Jestem w
Ameryce! Wprawdzie w Północnej zamiast w Południowej, ale to taki drobny
szczegół. Miałem wsiąść na statek o nazwie „La Chupacabra”, ale Voldemort w
ostatniej chwili stwierdził, że bardziej podoba mu się „Titanic 2”. Nie miałem
wyboru, musiałem zrobić jak mi kazał :(.
Tak
wylądowałem w Nowym Yorku. Ile tu ludzi! Pozwiedzałem sobie to i owo przy
pomocy metra. Wiecie, że stałem się sławny? Zgłodniałem i zwinąłem jakiemuś
grubasowi kawałek pizzy. Ciągnąłem go po schodach, aby schrupać na peronie. Zziajałem
się strasznie, spociły mi się nawet wąsy! Przez to wszystko nie zauważyłem, że
ktoś mnie filmuje! Dopiero pod koniec schodów zauważyłem gościa i musiałem się
schować. Gdy sobie poszedł mogłem zabrać swój ciężko ukradziony kawałek żarcia. Patrzajcie jak
to było :
Później się
dowiedziałem, że pokazali mnie w wiadomościach i na wielu portalach. Zostałem
uhonorowany nawet rzeźbą! Musicie to zobaczyć! Wszystko zapisałem sobie i będę
to wnukom pokazywał:
Pewnie
niedługo na mojego meila dojdą oferty z propozycją zagrania w kolejnym filmie.
Dostanę Oscara! Pewnie wygram z samym Leonardo DiCaprio, ale to nie jest żaden
wyczyn bo on nigdy nie wygrywa xP
Dobra, dosyć
tego dobrego. Teraz mam dla was coś, co was rzuci na kolana! Niedawno
zarzucaliście mi, że nie znam się na geografii. Ponoć Chiny nie są w USA. Mam
was głąby! Są! Tralalalalala :D. Specjalnie tam pojechałem i zrobiłem dla was
zdjęcie:
I co? I co?
Głupio wam!? Glizduś górą, reszta kanałami!
Eeee, no
dobra, często jest odwrotnie :P
Teraz siedzę
w kafejce internetowej i piszę do was. Nie mam na to kasy, ale wymyśliłem
genialny plan: zaraz wejdę pod biurko. Udam, ze chcę coś tam podłączyć. I wtedy
zamienię się w szczura! Ha, ha! Nie dopadną mnie! Nie będę musiał płacić!
Następnie
zrobię zapasy na drogę i złapię jakiegoś trucka jadącego w stronę Teksasu. Stamtąd
przedostanę się do Meksyku, a następnie poszukam tych Indian od Tsantsy.
Wszystko piknie i ładnie!
A skoro o pięknie mowa to postanowiłem przygotować dla was coś ekstra! Jestem fanem wielu blogów i zauważyłem, że w wielu autorzy pokazują jak są ubrani. Spodobało mi się! Dlatego zrobiłem sobie selfika i opisałem w zaawansowanym programie graficznym poszczególne elementy mojej cudownej garderoby. Gotowi? Patrzajcie!
Czas zleciał bardzo szybko, dziewczęta pomyślały, że ledwo wczoraj zameldowały się w internacie, a już było po piątkowych lekcjach. Patrycja musiała wrócić świstoklikiem do domu, zaś Zocha zostawała w zamku. - To niesprawiedliwe – narzekała idąc w stronę przystanku omnibusa. – Ja chcę zostać tutaj! Nie będę mogła ćwiczyć zaklęć na następną lekcję! - Mówiłam ci wczoraj abyś poćwiczyła – stwierdziła Zocha dłubiąc sobie niedbale w uchu. – Wolałaś iść oglądać jak Fusia z dziewczynami grają w Płonące Kule. Zasady gry są niemal identyczne jak w mugolskim zbijaku. Różnicą jest to, że zamiast piłki używa się płonącej kuli. Sędzia, czyli uczennica lub uczeń, rzuca galeonem aby ustalić, która z drużyn rozpoczyna rozgrywkę. W każdej jest jedenaścioro zawodników, składy zazwyczaj są mieszane, a jedna z osób zostaje kapitanem. Boisko podzielone jest linią na dwie równe części: każda dla jednej drużyny. Kapitanowie ustawiają się za plecami swoich przeciwników. Gra rozpoczyna się, gdy jeden z przywódców wyczarowuje płonącą kulę. Jego celem jest trafienie w przeciwnika, który jeśli ma refleks – wyczaruje zaklęcie tarczy i od razu pośle kule w przeciwną drużynę. Jeśli się to komuś nie uda, sędzia i reszta uczniów od razu gaszą go wodą ze swojej różdżki, a w pogotowiu znajdują się pokątnie pędzone eliksiry uzdrawiające oraz maści na oparzenia. Po szybkiej kuracji trafiony uczeń staje na linii koło kapitana i stara się trafić kulą w przeciwników.
Uczestnicy zabawy muszą się wykazać szybkością, zwinnością oraz umiejętnością błyskawicznego rzucania czarów. Młodsze roczniki nie były dopuszczane do gry. Dopiero trzecia gimnazjum zaczynała używać ognia. Klasa pierwsza i druga muszą trenować na wodnych kulach. Oficjalnie gra była zakazana na terenie zamku, jednak uczniowie wymykali się do lasu w pobliże jeziora, gdzie na zaczarowanym kawałku terenu rozgrywali całe mecze. - Żałuj, że nie widziałaś jak ten niski chińczyk dostał kulą prosto w nogi – stwierdziła Patrycja. – Zamiast dać się zgasić wskoczył do jeziora! - Żałuję, żałuję – mruknęła Zocha. - Jednak wolałam przeczytać pierwszy rozdział z podręcznika do historii magii. - Zamieniasz się w Hermionę – powiedziała złośliwie Patrycja. - A ty w Rona! Stanęły na środku dziedzińca, zaczęły pokazywać sobie języki i robić głupie miny. Minęła ich Telimena z Katarzyną mrucząc pod nosem „żałosne”. Dziewczyny pominęły milczeniem komentarz i odprowadziły ją wzrokiem wyrażającym głębokie współczucie z powodu nie posiadania mózgu. - Muszę tu zostać ponieważ tak wychodzi taniej… - wyznała Zocha i spłonęła rumieńcem. – Za internat i posiłki płaci szkoła. Nie mam kasy aby wrócić do domu… - Mogę ci dać – zaofiarowała się Patrycja. – Tata daje mi mnóstwo kasy. Na ten tydzień dostałam pięć galeonów!
Zocha przełknęła głośno ślinę i umilkła. Tyle galeonów to był majątek jeśli przełożyć to na mugolskie pieniądze. W świecie czarodziejów to też nie było mało. Świstoklik do Lublina kosztował jedenaści sykli i dwanaście knutów dla uczniów. Drożdżówka w sklepiku była warta dziewiętnaście knutów, pióro jeden sykl, a kałamarz pięć sykli i dwa knuty. W milczeniu doszły na przystanek gdzie zobaczyły brata Amelii, który widocznie odprowadzał kolegę. Popatrzył się na Patrycję i szepnął coś do ucha kumplowi. Ten odwrócił się i spojrzał się na dziewczynkę z niedowierzaniem. Po chwili przestali zwracać na nią uwagę. Patrycja spłonęła rumieńcem. Powtarzała sobie w duchu, że to brat jej nowej koleżanki, która wygląda jak jej siostra bliźniaczka. Tak nie można! To prawie twój brat! – myślała gorączkowo. Od zaznajomienia się we wtorek, Konrad nie zwracał na nią większej uwagi. Na początku był zdziwiony, że ktoś wygląda jak jego młodsza siostra. Jednak chwilę później stracił zainteresowanie. Kazał Amelii przekazać mamie, że potrzebuje jeszcze jednej koszuli, po czym oddalił się w stronę internatu. - Ostatnio zrobił się okropny – narzekała jego siostra po piątkowych lekcjach. – Nie chce z nikim gadać. Całe wakacje siedział w swoim pokoju i skrobał listy. Mama mówiła, że ma jakąś dziewczynę, ale nikt jej nie widział na oczy. Dla Angeli jest strasznie niemiły. Tata twierdzi, że to przez to, że się wyprowadziła. Kiedyś bardzo się lubili, ale ona wyjechała na studia jak byłam mała i już nie wróciła do domu. W połowie wakacji powiedział rodzicom, że chce mieszkać w internacie – zachichotała. – Żebyście widziały jaka była awantura, mama nie chciała o tym słyszeć! A ona jak wpadnie w szał to lepiej uciekać… - Jak Molly Weasley – stwierdziła Zocha. - Kto?
Patrycja z Zochą wyglądały jak spetryfikowane. Amelia zaczęła się niepokoić dziwnym zachowaniem koleżanek. - Powiedziałam coś złego? - Nie wiesz… nie wiesz kim jest Molly Weasley? – wyjąkała z trudem Patrycja. - Nieeeee… a powinnam? - Ona jest z Harry’ego Pottera! – wykrzyczała Zocha. - Harry Potter? – Amelia zamyśliła się. – Wiem kto to. On pokonał tego Czarnoksiężnika Voldemorta. Raz nawet był w Polsce. Jego żona kupiła u mamy dwie sukienki. - Ginny!? – wrzasnęły dziewczyny. Przechodzący uczniowie popatrzyli się kto stoi za tym hałasem. - Ginny? – Amelia patrzyła się na koleżanki jak na UFO. – Mówicie o jego żonie? - Tak! - Ona ma na imię Lucy. - Co!? Amelia zmieszała się i zaczęła iść szybciej po schodach. Patrycja z Zochą dopadły ją w głównym korytarzu. - Gadaj co wiesz o Harrym! – zatrzymały ją. - Co mam powiedzieć? – spytała się przestraszona. – Wiem tylko tyle co mi mówiła mama i babcia. - Nie czytałaś książek? - Jakich książek? - O Harrym! - Nie, to są jakieś? – Amelia była bardzo zaniepokojona zachowaniem koleżanek.
