic o tym nie pisali…
- Bo nikt nie wiedział o jego dogadaniu się z Malfoyami! – krzyknęła Ginny, jej oczy miotały błyskawice. – Robards kazał mu tylko szorować kible! Ale ty wszystko zepsułaś!
- Ja!? Jak to ja? – oburzyła się Hermiona. – Ktoś puścił plotkę! Chciałam się zapytać czy ty nie maczałaś w tym palców!

Rudowłosa czarownica wyglądała jakby dostała ataku furii. Czerwień jej twarzy zlał się z kolorem jej włosów. Wyglądała przez chwilę jakby chciała się rzucić z pięściami na przyjaciółkę. Widocznie zrezygnowała z tego zamiaru ponieważ podbiegła do swojego łóżka.
- Masz! – warknęła Ginny przez zaciśnięty zęby rzucając Hermionie w twarz magazynem. – Nie udawaj, że o niczym nie wiesz!
Hermiona szybko przekartkowała magazyn i znalazła zdjęcia na których była w Ministerstwie Magii z różnymi osobami . Szczęka jej opadła, gdy przeczytała artykuł na swój temat. Ktoś podsłuchał jej rozmowę z Harrym i Dafne. Toaleta była pusta i tylko Gawain Robards wiedział o czym rozmawiała z przyjacielem. W Dziurawym Kotle także nikogo nie było. Hermiona nie musiała wcale czytać nazwiska autora aby wiedzieć kto to napisał: artykuł był wredny i ociekał jadem. Tylko jedna osoba mogła zamienić się w żuczka i pozostać niezauważona.
- Rita Skeeter! Niech ja ją dorwę! – wycedziła Hermiona. – Musiała mnie podsłuchać i napisała o tym artykuł!
- Rzuciło ci się na mózg? – zakpiła Ginny. – Zapomniałaś jak się składa literki?
- A tobie co znowu?

Przyjaciółka podeszła i postukała palcem w miejscu gdzie było nazwisko autora. Hermiona popatrzyła się tam gdzie pokazała jej Ginny i oblał ją zimny pot. To nie była Rita. Artykuł napisała Dafne Greengrass.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Powojenne życie Hermiony G.: Rozdział 14 – Machlojki Malfoyów


Wstawiona Hermiona wylądowała przy bramie Hogwartu. Wiedziała, że będąc po alkoholu nie powinno się teleportować, ale stwierdziła, że po lampce wina może zaryzykować. Upewniła się, że nic jej się nie stało: nie rozszczepiła się ani nie wylądowała na jakieś samotnej wyspie. Wprawdzie chciała się pojawić w Hogsmeade aby pojechać powozami razem z Ginny i resztą, ale skoro do zamku nie było daleko zdecydowała, że pójdzie na piechotę. Spojrzała na zegarek, Hogwart Express miał przybyć na stację dopiero za piętnaście minut. Jeśli się pośpieszy to akurat trafi na kolację.

Cieszyła się z tego przymusowego spaceru, ponieważ po pierwsze wytrzeźwiała,  a po drugie ochłonęła. Mimo wizyty u Rona i kilku chwil spędzonych z nim sam na sam nadal była poddenerwowana. Zadowolona była, że ma z głowy Severusa Snape’a, ale z drugiej strony miała ochotę dokonać na nim mordu za niedocenienie jej.
- Tak naprawdę nigdy nie zauważał moich umiejętności – myślała ponuro. – Zawsze było jakieś „ale”, ciągle mu coś nie pasowało… Harry twierdzi, że udawał. Wspominał, że Severus mnie bronił, gdy Fineas nazwał mnie „szlamą”. Czemu ten człowiek nie mógł chociaż przez moment być miły? – pytała samą siebie. - Może ma jakiś wewnętrzny regulamin zabraniający dziękować komukolwiek? Sama widziałam parę raz jak był o 1/10 cala od uniesienia kącików ust. Kto wie, może tak rzadko ukazywał ludzkie uczucia, że zardzewiały mu mięśnie twarzy i to wszystko przez to – zachichotała pod wpływem swojej wyobraźni.

Wielka sala rozbrzmiewała głosami podnieconych uczniów. Zaraz miała się rozpocząć uczta powitalna. Hermiona stanęła za ostatnimi uczniami wchodzącymi do pomieszczenia. Przybyła do zamku na chwilę przed powozami, ale musiała udać się do dormitorium aby przebrać się w szaty szkolne. Jej kufer jeszcze nie dotarł (Ginny dostała zadanie dostarczenia go do pociągu) jednak miała zapasowy zestaw ubrań szkolnych w swojej torebce na wszelki wypadek. Jak życie pokazało była to dobra decyzja.

Od progu została powitana okrzykami radości dobiegającymi z różnych stołów. Podeszła do Gryfonów i usiadła koło Ginny, która od razu zaczęła się dopytywać czy Snape został uniewinniony. Widocznie większość uczniów czekało na odpowiedź i na Hermionie spoczęło pytające spojrzenie kilkudziesięciu osób.
- Dostał dwa lata w Azkabanie – powiedziała.
- Snape będzie siedział w pierdlu dwa lata! – rozległy się okrzyki ponieważ zaczęto podawać sobie wiadomość dalej.
- Powinien dostać dożywocie!
- Dobrze mu tak!
- Myślałam, że będzie uniewinniony!

McGonagall znowu musiała użyć zaklęcia aby przekrzyczeć podnieconych uczniów. Gdy wszyscy zamilkli popatrzyła się na nich z dobrotliwym uśmiechem. Była o wszystkim poinformowana ponieważ Hermiona wysłała jej sowę chwilę po procesie.
- Witam wszystkich po feriach, mam nadzieję, że odpoczęliście trochę od szkoły – rzekła. – Zauważyłam, że już wiecie o zakończonej rozprawie naszego byłego nauczyciela eliksirów i obrony przed czarną magią.  Jak poinformowała mnie wasza koleżanka, Hermiona Granger, która była obrońcą Severusa w Wizengamocie, został on oczyszczony z większości zarzutów. Dostał dwa lata więzienia za użycie zaklęcia niewybaczalnego. Albus sam poprosił go o skrócenie życia ponieważ umarłby w męczarniach z powodu klątwy Lorda Voldemorta… - zamilkła na chwilę ponieważ rozległy się szepty, gdy uczniowie zamilkli ciągnęła dalej. – Jednocześnie, dzięki temu czynowi, uratował przed śmiercią Draco Malfoya. Tylko z tego powodu nie dostał dożywocia! – wzięła głęboki oddech. – Teraz chciałabym podziękować Hermionie Granger za cały wysiłek i trud włożony w obronę Severusa Snape’a. Taka powinna być Gryfonka: odważna i działająca w sprawie, która przez wszystkich została skreślona na starcie. Puchary w górę za jej zdrowie!

Hermiona zaczerwieniła się gwałtownie, ale wyprostowała się dumnie z powodu pochwały. Ginny poklepała ją po plecach. Zdecydowana większość uczniów uniosła puchary, a zaraz potem rozpoczęła się uczta.

***

W dormitorium panował bałagan. Ginny z Hermioną oraz koleżankami z klasy wypakowywały rzeczy ze swoich kufrów. Przed rozpoczęciem nauki należało wyjąć wszystkie przybory szkolne i poukładać je na półkach, które miała każda z dziewcząt. Hermiona wyjęła podręczniki i zaczęła układać je alfabetycznie. Sięgnęła po książkę do alchemii i ku jej największemu zdumieniu okazało się, że na okładce jest napis „Jak być zawodowym ścigającym – poznaj tajemnicę najlepszych!” pióra Joscelind Wadcock. Podpis na pierwszej stronie wyjawił, że pozycja należy do Deana Thomasa.
- Jak ja mogłam tego nie zauważyć? – jęknęła Hermiona w myślach. – Musieliśmy się zamienić książkami, gdy te dzieciaki ze Slytherinu rozcięli nam torby – obejrzała ją dokładnie. – Mają identyczne, niebieskie okładki… Grubość też prawie taka sama… To wszystko przez ten cholerny proces! Przez niego byłam ostatnio strasznie rozkojarzona…