- Masz siostrę uczącą mugoloznastwo i nie czytałaś Harry'ego? - Zocha nie mogła uwierzyć.
- Nie słyszałam nigdy o książkach... - próbowała się wytłumaczyć dziewczynka idąc w stronę kominka.
- O co w tym wszystkim chodzi? - spytała się Patrycja Zochy, gdy Amelia zniknęła w szmaragdowych płomieniach.
Wspomnienia przelatywały przez głowę dziewczynki z szybkością błyskawicy. Nagle Patrycja poczuła, że ktoś ją szarpie za ramię. Wróciła do świata rzeczywistego i usłyszała Zochę, która mówiła, że omnibus jedzie. - Sorry, zamyśliłam się – powiedziała przepraszająco. - Spoko, zauważyłam – uśmiechnęła się. – Pozdrów Lublin ode mnie – zachichotała. - Ok, a ty nie spal internatu! – powiedziała i uśmiechnęła się złośliwie. – Ale po łóżku Telimeny możesz porządnie poskakać… Po czym Patrycja wsiadła do pojazdu i po zajęciu miejsca patrzyła jak Zocha macha jej na pożegnanie.
***
Weekend minął równie szybko co miniony tydzień. Patrycja z Zochą stały razem z resztą uczniów przed salą i oczekiwały na przyjście nauczyciela magoznastwa. To miała być ich pierwsza lekcja tego przedmiotu. Nie wiedzieli kto ich będzie uczyć. Z niecierpliwością czekali na dzwonek. Reszta klasy miała mieć w tym samym czasie mugoloznastwo z Angelique.
Okazało się, że magoznastwa będzie ich uczyć starsza czarownica przypominająca z wyglądu sępa. Była chuda i żylasta, posiadała długą szyję, na końcu której osadzona była głowa zawsze wysunięta do przodu w stosunku do reszty ciała. Z twarzy przypominała czarownicę z mugolskich bajek: jasne oczy, a nad nimi krzaczaste brwi, haczykowaty nos i wąskie usta. Siwe włosy miała ścięte na krótko. Ubrana była w czarną suknię z białym, koronkowym kołnierzem. Weszła do klasy nie oglądając się na uczniów.
- Drzwi! - wrzasnęła skrzeczącym głosem, gdy ostatni uczeń nie zamknął ich za sobą.
Patrycja z Zochą popatrzyły się na siebie. Wiedziały, że nie będą miały do czynienia z miłą i wyrozumiałą nauczycielką.
- Wyczytuję imię i nazwisko, a wy wstajecie abym sobie was dobrze obejrzała - powiedziała stanowczym tonem otwierając dziennik.
Na magoznastwa chodziła zbieranina uczniów z klas "a", "b" i "c". Mugolaków było dziesięcioro, a uczniów półkrwi tylko sześciu. Nauczycielka szybko sprawdziła listę obecności. Wstała i stuknęła różdżką w tablicę, na której pojawił się napis "Profesor Alina Chruszczewska".
- Tak właśnie się nazywam - oświadczyła. - Będę uczyła was magoznastwa w tym roku szkolnym. Mam nadzieję, że sumiennie będziecie pracować na moich lekcjach. Nie przepuszczę do następnej klasy ani jednego lenia! Płacze i pielgrzymki rodziców nie robią na mnie wrażenia - uśmiechnęła się złośliwie. - A teraz przyznawać się! Kto czytał Harry'ego Pottera!?
Uczniowie popatrzyli się na siebie ze strachem i po chwili wahania każdy podniósł rękę. Nauczycielka wyglądała jakby zobaczyła przed sobą coś budzącego silną odrazę.
- Jak zwykle! Tak jest co roku! - zawołała ze złością. - Ta młoda siksa pewnie kazała wam go przeczytać!
Patrycja popatrzyła się na Zochę nic nie rozumiejąc. Ta jej wytłumaczyła szeptem, że chodzi o sorkę Ratine. Alina Chruszczewska chodziła po klasie jakby była lwem zamkniętym w klatce, który patrzy się na potencjalną zdobycz.
- Te książki to moje przekleństwo! - wyrzuciła z siebie. - Odkąd się pojawiły muszę tłumaczyć uczniom, że wszystko w nich to wymysł ponieważ nikt nie jest na tyle inteligentny aby samemu to zauważyć!
- Sorka Ratine mówiła, że nie wszystko w Harrym to prawda! - Zocha wyrwała się ze sprostowaniem.
- Siadaj! - warknęła nauczycielka. - Nikt nie nauczył cię elementarnej kultury? Mówi się "pani profesor"! Sorko! Też mi coś! - prychnęła z pogardą.
Zocha zaczerwieniła się i szybko usiadła na swoim miejscu. Profesor Chruszczewska popatrzyła się badawczo na nowych uczniów, westchnęła ciężko jakby miała do czynienia z grupą niesfornych surykatek i zaczęła mówić:
- powiem wam to tylko raz! Nie chcę słyszeć, że "w Harrym to" albo "w Harrym tamto"! Mam dość tych książek i najchętniej bym spaliła wszystkie na stosie! - zamilkła na chwilę aby nabrać powietrza do płuc. - Historia Harry'ego Pottera jest inna. Owszem, pokonał Czarnoksiężnika Voldemorta, ale to nie było tak jak myślicie! Musicie wiedzieć... - w tym momencie popatrzyła na uczniów takim wzrokiem jakby chciała wyryć, to co mówi, wewnątrz ich czaszek. - ... że Joanne Rowling pochodzi z rodziny charłaków. Jej babcia jest czarownicą, która wyszła za mąż za mugola. Podczas Drugiej Wojny Czarodziejów w Wielkiej Brytanii ukrywały w swoim domu mugolaków. Wtedy Rowling wysłuchiwała ich relacji i napisała na ich podstawie książkę, która stała się wielkim hitem i moim wrzodem na tylnej części ciała. Nie znała wielu szczegółów więc nawymyślała w nich tyle bzdur, że głowa mała! Nawet mugole zauważyli, że wiele rzeczy tam nie gra...
- Ale przecież nie można ujawniać prawdy o naszym świecie! - pisnęła niska dziewczynka z rudym warkoczem.
Ku zdziwieniu Patrycji nauczycielka uśmiechnęła się do niej, zamiast ją zbesztać za przeszkadzanie.
- W czasie wojny nikt nie miał głowy do tego aby się tym zająć. Gdy Voldemort został pokonany było już za późno. Książka była na tyle popularna, że niemożliwe było aby ją usunąć z księgarni i wymazać pamięć setkom tysięcy mugoli - stwierdziła z żalem. - Harry Potter wszedł później na drogę sądową z Rowling i wygrał od niej ogromne odszkodowanie, ale co z tego skoro już była miliarderką. Powiedziała później mediom, że ubytek w jej majątku spowodowany jest wpłatami na organizacje charytatywne...
- To jak było naprawdę? - wyrwało się Zośce.
Profesor Chruszczewska popatrzyła się po oczekujących minach uczniów i westchnęła ze zrezygnowaniem. Zrozumiała, że nie ucieknie od tego tematu.
- To prawda, że Czarnoksiężnik Voldemort próbował zabić rodzinę Potterów i przeżył tylko chłopiec, a on sam zniknął. Harry trafił do magicznej rodziny zastępczej i nie miało miejsca jego "tragiczne" dzieciństwo opisane w książkach. To tylko wymysł! Potem Voldemort się odrodził i wywołał kolejną wojnę w Wielkiej Brytanii. Harry jednak był ciągle chroniony! Nigdy nie musiał z nim walczyć! Dopiero podczas Bitwy o Hogwart został przywleczony przed oblicze Czarnoksiężnika i udało mu się go pokonać! W tym nie było niczego nadzwyczajnego! Po prostu stary zapomniał, że młodzi mają czasem więcej sprytu i fantazji. Tak się kończy lekceważenie przeciwnika! - zakończyła.
W klasie panowała całkowita cisza. Nikt się nie odzywał ani nawet nie poruszył. Dopiero Zocha odważyła się drgnąć.
- A co z Ronem i Hermioną?
- Istnieli tacy uczniowie, ale nie zrobili nawet jednej dziesiątej tego co opisała Rowling.
- Przecież Draco Malfoy musi istnieć! - wyrwało się załamanej Patrycji.
- To stary ród, który wymarł pięćdziesiąt lat przed narodzinami Harry'ego...
- Ginny! On się ożenił z Ginny! To też nie prawda? - spytał chłopiec z długimi, brązowymi włosami.
- Ron Weasley nie miał rodzeństwa - warknęła nauczycielka.
- Severus Snape to też kłamstwo? - znowu odezwała się dziewczynka z rudym warkoczem.
Ku zdumieniu klasy profesor Chruszczewska zaczęła mówić:
- ten człowiek naprawdę istniał. Był szpiegiem, który donosił wszystko Dumbledore'owi. Dzięki niemu uzyskał wiele przydatnych informacji - oświadczyła. - Jednak go nie zabił i nie był związany z matką Harry'ego.
- To kto jest prawdziwy? - spytał chłopiec o imieniu Stanisław.
- Dumbledore, McGonagall, Knot, Grindenwald, większość osób z Ministerstwa Magii - wyliczała nauczycielka. - Wiedzcie, że Rowling zupełnie pozmieniała ich wygląd i charaktery! Książkę Rity Skeeter o dyrektorze Hogwartu możecie kupić w Mystopach. Radzę wam ją przeczytać ponieważ zawiera więcej prawdy niż siedem książek o Harrym razem wziętych! Patrycja postanowiła kupić tę pozycję jeszcze tego samego dnia. Przysunęła się do Zochy aby jej to powiedzieć, ale powstrzymał ją dziwny wyraz twarzy przyjaciółki. Ta wstała i spytała się z powagą w głosie:
- pani profesor, jak było z horkruksami?
Alinę Chruszczewską na moment zmroziło. Szybko się opanowała i oświadczyła:
- nie istnieje coś takiego! Nawet nie wypowiadaj nazwy czegoś tak plugawego! Czarodzieje nie zdołaliby wymyśleć tak paskudnej i urągającej prawom natury rzeczy! Tylko mugol mógłby wpaść na coś tak bardzo zdegradowanego!
- Sądzę, że istnieje skoro mamy przedmiot, który nazywa się "obrona przed czarną magią" - stwierdziła Zocha.
- Istnieją złe czary i klątwy, ale to o co zapytałaś nie istnieje! - nauczycielka poczerwieniała z oburzenia. - Wyobraź sobie co by było, gdyby Riddle zabrałby życie Ginny. Wtedy byłoby dwóch Voldemortów. To przecież bez sensu! Po co miałby mieć na karku samego siebie, który byłby zarazem jego największym wrogiem? Przecież prędzej czy później walczyliby ze sobą o władzę - powiedziała z ironią.
Zocha patrzyła się na nauczycielkę z otwartą buzią. Było widać jak intensywnie myśli nad kontrargumentem.
- No chyba tak... - jęknęła po chwili i usiadła zdołowana.
- Tak więc zapamiętajcie moi mili: książki o Harrym Potterze to stek bzdur! - zagrzmiała profesorka. - Jeśli nadal mi nie wierzycie spytajcie się tej całej Ratine. Będzie musiała przyznać mi rację!
***
Po zakończonej lekcji magoznastwa uczniowie poszli w różne strony aby połączyć się ze swoimi klasami. Alina Chruszczewska zamknęła, przy pomocy różdżki, drzwi na klucz i skierowała swoje kroki ku pokojowi nauczycielskiemu. Gdy się w nim znalazła nalała sobie wody do kubka z rączkami w kształcie hipogryfów i stanęła od niechcenia koło Angelique, która piła coś z pucharu. Ta nie patrząc się na nią cicho mruknęła:
- uwierzyli?
- Chyba tak, wysłałam ich do ciebie w razie wątpliwości.
- Ok. Padło TO pytanie?
- Tak...
- Putain! - zaklęła Angela po francusku. - Cholerna Rowling, niech ją szlag trafi!
Po czym obydwie nauczycielki dopiły swoje napoje i wyszły z pokoju nauczycielskiego aby zdążyć na kolejną lekcję.
- Dolores Jane
Umbridge, Wizengamot uznaje cię winną wszystkich zarzucanych ci czynów.
Zostajesz skazana na dożywotni pobyt w Azkabanie.
- Nieeeeeeeeee!
Zgromadzeni w
Sali Rozpraw pozatykali uszy, gdy rozległ się wysoki pisk wydobywający się z
ropuszych ust czarownicy. Gdy podeszło do niej dwóch aurorów aby wyprowadzić ją
z pomieszczenia zaczęła się szarpać.
- Nie możecie!
Jestem niewinna! To wszystko wina Knota! On mi kazał! – wrzeszczała swoim
piskliwym głosikiem. – Potter! Jeszcze z tobą nie skończyłam! Nie wolno
opowiadać kłamstw! Słyszysz!? Nie wolno opowiadać kłamstw! Nie wolno…
Dalszy ciąg
wrzasków Umbridge zagłuszyły zamknięte za nią drzwi. Czarodzieje i czarownice
zaczęli wstawać i kierować się do wyjścia. Hermiona, z ulgą oparła się o ramię
Harry’ego, a ten powoli objął ją ramieniem. Trwali tak przez dłuższy czas,
niezdolni do wypowiedzenia słów. Sala powoli pustoszała.
- Wygraliśmy… –
szepnęła.
- Tak.
- W przyszłym
tygodniu pierwsza rozprawa Snape’a.
- Damy radę,
zobaczysz Hermiono – mówił Harry głaszcząc ją po plecach. – Teraz czas na nas,
chodźmy.
Gdy wyszli z
sali rozpraw od razu zostali obfotografowani przez wysłannika „Proroka
Codziennego”. Za nim stał tłum czarownic i czarodziejów żądnych informacji. Rita Skeeter wysunęła się na przód uśmiechając
się fałszywie.
- Czy mogę
prosić o komentarz panno Granger i panie Potter? – spytała przymilnym tonem.
- Bardzo się
cieszymy, że sprawiedliwość zatriumfowała. Mamy nadzieję, że Ministerstwo Magii
zostanie w najbliższym czasie oczyszczone ze wszystkich osób sprzyjającym
Voldemortowi – powiedział szybko Harry. – To wszystko. Żegnam panią.
Po czym odeszli
szybkim krokiem w stronę wind.
***
Ron cieszył się
jak małe dziecko. Hermiona z Harrym wstąpili do „Magicznych dowcipów Weasleyów”
aby opowiedzieć jaki był wynik rozprawy. George z bratem wpadli w tak doskonały
humor, że od razu rozwiesili plakaty informujące o promocji. Nazwali to „Dniem
skazanej Ropuchy” i polegało to na tym, że każdy kto przyjdzie z ropuchą lub
żabą do sklepu otrzyma 50 procentową zniżkę na wszystkie produkty.
Po krótkim
spędzeniu ze sobą czasu i kilku długich pocałunkach Hermiona musiała wracać do
Hogwartu. Mimo, że uwielbiała szkołę zrobiła to bardzo niechętnie. Żałowała, że
mają z Ronem tak mało czasu dla siebie. Zaplanowała ze swoim chłopakiem, że dwa
tygodnie ferii świątecznych spędzą u niej w domu. Pani Granger miała w najbliższych
dniach urodzić dlatego Hermiona nie chciała przebywać z dala od niej.
- Jednak przed
świętami zostało mi jeszcze jedno zadanie: Snape – pomyślała ze zgrozą. – Jeden
Merlin wie ile będzie się ciągnąć jego sprawa. Oby jak najszybciej to wszystko
się skończyło…
***
Severus skrzywił
się na widok swoich nowych szat wyjściowych.
- Zieleń? –
wycedził. – Ja w zieleni? Wyglądam dla ciebie jak jakaś żaba czy co?
- Tak, ZIELEŃ –
odpowiedziała z naciskiem Hermiona. – Nie jak żaba tylko nietoperz.
- Dowcip ci się
wyostrzył – prychnął i rzucił szaty w kąt celi.
- To skutek
przebywania z panem – odparła udając, że nie oburzyło jej to co zrobił z
ubraniami.
Przed przyjściem
do jego celi postanowiła, że nie będzie się denerwować i reagować na jego
marudzenie, ironię oraz zaczepki.
- Według ciebie
mam wyglądać jak jakiś laluś aby mnie nie skazali?
- Schludno,
czysto i porządnie – odpowiedziała znudzonym tonem przechadzając się po
pomieszczeniu aby się rozgrzać. – Proponuję zadbać o higienę.
- Nie waż się
mnie pouczać w tej kwestii!
- Ja tylko
stwierdzam fakt. Na rozprawie Umbridge wyglądał pan jakby za długo przebywał w
towarzystwie Mundungusa…
- To tylko i
wyłącznie moja sprawa.
- Załatwiłam
panu dodatkowe pójście do łaźni. Naprawdę radzę zadbać o higienę. W Ministerstwie
Magii wiele osób patrzy na wygląd – dodała z wyraźnym niesmakiem.
- To powinnaś
spojrzeć w lustro i zrobić coś ze swoimi włosami!
Hermiona
pomyślała, że powinna zmienić temat rozmowy zanim zdąży ją porządnie wkurzyć.
- Robards był na
moich urodzinach i znowu dał mi do zrozumienia, że przegram pańską sprawę.
- Po cholerę go
zapraszałaś? – Severus złapał przynętę.
- Ja bym go
zaprosiła!? – spytała oburzona. – To było przyjęcie – niespodzianka w ramach
Klubu Ślimaka! W czasach szkolnych był pupilkiem Slughorna i został przez niego
zaproszony.
- Czyli upadł
tak nisko, że włóczy się po balach dla dzieciaków – prychnął Snape i zwalił się
na materac.
- Radzę go nie
lekceważyć i porządnie się przygotować – odrzekła poważnym tonem Hermiona. –
Nawet jeśli chodzi o coś tak trywialnego jak wygląd.
- Niech ci
będzie. Skoro tak ci zależy… – wycedził Severus kładąc ręce pod głowę.
- Nie zależy mi
– oparła się o ścianę i natychmiast się wyprostowała gdy poczuła zimne mury. –
Jak dla mnie może pan zostać tutaj nawet do końca świata, przynajmniej nie będę
zmuszona słuchać pańskiego marudzenia. Chcę pokazać Robardsowi, że nie jestem
pierwszą lepszą którą może bez wysiłku pokonać.
- Uważaj na
słowa Granger! – warknął były mistrz eliksirów.
Hermiona
wzruszyła ramionami i podeszła do drzwi. Traciła czas na głupie sprzeczki ze
Snapem zamiast spożytkować go na naukę. Wiedziała, że nie jest w stanie zmusić
go do czegokolwiek. Był strasznie uparty i nie zmieniał zdania nawet jeśli
chodziło o jego dobro. W końcu był dorosłym mężczyzną, a ona nie była jego
niańką. Postanowiła poczekać na aurora nie odzywając się. Nie było sensu tracić
sił przed główną bitwą. Usłyszała kroki i stukanie różdżki w drzwi. Wychodząc z
celi rzuciła krótkie „do zobaczenia” ,ale jak zwykle nie doczekała się
odpowiedzi.
***
Hermiona czuła,
że jest spięta. Była wiele razy w sali rozpraw, jednak nigdy wcześniej nikogo
nie broniła przed Wizengamotem. Teoretycznie była dobrze przygotowana.
Przeczytała stosy ksiąg dotyczących rozpraw sądowych w magicznym świecie. Znała
na pamięć wiele artykułów z Prawa Czarodziejów. Brała udział w procesie Rudolfa
Lestrange’a, Mulcibera, Thorfinna Rowle’a, Selwyna, Traversa, Yaxley’a oraz
Fenrira Greybacka. Dzięki temu mogła obserwować i zdobywać doświadczenie. Nie
była tylko pewna jak poradzi sobie w roli obrońcy. Zastanawiała się czy uda jej
się przekonać sędziów o niewinności Severusa Snape’a.