Pobiegła szybko do dormitorium chłopaków aby złapać Deana przed śniadaniem. Pomyślała, że widocznie on także nie zauważył pomyłki. Przypomniała sobie jego zachmurzoną minę na wczorajszej uczcie oraz to, że nie przyszedł na imprezę Sylwestrową. Widocznie musiało się coś stać, gdy pojechał na ferie do domu.
- Cześć Dean – powiedziała Hermiona, gdy zastała go samego w pokoju. – Mam tutaj twoją książkę o Quidditchu, a ty masz moją do alchemii.
- Och, cześć… - mruknął czarnoskóry chłopak i zaczął grzebać w kufrze. – Nie wiedziałem… wybacz…

Miał dziwnie zamyślony wyraz twarzy. Hermiona usiadła na jego łóżku i stwierdziła, że zdecydowanie musiało coś się mu przytrafić. Wprawdzie nie była z nim wyjątkowo blisko jednak tyle lat spędzili razem w szkole, że stwierdziła, że z nim porozmawia.
- Eee… Dean… - zaczęła nieśmiało.
- Tak? – mruknął.
- Ostatnio jesteś taki przygnębiony… stało się coś?
Dean podał jej książkę i popatrzył się tępo w przestrzeń ponad jej ramieniem. Hermiona milczała czekając na odpowiedź. Widocznie chłopak musiał się zdecydować czy jej się zwierzyć, czy nie.
- No dobra… powiem Ci… - westchnął i usiadł koło niej. – Wiesz, że nie poznałem nigdy swojego ojca. Nie wiedziałem czy był mugolem, czy czarodziejem.

Hermiona pomyślała o podsłuchanej rozmowie w lesie. Kiwnęła głową dając do zrozumienia, że wie o czym mowa.
- Gdy pojechałem do domu na początku ferii było wszystko w porządku – Dean kontynuował ponuro. – Po dwóch dniach moja mama zaczęła dziwnie się zachowywać. Co jakiś czas razem z rodzeństwem nakrywaliśmy ją jak siedziała gdzieś schowana i płakała. Nikomu nie udało się wyciągnąć z niej o co chodzi… - chłopak przygryzł wargę. – Dopiero w święta powiedziała mi szeptem… powiedziała, że ma pewność, że mój ojciec był czarodziejem!
- Naprawdę? – spytała Hermiona. – To super! Skoro wiesz o tym to czemu jesteś taki ponury?
- Bo ona nie chce mi nic więcej powiedzieć! – stwierdził chłopak ze złością. – Ani skąd się tego dowiedziała, ani kim on jest! Nic!
- Może ma jakiś powód… - zaczęła jej bronić Hermiona.
- Taaaa… twierdzi, że ze względu na mojego ojczyma nie powinienem tego rozgrzebywać…
 - Hmmm, to chyba nie w porządku wobec ciebie…
- Kocham mojego ojczyma! Był zawsze dla mnie jak ojciec, moje rodzeństwo też jest super! Ale mimo wszystko uważam, że mam prawo wiedzieć kim jestem! – stwierdził Dean z goryczą. – Dlatego nie byłem z wami w Sylwestra. Zostałem w domu, bo myślałem, że może mama coś więcej powie po pijaku… niestety, nie udało mi się…

Hermiona zamyśliła się, chciała pomóc swojemu koledze. Nie miała jednak wielu danych.
- Wiesz gdzie mogła się tego dowiedzieć?
- Nie mam pojęcia… cała moja rodzina to kompletni mugole, nie mają styczności z naszym światem…
- Twoje rodzeństwo nic nie wie?
- Nie… pytałem się, ale oni też nie mają pojęcia co mogło się stać.
- Może dostała jakiś list?
- Możliwe, ale nawet nie mam jak sprawdzić...
Hermiona położyła mu rękę na ramieniu i uśmiechnęła się do niego. Ten popatrzył na nią z wdzięcznością.
- Pomogę ci! – rzekła z powagą. – Jeśli chcesz powiadomimy Gwardię Dumbledore’a i może oni wpadną na jakiś trop. A teraz chodźmy bo już jesteśmy spóźnieni na śniadanie!