Popatrzyła się
na swojego „klienta”. Siedział na krześle, które stało pośrodku sali i wyglądał
jakby wchodzący do pomieszczenia sędziowie go nie interesowali. Hermiona
wiedziała, że to nie była prawda. Na tyle go poznała, że wiedziała, że nerwy ma
równie napięte jak ona. Doskonale to maskował, co było łatwe po wielu latach
spędzonych jako podwójny agent, gdzie każdy nieostrożny ruch skutkował
torturami lub śmiercią. Gdy został przyprowadzony pod salę rozpraw przez dwóch
aurorów, Hermiona od razu zauważyła, że umył włosy. Uśmiechnęła się leciutko:
czym to jest innym, niż oznaką tego, że mu jednak zależy?
Przed wejściem
na salę rozpraw poprosiła aurorów o chwilę czasu na krótką rozmowę. Zgodzili
się bez problemu.
- Przeczytał pan
tę ostatnią książkę? – spytała się Hermiona.
- Nie, nie
miałem czasu – zadrwił Severus. – Miałem mnóstwo spraw na głowie…
- Znowu cię
ostrzegam Granger – warknął na tyle cicho, że tylko Hermiona go usłyszała. –
Jeszcze mogę stwierdzić, że nie chcę twojego towarzystwa.
- Proszę bardzo –
założyła ręce na piersi. – Więc pamięta pan co ma mówić?
- Masz mnie za
niedorozwiniętego? Nie jestem Nevillem!
- Muszę
sprawdzić! – Hermiona zlekceważyła obelgę skierowaną w jej przyjaciela.
- Taaaak,
pamiętam – wycedził i się skrzywił jakby zjadł cytrynę. – Nie mówić Czarny Pan.
Zamiast tego nazywać go „Sami-wiecie-kto” lub po prostu „Voldemort”
- Dokładnie –
ucieszyła się Hermiona. – Musi pan pokazać sędziom, że jest zupełnie innym
człowiekiem. Wszystko co było przed upadkiem Voldemorta to kreacja.
- Coś jeszcze
Panno Oczywistość? Śpieszę się na rozprawę… – rzekł starając się by nadać
swojemu ton jak największego znudzenia.
- Niech się pan
zniży do mojego poziomu – powiedziała wyciągając coś z torebki i okrążając go.
- Co ty kombinujesz?
- Chcę związać
panu włosy.
- Co!?
Aurorzy od razu
zareagowali, podeszli i spytali się co Hermiona zamierza. Pokazała im zwykłą, mugolską
gumkę do włosów i wytłumaczyła, że jej klient sam jej nie użyje ponieważ ma
zakute w kajdany ręce. Mimo oburzenia Severus ugiął kolana, a wtedy Hermiona
zrobiła zgrabną kitkę z czarnych włosów. Dziękowała w tym momencie niebiosom,
że je umył. Od końca wojny Severus nie miał obcinanych włosów i sięgały mu
obecnie do łopatek. Odeszła kilka kroków dalej aby ocenić swoje dzieło.
Pomyślała, że jak na Severusa jest to szokująca zmiana. Pokiwała głową z
zadowoleniem.
- Podoba ci się
widok Granger? – doszło do jej uszu złośliwe pytanie.
- Bardzo –
uśmiechnęła się figlarnie. – W takim wydaniu Wizengamot musi uwierzyć, że
wszystkim znany „nietoperz z lochów” to tylko przykrywka dla szpiega.
- Wiedz, że
cierpię nosząc te żabie łachy! – warknął patrząc się na nią ze złością.
Kilka dni po tym, gdy Snape zgodził się aby go broniła w sądzie, znalazła w swoim pokoju stos
mugolskich książek poświęconych psychologii i trików używanych przez adwokatów
podczas procesów. Okazało się, że ojciec Hermiony postanowił ją wesprzeć. Nie
miał wstępu do czarodziejskiego świata, więc kupił w księgarni to co mu się
wydało przydatne. Powiedział potem córce, że trochę psychomanipulacji nie
zaszkodzi.
Hermiona
przeczytała książki i pożyczyła kilka Severusowi aby zapoznał się z ich
treścią. Stwierdziła, że najlepiej podkreślić jego przemianę poprzez zmianę
wyglądu. Z tego powodu złożyła się z Harrym i kupili nową szatę dla Snape’a. Ron
odmówił wpłacenia pieniędzy i długo narzekał, że chcą je wydać na coś tak
niepotrzebnego. Nadal nienawidził byłego nauczyciela eliksirów i nie chciał mu
pomagać. Hermiona wybrała elegancki model szaty, bez ozdób, w kolorze
szmaragdowym. Dopiero pod salą zauważyła, że powinna zrobić coś z jego włosami.
Na szczęście zawsze nosiła ze sobą gumkę na wypadek gdyby musiała szybko związać swoje.
Zmiana wyglądu
Snape’a była bardzo dobrym posunięciem. Wchodzący na salę członkowie
Wizengamotu zatrzymywali się zaskoczeni. Siadając szeptali gorączkowo do siebie,
wskazując głową na oskarżonego. Kingsley Shacklebolt zachował powagę, ale Percy
Weasley, który usiadł koło niego i Gawain Robards, który usadowił się po
drugiej stronie, wyglądali na zbitych z tropu. Hermiona pomyślała z
satysfakcją, że wynik wynosi w tym momencie jeden – zero dla niej.
Ciężkie drzwi
prowadzące na salę zatrzasnęły się za ostatnią osobą – była nią Rita Skeeter.
Uśmiechnęła się do zgromadzonych i zajęła swoje miejsce, gdzie od razu wyjęła
swoje jadowicie zielone pióro i notatnik. Hermiona zacisnęła pięści z bezsilnej
złości, ale wiedziała, że nic nie poradzi. Prorok Codzienny na pewno wysłałby
kogoś na zastępstwo, gdyby Rita nie mogła się pojawić.
- Wszyscy są
gotowi? – Hermiona usłyszała głęboki głos Kingsleya. – Wobec tego rozpoczynamy!
Sędziowie
poruszyli się niespokojnie, wielu z nich wyjęło pergaminy z zeznaniami
świadków. Ricie zaświeciły się oczy i zaczęła szeptać do pióra, które zaczęło
pisać jak szalone w notatniku. Hermiona wyprostowała się na swoim krześle,
Severus siedział jakby kij połknął i patrzył się bez emocji na Kingsleya, który
zaczął mówić:
- Dziś jest
poniedziałek, piąty października 1998 roku, rozpoczynam proces Severusa
Snape’a, który jest oskarżony o przynależność do grupy śmierciożerców,
sprzyjanie Tomowi Riddle, znanemu bardziej jako Lord Voldemort oraz o
zamordowanie Albusa Persiwala Wulfryka Briana Dumbledore’a 30 czerwca 1997
roku. Przewodniczący: Kingsley Shacklebolt, Minister Magii, oskarżyciel: Gawain
Robards, Szef Biura Aurorów, obrońca: Hermiona Jean Granger, protokolant: Patrycja
Stimpson. Jako pierwszemu udzielam głosu Oskarżycielowi.
Gawain Robards
wstał powoli i wygładził szatę. Najpierw popatrzył się na Severusa, który nadal
nie zdradzał emocji, a później na Hermionę. Na jego twarzy zagościł uśmiech,
który dziewczyna opisałaby tylko jako „paskudny”.
- Przed
przepytaniem Severusa Snape’a i świadków chciałbym zgłosić dwa wnioski ponieważ
dopatruję się tutaj możliwości działania na korzyść oskarżonego przez osoby,
które powinny pozostać bezstronne.
W sali rozpraw
zaległa pełna napięcia cisza. Hermiona wpatrywała się w Gawaina myśląc
gorączkowo o tym, co chce zrobić. Severus drgnął i tylko mięśnie na policzkach
zdradzały, że zacisnął zęby w nerwowym napięciu.
- Po pierwsze:
składam wniosek o usunięcie z grona świadków pannę Hermionę Jean Granger, która
pełni funkcję obrońcy. To, że jest związana z Severusem Snapem współpracą
pozwala przypuszczać, że nie wykaże się obiektywnością i będzie składać
zeznania na korzyść oskarżonego.
- Ja
nieobiektywna? – jęknęła zszokowana Hermiona.
- Po drugie:
składam wniosek o zmianę prowadzącego procesu. Kingsley Shacklebolt
współpracował z Severusem Snapem, będąc w organizacji zwanej „Zakonem Feniksa”.
Jest także świadkiem w procesie. Istnieje możliwość, że również nie okaże się
obiektywny. To wszystko – Gawain Robards usiadł na swoim miejscu.
Kingsley
Shacklebolt wyglądał na kompletnie zaskoczonego takim obrotem sprawy. Sala
rozpraw rozbrzmiała głosami sędziów. Część osób była oburzona wnioskiem
Robardsa. Inni otwarcie mówili, że ma rację. Niektórzy szeptali z sąsiadami aby
się spytać co o tym sądzą. Kingsley wstał i podniósł ręce uciszając tym samym
sędziów.
- Poddaję
pierwszy wniosek do głosowania. Kto jest za tym aby Hermiona Jean Granger
została usunięta z grona świadków?
Patrycja
Stimpson liczyła głosy. Hermiona wpatrywała się w podniesione ręce. Nie musiała
słyszeć werdyktu aby wiedzieć, że tę bitwę wygrał Gawain.
- Rada
pozytywnie rozpatrzyła wniosek oskarżyciela – oznajmił Kingsley. – Zostajesz
usunięta z grona świadków Panno Granger. Jednakże… - w tym momencie popatrzył
się wnikliwie na Robardsa. - … przypominam, że została przesłuchana przez radę
w czerwcu, zanim została obrońcą Severusa Snape’a. Jej zeznania nadal są
dowodem w sprawie. Czy ktoś ma jakieś obiekcje co do tego?
Odpowiedziała mu
głucha cisza, przerywana tylko odgłosem skrobania po papierze, którego
przyczyną było pióro Rity Skeeter.
Kingsley Shacklebolt rozejrzał się po sali i ciągnął dalej:
- jako, że
Gawain Robards poddał w wątpliwość także mój obiektywizm… oświadczam, że
rezygnuję z przewodzenia Wizengamotowi. Usiądę na ławie świadków, a moje
miejsce zajmie Starszy Podsekretarz w Biurze Ministra czyli Percy Weasley.
Rudzielec
drgnął, zaskoczony nagłym awansem. Po sali rozeszło się kilka pomruków pełnych
dezaprobaty, ale srogie spojrzenie Kingsleya od razu je uciszyło. Percy zajął
jego miejsce, zaś Minister Magii wyszedł przez drzwi przeznaczone dla
świadków. Hermiona była zdruzgotana, lubiła Kingsleya i wierzyła w jego
poczucie sprawiedliwości. Teraz czuła się jakby została opuszczona przez
sojusznika podczas bitwy. Popatrzyła się ze złością na Gawaina, w odpowiedzi
posłał jej lekceważący uśmiech. Percy wyprostował się i zaczął mówić pełnym
dumy głosem:
- Czuję się
zaszczycony mogąc przejąć obowiązki Kingsleya Shacklebolta, Ministra Magii.
Przyrzekam wykonywać je sumiennie oraz z należytą powagą.
Po czym usiadł i
oddał głos Robardsowi.
***
Hermiona padła
na swoje łóżko w dormitorium w wieży Gryffindoru, nie mając siły aby się
rozebrać. Gdy tylko teleportowała się z profesor McGonagall w granice Hogwartu,
myślała wyłącznie o odpoczynku. Dyrektorka także była zmęczona. Rozprawa
ciągnęła się do późnych godzin wieczornych. Percy tak się przejął swoją rolą,
że chciał zrobić jak najwięcej w ciągu jednego dnia. Dopiero groźne pomruki sędziów
sprawiły, że ogłosił koniec spotkania i wyznaczył kolejne w przyszły
poniedziałek. Hermiona pomyślała, że zawali alchemię jeśli co chwilę nie będzie
jej na lekcjach.
- Wygrałaś bitwę?
– Ginny usiadła przy niej.
- Cztery do dwóch
dla Robardsa – odpowiedziała z nosem w poduszce.
- Jak wyglądał
Snape w zieleni?
Hermiona uniosła
się na łokciu i zachichotała.
- Zrobił
piorunujące wrażenie na sędziach! Żebyś widziała ich miny!
- Wyobrażam to
sobie!
- Związałam mu
włosy, wyglądał zupełnie inaczej bez tej swojej czerni. Nawet Robards
zaniemówił!
- Jak ty to
zrobiłaś? – Ginny była pełna podziwu dla przyjaciółki. – Potrafisz oswoić go
jak jakiegoś smoka… chociaż nie, smoki przy nim to łatwizna…
- Na każdego
znajdzie się sposób – mruknęła Hermiona. – Zauważyłam, że nie można dać mu się
stłamsić. Gdy mówi jakieś złośliwe rzeczy to odpowiadam mu tym samym. Gdy
zaczyna mi grozić, że sam się będzie bronił przed Wizengamotem to mu
odpowiadam, że proszę bardzo. Zazwyczaj wtedy odpuszcza po krótkim marudzeniu. Z
nim jest gorzej niż z dzieckiem. Mam nadzieję, że Suzanne nie będzie taka
męcząca…
- Co jeszcze
było na rozprawie?
- Gawain od razu
zaatakował. Przeszły jego wnioski abym została usunięta z grona świadków oraz
aby Kingsley przestał przewodniczyć Radzie. Wprawdzie sam zrezygnował, ale
sądzę, że i tak zostałby przegłosowany. Jego miejsce zajął Percy…
- Żartujesz! –
Ginny nie kryła zdumienia.
- Lepszy Percy
niż ktoś kto nienawidzi Snape’a – stwierdziła Hermiona. – Gawain męczył Severusa
różnymi pytaniami, starając się pokazać, że zawsze był po stronie Voldemorta.
Powiem ci szczerze, że podziwiam opanowanie Snape’a. Bardzo się bałam, że w
pewnym momencie wybuchnie, ale zachował spokój. Na początku było mi trochę
nieswojo w roli obrońcy, ale szybko się przyzwyczaiłam, zadawałam pytania i
starałam się obalić wszystkie argumenty Gawaina.
- Co na to
sędziowie?
- Też zadawali
pytania, dyskutowali. Część wyglądała jakby przekonywała się do Snape’a. Inni
od samego początku mieli miny jakby poczuli trolla. Tych będzie ciężko
przekonać… Percy zdecydował, że dzisiaj mamy się skupić na roli Snape’a jako
podwójnego agenta. Wezwaliśmy na świadka Kingsleya, Harry’ego, większość twojej
rodziny, McGonagall i Hagrida. Wszyscy starali się mówić o nim dobre rzeczy.
Sama wiesz jak trudno powiedzieć coś pozytywnego o Severusie.
- Oj tak! –
zachichotała Ginny.
- Tutaj muszę
znowu go pochwalić. Niby twierdzi, że mu nie zależy, ale gdy trzeba to daje
popis swoich umiejętności. Gdy Harry wszedł na salę wcale nie okazał, że go
nienawidzi! Siedział z twarzą bez wyrazu i nawet mruknął jakieś powitanie!
Normalnie by na niego warczał, darł się lub by go obrażał. To bardzo duży
postęp jak na Severusa.
- Na gacie
Merlina, nie wierzę…
- Długo z nim to
wałkowałam. Tłumaczyłam mu jakby był Graupem, a on się na mnie wnerwiał. Jak
widać mój upór opłacił się – Hermiona uśmiechnęła się i zaczęła zdejmować
ubranie. – Robards próbował go sprowokować, wyciągnąć na wierzch ich wzajemną
niechęć i starał się udowodnić, że Snape znęcał się nad Harrym. Nie udało mu
się. W naszej bitwie był wynik: dwa do dwóch. To mocno zdenerwowało Gawaina i
wziął świadków w krzyżowy ogień pytań – Hermiona przygryzła wargę. – Harry dał
radę, postawił się własnemu szefowi: uwielbiam go za to. Twoi rodzice z
Kingsleyem też poradzili sobie śpiewająco. Bill, George i Ron nie dali rady
udawać, że był w porządku. To był błąd ponieważ gdy odpowiadała McGonagall,
Robards zaatakował ją, że pozwalała z Dumbledorem i innymi nauczycielami na
znęcanie się Snape’a nad uczniami. Oskarżył, że ukrywali to przed rodzicami –
Hermiona westchnęła.
- Czy to miało
związek z rozprawą? – spytała się zbita z tropu Ginny.
- Nie. Nie miało
– wyjaśniła Hermiona wkładając piżamę. – Percy od razu go uciszył. Jednak
Gawain zdążył nastawić sędziów przeciwko McGonagall. Wielu z nich miało dzieci
lub wnuki w Hogwarcie… Trzy do dwóch dla niego – dziewczyna wzięła głęboki
oddech. – Za to potem nastąpiła katastrofa. Ostatnim świadkiem był Hagrid. W
ciągu pięciu minut Gawain doprowadził go do płaczu, podczas którego wyszlochał
jak to Severus znęcał się nad Harrym. Nieudało mi się niczego naprawić. Dlatego
wygrał bitwę.
- Ale nie wygrał
wojny!
- Nie, nie
wygrał. Postaram się aby kolejną bitwę przegrał… i ty mi w tym pomożesz –
oświadczyła Hermiona kładąc się na swoim łóżku.
- Ja?
- Tak, jutro
dostaniesz sowę z powiadomieniem, że masz się stawić za tydzień jako świadek na
rozprawie…
Po wypowiedzeniu
tych słów Hermiona od razu usnęła ze zmęczenia. Ginny wzięła kołdrę i przykryła
delikatnie przyjaciółkę. Jednym machnięciem różdżki zgasiła lampy i poszła spać
do swojego łóżka.
Z tej strony Szczęśliwa
Trzynastka. Peter wyruszył w podróż do Ameryki na statku jako szczur okrętowy. Nie
stać go było na bilet, więc biedaczek musiał się zaszyć gdzieś na pokładzie ze
swoimi puchatymi braćmi. Mam nadzieję, że nie zje żadnej trutki… Ale, ale! Dlaczego ja? Peter napisał mi, że
mam zająć czymś jego wiernych fanów podczas jego nieobecności. Mówi, że czyta
moje dwa fanfiki i mu się podobają więc mam coś naskrobać. Wiem, że nie jestem
w stanie dorównać mu w mistrzostwie władania piórem, tudzież klawiaturą, ale
obiecałam się przyłożyć :). Jako, że mój
wpis będzie raczej mierny przy całym geniuszu Petera, postanowiłam trochę poględzić
o moich opowiadaniach.
Przede
wszystkim chcę wszystkim podziękować, ponieważ gdy patrzę na statystyki bloga
to oczom nie wierzę. Wystartowałam z pierwszym wpisem 30 października 2015, a w
Noc Duchów (jak ładnie nazwał Halloween Andrzej Polkowski) wrzuciłam pierwsze
rozdziały moich fanfików (Hermiona, Peter, Patrycja). Od tamtej pory blog zanotował ponad 6 500
wyświetleń! Do tego trzeba dodać 224
komentarze (z czego połowa moja :P). Niecałe dwa miesiące… ledwo mogę w to
uwierzyć. Myślałam, że będzie do mnie zaglądać kilkanaście, może kilkadziesiąt
osób, a tu taka niespodzianka. Od kilku dni mam około 200 wejść dziennie! WOW.