Dean przemyślał sprawę i zgodził się aby członkowie GD pomogli mu w poszukiwaniach. Koledzy i koleżanki powysyłali listy do swoich rodzin z pytaniem czy ci nie słyszeli o jakimś czarnoskórym czarodzieju, który dziewiętnaście lat wcześniej porzucił swoją rodzinę. Większość odpowiedzi brzmiało „nie”, ale babcia Neville’a słyszała kiedyś o jednym takim, który zmajstrował dziecko mugolce. Sprawa była dość głośna w pewnych kręgach ponieważ przybył z USA, zdradził dziewczynie mnóstwo tajemnic o świecie czarodziejów, a potem uciekł gdy się dowiedział o dziecku. Ministerstwo miało później sporo roboty ponieważ kobieta napisała co wie o magicznym świecie i wysłała list do popularnej mugolskiej gazety gdzie został opublikowany.
- Nie sądzę aby to było to – mruknął Dean i zwrócił się do Neville’a. – Ale jeśli twoja babcia może to sprawdzić to będę bardzo wdzięczny…

***

Pierwszy tydzień nauki minął wyjątkowo spokojnie. W sobotę rano Hermiona jak zwykle odebrała od sowy Proroka Codziennego. Nie było w nim niczego ciekawego poza tym, że miała miejsce premiera biografii Harry’ego autorstwa Rity Skeeter. Hermiona miała już odłożyć gazetę, gdy nagle zobaczyła małą wzmiankę o Malfoyach wciśniętą pomiędzy ogłoszenia o nowym środku na Bahanki, a relacji z wyścigów na Błotoryjach na Florydzie. Zdezorientowana zaczęła szybko czytać artykuł.


Malfoyowie oczyszczeni ze wszelkich zarzutów

W piątek, 8 stycznia 1999 roku, odbyła się ostatnia rozprawa rodziny Malfoyów. Byli oni oskarżeni o służenie Tomowi Riddle, bardziej znanemu jako Lord Voldemort, tudzież Ten-którego-imienia-nie-wolno-wymawiać. Cała trójka miała dopuścić się wielu zbrodni, jednakże zeznania Harry’ego Pottera (19 lat) rzuciły nowe światło na wydarzenia, które miały miejsce w czasie wojny. Lucjusz (45 lat) i Narcyza (44 lat) oraz Draco (19 lat) decyzją Wizengamotu zostali oczyszczeni ze wszystkich zarzutów.


- Co!? Malfoyowie uniewinnieni!? – Hermiona pisnęła i wstała. – Jak to!?
- Takie jest życie… - powiedziała Ginny cicho i zainteresowała się solniczką stojącą na stole.
- Dlaczego napisali tylko taką krótką wzmiankę? Zeznania Harry’ego Pottera rzuciły nowe światło na wydarzenia…
- Mpfh… – mruknęła coś rudowłosa.
Hermiona od razu zauważyła, że przyjaciółka coś wie. Nagle przypomniało jej się, że Harry nie chciał powiedzieć czemu Draco zgodził się zeznawać przeciwko Umbridge.
- W czasie rozprawy Severusa byli wyjątkowo chętni do współpracy… - mruknęła pod nosem i doznała olśnienia. – Harry! Niech ja go dorwę! – krzyknęła ze złością i popędziła w stronę drzwi aby wyjść z zamku.

Nagle poczuła, że ktoś chwyta ją za kołnierz szaty. Odwróciła się i zobaczyła, że to Ginny ją trzyma. Miała ten sam zawzięty wyraz twarzy jaki przybierała, gdy chciała kogoś obronić.
- Gdzie idziesz!? – warknęła.
- Do Harry’ego! Zamierzam powiedzieć mu co o tym myślę!
- Z tego co pamiętam skończyły się procesy przez co nie masz pozwolenia od McGonagall na opuszczenie zamku!
- Mam to gdzieś! – warknęła Hermiona wyrywając się przyjaciółce. – Jestem pełnoletnia!
- Panna-nigdy-nie-złamię-regulaminu mówi takie rzeczy!? – Ginny była zaskoczona.
- Ludzie się zmieniają – odrzekła Hermiona idąc w stronę lasu.
- Odejmę ci punkty! – ruda dziewczyna poczerwieniała ze złości. – Jestem prefektem! Masz wrócić!