Jestem w szoku! :D
Najwięcej osób zagląda do mnie z Polski (no jakże by inaczej) – ponad 4200, na drugim miejscu jest Francja (Yay! Mój bzik!) – około 750 wejść, następnie Niemcy – prawie 700, Hiszpania – brakuje kilku wejść do 400, USA – powyżej 140. Kraje z których mam poniżej 100 wyświetleń bloga to Irlandia, Holandia, Rosja, Kenia (wow!) i Wielka Brytania. Największą popularnością cieszy się „Polska Szkoła Magii i Czarodziejstwa” (co zabawne, ma mniej komentarzy niż pozostałe fanfiki), zaraz za nią „Powojenne życie HermionyG.”, a „Voldemort ubiera się u Madame Malkin” jest na trzeciej pozycji (Volduś was ukarze w imieniu księżyca! Ups, nie ta bajka…).
Tak więc
bardzo, bardzo, bardzo wszystkim dziękuję. Zwłaszcza tym, którzy zostają tutaj
na dłużej i komentują! Bardzo przydaje się wasza o opinia. Wiem wtedy co należy
poprawić :P. Teraz wrzucę parę ciekawostek na temat moich fanfików.
Zacznijmy od
„Polskiej Szkoły Magii i Czarodziejstwa”:
- zaczęłam ją
pisać 6 maja, ale na pomysł wpadłam dużo wcześniej,
- jestem
nauczycielką dlatego staram się opisać proces edukacyjny jak najbardziej
realistycznie (a co, ma się to doświadczenie :P),
- gdy
założyłam bloga nie wiedziałam, że istnieje fanfik „Polska Szkoła Magii” .
Naprawdę przeszukiwałam internet czy ktoś nie wymyślił czegoś podobnego, ale go
nie znalazłam o.O, do dzisiaj nie wiem jakim cudem go przeoczyłam. Sądzę, że
inaczej bym nazwała swojego fanfika, ale mówi się trudno i idzie się dalej.
Pocieszam się, że nasze opowiadania są zupełnie inne :)
- jestem
osobą, która uwielbia odpowiadać na pytania „co by było gdyby”, dlatego opisuję
świat bardzo szczegółowo i korzystam z wiedzy, którą posiadam, a jeśli jej nie
mam dokształcam się na bieżąco ( co skutkuje siedzeniem pół nocy i obliczaniem
liczby uczniów w każdej klasie aby nie być jak pani Rowling, która sama nie wie
ile dzieciaków jest w Hogwarcie),
- mam świra
na punkcie sztuki i ciągle się powstrzymuję aby nie opisywać architektury i
strojów w jak najmniejszych detalach, ponieważ 95% z was nic nie powie, jak
napiszę, że Konrad chodzi w błękitnym habicie i culotte :P. Czyli w czymś takim (w różu też mu będzie do twarzy):
- tak miała
wyglądać Patrycja w pierwszej wersji rysunku (wyszła mi krzywa na twarzy xP):
- tutaj dwie
koncepcje Angelique i projekt jej sukienki:
- postacie
występujące w tym fanfiku są hołdem dla bardzo głupiego wymysłu o Harrym
Potterze, który opisywałam ze znajomymi w czasach licealnych :)
Powojenne
życie Hermiony G.:
- powstało
przez przypadek: podczas pisania „Polskiej Szkoły…” przeczytałam kilka fanfików
z kategorii Sevmione. Denerwowało mnie w nich to, że Hermiona jest z Severusem
po „pięciu minutach”. Pomyślałam, że napiszę coś bardziej realistycznego i
zamiast skupić się na pierwszej opowieści zaczęłam pisać dwie na raz (akcja obydwu będzie się działa na przestrzeni kilku lat!).
- Tak naprawdę na początku to nawet nie miało
być Sevmione, rozważałam sparowania jej z kimś innym, a Severus miał być tylko
dodatkiem (przyznam się, że nie podjęłam jeszcze w 100% decyzji :P),
- szybki
szkic do pierwszej przymiarki nagłówka (miałam do wyboru – rysować
realistycznie, ale bardzo rzadko lub w mangowym stylu, ale często):
- irytowało
mnie także to, że w większości fanfików Severus jest od razu uniewinniany.
Uważam, że to by nie przeszło, opinia publiczna wie swoje :P,
- oraz tak na
serio: koncepcja pani Rowling, że Harry plus Ginny i Ron plus Hermiona równa
się małżeństwo mi nie pasuje. Nie przeczę, że są licealne pary, które stają na
ślubnym kobiercu, ale jednak większość w międzyczasie się rozstaje i znajduje
sobie innych partnerów. Zazwyczaj pierwsze związki się rozpadają z powodu
niedojrzałości i braku doświadczenia. Uważam także, że Hermiona średnio na jeża
pasuje do Rona.
- mam bzika
na punkcie Francji – to widać, słychać i czuć! Jeszcze nie raz jej motyw pojawi
się w moich fanfikach.
Voldemort
ubiera się u Madame Malkin:
- na początku
miało nawiązywać stylem do „Diabeł ubiera się u Prady”,
- jednak
stwierdziłam, że koncepcja pisania bloga przez Petera jest ciekawsza,
- jest to
jedyny fanfik, który potrafię napisać w pół godziny, śmiejąc się jak wariatka z
własnych pomysłów,
- mam na co
dzień do czynienia z dzieckiem korzystającym z nocnika, chodzącym w śpioszkach
i oglądającym My Little Pony :P
- o to co mi
wyskoczyło, gdy napisałam „Voldemort” podczas tworzenia posta:
Może powinnam
mu zmienić imię? Mortadel – to brzmi dumnie!
- pierwsza mini-recenzja mojego opowiadania, któa bardzo mnie ucieszyła (pochodząca z tego katalogu):
Czekam na opinie czy wrzucać czasem moje refleksje na temat magicznego świata, na przykład:
- wpływ chędożenia na rozwój społeczeństw,
- stroje i ich prawdopodobna historia poparta zdjęciami,
- architektura magiczna,
- szkoły w świecie Harry'ego Pottera,
- sztuka w świecie pani Rowling (śpiew, obrazy, sztuki teatralne).
-
To jest moja młodsza siostra, będzie z wami w jednej klasie – mówiła Angelique
trzymając ręce na ramionach Amelii. – Pomyślałam, że jakbyście się spotkały
jutro to byłby za duży szok dla was. Dzisiaj możecie się na spokojnie poznać.
Ja pójdę na chwilkę do Ilony – obdarzyła ich uśmiechem i wyszła przez drzwi.
Angela
dobrze przewidziała reakcję: dziewczyny były w szoku. Patrycja miała wrażenie,
że patrzy się w lustro. Amelia była obdarzona taką samą twarzą jak ona. Mała
tak samo zaskoczoną minę oraz proste włosy, które różniły się tylko tym, że nie
sięgały do pasa, a były ścięte tuż poniżej linii szczęki. Tylko oczy miała
inne, Patrycja posiadała brązowe tęczówki, zaś Amelia miała zielone. Poza tym
miały ten sam wzrost i identyczną budowę ciała.
-
Gdybym tego nie widziała to bym nigdy nie uwierzyła – stwierdziła Zocha patrząc
się to na jedną, to na drugą. – Jesteście spokrewnione? Może was podmienili w
szpitalu czy co…
-
Jesteś mugolaczką? – spytała Patrycja. – Ja się urodziłam w Lublinie.
-
Moja rodzina jest czarodziejska odkąd pamiętamy – wyjaśniła Amelia. – Urodziłam
się w naszym domu.
-
Głosy też macie identyczne – stwierdziła Zocha. – Przypadek jeden na milion!
Zagrajcie w totka!
-
Co to jest totek? - spytała się Amelia.
-
Eeee, taka mugolska gra w której możesz wygrać mnóstwo pieniędzy…
-
Nie trzeba, nie narzekam na brak kieszonkowego.
-
Chciałabym tak powiedzieć – stwierdziła Zocha i popatrzyła się w sufit.
Nastała
chwila ciszy. Piątka dziewczyn była nadal skrępowana i nie wiedziała co powiedzieć.
Nieoczekiwanie odezwała się Katarzyna. Mówiła cichutkim głosikiem.
-
To może… tak… powiemy… jak się nazywamy? – zaczerwieniła się i schowała twarz w
dłoniach.
-
To ja pierwsza! – krzyknęła Zośka. – Zocha Kowalska, mugolaczka! Pół Polka, pół
Hinduska!
-
Patrycja Michalska, też mugolaczka. Pochodzę z Lublina.
-
Amelia Ratine, mama Polka, tata Francuz…
Telcia
zerwała się z łóżka i podbiegła do Amelii.
-
Ta Ratine? – spytała się podniecona. – Twoja mama to Małgorzata?
-
Tak!
-
Ona szyje dla nas ubrania! – krzyknęła Telcia i okręciła się w koło aby każda z
dziewcząt mogła podziwiać strojną suknię. – Dla mnie, mojej mamy i taty!
-
A ty to kto? – spytała się Zocha.
-
Telimena Delfina Fryderyka Potocka, herbu Ciołek – napuszyła się niska
dziewczynka.
Patrycja
z Zochą patrzyły się na nią z niedowierzaniem. Telcia to zauważyła i się
zaczerwieniła.
-
Nie wierzycie mi? – powiedziała gniewnie. – Pochodzę z prostej linii od mugolskiego króla
Stanisława Augusta Poniatowskiego!
Zocha
miała minę jakby gwiazdka przyszła wcześniej.
-
Ja bym się tak tym nie chwaliła…
-
Czemu?
Patrycja
zakasłała, a jej kaszel brzmiał jak „cio-ta-na-tro-nie”*. Obie z Zochą zaczęły
szaleńczo chichotać. To rozgniewało Telimenę jeszcze bardziej.
-
Moja mama mówiła, że mugole są mocno ograniczeni – warknęła.
-
One po prostu nie znają rodów szlacheckich w naszym świecie – zaczęła je bronić
Amelia.
-
Ale ty znasz! Mając taką matkę musisz znać wszystkich! – odezwała się Telimena
i podskoczyła do niej i ją złapała za rękę. – Od dzisiaj jesteś moją najlepszą
przyjaciółką! – odwróciła się aby pokazać język Zośce i Patrycji.
-
Ja… eeee… - Amelia nie wyglądała na zachwyconą.
-
Kaśka, może się odezwiesz! – powiedziała Zocha.
-
Katarzyna Wiśniewska – wydukała cicho blondynka. – Z czarodziejskiej rodziny…
-
Jesteś jak Fluttershy – stwierdziła Patrycja.
-
Kto?
-
Kucyk pony!
Amelia, Telimena i Kasia miały niewyraźne miny. Zocha stanęła koło Patrycji i szepnęła jej do ucha, że one chyba nie znają tej bajki. Znowu zapadła cisza, którą przerwało wejście Angeli. Współlokatorki pożegnały się z nową koleżanką i nauczycielką. Chwilę później Ilona Jasińska zebrała swoje podopieczne na kolację. Okazało się, że w internacie z klasy „a” były trzy dziewczyny, a z „b” cztery. Rosyjskojęzycznych uczennic było o wiele więcej, Patrycja stwierdziła, że coś koło dwudziestu, zaś angielskojęzycznych powyżej dziesięciu. Stołówka była wielkim pomieszczeniem mieszczącym się w środkowej części budynku. Patrycji skojarzył się z tymi nowymi salami weselnymi, z wielkimi oknami i obramowane kolumienkami. Tylko, że tutaj wszystko było stare i pięknie zdobione. Dziewczęta wchodziły wielkimi, dwuskrzydłowymi drzwiami po prawej stronie, a chłopcy takimi samymi, tylko że z lewej.
Patrycja
zobaczyła wielki tłum młodych czarownic i czarodziejów. Starsi od razu siadali
przy jednym z kilkudziesięciu okrągłych stolików, przy którym mieściło się
dziesięć osób. Pierwszoroczni byli oszołomieni taką ilością nastolatków.
-
To mi przypomina wesele ciotki Hanki, które było na sali gimnastycznej! –
stwierdziła Zocha starając się przekrzyczeć gwar rozmów. – Zaproszona była cała
wieś, z czterysta osób. Tutaj jest chyba tyle samo!
-
Usiądźmy gdzieś, zanim pozajmują wszystkie miejsca!
Razem
z nadal obrażoną Telcią i Katarzyną dosiadły się do dwóch nastolatek ze
starszej klasy przy najbliższym stole. Pierwsza z nich, miała niesamowicie
gęste i poskręcane blond włosy, które przypominały afro. Spod loków błyskały
wesoło oczy, których niebieski kolor przywodził na myśl ślepia psów rasy husky.
Druga dziewczyna była przeciwieństwem pierwszej: jej krótkie, czarne włosy były
cienkie i jakby przylizane. Oczy bardzo ciemne i lekko skośne, do tego była
niesamowicie chuda, czego nie można było powiedzieć o jej koleżance.
Patrycja
popatrzyła się na stół. Zastawa była zwykła, jednak nie było po niej widać
zużycia. Nic nie wyglądało inaczej niż w mugolskim domu. Na środku stołu leżało
kilka, niedbale rzuconych kartek. Dziewczyny rozejrzały się wokoło szukając
bufetu, jednak niczego takiego nie zobaczyły. Zauważyła to blondynka.
-
Nie wiecie jak się obsługiwać w stołówce? Pomóc wam?
-
Tak! Prosimy!
Dziewczyna
podała im leżące na środku menu. Opowiedziała, że są różne zestawy. Nie chce ci
się dużo jeść? Dostaniesz połowę porcji! Jesteś bardzo głodna? Wybierasz zestaw
powiększony. Jesteś wegetarianką albo weganką? Są i takie opcje! Trzeba tylko
stuknąć różdżką w talerz i powiedzieć numer zestawu. Po około pięciu minutach,
pojawi się przed tobą to co zamawiałaś. Patrycja z Zochą były zachwycone.
Pierwsza z nich wzięła zestaw powiększony, w którego skład wchodziła herbata, trzy
kanapki z szynką i serem żółtym oraz różnymi warzywami, a na deser owoce. Zocha
wzięła wegetariańskiego kebaba, plus sok pomarańczowy. Obydwie były bardzo
zadowolone ze swojego wyboru. Gdy skończyły, musiały stuknąć dwa razy w talerz,
a ten znikał i pojawiał się nowy. Już się miały zbierać do wyjścia, gdy Zocha złapała
Patrycję za ramię i pokazała jej wchodzącego na salę przystojnego chłopaka. Był
wysoki i miał długie, falowane złoto-blond włosy, które związał czarną wstążką.
Jego strój był żywcem wyjęty ze starych obrazów, jednak nie był on oparty na
kontuszu, a na modzie zachodniej. Niewielu uczniów było podobnie ubranych.
-
Łaaaał – powiedziała zachwycona Patrycja.
-
Przystojniejszy niż Draco – Zocha zachichotała.
-
Następnym razem trzeba z nim usiąść…
-
Ciężko wam będzie – powiedziała brunetka. – On jest z liceum. Gimnazjum je
posiłki pół godziny wcześniej, bo gdyby cały internat jadł razem, to byłoby
tutaj koło tysiąca osób… Skoro liceum zaczyna się pojawiać, to znak, że
powinnyśmy już iść.
-W
czasie drogi powrotnej dowiedziały się, że blondynka ma na imię Faustyna, a jej
koleżanka to Bogumiła i są z klasy trzeciej „a”. Pożegnały się na schodach
ponieważ każdy rocznik zajmował dane piętro. Gimnazjum zajmowało pierwsze,
drugie i trzecie, zaś liceum zaczynało się na czwartym i kończyło na szóstym.
Na każdym piętrze były po trzy czarownice pilnujące porządku, które zmieniały
się co jakiś czas.
Idąc
do swojego pokoju dziewczyny, postanowiły przeprosić Telimenę. W końcu miały z
nią mieszkać przez najbliższy rok, więc wolały się dogadać. Postanowiły działać
od razu. Zocha zaczęła opowiadać koleżance, że w mugolskim świecie Stanisław
August Poniatowski nie jest uznawany za dobrego władcę. Stąd taka, a nie inna
reakcja.
-
Ale jak to? – spytała się zdziwiona Telimena.
-
Nooo, wiesz… on był… - zaczęła Patrycja.
-
Chujowy! – wtrąciła Zocha.
-
Jaki? – Telimena z Kaśką wytrzeszczyły oczy.
-
To znaczy, że był… - Patrycja starała się dobrać tak słowa aby nie urazić znowu
koleżanki.
-
Do dupy! – oznajmiła Zocha.
-
Ależ ty jesteś wulgarna! – jęknęła Telimena. – Słownictwo z rynsztoka! Na
dodatek kłamiesz! Mój przodek był wspaniałym królem! – po czym rzuciła się na
łóżku i zaczęła płakać.
Patrycja
syknęła do Zochy aby choć raz się zamknęła i dała jej mówić. Ta się broniła, że
jej określenia o rządach Stanisława Augusta Poniatowskiego to prawda. Kaśka
siedziała na łóżku bez ruchu i wpatrywała się w dziewczyny ze strachem.
Patrycja podeszła do łóżka Telimeny i starała się ją przekonać, aby nie brała
na poważnie słów Zochy, która czasem ma dziwne pomysły i nie potrafi trzymać
języka za zębami. Spytała się czy mogą coś zrobić dla niej aby przestała płakać,
szlochy natychmiastowo ustały i Telimena podniosła głowę .
-
Któraś z was potrafi pleść warkocze?
-
Ja umiem! – zerwała się z entuzjazmem Zocha.
-
To dobrze, potrzebuję kogoś kto mi będzie czesał włosy. W domu robi to moja skrzatka,
ale tutaj jest zakaz przyprowadzania zwierząt… Co potrafisz?
-
Eeee… - jęknęła zbita z tropu Zocha. – Umiem warkocza francuskiego, kłosa,
koronę na około głowy, murzyńskie warkoczyki i tym podobne.
-
Słabo – stwierdziła Telcia z niezadowoleniem. – Myślałam, że znasz się na
najnowszych koafiurach!
-
Ej! W domu robiłam warkocze Milagros! Nie narzekała!
-
To jakaś służąca? – prychnęła szatynka.
-
To moja siostra! – warknęła Zocha.
-
Głupie imię - odparła Telcia i wskazała na Patrycję. – Pokaż na niej co
potrafisz i wtedy zdecyduję czy nadajesz się na moją koafiurzystkę!
-
Wal się! – powiedziała Zocha idąc dostojnym krokiem do swojego łóżka, po czym zwaliła
się na nie jak worek ziemniaków.
Patrycja
pomyślała, że po tym raczej nie dogadają się szybko z Telimeną.
***
Po
pierwszej nocy dziewczęta wstały przed siódmą rano i pokłóciły się o łazienkę.
Najgłośniej krzyczała Zocha z Telimeną. Uciszyły się dopiero wtedy, gdy
Patrycja wzięła ręcznik i weszła do łazienki, krzycząc zza zamkniętych drzwi,
że „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Wtedy Kaśka nieśmiało
zaproponowała aby zrobić grafik. Zocha stwierdziła, że to niegłupie i w ciągu
kilku minut powstała tabelka z rozpiską. Telimena próbowała udowodnić, że jako osoba
szlachetnie urodzona powinna być przed plebsem. Zośce i Patrycji, która już
wyszła z łazienki, tak to się nie spodobało, że wyrecytowały długą litanię
klątw, które rzucą na koleżankę jeśli spróbuje się wepchnąć w kolejkę.
Śniadanie
zjadły znowu z Faustyną, nazwaną przez Zochę „Fusią” i Bogumiłą, która na razie
nie zyskała przydomka. Po czym wróciły do pokoju, aby się przebrać w odświętne
szaty. Zocha miała pod spodem kolorową, etniczną sukienkę, a Patrycja to co
wybrały u niej w domu.