Hermiona odwróciła się do niej i popatrzyła się przyjaciółce prosto w oczy.
- Są rzeczy ważne i ważniejsze, a ty wiedziałaś, że Harry chce wypuścić zbrodniarzy w zamian za pomoc drugiemu zbrodniarzowi! – zagrzmiała celując palcem w jej pierś. – Oni patrzyli jak Bellatrix mnie torturuje i nic nie zrobili! Draco mogę odpuścić, ale jego rodzicom nie! Nie pozwolę na to aby cieszyli się wolnością!
- Severus nie był zbrodniarzem! Harry mu wybaczył i ja także! – Ginny wyciągnęła różdżkę. - Wracaj albo walnę w ciebie upiorogackiem!
- Myślałam, że jesteś moją przyjaciółką! – odezwała się ostro Hermiona i wyciągnęła swoją.
- Jestem również dziewczyną Harry’ego! – warknęła rudowłosa. – Myślisz, że łatwo mi było ukrywać to przed tobą!?

Hermiona miała ochotę wyć z wściekłości i zawodu. Najchętniej rzuciłaby na Ginny jakieś wyjątkowo paskudne zaklęcie. W ostatniej chwili stwierdziła, że tego nie zrobi. Miała jednak zamiar pogadać z Harrym nawet jeśli miałaby stracić pięćdziesiąt punktów tak jak na pierwszym roku.
- Expelliarmus! – pomyślała Hermiona.
Różdżka Ginny wyleciała w powietrze i wpadła w śnieg daleko od swojej właścicielki. Hermiona wykorzystała dany jej czas i od razu pobiegła ku granicom Hogwartu ścigana gniewnymi okrzykami rudowłosej.

***

- Co to ma znaczyć!?
- Ciszej Hermiono… proszę… - Harry starał się uspokoić przyjaciółkę.
- Jak śmiałeś! Ty… ty… ty… - wydyszała Hermiona patrząc mu się prosto w oczy. – Nie dość, że przez ciebie wypuszczono na wolność Malfoyów to jeszcze pokłóciłam się z Ginny!
- Zrozum, nie miałem innego wyjścia – wyszeptał i usiadł na zamkniętej klapie sedesu, gdyż byli w łazience aurorów. – Narcyza okłamała Voldemorta, dzięki temu myślał, że jestem martwy, a ja mogłem działać. Draco musiał zabić Dumbledore’a, a mimo wszystko tego nie zrobił . Wtedy, gdy nas złapali nie chciał potwierdzić, że ja to ja…
- A Lucjusz!? – zagrzmiała Hermiona. – On też był w porządku!?
- Nie był! – warknął Harry. – Gdy zacząłem rozmawiać z nimi o Umbridge i Sewerusie to od razu stało się jasne, że nie kiwną nawet palcem jeśli ich wszystkich nie uwolnię…
- Super! – stwierdziła lodowatym tonem Hermiona. - Umbridge tak czy siak poszłaby do Azkabanu! Za to Severus nie był wart aby go bronić!
- Wcale nie! On… - chłopak zaczął protestować.
- …uratował nas wszystkich? – przerwała mu. – Spędziłam z nim wystarczająco wiele czasu by się przekonać, że zakończenie wojny to był skutek uboczny jego zemsty. Gdyby nie chodziło o twoją matkę to by pozwoliłby nam wszystkim zginąć i miałby to w dupie!
- Nieprawda! – zdenerwował się Harry.
- Prawda! Tylko ty nie chcesz tego zauważyć! - oczy Hermiony miotały groźne błyski. – Żałuję, że go broniłam, powinien zgnić w Azkabanie!
- Wiedziałem, że przyjmiesz to źle, ale nie sądziłem, że ci kompletnie odbije! – zagrzmiał Harry. – Przebywanie z Ronem sprawiło, że zachowujesz się jak on!

Dziewczyna poczuła, że zaraz wybuchnie. Uznała, że ten dzień jest jednym z najgorszym w jej życiu. Myślała, że jakoś przemówi mu do rozumu i jej przyjaciel zmieni zdanie co do Malfoyów.
- Zawiodłam się na tobie – powiedziała i otworzyła drzwi od kabiny. – Mam nadzieję, że nie wypuścisz na wolność kolejnego śmierciożercy!
- Ja też mam taką nadzieję! – usłyszeli lodowaty głos.