-
Dobrze, że mi kazałaś wziąć te ciuchy – powiedziała z uśmiechem. - Pani Jadwiga
chciała sama spakować moją torbę, gdy zobaczyła jak wkładałam do walizek
lolicie rzeczy. Strasznie się zdenerwowała, krzyczała, że „to nie przystoi
pannie” i takie tam pierdoły. Akurat tata był w domu i mi powiedział abym
spakowała się do drugiej walizki… Wzięliśmy tą z lolicimi ciuchami, a tamtą
schowaliśmy w garażu bo tam pani Jadwiga nie sprząta… Pan Jan obiecał nic jej
nie mówić.
-
To twój tata nie ma nic przeciwko tym ciuchom?
-
Nie, mówił, że czarodzieje tak dziwnie się ubierają, że będę tam pasować.
-
Ha, ha! Ma rację!
Pierwszoroczniacy
zostali ustawieni klasami na dziedzińcu szkoły. Stali na samym przodzie, a za
nimi pojawiły się starsze roczniki. Dyrektorka przemawiała magicznie wzmocnionym
głosem. Opowiedziała jak bardzo stęskniła się za swoimi starymi uczniami i jak
się cieszy widząc nowych. Mówiła o organizacji roku szkolnego oraz o celach
edukacyjnych wyznaczonych przez Ministerstwo Magii. Patrycja zauważyła, że
zagranicznym uczniom wychowawcy tłumaczą przemowę, która była w języku polskim.
Po skończonych przemowach i ogłoszeniach organizacyjnych, wychowawcy zabrali
swoich uczniów do klas aby omówić z nimi plan lekcji. Patrycja zauważyła, że
sorka Angela nie ma wychowawstwa. Spytała się o to Amelię.
-
Nauczyciel, który zajmuje się powiadamianiem mugolaków w wakacje, nie ma swojej
klasy – wyjaśniła jej prawie-bliźniaczka. – W czasie roku szkolnego ciągle
będzie im pomagać.
-
Jak? – zaciekawiła się Zocha, która nie miała pomysłu w czym mogłaby jej pomóc
sorka.
-
Opowiadała, że raz musiała pojawić się u jakiejś dziewczyny ponieważ dziadkowie
myśleli, że jest opętana i coś im naściemniać. Często zdarzają się wpadki w
urzędzie, bo nie dostarczą dokumentów do mugoli na czas i wtedy jest problem,
bo tamtejsze CZOPki oskarżają rodziców o to, że ich dzieci nie chodzą do szkoły.
-
Mogłybyście nie odzywać się do mojej nowej najlepszej przyjaciółki? – spytała
się Telimena.
-
Sorry, nie wiedziałyśmy, że jest ubezwłasnowolniona – prychnęła Zocha.
Dziewczyny
zamilkły ponieważ, żadna nie wiedziała co oznacza słowo „ubezwłasnowolniona”.
Klasa
pierwsza „c” szła posłusznie za wychowawcą. Zocha z Patrycją zachwycały się
głośno poruszającymi się obrazami, ku rozpaczy Telimeny, która twierdziła, że to
objaw choroby umysłowej. Po przejściu niezliczonej ilości schodów i korytarzy, Miłosz
Chmielewski zatrzymał się przed salą numer 121 i wpuścił uczniów. Patrycja
siadła w pierwszej ławce z Zochą, za nimi usadowiła się Amelia i Telimena, zaś
w trzeciej zajęła miejsce Katarzyna z nieznanym im chłopcem. Wychowawca
ogłosił, że najpierw sprawdzi obecność aby zobaczyć kogo ma w klasie. Gdy
doszedł do nazwiska Amelii, uśmiechnął się.
-
Więc to ty jesteś siostrą Angie! - popatrzył się na stojącą w ławce dziewczynkę.
– Zaraz… ciebie wyczytywałem wcześniej!
-
Nie ją, mnie! – zawołała Patrycja i uniosła rękę.
-
Co!? - nauczyciel wyglądał na zbitego z tropu. – Angela mówiła o tylko jednej
siostrze…
-
Ami z Pyśką nie są rodziną sorze! – wyrwała się Zocha.
W
klasie zapanował gwar. Uczniowie z
dalszych ławek wyciągali szyje aby obejrzeć nowe koleżanki.
-
Ja cię kręcę! Ale heca! – stwierdził Miłosz. – Dobra! Spokój dzieciaki,
pogadamy o tym później! Lecimy dalej!
Okazało
się, że do klasy pierwszej „c” uczęszcza piętnaście dziewczyn i szesnastu
chłopaków. Uczniowie wyglądali jak zwyczajni trzynastolatkowie oprócz chłopca
siedzącego z Kasią. Patrycja z Zochą początkowo myślały, że zgubił się czyjś
brat chodzący do podstawówki. Wyglądał jakby miał góra dziesięć lat, był niski
i drobny, pucołowata buzia posiadała niebieskie oczy, różowe usteczka, a nad
nią królowały złote loczki. Niejedna dziewczyna mogłaby pozazdrościć mu urody:
idealnie nadawał się na modela do obrazków słodkich aniołków. Dlatego wielkim
zaskoczeniem było, gdy wstał na dźwięk swojego imienia i nazwiska:
-
Paul von Wentzl!
-
Jestem!
Telimenie
oczy mało nie wyszły z orbit. Odwróciła się do niego błyskawicznie.
-
Jesteś z TYCH von Wentzl? – zapytała podniecona.
-
No chyba z tych, czemu pytasz? – odparł zdziwiony.
-
Od dzisiaj jesteś moim przyjacielem i siedzisz ze mną! – popatrzyła się na
Amelię. – Przykro mi, musisz zrozumieć.
Koleżanka
nic jej nie odpowiedziała. Paul wyglądał jakby mu było wszystko jedno. Patrycja
z Zochą popatrzyły się na Telimenę z politowaniem.
-
No tak, z plebsem to się nie chce siedzieć – mruknęła ta druga.
Miłosz
Chmielewski szybko doszedł do końca listy. Wyciągnął dwie kupki kartek z biurka
i machnąwszy różdżką sprawił, że pofrunęły do uczniów. Okazało się, że są to plany
lekcji. Jednak nie wszyscy je dostali, w ręku mężczyzny zostały trzy arkusze.
-
Jakub Łochocki, Aleksandra Woźnicka i Eleonora Zawadzka! Pooowstaaań! - rzucił komendę.
Trójka
dzieciaków wykonała z lekkim strachem rozkaz, zastanawiając się czego może
chcieć od nich wychowawca.
-
Pochodzicie z mieszanych rodzin, musicie zdecydować czy chcecie chodzić na
mugoloznastwo – czyli naukę o pozamagicznych gościach, czy na magoznastwo –
przedmiot o życiu czarodziejów.
Ulga
całej trójki była namacalna, dziewczyny trochę się wahały, ale w końcu każde z
nich zdecydowało. Patrycja porównała swój plan lekcji z Amelią.
-
Rzeczywiście! Ja mam magoznastwo, a ty mugoloznastwo!
-
No jasne! Przecież jestem z magicznej rodziny.
-
Ciągle o tym zapominam… - jęknęła. – Dziwnie mi z tobą gada, czuję się jakbym
mówiła do lustra – wyznała.
-
Ja to samo! – ucieszyła się Amelia, której kamień spadł z serca po tym
wyznaniu.
-
Żółwik!
-
Eeee… że co?
-
Dziwni ci czarodzieje, nawet żółwika nie znają… - mruknęła Zocha.
-
Mam takie samo zdanie o tobie! – fuknęła Telimena. – A teraz się zamknij bo pan
Chmielewski jeszcze chce coś powiedzieć!
Po ustaleniu przewodniczącego klasy (Telimena od razu się wyrwała ze swoją kandydaturą) oraz zastępcy (zmusiła do tego Paula ponieważ nikt inny się do tego nie kwapił) uczniowie pożegnali się z wychowawcą. Zocha z Patrycją postanowiły odprowadzić Amelię do Sali Kominkowej w północnym skrzydle zamku, ponieważ koleżanka wracała codziennie do domu przy pomocy proszku Fiuu. Początkowe zmieszanie ustąpiło i dziewczyny wesoło rozmawiały przemierzając wewnętrzny dziedziniec.
-
Wcale nie chciałam z nią siedzieć – stwierdziła Amelia. – Trochę mi szkoda
Paula ponieważ Telimena nie wydaje się sympatyczna.
-
Wygląda na to, że leci na tytuły. O co chodzi z tym jego nazwiskiem von
Pretzel? – spytała się Patrycja.
-
Von Wentzl – poprawiła ją Amelia. – Słyszałam, że to bardzo stary ród
pochodzący z Niemiec. Musiałabym się spytać mamy albo babci co o nich wiedzą.
-
Twoja mama naprawdę szyje ubrania dla Telimeny i jej rodziny? – zainteresowała
się Zocha.
Amelia stanęła w miejscu i zachichotała.
-
Jasne, że nie! – wyjaśniła. – Czasem coś projektuje na zamówienie, szyciem zajmują się krawcowe, a wszystkie ciuchy można kupić w jej butiku w Magowie.
-
Muszę przyznać, że Telcia ma zajebiste ciuchy - westchnęła Zocha. – Gdy
wyciągała sukienki z kufra to się śliniłam jak szczeniak na widok kiełbasy. A
te jej wszystkie…
Urwała,
ponieważ zauważyła, że w ich stronę idzie zauważony wcześniej na stołówce,
przystojny licealista. Wiatr trącał delikatnie złote włosy, czerwień szaty
wspaniale współgrała z jego urodą. Postawa chłopaka wskazywała na pewność
siebie i dumę. Zocha z Patrycją, zaróżowione z podniecenia, zaczęły szeptem
zastanawiać się czego może od nich chcieć obiekt ich westchnień. Amelia
popatrzyła się na nie jakby z księżyca spadły.
-
Nie wygłupiajcie się – nieoczekiwanie warknęła na nie.
-
On do nas idzie – pisnęła Patrycja i zaczęła wygładzać nerwowo szatę.
- No jasne, ze idzie! Co miałby innego robić? –
prychnęła Amelia.
-
ZNASZ GO!? – oczy Zochy i Patrycji były wielkie jak spodki.
Amelia
chrząknęła i spojrzała na swoje stopy z miną wyrażającą zakłopotanie.