Hermiona wyszła przez drzwi i zobaczyła rozzłoszczonego Gawaina Robardsa. Uświadomiła sobie, że zapomnieli rzucić zaklęcia Muffliato.
- Masz przesrane Potter! – warknął patrząc się na siedzącego na sedesie chłopaka. – Będziesz czyścił toalety przez pół roku! Nawet Kingsley ci nie pomoże!
- Tak jest szefie – mruknął Harry bez entuzjazmu patrząc się ze złością na Hermionę.
- Dziękuję panno Granger za to przypadkowe poinformowanie mnie – Gawain zwrócił się do niej. – Wiedziałem, że nasz bohater coś kombinuje, ale nie wiedziałem co…
- Niech pan dopilnuje aby zrozumiał co zrobił! A teraz czas na mnie – odpowiedziała i pożegnała się Robardsem.
Po czym wyszła z toalety nie zaszczycając Harry’ego nawet jednym spojrzeniem.

***

Hermiona skierowała swoje kroki ku Magicznym dowcipom Weasleyów, jednak okazało się, że Ron wyruszył na południe po dostawę składników potrzebnych do zrobienia Kanarkowych Kremówek. Miał wrócić za kilka godzin dlatego dziewczyna stwierdziła, że nie będzie czekać. Zostawiła George’owi list aby ten przekazał go bratu.  Już miała teleportować się na granicę terenów szkolnych, gdy pomyślała, że wstąpi do „Esów i floresów” aby kupić sobie jakąś książkę na pocieszenie. Wiedziała, że jej przyjaźń z Harrym i Ginny przechodzi ciężką próbę. Była skłonna im wybaczyć, ale na razie była tak zła, że nie miała ochoty z nimi rozmawiać. Stwierdziła, że jak ochłonie to się do nich odezwie. W końcu jedna sprzeczka nie powinna przekreślać wieloletniej przyjaźni.

Mijani czarodzieje i czarownice przyglądali się jej ze zdziwieniem. Po pierwsze dlatego, że była kim była – słynną Hermioną Granger, przyjaciółką Pottera, obrońcą Severusa Snape’a. Po drugie miała na sobie szkolny mundurek i pelerynę. Myśląc, że powinna była się przebrać, przestąpiła próg księgarni. Od razu w oczy rzucił się jej wielki plakat, na którym Rita uśmiechała się pokazując swoją najnowszą książkę. Hermiona  popatrzyła na stos biografii Harry’ego i po krótkim wahaniu sięgnęła po jedną. Pomyślała, że wprawdzie miała nie czytać co napisała Rita, ale teraz przyda jej się odrobina śmiechu. Wyobraziła sobie co też może być w tym niskiej jakości dziele i od razu humor lekko jej się poprawił.

Wychodząc z „Esów i floresów” z książką pod pachą, Hermiona zderzyła się z jakąś dziewczyną.
- Przepraszam – wymamrotała. – Zamyśli…
Umilkła, gdy zobaczyła, że na śniegu siedzi jej koleżanka z tego samego rocznika. Blondwłosa Dafne Greendgrass była w Slytherinie i nigdy nie była wobec niej wredna. Wprawdzie często chichotała z tekstów Draco jednak nie angażowała się w oczernianie Harry’ego i jego przyjaciół. W Hogwarcie każdy wiedział, że szalała za Malfoyem i rywalizowała o jego względy z Pansy Parkinson. Gdy z nią przegrała przestała trzymać się z paczką przyjaciół Draco. Teraz zaś wstawała ze śniegu uśmiechając się do Hermiony.
- Na brodę Merlina! Jak my się dawno nie wiedziałyśmy! – zaszczebiotała i przytuliła zaskoczoną koleżankę. – Musimy koniecznie pogadać co u ciebie i tak dalej!
Złapała Hermionę za rękaw i zaciągnęła do Dziurawego Kotła, gdzie spędziły dwie godziny paplając jak najlepsze przyjaciółki.